IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Domostwo Alva i Ryu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 04, 2014 6:18 pm

Opis w przyszłości

Hm, nie było aż tak ciężko, jak sądził, chociaż procedury a propo wpisywania do kolebki nowych mieszkańców i zajmowania jakiś domowisk jednak mogły trochę irytować. Mimo to jednak, nie były aż tak restrykcyjne, więc Ryu nie powinien się czuć aż tak potwornie po nich. Nie faszerowano go niczym, nie rozbierano, raczej zadano kilka, ogólnych pytań i spisano co nieco. Nic potwornego, prawda? Gorzej było z załatwieniem mieszkania. Co prawda i owszem, było darmowe, ale ile tych podpisów i opisów, aż się czytać nie chciało... Koniec końców jednak, wspólnie wybrali chyba najlepszą opcję.
I już po kilku chwilach kroczyli wzdłuż drogi z najróżniejszymi budowlami, zaś Alv miał w kieszeni jeden z dwóch kluczy do ich nowego domu, o numerze "23". Teraz tylko go znaleźć... W tych ciemnościach, bo zwiedzanie i biurokracja zeszła im do wieczora.
- Jeśli widzisz gdzieś Ryu nasz domek, to mów od razu. Ja go nie zobaczę nawet jeśli wejdę w jego ścianę. - Parsknął śmiechem, próbując przyzwyczaić oczy do zmieniającego się mroku i światła, bo co rusz latarnia była gdzieś. Ryu mógł się czuć nieco nieswojo w tym otoczeniu - ale chyba nie było aż tak źle jak za dnia, no, przynajmniej Alv miał taką nadzieję. Co rusz zerkał w stronę, skąd, miał wrażenie, że widział/wyczuwał obecność swojego kochanego, cienistego chłopca. Miał nadzieje, że jakoś to przetrwa. Do ich domu nie może być przecież tak daleko, prawda? Może jeszcze kilka domów... A może nie, huh.
Mimo że miał bose stopy, wcale nie pomagało mu to w równowadze, którą raz stracił, niemal tańcząc na lodzie chodnika. Udało mu się jednak utrzymać w pionie, kwitującym to krótkim "fhiew" i ignorując po całości, idąc dalej. Nie może być przecież tak daleko do tego domu, prawda? Prawda...
Chyba...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 04, 2014 7:53 pm

Owszem, procedury były konieczne i nie tak uciążliwe jak przypuszczał. Mógłby powiedzieć, że całkiem poważnie zaangażował się w to, aby dobrze spisać ich osoby do rejestru, oczywiście unikając źródeł światła. Nawet jak to była lampka na biurku urzędnika. Nie sprawiał kłopotów, siedział na wskazanym miejscu i odpowiadał żywo na pytania, co jakiś czas zerkając na Alvaro i uśmiechając się ku niemu, jakby jego obecność uskrzydlała go do takiego podejścia do spraw formalnych. Dogadali się nad wyraz dobrze, i chociaż głowili się, troili się które z zaproponowanych obiektów spełni ich zachcianki i wytyczne. Póki co nie było żadnych lokum bez okien (brrr... jak w wariatkowie) czy bez światła, i nawet gdyby takowe zaistniały magicznym sposobem, to nie chciał zupełnie ograniczać Czarnowłosego. To ma być ich pierwsza, wspólna decyzja. Dyskutowali nad paroma drobiazgami, lecz mieli raczej zgodne myśli, toteż mimo podjęcia dość szybkiego wyboru czekali kilka godzin na załatwienie papierkowej roboty.
Spacerowali więc już wieczorem wypatrując "wykupionej" posiadłości. Aczkolwiek Ryu co jakiś czas przystawał zainteresowany jakimś drobiazgiem, którego nigdy nie widział na oczy, albo tylko w formie przekazu mediów, ale doganiał wnet Ukochanego i kierowali się we właściwym kierunku. Na całe szczęście nawet pokryte lodem chodniki nie okazały się aż tak zdradzieckie na jakie wyglądały.
-Domek "numer dwadzieścia jeden"... -rzucił badawczym spojrzeniem na sąsiedztwo przyglądając się budynkom i ich działkom, co jakiś czas chwytając Alvaro za nadgarstek, by nie wszedł na płot czy ulicę- ...jeszcze dwa i będziemy na miejscu, o to się nie martw. Okolice są piękne, jutro z rana sam zobaczysz.
Nie opuszczając kompana na dłuższy dystans niż wyciągnięcie ręki kroczyli tak długo, aż dotarli na miejsce. Jeszcze chłopak upewnił się z załączoną mapką do katalogu, który wcisnął do spodni, do głębszej kieszeni.
-Oto i on. "Dom numer dwadzieścia trzy".
Stanęli przed z pozoru niewielkim domkiem, który nie wybijał się ekstremalnie od pozostałych ani swoim wyglądem ani metrażem. Przed budynkiem znajdował się mały ogród, chodnik od drzwi wejściowych aż do furtki z numerkiem, a w tyle działki - jedno, wielkie drzewo. Na takim małe dzieci mogłyby spokojnie zbudować domek na drzewie i bawić się w nim od rana do wieczora. A propo pory dnia - Ryu subtelnie kierował Dżinem w stronę klamki od furtki, by mógł przekręcić w zamku otrzymany klucz. Zimowa noc naprawdę gęstniała i na nic się zdawały nawet ośnieżone skrawki ziemi. Były dość spore zaspy na ich działce, toteż musieli stawiać ciężkie kroki, by dojść do drzwi. Tam nastąpiła kolejna procedura przekręcenia zamka kluczykiem, a później mogli wejść wspólnie do środka.
Stali w małym korytarzu, gdzie zostawiało się buty i płaszcze, ale oni takowych nie posiadali, tylko otrzepali się trochę ze śniegu. Ryu widział doskonale każdą ścianę, każdy mebel i już uśmiechał się od ucha do ucha zadowolony. Przydałoby się też, aby Ukochany podzielił jego zdanie, dlatego rozglądał się za świecami, które na przywitanie stały na prostym stole jadalnianym. Wytrzepał buty ze śniegu i w pośpiechu rozpalił świeczkę, żeby wręczyć ją do rąk Alvaro. Mrużył przy tym oczy, bo jednak bliskość ze światełkiem nie wpływała na jego wzrok dość dobrze.
-Ale dali nam piękny domek! I jak dobrze izolowany... cieplutko jakby palono w kominku... oh...
No tak, kominek... raczej nie będą mogli mieć takowego z widzialnym płomieniem. Prędzej taki typowy piec w kotłowni, lecz nie nadawałby miłego klimatu. Podrapał się w tyle głowy i chodził cicho po parterze. Przemierzył kuchnię, jadalnię, salon - wszystko w prostym stylu. Zdecydowanie dali im dom do udekorowania. Żeby nie było pod stopami dywanów? Na kanapie poduszek? Ani jednej roślinki? Będą musieli kupić kilka elementów ocieplających wizerunek. Ale to szczegóły, grunt to porządny dom, na ich własność i użytkowanie.
Jakoś miał dziwne wrażenie, iż Dżin chciałby widzieć więcej niż tyle ile rzuca płomień świecy, dlatego objął go jedną ręką w pasie i postawił niemal przed ścianą. Niemal, gdyż chwycił delikatnie dłoń Ukochanego i skierował na nierówności na ścianie.
-Czujesz to? Tu jest przełącznik światła, gdybyś chciał widzieć więcej.
Zasugerował puszczając rękę Długowłosego z małego kwadracika z panelami na włącznik. Niby nie musiał go aż tak instruować, miał przecież świeczkę w ręce, lecz dotykowo mógłby zapamiętać położenie "cosia" w razie czegoś. Kurcze, naprawdę Dżin wiele poświęcał się dla wygody Cienistego. Przecież... młodzieniec także może chodzić po zaciemnionych fragmentach pokoju. Nie mogą panować tu ciągle egipskie ciemności. Nawet sto świec nie zastąpi oświetlenia z jednej żarówki. Eh...
Wyjął po raz drugi rulon z kieszeni i przeglądał katalog otrzymany przy rejestracji i odbiorze domostwa. Wysunął go w stronę palącego się knota świecy, aby Rubinooki mógł pośledzić wzrokiem na papierze tok rozumowania chłopaka.
-Hm, według planu... na piętrze zaprojektowano sypialnię z małą łazienką i pokojem. Idziemy sprawdzić?
Uśmiechnął się i wtulił się w ocieniony bok Alvaro. Tak, naprawdę cieszył się na samą myśl, iż będą mieć własne M, że razem będą dzielić się tym skrawkiem wolności od Kolebki, i że w nim będą zacieśniać swoje więzi. Spuścił nieco "uszy" po sobie trochę martwiąc się jak pogodzą pewne obowiązki. Fakt, jego towarzysz serca był magiem, mógł wyczarować dosłownie wszystko, lecz to żaden relaks dla niego. W domu trzeba wypoczywać od trudów, a nie silić się na kolejne zaklęcia. Ryu będzie chciał podzielić się sprawiedliwie, aby być przydatnym w utrzymaniu tego miejsca w najlepszej kondycji. Może sprzątać przed świtem na błysk, żeby rano nie walały się po kątach śmieci i kurz. Zawsze mogliby zamówić jakąś pomoc domową, lecz chłopak nie widział takiej potrzeby. Z początku na pewno nie będzie tak bardzo chętnie wychodzić ze wspólnego domostwa, więc będzie mieć czas na takie sprawy. I nie tylko te.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 04, 2014 8:43 pm

W porównaniu do Ryu, Alvaro był niczym dziecko błądzące we mgle. Mógłby jeszcze wyciągnąć ręce przed siebie i wymacywać nimi powietrze, czy aby nie kieruje się na jakiś mur czy coś innego. Nie, zdecydowanie przyda mu sie jakieś przenośne źródło światła. Może latarka? Świeca? Lampion? Znicz(nie no, przecież nie idzie z orszakiem pogrzebowym)? Ciężko powiedzieć, ale koniec końców, jeśli nie będzie miał jak sobie poradzić, to wszystko pójdzie na głowę pamięci. Nauczy się zwyczajnie trasy, a także i rozkładu pomieszczenia.
Grunt że chłopak nie starał się biec cicho - dzięki temu miał chociaż pewność, że jest w pobliżu i znów nie myli się z wyczuwaniem cienistej energii jak ostatnio w kwestii elfa. Co prawda, strażnicy zarządu pytali o jego rane, ale zbył ich faktem że była to "nieistotna sprzeczka". Co prawda nie dali mu odejść tak i jego rana zasklepiła się dzięki mocom leczniczym jednego z członków zarządu, za co był wdzięczny. Bo czemu by nie miał być?
Pomoc chłopaka była przydatniejsza niż sądził - czasem odczuwał jak po pociągnięciu za nadgarstek lekko ociera stopą o jakiś twardy element przed nim, prawdopodobnie murek czy płoty lub furtki. Kiwnął głową na jego słowa, pomimo wszystko nie tracąc pogodnego uśmiechu. - Zapewne, ale nie będą takie niesamowite bez ciebie. - Pomarudził trochę, mimo wszystko jednak nie tracąc pogody ducha. To na swój sposób mówiło, że nie będzie mu się spieszyło do opuszczania domostwa i zostawiania Ryu samego.
Koniec końców, zatrzymał się jak, sądząc po jego "przewodniku", miejscem jakie wykupili, lub poprostu "zarekwirowali" na własność. Przy takim oświetleniu jednak wiele z tego domostwa nie widział, więc musiał, niczym ślepy dawać się kierować rączkami swojego chłopczyka. Nie marudził jednak na to. Wydobył klucz z kieszeni i - z pomocą, przekręcił go w zamku furtki, po czym otworzył ją i puścił go przodem, samemu wchodząc (klucz oczywiście wyjmując), po czym zamkną furtkę na skromną zasuwę (chwilowo na nic innego nie trzeba było, a i złodziei się nei spodziewał), by szybko dołączyć do swojego towarzysza żywota kawałek dali. I znowu zamek? Huh... Znów chwila celowania i... Trafienie! Przekręcił klucz w zamku, a gdy całkiem przyjemny "klik" oznajmił że jest otwarte - znów otworzył i puścił go przodem. Zaraz po tym wszedł sam (klucz zabierając oczywiście) i zamykając drzwi. Huh... Ciepło tu. Lekko otrzepał się (głównie stopy) ze śniegu, po czym, znów po omacku (trzymając się dłonią ściany dla wszelkiego wypadku) szedł za głosem stóp Ryu. Widok już choćby odrobiny oświetlenia pod postacią świecy był znakomity, tylko trochę bliżej. Przyjął świeczkę, mrużąc nieco oczy od zbyt dużej ilości światła zbyt szybko, po czym obrócił się wokół, przyglądając otoczeniu w blasku świecy. Z każdym kolejnym szczegółem uśmiech się poszerzał. Może i surowe - ale własne.
- Zdecydowanie piękny, w końcu na coś go wybieraliśmy tyle czasu. - No, ile im to się zeszło zanim dobrali odpowiedni to już lepiej nie wypominać... Z tego wszystkiego chyba właśnie dobór domu zajął im z dobrych parę godzin... Albo to poprostu Dżin nie ma poczucia czasu.
Szedł za cienistym, przyglądając się w delikatnym blasku świecy otoczeniu. Tylko tak jakoś... Twarde panele pod stopami, ściany w dosyć surowych odcieniach, żadnych ozdób... Chyba trochę spędzą w sklepie z meblami, przynajmniej tak sądził. Tylko jak je tu... Hm... W sumie, był pewien sposób, ale to się jeszcze pomyśli.
Tyle ile widzi mu wystarcza, choć faktycznie odrobinę w duszy chciałby lepiej widzieć. Uch... Jak mu teraz brakuje możliwości widzenia w mroku. Wiedział że niektórzy jego pobratymcy taką mieli, a jemu tego poskąpiono. Szkoda, potwornie szkoda. Lekko się wzdrygnął, objęty, ale szybko zrozumiał, kto to. Głupi, głupi Alv, przestań być taki. Nie musisz się niczego bać, ani zaskoczenia żadnego (negatywnego) nie osiągniesz tu. Tylko same dobre i fajne niespodzianki.
Pozwolił na manewry swoim ciałem, oddając się roli lalki, a na pytanie kiwnął głową, lecz i tak zabrał rękę. Po co to teraz. - Póki co wystarczy mi że jesteśmy razem i mamy swój własny, prywatny kącik. Poznam go lepiej w swoim czasie. - Posłał Ryu pogodny uśmiech i korzystając jeszcze z tego że są blisko, składając na jego gorliwie pomocnych usteczkach słodki całusik. Bo mógł, bo chciał. A jego uśmiech lekko przekrzywił się w zadziorny wyraz. A nuż widelec już nie będzie się wstydził aż tak?
Odszedł od ściany i zbliżył się do niego, przyglądając znad cienistego barku mapie. Na jego propozycje i gest który za nią poszedł objął go ramieniem, nie mogąc się wyzbyć uśmiechu. - Oczywiście! Jeszcze pytasz. Tylko czy zmieścimy się tak na schodach? Bo ja cię nie puszczę! - Zawołał wesoło, powoli idąc z chłopakiem ku schodom. Hm... Chyba zmieszczą się szerokościowo, nie są tak małe. Po paru schodach jednak westchnął i z nieco smutnawym wyrazem twarzy puścił swojego kochasia, po czym z uśmiechem (szybka zmiana emocji na twarzy, nie ma co) kiwnął w kierunku góry. - Idź przodem, będę tuż za tobą. Tak się nie dowleczemy tam do wiosny. - Parsknął śmiechem, ruszając tuż za chłopakiem.
Miał ogromną ochotę go klepnąć w tyłek, ale wstrzymał się. Jeszcze by się spalił ze wstydu biedaczek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 04, 2014 9:41 pm

-No ale...
Żadnego "ale" tylko łap całusa za całokształt od Dżina, hehe. Winszujcie sobie za wspaniałe cztery kąty, za samych siebie tak czule do siebie zwróconych. Mimo złożenia kilkudziesiętnego pocałunku na wargach Ryu, ten nadal nie mógł pozbyć się rumieńców. Nie były już takie wielkie i intensywne, lecz na tyle wyraźnie, by znać powód pojawienia się ich na policzkach. Oh Ty, Ty... specjalnie chciałeś to zobaczyć, cooo? Uśmiech Ukochanego wiele mówił, ale nie miał mu za złe tego wspaniałego podarunku. Miał wybitnie dobry humor, nawet zgodził się bez szemrania udać się na piętro, lecz ku zdziwieniu młodzieńca... chciał iść jednocześnie z chłopakiem. Na styk mieścili się w przejściu, nie było to zbyt wygodne do przechodzenia, zwłaszcza że Ryu nie był przyzwyczajony chodzić po schodach i raz czy dwa się zawahał na stopniu i by spadł na Czarnowłosego. Przyda się taka asekuracja od tyłu, chociaż i jemu trudno było "odtulić się" od towarzysza. Ale jak mus to mus. Jabłkowy.
-Uhm. Dobrze, Alvi, tylko uważaj na schody.
Potwierdził pomysł Dżina przodując w zdobywaniu piętra. I tak poszedł przed Wybawicielem i stawiał ostrożnie kroki, bo mimo dobrej widoczności trochę obawiał się stopni. W jednej chwili wydawały się za strome, zakręciło mu się w głowie i stracił równowagę lecąc plecami na tors Mistrza. I kto tu ma uważać teraz, co? Uśmiechnął się z przepraszającym wzrokiem i prędko wrócił do pionu, tym razem trzymając się jedną ręką barierki na górne piętro. Jedni lepiej widzą i gorzej stąpają po ziemi, drudzy gorzej widzą, ale niemal instynktownie pokonują stopnie.
Tak czy inaczej, dotarli na górę i oczom Ryu ukazało się jedno wielkie pomieszczenie, które według planu domu miało być podzielone na kilka pokoi, a tak naprawdę wyróżnić można było dwa: małą łazienkę i... sypialnię z jedynym, prawdziwym...
-Oh, ale wielgachne! -opisał krótko łóżko jeszcze przed dokładnym przyjrzeniem się meblowi przez Rubinookiego; szedł bardzo wolno ku oazie snu i usiadł na skraju materaca- Uh... coś niebywałego...
Zachwycać się byle meblem? Cóż, nie był przyzwyczajony do tak dużej przestrzeni dzielonej dla dwóch osób. Znowu objął palcami rękę Alvaro i zabrał go ze sobą na olbrzymie łoże. Mogliby utonąć w tej warstwie materacu i nigdy się nie wydostać poza ramy mebla. Nie miało na sobie większej ilości poduszek, tylko dwie, ani żadnych ozdobnej narzutki - ot proste, wygodne łóżko. Będą musieli i tutaj ozdobić tym i owym, aby nie rozlegało się tu echo.
-Chciałbym o coś zapytać... nie, tym razem nie o łaskotki -uśmiechnął się na samo wspomnienie o tamtej zabawie w Elfim Zagajniku- jak do tej pory spędzałeś czas wolny? Chodzi o to, żebyś mógł nadal uprawiać hobby, jeśli to możliwe. Żebyś był jeszcze szczęśliwszy.
Pogładził dłonią powierzchnię pościeli na łóżku i zamyślił się trochę. Jakby tutaj zarobić pieniądze? Przypuszczał, że Alvaro miał swoją pensję będąc Archiwistą, ale chciał przyczynić się do rozrostu budżetu także swoim wkładem, swoją pracą. Jeszcze nie umiał sprecyzować do czego mógłby się nadawać, lecz nie spoczywałby na laurach, czy tylko zajmował się domowymi porządkami. Skoro dostał nowe życie, trzeba wykorzystać je do maksimum, a nie rozleniwiać się.
-Aaa... aaa... AAAAPSIIIK!
Kichnął nagle tak siarczyście, że musiał chyłkiem przetrzeć nos. Brr, jakiś dreszcz przebiegł po nim. Może to przeciąg? Albo zmarzł zimowego wieczora? W każdym bądź razie nakrył się szczelnie pościelą i oparł głowę o ramię Alvaro. Eh, nie powinien był tak bawić się ze śniegiem jak wcześniej - brać go do gołych rąk, kosztować językiem jak smakuje czy wybierać największe zaspy, aby zostawiać w nich swoją odbitą posturę robiąc aniołki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Sro Lut 05, 2014 4:49 pm

Och, on, on. Zdecydowanie on i tylko on, ale może kiedyś zarazi swoim entuzjazmem do okazywania sobie czułości kochanego chłopaczka. I tak, zdecydowanie chciał ujrzeć znów te urokliwe, słodkie rumieńce na twarzy kochanego cienistego. Wprost to kochał, jak i jego całego. Bo czemu by nie miał? Ktoś mu zabroni obdarzyć miłością właśnie jego? Nie? To dobrze, bo nawet gdyby ktoś się znalazł - nie posłuchałby.
Jak mu się wydało szybko - tak faktycznie nie był to dobry plan, więc puścił Ryu przodem. Kiwnął głową na jego ostrzeżenie, nie obawiając się jednak za bardzo. Jeśli się przewróci - zawsze może użyć lewitacji do złagodzenia upadku. Szedł powoli za chłopakiem, gotów w razie czego go chwytać - widział że to może być konieczne. Troszkę początkowo tego nie rozumiał - ale szybko złożył fakty. Tyle siedzenia w łóżku, bez możliwości ruszenia się, ta winda specjalnie dla jego... I schody robią się czarną magią.
O, właśnie. Złapał lecącego chłopaka ramieniem i pomógł mu stanąć do pionu, uśmiechając się, ukazując tym że nie ma za co przepraszać. Szedł tuż za nim, asekuracyjnie zasłaniając resztę przejścia w dół ramieniem, w razie czego mogąc łapać go zanim się zaorientuje, ale nie było to już konieczne. Huh, w razie czego, będzie go znosił, o! To dla niego nie problem, a nawet przyjemność.
Ocena chłopaka wystarczyła, by wiedzieć, co było najbardziej interesującego na górze. Gdy tylko Dżin dotarł tak, by móc to widzieć, sam zagwizdał z nieznacznym podziwem. Co prawda - nie to co w lampie, ale to było naprawdę spore... Wszak, na dwie osoby, ni? No, ale to nie tak że muszą spać razem - jeśli Ryu będzie chciał prywatności, Alv bez problemu wyśpi się na podłodze, albo będzie udawał potwora spod łóżka. Bo tak, bo może i chce.
Znajdując się już przy łóżku, postanowił darować sobie oświetlenie, więc zgasił dmuchnięciem świeczkę, po czym pozwolił jej potoczyć się pod ścianę. Później o niej pomyśli - póki co jest na tyle ciemno, że warto by było wypróbować łóżko.
Do snu, oczywiście. Głównie dla Ryu.
- I to całe łóżko dla nas dwóch, ni? Nie będzie ci zbyt ciasno? Mogę spać na podłodze - nie ma problemu. - Zapewnił ukochanego, nie bojąc się bólów kręgosłupa (których i tak by nie miał) czy innych urazów lub problemów ze snu na podłodze. Byleby Ryu było przyjemnie. Usiadł obok niego, po czym pozwolił swojemu ciału opaść w tył, plecami lądując na łóżku, by przeciągnąć się, a potem wrócić z powrotem do pozy siedzącej.
Och, pytanie? Na zapewnienie że nie chodzi o łaskotki Alv zmarkotniał nieznacznie, chociaż było to bardziej na pokaz niż faktycznie zmartwienie. Jeszcze będą mieli czas na tego typu zabawy. W sumie - zastanowiło go to pytanie. Hobby? Nie myślał o tym. Podrapał się chwilę po głowie w zamyśleniu, szukając jakiejś odpowiedzi, ale nie przychodziło mu nic konkretnego do głowy. - Chyba... Nie miałem żadnego. Dotąd moim hobby było robienie wszystkiego co mi przychodziło do głowy, by nie zwariować z nudów w lampie. A gdy ją opuściłem... Cóż, zacząłem poznawać innych ludzi i tym się zajmować. Nawet wbrew ich woli. - Wzruszył barkami z nieznacznym uśmiechem. - Tam skąd pochodzę, moralność jest trochę... Inna. Po prawdzie, nie rozumiem tutejszych zasad moralnych i nie umiem się nimi kierować. Wprost ujmując - nie mam kręgosłupa moralnego. Dlatego... Zrobię to... - Ucałował jego policzek. - I to. - Objął wargami płatek jego ucha, składając na nim delikatny, czuły całus. - I to. - Z uśmiechem przypięczetował te pieszczoty czułym i delikatnym całusem w słodkie, cieniste usteczka chłopaka, obejmując jego policzki dłońmi. Delikatnie pieścił je swoimi wargami i językiem krótką chwilę, po czym jednak zerwał to, by chłopak mógł złapać oddech i trochę ochłonąć od rumieńców. Uśmiechnął się do niego, i lekko potargał mu włosy dłonią, puszczając jego twarzyczkę i napawając się jego wyrazem. Mimo iż było ciemno i prawie nic nie widział - nie szkodzi. Wystarczy jego obecność.
Oj... Spojrzał na chłopaka z troską po tym, jak ten kichnął. Przeziębił się? Nie no, chyba normalne choroby się go tak nie trzymają. Hm, jakby tu mu pomóc... O, ma pomysł. Alv szybkim ruchem zrzucił z siebie swoją "koszulkę", zostawiając ją gdzieś na boku, a gdy zawinięty w pościel Ryu się o niego oparł, nieco rozwiązał pościel, po czym wsunął ramię za niego i przytulił go do swojego, ciepłego torsu, owijając ich obu pościelą w kokon z uśmiechem. - Ogrzej się, bierz ciepło ode mnie. Nie możesz rozpocząć swojego nowego życia od rozchorowania się. Wychorowałeś za wszystkie czasy w swoim poprzednim życiu. - O, nawet ma lepszy pomysł. Pociągnął chłopaka za sobą, opadając na łóżko, po czym wciągnął się, odpychając nogami i czym tylko mógł, by wciągnąć się wyżej na łóżko. Gdy już jego głowa opadła na poduszki (Ryu miał poduszkę z niego, heh), objął obydwoma ramionami ukochanego, czule głaszcząc go po włoskach, skrytego w pościeli. Czy był senny? Nie, a i po co marnować czas na sen, huh. Teraz miał czas na opiekę nad Ryu, co by biedaczek nie złapał żadnej choróbki. Nie ma na to szans! Nie pozwoli!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Sro Lut 05, 2014 6:46 pm

Oho, co za bzdury plecie?! Na podłodze?! Niby zdrowe dla kręgosłupa, ale... nie widział tam miejsca dla kogoś tak wyjątkowego jego sercu. Jeśli to miał być żart (a jakoś tak wyłapał wielką powagę w słowach Czerwonookiego), to cóż... nie załapał. W każdym bądź razie skrzywił nieco brwi i pochwyciwszy lekko w dwa palce czubek noska Alvaro - uszczypnął na przestrogę z uśmiechem.
-Weź, nawet tak nie myśl - Twoje miejsce jest przy mnie, zawsze i wszędzie.
Nie będzie bawić się w pieska w takich okolicznościach. Zwłaszcza w nocy, kiedy trzeba okiełznać takie wielkie łóżko. Samemu poległoby się między jednym a drugim materacem. A tak to razem przejdą tą przygodę w krainie snów razem. Tylko jeszcze nie teraz, jak będzie czas. Chociaż... Alvaro potrzebował snu, nie zmrużył oka przez prawie dwie doby. Uh, i mu głupio, że tak samolubnie podchodzi do zagadnienia i chce mieć dla siebie dyspozycję Dżina. Właściwie nie powiedział tego nigdy na głos, jednak jak będą sobie okazywać czułość jak na przykład będą spali o różnych porach dnia?
Odpowiedź na temat hobby zaintrygowała młodzieńca. Nie miał takowej, i w dodatku nie posiadał jeszcze wrytego na pamięć kodeksu postępowania. Bardzo ciekawa filozofia. Żadnych ograniczeń, żadnego kręgosłupa moralnego... żadnego pohamowania przed zalaniem młodzieńca karesami i czułością. A on w zamian co? Próbował w trakcie pieszczot odwdzięczać się (na przykład kiedy ich języki ocierały się o siebie), lecz coś go blokowało. Chyba natłok czułości, w życiu nie spodziewałby się chociaż jednego muśnięcia warg w policzek, a tu cała plejada rozkoszy od niemal początku ich znajomości. Bardzo bliskiej znajomości. Eh, ale pożytek był z tego taki, że zapamiętywał jaki rodzaj czułości został mu okazany, by w przyszłości móc opierać się na zdobytym doświadczeniu i równie wspaniale pieścić zmysły Dżina.
Nie oponował przed takim rozwiązaniem, ani przed tym, że Ukochany wcisnął rękę w kokon i przygarnął do siebie ze zmartwieniem. Nie powinien aż tak przejmować się, przecież to tylko jedno, małe kichnięcie. Ale nie odsuwał się nie nic. Nie chciał uciekać od źródła jego egzystencji.
-Rety, grzejesz naprawdę mocno -uśmiech nie malał, nawet jak musiał od czasu do czasu pociągać noskiem- Z takim zapleczem medycznym w Twojej osobie nie mam prawa być chory. To pewnie tylko aklimatyzacja. Pobędę z Tobą dłużej i przejdzie w trymiga.
Fajny pretekst, żeby się nie rozstawać, prawda? Ha, jakby tylko troska trzymała Alvaro... a przecież to nie tylko to. Nie trzeba przypominać od czego zależało najbardziej ich magnetyzm, że nie mogą się bez siebie obejść. Ale to naprawdę miłe, że z byle kichnięcia stanął na wysokości zadania i otoczył go taką opieką, że każdy inny byłby zazdrosny. Nie mógł więc dać się byle przeziębieniu! Kolejnego życia nie zyska. Właśnie, czy Nieśmiertelny może umrzeć od choroby? Chyba tak, a pewnie agonia jest dłuższa. Z tego co powiedział mu Rubinooki - Nieśmiertelni nigdy się nie starzeją, nic nie wspominał o śmierci. Tfu! Nie można o czymś takim myśleć w tej chwili! Ale to ta chwila i słowa Wybawcy o swoim hobby sprowadziły jego tok myślenia na te tory.
-Alviś... -wypowiedział cicho imię swojego Dobrodzieja i ostrożnie wygramolił jedną rękę z kokonu na tyle, aby palcem delikatnie rysować szlaczki na torsie, obok którego miał swoją głowę- ...jesteś równie tajemniczy co kochany, wiesz? Gdybyś chciał nadal zawierać znajomości, nie będę Ci stać na przeszkodzie. Wszak to forma rozrywki poznawanie nowych istot, prawda? Gdyby nie to, nigdy nie spotkalibyśmy się.
Trochę kręcił się w kokonie z pościeli, żeby podsunąć się wyżej z ciałem i skraść jeszcze jeden, dłuższy pocałunek od Ukochanego. Ich wargi złączyły się we słodkim związku i ze sobą współgrały wraz z ich aurami. Naprawdę robił postępy w swej nieśmiałości wobec tej czynności, a to dzięki Dżinowi. Ofiarował mu więcej niż życie, bo dał także swoje serce. Jak tu nie przyjąć tego daru i nie czcić jego piękność w miłości? Zakończył całus i uśmiechnął się w kierunku swojego świata, który obejmował go czule swoimi ramionami. Wkopał się z powrotem pod pościel, lecz nie od niej było mu gorąco. Obecność Czarnowłosego ogrzewała go bardziej niż najwydajniejszy piec. Rozświetlone ślepia Cienistego spoglądały na "Poduszkę" i nie chciały oderwać się od "Niej". Taki miękki w dotyku, taki komfortowy w leżeniu na nim... można się rozmarzyć. W dodatku teraz nie miał na sobie koszulki, więc mógł podziwiać jego muskularne, aczkolwiek nieprzesadnie umięśnione (i dobrze) ciało Alvaro. Huh, gorrrący towar, hehe. Akurat Ryu nigdy nie miał homofobii i wielce tolerował każdy rodzaj związku. Bo przecież dlaczego tylko płeć miałaby stać na drodze do szczęścia?
Ponieważ pod pościelą było ciemno (to dosyć logiczne), partie ciała w kokonie nabrały czarnej otoczki, tak jak i skryte włosy. Jedynie oczy i wtulona część twarzy Ryu ukazywała jaśniejszą barwę. Palcami przejeżdżał po odsłoniętym torsie Dżina chcąc dać mu znać, że wciąż tutaj jest. Co prawda jak tak tulą się do siebie to również da się wyczuć jego obecność, ale po prostu chciał to robić. Wydawało mu się, że mizianie po klatce piersiowej jest jakąś formą usypiania, a przecież towarzysz nie spał od... minimum dwóch dni! I wylegiwanie się na poduszce w Elfim Zagajniku nie wliczało się w to. Powinien zasnąć, inna kwestia że zegar biologiczny pod wpływem "stylu życia" chłopaczka z antenkami na głowie może odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Pią Lut 07, 2014 1:04 pm

Ej nu! On tu chce jak najlepiej dla Ryu, a ten go za to szczypie. Ej nu! To nie jest fajne! Skrzywił nieco się ze zmarkotniałym wyrazem, nieco w sumie nadąsając przy okazji, ale jego słowa szybko wróciły go do normy pogodnego wyrazu twarzy. Kiwnął głową na zrozumienie jego słów. - Nawet nie śmiałem w to wątpić. - Powiedział z pełnym przekonaniem wiarygodności swojej obietnicy i słów. Nawet nie śmiał wątpić w to, że jest inaczej. Jego miejsce jest tutaj, przy nim. Zawsze i wszędzie, razem. Bliżej i bliżej, złączeni tym intymnym, potężnym łańcuchem uczucia, uczucia które nie zgaśnie, którego nikt nie odbierze.
Phiew, sen. On równie dobrze może odpocząć poprzez brak ruchu, niż faktycznie sen. Nie odczuwał aż takiego pociągu do snu, czy jedzenia i picia, jak właśnie choćby Ryu z tym musiał się zmagać jakiś czas temu. I co z tego że nie zmrużył oka przez dwie doby? Może nawet i przez dwa lata, jeśli będzie trzeba. W razie czego - jakoś sobie poradzi. Krótka wizyta w znienawidzonej lampie od razu przywróci mu siły choćby.
Tak jak i czas spędzony z jego kochanym chłopczykiem.
Nah, nie przeszkadzało mu to, że nie potrafił jeszcze odwzajemnić tych uczuć tak samo dobrze, jak mu je dawał. Nauczy się... Jeszcze będzie miał DUŻO okazji do nauki, zarówno teoretycznej, jak i praktycznej. Bardzo dużo... Wszak, mają dla siebie całą wieczność, prawda? Chociaż nawet teraz fakt że próbował odwzajemniać te uczucie, choćby samym, delikatnym ocieraniem się języków, to zawsze jakiś start i progres. I może i nie był przyzwyczajony, ale co z tego? Jak było wspominane - nauczy się. Kwestia czasu i praktyki.
Może i nie powinien, ale chce. Zabroni mu ktoś? Ni, a on lubi się przejmować osobami, które lubi... Które kocha. I jest nimi przejęty, nawet jeśli stanie się niewiele poważnych czynności, a i sam tego nie okaże - zawsze się przejmie. W większym lub mniejszym stopniu, ale zawsze to zrobi. - Więc jaki problem byś pozbył się koszuli? Łatwiej będzie ci przejmować ciepło. - Uśmiechnął się nieco zadziornie, bo sam w sobie był pewien że chłopak będzie się zbyt wstydził. No ale cóż... Spróbować można. - Tylko dlatego byś nie spłonął z zawstydzenia nie rozebrałem się całkowicie, a nie miałbym z tym problemu, uwierz mi. - Dodał jeszcze do poprzedniej odpowiedzi, po czym kiwnął głową na jego kolejne słowa. Zdecydowanie nie pozwoli mu długo chorować (jak będzie za długo - życzenie i do boju). Ale nie zmieni to faktu że nawet jeśli będzie zdrowy - nie będzie miał ochoty opuścić go ani na trochę. No co? Nie może być tak szczerze i prawdziwie zakochany, jak niewiele osób tego świata mogłaby być na jego miejscu? Więc nie odbierajcie mu tej możliwości, albowiem jej pragnie. Pragnie kochać i być kochanym... Tak jak teraz. Jego największym pragnieniem od kiedy utknął w lampie było właśnie to. Mieć kogoś, kto nie widzi w nim studni życzeń, kogoś kto jest mu bliski... Kogoś, kogo pokocha, i kto pokocha też i jego, za to jaki jest, nie za to, co umie. I tak jest więc teraz.
- Tak? - Wydobyło się ciche pytanie na równie ciche wymówienie jego zdrobniałego imienia. Słodziutkie zdrobnienie... Naprawdę słodziutkie. - Dziękuję... Ale to nie znaczy że stracisz miejsce w moim sercu. Nigdy je nie stracisz, bo moje serce należy już do ciebie. Moja dusza, mój oddech i moje serce, oddałem ci je. - W pewien sposób wytłumaczył teraz nieco to, co zrobił. Możliwe że właśnie to mu pozwoliło "ożywić" Ryu. Miłość... Mógł się zakochać tak od razu? A czemu nie?
Jego dłonie delikatnie wsunęły się pod materiał koszuli, obejmując nagą, ciepłą i delikatną skórę boków chłopaka, gdy ten podsunął się i pozwolił im ustom połączyć raz jeszcze. Jeszcze raz, na długo... Nie oponował, chętnie łącząc swoje wargi z jego, smakując delikatnie nimi jego słodkie usta. Przesuwał językiem po jego wargach, delikatnie obejmował je swoimi, a ich oddechy mieszały się w jeden, wspólny, iście magiczny rytm. Rytm miłości, rytm zakochania. Jeden, wspólny rytm... Tylko dla nich dwóch. Gdy tylko pocałunek się zakończył, zacisnął nieco ramiona wokół jego skóry, wsuwając je całe pod jego koszulkę (dając mu przy tym do zrozumienia że nie czuje by była mu potrzebna), rozkoszując się słodkim ciężarem kochanego chłopaczka na nim. Jego dotyk był iście kojący i nader przyjemny, wprost nie szło go opisać. Naprawdę przyjemny, miły... Delikatny i czuły. Był tak kojący, że mógłby się mu oddać... I popłynąć w ramiona Morfeusza, ale nie chciał tego. Nie chciał sam zasypiać! Noooo, nie ma tak! Jeśli będzie trzeba - stanie się stworzeniem nocnym i będzie wpadał do domów ludziom w środku nocy, bo w dzień będzie spał. Tak, to dobry plan! - Ryusiu... Nie chcę zasypiać. Nie jeśli nie zaśniesz ze mną, więc nie usypiaj mnie. - Wyszeptał cicho, ziewając ze śpiącym już wyrazem twarzy. Nie chciał spać! Nie bez niego... Zaczął więc delikatnie sunąć po skórze pleców chłopaka, kojąco i czule, chcąc tak samo i jego uśpić. Jeśli mają spać - to obaj albo żaden! O! I będzie tego uparcie się trzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Pią Lut 07, 2014 6:24 pm

-Ej no, m-myślisz, że chcę być aż taki nieśmiały? Duh... -uciekł spojrzeniem na bok, by jeszcze bardziej nie zaczerwienić się. Wredziol mały...- Wierzę. Jesteś do wszystkiego zdolny.
Uśmiechnął się i ochłonął po krótkim spięciu na temat jego wypieków oraz na temat nagości Alvaro. Owszem, wiedział że tam kryją się cuda nie widy, ale na ich oglądanie chyba nie był gotów. Znaczy się - nie był godny, o! Jeszcze nie zasłużył na taki prezent, hehe. Wiedział, bo przecież mówił o tym Dobrodziej, że raduje go już samą obecnością, jednak ciągle miał takie myślenie, iż powinien powalczyć o te zakryte ubraniem nagrody specjalne. Przeczucie? Intuicja? Ciekawość? Być może wszystko i nic. Tak sobie postanowił, dopóki nie zyska takiej pewności siebie, by zdjąć samemu spodni Dżina - dopóty nie ujrzy skarbów, heheh.
Tak wynurzając się z fantazji, usłyszał równie niewiarygodne słowa z ust Mistrza. Naprawdę? Dał mu fizycznie wszystko co najważniejsze? Zdumiewające... jakim to trzeba być szaleńcem czy po prostu kreatywnym, by zamiast wyczarować z niczego coś ofiarować takie dary z własnych środków? Był naprawdę wstrząśnięty, nie pamiętał samego procesu ożywiania go, sądził do tej pory, iż to była po prostu magia. A nie, że... miał w sobie prawdziwe cząstki jestestwa Alvaro. Czuł się zaszczycony, jednocześnie ze swej skromności ucichł nie wiedząc co odpowiedzieć. Jak na komendę wyczuł dłonie Twórcy pod koszulką, które pieściły go do granic możliwości, aż zdołał okazać swoją odpowiedź na wszystko co dobre tym uroczym pocałunkiem. Tylko oni mogli w ułamki sekund doskonalić świat swoją miłością. Przetaczała się ich magia na siebie, i gdyby nie ten szczelny kokon z pościeli, to pewnie pokazaliby całemu światu na czym polega to niebotyczne uczucie. Wzajemnie dogadzali swoim zmysłom to dotykiem, to całusem, to szeptem i oddechem...
A propo szeptu, ostatnie słowa wyciszone względem wszystkiego co głośne jasno dały znać, iż ululany Dżin nie chciał iść spać. A przynajmniej nie sam. Uśmiechnął się ciepło widząc jego już zaspane oblicze.
-Poczekaj... W takim razie prześpimy się razem, ale najpierw...
Musiał na kilka chwil oderwać się od oazy miłości, żeby - jak to pięknie ujął Dżin - łatwiej przejmować ciepło. Podźwignął się ostrożnie do siadu, żeby wykokosić się ze szczelnie zawiniętej pościeli i spróbować ściągnąć z siebie nietypowe ubranie. To trochę dziwne, że akurat w takim wdzianku zyskał nowe wcielenie, a nie w piżamie, w której jego człowieczeństwo dobiegło końca. Tak czy inaczej sięgnął palcami za zamki, które już przy lekkim przesunięciu powodowały rozmywanie się na czarną mgłę ciuchów. W ten sposób pozbył się także... spodni. To akurat nie było umyślne, toteż było widać Cienistego w pełnej okazałości. Tak jakby. Skóra, która nie była pieszczona przez Alvaro, tonęła w czerni, tak samo nogi i poniżej pasa. Tam, gdzie Ukochany dotykał go i grzał, uwidaczniała się jego naturalna skóra. Trochę to dziwnie wyglądało, jakby miał trąd czy rozległe poparzenia, wręcz zwęglenie ciała. Bez szerokich spodni wydawał się być naprawdę za chudy, lecz dało się dostrzec w miarę wyraźnie poszczególne partie mięśni. Nie przedłużając, położył się ostrożnie na Czarnowłosym jak na najbardziej komfortowym meblu i przesunął swoje dłonie na jego barki, które masował kolistymi ruchami opuszkami palców. Niech się rozluźni... niech odda się Krainie Snów... chociaż żadne marzenia nie mogą przebić tej wspaniałej rzeczywistości, w której Alviś pełnił najważniejszą funkcję. Uśmiech nie znikał mu ani na chwilę z ust, taki był szczęśliwy w jego towarzystwie! Ale żeby w pełni cieszyć się z daru tulanego do siebie chciałby, by Rubinooki wyspał się u boku Ryu. Chłopak nie wiedział ile czasu zajmie mu sen w nowej postaci, lecz i tak nie opuści posterunku, gdy Dżin zaśnie na dłużej. Za bardzo mu zależało na miłości swojego życia.
Dłonie przesunął z barków na jego tors i głaszcząc czule sam powoli popadał we znużenie, gdyż Ukochany nie był dłużny i naprawdę wyśmienicie przekazywał swoje emocje nawet jednym paluszkiem. Kojące impulsy usypiały coraz skuteczniej Uszatego, aż zmrużył powieki i cicho oddychając wyszeptał czułe słówka:
-Ashiteru yo, Alviś...
Ścisnął na chwilę mocniej dłonie na jego ciele, by za moment już prócz oddychania i bicia serca nie pokazywać po sobie objawów przytomności. Upity miłością spał więc na ciele mężczyzny jak zabity.
Ciepłe promienie słońca przenikały przez okna, ale na szczęście zatrzymywały się na pościeli. Mimo zimowej pory roku poranek wyglądał jak wiosenny. Uszaty nie spał od dłuższego czasu, mam tu na myśli około pół godziny. Schowany po czubek głowy pod pościelą tulił do siebie umięśniony brzuch Dżina i nie puszczał ani na chwilę. Cóż, trochę źle wypadło, że jednak nie przemogli się i nie poczekali ze snem do rana, żeby uciąć drzemkę w dzień. Dobra rzecz to taka, iż w końcu zmusił jakoś Długowłosego do spania. Wierzył, że spożytkował go w najlepszych celach. Przecież miał tą paskudne poparzenie na ramieniu, i mimo wyleczenia jej już w Instytucie przez troskliwych pracowników, i tak z troski wolał dmuchać na zimne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Sob Lut 08, 2014 11:28 am

- Nawet nie wiesz jak jesteś słodki gdy tak się wstydliwie zachowujesz. - Nie, nie mógł się powstrzymać. z Ryu wprost słodycz się lała gdy się tak wstydliwie zachowywał i rumienił. Jego pewne, nieco "zboczone" myśli podpowiadały mu, by sprawdził czy też i jego ciało jest równie słodkie... Ale nie. Nie teraz, nie dopóki chłopak tego nie zapragnie. Nie zmusi go, nie jego. - Do wszystkiego, oprócz jednej rzeczy... Nigdy cię nie skrzywdzę. - Powiedział to z pełnym przekonaniem w głosie, ani na moment nie zawachając się w tonie. Jest zdolny do wszystkiego, oprócz tej jednej rzeczy. Skrzywdzenia go. Czy fizycznie, czy psychicznie. Nie zrobi tego, nigdy. Nie tylko przez to że są połączeni w jakiś sposób... Lecz po prostu, nie zrobi tego. Choćby nie wiadomo co czuł, co się działo czy co miał zrobić - nie skrzywdzi go. Nigdy.
W praktyce - tak. On nie użył do tego życzeń, życzenia jedynie wzmocniły ten efekt, przez co nie musiał oddać całego swojego życia, ducha i oddechu, tylko odrobinę. Jednak tak, oddał mu je. Część, lecz on zagarnął wszystko, dzięki miłości. I Alv wcale się tym nie przejmuje w żaden sposób - ba - nawet się z tego cieszy. Jest to swoista forma zniewolenia jego serca - ale dobrego zniewolenia. Przez miłość, prawdziwą i szczerą. Miłość. Tą najpotężnieszą, tą najlepszą, tą...
Tą której teraz dają sobie smak, przekazując sobie czułe karesy i oddechy - esensję życia. W tej chwili świat nie miał znaczenia - w tej chwili ich świat był ograniczony do siebie wzajemnie. Tylko oni się liczyli, nic więcej. Tylko to teraz się liczyło, tylko oni nawzajem, nic więcej. On i... On, bo dlaczego by nie? Czy coś może stanać im na przeszkodzie by, nawet będąc tej samej płci, kochać się? Prawdziwie? Nie.
No bo co no... On nie chce iść spać, nie sam. Nie chce potem się obudzić i zastać śpiącego Ryu, i pewnie takowy też by nie chciał vice versy, prawda?
Uniósł brwi w geście zapytania, zastanawiając się co chłopak chce zrobić. Hm... Czyli jednak się rozbierze? Huh... A podobnież taki wstydliwy i nieśmiały, ale jednak chce się rozebrać! Ale jak Dżin mówił - tak zrobi i się nie rozbierze. Jeszcze nie... Może innym razem, kto wie?
Hm... Chcąc nie chcąc, nieco zamarudził spojrzeniem na jego, całkowicie nagim (choć okrytym mrokiem) ciele, nie mogąc się oderwać. No co? Nie może troszeczkę przyjrzeć się ciału swego ukochanego chłopczyka? On nie obłapiał go spojrzeniem, nie gapił się jak wygłodniały pedofil czy coś. Nie chciał dać Ryu do poczucia faktu bycia właśnie tak obserwowanym. On poprostu spoglądał na niego... Na niego w całej okazałości. Na swojego ukochanego. To że nieco zamarudził w tym spojrzeniu to inna kwestia, prawda?
Gdy już się położył z powrotem, Dżin potrafił odczuć swoim ciałem każdy element jego, nagiego ciała, ale nie zamierzał go dodatkowo zawstydzać. Nie w tym rzecz i tego nie zrobi. Miast tego, nakrył ich obu ponownie kordłą która nieco się zsunęła przez gesty Ryu, po czym objął jego nagi tors ramionami, przytulając do siebie (prawie jak pluszaczka, heh). Delikatny, czuły dotyk na jego barkach tylko dodatkowo go usypiał, powoli wyciszał jego oddech, sprawiał że powieki robiły się co raz bardziej ociężałe, ale wciąż nie. Nie zaśnie wcześniej niż jego ukochany, nie ma zamiaru!
Ale nie musiał długo czekać, gdy dłonie zsunęły się niżej, na jego tors, zaś dłonie Dżina również przekazywały spokojne fale snu delikatnymi ruchami na jego plecach. Czemu by nie? Właśnie. Gdy usłyszał ostatni, czuły szept ukochanego, delikatnie zacisnął jeszcze ramiona wokół niego, zamykając oczy z uśmiechem na ustach. Uśmiechem innym niż wcześniej. Uśmiechem szczęśliwej i spełnionej osoby. - Tobie również, Ryusiu...
Odpłynął w świat snów szybciej, niż mógł sądzić, huh. Już po chwili usnął z nim w ramionach jak prawdziwie zamordowany.
Kiedy się obudził? Nie miał pomysłu, ale pierwszą rzeczą jaką zarejestrował po otworzeniu oczu i powolnemu obudzeniu zmysłów było uczucie ścisku na brzuchu. Jego mało przytomne spojrzenie rozejrzało się po pomieszczeniu. Oświetlone... Jasne. Cmoknął kącikiem warg z niechęcią, uświadamiając sobie, w jakiej, swoistej "zasadzce" jest teraz Ryu. Na szczęście - dali im chociaż dom z zasłonami, tyle na plus. Nie musiał użyć rąk do tego... Podmuch powietrza jakim pokierował sprawił, że zasłony przysłoniły mordercze dla Ryu promienie światła, powodując ogólne zaciemnienie w sypialni. Zaraz po tym zerknął w dół swojego ciała, nieco podnosząc do góry rąbek pościeli z uśmiechem. - Podobnież miałeś się wstydzić tego, jakoś nie wyglądasz na zawstydzonego. Dzień dobry, kochany. - Nawet w zaspaniu jego humor nie potrafił go opuścić, huh. Druga dłoń czule zmierzwiła jego włosy, chcąc go powitać jak najlepiej, chociaż powitanie słonecznym porankiem mogło nie być dobre... To jednak Dżin musi to jakoś naprawić, prawda? Prawda. A to dobry początek dnia jak każdy inny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Nie Lut 09, 2014 10:43 am

Ryusiu... nikt go tak nie nazwał oprócz Drugiej Połówki. To słowo i czuły szept Magika obijały mu się po głowie i wcale nie chciał wyzbywać się tego stanu. Leżąc ściśle przy mężczyźnie swojego życia kontemplował nad nimi i cieszył się z jego ciepła. Uskrzydlały jego nieco ubogą duszę o wspaniałe doznania, których inni mogli pozazdrościć. Gdyby nie potrzeby fizjologiczne, mógłby się nimi karmić i nic więcej nie potrzebować do szczęścia. Nawet na chwilę z rozmarzenia przymknęły mu się oczy, kiedy poczuł na swojej głowie dłoń Ukochanego, a w uszach rozbrzmiał kolejny, cudowny zastrzyk uroczych słów. Z początku nieco rozespany (bo mimo tego, że obudził się jakiś czas temu jeszcze nie kojarzył wielu spraw) nie mógł zrozumieć sensu wypowiadanych zdań, lecz z czasem coraz prędzej wracał do rzeczywistości.
-Dzień dobry Alvi... moment, o czym Ty mó-...
Przyjrzał się uważniej w którą dokładnie stronę patrzył Dżin, zupełnie zapominając, iż jest goły! Ups! Natychmiast zasłonił się pościelą, chociaż i tak było "po ptokach". Zanurkował wgłąb pościeli i wiercił się pod nią, żeby ubrać się w cieniste ciuszki. Identyczne jakie miał, tak jakby na zawołanie kostium wynurzył się z ciemności pod pierzynką. Za chwilę też wyłonił się spod pościeli i wyszedł z niej całkowicie, aby zasiąść na meblu przygotowanym do spania. Usiadł tyłem do kompana speszony, chociaż starał się brzmieć jak najbardziej wyluzowany. Oczywiście mu to nie wyszło jak planował.
-Mam nadzieję, że Cię nie zniesmaczyłem... tym... tym widokiem...
Wyjąkał poprawiając sobie kołnierz przy szyi i pasek łączący spodnie z górną częścią ubioru. Wiedział, że zgorszyć nie zgorszył Ukochanego, ponieważ sam Alvaro mówił o tym wczoraj, że byłby zdolny do roznegliżowania się, ale sam nie był w stanie ocenić swoje nowe walory. Powiedział więc z dużą dozą ostrożności takie a nie inne zdanie, aby nie urazić wrażeń Czerwonookiego.
No tak, przeleżeli wspólnie kilka godzin, ale trzeba w końcu w inny sposób cieszyć się sobą. Uszaty nawet wpadł na pomysł co pasuje do wspaniałej pobudki urządzonej przez Alvaro.
-Zostań jeszcze w łóżku. Zaraz wracam.
Podźwignął się ostrożnie z łóżka i wolnym krokiem zbliżył się do schodów w dół, na parter. Chwycił się mocno balustrady i pomalutku, po jednym stopniu, schodził na niższą kondygnację. Zatrzymał się na dole, kiedy pomieszczenie było w większości zalane przez promienie słoneczne. Wyglądało ładnie, schludnie, ale nie po to zszedł na dół. Poszedł bowiem do kuchni, która również nie w pełni była oświetlona, toteż mógł działać w miarę spokojnie. Najpierw - tradycyjnie - pozbył się żarówki w lodówce (odłączył na chwilę sprzęt od gniazdka, by wykręcić niezawodnym śrubokrętem światełko ze swojego stanowiska), żeby wyjąć bezpiecznie znajdujące się tam rarytasy. Ci z Instytutu mieli naprawdę wielkie chęci, było tutaj niemal wszystko. Wydobył interesujące go składniki na blat, znalazł także chleb w dwóch rodzajach i przystąpił do dzieła. Zagotował także wodę w czajniku na ciepły trunek, krzątając się cicho po "placu boju".
Zanim opuścił pomieszczenie posprzątał po swojej działalności, a gotowe twory ułożył na dużej tacce i wziął wszystko na górę. Pora przecież na śniadanko, prawda? Wchodził jeszcze baczniej niż schodził, aby nie przewrócić się z posiłkiem, ale gdy tylko znalazł się na piętrze dziarsko ruszył ku Długowłosemu. Przystanął nad nim oznajmiając skromnie i podsuwając bliżej jego nosa przyrządzone jedzonko:
-Nie wiem do końca co lubisz, ale obyś znalazł coś dla siebie.
Uśmiech nie zmalał, kiedy położył tackę ze stosem kanapek i dwa kubki z herbatą na skraju łóżka. Obok też przycupnął młodzieniec, który z ucztowaniem poczekał na pierwszy wybór Czarnowłosego. Naprawdę chciał zadowolić podniebienie towarzysza, dlatego na talerzu dało się odkryć różne typy kanapek:
1 ) jasne pieczywo z dżemem wieloowocowym
2 ) ciemne pieczywo z żółtym serem, sałatą, rzodkiewką
3 ) jasne pieczywo z szynką, jajkiem i odrobiną majonezu
4 ) ciemne pieczywo z pastą z białego sera, cebuli, jajka
5 ) jasne pieczywo z serkiem topionym i sałatą
6 ) jasne pieczywo ze szprotkami w pomidorach
7 ) ciemne pieczywo z pasztetem i rzodkiewką
8 ) jasne pieczywo z masłem czekoladowym
Te warianty były pomnożone razy dwa, aby w razie czego zjeść dokładkę. Nie wiedział też ile potrzebuje Ukochany, aby być w pełni sytym (wychodził z założenia, że będąc przesączonym magią trzeba spożywać więcej niż przeciętny człowiek), stąd 16 kanapek, plus cztery kromki chleba bez niczego. One były po to, żeby jeszcze móc "dorobić" kromki na przykład z dżemem czy serkiem topionym, którego półprodukty wziął ze sobą z kuchni. Nie chciał wracać tam i z powrotem na dół, a tak to na miejscu doda odpowiednie kanapki. Nie mógł się doczekać jakiejkolwiek recenzji z ust Mistrza. Czy byłaby to krytyczna czy pozytywna, ważne dla Ryu było to, iż zechciałby spróbować wytworów chłopaczka. Niby to tylko kanapki, lecz młodzieniec od dawien dawna nie przyrządził żadnego większego posiłku. Wszystkie komentarze będzie traktować serio, wszak chciał się doskonalić w nowym życiu pod każdym aspektem. Może brzmi to nieco egoistycznie, ale po prostu starał się być ambitny w każdej dziedzinie. Musiał korzystać z życia, póki jest to możliwe!
I póki ma z kim dzielić to nowe życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Nie Lut 09, 2014 2:12 pm

Hm, zaorientował się szybciej niż Dżin przewidywał to, ale to może i lepiej. Nie musiał mu ukazywać nagości jakimiś gestami, od których by pewnie spłonął ze wstydu. Widząc jego reakcję nie mógł powstrzymać wesołego śmiechu. Nie wyszydzał go, poprostu jego reakcja była zabawna, inaczej tego nie mógł określić. No i śmiech rozprasza negatywne emocje i kiepską atmosferę, więc tym lepiej. Gdy tylko chłopak wydostał się spod pościeli, speszony siedząc tyłem do Dżina, ten całkiem zręcznie przekręcił się na brzuch i przysunął do niego, przytulając się do jego pleców, tuż po tym jak ten skończył mówić.
- Och, ale dlaczego miałby mnie niesmaczyć widok twojego ciała? Jest równie piękne, jak twoja naturalna słodycz i urok. Jak dla mnie - mógłbyś tak po domu chodzić cały czas. Poza domem by ci zazdrościli. - Ucałował delikatnie jego szyję, a potem polik, po czym dalej tulił go z uśmiechem. Nie, nie miał czym go po prawdzie niesmaczyć, bo ten widok był naprawdę miły, i... Zresztą, kiedyś pewnie będzie tak, że będą to widywali na co dzień. Może nawet będą chodzić nago po domu? Bo czemu by nie, skoro to ich dom? Tu ich wspólna oaza spokoju, tylko oni dwaj, i ewentualni goście mają tu dostęp. To mogą pozbyć się wszelakich ograniczeń i być sobą... Dla siebie wzajemnie. I nie muszą się bać, wstydzić(w sumie, kiedyś musi spytać Ryu co to za uczucie, ten wstyd), ani nic w ten deseń. To ich dom, ich miejsce, ich Nirvana. I tu mogą się czuć jak najlepiej.
Właśnie dlatego trzeba ten dom nieco przyozdobić, zdobyć też więcej zasłon i parę innych czynników załatwić. Na jego słowa wypuścił go, dając jeszcze jeden, czuły całus w polik. - Nie daj mi się stęsknić za tobą! - Rzucił entuzjastycznie za znikającym w przejściu chłopakiem, po czym pozwolił swojemu ciału opaść z powrotem, przeciągając się z głębokim westchnięciem zadowolenia. Nah, nie to że nie chciało mu się tak lenić - ale wolał osobiście robić wiele, różnych rzeczy, niż tkwić w jednym miejscu bez żadnego działania. Dlatego też czekanie trochę mu się dłużyło, więc postanowił się zwlec na trochę z łóżka. Zgarnął swoją koszulkę którą włożył z powrotem (wieczyście czysta i biała, istna magia, żaden proszek ci czegoś takiego nie da) na siebie, po czym postanowił nieco się poruszyć na start. Przeciągnął się jeszcze z raz czy dwa, po czym zaczął się zginać w pasie, dotykając palcami dłoni przeciwstawne stopy. Tak parę razy, po czym wyprostował się i pokręcił niego torsem na lewo i prawo, by potem odrobinę rozruszyć biodra. No, i gdy to załatwił...
Hop, rzucił się z powrotem na łóżko, przeciągając się na nim znowu z szerokim uśmiechem. Niah, w praktyce - dawno nie czuł się taki zadowolony i szczęśliwy z samego snu... Nie, nie z samego snu. Ze snu z kimś. Akurat te ćwiczenia zajęły chwilę czasu, po której wrócił jego kochany chłopaczek, nosząc całkiem dużą tacę ze śniadaniem. Prawda jest taka że nie musi jeść... Ale może, bo lubi smak jedzenia, lubi poznawać. Więc czemu by nie? Podniósł się do siadu, oczywiście robiąc też dużo miejsca obok chłopakowi, przysuwając nieco bliżej tackę, by i ten usiadł wygodnie. Może jednak powinien to powiedzieć? W zastanowieniu patrzył na kanapki, w sumie nie wiedząc, od czego zacząć. Wszystko wyglądało nader apetycznie... - Nie chcę cię zmartwić - ale ja, jako taka osoba nie potrzebuje ani snu, ani jedzenia, ani picia. Nie zmartwiaj się jednak! Uwielbiam jedzenie ze względu na smak, lubię go poznawać i czuć. No i sam w sobie jestem w praktyce bez dna, cokolwiek nie zjem, znika w moim brzuchu bez problemu. - Uśmiechnął się do chłopaka, nie chcąc sprawić by poczuł się jakby jego praca poszła na marne, bo zdecydowanie nie poszła! Wprost przeciwnie.
Nie mogąc się zdecydować, w pierwszej kolejności postanowił złapać za kanapkę z dżemem. Jadł kiedyś podobną, a że lubi owoce, to chętnie od niej spróbuję. Z uśmiechem ugryzł pierwszy kęs, po czym z istnym namaszczeniem smakował go w swoich ustach. Aż oblizał wargi po tym, aprobując chęć na jeszcze. - Mmm... Świetna. Zdecydowanie musisz mieć talent do kulinarii, prawda? - Ugryzł kolejny kawałek, po czym gdy już go dokładnie przeżuł i przełknął, przypomniała mu się kwestia, o którą chciał spytać, bo zazwyczaj nie miał nigdy kogoś tak blisko, by o to zapytać. - Ryusiu... Mam pytanie, bo w sumie, nie potrafię zrozumieć tej kwestii, a ty to ostatnio często odczuwasz... Wstyd, o co z tym chodzi? Jakie to uczucie, co to powoduje? Wierz mi lub nie - nie wiem co to jest, dosłownie, ani nigdy tego nie odczułem... I chyba nie odczuje, ale jestem ciekaw tego. Odpowiesz mi? Znaczy... - Przerwał na moment, drugą dłonią lekko pomachując, jakby wstrzymywał coś. - Nie musisz, nie każę. - Dopowiedział, co by nie było w tej kwestii braku zrozumienia. Nie każe - zdecydowanie nie każe.
Kanapka z dżemem jednak się szybko skończyła, więc złapał zaraz po niej kanapkę z masłem czekoladowym. Trochę mu jej zostało na twarzy, nawet pomimo dokładnego oblizania się. Tak... Zdecydowanie można było zauważyć, że Dżin jest łasy na słodycze, ale jak tu zaprzeczyć? To swoistego, dziecęcego uroku mu nadaje, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Nie Lut 09, 2014 9:43 pm

Cóż, słowa Alvaro o jego ciele były nader miłe. Może przesadzał w kwestii chodzenia nago po domu (miał pewne zastrzeżenia chociażby zdrowotne na ten temat), ale nie był zniesmaczony, i to się liczyło najbardziej. Mimo wszystko wolał poruszać się w ubraniu, zawsze to troszkę cieplej. No i gdyby upaćkał się w kuchni byle sosem czy coś to musiałby iść pod prysznic, a tak to zrzuci wierzchnie odzienie.
Jak wrócił tak przyglądał się mężczyźnie i miał wrażenie, że rozkopał trochę łóżko (czyli nie tylko leżał na materacach), a na sobie miał już śnieżno-białą koszulkę. Oj Ty łobuzie, ładnie to tak wiercić się w łóżku jak było powiedziane o leżeniu? A i ładnie, nie ma co leżeć jak kłoda, takie ćwiczenia na pewno posłużyły się bardziej niż na sztywnym oczekiwaniu na odrobinę flegmatycznego Ryu i jego śniadanie. Jak się okazało... najwyraźniej niepotrzebnie przygotował aż tyle kanapek, ale zrozumiał powód oraz to, iż nie będzie mieć to wpływu na skosztowanie.
-Hm... czyli nie odczuwasz ani senności, ani głodu, ani pragnienia... niesamowite.
Pokiwał głową z aprobatą i z trudem przełknął komplement ze strony Ukochanego. Nie, właściwie nie przyjął tego aż tak dobrze. Nawet westchnął głęboko, ale nie dlatego, że okłamał go jawnie Dobrodziej, jednak dlatego, że takie kromki nie mogą być wizytówką kunsztu w gotowaniu czy pieczeniu. Spuścił po sobie antenki na głowie i oznajmił nie za entuzjastycznym głosem:
-Toż to żadne kulinaria, Alviś... ot, zwykłe kanapki. Ale faktycznie - lubiłem od czasu do czasu eksperymentować z potrawami.
Spoglądał jak kompan bardzo sprawnie śniadał i z wyraźnie zadowoloną miną zdecydował się na te kromki o większej słodkiej kalorii na wierzchu. Nie miał mu za złe, przynajmniej wiedział na co zwracać uwagę następnym razem. Ah, a specjalnością Ryu są ciasta! Na pewno ucieszy się w przyszłości, kiedy upichci w piecu pachnące, pękate, puszyste ciacho naładowane słodyczą. Lecz i tak nie tak wielką jak bomba kaloryczna w postaci Dżina, hehehe.
Ochoczo oderwał się od posiłku, by skupić się na problemie dręczącym Mentora. Poprawił się na łóżku i analizował treść, na co mu brwi nieco uniosły się ku górze. Nie z tego, że uważał Ukochanego za głupka (nigdy w życiu!), co ze zdziwienia. Pospieszył się jednak z wyjaśnieniami, nawet jeśli przez chwilę mogłoby to zabrzmieć jak rozkaz. Smarując pozostałe kromki dżemem i Nutellą postanowił oświecić Dżina w kwestii wstydu. Chciał odpowiedzieć na pytanie, ponieważ warto zaspokajać głód wiedzy innych, kiedy jest się w stanie to uczynić. Nie patrząc się na kanapki tylko na Alvaro zaczął z początku niepewnie:
-Hm... jakby to ładnie ująć... Wstyd jest to emocja, która towarzyszy przede wszystkim osobom o niskiej pewności siebie, albo takim jednostkom, które chronią w ten sposób dane obyczaje i morale... Robi się tak gorąco w środku, że rumieńce odzwierciedlają zakłopotanie, krępację, niepewność czy brak odpowiedniej wiedzy. W skrajnych przypadkach może powodować drętwienie ciała, suchość w ustach... no... to chyba wszystko -podrapał się w tyle głowy i zdjął cień z kanapką o wegetariańskim składzie, żeby ugryźć kęs- Nie polecam uczyć się wstydu, zwłaszcza że nawet nie byłbyś w stanie się tego nauczyć. Sam powiedziałeś, że robisz wszystko co zechcesz, bez ograniczeń, a to nie sprzyja przyswajaniu tego uczucia. I bardzo dobrze. W dużej dawce tej emocji tracisz poczucie wartości... no i... popadasz w myślenie, że jesteś ułomną jednostką... pełną wad, że najlepiej izolować się od świata... by nie zepsuć go swoją obecnością... tak... tak... -chwilę milczał, by później ożywić się i wyprostować w kręgosłupie, a potem porzucić kanapkę na talerzu i przytulić się do Alvaro szczelnie rękoma- A Ty wprost przeciwnie, i jestem z Ciebie dumny.
Zaśmiał się mrużąc oczy i przybliżył się swoimi ustami do jego słodkiego, dziecięcego policzka. Był wielce rad, że chociaż po części rozwiał wątpliwości jakie mogły trzymać się nieskażonego ideałami tego świata umysłu Alvaro.
-O, pobrudziłeś się tutaj... -musnął wargami jego lico w pretekście wyczyszczenia z masła czekoladowego- ...i tutaj.
Zaczął uwielbiać karesy: tak go rozczulały, rozweselały, podnosiły na duchu, grzały i aaah... trudno opisać to uczucie w jednym słowie. Miłość - to określenie najbliższe prawdzie. Ale nie byle jaka miłość - bo do Alvaro. Przytrzymywał delikatnie palcami jego skronie i wyciągał szyję, by złożyć kilka pocałunków na całej twarzy, wielbiąc w ten sposób każdą część Ukochanego. Oddech przyspieszył się automatycznie, lecz nie przestawał, dopóki nie zabrakło mu tchu. Niestety, był póki co krótkodystansowcem, ale nie brakowało mu efektywności. Skulił się nieco i oparł czoło o ramię Dżina normując oddech. Uśmiech nie spływał mu z ust, ani poświata radości nie malała ani na moment. Wielki grymas wesołości bez obnażania przeraźliwie prostych zębów świadczył o wszystkim najlepszym. Poprawił jedną ręką warkocz Czarnowłosego, który to spłynął na Ryu podczas czułości i zerknął na kanapki. Stracił ochotę na ziemskie jedzenie, najadł się namiętnością między nim a Ukochanym. Odłożył więc tackę na podłogę i wrócił to wtulenia się w ramię Drugiej Połówki.
-Ahhh... nie ma jak taki poranek, a to dopiero początek dnia... -oznajmił po chwili dodając- ...jeszcze wiele przed nami. Przydałoby się ocieplić wizerunek domu, aby dopasować go do naszej ciepłoty ciał, hihihi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Pon Lut 10, 2014 5:36 pm

Niby jakie? Przeciąg? Przecież ich dom był nader dobrze ogrzewany - nie było w tej kwestii powodu do obaw. A jeśli za gorąco - to właśnie zrzucenie ubrania by pomogło, huh. A co do upaćkania się sosem... Alv by nie miał problemu z oczyszczeniem go z pomocą swoich ust. Liz, liz i po chwili byłby czysty, cóż to za problem?
No cio, no cio? Miał tak leżeć i drętwieć? Nie umie tak - nie samemu. Leżał i drętwiał w swojej lampie, ma tego dosyć od dawna. Woli móc się ruszać, a jeśli już ma leżeć - to tylko z kimś. W tym wypadku - tylko z Ryu. A że Ryu poszedł, leżeć nie ma w planie. Koniec końców jednak wrócił na nie, by nie zawieść w jakiś sposób kochanego chłopczyka. No, i nie zawiódł... Może odrobinę tym faktem, że ten nie będzie czuł obowiązku by być kucharzem. Pf, po co obowiązek? Róbmy to dla przyjemności! Nawet pewnie chętnie kiedyś się czegoś o tym dowie, jak i o wszystkim.
- Karmię się magią, która jest wszędzie wokół i w każdym. Dlatego jestem zazwyczaj dosyć... Energiczny gdy jestem przy kimś. A już na pewno przy kimś takim jak ty, ukochany. - Nie mógł sobie odpuścić tego szeptu, by zaraz po nim wychylił się ku chłopakowi i, odstawiając kanapkę na moment, obdarować go czułym całusem w słodki, rumiany policzek. Bo czemu nie? Skoro może - zrobi to. I nie będzie szczędził dowodów swej miłości.
To westchnięcie było nieco alarmujące. Z lekkim zmartwieniem spoglądał na niego, jakby w samym wzroku miał "ale Ryusiu, ja... Przepraszam..." Na szczęście, nie musiał się aż tak tym przejmować, bo okazało się że to kwestia tego, iż nie pokazał wszystkiego co umie. Uśmiechną się szeroko. - Więc, jeśli tylko będziesz chciał - zawsze chętnie spróbuje twoich wytworów. I może dla ciebie to zwykłe kanapki, ale nie zapominaj że ja mam nieco... Odmienną percepcję. - Nie mógł znaleźć pasującego słowa, więc zabrzmiał nieco przesadnie elokwentnie w stosunku do tego, co faktycznie miał na myśli. Tym niemniej, nieważne... Chyba przekazał to tak, jak powinien. I z pewnością się ucieszy na coś takiego... Ale i tak znacznie słodszym i bardziej uzależniającym od niejednej słodyczy jest jego słodki, ukochany chłopaczek, tuż przy nim. On wystarczy za wszystkie słodycze świata i więcej!
W zamyśleniu spoglądał na chłopaka, będąc ciekawym odpowiedzi. Nie miał świadomości dlaczego często zdarza mu się tak zawstydzać ludzi tą pewnością siebie, której nawet się nie umiał nauczyć. On poprostu nie wie i nie zna poczucia wstydu, więc pozostaje mu tylko ta pewność siebie. Trochę szkoda, ale z drugiej strony - nie wszystko warto poznać, prawda? Prawda.
Słuchał dokładnie jego, nieco niepewnego głosiku, dokładnie analizując słowa. Na jego ostatnie słowa, kojarząc że często się tak zachowuje, pokręcił energicznie głową przecząco, uśmiechając się. - Więc muszę cię oduczyć wstydu jak najszybciej, bo za bardzo upiększasz świat swoją obecnością, byś się odizolował. Nawet jeśli nie ten prawdziwy świat - to mój. I dlatego postaram się oduczyć cię tego głupiego uczucia. - Złożył nader entuzjastyczną obietnicę, po której hop, już został przytulony. Objął go ramionami bez wahania. - Dziękuję. - Szepnął cicho, spoglądając na jego słodką, kochaną twarzyczkę. Och... Kocha go. Nie ma wątpliwości co do tego uczucia, kocha go, prawdziwie, i byłby gotów zrobić dla niego wszystko. Wszystko...
- Uhm? - Wydał nieartykulowany, pytający odgłos, po którym, z chwilowej konsternacji przeszedł w szeroki uśmiech. I nie szczędził odwzajemniania, muskając swoimi wargami jego twarzyczkę w różnych miejscach. Słodkie i miłe uczucie - jak go nie lubić? Szczególnie jeśli obdarowywuje się tym tą jedną, jedyną, prawdziwą miłość... Bo tym właśnie on jest. Jego jedyną, prawdziwą miłością. I to wystarczy, niczego więcej już nie zapragnie od tego świata. Ani jednej drobinki więcej nie zapragnie od tego miejsca... No, może więcej czasu by cieszyć się jego obecnością.
Jego dłoń powędrowała na tył głowy młodzieńca, głaszcząc ją delikatnie wzdłuż włosów. Troszkę niechętnie go puścił do odłożenia tacki z łóżka, ale gdy tylko wrócił na swoje miejsce, Dżin opatulił go swoim warkoczem, na swój sposób "wiążąc" ich na chwilę takowym. Na jego propozycje rozejrzał się po mieszkaniu, zastanawiając się nad tym, co można tu jeszcze zmienić i polepszyć. Hm...
- Jakieś pomysły? Jestem raczej kiepskim dekoratorem wnętrz. - Stwierdził nieco marudnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 11, 2014 1:23 pm

Jasne, że nie, nie miał drętwieć, tylko nie pomyślał w ten sposób. Przecież Dżin był zdrów jak ryba, i wyspany i wesolutki od rana. Nie będzie go zmuszać do leżenia w łóżku. Miał po prostu zamiar zrobić niespodziankę, a mebel oznaczył jako punkt, którego Czarnowłosy powinien się trzymać, żeby nie zepsuć sobie efektu zaskoczenia. A zabrzmiało faktycznie nieco jak rozkaz: masz leżeć i czekać, aż Pan Twój przyjdzie... coś w ten deseń. Nie tak to powinno było się zaprezentować. Mógł nawet tańczyć po suficie, tylko chodziło młodzieńcowi o to, by na chwilę nie schodził na dół. Cóż, słowo się rzekło, dlatego poniekąd zdziwił się, że mimo swojej żywotności Dobrodziej wolał przestrzec dosłownie słowa Uszatego i został w łóżku.
-To wiele wyjaśnia... W takim razie chcę być jak najdłużej się da przy Tobie, abyś nigdy nie był głodny w żaden sposób.
Kolejne wymówki? Nie, to jego sposób na przekazanie tego jak bardzo kocha swojego Twórcę, swoją Miłość i Alvisia w jednym, pięknym opakowaniu! I jak się poświęcał, żeby nie zrobić przykrości chłopaczkowi. Zadeklarował skosztowanie nawet najmniej wykwintnego posiłku wykonanego przez Ryu. Uśmiechnął się lekko, aczkolwiek mały zgrzyt nastąpił po wypowiedzeniu zdania:
-Dobrze, obyś tylko nie pożałował któregoś z dań...
Tak, miał świadomość, że nie jest doskonały. Mało kto jest bliski ideałowi, najbliżej tego zaszczytu był jego towarzysz. Nie chodzi o moce, ale o to jak żyje, jak zachowuje się wobec siebie i innych. Nic mu nie brakowało, no może odrobiny wiedzy, która i tak nie jest potrzebna do pełni szczęścia. Najpiękniejsze i najważniejsze cechy posiadał od samego początku, okazywał je dla Ryu. Bombardował wręcz nimi, jakby chcąc już wtedy wyciągnąć do niego rękę. Nie tylko z choroby, ale z marnej egzystencji, gdzie nie potrafił w pełni docenić siebie. Tak też zrodził się wstyd, niejaki lęk przed tym, aby niczego nie zepsuć. Starał się być perfekcjonistą, ale wtedy popełniał najwięcej błędów i zdolność do podboju świata malała. Stawał się bardziej nerwowy, nieufny, aż w końcu nawet uśmiech nie objawiał się na obliczu. Zastygł wraz z sercem i wątłym ciałem.
A teraz, po tym wszystkim co przeżył na nowo u boku Ukochanego, po wszystkich jego obietnicach, słowach, gestach, czułości... tak naprawdę wtedy ożył, kiedy przyjął po raz pierwszy w życiu serce Dżina. Tak, tak, nie mógłby istnieć bez ciała, lecz zawsze mógł to zbezcześcić zostawiając hen za sobą Mistrza i wyruszyć samodzielnie w podróż po nieznanym. Nie zrobił tego jednak, i nie było ani chwili zwątpienia, że postąpił nieprawidłowo. Wahał się jedynie z samym sobą czy dorówna tempu narzuconemu przez Długowłosego i czy nadąży za jego krokiem, oddechem, biciem serca. Chyba się powiodło, i zrobi wszystko, aby nie złapać kontuzji w trakcie miłosnego maratonu aż do końca świata.
-Awww...
Wzruszył się i dlatego tak prędko wtulił się w Alvaro, dlatego całowali się namiętnie tonąc w rumieńcach, ale tych miłych od gorąca, i nie mogli się oderwać od siebie. Gdyby Dżin miał regularny czas pracy, musiałby w tej chwili przenieść Ryu na plecach, bo nie pozbędzie się tak szybko. I vice versa - Rubinooki nie da się nabrać na "pójście w dorobienie kanapek" i zapewne będzie chciał chodzić krok w krok za młodzieńcem. Nie miałby mu tego za złe, lecz trudno znaleźć przykład takiej parki, która jak oni byliby zdolni niemal scalić się i być ze sobą na dobre i na złe.
Opatuleni swoimi karesami i warkoczem Alvaro dali wytchnąć swoim rozochoconym ciałom i umysłom, aby pomyśleć chwilę w innej kategorii. Domek, jako ich wspólne gniazdko, powinien jak najbardziej odzwierciedlać to co reprezentują sobą mieszkańcy. Nie dla innych, nie na pokaz, ale dla własnej wygody. Dlatego nieco z niedowierzaniem popatrzył na Ukochanego, który nie mógł wymyślić jakiegoś elementu do wnętrza domu. Może to dlatego, iż wciąż skupiał się na czymś innym. Lub kimś innym.
-Aj tam, na pewno nie. Potrzebne jest natchnienie, a Ty jesteś moją inspiracją ❤ Zresztą...widziałeś więcej ode mnie, masz skąd czerpać pomysły. O, a co powiedziałbyś na przykład na to, aby urządzić dom w stylu arabskim? Wzorzyste poduszki, długie zasłony, miękkie dywany, nawet na ścianach, kilka pozłacanych naczyń? I... co najważniejsze - obędziemy się bez Twojej magii. Wszystko kupimy, za własne pieniądze. A wiesz dlaczego? -uśmiechnął się pokazując ząbki i teraz to Ryu odważył się na potarmoszenie włosów Dżina, nie zdejmując z siebie warkocza Ukochanego- Nie chcę Cię przemęczać bzdurami, które da się pozyskać samemu, nawet jeśli potrwa to długo. Przecież i tak czeka na nas wieczność. Poza tym kupując przedmioty od innych utrzymujemy ich przy stanowisku pracy. Nie wszyscy mogą zarabiać, a tak to pomożemy w rozwoju uboższych biznesów. Wiesz może gdzie znajduje się kiermasz, albo targ miejski? Tam o dziwo kryje się wiele "perełek", które trzeba tylko oszlifować. Mógłbyś tam pójść i chociaż obejrzeć? Za ten czas upiekłbym najlepsze ciasto jakie potrafię, dla Twojego podniebienia. Co Ty na to? Ah, no tak...
Tak się rozkręcił, tak się rozochocił, że zupełnie zapomniał o jednej, najważniejszej kwestii. Pieniądze. Ryu swoich oszczędności nie posiadał - spalił za sobą przeszłość. Zmarkotniał i spuścił antenki niżej. Żeby ocieplać wizerunek domu należy najpierw mieć z czego zapłacić sprzedawcom. Owszem, tutaj też można iść na łatwiznę i życzyć sobie góry pieniędzy, lecz to byłoby złudne. Taka "produkcja pieniędzy na lewo" nie poprawia sytuacji tych najuboższych, ponieważ jest to forsa z poza obiegu. Dodatkowo, warto najpierw zainteresować się czymś bardziej użytecznym... Eh, to jego sztywne, skrupulatne podejście do życia.
-Uhm... to byłoby nie w porządku, gdybyś płacił tylko ze swojej kieszeni. Jak myślisz... jak mógłbym zarobić dla nas trochę funduszy na dekoracje?
Teraz to chłopak nieco naburmuszył się z tego wszystkiego. Zagalopował się w marzeniach i oto efekt nieprzemyślenia kilku kwestii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu


Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Wto Lut 18, 2014 6:50 pm

I niespodzianka się udała - w końcu, nie opuścił sypialni, prawda? W sumie, skoro o niespodziankach w sypialni mowa - kiedyś zapewne będzie się musiał odwdzięczyć za te i owe niespodzianki na swój sposób. Ale na to jeszcze przyjdzie czas... I do tego czasu coś wymyśli, bo chwilowo w głowie pustka. I może Ryu uważa że to więcej Alv robi dla niego, Dżin i tak wie swoje i myśli na odwrót.
- A ja nie odbiorę ci tego, z przyjemnością wprost i zaszczytem spełnię tą prośbę. - Odpowiedział bez namysłu. To będzie dla niego szczery zaszczyt - iż chłopak będzie chciał być z nim najdłużej jak się da. Jego bliskość, jego obecność... Z nim przy boku w końcu czuł, że ma sens życia. I tym sensem był właśnie on. Pokręcił przecząco głową na nieco grzechoczące i zgrzytające w tym obrazie zdanie o żałowaniu. - Do wszystkiego dociera się metodą prób i błędów - i będę przy tobie byś dotarł do doskonałości. Nigdy nie pożałuje tego - tak długo jak będzie spod twojej ręki. - Starał się go zapewnić tymi słowami i miłym uśmiechem, iż nawet jeśli wyjdzie mu coś kiepskiego, to nieważne. Do wszystkiego wszak dochodzi się metodą prób i błędów, prawda? Prawda. I nie przesadzajmy z tą doskonałością... On poprostu bierze z życia to, co może. Poza tym - Ryu nie miał jeszcze okazji poznać jego złośliwej strony i chęci do mniej lub bardziej wybrednych dowcipów. I lepiej by nie poznał... Bo każdy musi mieć wady. A Dżin obawiał się, że jego wady mogłyby nie zostać zaakceptowane w żadnym stopniu... Ale nad czym on tu się martwi! Jego ukochany jest tuż przy nim - to prawdziwe Panaceum na każdy lęk, strach czy chorobę lub ból jaki może otrzymać. Sama bliskość kochanego Cienistego wystarczy, by wyleczyć Dżina z każdej dolegliwości, załagodzić każdy ból. To on dostarcza teraz życia i kolorów do egzystencji Dżina - tak pustej i szarej dotąd, wypełnionej tylko spełnianiem pustych zachcianek ludzi, w których dłonie wpadła lampa. Teraz w końcu znalazł swoje miejsce...
Przy boku jego ukochanego, przyjaciela, tworu i najbliższej istoty w całym wszechświecie. Ryu. I może właśnie dlatego nie mógł nic wymyśleć po ich kilku, rozkosznych chwilach karesów. Zdecydowanie tak - całą jego uwagę pochłaniał ten słodki chłopczyk w jego ramionach. Nie szło się skupić na niczym innym - bo i po co? Jak dla Dżina, mogli mieszkać nawet pod gołym niebem, w lesie, razem z Leśnymi Elfami, tańcząc razem z nimi i śpiewając ich melodie, by nocą zasypiać pod gwiazdami, na łożu z mchu, we własnych, gorących ramionach. Tak... To by mu wystarczyło, i zdecydowanie był rozkojarzony. Rozkojarzony nim, heh.
Słuchał uważnie, nie przerywając chłopakowi ani na chwilę. Wystrój wschodni? Fakt, miał z nim sporo do czynienia i wiedział, jak to dokonać. Wzorzyste poszewki, długie zasłony, dywany, naczynia, zapach palonej kawy i herbacianych ziół, cynamonu niosący się przez cały dom... Nawet już chciał powiedzieć coś o życzeniu, ale słowa że kupią to za własne pieniądze, i pytanie trochę wytrąciły go z pomysłu. Pokręcił głową, nie znając odpowiedzi, na chwilę gasząc uśmiech, gdy na jego twarzy wykwitło niezrozumienie. Szybkie potarganie kudłów jednak sprawiło, że twarz znów wróciła do uśmiechu, a uszy do słuchania Ryusia. Kiermasz, targ... W Londynie na pewno coś takiego się znajdzie, tu też jest sporo sklepów magicznych i pół-magicznych z różnym asortymentem...
Zmarkotnienie jednak wyrwało go z zamyślenia. Hm? - Uhm? Coś nie tak? - Spytał, nie rozumiejąc powodu markotności i przerwy chłopaka w planach. Coś nie tak? Nie zrozumiał tego, do momentu jego pytań. A więc pieniądze były problemem? Nie dla Dżina, i nie tylko przez fakt, że mógł sobie ich zażyczyć. Miał też inne sposoby na to... Pocieszającym uśmiechem i poczochraniem włosów Ryu chciał mu nieco poprawić nastrój z tego naburmuszenia. - Niesmiertelni mogą bez problemu opuszczać instytut, więc mógłbyś pracować w mieście, w tym co umiesz... Nie czytam ci w myślach by to wiedzieć. Ewentualnie - członkowie zarządu też dostają całkiem dobre wynagrodzenie. Może byłbyś kurierem zarządu? Wiesz, wiadomości od jednej do drugiej osoby, raczej jesteś pod względem szybkości dosyć dobry teraz, czyż nie? Poza tym - ja też mam pieniądze, i nie tylko te "wyczarowane". Nie martw się Ryusiu - szybko zrobimy z tego miejsca nasz wspólny domek marzeń. - Wychylił się do niego i ucałował jego czółko, by poprawić mu nastrój. Tak na zmianę tematu, i z ciekawości w sumie... Na moment się zamyślił, po czym zadał pewne pytanie, które go złapało w tej chwili. - Ryu, mam pytanie... Uhm... Byłeś już kiedyś zakochany? ... Wiesz... Jestem taki stary, te ileś tysięcy lat... Kazano mi nie raz przez życzenie współżyć z innymi osobami... Ale nigdy nikogo nie kochałem, nigdy nie pokochałem, jak ciebie kocham... A ty, kochałeś kogoś wcześniej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Nie Lut 23, 2014 3:42 pm

Bardzo cieszył się z tego, iż Alvaro także nie zamierzał się prędko oddalać od Ryu. Trochę mniej z faktu, iż zjadłby nawet najgorsze świństwo, by tylko przetestować jak poprawia cienisty chłopak swoją smykałkę do kulinariów. Był naprawdę serdeczny i miły jak bardzo chciał podnieść go na duchu, od razu pojawił się uśmiech, a zgrzyty zmalały do minimum, nawet jak była mowa o zarobkach. Owszem, nadal miał coś do powiedzenia, lecz zrezygnował widząc jak bardzo Dżinowi spodobał się pomysł z urządzeniem domu, nawet tylko ze swoich pieniędzy. Już nawet nie wspominając o całusie na czole, ale nie to wprawiło go w zakłopotanie.
A pytanie i rozwinięcie myślu Alvaro.
Zarumienił się słysząc jakie przygody, a raczej treść życzeń i jego konsekwencje, miał jego Ukochany. Współżył z innymi? Mrugnął parokroć oczyma, nie ze złości co ze zdziwienia. A nie powinien - z Dżina był urodziwy mężczyzna, i raczej nikt nie mógłby oprzeć się pokusie chociażby cmoknięcia w jego miękkie wargi.
-Znaczy... w pewien sposób kochałem rodziców, ale nie o TĘ miłość Ci chodzi -uśmiechnął się lekko i oparł się plecami o Dżina- Nie... Nigdy nikogo nie kochałem. To nawet widać, że... nie mam wprawy w tej kwestii. Czuję jednak, iż to uczucie między nami jest miłością. Tak po prostu.
Objął rękami szyję Ukochanego i zawiesił mu się w uścisku na nim, aż ponownie leżeli na łóżku. Chłopak cicho zachichotał zapatrzony w Drugą Połówkę. Uwielbiał jego zapach, jego ciepło, jego słowa - ogółem: wszystko co należało i było powiązane z Mentorem. Nie chciał go stracić, bo poza nim nie widział świata. Tylko czasem przychodziły do niego przyziemne myśli jak te dekoracje domu czy szykowanie jedzenia, lecz to tylko pozory! Najbardziej zależało mu na dobru Alvaro. Ten Dobrodziej miewał już przykre akcenty w swoim życiu, a Ryu pomoże mu wymalować w życiorysie jak najwięcej kolorowych barw. Trochę to trudne będąc cieniem, lecz dla Ukochanego był przecież kimś więcej niż chłopaczkiem z antenkami na głowie.
-A co do współżycia z innymi... nie martw się. Było - minęło, tak jak moje ludzkie życie.
Powiedział łagodnym głosem, po czym przeniósł dłonie z jego szyi na barki i masował je, a zębami dorwał jego dolną wargę miętosząc w swoich ustach. Uwielbiał ten smaczek. Oh, ile razy można to powtarzać - ani razu się nie znudzi! Pieścił każdy kawalątek wielbionego, cudnego ciałka i bawił się jego językiem. Trochę przyspieszyło mu tętno, bo spróbował czegoś nowego. Otóż przywarł szczelniej do Długowłosego i ocierał się o niego swoją chudą postacią, tak przymilał się i łasił, hehe. Eksperymentowałby dalej co można, a co nie będąc w amoku miłości, gdyby nie jego zmysł, a raczej antenki na głowie. Jego uszy drgnęły, a po plecach przebiegły ciarki. Instynktownie wyprostował się w plecach siedząc na brzuchu Dżina. Sterczące dwie kitki przesyłały mu na bieżąco rozmiar, położenie i ciągłe zmiany Królestwa Cieni. Nie wiedział jak to stłumić, to brzmiało niczym bunt małych, czarnych podwładnych, którzy donoszą za bezczynność Króla, który nic nie robi w celu poprawy warunków bytowych. Takie miał skojarzenie, bo z każdą chwilę odnosił wrażenie, iż napina się jeszcze bardziej i zerka nieprzychylnym wzrokiem dookoła szukając winowajcę zamieszania. Troszkę poirytował się, że jakieś bodźce z zewnątrz ośmieliły przerwać karesy z Alvaro. I tym razem poczuł coś zimnego na ramieniu, więc zeskoczył prężnie z Dżina i rozglądał się dookoła zdenerwowany.
-Kto tu je-...?
Na jego ramieniu spoczęła czarna dłoń, podobna do tej, którą sam miał, kiedy oblepiła go ciemność. Zelżały mu zmarszczki na twarzy i z chłodnym obliczem patrzył się na formę cienia. Ta upadła przed nim na kolana i biła pokłony nic nie mówiąc. Dlaczego do niego przybyła? Zauważył, że to coś przed nim nie miało jednej nogi, a brzegi wyszarpane sugerowały ubytek spowodowany nieudaną ucieczką. Kucnął przed istotą i skierował palec na biodro bez nogi. Z otaczającej ciemności wyrzeźbił identyczną nogę, a później zszył ją do ciała ofiary wymachując palcem jakby dyrygował igle i nitce. Po tym zabiegu intruz bił kolejną dziesiątkę pokłonów, aż wycofał się i zniknął w kącie, gdzie otworzył się portal tak mroczny, że biło stamtąd ziąbem. To droga do tego najciemniejszego obszaru Cieniołaka? Ryu przez moment nie przypominał tego kochanego młodzieńca co przed zjawieniem się niespodziewanego gościa. Tak jakby połączył się na ułamki sekund z portalem niosącym chłód po całym ciele. Ale to minęło tak szybko jak się zjawiło, gdy uszy opadły lekko na czuprynę zaserwowaną z ręki Rubinookiego, przeczucie spoglądania na jego plecy także przepadło. Powinien to sprawdzić za jakiś czas, chociaż nie chciał rozdzielać się z Dżinem, a jego tam nie weźmie. Sam nie wiedział co może go tam czekać.
-Mówiłeś, że nadałbym się na kuriera... to byłoby dobre rozwiązanie, moglibyśmy się widywać także poza domem. Muszę w takim razie poćwiczyć bieganie. Zobaczymy się później, Skarbie.
Zakradł się jeszcze do Dżina, by skraść mu słodki całus z ust i pogłaskać go czule po policzku. Nie chciał, by było mu przykro, że chce pozwiedzać Teren Instytutu szkoląc swoje nogi do biegania. Wtulił jeszcze jego głowę do swojego torsu z cicho pukającym sercem i złożył ostatni pocałunek na czubku głowy Czerwonookiego. Za chwilę uścisk zelżał, bo Ryu zdematerializował się w cień.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domostwo Alva i Ryu   Today at 4:20 pm

Powrót do góry Go down
 
Domostwo Alva i Ryu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Teren mieszkalny :: Domki-
Skocz do: