IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Taro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 04, 2013 5:42 pm

Siedział w salonie wgapiając się w telewizor i popijając znienawidzoną ciecz mającą mu zastąpić krew, przeskakiwał z kanału na kanał nie widząc nic sensownego w tym grającym pudle, który dla zwykłych śmiertelników był jedną z rzeczy służącą do rozrywki, jednakże wampir wątpił w to by telewizor mógł przynieść komukolwiek odrobinę rozrywki, do tego wszystkiego nie podawali żadnych interesujących go wiadomości. Gapiąc się tak w ekran i kolejny raz upijając łyk syntetyku usłyszał dźwięk pękającej porcelany a chwilę później do jego nozdrzy dotarł zapach krwi…krwi Kiry, co świadczyło tylko i wyłącznie o tym, że chwilę temu musiała się skaleczyć. Nie przejął się faktem, iż teraz w jego mieszkaniu unosi się zapach krwi, w końcu nie odczuwał głodu, więc mógł spokojnie siedzieć tam gdzie teraz siedział nie przejmując się. Chociaż nieco irytowało go to, bo jakby nie patrzeć od dawna jedzie jedynie na syntetykach, ale że już nie odczuwał głodu to nie miał problemu by siedzieć spokojnie na tyłku, siedząc tak otrzymał wiadomość od jednego z podwładnych, który najwyraźniej zauważył, iż dzieje się coś niepokojącego w mieście z udziałem demona, postanowił, iż sprawdzi to osobiście, więc odpowiedział w wiadomości, że sam się zajmie tą sprawą. Kiedy dziewczyna przyszła do salonu zerkną na nią, po czym dalej wgapiał się zwyczajnie w telewizor, po jakiejś chwili odstawił pustą butelkę po syntetyku i spokojnie wysłuchał słów Kiry, uśmiechną się tak by tego nie widziała zaś po chwili podniósł się z fotela i ruszył do kuchni, w końcu dziewczyna raczej nie wiedziała gdzie znajduje się apteczka i musiał się sam po nią pofatygować. Będąc w kuchni wyjął z szafki apteczkę i wrócił do salonu, położył pudełko na podłodze i otworzył je, po czym lekko chwycił dziewczynę za rękę i zrobił jej porządny opatrunek, po czym odniósł apteczkę na miejsce i wracając do salonu wyjął z jednej z szafek stojącej w korytarzu zapasowy komplet kluczy, które wręczył dziewczynie będąc ponownie w salonie.
-Tylko ich nie zgub, ja wychodzę postaraj się nie urządzić tu meliny.
Podszedł do fotela i wziął swoją katanę, po czym ruszył w stronę dobrze zakamuflowanego schowka z pokaźnymi zapasami broni, upewniwszy się, że nie jest obserwowany wszedł do schowka i chwycił dwa pasy, do których przyczepił kabury z czterema rodzajami broni palnej i przypiął do paska kilka dodatkowych magazynków, zarzucił na plecy katanę przypinając ją skórzanym paskiem, po czym narzucił na siebie płaszcz, spod którego nic nie będzie można dostrzec, iż w ogóle posiada jakąkolwiek broń. Uzbroiwszy się po zęby wyszedł ze schowka i wyleciał ze swojego apartamentu jak z procy ruszając w kierunku niebezpiecznej dzielnicy…a dokładniej opuszczonej fabryki.

z/t ---> Opuszczona Fabryka

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 04, 2013 11:40 pm

Siedziała spokojnie czekając na jakąś reakcję z jego strony, ale nie doczekała się żadnej. Posmutniała milcząc jak wyszedł tak bez słowa z salonu, spuszczając lekko głowę w dół zacisnęła w pieść nie bolącą dłoń. Czyżby przez to, co zrobiła nie chciał jej widzieć? Nie chciała tego, był teraz jej jedynym oparciem w tych ciężkich dla niej chwilach. Nie wiedziała, co stanie się jak zima się skończy, ale miała pozytywne myśli. Z trudem je trzymała, gdzieś schowane w głębi siebie. Ani na chwile nie zapominając kim on jest, ani kim ona. To wprawdzie przeczyło wszystkiemu, ale dopóki trzymała to w tajemnicy, może na chwilę zyska towarzysza, który poda jej pomocną dłoń, kiedy zbłądzi. Wzięła głęboki wdech i już miała wstać, kiedy wrócił z powrotem. Nie drgnęła tylko zerknęła na niego, dalej milcząc. Zbliżyła się do niej, udawała, że nic nie zrobiła, kiedy to położył jakieś pudełko koło jej nogi. Jak złapał ją za nadgarstek przestraszyła się i jedynie jęknęła z bólu. Wewnętrzna część dłoni była mocno podziurawiona, ale kiedy wziął jej w swoje dłonie i tak delikatnie opatrzył. Tylko się zarumieniła omal uśmiechając. Kiedy zabrał wszystko i znów gdzieś poszedł na jej buzi pojawił się duży uśmiech i rumieńce. Był taki cudny. Spojrzała na opatrzoną dłoń i westchnęła zamyślona.
Jak tylko wrócił mina zrzedła udając całkowite opanowanie, ale tylko jej oczy zdradzały szczęście powracając do szarego koloru. Niby szary to taka smętna barwa, a tu proszę u niej pełna uczuć. Patrząc na niego poprawiła włosy opadające jej i zasłaniające widoczność. Jakieś zabieganie u niego. Czyżby gdzieś się wybierał? Tak. Tak też było, po jego słowach i wręczeniu jej kluczy do apartamentowca właśnie takie coś było tylko upewnieniem się. Ale zaraz jakiej meliny? Jej mina skwasiła się, ale już nie chciała mu zwracać na to uwagi. Jego dom jego zasady, ale widać miał ją za jakąś pijaczkę. Fuknęła tylko w jego stronę spokojnie pokładając się na kanapie.
Obserwując jak bierze broń zdenerwowała się wstając na równe nogi, nie szła za nim jak czekała, aż wróci do salonu. Kiedy tylko to uczynił niepewnie jakby z troską w głosie odezwała się.
-Bądź ostrożny...
Zamilkła widząc jak wręcz wybiega w na zewnątrz. Posmutniała i już niewidzialnie prawdopodobnie dla niego pomachała mu. Nie myśląc długo powędrowała do łazienki, gdzie stając nad umywalką patrzyła na siebie w odbiciu dużego podświetlanego lustra. Westchnęła ciężko opierając dłońmi o zlew tak patrząc na siebie gadała coś pod nosem.
-Koniec przebieranek... koniec ukrywanie... a zwłaszcza udawania
Ręce pokierowała na głowę, gdzie delikatnie wyciągała wsuwki oraz małe spineczki ukryte głęboko pod włosami. Pozbywając się wszystkiego z włosów z uśmiechem ściągnęła denerwującą ją perukę, którą wrzuciła do zlewu. Szczęśliwa potrząsnęła głową rozpuszczając swoje długie blond włosy. Kiedy opadły na jej roześmianą twarz nawet ich nie poprawiła, tylko rozebrała się i włożyła swoje ubranie, wkładając klucze do kieszeni spodni. Gotowa zabrała coś, co już nie było jej potrzebne i idąc do kuchni wyrzuciła ją do śmieci. Tam z blatu wzięła pieniądze i również włożyła w kieszeń spodni wracając do salonu. Nie pewnie wzdychając zabrała tylko sztylety i swoje kochane dwa FN Browning HP. Nie była dumna, że zostawia swoje katany, ale doskonale wiedziała jak oddziałują na demony czy wampiry. Żaden ich nie dotknie.
Niezadowolona ruszyła do wyjścia, zamykając drzwi od zewnątrz poczuła od razu koszmarny chłód. Jej długie włosy poruszane przez wiatr falowały jak niespokojny ocean, a ona sama wkładając dłonie do kieszeni ruszyła przed siebie.

ZT ---> Opuszczone domostwo
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Mar 09, 2013 4:16 pm

Dojście do „domu” zajęło jej sporo czasu, nawet nie miała pojęcia, że tak daleko zbłądziła. Dalej nie mogła jednak skojarzyć drogi z baru na most. Najwyraźniej nie kontaktowała tak bardzo jak myślała. Źle, to bardzo źle, teraz musiała przejść pół miasta, by dotrzeć tam gdzie była łazienka i mięciutkie łóżeczko. Z trudem przypominała sobie drogę do tego miejsca, ale jakoś szła. Zmęczona czując porządne odciski od muszkieterek, nie była tylko pewna czy to wina tak dużych obcasów czy może jednak nowość tak boli. Nie zapominając o zimnie szczypiącym ją po twarzy coraz mocniej. Jej skóra wysychała, do tego stopnia, że wargi czerwonych ust pękły w kilku miejscach. Po brodzie lekko słynęło kilka stróżek krwi. Czy coś z tym zrobiła? Zdecydowanie nie, dlaczego? Nie miała ochoty wycierać się, a tym samym wyciągać dłoni z kieszeni kurtki, gdzie było im w miarę ciepło.
Widząc jakieś pięć metrów od siebie cel, nie myśląc już przyspieszyła, by jak najprędzej znaleźć się w ciepłym.
I tu zaczęły się schody, nie dosłownie oczywiście. Chociaż bardzo możliwe. Mniejsza. Problem dotyczył znalezienia klucza, a już na pewno wsadzenia go w zamek drzwi. W pierwszej kolejności oparła się czołem o nie, oczywiście mało delikatnie lekko gruchnąwszy. Zdjęła na spokojnie plecak z ramion i na bardzo spokojnie szukała kluczy. Jej dłonie drżały uniemożliwiając niekiedy precyzyjne ruchy palcami, ale jakoś znalazła zgubę. Dla ułatwienia trafienia w niewielki otwór zamka kluczem kucnęła przyklejona prawie śpiąc do drzwi. Uderzając tylko i trochę rysując nim po metalowym bębenku. Wzdychając tuląc się policzkiem nasłuchiwała, aż włożyło i przekręciła klucz, a do jej uszu nabiegł dźwięk puszczającego rygla. Udało się! W końcu można wleźć do ciepłego i walnąć się spać.
Tylko jak weszła do apartamentowce w pierwszej kolejności rzuciła plecak i klucze na stolik w salonie, jak i muszkieterki przez które wywaliła się tuż obok fotela. Na bosaka pomaszerowała do kuchni i zdjęła zakrwawiony opatrunek z dłoni i wyrzuciła go do śmieci. Przemywając następnie do czerwoności obie pod strumieniem gorącej wody. Zakręcając kurki mając całkowicie władzę w palcach wróciła do salonu. Usiadła na fotelu i od niechcenia pozbyła się rajstop które zarzuciła na oparcie. Westchnąwszy wlazła cała na siedzenie i sięgając po pilota włączyła kanał muzyczny. Akurat jak na życzenie pościli coś mocnego, klimaty odmóżdżenia. Właśnie tego jej trzeba było. Rock nie był czymś zbyt pożądanym, ale przy metalu nie da się poruszać. Zeskakując z fotela ruchami tanecznymi poruszając znacznie biodrami i rękoma powędrowała śpiewając do łazienki zrzucając sukienkę na kanapę.
Po odświeżeniu się i obejmowaniu jakiś czas kibelka wyszła i usiadła na kanapie. Gapiła się w tv, ale muzyka po jej powrocie bardzo się zmieniła, aż o sto osiemdziesiąt stopni. Boziu POP! Najlepiej wyłączyłaby to, ale pilot był zbyt daleko, a jej się tyłka nie chciało jakoś podnieść. Po kilku na prawdę durnych pioseneczkach, jedna ją zaciekawiła. Kątem oka spojrzała na ekran pudła. Kolejna jakaś pół naga baba kręcąca tyłkiem, aż się jej z powrotem zachciało do toalety zwrócić coś jeszcze z kanapek jakie zjadła oho, a może i jeszcze dawnej. Czując jak w brzuchu zaburczało w końcu ruszyła się i powędrowała do kuchni. Nucąc w rytm piosenki dalej słyszanej z salonu. Nie zauważając przez swoją wcześniejszą głupotę małej kałuży na podłodze wywinęła orła, kopiąc jednocześnie jedną z szuflad, aż naderwała jej rączkę. Tak leżąc złapała się za tył głowy i jęknęła z bólu.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Mar 10, 2013 3:20 am

Podniosła się do siadu klnąc pod nosem od wszystkiego, co jej na język przyszło. Zła, to za mało powiedziane. Wściekła podniosła się z podłogi masując tyłek obity przy niespodziewanym wypadku na szczęście nie groźnemu tyko z wyglądu. Pochylając się i widząc jak przywaliła w rączkę od szafki załamała się łapiąc za głowę.
-On mnie zabije...
Powiedziała wzdychając, rozejrzała się pomieszczeniu dumając, co ona ma teraz niby zrobić. Nie miała narzędzi, ani nic czym mogła to jakoś naprawić. To było przytłaczające, już widziała jego reakcję. Na samą myśl przechodziły po jej plecach ciarki. Nie przyjemne uczucie. A przed wyjściem ją tak jakby ostrzegł. Kurcze! Chodziła w tą i z powrotem trzymając w ustach kciuka i lekko gryząc go zdenerwowana. Sam brak pomysłów dołował jeszcze bardziej, a motywacja spadała w przepaść przez to jeszcze bardziej, jedyny co trzymało to możliwa kara.
Odetchnęła, kiedy otworzyła ją i delikatnie nożem przykręciła śrubkę która się obluzowała. Z ulgą zamknęła ją i miała serdecznie dosyć tego pomieszczenia. Uważając na mokrą podłogę zaczęła szukać po szafkach apteczki. Jej dłoń była w kiepskim stanie. W końcu natrafiła na nią, nie mogąc jej otworzyć siłowała się nożem. Gdy rozwaliła pudełko zauważyła proste otwarcie, ale była tak zestresowała, że nie myślała trzeźwo. Rozłożyła zawartość na stole, jeszcze tylko czas odłożyć nóż i zabawa w lekarza się zacznie. Jak tylko odwróciła się zapomniała całkiem o otwartej szafce i przydzwoniła w jej kant głową. Przez chwilę zrobiło się ciemno przed oczyma, po czym padła na podłogę.
Możliwe minęło z dziesięć minut jak ocknęła się z ogromnym bólem czoła, miejsce na szczęście zakrytym przez włosy. Trzymając się głowę podniosła się z podłogi po raz już drugi. Westchnęła głośno i odłożyła nóż na jego miejsce zamykając drzwiczki szafki, które nie wyglądały za dobrze. To już przegięcie! Musiała przy uderzeniu tak silnym jakie miało miejsce dosłownie chwilę temu naderwać zawiasy. Tego raczej nie da rady na prawić, a okropnie było to widoczne i rzucało się w oczy. Masując czoło warknęła na siebie odwracając się bardzo ostrożnie do stołu na którym leżało wszystko, co było jej akurat potrzebne. W pierwszej kolejności usiadła wygodnie szukając gazy i kilku bandaży. Po mało idealnym opatrunku na dłoni, trochę brakowało do perfekcji. Posprzątała dokładnie wszystko w kuchni, tylko ta szafka się odróżniała, co ją denerwowało.
Trochę spokojniejsza mimo to, otworzyła dolną część lodówki i z zamrażalnika wyciągnęła parę kostek lodu, które włożyła do reklamówki w szybkim tempie znalazła się na jej obolałej głowie. W takim, a nie innym stanie jak i nastroju powróciła do salonu, wyłączyła telewizor. Dzięki mocy ciszy, a równie dobrze obolałemu ciału ziewnęła. Nie zastanawiając się długo pomaszerowała w bieliźnie do sypialni mężczyzny.
Tam było tak przyjemnie ciemno, jej oczy mogły w końcu odpocząć jak i tyłek, bo jak tylko usiadła nie miała zamiaru wstawać. Trzymając jedną ręką woreczek w lodem na głowie drugą szperała w szafeczce przy łóżku. Znajdując jakieś dość stare w dotyku papiery wzbudzające dziwne zainteresowanie, czym prędzej włączyła lampkę nocną i wyłożyła je na łóżku. Jej ciekawość urosła do granic możliwości widząc nie angielskie pismo. Wszystko było w jej ojczystym języku, czyżby on nie pochodził stąd? To jest dopiero interesujące. Przeglądając papiery po kolei jej przerażenie bardziej rosło niż to zainteresowanie, co na początku. Tyle, co tu nazwisk ważnych rodów widziała skreślanych po kolei jak z listy zakupów w życiu nie spodziewała się znaleźć. O większości czytała jako niemordowanych brutalnie przez oszalałą bestię. Przy każdym skreślonym nazwisku znajdowało się miejsce pobytu. Odkładając woreczek z roztopionym już lodem na szafeczkę w obu dłoniach trzymała to czego każdy nieśmiertelny chciałby mieć dostęp. Jej oddech przyspieszył, a ręce drżały ze zdenerwowania. Rozpaczliwie patrząc na kolejny nazwiska i daty zniszczenia ich. Dochodząc do ostatniej kartki zatrzymała się wzrokiem przy jednym nazwisku, a przy nim widniejącym imieniu. Jej źrenice zmniejszyły, a usta otworzyły nie mogąc wydać najmniejszego dźwięku choć chciała, udało się to dopiero po kilku minutach głębokiej ciszy.
-Katsuyoshi Hosokaya...
Głos wymawiając te zaledwie dwa słowa zadrżał, a oczy oszkliły się od nadmiaru łez. Jedną dłonią trzymała dalej papier, ale druga powędrowała na usta. Była przerażona jak nigdy. To działo się naprawdę, co wyrządzili łowcy, że czeka wszystkich śmierć? W głowie szukała ważnych danych jakie kazano jej się wyuczyć. Jednak jej wzrok powędrował kilka milimetrów dalej w linii prostej w bok.
-Pobyt nie znany...
Odetchnęła z tak wielką ulgą, że można to porównać z wypłynięciem z wody po katastrofie statku i pierwszym oddechu radości z życia na środku morza widząc podpływającą szalupę ratunkową. Tak właśnie się czuła. Z tej całej radości wygięła się do tyłu i padła na łóżku uśmiechnięta. Jednak w jej głowie zaczęło rodzić się pytanie, co się stało? Dlaczego oni musieli wszyscy zginąć? Tuląc do piersi papier z listą śmierci ziewnęła szukając racjonalnego wytłumaczenia. Długo nic jej nie przychodziło do głowy, aż w końcu spojrzała ponownie na daty wyniszczenia poszczególnego rodu. Dochodząc do najwcześniejszej daty, mającej miejsce około pięćset lat temu coś jej zaświtało, ale miała to gdzieś na końcu i jej uciekało.
-Co wampir ma wspólnego z... - zrozumiała wszystko – ...przecież tyle lat temu miało miejsce odnalezienie kryjówki wampirów i... - zamilknęła na dosłownie minutę, doszukując się imienia przodka, który brał w tym udział. - To był... - spojrzała na papier - Katsuyoshi Hosokaya... jeden z wielu, którzy wybili około 1000 wampirów w tym jakieś z dwie lub cztery zamożne rody...
Przez myśl jej przeszła wola zemsty na mordercach jego rodziny lub przyjaciół. Prawdy i tak się nie doszuka, a tym bardziej nie dowie. Minęło tyle lat, ale Hitoshi wciąż najwyraźniej szukał sprawców tam tych wydarzeń. Jakoś tracąc humor odłożyła wszystko na swoje miejsce i zabierając, co przywlekła ze sobą idąc do kuchni, wylała wodę do zlewu i wywaliła do kosza woreczek. Westchnąwszy spojrzała tylko na wkurzającą ją szafkę wędrując do łazienki. Stając przed umywalką o która się opierała wpatrywała się w siebie w lustrze z pogardą.
-I ja mam być dumna, że pochodzę z rodu morderców?
Westchnęła obmywając twarz zimną wodą i wróciła do sypialni. Było coraz bardziej przygnębiona. Użyczał jej gościny, ktoś kto nienawidził jej tak na prawdę podświadomie. Z taką myślą musiała spojrzeć mu w oczy, gdy wróci. Nie miała przecież dokąd iść. Usiadła na łóżku płacząc z żalu i ze strachu.
-Jak się dowie... zabije mnie... z tyloletnim wampirem nie mam najmniejszych szans...
Przeczuwała najczarniejsze scenariusze i nie mogła się na niczym innym skupić. W końcu nie dała rady i położyła się zasypiając.

Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Mar 10, 2013 7:03 pm

Uniosła leniwie powieki i jak poparzona podniosła się do siadu nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Przetarła je kilkakrotnie chcąc się obudzić.
-To sen?
Siedziała na łóżku we własnych pokoju w rezydencji swoich dziadków. Jak to możliwe? Wszystko było takie realne, jak najbardziej precyzyjne do każdego najdrobniejszego detalu. Łóżko było jak, by nigdy go nie opuściła. Prześcieradło białe, a poszewki niebieskie w seledynowe plamki, wciągając przez nozdrza zapach jej czuła specyficzny zapach sosny. Babcia zawsze w nim prała. Na biurku naprzeciwko jak zwykle kilkanaście książek, oczywiście jej ulubionych. Dodatkowo pisemka ukrywane przed dziadkiem z modą i bardziej kobiece. Zakazane w tym domu. Co tam można jeszcze znaleźć? Zeszyty w których zapisywała każde ważne informacje, czy lekcje z codziennych bolesnych coraz bardziej szkoleń. Może co najwyżej jeszcze jej rysownik obok lampki gdzieś leżał i pod stertą śmieci zeszyt z nutami. Na fotelu tuż przy biurku nie mogło zabraknąć „tony” ubrań, bo oczywiście musiała mieć wszystko na wierzchu zmiętolona jak stare szmaty do podłogi. Na ścianach jej ulubione plakaty zespołów metalicznych i rockowych. Przez otwarte okno wlatywał przyjemny wietrzyk połączony z nutką leśnego zapachu, a poruszany przez niego łapacz snów łagodnie dźwięczał przez dzwoneczki przywiązane do niego.
Westchnąwszy wtuliła się w poduszkę zamykając oczy. Kiedy ponownie je otworzyła było już ciemno i ogarnął ją dziwny lęk. Poczuła się jakby znów była mała i czekałoby ją coś czego się obawiała. Podniosła się z łóżka i wędrując do okna zobaczyła ku zdziwieniu odbicie w szybce, ale nie do końca jej. Drapiąc się po uchu niby wszystko poruszało się w nim jak należy, ale... Dopiero po kilku sekundach zajarzyła, ona była? Była młoda, jakże to możliwe? Miała jakieś zaledwie dwanaście lat. Uśmiechnęła się widząc się taką, marzyła niejednokrotnie by wrócić do tego wieku.
Niespodziewanie na dworze rozszalała się lodowata wichura, zbyt mocna by mogła zamknąć okno siłując się z całych sił. Przez to wszystkie karteluszki z biurka fruwały po pokoju, a jedna z ksiąg spadła otwierając się i szalona przewracała stronami. To zwróciło jej uwagę i podeszła do niej kucając. Wtem, stronice zatrzymały się na całym czarnym tle prawdopodobnie namalowanym węglem, a pośród tego mazidła wyłaniała się jakby twarz. Twarz z jednej strony całkowicie ocieniona, natomiast druga była blada. Przypominała mężczyznę, z bardzo bladą cerą, o mocno czerwonych oczach i zakrwawionych ustach z których wystawały dwa długie kły. Wyraz tej twarzy mówił, a raczej wskazywał na pragnienie zemsty lub czyjejś śmierci. Te oczy tak dziwnie na nią patrzyły, a krew z jego rozdziawionych ust tak przeraźliwie spływała na brodę, w dodatku ten język oblizujący ją prowokował do ucieczki.
Wpatrzona w te malowidło dostała gęsiej skórki, cisza panowała bardzo głęboka w tej chwili, aż okno zamknęło się z wielkim hukiem. Podniosła się blada i przeraźliwie wydarła się. Do pokoju wbiegła jej mamy i przytuliła ją mocno uspokajając. Posadziła ją na łóżku i posprzątała bałagan zamykając również okno. Usiadłszy obok niej tuliła kładąc ją spać, po przykryciu ją kołdrą ucałowała w czoło i wyszła. Noriko zamknęła oczka wtulając się mocno do poduszki i usiłowała zasnąć jak najszybciej. Jednak coś przerwało ten spokój. Usłyszała bowiem jak okno się otwiera. Otworzyła oczy i spokojnie lekko drżąc podniosła się trzymając mocno kołdrę przy szyi. Niespodziewanie okno roztwarło się, a przez nie wyleciał jak z procy ten którego bała się ponad wszystko. Tak mowa o wampirze mordercy łowczych klanów, postrachem od kilku setek lat i najgorszym temacie do motywacji małej Kiry. Straszonej przed snem potworem znanym jako Yamada Taro. Sam widok jego kłów i wzroku pragnącego krwi spowodował krzyk na całą rezydencję dziadków i zerwanie ich ze snu.


Podniosła się do siadu z krzykiem otwierając szeroko oczy widząc znów tą twarz. Po jej policzkach płynęły strumienie słonych łez, a jej ciało było całe wilgotne od strachu. Spocona dychała, kiedy doszła do wniosku, że to był tylko zwykły koszmar. Za dużo myślała o tej liście i wniknęło w nią tak mocno, że uroiła sobie coś przeprogramowując to na sen, by odreagować. Rozglądnęła się po ciemnej sypialni rozpłakana, próbując się uspokoić. Z drżącym oddechem otarła pot z czoła i wstała stąpając stopami spokojnie po podłodze zostawiając wilgotne odciski za sobą znikające po zaledwie trzech może dziesięciu sekundach. Znalazła się w kuchni bardzo jasnej i dręczącej jej obolałe od płaczu oczy. Podeszła do zlewu i napełniając kubek zimną wodą, którą znalazła w jednej z szafek napiła się jej łapczywie. Tak bardzo była spragniona, ugaszenie suchości w gardle było spełnieniem wszelkich marzeń. Odstawiając naczynie prędko poszła do łazienki, gdzie po raz kolejny wzięła tym razem zimny prysznic. Orzeźwienie natychmiastowe jak i odprężające ciało jak i umysł.
Wyszła z niej jakoś bez życia, a jej myśli krążyły wokół tylko jednego tematu. Czy to możliwe, by ten którego tak się bała istniał naprawdę? Czy bajka opowiadana przez dziadka to prawda? I co wspólnego ma z tym Hitoshi? Jak tu spokojnie teraz poruszać się po apartamentowcu, bez jakiejkolwiek ochrony. Podeszła do fotela i tuz obok wzięła leżące na podłodze jak zdejmowała rajstopy rzucone kabury. Dwie z nich na broń palną, na jej cudeńka FN Browning HP włożyła do plecaka, tak dla bezpieczeństwa. Nie muszą się walać po podłodze. Dwie pozostałe na sztyleciki przypięła do swoich ud, ściskając jej dość mocno, co ładnie się prezentowało z jej czarną na końcach koronkową bielizną. Musiała przyznać ładnie podkreślającą jej atuty. Wiedząc, że jak coś ma czym się bronić wróciła do sypialni.
Duszno w niej było. Szybko otworzyła okno wpuszczając nie tylko światło, ale i chłód od razu wyczuwalny jak i widocznie oddziałujący na jej ciało. Mało zadowolona tym faktem postanowiła zająć się czymś, by zapomnieć i skupić się na czymś odbiegającym od życia normalnego śmiertelnika. Westchnąwszy poobijała trochę poduszki, by przewietrzyły się, nabrały puchu jak i sprężystości. Po czym trochę z kołdrą się pobawiła. Skończywszy z wojskową precyzją posłała łóżko i zamknęła okno po wywietrzeniu pomieszczenia. Znużona usiadła przy łóżku opierając się o nie, tak by nie zniszczyć włożonej pracy w perfekcyjne zaścielenie go. Zamyślona ponownie wyciągnęła z szafki obok której siedziała listę i zapalając lampkę przegląda je uważnie śledząc jak byli zabijane poszczególne klany. Dumając tak nad tym w końcu skojarzyła fakty, tylko jedna rzecz jej nie panowała do tego wszystkiego.
-Jeśli mam rację... to lista morderstw potwora-wampira... Yamady Taro
Przejechała językiem po wargach wpatrując się w datę pierwszego mordu klanu Nagatsuka liczącego, aż dwustu członków, w tym przyjaciół. Siedziba w Shirakawa, gdzie trudno ją w ogóle znaleźć i znajduje się tak blisko domu jej dziadków.
-Jak on tego dokonał... i skąd Hitoshi ma jego dokładne plany mordów? Chyba, że...
Źrenice zmniejszyły się jak dopuściła do myśli jedno wytłumaczenie całego tego wszystkiego łącznie z faktami jakie znała z zapisków Katsuyoshi'ego. Nie wróżyło to nic dobrego, a zwłaszcza dla niej.
-Yamada to Hitoshi?
Głos wychodzący z krtani zadrżał, a oddech stał się niestabilny, nierówny. Jej serce biło coraz szybciej. Ogarnął ją szok, przerażenie, a może nawet rozczarowanie. Nie myślała, że ktoś taki jak on się jej wydawał jej w rzeczywistości tylko potworem udającym kogoś, albo pokutującym w co nie uwierzyłaby ani przez chwilę. Jednak moment, w którym zajął się ranami na dłoni... Jak na potwora był delikatny i czuła się na chwilę przy nim jak kobieta, a nie twarda nie z wyboru łowczyni.
Trzymając tak w dłoniach notatki jakby odpłynęła w tych myślach wpatrzona w jeden punkt, którego tak na dobre w ogóle nie była skupiona. Jej dłoń pulsowała od zbyt mocno ściśniętego bandażu, ale jakoś nie zwracała na to uwagi. Myślała.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Mar 10, 2013 8:44 pm

Przed opuszczeniem Instytutu przypiął broń tam gdzie wcześniej się znajdowała i zarzucił płaszcz na plecy by ukryć fakt posiadania jakiejkolwiek broni, niestety jego płaszcz był nieco poplamiony krwią przez to, iż leżał na podłodze w fabryce nasiąkną anielską krwią, która znajdowała się akurat tam gdzie rzucił tą część garderoby. Nie był zadowolony z tego, że jest cały ufajdany krwią, dawno nie był w takim stanie, bo w końcu, kto normalny tarza się we krwi anioła demona połączonej ze swoją własną. Warkną coś do siebie przyśpieszając kroku by jak najszybciej dotrzeć do swojego apartamentu by móc doprowadzić się do porządku. Po kilku minutach w końcu dotarł do apartamentowca i skierował się do odpowiednich drzwi, wszedł do środka zatrzaskując za sobą drzwi i ruszył od razu do swojej sypialni by w spokoju się przebrać, nie zwracał na nic uwagi, ale gdy tylko wszedł do swojej sypialni spojrzał niezadowolony na Kirę, która siedziała na łóżku trzymając w dłoniach jego listę, był bardzo niezadowolony z faktu, że grzebała w jego rzeczach, Nie miał zamiaru robić afery o to, że grzebała w jego rzeczach, bo nie widział w tym najmniejszego sensu.. Wszedł w głąb sypialni i podszedł do dziewczyny zabrał jej swoją własność i wrzucił do szafki.
-Nie ładnie szperać w cudzych rzeczach.
Podszedł do szafy i otworzył ją spokojnie, po czym pozbył się zakrwawionego płaszcza rzucając go na podłogę, po czym odłożył na nią ostrożnie broń palną następnie odpiął katanę i oparł ją o drugie drzwi szafy. Powoli zdjął koszulę nigdzie się nie śpiesząc, był zupełnie świadom, iż odsłania przed Kirą dwa ukryte przez cały czas pod koszulą sztylety, ale nie przejmował się tym w najmniejszym stopni… miał w końcu odrobinę wolnego czasu i nie chciał przejmować się zupełnie niczym po długim czasie użerania się z Nathanielem i chciał zwyczajnie odpocząć przynajmniej przez jakiś czas. Odrzucił ufajdaną krwią koszulę na równie zakrwawiony płaszcz, po czym pozbył się również spodni odrzucając je na bok, wyjął z szafy czyste ubrania i pomaszerował do łazienki gdzie na spokojnie doprowadził się do porządku, po czym powrócił do sypialni skąd zabrał ufajdane krwią ubrania, które po prostu wyrzucił, nie miał ochoty bawić się w pranie. Kolejny raz wrócił do sypialni i pozbierał swoją broń odnosząc wszystko na miejsce zaś ze swoją kataną powędrował do salonu, siadł na swoim ulubionym fotelu i zabrał się za czyszczenie katany, nie miał specjalnie ochoty robić nic innego. Siedział spokojnie na swym siedzisku zajmując się troskliwie i z ogromną dokładnością usunięciem choćby najmniejszej kropli krwi z ostrza swej katany.

//taki nie za bardzo post...//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 2:11 am

Z myślenia wyrwało ją trzaśnięcie drzwi, ale nie była pewna czy przywidziało się jej czy serio Hitoshi, a raczej Taro wrócił już do domu. Westchnęła potrząsając lekko głową i wpatrywała się z powrotem na listę szukając w niej czegoś czego mogła nie zauważyć wcześniej. Jej wzrok jednak podniósł się widząc jak podchodzi do niej wampir. Wyrwał jej kartki i wrzucił do szafki, a jego słowa z trudem zdradzały emocje jakie nim kierowały w tej chwili. Odsunął się przyglądała się mu dokładnie jak podchodzi do szafy. Kiedy zaczął się rozbierać nie jednej by kopara opadła. I ona nie została obojętna na widok jego ciała. Mierzyła go od głowy do stóp rumieniąc się z każdą chwilą coraz mocniej kiedy pozbywała się dalej ubrań. Choć starała się odwracać wzrok trwało to jedynie może z ułamek sekundy. Od tego wszystko zrobiła się jej gorąco, na szczęście krew w nosa nie poleciała, może gdyby zdjął coś jeszcze nie wytrzymałaby, ale tak jakoś dała radę. Z trudem, ale dała.
Wyszedł, mogła odetchnąć. Spuściła głowę nisko opierając ją o kolana, wyprostowując się oparła głowę o brzeg łóżka przymrużając oczy. W jej głowie dalej widniał obraz jego ciała, choć starała się go pozbyć. Przez to, co wydarzyła przed chwilą jakoś jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki ktoś wyleciał z jej głowy, przestając niszczeć jej serce i umysł. Dochodziła pomału do siebie, kiedy to przyszedł zabierając przesiąknięte krwią ubrania i zniknął. W jej głowie ponownie powrócił obraz idealnego ciała wampira, powodując niechciane rumieńce. Ponownie pojawiając się Hitoshi tym razem zabrał broń, co wcale nie zdziwiło jej. O katanę trzeba dbać, a będzie perfekcyjnym narzędziem do zabijania przez wieki.
Wyszedł i jak tylko minęło więcej czasu niż poprzednio, nie pokazując się w sypialni podniosła się z podłogi. Niepewnie wyszła z pomieszczenia i skierowała się do salonu, gdzie wyczuła obecność wampira. Jakoś strasznie się go bała od kiedy zdała sobie sprawę, że jest potworem z jej dziecinnych lat. Stając w progu rozejrzała się obliczając każdy możliwy sposób na samoobronę, gdyby doszło między nimi do walki. Wiedząc już wszystko zbliżała się spokojnie do fotela na którym siedział, szła jakby się skradała, kocimi ruchami ciała znalazła się za fotelem i spokojnie wyciągnęła rękę ku jego głowie. O czym myślała? Po co to robiła?
Delikatnie kładąc dłoń na jego tyle głowy przesunęła jego ciało, by się lekko pochyliło do przodu. Nie chciała zrobić mu krzywdy, ani tym bardziej jakoś zaczepiać, ale nie podobało się jej, że usiadła na jej rajstopach. Kiedy wystarczająco ostrożnie odchyliwszy go wyciągnęła rajstopy spod niego. I jak to zaczęła tak spokojnie spowodowała ręką, by wrócił jak siedział przed jej ingerencją. Nie miała ochoty się tłumaczyć z tego, co właśnie zrobiła, on też wiele nie mówił. Natomiast jej serce waliło jak uderzany młotem dzwon w pełną godzinę w dzwonnicy kościelnej.
Zdenerwowana usiadła na kanapie rzucając rajstopy na sukienkę leżącą tuż obok niej. Westchnęła cicho i katem oka przyglądała się mu uważnie. Trzymając dłonie blisko ud, by w razie czeka mieć szybko reakcję ataku ostrzami. Zamyśliła się. Było jakoś dziwnie. Olewające jego uczucie oraz jej zdenerwowanie pochłonęło całe pomieszczenie, a zmieszane budziło napięcie. Kto wytrzyma dłużej? Głupie pytanie, ale zadała je sobie chwilę przed tym jak się sztucznie uśmiechnęła do niego.
-Hitoshi? - podniosła się i wzięła do rąk sukienkę przykładając ją do swojego ciała stając tak, by mógł ocenić czy do niej pasuje – ładna? - zapytała, ale jej głos dziwnie zadrżał. Poczekała dosłownie, nie potrzebnie tylko kilka sekund. Poczuła się jakoś głupio i odrzuciła ją z powrotem na kanapę idąc czym prędzej do kuchni. Nie dała mu nawet odezwać się. Nie potrafiła dłużej na niego patrzeć, bała się. Wracały wspomnienia nie przespanych nocy i czuwanie przy zamkniętym oknie, by nie wszedł. To wszystko teraz wróciło. Próbowała patrzeć na niego jak w chwili, gdy był w bieliźnie, ale to pomagało na zaledwie moment.
Zła na siebie stanęła przy zlewie odświeżając twarz zimną wodą, po czym zaczesała włosy do tyłu, ale i tak jeden kosmyk zjechał na jej twarz. Opierając się tak patrzyła w okno naprzeciwko.
-Jaka ja jestem głupia...
Wręcz szepnęła do siebie kręcąc głową na boki. Dalej nie rozumiała swoich obaw i lęków. Wiedziała, że jest silna i gdyby coś, dałaby sobie radę choćby uciec. Jednak sama myśl spojrzenia mu w te czerwone oczy budziła w niej ten strach. To jak jej bohater Hitoshi stał jej w jednej chwili mordercą... Taro.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 11:50 am

Siedział spokojnie czyszcząc swoją katanę i nie przejmując się niczym. Jedyne, czego teraz mu było trzeba to spokój nieskazitelny jakimikolwiek napięciami, obecność dziewczyny była dla niego już normalna i nie przejmował się tym, że swobodnie się tu czuje by paradować po mieszkaniu w samej bieliźnie. Tak naprawdę przed Taro nic się zupełnie nie ukryje w końcu dotrze do wszystkiego wcale nie zważając na środki ani cenę, jaką miał by za to ponieść. Wyczuł jednak coś dziwnego w jej zachowaniu milczał przez cały czas by jakkolwiek upewnić się w tym, co po prostu przeczuwa, nie ruszyło go nawet to, że został jakby zmuszony do pochylenia się, nie wnikał, dlaczego Kira to zrobiła, bo zwyczajnie nie obchodziło go to, słyszał jednak jak szybko bije jej serce, dlaczego? Nie miał pojęcia, ale najpewniej ze strachu, nie wiedział, czemu się tak bardzo boi, ale nie musiał wiedzieć wszystkiego. Z tego, co dostrzegły jego czerwone ślepia to ona musiała wyciągnąć spod niego swoje rajstopy, które po chwili wylądowały na sukience, najwidoczniej on przygniótł jej własność swoim zacnym tyłkiem przez zwykłą nieuwagę w końcu przywykł do ciągłego przebywania w samotności i zdarza mu się po prostu zapomnieć o tym, iż ktoś przebywa w jego domu. Bądź, co bądź, ale choćby za to należało się zwyczajne słowo oznaczające przeprosiny. Nie myślał nad tym zbyt długo a wręcz odezwał się odruchowo nie przeciągając dłużej tego zdarzenia.
-Przepraszam…
Powiedział niemal szeptem, który spokojnie mógł dotrzeć do jej uszu, po czym wrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Gdy w końcu skończył czyścić katanę odłożył ją na jej miejsce i spojrzał na Kirę, która była wyraźnie przestraszona, jej strach był wyczuwalny tak dobrze, że niemal namacalny, nie rozumiał jednak, dlaczego jest taka przesiąknięta strachem. Czyżby przestraszyła się notatek tak starych, że cudem jeszcze w ogóle można je odczytać? Nie miał pojęcia. Kiedy po prostu wstała i zaprezentowała ze sztucznym uśmiechem mu swoją nową kreację nawet nie zdążył odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. Zdziwił się, gdy cisnęła sukienką na kanapę i wyszła jak wystrzelona z procy, podrapał się palcem w skroń nie do końca rozumiejąc jej zachowanie. Siedział tak chwilę zdziwiony aż w końcu coś do niego dotarło i podniósł się z fotela natychmiast idąc do sypialni wyjął z szafki przy łóżku kartki z listą wymordowanych klanów łowców. Przejrzał spokojnie całą listę aż w końcu dotarł do jednego jedynego nazwiska osobnika z klanu, którego nie odnalazł. Czyżby tego przestraszyła się Kira? Nie wiedział, ale musiał o to wypytać w końcu zachowanie jej uległo zmianie w chwili, gdy wrócił i zastał ją z owymi bazgrołami w rękach. Biorąc ostatnią część listy pomaszerował do kuchni gdzie była dziewczyna, podszedł spokojnie do niej i powoli odwrócił ją w swoją stronę pokazując listę.
-To cię tak przeraziło?
Zapytał spokojnie i położył po chwili listę na blacie, nie miał zamiaru krzywdzić Kiry ani straszyć jej jakimiś starociami, które przestały być istotne bardzo dawno temu, w końcu wiedział, że nawet, jeśli kogoś z tej listy nie odnalazł a taka osoba właśnie znajdowała się na liście to i tak umarła już dawno temu. Nie widział potrzeby tropienia innych osób o tym nazwisku, bo to jak szukanie igły w stogu siana, o czym już bardzo dawno temu przekonał.
-Masz coś wspólnego z kimś na tej liście, że nagle tak się boisz? Twój strach jest niemal namacalny, więc proszę o wyjaśnienie, dlaczego?
Każde słowo mówił spokojnie nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów, nie chciał jej krzywdzić w żadnym wypadku, w końcu gdyby chciał ją skrzywdzić to zamiast upić kilku niewielkich łyczków jej krwi wypiłby wszystko, co do ostatniej kropelki. Nie był już żądnym krwi młodym wampirem, dawno przestał nim być, zaprzestał zabijania z byle powodu, bo nie miał, po co tego robić zwyczajnie znudziło go to i nie miał najmniejszego zamiaru wracać do czegoś, co było kiedyś.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 2:15 pm

Stała tak oparta pochylając się nad zlewem wpatrzona w oko. Co miała niby zrobić? Sam jego widok powodował u niej miękniecie w kolanach i szybkie bicie serca, a dodać do tego świadomość kim jest to już w ogóle. Która dziewczyna w wieku nastoletnim nie marzyła, by zastać odwiedzona w środku nocy we śnie przez wampira choćby jeden raz. Poczuć dreszczyk emocji, kiedy zatopiłby w jej szyi swoje dwa długie kły sącząc jej smaczną posokę. No na pewno nie ona! Może przez chwilę zaczytana w fantastyce miała takie głupie marzenia, ale chodziło jej raczej o idealnych wampirzych kochanków opisywanych w książkach, a nie koszmar powracający każdej nocy. Budzący ją z krzykiem jak i wszystkich w rezydencji. Bała się mocnych spacerów, a rozmowa o wampirach budziła w niej zamykanie się w sobie. Przez lata usiłowała pozbyć się, wmawiając sobie, ze to wytwór wyobraźni, że na pewno to tylko legenda, mit do straszenia tak głupich małych łowczyń jak ona.
Z czasem zapomniała, na siłę wyrzuciła go z umysłu jak i węgielne mazidło z książki. Zapomniała na dobre, aż kurcze do tyj chwili. Powrócił dawny strach ten koszmar.
Westchnąwszy usłyszała kroki, zadrżała, ale nie ruszała się. Wmawiała sobie, że on nie istnieje, a to tylko kolejny zły sen, więc dlaczego nie mogła się obudzić? Co się z nią zaczynało dziać? Nie patrząc, strach strachem, ale ona ma dwadzieścia lat. Nie powinna zachowywać się jak małe nic nie rozumiejące dziecko.
Mając nadzieję, że idzie do lodówki po syntetyk nie reagowała. Nie miała ochoty na rozmowę, a tym bardziej teraz. Budził w niej zbyt wiele emocji nad którymi nie panowała. Choćby same wspomnienia o dzieciństwie nachodzące na siebie z utrata mamy, która się wspierała w tych ciężkich dla niej chwilach. Pocieszycielce jakiej w niej miała oraz obrończy opowiadającej słodkie historyjki o wróżkach, strzegących ją przed potworem jak i samej jej która nie pozwoli nigdy skrzywdzić swojej córeczki. Teraz mamy już nie było, sama ta świadomość stawiała ją z kolejnym uczuciem do walki. I jak ona miała spojrzeń mordercy w twarz, kiedy chciała się rozpłakać komuś w ramie, a jego tak bardzo się bała? Idzie zaświrować? O tak, to jedyna ucieczka od rzeczywistości i otaczających problemów. Jednak to była opcja dla tych słabych, nie dla łowczyni. Nie po to tyle wytrwała, by trafić do białego pokoju bez klamki wyłożonego w każdym miejscu poduszkami. To nie dla niej.
Kiedy zaszedł ją od tyłu wiedziała, że nie wróży to nic dobrego. Czas przesłuchania nadszedł przez jej własną głupotę. Mogła grać przed nim opanowaną, doskonale wiedziała, że wyczuwa jej emocja, a zwłaszcza ruchy krwi w jej organizmie, więc i prace serca. Co z pewnością ją wydało. Czekała spokojnie na agresje oraz budujące napięcie. O dziwo po odwróceniu jej w jego stronę spokojnie zadał jej pytanie machając kartką z listą przed jej oczami. Odkładając ją na blat obok jej serce biło jeszcze mocniej, nie patrzyła mu jednak w oczy. Bała się tych krwawych otchłani, doskonale wiedząc z lekcji dziadka, że wampiry posiadając moce. I lepiej unikać kontaktu wzrokowe dla swojego dobra. Wejście przez Hitoshi'ego w jej głowę liczyło się z ujawnieniem nie tylko zbyt dużej wiedzy na temat każdej rasy nieśmiertelnej, ale również odkrycie przez niego jej słabości, co wyklucza wygraną i natychmiastową jej śmierć.
Zadał drugie pytanie, równie spokojnie. Stał dość blisko, mogła wyczuć na swoim niemal nagim ciele w ciągu wypowiadanych z jego ust słów delikatny, chłodny wiaterek. Przez to dostała gęsiej skórki, a włoski na jej skórze lekko podniosły się, jej cera zrobiła się bladsza omal śnieżnobiała. Było jej słabo z trudem oddychała, co można było zauważyć po kiepskiej pracy klatki piersiowej. To objawy strachu? Teraz to sama nie wiedziała, co jej po głowie szwenda się między szarymi komórkami, ale nie było to nic z czego mogła być dumna. Opanowawszy to, jej serca ponownie zaczęło wybijać rytm do samby albo salsy. Dla tanga ani walca było to zbyt szybko, a wszystko przez jedno spojrzenie w jego stronę katem oka.
Kiedy miała ochotę być chamska, by się odczepił przypomniała sobie jego „przepraszam” i mruknęła niezadowolona, nie dawał jej żadnego powodu, by wybuchnęła wrzaskiem za napastowanie jej stresy osobistej ani tym bardziej formie przesłuchania. Miał do tego prawo. W końcu grzebała w jego rzeczach, to jego dom, a ona jest tylko tu gościem. Jeśli komuś dalej mało, to można wspomnieć, że ona dla niego tak na dobrą sprawę to tyko worek z kośćmi i krwią.
Nieśmiertelni od zawsze gardzili takimi jak ona, dlatego zaczęły powstawać klany łowców, by przeciwstawić się i walczyć o prawo do wolności i życia. Tak została wyuczona i takimi, a nie innymi zasadami się kierowała. Jak to się mówi? Wpojone za młodu kiełkuje wcześniej czy później. Tak jest i w jej przypadku. Nie potrafi się zmienić, choć walczy w tym. Ona widzi w nieśmiertelnych swoich pobratymców, wyrządzają tak na dobrą sprawę tyle samo zła, co ludzie.
Pogrążona w tych myślach, do jej oczu napłynęły łzy. Z wielkim trudem otworzyła usta wyduszając z siebie, co leżało jej na sercu, które uspokoiło się nagle. Wracając do rytmicznej, ale naturalnej pracy.
-Przepraszam... za grzebanie w twoich rzeczach i... przepraszam, że bez uprzedzenia dotknęłam cię bez słowa wyjaśnień... oraz przepraszam za zadane pytanie z niemożliwością wypowiedzenia ci się...
Powiedziała drżącym tonem głosu, spokojnie dychając nie patrząc mu w oczy. Skupiona na kartce z listą na blacie dobierała słowa, by omijać temat z którym do niej przyszedł. Uspokajając się, dzięki wyrzuceniu z głowy jego twarzy. Tak było dobrze, bezpieczniej.
W pewnej chwili odwróciła się do niego tyłem, gładząc swoje ramiona dłońmi dumała. W końcu nie pewnie weszła w ten okropnie drażliwy sens całej rozmowy.
-Błagam... nie proś mnie bym odpowiedziała... - wpatrzona w szybę okna patrzyła w odbicie swoich oczu – nie proś mnie... - po policzku spłynęła łza – dla wspólnego dobra... - jej tęczówki nagle zrobiły się krwisto czerwone, łzy cofnęły się, a na ustach pojawił się szyderczy uśmieszek. -Yamada...
Zdając sobie sprawę, co właśnie wyszło z jej ust, tęczówki wróciło do zwykłej szarości, a źrenice zmieniwszy się diametralnie. Zakryła usta dłońmi, jej serce znów waliło jak młot w dzwon, a jednocześnie odwróciła się sama w jego stronę patrząc przestraszona w jego oczy. Przełknęła ślinę i jąkając się odezwała się, chcąc wytłumaczyć.
-To-to nie-nie tak... chcia-chciałam po-powiedzieć... coś in-innego...Hitoshi... ta-tak Hitoshi
Teraz zaczęły się schody. Jak ona się wytłumaczy za takiej wiedzy. Przecież nie wyjawił jej swojego nazwiska, a nawet jakby to zrobił. Powiedział, by raczej to drugie. I co teraz?
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 4:08 pm

Spokojnie czekał na odpowiedź dziewczyny cały czas obserwując jej zachowanie, widział jak z trudem oddycha zapewne ze strachu a on wciąż nie znał powodu tego, że tak nagle paraliżuje ją strach. Zastanawiało go to czy przeraziła ją lista jego ofiar czy po prostu z jakiegoś źródła wie o tych zdarzeniach, które miały miejsce bardzo dawno temu, nie wiedział, ale wolałby się dowiedzieć, kogo tak naprawdę trzyma pod własnym dachem. Nie oczekiwał jakiś przeprosin, które otrzymał, skrzywił się milcząc i zastanawiał się, czemu ona tak się zachowuje, nie chciał zaglądać do jej wspomnień tylko po to by dowiedzieć się czegoś. Nie widział sensu w używaniu mocy bez wyraźnej potrzeby, a ta sytuacja nie wymagała tego choćby w najmniejszym stopniu. W chwili, gdy odwróciła się do niego plecami on sam podszedł spokojnie do lodówki i wyjął z niej syntetyk, sięgną do szafki po szklankę, do której przelał zawartość butelki. Oparł się o blat i pił na spokojnie ohydny syntetyk, czekając nadal na odpowiedź na swoje pytania, niestety miast odpowiedzi na pytania otrzymał odpowiedzi wymijające a potem usłyszał swoje prawdziwe nazwisko, którego nie powinna znać. Zdziwił go ten fakt jak i nieco rozzłościł, nie wiedział, kogo tak naprawdę ma pod swoim dachem i do tego ta osoba zna jego prawdziwe nazwisko, którym się w żadnym razie nie przedstawiał. Warkną coś pod nosem ściskając szklankę z syntetykiem tak mocno, że pękła na drobne kawałeczki wbijające się w jego dłoń, zaś jej zawartość wylądowała na podłodze jak i jego spodniach oraz koszuli, nie podobało mu się, że Kira zna jego nazwisko w końcu nie wiele osób wiedziało, kto kryje się pod zapożyczoną tożsamością. Krew spływała po jego dłoni a on na spokojnie pozbył się kawałków szkła z ran i podszedł do dziewczyny, jego kły wysunęły się z osłon prezentując się w pełnej okazałości. Nie wierzył w to, że chciała powiedzieć coś innego, nie miał ku temu podstaw, do tego zaczęła się jąkać i nawet, jeśli chciałby w to, co mówiła wierzyć to nie mógł.
-Nie przedstawiałem ci się tym nazwiskiem.
Zatrzymał się patrząc na nią spode łba, zastanawiał się skąd może znać w ogóle jego nazwisko skoro wszystkie dokumenty z owym nazwiskiem były doskonale ukryte w schowku gdzie trzymał broń, dla własnego bezpieczeństwa jak i po to by nikt nie zepsuł mu szyków, co teraz nie miało już większego znaczenia, ale i tak nie usprawiedliwiało to tego, że znikąd ona zna prawdziwe nazwisko wampira, czyżby znała również jego imię? Wszystko było możliwe…uspokoił się chowając kły i podszedł do blatu, na którym leżała lista, spojrzał na nią i warkną wściekły wyciągając wnioski zarówno z listy i znajdującego się tam jednego osobnika, którego niestety nie udało mu się dopaść, ale cóż ona ma wspólnego z właśnie tą osobą? Szczerze nie możliwe było by miała coś wspólnego z kimś innym z tej listy, bo doskonale wiedział, że unicestwił całe rody w akcie zemsty, dopełnił jej i nie odczuwał do nikogo żalu czy złości o wymordowanie jego rodziny. W końcu go olśniło, ona musiała mieć coś wspólnego z osobnikiem o nazwisku Hosokaya bezpośrednio odpowiedzialnym za śmierć jego ojca, skrzywił się ponownie i spojrzał na dziewczynę. Potrząsną głową by się całkowicie uspokoić i cofną się o kilka kroków, teraz rozumiał jej przerażenie, ale już od dawna nie był tym Taro, który był odpowiedzialny za wyniszczenie niemal całkowite klanów łowców, teraz wiódł sobie spokojnie życie i nie wadził nikomu, a teraz najwyraźniej miał pod własnym dachem łowczynię. Nie chcąc specjalnie ciągnąć tej szopki zmarszczył brwi i spojrzał kolejny raz na niewiastę.
-Tak się boisz…i znasz moje nazwisko, więc zapewne wywodzisz się z rodu Hosokaya czyż nie?
Uśmiechną się i odwrócił do niej plecami, po czym wymaszerował z kuchni, spokojnym krokiem wędrował do salonu, musiał uspokoić się na tyle by nie wyrządzić Kirze krzywdy, w końcu nie miał powodu by ją krzywdzić, mimo iż najprawdopodobniej wywodziła się z rodu, którego członek niegdyś uśmiercił jego ojca. Mimo wszystko postanowił stłumić chęć mordu, jaka budziła się w nim, co jakiś czas i na spokojnie przemyśleć całą sytuację.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 6:19 pm

Dlaczego teraz straciła panowanie nad bestią? Musiała to powiedzieć? Nie ma to jak wyda się samemu i czekać na osąd. Wziąć tylko linkę i się powiesić, nie ma innej opcji, jak jest się tak durnym. Złamała pierwsze kilka i to nawet kilkakrotnie zasady łowcy. Uczyła się tyle lat, w końcu by zapamiętać każdą nawy raz dogłębnie przechodziła przez prawdziwe piekło. A tu proszę od tak łamie wszystko, to z głupoty!

Pierwsze! Najważniejsze! Nie daj się zbliżyć do siebie nieśmiertelnemu, nie wolno ci z nim wchodzić w rozmowę! Tylko wyciągać za pomocą dostępnych środków z niego informacje potrzebne do dalszych misji.
Drugie! Pod żadnym pozorem nie zdradzaj swojej tożsamości, nawet przed egzekucją nieśmiertelnego!
Trzecie! Nieśmiertelny to nie człowiek, nie ma serca ani sumienia, nie lituj się nad nim, on nie zlituje się nad tobą!
Czwarte! Broń honoru rodziny z dumą pozbywaj się wrogów w jej imieniu!
Piąte! Dla dobra rodu popełnij samobójstwo jeśli zostaniesz zdemaskowanym!

W głowie chodziło jej pięć stalowych zasad jej rodziny, wbijanych do głowy i serca za pomocą bata. Zadrżała widząc jak szklanka pękła w jego dłoni na kawałeczki. Wszystko rozlało się robiąc spory bałagan. Nie przejął się tym zbytnio, albo nie pokazywał po sobie. Powyciągał tylko drobinki szkła z dłoni i podszedł do niej wysuwając kły których miała szanse siłę już poznać na własnej szyi. Czy wtedy bała się? Nie, wiedziała doskonale, że weszła na cienki lód i pora zanurzyć się w lodowatej wodzie. A tu nie. Odezwał się tylko, ona wpatrzona w jego oczy zamarła. Czekała na wyrok, a tu takie coś. Zadziwiał ją z każdym gestem i słowem. Był potworem, ale na siłę walczył, by pokazać jej skryte dobro. Tak ona to czuła. Przecież miał pretekst, by pozbyć się nie wygodnego człowieka. Wiedzącego za dużo, możliwe zbyt wiele.
Odsunął się chowając kły, serce zwolniło natychmiastowo. Nie wytrzymałaby dłużej takiego napięcia. W końcu jest tylko zwykłą śmiertelniczką, nie jakąś super ani coś. Po prostu kobietą. Na tę chwilę bojąca się o swoje życie. Mającą świadomość kim jest i jak powinna się zachowywać,a le ta ludzka całkiem natura ostatnio brała górę. A przy nim to już całkiem. Patrzył na listę, czegoś szuka? Jej serce znów przyspieszyło. Spojrzał na nią i pokręcił głową, widać, że walczy, by prawdopodobnie nie zabić jej. Zrozumiał? Już wie kim ona jest? Robiąc kilka kroków w tył na jej twarzy pojawiło się przerażenie. Co on planował? Idzie po broń? To koniec?
Nie. Teraz wiedział kim jest, a piąte przykazanie kazało jej ze sobą skończyć. Potrząsnęła głową przecząco, jakby odpowiedziała nie tylko sobie, ale i jemu na pytanie. Uśmiechnął się. Wiedziała, że go nie oszuka. Jako jedyny poznał jej tożsamość. Nikt nie wie kim ona jest. Zawsze przedstawiała się jako „Kirā” - co oznacza zabójca. Żałosne, z niej taki zabójca, co i z wróżki. Przy nikim nie mogła w stu procentach być sobą. Wiecznie sama. Chcąc w końcu przestać uciekać i udawał zdradziła „powołanie” demonowi, ale on to jakoś tylko wykorzystał fakt, że była pijana. Wmówił jej uczucie którego nie było, przytakiwał na jej puste i bezsensowne słowa. W końcu kiedy sama uwierzyła w to, co mówi, on tak po prostu zniknął. Jak cień w ciemnościach.
Kiedy wampir wyszedł z kuchni, nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Nie miała prawa tu przebywać. Na dobrą sprawę, gdyby nie jakieś dziwne zrządzenie losu nigdy, by się nie urodziła. Tak chciał, więc los. Nie miała, co się z nim sprzeczać tylko posłusznie grać w nim jak marionetka. Wzięła głębszy wdech jak i szmatkę. Spokojnie zaczęła zbierać na nią kawałki szkła jakie niebezpiecznie znajdowały się na podłodze ze zniszczonej szklanki. Po wyrzuceniu ich do kosza wytarła jeszcze syntetyk i wypłukała ją, jednocześnie ścigając z dłoni opatrunek, który również wylądował w koszu. Przyglądając się wewnętrznej stronie zaobserwowała posobne ułożenie ran, co u mężczyzny. Zabawne. Oboje powinni korzystać z plastikowych naczyń. Nie zastanawiając się długo przeklęła pod nosem i biorąc z szafki apteczkę poszła za nim.
-Będę tego żałować... coś tak czuje...
Wchodząc do salonu stąpała na palcach robiąc ostrożnie każdy krok. Jej serce znów wybijało rytm do tańca. Bała się, ale chciała załagodzić te nieporozumienia między nimi. Nie tylko dlatego, że chciała tu nadal mieszkać. Nie warto stwarzać sobie wrogów. W takich czasach ja te.
Kucając za nim jakieś dwa metry od niego położyła apteczkę na podłogę, prostując się zaczęła mówić.
-Znam nie tylko twoje nazwisko, wiem, że nazywasz się Taro Yamada. Wiem w jakim wieku straciłeś rodzinę, prócz brata bodajże młodszego. Nie mam już pewności, dawno czytałam o tobie.
Zamilkła układając, co powinna mu powiedzieć, a co zostawić dla siebie. Drżącym głosem zaczęła ponownie monolog.
-Nie będę ukrywać... jestem potomkiem Katsuyoshi Hosokaya. Nazywam się... - zawahała się na moment – Noriko Hosokaya.
W tej chwili postawiła przy swoim imieniu krzyżyk w rubryczce „zdrajca”. Westchnęła i poprawiła denerwujące włosy, które ciągle opadały na jej twarz. Jakoś nabrała wody w usta, nie mogła nic już dodać. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Przyznała się. Zdradzając swoje zajęcie nazywane przez wielu łowców „powołaniem”.
-Nie jestem twoim wrogiem. Nie chce nim nawet być. U dowodnie to... - odpięła kabury ze sztyletami od swoich ud odrzucając je na podłogę gdzieś pod ścianę. Westchnęła. Podniosła apteczkę i zbliżyła się do niego. -Nie mam broni... nie spróbuję cię zaatakować...
Stanęła za jego plecami lekko zadrżała i dopiero wtedy odetchnęła biorąc się w garść. Położyła apteczkę na stolik i już bez trudu otwierając ją wyciągnęła gazę stając naprzeciwko niego złapała go za nadgarstek i przyciągnęła skaleczoną dłoń. Przyjrzała się jej i bardzo delikatnie zebrała z niej krew gazą, by ujrzeć rany. Odkładając zabrudzoną na stolik spojrzała mu w oczy trzymając jego dłoń w swoich. Była taka lodowata.
-Nie jestem przeciwko tobie Taro...
Przymykając powieki złożyła na każdej rance na jego wewnętrznej stronie dłoni całusa, delikatnego wręcz czułego. Kiedy puściła spokojnie jego dłoń nie spojrzała mu w oczy, nie potrafiła. Jedyne, co czuła i jakoś jej to nie przeszkadzało to trochę jego krwi na jej wargach. Czuła się jakoś głupio lekko rumieniąc się na policzkach. Czekając bezbronna na wymiar kary lub całkowite olanie jej. Jakoś jednak nie wierzyła w to drugie. Na pewno był zły, a jej drobne sztuczki nic nie pomogą. Nie wiedząc za bardzo, co dalej jej wzrok zatrzymał się na jego ufajdanym syntetykiem ubraniu.
-Upiorę je... ale musisz mi je dać za nim to paskudztwo całkiem nie wchłonie... łatwiej się spierze...
Spojrzała mu w oczy pewna swoich słów. Nie raz i nie dwa spierała krew ze swoich ubrań, a to jest niby czymś podobnym, więc pewnie zachowuje się zbliżony sposób w kontaktem z tkaniną.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 9:03 pm

Starał się uspokoić jak najszybciej jak to było możliwe w końcu wolałby nie rzucić się na dziewczynę choćby była potomkiem największego wroga wampira, ale w końcu to nie ona zawiniła tylko tamta osoba. W końcu po kilku minutach uspokoił się i siadł na swoim fotelu patrząc na krwawiącą wciąż ranę, która już powoli zaczęła się goić, na szczęście nawet taki wypadek nie ruszał go specjalnie, bo szybko nie będzie po tym nawet śladu. Kiedy dziewczyna zjawiła się w salonie nie zwrócił na to uwagi, musiał to wszystko na spokojnie ogarnąć, słuchał tego, co mówiła. Wiedziała o nim aż za dużo, ale skoro pochodziła z klanu łowców to, czego innego mógł się spodziewać? Wyszkolono ją do zabijania nieśmiertelnych, by nie patrzyła na to czy osobnik jest zły do szpiku kości czy po prostu ma ten pech i musi wieść tak długi żywot, jako istota nieśmiertelna zupełnie nikomu nie wadząc. Słuchał każdego jej słowa jednak milczał gdyż wolał w spokoju wszystko sobie przeanalizować by nie wybuchła tu nagle jakaś jedna wielka wojna, na którą nie miał najmniejszej ochoty. Słysząc potwierdzenie swojej teorii spojrzał na dziewczynę przez chwilę, po czym odwrócił wzrok pogrążając się tymczasowo w swoich własnych myślach. Nie patrzył na nią przez jakiś czas jedyne, co pozwalało mu zorientować się w tym, co ona robić to dźwięki, jakie słyszał jak i po tym, co mówiła, odrzuciła broń, co wydało mu się przez chwilę dziwne, ale skoro chciała udowodnić, że nie jest mu wrogiem to nie miał zamiaru jej w tym przeszkadzać. Kiedy zaczęła ścierać z jego dłoni krew ponownie się zdziwił, ale nie patrząc to był miły gest z jej strony, bo nawet o to nie prosił, przyglądał się jej spokojnie nawet dość zaciekawiony jej czynami.
-Ja również nie jestem twoim wrogiem. Chociaż możesz uważać inaczej...jako łowcy wsadzono ci do głowy więcej kłamstw niż faktów.
Nie sądził, że będzie ją stać na coś takiego, nigdy nie spodziewał się, że ktokolwiek byłby wstanie w taki sposób go potraktować. Takiego potwora, za jakiego był uważany przez większość istot, od dłuższego czasu nikt nie odnosił się do niego tak jak ona w tej chwili, mimo że była łowczynią to nie miał do niej nic nawet, jeśli była potomkinią tego, który był sprawcą śmierci jego ojca. Nie interesowało go już to, stare dzieje niemające wpływu na teraźniejszość ani na przyszłość. Póki oboje nie mieli ochoty być sobie wrogami to po cóż wyciągać topór wojenny? Taro miał już wystarczająco dużo wrogów i nie potrzebował kolejnych, z którymi musiałby się przez cały czas użerać. Słysząc jej słowa nadal nic nie mówiąc podniósł się z fotela i ściągną z siebie koszulę oraz spodnie a następnie oddał jej ufajdane syntetykiem ubrania, skoro sama oferowała się, iż je upierze, więc czemu miałby z tego nie skorzystać? W prawdzie nie chciał wykorzystywać swojego gościa, ale sama się zaoferowała, więc nie miał potrzeby by odrzucać taką propozycję w końcu sam nie znosił robić prania. Stojąc w samych bokserkach nie czuł się w żadnym razie skrępowany gdyż nie miał ku temu najmniejszego powodu.
-Dziękuję…
Szepnął i bardzo wolnym krokiem ruszył w stronę swojej sypialni, chciał teraz w końcu odpocząć po tej całej szopce najpierw z demonem a teraz z nią. Czasem zwyczajnie miewał dość, ale co poradzić? Takie już było jego życie i raczej teraz nie ma potrzeby zmieniać czegokolwiek. Wszedł do swojej sypialni i podszedł do łóżka, na którym legł i wpatrywał się w sufit myśląc czy postąpił rozsądnie. Po jakimiś czasie porzucił myślenie nad tym i sięgną po książkę, nie miał ochoty zaprzątać sobie głowy jakimiś tam durnymi myślami nad czymś, czego nie odwróci, nie jest potworem by wyrzucić Noriko z domu skoro powiedział, że może tu pomieszkać, nie cofną by tego, co już powiedział, no chyba, że w tej chwili rzuciłaby się na niego z bronią wtedy nie mógłby już jej choćby dać niewielkiego kredytu zaufania. Niestety, jeśli taka sytuacja miałaby miejsce to wampir natychmiast wyrzuciłby ją za drzwi nie odzywając się choćby słowem, ale póki w jego własnym domu będzie spokój to nie ma, co sobie zaprzątać głowy jakimiś głupotami. Leżał, więc sobie i spokojnie oddawał się lekturze.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Mar 11, 2013 10:40 pm

Wszystko potoczyła się nawy raz korzystnie dla obojga. Upewnili się kim są i co może się wydarzyć jak będą przebywając zbyt blisko siebie. On wiedział na ile stać łowcę i jakie sztuczki używa, by zdobyć cel. Ona potrafiła przewidzieć każdy ruch swojego celu, bo umiejętnie wchodziła w postać jaką odgrywała czasem będąc po porostu sobą. Właśnie przyszła taka akcja na jaką nie mogła mieć gotowego plany wydarzeń. Każdy ruch musiała ostrożne wykonać tak, by cel się nie zmiarkował. To nie było takie proste, ale to pierwsze zadanie i musiała się wykazać. Nie ważne, jak to się skończy. Nie miała wyjścia. Gra się rozpoczęła.
Trzymając jego ubranie uśmiechnęła się słodko, na jego słowo wdzięczności za ten drobny gest z jej strony. Nie spodziewała się go usłyszeć, a coraz częściej z jego ust padały miłe słowa. Co tylko pogarszało sytuację. Jak tylko zniknął za progiem, czym prędzej złapała za plecak i wyciągnęła z niego komórkę i powędrowała do łazienki. Zamykając za sobą drzwi rzuciła jego łachy do wanny westchnąwszy usiadła na pralce i wybrała z listy kontaktów odpowiedni numer. Przyłożyła telefon do ucha i czekała, aż po denerwującym łączeniu z abonentem dojdzie do rozmowy. Słysząc cichy zachrypnięty głos uśmiechnęła się szelmowsko.
-Tak jak przewidziałeś... wszystko idzie zgodnie z planem...
Głos w głośniku potwierdził wcześniejszą ich rozmowę i dodał parę nowych ciekawych sugestii jakie miały jej pomóc osiągnąć cel całej tej akcji. Nie podnosząc tonu zauważył kilka niedociągnięć z jej strony i niepotrzebnych problemów. Ostrzegając przed głupstwami i nagrodą jaka czeka za wywiązanie się z umowy.
-Rozumiem... to nie potrwa długo... a adres ojca chce poznać zaraz na następny dzień... o dalszym przebiegu misji będę informować jak się umówiliśmy...
Głos coś dodał i się rozłączył. Mało dumna z siebie przemyślała sobie wszystko jeszcze raz i odłożyła komórkę na pralce z której zeskoczyła. Spojrzała na swoje odbicie oblizując usta z krwi wampira, widząc pewną siebie i zdolną do wszystkiego łowczynię. Przemyła twarz. Po otarciu jej ręcznikiem była już uśmiechniętą i tą samą słodką młodą dziewczyną, która jest chętna do pomocy.
-Sore wa jikanda... (już czas)
Wyciągnęła jego ubrania z wanny, napuściła do zlewu trochę letniej wody do której wsypała proszek i ręcznie szorując plamy z najpierw jego koszulki nuciła sobie pod nosem jakąś popową piosenkę słyszaną często w radiu czy telewizji. Uporawszy się z plamami wypłukała dokładnie jego ciuchy i wywiesiła na suszarce. Biorąc swój telefon wyszła z łazienki spokojnie wyłączając światło. Wracając do salonu podeszła do stolika i schowała komórkę do plecaka wyciągając jednocześnie swoje stare ubrania, które położyła na kanapie. Z podłogi zabrała sztylety i również schowała je. Przyglądnęła się swoim rzeczą wywnioskowała, że ma wszystko.
Złożyła ładnie ubranie które dostała z jego garderoby ze swoim na to położyła plecak i katany. Zamyśliwszy się dodała do tego rajstopy i muszkieterki, uśmiechnięta z porządku włożyła na siebie sukienkę. Rozglądnęła się po salonie, mając nadzieję, że znajdzie dla niej jakiś materac i półkę na jej rzeczy. Jakoś nie widziała się gnieżdżącej na kanapie. Chciała mieć swój kąt, ale czy dostanie? Czas się przekonać. Zacisnęła pięści i pewnym krokiem ruszyła do sypialni w której wyczuła jego obecność.
Wchodząc znów widziała tylko koszmarną ciemność. Szybko się przyzwyczajając podeszła do łóżka prężnym krokiem.
-I jak? Ładna?
Zaśmiała się jakby tego, co przed chwilą się stało w ogóle nie było. Po co się przejmować się przecież czymś, co tylko psułoby ich relacje. Uśmiechnięta ob kręciła się wokół własnej osi. Bardzo pomału, by zaprezentować mu tą piękną białą kreację jaką kupiła nie patrząc za jego pieniądze. Jej włosy w końcu wyschły i z każdym obrotem, a zrobiła ich trzy sprężyście poruszały się lekko sfalowane na końcach. Stając już nieruchomo w pozie modelki nadal z widocznym szczerym uśmiechem jedną rękę trzymała na talii, a druga poprawiała za ucho spadający kosmyk włosów.
-Podobam ci się? - zrobiła się lekko czerwona i zaśmiała się – znaczy... podoba ci się?
Szybko poprawiła się uciekając wzrokiem gdzieś na podłogę rumiana na policzkach. Nie pewnie wróciła spojrzeniem na niego patrząc w otchłanie jego krwistych oczu. Czekała spokojnie czy w ogóle jej odpowie. Nie musiał przecież.
I teraz temat na który musiała spytać.
-Gdzie ja mam spać? - zaśmiała się, by rozluźnić ponownie atmosferę – Bo chyba nie z tobą?
Śmiała się przez chwilę, aż uspokoiła się czekając niecierpliwie na jego odpowiedź.
Po jakiejś dłuższej chwili równie uśmiechnięta jak była wcześniej postanowiła spytać o coś dla niej bardzo ważnego.
-A tak tylko między nami... mam zwracać się do ciebie Hitoshi czy Taro? - chrząknęła – Ja bym chciała cię prosić, byś używał mojego prawdziwego imienia tylko w domu... tylko ty je znasz... nikt więcej... dlatego Noriko będę tylko w tych czterech ścianach... dobrze?
Odetchnęła, wszystko, co musiało wypaść z jej ust zostało wypowiedziane tak jak należy. I w odpowiedniej kolejności. Teraz czas prawdy.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Mar 12, 2013 11:36 am

Leżał zaczytany, co jakiś czas przewracając jedynie strony nie przejmując się zupełnie niczym, a nawet tym, że po jego domu swobodnie przechadza się łowczyni, bo w końcu wcale mu nie przeszkadzała, póki nie stwarza żadnego dla niego żadnego zagrożenia. Kolejny raz przewrócił stronę dalej czytają dość nudną jak dla niego powieść, nie specjalnie podobało mu się to jak wolno ciągnie się tam choćby najmniejsza akcja, oczywiście on nie nazwałby tego akcją, bo nudziło go to straszliwie. Nie raz chciał po prostu cisnąć książką za okno i spalić na popiół, jednakże wiedział, iż nigdy nie dotarł do jej końca, mimo iż chciał odłożyć ją w reszcie na półkę i nigdy więcej po nią nie sięgać. Po godzinie może więcej, sam nie był zresztą pewien ile czasu minęło, gdy do jego sypialni przyszła Noriko. Nie odrywał się od książki aż do czasu, gdy zadała pierwsze pytanie a chwilę później następne, spojrzał na nią by ocenić jej strój, prawdę mówiąc był zachwycony, co zdradzał jego uśmiech.
-Ładna, podoba mi się. Kupiłaś coś jeszcze?
Zamyślił się na chwilę słysząc jej kolejne pytanie, miał jeden wolny pokój, ale nie był pewien czy podarować go teraz dziewczynie by go nie zdemolowała. Chociaż nie powinien tak jej osądzać z góry w końcu nie powinien tak robić. Odrzucił książkę na bok i wysłuchawszy jej prośby uśmiechną się i przytakną skinięciem głowy. To jak ma do niego mówić nie robiło mu jakiejś większej różnicy, ale oczywiście wolałby używała jego prawdziwego imienia, do którego był przyzwyczajony.
-Mów Taro.
Podniósł się z łóżka kierując się powoli do pokoju, który teraz zajmie Noriko, przeszedł kawałek korytarza i podszedł do drzwi, otworzył je ukazując kobiecie w pełni umeblowany pokój niemal identyczny jak sypialnia wampira, jedyną różnicą były kolory ścian, podłoga i znajdujący się na niej dywan oraz brak zasłon na oknach.
-To twój pokój, możesz coś pozmieniać wedle upodobań tak byś mogła czuć się, chociaż tu swobodnie.
Uśmiechną się i zostawiając ją samą by oswoiła się z pomieszczeniem poszedł do łazienki skąd zabrał swoje sztylety i powrócił do sypialni gdzie rzucił broń pod szafę i ponownie legł na łóżko. Nie miał ochoty wychodzić z domu, mimo iż skończył mu się zapas syntetyku, najwyżej pogłoduje przez jakiś czas wcale się tym nie przejmował jednak wolałby mieć pod ręką, chociaż butelkę tego zamiennika ludzkiej krwi, …chociaż? Zawsze mógł wykorzystać Noriko, która jakby nie patrząc jest człowiekiem i może użyczy mu odrobiny krwi by znów nie zaczął zachowywać się jak zwykły zwierz kierujący się jedynie instynktem i chęcią napicia się, chociaż odrobiny krwi. Sięgną ponownie po książkę i znów czytał, starał się skupić na tym i tylko na tym jednak głowę zaprzątał mu tylko brak zapasu w lodówce, wiedział, że będzie musiał prędzej czy później pognać po syntetyk chociażby będąc jedynie w bokserkach w końcu to jak był ubrany nie robiło mu najmniejszej różnicy, ale wyglądałby, co najmniej dziwnie wpadając do sklepu bądź baru w bokserkach i kupując butelkowaną ciecz wyglądając jak jakiś narkoman na straszliwym głodzie. Wkurzył się i cisną książką w szafę rozbijając przymocowane do jej drzwi lustro, co spowodowało spory hałas, wampir niezadowolony siedział na łóżku mając ochotę jeszcze coś zniszczyć. Zaczął siarczyście przeklinać nie patrząc na to czy ktokolwiek go usłyszy, był zły na siebie, że przez głupie niepohamowanie złości stracił ostatnią szklankę czegoś, co powstrzymywało go przed atakowaniem śmiertelnych.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Mar 12, 2013 11:40 am

Uśmiech na jego twarzy był dla niej wybawieniem. Tylko tu rodziło się pytanie o jego szczerość czy to tyko maska, a może dobra zasłona dymna przed knowaniami jakie w jego głowie zaczęły się rodzić? Chcąc, nie chcąc musiała uważać. Złapał w zasadzkę tyle łowców i zabił bez problemu najlepiej wyszkolonych, co bądź samych afiszujących się gdzie znajdują ich siedziby. Nie jej sprawa. Żyła tylko dzięki mądrości i sprycie przodka dużo cwańszego od nich razem wziętych. Nauki nie poszły w las, każdy jego nawet najdrobniejszy gest, ruch bacznie obserwowała. Nie mogła pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Na pewno, gdy jest tak blisko osiągnięcia celu.
Usłyszenie, że podoba mu się kreacja było czymś na wyraz miłym. Jednak tak na poważnie miała to gdzieś, jej się podoba i to się liczyło. Zadana w jej stronę pytanie dotyczące innych rzeczy dało jej domyślenia. Wydała wszystko, a nie zrobiła o co ją poprosił. I jak tu teraz się wykaraskać bez szwanku z takiej sytuacji. Proste, zrobiła smutną minkę poruszając całym ciałem rytmicznie, ale spokojnie na boki, jak dziecko które nie wiem jak się wytłumaczyć. Wpatrzona głównie w podłogę odezwała się zerkając czasem na niego.
-Bieliznę, którą miałeś szansę już zobaczyć w swojej całej okazałości... długie, na obcasach muszkieterki, to takie buty oraz rajstopy, widziałeś je... czarną skórzaną kurtkę oraz plecak, ale... nie zrobiłam zakupów... oddałam resztę pieniędzy jakieś hybrydzie, potrzebowała ich nie miała domu...
Dokończyła coś tam ledwie słyszalnie i szybko, by ominąć to, ale mieć czyste sumienie, że powiedziała. Przez głowę przechodziły jej różne myśli, a zawłaszcza jedna. Główna myśl przewodnia. Czy zemsta na ojcu jest warta katowania się mieszkając z wampirem? Jednak sama myśl poboczna upewniała ją, że ten okres minie, a on niedługo powita od niej piekło.
Na szczęście zrozumiał jak ważna jest dla niej jej ukrywana tożsamość i miała nadzieję, że nie wyda ją przy pierwszym wyjściu gdzieś, chociaż pokazywanie się śmiertelniczki w towarzystwie krwiopijny to zbyt poniżające. Jak pokazywanie światu, że jest się masochistą, bijąc się biczem na środku jakiegoś dziedzińca. No właśnie, głupota. Chciał, by zwracała się Taro, interesujące. Z drugiej strony miała to gdzieś, ale sama świadomość, że zniknęła głupia bariera była podnosząca na duchu. Kurtyna podniosła się i przedstawienie było czas zacząć, bo widownia czekała już na finisz.
Zaprowadził ją do drugiej sypialni, jakoś jej wcześniej nie zauważyła. Trudno, tym łatwiej było udać jej realne i bardzo naturalne zaskoczenie i radość z własnego kąta. Chciała, by ujrzał w niej nie tylko łowczynię, ale kobieta która nie patrząc była. A one to raczej takie delikatne, nie? Słowa skierowane na temat pokoju z jego ust zaskoczyły ją. Nawet bardzo, niż mógłby pomyśleć. Zaskoczył ją tym, jakby proponował jej mieszkanie już na stałe. Zapomniał, że to tylko na zimę? Czyżby nie mówił jej czego? Mniejsza, potrząsnęła głową przestając na ten temat myśleć. Uśmiechnięta tylko weszła do środka i rozejrzała się bacznie.
-Jest śliczny... - spojrzała na niego – a swobodnie czuję się nawet jak tak stoisz tylko tylko w bieliźnie w mojej obecności – wysunęła odrobinę język w jego stronę i podeszła do okna spojrzeć na krajobraz który będzie z niego widziała każdego dnia jak będzie tu przebywać. Mając nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo. Spojrzawszy w stronę drzwi upewniła się, że wyszedł już, więc nie zwlekając poszła do salonu po swoje rzeczy, które z łatwością przywlekła do swojego pokoju, w końcu nie miała ich wiele. Otworzywszy szafę na wieszaki pozawieszała swoje wszystkie ubrania jakie było sens tam umieszczać oraz katany. Bieliznę jak i rajstopy upchnęła na dół szafki przy łóżku, na której stała lampka nocna. Sztylety znalazły miejsce pod poduszką, a jej maleństwa FN Browning HP pod łóżkiem wraz z plecakiem.
Czując się jak w domu walnęła się na łóżku. Z którego jak szybko się położyła tak weszła. Pościel jej strasznie nie pasowała. Nie była jakoś bardzo wybredna, ale ta nie pasowała jej zapachem. Podchodząc ponownie do okna otworzyła je, by wywietrzyć tu trochę. Dawno chyba wampir nie miał gości i nie za bardzo dbał o dodatkową sypialnię, ale ona już sobie jakoś z tym poradzi. Pozbyła się pościeli raz dwa i zaniosła ją do łazienki wrzucając do pralki. Dumając powędrowała na spokojnie do Taro, by spytać, gdzie znajdzie czyściutką.
Ledwo zdążyła wejść uśmiechnięta do jego sypialni, jak ten cisnął czymś w szafkę tłukąc lustro, a słysząc takie wiązanki słów niecenzuralnych zatkało ją. Nie spodziewała się usłyszeć tego z jego ust. Nie wiedząc dokładnie o co mu chodzi weszła w głąb powiedzenia i spojrzała na tłuczone szkło na podłodze i westchnęła ciężko. Spojrzała na niego niezadowolona podnosząc ton głosu.
-Oszalałeś?! Co ty masz dziś z tym tłuczeniem szkła? Nudzisz się?
Złapała się za głowę przewracając oczami. Uspokoiła się i dodała bardzo spokojnie.
-Wybacz, nie moja sprawa... to twój dom... możesz w nim robić, co ci się żywnie podoba
Zastanowiła się przez chwilę. Co mu w ogóle odwala? Dewastuje? Tak odreagowuje złość na coś, może na nią? Kit jeden wie. Nie warto go teraz denerwować skoro nie panuje nad sobą. Podeszła powoli do łóżka i kładąc dłonie na biodra wzdychając zadała pytanie.
-Gdzie znajdę czystą pościel?
Uśmiechając się przyglądała mu się nad wyraz spięta. Nie wiadomo do czego jest zdolny będąc w takim stanie. Zastanawiające było również, czy aby to nie reakcja na nieciekawe zakończenie książki, która znalazła zastosowanie jako doskonały przedmiot do rozwalania szkła. Z tej odległości widziała zaledwie jej zarys, ale za ciemno, by ujrzeć tytuł, który mu tak bardzo nie pod pasował. Mniejsza. Ona czekała na tylko na pościel, ale jego wyraz twarzy mówił jej, że przyjcie w takim momencie skończy się chyba dla niej źle.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Mar 12, 2013 2:41 pm

Lista jej zakupów nie była zbyt długa, mimo iż otrzymała wystarczająco dużo gotówki by wykupić, co najmniej połowę porządnego sklepu z ubraniami, ale skoro zadecydowała, iż więcej jej nie potrzeba to nie miał wiele do gadania, a skoro nie zrobiła zakupów by uzupełnić lodówkę to tak czy owak ktoś wcześniej czy później będzie musiał pofatygować się do sklepu, a wampir przeczuwał już, że i tak padnie na niego mimo tego, że chciał posiedzieć spokojnie w swoich czterech ścianach. No skoro będzie musiał wybrać się i tak po zakupy to okazyjnie uzupełni własne zapasy. Wiedząc również, że dziewczyna czuła się swobodnie nawet, kiedy paradował po mieszkaniu w samych gaciach to nie miał się, co przejmować.
Siedząc tak w swojej sypialni i uspokajając się po tym niekontrolowanym wybuchu nawet nie zauważył, gdy do pomieszczenia weszła Noriko, ale słysząc, co do niego mówi nieco podniesionym tonem dopiero na nią spojrzał, dość niezadowolony z faktu, że wydziera i to jeszcze na niego tylko, dlatego że rozwalił swoje własne lustro. Jednak postanowił nie reagować na to w jakiś specjalny sposób. Słysząc pytanie przetoczył się na drugi koniec łóżka i zszedł z niego podchodząc do szafy poszperał w niej trochę i po chwili wyjął czystą zapakowaną i jeszcze nieużywaną pościel, fakt był taki, że w pokoju, który dał na czas, gdy będzie u niego mieszkać nie było pościeli, więc wszystko przechowywał w swojej własnej szafie by nie zagracać reszty apartamentu, podał dziewczynie pościel.
-Proszę.
Poczekał aż wyjdzie, po czym ponownie legł na swoim łóżku, nie miał ochoty już czytać a jeszcze bardziej nie chciało mu się sprzątać bałaganu, jakiego narobił. Zamyślił się na chwilę i gdy tylko podjął pewną decyzję ponownie wstał z łóżka i szybko podszedł do szafy, ubrał się w cokolwiek i wyciągną z dna szafy walizkę i rzucił na łóżko, po czym zaczął wyrzucać z niej ubrania, jakie mu się przydadzą, kiedy skończył opróżniać szafę podszedł do łóżka zasypanego ubraniami i zaczął pakować je do walizki. Widząc po jakiejś chwili, iż to, co postanowił zabrać ze sobą nie zmieści się w walizce wyciągną, więc dodatkową torbę i wrzucił do niej resztę rzeczy. Wziął walizkę i torbę, po czym wyszedł z sypialni i zostawił rzeczy w korytarzu. Rozejrzał się i wiedząc, że Noriko siedzi w obecnie swoim pokoju zniknął w schowku gdzie przechowywał swoją broń. Wziął czarną torbę jak i zapakował do niej broń, którą ostatnio miał ze sobą przy spotkaniu z Nathanielem, dorzucił również kilka innych zabaweczek jak scyzoryk lornetka i tak dalej, po czym opuścił schowek i postawił torbę przy reszcie swoich bagaży, poszedł do salonu skąd wziął katanę i włożył ją do torby z bronią. Poszedł do sypialni i zrzucając koszulę umieścił dwa sztylety na swoich plecach, spokojnie pozapinał pasy, do których były przymocowane oba sztylety i zarzucił koszulę na siebie koszulę i powoli wyszedł z sypialni, wiedząc, że nie powinien zostawiać tu Noriko samej pofatygował się do pokoju, w którym przebywała i zapukał a następnie wszedł nawet, jeśli nie zdążyła odpowiedzieć na jego pukanie.
-Wybieram się do swojej posiadłości, zbieraj rzeczy o ile nie chcesz zostać tu sama. Jeśli jedziesz to zbieraj się i chodź.
Wyszedł z pokoju i pomaszerował do swoich gratów, po czym zniósł wszystko do samochodu, załadował do bagażnika i wrócił do apartamentu gdzie czekał aż dziewczyna pozbiera swoje rzeczy i będzie mógł w końcu opuścić miasto i udać się do swojej posiadłości na wsi gdzie będzie miał święty spokój i oczywiście żadnego zasięgu by ktokolwiek mógł mu przeszkadzać jakimiś głupimi telefonami.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Mar 12, 2013 7:39 pm

Brak reakcji z jego strony jakoś jej nie zdziwiła, był do reszty zatwardziałym samotnikiem. I widać dobrze z tym mu było. Nie miała zamiaru w trącać się w jego przyzwyczajenia, ale po jaką cholerę chciał, by u niego mieszkała skoro nie liczył się z jej słowem, ani nawet na nie reagował. W jednej chwili wszystko jej się odechciało. Sprawiał, że pragnęła zrezygnować byleby nie przebywać blisko niego, ale mus to mus. Na dodatek jeszcze było trzeba udawać super miłą do obrzydzenia, mając ochotę dać mu w twarz. Zdarzało się oczywiście niekiedy, tak słodki uśmiechając się, że prawdziwa mizandria uległaby mu, ale tylko czasem. Tu rodziło się znów pytanie w jej głowie. Czy da radę? To się okaże.
Jak tylko zapytała miała nadzieję otrzymania jak najszybciej odpowiedzi, by mogła zniknąć mu z oczy. Co dziwne sam wstał i podał jej wyciągniętą z szafy pościel jeszcze dobrze zamkniętą. I to słowo które wypowiedział. Nie potrafiła się już na niego gniewać od razu na jej buźce powił się szeroki uśmiech i rumieńce.
-Dziękuję
Odpowiedziała radosnym tonem głosu i nie zastanawiając się długo trzymając to, po co przyszła tu powędrowała szczęśliwa do swojego pokoju. Jak tylko przekroczyła jednak próg jego sypialni, gdy już jej nie widział jej durnowaty uśmieszek zniknął z twarzy i idąc chciało się jej wymiotować od tego jak się zachowuje. Zamykając drzwi po znalezieniu się w swobodnej części apartamentu rzuciła pościel na łóżku, a sama podeszła do szafy wciągając na tyłek rajstopy wyciągnięte z szafki. Westchnęła kręcąc głową z dezaprobatą. Chciała się już tylko wyciszyć i na dziś już nie oglądać jego twarzy. Legła na łóżko, przekręcając się na brzuch wpatrzona w okno poruszała nogami opierając brodę o splecione dłonie w koszyczek. Zastanawiając się nad ważnymi kwestiami jakimi musi się kierować, by wszystko szło jak do tej pory. Nie pogardziłaby, gdyby on jeszcze ułatwiał jej to. Wiadomo dużo wymagała, ale mógłby być jakiś przyjemniejszy, a nie odrzucać wszystkich od razu. Nawet te czasem wypowiedziane słówka nie dawały jej chęci do rozmowy z nim. Mimo to chciała go jakoś poznać, intrygował jej kobiecą naturę. Przyznała również rację osobie, która wymyśliła przysłowie z którym do tej pory się nie zgadzała po części: „Wygląd to nie wszystko”. I to prawda. Taro był nieziemsko przystojny, a jednak odrzucał swoim charakterem, który miała nadzieję zmienić chociaż na chwilę, by móc sama zapomnieć na chwilę kim jest i zaufać mu. Ciągła obserwacja terenu męczyła ją. Chciała pospać i rano się obudzić, nie obawiając się, że zabije ją we śnie.
Zatracona całkowicie w zadumaniu o swoim gospodarzu nawet nie usłyszała jak grzecznie zapukał i wszedł do pokoju. Dopiero jego głos ją obudził z marzenia i spojrzała na niego zdziwiona. Jak tylko doszło do niej o czym on mówi, aż usta otworzyła. Szok! Ma jakąś posiadłość? Nie wspomniano jej o tym, ale już zapomniała. Nie ważne to w tej chwili. Chciał znać jej odpowiedź? O to ona: SPIERDALAJ!! Gdyby nie to, że musiała być blisko niego i wzbudzać choćby na siłę zaufanie z dużą, nie... nie... nie... raczej ogromną chęcią zostałaby tu sama. Zamiast tego uśmiechnęła się ponownie słodko do niego podnosząc się z łóżka.
-Daj mi chwilę, zaraz będę gotowa
Jak tylko wyszedł coś nie dawało jej spokoju. Zabiera ją do posiadłości? Ciekawe gdzie ona jest tak w ogóle? O to jest pytanie. Wpierw podeszła spokojnie do szafy z której wyciągnęła swoje boskie muszkieterki wkładając je na nogi. Po czym złapała plecak do którego ładnie poskładane wszystkie swoje ubrania w kostkę włożyła do niego jak i bieliznę z szafki koło łóżka wyciągniętą. Nucąc sobie pod nosem do ud przypięła kabury z sztyletami jak i jej kochanymi FN Browning HP zakrywając je sukienką. Założyła kurtkę i plecak biorąc do ręki katany i wyszła spokojnie gotowa z pokoju i skierowała się do wyjścia. Z uśmiechem na twarzy podeszła do niego z zapytaniem.
-Mogłabym cię o coś poprosić? To niby nic takiego, ale na lotnisku zostawiłam swój bagaż. Sam wiesz jak żyłam, nie chciałam tego tachać po mieście nie mając jak go przypilnować. Został w szafce. - Zrobiła smutne oczka. – W drodze do posiadłości pojechalibyśmy po moją torbę? Proszę cię Taro...
Patrzyła mu w oczy chcąc odzyskać swoją własność, co za tym idzie ważne dla niej przedmioty oraz ubrania. Dopóki ma gdzie mieszkać. Miała nadzieję, że okaże serce, choć tak zimne jak lód. Gdyby jednak nie zbył zbytnio pewny, jakoś niezdecydowany dodała coś.
-Bardzo, ładnie cię proszę... Tarciu proszę...
Czy ona właśnie użyła zdrobnienia jego imienia? Odważyła się. Zależało jej na tej torbie, znajdowało się wewnątrz niej coś, co miało dla niej szczególną wartość. Już nawet za ten gest z jego strony dałaby zatopić w jej skórze kły, jakby tylko zgłodniał. Tak bardzo zależało jej na tym bagażu. Dalej jakoś niepewna, czy udało się go jakoś przekonać w ramach rozpaczy do jej oczu napłynęły zły, chcąc wzbudzić w nim litość.
-Błagam... zrobię, co chcesz tylko powiedz, że się zgadzasz zahaczyć o lotnisko.
Jakby mogła zaczęłaby płakać, by wymusić na nim swoją wolę. Teraz była całkowicie sobą, odsłaniając delikatną kobietę o nieprzewidywanych foszkach.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Mar 12, 2013 9:52 pm

Po tym jak zniósł bagaże do samochodu i wrócił do apartamentu czekał na Noriko zaledwie kilka minut, jej prośba nie była zbyt kłopotliwa w końcu i tak sam musi zrobić większe zakupy by nie zabrakło jedzenia dla dziewczyny a i on sam musiał zrobić sobie spory zapas syntetyku ze względu na to, iż planował trochę czasu spędzić w swej posiadłości. Nad odpowiedzią nie zastanawiał się zbyt długo jednak chciał posłuchać jak ładnie będzie go o to prosić, więc udawał, iż rozważa zahaczenie po drodze o lotnisko w celu odebrania jej bagażu. No, ale w końcu widząc jak bardzo jej zależy na tym by odebrać jej rzeczy, że aż prawie zaczęła płakać, gdyby mógł to roześmiałby się, ale powstrzymał się przed tym i jedynie uśmiechną się do niej.
-Jasne, nie ma sprawy i tak trzeba jeszcze zrobić zakupy.
Potargał jej włosy i wyszedł z apartamentu, poczekał aż Noriko również wyjdzie, po czym zamkną drzwi na klucz i wolnym krokiem poprowadził ją do garażu gdzie stał jego samochód, nie śpieszył się wcale. Gdy był już w garażu podszedł do swojego jakże drogiego autka i otworzył bagażnik by Noriko mogła upchnąć tam swoje rzeczy, musiał niestety poczekać kilka czy może nawet kilkanaście minut aż kobieta pozachwyca się jego pojazdem by w końcu mogli w ogóle się stąd ruszyć. Zaśmiał się przez jej reakcję na zwyczajny samochód, który jak dla niego wcale tak dużo nie kosztował, chociaż dla większości zwykłych śmiertelników cena tego pojazdu to fortuna, jakiej nigdy nie będą w stanie zdobyć, ale nie przejmował się tym w najmniejszym wypadku w końcu każdy martwi się tylko i wyłącznie o siebie, czasem pomagając komuś, kto wymaga takowej pomocy.
-Widzę, że ci się podoba.
Chichotał przyglądając się jej minie, która go zwyczajnie rozbrajała, próbował się, przez co najmniej kilka minut uspokoić aż w końcu mu się udało i kiedy dziewczyna zdecydowała się już włożyć rzeczy do bagażnika on sam zaś wsiadł do auta i odpalił silnik, czekał aż ona wsiądzie do samochodu. Kiedy już raczyła wsiąść mogli w końcu ruszyć, w pierwszej kolejności udał się w stronę lotniska gdzie Noriko odebrała swoje graty i także upchała w bagażniku samochodu następnie wampir zrobił sporawe zakupy użerając się w głupim sklepie z powodu zawieszenia się kasy przez jakąś niedouczoną kasjerkę przez dobre pół godziny, przez to stracili ponad dwadzieścia minut podróży, wściekły wyszedł ze sklepu i poukładał wszystkie zakupione produkty w bagażniku, po czym wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon w kierunku swoje posiadłości.

Wygląd autka dla ciekawskich:
 

z/t ---> Wiejskie posiadłości Taro x2



_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Taro   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Taro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Tereny mieszkalne :: Apartamentowce-
Skocz do: