IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Irysa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Apartament Irysa   Czw Maj 02, 2013 9:15 pm

Apartament umieszczony na najwyższym piętrze wieżowca. Wszystkie ściany zewnętrzne są oszklone, dodatkowo wyposażone w elektryczne zasłony. Składa się z dużego pokoju, w którym mieści się zarówno salon jak i kuchnia – są oddzielone od siebie półścianką, wyjątkowo dużej łazienki oraz dwóch pokoi sypialnych. Do tego należy dodać taras widokowy. Niemal wszystkie meble są w kolorze czerni lub bieli z dodatkowymi dodatkami w różnych odcieniach czerwieni. Dach nad skórzaną, czarną kanapą i fotelami jest szklany.
W jednym z pokoi sypialnych jest dodatkowy pokój ukryty za garderobą, w którym Irysviel przechowuje swoją broń oraz narzędzia pracy.
~ * ~
Kiedy w końcu dotarli pod próg mieszkania Irysa, sam właściciel ledwo trzymał się na nogach. Prawdę mówiąc, po prostu opierał się na Iskariocie przez całą drogę. Szukając kluczy w kieszeniach nucił sobie znacznie weselszą i żwawszą wersję marszu żałobnego. W sumie w jego wykonaniu brzmiał jak szalenie radosna piosenka, mimo że można było rozpoznać, jaką piosenką jest oryginał. Znalazł. Wsunął klucz do zamka, podchodząc do tego ze cztery razy. Nie mógł trafić, no naprawdę, kto robi te zamki takie małe? Gdy próbował już za piątym razem, mówił sobie, że wyważy drzwi, jeśli mu się nie uda. Ale nie wyszło, bo w końcu udała mu się ta niesamowicie trudna sztuczka. Przekręcił kluczyk i otworzył drzwi, napierając na nie niemal całym ciężarem ciała. Prawie wpadł do środka i ratował się przed spotkaniem z czarną wykładziną, łapiąc się o futrynę.
- No... fitam – wymamrotał i ruszył przed siebie, całkowicie sam. Nie dane było mu iść dojść daleko... poleciał na ścianę, niemal całkowicie ścięty z nóg. Pijany... ledwo żywy, prawdę mówiąc. Myślenie przychodziło mu tak strasznie ciężko... Nawet nie potrafił sobie wyjaśnić, dlaczego właściwie nowopoznany człowiek przyszedł razem z nim do jego domu. Ha, nawet nie wiedział, jak właściwie on się nazywa.
Odwrócił się, opierając się o ścianę, przyglądając się z prawdziwą żałością kanapie. Tak bardzo chciał się do niej dostać, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie da rady do niej podejść… I na dodatek, żeby było jeszcze gorzej, coś uwierało go w plecy.
- Głupota... – wymamrotał, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, by w następnej chwili podnieść do góry bluzkę. Bezceremonialnie chwycił za rączkę bicza i pociągnął. Trzymał go przez chwili w dłoni, przyglądając się z uwagą grubym bliznom po nich. Zawsze je miał? Wzruszył ramionami i rzucił go na podłogę. Rozpiął kabury przy pasie i rzucił broń na podłogę również. Tak samo skończył pistolet z karku oraz te z łydek. Westchnął, jakby z ulgą, i dopiero wtedy jakby przypomniał sobie o tym, że nie jest sam. Wbił w maga absolutnie rozkojarzone spojrzenie i się roześmiał.
- Mam na to lecencję... lencencję... lisnecje... lasencje... – urwał, marszczą brwi. Co właściwie chciał powiedzieć? – Pozwolenie...
Ruszył w końcu w stronę kanapy. Po prostu na nią wpadł i przez chwilę leżał na niej na brzuchu. Nie miał siły przez moment, żeby się podnieść, aż w końcu usiadł, podciągając nogi pod brodę.
- Dziwnie... się czuję... – oznajmił, mrugając kilka razy bardzo szybko. Kręciło się i prawie mu to przeszkadzało. Straszne... Już teraz, mimo całkowitego rozkojarzenia, był pewien, że rano będzie żałował swojej decyzji...


Ostatnio zmieniony przez Irys dnia Czw Maj 02, 2013 10:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Maj 02, 2013 9:48 pm

Iskariota cierpliwe czekał aż jego towarzysz upora się z tym niesamowicie trudnym do otwarcia zamkiem. Gdy o dziwo mu się udało i wkroczyli do mieszkania, mag poczuł się odrobinę nieswojo. Taki apartament musiał dużo kosztować, a jedynym źródłem utrzymania Irysa było Verbum Novum. ~Ciekawe ilu nieśmiertelnych ma na koncie, że Watykan sponsoruje mu takie mieszkanko.~ pomyślał oglądając dom. Irys w tym czasie porzucił całe swoje uzbrojenie i wymamrotał coś pod nosem. Iskariota mało zrozumiał co chciał mu przekazać i jedyne co dotarło zrozumiałego do jego uszu to dwa słowa. Pozwolenie i laseczka. Gdy to usłyszał, musiał aż przygryźć język by się nie zaśmiać. Zapewne blondynowi chodziło o coś zupełnie innego niż nazywanie szaro-włosego laseczką i pozwolenie o coś. Czarownik odczekał aż Irysviel skieruje się do kanapy, gdy tylko odwrócił się plecami; mag złapał całą broń pozostawioną przez kompana i niewiele myśląc, wrzucił ją do kosza na brudną bieliznę. Po takim wspaniałym ukryciu broni wrócił do blondyna.
-Za dużo wypiłeś kolego - powiedział i rozpiął mu koszulę, którą po chwili rzucił na bok - teraz się położysz i wytrzeźwiejesz, jasne ? - spodnie dołączyły do koszuli a Is popchnął inkwizytora na łóżko. Upewniając się, że Irys nie patrzy co robi, szaro-włosy obejrzał pobieżnie mieszkanie, czy nie ma gdzieś broni. Nie znajdując żadnej, zdjął buty i płaszcz po czym przewiesił go przez krzesło.
Zostając jedyne w koszuli i spodniach zaczął przechadzać się po mieszkaniu. Zastanawiał się co teraz ? On w końcu wytrzeźwieje, a wtedy zacznie się walka na nowo. Iskariota posmutniał, mimo iż byli wrogami. To był z nim bliżej niż z nikim innym wcześniej.
Czarownik przystanął zdziwiony czując coś zupełnie nowego w swoim sercu. Czyżby gryzło go sumienie ? Nie wiadomo. Czuł się dziwnie, nie chciał skrzywdzić tego pijanego blondyna. I nie chodziło tu o alkohol. Po prostu nie chciał go krzywdzić i żałował, że uderzył go krzesłem.
Iskariota potargał swoje włosy i westchnął, kontakty miedzy ludzkie były trudne.
-Mów mi Is - szepnął do ucha Irysa i przysiadł na krawędzi łóżka.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Maj 02, 2013 10:51 pm

Irys wiedział, że się obudził, zanim to faktycznie nastąpiło. To był zdecydowanie do tej pory niezawodny inkwizytorski instynkt... Czuł się tak, jakby miała wybuchnąć mu głowa. I nawet by mu to przeszkadzało, bo przestałaby boleć. Po prostu puchła. Nigdy w życiu nie miał kaca, no bo i skąd? A teraz miał wrażenie, że w ustach ma piasek, że ktoś wbija mu w głowę gwoździe ze wszystkich stron i że jego żołądek zaraz strawi sam siebie. Najokropniejsze uczucie na świcie. Najpierw zdał sobie sprawę najpierw ze stanu swojego zdrowia... znaczy, uświadomił, co go boli i dlaczego. Dopiero później, gdy nauczył się po ludzku odbierać rzeczywistość i nawet ignorować okropne samopoczucie, zaczął zdawać sobie sprawę z kilu ważnych rzeczy.
Najistotniejszą rzeczą było to, że nie był sam. I ta rzecz sprawiła, że naprawdę się przestraszył. Czyli... był aż tak pijany, że przyprowadził do swojego domu jakąkolwiek obcą osobę? AŻ TAK? A może to nawet nie był jego dom! Na dodatek, ot tak, żeby obrazek był pełniejszy, ów ktoś leżał sobie najzwyczajniej w świecie przytulony do jego klatki piersiowej, jakby był poduszką… I jeszcze, co Irysa chyba przeraziło najbardziej, on sam beztrosko trzymał dłoń wplecioną we włosy tego kogoś. Już nawet nie wspominając, że w tym łóżku leżał prawie nago...
Przez chwilę nie ruszał się, modląc w duchu o to, żeby to wszystko okazało się nad wyraz realistycznym snem. Nic z tego. Bolesne ssanie w żołądku i suchość gardła rozwiewały wszystkie wątpliwości.
Powoli, naprawdę powoli otworzył oczy, jak na razie patrząc proso w sufit. Nie chciał jeszcze wiedzieć z kim właściwie jest. Plusem było to, że był w swoim domu. Minusem to, że w głowie miał tylko jakąś parodię marszu żałobnego i słowa „Mów mi Is” – których również nie kojarzył.
Wystarczy.
Ostatecznie spojrzał na tego, który tak bezczelnie się do niego tulił. I zamarł. Na chwilę, bo zaraz zapanowała nad nim przeogromna wściekłość. Kto zrobił sobie z niego poduszkę? Dokładnie ten sam osobnik, który rozwalił krzesło na jego głowie?
Irys w pierwszym odruchu zacisnął palce na jego włosach i szarpnął do tyłu. Bez grama litości. Później, starając się zignorować powracające zawroty głowy i jej wściekły ból, odsunął się jak najdalej, lecz skutek tego był taki, że spadł z łóżka, szamocząc się w kołdrze, klnąc szpetnie.
Wściekły. Dawno nie był aż tak wściekły. Miał ochotę zabić tego gnoja gołymi rękoma! Jak śmiał... jak śmiał w ogóle go dotknąć?!
Wygrzebał się spod kołdry i zaczął automatycznie szukać jakiejś broni. Nic z tego, nigdzie nie było żadnej. Jedynie lampa na stoliku nocnym. Zawsze zostawał też pokój za garderobą, ale była po drugiej stronie. Szlag. Niewiele myśląc, Irys zerwał się z podłogi i złapał lamę, by już w następnej chwili cisnąć nią w intruza.
- Co ty tu robisz, do kurwy nędzy?! – ryknął zachrypniętym głosem.
Wściekły. W głowie mu się kręciło, głowa miała za chwilę wybuchnąć i generalnie ledwo trzymał się na nogach, ale furia jakby utrzymywała go w formie. Przynajmniej jeszcze nie upadł... Jeszcze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Maj 02, 2013 11:14 pm

Ostatniej nocy, nie wiele myśląc położył się obok inkwizytora i poszedł spać. Jak się rankiem okazało był w niego wtulony, przez co został potraktowany jak intruz. Szarpniecie za włosy obudziło go. Wstał spokojnie i przeciągnął się, podczas gdy Irys szarpał się z kołdrą i spadł z łóżka. Iskariota odwrócił się w momencie gdy mężczyzna rzucił lampą. Nie trudno było jej uniknąć. ~Zawroty głowy, amnezja, zaburzenia koncentracji i rozbiegane oczy, co skutkuje brakiem celności~ wyliczał w głowie mag. ~Cholera, czy on nigdy nie był pijany ?~ pomyślał i uśmiechnął się.
-Tak się odwdzięczasz osobie która przyniosła cię do domu jak byłeś pijany ? - spytał w radością i udawanym wyrzutem. Schylił się i rzucił blondynowi koszulę.
-Ubierz się. Zaraz dam ci śniadanie. - powiedział i wyszedł beztrosko do kuchni, bezczelnie kręcąc tyłkiem. Będąc na miejscu, wyjął patelnie i wrzucił na nią kilka plastrów bekonu, po czym zajrzał do lodówki.
-Jajka...jajka... - mówił do siebie i wyjął kilka jajek, które szybko wbił do smażącego się boczku. Miły zapach zaczął rozchodzić się z kuchni na cały dom. Iskariota zmniejszył ogień pod patelnią i wyjął talerz, który postawił na tacy. Obok niego znalazła się szklanka z sokiem pomarańczowym i kilka kromek chleba. Przerzucił jedzenie z patelni na talerz i wyjął sztucce. Po chwili zastanowienia się schował nóż i zostawił tylko mały widelec. Ostrożności nigdy za wiele. Tak przygotowany wziął tacę i wrócił do pokoju, po czym postawił ją na stolę. Zastanawiało go, dlaczego Irys tak się przeraził. Dodał sobie fakty, dwaj mężczyźni w łóżku, prawie nadzy. Po zakrapianej nocy. ~Czyżby nas mały Irysviel był prawiczkiem ? Proszę... proszę...~ uśmiechnął się lubieżnie pod nosem na tą myśl i jak gdyby nigdy nic usiadł w fotelu i rzucił wściekłemu mężczyźnie butelkę wody.
-Zapewne chce ci się pić. - powiedział czule i wskazał talerz - jedz póki ciepłe. - przeczesał włosy i skrzywił się lekko czując ból w kostce. Pamiątkę po biczu inkwizytora. Szaro-włosy pomyślał, że oparzona kostka to mała cena za ich przyszłą przyjaźń i uśmiechnął się ciepło do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Maj 02, 2013 11:55 pm

Chybił! Lampa potłukła się, gdy nieśmiertelny jej uniknął! A później jeszcze rzucił mu koszulę. Jego własną koszulę! I wyszedł. Ot tak, jakby nic się nie stało. Irys przez chwilę stał, dysząc ciężko ze wściekłości, nie mogąc ustać porządnie na nogach. O co mu chodziło...? Czego on, do ciężkiej cholery, chciał? Ale teraz popełnił wielki błąd. Inkwizytor ruszył w kierunku garderoby, zatrzymując się na chwilę tylko raz, gdy naprawdę głowa nie pozwoliła mu iść dalej. Kac... teraz był pewien, że nigdy więcej nie tknie alkoholu. A przynajmniej nie w takiej ilości. Nigdy więcej. Otworzył drzwi z rozmachem i chwycił pierwsze lepsze ubranie. Ledwo zdążył naciągnąć spodnie, a już wciskał się w czarną koszulę, nawet nie rozpinając guzików.
Bezceremonialnie zrzucił jakieś ubrania z szafki i nacisnął ukrytą tam klamkę. Drzwi. Wszedł do niewielkiego, ciasnego pomieszczenia, po omacku szukając czegoś na półce. Znalazł. Najpierw natrafił dłonią na jeden ze swoich biczy, zgarnął go szybkim ruchem i oplótł wokół torsu, zaciskając zęby, żeby jakoś zignorować ból. Wyszedł stamtąd szybko, w końcu nie miał zbyt wiele czasu. Zamknął za sobą schowek i nawet nie zdążył wyjść z tej wielkiej szafy, a już wrócił nieśmiertelny. Z jedzeniem.
Na sam ten zapach Irysowi zakręciło się w głowie – sam nie miał pojęcia, że był aż tak głodny... Cholera jasna, i skąd on to niby wziął? Że niby zrobił? Z czego? Inkwizytor był pewien, że w jego domu nie ma rzeczy, które były potrzebne do gotowania... Przynajmniej on nigdy ich nie dotykał, bo ostatecznie nie potrafił i nie śpieszyło mu się, żeby się nauczyć. Ale mniejsza.
Nie zdążył nawet złapać butelki z wodą. Wpadła do szafy, ale Irys nawet na nią spojrzał. Pieprzyć pragnienie, pieprzyć głód – jego cel siedział w fotelu, jakby nigdy i nic. I panoszył się po jego domu! Ale gardło paliło... nieważne, najpierw był inkwizytorem, później człowiekiem. Chciał uderzyć już zaraz, lecz z zbił go z tropu ton, którego użył en porąbaniec. Dlaczego mówił tak ciepłym tonem? Im dłużej Irys nad tym myślał, tym bardziej bolała go głowa i robiło mu się słabo. Miał ogromną ochotę ulec i... odpuścić, ale w końcu misja była ważniejsza niż wszystko, prawda? Ostatecznie była wszystkim.
Sięgnął po bicz, ale jakby zawahał się w połowie. Naprawdę musiał zrezygnować z tego soku?
Hanssonie, dlaczego czekasz? Zabij go.
Znowu się zawahał, mimo że prawie zacisnął dłoń na rączce. On wrócił, ale Irys nie rozumiał tej sytuacji. Zacisnął z wściekłości zęby i opuścił dłonią.
- Czego chcesz? – wycedził przesadnie powoli. Sok. Dlaczego tam musiał być sok? Dlaczego nie udało mu się złapać tej głupiej butelki? – I dlaczego to robisz? – tym razem wskazał głową talerz z jajecznicą, która okropnie apetycznie pachniała.
Inkwizytor nie widział innej możliwości - ten tutaj chciał go otruć, rzecz jasna. Nawet jeśli ta trucizna pachnie tak wspaniale, to on i tak jej nie tknie. Nie nabierze się na coś tak banalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 12:18 am

Siedział spokojnie i czekał na reakcję mężczyzny. Nie była trudna do przewidzenia, ledwo ubrany, chwiejący się, lecz wściekły.
Miał też broń, co Iskarioty specjalnie nie zdziwiło. W końcu był u siebie i mógł mieć gdzieś jakieś schowki z bronią.
-Czego chce ? - spytał - Nie jest dane mi dostać to czego chcę Irysvielu. - dodał smutno. I sięgnął do talerza i zabrał z niego plaster boczku, który zjadł. Bądź co bądź też był głodny. Smuciła go ta sytuacja, chodź przewidział ją. W końcu byli wrogami i inkwizytor za wszelką cenę chciał go zabić. Iskariota oparł głowę na dłoni i spojrzał na blondyna oczami które wyrażały dużo. Za dużo. Wprawny obserwator mógł dostrzec starość w oczach siwo włosego. W spojrzeniu maga odbijał się ból, cierpienie i...samotność. Przez setki lat spotykał się tylko z odrzuceniem i śmiercią. Nie znając niczego innego, powielał tą śmierć, jednocześnie zabijając siebie. Za każdym razem gdy patrzył na ofiarę u której gasło życie, zastanawiał się, co było gdyby. Gdyby jej nie zadał ciosu...gdyby porozmawiał...gdyby nie doszło do walki. Patrzył na blondyna i myślał. Naprawdę nie chciał go skrzywdzić.
Postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
Wstał i rozpiął koszulę, po czym się powoli obrócił.
-Irysvielu. Nie mam broni ani złych zamiarów. - powiedział głośno, lecz na tyle delikatnie, żeby nie wywołać większego bólu głowy u rozmówcy - Posil się - wskazał talerz - pozwól mi coś powiedzieć. A potem zdecydujesz czy mnie zabijesz czy wyrzucisz z tego domu. - podszedł powoli z rozpięta koszulą, z rękoma w górze. W miarę jak podchodził, coraz lepiej widział blizny od bicza. Zaśmiał się w myślach patrząc na nie i pomyślał o swojej klatce i plecach poznaczonych licznymi, starymi ranami które teraz były aż nadto widoczne ~Nie zdajesz sobie z tego sprawy Irysvielu, ale jesteśmy bardzo podobni~. Pomyślał patrząc smutno na inkwizytora.
Czarownik czuł się dziwnie. Chciał tego człowieka. Chciał podejść i go przytulić. Żachnął się na tą chęć i skrzywił gdy poczuł ból w kostce. Nie wiedział dlaczego takie myśli pojawiały się w jego głowię. Powinien chcieć go zabić, albo mieć go w poważaniu. A jednak , za każdym razem gdy patrzył na gniewny wyraz twarzy Irysviela, coś mu sie przypominało. Nie był tylko pewny do końca co...
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 12:50 am

Wciąż był wściekły. I głodny. I nawet nie wiedział, która z tych rzeczy była tą silniejszą. Został wychowany w nienawiści do nieśmiertelnych, dlatego nawet nie potrafił sobie wyobrazić, że mógłby mu zaufać. Za nic w świecie! Jednak kiedy Iskariota sięgnął dłonią do talerza, nabrał niesamowitej ochoty, żeby warknąć „zostaw” i zabrać posiłek sprzed nosa. I sok. Sok był w sumie ważniejszy niż wszystko inne. Prawie tak bardzo ważny jak to, że Irys był inkwizytorem. Zmęczonym inkwizytorem na ciężkim kacu z suchym gardłem.
- Więc czego chcesz ode mnie – sprostował, krzywiąc się odrobinę na dźwięk własnego głosu. Zachrypnięty i suchy. Tak bardzo niepodobny do tego normalnego tonu. Nabrał jeszcze większej ochoty, żeby zaryzykować i sięgnąć po ten cholerny sok. To w końcu tylko parę minut, prawda? Kilka minut rozmowy go nie zabije, za to pozwoli odzyskać utracone siły.
Spojrzał swoim lodowatym wzrokiem w te wściekle zielone oczy. Widział to, ale nie rozumiał, dlaczego to miałoby go dotyczyć, czy nawet obchodzić. Byli w końcu wrogami, czyż nie? Ostatecznie i tak pewnie któryś z nich nie wyjdzie z tego żywy, a przynajmniej tak rozumował Irysviel. Nigdy nie myślał nad tym, co by mogło się stać, gdyby nie zabijał... gdyby nie zbawiał. Po co? Bóg tego chciał, to wszystko było dla Niego. Po co komu pytania, kiedy jest ktoś, kto kieruje twoim życiem?
Chociaż... chociaż poniekąd zrobiło mu się żal tego nieśmiertelnego. Zlustrował bacznym wzrokiem blizny na latce piersiowej wroga. Musiało boleć... bardzo boleć. Prawie się skrzywił, gdy tylko pomyślał o tym, jak bardzo. I dlaczego to robił? Dlaczego tak beztrosko oddawał swoje życie? Irys po prostu naprawdę nie potrafił zrozumieć, jak bardzo trzeba być samotnym albo szalonym, żeby próbować nawiązać kontakt z wrogiem. Ale jego twarz wyrażała absolutne nic – to właśnie robiły lata treningów.
Cofnął się przezornie jeden krok i zaczął podchodzić do stołu, cały czas patrząc na maga z nieufnością. Ha, ominął go, zataczając okrąg. Nie spuszczał z niego wzorku nawet na chwilę. Jeśli spróbuje czegokolwiek, to Irys był pewien, że go zabije. Szybko, jak najmniej boleśnie. Łaska boża nie zna granic, prawda? Jeśli tylko zechce, to umrze szybko. Oderwał lustrujący wzrok od sylwetki nieśmiertelnego tylko na sekundę, może dwie, gdy sięgał po szklankę z sokiem. Szybko podniósł ją do ust, łapczywie pochłaniając zawartość, jakby zaraz miała zniknąć. Jeszcze nigdy nic nie smakowało mu tak bardzo. Odstawił niemal pustą szklankę na stół.
- Ty... – zaczął naprawdę powoli. – Ty jesteś Is? – zapytał niemal normalnym głosem, oczywiście, wypranym z jakichkolwiek emocji. Nawet wściekłości w nim nie było, bo ta jakoś... przygasła mimowolnie. Przypomniał sobie to jedno zdanie „Mów mi Is”. Jeśli to nie on, to będzie musiał poszukać... później.
Ale jajecznicy już nie ruszył. Mimo że pachniała... naprawdę świetnie. Przezorny zawsze ubezpieczony, sok kusił najbardziej.
- Mów, później zdecyduję – oznajmił, wciąż tym samym obojętnym tonem. Tonem inkwizytora Irysviela.
Jak na razie, to nie wiedział co myśleć o tej... istocie. Było coś z nim nie tak, ale Han nie wiedział jeszcze co. Anim cokolwiek zrobi, to się tego dowie. Najpierw informacje, później działanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 1:14 am

Patrzył na inkwizytora ze smutnym uśmiechem. W każdej chwili był gotowy na atak z jego strony. Lecz nie miał zamiaru się bronić. Przyjął by cios, i to co za nim idzie. Obrócił się powoli, wraz z obchodzącym go Irysem. Gdy zauważył go przy szklance, usiadł ciężko na łóżku. Nie był pewny co może mu odpowiedzieć. Bowiem sam nie wiedział czego chciał.
-Ja... - zaczął niepewnie - chciałem cię przeprosić. Za to krzesło i za całą sytuację. - mówił nieśmiało - jeśli będziesz szczęśliwy, weź taboret i zrób mi to samo. - z każdym słowem był coraz bardziej podłamany. Chciał za wszelką cenę, żeby ten człowiek był szczęśliwy. Odbiło mu czy jak ? Gdyby mógł, to by się zaśmiał. Głośno i radośnie, lecz nie mógł. Powaga sytuacji przygniatała go tak mocno, że czasami z trudem łapał oddech.
Podniósł sie, i ukłonił nisko przed inkwizytorem.
-Tak. Jestem Is. - rzekł i wyprostował się. Musiał ubrać w słowa to co chce powiedzieć, lecz musiał się zastanowić, a na to czasu nie miał. Gdyby wypalił, że chce, żeby Irysviel był szczęśliwy, to najprawdopodobniej leżał by martwy na podłodze. A śmierć nie prowadziła do niczego pozytywnego. Nagle, w głowie czarownika zabłysł płomień nadziei. W końcu mężczyzna był inkwizytorem, a co inkwizytorzy lubią najbardziej ? Właśnie. Zabijać nieśmiertelnych. Iskariota uśmiechnął się i powiedział przekonująco.
-Chce pomóc ci w twojej pracy. Wiem, że ludzie, nawet ci z Verbum Novum, wiedzą niewiele o nieśmiertelnych. Mogę ci zdradzić tajemnicę dzięki którym staniesz się skuteczniejszy. - wyrecytował po czym wskazał ręką bicz, na ciele blondyna - Pomogę ci nawet z doborem broni. - usiadł na łóżku i zastanowił się czy nie powiedział za dużo. Przecież nie może zrobić rzeczy niemożliwych. Posiada rozległą wiedzę na temat anatomii ludzi, jak i gatunków istot innych. Potrafi także stworzyć rozmaite eliksiry i przedmioty dzięki swojej alchemii. A co jeśli to za mało ? Jeśli Irysviel uzna go za nieprzydatnego i nie zabije go, a wyrzuci jak psa ?
Iskariota zadrżał na tę złowróżbną myśl i objął się dłońmi i skulił lekko, jak małe przestraszone dziecko.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 1:35 am

Zmrużył podejrzliwie oczy i nabrał ochoty, żeby przyłożyć temu niewydarzonemu magowi. Przecież on był doszczętnie porąbany!
Owszem, synu.
Kto normalny przeprasza za coś takiego? Znaczy... to oczywiste, ale jakby nie patrzeć, to była obrona przed atakiem. Tak, zdecydowanie było z nim coś nie w porządku. I to bardzo. Może nawet za bardzo... Zresztą, kto jak kto, ale on sam nie powinien wypowiadać się w kwestii zdrowia psychicznego. Przekrzywił głowę w lewo, wciąż uważnie obserwując maga. Przez to głupie przeprosiny naprawdę chciał mu przyłożyć. Walnąć w ten głupi łeb tak mocno, że aż by mu odleciał. Może wtedy czegoś by się nauczył. Przepraszał... też coś.
Irys sztywnym, choć stanowczym krokiem podszedł do łóżka i stanął przed Isem. Przez chwilę patrzył mu w oczy wzrokiem rasowego bazyliszka, aż w końcu naprawdę uderzył go otwartą dłonią w tył głowy.
- Głupiec – wycedził przez zaciśnięte zęby. Jeśli istniało coś, co Irys cenił minimalnie mniej od Boga, to był to honor. – Nie waż się nigdy tak korzyć. Żałujesz, że się broniłeś? Że walczyłeś o to, żeby przeżyć? Próbujesz mi wmówić, że masz w nosie to, że jeszcze żyjesz? – warczał. Po prostu warczał jak wściekła bestia. Szanuj życie, dbaj o swój honor, kochaj Boga. To było takie proste i nie rozumiał, dlaczego ktokolwiek miałby tego nie wiedzieć.
Pomóc w pracy? Inkwizytor znowu przypatrywał mu się bez konkretniejszych emocji. Pomóc...? Może i to nie byłby takie zły pomysł. W końcu... w końcu Irys mógł go już zabić, tak? W tej chwili miał kilka naprawdę dobrych do tego okazji, więc później pewnie też by się jakieś przydarzyły. Zastanawiał się nad tym, podwijając rękawy koszuli. Przeszkadzały mu długie rękawy w czymkolwiek, chociaż mogło to wyglądać na ruchy kogoś, kto szykuje się do bijatyki. O nie, chyba jednak nie tym razem.
Gdyby poznał słabsze punkty nieśmiertelnych, mogliby cierpieć znacznie krócej. W końcu nienawidził bezsensownej przemocy, a to by u to ułatwiło. Poza tym... zastanawiały go motywy Isa. Dlaczego miałby chcieć mu pomagać i to z własnej woli? To było tak bardzo nielogiczne, że nijak nie umiał tego do siebie dopasować.
Znowu zrobiło mu się żal tego nieśmiertelnego, gdy ten zadrżał. Dziwne. Zaraz pozbył się tego niechcianego uczucia i wyprostował sztywno, aż kręgi strzyknęły głośno. Podjął decyzję. Odwoływalną, rzecz jasna, jeśli coś pójdzie nie tak. Poza tym, On akurat milczał. A to chyba znaczyło, że przypadł mu do gustu ten pomysł. Wysłucha go, pozwoli, żeby myślał, że jest w porządku. A później zbawi. I wszyscy będą szczęśliwi.
- Nie rozumiem, dlaczego miałbyś proponować mi pomoc... Nie mam też pewności, czy mnie nie oszukasz. Ale... – urwał na moment, zaciskając jedną dłoń na krawędzi stołu. – Ale sądzę, że mogę się zgodzić.
Mógł. Oczywiście, że mógł i zamierzał to zrobić. Weźmie to, co przydatne, a później pozbędzie się problemu. To oczywiste...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 1:57 am

Spojrzał nieśmiało na Irysa gdy podszedł i chciał coś powiedzieć, lecz nie zdążył. Uderzenie w głowę było tak nagłe, że aż opluł się z wrażenia. Szybko otarł ślinę rękawem i wysłuchał słów inkwizytora. On go...pouczał. Iskariota nie widział w tym słów nienawiści czy chęci mordu. Było to raczej jak wywód nauczyciela lub generała mówiącego do podwładnych. Będąc celem takich słów i tonu, czarownik czuł się dziwnie. Był pewien, że kiedyś przeżył podobną sytuację. Dawno temu...tylko za cholerę nie mógł sobie przypomnieć kiedy i z kim.
Przekrzywił głowę w bok patrząc jak blondyn podwija rękawy. Pouczenie, da się znieść. Cios z dłoni w tył głowy, dobra należało mu się. Ale okładać się nie da. Pięściarzem nie był dobrym, ale odda cios, gdy zajdzie taka potrzeba.
Ku zdziwieniu Iskarioty, mężczyzna go nie uderzył tylko oparł się o kant stołu i zacisnął na nim dłoń. Widocznie był zdenerwowany.
Is chciał coś powiedzieć, lecz inkwizytor znów mu przerwał. Tym razem słowami. Zgodził się. Przyjął jego pomoc.
Iskariota słysząc to ucieszył się jak dziecko. Na jego twarz wypłynął szeroki uśmiech a ręce same powędrowały do uścisku.
-Supeeer ! Będziemy rozmawiać o życiu, śmierci i ... - urwał widząc twarz Irysa. Przestał się miotać i zabrał od niego ręce, po czym przygładził mu koszulę i uśmiechnął się rozbrajająco. Odszedł dwa kroki do tyłu i przyjął poważną postawę oraz minę.
-Masz jakieś pytania ? - rzucił, starając się wyglądać na poważnego, aczkolwiek luźnego osobnika. Jednak w duchu krzyczał. Krzyczał radośnie i głośno. Dawno nie był tak szczęśliwy, wszelkie negatywne myśli wyparowały i pozostały same radosne obrazy. Już nawet odeszła mu ochota na eksperymentowanie na Irysie. Nie przejmował sie tym, jak będą wyglądać ich relację. Po prostu chciał być blisko niego.
Przez tą otoczkę radości, przebiło się wspomnienie, a raczej mała myśl. Przecież przybył do Kolebki po składniki do mikstur. Postanowił wziąć się w garść i zacząć gromadzić odpowiednie ingrediencje. Kto wie, może nawet zrobi coś dla Irysviela ?
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 2:49 am

Na twarzy Irysa pojawiało się po prostu zaskoczenie, kiedy ten dziwny i najwyraźniej całkowicie nieobliczany człowiek zamachał tak rękoma, jakby chciał go do siebie przyciągnąć i przytulić, a zamiast tego, gdy tylko zauważył minę Hana, wygładził mu koszulę, jakby właśnie to planował zrobić od samego początku. Irysviel przy okazji posłał mu piorunujące spojrzenie, przez które powinien po prostu zejść mu z oczu, jeśli miał w sobie dość przyzwoitości. Ale najwyraźniej nie miał, bo wciąż stał jak wcześniej, cały czas się uśmiechając w taki jakiś... zbyt bardzo zadowolony, jak na jego gust, sposób. I co on sobie w ogóle myślał, tak się wydzierając? Inkwizytor aż się skrzywił. Pierwszy kac podobno boli najbardziej, a on nie zamierzał nawet doprowadzać do następnego. Choćby się waliło i paliło. No cóż, chyba że On by tego sobie zażyczył lub to miało pomóc jego pracy. Ale tak? O nie, nigdy więcej.
- Nie dotykaj mnie – oznajmił nieco zdusznym tonem na ten niespodziewany wybuch. Rany boskie, zaczął się nawet zastanawiać, czy nie byłoby łatwiej pozbyć się go już teraz. Chociaż zachlapanie całego pokoju krwią ani trochę mu się nie podobało. Ale wizja Isa łażącego po jego domu i co jakiś czas rzucającego się z tymi rękoma i tym przeszczęśliwym wyrazem twarzy, jakiś sposób go... rozpraszała i drażniła jednocześnie. Do tej pory był sam. Znaczy... odkąd stracił swojego przyjaciela. Przyzwyczaił się do tego. To znaczy... że teraz to się wszystko zmieni? Tak radykalnie i gwałtownie?
Czy miał pytania? Och, no jasne, że miał. Mnóstwo pytań. Miliony pytań nawet – wiedza inkwizytorów o nieśmiertelnych ograniczała się do jak najszybszego zlikwidowania ich i charakterystyki. Oni mieli je zabijać, nie rozumieć, a Irys był z natury raczej dociekliwym człowiekiem. Poza tym, znając lepiej wroga znacznie łatwiej jest go pokonać. Wszyscy to wiedzą.
Dlatego teraz pokręcił głową i odgarnął długie włosy na jedno ramię. Był głodny. Ale nie zamierzał jeść tej jajecznicy. Mimo wszystko mogło być w niej coś podejrzanego. Przecież Is nie mógł chcieć przygotować mu posiłku ot tak, bo chciał i miał na to ochotę. A przynajmniej Irys tak to sobie wmawiał. Przynajmniej a razie, później będzie musiał wymyślać jakieś inne wymówki.
- Pytania później – stwierdził znowu skupiając uwagę na ssaniu w żołądku. Z westchnieniem spojrzał na rozrzuconą pościel, która kłóciła się z jego raczej pedantycznym usposobieniem. Gdyby ktoś się przyjrzał, zauważyłby, że wszędzie do tej pory panował nienaganny porządek. Odwrócił się plecami do Isa, wbrew samemu sobie, prawdę mówiąc. Nienawidził mieć... kogokolwiek za swoimi plecami. Zwłaszcza kogoś, komu ani trochę nie ufał. A jak na razie niewydarzony mag niczym nie zasłużył sobie na zaufanie. Raczej na podejrzliwość.
Pochylił się i wyciągnął z szafki nocnej opakowanie sucharów. Usiadł na brzegu łóżka z drugiej strony i otworzył je. Wyjął jednego z nich, mają nadzieję, że uda mu się zignorować jajecznicę. Cholerny mag. Dlaczego trafił się akurat taki, który potrafił gotować? Jedzenie tych okropnych sucharów było swoistą manifestacją i bezgłośnym stwierdzeniem „Zgodziłem się, ale wcale ci nie ufam, więc lepiej sobie uważaj”.
- I co teraz zrobisz? – zapytał po pewnym czasie. No cóż, zamierzał tutaj zostać czy zniknąć? Czy może udać, że zostanie i zniknąć? Albo... albo może jakichś podstępnych sztuczek? W końcu Irys widział, jak rozpłynął się w powietrzu i pojawił zaraz za nim w sekundę. Nawet mniej, to był ułamek sekundy. – I kim ty w ogóle jesteś? – to pytanie zadał już z irytacją. Odwrócił głowę w kierunku Isa, miażdżąc go ponurym spojrzeniem, czy raczej mając zamiar zmiażdżyć go ciężkością tego wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 12:28 pm

Nie dotykać go ? Jak sobie życzy, byle tylko pozwolił mu zostać przy sobie. Iskariota przysiadł na krawędzi łóżka i skupił wzrok na Irysie cały czas się lekko uśmiechając. Mag wiedział, że jego sposób bycia potrafi być irytujący. Inkwizytor zgodził się na współpracę, a już widać było po nim, że chciałby pozbawić siwo-włosego co najmniej głowy. Ha, nie widział jeszcze wszystkiego.
Zgadzając się na propozycje Iskarioty ściągnął na siebie wiele bezsennych nocy i nerwów, które normalnego człowieka już dawno by doprowadziły na skraj załamania psychicznego. Ale Irysviel da radę, w końcu to człowiek wychowany silną ręką kościoła.
Zabolało go trochę gdy wyjął z szafki suchary i zignorował jego jajecznicę. Przecież była smaczna. Podszedł do talerza i podetknął go Irysowi pod nos.
-Jesteś przesadnie ostrożny. Nawet gdybym chciał zatruć ci tą jajecznicę, to nie mam czym. Mogłem ją najwyżej przesolić. - powiedział, doskonale odczytując zachowanie inkwizytora - mam ją wyrzucić ? Czy mogę zjeść, bo sam jestem trochę głodny. - spytał oburzony. Rozumiał, że nie był najlepszym obiektem zaufania, ale proszę, odrobinę miłosierdzia. Westchnął i położył talerz na szafce.
Pytania Irysviela, zbiły go częściowo z tropu. Jak to co miał zamiar robić ? Pomagać mu w pracy i zapoznać się z nim bliżej. Duuużo bliżej. Uśmiechnął się pod nosem na zbliżenie z blondynem i odszedł kilka kroków do tyłu, po czym złożył teatralny ukłon, odrzucając rękę do tyłu, a drugą przyciskając do piersi.
-Szmi Judas, Ani mora. Naim li meod lehakir otcha.* - wyrecytował typowe powitanie w swym ojczystym języku. Powinien jeszcze podejść i ucałować jego policzki, lecz z tego już zrezygnował. Zamiast tego usiadł na fotelu przed Irysem i wbił w niego swoje ostre, zielone spojrzenie. ~Ciekawe czy uczą ich łaciny w zakonie. W sumie powinni, bądź co bądź to kościół. ~ zastanowił się ~Ale z hebrajskim to chyba to chyba u niego ciężko będzie~
Uśmiechnął się i dodał szybko.
-Czyli, jestem magiem, miło cie poznać. - uśmiechnął się rozbrajająco i przekrzywił głowę na bok.

*hebr. Jestem Juda, mag. Miło cię poznać.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 1:07 pm

Spojrzał wilkiem na maga, który podetknął mu talerz z jajecznicą pod nos. To wcale nie pomagało, nawet jeszcze bardziej kusiło, żeby ją zjeść. Tak wspaniale i smacznie pachniała... zwłaszcza dla Irysa, który w sumie przywykł do żywienia się wyłącznie suchym prowiantem i okazjonalnymi, skromnymi posiłkami w zakonie. Spojrzał na talerz bez wyrazu, chociaż w środku prawie że go skręcało go z głodu. Nie. Nie ruszy tej trucizny, choćby miał umrzeć z głodu w swoim własnym domu. Posłał magowi kolejne miażdżące spojrzenie.
- Zjedz ją – stwierdził twardym głosem. Pohamował się przed dodaniem „i sam się nią otruj”. Powstrzymał go przed tym fakt, że ostatecznie zgodził się na tę... współpracę. Nawet jeśli i tak, przynajmniej według niego, miała się niedługo skończyć i to w całkiem brutalny sposób. Ale o tym Is nie musiał już wiedzieć, a przynajmniej jeszcze nie. Wszystko okaże się później, kiedy Irysviel już dowie tego, czego chciał. Fakt, było tego sporo, ale kiedyś informacje się skończą.
Ponownie manifestując swoją nieufność, ugryzł suchara, cały czas łypiąc podejrzliwie na Isa. To oczywiste, że raczej nie zaufa komuś, kogo dzień wcześniej próbował zabić. Na zdecydowaną niekorzyść działał też fakt, że obudzili się w tym samym łóżku.
Sceptycznie przyglądał się temu ukłonowi. Co to miało niby być? Nie mógł normalnie, jak człowiek się przedstawić, a nie mówić w innym języku... o ile Irys się nie mylił, ot był to hebrajski. Chyba. W końcu w zakonie miał kilka razy z tym językiem do czynienia, ale ostatecznie się go nie uczył. Nie ten stopień. Inkwizytorzy nie byli dość ważni, żeby uczyć się świętego języka.
- Ich bin Hansson, Inquisitor. Ich mag nicht ligen – odparł po niemiecku. Dłoń mu drgnęła, jakby chciał ją wyciągnąć do klasycznego uścisku, ale ją zatrzymał. O nie, żadnych więcej kontaktów fizycznych z tym osobnikiem. – Czyli jestem inkwizytorem, który z natury nie kłamie.
A na niego te uśmiechy nie działały. Wcale. Mało tego, znowu miał ochotę przyłożyć mu ręką przez łeb i warknąć, żeby przestał. Na dodatek wbijał w niego w wściekle zielone oczy... Jak można mieć...
- ...oczy takiego koloru – prychnął, poniekąd nieświadomie, bo koncentrował się na tym, żeby cała jego postać wyglądała przynajmniej na wrogo nastawioną, a nie obolałą i zmęczoną. Wtedy jeszcze by sobie pomyślał, że może w jakiś sposób nad nim zapanować. Nie ma mowy!
Powinieneś go zabić, synu/
- Wiem – wymamrotał w odpowiedzi. Oczywiście, że to wiedział. Sęk tkwił w tym, że już... poniekąd się zgodził, nawet jeśli na pewnych zasadach, które nie zostały wypowiedziane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 03, 2013 1:43 pm

Niewiele myśląc usiadł na fotelu i pożarł jajecznicę. Pożarł, to dobre słowo, bowiem przechylił talerz i wpakował do ust tyle ile mógł, chaotycznie przeżuł i połknął. Po czym powtórzył to kilka razy aż opróżnił talerz. Spojrzał na suchary w ręce blondyna i skinął na nie głową.
-Jeśli chcesz to ci coś ugotuje. Przy tobie. - zaznaczył mocno i dodał wesoło - będziesz miał pewność, że cię nie otruje.
Wyniósł talerz do kuchni i wstawił go do zlewu, uprzednio polewając wodą. Wychodząc, złapał wziął kilka bananów i przyniósł je Irysowi.
-Zasuszysz żołądek tymi sucharami. - skrzywił się - to nie zdrowe. - dodał z niesmakiem po czym zaczął grzebać po kieszeniach.
Bolały go oczy, i czuł, ze niedługo mu się przydadzą przy tym narwanym inkwizytorze. Słysząc wzmiankę o swoich oczach, zaśmiał się lekko.
-Oczy jak oczy - wyciągnął małą buteleczkę i odkręcił ją - po prostu zielone, nie mam pojęcia o co ci chodzi. - wyjął małe kropidło i rozwierając szeroko powieki, wpuścił po kilka kropelek na tęczówki. Zamrugał szybko i postawił buteleczkę na szafce obok.
Zadrżał, czując przyjemne mrowienie pod powiekami i uśmiechnął się ciepło do inkwizytora. Zastanawiał się jak, potoczy im się współpraca. Nie trudno było zgadnąć, że blondyn chce go zabić. Pewnie już nawet miał plan jak to zrobić. Trzeba tylko by go przekonać by tego nie robił, i żeby był odrobinę milszy. Mógłby też okazać trochę ciepła. ~Cholera, czego oni ich uczą w tym klasztorze ?~ pomyślał z politowaniem o Irysvielu i jego postawie jaką okazuje drugiemu człowiekowi.
Oparł się wygodnie i założył nogę na nogę, przywdziewając uśmiech "Opowiedz mi o swoich problemach".
Iskariota na początku był smutny i odrobinę podłamany zachowaniem blondyna, lecz teraz cała sytuacja bawiła go. Przecież zanim opowie mu wszystko co wie o nieśiertelnych miną tygodnie, jeśli nie miesiące. A nawet gdy ta wiedza sie wyczerpie, to zawsze ma kilka asów w rękawie. Uśmiechnął się szeroko ukazując zęby. Myśl o spędzeniu tak długiej ilości czasu z osobą która chce cię zabić a jednocześnie nie może była dla Iskarioty niesamowicie zabawna.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Sob Maj 04, 2013 7:52 pm

Irys niemal z zazdrością spoglądał na jajecznicę. I poniekąd rozczarowaniem. Był absolutnie pewien, że jest w niej przynajmniej śmiertelnie niebezpieczna trucizna. Albo środki nasenne. Albo jakieś eksperymentalne mikstury czy proszki piekielnego pochodzenia. A tutaj... nic? Absolutne nic, totalne. Nie tylko nie była trująca, ale najwyraźniej i, jasnej cholery, smaczna. Ten przeklęty mag mógłby się chociaż skrzywić, że mu nie smakuje! Inkwizytor zmrużył tylko oczy i w bardzo urażony sposób ugryzł swojego suchara.
Pokręcił powoli głową. To oczywiste, że nie i tak by tego nie zjadł. Absolutnie nie ma mowy! Choćby Irysviel miał poddawać analizie każdy składnik i nawet sam go wcześniej kupić. Zresztą, nawet nie był pewien, czy w jego domu są odpowiednie rzeczy. Znaczy... kuchnia była chyba urządzona tak, że ktoś inny mógłby w niej gotować, ale gorzej byłoby z produktami. Pewnie i by się coś znalazło...
- Nie potrzebuję – stwierdził dobitnie. Oczywiście, że nie potrzebował, w końcu nie wypadało, żeby inkwizytor jadł cokolwiek przygotowanego przez istotę „nieczystą”.
Wziął owoce do ręki i przyjrzał im się uważnie, jakby i one były zatrute. No cóż, poniekąd były. Irys nie lubił owoców. Jedyne jakie mógł zjeść, to były cytryny albo pomarańcze. Bo były kwaśne. Odłożył je na półkę, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego ma w domu tyle niepotrzebnych rzeczy.
- Nie zasuszę – zaprotestował i wzruszył ramionami. Ostatecznie rzadko żywił się czymś innym. - Mój organizm do tego przywykł.
Byłoby dziwnie, gdyby nie przywykł po takiej diecie, która trwała od kilku lat. Han rzadko bywał w zakonie, a jedynie wtedy mógł zjeść jakiś porządny posiłek, a nie suchy prowiant czy coś, czego przygotowanie nie zajmuje więcej niż pięć minut. Głównie były to jakieś dania z puszek czy w proszku.
Drgnął ledwo zauważalnie, gdy mag sięgnął dłonią do kieszeni. Oparł jedną dłoń na łóżku, żeby w razie potrzeby mieć jak najbliżej do swojej broni, i przygotował się do obrony. Niepotrzebnie. Uważnie przyglądał się, jak Is zapuszcza krople do oczu, a później buteleczkę postawił na szafce. Czy to nie było oczywiste, że mu nie ufał?
- Zbyt – mocno zaakcentował to słowo - zielone. Wściekły kolor.
Nie dość że wściekły, to dodatkowo wzbudzały wściekłość. Przynajmniej w nim. Naprawdę najchętniej by je wydłubał... ale to byłaby bezsensowna przemoc. Nikt takich rzeczy nie robił. Najprawdopodobniej.
Ależ oczywiście, że Irys był dla ludzi miły. Ha, potrafił być dla nich uosobieniem Boga na ziemi. Ale tylko i wyłącznie dla ludzi. Żadna inna istota nie miała prawa na dostąpienie zwyczajnej dobroci od inkwizytora. Jedynie akt miłosierdzia w postaci zbawienia. A i to czasami było zbyt dużo.
Odłożył paczkę z sucharami z powrotem do szafki. I zaczął zbierać się w sobie, żeby zadać pytanie, nad którym głowił się zdecydowanie najdłużej. I najciężej. I to, które chyba było powodem jego największej wściekłości. Zacisnął dłonie w pięści, wbijając wzrok w podłogę.
- Co wczoraj... się stało? – zapytał twardym i całkowicie obojętnym głosem. Pamiętał tylko tyle, że chciał się upić. I najwyraźniej wyszło całkiem dobrze. - I gdzie jest moja broń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Sob Maj 04, 2013 10:12 pm

Patrzenie jak Irysviel męczy się z tymi sucharami budziło litość. Nie dość, że nieufny to głupi. Mógł przecież kontrolować każdy ruch maga i potem ze spokojem ducha zjeść co mu poda. Ale nie, inkwizytorska duma ważniejsza. Iskariota westchnął gdy blondyn zasłonił się słowami. ~Nie zasuszysz. Jasne, będziesz tulić sedes to nie przychodź do mnie z płaczem.~ pomyślał przekornie i usiadł zaśmiał się słysząc komentarze o swoich oczach.
-Ależ Irysvielu - zaczął wciąż chichocząc - zielony to kolor nadziei, zielony uspokaja, ogórki są zielone... - wyliczał na palcach czarownik z szerokim uśmiechem na twarzy, urwał gdy Irys zacisnął pięści. Odsunął się lekko razem z fotelem w oczekiwaniu, że zaraz poczuje cios, lecz ten nie nadszedł. Zamiast tego nadeszło pytanie, pytanie które starło z twarzy siwo włosego uśmiech i spowodowało, że wstał i usiadł obok Irysa.
-Powiem ci wszytko - zaczął poważnie - i trochę tego było... - dodał, potęgując grobowy nastrój. W rzeczywistości, wciąż było mu do śmiechu, lecz doskonale to ukrył. Skoro inkwizytor mu nie ufał i chciał go wypatroszyć, to postanowił namieszać mu odrobinę w głowię. A co jest zadziwiające, postanowił powiedzieć mu prawdę ! Tylko odrobinę...mniej optymistycznie.
-Po naszym felernym spotkaniu w kawiarni, jeszcze raz przepraszam za krzesło, chciałem odpocząć. Udałem się więc na łąkę, tam zrobiłem dobry uczynek i pozbyłem się kilku chwastów szpecących ładniusie kwiatki - zaczerpnął tchu i zaczął nawijać z powrotem - po tym ogrodniczym wyczynie starłem się z złym psem który się rzucił na moją Anabell. Wysłałem go do weterynarza bo się poranił. Sam ! Ja go tylko przytrzymałem ! - zapewnił poważnie unosząc ręce w geście niewinności - W pełni wypoczęty udałem się znów do miasta w poszukiwaniu przygody. Chcąc nie chcąc trafiłem do baru. Brzydkiego i obskurnego. Wolałbym już kościelną stołówkę - urwał na chwilę zdając sobie sprawę z tego co powiedział i pośpiesznie zmienił temat - Ale co najbardziej ciekawe, przy ladzie zobaczyłem ciebie. Oblałem cie nawet przypadkowo mlekiem. - podrapał się po głowię - swoją drogą co ty tam robiłeś ? Byłeś nawalony jak messersmith i gdybym cię stamtąd nie zabrał to pewnie wypiłbyś więcej i dobrał by się do ciebie jakiś facet z zielonymi włosami. Ech te dzisiejsze dzieciaki. Tylko piercing i zielone im w głowię. - zaśmiał się lekko będąc dumny z "zielonego" w zdaniu - ale mniejsza o to. Bezpiecznie dotarliśmy do ciebie, całą drogę śpiewając piosenki heretyków i marsz żałobny. Choć przyznam, że w twoim wykonaniu nadawał by się na wesele - wyszedł z pokoju i wyjął pistolety z kosza na ciuchy, a bicz przewiesił przez ramię. Podał wszystko Irysowi i dodał na koniec - rozebrałem cię wtedy i wrzuciłem do łóżka. Byłem też odrobinę zmęczony więc położyłem się obok. - popatrzył się głęboko w oczy inkwizytora i uśmiechnął się lubieżnie - i nie. Nic między nami nie było.
Czarownik wstał i wrócił na fotel, oparł się wygodnie i założył nogę na nogę, po czym ponownie zakropił sobie oczy. Tym razem bardziej obficie niż poprzednio.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Wto Maj 07, 2013 11:15 pm

Irys wzruszył ramionami, wciąż czując, że są nieco sztywne. Miał ochotę pobiegać. Albo się chociaż położyć i zasnąć znowu, ale w tej chwili nie wchodziło to w grę. Szlag, teraz nie będzie mógł czuć się swobodnie we własnym domu. Cały czas będzie chodziła za nim mania, że zza któregoś z mebli wyskoczy ten porąbany czarodziej i zacznie… i tutaj był problem, bo generalnie nie potrafił określić intencji tego gościa. Ha, on sam chyba nawet nie potrafił ich określić!
- To niebieski uspokaja – odpowiedział. – I co do tego mają ogórki? – zapytał chwilę później, marszcząc brwi w zastanowieniu.
To był jakiś podstęp? Szyfr? Miał odwrócić jego uwagę od czegoś? Ale do czego? W końcu mówił tylko o kolorze oczu. Może ten cały Is ma te oczy magiczne i tymi nieudolnymi ogórkami chciał zmylić Irysa? Nie z nim te numery, oczywiście!
Inkwizytor uśmiechnął się tryumfalnie. No cóż, uśmiechnął się to raczej nie jest zbyt dobre słowo – kąciki jego ust powędrowały minimalnie do góry, jakby z przymusu. Jedynie oczy błysnęły, jakby ich właściciel odkrył przynajmniej Amerykę.
Kiwnął głową. Oczywiście, że chciał usłyszeć wszystko. W końcu po co komu częściowa prawda? Trzeba wiedzieć albo wszystko, albo nic. Inaczej to za bardzo nie miało sensu. Jednak nabrał niesamowitej ochoty, żeby się odsunąć, kiedy mag usiadł obok niego. Zamknął oczy, starając się wsłuchać w głos i analizować go, byleby nie myśleć o tym, że ten dziwak jest tuż obok. Jednak kiedy w opowieści pojawiły się okoliczności ich spotkania w barze, otworzył gwałtownie oczy i wbił nieprzeniknione spojrzenie w twarz maga.
- Nie wierzę w to! – krzyknął za mężczyzną wychodzącym z pokoju. - Nie wierzę, że byłeś tam przypadkiem!
Warknął zaraz po tym pod nosem i ze złością kopnął fotel. Bo tak. Głupi, idiotyczny fotel. A później Irys odzyskał swoją dłoń i, chcąc nie chcąc, automatycznie zaczął obliczać swoje szanse w walce. Zacisnął dłoń na rączce biczu, resztę broni kładąc po prostu na łóżku. Przejechał jednym palcem po drewnianej rękojeści bardzo czułym gestem, jakby to była najdroższa mu osoba na świecie. Mało tego, on się nawet do tej zabawki uśmiechnął, szczerze zadowolony, że do niego wróciła. Jasne, miał inne egzemplarze, ale ten był wyjątkowy. Bo był pierwszy. Z czasem tylko był udoskonalany, ale podstawy były takie same. Fakt, że jest cały zdecydowanie poprawił mu humor.
- Czemu miałoby cię obchodzić, co się mogło ze mną stać, gdybym tam został? – zapytał i to wcale nie takim wrogiem głosem jak na początku. Teraz brzmiał raczej obojętnie, ale z lekką nutką zainteresowania. – I lepiej ciesz się, że niczego jej nie zrobiłeś – oznajmił, znowu delikatnie gładząc rękojeść biczu, mrużąc oczy, gdy tak patrzył na Isa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pon Maj 20, 2013 3:05 pm

Czarownik spojrzał na mężczyzne i westchnął. To zaczynało się robić nudne. Iskariota postanowił działać na poważnie, skoro inkwizytor nie odwzajemnia radości którą siwo włosy roztacza to będzie musiał przez chwile pocierpieć.
Oparł rece na biodrach i podszedł powoli do Irysa po czym nachylił sie i spojrzał mu prosto w oczy i powiedział poważnie.
-Skoro nie chcesz po dobroci, będe musiał użyć radykalnych środków. - uśmiechnął sie i szybko przesunął do przodu składając na ustach inkwizytora pocałunek; gdy ich wargi zetknęły sie - Iskariota przyspieszył. Przed sobą miał teraz zastygłe ciało blondyna, którego oczy rozszerzały się w ślimaczym tempie w niemym zdziwieniu. Mag wyprostował się i zaśmiał głośno odrzucając głowę do tyłu. Przerażający śmiech wypełnił zastygłą pustkę, do zwieńczenia tego klimatu grozy brakowało tylko burzliwej nocy. Choć w tej mikro przestrzeni nawet dźwięk gromu i światło błysku by zamarło...
Czarownik gruntownie przeszukał szafki Irysa szukając czegoś do pisania, robiąc przy tym mnóstwo bałaganu. Gdy znalazł w końcu czarny marker, ukląkł przed Irysvielem i beztrosko napisał mu na czole krótką wiadomość.

"Złap mnie jeśli potrafisz kochasiu <3"

Po czym rzucił marker gdzieś na bok i skierował się do drzwi. Wychodząc trzasnął drzwiami, wprawiając cząsteczki w ruch, który także zastygł. Dopiero gdy czarownik znalazł sie na parterze budynku zamieszkanego w Irysa, przebrał się w swój zwyczajowy strój z za długimi rękawami i założył kapelusz. W tej samej chwili, w mieszkaniu inkwizytora czar się rozproszył a siła uderzenia drzwi została uwolniona i rozległ się huk. Ze ściany spadł obraz, wieńcząc bałagan i chaos w lokum blondyna.
Mag wiedząc, że szybko sobie z tym nie poradzi, spokojnym krokiem skierował się w tylko sobie znanym kierunku nucąc coś wesoło pod nosem.

z/t
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Maj 31, 2013 9:17 pm

Irys otworzył usta, by odpowiedzieć. Czy może raczej... zaprotestować przed używaniem tych „radyklanych środków”, o których wspomniał Is. Nie chciał nawet wiedzieć, co mógłby wymyślić. Zwłaszcza teraz, gdy jego własna głowa po prostu niemal puchła i miała ochotę odmówić posłuszeństwa. Ha, mało tego, wciąż był zmęczony i najchętniej po prostu by się położył, nie zwracając większej uwagi na nic. Sęk tkwił w tym, że nie zdążył, bo usta maga bardzo skutecznie go przed tym powstrzymały. Oczy inkwizytora rozszerzyły się gwałtownie, a dłonie drgnęły minimalnie, jakby chciały coś zrobić... tylko sam Irys nie był nawet pewien, co. No i miał miękkie usta... czekaj, co? Od razu wyrzuciłz głowy podobne myśli, nim zdążyłyby się jeszcze, nie daj Boże, zakorzenić. A wtedy... mag zniknął. Ot tak, Irysviel był pewien, że nawet nie zdążył mrugnąć!
Do jego uszu dobiegł dźwięk trzaskających drzwi i jakiegoś obrazu, który spadł z gromkim hukiem na podłogę. Ale nawet na to nie zareagował, przyglądając się szafie z czymś co można było zdefiniować jako mieszanka ciężkiego szoku, zdziwienia, złości i... jeden Bóg wie czego. Zamrugał kilka razy i zacisnął z wściekłością zęby. Zerwał się z łóżka i podbiegł do okna. Otworzył je szybkim szarpnięciem, o mało nie wyrywając klamki.
- TY CHYBA SOBIE, KURWA, ŻARTUJESZ! – ryknął ze wściekłością. Chłodny, poranny wiatr owiał mu twarz i cudownie ją ochłodził. Był w tamtej chwili wściekły, zmęczony, obolały, na dodatek z dziwnych przyczyn podskoczyła mu temperatura to i jeszcze głowa mu puchła! Odwrócił się z powrotem i pewną grozą przyjrzał całemu bałaganowi w pokoju. Cudownie. Pięknie, do diabła. Irys był pewien, że jeśli tylko jeszcze raz dorwie Iskariotę, to zawlecze go tutaj siłą i zmusi do posprzątania tego wszystkiego. Na pewno. Z całą, cholerną pewnością. Prychnął pod nosem i zamknął okno, ruszając wolnym krokiem w stronę łazienki. Teraz nie widział sensu w tym, żeby maga gonić. Na to czas będzie później, gdy tylko wydobrzeje i nie będzie tak zmęczony. Wówczas na pewno, tak. Kopnął po drodze jakiś przedmiot, nawet nie kłopocząc się spojrzeniem pod nogi.
Po drodze zdjął z siebie koszulę i rzucił ją niedbałym gestem na podłogę, na której i tak walały się inne przedmioty. Odetchnął głośno, już niemal całkowicie spokojny. Niemal. Nadal gdzieś tam kołatała się cząstka tej złości. Irys wszedł do łazienki i oparł się dwoma rękoma o zlew, pochylając nisko głowę. Odetchnął kilka razy i dopiero wtedy podniósł wzrok. I zamarł.
Dlaczego? Bo na czole miał jakiś napis, ale włosy zasłaniały większą część. Odgarnął włosy do tyłu, zatrzymując dłoń na głowie ze zdziwioną miną.
- „Złap mnie jeśli potrafisz kochasiu” – przeczytał powoli na głos. Znów zamrugał kilka razy, powoli przyswajając to, co mag napisał na jego czole czarnym markerem. – Nawet serduszko narysował... - mruknął i powoli pokręcił głową.
Wyprostował się i jeszcze raz przeczytał napis na czole, tym razem z rozbawionym uśmiechem. Roześmiał się i westchnął zaraz po tym.
- No jasne, że cię dorwę, bo ktoś musi posprzątać ten chlew, który zrobiłeś.
Odkręcił głowę i zaczął skrupulatnie szorować czoło. Zmyć napis udało mu się dopiero jakichś piętnastu minutach, a i taj wprawny obserwator, lub istota nieśmiertelna byłby w stanie zauważyć słabe widmo. Inkwizytor ubrał się szybko, nie przejmując się całym tym bałaganem. Później to posprząta. A teraz... inne sprawy czekają.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Mar 27, 2014 10:51 pm

Wracał z tego przeklętego baru. Nogi nieco mu się plątały – ale nie za bardzo, o nie – a w głowie z lekka szumiało. Ale świat wydawał się taki jakiś łatwiejszy i weselszy niż zazwyczaj. Irys nie widział w nim tego, co zawsze: tego bezmyślnego okrucieństwa, nienawiści… no nic. Wszystko było równie wesołe, co on sam.
Przymknął oczy, nucąc sobie po cichu jakąś dziwną melodię, która przypominała żywszą wersję marszu żałobnego. Skąd ją znał? Nie miał pojęcia w tamtej chwili, ale również średnio go to obchodziło. Ot, skoro siedziała już w głowie, to mógł ją sobie nucić bez większego problemu. Westchnął ciężko. Bicz na brzuchu dziwnie go uwierał, jakby źle go owinął wokół ciała i jakoś tak nienaturalnie ciążył i ciągnął w dół.
- A diabli by to wzięli – mruknął cicho i zatrzymał się przed drzwiami do klatki. Z lekka nieprzytomnym wzrokiem wpatrywał się w domofon, próbując sobie przypomnieć kod dostępu do swojego mieszkania. Zmarszczył brwi i oparł się o ścianę. Czemu nigdzie tego nie zapisał? No tak, pewnie dlatego, że do tej pory nie potrzebował, bo pamiętał. Masz, Irysku, nauczkę na przyszłość, nie ma co.
Znów wymamrotał coś do siebie, ale w sumie bez żadnej złości. Świat jak był kolorowy, tak był, a inkwizytor z rezygnacją przysiadł sobie na murku przed budynkiem i odetchnął nocnym, rześkim powietrzem, jednocześnie cały czas próbując sobie przypomnieć ten w tej chwili tak wartościowy zlepek czterech cyfr.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iscar
Zmartwychwstały
avatar

Fabularnie : Irysviel
Liczba postów : 19
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Mar 27, 2014 11:20 pm

Kierował się w kierunku mieszkania swojego ulubionego inkwizytora. Skoro wyglądał inaczej, mogli zacząć od początku bez wzajemnej chęci mordu...choć ze strony Isa biła tylko radość i chęć zabawy. Miał nadzieje nie powtórzyć sytuacji z kawiarni i nie zdemolować całej kawiarni. Chociaż...tu nie było kawiarni.
Też pytanie dlaczego szedł właśnie do jego domu? To bardzo proste, mimo iż znał go krótko, wiedział, że jest jednak nudny i poza mordowaniem, przepraszam zbawieniem nie znał żadnych uciech. No może poza alkoholem, ale do tego miał słabą głowę. Iscar zbliżając się do apartamentowców gwizdał cicho pod nosem i kopał puszkę po chodniku. Nie minęło wiele czasu gdy zobaczył blond postać siedzącą na krawężniku. Irysviel. Osoba która sprawiła mu tyle radości i kłopotu zarazem. Niewiele myśląc przyspieszył swoje ruchy tak by blondyn nie wiedział co się stanie i chwytając śmietnik leżący nieopodal podbiegł do mężczyzny i przywalił mu z całej siły w tył głowy, upewniając się, że zemdleje.
Wyglądało to dosyć zabawnie z perspektywy Iscara. Blacha kubła wgięła się a Irys jak siedział tak siedział. Uderzenie przy tej prędkości i przyspieszeniu zaczęło by boleć po kilku minutach, przy czym rozchodziło by się bardzo powoli.
Iscar znając się wystarczająco na anatomii wiedział, że blondyn zemdleje od razu a ból rozsadzi mu głowę zapewne rano, jak się obudzi. Cóż, zwali to na kaca. Is poprawił swoje włosy i odrzucił kos na bok który gdy tylko przestał dotykać dłoni Isa zawisł w powietrzu, po czym złapał swoją kochaną ofiarę w pół i przerzucił przez ramię. Dostanie się na górę, do domu Irysa także nie było trudne. Wystarczyło wybić oszklone drzwi za pomocą rzuconego wcześniej kubła na śmieci.
Cóż, kamery nie zarejestrują, że ktoś wszedł przez zniszczone drzwi do budynku, po prostu go nie uchwycą.

Chwile później Iscar był już w mieszkaniu Irysa, którego rzucił na łóżko. Zaklęcie przestawało działać i na dole rozległ się huk tłuczonego szkła a po chwili alarm. Wystarczyło teraz tylko poczekać aż blondynek się obudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Mar 27, 2014 11:37 pm

Siedział na krawężniku, siedział… a potem wszystko zgasło. Ot tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
I Irys obudził się dopiero rano – czy może raczej obudził go okropny, pulsujący ból w czaszce. Przewrócił się z boku na plecy i jęknął cicho. Jezu Chryste. Jak to bolało. Ale czemu? Że niby takie potworny kac? Przecież nie wypił AŻ TAK dużo! Pamiętał, że siedział pod swoim domem, próbując przypomnieć sobie kod dostępu do domofonu. I jeb. Trzasnęło i znalazł się tutaj. We własnym łóżku, we własnym domu. Może dopiero wtedy alkohol tak porządnie uderzył mu do głowy? Nieważne.
Inkwizytor podniósł się powoli do pozycji siedzącej i rozejrzał spokojnie po pokoju, cały czas masując swoją głowę. Westchnął i obiecał sobie – tak po ludzku – że nigdy więcej nie tknie alkoholu. Podniósł się z łóżka i skrzywił się, patrząc na swój pełen ubiór. Nawet broni z siebie nie pozrzucał, jak udało mu się spać, kiedy to było takie niewygodne. Zdjął z siebie płaszcz, potem zrzucił czarną koszulę, by na koniec – z pomrukiem ulgi – zdjąć z siebie bicz i kabury. Zostawił tylko jedną, tę u pasa, ale jej niemal nigdy nie zdejmował. Taka… drobna kwestia bezpieczeństwa.
- Nie piję, więcej nie piję – mruknął do siebie, pieszczotliwie odkładając broń na stolik i przeciągnął się. – Kawa, kawa, królestwo niebieskie za kawę – zamruczał jeszcze do siebie, całkowicie przyzwyczajony do tego, że mówi sam do siebie w domu.
Leniwym krokiem ruszył w stronę kuchni i ziewnął jeszcze po drodze, cały czas masując sobie głowę. Ale zatrzymał się na progu jak wryty, a dłoń automatycznie powędrowała z potylicy do kabury. Bez większego zastanowienia wyjął pistolet u wycelował w stojącego w JEGO kuchni mężczyznę. Zmrużył oczy.
- Kim jesteś? –
warknął. Bez jaj! Nie może sobie ktoś ot tak, wchodzić do jego domu! – Co tu robisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iscar
Zmartwychwstały
avatar

Fabularnie : Irysviel
Liczba postów : 19
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Czw Mar 27, 2014 11:50 pm

Zajadał sobie spokojnie seler z lodówki Irysviela i popijał jogurtem owocowym. Z pełnymi ustami i wypchanymi policzkami wyglądał trochę jak chomik. Zjadł już pomidory, cytrynę, marchewki i zapił wszystko herbatą. Od czasu zmiany ciała na nowe miał dziwne nawyki żywieniowe. Albo coś nie miało smaku, albo smakowało zupełnie inaczej. Kubki smakowe jeszcze szwankowały. Dobrze, że nie mógł cierpieć na różne dolegliwości związane z odżywianiem, jak np. efekt śledzia popitego mlekiem bo by chyba nie wyszedł z łazienki przez następne tysiąclecie. Przełknął trochę jogurtu i wpakował kolejną porcję selera do ust po czym odwrócił się słysząc kroki, blondynek już wstał, chciał się uśmiechnąć lecz widząc wycelowany w niego pistolet krzyknął jak panienka ( pieprzone, niewyrobione struny głosowe ) opluwając mężczyznę jogurtem i na wpół przeżutym selerem.
-Panie Teertown! Spokojnie! - krzyczał zasłaniając się pochwyconym na szybko bochenkiem chleba. Wiedział, że może mało mu to pomóc, ale liczył na katolickie wychowanie Irysa i jego poszanowanie "ciała bożego" - Jestem z pogotowia! Został Pan napadnięty i ktoś się włamał do budynku! - manewrował bochenkiem tak by zasłonić część ciała w którą miała by trafić kula.
Zostawienie broni Irysowi było niebezpiecznym, ale rozważnym posunięciem. Gdyby obudził się bez broni mógłby coś podejrzewać, a tak bajeczka z pogotowiem nabierała większego sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Mar 28, 2014 12:02 am

Zamarł w bezruchu, ale kiedy z ust tego dziwaka wydobył się pisk godny małej dziewczynki, usta drygnęły mu lekko i wygięły się w bardzo bladym – bo jednak głowa i sam fakt, że taki ktoś przebywał w jego domu jakoś dział – uśmiechu. Wysłuchał tłumaczenia, cały czas mając nieproszonego gościa na celowniku w pełnej gotowości, lecz opuścił powoli broń i bez większego zastanowienia schował ją z powrotem do kabury. Nie skomentował już faktu, że ten cały ratownik pogotowia postanowił opróżnić mu lodówkę. Nie wyczuł w nim nieśmiertelnego. Wszystkie potencjalne wrogie myśli zniknęły, zanim zdążyłyby się na dobre pojawić.
- Mam licencje – stwierdził na początek i znowu rozmasował sobie tył głowy, drugą dłonią stukając o kaburę. To by wyjaśniało ból. Ale z drugiej strony… kto byłby na tyle sprytny, żeby podejść inkwizytora? Nawet jeśli ów inkwizytor był nieco nieobecny i nie do końca przygotowany do walki jakiejkolwiek. – To by wyjaśniało ból głowy – mruknął cicho i zatrzymał wzrok na bochenku chleba w dłoni mężczyzny. – Smacznego – rzucił lekko, ale tak… no prawdziwie, jak do drugiego człowieka. – Nie jadam mięsa, więc musiał się pan zadowolić warzywami. I proszę wybaczyć za kłopot.
No tak. Bo jeśli szło o drugiego człowieka, Irys zmieniał się w prawdziwego anioła w ludzkiej skórze. W końcu dla innych ludzi był inkwizytorem, nie? Chronił ich i tak dalej, a dodatkowo po prostu czuł się zobowiązany do tego, żeby im pomagać tak często, jak tylko się dało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iscar
Zmartwychwstały
avatar

Fabularnie : Irysviel
Liczba postów : 19
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   Pią Mar 28, 2014 4:52 pm

Wciąż zasłaniał się panicznie bochenkiem chleba grając bezbronną istotkę, lecz gdy blondyn się uśmiechnął rozluźnił się niemal niezauważalnie. Wiedział już, że był na wygranej pozycji. W końcu miał przewagę i wiedział z kim ma do czynienia, w przeciwieństwie do Irysa. Choć ten nawet wiedząc kto przed nim stoi i tak miałby problem. To już nie ten sam czarownik co ostatnim razem. Iscar podążał wzrokiem za pistoletem robiąc przestraszone oczy, lecz gdy broń była już w kaburze a inkwizytor wspomniał o licencji, odetchnął teatralnie z ulgą.
-Nie będę prosić o okazanie jej, bowiem sam jestem w tej chwili bez dokumentów. - rzucił szybko - Dostałem wezwanie gdy tylko zameldowałem się w tutejszym szpitalu. Prosto z samolotu, w biegu, bez jedzenia. Na dodatek zgubiłem paszport i resztę papierów. - biadolił pod nosem cały czas czujnie obserwując mężczyznę i ruchy jego dłoni. Odłożył chleb na blat widząc, że Irys tak jakby stracił zainteresowanie jego osobą. Mourn chciał się klepnąć w czoło i zaśmiać lecz powstrzymał tę chęć, jak mógł zapomnieć? Przecież Irysviel Teertown, to ostoja ludzkości i chodzące zbawienie nieśmiertelnych. On nie skrzywdzi człowieka.
Ruszył cicho za swoim celem przyglądając się cały czas jego potylicy i blond włosom które falowały przy każdym ruchu.
-Nie ma śladów krwi. Ale mógł Pan doznać wstrząsu mózgu. Nie często dostaje się tak po głowie jak Pan. - gadał bez przerwy co chwile się uśmiechając - Kamery nie zarejestrowały nic podejrzanego, ale albo dostał Pan po głowię metalowym kubłem na śmieci albo...ekhem, otworzyli Panem oszklone drzwi na dole. - zbliżył się bardzo blisko i uniósł ręce by zacząć dotykać głowy mężczyzny, lecz szybko je zabrał - Mógłby Pan usiąść? Muszę Pana obejrzeć. - mruknął i wskazał fotel szybkim ruchem dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Irysa   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Irysa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Tereny mieszkalne :: Apartamentowce-
Skocz do: