IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prywatna sala przedstawicieli Rady

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 8:15 pm

W dowolnym innym miejscu i czasie z dowolną inną osobą Lawrence zapewne bez wahania zgodziłby się na RRL. Ale nie tutaj, nie teraz, nie z Iskariotą. Czyli nie w sytuacji, kiedy cofnięcie działania leków mogło skończyć się katastrofą. 
Swoją drogą, ciekawe jak Lawrence mówił coś "normalnie". Bo udręczona mina i narzekanie na zbyt wiele obowiązków nie jest dla niego "normalne". Nie w sytuacji, gdzie twierdzi, że i tak wszystko co robi, to jego wola i zainteresowanie, a nie przymus.
- No dobra Isk, - Bezwiednie dodał coś od siebie. Ot, aby Pchlemu Księdzu nie wydawało się, że może decydować jak się do niego będzie zwracać. Poza tym "Isk" brzmiało lepiej. - Możesz mi mówić Law, albo Lawie, jak Ci pasuje.
Tak, ich wspólne przebywanie musi się skończyć jakąś katastrofą. Mieliśmy jedno sprzężenie zwrotne, które sprawiło, że dziesięć sekund we wszechświecie po prostu wyparowało. Miejmy nadzieję, że nikt tego specjalnie nie odczuje. Skoro tu dziesięć sekund zniknęło, to musiało zostać wystrzelone gdzieś indziej. Być może uczniowie na jakiejś lekcji posiedzą dziesięć sekund dłużej. A może trafi to do kogoś, kto właśnie jest operowany i komu dziesięć sekund życia pozwoli się uratować. Ale najprawdopodobniej zrobi to, co zwykle - trafi komuś w zegar i ktoś zacznie się zastanawiać, dlaczego sekundy mu się nie zgadzają. 
Dziesięć sekund to nie jest dużo, ale kto wie, czy przy następnym tego typu zderzeniu nie wystrzeli gdzieś godzina? Albo cały dzień? 
Fakt, to zawsze będą różnice, których nikt nie zauważy. Wyjmij ludziom rok z życia, a oni nawet nie zauważą, tylko zaczną narzekać "oj, ale ten rok szybko przeleciał, dopiero się zaczął, a już się skończył." Ale czasami efekty mogą być... nieprzyjemne.
Nie wdając się w dalsze rozważania, Lawrence otworzył drzwi i gestem wskazał, że pora już ruszać.

z/t i Isk też z/t jeśli nie ma przeciwwskazań, jak ma to tu coś napisze, a jak nie ma to napisze coś już w miejscu znalezienia ciała. Szukaj piesku, szukaj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Pon Sie 05, 2013 9:35 pm

Dotarcie tutaj okazało się prostsze, niż Dżin sądził. Po użyciu życzenia, które wyniosło ich oboje tuż przed Punkt Medyczny Kolebki, Dżin wprowadził ostrożnie harpię do środka i szybko znalazł osoby, które rozpoznały w nim i w Uru członków działaczy Rady, a w Uru przedstawicielkę rasy syren. Dosyć szybko znalazła się załoga paru osób, które chciały "odebrać" Dżinowi Panienkę Uru i zająć się nią, ale upartość długowłosego tu była aż dziwna. Wymusił na lekarzach, by wskazali mu, gdzie chcą wyleczyć Panienkę Uru, po czym sam ją tam zaprowadził, i dopiero mogąc oprzeć się o ścianę pomieszczenia w którym jest i mając harpię w zasięgu wzroku, pozwolił im "przejąć" ją do działania. Obserwował z dosyć bliskiej odległości, doszukując się wszelkich form nieprawidłowości czy działania sprzecznego z zamierzonym, czyli wyleczeniem Panienki Uru. Jak już zabrał się za ochronę, to będzie się tym zajmował także i tutaj, prawda?
Gdy już wszystko zostało skończone a lekarze, lekarki, pielęgniarze, pielęgniarki i cały ten skład się wyniósł, Dżin z miłym uśmiechem podszedł bliżej harpii i usiadł na łóżku obok niej, bo prawdopodobnie na nim była umieszczona przez czas operacji, spojrzał badawczo na jej przedramię.
- Wszystko w porządku, Uru? Mam nadzieje, że wszystko zdziałali dobrze, rana szybko przestanie dokuczać i wzniesiesz się znów w niebo, co zapewne lubisz.
Wciąż uśmiechając się, wyciągnął swoje dłonie do góry i przeciągnął nieco swoje ciało, chcąc nie chcąc uwydatniając nieco jego umięśnienie. Nie to miał w planie, ale tak wyszło pobocznie. Zaraz po tym geście odetchnął głęboko i przetarł oczy, by następnie potrząsnąć głową. Najpierw w lesie z Eto, potem spacer w pełnym słońcu, a teraz jeszcze białe ściany i kafelki... Jego oczy trochę słabo to znoszą.

Nie miałem pomysłu na nic więcej :/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uru
Harpia
avatar

Fabularnie : Alvaro... przystojny Samarytanin
Liczba postów : 3
Join date : 23/08/2012

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Sie 08, 2013 8:07 pm

Szybka interwencja Rubinookiego, i sytuacja opanowana. Znaczy, opanowana przez Dżina, nie przez przedstawicielkę, która legła jak długa na młodzieńcu. Na jej bladej twarzyczce przemknął nawet rumieniec zawstydzenia, a przecież nie chciała okazywać żadnych zbędnych emocji. Nie do końca wyłapała sens słów towarzysza, który coś do niej mówił, a ona odpływała mu w rękach. Udawała twardą na długi czas i uśpiła swoją czujność. Dlatego nie do końca pamiętała samego procesu teleportacji, jednakże fakt ten nie umknął. Chociaż przypomniała sobie o tym dopiero po przebudzeniu po operacji.
I kogo dostrzegła otworzywszy oczy? Tego samego Ochroniarza, który już wcześniej odznaczał się czymś więcej niż powinnością. Zdumiała się na jego widok w małej prywatnej salce, gdzie przebywali sam na sam. Troszczył się o nią, a przecież nie znali się na tyle dobrze, żeby... co z nim jest nie tak?! Otrząsnęła się tak szybko jak mogła i powiedziała:
-Tak, wszystko w porządku. Cóż na czas kuracji będę zajmować się papierkową robotą... trzeba też zwołać zebranie Radnych, aby zająć się sprawą Verbum Novum. Niezwłocznie, póki jest na to czas. Nie obchodzi mnie, że to są wolni ludzie - muszą w końcu zapłacić za to co zrobili naszym pobratymcom!
Uniosła gniewnie ranną rękę, i dopiero wtedy ostudziła swoje emocje poprzez krótki ból. No tak, nie powinna tak wymachiwać dopiero co wyleczonym skrzydłem. Niezbyt rozsądnie, nieprawdaż? Eh, uspokój się Czarnopiórko, jesteś już bezpieczna. Nikt inny nie zrani Cię pod okiem Alvaro. Ale właściwie czemu tutaj jeszcze był? Nie to, że nie chciała jego towarzystwa, lecz... Nie była przyzwyczajona ani do tego, że kwestionowano jej wolę (chciała przecież iść pieszo do Kolebki, nawet jeśli to było ryzykowne), do tego złamano pewną barierę bliskość, do której nie przekona się tak prędko na nowo. Teleportacja w trybie natychmiastowym, szpital, to wszystko tak szybko się działo, iż miała lekkie zawroty głowy. A nie, to z utraty litra krwi. A propo, znów pojawił się pulsujący ból głowy w skroniach.
-Ale najpierw powinniśmy chwilę odpocząć. Jeszcze nie musisz wracać do swoich obowiązków, powiem w razie czego, że potrzebowałam stróża w Twojej osobie. Bo tak było, prawda? Mogłeś mnie zostawić pod opiekę lekarzy, a jednak tego nie zrobiłeś. Jesteś zbyt miły jak dla kogoś, kto nie potrafi w pełni docenić Twych starań...
Zmrużyła swoje oczy i skierowała głowę na bok leżąc na miękkiej... pierzynie. Cóż, dobrze że nie było to pierze z Harpii. Westchnęła cicho i zamknąwszy oczy zdawało się, że chciała spać, nie mniej jednak nie zrobiła tego. W zamian chciała w końcu powiedzieć to co ciążyło jej w umyśle. Pamiętała o czym wspomniał Dżin podczas spaceru, w którym zamyślił się nad pewną osobą. Którą... kochał... a Uru nikogo nie kochała. Bała się powierzyć swoje serce kolejnej personie, dlatego nienawidziła tego tematu i dążyła do wyniszczenia wszelkich związków obcych czy mniej obcych osób obnoszących się z radosną nowiną miłosną. Wolała więc nie patrzeć się na Alvaro, który był jej niczym przyjaciel ratujący w potrzebie a jednocześnie młodzieńcem mającym wybranka w swoim sercu. Taka zazdrość chora... mściwa... przeżarła ją na wskroś.
Poważna mina spięła się mocniej jakby z przymusu. Wydusiła to z siebie zimnym tonem jakby w powietrze:
-Jak jeszcze raz spotkamy się, a to pewne, nie wspominaj przy mnie tematu o miłości, dobrze? Jak chcesz to możesz już iść.
Wciąż miała wtulony policzek w poduszkę i zamknięte oczy. Dłonie ze szponami wbijały się w mebel, na którym leżała i zdusiła resztę niepotrzebnych słów. Nie byłyby ani trochę pochlebne, a to nie czas i miejsce na swoje przemyślenia. Stłamsiła to w sobie i westchnęła cicho starając się rozluźnić, lecz to dalej kiełkowało, ta myśl zatruwała jej spokojny sen. Ta myśl to... bycie niekochaną. Od samego początku istnienia została porzucona przez młodego wilka morskiego ze smykałką artystyczną, nie chciała nigdy więcej takiego upokorzenia. Nigdy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Sie 08, 2013 8:48 pm

Co z nim nie tak? Jest zwyczajnie, szczerze pomocny, bo chce się do czegoś przydać. Nic, zupełnie nic więcej. Chce się do czegoś przydać z własnej woli, samemu "wybrać" komu pomoże a komu nie, niż mieć odgórny wymus. I prawda, mógł ją zostawić w rękach lekarzy, ale nie miał na to ochoty. Wolał dociągnąć swoją robotę do końca. Perfekcjonista? Bynajmniej. Poprostu, nawet jeśli Panienka Uru była dosyć sztywna w stosunku do niego, nie szło mu jej nie lubić, podobnie jak wielu osób, które mając świadomość jego mocy nie chcą z nich korzystać. Dla takich osób jest zdecydowanie milszy, ba, Uru uparcie odmawiała jakiejkolwiek pomocy ze strony długowłosego. Ta upartość mu, w pewnym stopniu zaimponowała, stąd takie a nie inne zachowanie.
Jej, strasznie rozemocjonowana jest. Posłuchał jej słów w miarę uważnie, ale widząc jak gniewnie unosi swoją, nieco... Nadwyrężoną rękę zatrzymał ją w locie, co zresztą Panienka również uczyniła, czując ból. Uchwycił delikatnie aczkolwiek, po czym opuścił jej dłoń z powrotem na łóżko, uśmiechając się delikatnie.
- Napewno nie zwojujesz wiele jeśli będziesz nadwyrężać to ramię, to też, jak już chcesz gniewnie wywijać ramionami, to użyj drugiego.
Próbował tym, nieco suchym dowcipem rozluźnić spiętą atmosferę, jaką dziewczyna wytworzyła po swoim wybudzeniu przez swoje gniewne słowa i działania. Spoookojnie, dziewczyno. Owszem, każdego dnia Verbum Novum atakuje nieśmiertelnych, ale na pewno bezcelowe nadwyrężanie samej siebie wiele nie pomoże ich pobratymcom. Pierwszym punktem w jej działaniu powinno więc być zachowanie spokoju, odzyskanie równowagi... I planowanie. Planowanie, potem działanie. A co do tych wszystkich barier i tak dalej... Cóż, Dżin to istota z innego wymiaru. I nie ma blokad jakie powstrzymują tutejszych ludzi i nieludzi od różnych czynów. Po prostu ich nie widzi, nie posiada. I dlatego mógł wykopać Ame z mieszkania i zamknąć się w nim, bez żadnego strachu czy negatywnych emocji skoczyć w wody oczka by wyratować Eto, lub jak tu teraz... Wspomóc Uru swoją postawą i ciałem jako podporą. Nie widział w tym czegoś złego, łamania jakiś barier bliskości czy coś... Po prostu nie był świadom istnienia czegoś takiego, jak psychiczne blokady w swoich myślach. I tyle. Po prostu on takich nie miał, był... Wolny, pod tym względem.
Przysłuchał się ponownie, tym razem już głos harpii brzmiał łagodniej i przyjemniej. Dużo lepiej niż jeszcze przed chwilą. Czerwonooki skierował swój wzrok na nią, gdy powiedziała "powinniśmy". Gdzie my? Jak my? Ona powinna, a Alvarem nie powinna się przejmować. Uśmiechnął się miło i delikatnie pogłaskał harpię po policzku dłonią.
- Nie przejmuj się mną, mi nic nie będzie oraz proszę o zaprzestanie tego typu mów, jestem miły dla każdego, kto na to zasługuje. A Ty zasługujesz i powinnaś odpocząć, przede wszystkim. Straciłaś dosyć sporo krwi... Ja tylko nieco zbyt długo smażyłem głowę na letnim słońcu i teraz odczuwam tego skutki. I jeśli chcesz, z chęcią zostanę przy tobie. Mogłem cię zostawić... Ale mam w sobie nutkę perfekcjonisty i musiałem patrzeć tym lekarzom na ręce. Taki nawyk.
Wyjaśnił nieco swoje zachowania, zdejmując chustę z barków i już całkowicie odsłaniając swoją klatkę piersiową, po czym rozłożył ją na głowie i zaczął powoli i dokładnie splątywać... I bum, po chwili miał na głowie biały turban. Co prawda wiele mu nie dał... Ale to zawsze forma ochrony przed słońcem jak wyjdzie. A jemu wyszło, sporo razy taki robił w przeszłości. Przyglądał się uważnie zachowaniom Uru, ale zauważył coś wrednego. Obraz mu się rozmazywał, co było dla niego nieco... Dziwne. Po prostu wzrok stawał się dziwnie nieostry, a sam czuł jakby formę... Braku równowagi? Nie wiedział jak to określić. Postanowił więc polegać na swoim słuchu, przysłuchując się... Zimnemu tonowi harpii, która dosyć sztywno "kazała" mu nie mówić przy niej o miłości. Czyżby zawód miłosny? Cóż... Alvaro nie był psychologiem, ale był cholernie ciekawski. I teraz zamierzał dać temu upust. Znowu.
- W porządku... Pod warunkiem że wyjaśnisz mi, dlaczego mam tego nie robić i dlaczego mam się nie dzielić faktem, że gdy prawie dwa i pół milenia z hakiem dostarczałem szczęście każdej osobie, która potarła lampę... A od dzisiaj ktoś dostarczył go mi. Stał się moją nagrodą oczekiwania tyle czasu...
Chciał się podnieść i ukucnąć przed twarzą Uru, by ich twarze się zrównały i dopytać o coś w stylu "więc?", niestety plan mu trochę... Niewypalił, będąc szczerym. Podnosząc się na nogi i wykonując nagły zwrot w bok stracił równowagę, zawirowało mu przed oczyma... I jeb. Legnął na glebę z głuchym tąpnięciem, przewracając się na bok. Nie zrozumiał w ogóle tej sytuacji...
- Au... Co do...
Jego równowaga była mocno ograniczona, więc podpełzł do łóżka, opierając się o jego ramy plecami i przeciągając dłońmi po twarzy. Zaczęło mu łupać w czaszce, wzrok miał dalej rozmyty i... Słabo mu było. Potwornie słabo... Nie mógł utrzymać się na nogach, nawet pozycja siedząca była problemem. Co prawda mógł użyć życzenia... Ale nie wiedział co mu jest, a rzucając życzenie bez świadomości czego się życzy... Cóż, moc może się okazać wyjątkowo kapryśna i pogłębić skutki.
- Jeśli raz miłość ci złamała serce... Nie powinnaś od razu się poddawać. Na łące nie rośnie jeden kwiat, w morzu nie pływa jedna ryba, na niebie nie szybuje jeden orzeł, w lesie nie rośnie jedno drzewo.
Trochę mętnie brzmiał... Dziwne, cholernie dziwne. Nigdy się tak nie czuł, a będąc na terenie kontynentu Afrykańskiego często na słońcu bywał dłużej... Czyżby odporność organizmu mu padła? A może coś innego? Nah, sam nie wiedział... Wiedział że... Kiepsko się czuje. Aaaaale dużo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uru
Harpia
avatar

Fabularnie : Alvaro... przystojny Samarytanin
Liczba postów : 3
Join date : 23/08/2012

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Sie 14, 2013 9:02 am

Może i Alvaro "puścił suchara w eter", ale i tak na tyle zabawnego, że Uru w pierwszej chwili nie naburmuszyła się na Dżina tylko tak ociupinkę... uśmiechnęła się. Widać było, iż jej usta nie były przyzwyczajone do tej mimiki, bo nawet nie miała zmarszczek od uśmiechu. Tylko kąciki ust zrobiły się nieco pełniejsze i uniosły się ku górze ciągnąc ostrożnie wargi ze sobą. Inna myśl przeszła po głowie, że sens pokazywał niezaradność czy lekką niezdarność Harpii, na co już lekko naburmuszyła się i powiedziała takie dziecięce:
-Eeej nooo... poniosło mnie troszkę tylko, o.
A, aj, aj! Czarnowłosy za bardzo to wszystko upraszcza! Dlaczego nie ma oporów i głaszcze Uru jakby była jego siostrą czy przyjaciółką?! Zmroziło ją to zachowanie, aż spięła się zanadto. Nie była ani trochę przyzwyczajona do takich czułości. No, może z wyjątkiem Liruś, która gdzieś udała się swoją drogą... ale nie aż tyle czułości! Dobra, to trochę hipokryzja, gdy sama Czarnopiórka wyściskała Mroźną Elfkę, ale... Alvaro jest facetem, którego dopiero co poznała, a Elfkę znała już jakiś dłuższy czas! Nie powie, głaskanie było samo w sobie miłe, lecz takie skrócenie dystansu od znajomego do przyjaciela w ułamku sekundy trochę nie pasowało. Mimo wszystko przymrużyła na to oczy, chociaż nie mogła się w pełni zrelaksować.
I jeszcze gdyby tego było mało, zaczął prawić kazania o miłości. Fakt, mądrze mówił jak na kogoś, kto... ejże, co mu się stało? Jak najszybciej mogła podniosła głowę z poduszki i usiadła tuż obok Dżina, o nienajlepszej kondycji zdrowotnej. Później przemyśli słowa Alvaro o miłości na spokojnie, teraz miała gorsze przed sobą. Stan zdrowia kolegi znacznie się pogorszył. Nawet nie sam wygląd, lecz i styl mowy i niepewne, chwiejne ruchy. No przecież raz wywinął orła, a Uru nie zdążyła zareagować. Eh...
-Innym razem opowiem Ci dlaczego nie znoszę tego tematu. Teraz powinieneś wypocząć, bo nie wyglądasz najlepiej. Czekaj, zmierzę Ci temperaturę.
Ostrożnie wstała z łóżka i zrobiła dwa kroczki ku Alvaro przykładając dłoń do jego czoła. Było rozpalone, a nieco rozbiegane oczy towarzysza nie mogły też ujść uwadze. Ale co tak nagle?
-Hm... wydaje mi się, że przez tą teleportację straciłeś mnóstwo sił. Może... czekaj, czy komuś przede mną pomogłeś przy użyciu zaklęcia życzenia? Czy aby nie przekroczyłeś swojego limitu, o którym wspomniałeś? Musisz odwiedzić swoją lampę, abyś zregenerował się, tak uważam...
Zmartwiła się szczerze stanem zdrowia kolegi, który być może i spełniał swoje obowiązki, ale na pewno nie musiał ślęczeć nad łóżkiem Harpii, a nie wahał się by to zrobić. Dla swojej przełożonej w pewnym sensie poświęcił więcej czasu niż powinien, nawet jak upierał się, że dla każdego jest miły, i że Uru zasługuje. Nie, nie zasługuje, za mało robiła dobrego dla Kolebki, aby dzierżyć tytuł Przedstawicielki Syren. Chciałaby z czystym sumieniem piastować ten urząd, lecz tak naprawdę jeszcze nie dokonała żadnego przełomu podczas swojej kadencji. Jakby znalazła chytry sposób na organizację ludzi...
Ale dość o tym, Czarnopiórka postanowiła działać, żeby przynieść ulgę koledze. Podeszła do umywalki z materiałem, który zamorzyła w zimnej wodzie i wróciła do Dżina kładąc mu kompres pod turbanem, tuż przy rozpalonym czole.
-Połóż się. Jak poczujesz się lepiej to niezwłocznie wrócisz do lampy, jasne? Gdybym wiedziała gdzie znajduje się lampa to przyniosłabym Ci ją tutaj... ale póki co odpocznij sobie ile umiesz. Jak będzie z Tobą gorzej wezwę lekarzy.
Sama dziewczyna usiadła na łóżku i przyglądała się przekrwionymi patrzałkami na młodzieńca. Wiele razy wspominał o osobie, którą kocha. Może to tęsknota tak na niego działa? Hm, nie wiedziała, nie znała się na tym, ani trochę. Może powinna go ostrzec, że nie wszystko jest takie kolorowe i piękne? Ale z drugiej strony nie chciała psuć mu perspektyw na szczęśliwy związek pewnymi wątpliwościami. Chciał wiedzieć czemu ten zacny temat dręczy Uru, więc nie powinna tak odkładać na później wyjaśnień. Może nawet nie zapamięta tych słów, wydawało się, że gorączka postępuje i rozwija się. Pewnie jest teraz przewrażliwiona, ale trudno. Opowie, skoro chciał wiedzieć, i postara się nie okazywać ani trochę jak bardzo źle wpływa na nią przypominanie sobie o tym wszystkim.
Jasne, że się nie uda, ale połudzić się chwilę można, prawda?
-Chciałeś wiedzieć dlaczego nic nie chcę słyszeć o miłości... Dawno temu, kiedy jeszcze nie istniałam, pewien marynarz artysta zamieszkał skalną wysepkę. Był tam sam, zupełnie sam, dlatego mając wrażliwą duszę wziął dłuto i dzień w dzień, przez bardzo długi czas, nadawał zwykłej skale kobiece rysy twarzy. Zawsze coś mówił do rzeźby... miło się uśmiechał... nawet szepnął parę słów, iż ubóstwia swoje piękne dzieło... i gdyby ożyło, to nie opuści aż do śmierci. Co też umieją sprawić ludzkie słowa... ale słowa nie dotrzymał. Magia zadziałała wtedy, gdy przyprowadził razu pewnego do swojego dzieła żywą kobietę i tam całowali się namiętnie. Posąg porzucił, nie wierzył w swoje poprzednie obietnice, wolał wziąć ożywioną istotę... W noc po tym romantycznym dla marynarza dniu morze porwało rzeźbę w swoje głębiny, opatuliło milionami pęcherzyków powietrza i wyrzuciło na brzeg innej wyspy, gdzie rajskie ptaki wydziobały resztę postury na swój wzór. Tak się zrodziłam... taka rozpacz i zazdrość wdarła się we mnie, że... że... bo mi obiecał... obiecał, że będzie przy mnie... ja kochałam ludzkiego artystę, bo wiele czasu i serca wkładał w moje powstanie... traktował mnie nie jak ojciec swoje dziecko, ale jak kochanek swoją oblubienicę... a niedługo potem... potem...
W oczach zebrały się łzy, gorzkie i palące i tak czerwone bielma. Zamilknęła ze spuszczoną głową wstydząc się tego stanu. Miała być twarda, tak sobie poprzysięgła po tamtym zdarzeniu, lecz nie zawsze się tak da oszukiwać samą siebie. Jak teraz, gdy wyciągnęła emocje na wierzch. Łzy nadal nie mogły przestać gromadzić się w patrzałkach, które rozmazały się zupełnie w tej substancji i nie dało się dostrzec ich prawdziwego kształtu i barwy.
-Wiem, że... że to nie musiał być ten jedyny, ale boję się kolejnej miłości i kolejnego odrzucenia. Nie chcę ponownie przeżywać tego rozczarowania jak w dniu narodzin. Dlatego miłość kojarzy mi się z dobrem, które dla mnie okazało się być złem.
Spuściła rzęsy, które spowodowały spłynięcie po policzkach gorzkiego płynu i nie pociągając noskiem ani nie łkając zamilknęła na parę minut. Chciała pozbierać się do kupy, trochę mozolnie to szło, zwłaszcza po tylu latach milczenia o swoim dniu narodzin. Gdy głos już tak nie drżał, ośmieliła się jeszcze na chwilę rozbudzić Dżina słowami oraz gestem przyłożenia swojej szponiastej dłoni do ręki towarzysza:
-Dziękuję, że mnie wysłuchałeś, Alvaro. Mam nadzieję, że Twoja miłość będzie najwspanialsza, najradośniejsza i nigdy się nie skończy. Życzę Ci tego.
Ścisnęła mocniej rękę Wybawcy zapominając o tym, że to była ta ranna. Najwyraźniej proces leczenia był o wiele szybszy niż się zdawało. A może ból z serca przyćmiewał ten fizyczny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Sie 14, 2013 11:14 am

Gooooosz, co się z nim działo, tego nie pojmował. Przecież prawie pół swojego życia spełniał na pustyniach, nie jednokrotnie krocząc obok swojego "wybawiciela"...
Jaki trzymał w dłoniach lampę. Moment, czyli wychodzi na to że i tak i tak jest do niej uwiązany jak pies, musi do niej wracać, bo traci siły i staje się mniej odporny na wszystko? Czyżby to było "drugie dno" daru, jaki otrzymał od Diabła? Wieczyste uwiązanie przy Radzie i... Swojej lampie? Cholera no, a myślał że jest tak pięknie. Myślał że uwolnił się od koszmaru bycia sługusem i więźniem lampy. Pobożne życzenia i marzenia, których teraz odczuwa skutki, gdy czuje jak jego umysł jest bliski eksplozji, a ciało atakują naprzemienne dreszcze zimna i ciepła. To było... Dziwne uczucie, nigdy nie doświadczał czegoś takiego. Ech, cholera. Nie lubił pokazywać własnej słabości, zawsze chciał być gotowym do pomocy i działania, zawsze mieć możliwość pomocy innym... Zawsze być oparciem, które nigdy się nie załamie, nigdy nie upadnie, będzie wiecznie trwać. Tak... Widać jakim wieczystym oparciem jest, mętnie siedząc pod łóżkiem osoby, którą uznał, że będzie bronił do momentu, aż wystarczy. Tiaaaa...
Próbował jakoś zrozumieć co się dzieje. Moment... Ame... Eto... Uru... Trzy życzenia. Wszystkie własne. Hm, zużył swój limit życzeń, ale czy to mogło go aż do tego stopnia wyczerpać, sprawić że stał się tak bezsilny? Um... Za każdym razem po trzech życzeniach wracał do lampy, a teraz ten mechanizm działa inaczej. Życzenia wysysają siły z niego... Zabawne. Szczęście innych, jego ból i słabość. Zabawne... Ale momencik. Jego życzenia wysysają z niego siły. A gdyby spełniał życzenia innych? Wtedy nie działałoby to w ten sposób? Hm, możliwe.
Z tymi myślami nieco mętnie wodził wzrokiem po pomieszczeniu, a obraz przed jego oczyma się rozmazywał dalej. Nie potrafił dostrzec szczegołów, widział jedynie nieostre kontury. Tak było w wypadku Uru, którą widział w tej chwili jako czarno-blady kontur. Słyszał jej głos, ale brzmiał jakby znajdowała się za szybą, jakoś tak... Zniekształcony. Syknął cicho z bólu gdy go dotknęła. Jej dłoń była tak lodowata w porównaniu do niego, że aż to go zabolało. Nie był to silny ból, ale niespodziewane ukłucie, a reakcja była bardziej z zaskoczenia aniżeli bólu. Teraz wyraźniej ją słyszał. Życzenia... Życzenia...
- "Życzenia... Trzy życzenia na każdą osobę... Kontrahent musi potrzeć lampę, by cię wywołać, i ma tylko trzy życzenia... Sam możesz spełniać własne życzenia tak długo... Jak jesteś w pobliżu lampy... Gdy nie będziesz w jej pobliżu, twoje własne życzenia zaczną czerpać siły z ciebie..." Ame... Ukochany Eto... Uru... Trzy życzenia... Własne...
Zdawał się nieco majaczyć, ale pod koniec tych słów jego własne kąciki ust uniosły się do góry w ironicznym uśmiechu. Doprawdy...
- Wierzyłem że wyrwałem się... Z niewoli lampy... Nic bardziej mylnego... Marzenia się nie spełniają...
Co z tego że nie musiał ślęczeć nad łóżkiem Uru i jej pilnować? On chciał być pomocny, chciał być użyteczny, chciał być miły dla osoby, która nie widzi w nim studni życzeń. Dla takich osób jest gotowy poświęcić nawet swoje życie... Jego mętne spojrzenie starało się skupić na konturze twarzy czarnopiórki, wciąż racząc ją jednak tym samym, miłym uśmiechem jak wcześniej. Ironiczny wyraz zniknął tak samo szybko, jak się pojawił, zastąpiony na nowo przez uroczość (nieco słabszą, jednakowoż) Dżina. A przynajmniej chciał być znów takim.
- Bycie studnią życzeń dla każdego... To do czego mnie zmuszono... Zamykając w lampie... To najgorsza rzecz całego mojego życia... Trwająca nieprzerwanie od pojęcia nie mam ilu lat... Uwolnią cię, by spełnić swoje pragnienia, lecz nigdy nikt nie spełni marzenia Dżina... Życzenia by on był wolny... Cieszy mnie jednak gdy spotykam osoby, które nie widzą we mnie tylko przedmiotu spełnienia własnych pragnień, które na powitanie... Nie pragnął moich mocy... Za takie osoby byłbym gotów oddać swoje życie... Osoby które widzą we mnie więcej, niż studzienkę... Ame... Ukochany... Ty...
W między czasie jak mówił, do jego głowy został przytknięty, lodowaty w porównaniu do jego ciała kompres, który wprawił go na parę chwil w dosyć silne dreszcze. Po chwili jednak się uspokoił, oddychając głęboko i miarowo, mrużąc oczy. Posłyszawszy słowa dziewczyny i położeniu się, cóż... Zrobił to. Zsunął się z łóżka, o jakie opierał i padł bokiem na podłoże, by następnie przewrócić się na plecy.. Nie, wbrew pozorom, tak zrozumiał jej polecenie. Tak, trochę jego stan zakłócił mu normalnie rozumowanie, huh. Lampy... Lampy... Przeklętej lampy...
- Nienawidzę... Jej... Lampy... Mojego wieczystego więzienia... Rzeczy przez którą jestem na łasce innych...
Mimo iż brzmiał już nieco... Mniej mętnie, tak jednak wciąż miał problemy z wzrokiem, a jego ciałem targały nieprzyjemne dreszcze raz po raz. Gdyby chciał się podnieść, to pewnie też zbyt efektownie by mu to nie wyszło... Chyba że sprawdziłby twardość posadzki znów na niej lądując. Jednakowoż uznał, że mało to da, więc znów wrócił do siedzenia, opartym o łóżko. Tak, tak było wygodniej, dużo wygodniej.
Nie spodziewał się, że usłyszy to, co mu przekazywała. Starał się wytężyć swój umysł by ją dobrze rozumieć, mniej-więcej mu to szło. Więc to dlatego... Nie bardzo przemyślał swoją odpowiedź, od razu po tym jak skończyła na moment, milknąc, dosyć spontanicznie, wlepiając w nią zmrużone, mętne oczy.
- Gdy ktoś tęskni za czymś, stara się znaleźć przedmioty, które mu to przypomną. Marynarz był na wyspie sam... Marzył o miłości, o kobiecie... Jego artyzm pozwolił mu na to, by w skale uwiecznić obiekt swoich marzeń, miłość. Nie był świadom jednak iż słowa potrafią ożywić... Gdy więc znalazł kobietę, żywą, pozostawił posąg, nie mając... I nie mogąc miec świadomości, że mógł go ożywić tymi słowami. Był tylko człowiekiem...
Jego rozmazany wzrok nie pozwalał mu ujrzeć iż w oczach zbierały się łzy Panienki. Chwilowo widział tylko czarne włosy, co uznał za spuszczoną głowę. Zmusił się do tego, by podnieść i usiąść obok niej, i choć było to ciężkie, udać mu się udało. Łi! Brawo dla niego. Utrzymanie się jednak bez oparcia nie było tak proste... Kiwał się w tył i w przód, utrzymując równowagę z rozmazanymi oczyma wlepionymi w dziewczynę. Posłyszawszy jej głos, drżąca dłoń znalazła podbródek Uru, podnosząc go tak, by ich spojrzenia mogły się spotkać. I choć ona miała zamknięte oczy, nie interesowało go to w tej chwili... I zresztą, nie mógł tego dojrzeć, hm. Czując na swojej dłoni łzy spływające z oczu, drugą, drżącą dłonią otarł je z policzków, nie mogąc zmazać subtelnego uśmiechu z twarzy.
- Nie powinnaś się bać. By zyskać szczęście, często trzeba przejść przez piekło... Nie powinnaś się poddawać. Nigdy nie jest za późno na to, by znaleźć swoje szczęście.
Miał ogromną ochotę pocieszyć ją delikatnym, ciepłym, przyjacielskim pocałunkiem w policzek... W tej chwili nie potrafiło go jednak zbyt wiele powstrzymać, bo nie umiał na ten moment doszukiwać się wad tego zachowania. Tego, jak może na niego spojrzeć po tym, tego, że ma ukochanego i całuje inną osobę... Nawet jeśli w policzek. Pod koniec swoich słów więc, wychylił głowę ku niej i delikatnie musnął jej mokry policzek wargami w delikatnym, przyjacielskim całusie. Niestety, wyprostować się już nie szło, więc opadł na łóżko obok niej. Mmm... W sumie, dosyć wygodne, musiał przyznać.
Zaskoczyło go nieznacznie to, jak poczuł dłoń harpii na własnej, tak jak i jej słowa. Życzy mu tej miłości? Heh, cóż za szkoda że takiego życzenia nie może spełnić, hm.
- Ja mam nadzieje natomiast że pokonasz swój strach i znajdziesz osobę, którą pokochasz całym swoim, czułym sercem.
Jego druga dłoń delikatnie położyła się na klatce piersiowej dziewczyny w miejscu, gdzie pod skórą, mięśńmi i kośćmi miała właśnie to, całe, czułe serce, jakie posiada. Zrobił to akurat w chwili mówienia o tym sercu, by potem zsunąć dłoń na jej kolano. Nie, nie miał niczego na myśli, ale jak było wielokrotnie wspominane, on nie czuje czegoś takiego, jak blokady mentalne w kwestii dotyku. Po prostu tego nie posiada... I takie rzeczy wychodzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   

Powrót do góry Go down
 
Prywatna sala przedstawicieli Rady
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Punkt medyczny-
Skocz do: