IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prywatna sala przedstawicieli Rady

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Wto Mar 12, 2013 4:27 pm

Członek Zarządu Instytutu "Kolebka Upadłych Aniołów", Nathaniel Garroway, cholera! Pomyślał Nate, kiedy to jego niedoszły oprawca zmusił go do podpisania „cyrografu” (tak naprawdę to była jedynie umowa wiążąca, w której kandydat na stanowisko członka Rady zobowiązywał się do przykładnego służenia jej i przestrzegania ustalonych w porozumieniach praw. Poza tym demon wcale nie został do tego zmuszony, podpisał papierek dobrowolnie, jedynie mając przed oczyma perspektywę rychłej śmierci w przypadku odmowy. Doprawdy niesamowity sposób rekrutacji nowych przedstawicieli.
Młody demon zawsze myślał, że wybierając nowych członków starszyzny kierują się zasługami, czy też sposobem bycia danej istoty, tym ile dobrego dla świata zrobiła. Z całej tej sytuacji wynikało tyle, że równie dobrze cała ta rada mogła być grupą zupełnie przypadkowych osób, które, tak samo jak Nate, miały odpowiednie znajomości.

***

Skończyło się tak, że Hamada oprowadziwszy go nieco po Instytucie po prostu wepchnął go do gabinetu jednego z medyków a potem do odizolowanej od reszty Sali dla tych „specjalnych pacjentów”. Sala, jak sala, utrzymana w stylu dość surowym i bardziej szpitalnym aniżeli można by się spodziewać. Jedyne, co wyróżniało ją od pozostałych sal to wygodniejsze i większe łóżko, bo przecież osoby wielkie wymagają godnego traktowania. Nie musiało minąć wiele czasu, aby powstała naprawdę wielka awantura pomiędzy demonem a chcącymi go wyleczyć medyczkami. Co prawda dał im się zabandażować i oczyścić swoje rany, ale kiedy tylko skończyły chciał po prostu wyjść nie czekając na zakończenie procesu leczenia. Siłą musiały go zatrzymywać, prosiły by został dopóki nie ustąpił, a gdy już to się stało musiały stoczyć z nim kolejny bój… o papierosowy dym.
Wyszło tak, że pielęgniarki zamknęły go samego w pomieszczeniu, które po sam sufit zapełnione było białym tytoniowym dymem. Nate leżał na łóżku wpatrując się w sufit wypuszczając jego jeszcze większe ilości. Palił tylko wtedy, kiedy się denerwował, a ten dzień przysporzył mu wystarczająco dużą dawkę nerwów, które trzeba było jak najszybciej rozładować nawet kosztem zanieczyszczenia tym syfem płuc nie tyle swoich, co jeszcze reszty znajdujących się w punkcie medycznym istot.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.



Ostatnio zmieniony przez Nate dnia Pią Sty 17, 2014 9:58 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Wto Mar 12, 2013 10:01 pm

Odnalezienie brata okazało się nie taką prostą sprawą, jaką na początku wydawać się mogło. Zajęło jej to naprawdę sporo czasu, zważywszy na to, co musiała przejść, by w końcu doszło to do skutku. Jednak według samej Minervy gra była warta świeczki i swojej ceny, nawet jeśli wiązało się to ze stratą człowieczeństwa. Choć w zasadzie ona sama nie poczytała tego jako jakiejś przeszkody, lecz zdecydowanie jako korzyść. Teraz jest praktycznie nieśmiertelna, zyskała nadnaturalne zdolności i zna te aspekty świata, których pospolity zjadacz chleba nigdy nie pozna, choćby nie wiadomo jak się starał. W końcu to tylko zwykli ludzie, przyzwyczajeni do codziennej rutyny, poznający magię i inne historie "nie z tego świata" tylko z literatury, gier i filmów, które nawiasem mówiąc, są zazwyczaj niczym wyssane z palca historyjki, zupełnie nie nakładające się na panującą i wszechobecną rzeczywistość.
Jednak, w końcu Mine się udało. Zyskała potrzebne jej informacje, które z pewnością naprowadziły ją na pewne zakończenie tej całej bieganiny, oczywiście sukcesywnie. Kiedy tylko dowiedziała się, że jej brat leży w punkcie medycznym Instytutu, bez jakiegokolwiek zastanowienia tam ruszyła, nie zbaczając na żadne warunki zewnętrzne. W ogóle po co to robiła? Po co tak usilnie szukała Nathaniela? Ją samą nurtowało to pytanie i choć sama chciała wiele razy porzucić ten cel, coś niewidzialnego i nienamacalnego ciągnęło ją, by kontynuowała swoje poszukiwania, które dotychczas wydawały się bezowocne.
Z pierwszą trudnością z jaką spotkała się w punkcie był jakże uparty personel medyczny. Nikt za żadne skarby nie chciał jej przepuścić dalej, a wyglądało to tak, jakby trzymali tam wszystkie najcenniejsze artefakty świata i przepis na nektar bogów. Demonica jednak się nie poddawała i rozpychając się między trajkotającymi pielęgniarkami dotarła do drzwi sali.
- O fuu... - wydusiła z siebie pokasłując, kiedy otworzyła drzwi sali. Zasłoniła usta wolną ręką, przytykając rękaw do ust i nosa. Dym papierosowy nie należał do najprzyjemniejszych zapachów, o ile można go jako zapach poczytać. Dla Minervy to był smród, który aż palił w oczy. Bez dłuższego zastanowienia ruszyła przed siebie, wprost do okna i otworzyła je. Rozglądając się po sali poczuła się jakoś dziwnie. W pomieszczeniu panowały głównie kolory zbliżone do bieli, a ona sama byłą cała ubrana na czarno. Nawet taki miała makijaż i kolor włosów. Po chwili zaczęła się sama karcić w myślach, kiedy porównała się do czarnej owcy.
- Cześć Nate... - wydusiła w końcu z siebie, kiedy spojrzała na brata. No bo co miała powiedzieć? Jak ci się żyje? Co tam u ciebie? Przecież on jej nawet może nie pamiętać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Mar 14, 2013 2:15 pm

Ciszę panującą w pomieszczeniu, co jakiś czas zakłócały krzyki i szamotanina dobiegająca z korytarza. Do prawdy, jak ktokolwiek miałby odpoczywać w takich warunkach. Niby to było miejsce przeznaczone dla chorych potrzebujących odpowiednich warunków do regeneracji, aa personel jakby nic sobie z tego nie robił. Albo zakazywali czegoś pacjentom, albo robili korytarzowe burdy o niewiadomo, co nie dając pozbierać w spokoju myśli… w przypadku demona na prawdę było, co zbierać.
Sam do końca jeszcze nie przyjął do wiadomości tego, co się wydarzyło. Patrzył na wspomnienia, tak świeże i dokładne, które przesuwały się po klatkowo w jego umyślę niczym przez gęstą mgłę, jeszcze większą niż ta, którą imitował znajdujący się w pomieszczeniu dym.
W końcu ktoś wszedł do pokoju, wyraźnie dało się słyszeć dźwięk dławienia się dymem i szybkie kroki w kierunku okna. Nie widział, kto wszedł, oczy miał zasłonięte trzymaną na nich ręką.
- Mówiłem, że niczego nie potrzebuję – warknął nieco rozdrażniony ciągłym zawracaniem głowy, ale dopiero, kiedy usłyszał głos, powitanie osoby, która postanowiła go odwiedzić podniósł się do siadu wytężając wzrok, aby przez te kłęby ulatującego powoli dymu zobaczyć materializującą się przed nim ciemną postać.
Wpatrywał się w nią jakby nie był do końca pewny, że to, co teraz ma przed sobą nie jest omamem wynikającym ze zbyt dużej utraty krwi. Zmieniła się, ale ją pamiętał i rozpoznał, zdradzały ją oczy, które nie zmieniają się nigdy, na zawsze pozostają takie same niezależnie od wieku. Stała przed nim, ale mimo to nadal zdawała się być nierealna. Jego mała siostrzyczka…
- Mine… – wydusił z siebie z trudem podnosząc się z łóżka.
Kiedy został zmuszony do opuszczenia domu miała zaledwie kilkanaście lat. Dopiero wkraczała do prawdziwego świata, zapoznawała się z nim ucząc się na własnych błędach, przestała być zależna od rodziców, którzy do tej pory powadzili ją za rękę nie chcąc by wpadła w jakieś tarapaty. Była mała, upierdliwa i nieznośna, zawsze chciała iść tam gdzie on, jak to nastolatki, którym tak śpieszno do dorosłości.
Teraz stała przed nim już nie ta młoda dziewczynka, ale piękna kobieta, w którą przerodziła się na przestrzeni lat w czasie, których jego, jako starszego brata zabrakło u jej boku. Wzrostem niemal mu dorównywała, miała tak samo kruczoczarne włosy i oczy tego samego koloru, co on, zanim dopadła go wampirza klątwa. Prawdziwa piękność, jakiej nigdy się po niej nie spodziewał.
Podszedł do niej powoli i stanął naprzeciwko dłonią lekko dotykając jej policzka, jakby chciał się upewnić, że gdy jej dotknie ta nie rozpłynie się jak jakieś widmo kreowane przez naprawdę podstępnego nieśmiertelnego.
- Co ty tu robisz? Przecież tu mogą przebywać tylko… - istoty nieśmiertelne… nie dokończył odejmując rękę od jej policzka i uświadomiwszy sobie, że coś tu jest nie tak.
Była tu, mimo ze nie powinna. Strażnicy nie przepuszczali śmiertelnych przez bramy niezależnie od tego czy w Kolebce znajdował się ktoś z ich rodziny czy też nie. A mimo to ona się dostała… Ale jak? Czyżby przeszła nielegalnie?

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sob Mar 16, 2013 10:03 pm

Szamotanina wynikła niecałkiem z jej powodu, ale z racji tego, iż personel nie chciał jej za żadne skarby wpuścić. Mimo jej tłumaczeń, że idzie zobaczyć się z bratem, że nie planuje zamachu, nie chcieli zmienić swojego stanowiska. Nawet w geście pokojowym zostawiła katanę w recepcji. Jednak nikt nie chciał jej przepuścić, więc przywaliła jednemu i dostała się w końcu do sali, w której leżał jej brat. Nie pozwoliłaby, by coś ją teraz zatrzymało. Była zbyt blisko jej upragnionego celu, za wszelką cenę nie dałaby się powstrzymać. Taka głupia rzecz przecież nie mogła przekreślić jej planów. Gdyby teraz dała za wygraną, wyszłaby na idiotkę.
Stała teraz przed nim i nie wiedziała co powiedzieć. Zresztą widziała, że w tej samej sytuacji znajdował się Nate. Nie widzieli się sporo czasu, obydwoje się diametralnie zmienili. Równie dobrze mogli potraktować się jak zupełnie obce osoby, które znają się jedynie z widzenia. Choć w zasadzie Minerva nie przypominała już dawnej siebie w żaden sposób. Nie była już rozbrykaną dziewczynką, która stara się każdemu przypodobać. Jej pogląd o świecie zmienił się drastycznie, kiedy tylko doznała, jaki naprawdę jest. Nie była już tą Mine, którą była kiedyś.
Zaciskała ręce w pięści, trzymając je w kieszeniach kurtki. Uczucia targały nią, bo w głębi duszy miała ochotę rzucić się na Nate'a i go przytulić. Jednak jej zła natura miała ochotę mu przywalić, za to, że ją zostawił. Jej pewna część miała mu za złe, że odszedł bez żadnego wyjaśnienia, nie przejmując się jej uczuciami. Czas złogodził jej gniew, przerodził go w tęsknotę, jednak nie zniwelował go całkowicie. Dlatego teraz stała w miejscu, zaciskając usta w prostą kreskę. Była rozdarta, bo w zasadzie nie przemyślała, co zrobi kiedy w końcu go znajdzie. Ślepo dążyła za objętym sobie celem, nie myśląc co będzie, gdy już dostanie to, czego chce. Teraz do niej dotarło, że nie wie co dalej.
Kiedy dotknął jej policzka coś w niej pękło, mimowolnie się uśmiechnęła. Wyjęła ręce z kieszeni i opuściła je. Bezradność i zadziwienie własnym zachowaniem wzięły górę. Uniosła wzrok i spojrzała na brata smolistymi oczyma, które szkliły się tak, jakby miała zaraz się rozpłakać.
- Demoniczne rodzeństwo... Hah, historia jak z książki fantasy, czyż nie? - wymruczała, śmiejąc się nerwowo. Automatycznie starała się rozładować sytuację. Zaraz po tym, kiedy zabrał rękę z jej policzka jej uśmiech zbledł i na jej twarzy pozostał tylko jego pobladły cień.
- Co tu robię? Dobre pytanie... - zaczęła, po czym odgarnęła kosmyk swoich kruczoczarnych włosów za ucho. - Szukałam cię... Cały ten czas. - dodała, podchodząc do okna. Oparła się policzkiem o szybę, starając się ukryć jej zdruzgotany wyraz twarzy przed Nate'em. Przyłożyła rękę do chłodnego okna i wbiła wzrok w swoje paznokcie, z których poodpryskiwał czarny, połyskujący lakier. W końcu odwróciła głowę w jego kierunku. Uśmiechnęła się lekko i podeszła do niego, wpatrując się w jego oczy. Po chwili jej prawa tęczówka zaczęła zaciekać czerwonym kolorem, a wszystko wyglądało tak, jakby jej oko było zalewane przez krew.
- Tęskniłam, wiesz? - powiedziała cicho, kładąc rękę na jego ramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Mar 20, 2013 8:36 am

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią jedynie nie za bardzo wiedząc co powiedzieć, jak się zachować. Na pewno ma mu za złe to, że kiedyś ich zostawił, ją i rodziców. Ale nie miał wyjścia. Gdyby tylko wiedziała... gdyby wiedziała co musiał wytrzymywać przez ten czas, co skłoniło go do takiej decyzji. Gdyby tylko wiedziała, jak wyglądało jego życie i co robił by przeżyć na tym niesprzyjającym nieśmiertelnym świecie na pewno nie chciałaby mieć z nim nic wspólnego. Nie bez powodu anioły nie walczyły o jego duszę w godzinie jego śmierci zadanej z rąk wielkiego demona.
Demoniczne rodzeństwo... czyli jednak ona... cholera! Ciężko mu było przyjąć fakt, że ona już nie jest tą sama dziewczyną, którą kiedyś znał. Była kimś zupełnie innym, zupełnie odmienionym. Świadomość, że nie było go przy niej i nie udało mu si obronić jej przed tym co ja spotkało dobijała go.
- Jak ty mnie tu znalazłaś? - zapytał w końcu. Głos mu się łamał, drżał lekko przy każdym słowie jakie wypowiadał. - Mine... w co ty się wplątałaś, że teraz jesteś... - z przerażeniem przebiegł wzrokiem po całym jej ciele - ...TYM?
Drapiąc się z zakłopotaniem w tył głowy zaczął krążyć nerwowo po pomieszczeniu. nie spodziewał się, że ona po tym wszystkim będzie go szukać wpadając tym samym w paszczę lwa i to samo bagno co on. musiała być teraz nieśmiertelną. Kiedy ktoś spędził z istotami nadludzkimi wystarczająco dużo czasu potrafił rozpoznać czy ktoś jest śmiertelny czy nie. Poza tym, gdyby była zwykłym człowiekiem nie przekroczyłaby bram Kolebki... ba! Nawet nie zobaczyła by Instytutu, który chronią czary tak potężne, że nawet istoty posiadające tak zwany Wzrok mają problemy z zobaczeniem go a co dopiero mówić o podejściu do niego.
Podszedł do niej i stanął naprzeciwko spoglądając jej w oczy. Widział zmianę jaka w nich nastąpiła, widział jak inny kolor nachodził na jej brązowe tęczówki pokrywając je niemal całkowicie.To było jak potwierdzenie tego, co do tej pory sobie przemyślał. Zmieniła się... nie tylko przez mijające lata.
- Mogłaś to wszystko zostawić. Mogłaś sobie mnie odpuścić, uznać za zaginionego i wszystko byłoby dobrze. Ja po prostu nie mogłem z wami zostać... Ja... przepraszam.
Nate nie wiedział jak ma usprawiedliwić swoje czyny. Mógł by przepraszać w nieskończoność, ale czy to wynagrodzi komukolwiek to, że zostawił kiedyś swoją rodzinę? Gdyby znali całą prawdę i wiedzieli z czym wiązałoby się jego pozostanie w domu prawdopodobnie sami by si go pozbyli, byle by tylko nie narażać siebie.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Mar 28, 2013 9:19 pm

Z pewnością nie była już tą samą Mine co kiedyś. Nie tylko pod względem rasy, to, że była demonem, nie czyniło wszak gigantycznej różnicy. Życie, jakie zaczęła prowadzić, ją tak zmieniło. Kiedyś zachowywała się przyjaźnie i zazwyczaj była miła, lecz to nie są jedyne cechy jakie w niej uległy zmianie. Mimo wszystko, to, że stała się tryskającą ironią i sadyzmem dziewczyną było chyba głównym powodem, przez który była poczytywana za inną niż wcześniej.
- Jak? To bardzo długa historia, ale szczerze ci powiem, że nie było za łatwo. - odpowiedziała, uśmiechając się lekko. - Jednak obydwoje wiemy, że ze mną nie wygra się w chowanego. - dodała, śmiejąc się pokrótce. Zauważyła, że głos jej brata łamał się i drżał coraz bardziej z każdym słowem. Nie rozumiała, po co te nerwy...
- Raz się żyje! - wydała z siebie radosny okrzyk, a jej promienny uśmiech nie schodził z jej twarzy. Uniosła lekko ręce w górę, stając w takiej pozycji, by pokazać mu, że się wcale nie przejmuje. - Nie żałuję swoich decyzji. Wręcz mogę powiedzieć, że się cieszę. Uwierz mi, Nate... To życie jest dla mnie lepsze niż poprzednie. - oznajmiła mu, podpierając się pod boki. Naprawdę nie poczytywała jej przemiany jako przekleństwo czy klątwę. Była dla niej raczej jak prezent. Na początku oczywiście wydawało jej się, że świat się dla niej skończył, że jest jakimś wynaturzeniem, które wcale nie powinno żyć... Jednak czas otworzył przed nią nowe horyzonty, które sprawiły, że zmieniła swoje zdanie. Teraz jest dumna z tego, kim jest.
Przez ten cały czas nie spuszczała wzroku z brata. Nie tylko ona się zmieniła, ale on także. Jednak nie to ją teraz najbardziej intrygowało. Interesowało ją, jaki styl życia prowadzi, że wylądował w tym miejscu taki pocharatany... Miała go o to zapytać, jednak on stanął przed nią i wbił wzrok w jej oczy, co wyrwało ją z przemyśleń.
- Mogłam. - mruknęła, a uśmiech zszedł z jej twarzy. - Mogłam, to świetne słowo. Tyle, że ja nie chciałam tego zostawić. - dodała szybko, zakładając ręce na piersiach. - Szczerze powiedziawszy, to szukałam cię, po to by ci wygarnąć. Nie mogłam znieść, że się wyniosłeś ot tak, bez słowa wyjaśnień. Niczym tchórz. - ostatnie słowa wypłynęły z jej ust niczym pogardliwe warknięcie, a jej spojrzenie zaczęło mrozić krew w żyłach. Takim sposobem obserwowała Nate'a przez chwilę, lecz po chwili westchnęła i zamknęła oczy. - Ale mi przeszło, można rzec, że dorosłam. Teraz to po prostu ciekawość jak ci idzie w życiu. A patrząc na twój stan, to widzę, że nieciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sob Mar 30, 2013 12:05 pm

Jej złość na niego była jak najbardziej uzasadniona. Zasłużył sobie na to, aby zostać znienawidzonym przez rodzinę, przez wszystkich mu bliskich, których kiedyś od tak porzucił i odszedł jakby nigdy nie istnieli… bo właśnie tak miał się zachowywać. Jakby nigdy nie miał rodziny i nie wiedział gdzie ona się znajduje. W przeciwnym razie bardzo zły los spotkałby jego krewnych. Taki sam jak ten, który spotykał rodziny wszystkich członków jego klany, którzy tuż po przemianie postanowili wrócić do domu rodzinnego narażając się tym samym swojej stwórczyni. Chyba nie trzeba się domyślać, co działo się ze śmiertelną rodziną młodego, nowonarodzonego wampira, który jeszcze niedostatecznie panuje nad swoim szaleńczym głodem i zwierzęcymi instynktami.
Jej podejście do całej sytuacji z przemianą było w tej chwili takie samo jak niegdyś jego podejście. Raz się życie… i w tej chwili dzięki swojej głupocie żyje po raz trzeci. Zemściła się matka fortuna na młodym chłopaku, który to życia chciał łapać garściami próbując wszystkiego, co na froncie naklejone miało etykietkę „niedozwolone”. I tak od niewinnego drinka zakrapianego wampirze krwią przeszedł do życia w jednym z Angielskich klanów u boku najbardziej szalonej i apodyktycznej wiekowej wampirzycy, jaka odwiedziła kiedykolwiek te ziemie.
- Gdybyś znała całą prawdę nawet nie odważyłabyś się pomyśleć w ten sposób. – Uciekł wzrokiem jakby jego spojrzenie w tej chwili mogło zdradzić wszystko, co czuł przez ostatnie lata. Cały ból, głód, żądzę mordu, cierpienie od zadanych mu ran, zazdrość o współtowarzysz, cierpienie i żal, jakie odczuwał, kiedy przyszło mu pozbywać się kolejnych, z którymi dzielił swój nędzny los aż do ucieczki i wybawienia.
- Gdybym wtedy został… teraz nie stałabyś tu i nie rozmawiała ze mną. Prawdopodobnie nie pozostałoby po tobie nic, bo własnoręcznie wymordowałbym ciebie i całą rodzinę. Powinniście mi dziękować, że zdecydowałem się na opuszczenie domu a nawet miasta przyjmując na siebie trud życia, jakie musiałem wieść. Możesz myśleć sobie o mnie, co chcesz, że jestem tchórzem, że zachowałem się jak niedojrzały dzieciak, ale ja to wszystko robiłem dla waszego dobra.
Starał się zachować spokój. Z każdym kolejnym słowem z gniewu przechodził w rozpacz, którą usilnie starał się zamknąć głęboko w sobie, zastąpić obojętnością niezdradzającą zupełnie nic. Opadł ciężko na szpitalne łóżko krzywiąc się lekko, kiedy ból przebiegł przez cały jego bok przecięty długą gładką blizną z pełni zakryta czerwonym od krwi bandażem. Zasklepiała się bardzo powoli, co rozdrażniało go i nie pozwalało myśleć logicznie.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Wto Kwi 02, 2013 9:06 pm

Teraz już nie miała pretensji, nie czuła nienawiści. Jednak dalej żądała odpowiedzi, jakiegokolwiek wyjaśnienia, czemu musiał ich opuścić i w co się wplątał. Choć nigdy by się do tego nie przyznała, to martwiła się o niego. Cholernie się martwiła. Mimo iż zazwyczaj był dla niej oziębły i utrzymywał się między nimi dystans, tęskniła i chciała go odszukać, by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Większość nazywała to chorą nadzieją, nawet rodzice... Jednak Mine nigdy nie zamierzała się poddać. Zdecydowanie nie była osobą, która daje za wygraną. Sądziła, że lepiej zginąć niż skapitulować. Nie lubiła, gdy jej starania szły na marne, a cały misterny plan legał w drobnych kawałeczkach. Zawsze dążyła do swojego celu, bez względu na cenę, jaką miała za to ponieść. Brnęła do swoich chęci po trupach.
- Znam dużo aspektów nieśmiertelnego życia, także te nieprzyjemne i bolesne. - spojrzała zmartwionym wzrokiem na brata, po czym podeszła do niego i położyła swoją rękę na jego barku. - Słuchaj, wiem, że życie po tej stronie rzeczywistości nigdy nie będzie łatwe. Ale ja nie żałuje swoich decyzji. Gdybym miała możliwość powrotu do bycia bezsilnym człowiekiem, nie zrobiłabym tego. Co ma być to będzie. - dodała spokojnym głosem, kładąc drugą rękę na kolejny bark Nate'a. Wyprostowała go i zmusiła do spojrzenia w jej oczy, których kolor zmienił się w głęboki, uspokajający błękit. - Przestań się przejmować. - powiedziała i zdjęła ręce z ramion chłopaka, by po chwili dłonie znalazły się w kieszeniach kurtki.
- To nie tak, że mam ci za złe opuszczenie domu. - zaczęła, podchodząc do okna i patrząc przez nie. - To tylko i wyłącznie twoje życie, więc nie mogę cię winić za to, co z nim robisz i o czym decydujesz. Jestem zła, że nie powiedziałeś, że odchodzisz. Tylko zniknąłeś z dnia na dzień, przepadłeś niczym kamień w wodzie. - oznajmiła mu, po czym ruszyła w kierunku jego łóżka. - Na moim miejscu czułbyś się tak samo. Nie sądzę teraz, że jesteś tchórzem. Ta opinia była równie pochopna, co twoje zniknięcie. - dodała, siadając obok niego na łóżku i wyjmując ręce z kieszeń kurtki. Spojrzała na nie, a po chwili przeniosła wzok na brata. - Zresztą nieważne. Zostawmy przeszłość za sobą, bo sama mam jej dość i pragnę od niej uciec. Powiedz mi, co zrobiłeś, że się tak pocharatałeś. - rzekła z promienistym uśmiechem na ustach, wyglądając tak, jakby miała zaraz roześmiać się w głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Kwi 03, 2013 7:57 am

Z każdym kolejnym słowem siostry i chociażby drobnym uśmiechem jaki malował się w danej chwili na jej twarzy całe napięcie, złość i wszystkie inne targające nim emocje zelżały ustępując miejsca niewypowiedzianej uldze. Wielokrotnie wyobrażał sobie, co by było gdyby pewnego dnia postanowił od tak wrócić do domu. Stanąć w progu nie mając przy sobie zupełnie nic, wyglądając inaczej niż niegdyś go zapamiętano, przed osobami, które bez słowa wyjaśnienia opuścił, porzucił je nawet nie dając znaku życia, tak jakby rozpłynął się w powietrzu, przestał istnieć licząc, że wszyscy zapomną o nim i znaczną prowadzić swoje dalsze normalne życie pozostawiając go w tym szalonym świecie do którego został podstępem włączony.
Podejście siostry do nieśmiertelności nie wydawało mu się niczym dziwnym. Prawdopodobnie, gdyby i on miał wybierać pomiędzy swoim poprzednim życie a tym, wolałby zachować jego obecny stan. Kruchość ludzkiego ciała była na tyle uciążliwa, że zrezygnowałby z niej nawet za cenę wszystkich zadawanych ran jakie kiedykolwiek mu zadano... przecież i tak się goiły.
- Gdybym wtedy powiedział wam co się dzieje i dlaczego muszę odejść starlibyście się mnie od tego odciągnąć. Rodzice na pewno szukaliby innego wyjścia z sytuacji, o ile w ogóle by mi uwierzyli, a ty szantażowałabyś mnie, że dopóki ci wszystkiego nie pokaże nie nie uwierzysz w ani jedno moje słowo. - Jego wymowne spojrzenie w jej kierunku sprawiło, że tu nie trzeba było już nic więcej dodawać.
Taka reakcja była czymś oczywistym. Już miał przed oczami młodą Mine biegającą dookoła i krzyczącą, że jej brat oszalał i trzeba jak najszybciej dzwonić po psychiatrę... chociaż tak zachowałby się pewnie każdy niewtajemniczony.
Po jej kolejnym pytaniu niemalże automatycznie schwycił się dłonią za obolały brzuch. I z tego ma się jej teraz spowiadać? Za kogo ona go po tym wszystkim miała?
- Powiedzmy, że trafiłem na nieodpowiedniego archanioła...
Mógłby przecież opowiedzieć jej całą historie z rytuałem, walką jaka się przed nim odbyła i o tym co stało się po wszystkim za sprawą wspaniałego Radnego Yamady, który postanowił otworzyć mu w dość brutalny i niekonwencjonalny sposób wszystkie rany. Mógłby streścić historię każdej kolejnej rany, krok po kroku opisać wymierzane mu ciosy z uwzględnieniem tego, który czym, w jaki sposób i z jaka siłą był zadany, ale po co to wszystko? Rany chyba same za siebie świadczyły o jego głupocie i dość kiepskim poszanowaniu życia.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Kwi 03, 2013 9:03 pm

Po zasadzie, to kiedyś Mine również nurtowało pytanie, co będzie, jeśli kiedyś Nate pojawi się ni stąd ni zowąd w progu i powie "wróciłem". Zastanawiała się, jak na to zareaguje, co będzie dalej. Jedyne co pozostawiało po sobie pewną odpowiedź, było to, że na pewno nie pozwoliłaby mu odejść po raz drugi. Mimo, że nigdy nie okazywała tego i nie mówiła o tym, była przywiązana do obecności brata, który zawsze stawał w jej obronie, jeśli tylko tego potrzebowała. Jego nagle odejście rozerwało ją na pół. Sprawiło, że nie wiedziała ze sobą zrobić, a wewnątrz nie czuła nic oprócz szoku. Po czasie oswoiła się z faktem, że musi zacząć radzić sobie sama... Jednak wiedziała, że samotność okalecza. I to nie fizycznie, a psychicznie.
- Słuchaj... - zaczęła, starając się zebrać słowa w jedną całość. Jej chrypliwy, lekko zadziorny głos, który rozlegał się po pomieszczeniu, odbijajac się od ścian, docierał do niej z powrotem, wprowadzając ją w jeszcze większe zakłopotanie. Wiedziała co chce powiedzieć, ale bała się, że Nate nie weźmie jej na poważnie. Uzna to za podstęp czy cokolwiek w tym stylu. W stylu Minervy, bądź co bądź. Zawsze była wredna i podstępna, nie okazywała miłych uczuć, udając, że jest twarda jak skała. - Eh... Nie chciałam nigdy, żebyś mi się tłumaczył. Tylko winny się tłumaczy, a nie jesteś niczemu winien. Dlaczego miałbyś być zmuszany do brania odpowiedzialności za cokolwiek? To twoje życie. - ciągnęła, nie wiedząc jak podejść do powiedzenia, tego co chce mu wyznać. W końcu westchnęła i zwróciła wzrok na brata. - Mnie zdołowało to, że odszedłeś bez słowa. Nie powiedziałeś nic, ja... ja po prostu się obudziłam i ciebie nie było. - mruknęła, zamykając oczy. Schowała twarz w dłonaich i trwała tak przez dłuższą chwilę. - Ale już nieważne. - szybko powiedziała, prostując się i gwałtownie pociągnęła nosem.
Kiedy uśmiech znów wrócił na jej twarz, oparła ręce za sobą i słuchała słów brata. Zawsze pakował się w jakieś tarapaty, co za każdym razem ją martwiło, ale i tak zawsze się z niego śmiała. Tak samo było też tym razem. Wybuchła radosnym śmiechem.
- Tobą naprawdę trzeba się opiekować. W innym wypadku kiedyś się trwale okaleczysz. - powiedziała, śmiejąc się. Podniosła się szybko z łóżka i podparła się pod boki. - Dobra, trzeba się zbierać. Nie masz może ochoty stąd wybyć? - zapytała go, a na jej twarz wstąpił wredny, zadziorny uśmieszek, który każdy dobrze znał z okresu, kiedy Mine była narwanym dzieckiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sob Kwi 06, 2013 11:58 am

Czy miał ochotę opuścić to okropne miejce, do którego zaciągnięty został siłą, obandażowany z reszta też z jej użyciem i trzymany tak samo siłą, bo gdyby nie to, to on już dawno by stąd wyszedł. A tak to musiał walczyć z nadopiekuńczymi pielęgniarkami, kiedy tylko przekraczał próg pomieszczenia jakby był jakimś niewiadomo kim, któremu może w każdej chwili stać się krzywda. To małych dzieci nie pilnuje się z takim zaangażowaniem jak w tej chwili pilnowano jego.
Z niewielkim trudem dźwignął się z łóżka nieco kuląc się, przez co jakiś czas pobolewającą ranę. Miał jej już dość tak samo jak bandaży ściskających niemiłosiernie jego brzuch. Odszukał miejsce, w którym zostały związane by pozbyć się ich jak najszybciej. Powoli odwinął go tak, by nie poplamić sobie rąk krwią, która przesiąkła przez niego już całkiem nadając mu szkarłatny odcień. Po krwawiącej tak obficie ranie została jedynie cienka kreska przebiegająca pod skosem przez cały jego brzuch.
- I właśnie, dlatego tak bardzo nienawidzę aniołów… To raczej ich powinno się pilnować a nie mnie, i najlepiej by było gdyby zabrać im całą anielską broń, bo rany nią zadane krwawią zbyt długo. – Dotknął palcem misternie splecionego szwu. Jak nic zostanie po tym blizna, tym bardziej, że rana została ponownie rozerwana przez pewnego kretyna tuż po jej zasklepieniu.
Chwilowo za szpitalnymi drzwiami nie było słychać nikogo. Możliwe że pielęgniarki siedziały teraz w pokoiku obok, żeby chociaż chwile odpocząć przed kolejnymi ciężkimi zadaniami. Pech tak chciał, że ów pokoik znajdował się po prawej stronie od wejścia do tej Sali właśnie chyba dlatego, by mogły lepiej przypilnować rannych Radnych.
- Masz może jakiś pomysł jak się stąd ukradkiem wynieść? – Spojrzał na siostrę licząc, ze będzie miała jakiś pomysł.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Nie Kwi 07, 2013 1:10 pm

Cholera, cholera, cholera! Że też został tak potraktowany! Przez człowieczka! Tak go rozsadzało od środka, że miał jeszcze większą ochotę siać zniszczenie, ale gdyby to zrobił to już nigdy nie odzyskałby swojego oręża. Musiał się uspokoić i znaleźć jakieś rozwiązanie.
Do tej pory hasał bez celu po zbyt małym terenie jakie należały do Instytutu, a poza którym nie mógł się znajdować. Jak miał wytrzymać pół roku w klatce?! Może nie miała krat, lecz sama myśl, że musiał posłuchać człowieka, a nie swojego pobratymca, skręcała kiszki i samoistnie warczał pod nosem. Dlatego też do tej pory trzymał się z dala od wszystkiego co żyje, bo rozszarpałby na strzępy, albo wcieliłby w życie pasję jego starego znajomego... Nie miał na czym się wyżyć, to go rozsadzało. Liczne medytacje na nic się zdały, był chodzącym, skaczącym i warczącym kłębkiem nerwów. Nie dziwota, iż od pory nałożenia kary na Inu nie spotkał nawet przypadkiem kogoś, kto byłby w stanie uspokoić demona. W ogóle od widzenia się z Krasnyĭa Rassveta nie miał sposobności wytłuszczenia swoich pretensji nikomu kto byłby tego godny. Kręcił się z miejsca na miejsce, gdyż wrażliwe uszy co jakiś czas łapały niezrozumiane szepty różnych mieszkańców Terenu Kolebki, aż raz nagle, to jest dzisiaj, wyczuł coś w swoich kościach. Nie był już jedynym demonem na tej posiadłości, to się po prostu wie. Musiał kierować się swoją intuicją, ale niestety droga jaką obrał brnęła przez zabudowany obszar, przez budynki z mnóstwem osobników.
W środku jednej z instytucji wyniuchał aż dwie demoniczne jednostki, które przebywały blisko siebie. Miał zamiar wejść spokojnie, odnaleźć właściwe pomieszczenie, zapytać o wsparcie i w razie odmowy grzecznie odejść. Plany planami, a rzeczywistość jak zwykle dawała w kość. Obecność takiego mrowia istot w jednym miejscu wprawiała w zdziczałego demona o złość, co starał się kryć. Niekiedy czuł wzrok na sobie, kiedy stawiał kroki wyprostowany przed siebie. Z chwili na chwilę bolał go mocniej łeb, aż w końcu... Aż w końcu nie mógł wytrzymać nasilenia się głosów zewsząd. Obnażył swoje kły i ukazał przekrwione ślepia. Biegł prawie na oślep, kierując się jedynie zasadą: byleby szybko do celu nie patrząc się na obecnych, których wymijał skokami czy też trącał w pędzie na ściany. Ci o słabszej psychice osuwali się na bok, ale byli też tacy, którzy chcieli powstrzymać wściekniętego Zmiennokształtnego (bardzo przypominał tę rasę, dlatego też mogli tak pomyśleć), a niektórzy wiedzieli że to demon i robili wszystko, by go złapać. Determinacja Inu była mocniejsza i gdy dotarł do skrzydła szpitalnego najpilniej strzeżonego ze względu na cenniejszych od innych Nieśmiertelnych to nie zawahał się tam wślizgnąć. Zrobił to jednak w taki sposób, żeby najpierw zgubić "ogon" i dlatego musiał zrobić dwie rundki dookoła szpitala, aby ich zmylić i zdezorientować, a Inu wparował w tym czasie do jednego z pokoi z nieprzytomnym pacjentem. Rzucił okiem na niego jak powinien wyglądać jeden z chorych i uśmiechnął się chytrze zabierając z niego bialutką szatę. Wyglądała podobnie do kimona, lecz mniej rzucała się w oczy niż jego własne ubranie. Lepiej wtopi się w tłum, który pewnie teraz ganiał za prowokatorem zamieszania.
Musiało to wyglądać dziwnie, kiedy nieporadnie przemieszczał się na wózku inwalidzkim, ale tak najmniej wzbudzał podejrzeń. Unikał kontaktu wzrokowego i powolutku dotaczał się do drzwi, przy których teraz nie było ochrony w postaci pielęgniarek z sąsiedniego pokoiku (uczestniczyły w poszukiwaniu Inu), a gdy był blisko, to telekinezą otworzył klamkę od drzwi, a rozpędzony wózek wparował wprost do środka zadymionego pomieszczenia, w którym były dwa demony. Drzwi zamknęły się z hukiem, a Białowłosy zeskoczył z pojazdu w samą porę, bo zderzyłby się ze ścianą. Wylądował miękko na czterech łapach na środku pomieszczenia i zmierzył ślepiami kogo tak naprawdę odwiedził. Oboje mieli czarne włosy, młody wygląd, mężczyzna leżał w łóżku, a kobieta siedziała u jego boku. Pewnie wpadł w złym momencie, ale jaki byłby lepszy, gdy są razem? Oddzielnie mógłby ich trudniej namierzyć, a tak to proszę. Dyszał trochę po tym maratonie jaki wykonał po szpitalu, lecz musiał się spieszyć z wyjaśnieniami. Gorzej, że słabo władał mową. Siedział nadal jak pies, nie ruszał się z miejsca.
-Nie wiedzieć kim Wy być, ale... demony... zrozumieć demona.
Uhh, musiał się uspokoić, głosy nasilały się, chociaż tak naprawdę znajdowali się w innym skrzydle szpitalnym. Przede wszystkim nie chciał siać zagrożenia na te osoby, które i tak raczej, jak to demony, nie miały we krwi bać się rzeczy nawet niespodziewanych. Ale jednak - nie był wrogo nastawiony, co bardziej zażenowany tym w jakiej jest sytuacji. Spuścił łeb szukając się znaleźć odpowiednie słowa, z trudem!
-Ja, Inu... zostać skazany na teren Kolebki przez pół roku... odebrać mi broń... odebrać mi wolność... za byle człowieka! Nic nie zrobić, a nie móc żyć jak na demona przystało... Szukać sojuszników, by złagodzić karę. Inu być osądzony przez Krasnyĭa Rassveta, ona być po stronie ludzi, nie demonów!
Przyszpilił pazury do podłogi, aby nie zrobić czegoś głupiego. Targał nim nawet najmniejszy nerw. Ha, jeszcze się okaże że na marne to wszystko! Wtedy rozwali doszczętnie wszystko dookoła, aż go pewnie zabiją. I tak nie widział powodu żyć w niewoli i być zaszczutym przez jakieś ludzkie widzi-mi-się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minerva
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 06/03/2013

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Nie Kwi 14, 2013 8:24 pm

Czy miała pomysł jak się stąd wynieść? A owszem. Szybkie znajdowanie różnych wyjść z wszelakich sytuacji było niewątpliwie jej talentem, nie ukrywając, że przydatnym w jej życiu. Na początku, czyli zaraz po zaproponowaniu bratu ewakuacji z tego trochę irytującego miejsca, zastanawiała się, czy nie powinien tu zostać. Nie był w najlepszym stanie, było to widać na pierwszy rzut oka. Ale cóż, tutaj mu już raczej więcej nie pomogą. Sam się musi wylizać.
- Oj nie bądź takim rasistą. Zapewne piórzaści mają taki sam stosunek do nas. - zaśmiała się, wkładając ręce do kieszeni kurtki. To było jak nawyk, kiedy nie miała kieszeni w swoich ubraniach, a co za tym idzie nie mogła tam trzymać rąk, czuła się jakby ktoś wyrwał jej płuco.
- Mam... - mruknęła, uśmiechając się szelmowsko. - Właśnie w takich momentach bycie, jak to nazwałeś, "tym" bardzo pomaga. - dodała, puszczając do brata oczko. - Ale tym sposobem wyniesiesz się tylko ty, ja wyjdę głównym wyjściem dla... niepoznaki. - no i przy okazji musiała zabrac swoją broń z recepcji, którą zostawiła tam w pokojowym geście. Ta, ona i pokój... To jak śledzie z nutellą, jedno z drugim się nie łączy.
Już miała się podnieść z łóżka, kiedy do sali wparował... ktoś na kształt psa. W głębi duszy czuła, że to demon, jednak jego obycie i styl zachowania nie wskazywał na to bynajmniej.
Podrapała się w frustracji po głowie, raz po raz patrząc to na brata, to na nowoprzybyłego. Była totalnie zbita z tropu, szczególnie, że gość nie posługiwał się zrozumiałą angielszczyzną. Raczej ją kaleczył, ale różne przypadki chodzą po tym zakręconym świecie.
- Ja ni ponimaju. - powiedziała z rosyjskim akcentem, rozkładając bezradnie ręce. Nie za bardzo rozumiała, o co mu chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Pon Kwi 29, 2013 8:05 am

Siedział tak w kucki na podłodze i wpatrywał się uważnie w demony, przy czym odpowiedź dziewczyny nie podniosła go na duchu. Nie do końca zrozumiał ten przekaz, wyróżniał się czymś innym niż tylko słowami. Akcent taki nietypowy nie wróżył niczego dobrego. W dodatku słyszał jak za drzwiami zrobiło się głośniej, chociaż pościg był oddalony o jakieś sto dziewięćdziesiąt metrów od tej sali. Ponaglony hałasem i brakiem pozytywnego odzewu prychnął cicho pod nosem. Czego on się w ogóle spodziewał? Że jakieś inne demony wezmą go pod swoją pieczę i uratują od tego co nad nim wisiało - zakazu opuszczania terenu Instytutu? Naiwny, był zbyt naiwny, ale tonący chwyta się brzytwy, prawda?
Położył płasko uszy po sobie i skierował głowę w kierunku wyjścia. Pielęgniarki z obstawą już tu wracały, więc rzucił jeszcze jedno gniewniejsze ślepia na tę parkę demonów, aby zapamiętać ich wygląd, wciągnął też noskiem powietrze, żeby zidentyfikować ich także po zapachu. Pospiesznie rzucił się na drzwi, w samą porę. Obstawa lekarska wyłoniła się zza rogu nie podejrzewając, że Inu w ogóle był w sali z Minervą i Nathanielem. Ten zdziczały demon ruszył pędem w kierunku otwartego okna na korytarzu i zeskoczył przez nie na zewnątrz. Poniżony, z utratą odrobiny szacunku w oczach innych, legł sobie pod drzewem i wyrównywał oddech. Ksa, miał dobry plan, tylko nie wziął pod uwagi drobnych niuansów, które okazały się być decydujące. Czemu nie mógł tego przewidzieć, że jest zdany tylko na samego siebie? To takie oczywiste! Grrr...
Może jeszcze nie jest za późno. Gdyby odnalazł kogoś przynależącego do Rady Dziesięciu, to może przekonałby tego kogoś do swoich racji. Nah, połudź się jeszcze trochę. Lepiej szukaj norki na dłuższą kimę do jesieni! Eh, zacznie więc przeszukiwanie tego zadupia dla spokojnych Nieśmiertelnych od cichych miejsc. Jakaś polanka, większe drzewo, strych, wiele mu nie potrzeba, tylko ciszy. Wróciłby ewentualnie do Piekła, ale tam nie ucieknie od krzyków i histerycznych śmiechów torturowanych dusz. Jak nie znajdzie żadnej alternatywy dla siebie, to tak zrobi, miał jednak cichą nadzieję, iż będzie mu dane znalezienie odpowiedniego lokum.
Podniósł swoje cztery litery spod drzewa i nastawił uszy. Gdzieś z dala od zgiełku, do ciszy, upragnionej niczym przelew krwi. Zlokalizował tak pobieżnie wszystkie kierunki świata i wybrał ten najbardziej korzystny dla siebie. Zniżył się do parteru i pognał jak z bicza trzasnął na wszystkich kończynach w stronę... łąk.

[zt - Polana wróżek czy coś w ten deseń]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Wto Kwi 30, 2013 8:17 am

Mine na pewno nie miała by żadnego kłopotu z wydostaniem się stąd, jednak z nim byłoby trudniej. Pielęgniarki na pewno nie dały by mu od tak wypisu widząc wszystkie obrażenia, które jeszcze nie do końca zniknęły z jego ciała nawet pomimo użycia magii leczenia na naprawdę wysokim poziomie. Ostatnia walka za bardzo odcisnęła na nim swoje piętno, a pech chciał, że po tym wszystkim musiał trafić do tego pieprzonego Instytutu. Uciekanie przez okno było w tej chwili jedynym możliwym rozwiązaniem... no chyba, że postanowili by przebrać się za kogoś dziwnego i wykraść jak gdyby nigdy nic udając debili przed całym personelem, który, jak by nie patrzeć, nie był aż tak głupi i potrafił rozpoznać kogoś po samym zapachu.
W końcu do jego uszu dotarł cały ten huk z korytarza. Zmarszczył brwi nie wiedząc za bardzo, czego ma się spodziewać zza drzwi. Ciągły stukot obcasów biegających jak oszalałe pielęgniarek rozbrzmiewał w jego głowie drażniąc bardziej, niż te wszystkie krzyki. Nie musiał jednak długo czekać aby dowiedzieć się o co tak na prawdę chodziło. Dziwna istota wparowała do ich pokoju. Zastanawiał się czy ten brak logiki w jego wypowiedzi wynikał z roztrzęsienia czy z faktycznych problemów z mówieniem, bo jego zachowanie również było dziwne i skłaniało ku wzięciu pod uwagę jednak tej drugiej opcji. Ci w Instytucie chyba nieźle zaleźli mu za skórę, jednakże nie zdążył się dowiedzieć niczego więcej, ponieważ nieznajomy zniknął tak samo szybko jak się pojawił.
Spojrzał porozumiewawczo na siostrę. Trzeba było skorzystać z tej chwili zamieszania i zmywać się stąd najszybciej jak się dało. Pozbył się ostatnich ograniczających jego ruchy opatrunków i podszedł do okna wyglądając z niego, żeby chociaż trochę zorientować się na jakiej jest wysokości i na ile daleko od murów instytutu.
- Przepraszam... Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy - uśmiechnął się tylko, i zniknął.
Zdążył już zregenerować swoje siły, więc rozłożenie skrzydeł i co najważniejsze utrzymanie się na nich nie stanowiło dla niego problemu. Jedyne co przeszkadzało to ból, który pojawił się wraz z ich wysunięciem.
Poszybował w stronę murów i prawdę powiedziawszy tyle go było widać. Dzięki temu, że chwilę wcześniej przyjęto go do Rady nikt nie mógł go zatrzymać. Zapewne za jakiś czas go znajdą, ale wtedy przynajmniej będzie gotowy na odwiedzenie tego przeklętego miejsca.

[z/t]

// Teraz możecie mnie zabić ;-; połamać mi moje drogocenne paluszki a potem pobić za to ociąganie się z odpisem ;-; Chyba nie mam się po co tłumaczyć, bo już wielokrotnie to robiłam, ale zbliżający się koniec roku, zakończenie, robienie prezentacji na uroczystość, pisanie prezentacji maturalnej, poprawianie konspektu w nieskończoność nie pomagały mi w skupieniu się na poście ;-; Gomene T.T

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Cze 12, 2013 7:31 pm

Przybył tu, oficjalnie służbowo, załatwiać prywatne interesy. To nie było zresztą zbyt trudne. Będąc formalnie Przedstawicielem spokojnie mógł wejść, nieważne w jakiej sprawie. Wystarczyło tylko udowodnić, że jest się przedstawicielem, w czym pomocny okazał się tatuaż, przy robieniu którego pewien księgowy musiał mieć niesamowity ubaw. Udało mu się w końcu wyciągnąć klucz i skorzystać z niego, aby przejść przez te drzwi, które od pewnego czasu go trapiły.
"Nathanielu, Nathanielu, spędziłeś tu ładnych parę dni, wnioskując po różnicy między widmem pozostawionym przez ciebie w momencie ucieczki, a tym, które symbolizuje twój moment wkroczenia tutaj, wraz z medykiem, jak widzę. Zaraz dowiem się, jak spędziłeś ten czas, zwłaszcza, że nie tylko pielęgniarki tutaj wkraczały..."
Zamknął za sobą drzwi. Poczuł delikatny zapach tytoniu, którego nie udało się do końca zamaskować dzięki rozmaitym odświeżaniu powietrza. Najwyraźniej ktoś spędził tu trochę czasu z całkiem sporą ilością papierosów. Ciekawe kto?
Usiadł na chwilę na łóżku, aby uspokoić myśli. Zaraz będzie musiał się skoncentrować.
W sumie... mógł kupić sobie popcorn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Cze 12, 2013 9:11 pm

Iskariota beztrosko przebył całą drogę od wieży zegarowej do bram kolebki, zupełnie nie dbając o to czy wygląda podejrzanie. Podobnie zachowywał się gdy wbił...tak, wbił to dobre określenie, do punktu medycznego. Bezczelnie podrywał pielęgniarki i próbował wyłudzić od nich końskie dawki leków. Żadna się nie zgodziła, wzięły go za pacjenta z urazem mózgu. Lekko zirytowany zaczął bezczelnie wchodzić do każdego pomieszczenia jakiego mógł i przeglądać szafki w poszukiwaniu leków. Zasmucony brakiem interesujących przedmiotów, przysiadł na jednym z łóżek. Prosto na połamanej nodze jednego z pacjentów.
Wybiegł z sali równie szybko, jak pacjent zaczął się drzeć. Nie chcąc być wyrzuconym ze szpitala bez żadnych składników, na chybił trafił obrał schody i zbiegł nimi w nieznane.
Będąc niżej, zobaczył w oddali drzwi z których wychodził ktoś wyglądający na ważnego.
Niewiele myśląc, przyspieszył komórki swego ciała i w mgnieniu oka znalazł się za owymi drzwiami. Gdy zobaczył szafkę pełną różnorakich leków, zupełnie zignorował pomieszczenie, oraz lekkie zawirowania magii.
Otworzył przeszkoloną szybę i zaczął wkładać pudełeczka i opakowania do kieszeni, w których po chwili brakło miejsca. Niewiele myśląc, nabrał składników swoich przyszłych mikstur w ramiona i ruszył wesoło w stronę drzwi...cóż, taki miał zamiar ale coś przykuło jego uwagę.
W pokoju była jeszcze jedna osoba, lecz była dziwna. Jej ciało zdawało się przesuwać i rozmywać w kilku kierunkach jednocześnie.
Iskariota zaintrygowany upuścił kilka opakowań, wciąż nie zwracając uwagi na odchyły aury od normy. Powoli zbliżył się do osobnika, analizując zjawisko.
-Zaburzenia wymiarowania... - mruknął - ...podstawowe trzy w dobrym stanie, ale... - sięgnął w jego stronę dłonią - ...tu jest czwarty wymiar...czas... - wraz z ostatnim słowem, sprzężenie zwrotne magii Isakrioty i niedawno użytej magii czasu, teraz wręcz wyciekającej z ciała Noburo wywołało małą implozję czasu i przestrzeni zbitą w jednym punkcie. Efekt był mało widowiskowy, ale mocno odczuwalny dla hybrydy i maga. Nastąpił pomiędzy nimi niewidzialny wybuch sprzężonej energii która odrzuciła ich na przeciwległe ściany pokoju.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Cze 12, 2013 9:45 pm

Zamknął oczy tylko na chwilę, aby się skoncentrować. Zaledwie chwilę później leżał, oparty plecami o ścianę, ciężko oddychając, patrząc wprost na człowieka... Wróć, na nieśmiertelnego ubranego dość niecodziennie. Ciężko było powiedzieć coś o jego twarzy, bo ta w większości była przesłonięta długimi włosami, lecz strój był charakterystyczny i z jakiegoś powodu Lawrence'owi kojarzył się z księdzem... i pchłami. Nie rozumiał tego drugiego skojarzenia, więc szybko postanowił pozbierać myśli. Co się właściwie przed chwilą stało?
Wrażenia i odczucia zaczęły pojawiać mu się w głowie, z opóźnieniem. Wszystko po prostu stało się zbyt szybko. Zamknął oczy, chwilę później poczuł czyjąś obecność... Tak, to była zdecydowanie ta sama osobistość która leżała teraz pod ścianą po drugiej stronie pomieszczenia. Jego aura była dość charakterystyczna i choć bardzo mocno różniła się od tej, którą posiadał Rosser, to jednak dało się dostrzec pewne podobieństwo.
Lawrence pomasował się w głowę, jednocześnie próbując ogarnąć co wydarzyło się dalej. Swoją drogą był to dobry moment, aby zorientować się, że boli go nie tylko tył głowy, w którą na szczęście nie uderzył się zbyt mocno, ale też większa część pleców i ręce. I oczy, ale to była pewnie kwestia mozaiki, która się przed nim objawiła.
Ale to za moment. Zaraz po wyczuciu czyjejś obecności, ten ktoś zbliżył się o jeszcze odrobinę i... Ciężko określić co dalej. Coś się zderzyło? Noburo czuł się, jakby przed chwilą skorzystał z mocy, ale przecież żadnej nie aktywował. Jednak między nim, a tym dziwnym osobnikiem zaszła chyba jakaś dziwna konekcja i to w sferze czasu...
Tak! Teraz czuł to wyraźnie. Z czasem było coś nie tak. Musiało nastąpić jakieś zwarcie, czy inne zderzenie mocy. Najwyraźniej owa istota też w jakiś sposób wpływa na czasoprzestrzeń. Można powiedzieć, że czas dosłownie eksplodował między nimi.
Co w sumie hybryda była w stanie zauważyć dzięki swojemu Time Trace. Normalnie widzi widma, czyli mniej wyraźne sylwetki, odbicia osoby, która w danym miejscu się znajdowała o określonym czasie. Widmo Księdza Pchlarza było rozmyte, poprzerywane. Musiał być bardzo, bardzo szybki. Albo ciąć czas na kawałki. Co nie jest niemożliwe. Grunt, że w miejscu spotkania obu dziwaków, oba widma wyglądają, jakby eksplodowały, zostały posiekane na kawałki i rozstrzelone dookoła.
...Z punktu widzenia czasu, palec wskazujący lewej ręki Lawrence'a wnikał w ścianę ponad jego głową. Rosser nie odważy się teraz manipulować czasem, a już na pewno go nie będzie cofał. Jeden fałszywy ruch i mógłby skończyć w kawałkach!
Alvah postanowił nie wstawać, tylko przyjrzał się uważnie tej interesującej postaci, jaką okazuje się być Ksiądz Pchlarz.
...och, Pchlarz. No jasne. To jest Pies Rady. Iskariota. Dlatego znajomo wyglądał.
Rozejrzał się też za swoim kapeluszem, który na szczęście wylądował tuż obok niego. Hybryda pozostała siedząca, oparta o ścianę i naciągnęła kapelusz tam, gdzie jego miejsce, po czym chwilę zastanowił się nad pytaniem. Po starannej selekcji, zdecydował się na jedno, które, według niego, najlepiej pasowało do sytuacji:
- Masz może ze sobą jakiś popcorn?
Iskariota i Lawrence razem się spotkali
i wspólnie sobie czas wysadzali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Cze 12, 2013 10:15 pm

Uderzenie było silne. Ale nie zabójcze. Nie dało się go porównać do normalnego wybuchu, raczej do "przesunięcia". Ciało Iskarioty znalazło się pod ścianą i zostało przygniecione energią. Manipulacje magią na tym poziome, są dosyć niebezpieczne. Zwłaszcza, jak spotka się dwójka rozchwianych psychicznie/emocjonalnie/energicznie/magicznie ( nie potrzebne skreślić ) osobników, takich jak Iskariota i Noburo.
Czarownik podniósł się powoli i strzelił kości karku. Takie wypadki nie były dla niego nowością; niejednokrotnie podczas pracy w laboratorium, odnosił poważniejsze obrażenia.
Schylił się i zaczął zbierać porozrzucane leki, nie zwracając uwagi na pytanie Noburo. Nie usłyszał go. Dopiero gdy spostrzegł ruch jego warg, uderzył się lekko w skronie odblokowując zatkane powietrzem uszy.
-Popcornu nie mam - powiedział z niesmakiem, nigdy nie lubił tej przekąski - ale mam cukierki. - złapał losowy pojemnik i rzucił go hybrydzie uśmiechając się. Pozbierał resztę pojemników z podłogi i spakował je szybko do kieszeni. Rozejrzał się i stwierdzając, że nie ma żadnych ciekawych leków na podłodze - podszedł do mężczyzny i wystawił dłoń by pomóc mu wstać.

Nasuwa się pewne pytanie. Dlaczego Iskariota który przyszedł kraść leki i włamał się do pomieszczenia w którym nie powinien być, nie odczuwa strachu ani dyskomfortu przed Noburo ?
Nie czuł się nawet odrobinę zakłopotany tym, że został przyłapany. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta.
Idiota zawszę, podświadomie rozpozna idiotę.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Sro Cze 12, 2013 11:10 pm

Złapał buteleczkę rzuconą mu przez świra przed sobą. Spojrzał na etykietę. Jeśli dobrze zrozumiał etykietę, to "cukierki" okazały się silnymi środkami nasennymi. Prawdopodobnie tymi z gatunku "tylko na receptę" i "łykniesz takich dziesięć, jeśli jesteś smutną nastolatką i chcesz skończyć ze swoim żałosnym życiem".
Nie, żeby zamierzał bawić się w uświadamianie tego Pchlemu Księdzu. Schował jednak "cukierki" do kieszeni płaszcza i podniósł się, otrzepując się. Wyszczerzył się w uśmiechu do Iskarioty. Zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na przestępczy proceder Pchlarza. Hej, nie był już Donosicielem! Nie musi ścigać wszystkich drobnych przestępców.
Ściągnął też kapelusz, otrzepał go i założył z powrotem na miejsce.
- Dzięki. - Powiedział z uśmiechem nr 476* z drobnym przebłyskiem** uśmiechu 666*** - Muszę przyznać, że jestem zaskoczony tym, że Cię tu spotkałem. Nieśmiertelny przychodzi sobie do sali, poleżeć jak człowiek, a tu nagle coś wybucha i ów nieśmiertelny dowiaduje się, że jeszcze trzy minuty temu był porozrzucany po całym pokoju, zupełnie nie jak człowiek, razem z nieśmiertelnym, który stoi sobie spokojnie przed nim, zupełnie jak człowiek.
Chwilowa konsternacja już minęła. Noburo był znów zupełnie rozluźniony i zupełnie spokojnie podszedł do drzwi i stanął centralnie przed nimi, zupełnie "niechcący" blokując wyjście.
Ne, mogę się dowiedzieć z kim mam przyjemność?
Mimo, że się domyślał, kto przed nim stoi, był ciekaw jego odpowiedzi. W gruncie rzeczy do pełnego komfortu Lawrence'owi brakowało tylko jednej rzeczy - możliwości cofnięcia się w czasie. Pierwszy raz od dwustu lat nie miał możliwości cofnięcia swoich poczynań. Chociaż... cofnięcie od przyszłości do tego punktu, powinno być względnie bezpieczne. Ale lepiej nie ryzykować, bo okruchy czasu wciąż lekko wirowały dookoła. Jeśli Rosser dobrze wyczuwał, to w miejscu, gdzie nastąpiło zderzenie, brakuje teraz dobrych trzech minut, które zostały rozstrzelone po całym pomieszczeniu. Luka została zastąpiona czasem wyssanym dookoła tego punktu, jednak wszystko razem dawało w ogólnym rozrachunku lukę jakichś dziesięciu sekund. To nie jest groźny czynnik, czasoprzestrzeń da sobie bez nich radę (albo z nimi w innym miejscu). Ale kto wie, gdzie te dziesięć sekund trafiło? Przy kolejnych manipulacjach czasowych w tym pomieszczeniu może zrobić się nieprzyjemnie.
Lawrence wyciągnął dwa zegarki z wewnętrznych kieszeni płaszcza. Jeden był opóźniony o dwie minuty. Drugi o kilka godzin, lecz to był zegarek, który działa do tyłu. Co ciekawe, teraz odliczał czas normalnie do przodu. Cóż, jakby jego właściciel żył, można by upomnieć się o zapłatę za wykonaną naprawę. Schował zegarki do kieszeni i spojrzał ponownie w stronę Iskarioty.

* - "Jestem miły, przyjaźnie nastawiony, nie zamierzam zwracać większej uwagi na dziwactwo, które wyczyniasz i bardzo chętnie przyjmuję to, co mi dałeś."; wypracowane podczas pierwszych spotkań z rdzennymi mieszkańcami Afryki.
** -  Mistyczna technika mieszania dwóch rodzai uśmiechu jest tajemnicą Rossera.
*** - Uśmiech nieczęsto wykorzystywany w całości, ale jest on tyle epicki, co i niebezpieczny, gdyż ma skłonność do ujawniania "Prawdziwego Ja" Lawrence'a; ukazuje ona "JESTEM TROLLEM".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 5:41 pm

Iskariota zastanawiał się z jakim typem człowieka ma doczynienia. To był wariat, to pewne.
Kto normalny chodzi w kapeluszu w budynku ( Iskariota ) ? Albo ubiera się tak ekstrawagancko ( Iskariota ) ? Nie wiedząc co go czeka, wyjął i przełknął kilka tabletek przeciwbólowych. Gwarantowały one nie odczuwanie teraźniejszego bólu, ale i przyszłego - który mógł oczywiście wystąpić jak ta hybryda nagle zdecyduje się zaatakować.
Czarownik przekrzywił głowę na bok, słuchając wywodu Noburo. O dziwo, zrozumiał wszystko.
Trafił swój na swego. Mag odchrząknął i zaczął mówić.
-Także jestem zaintrygowany tym, że mój czar prysnął jak bańka mydlana. Można powiedzieć, że nie została lekko naruszona i pękła. Powiedziałbym, że rozżarzony pręt wbił się i rozerwał ją na kawałki. To zapewne stało się z naszymi mocami. Sprzężenie zwrotne powinno rozerwać komórki naszych ciał na atomy a atomy na kwarki. Lecz się tak nie stało. Idąc tym tropem, mogę stwierdzić, że nasze ciała były niejednokrotnie poddawane podobnym obciążeniom. To też stwierdzam, że panujesz nad czasem - powiedział wciąż z przekrzywioną głową, nagle wsadził palec do nosa i wygrzebał stamtąd "gila" którego wytarł o blat stołu, uśmiechając się przy tym promiennie - ale to tylko teoria. - dodał śmiejąc się; ot, taki prosty zabieg by wyglądać nie niegroźnego debila. Podczas całej swojej tyrady, oczy maga uważnie śledziły ruchy i ciało hybrydy, czego ten nie mógł zauważyć przez zasłonę z włosów. ~Przedstawiciel rady... ~ pomyślał patrząc na nadgarstek ~Mógłbym mu podać inne dane, ale i tak pewnie już wie kim jestem.~ westchnął cicho i ukłonił się teatralnym gestem, odrzucając ramię do tyłu.
-...niegdysiejszy cesarz starożytnego Rzymu, Nero... - ponownie westchnął - ...znany także, jako Vlad Tepes o zamiłowaniu do Palików... - i znów - ...Judasz Iskariota. Do usług. - wyprostował się z niesmakiem. Właśnie dlatego nie cierpiał oficjalnego przedstawiania się przed kimś z urzędu. Należało powiedzieć wszystko i nie można było ściemniać bo i tak mieli twoje papiery.

OCC: W wielu podaniach, Hrabia Dracula ( Vlad Tepes ), to biblijny Judasz Iskariota, powieszony na osice i wskrzeszony w ramach kary. Niejednokrotnie przedstawiany także jako Neron.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 6:39 pm

W Prywatnej Sali Przedstawicieli spotkało się dwóch idiotów, albo dwie osoby za idiotów się podające. Albo jeden idiota i jeden, który tylko udawał. Wszystko to względność, a dla kogoś kto tak często manipuluje czasem dostosowanie się do względności jest bezwzględnie konieczne. 
Wzruszył ramionami, przekręcając lekko głowę.
- Powiedzenie, że panuję nad czasem jest drobną przesadą. Ot, widzę widma przeszłości i dzięki nim mogę ujrzeć co się działo w danej okolicy w danym czasie. Nie czyni mnie to jakimś specjalnie potężnym "Władcą Czasu", ale przydaje się w mojej pracy... Przydawało się w mojej poprzedniej pracy. - Dodał z uśmiechem nr 667*. Na nowym stanowisku potrzebował bardziej reprezentatywnego wyrazu twarzy.
Pomimo, że mówił wyraźnie i składnie, mógł wydać się rozkojarzony. A to dlatego, że jego wzrok padał po kolei we wszystkie kąty pomieszczenia, rejestrując co tylko się da, dzięki swojej pamięci fotograficznej i - chociaż raczej nie dało się tego zauważyć - skrzętnie analizując każdy gest byłego cesarza Rzymu.
Ściągnął swój kapelusz i skłonił się głęboko, w teatralnym ukłonie zamiatając kapeluszem podłogę.
Nazywam się Lawrence Aleksander Noah Rosser, jestem Byłym Donosicielem i Obecnym Przedstawicielem Hybryd w Radzie Dziesięciu. Do usług. Mój informator wspomniał, że zostaliśmy desygnowani do tego, iżby zająć się sprawą wampirów, których zniknięcia się dopatrzono.
Uśmiech "Patrzcie na mnie, jestem ważny!" który cały czas miał na sobie Rosser idealnie komponował się z przesadnie eleganckim stylem wypowiedzi. Nie oszukujmy się, brzmiał dokładnie tak, jak tego chciał - jak idiota, który puszy się, bo właśnie zajął własne stanowisko i może rozkazywać innym.
Nie, żeby z tego powodu miał rezygnować z prywaty.
Dziarskim krokiem podszedł do Iskarioty i jednym sprawnym ruchem wyciągnął w jego stronę wizytówkę, na której białą czcionką na czarnym tle wypisane było:
Lawrence Aleksander Noah Rosser
Zegarmistrz i antykwariusz (*adres*)
(*numer telefonu Rosser'a*) Oferta najlepszej jakości!
Tak Iskarioto, czytaj szybko, zanim dotrze do ciebie, że to bez sensu.
...Chociaż może do ciebie nie dotrze. A nawet jeśli, to może tego nie pokażesz.

* - uśmiech "Patrzcie na mnie, jestem ważny!"; wymyślona przed chwilą i Lawrence wciąż ma mieszane uczucia, czy powinien z niego korzystać. I czy na pewno podoba mu się sytuacja, w której faktycznie może z niego korzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 7:04 pm

Tak. Bez wątpienia byłby z tego dobry cyrk, gdyby tylko tych dwóch aktorów miało jakąkolwiek widownie. Brakowało tylko, żeby pan Lawrence nagle wyjął ciasto z cylindra i rozpaćkał je na twarzy maga. ~Nie czyni mnie to jakimś specjalnie potężnym "Władcą Czasu", dobre kłamstwo panie Rosser. Gdybyś nim nie był, nie było by co z ciebie zbierać w tej chwili.~ pomyślał przekornie czarownik i wystawił dłoń do uścisku.
-Cieszę się, że mogę z tobą współpracować. - powiedział sarkastycznie - Czyżby informacje które dostarczyłem były aż tak poważne, że przydzielili mi do pracy Przedstawiciela Rady ? - powiedział akcentując dwa ostatnie słowa. Naprawę poważnie zastanawiał się czy nie zrobił czegoś złego.
Przeleciał w pamięci ostatnie wydarzenia. Instytut...próba wyłudzenia od recepcjonistki jej bielizny...rozmowa o pracę...stanie się Psem i pierwsze rozkazy...kolejna próba wyłudzenia...wywalenie przez ochronę...Nie. Nic z tych rzeczy nie mogło przysporzyć mu takiego osobnika jak Noburo. ~Widocznie Rada na poważnie przejęła się tą sprawą.~ zaśmiał się w myślach czarownik i spojrzał na Rossera który wciąż wyglądał jakby miał zaraz pęknąć. Z dumy oczywiście.
-Tak tak...w East End, znalazłem ciało wampira pozbawione krwi. - bacznie oglądał mężczyznę szukając broni, z niepokojem stwierdził, że nie ma żadnej. Osoba która nie ma broni zawsze jest podejrzana. - Zaraportowałem to i miałem wolne. Do teraz. - zmrużył lekko oczy. Miał już składniki, teraz należało zrobić kilka nie cierpiących zwłoki eliksirów i podać je rozchwianemu psychicznie inkwizytorowi. Chociaż...Lawrence także na kilka mógł się załapać...czy to świadomie czy nie.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 7:24 pm

Lawrence zdecydowanie pokręcił głową.
- Informacje, które dostarczyłeś nie były na tyle poważne, aby przydzielili ci do pracy Przedstawiciela z Rady. Były za to wystarczająco poważne, aby przydzielić cię do pracy ze mną, a fakt, że jestem również Przedstawicielem to... - zachichotał. - ... zwykły zbieg okoliczności.
Westchnął. Uśmiech nr 667 zniknął z jego twarzy. Uśmiech w ogóle z niej zniknął. Zagościł na nim za to wyraz zmęczenia i zbytniego obciążenia obowiązkami. Nawet lekko się przygarbił.
- Słuchaj, oboje chcemy wolnego tak? Zobaczmy więc na ciało tego wampira, ogarnijmy co się stało, znajdźmy tego kogoś, kto go zabił, ktokolwiek to jest, załatwisz go jak na kun... Psa Rady przystało i będziemy mieli wolne, hmm?
Chociaż Lawrence nie okazywał tego w żaden sposób, to sprawa wampirów zaczynała go interesować. Nathaniel nie zając, nie ucieknie, jego przeszłość pozostanie tam, gdzie była, a i w przyszłości na pewno się go odnajdzie. Za to osoba chodząca po mieście i wysysająca z wampirów krew w czasie, kiedy na czarnym rynku popyt na ten produkt znacząco się zwiększył, na pewno spróbuje uciec w momencie, w którym dowie się, że Rada jest na jego tropie. Chyba, że ułatwi sprawę aż tak bardzo, że ot tak sam się pokaże.
To jak będzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   Czw Cze 13, 2013 7:58 pm

Przydzielony specjalnie do Niego. Żart wyższej instancji czy zrządzenie losu ?  Czarownik przez swoje długie życie wiedział, że przypadki nie istnieją. Wszystko było połączone niewidzialnymi sznurkami za które ktoś ciągnął i nakazywał im robić różne rzeczy. Ale to oczywiście nie była żadna mania prześladowcza. Iskariota tylko czasem szukał szpiegów; czasem nawet pod dywanem. Ale to jeszcze niczego nie dowodzi !
Isk zdziwił się gdy Lawrence powiedział coś normalnie. Kluczowe było to, że w jego wypowiedzi dwa razy figurowało słowo "wolne". Wspaniały Boski żart. Złączył dwie osoby o tak podobnych charakterach; gdyby były to normalne okoliczności, na pewno zostali by wspaniałymi przyjaciółmi. Lecz złączając dwóch diabelnie inteligentnych osobników, tylko udających idiotów, którzy na dodatek dysponują dość wybuchowymi mocami i zapewne cierpią na jakąś chorobę psychiczną spowodował katastrofę. Katastrofę która objawi się zapewne w najbliższym czasie i przestrzeni.
Czarownik pokręcił głową gdy niemal nazwano go kundlem.
-Dobra. - powiedział poważnie - Mów mi Is. - wsadził ręce do kieszenie i zaczął w nich gmerać.
Po chwili z rozbawieniem stwierdził, że fiolki z trucizną pomieszały się z z nieoznaczonymi fiolkami leków. Wiedział czym to się skończy - namawianiem Lawrence'a na Rosyjską Ruletkę Lekami.
Dla lepszego efektu zawszę można było je zapić alkoholem. Lecz po dłuższej grze, nie wiadomo by było czy ktoś jest zalany czy martwy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Prywatna sala przedstawicieli Rady   

Powrót do góry Go down
 
Prywatna sala przedstawicieli Rady
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Punkt medyczny-
Skocz do: