IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Nie Lis 04, 2012 9:51 pm

Przyglądali się uważnie ekspedientowi, który wodził po sklepie spojrzeniem i puff, odsunął się a tam fotel, faktycznie pasujący do ich wymogów. Drobne naprawy wprowadzone w nim nie były niczym nadzwyczajnym, antyki trzeba przecież co jakiś czas restaurować.
Raigen uśmiechnął się pod nosem, cóż być może właśnie trafili na kolejną perełkę do kolekcji, jednak umiejscowienie fotela wskazywało na jedno, był to fotel samego Lawrance'a. Cóż pewnie będzie się trzeba potargować, chociaż któż to wie.
Tym razem jednak młodszy z braci postanowił się popisać. Wychylił się lekko ponad ladę, pomimo że spokojnie mógł dostrzec cały fotel, to był to czysty gest klienta, oceniającego produkt
- Tak, faktycznie większość. Nóżka została dodana później czyż nie? Sam je naprawiasz? - cóż w razie czego jeśli tak, będą mieli się do kogo zwrócić po pomoc w odrestaurowaniu kilku elementów swojej kolekcji, która znajdowała się w domu. Nie był może tak zagracony jak sklepik ale ilość antyków i przedmiotów, które wyglądały antycznie była z pewnością porównywalna.
- Chętnie je przejrzymy, choć nie będę kryć, że interesują nas bardziej zabytkowe elementy wystroju wnętrz. - oczywiście, w ten sposób jakoś czuli się lepiej kiedy patrzyli w lustro i widzieli dwójkę dwudziestoparolatków a w tle te antyki, które pojawiły się na świecie na długo po nich.
Na następne słowa o gwarancji bracia wymienili porozumiewawcze uśmiechy.
- Cóż nam się do grobu nie spieszy i miejmy nadzieję, że Panu również. Chętnie będziemy z czasem odwiedzać to miejsce jeśli znajdzie się coś nowego - Heist mimowolnie się zaśmiał pod nosem i znów odsunął się od rozmówców, by obejrzeć kilka ustawionych pod ścianą zegarów. Urokliwe trzeba przyznać.
- Ach właśnie, weźmiemy ten fotel, jeśli to nie problem, oraz tamten zegarek słoneczny na rękę, spodobał mi się - rzucił wskazując na rzeczony przedmiot w gablotce. Cóż będzie zabawnie odpowiadać ludziom, że ma zegarek ale nie wie która godzina w pochmurne dni.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pon Lis 05, 2012 7:21 pm

Na pytanie odpowiedział śmiechem, który sam w sobie wystarczyłby jako odpowiedź.
- Ja? Naprawiać? Nie, nigdy w życiu. Znam się tylko na zegarkach, cała reszta cudownie się psuje w moich rękach. - zachichotał i miło się uśmiechnął. - Ale tak, noga została dodana później. Widzę, że do mojego skromnego przybytku trafili prawdziwi znawcy!
Aż zaskakujące, że w takim zdaniu nie było cienia ironii. Ale jak wszyscy wiemy, dla dobrych klientów i pięknych kobiet powinno się być uprzejmym.
Zresztą polubił tę dwójkę. Wydawali się zabawni i całkiem inteligentni. No i co najmniej jeden z nich znał się na meblach.
Kto wie, być może nawet lepiej niż sam Lawrence, który tak naprawdę nie można uznać za wybitnego znawcę*.
- Oj, widzę, że panowie nie będą wpadać zbyt często. Nieczęsto miewam NOWE rzeczy, częściej nowe STARE rzeczy. Ale takie nowe NOWE to raczej nie. Od czasu do czasu tylko wpadnie jakaś stara, dość NOWA rzecz, ale takich nowych NOWYCH to nie. Ale jeśli będą panowie zainteresowani w nowych STARYCH przedmiotach, to zostawcie panowie numery telefonów, a w razie czegoś ciekawego chętnie się skontaktuję.
Oho. Mówi "panowie" z małej litery. A to się spoufala chłopak.
Wtedy przy pomocy Time Control zatrzymał czas, zapamiętał dokładnie pozycję, w jakiej się znajdował i szybciutko przeszedł na zaplecze, pospiesznie znalazł poszukiwane przedmioty i wrócił na swoje miejsce tuż przed ladą, wrzucając je pod ladę, jakby leżały tam od zawsze. Przybrał z powrotem pozycję, jaką miał tuż przed zatrzymaniem czasu i przywrócił go do normy.
- A więc krzesło plus zegarek. - podrapał się po podbródku, jakby się zastanawiał. - Lubię was, więc oczywiście daję zniżkę na wszystko, zegarek dorzucam prawie darmo**, a więc wszystko za bajeczną cenę 500 funtów należy do was!
Popukał laską w oparcie fotela, jakby chciał pokazać jego solidność... czy coś. Zawiesił sobie swoją laskę na przedramieniu i schylił się po rzeczy, które przyniósł w czasie zatrzymanego czasu***.
I wyprostował się trzymając po rolce papieru prezentowego w każdej ręce. Jeden śliczny, czerwony w zielone choinki i kolorowe prezenty. Drugi, słodki, był cały fioletowy w fioletowe cylindry i różnego rodzaju słodycze.
Prawdopodobnie każdy z tych papierów sam w sobie mógłby być sprzedawany jako antyk, ale póki co oba są nawet nie otworzone.
- Zapakować? - spytał z uśmiechem nr 612 ("Jestem bardzo miłym sprzedawcą i sprzedaję wszystko bardzo uczciwie i uczciwie traktuję swoich klientów i bardzo nie lubię, kiedy klienci tego nie doceniają i bardzo się cieszę, że nie zamierzają protestować"****) , zanim którykolwiek z klientów miał czas zaprotestować co do ceny.

*-co mu wcale nie przeszkadza za takowego uchodzić.
** - "Bo wystawiałem go raczej jako żart i - chociaż wierzyłem, że mój sklep będą odwiedzać świry - to nie sądziłem, że go ktoś kupi."
***-odczuwalny czas względny to wciąż czas, przynajmniej względnie. Więc to zdanie względnie ma sens i bezwzględnie go nie ma.
**** - Lawrence jest bardzo dumny, że wypracował sobie ten uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Wto Lis 06, 2012 5:29 pm

- Faktycznie nieciekawie ale znam ten ból, za co się nie zabiorę na poważnie to od razu spieprzę, ale czasem daje to fajny efekt. Próbowałeś kiedyś wrzucić fajerwerek z ogumowaną końcówką do pomieszczenia z gumy? Fajnie się odbija ale trzeba być żwawym - tak, tak zwany fajerwerkowy squash lub zbijak do którego jakoś świat nie chce się przekonać a Heist wyraźnie nie rozumiał dlaczego, w końcu był to pomysł Raigena a jego najczęściej wypalają.
Mimowolnie na ten wywód brata, który od pierwszej chwili wręcz zaczął się spoufalać ze sprzedawcą nawet sam Raigen uśmiechnął się w lekkim rozbawieniu.
Tak, zgrywanie znawcy to typowy chwyt, który najczęściej działa, a jeśli trafisz na innego znawcę to musisz mu po prostu dać do zrozumienia, że przez te wszystkie lata był w błędzie.
- Idąc tokiem moich wcześniejszych słów i pańskiego wywodu to pomylił szanowny pan wnioski. My lubimy starocie a poprzez nowe oczywiście chodziło mi o nowe dla tego wnętrza, tudzież takie jakich pan jeszcze w tym sklepie nie miał dnia dzisiejszego lub coś w ten deseń. - hmm czy on właśnie nie zaczął prowadzić jakiegoś pokrętnego wyjaśnienia? Tyle lat czynił psikusy i nie załapał, że szanowny pan Rosser się z niego odrobinę nabija? W sumie to zauważył, ale przekonał się że czasem lepiej nie psuć komuś zabawy przedwcześnie.
- Przyjmujesz karty czy wolisz gotówkę? I co najważniejsze, czy w jakiś sposób dostarczasz je pod adres nabywcy czy mamy go tachać na plecach? Nie żeby było to jakoś specjalnie straszne, ale wyglądałoby to co najmniej dziwnie, bo znając brata gdy będzie moja kolej niesienia on wskoczy na krzesło i krzyknie coś w stylu "Krzesło-taxi!" - tak, jakby on sam nie zamierzał czegoś takiego zrobić bratu. Pod tym względem myśleli identycznie.
- Tak swoją drogą to nie jestem pewny czy brat potrafi w ogóle odczytywać godziny, nawet na zegarku cyfrowym. - wyszeptał do Noburo i przyjrzał się zapakowanemu papierowi do pakowania. Nie ma to jak dokładność, zapakować coś czym się pakuje. W międzyczasie z kieszeni wygrzebał kawałek najprawdziwszego papirusu i wieczne pióro by szybkimi ruchami wypisać numer swojej komórki. Cóż i tak brat zawsze jest w pobliżu a kto wie, czy nie znajdzie czegoś dla siebie?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Wto Lis 06, 2012 8:12 pm

- Przyznam, że nie próbowałem, ale wyobrażam sobie ile musi nieść radości taka zabawa.
I chociaż wyglądał zupełnie szczerze, kiedy o tym mówił, wiedział, że ani trochę by go taki fajerwerkowy squash nie bawił. No, może jakby znalazł kogoś, kogo nie lubi i wrzucić tam więcej niż jeden fajerwerk i patrzeć, jak się uwija, to wtedy tak, to wtedy mogłoby to być całkiem zabawne, ale tak, żeby samemu biegać i skakać? Bez sensu.
- Od biedy przyjmuję i kartę, ale przyznaję, że jestem dość starej daty - stwierdził sklepikarz, który wygląda, jakby miał najdalej 20 lat. - i wolę gotówkę. Mam różne swoje powody, aby nie ufać bankom, zawsze pazernym na pieniądze takich drobnych przedsiębiorców jak ja, ale jeśli to dla was wielki problem, to i kartę obsłużymy. - rozejrzał się i podrapał się po głowie. - Gdzieś tu miałem to wspaniałe, "magiczne" urządzenie, które podsuwa się ludziom i tak - wysunął do nich rękę, jakby faktycznie trzymał owo urządzonko, laską wycelował w sufit i niskim tonem rzekł - "Witam Panowie. Karta, PIN i zielony proszę."
A wszystko to, by na chwilę zyskać na czasie i zastanowić się, czy jest w stanie to jakoś dostarczyć jakoś to krzesło, coby wydać się bardziej profesjonalnym. I na tym zarobić, oczywiście.
Nie zrozumcie go źle, on wcale nie był chciwy, ani pazerny. Ba, nawet mu nie zależało na dobrym ruchu w antykwariacie On po prostu lubił wczuwać się w rolę, bo to było zabawne. Stawianie sobie wyzwań również jest zabawne. Bardziej zabawne jest sprostanie owym wyzwaniom.
Tak rozważając wziął ów skrawek papirusu
"No coś takiego, niezłe antyki, jeśli noszą ze sobą faktycznie papirus. To nie wydaje się jedną z tych tanich podróbek, których cały rulon mam na zapleczu..."
i odpowiedział szeptem Raigenowi:
- To fakt, że będzie miał zegarek, z którego nieczęsto można odczytać godzinę, uratuje go przed kompromitacją w wielu sytuacjach.
Warto tutaj zwrócić uwagę, że na wystawie nie było ani jednego zegarka elektronicznego, najwyraźniej Rosser nie posiadał ich w swoim asortymencie.
To smutne, ale nie wymyślił nic a propos sposobu dostawy, co by nie było albo archaiczne, albo strasznie drogie, albo nie wiązałoby się z wystawieniem mebla na uszczerbek. Pewnie, mógłby ów mebel donieść sam. Ba, przy odrobinie wysiłku spokojnie mógłby to zrobić raczej niezauważony, nawet, jeśli trwałoby to bezwzględnie krótko i względnie długo.
Ale to niewarte zachodu.
- I, tak przy okazji, - powiedział już głośniej, do obu braci, chowając świstek papirusu do kieszeni - z przykrością stwierdzam, że o transport panowie musicie zatroszczyć się sami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Lis 07, 2012 10:28 pm

- Niestety łatwo jest coś sobie osmalić. Brat do dzisiaj ma ślad gdzieś w okolicy tyłka - uśmiechnął się złośliwie w kierunku rudzielca i ponownie obrócił głowę ku Noburo.
- To tak jak my drogi przyjacielu, ale ewolucja i postęp robią swoje. Niech będzie więc gotówka - wyciągnął z kieszeni portfel, z prawdziwej skóry - choć trudno było określić czyjej, chyba z krowy ale ręki nie dam uciąć - otworzył go i wysuwał zeń różne banknoty, w tym także i te pochodzące z najdalszych krajów, które obecnie nie są nawet w użyciu aż w końcu wysunął dziesięć czerwonych banknotów, pięćdziesięciofuntowych które położył na ladzie, zaś portfel który zamknął umieścił z powrotem w swojej kieszeni. Szpan.
- I tak bierze go dla zgrywu. Ma nadzieję wrobić kilku bogu ducha winnych przechodniów pytających o czas. Stara sztuczka - odszeptał uśmiechając się porozumiewawczo. W sumie to był dość łatwy, infantylny choć czasem złośliwie zabawny dowcip, szczególnie jak trafisz na kogoś w złym nastroju, któremu naprawdę zależy na znajomości godziny. To dziwne, że w erze telefonów komórkowych, które mają zegarki ludziom nadal zdarza się pytać o czas.
- Czyli musimy zadzwonić po transport, ja tego tachać nie będę a przyczynę podałem już wcześniej - gdy tylko skończył mówić oddalił się odrobinę wyciągając swój telefon, szybko wybrał z listy odpowiedni numer i przekazał polecenie. Szybko i gładko jak to mówią. Może dołożyć jakąś ciężką szafę by mieli trudniej? Albo kredensik chociaż?
- Strasznie frapują mnie Twoje wcześniejsze słowa. To o starej dacie, aż mnie korci by spytać o Twój wiek - no i pora przejść do pogawędki bo na transport i tak będą musieli trochę poczekać, czemu by nie zapoznać się bliżej z nowo poznanym, uroczym i przemiłym sklepikarzem z antykwariatu?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Lis 08, 2012 9:35 pm

Lawrence zebrał banknoty, obejrzał je ze wszystkich stron, uważnie, sprawdził nawet pod światło, ale wyglądały na prawdziwe. Czuł się nawet trochę nieswojo chowając pieniądze do kieszeni. Co jak co, ale założył, że owi eksperci... pardon, teraz "eksperci" (bo nawet jeśli to ONI mają rację, to Lawrence już im tego nie przyzna) będą się targować. Z góry założył, że bliźniaki będą się targować i to z podwójną zaciętością*. Ale jak oni płacą 500 funtów za fotel wyceniony na "No, trzysta pięćdziesiąt jak pan wyciągnie, to jest pan niezły". O właśnie, trzeba się później temu ekspertowi pochwalić...
No dobra, umówmy się, że Lawrence'owi i tak mocno wisi ile zarobi, bo tak długo, jak wystarcza mu pieniędzy na wszelkie zachcianki (które stosunkowo rzadko wiążą się z kosztami) nie przejmuje się sprawami materialnymi.
Ale jako dobry sklepikarz oczywiście się uśmiechnął, podziękował, zaprosił ponownie do siebie, a słysząc pytanie Raigena, postawił sobie laskę na palcu wskazującym lewej ręki i skupił się na odpowiednim balansowaniu, aby ta mu nie spadła.
- Well, well, well, jakby tu odpowiedzieć? - wprawdzie skupiony na lasce wyglądał, jakby własnie uśmiechał się gdzieś w sufit, ale zerknięcia co chwilę rzucane na klienta miały mu uświadomić, że mimo wszystko odpowiedź jest kierowana do niego. - Na pewno mam więcej lat, niż na to wyglądam, o to mogę cię zapewnić. Wiesz, ja wiem ile mam lat i jestem pewien, że mam rację. ale to takie względne, bo tak naprawdę jestem starszy, niż myślę i jestem starszy niż ty myślisz, że nie wspomnę o tym, że jestem starszy niż byłem, a z pewnego punktu widzenia w ogóle nie mam lat. - wybuchnął śmiechem, ale szybko się opanował, w ostatniej chwili zachowując balans laski. - Wybacz, poniosło mnie. Pomyślałem sobie po prostu, że z perspektywy pewnych osób jestem tak naprawdę żywym trupem. Wiesz jak to jest, czasami się przeżywa rzeczy, których się przeżyć nie powinno i z tego tytułu później są naprawdę rozmaite komplikacje!
Mówiąc ostatnie słowa** podrzucił laskę w górę, ta w powietrzu obróciła się parę razy, po czym złapał ją prawą ręką i oparł na swoim ramieniu.
- Ale ogólnie to zbliżam się do trzydziestki, a to o starej dacie to... hmm, kwestia wychowania. - uśmiechnął się. - A teraz coś za coś. Ile wy macie lat?

* - rozumiecie. Bo jest ich dwóch. Ha, ha, ha, to się pośmialiśmy.
** - prawdopodobnie Raigen'owi ciężko nawet podejrzewać, jak bardzo były one dosłowne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Lis 09, 2012 6:23 pm

Cóż na targowanie się będą mieli przecież sporo czasu a tu nie o cenę chodzi, ale o wartość sentymentalną przedmiotu, który dopiero nabyli. Mógł nawet kosztować tysiaka, nie przejęliby się tym, fortunę zbierali dość długo by pozwolić sobie na ekskluzywnie drogie życie i wydatki, w tym na rzeczy przepłacone.
- Mam wrażenie, że gadasz jak potłuczony. Każdy ma swojego joba i tak dalej ale Tobie daję piątkę z plusem - cóż z oceną brata Raigen musiał się poniekąd zgodzić, Noburo wydawał się jak to mówią młodzi, trollem. Cóż oni pamiętają prawdziwe trolle, albo inaczej, oni wmówią Ci że je pamiętają choć nie ma pewności co jest w tym wypadku prawdą. W końcu czy trolle istnieją? Dlaczego nie? Dlaczego tak? Widziałeś trolla? No właśnie, nie widziałeś ale to nie znaczy, że nie istnieje, my widzieliśmy ale to również nie udowadnia jego istnienia.
- Według perspektywy czasu my powinniśmy być już prochem idąc tym tokiem rozumowania. Ile mamy lat? A jaka odpowiedź Cię usatysfakcjonuje? Szczera czy taka, którą nam zaprezentowałeś, bo stać mnie na obie. Inna kwestia to odpowiedź, w którą byś uwierzył bo nasza jest zdecydowanie typem odpowiedzi "Bajdurzysz, na pewno nie masz czterech tysięcy lat", choć w tym momencie rodzi się pytanie, skąd w mojej kieszeni autentyczny papirus, na którym napisałem mój numer telefonu. Oczywiście fakt, że szukamy wyjątkowo starych antyków w żaden sposób nie potwierdzi mojego wywodu, gdyż wiele osób lubi antyki, inaczej nie istniałyby antykwariaty. Przy antykach zaś, nasza dwójka to okaz muzealny, a tutaj masz ciekawy dowód - w tym momencie wyjął z kieszeni zdjęcie, zrobione polaroidem. Oto stoi na nim on i brat a między nimi dwa sarkofagi i widoczne inne eksponaty Brittish Museum, zaś na sarkofagu widać podobizny dokładnie tej samej dwójki, którą są bracia Raventorf obok swoich, naprawdę swoich sarkofagów.
- Znów pokazujesz to stare zdjęcie? - wyrwało się młodszemu z braci, który mimowolnie się jednak uśmiechnął. Ciekawe co też na to uprzejmy pan sprzedawca, ciekawiła go jego reakcja.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Lis 09, 2012 7:09 pm

Przybliżył twarz do zdjęcia, najwyraźniej by mu się uważniej przyjrzeć. Wykonał ruch, jakby poprawiał okulary (żadnych nie nosi i raczej żadnych nie nosił, skąd ten ruch?) i kontemplował chwilę w milczeniu.
Antykwariusz już wcześniej nabierał przekonania, że ma do czynienia z nieśmiertelnymi, a zakładając, iż owe podobieństwo jest nieprzypadkowe (w autentyczność sarkofagów wierzył - przypadkiem był na pierwszej wystawie, kiedy je wystawiono) to są naprawdę dużo starsi od niego.
Nie, żeby miał jakiekolwiek podstawy, by zgadywać, ale jakby już się zakładał, to pewnie obstawiałby coś w stylu "czterech tysięcy lat".
Wyprostował się i spokojnie powiedział:
- Bajdurzysz, na pewno nie macie czterech tysięcy lat. - po czym natychmiastowo zawołał, podnosząc ręce w górę - Ale to niesamowite! Te sarkofagi wyglądają zupełnie jak wy! Musicie być jakimiś potomkami, czy coś!
Nawet przez chwilę się zastanawiał, czy nie skończyć z tą maskaradą i nie pogadać z nimi jak nieśmiertelny z nieśmiertelnymi (chociaż... na swój sposób i tak gadał z nimi w taki właśnie... sposób), ale na razie zrezygnował z tego pomysłu. To nie ma większego sensu, w tej przynajmniej chwili, ale może się później przydać. W razie czego uda się na spacer i ich znajdzie, cóż to za problem?
- I przepraszam, za ten mój odrobinę niezrozumiały wywód, ale nie lubię obnosić się ze swoim wiekiem... który przecież ostatecznie wam powiedziałem. Niemniej, chciałbym wiedzieć, czy Panowie naprawdę mają tyle lat, ile to się może wydawać, patrząc na sarkofagi, czy jest prostsze wyjaśnienie? Wiecie, miałem kilku... STARYCH klientów. - uśmiechnął się miło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Lis 09, 2012 10:35 pm

Obaj bracia gromko się zaśmiali, gdy przemiły sprzedawca odegrał szopkę ze słowami, które dopiero co zostały mu podsunięte. Cóż doskonałe zagranie panie Lawrence.
- Czy wyglądamy jak egipcjanie? Osobiście chyba mamy bardziej urodę starożytnego wschodu, nie tą obecną, tą lepszą - zanim zaczęli tam przeważać talibowie i tak dalej. Z nimi bynajmniej nie mogli się oni kojarzyć, zbyt jaśni, za mało owłosieni i do tego nie mają tego specyficznego "abdulskiego" akcentu.
Cóż jeśli o dalszą grę chodzi to równie dobrze mógł się trzymać zabawy w udawanie, jak i przenieść się na konkrety. Jeśli nie był nieśmiertelnym - w co przynajmniej roztropniejszy brat nie wierzył, a drugiego to nie obchodziło - to z pewnością nie uwierzyłby w ich wiek. Mógłby wyjaśnić to sobie na wszelkie sposoby, od zwykłego przypadku po obrane teatralnie kwestie bycia potomkiem.
- Oczywiście, choć Twoja odpowiedź była całkiem wymijająca to zrozumiała. Mógłbym Ci pewnie podać setki różnych wyjaśnień, choćby takie o kontaktach w branży muzealnej i falsyfikacie, dla zgrywu, poprzez wprawne posługiwanie się technikami komputerowymi, które pozwolą na wydrukowanie odpowiednio sfabrykowanego zdjęcia na filmie polaroida. Jednak teraz pozostaje kwestia w co byś uwierzył? - Raigen zaszczycił go swoim uśmiechem chytrusa numer 17 - czyli mina w stylu "nie sądzisz, że robię Ci z mózgu papkę? - jednak nadal jego mina poza tym uśmiechem pozostawała uprzejma a i uśmieszek po chwili ustąpił zwykłemu, pogodnemu wyrazowi twarzy.
- Albo możemy powiedzieć, że jesteśmy od nich starsi. Powiadasz STARYCH klientów? Czy mówimy tu o starych w stuleciach czy może o zwykłych staruszkach, którzy na wakacjach w Stanach, kupują koszulkę I love NY będąc w stanie Wisconsin? - chłopak oparł się o jeden z solidniejszych regałów, których sklep również miał niemało. W końcu to antykwariat i ich tutaj przecież nie powinno brakować, ale znaleźć coś, co się na sto procent nie rozsypie łatwo nie było.
- Równie dziwną odpowiedź jak mogą być nasze zapewne uzyskam, kiedy spytam na kiego grzyba nosisz kapelusz w pomieszczeniu. No chyba, że jesteś magikiem i aby zachęcić klientów wyciągasz z niego królika, albo nie wiem... kota czy inne tałatajstwo..
- Jeśli tak, to chętnie bym popatrzył. Lubie całe magiczne tałatajstwo. - odezwał się Mag*.

__________

* Ironia wobec własnej postaci jest wspaniała.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Lis 10, 2012 9:40 pm

Kiedy Raigen zaszczycił go swoim uśmiechem nr 17, Lawrence odpowiedział mu uśmiechem nr 216 (Tj. "To jest absolutnie nic, w stosunku do tego, co mój mózg już ma za sobą").
Po chwili zastanowienia odpowiedział:
- Przyznaję, że kwestia tego, w co bym uwierzył, może być bardzo obszerna i nie zamierzam wchodzić w detale, bo byłby to temat na doktorat. Wiecie, uwierzyć mogę w naprawdę wiele rzeczy, ale potrafię udawać, że wierzę w naprawdę wszystko! Więc wszystko zależy od miejsca, w którym przebywam, czasu, który jest obecnie, mojego nastroju, podejścia do osoby z którą rozmawiam, miejsca w którym dana osoba przebywa, czasu, który jest dla niej obecny, jej nastroju, jej podejścia do mnie i całej masy czynników. Pozostanę tylko prze puencie, że prawdopodobnie w obecnej sytuacji nie uwierzyłbym w żadną z przedstawionych wersji.
Mówiąc to tym samym próbował ustawić laskę na biurku tak, by stała pionowo. Do tej pory z marnym skutkiem, wredna cały czas się przechylała na którą stronę i antykwariusz musiał łapać ją, aby nie upadła.
- A co do moich klientów, to muszę przyznać, że teorie masz ciekawe. Wspominasz o ludziach starych, gdzie ich wiek mierzymy w stuleciach. Ja się za to pytam: skąd takie głupie pomysły mogą ci przyjść do głowy? To znaczy... nie chcę cię obrazić, Mister Raventorf, ale... czy ten sklep naprawdę wygląda na taki, który odwiedzają ZWYKLI staruszkowie, którzy jeżdżą na ZWYKŁE wakacje do - pomimo całej magii tamtego miejsca - tylko odrobinę niezwykłych Stanów Zjednoczonych, by kupić ZWYKŁĄ koszulkę "I love "NORMAL" NY" będąc w ZWYCZAJNYM stanie Wisconsin? Powinienem chyba czuć się urażony.
Wyprostował się puszczając laskę, która stała idealnie prosto i ani myślała drgnąć. Pewnie dlatego, że odrobinę zniecierpliwiony Lawrence nałożył na nią Time Control i laska po prostu nie poruszała się w czasie. Przez najbliższe pięć minut nie ruszy jej nawet kula armatnia.
- A kapelusz? - spytał zdejmując go z głowy i oglądając, jakby dawno go nie widział. Co jest zresztą możliwe, jeśli faktycznie tak rzadko zdejmuje go z głowy... - Nie, nie wyciągam z niego nic, przynajmniej nic, czego wcześniej tam nie wkładałem. A że nie narzekam na niedomiar kieszeni, to i nieczęsto tam coś wkładam.
Zawiesił kapelusz na laskę. Patrząc na to, co stało w tej chwili na jego ladzie, tj. laska z kapeluszem, nierealne zadawało się, aby to się mogło utrzymać. Ale z jakiegoś powodu się utrzymało.
Ogólnie Lawrence ma wszystko na oku i zdecydował, że jeśli któremuś z bliźniaków przyjdzie do głowy sięgnąć po laskę, to zdejmie z niej pole zastoju czasu, aby mógł on ją w spokoju wziąć do ręki.
Rozłożył ręce w geście "sorry, nic z tego" i wzruszył ramionami.
- Więc obawiam się, że raczej nie ma większych szans, abym pokazał jakieś magiczne sztuczki, jestem sklepikarzem, nie magikiem*.

*- przynajmniej w tym konkretnym momencie. Mając do dyspozycji kontrolę czasu możesz być kim chcesz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Wto Lis 13, 2012 10:10 pm

Obaj bracia po jego odpowiedziach uśmiechali się szeroko. Trzeba przyznać, że polubili tego młodego człowieka. Chociaż wyglądał na ich rówieśnika to i tak czuli, że jest młodszy od nich, choć nie od dziś wiadomo iż nieśmiertelni starają się tworzyć pozory względem swego wieku, bo po prostu w pewnym momencie przestają się starzeć. Najdziwniejszy taki przypadek widzieli jak pewnemu tysiącletniemu wampirowi czystej krwi oś czasu zatrzymała się na dwunastym roku życia. Biedaczek, który z tego samego powodu prawdopodobnie się zabił, choć o to mniejsza bo i sami nie mają na ten temat pojęcia.
Jeśli zaś chodzi o osobiste spostrzeżenia, to Raigen jak na razie miał jedno, którego brat nie podzielał. Noburo zdecydowanie lubił CZAS i nie chodziło tutaj wyłącznie o zegarki. Za dużo o nim mówił i może stąd te pewne podejrzenia iż mężczyznę to po prostu rajcuje (brak styczności z taką mocą w życiu pozwala się nie domyślić iż ktoś potrafi nim w jakiś sposób władać).
- Wybacz, nie zamierzałem Cię urazić. Chodziło mi tu raczej o metaforyczny przekaz bo zdaje mi się, że i tak zrozumiałeś że mam na myśli śmiertelników. Jeśli zaś się mylę to uznasz mnie za pomyleńca czyli jak wspomniałeś, możesz równie dobrze nie uwierzyć w nic, co wedle pewnych osób byłoby nam na rękę kiedy tak naprawdę jest dla nas całkowicie obojętne. - co racja to racja, w przeszłości nie raz oskarżono ich o czary a jak widać, ani się tym nie przejęli, ani specjalnie się z tym nie kryli, ani co ważniejsze nie zaprzeczali jeśli do takowych oskarżeń dochodziło. Pokazywali wtedy kilka prostych, magicznych sztuczek, który każdy, nawet śmiertelnik potrafiłby wykonać, dawali dyla, albo dawali po łbie. Każda z opcji była dobra.
- A szkoda. Choć dalej nie mamy pojęcia, dlaczego większość czasu nosisz go na głowie. Przywykliśmy że w pomieszczeniach zdejmuje się nakrycia głowy, ale ani włosy, ani - co nas nie dotyczy - peruki nie wchodzą w skład nakryć głowy, które winno się zdjąć. - przez chwilę nawet miał ochotę trącić stojącą laskę, choć zaczął się zastanawiać czy aby nie jest to właśnie jakiś wstęp do magicznej sztuczki. Za dużo próbował kombinować.
- Swoją drogą drogi Lawrence'ie zastanawialiśmy się nad czymś od momentu naszego powrotu do Londynu. Konkretnie to znajdował się tutaj pewien Instytut i zastanawiamy się, czy nadal funkcjonuje. - chyba uznał, że nie musi precyzować o jaki instytut chodzi, gdyż etap ustalania iż oboje nie należą do typowych ludzi mieli za sobą, choć zważywszy na to z kim byli, można dojść do mylnych wniosków lub spodziewać się mylącej odpowiedzi. Pod tym względem zdecydowanie bardzo polubili pana Rossera.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Lis 14, 2012 7:43 pm

- Uwaga! - zawołał i wyciągnął rękę przed siebie, celując w cylinder i przybrał wyraz twarzy, świadczący o najwyższym skupieniu. Bracia mogli obserwować, jak kapelusz powoli unosi się w górę. Stało się tak dlatego, że Lawrence zaczął cofać kapelusz w czasie do tyłu, przez co ten pokonywał drogę wstecz. Skoro od góry został nałożony na laskę, to "cofając" się, musi również podnieść się do góry. Toteż uniósł się w górę, podleciał (ręka Lawrence'a stale wędrowała za kapeluszem, przez co bliźniacy mogli odnieść wrażenie, że to właśnie ona kieruje torem jego lotu), zakręcił się w powietrzu (w miejscu, w którym Lawrence nim zakręcił, zdejmując go) i powrócił właścicielowi na głowę (bowiem właściciel nie przesunął głowy nawet o milimetr od czasu, w którym kapelusz zdjął). Odetchnął, jakby się bardzo zmachał (przy czym nie potrzeba wielkiej spostrzegawczości, aby dostrzec, że go to wcale nie zmęczyło), chwycił wciąż sterczącą na stole laskę i ukłonił się, na wypadek, gdyby widzowie chcieli zaklaskać.
- Ostatecznie raz na jakiś czas mogę wykorzystać go i do sztuczek, niech się na coś przyda. - rzekł uśmiechając się, mówiąc oczywiście o kapeluszu. - A Instytut? No, to już zależy, panowie. - popukał się laską w prawe ramię. - Niejeden instytut funkcjonował, niejeden funkcjonuje, niejeden upadł, a jestem prawie pewien, że nie było tu żadnego w czasach starożytnego Egiptu. Patrząc na Państwa preferencje mógłbym zgadywać o jaki instytut chodzi, bowiem zapewne jest to ten sam Instytut*, do którego miałem okazję uczęszczać, aczkolwiek nie chciałbym Panów mylić, toteż liczyłbym na jakieś dokładniejsze określenie owego instytutu, abym wiedział, czy mamy do czynienia z Instytutem, czy po prostu instytutem, czy też inną instytucją**.
Uśmiechnął się miło.

* - Lawrence, jak chce podkreślić szacunek do czegoś, bądź ważność kogoś/czegoś to korzysta z wielkich liter. Może to ciężko sobie wyobrazić, ale tą różnice naprawdę da się wyczuć w jego głosie!
** - z drugiej strony, jeśli miesza w ten sposób, to jednak ta różnica nie zawsze jest wyczuwalna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Lis 14, 2012 9:55 pm

Heist pomimo iż zauważył sposób w jaki wręcz naigrywa się z nich przemiły pan sprzedawca zaklaskał ochoczo z pokazanej sztuczki. Brak wysiłku faktycznie był dostrzegalny, a całość nabrała wyglądu szopki, która bądź co bądź jednak była ciekawa. Tylko czy na pewno tak bardzo?
Oczywiście, że tak ale znów są to spostrzeżenia Raigena, który na przestrzeni lat był tym co więcej obserwował, zamiast "zacieszać ryja" jak to lubił określać zachowanie brata. On również się nie poruszył o cal od momentu umieszczenia kapelusza na lasce więc potrafił ocenić jego położenie w przestrzeni i zauważyć idealnie odwrócony ruch kapelusza. Idealnie gdyż gdyby puścić film od tyłu to dokładnie tak by to wyglądało. Uśmiechnął się szerzej pod nosem i przemilczał spostrzeżenia, niech brat sam się domyśli, jeśli będzie dał radę bo chyba nawet nie wie jak idealny pokaz dał im Lawrance przed zaledwie krótką chwilą. Ach ten czas.
Jego następna odpowiedź wcale ich nie zdziwiła, byli wręcz na nią gotowi.
- Kolebka Upadłych Aniołów. Tak nazywają ten Instytut. Zastanawiamy się czy jest sens odwiedzać jeszcze to miejsce... to znaczy jeśli popadło w ruinę to raczej nie chcielibyśmy go oglądać - co nie znaczy, że nawet wtedy by tam nie poszli. Zrobiliby to, choćby i wyłącznie po to by zabrać sobie na pamiątkę trochę popiołów, albo kawałek drewna z kolebki, który mogliby spalić i wziąć z niego ów popiół. Taki osobisty job, zbieranie popiołów z różnych ciekawych, spalonych miejsc.

// wybacz, że tak krótko, przysypiam już .__.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Lis 16, 2012 8:25 am

(Spoko, mój poprzedni post też nie był jakoś specjalnie długi xD)

Lawrence stuknął laską o ziemię.
- A jakże! Instytut o tejże nazwie wciąż funkcjonuje i ma się całkiem nieźle. To faktycznie zaskakujące, że nikt go jeszcze nie zrównał z ziemią, nie spalił, nie wysłał w przestrzeń kosmiczną, nie schował do kieszeni, nie sprzedał rumunom, czy nie oddał siłom obcych państw w charakterze tarczy antyrakietowej!
Dla odmiany myśl ta była względnie prawdziwa. Antykwariusz naprawdę momentami się dziwił, że takie skupisko nieśmiertelnych jest w stanie normalnie... względnie normalnie funkcjonować i nie ulec żadnemu globalnemu wypadkowi. A oni wciąż poszerzają kadrę, zatrudniają nowych nieśmiertelnych, kolejnych biorą pod opiekę...
Niezależnie od tego, jak dobrym Donosicielem mógłby być Lawrence, to prędzej lub później skończy się katastrofą. Bez dwóch zdań.
Zwłaszcza, jak zaczynają być przyjmowane osoby pokroju Rape'a czy tam Rafe'a czy jak mu tam było...
- Jeśli Panowie są zainteresowani, to mogę zaprowadzić do samej Kolebki, jeśli droga zdążyła zatrzeć się w pamięci szanownych Panów. Aczkolwiek z tą konkretną czynnością radziłbym poczekać, aż pojawi się zamówiony transport i dostarczy on ów piękny fotel na przeznaczone mu miejsce.
Można by powiedzieć, że miło się uśmiechnął, aczkolwiek byłoby to stwierdzenie błędne. On bez przerwy miło się uśmiechał, więc uśmiechnięcie się, jak się jest uśmiechniętym, jest odrobinę problematyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Lis 16, 2012 8:53 pm

Droga do Kolebki tkwiła w ich pamięci nazbyt doskonale, ale możliwość spaceru z nowo poznanym nieśmiertelnym do samego centrum życia nieśmiertelnych to faktycznie uprzejma propozycja.
- Sądziłem raczej, że wampiry dobiorą się do wszystkiego co się rusza i stanie się to Kolebka Nażartych Wampirów lub Głodujących, zależnie od tego jak dawno by się to stało i czy nie mieliby problemów z pożywianiem się na niewinnych, niczego nieświadomych ludziach. W sumie one prawie wiecznie są głodne, więc druga opcja bardziej pasuje. Jeśli zaś chodzi o poprowadzenie, bylibyśmy zaszczyceni. - cóż więc nie byli sami w swoich przypuszczeniach. Odwiedzili Kolebkę raz, by na nią spojrzeć, zaledwie na krótko po tym jak podpisano porozumienie z ludźmi.
Co prawda do szczęścia Kolebka nie była im potrzebna w żadnym stopniu, nie jako schronienie. Jednak kwestia tego, że jest tam wielu takich jak oni czy choćby sam pan Rosser, który z pewnością niejednokrotnie przekracza tamte mury, choćby i tylko po to, by z kogoś porobić żarty na jakże osobliwie wysublimowanym poziomie. Rzadko wręcz spotykanym.
Poza tym z pewnością gdzieś musiał gromadzić informacje, zarówno dla siebie jak i dla innych nieśmiertelnych, z którymi los o sprzyjającym dla nich czasie przetnie ścieżki z tym jakże uroczym zegarmistrzem. Zegary, czas. Tak przypuszczenia nabierają na sile.
- Ja obstawiałem, że śmiertelnicy spróbują przerobić naszych na mięso armatnie. Pewnie znalazłoby się tam paru świrów, którzy by na to poszli nie mylę się? - no, może nie na mięso armatnie, ale z pewnością było kilku, którzy chętnie wzięliby udział w jakiejś wojnie. Chociaż jeśli mówimy tu o ciut starszych pasażerach linii zwanej czas, to oni pewnie mają już kilka wojen za sobą. Oni na przykład odwiedzili Stany Zjednoczone w czasie wojny secesyjnej, oczywiście wzięli w niej udział jako medycy... obu stron i to nie z powodu różnicy zdań między nimi. Po prostu rzucali monetą, najpierw by zdecydować czy biorą jedną stronę czy drugą a potem kto weźmie którą. Los chciał, że w pierwszym rzucie moneta wylądowała na boku a uznają oni jedynie jeden rzut, a druga nakazała Raigenowi pomagać Konfederatom, ironia losu bo bracia w sumie byli bardziej za Unią.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pon Lis 19, 2012 10:24 pm

Lawrence machnął ręką w geście "Aa tam".
- Wampiry? - spytał cokolwiek ironicznie. - A co one tam mogą? Osobiście zawsze obstawiałem, że do zamieszania przyczynią się Demony i Czarownicy. - wywrócił oczami. Czyżby faktycznie w ostatnim czasie wydarzyło się coś, co mogło spełnić jego obawy?
- A świrów nie brakuje nigdy i nigdzie, każdy gdzieś się znajdzie. Ciekawostka - statystycznie każdy człowiek na świecie w każdej chwili jest nie dalej jak 50 metrów od jakiegoś świra. Jeśli ktoś jest świrem to liczy się jak dystans zero metrów, więc uznaję tę statystykę za prawdopodobną, również w wydaniu waszej dwójki... znaczy, przyznaję - nie wiem, na ile często się rozdzielacie. - ostatnie słowa wypowiedział, przybierając na twarz wyraz "rzekomego zwątpienia"* i wskazując laską kolejno to na Heista i Raigena. Zachichotał cicho. Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza zegarek i zerknął na godzinę. Nie omieszkał przy tym ustawić go pod takim kątem, aby pokazać gościom jak piękny jest ów złocony zegarek, starannie wykonana tarcza i te wskazówki...
...te wskazówki, które zdają się chodzić do tyłu.
*Genialne! Mając ten zegarek mogę pięć minut temu cofnąć się w czasie o pięć minut do przodu. Swoją drogą, warto byłoby ten zegarek w końcu zwrócić... ale chyba poza tym zrobię sobie taki własny!*
Schował zegarek z powrotem do kieszeni.
- Swoją drogą, Panowie, że tak ośmielę się dość bezpośrednio spytać... Do jakiej konkretnie rasy Panowie przynależą? - spytał z odrobinę perfidnym uśmieszkiem.

* - to jest wyraz twarzy, który ma świadczyć o zwątpieniu, ale tylko rzekomym. Dlatego oznacza to, że Lawrence tak naprawdę nie wątpi, ale rzekomo wątpi, a więc tylko udaje i - co jest rzekomo ciekawe** - to udawanie widać.
** - a więc jest to ciekawe, ale tylko rzekomo, co świadczy o fakcie interesującym, ale tylko rzekomo. Dlatego oznacza to, że to tak naprawdę nie jest ciekawe, ale rzekomo jest, a więc próbuje i - co można uznać rzekomo*** za zaskakujące - mu się to raczej nie udaje.
*** - możemy to za takie uznać, ale tylko rzekomo. Dlatego oznacza to, że tak naprawdę nie powinno się tego za takowe uznawać, jednakoż rzekomo można, czyli tak naprawdę to jest bezsensu i - co może być rzekomo ciekawe**(****) - wszyscy o tym widzą.
**** - niekończąca się pętla przypisów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Wto Lis 20, 2012 1:50 am

- Jeszcze nie widziałem głodującego demona, ani tym bardziej czarownika. Chociaż faktycznie niektóre zdają się być nieporadne, to jednak nie wyobrażam sobie demona ssącego wampira - w sumie dopiero gdy skończył to mówić, zauważył jaką nieświadomie wypowiedział dwuznaczną uwagę, no ale pieprzyć korektę. Choć w ten sposób to wampiry wychodzą na tych zniewieściałych to jakoś nie zamierzał nic dodawać w tej kwestii. W końcu wiadomo, że prawda jest jak dupa i każdy ma swoją czyż nie? No gorzej jak ktoś ma więcej niż jeden tyłek co raz widzieli, wtedy to już inna bajka.
- Trudno się nie zgodzić. Choć zdaje mi się, że nasza trójka w jednym miejscu napieprza po statystykach niczym Ted Bundy po kobietach, które są na jego liście zmarłych. - już nie mówiąc o samej dwójce. Zdarzało im się rozdzielać, ale zazwyczaj drugi był gdzieś w pobliżu. Po prostu tak długa relacja między braćmi odruchowo trzyma ich przy sobie.
Podobno kiedyś rozdzielili się na jakieś dwa lata, ale również podobno bawili się nieprzyzwoicie ze zwierzętami.
Poza tym nie musieli przecież podróżować jednym autem, a co do aut i zwierząt... czym różni się łada od owcy? Z łady dwa razy trudniej wyjść. Badum tsss.
Chłopaki uważnie przyjrzeli się zegarowi, którego wskazówki szły w odwrotnym kierunku, faktycznie była to ciekawa 'zabaweczka'. Jeśli Noburo podzieliłby się swoimi przemyśleniami z nimi, z pewnością doradziliby mu, by naprawdę wziął ten zegarek. Dawałby równie dobry, o ile nie lepszy efekt przy podawaniu komuś godziny "o przykro mi, ten zegarek chodzi do tyłu. Mogę panu powiedzieć, że za pięć minut będzie pięć minut temu"
Raigen sięgnął do jednej z przywiązanych sakiewek i rozwiązał rzemyk.
- Jesteśmy magami z dalekiego wschodu drogi panie - i oto z sakiewki zaczął ulatywać szary proszek, popioły i prochy niczym zawartość urny po dziadku. W powietrzu popiół ułożył się w mapę ukazując starożytne miasta nad Tygrysem i Eufratem, ich rodzinne strony. Równie dobrze mogłoby to wyglądać jak najzwyklejszy czar starego maga, niczym przesuwanie krzesła czy uruchamianie ekspresu do kawy.

// użycie mocy: Babilon Płonie post 1/3 // wolę zanotować by niedomówień nie było xD
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Lis 21, 2012 5:19 pm

Lawrence obejrzał mapę, najwyraźniej zainteresowany.
- Ciekawe, ciekawe, magowie z popiołem i w ogóle, pokazują mi mapę czegoś, co wydaje się znajome. - zwracał się ogólnie, do obojga braci, gdyż nie był pewien kto faktycznie wypowiedział ich ostatnie zdanie*.
Po czym wytknął laską najpierw pierwszego, potem drugiego brata.
- Swoją drogą, czy zdajecie sobie Panowie sprawę, że "Wyraźne stosowanie przez nieśmiertelnych swoich zdolności w miejscach publicznych jest zabronione." Z żalem stwierdzam, że takowy sklep JEST miejscem publicznym, toteż radziłbym wstrzymywać się od jawnego używania mocy, tak dla jasności. Oczywiście nie martwcie się, ja nikomu nie będę się na nic skarżył... znaczy tak długo, jak niczego nie spopielicie.
Cóż, wprawdzie nie miał pewności, czy aby faktycznie bracia są w stanie coś spalić, ale patrząc na ten popiół i ich łączące się z popiołem uwagi Lawrence doszedł do wniosku, że to niewykluczone.
Swoją drogą, sklepy zapewne mniej lub bardziej formalnie faktycznie zaliczały się do miejsc publicznych, ale patrząc na antykwariat i jego otoczenie, naprawdę ciężko w to uwierzyć. Znaczy... "publiczne" kojarzy się z większą liczbą osób, niż "dwie na ruski rok", czy coś takiego. Niemniej Rosser w swej dumie uparcie trzymał się definicji.
- Chociaż jakby w czasie tego pokazu wszedł jakiś nie-nieśmiertelny to by było całkiem ciekawe. Wiecie Panowie, to zawsze się fajnie tłumaczy niewtajemniczonym, że "Nie, on nie sklonował się właśnie na twoich oczach, to po prostu magiczna sztuczka. To jest jego dubler, a on jest magikiem, widzisz jego kapelusz? Tak? No, to widzisz, że magik, więc odejdź w pokoju." czy "Tak, tak, ja wiem, wiem, zdaję sobie sprawę, że to wygląda, jakby on kontrolował ogień, bo jak podniósł rękę, to akurat w tym momencie pojawiła się ognista kula podpalająca twój dom. Tak, ja wiem. Ale wiesz, spójrz na to tak - ten dom płonie, bo ten koleś jest terrorystą i podstawił tam bombę zapalającą, zaś cała reszta to po prostu choreografia i uważając, że gościu może kontrolować ogień musisz być strasznym kretynem. Że co? Że niby stoi w kręgu ognia i nic mu nie jest? A bo to on jeden? Patrz mi na usta - jestem magikiem (widzisz? Mam kapelusz), znam się na tym, to mój fach."
I tak zagłębiając się w te sytuacje Lawrence pomyślał sobie, że jednak miło jest mieć moce, których nikt nie zauważa. Nawet, jeśli on je widzi ciągle i z jego punktu widzenia ten antykwariat zrobił się strasznie tłoczny, gdyż cały czas dostrzegał widma ruchu bliźniaków, którzy kręcili się po budowli. Dlatego nieczęsto siedzi długo w jednym miejscu - jak pojawiają się nowe widma, to widok robi się nieprzyjemny. Alvah miał tylko nadzieję, że transport zamówiony po mebel pojawi się szybko.

* - Nie przypomina sobie, aby którykolwiek z braci mówił na żółto, więc został tym lekko zdezorientowany, czego oczywiście po nim nie widać i dzięki temu nie ma nic dziwnego w tym, że jest rozproszony innym kolorem mowy, co jest oczywiście skrajnie niefabularne, ale ponieważ nikt o tym nie wie - tego nie ma. I wszyscy się cieszą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Lis 24, 2012 12:08 am

Otóż mówili równocześnie. Ich moce wymagają jednak udziału obojga, niezależnie czy to inkantacje czy też jakaś psychowstawka typu "zaraz się zakurzysz".
- Mezopotamia, okolica królestwa starożytnego Babilonu. - odparł mu Raigen, choć nie wątpił że miejsce na mapie może wydawać się znajome. Dostęp do map ma każdy zaś sam Nobu miał również czas w swym życiu na podróże czyż nie? A to, że może pewnie mógł i w czasie się przenieść lub jak wie user, śledzić ich przeszłość to już inna bajka.
- Moglibyśmy powiedzieć, że na starość dopada człowieka skleroza, ale przynajmniej połowa, niezależnie która byłaby kłamstwem. Nie jesteśmy po prostu ludźmi ani tym bardziej nie mamy sklerozy. Chyba, nie mogę sobie jakoś przypomnieć - Heist obdarzył sprzedawcę uśmiechem godnym rudych braci książki autorstwa pewnej brytyjskiej pisarki, tych ze świata magii.*
- Dodatkowo możemy odeprzeć to tym, że kroczymy po świecie dłużej niż większość "dzieciaków" z Kolebki. Faktycznie znamy jej zasady, ale jak się domyślasz, nie jesteśmy własnością instytutu, który nie ma nawet jednej dziesiątej naszego wieku. A poza tym, da się to niezwykle łatwo wyjaśnić nie uważasz? - rzucił krótkie spojrzenie na brata i oto drobiny popiołu w jednej chwili zmniejszyły się do rozmiaru pyłków kurzu i unosiły się leniwie w powietrzu, raz po raz dało się dostrzec ten drobny błysk jak to bywa z oświetlonym kurzem w powietrzu. Miejsce zyskało dodatkowego charakteru a nim minęło kilka chwil te drobiny zniknęły stopniowo wracając do sakiewki, którą niebieskowłosy zawiązał rzemieniem umieszczając na swym pasie.
- "Ślepy jesteś, ja wcale nie sprawiłem że ręka mu odrosła, schował ją pod koszulę bo go bolała. Nie ważne, że znasz go dziesięć lat a ręki nie ma od pięciu, okłamywał Cię" czy może "Nie, ten piorun co Ci przyłożył nie był wcale spowodowany tym, że rzuciłem Ci piorunujące spojrzenie i byłem na Ciebie wściekły" czy może "On wcale nie pojawił się znikąd, po prostu nie zwracałeś dotąd na niego uwagi" czyż nie? Tak wytłumaczenia są naprawdę świetne. Jedyne co jest lepsze to zidiociała mina tego, komu właśnie udowadniasz, że fakt nie jest faktem, on ma przywidzenia, problemy ze słuchem lub po prostu cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne. A właśnie, ostatniego nie próbuj na zwolnionych warunkowo seryjnych mordercach bo znów trafiają do zamknięcia, ale za to ubranie nie ma pasków... długie rękawy to fakt, specjalny system zapięć a pokój jest prawie jak ten do fajerwerkowego squasha. - no ale mogli się poszczycić co najmniej dwoma zresocjalizowanymi** przemiłymi panami, z których każdy próbował im wmówić że widział jak jeden przebija drugiego*** jakimś kijem, jeden znika a kij dostaje ostrze, którym następnie obcinają głowę jakiemuś dziwnemu, blademu typkowi.****
I oto przybyło zbawienie, dwóch dryblasów weszło do sklepu i skinęli głowami na powitanie dla swych najwierniejszych klientów. Oboje sprawiali wrażenie iż wywodzą się z rosji czego dowodziły ortalionowe dresy, złote łańcuchy na szyjach i oczywiście ogolone na prawie łyso łby. Typowy chłopiec na posyłki rosyjskich gangsterów, którzy po godzinach dorabiali legalnie***** i po krótkim wyjaśnieniu przez Heista co i jak, wzięli fotel i wynieśli ze sklepu, uprzednio mówiąc uprzejme "dzień dobry" dla właściciela antykwariatu.
- Prosiłbym o zegarek - zadziwiające, że przez tyle czasu nawet go nie wziął. No ale rozmowa była ważniejsza, chyba.
- Więc pora ruszać na odwiedziny instytutu. Ciekawi mnie jak bardzo się tam zmieniło - spojrzał wyczekująco na Lawrence'a zastanawiając się czy tak jak mówił zechce im towarzyszyć, czy może przeprosi bo musi się zbierać? W sumie po drodze przyjemnie byłoby pójść coś zjeść i zabawić kilku przechodniów rozmową w stylu "A wierzysz w świat nadprzyrodzony?" i podsyłasz takiemu realistyczne halucynacje w stylu przebiegającego jednorożca albo potwora z najgorszych koszmarów danej osóbki i zostawiasz biegającego po ulicy jak kurczaka bez głowy przez ostatnich kilku chwil nim jego serce stanie. No Ci przynajmniej nie umierali bo czasem mówili im, że po prostu ich zahipnotyzowali a to potrafi niejeden, nawet zwykły człowiek więc jest to nawet wiarygodne.

* nie płacą mi za reklamę więc tytułu nie podam
** odbywającymi bezterminowy urlop od hobby w zakładzie psychiatryczn
*** każdy z nich widział innego brata i inną broń
**** chyba wiadomo, że chodzi o wampiry
***** chciałem zrobić połowę choinki i potrzebowałem tych pięciu gwiazdek dla lepszego efektu******
****** tak naprawdę to po prostu każdy pretekst jest dobry*******
******* żartowałem, panowie tak naprawdę korzystają z interesu jako pralni pieniędzy a braciom to jakoś specjalnie nie przeszkadza
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Gru 05, 2012 4:24 pm

Alvah zachichotał i przeskoczył przez blat, wraz ze swoją wierną laską. Jednak wcześniej wyciągnął spod lady niewielki pakuneczek. Było to niewielkie pudełeczko, zgrabnie opakowane w fioletowy papier prezentowy, który przyniósł wcześniej. Widać, że postarał się, aby to zapakować jak najbardziej elegancko. Pytanie brzmi tylko - kiedy on to właściwie zrobił? Najwyraźniej miał jakieś zapasowe, już zapakowane, bo rzeczony zegarek wciąż przecież tkwił na wystawie.
- Proszę, oto zegarek dla Pana. - powiedział uprzejmie wręczając pudełeczko* Heistowi. Zakręcił laską, o włos tylko mijając twarz drugiego z braci i skierował się w kierunku wyjścia, jednocześnie dobywając z kieszeni srebrny, kieszonkowy zegarek i sprawdzając którą to mamy godzinę. Kiedy klienci opuścili antykwariat schował czasomierz tam, gdzie jego miejsce.
- Toteż ruszamy do Instytutu! - zawołał, wskazując palcem drogę. - Ale zanim to nastąpi...
Odwrócił się na pięcie i podszedł do drzwi. Zamknął je na jeden i na drugi zamek, po czym odwrócił tabliczkę, aby informowała ona, że
Sklep zamknięty z powodu, że nieczynny. Wrócę po przerwie.
i z ręcznym dopiskiem, iż
Jeśli masz jakąś wiadomość, to zapisz ją na papierze i włóż przez szczelinę pod drzwiami przed usłyszeniem sygnału.
- Dobrze więc. - rzekł w końcu odwracając się z powrotem do swych klientów i zaczął ich prowadzić w odpowiednim kierunku. - Jak pójdziemy tędy prosto, później w lewo, a później druga w prawo, to praktycznie mamy całą drogę prosto, aby dojść do Instytutu. O ile uwzględnimy, że za mostem skręcamy w prawo, a potem znowu w lewo. Ale ogólnie to prosto. Niestety. - Nagle się zatrzymał. - Nie mam czasu, aby was tam odprowadzić, wzywają mnie pewne... obowiązki. - Ostatnie słowo go chyba rozbawiło. Rozejrzał się, a nie dostrzegając nikogo, kto by ich dostrzegał, rzekł. - A więc do zobaczenia następnym razem panowie, miło było. وداع**
Wszedł do niewielkiej uliczki, gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda, pomachał im i cofnął się w czasie o pięć minut.
Przez to był pięć minut temu w tejże uliczce, chociaż zapewne w tym momencie prowadzi bliźniaków do wyjścia z antykwariatu.
Dotarł do swojej własności tylnymi uliczkami, aby się czasem z nami*** nie spotkać i dostał się do swej własności tylnym wyjściem.
Tutaj docierał szybkim, żwawym krokiem, podczas gdy braci prowadził dość powoli, wręcz leniwie. Dlatego czas dojścia znacznie się skrócił.
Podszedł do swojej lady pogwizdując. Wyciągnął "zegarek słoneczny" z gablotki i włożył go do pudełeczka. Potem wyciągnął papier prezentowy i ładnie owe pudełeczko opakował. Na koniec postawił je pod ladą i "rzucił w czasie" o pięć minut wstecz, coby mógł je podać bliźniakom cztery minuty temu.
Po czym opuścił antykwariat tylnym wyjściem, zamykając je wcześniej i poszedł kto tam wie gdzie, robić kto tam wie co, z kto tam wie kim, z kto tam wie jakich powodów.

z/t

* - uwaga, niespodzianka! W pudełeczku znajduje się zegarek, dokładnie taki, jak ten na wystawie, o który prosiliście. Nie no, kto by na to wpadł?!
** - to po arabsku "żegnajcie". Jak się zna języki i wie, skąd klienci pochodzą, to można ich żegnać w takim języku, było nie było na terenie dawnego Babilonu teraz funkcjonuje język arabski.
*** - "oni" zawierają młodszą wersję Lawrence'a, więc z punktu widzenia samego zegarmistrza, "oni" to "my"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   

Powrót do góry Go down
 
Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Antykwariat
» Zakład krawiecki Williama Blackwella
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci
» Zakład Pogrzebowy "Happy End"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: