IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 7:40 pm

Niewielki sklep, ulokowany na parterze starej i - przynajmniej oficjalnie - opuszczonej kamienicy. Budynek prezentuje się fatalnie, obdrapana i obskurna fasada odstrasza dość skutecznie większość potencjalnych klientów.
Tak naprawdę od zewnątrz jedyną rzeczą, dostrzegalną z daleka, a która wydaje się mieć mniej niż pięćdziesiąt lat, jest szyld, oznajmiający ozdobnym pismem, iż tutaj znajduje się antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera".
Jeśli podejść bliżej, to można się zorientować, iż na drzwiach wisi kartka, informująca o godzinach otwarcia.

Sklep czynny 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę, z wyjątkiem tych godzin i dni, kiedy jest zamknięty.

Pod spodem wisiała jeszcze jedna kartka:

Pytaj sprzedawcę o nasze nieustające promocje!!

Oraz oczywiście tabliczka informująca, że w tejże konkretnej chwili sklep jest

Otwarty
, co zapewne oznaczało, że właściciel jest w środku.
W środku, stąpając po zakurzonych, drewnianych panelach, można obejrzeć zawartość sklepu, stojącą chaotycznie na półkach, ladzie oraz gdzieniegdzie na podłodze pod ścianą. Znajdą się tu książki (oczywiście nie pierwszej nowości) i śmiec... antyczne sprzęty, które udają, że mają jakąś wartość, a które zapewne miały jakąś faktyczną wartość dziesiątki i setki lat temu. Znajdą się więc tutaj fragmenty zastawy stołowej (ktoś odpowiednio sprytny i spostrzegawczy może znajdzie cały zestaw), świeczniki, mniej lub bardziej wartościowe ozdoby osobiste i architektoniczne (nie wiedzieć czemu, na lewym końcu lady siedzi sporych rozmiarów, pozłacany gargulec, przyozdobiony rozmaitymi naszyjnikami, tak na szyi, jak i na rogach).
Dokładnie na przeciwko drzwi wejściowych znajdzie się wolne miejsce na ladzie. W tym konkretnym punkcie jest utrzymany porządek, aby stos rupie... wielce wartościowych antyków nie przesłaniał sprzedawcy. Kasa, z której zdaje się sam sprzedawca korzystać, także wydaje się, jakby należała do asortymentu sklepu (czyt. nowa to ona nie jest). Po lewej od sprzedawcy (patrząc z perspektywy klienta) stoi szklana gablotka, gdzie na szklanych półkach są porozkładane niewielkie poduszeczki, które pięknie eksponują równie piękne czasomierze. Najrozmaitsze, zaczynając od zwykłych zegarków na rękę, poprzez zegarki kieszonkowe, niewielkie zegary do postawienia na stole, na kilku ozdobnych klepsydrach kończąc.

Sprzedawca-hybryda buja się właśnie na drewnianym krześle za ladą, co i rusz opierając się o półkę pełną odpad... rozmaitości, która chybocze się tak, jakby miała mu zaraz spaść na głowę. W tym konkretnym momencie Rosser nie ma nic lepszego do roboty, więc siedzi w sklepie i zastanawia się, czy będzie miał tu jakiegoś klienta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 8:06 pm

Anioł nie mając co robić po prostu przechadzał się po mieście nocą. Straszliwie mu się nudziło a miał ochotę dorwać jakiegoś wampira czy demona łamiącego zasady. Obejrzał się dookoła ale nic nie przykuwało jego uwagi. Szedł więc przez miasto wręcz zasypiając. Nagle odezwał się jego szósty zmysł. Hideki uśmiechnął się szeroko, to był dla niego dobry znak. Zmysł odzywał się wtedy gdy blisko niego znajduje się ktoś kto może mu zagrozić, i o to mu właśnie chodziło... Owa istota była w jakimś budynku znajdującym się bardzo blisko. Szybko wszedł do antykwariatu trzaskając drzwiami. Spojrzał na huśtającego się faceta i powiedział łapiąc za klingę miecza
- Kim jesteś?
Przedstawiciel aniołów był niezwykle ciekawy przed kim stoi gdyż po wyglądzie na pewno nie pozna z kim ma do czynienia.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 8:30 pm

Gdy klient wkroczył do sklepu, otwierane przez niego drzwi spowodowały, iż zadzwonił dzwonek przymocowany u góry. Toteż jak tylko klient rozpoczął proces wchodzenia, Lawrence natychmiastowo stanął na nogi. Absolutnie nic sobie nie robił z dość agresywnej postawy gościa. Przybrał na twarz uśmiech nr 665 (otwarty i wesoły, wręcz jowialny) i w zapraszającym geście rozłożył ręce.
- Witam w moim sklepie! - zawołał wesoło.
Na pytanie gościa przeskoczył przez ladę, podszedł do niego, ściągnął kapelusz z głowy i głęboko się ukłonił.
- Padam do nóżek szanownego klienta! - wołał tym samym tonem, w trakcie ukłonu, nie patrząc w oczy nowoprzybyłemu. Przyglądał się za to ręce, która trzymała klingę, tak na wszelki wypadek. Oczywiście gość nie mógł dostrzec, czemu się przypatruje sprzedawca, ze względu na jego opadające przy ukłonie włosy.
W końcu się wyprostował, a pomimo uśmiechu, w jego oczach pojawił się dziwnie groźny błysk.
- Nazywam się Lawrence Aleksander Noah Rosser, jestem właścicielem tego przybytku. - rzekł, przy ostatnich słowach pokazując rękoma dookoła siebie. Chwilę odczekał i się roześmiał.
- Przepraszam bardzo za mój wybuch śmiechu, - powiedział wciąż co chwilę parskając śmiechem - ale tak sobie pomyślałem: to trochę oczywiste, nieprawdaż? Nad drzwiami wisi szyld, ja siedzę za ladą, to raczej nie jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 8:43 pm

Zachowanie nieznajomego było co najmniej dziwne, a przynajmniej dziwne dla Hidekiego. Lecz to mu nie przeszkadzało, uwielbiał odbierać wolność każdej kreaturze, nie ważne jaki był jej stan psychiczny. Odpowiedź nieznanego tylko zdenerwowała Hidekiego, najwyraźniej go źle zrozumiał... Anioł rozpostarł swoje skrzydła i wystawił otwartą dłoń przed siebie jakby chciał coś złapać. Po chwili nad ręką pojawił się złoty okrąg który po chwili się wypełnił. Z portalu wypadł dowód osobisty Hidekiego. Wystawił go przed siebie tak by hybryda widziała napis
"Hideki Shirai - Członek Rady Przedstawiciel Aniołów."
Chciał żeby chłopak przed nim wiedział z kim ma do czynienia.
- Wybacz ale chyba mnie źle zrozumiałeś... Nie chodziło mi czym się zajmujesz... Nigdy nie widziałem takiego nieśmiertelnego i pytam się jakiej rasy jesteś...
Stróż był śmiertelnie poważny.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 9:01 pm

"Chłopak" doskonale zdawał sobie sprawę z tego, z kim miał do czynienia.
I zachowywał się jak zwykle. Czyli dość blisko mu było do (nie)śmiertelnej NIE-powagi.
*HA!* - pomyślał z zadowoleniem - *Czyli miałem rację! Nieśmiertelny! Mówiłem, że jak ktoś w dzisiejszych czasach paraduje z równie archaiczną bronią jak miecz, to nie jest zwyczajnym człowiekiem! Anioł z Rady, no coś takiego.*

Wygląda, jakby zupełnie nie dostrzegł anielskich skrzydeł. Przygląda się odznace, jakby widział ją pierwszy raz.
Wykonał gest, jakby poprawiał nieistniejące okulary.
- Hi-de-ki Shi-rai - Czło-nek Ra-dy Przed-sta-wi-ciel A-nio-łów. - przesylabizował na głos - Och, rozumiem, ale zaszła pomyłka. Klub RPG jest kilka ulic w tamtą stronę. - uśmiechnął się miło uśmiechem 626 ("miły sprzedawca bardzo zadowolony z faktu, że mógł pomóc nie do końca ogarniętemu klientowi").
Odchrząknął.
- Ale może życzy pan sobie przejrzeć naszą ofertę? - wciąż wesoły i do bólu uprzejmy wskazał przedmioty dookoła - Na pewno znajdzie się wiele rekwizytów dla Pana i Pana kolegów.
Cały ten czas był gotów do uniku, bądź w ostateczności - do skorzystania z mocy, gdyby wyszło, że przegiął odrobinkę i gość postanowił go zaatakować. Fakt, jako przedstawiciel Rady NIE POWINIEN tego robić, ale Lawrence doskonale wie, jakie osoby znajdują się w Radzie...
Wiadomo, skoro tacy ludzie jak ROSSER pracują dla Rady, to z samą RADĄ na pewno nie wszystko jest w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 9:15 pm

Facet nadal udawał że nic nie wie, ale teraz to było aż zbytnio widoczne... Osobnik coraz bardziej irytował członka rady. Znów otworzył portal tyle że pod swoją ręką i wrzucił do niego dowód osobisty. Wyciągnął swój miecz ze złością i wymierzył nim w nieznajomego. Rozszerzył skrzydła jeszcze bardziej i zaczął się zastanawiać jakby zmusić kolesia do gadania. No taaaak jego cenny antykwariat... Już przygotował exploding pens by zamienić jego cenne śmie... znaczy "skarby" w popiół.
- Przestaniesz rżnąć głupa czy mam zniszczyć cały ten twój cenny sklepik!?
Może jego metody nie były najlepsze ale miał swoje powody, w końcu nie zawsze znajduje się zmiennokształtnego sprzedającego antyki.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sro Kwi 18, 2012 9:28 pm

- AAAA! - zakrzyczał sprzedawca, podnosząc ręce do góry - Poddaję się! Wszystkie pieniądze jakie mam są w kasie!
Wspaniale udawał przerażonego, to jedno z jego hobby. W stanie faktycznym - po prostu świetnie się bawił. Ale nie pociągnął tego długo, koniec już tej farsy. Fakt, ten cały Hideki nie spowodowałby tu NIEODWRACALNYCH zmian, ale to i tak byłoby męczące. Noburo mógłby dalej porżnąć głupa, ale nie znajdował odpowiednio sensownej odpowiedzi na pytanie "po co?".
W związku z tym: roześmiał się.
- Och, no dobrze, przyznaję się, nie mam ochoty na rozpoczynanie tej działalności gospodarczej od nowa. Wiesz, to wszystko sporo kosztowało! - mówił, śmiejąc się i ponownie zdejmując kapelusz z głowy.
- Schowaj więc tę wykałaczkę i pozwól więc, że przedstawię się jeszcze raz, choć technicznie rzecz biorąc osoba o TWOJEJ pozycji, powinna mimo wszystko mnie jako tako kojarzyć... - ponownie głęboko się ukłonił - Nazywam się Alvah Malsheem i zajmuję w Radzie Dziesięciu stanowisko Donosiciela.
Kiedy się wyprostował, jego twarz miała śmiertelnie poważny wyraz. Nałożył kapelusz z powrotem.
- Więc? - w jego głosie nie było nawet śladu tej wesołości sprzed chwili - Chcesz odpowiadać przed równymi sobie za nieuzasadniony atak na nieśmiertelnego? Nie tego oczekuje się po przedstawicielach Rady Dziesięciu. Mam sprawdzić, czy przede mną nie ponadziewało się przypadkiem na twój miecz kilku śmiertelnych?
Swoje bystre i świdrujące spojrzenie Nieśmiertelny skierował prosto w oczy anioła. Widać było, że jest poważny.

Chociaż wcale nie był, ale to inna historia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 2:59 pm

Pierwsza reakcja Alvaha była jeszcze bardziej wkurzająca niż poprzednie. Nadal udawał że nic nie wie, niego zachowanie doprowadzało już Hidekiego do szału... Na szczęście w końcu powiedział prawdę, najwyraźniej znudziło mu się rżnięcie głupa, i lepiej dla wszystkich. Po tym jak Hideki dowiedział się z kim ma do czynienia zrobił tak zwanego "facepalma" Jeśli jest jego podwładnym to po cholerę była ta szopka...
- Wybacz, ciężko mi zapamiętać każdego podwładnego...
Na pytanie a raczej groźbę Alvaha Hideki wybuchnął śmiechem
- Sądzisz się przestraszę? Po pierwsze, to nie był atak a raczej sposób na zdobycie informacji. W końcu niczego ci nie zniszczyłem nie? A co do śmiertelnych, to chyba źle mnie oceniasz. Śmiertelnych atakuję tylko na łowców którzy chcą mnie skrócić o głowę, proste. Choć jeśli sądzisz że coś znajdziesz to proszę...
Usiadł spokojnie w jedynym czystym miejscu w tym zadupiu i powiedział
- A więc Alvahu, masz coś ciekawego do zaoferowania?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 5:17 pm

Kiedy Hideki wybuchnął śmiechem na groźbę Alvaha, ten drugi śmiał się wraz z aniołem. Widać od początku cała ta groźba była tylko żartem. Hybryda wciąż wpatrywał się na anioła, naciągając mocniej kapelusz. Uśmiechał się szeroko, perfidnie.
- Niczego nie zniszczyłeś. Ale jak jeszcze przez pięć minut kontynuowałem swoją farsę, to rzuciłeś się na mnie z tą swoją wykałaczką i nieźle przetrąciłeś cały mój interes. - rzekł obracając się plecami do klienta i wracając z powrotem za ladę.
Zwrócił się z powrotem do niego, uśmiechając się szeroko.
- No, ale co będzie, to minęło. Wszystko mija, w końcu chwila obecna lada chwila stanie się chwilą przeszłą, czym nie musimy się przejmować, bo przyszłość się już wydarzyła, a wciąż żyjemy.
Spoglądał spokojnie, jak Przedstawiciel Rady zajął miejsce na star... zabytkowym krześle. Jedynym, nie zajętym do tej pory przez śmie... inne antyki. Alvah schylił się i spod lady wyciągnął średniej wielkości, czarno-czerwone pudełko z wieczkiem, ucharakteryzowane na namiot cyrkowy, gdzie w miejscu wejścia do namiotu znajdował się zegarek. Hybryda otworzył wieczko. Z "dachu" namiotu wysunął się dosyć szkaradnie zrobiony błazen, odstawiający coś w stylu sztywnego tańca. Po chwili nawet zabrzmiała melodia. No ŁAŁ, POZYTYWKA! Wprawdzie dość pokraczna i zacinała się od czasu do czasu, ale wciąż sprawna. Zegar wskazuje aktualną godzinę. Melodia gra dość cicho i gra w kółko i w kółko i w kółko i w kółko...
- Cóż, Hideki, może mam coś interesującego. Przez minuty nagromadziło się tu mnóstwo ru... - odchrząknął i podjął z przesadzonym entuzjazmem - ruchomych oraz nieruchomych dóbr oraz antyków rodzaju wszelakiego! Powiedz, co cię interesuje, a na pewno jest tutaj! Jeśli nie ma jej teraz, to na pewno jest gdzieś w przyszłości! W związku z tym Hideki-san... Co cię interesuje?
Imię i nazwisko anioła skojarzyło mu się z Japonią, z którą kojarzy całkiem miłe chwile, dlatego postanowił wykorzystać tą typową, wyrażającą szacunek końcówkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 6:11 pm

Taak Alvah był bardzo dziwną osobą... Ciężko też rozpoznać czy udaje idiotę czy może nim jest, a właściwie to Hideki nadal nie wiedział kim naprawdę jest owy osobnik. Hideki dokładnie przemyślał co by mu się przydało... Miał całą masę różnych broni włócznie, miecze, młoty, łańcuchy... Ale nie miał jednego...
- Masz tu może jakąś ludzką broń?
To jedyne czego było mu brak a skoro ludzie byli takim zagrożeniem dla nieśmiertelnych to z pewnością będzie przydatna...

Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 6:52 pm

Podrapał się po głowie srebrną łyżeczką, którą przed chwilą podniósł spod swoich stóp.
- Broń? - Alvah wygląda na rozczarowanego, w jego głos wdała się nuta cynizmu - Muszę przyznać, że przedstawiciele Rady Dziesięciu są dziwne... Wpadają komuś do sklepu, grożąc mu, aby się przedstawił, a potem grożąc bardziej, kiedy ten już to robi. Zaraz potem w ANTYKWARIACIE i ZAKŁADZIE ZEGARMISTRZOWSKIM sprzedawca jest pytany, czy ma na sprzedaż BROŃ. Gdyby nie twoje stanowisko, to pokusiłbym się o stwierdzenie, że osoby z Rady są na tyle niedorozwinięte, że nie rozróżniają celów i zastosowań poszczególnych sklepów, bo to tak, jakby wchodzić po chleb do sklepu z gwoździami, a więc jest przejawem MASAKRYCZNEJ NIEKOMPETENCJI oraz SKRAJNEJ GŁUPOTY.
No dobra. To nie była "nuta cynizmu". Raczej symfonia ironii. Alvah nie wydawał się specjalnie zdenerwowany, raczej zawiedziony głupotą otaczających go istot. Interesujący jest fakt, że jednocześnie wszystko to powiedział spokojnie, a wyrazy pisane wielkimi literami wypowiadał tylko niewiele głośniej, aby podkreślić ich znaczenie w swojej wypowiedzi.
Klaun z pozytywki się zaciął, co zaskutkowało zawieszeniem się całej melodii. Noburo trącił błazna łyżeczką, co przywróciło go z powrotem do działania i obsunęło czapkę błazna, która w tej chwili ledwo się trzyma i zasłania mu lewe oko.
- Ale ponieważ jesteś w Radzie na dość wysokiej pozycji - co jest oczywiście dość proste, bo samych pozycji jest tam dość niewiele, o ile się orientuję, a większość jest sobie równa - nie mogę pokusić się o takowe stwierdzenie. W związku z tym po prostu uprzejmie napomknę, - uśmiechnął się perfidnie - że - jeśli mnie pamięć nie myli - sklep z bronią znajduje się kilka ulic dalej. Wierzę, że ktoś o twojej pozycji i zdolnościach z pewnością go znajdzie. Na pewno jest tam wiele ludzkiej broni, bo chyba prowadzi go człowiek.
Tak, nie ma żadnych wątpliwości: drobny donosiciel cały czas drwi sobie z członka rady. To się aż prosi o pytanie: "Co jest z nim do jasnej cholery nie tak?". Może jest na tyle bogaty/wpływowy/potężny, że może sobie na to pozwolić?
- Cały mój drobny monolog, - podjął po chwili, ponownie wesoło, ale i zupełnie uprzejmie - prowadzi nas w logiczny sposób do mego następnego pytania. Jaką konkretnie ludzką bronią jest szanowny Pan zainteresowany?
W jego oku znów pojawił się ten drapieżny błysk. "Sprzedawca Whatever" bystro wpatruje się w swego klienta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Lilibeth
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 2
Join date : 17/03/2012

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 7:08 pm

Z powodu nudy Lilibeth postanowiła się przejść. Akurat jej uwagę zwrócił ten Antykwariat. Z lekkim uśmiechem weszła do środka, analizując wnętrze. No no, może znajdzie tu coś ciekawego.....Wtem zauważyła dwie osoby. Heh, jedna to na bank anioł, ale nie miała jakoś ochoty się z nim zapoznawać. Uśmiechnęła się do nich jednym ze swoich fałszywych "uśmieszków" i poprawiła sukienkę.
-Witam.- to były jedyne słowa, które wyszły z ust dziewczynki. Cóż, nie było ona zbyt rozmowna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 7:33 pm

Hideki najwyraźniej zrobił z siebie głupka prosząc o broń gdyż Alvah zwyczajnie go obraził tak jak wszystkich w radzie. Anioł na początku to olał oglądając rupiecie. Po chwili ciszy odezwał się
- Co do wpadnięcia tu z mieczem - chciałem sprawdzić czy nie jestes coś w stylu zabójcy który czeka tylko na śmiertelnych czy czymś w tym stylu. A że nie chciałeś gadać tylko rżnąłeś głupa to nie miałem wyjścia jak ci grozić, dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. A co do tej broni, wybacz nie znam się na ludzkim świecie, całe życie spędziłem na treningach.
Tak... Po tym jak stracił wszystko co miał po prostu oddał całego siebie nauce walki... Nawet nie zauważył a już nie znał się zupełnie na ludzkim świecie. Nagle zachowanie Alvaha zupełnie się zmieniło i zapytał jaką broń Hideki by chciał dostać. Anioł już nic nie rozumiał, osobowość osobnika ciągle się zmieniała... CO ON MIAŁ ZA PODWŁADNYCH!? Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć do sklepu weszła mała dziewczyna. Miała białe włosy, właściwie cała była biała. Ta jej delikatność przypominała mu anioła... Przypominała mu... Katsumi... Po chwili opamiętał się i powiedział tylko
- Witam panią.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 7:50 pm

Ta niezbyt zdrowa dla psychiki(zwłaszcza w połączeniu z zachowaniem sprzedawcy) melodia z mrocznej cyrkowej pozytywki stojącej na ladzie wciąż gra i najwyraźniej Alvah nie postanowił jej schować, nawet pomimo wejścia nowego klienta. A może przede wszystkim dlatego.
Zdjął kapelusz.
- Witam Szanowną Panienkę w moim szanownym sklepie. - skłonił się lekko. Nie za głęboko, bo by zniknął za ladą.
Ocenił nowo przybyłą bystrym spojrzeniem. Wygląda na najdalej szesnaście-siedemnaście lat.
Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa, przeciętny typ istot, z jakimi zadaje się Malsheem, sumując z faktem, że dopiero co wbił mu do sklepu anioł, a dziewczynka jest od stóp do głów biała to...
...najpewniej trzeba będzie ją poinformować, że klub RPG znajduje się za rogiem. Smutne.
Przybrał uśmiech nr 621("Sprzedawca miły, elegancki i uprzejmy dla dam w każdym wieku") i naciągając kapelusz z powrotem spytał:
- Czegoż to Pannie potrzeba? Antyku, zegarka, filiżanki herbaty?
*Hej! W sumie, jak to policzyć... jeśli oni coś kupią, to dzisiaj wyrobię 200% miesięcznej normy! Wiedziałem, że nadejdzie czas, w którym zaczną zauważać mój sklep! Przynajmniej będzie ciekawie.*
Jednak za nim nowa klientka zdążyła odpowiedzieć, zwrócił się z powrotem do poprzedniego, niedbale, jakby od niechcenia.
- Wie pan, sugeruję, aby w takim razie nie zabierał się pan za walkę z broni, na której się pan nie zna, bo mógłby pan tego później pożałować. Wie pan, broń to nie zabawka, więc jeśli na jakiejś się pan nie zna, to lepiej niech się pan za nią nie zabiera. Jednak proszę, niech się pan rozejrzy po sklepie.
Ten ton. Ten wyraz twarzy. A przede wszystkim ten "pan" mówiony z małej litery... Sprzedawca wyraźnie sprawia wrażenie, jakby zupełnie stracił zainteresowanie przedstawicielem Rady i bardzo, ale to bardzo (i z mocną przesadą) silił się na uprzejmośc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Czw Kwi 19, 2012 8:52 pm

- Dam sobie radę
Odparł nadal siedząc. zaczynało mu się tu nudzić i zaczynał rozmyślać nad wyjściem aby kupić jakąś broń w sklepie o którym wspomniał Alvah. Schował swe skrzydła gdyż nie miał już powodu aby je pokazywać. Brakowało mu już tematów więc nie widział większego sensu aby tu siedzieć. Wyszedł żegnając się z anielicą i Alvahem i wstąpił do sklepu z bronią. Zakupił tam shotguna, dwa pistolety i granaty sypiające. Oczywiście zakupił też mnóstwo magazynków. Zapłacił dość dziwnie wyglądającemu sprzedawcy i po powiększeniu swego arsenału wyszedł szukając zajęcia

z/t
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Kwi 20, 2012 9:21 pm

Zastanawiające co on tu robi. Eee... Albo nie. Mniejsza. Z jakiegoś powodu znanego lub nie ludzkości (oj to raczej na pewno nie) a przede wszystkim jemu samemu zawędrował znów do niebezpiecznych dzielnic. Po co? Hm... Znów zwiedza. Jep. Ostatnio zwiedzanie skończyło się spotkaniem z zmiennokształtnym, a potem zdziwaczałą rozgrywką z wampirem, ale nie ma tego dobrego co by na złe nie wyszło... Albo odwrotnie, nie ważne. A właśnie w sprawie odwrotności. Faust w czasie spokojnego maszerowania chodnikiem wyjął swój kieszonkowy zegarek i otworzył go, spostrzegając cel swojego przybycia tutaj. Wskazówki kręciły się w drugą stronę i to dosłownie. A jako że ma do tego zegarka sentyment, postanowił odwiedzić podobnież najlepszego zegarmistrza w mieście... A niech tylko lekko nadwyręży ten zegarek, to milutko nie będzie. Faust zamkną zegarek i wsuną z powrotem do kieszeni, dziarsko maszerując dalej z lekkim uśmiechem na ustach. W końcu, po męczącej wyprawie trwającej wprost ogromny nakład czasu liczony w wiekach (a dokładniej koło 10-15 minut) dotarł do antykwariatu i zakładu zegarmistrzowskiego Rossera. Jep, to tu. Podchodzi do drzwi, otwiera je... WOW, otworzyły się! To jest już coś. Mogły paść pod jego dotykiem na ziemię, rozsypać się na kawałki, uruchomić jakąś zapadnię... Albo też zwyczajnie się nie otworzyć. Nic takiego się nie stało. Szkoda. Faust spokojnym, miarowym krokiem wkroczył do sklepu, zamykając za sobą drzwi. Hm... A może jeszcze kupi sobie jeden zegarek? Tia, to by się mogło przydać. W końcu, znajomość czasu jest bardzo ważna. Niby nieśmiertelny ma go nieskończenie wiele, ale zawsze warto wiedzieć która godzina, si? Nie? Ja twierdzę że tak. Rzucił pobieżne spojrzenie w lewo i w prawo, i jego bystry wzrok fioletowych oczu doszukał się sylwetek dwóch osób. Jedna o śnieżnobiałych włosach, druga to z pewnością właściciel. Już słyszał o jego ekscentryzmie... Ciekawe. Demon splótł ręce za plecami i miarowym krokiem zbliżył się do sprzedawcy.
- Całkiem duża klientella, choć myślałem że przedmiotami o "takiej" wartości zainteresuje się ktoś więcej.
Stwierdził, a słowo "takiej" zaintonował z jakoby lekką, mylną wyniosłością, jakoby ten tu zgromadzony zło... Wartościowy dobytek miał dużą wartość. Oczywiście, demon spostrzegł swój nie takt i lekko ukłonił się sprzedawcy z subtelnym uśmiechem.
- Proszę wybaczyć brak kultury. Faust Valentine, potrzebna mi pomoc dobrego zegarmistrza. Jak zgaduje, członka tego wymierającego gatunku mam przed sobą?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Kwi 21, 2012 12:23 pm

- Sayonara, Hideki-san! Dziękuję i zapraszam ponownie! - zawołał tylko z uśmiechem do wychodzącego anioła, entuzjastycznie machając mu ręką na pożegnanie.
Ach, cóż za miły anioł. Miejmy nadzieję, że jeszcze tu wróci. To naprawdę miło z jego strony, że wpadł do tego przybytku, skąd zwykle ucieka nawet pies z kulawą nogą. Szkoda, że ten miły anioł jest jednocześnie tak nieogarnięty i jest taki... taki... taki nie nadający się na zajmowane przez niego stanowisko w Radzie. Nie, żeby Alvah specjalnie znał wszystkich jej członków, ale prawdopodobnie wszyscy byli podobni do tego tu.
Skoro wszyscy tam się nie nadają na tych całych przedstawicieli, to może warto by samemu się zgłosić?
Dobra, nieważne. Klientka jest, trzeba się nią zająć.
Oł, zajęła się oglądaniem BLIŻEJ NIEOKREŚLONYCH ANTYKÓW WALAJĄCYCH SIĘ BEZ ŁADU TU I TAM, chyba sama nie wie dokładnie czego chce. Można ją zostawić sam na sam z jej myślami.
A kiedy Noburo myślał, że lepiej już dzisiaj nie będzie, to nagle wpadł tu kolejny klient. Ba! Wpadł, rzucił uwagę na temat zło...SPRZĘTU, przedstawił się i stwierdził, że członka wymierającego gatunku zegarmistrzów ma przed sobą. No, spytał, ale to prawie jakby stwierdził.
Sprzedawca spojrzał za siebie, po czym rozejrzał się dookoła, najwyraźniej nie pewien, czy aby faktycznie o niego chodzi.
Spojrzał na gablotę z zegarkami, stojącą obok. Wpatrywał się w nią około trzech i sześciu trzynastych sekundy, po czym z sympatycznym i nieco głupkowatym uśmiechem spojrzał na stojącego przed nim klienta.
- Żaden wymierający gatunek! Mam się naprawdę bardzo dobrze! I bardzo chętnie zaoferuję swoją pomoc. W czym mogę pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Kwi 21, 2012 12:39 pm

No cóż, ten typ ma to do siebie że czasem trafia mu się taki stan iż lubi coś zachwalać, krytykować lub w sprawie czegoś ironizować. Twarze i charaktery zmieniają się jak pozycje pionków na planszy szachów, ale jakoś to trzeba przeżyć... Albo z tym walczyć, co jednak nie zawsze wychodzi na zdrowie walczącym. Widząc lekko głupkowaty uśmiech sprzedawcy zrozumiał, że bynajmniej ten osobnik przed nim lubi grać różne pozy... Tak jak i on. Czyli może być interesująco. Wysłuchał słów hybrydy i zamyślił się na moment.
- Hm... Pomyślmy. W jakim celu można przyjść do zegarmistrza... Wiem, na pewno przyszedłem po to byś wyremontował moje biuro.
Powiedział z lekkim uśmiechem, celowo bądź nie używając lekko ironicznego zagadnienia, no ale to mu trzeba wybaczyć. Taki typ człowieka... Przepraszam, demona.
- A i owszem, wymierający. Dobrych zegarmistrzów rzadko można znaleźć, partaczy za to jest na pęczki.
Stwierdził, po czym dłońmi zaczął grzebać po wielu kieszeniach swojego płaszcza. Zewnętrzna, wewnętrzna, górna, dolna, lewa i prawa... W końcu, po poszukiwaniach trwających wieczność (a konkretnie około pięciu i ośmiu dziewiątych sekundy) z jego kieszeni wydobył się całkiem ładny, srebrny zegarek kieszonkowy, który otworzył a następnie wystawił dłoń z takowym w kierunku sprzedawcy.
- Nie rozumiejąc jakim sposobem, ale mojemu zegarkowi zachciało się władać nad czasem i cofać go. Nie to żebym miał coś przeciwko gdyby ten trik działał, niestety jednak jak widać czas płynie w przód a nie cofa się. Poradzisz coś, panie... Hm, którego tu zwrotu użyć. Alvahu, Noahu Tagashi? Mam sentyment do tego zegarka.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Kwi 21, 2012 1:42 pm

- Wyremontował biuro! - zawołał, najwyraźniej podekscytowany - Takiej działalności nie prowadzę, ale mogę załatwić kilka naprawdę dobrych mebli, dzięki którym biuro nabierze poważnego, drogiego charakteru, godnego prawdziwego biznesmena!
Pomimo entuzjastycznego podejścia sprzedawcy, jego zaangażowania, sympatycznego, miłego, ale jednocześnie profesjonalnego podejścia do klienta, szybko nadeszło sprostowanie, że chodzi o naprawę zegarka.
Może warto poczytać jeszcze jakieś inne podręczniki dotyczące podejścia do sprzedaży? Bo obecny sposób zdaje się nie działać zbyt sprawnie.
...och, powiedziałem "jakieś inne"? Przepraszam najmocniej, bo to musiało zasugerować, że Alvah jakiś podręcznik już czytał, a byłaby to sugestia dość błędna.
- Partaczy jest na pęczki, a całe te pęczki niestety chętne są na pączki, w związku z tym najlepsi są odstawieni dalej w kolejce, przez co muszą siedzieć w ostatnim wagonie, gdzie na szczęście jest sporo luźniej, nie ma tłumów i można spotkać różne interesujące osoby. - paplał z mocno ukrytym sensem sprzedawca, w czasie gdy Faust grzebał po kieszeniach, by w końcu wydobyć z którejś poszukiwany zegarek.
Wziął rzeczony zegarek do ręki i uważnie go obejrzał, jednocześnie wysłuchując problemu.
- Istotnie zastanawiające. - powiedział, najwyraźniej szczerze zainteresowany zaistniałym problemem.
Było to wrażenie jak najbardziej prawidłowe, gdyż Alvah istotnie był szczerze zainteresowany zaistniałym problemem.
Jednakże jego problem brzmiał "Skąd Faust zna moje imię?".
...No, to tak w skrócie, wyciągając ogólny tok z jego ciągu myślowego, który raczej wyglądał tak:
"Istotnie, to interesujące, zegarek chodzący do tyłu, czyli jakbym cofał czas, to szedłby do przodu... A skąd Faust zna moje trzecie imię? Normalnie jestem Lawrance Alexander Noah Rosser, to wiedzieć może każdy. ...hmm, ciekawe, dlaczego tak nagle zaczął chodzić do tyłu... W Radzie jestem Alvah Malsheem, więc członkowie Rady i zapewne kilku nieśmiertelnych rozpozna mnie pod tym nazwiskiem. Ale tego trzeciego - zakładając, że "Tagashi" odnosi się własnie do niego... czyli cały mechanizm zegarka musi działać teraz do tyłu, a więc... Skoro tak, to może to jakiś nieśmiertelny z mocą czytania myśli, czy coś? A może zna mnie skądś indziej?"
Najważniejsze, że po chwili oględzin zwrócił się z powrotem do klienta:
- Ach, wstępna analiza - która najwyraźniej w wykonaniu zegarmistrza opierała się na obejrzeniu zegarka z każdej strony i chwilowego powpatrywania się w chodzące do tyłu wskazówki - pozwoliła mi ocenić uszkodzenie i wynaleźć kilka rozwiązań zaistniałego problemu. Widzę trzy możliwości.
W tej chwili już nie był aż tak głupkowato wesoły. Fakt, wyglądał miło, ale teraz wygląda profesjonalnie, jakby faktycznie znał się na rzeczy. Położył zegarek na ladzie.
Zaczął wyliczać możliwości:
- Pierwsza, najprostsza: kupuje Pan nowy zegarek, gdzie zapewnię Panu sporą zniżkę, bo ten tu chętnie odkupię. - wyliczając spogląda bystro to na sufit, to na zegarek, to na klienta - Druga, która zajmie chwilę, ale da bardzo dobre efekty: zostawiamy mechanizm zegara tak, jak jest - bo wygląda na to, że działa sprawnie, pomijając kierunek obrotu wskazówek - ale zmieniamy tarczę zegarka. Ustawi się cyfry na cyferblacie odwrotnie do normalnego, dzięki czemu zegarek będzie wskazywał prawidłową godzinę, tylko będzie chodził w drugą stronę. No, a trzecia: daje mi Pan trochę czasu, wraca Pan tu jutro, a ja nastawiam mechanizm tak, żeby chodził w przeznaczoną sobie stronę, a sam zegarek traci połowę swojej wyjątkowości. Co Pan wybiera?
Uśmiechnął się zachęcająco. Jednak po tonie można zasugerować, że trzecią opcję uważa za po prostu nudną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Kwi 21, 2012 2:23 pm

Na słowa sprzedawcy chwycił się prawą dłonią za podbródek i lekko podrapał paznokciem palca wskazującego po policzku w geście zamyślenia. Rozejrzał się subtelnie i dostrzegając pozłacanego gargulca uśmiechną się lekko.
- Meble są niczego sobie, bardziej chodzi o wystrój wnętrz. Pusto tam. Takie ozdoby jak ten jegomość tam by były dosyć przyjemną odmianą.
Stwierdził, lekko kiwając głową w kierunku gargulca. Co do rozmowy, czy to że demon przeszedł do szczegółów nie oznacza, że jeszcze nie pomówią w trakcie "interesów" albo po ich zakończeniu? No właśnie. Wysłuchał słów Alvaha z lekkim uśmiechem.
- Dlatego właśnie zwracam się do ciebie. Nie twierdzę iż masz mało klientów, ale ze względu na małą ilość zleceń potrafisz skupić się na takowych i zająć się nimi najlepiej, jak potrafisz. A przynajmniej w to właśnie wierzę... Niby wiara jest matką głupców, ale cóż, tylko ona czasem pozostaje.
W przeciwieństwie do Alvaha Faust mówił dosyć konkretnie, nie papląc ani nie bawiąć się w owijanie w bawełnę jak wyżej wymieniony sprzedawca. Gdy Noburo odebrał od niego zegarek, w spokoju opuścił dłoń tak, by swobodnie poległa wzdłuż ciała.
- Nie inaczej.
Dopowiedział z lekkim uśmiechem. On też był zainteresowany tym, dlaczego mechanizm zegarka odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Raczej jego moc w ten sposób nie działała na niego, owszem, tworzyło to trzy dodatkowe wskazówki (sekundy,minuty,godziny( odmierzające czas do końca "trwania" klona ale te trzy szły odwrotnie, zgodnie z kierunkiem. I weź tu się skup na jednych z nich. A skąd zna jego imiona i nazwisko? A no, kto wie czy kiedyś się nie spotkali... Kto wie skąd ta wiedza. Oczekiwał w milczeniu na "diagnozę" problemu i długo nie musiał jej oczekiwać. Wysłuchał w skupieniu propozycji, dokładnie lustrując zachowanie hybrydy. Wyglądał jakby nie mógł się skupić, ale to było dosyć subiektywne wrażenie. Gdy wypowiedział wszystko a Faust zaczął to zestawiać w całość, po chwili namyślenia na jego twarz znów wpłyną uśmiech.
- Ostatnią opcję wykreślamy, bo szkoda zmarnować taki ewenement jak zegarek, który sam z siebie zmienił mechanizm działania na odwrócony.
Stwierdził z uśmiechem, lekko zaczesując grzywkę w tył, która opadła mu na fioletowe oczy. Tylko on w całej radzie miał takowe, można rzec, znak rozpoznawczy.
- Wszystko zależne jest od tego, jak bardzo tobie zależy na tym, by zdobyć ten zegarek. Powiedz szczerze, bez kłamstw. Chcesz ten zegarek?
Spytał dobitnie, chodź jego powaga w głosie nie potrafiła się zmieszać z subtelnym uśmiechem na twarzy oraz jakąś dziwnie dowcipną iskierką w jego ciemnobarwnych oczach. Jakoby... Miał jakiś żart w zanadrzu dla sprzedawcy. Ciężko powiedzieć. Przeniósł wzrok na zegarki i nagle poczuł wibracje w kieszeni. Zagrzebał i wyciągną jedną z nieśmiertelnych nokii, po czym odczytał sms-a. Zaśmiał się wyraźnie przy tym, po czym schował telefon z powrotem.
- Musisz mi wybaczyć Alvahu, obowiązki wzywają. Zostawię ten zegarek na razie u ciebie i przyjdę za jakiś czas po dogłębniejszą diagnozę. Chcę wiedzieć co temu zegarkowi się uwidziało. Tym czasem, Adieu.
Powiedział i dłonią zasalutował lekko, po czym wyszedł szybkim krokiem ze sklepu. Mmm... Robi się ciekawie. Gdy tylko był poza wzrokiem postronnych, rozłożył skrzydła i wzbił się w niebo, z dala poza wzrok ludzi po czym poleciał do instytutu.

[z/t sorry Nobu, ale admin wymaga Very Happy ]
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Pią Kwi 27, 2012 9:02 pm

Dobra, wszyscy już wiemy, że obecny tu klient to jest tzw. "swój gość", to pewne. Inny nie wykluczyłby z miejsca trzeciej opcji.
Noburo wpatrywał się uważnie w oczy "gościowi". Wszyscy wiemy, że oczy nie kłamią, są lustrem duszy, zegarkiem uczuć, a w niektórych przypadkach - są po prostu interesujące/piękne.
Cóż, te, na które właśnie patrzył(albo wręcz "do wnętrza których spozierał*") należały zdecydowanie do tych interesujących. Fioletowe są stosunkowo rzadkie. Może przydałoby się prowadzić jakąś statystykę?
Nie, nie warto, pewnie setki są takich w internecie, wystarczy przejrzeć.
Wracając do tych interesujących, fioletowych oczu, zdaje się, że właśnie zapalił się w nich drobny płomyczek dowcipu. Ich posiadacza najwyraźniej coś rozbawiło. Może szykuje jakiegoś perfidnego psikusa?
[Mind-trolling - czytanie na własną odpowiedzialność]
Na przykład coś związanego z tym zegarkiem, który ot tak zmienił sobie kierunek działania, co może symbolizować odwrócenie zamiarów jego właściciela, co oznacza, że to, co teraz robi, jest dokładnie przeciwne do tego, co robił wcześniej, ale nie wiemy, co robił wcześniej, więc ciężko przewidzieć, co robi teraz, ale to też może być z tym zupełnie niewiązane, co zapewne zależy od tego, co jest przyczyną odwrócenia mechanizmu, a nawet jeśli przyczyną jest to, co wydawało się być symboliczną przyczyną, to i tak ciężko określić, co może się stać, no bo w końcu jeśli do tej pory ten tutaj sprzedawał lody truskawkowe, to co może być odwróceniem intencji, może sprzedaż lodów czekoladowych, a może przerzucenie się na hot-dogi, a może próby zawładnięcia światem przy pomocy hordy żelków cytrynowych, kto wie, kto wie, ale to trochę głupio roztrząsać, bo trzeba podjąć decyzję, która w takim razie może zaważyć na losach wszechświata albo całego Londynu, który jest przecież mniejszy, ponieważ ten cały zegarek i to spotkanie może być tylko częścią jego diabolicznego planu...
[Mind-trolling off - można czytać dalej]
No i masz! Zanim Alvah zdążył odpowiedzieć(nie, żeby namyślał się zbyt długo), klientowi zadzwoniła komórka i zaraz orzekł on, iż obowiązki go wzywają.
- Spokojnie, przyjrzę mu się uważnie, a jak wrócisz, to ustalimy, co z nim właściwie zrobimy. Good-bye! - powiedział, machając mu na pożegnanie, szczerząc zęby w uśmiechu.
Kiedy tylko klient wyszedł, od razu udał się na zaplecze, aby w spokoju obejrzeć "wnętrzności" zegarka.
Tylko po to, aby okazało się, że nie ma żadnych konkretnych przyczyn tej nagłej zmiany. Albo klient go wkręcał, albo zegarek ma własną wolę i kręci się tak, jak chce, albo ktoś się bawił magią w jego okolicy i mechanizmowi się dostało.
Rosser wrócił na swoje krzesło, z zainteresowaniem przypatrując się z zaciekawieniem ZZ**. Przy okazji zastanawiając się kim właściwie był jego klient.
Ma fioletowe oczy, nosi kieszonkowy zegarek i korzysta z takiej samej Nokii jak sam Alvah. Do tego znał jego imię(niby je trochę przekręcił, ale zawsze...), odwiedził ten sklep(co jest warte uwagi samo w sobie) i ma na imię Faust, niczym znany dobrze wszystkim szalony nekromanta/czarnoksiężnik/jakietamjeszczewersjeistnieją.
Nie, żeby którykolwiek z tych czynników sam w sobie był wyznacznikiem czegoś więcej, niż ekscentryzmu, ale jak je złożyć do kupy, to bardzo prawdopodobne, że miało się tu do czynienia z jakowymś nieśmiertelnym...
"Ahh, jaki ciekawy dzień" - pomyślał sobie, ponownie bujając się na swoim krześle.

*-coby było bardziej poetycko-epicko
**-Zmiennemu Zegarkowi

***********************************

Ciekawe dni, ciekawymi dniami, od pewnego czasu nikt się nie pojawiał. Postanowił więc skorzystać z ładnej pogody i przejść się po okolicy. Opuścił więc sklep, zamykając drzwi na klucz i wywieszając tabliczkę, informującą, że tymczasowo
Sklep zamknięty z powodu, że nieczynny. Wrócę po przerwie.
Poniżej, eleganckim pismem zostało ręcznie dopisane:
Jeśli masz jakąś wiadomość, to zapisz ją na papierze i włóż przez szczelinę pod drzwiami przed usłyszeniem sygnału.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Sob Lis 03, 2012 11:37 pm

Wielki powrót bliźniaków do Londynu. Na swoje szczęście miasto znali dość dobrze choć nie odwiedzali go od lat, więc pewne rzeczy siłą rzeczy musiały ulec zmianie. Zadziwiające, bo oni od tysiącleci pozostali niezmienni, zupełnie jak ich stroje, które po tylu latach tak dobrze się trzymały. Magia czy może zadbanie? Pozostawię to do rozstrzygnięcia innym.
Traf chciał, że te dwa antyki odwiedziły antykwariat i już od wejścia rozdzielili się przeglądając wnętrze sklepu. Raigen widząc z ladą całkiem uprzejmie wyglądającą postać skierował się ku niemu, zostawiając brata przeglądającego starocie.
- Dobry wieczór drogi Panie. Nieciekawa okolica jak na taki sklep - cóż w jakiś sposób musiał zagaić rozmówcę więc poszedł w fakty. W końcu skąd mógł przypuszczać, że ma do czynienia z jednym z nieśmiertelnych, który z pewnością poradziłby sobie z wszelkiego rodzaju złodziejaszkami i bandytami. Na chwilę odwrócił głowę w kierunku brata, który nie mógł się powstrzymać, by paru rzeczy nie dotkąć.
- Heist bądź tak uprzejmy i nie zniszcz niczego. Proszę mi wybaczyć za brata, naprawdę kocha starocie - w końcu starsze przedmioty miały swoją klasę. Tylko w wypadku ludzi gustowali raczej w młodszym towarzystwie, no ale o to chyba nietrudno w ich wypadku.
Teraz dopiero otaksował uważniej spojrzeniem sprzedawcę. - Osobliwy kapelusz. Cóż z pewnością młody jak na antykwariusza ale strój idealnie oddaje jego profesję - Przynajmniej wydawał się dla niego uprzejmym, młodym mężczyzną, który zapewne pasję do antyków przejął po ojcu? Może dziadku?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Nie Lis 04, 2012 12:24 am

Jak wszyscy wiemy, czas czasem płata figle. Czasem płatamy je sobie sami. No, akurat dla Lawrenca figle z czasem nie niczym nowym. Ale pomimo tego jednak uległ zdziwieniu, kiedy dotarł pod drzwi swojego antykwariatu i ujrzał na nich tabliczkę
Otwarte
Zajrzał dyskretnie do środka przez niewielkie okienko. Ujrzał tam jednego klienta i... samego siebie za ladą. Jego duplikat za ladą uśmiechał się, spoglądając ukradkiem w stronę owego okienka.
Och, a więc to dlatego. Rosser odetchnął z ulgą. Czyli to nie włamanie, tylko po prostu już otworzył antykwariat.
No, to do roboty!
Przy pomocy Time Control cofnął się w czasie o pięć minut. Do momentu, zanim bliźniaki dotarły przed jego sklep. Otworzył drzwi i najspokojniej w świecie otworzył swój przybytek, pamiętając o odwróceniu tabliczki. Przyszłość odbywa się różnie, ale w tej chwili ważne jest, aby wszystkie detale były takie, jakimi je widział, aby nie doprowadzić do paradoksu.
Stanął spokojnie za ladą. Ledwo się usadowił, a dwoje klientów...
...dwoje takich samych klientów weszło przez jego drzwi. Och, bliźniacy. Jeden podszedł do lady, drugi skierował się ku starociom w głębi. Ach, to dlatego Lawrence wcześniej/teraz dostrzegł tylko jednego - ze swojego punktu widzenia przy oknie nie mógł ujrzeć ich obu. Sprzedawca uśmiechnął się perfidnie, spoglądając ukradkowo w stronę okienka, na przeszłego siebie, który momentalnie zniknął z pola widzenia.
- Dobry wieczór, miły kliencie! - zawołał entuzjastycznie, poświęcając już całą swoją uwagę obu klientom. - A właśnie, że bardzo ciekawa okolica na taki sklep. W tej okolicy mieszka naprawdę wiele, ciekawych osobistości, które zaglądają do mojego skromnego, nieciekawego sklepu, w którym sprzedaję wszystko za zupełny bezcen, aby móc się jakoś utrzymać. Zaskakujące, ale nawet TAK NISKIE CENY moich TAK WYSOKIEJ JAKOŚCI PRODUKTÓW nie są w stanie zachęcić ludzi do zaglądania tutaj.
Takie tam z kryptoreklamą. Rosser zlustrował uważnie spojrzeniem obu klientów. Można by pomyśleć, że pasują do tego sklepu, chociaż ich ubrania pochodzą chyba z dużo dalszej epoki niż meble w sklepie. Przynajmniej stylem, bo są w zbyt dobrym stanie, aby uznać, że faktycznie mają tyle i tyle lat.
No dobrze, może Lawrence robi się odrobinkę przewrażliwiony, ale patrząc na dość niedzisiejszy ubiór jego klientów doszedł do wniosku, że to MOGĄ być nieśmiertelni. Bo do karnawału jeszcze za daleko...
...nie, żeby miał coś przeciwko temu.
- Ale gdzie moje maniery?! - zawołał, najwyraźniej zorientowawszy się o jakiejś gafie. - Pozwólcie, że się przedstawię. Nazywam się Lawrence Aleksander Noah Rosser i jestem właścicielem tego skromnego przybytku. Zajmuję się tak samo tymi tu antykami, jak i zegarami. - rzekł wskazując na gablotkę. Kilka wystawionych w niej zegarków było najpewniej najlepiej prezentującą się rzeczą w całym sklepie. Zyskiwały też na porównaniu z resztą otoczenia, gdyż w sklepie panował po prostu bałagan. Najwyraźniej sprzedawca chciał wyeksponować swoje czasomierze. Ma nawet klepsydry!
I zegarek słoneczny na rękę!
- W czym mogę pomóc? - spytał przybierając minę nr 598("Godny zaufania sprzedawca zawsze chętny do spełnienia wszelkich próśb klienta, o ile go na to stać.").
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Nie Lis 04, 2012 3:56 am

Czyli udowodniono, że czas jest względny. W ich wypadku trudno byłoby powiedzieć, że bezwzględny, za dobrze się trzymali.
Niebieskowłosy grzecznie wysłuchał przemowy sprzedawcy, choć trzeba przyznać, że z chwili na chwilę kąciki jego ust coraz bardziej drżały, co ani trochę nie pasowało do jego obojętnego, ba chłodnego wręcz spojrzenia. Cóż tylko oczami potrafią się maskować co w życiu jest dość ciężkie. Spróbuj zachować poważny wyraz oczu w momencie jak ryj Ci się rwie do zacieszu a sam się przekonasz.
- Tak, chyba z bratem... minęliśmy kilka takich osobistości - i na tę wzmiankę rudzielec skierował twarz w ich stronę uśmiechając się szeroko. Tak kilku typków próbowało ich grzecznie i kulturalnie powitać. Ale o nich mniejsza.
Choć trzeba przyznać, że ich strój mógł mieć trochę z tym wspólnego, faktycznie wyglądali co najmniej jak dwójka cyrkowych akrobatów albo coś w ten deseń. No na pewno nie na tutejszych, ale już oni zadbają by ich ubranie trafiło do nowej, całorocznej kolekcji i chrzanić to, że zimą jest niepraktyczne.
- Touche, jakie oficjalne powitanie panie Rosser. Wypadałoby więc chyba byśmy i my się przedstawili. Jestem Raigen Nelchael Tanatos Raventorf a tamten to mój kilkanaście minut młodszy brat bliźniak Heist Flauros Longin - no jak grzecznie i formalnie to jedziemy po całości a co.
- Siema, fajnie wiedzieć że nie my jedni mamy w tym mieście dziwne imiona - i jak zwykle dystyngowany nastrój musiał prysnąć po pierwszych słowach czerwonowłosego, który odezwał się tuż po tym jak sam zajął miejsce przy ladzie, wpatrując się teraz w zegarki. Trzeba przyznać, że najbardziej urzekający był ów słoneczny, taki old schoolowy mógłbym rzec.
- Ach no tak. Wróciliśmy niedawno do miasta i zastanawialiśmy się nad kupieniem kilku... dodatków do salonu. Szukamy oczywiście tylko towarów najlepszej jakości i możliwie najstarszych - No i trafił się klient, który chyba szuka dinozaura niżeli antyku, albo co najmniej skamieliny. W sumie nie pogardziliby skamieliną.
- Coś w stylu mebli z czasów Ludwika XVI może? - tak, tamten okres pamiętali dość dobrze. Jeden z nielicznych sabatów czarownic, które w ciągu swego życia odwiedzili dla zabawy. No i przynajmniej tym razem Heist się nie skompromitował prostackim zachowaniem, ale jeszcze mamy na to sporo czasu, zdąży wyrobić normę
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   Nie Lis 04, 2012 11:15 am

Czas jest względnie bezwzględny. A przy tym jego bezwzględność jest naprawdę względna, to fakt!
No, ale rozważania rozważaniami. Może w końcu uda się coś sprzedać. Meble z czasów Ludwika XVI.
W pozornym chaosie mebli Lawrence starał sobie przypomnieć w jakim porządku były układane...
Więc tak, na końcu lady stał gargulec. Dalej było kilka przedmiotów, tak na oko sprzed dwudziestu lat. Więc zupełne logiczne jest, że dalej na lewo ta komódka musi być z XIX wieku, co oznacza, że stojący za nią wieszak pamięta czasy Napoleona, chociaż pochodzi z zupełnie innego kontynentu. Idąc tym porządkiem, zupełnie sensowne wydaje się podejrzenie, że lustro które stoi obok oparte o ścianę (w większości przysłonięty wielkim i zakurzonym zegarem z kukułką) liczy sobie dwa miesiące, bo wtedy nakazał jego naprawę, a rama w którą jest oprawione jest z czasów Ludwika XV(złamana i odrestaurowana w 1978). Blisko. Och, ale to oznacza, że to krzesło stojące prawie dokładnie po drugiej stronie pomieszczenia musi być z czasów Ludwika XVII. Licząc średnią wychodziłoby na to, że jest tu gdzieś coś z czasów o których mówili panowie i wypadałoby, iż stoi ono gdzieś...
Lawrence obrócił się o 180 stopni. Aha! Zwrócił się z powrotem frontem do klientów i odsunął się na bok, odsłaniając fotel na którym siedział.
- Oryginalny fotel z czasów Ludwika XVI! Ręczę, że zdecydowana większość tego fotela pamięta tamte czasy!
Jeśli wierzyć ekspertowi, to generalnie cały mebel faktycznie pochodził z tamtych czasów, poza jedną nogą, która najwyraźniej została dorobiona później i również wymienianą później tapicerką (i która ponownie nadaje się do wymiany).
Rosser miał zasadę - jeśli w jego progi zawitają nieśmiertelni, to faktycznie pokazuje najlepsze (tj. zwykle najstarsze) co ma. Wbrew pozorom w sklepie czaiło się trochę prawdziwych antyków. Dlatego pokazywał je głównie nieśmiertelnym. A nuż któryś z jego klientów w dalekiej przeszłości siedział na tym właśnie krześle? W sumie to nie byłoby takie dziwne. Bardzo wygodne krzesło.
- Miał kilka napraw i renowacji, ale generalnie jest to oryginalny fotel jakiegoś francuskiego bogacza z tamtych czasów! Wciąż bardzo wygodny! Mam jeszcze kilka rozmaitości z późniejszych czasów, ale stylizowanych na ten okres, jeśli panowie są zainteresowani. - wyciągnął spod lady swoją laskę i popukał nią w gablotkę, wskazując na pięknie stylizowany zegar. - Oraz zupełnie współczesny zegar stylizowany na tamte czasy! Robota najwyższej jakości, gwarancja do końca życia, mojego lub waszego!
Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i przygląda się uważnie obu bliźniakom, oczekując na ich reakcję.
Notatka do samego siebie - sprawdzić później, czy Drogi Pan Klient Heist nie zabrał niczego samowolnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"   

Powrót do góry Go down
 
Antykwariat i zakład zegarmistrzowski "U Rossera"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Antykwariat
» Zakład krawiecki Williama Blackwella
» 009. Zakładanie rodzin i posiadanie dzieci
» Zakład Pogrzebowy "Happy End"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: