IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cela więzienna nr.1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Cela więzienna nr.1   Pią Sie 26, 2011 4:13 pm

Jak sama nazwa mówi jest to miejsce do którego raczej nikt nie chce trafić. Znajduje się ono w piwnicach Instytutu i wbrew pozorom nie jest to wilgotne czy zaszczurzone miejsce...dajcie spokój mamy w końcu XXI wiek. Tak wiec ogólnie był to wąski korytarz wzdłuż którego znajdowały się kolejno, na obu ścianach mosiężne drzwi do cel. Pomieszczenia więzienne miały standardowe wymiary ( tak niewielkie) i znajdowały się w nich od 1-2 prycz, umywalka i kibel. Całość była pilnowana przez strażników. Warto wspomnieć ze każda cela w zależności od trzymanych tam delikwentów mila nałożone silne pieczecie i bariery, które codziennie były wzmacniane przez czarowników. Blokowały one i uniemożliwiały wszelakie moce ( rasowe jak i te wrodzone) więźniom co by oni nie uciekli.

---------------------------------------------------------------------------------------

Kage ockną się kiedy to był ładowany do jednej z cel, do której weszła potem pielęgniarka wraz z dwoma strażnikami którzy pilnowali co by Kage nic głupiego nie zrobił. Lecz wampirowi nie przeszło to nawet przez myśl. Był wykończony. Wolnymi ruchami sycząc przy tym z bólu ściągną swoja garderobę od pasa w górę, jak i podciągną nogawkę, pozwalając by anielica wykorzystała swe umiejętności i zamknęła ranę na ramieniu, jak i na nodze, zaś poważnymi oparzeniami zajęła się tak ze wypalona skora na przedramieniach na powrót obrała jako taki wygląd. Tylko tyle mogła zrobić. Po czym zostawiła dwa woreczki czerwonej substancji i wyszła. Kage został sam w celi. Naciągną na siebie na powrót swoje ubrania. Było cicho. W sumie w pewnym sensie działało to na niego kojąco. Oparł się o jedna ze ścian. Wypił zaoferowana mu krew. Zapewne syntetyczna. Jednak w tym momencie nie robiło mu to wielkiej różnicy. Przymkną oczy i zaczął się zastanawiać co powinien teraz zrobić. Na pewno rada nie obejdzie się z nim zbyt lekko...i Ainzel...i Mari zapewnię tez. Wzdychną ciężko. Pogrążył się w myślach, a te posiadały w swoich zakamarkach wiele ciekawych pomysłów. Nigdy nie było sytuacji bez wyjścia... I to była szczera prawda. Nawet jeśli było się w takiej sytuacji jak Kage teraz, mając do dyspozycji AŻ niewielki sztylet który okry nie został dostrzeżony przez strażników...To było aż nadto dużo by w połączeniu z pomysłami Kagekiego wyrwać się z stad w niedalekiej przyszłości, bardzo niedalekiej.... Czas...jak zabawnie się wszystko w okol niego skupia
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sro Sie 31, 2011 8:04 pm

Jedne z krat wydały z siebie typowy przy otwieraniu dźwięk, słychać było odgłos mechanizmu otwierającego drzwi, który był zagłuszany przez dźwięk rozwierających się krat. Zamknęły się one po chwili ponownie i słychać było już tylko odgłos czyichś stóp, roznoszący się echem, wśród korytarza przy, którym znajdowały się nie do końca ciekawie wyglądające cele. W końcu kroki ucichły. Cień padł na drzwi celi Kagekiego. Drzwi w końcu otwarły się z piskiem, spowodowanym ich ciężarem.
Ainzel wszedł do środka celi, a drzwi zamknęły się za nim. Strażnicy stali na zewnątrz i po prostu oczekiwali. Demon spoglądał na siedzącego pod ścianą wampira. Na jego twarzy malował się lekki uśmiech, taki który czasem się przybiera, gdy kogoś się długo nie widziało i o to nagle następuje kolejne spotkanie.
- Yo... Trochę się nie widzieliśmy. - Powiedział lekko, jakby spotkali się w kawiarence i w tej chwili można się było zorientować, że ustawia tackę z whiskey i dwoma szklankami naprzeciwko Kagekiego, po czym usiada po przeciwnej do wampira stronie i polewa trunek do szklanek.
- Musimy pogadać... Tak jak nam się rzadko zdarzało... - Stwierdził już bardziej poważnie, lecz dalej z pewną lekkością.
- Co cię do tego zmotywowało? - Uniósł szklankę lekko w górę na znak toastu, po czym wziął łyk - Dlaczego stoisz po stronie takiej istoty jak Aion?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sro Sie 31, 2011 8:56 pm

Z letargu myśli wzbudziły go szczek krat prowadzących do cel, pewne kroki i ich odgłos, milknący przy jego celi. Czyżby okazja wyrwania się z tego miejsca napatoczyła się tak szybko? Wampir podążył dłonią w kierunku sztyletu, a jego wzrok padł na drzwi. Będzie musiał działać szybko. Potencjalnych „odwiedzających było trzech, tak wiec jeśli Kageki myślał o opuszczeniu ow miejsca nie mógł pozwolić dać czasu na reakcje przeciwnikowi. W grę wchodziła tylko bezlitosne uśmiercenie…a tak przynajmniej zakładał wampir dopóki zza uchylonych drzwi poczuł znajoma won, a następnie równie znajoma twarz…Rękę na powrót oparł o kolano, przymkną oczy i uśmiechną się pod nosem – Tak bardzo się stęskniłeś po jednym dniu? Hmmm? – otworzył jedno czerwone ślepie i spojrzał na Ainzela. Cóż…mimo iż teoretycznie go zdradził, to jednak wampir wciąż uważał demona za przyjaciela, tak wiec zabicie go z zimna krwią, bez chwili wahania nie wchodziło w grę, a ta krótka chwila wahania, mogła by jego samego kosztować życie, na co pozwolić sobie nie mógł. Zresztą jakie to zabawne. Zabijać nieznajomych, ludzi z którymi nic cię nie wiąże, łączy…przychodzi tak łatwo, prawda? – ładnie to tak popijać w czasie godzin pracy? – skomentował widząc jak Ainzel polewa trunek po szklanicach.- Doprawdy....zdarzało się częściej gdybyście nie zostawiali mnie sam na sam z butelka whisky – roześmiał się Kage na wspomnienie jak to grali w butelkę. Mówił wszystko takim głosem jakby nic się miedzy nimi złego nie wydarzyło. Wspominając zabawne czasy, prowadzać lekka niezobowiązująca rozmowę w towarzystwie szanownej Whiskey, tak jak to robi zazwyczaj dwójka znajomych przy przypadkowym spotkaniu...Gra pozorów, tak było porostu łatwiej. Bo w sumie nic złego się miedzy nimi nie wydarzyło, co nie? Poczynania Kagekiego nie miały na celu Radnych czy tez kogokolwiek. Celem były informacje. Wiec nic wampir nie zrobił co by miało jakiś negatywny wpływ na Ainzela, a przynajmniej tak tez mu się wydawało. Po usłyszeniu konkretnego pytania, spochmurniał trochę. No tak, przecież nie przyszedł tu rozmawiać o pogodzie Faktem było ze wampir prędzej czy później spodziewał się takiego pytania. – Co mnie zmotywowało… - smakowałsłow, przyglądając się jak to tafla trunku odbija mdłe światło od swej powierzchni – Co? Dlaczego? To głupie pytania…A dlaczego ty jesteś w radzie? Co sprawiło, ze się w niej znalazłeś, hm? Odpowiedz jest prosta- miałeś swój powód. Powód, który jest jakimś celem, zachcianka, czymś do czego dążysz, a ów stanowisko w jakiś sposób sprawia, ze jakimś magicznym sposobem realizuje się owy kaprys. Zyskujesz coś. Masz z tego korzyść. Nie ważne czy to poczucie własnej fajności, czy tez jakieś korzyści materialne, to nie ma znaczenia... I tak samo jest w moim przypadku. Aion oferuje mi coś, czego nie dostane od nikogo innego. Cos co chce osiągnąć. Pewna korzyść i tyle. Czy to naprawdę takie skomplikowane? Być po czyjejś stronie by osiągnąć swój cel? – Wypił duszkiem cała zawartość i odstawił na tackę. obracał kota ogonem. Mówił dużo, nie wnosząc żadnych konkretnych informacji. Takie mydlenie oczu…Z jakiej racji miał od tak wyśpiewać wszystko co wiedział?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 5:03 pm

Kageki mówił jak zwykle. Owijał w bawełnę, ubierał zdania w słowa, manipulował głosem i oczywiście zdawało się, że nie jest do końca poważny, może i nie był, co nie zmieniało faktu, że Ainzel długo się nie odzywał, jedynie wysłuchiwał przyjaciela, jakby rozmawiali w pokoju. Owszem, przyjaciela, bo jak inaczej można było nazwać kogoś takieog jak Kage, kiedy było sie na miejscu Ainzela? Nie uważał go za zdrajcę ani nikogo takiego.
- Ustalmy coś od razu. Nie uznaję takiego pojęcia jak zdrada. Samemu wybieramy swoje ideały i nie powinniśmy wierzyć w żaden patriotyzm. To, że rodzimy się po jakiejś stronie, nie znaczy, że po niej musimy umierać. - wziął kolejny łyk whiskey, by zaraz chlusnąć resztą zawartość alkoholu w wampira i odwrócić jego uwagę, tak, że mógł go spokojnie chwycić za kołnierz koszulki i w tej chwili jego przyjazny tom zszedł, był raczej zimny jak kawał lodu.
- Nie lej wody, nie odpowiada mi to. Chyba to oczywiste, że pytając cię o motywację, mam na myśli także twój powód.
Nie puścił go, chciał by ich wzrok stykał się z sobą i mieli się wzajemnie na oku, tak zdecydowanie wolał rozmawiać. Wprost. W tej sytuacji ciężko było, któremukolwiek z nich skłamać, a biorąc pod uwagę, że to Kageki ma odpowiadać, Neskeal posiadał darmowe wsparcie psychiczna. Tak czy inaczej o wiele bardziej stanowczo niż wcześniej zapytał:
- Gdzie ona jest? Co chcecie jej zrobić? - Podniósł smutno brwi do góry - Dlaczego pomagasz im, mimo że chcą ją skrzywdzić? - Znów zmarszczył gniewnie brwi. - Jesteśmy przyjaciółmi. Kageki, wierzę w ciebie. Przecież wciąż masz serce. Zanim powiesz cokolwiek innego, po prostu odpowiedz mi na pytanie: Gdzie jest Mariko?
Patrzył na niego z pewnością, jednak w jego oczach było widać, że tylko ukrywa fakt, iż w każdej chwili może wręcz błagać go o pomoc, a jeśli to by nie pomogło... na pewno zamierza użyć siły.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 6:34 pm

- Miło z twojej strony – stwierdził na fakt iż Ainzel nie traktuje go jak zdrajcę. Jednak mimo to nie było to coś co chciał usłyszeć Kageki. Dlaczego? No bo z jakiegoś powodu wywołało to w nim głupie poczucie winy tego co zrobił. To tak jakby przykładowo dziecko umyślnie popsuło jakąś zabawkę, a jego rodzice nie karcą swojej pociechy tylko mówią cos w stylu „ Następnym razem dbaj o swoje rzeczy ”. Tak…zapewne dziwne uczucie. Dużo łatwiej przychodziło by zwodzenie jak i szydzenie ze współlokatora gdyby ten po prostu miał mu to za złe, naskakiwał na niego i wypominał mu błąd. Dodatkowo dużo łatwiej byłoby zerwać by ta wieź przyjaźni, uśmiercić ów błękitnookiego i na powrót cieszyć się wolnością…oczywiście to tylko tak teoretycznie…A tak wampir siedział w więziennej celi i słuchał demona. Na hasło o rodzeniu się po danej stronie i umieraniu po niej parskną śmiechem. Wampir nie miał zamiaru umierać, a dana stronę można zmienić jeśli tylko się chce. Dokładnie, jeśli tylko się chce…I te i inne rozmyślenia jakie się walały po głowie czerwonookiego, który spoglądał na Ainzela który ze spokojem popijał swój trunek. Gdy nagle – Kur..-Sykną. Poczuł pieczenie w oczach. Whisky na pewno raczej nie używało się jako kropli do oczu…ale Ainzel najwyraźniej tego nie wiedział. Kazek chciał odruchowo rozetrzeć oczy lecz nie zdążył bo zaraz to jego współlokator tarmosił go za kołnierz. Mierzył przy tym wampira, lodowatym błękitem swoich oczu i warczał, nie mówił tylko warczał. I właśnie takiego zachowania oczekiwał Kazekage a nie przyjemnej pogawędki przy promilach. To był jak kubeł zimnej wody. Bo w końcu może i demon nie czuje się zdradzony, może i uważa go za swojego przyjaciela ale w tym momencie byli także pracownikiem rady jak i zdrajca instytutu.- No nie ma to jak rozruszać atmosferę – powiedział zadowolony. Nie potrafił traktować wszystkiego na poważnie a zwłaszcza momentów w których był przyciskany do muru. Jednak Ainzel nie zareagował na ta uszczypliwość i wciąż na niego patrzył z powaga. –Nie umiesz się bawić…- wzdychnął, a w jego oczach zgasła ta iskierka nie powagi i teraz konfrontował purpurę swych ślepi z chłodem rozmówcy- Skoro znacie imię Aiona, to znacie także jego moc, prawda? Tak wiec oczywiste chyba ze chce zmienić pewien moment w swoim życiu. Naprawić powinien błąd i tyle wystarczy ci wiedzieć.- powiedział wolno, spokojnie lecz bez jakiegokolwiek pogłosu błazeńskiego czy tam zuchwałego tonu. Dlaczego miałby niby się zwierzać w takim momencie o swoim powodzie, o tym co chciał zmienić, czego nie chciał żałować…Przecież w to wszystko jest zbędne i niepotrzebne.-Zresztą…- słowa wampira zostały przerwane przez niemalże lawinę pytań, na która Kage ściągną brwi w geście kompletnej dezorientacji i patrzył pytająco w…no właśnie…w zdesperowane oczy przyjaciela? Ale o co.. przeszło mu przez myśl, by natychmiast formujące pytanie rozpłynęło się niczym mgła na słowo „Mariko”. I w tym momencie Kagekiego ogarną niepokój o osobę wampirzycy. Nie wiedział co się dzieje. – Cos się stało Mariko? – Nie dowierzał temu co sam wypowiedział. Bo co niby miało się jej stać? Miała przecież siedzieć w instytucie, tak jak sam jej to zasugerował. Miała być bezpieczna. Miała…
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 7:03 pm

- Jeśli sobie z mną pogrywasz... - Zaczął, już będąc z pewnością gotowym zadać mu cios prosto w twarz, jednakże zmienił zdanie w momencie, gdy poukładał sobie wszystko jeszcze raz. wampir drwił sobie z niego cały czas, nie zmieniało to faktu, że właśnie dlatego serce bolało demona jeszcze bardziej, w końcu zdążył stwierdzić ze śmiałością, że po raz pierwszy spotkał kogoś kogo mógłby rzeczywiście nazwać przyjacielem, jednakże po raz kolejny został oszukany. Jak wiele można było znieść? Jak wiele lat żyć na smyczy losu, a kręgi przeznaczenia zataczały się i zawsze dochodziło do tego samego momentu.
- Sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi... - rozluźnił uścisk, a jego dłonie puściły kołnierz - ...ale zrobiłeś to samo co wszyscy inni. Okłamałeś mnie. Nie, wybaczam wszelkie uwagi, wszelkie kłamstwa, wszelkie nieporozumienia, wszelkie pomyłki. Jesteśmy już na prawdę wiekowi, takie kwestie jak nienawiść, hedonizm czy cynizm powinniśmy już dawno odrzucić do tyłu, ale wiesz co? Jesteśmy cholernymi głupcami i nie potrafimy zmądrzeć. - uśmiechną się do niego i przerwał swój monolog, by stwierdzić, że już czas zauważyć...
- Nie wiedziałeś, że zamierzają ją porwać? - Zapytał, marszcząc brwi i jakby nagle fakt, że byli w tej chwili w rzeczywistości wrogami, przestał mieć znaczenie. Kobieta była zawsze pomiędzy mężczyznami albo kością niezgody, albo kojącą pieśnią, to zawsze przez kobiety, faceci robili na prawdę niezrozumiałe rzeczy, a czasem nawet zmieniali swój sposób myślenia o całe 360 stopni. W tej chwili chyba było podobnie, zarówno dla Ainzela, jak i dla Kagekiego, Mariko była na pewno ważną osobą, a fakt, że może jej coś grozić, musiał wpłynąć również na wampira.
- Mimo wszystko... nie wiesz może gdzie mogli ja zabrać?
Spoglądał na niego z nadzieją. Tu już nie chodziło o ich ideały, o ich widzimisię, o ich potrzeby, ale o konsekwencję takich, a nie innych działań, coś nad czym nie zawsze, będąc przyćmionym przez własne cele, człowiek się zastanawiał.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 7:58 pm

- Nic cię nie okłamałem! – sykną niezadowolony. Co jak co wampir nie okłamałby ludzi którzy byli mu bliscy. W końcu potrafił rozróżniać kłamstwo od prawdy, a świadomość tego ze nie powiedział prawdy…cóż…czul ja na sobie za każdym razem gdy tylko po nią sięgną. Brzydził się jej aury i nie chciał być nią przesiąknięty. – Po prostu nie mówiłem wam wszystkiego…Szlak! – Warkną, wbijając pieść w podłogę. Jak to wszystko mogło się tak potoczyć? – Gdybym wiedział to by to wszystko nie miało by miejsca. Ale czemu? Dlaczego? – Mimo iż chciał zmienić cos w swoim życiu…to by było bezsensu gdyby na zwyklej w świecie wymienił czyje szycie za czyjeś…i znów by zmalował- Po co im ona? Przecież…- podniósł się z podłogi i oparł o ścianę, dłoń umieścił na skroniach jakby to miało w jakiś sposób przyspieszyć i wesprzeć proces przerzucania informacji jakie kłębiły się w jego głowie. Zamkną się na chwile w swoim świecie. Zapominając ze znajduje się teraz w celi, ze jest więźniem i ze obok stoi Ainzel…Co takiego pominąłem…Czego nie przewidziałem… Myślał. Przecież gdyby Mari miała stać się kolejna ofiara…to by była już martwa albo w najlepszym przypadku udałoby się jej ujść z zżyciem. Jaki sensem było jej porywanie i przetrzymywanie? Do czego była potrzebna? Do rytuału? Ale z tego co wyczytał Kage wśród starej rady nie było wampirzycy…Był wampir. Dante…I w tym momencie Kazekage odkrył niewidzialna nic powiązania. Przez wiele tygodni kiedy to studiował akta pracowników, jak i każdy inny dokument, Natkną się na to imię w papierach dotyczących osoby Mariko…I wszystko zaczęło do siebie pasować. To był chyba najgorszy scenariusz jaki mógł mieć miejsce, a wampir nie mógł go przewidzieć…Uświadomił sobie jednocześnie ze przez ten cały czas starając się zaparcie osiągnąć swój cel, był tak oślepiony ta chęcią, ze przysłaniała mu rzeczywistość. Ciągle nieświadomie swoimi poczynaniami sprowadzał nieszczęście wszystkim na których mu w tej chwili zależało. Dlaczego? Dla zaznania spokoju w przeszłości? W przeszłości która tak usilnie starał się zmienić nie zważając na teraźniejszość? – Idiota ze mnie – stwierdził uśmiechając się pod nosem blado. Wzdychał ciężko. Był zły, rozgoryczony, zirytowany, zażenowany swoja postawa i bezmyślnością i w ogóle wszystkim ale teraz to nie miało znaczenia. Potem się z tym zmierzy. Przejechał dłonią po swojej czuprynie chcąc w ten sposób odegnać wszystko co zbędne. Teraz ważniejsza była Mariko. Bo w przeciwieństwie do NIEJ ona żyła…chyba. Spojrzał na ciągle stojącego i oczekującego odpowiedzi Ainzela- Wiem…prawdopodobnie, ale to zależy czy maja już klepsydrę, czy nie. I to nie będzie takie łatwe...ostatnio trochę ich przybyło...-umilkł. mając na myśli sługusów Aiona. Jak do tego mogło dojść? Czy był aż tak zaslepiony?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 8:43 pm

Spoglądał tylko na Kazekage, który był w tej chwili z pewnością w stanie głębokich przemyśleń. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność, sekunda za sekundą mijały tak powoli, jakby ktoś specjalnie t wszystko przeciągał, a Ainzel chciał usłyszeć co ma do powiedzenia Kageki, chciał zacząć działać, czuł, że Mariko jest w ogromnych tarapatach, musiał jednak myśleć racjonalnie, żeby cokolwiek zrobić, był pewien, że potrzebuje pomocy wampira.
W końcu Kageki wspomniał o klepsydrze. Klepsydra była zdecydowanie ważnym przedmiotem. W końcu nie bez powodu tak bardzo jej szukali, no i wcześniej Kageki wyrwał stronę dotyczącą ów przedmiotu z księgi w bibliotece, a wszystko zapewne po to by zatuszować ślady. A więc klepsydra... tylko jakie znaczenie miała ów klepsydra?
- Nie mają jej... Jest u mnie. - Sam nie wiedział czy teraz postępuje właściwie, może nie, ale postanowił to zrobić.
- Posłuchaj... oni uważają cie za zdrajcę, a zanim zaczną działać, minie jeszcze więcej czasu. Wciąż ci ufam, w końcu nadal jesteśmy kumplami, prawda? - uśmiechnął się do niego smutno.
- Załatwię strażników i zmywamy się stąd... - Powiedział mówiąc półszeptem i kierując się w stronę wyjścia. Zawsze chciał powiedzieć coś w tym stylu, ale w tej sytuacji jakoś nie do końca był tym zafascynowany. Nic, więc dziwnego, że zdawało się iż nie posłucha żadnych sprzeciwów.
- To wszystko znaczy tyle co - idziesz ze mną. - powiedział odwracając się do niego na chwilę, by zaraz ruszyć dalej.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Czw Wrz 01, 2011 9:35 pm

Zdziwił go fakt ze przedstawiciel demonów jest w posiadaniu klepsydry i o niej wie. Najwyraźniej demon nie marnował czasu i wytrwale kontynuował śledztwo pod nieobecność Kagekiego w instytucie. Była to dobra nowina oznaczało to ze Aion wciąż nie jest w posiadaniu wszystkich kawałków układanki. – Oni? – spytał i po chwili sobie uświadomił ze Ainzelowi chodzi o Rade, zresztą nie tyle co rade lecz także cały instytut. –A tak „oni”. Hmmm…W sumienie nie dziwie się im, i tak raczej minie trochę zanim ta banda się jakoś zorganizuje…- tak raczej trudno było mieć inne zdanie o kimś kto wykradał informacje, powodował chaos, wykorzystywał jak i mordował pracowników instytutu…Raczej ciężko byłoby wymagać by uważano wampira w tym momencie za bohatera Doprawdy.. Na informacje ze Ainzel mimo wszystko uważa go ciągle za kumpla zdziwił się. Bowiem była to szczera prawda. Kage nie wiedział w tym momencie co odpowiedzieć tak wiec skina tylko glowa by potwierdzić słowa demona jak i zgodzić się na plan. – Musze odzyskać bron i swoje rzeczy, przebrać tez by się wypadało – zasugerował. Bo co jak co ale mimo iż porzucił zwierzęcą krew i wampirze zdolności na powrót POWOLI wracały do łask to na chwile obecna klinga miecza wciąż była bardziej niezawodna niż jego pięści. Również leżenie w zakrwawionych ciuchach było cóż…dość rzucające się w oczy a trzeba będzie przejść przez miasto…- moje miecze sa u ciebie..hmmm…żeby nie przedłużać jak z stad wyjdziemy to się rozdzielimy, spotkamy się pod brama. Nie ucieknę. Będę czekał – dodał by upewnić współlokatora posyłając mu jednocześnie spojrzenie które nie mogło kłamać. Tak wiec bez chwili dłuższego przeciągania, wysunęli się zza drzwi celi. Ainzel ogłuszył strażników wysyłając ich do krainy snow tak ze nawet ci nie zorientowali się co się stało i co ich zaatakował. nie ma to jak oberwać cieniem Kage zakosił swoja komórkę jak i inne rzeczy które mu skonfiskowano. Kiedy ładował je do kieszeni zwrócił się jeszcze raz do demona – Tak dla oficjalnej wersji, co byś nie miał kłopotu to ja załatwiłem strażników i ciebie po czym uciekłem dla uwiarygodnienia poinformuj kogoś ze ociekłem. Nie ma sensu byś robił sobie problemy. Dobra to do zobaczenia. –rzucił. Jakby nie było skoro i tak już uważali czerwonookiego za tego zUego to nie ma potrzeby by i Ainzel zyskiwał ten przydomek. Po chwili się rozdzielili i i zniknęli w gąszczu korytarzy

/zt x 2
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 11:36 am

Przeważnie na każdego znajdywał się haczyk, nawet w przeszłości. Wystarczyło go tylko wygrzebać i wyciagnąć na światło dzienne. Faust owszem, chciał go dorwać, ale miał ku temu takie powody, że z pewnością wampir by się zdziwił... A tym bardziej się zdziwi gdy zrozumie, co się wkrótce stanie. Co do gryzienia, jakoś się tego nie obawia. Najwyżej Faust wybije mu te kły silniejszym ciosem i będzie pił krew przez słomkę. W między czasie jak Izual targał go, pogwizdywał sobie jakąś skoczną melodię pod nosem, ale gdy już trafili do odpowiedniej celi i Faust został sam na sam z Nathanielem, było... Ciekawie. Bardzo ciekawie. Wysłuchał słów wampira z wyraźnym uśmiechem. Oj tak...
- Jesteś bardzo pewny siebie... Wiesz dlaczego to wszystko robię?
Spytał, a jego dłoń znalazła się na rękojeści katany, zaś w celi rozległ się szczęk stali odpowiedni do wyjmowania ostrza z pochwy. No cóż... Wampir dużo nie dojrzy, jego problem. On nie zobaczy tego, co go zabije... On nie zobaczy tego, co się z nim stanie... Przynajmniej nie w tej chwili.
- Wiesz, o tej porze roku w piekle jest nawet dosyć przyjemnie...
Stwierdził z uśmiechem, przesuwając językiem po ostrzu katany... Mmm, smak stali. Niestety, wampir nie spróbuje go ustami, lecz sercem...
Powrót do góry Go down
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 12:28 pm

Dlaczego to robił? A skąd on miał niby to wiedzieć? To, co uroiło się w głowie demona jak na razie pozostawało w głowie demona, bo niby jak miał to z niej wyciągnąć zupełnie pozbawiony możliwości użycia swoich zdolności telepatycznych. Cios dla kogoś, kto posługuje się jedynie zdolnościami mentalnymi nie tyle do pozyskiwania informacji, ale i do walki. Bez nich wampir był zupełnie bezbronny tym bardziej, ze oprócz mocy odebrano mu również dwa ze zmysłów pozostawiając mu jedynie możliwość oczekiwania na to, co zdarzy się za chwilę. Kajdanki dla nieśmiertelnych były zbyt trwałe, aby jakakolwiek istota była w stanie je przerwać, więc nie było mowy o możliwości uwolnienia się.
Kiedy tylko usłyszał dźwięk dobywanego miecza gdyby tylko było to możliwe krez odpłynęła by mu z twarzy pozostawiając ją kredowo białą, czyli normalna dla przedstawicieli jego rasy. Oparł głowę o ścianę przybierając swoja pokerową maskę pozornego spokoju.
- Mam rozumieć, że zaraz mnie zabijesz? – Mimo rodzącego się w nim strachu jego głos cały czas był opanowany i niemożliwe było wyczucie w nich chociażby odrobiny wahania czy utraty pewności siebie, o której nadmiarze jeszcze przed chwilą demon mówił.
Podniósł się na równe nogi, co niestety było nieco trudne przez brak możliwości użycia rąk i zrobił parę kroków w przód jak gdyby wszystko to było mu nie straszne. Na jego twarzy ponownie pojawił się szyderczy uśmiech.
- Zabijesz bezbronnego w nieuczciwej walce? Nawet nie mam jak się obronić.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 12:44 pm

Cóż, to faktycznie cios dla wampira. Związany i oślepiony nie mógł skorzystać ze swoich mocy, nie mógł się bronić. To był faktycznie morderczy cios w tej chwili. Ni to się tu bronić, ni to walczyć... Nawet postraszyć nie ma jak. Tylko oczekiwanie na nieuniknione. A w sprawie nieuniknionego, katana Fausta była gotowa do walki. Ogniste ostrze zdawało się być w dotyku cieplejsze od stali, ale było to wrażenie w dużej mierze bardzo subiektywne, zmieszane z wyglądem ostrza przez co po prostu wydawało się, że katana jest ciepła i nic więcej. Obserwował wampira i na jego słowa zaśmiał się z wyraźnie zaznaczoną dozą wyszydzenia myślenia wampira.
- Śmierć to dopiero początek twojej wędrówki.
Powiedział grobowym tonem, a jego twarz uśmiechała się perfidnie. Tak, teraz pora na rozstrzygnięcie tego. Gdy wampir podniósł się i zbliżył do demona, ten przerwał mu w połowie zdania kopnięciem w tors które posłało wampira na ścianę, przy okazji gruchocząc mu kilka żeber.
- Ja cię nie zabije... Zabiję tylko wampira, twoja dusza pójdzie ze mną.
Powiedział istnie demonicznym tonem, po czym szybkim krokiem zbliżył się do wampira i jednym, szybkim pchnięciem przebił ostrzem katany kości klatki piersiowej wampira i przeszył na wylot jego serce, zaś ostrze zatrzymało się dopiero wbijając w blok ściany za wampirem.
- Ad Infernum... Ad Infinitum. Anima Numquam Requiem.
Ach, stara, dobra łacina... Jak dawno nie używał tego pięknego języka.
Powrót do góry Go down
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 12:53 pm

Silne kopnięcie demona, które pchnęło go nas ścianę istotnie połamało mu kilka żeber na tyle niefortunnie, ze żebra przebiły płuca niczym szpilki powbijane w dziecięcy balonik, który zaczął się zapadać pozbawiany ulatującego z niego powietrza. Jęknął wypluwając krew na ziemię i oparł głowę o ścianę oddychając ciężko sam nie wiedział dlaczego. Przecież nie musiał oddychać, to było niekonieczne, mógł żyć i bez tego. Potem wszystko działo się już szybko. Ostrze katany z łatwością przeszyło jego ciało dobijając do serca. Tak to było z demonicznymi ostrzami. Zawsze były w stanie skruszyć to, czego nie jest w stanie ruszyć normalny miecz.
Ten cios był już ciosem ostatecznym. Tym, od którego jedno się kończy, aby mogło rozpocząć się nowe. Tym nowym było tu to, co nieznane. Długi proces umierania, który znacznie się różnił od poprzedniego, bo przecież Nathaniel umarł już raz. Zmarł i odrodził się jako nowy, lepszy, obarczony brzemieniem bycia istotą wyższą od człowieka, które musiał dźwigać na swych barkach. Robił to z dumą, pomimo prześladowań i problemów, jakie to za sobą niosło, ale w końcu wszystko sprawia problemy.
Osunął się na ziemię padając na kolana odruchowo zaciskając dłoń w miejscu gdzie ostrze katany demona przeszyło jego ciało rozcinając materiał białej flanelowej koszuli, która teraz była całkowicie splamiona jego krwią. Tak szkarłatna jak jego ofiary, które to z premedytacją zabijał raz za razem byle tylko zaspokoić swoje nieopanowane pragnienie i rządze. Taki to już los spotyka tych, którzy to lubują się w śmierci i krzywdzie zadawanej innym… kończą jak ich ofiary. Zupełnie żałośnie i bezradnie wykrwawiając się na twardej i lodowatej posadzce. To jednak nie miało teraz znaczenia, bo kto by o tym myślał leżąc w kałuży własnej krwi, która wylewała się nie tyle z rozległej rany na piersi, ale i wyciekała z ust. Pluł nią, starając się odkrztusić to, co zalewało powoli jego ciało. Może i był wampirem, ale niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniały. Rozległe krwotoki wewnętrzne zawsze przynosiły za sobą to samo… śmierć.
Szkarłatna ciecz bulgotała w jego ustach sprawiając, że każdy jego krzyk stawał się stłumiony i cichy, jakby nie wydawał żadnego dźwięku, ale wewnątrz krzyczał. Bał się… tak, bał. Ten, któremu to strach zaglądał tyle razy w oczy po prostu się bał. Bał się końca, który był nieunikniony, bo nie było już ratunku. To, że w tej chwili jakaś boska moc zstąpi na ziemię lecząc wszystkie jego rany i przywracając go do życia było zupełnie nie do pomyślenia, tym bardziej, że Bóg nie starałby się ratować grzesznika, który całe swoje życie kroczyć ścieżką diabła dzierżąc rękojeść katany w swych silnych splamionych krwią niewinnych istot dłoniach.
Z każdą kolejną chwilą wszystko zdawało się przemijać. Całe jego życie, jakże krótkie życie przewijało mu się przed oczyma niczym puszczony w szybkim tempie filmy. Leciało po klatkach tak, że ledwo można było spostrzec, o co właściwie chodzi. Cały życiorys zmieszczony w tak krótkim i jakże krwawym filmie, który bliżej miał do horroru, niż cudownych wspomnień istoty leżącej na łożu śmierci.
- Ja… ja n… nie chce umierać – wydusił z siebie wypluwając kolejne porcje krwi i przeokropnie się nią dławiąc. – Nie chce…
Jego żałosne łkanie rozbrzmiewało echem w całym pomieszczeniu tak, że aż trudno było uwierzyć, że wypływa ono z ust tejże osoby. Teraz bardziej niż kiedykolwiek czuł, że pragnie żyć. Mimo że świat był okrutny i dawał w kość on nie chciał umierać. Tak wiele musiałby zostawić, tak wiele stracić, tylu rzeczy jeszcze nie dożył tylko i wyłącznie przez swoja głupotę. Bo zaczynał nie z tymi, z którymi powinien. Taki już był urok tego osobnika, żałował dopiero, kiedy było już za późno.
Zapewne jego morderca napawał się teraz tym widokiem, któremu towarzyszyło coś tak niecodziennego, że uznawane było za niemożliwe. Wampir płakał… ale nie tak normalnie. Krwawe łzy wypływały z jego oczu ściekając w dół cienkimi stróżkami po bladych policzkach. Małe krople plamiły ciemne włosy zlepiając je i zasychając powoli tworząc na nich szkarłatną skorupę.
- Nie… chce! – Jęknął ponownie pogrążony w przerażającej agonii i bólu, który niemiłosiernie ogarniał całe jego drętwiejące ciało, z tym ten jęk był już jego ostatni.
W pewnym momencie po prostu się uspokoił. Wszystko ustało. Spazmy i dźwięk krwi bulgoczącej w jego gardle ucichły wraz z jękiem ustępując miejsce ciszy. Ostatnia łza, która wypłynęła spod zmrużonych powiek spłynęła po wampirzym policzku, który teraz był pozbawiony życia bardziej, niż kiedykolwiek. Zgasła ostatnia iskra, ta, która walczyła do samego końca trzymając go przy życiu, mimo że nie było już ani odrobiny nadziei.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 1:08 pm

No cóż... I taki o to koniec nastał dla tego wampira. Wampira... Jego dusza jeszcze nie zniknęła. Po pchnięciu mieczem w serce Faust wyrwał go równie szybko i zakręcił ostrzem młynek, po czym schował takowe do pochwy ze szczękiem stali, a następnie cofną się o krok, by wampir mógł w spokoju... Umrzeć. Gdy zaczął łkać i wyduszać z siebie kolejne słowa, Faust przyklękną przy jego leżącej osobie na jednym kolanie i w geście łaski zdjąl mu apaszkę z oczu, by wampir mógł zobaczyć ostatnie obrazy wzrokiem swoich oczu. Odrzucił materiał apaszki, po czym pogładzić delikatnie wampira po policzku z subtelnym uśmiechem.
- Nie umrzesz... Poznasz nowy świat, staniesz się nową istota... Staniesz się istotą o duszy nieśmiertelnej, o potędze piekła... Staniesz się demonem, lecz najpierw musisz przeżyć piekło. I to prawdziwe piekło.
Powiedział cichym, wręcz opiekuńczym tonem, opierając jedną dłoń na swoim kolanie, drugą nadal delikatnie gładząc policzek wampira. Gdy ostatnie iskry życia uszły z jego nieumarłego ciała, demon uśmiechną się do siebie i położył dłoń obok krwawiącej rany wampira.
- Usłysz mój głos, Nathanielu. Podążaj za mną, a będziesz bezpieczny.
Szeptał z przymkniętymi oczami, po czym zacisną dłoń na bladej skórze i dosłownie wyrwał z ciała wampira jego duszę. Dusza wbrew pozorom nie świeciła, nei była pełna poświaty, nie miała jakiegoś koloru... Było to półprzezroczyste ciało Nathaniela w ubraniu i wyglądzie takim, w jakim zmarł. Nawet rana w miejscu serca była, choć już nie krwawiła. Ustawił duszę Nate'a do pionu by sam staną na swoich spektralnych nogach, po czym uśmiechną się.
- Jesteś gotów na wyprawę w płomienie?
Spytał dosyć niepotrzebnie, bo niezależnie od odpowiedzi chwycił duszę wampira za nadgarstek dłoni, a drugą dłonią z kataną w pochwie nakreślił na ścianie pentagram, po czym uderzył rękojeścią katany w środek gwiazdy. Świat wokół nich zmienił się nie do poznania. Ściana przed nimi rozpadła się w pył, odsłaniając horyzont zniszczonych i zrujnowanych budynków miasta, gdzieś w oddali szalała burza piaskowa. Niebo było widoczne, lecz było całe w kolorze rdzy i pokryte nieprzebijalnymi wzrokiem chmurami.
- Witaj w piekle, Nathanielu Garroway. Podążaj tuż przy mnie jeśli nie chcesz stać się pożywką dla mijających nas demonów.
Powiedział z wyraźnym uśmiechem do Nathaniela, po czym zeskoczył na dół, bo pomimo iż cele były w podziemiu budynku, tutaj to było bodajże 5-6 piętro budynku. A co się stało w celi? Nic, Faust po prostu znikną, pentagram na ścianie zaś nigdy nie istniał... To był tylko sposób na otwarcie bramy, nic więcej.
Powrót do góry Go down
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 1:47 pm

Kiedy tylko jego dusza wyrwana została z ciała Nathaniel zaczął nerwowo rozglądać się dookoła z przerażeniem spoglądając na swoje bezwładne ciało. Jego szeroko otwarte oczy były teraz jeszcze bardziej czujne niż normalnie. Starał ie jakoś to ogarnąć, ale wszystko było zbyt trudne. Dopiero po chwili spoglądając na swoje niematerialne dłonie i przypominając sobie słowa i dotyk Fausta zrozumiał co się tak na prawdę stało. On nie żył. Wyzionął ducha i to w dosłownym tego słowa znaczeniu i teraz w postaci tegoż ducha pałętał się po więziennej celi ze wzrokiem wbitym w demona, który chwacił jego nadgarstek.
- Ty jebany ch... - zaczął jednakże jego krzyki i wielką furię skierowaną ku demonowi przerwało to, co po chwili przed sobą zobaczył.
Rozwarły się przed nim bramy piekielne ukazując przerażający obraz skąpany w gorejącej czerwieni, który nie tyle zapierał dech w piersiach, a przerażał swym mrokiem i samą świadomością tego, gdzie w tej chwili się znajdujesz. Temu obrazowi daleko było od tych, przekazywanych w powieściach i najróżniejszych opowiadaniach, który wampir zwykł czytać do poduszki. Słysząc słowa demona jedynie skinął głową. Był zbyt zszokowany, aby stać go było na coś innego jak tylko ten prosty gest świadczący o jego zgodzie. Nie miał ochoty na porachunki z pałętającymi się tu istotami, nie w tej niematerialnej i pozbawionej życia formie.
Mimo że nie wiedział dokąd zmierza i gdzie to wszystko go zaprowadzi podążył za Faustem, bo tak na prawdę nic innego mu nie pozostało. Prędzej czy później, a tym bardziej w tych okolicznościach, by tu trafił, ale lepiej chyba dla niego jeśli za swego przewodnika po tych niezglebionych czeluściach piekielnych będzie miał istotę, która żyła tu setki lat i wiedziała na tyle dużo, by zapewnić wampirzej duszy jako taką ochronę, o ile nie chciał go stracić gdzieś w otchłań i pozbyć się go raz a dobrze bo taka opcja też istniała.

[z/t] oboje

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
NPC

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 29/05/2011

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Kwi 22, 2012 6:33 pm

Demon ni stad ni zowąd pojawił się w celi więziennej z kataną w dłoni. Rozejrzał się nerwowo dookoła starając się zrozumieć, po co został wysłany akurat w to, a nie w inne miejsce i to w tej formie przypominającej Fausta Valentine'a jednego z członków tutejszej starszyzny. Wszystko wyjaśniło się dopiero gdy spostrzegł, że stoi w kałuży krwi, która rozciągała się po całym pomieszczeniu. Powędrował wzrokiem ku ścianie i w końcu spostrzegł o co tu właściwie chodzi. Ciało wampira leżało bezwładnie na ziemi w wielką dziurą w piersi. Istota była łudząco podobna do duszy, które jeszcze niedawno widział w piekle wraz z piekielnym księciem. Katana którą trzymał poplamiona była krwią, prawdopodobnie tą, która jeszcze niedawno tak obficie sączyła się z siała pijawki, której ktoś bardzo skutecznie chciał się pozbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Maj 05, 2012 2:21 pm

Ciągną za sobą Aimi do cel gdzie znajdowało się ciało nieszczęśnika, wchodząc do pomieszczenia otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, nie spodziewał się zobaczyć tu osoby z którą nie miał zbyt dobrych stosunków, ale kto by się tam tym przejmował w końcu już nie żyje. Jednakże będzie musiał zająć się tym wszystkim, kto to widział żeby bezpieczny z pozoru instytut stał się miejscem zabójstwa wampira. Zamrugał kilkakrotnie będąc wciąż zdziwiony.
-Nathaniel Garroway, no no kto by się spodziewał.
Wymamrotał jedynie i odwrócił się na pięcie by znaleźć kogoś kto ogarnie ten syf bo Taro nie miał zamiaru tego sprzątać, za jakiś czas rozliczy się z innymi członkami rady którzy się wtryniają nie tam gdzie powinni, ale teraz nie miał na to czasu, nie mógł się przecież wszystkim zajmować, on jest tylko jeden a obowiązków ma aż za wiele. Widząc jednego z nic nie robiących osobników kazał mu ogarnąć ten burdel zaś sam chwycił ponownie Aimi żeby przypadkiem nie próbowała zwiać czy zrobić inne głupstwo...


//sory zastój twórczy//
Powrót do góry Go down
Aimi
Księżniczka wampirów
avatar

Fabularnie : samiutka <3
Liczba postów : 23
Join date : 15/10/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Maj 05, 2012 11:15 pm

Kiedy tylko zeszli do podziemi uderzył ją zapach krwi. Dziewczyna odrzucała od siebie czarne myśli, jednak była pewna, że zna ten zapach. Takiego zapachu nigdy się nie zapomina. Zapach krwi wampira, którą się piło, tak smaczną i życiodajną, jak żadna inna. Aimi mimo wszystko odrzucała od siebie tą myśl, nie mogła zawrócić, Taro ciągnął ją dalej. Kiedy weszli do celi zamrugała kilka razy, żeby przyzwyczaić oczy do półmroku jaki tutaj panował. W pierwszej chwili zobaczyła tylko plamę krwi.. W końcu spojrzała na ciało. Przez kilka chwil patrzyła na szmacianą lalkę, która leżała po środku ciemnej kałuży, taki dziwny obraz. Wydawał jej się nierealny i niewłaściwy. Jakiś tam obcy wampir, kim on niby dla niej był? Czarne włosy, ten zapach, ta krew.
- Nate? - zapytała niepewnie, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówi na głos. Ciało wampira się nie poruszyło, a Aimi poczuła dziwne uczucie w żołądku. Przecież on tylko spał - przemknęło jej przez myśl.
Nagle poczuła jak Taro chwyta ją za rękę i od razu zaczęła się szarpać używając do tego całej swojej siły. Miała nadzieję, że uda jej się wykorzystać ułamek sekundy zaskoczenia i odepchnęła starszego wampira falą telekinetycznej, niewidzialnej siły. Wiedziała, że to nie powstrzyma go na długo, jednak jej wystarczyła tylko chwila. Szybkim susem skoczyła do ciała leżącego na podłodze. Odwróciła je na plecy i spojrzała na nie. Przecież to Pan Zły Wampir! Uradowała się na jego widok.
- Nate, Nate - powtarzała szeptem tuląc go do siebie. On tylko zasnął, jednak trzeba go stąd zabrać. Ta cała sytuacja nie wygląda za miło, a podobno morderca jest na wolności. Oj tak, trzeba go szybko uratować, ona musi to zrobić. - Nie martw się - zaczęła odgarniając kosmyk czarnych włosów z jego twarzy. - Zaraz Cię stąd zabiorę. Jestem przy tobie - dodała uśmiechając się do niego ciepło i czule pogłaskała go po policzku. Nie przeszkadzało jej, że cała upaćkała się w jego krwi. Nie zwróciła nawet uwagi na jego rany. Czuła jego zapach, taki sam, jak koszula, którą miała na sobie.
- Wrócimy do domu, dobrze? - zapytała tuląc go do siebie. Był zimny, taki jak go zapamiętała. Tylko się nie ruszał i nie patrzył na nią tym przeszywającym wzrokiem. Niemal zatęskniła za jego szelmowskim uśmiechem i tym aroganckim, ale zniewalającym sposobem bycia. Amelie nie dopuszczała do siebie żadnych myśli. Nathaniel po prostu sobie leży, prawda? Trzymała się kurczowo jego ciała. Za nic na świecie go nie puści. Nie ma takiej opcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Nie Maj 06, 2012 11:00 am

Pokręcił głową widząc to co robi młoda wampirzyca, najwyraźniej nie rozumiała iż ten wampir już jej nie odpowie na żadne słowo ani nie zrobi nic innego. Opuścił ten świat za sprawą demona. Taro siłą odciągną Amelie od ciała wampira nie mógł pozwolić by przebywała tu dalej, najwidoczniej znała ofiarę ale nie miało to znaczenia.
-To nic ci nie da, on jest martwy i nie odpowie
Wyprowadził Amelie z celi, nie może ona tu siedzieć i gadać głupot do truchła. Trzymając ją mocno tak by się nie mogła uwolnić prowadził ją korytarzami w stronę biura przedstawiciela wampirów. Sytuacja z cel nie podobała się mu, niepotrzebnie przyprowadził tu młodą, mógł ją przecież zostawić gdzieś i szybciej się z tym uporać ale cóż zrobił tak a nie inaczej. Skrzywił się przyśpieszając kroku i zmierzał w kierunku swego biura.

z/t ----> Biuro przedstawiciela wampirów (Aimi też)
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 29/05/2011

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 8:47 pm

Strażnik stał przy głównych schodach prowadzących do podziemi w oczekiwaniu na Przedstawiciela Czarowników. Był wyraźnie podenerwowany, czyżby nowy? To było możliwe. Poza tym takie rzeczy nie zdarzały się często a cała wina za to zamieszanie prawdopodobnie spadnie na niego, bo w końcu to on pełnił tu dziś wartę jeszcze z dwoma swoimi kolegami. Nie chciałby zaraz ktoś wytykał mu niekompetencję, bo pozwoliłby ktoś wtargnął tu, bez względu na to jak wygląda i za kogo się podawał, i zrobił to o zrobił.
Ciało nadal leżało w celi, jeszcze nikt nie uprzątnął miejsca zbrodni, takie były procedury. Najpierw trzeba było wszystko dokładnie zbadać, poszukać śladów, które mogłyby naprowadzić na właściwy trop. To wszystko sprawiało, że ludzie byli jeszcze bardziej zdenerwowani. Po całych podziemiach roznosiła się słodka woń wampirze krwi, która działała nazbyt pobudzająco na zamkniętych w innych celach więźniów, którzy teraz przeklinali i skandowali różne hasła wychwalające czyn mordercy jak i potępiające instytucję, jaką była Rada Dziesięciu.
Kiedy tylko Przedstawiciel Czarowników dotarł na miejsce strażnik skłonił mu się w powitalnym geście i skierował przez ciemne, oświetlone jedynie słabym światłem starych lamp korytarze, do docelowego miejsca podróży. Im bliżej znajdowali się wyznaczonej celi tym zapach krwi bardziej uderzał do jego nozdrzy drażniąc i przyprawiając o mdłości, jednak ten zapach był niczym w porównaniu do widoku bladego ciała z rozpłataną piersią leżącego pośrodku wielkiej kałuży szkarłatnej cieczy, prawdopodobnie całej zawartości jego organizmu, a sądząc po jej ilości można stwierdzić, że dosyć niedawno się nią pożywiał.
Nie mogąc znieść tego widoku usunął się nieco na bok, tak aby pozostał on poza zasięgiem wzroku jego bystrych oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroi
Mag
avatar

Fabularnie : wolny
Liczba postów : 9
Join date : 14/06/2012

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 9:10 pm

Czarownik ruszył razem ze strażnikiem na miejsce zbrodni. Im bardziej się zbliżali tym mocniejszy był zapach krwi. Mag idąc miał beznamiętny wyraz twarzy obserwował uważnie smarkatego strażnika. "Ja to mam szczęście" pomyślał i dalej ruszył za nim. Gdy dotarli już spojrzał na ciało Nathaniela i zbliżył się do niego. W ciele chłopaka widać było dziurę po ostrzu.
Strażniku chcę wiedzieć jak się nazywa zabity kto pełnił wartę w tym czasie i kto przesłuchiwał podejrzanego.- Skończył mówić poważnym głosem i zaczął badać miejsce zbrodni. Wyciągnął też swoja księgę zaczął coś szeptać i na ścianach pojawiło się kilka run.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 9:46 pm

Tazz dotarł na miejsce zdarzenie w przeciągu 25-30 min. Gdy zbliżał się do celi w której popełniono owy czyn, czuł nie pokój a na dodatek ten zapach krwi doprowadzał do do szału.
-Jak ja nienawidzę tego zapachu...-pomyślał Inkwizytor, po czym przyśpieszył.
Na miejscu dostrzegł Przedstawiciela czarodziei, Pana Pochenix'a i jakiegoś strażnika. Oczywiście ciało leżało na swoim miejscu z dziurą która była prawdopodobnie raną zadaną ostrym narzędziem. -Witam Pana, widzę że nie tym razem będziemy pracować razem.Ależ gdzie moje maniery, jestem Tazz Blaze,Inkwizytor.-powiedział Demon -Wracając do sprawy, Pana zdaniem za co ktoś by chciał zabić tego otóż wampira?-
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 29/05/2011

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 10:25 pm

Strażnik cały czas starał się nie zwracać uwagi na porzucone w celi truchło. Skupiał wzrok na wszystkim innym tylko nie na celi i jej zawartości. Nieco dalej zdawało się słyszeć zbulwersowany ton przesłuchującego demona strażnika, jednakże jego rozmówca nie zdawał się z byt wiele mówić w sprawie zabójstwa, czy w ogóle cokolwiek mówić. Cały czas milczał, pozostawiając opis zajścia i jego sprawcy jedynie przypuszczeniom i wyobraźni.
Kiedy tylko posłyszał pytanie przedstawiciela odchrząknął odwracając się w jego stronę. Stał wyprostowany jak struna, nie chcąc sprawiać wrażenia nazbyt przytłoczonego tą sytuacją, w którą aż za bardzo stał się zamieszany nie ze swojej winy.
- Denatem jest wampir, Nathaniel Garroway. Ciało zidentyfikował przedstawiciel tej rasy Yamada Taro jakiś czas przed Pana przyjściem. Obawiam się też, ze możemy mieć pewien problem bo razem z nim przyszła tu młoda wampirka w żaden sposób nie związana z Radą i wszystko wskazywałoby na to, że ona także miała kontakt ze zmarłym i to niedługo przed jego śmiercią. W czasie zajścia wartę pełniłem ja i dwóch innych strażników, którzy w tej chwili pilnują demona podejrzanego o morderstwo. Co do szczegółów z nim związanych to wiemy dość niewiele. Demon... - zatrzymał się na chwilę z zakłopotaniem drapiąc się w tył głowy kiedy obok nich pojawił się Inkwizytor, po czym kontynuował wypowiedź. - ... on nie jest zbyt rozmowny. Prawdę powiedziawszy nie dostarczył nam żadnych informacji. Znaleźliśmy go w pobliżu tej celi z kataną, która najprawdopodobniej jest narzędziem zbrodni. To wszystko to jednak tylko przypuszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroi
Mag
avatar

Fabularnie : wolny
Liczba postów : 9
Join date : 14/06/2012

PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 10:49 pm

Czarownik słuchał wszystkiego co mówił strażnik. Analizował każde zdanie żołnierza i się zamyślił. Z rozmyślań wyrwało maga przybycie inkwizytora. Chłopak przedstawił się jako Tazz.
Kuroi Pochenix członek rady miło mi.- Czarodziej szybko się przywitał i zwrócił do strażnika.
Przyprowadź tego demona tutaj dobrze skutego, przynieście też miecz, którym dokonano zabójstwa szybko.- Mężczyzna ponaglił żołnierza sam wyciągnął małą fiolkę i nabrał krwi wampira. Następnie wyciągnął księgę wyszeptał coś i pojawiły się kolejne runiczne pieczęcie. Czarodziej szeptał coś przy jednej z pieczęci, a ona zaczęła się jarzyć ciemnoczerwonym światłem i na całej ścianie pojawiły się świecące znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   Sob Cze 23, 2012 11:19 pm

Inkwizytor obserwował radnego i jego dziwne obrzędy ,zastanawiało go co one mają na celu.
Podszedł do ciała by oglądnąć doszczętnie rany, rana była dość głęboka zadana mieczem tak jak to zostało słusznie zauważone. Tazz dostrzegł że przebiega ona przez płuco, wampir musiał się "utopić" we własnej krwi. -Biedaka ktoś musiał nieźle nie lubić...-pomyślał oglądając zwłoki. Tazz chciał zobaczyć broń z której zadano tą ranę , miał szczęście że strażnik się akurat po niego udał. -Za chwile zaczniemy przesłuchanie po mojemu...-powiedział Tazz z szatańskim uśmiechem na ustach i strzelając palcami.
-Mam nadzieje ,że moje metody nie zniechęcą pana do dalszej współpracy.-
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cela więzienna nr.1   

Powrót do góry Go down
 
Cela więzienna nr.1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» SKRZYNKA WIĘZIENNA
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Instytut :: Podziemia-
Skocz do: