IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ryu Akku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Ryu Akku   Nie Sty 26, 2014 6:54 pm

Godność:
Ryu Akku

Wiek:
Miał 21 lat przed metamorfozą. I chyba ma tyle samo nadal.

Orientacja:
Jeszcze w nikim nie ulokował swoich uczuć, chociaż są ku temu wyraźne przesłanki. W każdym bądź razie jest tolerancyjny, więc nie przeszkadzają mu związki tej samej płci.

Pochodzenie:
Japonia, centrum Tokio. To tam urodził się i żył przez okres dzieciństwa. Nie wstydził się swoich korzeni, przez Skype'a utrzymywał kontakt ze starym środowiskiem. Od kiedy nastąpił gwałtowny zwrot w jego egzystencji, nie potrafi określić skąd jest, ale wiedział kto go ożywił na nowo.

Rasa:
Dawniej człowiek, homo sapiens - młoda jednostka w szarym świecie. Obecnie… Cień? Nie sposób określić czy to demon czy po prostu nagromadzenie czarnej energii, w każdym bądź razie istota bliska mianem Wszech-Obecnej-Czerni. Żeby jednak ładniej ująć kategorią jego przynależność do nacji, niech więc będzie, że jest ucieleśnieniem Mroku. Czyli po prostu Cień.

* Zwierzęca forma:
Brak.

Ranga:
Młode Pokolenie Mroku? Nie, zbyt dziwaczne i długie. Brak.

Moc:
Trudno jednoznacznie podzielić na poszczególne kategorie jego zdolności. Dlatego dam w opisie, jako że jest to także nowy typ rasy.
Mrok absolutny – można śmiało powiedzieć, że mrok i Ryu to jedność, a każda osoba władająca cieniem  może nieświadomie przywołać Ryu na miejsce zdarzenia.
Moc ta ma swoje plusy i minusy. Zacznijmy od zalet:
1) Niestraszne mu przemieszczanie się z jednego cienia do drugiego. Może to uczynić w oka mgnieniu, a wtedy jest zdolny do ucieczki z większości tarapatów.
2) Kontroluje wszystko co skąpane w ciemnościach. Deformuje również ich kształty, zazwyczaj dla zabawy. Jest zdolny do dynamicznej metamorfozy własnego ciała (gdy wokół jest dużo ciemności). Stąd bronie, łańcuchy, pociski energetyczne z Mroku stworzone z tej materii mogą być tak samo niebezpieczne jak fizyczne (ulegają zniszczeniu przy pierwszym kontakcie z wrogiem).
3) Sam także potrafi utworzyć przedmioty z ciemnej materii, które przydają się nie tylko w życiu codziennym (na przykład ubranie), ale także bronie, co opisane jest powyżej.
4) Manipulacja ciałem osobnika, w którego cień wejdzie. Nie jest to jednak efekt długotrwały, aczkolwiek ciekawie wygląda kontrola osoby z reguły sztywnej tańczącej kankana, haha!

Wadami są:
1) Posilanie się ciemnością. Nie jest zdolny zjeść niczego, co nie ma związku z jej naturą (może natomiast „zdjąć” cień z kanapki).
2) Niemożliwość swobodnego stąpania po oświetlonych zakątkach, których unika jak ognia. Już nie wspominam o promieniach słonecznych, które zadają ciężkie rany lub wręcz mogą przyczynić się do utraty kończyn, a nawet śmierci.
3) Brak odporności na światło słoneczne.
4) Nietolerowanie obecności Aniołów w swoim otoczeniu.
5) Odniesienie takich sam ran, gdy znajduje się w cieniu pokrzywdzonej osoby.


Umiejętności:
- Chłonność wiedzy. Całymi dniami w ciemnych kątach wciąga się w czytanie książek zarówno naukowych jak i fabularyzowanych. Stara się nie być w tyle z wszelkimi nowinkami technologicznymi czy tymi ze świata. Ceni sobie takie podejście od zawsze.
- Włada kilkoma językami. Przydatna umiejętność, którą opanowywał od dziecka. Dzięki temu może praktycznie zrozumieć wszystkie oryginalne dzieła literackie czy też te wyśpiewane. Swego czasu uczył się nowych języków, a stare utrwalał w konferencjach z ludźmi z całego globu (za pośrednictwem internetu). Nie zapomniał języków w gębie do tej pory.
- Całkiem dobrze gotuje. Gdy jeszcze miał tyle sił, aby samemu przyrządzić sobie posiłki, to nie uciekał przed książką kucharską. Najlepiej wychodziły mu ciasta, zwłaszcza z owocami. Pozostało to do dziś, aczkolwiek nie musi pożywiać się „humanoidalnym” jedzeniem.
- Potrafił robić na drutach... w szczególności szaliki, bo często gdy miał zamiar zrobić sobie sweter, to zamyślał się na dobre i motki wełny ciągnęły się w wąskie pasy. Tą umiejętność rozwinął do tego stopnia, że projektuje nawet najzwyklejsze ubrania i sam wykonuje. Niekoniecznie zna się na modzie – idzie swoim tokiem myślenia w kreacjach.
- Swego czasu znał się na gwiazdach. Odczytywał z nich horoskopy, które zamieszczał w rubryce w gazetach. Trochę grosza wpadło, a całkiem sporo przepowiedni sprawdziło się. Od czasu do czasu powróży komuś, lecz teraz nie robi tego zbyt chętnie.
-Istny z niego sprinter i znawca park-our’a. Jest to jego sposób na przemieszczanie się z jednego miejsca na drugie, przy tym nie męczy się tak szybko.

Broń:
Żadna, nie licząc swojego najbliższego otoczenia. Cień i jego deformacje.

Wygląd:
Bardzo szczupły, wręcz anorektyk. Mierzy około 180 cm wzrostu, wyglądem przypomina kogoś, kto mógłby ważyć  55 kilogramów, ale ciężko dokładnie sprecyzować. Jak zważyć Cień? Jak na rodowitego Japończyka wyróżniał się nie tylko wzrostem, lecz także naturalnym odcieniem tęczówek, które były koloru fiołków. Tak też zostało do dzisiaj, z tym że bielma nasączyły się czerwienią, najlepiej są widoczne w ciemnościach, kiedy ktoś zbyt długo ignoruje Mrok. Biała, porcelanowa skóra aż prosiła się o opaleniznę, dlatego otrzymał od Losu także jasno karmelową skórkę. Czarne włosy z dłuższymi kosmykami po skroniach przykrywał beżowy kaszkiet, na którego miejsce wyrosły dwa, długie pasma fiołkowych włosów ustawione na sztorc jak radary – pomagają w nawigacji po Królestwie Cieni. Do tego przecież nosił charakterystyczny szal wokół szyi o dwa odcienie bledszy od czapki, który ciągnął się na dwa metry. To także uległo zmianie – szal zaczepiał się przy byle okazji, skąd modernizacja na odpowiedni golfowy kołnierz strzępiony na brzegach. Ubiera się różnie, lecz zazwyczaj mało krzykliwe kolorystycznie, aby pełnić dobrze swoje zadania wyznaczone przez egzystencję. Najczęściej przywdziewał płaszcz sięgający kolan, który bardzo ściśle przylegał do kościstego ciała Ryu. Z dawnych czasów został styl obcisłej bluzki bez rękawów, lecz płaszcz ustąpił miejsca fioletowym alladynkom, które połączone z szykownym kołnierzem wąskim paskiem nie spadają z tyłka nawet przy bieganiu. Warto też wspomnieć, iż nie szczędzi uśmiechu, kiedy nadarzy się ku temu okazja, bo trzeba przyznać, iż ma piękne, proste, białe ząbki. Uczy się od Alvaro dobrych nawyków, hehe.

Charakter:
Pierwsze, co można dostrzec w chłopaku, to małomówność. Taki typ milczka i samotnika wziął się z korzeni, kiedy jeszcze nie był zbyt otwartym na świat. Przyzwyczaił się do tego, że w ciszy, z ciemnego kącika lub budynku, obserwuje świat pełen barw i jasności, do którego nie może wstąpić za dnia. Miewa oczywiście takie chwile, gdy świerzbi go nóżka, aby przekroczyć granicę światła i ciemności, ale ostatecznie przy zdrowym rozsądku rezygnuje z takiego ryzyka. Nie można powiedzieć, że nie jest ciekawy świata, ba – gdyby mógł, to przemierzyłaby każdy zakątek, aby niczego nie przegapić, jednakże… niektóre krajobrazy czy miejsca tracą urok w nocnej szacie.
Nie jest gwiazdą socjometryczną, dlaczego od czasu do czasu prowokuje, aby ktoś zwrócił na niego uwagę. Ma swoje kaprysy, lecz nie są aż tak uciążliwe dla „światło żernych” istot. Lubi płatać figle w walkach, gdy ktoś posługuje się mrocznymi siłami, zwłaszcza tym, którzy są zbyt pewni siebie. Zawsze trzeba zachować respekt wobec tego elementu w egzystencji.
O dziwo, nie cechuje go totalne Zło i Chaos. Prędzej złośliwość, o tak – potrafi być uszczypliwy, nawet bez większego powodu. Od humoru zależy, jak mocno da się we znaki dręczonej osobie. Niestety, wiele istot ignoruje jego „wysiłki”, co skutkuje irytacją, w dodatku schowaniem się w kącie, albo wręcz przywaleniem pięścią w twarz. Często działa spontanicznie i inni czują te działania sporadycznie na własnych skórach, co faktycznie niektórym wrażliwym przypomina Harmider i Chaos.
Kreatywność powoduje, że nie nudzi się zbyt często. Swoje plany przelewa dzięki spray’owi na murach podniszczonych budynków, albo przekształcając cienie na swój własny użytek. Równie pomysłowo zachowuje się przy spotkaniach w cztery oczy, gdy ktoś dopatrzy się młodzieńca skąpanego w mroku. Nie zdradzę jednak jak, żeby nie psuć niespodzianki.
Bardzo rzadko okazuje pozytywne emocje. Nie dlatego, że nie ma poczucia humoru, lecz z powodu braku okazji. Dlatego stara się być wszędzie, żeby czchnąć dla siebie odrobinę entuzjazmu innych. Ponadto zdolny jest do takiej desperacji, iż wchodzi do cienia rozbawionego osobnika i wtedy czuje ów euforię „ofiary”. Kiedy kogoś pozna bliżej, już nie jest takim wrzodem na tyłku i okazuje się być niezwykle pomocny, w różnych sytuacjach.

Historia:
Ryu umierał.
Fajny początek historii, co? Ale taka była prawda, ponieważ od urodzenia cierpiał na nieuleczalną chorobę. Powodem było złe unerwienie ciała, które powodowało gnicie krwi w najdalszych zakątkach kończyn, to są palce u nóg i stóp. Z biegiem czasu infekcji tracił możność chodzenia, z powodu niedokrwienia łydek, a używanie rąk stawało się trudne z powodu braku czucia. Od zawsze był izolowany od zewnętrznego świata, nie mógł przestąpić progu własnego domu, a później własnego mieszkania w Londynie. Żył w Anglii, gdy skończył 16 lat, ponieważ słyszał o kursach naukowych w sieci online na jednej z uczelni. Poza tym chciał poznać bliżej kulturę europejską, ludzi, otoczenie i klimat. Opuścił zapracowanych rodziców, którzy każdy grosz przeznaczali na przedłużenie egzystencji ich pierworodnego. Kosztowne leki i specjaliści pochłaniały większość budżetu rodziców, stąd przyszedł mu do głowy interes życia. Bardzo dobrze umiał wykonywać robótki na drutach, zwłaszcza szale, które po niedługim czasie przebiły się na rynek mody, a fundusze z ich dochodów trafiały na cele charytatywne. Pięć procent z udziału szło na leczenie chłopaka, i chociaż w drobny sposób odciążył rodzicieli. I tak trudno było im żyć ze świadomością, iż Ryu może umrzeć gdzieś na obczyźnie, ale sam młodzieniec nie był za tym, żeby odwiedzali go w Londynie. Straciliby tylko pieniądze na bilety, stąd Skype był ich formą komunikacji i okazywania czułości czy tęsknoty.
Dwa lata później doszło do wielkiego nieszczęścia. Podczas snu wkradli się złodzieje i chcieli odebrać wszystko co miał, w tym laptop będący jedynym oknem na świat. Błagał ich o to, żeby zostawili chociaż sprzęt komputerowy i aparaturę, lecz byli na tyle znieczuleni, iż nawet dotkliwie pobili chorego. Od tamtej pory nie czuł się bezpieczny w czterech kątach, zwłaszcza że po napadzie złamali mu większość żeber, i po kilku zabiegach okazało się, iż jedna z kości uwiera płuco. Niestety, operacji nie dało się wykonać w mieszkaniu młodzieńca, stan zdrowotny zaś nie pozwalał na przewiezienie do szpitala. W ciągu trzech lat jego zdrowie podupadało jeszcze bardziej, tracił siły, mdlał, nie miał apetytu, stąd zrodził się pomysł słania ogłoszeń o opiekę nad Japończykiem. Przez jego mieszkanie przewinęło się mnóstwo ludzi, i tylko jedna utkwiła mu bardziej w pamięci, ale pracowała u niego tylko dwa dni. Była zbyt młoda, aby zmarnować życie u boku umierającego.
Tak, to było już u schyłku jego życia. Stracił nadzieję na lepsze życie, na jakiekolwiek życie. Mimo rutynowych wysyłek z ogłoszeniami, coraz mniej chętnych przystawało na propozycje młodzieńca, który oferował nie małe pieniądze za usługi związane z jego opieką i porządkiem w domu. Tylko pielęgniarka zjawiała się raz na dwa dni, aby sprawdzić podstawowe parametry życiowe Ryu, a w razie czego wymienić kroplówkę czy wzmocnić dawkę leków. Wielka wyobraźnia i chęć życia trzymała w rydzach marne ciało 21-letniego mężczyzny. Fascynował się życiem, nawet jeśli wyglądał na nie zza okna w ścianie lub monitora w laptopie. Czerpał ile mógł, lecz i jego umysł zaczęła spowijać mgła śmierci. I właśnie wtedy nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni w jego egzystencji.
Ni stąd, ni zowąd rozległ się huk wyważanych drzwi. Strach ponownie zawitał w oczach i duszy młodzieńca. Bardziej oczekiwał kolejnego włamywacza niżeli… bardzo nietypowego gościa. Z początku interesowało go wszystko, tylko nie obłożnie chory młodzieniec. Nawet chciał znać zdanie Ryu na temat butów. Nie kryjmy się – był z początku poirytowany, a to sprawiło, że czuł się coraz słabszy. I wtedy też dowiedział się o czymś, o czym zwykły śmiertelnik nie miał prawa wiedzieć. Poznał Dżina, Alvaro o wielu innych imionach, który zaproponował udzielenie pomocy w postaci spełnienia życzenia. Japończyka zamurowało, w gasnących oczach rozbłysnęła nadzieja. Tak bardzo kochał życie, tak bardzo zaufał jedynemu powiernikowi marzeń, że z trudem, ale wypowiedział życzenie. Brzmiało ono tak:
Ryu napisał:
-Chciałbym... chciałbym... -drżały mu wargi i powieki, pod którymi zbierały się łzy, wciąż starając się patrzeć wprost na Dżina; emocje wypełzły na wierzch i wpływały na słowa, które wypowiadał- ...chciałbym żyć... w Twoim... cieniu... proszę...
Czuł u schyłku swej marnej egzystencji wsparcie. Tak, ktoś zupełnie z zewnątrz okazał mu tyle współczucia, że nawet nie potrafił tego ogarnąć - ani rozumem, ani sercem stwardniałym od trudów dotychczasowego życia. Już i tak wydawało się, iż to koniec, że Alvaro nie zdążył na czas, ale byłbyś w błędzie tak myśląc, drogi Czytelniku.
Dżin nie wahał się, aby przystąpić do czegoś wielkiego. Dla zwykłego obserwatora scena ta wydawała się naprawdę widowiskowa, a miejscami makabryczna. Wielka precyzja i dobór magii sprawiło, że spełnienie życzenia umierającego chłopca naprawdę mogło przynieść pozytywny skutek. Poinstruowanie brzmiało jak hipnoza, toteż nie było żadnego sprzeciwu ze strony Ryu. Praktycznie niczego nie czuł, nawet wbicia po łokieć ręki Alvaro, ażeby mógł dotknąć jego serca i napełnić życiem. Rozrastał się obłok powstały z many krążącej wokół dwójki istot, gdzie dokonywał się cud. Białe, niebieskie i czerwone strumienie poświaty wypełniało kolejno mózg, płuca i serce tchnąc w jego ciało ŻYCIE. Nowe życie, lepsze życie, inne życie. Aż ciało zadrżało od wibracji i nowej energii, która deformowała miejscami dotychczasową powłokę w innowacyjne możliwości. Chmura energii czerniała otaczając mgłą młodzieńca, który wchłaniał nawet tą barierę wewnątrz siebie. Włosy wydłużyły się i przeobraziły w fioletowe kosmyki, z czego najdłuższe związane zostały w krótki kucyk w tyle głowy. Na czubku głowy stanęły dwa śmieszne czułka przypominające niesforne, naelektryzowane kudełki (to wina wcześniejszego tarmoszenia Ryu po głowie - przesłał niechcący w to miejsce więcej energii niż zakładał), ale miały swoją funkcję w nowym ciele. Skóra zarumieniła się nabierając karmelowego odcienia, natomiast kolorystyka tęczówek została bez zmian. Tylko bielma zaczęły się czerwienić, ponieważ kiedy otwierał powieki "zgładzone" przedtem przez palce Dżina, spojrzał w kierunku światła. Czuł jak połowa jego ciała skwierczy i czernieje, dlatego z niesamowitą wręcz zręcznością wskoczył tuż za jedyną oprócz niego osobę w lokum.
Przywarł bardzo prędko do pleców Dżina, bo Czarnowłosy rzucał cień swoją posturą. Od razu zregenerował "podpalone światłem" przedramię w ciemnym miejscu, czyli za plecami Wybawiciela i skórę pokrył czarny, ochronny nalot będący częścią jego poświaty. Ostrożnie chwycił palcami ubiór towarzysza i nie chciał go puścić. On... żył! Oddychał! Skakał i biegał! ŻYYYYYŁ! Mógł dotknąć Czerwonookiego! I w ogóle jakim cudem przeskoczył taki dystans z wersalki do miejsca obecnego nie zraszając ani jednej kropelki potu? To było niesamowite! Oczywiście zrodziły się wątpliwości, które chciał zaspokoić czym prędzej, a jedynym Słuchaczem był...
-Mistrzu Alvaro, n-nie rozumiem co się dzieje... -otworzył szerzej oczy i mrugając nimi kilkukrotnie oprzytomniał, a treść życzenia jakie złożył stała się dla niego jasna. To dlatego powinien unikać światła. Zdumiał się wielce, ale nie zrażał się do nowych okoliczności. Tak jak brzmiały słowa Czerwonookiego:
"Życie jest cennym darem. Przeżyj je jeszcze raz. Lepiej, pełniej, inaczej."
I do tego będzie zmierzać z każdym krokiem ku przyszłości.

Inne:
- Jako człowiek chorował od dziecka, nie miał wbudowanej odporności, przez co bardzo szybko łapał przeziębienie bądź gorączkę. Nie znał prawdziwego życia, stąd też korzysta ile wlezie z nowych możliwości, aby nadrobić zaległości.
- Wyznaje zasadę "Carpie diem", często przysparza sobie kłopotów, ale wiecie… życie byłoby nudne, gdyby nie łamało się pewnych zasad. Baw się teraz, konsekwencjami zajmiesz się później.
- Miewa ataki szału, gdy dni są zbyt słoneczne, a jego pole manewru po świecie skraca się do cienia latarni… Wtedy może nawet przyćmić Słońce! …serio? Daliście się na to nabrać?
- Kiedy w mroku dostrzeże się czerwone refleksy świetlne, z całą pewnością zobaczy się i całego Ryu.
- Światło z żarówki nie zabijego, ale czuje wielki dyskomfort i zachowuje dystans. Dlatego ustawił w swoim laptopie kontrast światła na monitorze na minimum – i tak doskonale widzi w ciemnościach.
- Jego życie toczy się przeważnie w nocy, chyba że nie może zasnąć (moment… Mrok śpi?).

Inne konta: Eto, Inu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Ryu Akku   Wto Lut 04, 2014 2:19 pm

No ogólnie wszystko spoko. Co prawda moce mogłyby być lepiej opisane, ale ze względu na moją długą nieobecność i zwlekanie z akceptacją karty nie będę cię już męczyć.

Jeżeli chodzi o ograniczenia to w przypadku kontroli cienia (p.2) możesz bawić się nim przez 3 posty, potem kolejne 3 odpoczywasz.
W przypadku punktu ostatniego manipulować ciałem możesz przez 3 posty, potem 4 odpoczynku.

Akcept.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
 
Ryu Akku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: