IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie Ryu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 11:39 am

Aby dostać się do tego mieszkania trzeba udać się windą - mieściło się ono w niedostępnym dla schodów zasięgu. Jest to niewielkie mieszkanie mające powierzchnię równą 34 metrów kwadratowych, z aneksem kuchennym i małą łazienką. Wszystko urządzone w prostym, funkcjonalnym stylu, gdzie wszystko znajdowało się pod ręką. Nie było tu łóżka, tylko wiecznie rozłożona wersalka, przy której stała szafka nocna z medykamentami oraz laptopem z łączem Wi-Fi. W kącie umieszczony był regał z książkami różnego typu: od naukowych do fabularnych. Jedyne okno w największym i jedynym pomieszczeniu ma na tyle szeroki parapet, że można na nim się nawet zdrzemnąć. Dawniej podziwiał z tego miejsca gwiazdy przy pomocy teleskopu, który kurzył się w kącie nieużywany od wielu miesięcy. W łazience był tylko prysznic, prosta umywalka, sedes i miniaturowa pralka.

____


Jedyną osobą zamieszkującą miniaturowe lokum był Japończyk o imieniu Ryu. Właśnie kończył pisać na klawiaturze najnowsze ogłoszenie do wirtualnej, lokalnej tablicy informacyjnej. Pot zraszający czoło młodzieńca o fiołkowych oczach wskazywał, że ta błaha czynność sprawiała mu wielu problemów. Przeglądał raz po raz zdania wyłapując drobne błędy, albo poprawiając słowa na bardziej adekwatne. Dwoił się i troił, ażeby tylko dobrze sformułować wiadomość. Podkrążone oczy coraz mniej wyraźnie wyłapywały obraz z ekranu, ale w końcu zaakceptowały zawartość pliku tekstowego. Zapisał plik, wszedł i zalogował się na stronę, gdzie umieścił ogłoszenie i potwierdzając już po raz tysięczny regulamin strony mógł położyć się na wersalce z dużą poduszką. Wiadomość wyglądała następująco:

Ogłoszenie PILNE!
Poszukuję osoby odpowiedzialnej, solidnej i skrupulatnej do pracy na rzecz "domknięcia wszystkich spraw". Płacę z góry za tydzień roboty pięć tysięcy dolarów, przelewem na konto bankowe.

Ryu Akku, Blok 10 przy Central Parku, mieszkanie 12, piętro IV. Telefon...


Leżał w bezruchu spoglądając na sufit. Naprawdę czuł w kościach, iż jego czas dobiegał końca. Od dwóch dni nie mógł wstać z wersalki, od tylu dni też nie mógł niczego przełknąć. Kroplówka podłączona przez pielęgniarkę sączyła leniwie kropelki jednego z najsilniejszych leków przeciwbólowych wprost do wenflonu tkwiącego w ręce  młodzieńca. Nawet porozumiewanie się ze światem przez internet sprawiało mu trudności. Już nie dokończy robótki na drutach, ręce i stopy zupełnie zostały pozbawione krążenia i sczerniały na węgiel. Bledszy na pozostałym ciele niż ściany leżał jak kłoda, chociaż jedna dłoń leżała na myszce, by w porę w każdej chwili powiadomić rodzinę w Tokyo przez Skype o najgorszym. Już nawet umysł miewał przyćmienia i to co do tej pory trzymało przy życiu - umierało wraz z właścicielem. Długie rzęsy na moment przysłoniły fioletowe tęczówki i odpoczywał po wysiłku jaki wykonał wpisując chyba ostatnie ogłoszenie w swojej egzystencji. Po jakiś czas kaszlał przeraźliwie trzepiąc chudzielcem na lewo i prawo, a krew z ust spływała pod wpływem grawitacji na poduszkę. Nie miał sił wytrzeć warg, ani na łzy, ani na krzyk z bólu. Podwójna dawka morfiny przestawała działać, a mimo wszystko starał się nie tracić przytomności. Bał się, że już nigdy się nie obudzi.
A tak bardzo kochał życie... chociaż był uwięziony niczym kanarek w klatce, tak bardzo kochał istnieć, swój oddech, swoje przemyślenia, filmy oglądane na telewizorze, znajomych ze Skype'a, którzy dodawali mu wsparcia... Nie chciał się z nim rozstawać... jeszcze nie... miał tylko 21 lat... jeszcze mógłby coś osiągnąć, prawda? Chociażby dokończyć szal na drutach i wysłać jak 532 poprzednich na aukcje charytatywne. Dzieciaki z hospicjum i z okolicznych Domów Dziecka bardzo lubiły jego szaliki. Nawet dostał prawa autorskie i znak towarowy na najdłuższe szaliki w historii, którymi można było opatulić nie tylko szyję i głowę, ale także przewiązać niczym mufkę na dłonie. Wszystkie były kolorowe, żywe, długie. Zupełnie przeciwne do życia Ryu. A może właśnie tak w środku czuł, iż mimo wszystko i tak wobec nieuleczalnej choroby przeżył tyle lat, a z każdej chwili czerpał ile mógł? Nawet teraz, jak spoglądał w pusty sufit, na twarzy jawił się nikły uśmiech. Oczami wyobraźni przebijał się przez beton, dach, aż sięgał ukochanych gwiazd migocących na tle atłasowego kosmosu. Byli jego przyjaciółmi, tak jak księżyc, zwłaszcza ten najcieńszy przypominający ucięty paznokieć w swej grubości. Uwielbiał to jak zmieniał się w zależności od usytuowania wobec Słońca i Ziemi. Już zaczynał tęsknić za nocą, a był poranek. Mimo wszystko zamyślił się nad gwiazdami i nie spuszczał oczu z sufitu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 12:46 pm

Zimno, zimno, zimno na dworzu! Nie, po prawdzie jego to niezbyt interesuje, jakoś nigdy nie odczuwał problemów pod względem temperatury za mocno. Jedynie by nie wyróżnić się za nadto od tłumu ciepło ubranych ludzi sam nosił jakiś, w miarę długi, ciemnego koloru płaszcz, no i buty. Osobiście - nie znosi butów, ale skoro nie ma innego wyjścia, to chyba nie ma co marudzić. Nie nosił nic twórczego, jakieś skórzane obuwie z cholewą za łydkę, na twardej podeszwie. Co nie zmieniało faktu że był nader irytowany przez padający śnieg, więc postanowił się skryć w jakimś budynku. Nie był twórczy, wlazł do pierwszego z brzegu... Ale trochę ludzi się kręciło po korytarzu, więc szybko skierował swoje kroki do pierwszych, otwartych drzwi...
Pierwsze zaskoczenie, co to do cholery za pokój? Mały jakiś, blaszany, odbija obraz w paru miejscach jakby był złożony z luster... Obracając się rozglądał po tym małym pomieszczeniu, aż jego oczkom ukazały się dziwne przedmioty, wbite w ścianę. Wyglądało to nieco jak mała płytka, na której były osadzone kwadratowe kamyczki, pooznaczane... Cyframi? Chyba tak. Przez chwilę głowił się, co zrobić, ale żeby nie wyglądać dziwnie, kliknął przycisk z najwyższą wartością, czyli IV. Znaczy, tak sądził. Nigdy nie uczył się cyfer rzymskich, ale chyba to oznaczało 4...
Nagle coś drgnęło, a drzwi się zamknęły. Dżin podrapał się po głowie z mętlikiem w głowie, po czym złapał się poręczy, gdy nagle poczuł, jak się unosi w górę. Znaczy, znał to uczucie z lewitacji, ale... Tak przez kogoś być unoszonym? Troszeczkę to dziwne.
- C-co to za maszyna jest? - Wymruczał do siebie, puszczając poręczy i próbując ogarnąć, co się dzieje. Przyciski migały jeden po drugim, co on rozumiał jako przechodzenie z jednej cyfry do drugiej. Hm... Oznaczenia pięter?
Chyba tak, bo gdy dotarło do czwórki, nagle zatrzymało się, co sprawiło zatoczenie się czarnowłosego. Gdy tylko drzwi się otworzyły, wyszedł z tego dziwnego "pokoju" i zerknął nad te odrzwia.
- Winda... Warto pamiętać.
Dziwniejszym faktem jednak było to, że tuż przed windą były tylko jedne drzwi, oznaczone cyfrą dwanaście. Niewiele się namyślając, podszedł do nich i nacisnął klamkę, pociągając do siebie. Nic. Drugi raz. Nic. Szarpnął kilka razy. Wciąż nic.
- Drzwi, zacznijcie być posłuszne! - Zawołał, po czym odsunął się i opierając ciężar na lewej stopie, wykonał półobrót i kopnął prawą stopą w drzwi, powodując że takowe wyleciały z zawiasów, lądując kawałek dalej z głuchym trzaskiem. Huh... Widząc kogoś leżącego na wersalce, podrapał się po głowie zakłopotany gdy stanął na równych nogach.
- Uhm... - Przeszedł przez próg, przyglądając się zamkowi i drzwiom, które wyrwał. I dostrzegł coś... Uderzył się dłonią w twarz, przeciągając po niej z westchnięciem, i zażenowanym uśmiechem. - One się otwierały do wewnątrz! Alv, kretynie... - Obszedł drzwi, wchodząc nieco głębiej do pomieszczenia, chwilowo ignorując obecność Ryu, bardziej skupiając się na drzwiach. Podniósł je jakby nie ważyły więcej niż mały kamyk, po czym spojrzał na miejsce po drzwiach. Jakby tu je wstawić... Obrócił drzwi nieco na bok, ale nie pasowały kształtem. Poziomo nie pasowały. Do góry nogami? Nieee, nie wyglądały tak. Wrócił więc nimi do wyjściowej postawy i wstawił w "dziurę" po drzwiach, po czym otrzepał dłonie w geście zakończenia pracy. - Pogratuluj sobie Alv, kolejne zadanie dobrze wykonane.
Z pewnością człowiek mógł się poczuć nieco dziwnie w tej sytuacji, ale dżin nie widział w swoim zachowaniu nic dziwnego. Ba, poczuł się nawet na tyle swojsko że zdjął z siebie płaszcz, ukazując swoje orientalne odzienie, po czym zdjął buty, odsłaniając stopy na świat. - Uf... Co za ulga, nie znoszę butów, a ty? - Skierował wzrok na chłopaka, podchodząc nieco bliżej. Już z dystansu widział... Nawet czuł na swój sposób jego kiepskie zdrowie. Odwiązał warkocz od pasa i pozwolił mu zamiatać podłogę, po czym doskoczył do wersalki, przykucając obok niej i chłopaka na niej.
- Kiepsko wyglądasz, przeziębiłeś się? Może jakoś ci pomogę? - "Zapuścił żurawia", by zerknąć co to za dziwne urządzenie które świeci... I niemal z dziecęcym zainteresowaniem wskazał na komputer, spoglądając na Ryu. - Co to za maszyna? Wygląda ciekawie! - Zawołał z entuzjazmem, uśmiechając się szeroko. Tak... Zdecydowanie nie tego się spodziewał Ryu dzisiejszego dnia, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 1:57 pm

Prawda, nie spodziewał się, stąd początkowo wkradł się lęk, ponieważ z zamyślenia wyrwał go dźwięk wyważanych drzwi. Jeszcze tego brakowało, aby wparował tu złodziej i okradł chorego z resztek godności. Nie za bardzo mógł się podnieść, nie dosięgnie telefonu, który jak na złość pielęgniarka odłożyła na blacie w aneksie kuchennym. Był całkowicie bezbronny, przerażony, aż oczy zrobiły się wielkie niczym spodki, a oddech przyspieszył. Tak miał zakończyć żywot - pchnięty nożem kuchennym pod żebra, by nie mógł krzyczeć przy plądrowaniu mieszkania? Zaschło mu w gardle, mógł jedynie udawać, że go nie ma, zachować spokój i milczeć.
Ale nie złodzieja zastał w drzwiach, właściwie w progu, bo drzwi runęły na podłogę z hukiem. Ktoś w płaszczu po kostki mówił coś do siebie, wyraźnie widział ruch warg i rozszyfrował większość słów. Prócz jednego. "Alv", cokolwiek to znaczyło, padło drugi raz, kiedy nieznajomy naprawił szkodę wtykając jakby nic ciężkie, zbrojone drzwi w ramy. Nie mógł nie patrzeć na kogoś, kto ujawnił za chwilę niespotykanej długości włosy i zdjął buty, pokazując... bose stopy. Nie miał skarpetek? Przecież na zewnątrz jest strasznie zimn-... i w ogóle co to za ubranie?! Halo?! Kimkolwiek był zadał pytanie potwierdzające, że na pewno też nie lubi skarpetek. Otrząsnął się jak mógł najszybciej z milczenia i spróbował odpowiedzieć coś z sensem.
-Buty są ciężkie.
Powiedział na głos pierwszą myśl jaka przyszła mu do głowy zupełnie nie wiedząc jak powinien zachować się w takiej sytuacji. Rzeczywiście, pierwszy raz, i chyba ostatni, miał okazję zetknąć się z taką osobą. Pełna humoru, ciekawości przypominającej tą przynależną do dzieci, werwy, no i siły...
-Emm...
Nie zdążył odpowiedzieć na temat zdrowia, kiedy Facet z Arabii swoją ciekawość ukierunkował na zgoła inną rzecz. Pomyśl przez chwilę Ryu... jeśli to jest sen, jeśli wyśniłeś osobę z bajki, to chyba w żadnej bajce bohater nie stykał się z technologią, z którą obcujesz na co dzień. Zmieszał się niewątpliwie i tylko prosił w myślach, by nie zaczął bawić się jego kroplówką na stelażu. To na pewno nie jest osoba z ogłoszenia, a jeśli, to robi sobie z niego niezłe jaja.
-Nazywa się laptop... służy do komunikowania się z ludźmi, nawet z drugiego końca świata. Zadowolony z odpowiedzi, Alladynie?
Nie podzielał entuzjazmu chłopaka w szerokich spodniach ani trochę. Był zbyt przytłoczony jego obecnością i tym co wyrabiał. Tak jakby Ryu stał się przeźroczysty i nie istniał w oczach dziwnego jegomościa, który zadawał nietypowe pytania. Jakby nie chciał wiedzieć, że rozmawiał z kimś kto umiera. A może już nie żyje i spędzał pogawędkę z urzędnikiem Nieba? Nie, nie wierzył w Najwyższego, ani w Piekło - był ateistą. Tak samo nie wierzył, iż postradał na tyle zmysły, by gościć u siebie postać z kreskówki.
-Jeśli nie chcesz stracić... dobrego humoru... to lepiej stąd idź. Najlepiej... zostaw numer telefonu tego, kto Cię tu nasłał... -głos już mu siadał, dawno z nikim nie ucinał dłuższej rozmowy, a ta nawet nie należała do najdłuższych. Wręcz do tych minimalistycznych, jak to mieszkanie. Krople potu spływały po owalu twarzy i za kołnierz piżamy, która przypominała tą szpitalną. Zero wzorów, surowa, jak cała otoczka dookoła. Ale... gdzieś tam w środku Ryu zaciekawił się przybyszem, jego luźnym podejściem do życia. Tą siłą, dzięki której zniszczył drzwi, przy tym zachowując się tak niewinnie. Zazdrościł mu euforii nad błahostkami, wielkiej chłonności umysłu, braku krępacji w ruchach. Może to był zły pomysł, aby zaczynać znajomość w taki zbulwersowany sposób, lecz naprawdę nie posiadał zbyt wielu czasu, żeby spisać testament, wysłać kogoś po garnitur, zamówić kremację zwłok, zostawić kluczyki w depozycie. Prawie zawsze stąpał zbyt twardo po ziemi, aby dociekać takich rozrywek. Owszem, jak miał lepszy dzień, kiedy mógł jeszcze chodzić, siedział godzinami w oknie i spoglądając na ludzi wymyślał ich krótkie scenariusze życia, albo tematy na jakie mogli rozmawiać. Tak czy inaczej, postanowił jednak zatrzymać go dłużej przy sobie, bo wniósł w końcówkę jego życia element zaskoczenia, zagadki, a to może chociaż o kilka godzin przedłużyć egzystencję. Bo jeszcze będzie chciał zmusić rozum do rozwiązania nietypowej kwestii.
Trochę wzrok zamazywał się, lecz wciąż słyszał czyjąś obecność, dlatego musiał o to zapytać:
-Kim... jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 2:22 pm

- Chociaż jedna osoba mnie rozumie! - Zawołał z entuzjazmem, zaklaskując w dłonie na te słowa, spinając swoje ciało w pozę przypominającą nieco do tańca, po czym jednak znów wrócił do swobodnego stanięcia.
Gdy więc znalazł się przy chłopaku a jego ciekawość pochłonęła maszyna, wlepił swoje czerwone gały w tenże przedmiot jakby był czymś zupełnie nowym, czymś czego nie pojmuje. W sumie... To prawda, nie ma zielonego pojęcia, cóż to. Jakieś małe obrazki, większy obrazek... Mały panel z przyciskami podobnymi do tych z "windy", tylko mniejszymi. Jej, cóż to jest? Chciał nawet poklikać, ale przypominając sobie sytuację z drzwiami nie chciał mu demolować kolejnych przedmiotów, więc pozostał na obserwacji.
- Czemu wszyscy kojarzą mnie z tą osobą... - Pokręcił głową z uśmiechem. - Bliżej mi do Geniego pod każdym względem... No dobrze, jestem od niego ładniejszy i sympatyczniejszy. - Zachichotał wesoło, po czym jego dłoń wystrzeliła do włosów chłopaka, nieco mu je targając w wesołą szopkę, a spojrzenie czerwonych oczęt skupiło się na jego twarzy. Nu, od razu lepiej. Wyglądał nieco żywiej niż chwilę temu, to już jakiś progres.
Uniósł brwi, słuchając jego osłabionego głosu, gdy ten polecał mu odejść by nie utracić dobrego nastroju. Uniósł nogi, splatając je w siad turecki, jakby zupełnie ignorując prawa grawitacji. Bo i zignorował swoją mocą lewitacji, unosząc się tuż obok niego. Oparł łokieć o kolano, dłoń zaś na brodzie, tkwiąc w zamyśleniu.
- ... Co to telefon? - To pytanie powinno sprawić z pewnością coś na styl "facepalmu" u słabego człowieka, jednak nie nad tym się zastanawiał dżin. Przyglądał się uważnie zachowaniu chłopaka, wsłuchiwał w jego ciężki oddech... Niemal słuchał jego słabego serca, które zdawało się oddawać już ostatnie serie bić. Tak... Solucja jest prosta. On umiera...
Ale nawet śmierci można zaradzić.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie chłopaka. Kim? Och... Alv oparł dłonie na powietrzu, jakoby o coś stabilnego i podciągnął się do pionu, po czym ześlizgnął lewą stopę w tył, prawą nogą nieco przyklękując, a samemu kłaniając się, swą prawą dłoń kładąc na lewej piersi. - Farid Abdul Gani, Jin Gonner... Lub poprostu Alvaro, i tak mnie nazywaj, chłopczyku. Jestem istotą z wymiaru magii, tutaj jednak zwą takich jak ja Dżinami. Miło mi poznać. - Zaraz po słowach przyklęknął przy nim, wsuwając swoją ciepłą dłoń pod jego piżamę, kładąc ją na piersi, zamykając oczy by wczuć się w bicie serca. Słabe... Bardzo... - Umierasz... Kim jesteś? I... Możesz mi nie wierzyć, ale jestem w stanie ci pomóc, jeśli tylko sobie tego zażyczysz. - Uśmiechnął się nader radośnie, jakby fakt mówienia o tym że chłopak umiera nie miał na nim żadnego wrażenia, a on sam wierzył w swoją możliwość pomocy mu nader mocno. Wysunął dłoń z jego ubrania, znów siadając "w powietrzu" po turecku. Unosił się może paredziesiąt centymetrów nad ziemią, lecz nie zmienia to faktu, że w tym nie miał żadnego, iluzjonistycznego triku. Poprostu robił to... Bo chce.
I przy okazji wtajemnicza niewtajemniczonego, bo chce. I chce mu spełniać życzenia... Bo chce. Bo polubił tego chłopaczka, ot, i to wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 3:28 pm

Naprawdę zaiste i tym podobne... w życiu nie pomyślał o takich odwiedzinach. Gdyby był w lepszym zdrowiu, to pewnie pękałby ze śmiechu, albo chociażby przyjąłby Alvaro mniej chłodno jak teraz. Skąd w ogóle urwał się ten koleś, że tak powiem kolokwialnie?! Nie wiedział nic o otaczającym go świecie? Nie, nie wiedział tylko o technologii, bo później okaże się, że posiada wiedzę, o której Ryu nigdy nie marzył. Z początku puścił mimo uszu komentarz o Alladynie i o tym, że bardziej przypomina Dżina, a także pytanie o telefon, lecz dzięki tej osobie nie mógł rozstać się ze światem bez jakiegoś dobrego uczynku. Czuł się zobowiązany wyjaśnić coś, co mogłoby teraz zżerać gościa od środka.
Westchnął cicho i powiedział bardzo wolno, z wieloma przerwami na rzęsisty oddech:
-Telefon... tooo takie coś... możesz mówić... do tego czegoś... a druga osoba... z tym czymś... usłyszy Cię.
Nie był to fachowy język, lecz mózg odmawiał posługiwania się danymi z bogatym słownictwem. Musiały takie wyjaśnienia wystarczyć, na pewno ktoś inny wytłumaczy dokładniej na czym to wszystko polega. Akku odpływał szybciej niż dało się to przekalkulować. Nie protestował, kiedy mężczyzna przyłożył dłoń do jego ledwie bijącego serca. Wirowało mu wszystko: słowa, zdarzenia, ale jeszcze chciał być przytomnym. Zwłaszcza kiedy dowiedział się czegoś abstrakcyjnego, a zarazem dobrze pasującego do towarzysza.
-Dżin... Alvaro... -powtarzał cicho najważniejsze informacje otwierając na chwilę oczy i subtelnie spojrzeć w czerwone tęczówki jegomościa z Dalekich Krain- Człowiek... Ryu... miło... -ucinał już słowa, które myślał, że wypowiedział, a okazały się tylko urywkiem dawnych możliwości co do dokładnego, formalnego języka, którym posługiwał się dzień w dzień. Dawniej nie było to do pomyślenia, aby mówić półsłówkami do kogokolwiek. Zawsze starał się być jak najbardziej komunikatywnym, żeby każdy zrozumiał co miał na myśli i nie było niedomówień. A teraz... jak bardzo zmuszał siebie do myślenia, tak spełzało na niczym. Nie pojmował też jak to się działo, iż miał do czynienia z taką personą jak Dżin. Przecież to niemożliwe, aby naprawdę ktoś taki istniał. Ale jego dotyk, kiedy badał serce, jego czyny nie robiące na właścicielowi umiejętności wrażenia sprawiły, że Ryu spokorniał, że obudziła się w nim iskierka nadziei. Już nie uważał tego spotkania za cyrk przyjezdny czy za pokaz iluzjonisty, tylko za... łaskę tego mężczyzny. Ile osób było w podobnej sytuacji co Japończyk? A ilu w jeszcze gorszej? A mimo wszystko to jemu podał pomocną dłoń w formie życzenia. Serce stanęło mu niemal w gardle, naprawdę zamurowało go od stóp do głów. Racjonalne myślenie zupełnie odeszło na bok. Została mu objawiona tajemnica, nie mógł zabrać tej wiedzy do grobu - w jego przypadku pewnie do urny.
Zebrał resztkę sił, żeby chociaż tyle odwdzięczyć się Alvaro, by na chudych jak patyki rękach podciągnąć się z trudem do pozycji pół leżącej. Oddał w ten sposób szacunek, ponieważ poczuł ogrom między jego nędznym bytem a życiem Dżina. Zakaszlał tak, że strumyk krwi spływał z kąciku ust już w czarnej barwie. Jakby już gnił od środka. Mimo to próbował zdobyć się na ostatnie słowa, które skierował do "Długowłosego Magika".
-Chciałbym... chciałbym... -drżały mu wargi i powieki, pod którymi zbierały się łzy, wciąż starając się patrzeć wprost na Dżina; emocje wypełzły na wierzch i wpływały na słowa, które wypowiadał- ...chciałbym żyć... w Twoim... cieniu... proszę...
Posilony nadzieją i postawą Czarnowłosego ciągnął swoje zdrowie do granic możliwości, aby tylko wypowiedzieć życzenie. Ciało już całkowicie odmawiało posłuszeństwa, wielki ból przedzierał słabiznę na pół. Nie mógł krzyczeć, nie mógł nic więcej powiedzieć, mroczki w oczach zasłoniły mu widok na kogoś, kto mógłby go ocalić. Jeśli jak dotąd w nic poza ziemskiego nie wierzył, to teraz w obawie przed śmiercią chciał chwycić się ostatniej deski ratunku i poszukać szansy dla siebie. Uwierzył... że nie wszystko stracone, tak, wierzył w te ostatnie słowa Czerwonookiego, które skierował do umierającego. Ból wykręcił wszystkie kończyny w nienaturalny sposób, jakby cierpienie było stokroć silniejsze od młodzieńca, ale nie od jego wiary. Serce wydawało ostatnie bicia, ostatnie krople krwi przetaczało przez tętnice do żył. Już prawie wyzionął ducha, już tylko mrok otaczał go zewsząd. I chłód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 4:09 pm

- Ohm... Rozumiem, znaczy, tak mi się wydaje. Kiedyś spróbuje sprawdzić co to jest. - Nie spodziewał się fachowych wyjaśnień od umierającego, ale ciekawość na swój sposób go pożerała, co nie pozwalało mu nawet logicznie myśleć. Ale chłopak ją jednak zaspokoił, co jego samego ucieszyło, a ukazał to szerokim, całkiem przyjemnym uśmiechem i kiwnięciem głową, co wprawiło jego warkocz w podskok tak, że wylądował mu na barku.
- Ryu? Ładne imię, nie spotykałem się z takimi krótkimi. Ładne jak i jego właściciel. - Nie, to prawda. Imię mu się podobało, a i jego właściciel też był całkiem ładnym chłopaczkiem, tylko właśnie... Potrzebował pomocy. Alvaro na ratunek! Zaiste. A szczerze powiedziawszy - nie spodziewał się takiego potoku spraw. Cóż... Może to i lepiej? Każdy dzień poza lampą sprawia, że chce mu się żyć. Takie chwile jak te, gdy może pomóc... Również.
Widząc jak chłopak z ogromnym trudem podźwiga się do pozycji pół-leżącej, przysunął się bliżej, klęcząc na kolanie tuż obok i podparł jego plecy swoim ramieniem, nie zmuszając go przy tym do głośnych wymów, gdyż był tuż przy nim, słuchając go uważnie, z pogodnym uśmiechem na twarzy, jakoby mówił "będzie dobrze" samym tym wyrazem.
Słysząc te słowa, nie potrzebował więcej. Co prawda nie było "życzę sobie", ale to powinno wystarczyć dla jego "kontraktów" z mocami życzeń by mógł uczynić, co potrzeba. Uśmiechnął się i delikatnie popchnął chłopaka by położył się ponownie, ostrożnie odkładając jego "laptop" gdzieś poza zasięg uchwytu obydwu panów, po czym dotknął dwoma palcami jego czoła, przesuwając je powoli na powieki, jakie mu zasunął niczym dwie kutryny. - Nie bój się. - Poinstruował w między czasie. - Zamknij oczy, odetchnij... Dam ci powstać na nowo... Dam ci... - Nachylił się ku chłopakowi i ucałował delikatnie jego, zroszone chłodnym potem czoło. - Ducha, umysł, byś mógł na nowo poznać ten świat... - Szeptając, zsunął swoją twarz w dół, delikatnie rozchylając jego usta i wdmuchując oddech powietrza w jego słabe, chore płuca... Chcąc nie chcąc, całując go przy tym na swój sposób. - Dam ci oddech... Byś mógł żyć... I dam ci... - Nieco nachalnie rozerwał materiał jego piżamy na torsie, po czym... Niemal jak najgorszy brutal pozbawiony serca, jednym, silnym ruchem wbił swoją dłoń tuż pod linią żeber i klatki piersiowej, wsuwając swoje ramię w ciało, aż sięgnął serca, które dotknął opuszkami palców. - Serce, które da ci na nowo pragnienie życia... Takie jest albowiem twoje życzenie. By... ŻYĆ! - Uniósł drugą dłoń ku górze, otwartą całkowicie, po czym dosłownie wyrwał zakrwawioną, drugą dłoń z jego ciała, nie uszkadzając jednak kości, a następnie uderzył, niczym przy sztucznym oddychaniu, jednak znacznie mocniej, w klatkę piersiową młodzieńca.
- Dusza... - Z jego głowy przesączyło się delikatne, blade światło które wpłynęło do jego przez uszy i nos. - Oddech... - Delikatna, niebieska poświata przesączyła się z ust Dżina do ust Ryu. - Serce... - Wprost z jego klatki piersiowej, czerwonawa chmura energii przepłynęła leniwie przez powietrze, wpływając do krwawiącej rany chłopaka, który zaraz po tym niemal natychmiast się zasklepiła, a same ciało otoczyła blado-fioletowa poświata. Dżin uśmiechnął się, wsuwając w tą poświatę zakrwawioną dłoń, samemu się podnosząc do pionu, drugą dłoń trzymając na swoim sercu. - Życie... Jest cennym darem... Przeżyj je jeszcze raz... Lepiej, pełniej... Inaczej... - Po tych słowach wysunął dłoń z obłoku energii, który oczyścił jego dłoń z krwi, a sam Dżin nieznacznie się zatoczył. Huh, męczące... Trochę powłóczając więc nogami skierował się pod najbliższą ścianę, przysiadając pod nią i wpatrując się chwilowo w widowisko, jak jego życzenia przywracają do życia Ryu...
Jednak będzie to już inna osoba... Niestety, o tym nie zdążył go poinformować, ale z pewnością mu to wyjaśni gdy tylko wróci do przytomności i życia.
Po paru chwilach obłok się rozwiał, jednak Dżin miał świadomość że to nie skończyło się jeszcze. Miast tego, podniósł się spod ściany i podszedł do czegoś, co go zainteresowało. Przedmiot przy oknie, wycelowany w górę... Cóż to? Obserwował go pod różnym kątem, lecz nie chciał dotykać i zepsuć jak drzwi. Nołp, nie zepsuje mu kolejnej rzeczy, bez przesady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 6:37 pm

Czuł u schyłku swej marnej egzystencji wsparcie. Tak, ktoś zupełnie z zewnątrz okazał mu tyle współczucia, że nawet nie potrafił tego ogarnąć - ani rozumem, ani sercem stwardniałym od trudów dotychczasowego życia. Już i tak wydawało się, iż to koniec, że Alvaro nie zdążył na czas, ale byłbyś w błędzie tak myśląc, drogi Czytelniku.
Dżin nie wahał się, aby przystąpić do czegoś wielkiego. Dla zwykłego obserwatora scena ta wydawała się naprawdę widowiskowa, a miejscami makabryczna. Wielka precyzja i dobór magii sprawiło, że spełnienie życzenia umierającego chłopca naprawdę mogło przynieść pozytywny skutek. Poinstruowanie brzmiało jak hipnoza, toteż nie było żadnego sprzeciwu ze strony Ryu. Praktycznie niczego nie czuł, nawet wbicia po łokieć ręki Alvaro, ażeby mógł dotknąć jego serca i napełnić życiem. Rozrastał się obłok powstały z many krążącej wokół dwójki istot, gdzie dokonywał się cud. Białe, niebieskie i czerwone strumienie poświaty wypełniało kolejno mózg, płuca i serce tchnąc w jego ciało ŻYCIE. Nowe życie, lepsze życie, inne życie. Aż ciało zadrżało od wibracji i nowej energii, która deformowała miejscami dotychczasową powłokę w innowacyjne możliwości. Chmura energii czerniała otaczając mgłą młodzieńca, który wchłaniał nawet tą barierę wewnątrz siebie. Włosy wydłużyły się i przeobraziły w fioletowe kosmyki, z czego najdłuższe związane zostały w krótki kucyk w tyle głowy. Na czubku głowy stanęły dwa śmieszne czułka przypominające niesforne, naelektryzowane kudełki (to wina wcześniejszego tarmoszenia Ryu po głowie - przesłał niechcący w to miejsce więcej energii niż zakładał), ale miały swoją funkcję w nowym ciele. Skóra zarumieniła się nabierając karmelowego odcienia, natomiast kolorystyka tęczówek została bez zmian. Tylko bielma zaczęły się czerwienić, ponieważ kiedy otwierał powieki "zgładzone" przedtem przez palce Dżina, spojrzał w kierunku światła. Czuł jak połowa jego ciała skwierczy i czernieje, dlatego z niesamowitą wręcz zręcznością wskoczył tuż za jedyną oprócz niego osobę w lokum.
Przywarł bardzo prędko do pleców Dżina, bo Czarnowłosy rzucał cień swoją posturą. Od razu zregenerował "podpalone światłem" przedramię w ciemnym miejscu, czyli za plecami Wybawiciela i skórę pokrył czarny, ochronny nalot będący częścią jego poświaty. Ostrożnie chwycił palcami ubiór towarzysza i nie chciał go puścić. On... żył! Oddychał! Skakał i biegał! ŻYYYYYŁ! Mógł dotknąć Czerwonookiego! I w ogóle jakim cudem przeskoczył taki dystans z wersalki do miejsca obecnego nie zraszając ani jednej kropelki potu? To było niesamowite! Oczywiście zrodziły się wątpliwości, które chciał zaspokoić czym prędzej, a jedynym Słuchaczem był...
-Mistrzu Alvaro, n-nie rozumiem co się dzieje... -otworzył szerzej oczy i mrugając nimi kilkukrotnie oprzytomniał, a treść życzenia jakie złożył stała się dla niego jasna. To dlatego powinien unikać światła. Zdumiał się wielce, ale nie zrażał się do nowych okoliczności. Tak jak brzmiały słowa Czerwonookiego - "Życie jest cennym darem. Przeżyj je jeszcze raz. Lepiej, pełniej, inaczej." Rozluźnił palce na ubiorze i trzymając się blisko niego rzucił kątem oka na to, co go zainteresowało. Teleskop, zakurzony, złożony nie mógł poprawnie zadziałać, nawet po objaśnieniach. Poinstruuje swojego Dobrodzieja we wszystkim, to i tak za mało, aby spłacić dług. Niby skorzystał z prawa życzenia od Dżina, lecz widział w nim kogoś więcej niż Wszechmocnego. Widział w nim istotę równie ciekawską świata co Ryu.
-To jest teleskop, dzięki niemu można zobaczyć z bliska gwiazdy na niebie, a nawet planety. Nie wolno jednak patrzeć przez niego na Słońce - wypala oczy.
Tak na dobrą sprawę, to młodzieniec już nigdy nie spojrzy na Słońce. Nie był do niego specjalnie przywiązany, zwłaszcza że całe życie spędzał wewnątrz domu. Ale go kogoś innego poczuł przywiązanie. Taką miał chęć, żeby Alvaro został z Fioletowookim, chociaż na parę chwil. Zawdzięczał mu życie, najcenniejszy dar jaki posiadał, i prawie stracił. Poza tym był zdezorientowany w wielu sprawach, nawet w najprostszych. Tak czy siak, od zawsze czuł się jako gospodarz swojego własnego M do wygody jego gości. Tylko w ostatnich dniach jego ludzkiego życia nie potrafił wcielić się w taką osobę.
-Może zrobić Ci coś do picia? Usiądziesz, albo położysz się...
Starał się brzmieć przekonująco, lecz czy Dżin zechce spędzić więcej czasu tu niż w innych, ważniejszych lokalizacjach? Nie mógł go naciskać, i tak zbyt wiele uczynił dla Ryu. Antenki na głowie uniosły się nieco wyżej, a przed oczyma młodzieńca pojawiła się dynamiczna mapa z najciemniejszymi zakątkami we własnym lokum. Ciekawa umiejętność, lecz teraz nie umiał tego kontrolować, toteż trzymał się blisko Twórcy w razie pojawiających się różnych niedogodności.
Zabawne, posiadał podobne spodnie co jego Dobrodziej, dopiero teraz to zauważył, hehehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 7:24 pm

Wydawał się być niezainteresowany tym, co się dzieje z Ryu. Błąd - był w pewien sposób kulturalny, nie podglądając cudów magii w trakcie ich działania. Jak do niewielu rzeczy, tak do magii, tej najpotężniejszej do której wznosi swojego ducha i czerpie z niej moc do najtrudniejszych życzeń, tak do takiej ma ogromny szacunek. I gdy ona działa, ukształtowana w kierunku woli zarówno życzącego jak i spełniającego życzenie, pozwala jej działać, wiedząc... Mając doskonałą świadomość, że magia się nie pomyli i spełni życzenie tak, jak powinna.
Niestety, problem jest taki że magia nie toleruje przenośni czy metafor, rozumiejąc nader dosłownie. Pojęcie "chcę mieć zapał do czegoś" zostanie zrozumiane przy używaniu życzenia jako podpalenie kogoś do momentu aż nie zacznie działać danej czynności, więc... Lepiej nie robić tak. Niestety jednak (a może stety?), dla Ryu to wyszło jak wyszło. I teraz będzie musiał z tego powodu nieco pocierpieć, i przyzwyczaić się.
Szczerze powiedziawszy, spodziewał się że będzie to trwało dłużej. Organizm chłopaka był wyniszczony, jednak młody... Może dlatego magia zdziałała swoje cuda dosyć prędko. Czuł teraz magię w tym chłopaku, jak zwykle wyczuwa w istotach nieśmiertelnych. W każdym z nich jest magia... A tu magia pozwoliła na życie, dała je, wypełniła go nim i sobą nawzajem. Przybrała jednak specyficzną, acz zamierzoną formę. Cieni.
Nie zmieniło to jednak faktu że wzdrygnął się lekko gdy, pochłonięty analizą teleskopu poczuł nagle czyjeś ciało przy swoim. Tymniemniej, szybko wrócił do stabilności, prostując się. Nie chciał się obracać, słyszał ten dziwny dźwięk odpowiedni do skwierczenia i płonięcia czegoś... A tu nie było żadnych, łatwopalnych przedmiotów. Więc jedyną rzeczą, dedukcją idąc, która mogła wydawać ten dźwięk to skóra i ciało Ryu. Nie było ognia... Więc światło.
- Proszę, nie mów mi "mistrzu" ani coś w ten deseń. To strasznie sztywne... Nie jestem lepszy od ciebie, ani ty gorszy ode mnie. Mów mi po imieniu, tak jak ja będę mówił do ciebie, Ryu. Co do tego co się dzieje... - Uniósł dłoń w kierunku szyb i gestem dłoni wzbudził powietrze wokół zasłon do ruchu, osłaniając ich obu od, w tej chwili nader szkodliwego dla Ryu, światła. Nie zapadł jednak kompletny mrok, w paru miejscach zasłony przepuszczały światło, jednak daleko od nich. Uch... Nie jest przyzwyczajony do mroku. - Wszystko ci wyjaśnię, najpierw jednak musimy mieć tu jakieś oświetlenie nie związane ze światłem. Życzyłeś sobie życia, w cieniu... I dostałeś je, stając się po części cieniami, i tak jak one, musisz uciekać od światła słońca. Masz jakieś świeczki, lub słabej jakości lampkę? Sądzę że ty bez problemu sobie poradzisz w mroku, ja nie mam jednak tak świetnego wzroku. - Przyznał z uśmiechem że jednak jego wzrok jest nader ułomny nawet w pół-mroku, przynajmniej póki do niego nie przywyknie. Niby jest jeszcze światło monitora tego całego laptopa, ale nie wiedział jak zapalić go, a ekran zgasł... Smuteczek.
- Ach, rozumiem! Lupy kapitanów okrętów morskich działały podobnie! Tylko w ich wypadku pokazywały niewiele dalej jak trochę w przód. - Na ukazanie o czym mówi pokazał gestami przystawienie lupy do prawego oka i kalibrację soczewki kręceniem dłonią. To już powinno ukazać Ryu, że jednak ten typ jest dziwny, bo ostatnio takich lub używano grubo ponad sto lat temu. Gdy jako tako chłopak rozluźnił uścisk na jego ubraniu, Alvaro w końcu obrócił się do niego przodem, i w tym półmroku nawet dostrzegał znaczące zmiany. Och... Chyba przekazał mu pasję do długich warkoczy, heh. Zerkając tutaj i w kierunku kanapy, ocenił odległość i kwestię odgłosów. Ach, czyli skoczył. Widać magia nieco pobawiła się z jego fizjologią i teraz jest całkiem silną istotą, dobrze. Na jego pytanie, propozycje pokręcił głową, wciąż nie mogąc zmazać uśmiechu z twarzy. Przykucnął przed nim, przystawiając ucho do jego piersi. Serce, nowe, bijące na nowo, głośno i wyraźnie.
- Masz znów serce pełne życia, Ryu. No i jesteś pełen magii, chcąc nie chcąc. Ale będę ci musiał wyjaśnić dosyć dużo, i choć jestem istotą która jedzenia i picia nie potrzebuje, to w końcu gardło mi wyschnie. Chętnie więc napiję się herbaty, tobie też się przyda. Staraj się tylko nie wejść w strumienie światła. - Podniósł się do pionu i potargał znów chłopakowi włosy, wyczuwając jednak że te dwie "antenki" nie są tylko zbitką potarganych kudełków. Cóż, przynajmniej grunt że tak wyglądają, schowa je dobrze. Hm...
Chyba nie będzie się stąd chwilowo ruszał, bo jeszcze się przypadkiem zabije na prostej podłodze czy coś, huh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 9:02 pm

-Dobrze, Alvaro.
Nie powie już na niego Mistrz, chociaż dla niego takowym był. Nie czuł tej równości między nimi, bo jeszcze niczego nie potrafił osiągnąć. Kto wie co przyniesie przyszłość? Wiedział, że rozmawiał z kimś nie z tego świata, a ten ktoś schylił się nad jego niedolą i pomógł wejść na nową drogę. Nie mógł zignorować tych faktów. Nie mógł umniejszać jego roli w życiu chłopaka. Postara się tylko nie mówić o tym na głos, aby zachować wolę Dżina.
-Jestem... cieniem? -słuchał uważnie swojego mentora po świecie Nieśmiertelnych, próbując przyswoić wiedzę, a wzrok skierował na oblepione czernią przedramię, które kołysało się czarną mgiełką od wchłanianego mroku. Zaraz jednak wrócił z zamyślenia do niezwykłego gościa w swoich progach -Powinienem coś znaleźć. Tylko muszę przypomnieć gdzie co mam.
Takie leżenie dniami, tygodniami czy miesiącami powodowało, że nie używał większości przedmiotów, tylko tych blisko siebie i koniecznych do przetrwania. Podrapał się w tyle głowy, aż rozhulał się wiatr w lokum i przesłoniły się okna. Takie małe szparki nie były dla niego groźne, ale z tego co mówił Alvaro nie mógł dobrze przemieszczać się po domostwie chłopaka. Warto jeszcze wrócić do kwestii teleskopu, bo wydawała się niezwykle intrygująca.
-Coś w tym stylu... yhm... dziwne skojarzenie swoją drogą.
Zupełnie nie miał bladego pojęcia skąd akurat takie porównanie. Mógł przypuszczać, iż to była jedyna najpokrewniejsza rzecz jaką znał, a to wskazywałoby na to, iż... albo posiada wiedzę z dawnych lat, albo... jest bardzo stary... albo to i to. No tak, głupolu, jest Dżinem! Przypomnij sobie legendy z nimi związane! W takim bądź razie nie dziwił się już lupie kapitana okrętu morskiego.
Miał już poszukać świeczek, kiedy Rubinooki kucnął przed nim i badał jego bicie serca. Rytmicznie popukiwało ciesząc się jak właściciel z życia. Trochę znieruchomiał na takie przesłuchanie, lecz nie cofnął się przed badaniem lekarskim najlepszego doktora jakiego znał. A znał wieeeeelu lekarzy, naprawdę. I ten w dodatku chciał oświecić mrok w głowie Ryu informacjami przy ciepłej herbacie. Skinął głową ochoczo.
-Robi się, tylko najpierw znajdę świeczki i zapałki, albo nie...
Nie był przyzwyczajony do takich gestów jak tarmoszenie włosów na głowie, przykładanie ręki lub ucha do torsu, by słuchać bicia serca. Nie mniej jednak nie oburzał się tym ani trochę. Co chwila doświadcza czegoś nowego, aż chce się korzystać wszelkie sposobności ofiarowane przez magię Dżina. Uśmiechnął się lekko pod nosem i chwycił ostrożnie dłoń towarzysza, żeby odprowadzić go do wersalki, na której mógłby usiąść, a nie stać i czekać na świeczki. Tak jak przypuszczał Alvaro - widział doskonale w ciemnościach, w innych okolicznościach obraz przejaskrawiał się, wręcz bladł od jasności. Dlatego idąc za wskazówkami Nieśmiertelnego unikał okazji do zetknięcia się ze światłem przeszukując regały i szuflady ze świeczkami. Znalazł w końcu w łazience (prawie włączyłby przełącznikiem światło w łazience - zły nawyk, trzeba się oduczyć) dwie sztuki, a w jednej z komód - pudełko zapałek. Przy okazji znalazł śrubokręt, żeby powykręcać żarówki z możliwych miejsc, a jeśli nie będzie się dało, to ostrym końcem zbije źródło światła, jak na przykład zrobił z żarówką w lodówce. Wsadził do kieszeni znajdźki i wrócił do tonącego w mroku Alvaro. Przysunął stolik kawowy bliżej Dżina i ustawił świeczki, które odpalił. Nie dawały aż tak rażącego światła, niemniej jednak wolał nie patrzeć się w płonące knoty. Tak krążył po mieszkaniu, aż zagotował wodę na dwie herbaty podając w dwóch kubkach na oświetlony stolik. Po maratonie (taak, to dla niego był istny maraton - dawno tyle nie przeszedł metrów z taką łatwością) zajął miejsce na tej samej wersalce, na której prawie kopnął w kalendarz. Wzdrygnął się od chłodu jaki przebiegł po jego ciele na to wspomnienie. Przyszło mu do głowy wiele, jak nie setki pytań, ale nie powinien zasypywać nimi jego towarzysza. Nie chciał go spłoszyć. I tak był mu wdzięczny za wszystko.
-Ah, jeszcze cukier.
Dawno nie przyjmował gości, dało się to wyczuć, ale starał się jak mógł, żeby nie zabrakło niczego. Podał cukierniczkę na stół oraz dwie łyżeczki, by każdy mógł posłodzić ile zechce. W końcu zasiadł na skraju wersalki i spuścił wzrok na kubek, który trzymał w rękach. Gorąca para oplątywała jego sylwetkę i czuł ciepło. Być może to dlatego, że siedział blisko osoby tak uroczej, iż... ah... było mu w środku cieplutko. Nigdy nikomu nie prawił komplementów, a Dżin zdążył go już dostatecznie onieśmielić. Wspomniał przed agonią Ryu o jego imieniu. Nie zapomniał tego, nawet jak jest już w innym wcieleniu.
Przybliżył wargi do brzegu kubka i upił łyk. Zupełnie nie czuł smaku, nawet cukru. Hm... a to dlaczego? Odstawił napój i przyglądał się cieniowi rzucanemu przez świeczkę. To jego potrzebował - cienia. Ostrożnie wyciągnął dłoń do czarnej plamy i odczepił od kubka z herbatą. Wyglądało to dziwnie jak przytknął do ust dwuwymiarową płaszczyznę, lecz teraz mógł zgasić pragnienie. W normalnym naczyniu także ubywało płynu. To też musi zapamiętać na przyszłość.
Spuścił czułka ku dołowi dzieląc się swoją refleksją, jaka dopadła go w tej chwili.
-Nigdy nie myślałem, że dostanę jeszcze jedną szansę na życie. Chciałbym je przeżyć jak najlepiej, ale nie wiem od czego zacząć. Masz może jakiś pomysł, Alvi?
Zdrobnił imię, bo wydawało się samo w sobie zbyt oficjalne, chociaż nie wiedział czy i takie zdrabnianie przypadnie do gustu Czerwonookiemu. Utkwił w nim ukradkowe spojrzenie i wyczekiwał słów, jakichkolwiek słów Długowłosego. Wszystko co powie, będzie przydatne w nowym życiu po życiu. Czuł to w kościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 9:58 pm

- Nie bądź spięty, Ryu. Nie bój się. Nie masz kogo - a przynajmniej nie mnie. - Mimo wszystko, wciąż chłopak wydawał się dla niego spięty i sztywny, ale nad tym Alv postara się popracować w czasie. Chłopak musi nauczyć się odrobiny luźności, by nie pozmieniać się w te sztywne, wampirze książęta łażące tu i ówdzie, lub inne, dziwne istoty, które zdawały się połknąć kij. Po co podchodzić do życia tak sztywno? Zwłaszcza gdy jest się kimś tak... Specyficznym jak oni dwaj. Nawet nie ma ich do czego zakwalifikować, jeden kosmita z innego wymiaru i drugi osobnik, który został zmieniony w jakiś typ istoty przez magię. Huh...
- Nie do końca. Najprościej powiedzieć że stałeś się jednością z cieniami, mrokiem, jednocześnie jednak mogąc też być ludzki. Innymi słowy - jesteś teraz mrokiem, ciemnością, a zarazem jednak jesteś żyjącą... I urokliwą istotką. - Uśmiech ani na sekundę nie schodził z jego twarzy gdy mówił te słowa. W miarę możliwości chciał mu chwilowo oszczędzić mędrnych i zbyt skomplikowanych mów na temat tego, czym jest. Sam z czasem nazwie się, jak tego zapragnie. - Niby ten sam dom i wszystko to samo, lecz zarazem jest to coś nowego, prawda? - Spytał w odrzeknięciu na jego słowa o przypominaniu sobie lokacji różnych przedmiotów. Jakby nie było, są w tej kwestii dużo bardziej podobni, niż wydaje się to na pierwszy rzut oka. Tylko skala jest nieco zróżnicowana. Lata do wieków, pokój do lampy, samotność do wymusu służby, lecz w dużej mierze... To samo.
- Nie pierwsze i nie ostatnie, które takie ci się wyda. - Wzruszył barkami, szczerząc nieco swoje ząbki. - Mam blisko w okolicach dwóch tysięcy czterystu lat na karku w tym wymiarze, w swoim ojczystym nawet nie liczyłem... Z czego w tym byłem wypuszczany z lampy... Może łącznie będzie to czas kilku lat? Pod tym względem jesteśmy niemal tacy sami. Ty byłeś uwięziony tutaj, w swoich czterech ścianach. Ja w swojej lampie, zmuszany do pełnienia roli studni życzeń. I tak mam szczęście. - Zmarkotniał, wzdychając z lekką dozą przygnębienia. - Większość moich pobratymców została wymordowana, korzystając z naszych "ułomności", jakimi jest niezrozumienie działania waszego świata. Nah. - Machnął dłonią na bok, przywołując znów na twarz swój wieczysty, pogodny uśmiech. - Zostawmy to.
Oj tam, lekarza. W dużej mierze Alv właśnie zabawił się w oszusta, oszukując największą potęgę tego świata - śmierć. Wprost można powiedzieć że rzucił jej rękawiczkę, wyzwanie prosto w twarz... I wygrał, choć nie bez ofiar. Ofiarą był dawny Ryu. Wynikiem - nowy Ryu. I ten nowy Ryu chyba polubi swoje nowe ja. No, przynajmniej długowłosy miał taką nadzieję, a był pewien że chłopak szybko odnajdzie się w nowej sytuacji i będzie z niej korzystał jak się da, ile się da.
Nie spodziewał się pociągnięcia, to też trochę drgnął z tego gestu, ale szybko go pojął i ruszył za "przewodnikiem", by po chwili spocząć na wersalce... Ale oczywiście Dżin nie mógł spocząć na niej normalnie, prawda? Chwilę wiercąc się w zwykłym, prostym siadzie koniec końców położył nogi na oparciu dla pleców, kładąc się w sumie do góry nogami na tym meblu. Nie wiedząc czemu - taka poza bardziej mu pasowała od zwyczajnego siedzenia. Z takowej pozy obserwował krzątającego się chłopaka, a widok kogoś kto nagle tak zaczyna używać swojego życia, być tak pełnym energii której mu brakowało... Tak, to sprawiało że jest się szczęśliwszym. Że choć raz życzenia zostały użyte właściwie.
Gdy Ryu wrócił do niego, jakby chcąc zamaskować swoją dziwną pozę błyskawicznie wrócił do normalnego siadu, robiąc niewinną minę w stylu "ale co, ja nic nie robiłem, to nie ja", wciąż jednak nie zmazując ani na chwilę pogodnego uśmiechu z twarzy, skąpanej jednak w ciemnościach.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć po tym jak Ryu przysiadł się obok, ten już zdążył zwiać po cukier. Dżin więc jakby się "zamroził" nieco kabareciarsko, utykając swoim ciałem w jednej, nieruchomej pozie z rozchylonymi do mówienia ustami. Długo tak nie wytrwał, więc jeszcze nim Ryu wrócił, zachichotał cicho, znów wracając do bycia "żywym". Gdy więc cukier się znalazł, Dżin w sumie spojrzał na to w pewnej dozie zastanowienia, myśląc, co ma z tym zrobić... Sięgnął trochę cukru na łyżeczkę, po czym uniósł i przesypał z powrotem do cukierniczki, z niemal zafascynowaniem patrząc, jak cukier się przesypuje. Niby nic specjalnego, ale dla kogoś jego pokoju - coś zupełnie nowego. Nie wiedząc więc ile można, a ile trzeba - ostrożnie sypnął do kubka najpierw jedną, a potem drugą łyżeczkę, po czym wetknął do kubka i, ściągając od Ryu, zaczął mieszać. Po chwili takowego ujął kubek i uniósł do góry, i ciągle patrząc na chłopaka, upił troszkę. Hm... Całkiem dobra, musiał przyznać.
- Przyznam że jesteś naprawdę sprytny i nieźle dedukujesz. - Pochwalił chłopaka po tym, jak ten zauważył już, co ma robić by się "posilać".
Nie mógł powstrzymać poszerzenia uśmiechu, gdy usłyszał to zdrobienie. Och... Urocze, naprawdę.
- Mogę ci jedynie polecić to, co sam robię. Żyj chwilą, żyj kaprysami i własnymi chęciami. Bądź sobą i rób, co uznasz za stosowne. Muszę ci jednak wyjaśnić kilka rzeczy, które mogą ci się nie spodobać. - Westchnął, upijając kolejny łyk herbaty, po czym postarał się być w miarę poważny. Poważny! Czyli sprawa jest ważna. - W pierwszej kolejności - Ryu umarł. Dla całego świata jaki cię znał - nie żyjesz. Zmarłeś, dlatego musimy jakoś sfabrykować twoją śmierć. Nikt z twoich, wcześniej znanych ci osób nie może wiedzieć o twoim nowym życiu. Rodzina, przyjaciele... Przepraszam że to mówię, ale musisz ich zostawić za sobą, muszą umrzeć... Razem z twoją chorobą i twoim byłym ja. - Nie chciał mu mówić tych wszystkich rzeczy... Ale musiał. Zrobił krótką przerwę, by chłopak mógł pozbierać swoje myśli po tych słowach, po czym kontynuował. - Jednak to nie koniec. Co musisz wiedzieć też to fakt, że nie jesteś już normalną istotą, i swoje "nienormalności" musisz ukrywać przed normalnymi ludźmi. Nie możesz dla przykładu pokazać się w jakimś słońcu i ukazać ludziom, jak skóra ci się podpala, a potem chowa pod tym cieniem. Nie możesz, nie możesz też ukazać niczego, co by wychodziło poza normę ludzi, tak długo jak mieszkasz tutaj. W tym mieście jest jednak jeszcze jedno miejsce - specjalnie dla takich jak my, nieśmiertelnych. Hm... Wspominałem w sumie że nie musisz się bać śmierci ze starości teraz? To w sumie dobry moment jak każdy inny. - Parsknął śmiechem, po czym kontynuował. - Miejsce o którym mówię zwie się Kolebką Upadłych Aniołów, jestem Archiwistą zarządu tego instytutu. Tam nieśmiertelni mogą żyć, będąc sobą... Ale są odcięci od świata, więc często opuszczają tamto miejsce, albo mieszkają tutaj, ukrywając się między ludźmi. Właśnie, skoro już przy nich jesteśmy, jest jeszcze wiele istot tego pokroju, wiele ras. Poza takimi jak my są żądne krwi wampiry, demony pochodzące prosto z piekieł... A właśnie, o piekle wspominając. Zarówno piekło jak i niebo istnieje, nawet byłem w tych obu miejscach... Ale moje spojrzenie na nie jest nieco przez pryzmat mojej ojczyzny, gdzie niebo i piekło, a nawet zwyczajna "ziemia" były... Inne. - Upił kolejny łyk herbaty, bo już nieco zaschło mu w gardle od mówienia, by kontynuować zaraz po tym. - Idąc dalej, na swej drodze spotkasz wielu nieśmiertelnych, rozpoznać ich można na różne sposoby. Często nawet to "wyczujesz", w innym wypadku zobaczysz. Anioły i demony rozpoznasz zazwyczaj intuicyjnie, zmiennokształtni czasem przejawiają zwierzęce zachowania, wróżki zazwyczaj są dosyć słabowitymi istotkami, wampiry... Cóż, kły, blada skóra, czerwone oczy, standard. Syreny będą się starać wymijać wodę by nie dostać ogonów, czarowników otacza magiczna aura, elfy mają szpiczaste uszy... Hybrydy będą połowicznymi efektami związków różnych ras... No i istnieją jeszcze różne inne, specyficzne rasy. Duchy, smoki, dżiny jak ja... Magia i dziwy, huh. Najważniejszą dla nas zasadą jest jednak to, by nie ukazać tego właśnie świata magii i dziwów zwykłym ludziom, by pozostali nieświadomi. Istnieją już ludzie polujący na nas... W sumie, kilkadziesiąt lat temu byliśmy na skraju wyginięcia, gdy wojna między ludźmi a nieśmiertelnymi płonęła, ale wszystk w miarę się uspokoiło. Hm... Chyba nic nie pominąłem. Podsumując więc - umarłeś. Musisz zerwać kontakty ze wszystkimi, którzy cię znają... Przeprowadzić się z tego mieszkania również, bo byłoby to dziwne gdyby ktoś, przypominający trupa zaczął nagle tak energicznie żyć w tym mieszkaniu. Nie możesz też ukazywać swoich zdolności, ani też swoich problemów zwykłym ludziom. Musisz nauczyć się ukrywać wszystko, co może się wydać dziwne. Tak jak w moim wypadku ubiór chowam pod płaszczem, warkocz wiążę wokół pasa, a stopy pakuje w... Uch, buty. Masz jakieś pytania? Coś dopowiedzieć?
Wydał z siebie długi oddech, sygnalizując koniec przemowy, po czym wypił znacznie większy łyk herbaty, nawilżając swój biedny gardzioł. Kiedy on tak ostatnio gadał... Nie ma zielonego pojęcia. Czekał jednak na kanonadę pytań i wątpliwości Ryu. Właśnie... Teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Nie Sty 26, 2014 11:30 pm

Prawda, wszystko stare, a nowe. Życie i otoczenie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Tam, gdzie radził sobie bez trudu, miewał kłopoty, a to co sprawiało wiele problemów - stało się błahostką. Taka przewrotność losu. Trudno było określić kim był, ale mimo wszystko czuł się zdrowo i w pełni sił. Jak siebie określi, to już inna sprawa. Najważniejsze, iż Alvaro posłużył mu za przewodnika i starał się jak mógł rozchmurzyć spiętego i trochę nieufnego Ryu. Działo się to tak szybko, iż nawet nie zdał sobie sprawy, że zbliża się wieczór. Mogli odsunąć zasłony, co też uczynił gospodarz domu. Było trochę jaśniej, ale i tak siedzieli przy blasku płomyków ze świec.
Dowiedział się, że Alvaro miał grubo ponad dwa tysiące lat (jak to możliwe, że wygląda tak młodo?), i najprawdopodobniej nikt inny nie przetrwał mordu. Położył mu dłoń na ramieniu i starał się w ten sposób wesprzeć chwilowo przygnębionego Mistrza. Ten zaraz znalazł lepszy temat i uśmiech znów pojawił się na jego obliczu. Po raz kolejny pochwalił Fioletowookiego, który znalazł sposób na pożywienie. Popatrzył się na Dżina i powiedział łagodnie:
-To tak prędzej na chybił-trafił. Albo intuicja, albo przynosisz więcej szczęścia niż myślałem.
Rozluźniał się coraz bardziej, nawet drobny, szczery uśmiech zatrzymał się na dłużej. Chyba zaraził się w końcu entuzjazmem Dżina - najwyższa pora! Nie trwało to jednak długo, ponieważ po naparzeniu herbaty przyszła pora na ciężkie tematy. Musiał przełknąć te gorzkie nowiny jak ohydne lekarstwo - przydatne, a mogące budzić wstręt w pewnym sensie. Nie mógł kryć się ze smutkiem, jaki ogarnął go po pierwszym, oficjalnym zwrocie Wybawcy. Spuścił głowę zawiedziony.
-Nawet... rodzice...? -jak wszyscy to także rodzina, ale był zszokowany, a jeszcze bardziej przygnębiony. Wraz z nową tożsamością musi zostawić przeszłość za sobą - tak to mniej więcej działało. I oczywiście było logiczne, lecz był bardzo związany z mamą i tatą, nawet jeśli nie widzieli się na żywo od szesnastych urodzin Japończyka. Kochał ich, a oni jego. Ale dla ich dobra nie powinni wiedzieć o istnieniu magicznych istot. Tylko... bał się, że pękną im serca z żalu, kiedy dowiedzą się o śmierci pierworodnego. Niby wszystko zgadzałoby się, jednak... to i tak kłamstwo. Usprawiedliwieniem było to, że faktycznie człowiek Ryu nie żył. Ścisnął mocno dłonie na kolanach i nie ominął ani jednego słowa więcej z ust Archiwisty. Coraz większe miał oczy, miejscami wzdychał głęboko, a w pewnym momencie poderwał się z wersalki i krążył cicho między stolikiem a rozmówcą. Tyle informacji w jednej chwili przelewało się z jego ust do głowy, która powoli nie nadążała za natłokiem wiadomości. Wiele rzeczy stawało się jaśniejszych, ale i w niektórych kwestiach rodziły się kolejne wątpliwości. Ta cała Kolebka... jeśli jest miejscem dla każdej rasy, to przecież i dla tych o niepokojowych zamiarach. Muszą być jakieś środki bezpieczeństwa. A jeśli Nowonarodzony nie będzie mógł dostosować się do innych, albo co gorsza w jakiś sposób straci panowanie nad sobą i coś zniszczy? Mogą go zgładzić, a wszak nie będzie to trudne ze względu na jego brak doświadczenia. Co innego mu pozostało? Skrywanie się po kątach? To żadne czerpanie z życia pełnymi garściami. Mnogość innych istot, typu Elfy, Wróżki, Hybrydy, Demony... stop, Anioły i Demony? Wampiry? Te wszystkie baśnie i mitologie, które czytał, bazowały na prawdziwych istotach? W dodatku nie wierzył w dwa wymiary duchowe jakim było Niebo i Piekło - tu zdziwił się podwójnie i trochę podłamał, bo nie zawsze zachowywał się jak przystało na dobrego śmiertelnika. Przynajmniej nie polował na niziołki czy Demony, jak wspomniał Alvaro o łowach ludzi na Nieśmiertelnych.
-Duuuh... poczekaj chwilkę... -próbował chociaż na szybko przeanalizować dokładniej wypowiedź i sens Mentora- Jeśli macie taką społeczność, gdzie mieszkają wszyscy, nie jest tam niebezpiecznie? Demony raczej źle tolerują jestestwo Aniołów, z tego co wiem. Ciężko też mi jest pojąć jak taki rogaty diabeł krąży wokół zwykłych ludzi... to są jakieś czary? Dlaczego ludzie chcieli wytępić Nieśmiertelnych, zamiast skorzystać z ich umiejętności? Dla każdego odmieńca znajdą się własne cztery kąty? I wreszcie...- zawisnął mu głos w próżni, żeby za chwilę dokończyć ostatnie pytanie, najbardziej nurtujące ze wszystkich od niemal samego początku -zdecydowałeś ujawnić mi swoją prawdziwą tożsamość, mimo różnych sankcji... dlaczego?
Uffff... i jemu zaschło w gardle, dlatego usiadł tuż przy Dżinie i kosztując fragmentu cienia patrzył się na towarzysza bardzo uważnie. Na końcu swoich myśli wciąż starał się pogodzić z porzuceniem rodziny, zależało mu na ich szczęściu. Przynajmniej nie będą musieli łożyć na kurację nieboszczyka. Obok laptopa na stoliku nocnym leżał notatnik, po który sięgnął i trzymając go w dłoni spoglądał na daty. Jutro powinna zjawić się pielęgniarka, dlatego przydałoby się eksmitować z mieszkania jak najszybciej to możliwe. Ale co wziąć ze sobą? Nic nie może, żeby nie nabrali podejrzeń przy oględzinach. Te kubki, z których pili, i świeczki wyrzuci po drodze. Jak jednak upozorować własną śmierć nie mając nawet śladu po dawnym ciele? Mógłby poprosić Alvaro, lecz i już bez tej prośby by jego dłużnikiem. Zaimprowizował.
Brał do ręki garść cienia i formował z niego kończyny przypominające te należące do jego ludzkiego odpowiednika. Zlepiał je ze sobą dość starannie i układał na wersalce. Ale pojawił się problem - pod wpływem światła przecież mrok rozproszy się i nic nie zostanie z jego manekina. Mógłby napisać list samobójczy, lecz szukaliby jego ciała. To bez sensu. Może lepiej po prostu odejść? Mało kto zainteresuje się sprawą kaleki. Ale nie chciał zostawiać złudzeń, że mógłby gdzieś przeżyć. Została tylko jedna opcja. Zniszczenie tego mieszkania. Ściślej silny pożar, który nie rozprzestrzeniłby się po innych pokojach na piętrze, ponieważ jego lokum oddzielone zostało specyficznymi ścianami ognioodpornymi. Będzie musiał zrobić to precyzyjnie, żeby jeszcze zdołać uciec od źródła pożaru i nie oślepnąć czy spalić się.
Czas działał na ich korzyść, zmierzchało.
-Alvi, wiem jak zniszczyć dowody mojej dawnej egzystencji. Widziałem, że potrafisz lewitować - będziesz musiał mi pomóc wydostać się przez okno, i ochronić przed pożarem. Zrobi się gorąco, ale damy radę.
Podszedł do swojego ulubionego narzędzia pracy jakim był laptop i demontował go za pomocą śrubokręta na czynniki pierwsze. Zostawił tylko płytę odpowiedzialną za rozruch systemu, która wytwarzała iskrę bez obudowy. Oczywiście miała zasilenie na prąd, żeby wytworzyć napięcie. Teraz zostało tylko odkręcenie kurka z gazem na kuchence na full, żeby ostrożnie wycofać się ku oknu. Będzie potrzebna synchronizacja jego kroków z ruchami Dżina, aby nie usmażyć sobie kończyny od ognia. Stanie się cieniem Czerwonookiego. Alvaro odchylił bezszelestnie okno, przez które wymkną się idealnie przed wybuchem, żeby nie zostać dostrzeżonym. Wszyscy będą widzieć tylko wybuchającą łunę, bo zostaną oślepieni krótkim błyskiem. Może ten plan dopracuje Długowłosy, lecz czas naglił, zawsze mógł ktoś z opieki społecznej odwiedzić wcześniej Ryu. Wziął pod okno "palnik" odliczając na głos moment pstryknięcia do odpału ręcznego pilota:
-Na "zero" wyskakujemy przez okno... cztery... trzy... dwa... jeden... zero!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   Pon Sty 27, 2014 12:00 am

Musiał przyznać że to było miłym uczuciem gdy chłopak położył swoją dłoń na jego ramieniu, próbując go wesprzeć gdy wspominał o mordzie na swojej rasie. Tym niemniej, nie jest to czas na roztrząsanie smutków Alva, w tej chwili ważne jest jedno. Pomóc chłopakowi wejść w nowy świat, świat który z początku zawsze jest obcy, lecz do którego można szybko przywyc. A jeśli nie... Ryu zawsze ma swojego Dżina, który może mu się przysłużyć na wiele sposobów.
Kiwnął głową zgodnie na jego słowa, no ale dotarło do problematycznych tematów, a obaj zmarkotnieli wyraźnie. Teraz Dżin zareagował podobnie jak chłopak wcześniej, kładąc mu dłoń na barku w geście pocieszenia. - Gdyby był inny sposób, nie ukrywałbym go przed tobą. - Niestety, nie ma innego sposobu niż... Umrzeć. Dla nich wszystkich, poprostu umrzeć. Wiedział że to dla niego jest wiele... Ale mają czas, dużo czasu na wyjaśnienia. Wprost nieskończenie wiele, prawda?
Kiwnął głową na jego prośbę, dopijając swoją herbatę do końca. Niech ułoży to w głowie, podobnie jak i pytania. No i pytania nastały... Było ich sporo, jednak dosyć ważne jest ostatnie. Postanowił jednak zostawić je na sam koniec, najpierw odpowiadając na inne. Odstawił kubek na stolik, po czym podrapał się w zamyśleniu po głowie, już w kolejnej chwili mając odpowiedzi, które są potrzebne.
- Oczywiście że nie jest tam bezpiecznie, ale w dużej mierze jednak bezpieczniej niż poza instytutem. W Kolebce istnieją specjalne siły instytutu, ścigające też czasem poza ten kompleks. Strażnicy, którzy pilnują porządku... I psy, którzy ścigają najbardziej krnąbrnych. Co do demonów i aniołów... Nie wszystko jest białe i czarne. Istnieją nawrócone demony, przyjazne... I upadłe anioły, gorsze od nie jednego, zrodzonego w ogniu demona. Mimo to jednak, rasy, pomimo różnic potrafią się tolerować, wbrew pozorom, a niektóre ułatwienia, jak choćby banki krwi dla wampirów i syntetyczna krew obniża ilość morderstw. Co do krążenia między ludźmi... Diabły i inne istoty mają swoje ludzkie formy, a niewtajemniczeni ludzie, tacy jakim ty byłeś choćby, nie widzą nieśmiertelnych cech. Choćby dostali skrzydłem demona w twarz - nie zobaczą go, chyba że posiadają tak zwany "wzrok", który im to pozwala widzieć. Następnym razem więc gdy spotkasz kogoś, kto będzie mówił że widział demona kroczącego za tobą może mu uwierz, bo może mieć racje. - Parsknął nieco smutnawym, bladym śmiechem, niźli faktycznie radosnym jak wcześniej. - Ludzie boją się odmienności. Strach przeradza się w nienawiść. Nienawiść w brutalność. Jesteśmy inni... A według wielu ludzi - lepsi. I to było ich belą w oku. I tak, dla każdego znajdzie się mieszkanie, fundowane przez instytut razem z meblami. O to się nie trzeba bać. Co do ostatniego pytania... - Zrobił pauzę, w sumie, zastanawiając się nad nim dłużej. Nie miał do końca pewności, co ma powiedzieć, bo... Sam nie wiedział. Jakiś gest, chęć, widok tego chłopaka, widok jego słabego, chorego, uwięzionego tutaj... Sprawił że chciał mu pomóc. Dać mu nowe życie, jak i dano je jemu.
- Masz rację, nie wolno ujawniać nam tożsamości, zrobiłem to wbrew zakazom przemiany ludzi w nieśmiertelnych... A jednak to zrobiłem. Dlaczego pytasz? Przyszedłem tu całkowicie pod wpływem impulsu, kaprysu, lecz widok ciebie... Nie wiem, widząc ciebie, widziałem też i siebie. Zniszczonego, zmęczonego, chorego... Uwięzionego. Zapragnąłem ci pomóc, dać ci nowe życie, uwolnić cię... Jak uwolniono mnie od koszmaru lampy. No i twój urok osobisty też mógł zdziałać całkiem sporo. - Przepłynął szybko na przyjemniejszy temat, przywołując chytry uśmieszek na swoją twarz. Bo kto wie? Może urok tego chłopaka sprawił, że chciał mu pomóc? Kij wie.
Obserwował uważnie po swoich słowach zachowanie chłopaka, który widocznie planował ucieczkę stąd. Sprawdzał, próbował wielu sposobów, nawet manekina z cieni. I wynalazł swój sposób. Dżin podniósł się, słuchając uważnie. Kiwną głową, rozumiejąc plan. Stanął więc przy oknie i otworzył je, ale nie taki był jego plan. Miast tego, Alv objął ramieniem chłopaka w pasie gdy ten odliczał i uniósł drugą dłoń w górę. Gdy skończył odliczanie, a iskra poszła, Alv pstrykną palcami. W jednej chwili chmura płomieni leciała w ich stronę, a w drugiej... Byli zupełnie gdzie indziej.
Ach, te życzenia, nie?

[z/t x2, użycie jednego z trzech życzeń]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Ryu   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Ryu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Tereny mieszkalne :: Bloki-
Skocz do: