IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Granica lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Granica lasu   Pią Sty 17, 2014 11:17 am

    Jak doskonale wiadomo, najpierw las musi się zacząć by móc do niego wejść, prawda? Tutejsze drzewa mogą zostać określone "zaczątkiem" prawdziwego lasu, stąd można wejść głębiej w leśne ostępy... A w jakim celu? To już zależy od podróżników tam idących, czyż nie? Dosyć blisko do asfaltowych dróg, acz już pewien kawałek od miasta jest...

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Pon Kwi 21, 2014 12:18 am

Tak długo pałętał się nie wiadomo gdzie, bez większego celu istnienia czy czegokolwiek co miałoby choc namiastkę sensu. Uczuciowo wyglądał jak flak, chodził taki wampir niczym zombi i straszył innych, a kto się do niego odezwał gdzieś na uboczu od razu obrywał. Tak bardzo brak kogoś znajomego źle na niego wpłynął, stawał się dziką bestią, która coraz bardziej kochała zabijac, nie do powstrzymania. Nic sobie nie myślał, zapomniał o bożym świecie i zaczął polowac. Przyczyny tego nie są nikomu znane, po prostu miał ochotę na świeżą krew, a wszelkie niezbyt pozytywne myśli pogarszały jego stan. Jakim prawem zapomniał, że w domu czeka na niego Ukochany? Że jednak nie warto prowadzic do samozagłady i tych innych? Choc był z niego zabójca, w głębi duszy był smutny. Bez względu na to, czy na jego twarzy widniał szaleńczy uśmiech, czy też nie. Musiało coś się stac przez te kilka miesięcy, że tak nagle zmienił się i zapomniał o życiu.
Tym razem było podobnie, znów wybrał się na spacer w kolejne ciekawe miejsce przy okazji szukając jedzenia. Szczupła, wysoka postac w czarnej koszuli oraz ciemnoszarych rurkach przemierzała las. Trochę w jego wyglądzie się zmieniło, najbardziej włosy, które urosły i mógł się teraz nimi chwalic, godne Zielonowłosego. Mimo iż powinna byc na nich krew ofiar, zawsze prezentowały się świetnie, bielutkie niczym śnieg. Długie pazurki i dzikie spojrzenie nadawało mu odrobinę tajemniczości.
Miał nadzieję, że znajdzie kogokolwiek, szczerze mówiąc w takim miejscu, nocą, to raczej ciężkie zadanie. Światło dawał mu księżyc oraz własne, mocno świecące, dwukolorowe ślepia. Kompletnie nie wyglądał jak dawny on, dziki wampir. Korzystając ze swoich zmysłów, będąc w okolicy obrzeży lasu udało mu się z daleka wytropic zakochaną parkę. Szczerze, miał farta ten Mikuś. Nie wydawali się nadzwyczajni, najwyraźniej byli to ludzie. Uśmiechnął się do siebie pod nosem podchodząc do nich od tyłu. Gdy tak bezgłośnie zbliżał się do nich kąciki bladych ust poszerzały się i unosiły ku górze odsłaniając perełki, a także wysunięte już kły. Uznał, że nie będzie sobie psuł zabawy, za razem się męczył. Znając perfekcyjnie budowę ciała - nawet i bez tego dałby radę - wycelował, po czym unieruchomił obie ofiary, które żywe padły na trawę. Uśmiechnął się do nich jak psychopata i ukucnął pomiędzy. Dziewczyna wrzeszczała głośno, zaś chłopak rwał się jak szalony.
- Spokojnie, zaraz ukrócę wam te męki. - mruknął cicho wampir i jednym ciosem rozciął koszulę ciemnowłosego faceta. Bez pytania bardzo mocno wgryzł się w jego brzuch, uważając, by nie naruszyc żołądka. Jak on uwielbiał w tym stanie patrzec na ból swoich ofiar. Od razu trysnęła ciepła, szkarłatna krew, a jej zapach rozniósł się błyskawicznie po okolicy. Jęki, wrzaski, płacz i słowa pocieszenia. Teraz wydawało mu się to żałosne wręcz. Po odpowiednim rozgryzieniu ciała wsunął rękę w ranę, aż do serca, które złapał. Czuł jak biło bardzo szybko, widział jak ten już umiera, więc tylko mu pomógł zaciskając dłoń... pękło ...
Zaraz potem rozszarpał całą dziewczynę, a jej głowę niemal oderwał przy ugryzieniu. Coraz szybciej te zabawy mu się nudziły po takim czasie. Ze względu na to, że krew mężczyzny była wyraźnie smaczniejsza to jego zaczął pożerac. Wyglądał jak wilk rozszarpujący kolację, czy to mięśnie, skóra, czy krew, taki tam się z niego kanibal robił. Białe włosy moczyły się w czerwieni, za to na pewno nie trafi do nieba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Pon Kwi 21, 2014 9:11 am

Tułał się po mieście, po uliczkach i alejach, zaglądał w każdy zaułek, lecz co jakiś czas musiał zaprzestać poszukiwań. Jego wątłe ciało, zwłaszcza nogi, żądały wypoczynku. Od dwóch dni nie spał, tylko ile mógł to chodził z kąta w kąt i nawoływał, albo pytał się przechodniów, którzy omijali go szerokim łukiem, a z czasem ze względu na utratę kolorystyki - nie był dostrzegany, ani słyszany. Miasto nie ujawniło przed nim miejsca pobytu Ukochanego, dlatego zdecydował się opuścić wszelkie mury i udać się na łono natury.
Daleko nie musiał odchodzić, kiedy usłyszał krzyki. Damski i męski głos wrzeszczał wniebogłosy z cierpienia. Coś zastukało w serduszku Żyjątka, który jako Pierwiastek wszelkiego życia nie mógł przejść obojętnie wobec gasnącej egzystencji. Inna sprawa, że miał złe przeczucia co do tego co tam zastanie. Mimo wszystko zapominając o swoim wątłym zdrowiu rzucił się w bieg w kierunku cierpienia. Nie przebył wielu metrów, kiedy wyłaniając się zza większego zakrzewienia został świadkiem przeraźliwego przedstawienia, którego głównym aktorem był...
-M-Mikuś?
Stał jak wryty widząc istne pobojowisko na skraju lasu, oraz winowajcę krwistej uczty. Oczy zmieniły się w punkciki, w których gościł strach. Nawet nie strach o siebie, co o swojego Opiekuna. Wyglądał jak bestia, nic nie wskazywało na jego szlachetność w tym co robił. Ugięły mu się trzęsące się nogi i usiadł na ziemi nie mogąc oderwać wzroku od Białowłosego. Oddychał nierówno i szybko, spojrzenie tonęło we łzach. Co się stało z jego Ukochanym?! Czy to ta jego mroczna połówka przejęła nad nim całkowitą kontrolę?
-Mikuś... proszę, wróć do mnie... -łzy toczyły się po bladych policzkach coraz gęściejszymi strużkami- N-nie zostawiaj mnie... Skarbeńku...
Nie zważając na to, iż praktycznie czołgał się w posoce ofiar, które rozszarpane nie przypominały nawet ludzkich zwłok, zbliżał się z każdym drżącym słowem ku Dwukolorowookiego. Całe otoczenie tonęło we krwi i flakach, a mimo wszystko skupiał się tylko na jedynej istocie, która go pokochała. Która dbała o niego w chorobie i zgryzocie. Cudak w połowie dystansu osłabł i padł jak długi na trawie, którą zraszał swoimi łzami. Chłopaczek stracił cały swój koloryt skóry, włosów, a nawet oczu. Był strasznie nieszczęśliwy widząc przeobrażenie swojego Ukochanego, który nawet nie zwracał na niego uwagi, tylko ucztował w najlepsze. Ostatnie siły włożył na podniesienie się z kałuży krwi i doczołganie się do Długowłosego. Cały drżący z bojaźni o Wampira i gorączki nagle zarzucił swoje łapki na posilającego się mężczyznę i ile miał sił uściskał. Wtulił od razu twarz w jego specyficznie zimne ciało i nie chciał puścić. Łkał oraz moczył ubranie Mikusia gorącymi łzami ani myśląc go zostawiać. Nawet jeśli to miało być ich ostatnie spotkanie, nie żałował tego, wprost przeciwnie. Odnalazł zgubę, aczkolwiek zmieniła się diametralnie. A może taka była zawsze, kiedy Eto nie było w jej życiu? Może to Cudak go ograniczał we wszystkim? Starał się o takich rzeczach nie myśleć, wszak nieraz padały z ust Mikusia niewymuszone słowa o jego oddaniu i miłości do Zielonowłosego. Chude łapki rozluźniały chwyt, z chwili na chwilę opadał z resztek energii, jaką zachował na czas poszukiwań Dobrodzieja. Teraz już nie musiał zmuszać się do wysiłku, teraz tulił Ukochanego, nawet jeśli za chwilę może stracić głowę. Ale w pewnym sensie stracił ją już dawno poznając Dwukolorowookiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Pon Kwi 21, 2014 11:44 am

Zatracił się kompletnie na czas posiłku, ale nie "bestia" tylko prawdziwy Mike, który tak nienawidził krwi i nigdy nie był kanibalem. Mimo iż robił to wszystko, w taki sposób, to wewnątrz był całkiem samotny, po prostu dał wodzy pragnieniom, które przez ten cały czas wzmacniały go coraz bardziej, aż osiągnął pełnię swych mocy wrodzonych. Czerwień ozdabiała z chwili na chwilę porządniej okolicę. I zapewne niedługo by się po prostu stąd zmył, gdyby nie któreś z kolei słowa, które rozbrzmiewały znajomym tonem. Uniósł głowę, by spojrzec na znajomego Zielonowłosego i choc nic w jego wyrazie twarzy się nie zmieniło wewnątrz po prostu sobie pomyślał "widzi mnie w takim stanie... na pewno mnie już znienawidził". Najwyraźniej zapomniał o tym co było, aż zbyt bardzo i jemu brakowało pozytywnych emocji. Wrócił więc do posilania się na jego oczach. Nawet jeżeli prezentował się elegancko, a w jego ruchach było coś charakterystycznego, nienagannego, to nadal miał zachowanie dzikusa.
Kątem oka obserwował Żyjątko, jak płacze i jak czołga się do Białowłosego. "Nie podchodź bliżej..." jednak to tylko myśli, cały czas milczał. Instynktownie czuł emanujący od niego strach, widział to i czuł... A mimo tego zachowywał się, jakby był to nieznajomy, wiedział że nic nie wyjawi i po prostu go zignoruje. Do człowieczeństwa nie brakuje jednak zbyt wiele. Był taki chłodny, smutny, ale nie agresywny. Takie życie łowcy wyjątkowo szybko się nudzi. Na to jego "Skarbeńku" poczuł dziwny ból w klatce piersiowej. Znów był cały we krwi...
Zaczął cicho powarkiwac na zbliżający się potencjalny posiłek, wydawało mu się, że jest w nim coś innego dlatego był odrobinkę wrogo nastawiony. Właśnie skończył posiłek, więc mógł skupic uwagę na "intruzie". Ten chłód, który go tak trzymał zniknął w chwili, gdy słabe, chude łapki objęły go z całych sił jakie zostały Cudakowi. Wampir zaczął na niego patrzec z o wiele szerzej otwartymi oczami i bólem w klatce piersiowe. Czy to jest jakaś kara za zbrodnie? Należy mu się. Oczy przestały się tak mocno świecic, więc jedynie księżyc oświetlał tę krwawą scenę. Był na tyle kulturalny, że tylko od klęczenia mu się pobrudziły spodnie oraz rękawki, których nie podwinął. Co do myśli Eto to nie... nigdy taki nie był. Najwyraźniej chłopaczek stał się kluczem jego istnienia, a za razem człowieczeństwa. To wszystko zarazem prowadziło do jednego - pomimo wszystkiego Miketsukami ma strasznie słabą psychikę. Czuł wyraźny puls pod czaszką i jak gdyby nigdy nic nagle podniósł go trochę, jedną ręką przytulił, a drugą zasłonił oczy.
- Nie patrz... na to... na mnie... - Szepnął mu do ucha nim odpłynął. Nie ważne, że ubrudził bardzo twarz ukochanego krwią niewinnych osób. On przynajmniej na chwilę wyrwał go z tego szaleństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Pon Kwi 21, 2014 6:56 pm

Zupełnie działał instynktownie, tak jak mu serce dyktowało. Umysł miał zalany krwią od widoku dantejskiej sceny, skrzywiony strachem, ale dał się poprowadzić najsilniejszej emocji, jaka utworzyła się w dotąd pustym od miesiąca ciałku. Miłości. Wraz z miłością kiełkowały na nowo inne pozytywne uczucia, lecz łez nie mógł powstrzymać. I co najważniejsze - Mikuś nie odepchnął go, chociaż z początku ignorował jego starania do złączenia się dwóch ciał w jedno na nowo. Odezwał się do niego, wiedział o jego obecności. W końcu po tułaczce odnalazł istotę zdolną dostrzec w nim więcej niż jeszcze jednego obywatela na Ziemi.
Jak mu przykazał Opiekun, nie otwierał oczu, z których i tak toczyły się łzy nieco rozmywające brudną od posoki zabitych twarz.
-Do domu... chodźmy do domu.
Mówił w liczbie mnogiej, chociaż to było niemożliwe, aby Eto na własnych nóżkach postawił nawet jeden krok. Drżał ze strachu, ale i z radości, gdyż w końcu usłyszał cichy głos należący do jego Ukochanego. Musiał mu pomóc, wesprzeć, był w bardzo trudnej sytuacji. Czuł wielki ból w jego głosie, jego wstyd. Owszem, zrobił okrutną rzecz, i pewnie nie pierwszą i ostatnią ofiarę uśmiercił w szale instynktu łowcy, lecz nie przyszedł tu po to, by go za to karcić. Za bardzo go kochał, za bardzo tęsknił, by przyziemne, chociaż brutalne sprawy przyćmiły prawdziwy cel Zielonowłosego. Chciał tylko jego dobra, jego miłości i jego uwagi. Czy był godny tego zaszczytu, jakim była opieka z ręki Miketsukamiego?
Wtedy też z ziemi wyrosły pędy bluszczy, które w błyskawicznym tempie zarastały całe pobojowisko, i które wchłaniały kałuże posok jak gąbka wodę, żeby tylko zamaskować i odsunąć zmysły Wampira od sceny śmierci ostatnich dwóch ofiar. Może i Eto nie miał sił w ciele, lecz jako istota Nieśmiertelna posiadała w sobie spory pokład magii, z której nie korzystał od miesiąca. Czyli od chwili rozstania z Dobrodziejem. Bluszcz rdzawił się na krwisty kolor, lecz skutecznie przykrył zwłoki pary. Cudak nie musiał widzieć tych ciał, ziemia wołała w którym miejscu ciążyła jej posoka. Atak kaszlu przerwał czary, które i tak były nie najgorsze w efekcie, lecz teraz chciał skupić się tylko na Białowłosym. Nie otwierając dalej oczu ostrożnie wyciągnął chudą jak patyk rękę i palcami nie grubszymi od ołówków głaskał po omacku szlachetne rysy twarzy Wampira. Chciał go uspokoić, i upewnić się, że naprawdę on tu już jest. Że jest przy nim, że to jego głos usłyszał przy uszku. Wtulił się w Dobrodzieja i dał upust kilku łzom, ciepłym z radości na jego obecność. I tak zasnął ostatecznie w objęciach Mikusia, ponieważ nie mógł już dłużej utrzymać świadomości. A może z przyzwyczajenia poczuł się bezpiecznie, nawet jeśli w rzeczywistości w każdej chwili mógł zostać pozbawiony nie tylko posoki? Jakaś taka dziecięca ufność wkradła się w czyn Zielonowłosego, stąd nie czuł przeciwwskazań co do snu. Zwłaszcza jak dłoń Sługi obejmowała jego wątłe ciałko tuż przy sobie.

Ooc: zniekształcenie otoczenia 1/2 posty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Pon Kwi 21, 2014 10:51 pm

Przez ten długi czas nauka opanowania się opłaciła. Jego ciało było niewzruszone, stabilne, a nawet wydawało się bardzo pewne, jednak przypominając sobie słowa starego znajomego przed swoim odejściem już szykował pazury, by rozszarpac Eto na strzępy, a potem samemu odejśc. Łagodna natura oraz troska powstrzymywały go przed tym bardzo solidnie przez mocny plaskacz w twarz. Działał przez tę chwilę wedle wpojonych zasad i przyzwyczajeń. To do niego kompletnie nie pasowało, by stał się ponurym pesymistą przez coś tam drobnego, a jednak musiało byc to dla niego tak bardzo ważne. Wszystkie te jednak informacje był tylko dla wampira, który nie wyjawi ich w 80 %-ach nawet Ukochanemu. Zaciskał mocno palce na jego ciele co jednak skutkowało lekkim przecięciem skóry w niektórych miejscach przez pazury, tak samo na boku twarzy Cudaka. Drobne ranki łatwe do wyleczenia nawet dla niego.
Pomimo iż nie myślał, iż był zły, nadal po przejściu pewnych barier chciał móc mu pomóc najlepiej jak potrafił w takim stanie. A jednak na zawsze zostanie mu cząstka chęci pomocy innym. Wyczuwał jego uczucia bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej i do tego jeszcze lepiej niż Zielonowłosy karmiąc się emocjami. Idealnie rozdzielał wszystkie uczucia przez co nie był zmieszany co do decyzji wobec Eto. Czuł na wnętrzu dłoni jego ciepłe łzy, uśmiechał się do siebie w duchu.
- Do... domu?... - Powtórzył po nim niepewnie, a za razem tak, jakby go nigdy nie miał, propozycja byłaby nowa. Taki niedowiarek z niego, o!
Wampir również nie miał najmniejszej ochoty kogoś słuchac czy też gdzieś iśc, szczerze mówiąc nie spał o wiele dłużej niż Żyjątko, jakieś 2-3 tygodnie bez snu to dla niego niezbyt dobre nawet jeżeli w pełni miał wampirze moce uaktywnione. Nadal siedział w nim buntownik, trzeba było powoli. Miał ochotę powiedziec, że nigdzie nie idzie i z ledwością się od tego powstrzymywał. Przestał doceniac "dar" jakim jest życie, a nie wolno czegoś tak ważnego niedoceniac. Nim się zorientował stracił czujnośc i pojawiły się jakieś dziwne rośliny, które zaczęły zabierac resztki posiłku po wampirze, a przynajmniej tak wnioskował białowłosy. Wpatrywał się jak dziki i odsuwał głowę do tyłu od kościotrupowatej łapki. Ostatecznie tak czy siak został dotknięty, aczkolwiek tym dotykiem nieco wystraszony. Niech trochę przytyje bo jest niczym anorektyk jak na jego oko. W głowie już miał wizję, jak pozbywa się Tęczowookiego z tego świata, jednak w tym poważnie walczył ze sobą i zastanawiał się co zrobic. Jak się odsunąc to co dalej, a jak nie to to samo. Poczuł w sobie jakiś taki gniew, dlatego bez względu na wszystko puścił go, podszedł do najbliższego drzewa i kilkunastoma uderzeniami w połowie wyrwał je z ziemi, a raczej pokracznie przechylił raniąc przy tym nadgarstki. Chciał się wyżyc w jakikolwiek, byleby skuteczny sposób. A więc zaczął na sobie i otoczeniu kompletnie szalejąc. Dziwny się zrobił...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Wto Kwi 22, 2014 11:53 am

Spał nieprzerwanie, to jest dosłownie z minutę lub dwie, kiedy jeszcze Mikuś trzymał go w ramionach. Kiedy spadł na leśne runo rozrastające się od bluszczy jęknął cicho, ale nie otworzył oczu. Ciągle miał w głowie ostatnie słowa Ukochanego. Skoro nie życzył sobie tego, aby patrzył na niego, nie spojrzy. Chciał mu powiedzieć, żeby przestał krzywdzić nikomu-winne-drzewko, by uspokoił się, by dał się utulić znów. Chcenie Żyjątka gasło z chwili na chwilę, aż powstała rezygnacja i jeszcze ciężej było znieść rosnącą pustkę.  
-Mi-kuś... Mi... kuś...
Nawoływał cichutko, przechodziły po jego skórze dreszcze. Tak bardzo pragnął spożyć odrobinę dobrych uczuć, aby nie być głodnym. Nie mając nic innego, ani żadnej alternatywy, musiał zgodzić się z tym, co organizm dyktował. Posilić się nawet najgorszymi emocjami, by odzyskać dawny wigor. Akurat wtedy Białowłosy jeszcze atakował przyrodę, która wołała o pomoc. Tylko, że Cudak był w trakcie absorpcji nastroju winowajcy sajgonu na skraju lasu. Jeszcze chwilka... jeszcze dwie... Ciało chłopaczka ożywało, chociaż jad gniewu Wampira zatruł jego duszę. Musiał się posilić emocjami, a skoro nie było żadnych pozytywnych w otoczeniu - zjadł te najbliższe, najtrudniejsze do przyswojenia przez dobroduszny dotąd organizm malca. Aż w końcu skosztował kęs, drugi, trzeci... Oczy robiły się coraz bardziej podkrążone, źrenice i tęczówki malały, przynajmniej odzyskiwał barwę na włosach i skórze. Ostrożnie wstał z rozprzestrzeniającego się bluszczu i krztusząc się odrobinę oparami z nienawiści w końcu zdecydował się otworzyć oczy i skierować je na swojego Wybawcę.
Stał w miejscu i chłonął patrzałkami szał swojego Sługi. Skrzywił usta słysząc kolejne jęki wiekowego dęba. Trzeba z tym wszystkim skończyć.
-Tak ma wyglądać Twoje życie, Miketsukami? -zrobił dwa pewne kroki w stronę Wybranka, na którego spoglądał chłodno- A gdzie miłość, którą mi tylekroć demonstrowałeś? Znudziłem Ci się, czyż nie?
Zacisnął dłonie w piąstki chcąc uniemożliwić zatruwanie całego organizmu, lecz raz skosztowawszy pokarmu, nawet gorzkiego, w chwilach głodu przywykł do nowego menu. I dzięki temu zyskał naprawdę wiele krzepy i zwinności, gdyż gdy tylko doskoczył do Białowłosego, chwycił dłońmi za jego ubranie i z nagromadzoną mocą przywarł go do drzewa, które wcześniej przechylił na bok. Wokół ciała Wampira zaczęły się gwałtownie rozwijać czerwone bluszcze unieruchamiając go na może dwie minuty do drzewa. Nad sobą miał surowe oblicze Eto. Skrwawione przez rozcięcie jego skóry na twarzy i posoką poprzednich ofiar. Odważył się nawet na wymierzenie mu siarczystego ciosu w policzek. W źrenicach Cudaka palił się ogień.
-Wiesz jak się o Ciebie martwiłem? Ciągle czekałem w domu na Twoje przyjście, łudziłem się, że lada dzień wrócisz i znów chociaż trochę poświęcisz mi uwagi. Mam dopiero trzy miesiące, a ten ostatni był najgorszy, bo mnie zostawiłeś. Aż tak było Ci źle? Mogłeś powiedzieć, że aż tak diametralnie zmienisz swoje życie, że mnie w nim nie będzie. Nie czekałbym jak głupi na Twój powrót, który nigdy by nie nastąpił!
Jego szczupłe dłonie ścisnęły jeszcze mocniej materiał na torsie Ukochanego, i utkwił w jego Dwukolorowym spojrzeniu swoje rozzłoszczone patrzałki. Wyglądał jak wtedy, kiedy jego mroczna część przejęła władzę, ale prawda była taka, iż nie było żadnego "drugiego ja", tylko Eto. Po paru chwilach, kiedy nieco ogarnął swoje myśli, powiedział tak:
-Wracaj do domu. Już tam i tak prędko nie wrócę.
Nigdy nie stosował takiego tonu, lecz tak przesycony agresją towarzysza i tak ogołocony do cna z dobrych myśli nie potrafił postąpić inaczej. Puścił koszulę Białowłosego rzucając mu jeszcze na pożegnanie krótkie, karcące spojrzenie, po czym jakby nigdy nic podniósł z ziemi czapkę z daszkiem, posadził na głowie i odszedł nerwowym krokiem w stronę miasta. Może i wyzdrowiał na ciele, by iść o własnych siłach, jednak w tak paskudnym nastroju, że lepiej z nim nie zadzierać. Opiekun był i tak groźniejszy, wszak zabijał bez cienia wahania, lecz jak na tego, który miał symbolizować piękno życia,  popadł w przeciwną skrajność. Idąc w kierunku jakiejkolwiek aglomeracji trzymał się ręką za skroń i masował od bólu utworzonego od nadmiaru negatywnych uczuć. A im bardziej oddalał się od lasu, tym uspokajał się, ale i rosły wyrzuty sumienia za to co zrobił. Mógł sobie darować te wykrzyczane pretensje, mógł nie zwalać wszystkiego na barki Wampira. Jeszcze pogrążył go w cierpieniu... co z niego za kochanek? Sam kipiał ze złości, i mimo uspokajania się, dusił to wszystko w sobie. W przeciwieństwie do Mikusia nie zamierzał wyładowywać się na przyrodzie, do której ochrony go powołano. Musiał znaleźć lepszy sposób, ale jaki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Granica lasu   Wto Kwi 22, 2014 2:56 pm

Słyszał jego nawoływanie, czuł je w duszy, która rwała się do Ukochanego pragnąc mu pomóc, jednak nie z uśmiechem na twarzy, jego dusza była bardzo smutna i pragnęła pocieszenia czy czegokolwiek, by móc poczuc się lepiej, jakby żyła własnym życiem. Zawsze pragnęła byc szczerze wolna i gdyby tylko ktoś mógł pokazac jak osiągnąc taki stan wolności. Miał obok świetnego nauczyciela, kochanego Etosia, ale nigdy nie był w stanie pomyślec nad innym życiem niż nad tym, którego się wyuczył przez tyle lat swojego ogromnie długiego życia. Zdawał się byc rozdzielony już nie na dwie, a na trzy różne części - siebie dobrego, złego i duszę, wspaniale, czyż nie?... Przynajmniej Zielonowłosy dotrzymywał słowa co do nie otwierania oczu, no bo w tym stanie to na prawdę coś nie do pomyślenia. (nie będę się tutaj rozpisywał bo sił mi braknie na kolejnego posta)
W jednej chwili przyparty do drzewa, które kilka sekund temu mocno uderzał, otworzył oczy nieco zdziwiony patrząc na niego. Odpowiadał w duszy, Eto musiał to czuc. "Nie znudziłeś mi się... ale..." jego zmieszanie wewnętrzne wylało się na twarz wampira, to w sumie dobry znak, ale należało to jakoś teraz wszystko rozwinąc. Każdą słabośc da się pokonac, a Cudak trafił w samo sedno. Może to dlatego, że kiedyś wszyscy mogli stac się jego panem, kto tylko zechciał, a on był posłuszną owcą. Przypomniało się? ... Obserwował go uważnie, aż oberwał w twarz, ale nie cofnął przekręconej w bok głowy, ani nawet jej nie uniósł wyżej. Słuchał, to robił najlepiej. Dla niego było to wszystko jak przez mgłę, ale gdy tylko ten odchodził uśmiechnął się do siebie szatańsko, w jego oczach znów palił się ten żar. Długo nie czekał, ruszył za chłopakiem i nim zdążył się zorientowac ze zwinnością oraz szybkością godną wampira złapał go i przerzucił sobie przez ramię, by nie był w stanie mu uciec.
- Myślisz, że możesz sobie mną tak pogrywac? - Warknął w końcu i mocno go trzymając szybko ruszył w stronę domu wyraźnie nakręcony.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Granica lasu   Today at 4:22 pm

Powrót do góry Go down
 
Granica lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Skraj lasu
» Wschodnia częśc zakazanego lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Lasy-
Skocz do: