IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczona fabryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Opuszczona fabryka   Pią Sty 17, 2014 10:50 am


    Na obrzeżach miasta w niebezpiecznej dzielnicy w miejscu zupełnie odosobnionym od reszty znajduje się stara fabryka. Nikt nie wie, kiedy powstała i co było w niej produkowane jednak mówi się, że działy tam się rzeczy straszne, gdyż wykorzystywano ją do celów niekoniecznie zgodnych z jej przeznaczeniem. Niewielu jest na tyle odważnych, aby zapuszczać się w te rejony. Nigdy nie wiadomo, co może tam człowieka czekać i czy aby na pewno wróci w jednym kawałku, bądź czy w ogóle wróci. Ci, którym udało się jednak przekroczyć progi wielkich stalowych drzwi oblepionych najróżniejszymi tablicami z ostrzeżeniami mówią, że widok i zapach dochodzący z niej nie należy do przyjemnych. Zapach rozkładu i śmierci.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Lip 17, 2014 7:23 pm

Ledwo wskoczył do środka, a zaraz otworzył wrota z powrotem i stanął beztrosko na samym środku opuszczonej fabryki. Właściwie nie samej fabryki, po prostu w jednym z tych pomieszczeń, gdzie kiedyś znajdowało się jedno z biur. Wciąż stały tam opuszczone biurka i półki z pożółkłymi papierzyskami. Ciemno tam było jak jasna cholera i pełno brudu na dodatek. Ale komu by to przeszkadzało? Na pewno nie Benjaminowi Sante! Bywał w gorszych miejscach. Najpierw powolutku podszedł do ściany i położył Ryu na podłodze, a dopiero później sam usiadł, kładąc torbę i gitarę tuż obok siebie.
Nie chciał zostawiać chłopaczka samego na East End, nawet jeśli był pewien, że należał do ślicznego grona nieśmiertelnych. To nie byłoby fair, zważywszy na fakt, że sam go upił, prawda? Własnym samogonem, który naprawdę pędził sam! Wprawdzie wcale nie w Polsce i wcale nie prowizorycznych maszynkach, tylko w samym sercu Piekła, a na dodatek w specjalnie do tego przygotowanym laboratorium, ale to wcale a wcale nie zmieniało faktu, że wciąż był to bimber, mimo wszystko, domowej produkcji. Samo dobro i natura. Żadnych konserwantów!
Demon zerknął na Ryu kątem oka i po raz kolejny zapalił, szczelnie zakrywając płomień rękami. I jeszcze zasłonił swoje dłonie kolanami, bo domyślił się, ze światło niezbyt dobrze działa na nowego znajomego. Tylko czemu? Ciekawość wciąż pozostawał boleśnie niezaspokojona i nie zamierzał dawać młodemu mężczyźnie spokoju, dopóki się nie dowie, jak to właściwie z nim jest. W końcu trzeba się uczyć całe życie, czyż nie? I poznawać coraz to różniejsze i ciekawsze rzeczy! A Władca Much był przekonany, że o wiele więcej uda mu się wyciągnąć z Jamesa, gdy wciąż będzie przebywał w ciele Benjamina Sante, niż Księcia Piekieł Belzebuba. Trochę zbyt oficjalnie brzmiał jego prawdziwy tytuł, żeby móc przedstawiać się nim, nie wzbudzając skrępowania w osobach trzecich.
- Młody? - rzucił z tym swoim rosyjskoeuropejskim akcentem i dźgnął Ryu w ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Lip 20, 2014 11:07 am

Ciemność, chłód, kurz... idealne warunki dla chłopca! Może z wyjątkiem kurzu, lecz nie narzekał na to. Już zdołał przekonać się, iż w najmroczniejszych kątach zbierają się kłęby brudu, gdyż są niedostrzegalne do sprzątnięcia. W pewnym sensie Cieniołak uważał siebie za jeden z rodzai śmieci, który przez to nie rzuca się w oczy. Może dlatego tak bardzo spoufalił się z grajkiem? Trudno znaleźć jeden konkretny powód w stercie mnóstwa detali łączących dwie istoty. Nie wszystko da się określi jednym słowem czy przymiotem.
Po dwugodzinnym śnie został z niego wyciągnięty kuksańcem w ramię, a także zalatującym ruszczyzną angielskim zwrotem do młodzieńca. Trochę wiercił się na podłodze, zanim odzyskał kontakt z rzeczywistością.
-Uhm... -otworzył niemrawie przekrwione oczy- ...gdzie... gdzie jesteśmy?
Ciemności dobrze wpłynęły na Ryu, gdyż nawet ośmielił się wstać i rozejrzeć dookoła. Może jeszcze minę miał nietęgą, ale te dwie godziny snu pomogły mu nieco ogarnąć się w myślach. Gdyby wiedział co działo się podczas jego snu, na pewno nie rozmawiałby tak swobodnie jak teraz z Benjaminem. Swoją drogą ciekawe nazwisko, chociaż przypominając sobie słowa właściciela nie widział w tym nic ironicznego. Za mało kojarzył faktów, i nawet podając mu na tacy wyraźne aluzje nie był w stanie skrzętnie złożyć je w całość. I tak byli sobie nawzajem nieznajomymi z rasy, połączeni ze sobą zaintrygowaniem i wspólne wybitym bimbrem z Polski. To wystarczyło, by chłopak nie miał powodu do opuszczenia szemranego, czy jak to nazwał kompan, "byle" towarzystwa. Co prawda pamiętał niektóre cechy wyróżniające Benjamina od innych (płynna znajomość języków, anielski głos, nienaganna gra na gitarze, bystrość podpitego umysłu), ale nadal nie pojmował co może być słowem-kluczem.
Podszedł bezgłośnie do jednej z półek z papierzyskami i wziął do ręki pierwszy-lepszy akt, zaglądając do zawartości. Czuł się trochę jak szpieg z tych amerykańskich seriali, lecz gdy tylko o tym pomyślał zmarszczył brwi. Ani trochę nie znał się na życiu, by opierać swoje doświadczenia na tym, co oglądał w telewizji? Kiepsko świadczyło to o młodzieńcu. Trzymając dokumenty w ręce przekręcił głowę w kierunku ulicznego grajka. To on musiał go tu przenieść, a jeśli tak... jeśli tak, to wiedział, że Cienisty ważył tyle co piórko. Już zbyt wiele dał znaków o swoich nowych korzeniach, a w dodatku mając do czynienia z kimś szybko kojarzącym fakty... zaczynał szczerze wątpić w dochowanie tajemnicy. Mógłby niby jakoś uciec od tego problemu (dosłownie i w przenośni), lecz nie należał do tchórzy. Poza tym Benjamin swoją postawą utwierdził go w przekonaniu, iż można mu zaufać. Który z żebraków zabrałby nieznajomego do swojej dziupli? Zamknął dokumenty i odłożył na miejsce.
-To miłe, że zabrałeś mnie ze sobą, ale nie rozumiem dlaczego -odwrócił się na pięcie i zrobił krok ku bezdomnemu- masz swoje problemy, nie chcę sprawiać Ci kolejnych kłopotów.
Czyżby Benjamin już wiedział kim jest Ryu? Jak tak, może chciał zbić majątek na jego "dziwacznych" zdolnościach i wyjść z dołka? Nie byłoby to zbyt bezpieczne dla innych Nieśmiertelnych, gdyby jeden z nich współpracował ze śmiertelnikiem, ale z drugiej strony... nie, nie powinien! Nawet jak inni Nieśmiertelni mają go za nic - ma swój honor! Nie może zdradzić współbratymców, nawet jeśli są nimi tylko z nazwy! Alkohol wywietrzał z niego zbyt szybko, ale jak widać równie szybko w niego "wchodzą" procenty. Może otrzeźwiał na myśl o tym co może się stać, jak odkryje jego tożsamość? Nie, nie zrobiłby mu krzywdy, lecz musiałby go zostawić, a nie chciał tego. Polubił go - jego sposób bycia, myślenie, rady... jak wujka, którego nigdy nie miał. Co się stało, że tak łatwo przywiązał się do człowieka?
Wycofał się kilka kroków pod ścianę i dopiero teraz zauważył, że całe jego ciało okrywa czarny nalot. Utkwił wzrok na dłoniach i milczał. Śmiertelnik widział go nawet w kamuflażu? Nie mógł uwierzyć. A jeśli Benjamin nie był człowiekiem? Wtedy nie musiałby się kryć z tym kim jest. Podniósł fioletowe tęczówki na towarzysza, tym razem z pytaniem w myślach: "kim jesteś, Benjaminie?". Nie znał się na Nieśmiertelnych, znał tylko ogólny podział, ale jak rozróżnić... nie wiedział. Był w tej materii tak samo bezradny jak w ludzkim życiu był bezradny wobec zdrowych ludzi. Widać było całkowite zmieszanie młodzieńca o fiołkowych oczach, który nie drgnął spod ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Lip 20, 2014 12:41 pm

Och, i obudził się! Belzebub uśmiechnął się tak sympatycznie, jak tylko potrafił. Cóż, teraz – w tak całkowicie odosobnionym miejscu – mógł w spokoju kontynuować swoje malutkie śledztwo. Ta okryta złą sławą opuszczona fabryka nadawała się po prostu idealnie. Nawet nieśmiertelni nie przepadali za takimi miejscami, o zwyczajnych śmiertelnikach nawet nie wspominając! Zresztą, on kierował się ciekawością w swojej najczystszej formie. Nie robił tego dla zysku, czy z powodu rozkazów. Własne widzimisię. Ot co! Wzruszył ramionami, tak troszeczkę od niechcenia.
- A taka opuszczona fabryka. Mówią, że tutaj straszy, więc nikt tu nie chodzi. Jak dla mnie, ponosi ich wyobraźnia, nie? – zmarszczył brwi i westchnął. – Tyle lat żyję, a nigdy ducha nie widziałem! – no i była to poniekąd prawda. Bo takie dusze zmarłych w Piekle się nie liczą. Miał na myśli takiego ducha-ducha, jak Biała Dama czy coś.
Obserwował Ryu bacznym wzrokiem, jakby sprawdzając, czy aby na pewno stan upojenia już minął i czy chłopiec się na nogach utrzyma. Dał radę. Dobrze i niedobrze. Z jednej strony wydobywanie z niego informacji będzie o wiele trudniejsze, bo trzeźwy umysł będzie piszczał ostrzegawczo, ilekroć pytania będą stawały się zbyt niewygodne. A z drugiej strony o ile przyjemniejsza i ciekawsza może być ta rozmowa w takiej formie! Kochany James chował się przed światłem – nawet takim z żarówki – popijał bimber z cienia butelki, ważył tyle co nic, a jeszcze do tego wszystkiego dochodził ten czarny nalot na skórze. Wprawdzie wiedział od początku, że nie ma do czynienia ze zwykłym człowiekiem, ale równocześnie nie miał pojęcia, jaki gatunek reprezentuje Ryu. A ciekawość – która przecież prowadzi do Piekła – popychała go dalej. Więc dociekał!
Demon siedział dalej na swoim miejscu, tylko patrząc, jak młodszy kompan przegląda papierzyska, które znalazł na ziemi. Przekrzywił głowę, ale nie powiedział niczego, dopóki James sam nie zabrał głosu po odłożeniu akt na dawne miejsce. Dlaczego? Hm, teraz on został postawiony pod ścianą pytania, na które niekoniecznie chciał odpowiadać. Mógł skłamać, fakt, bo w końcu prawie całe ich spotkanie było wielkim kłamstwem i przedstawieniem. Maskaradą. Dlatego jakimś cudem nie uśmiechało mu się pogrążanie się w kolejnych łgarstwach. A to ci ciekawe! Zwykle nie miewał takich ludzkich skrupułów. To definitywnie wina tego całego obudzenia wspomnień i Ariela! Na pewno!
- Masz jakąś alergię na światło, to cię zabrałem – stwierdził i wzruszył ramionami. – Bliźnich w potrzebie się nie zostawia – dodał jeszcze beztroskim tonem. - No i wiesz, no, problemy problemami. Każdy jakieś ma, nie?
Cofnął się. Oho. Albo zaczynał podejrzewać, że Belzebub ma w tym wszystkim jakiś cel i chce go wykorzystać, albo po prostu domyślał się, że jest jednak nieśmiertelnym. A może by mu pomóc? Cóż, przyznawać się do swojej tej prawdziwej tożsamości nie chciał za bardzo, ale gdyby tak podpowiedział Ryu, że on też nie jest człowiekiem? Hm. Demon na chwilkę odwrócił wzrok i podniósł się ospale z miejsca, wzdychając ciężko. Otrzepał się z kurzu i wsunął dłonie do kieszeni, wbijając spojrzenie w Ryu. Ale już nie to przymulone i zamglone spojrzenie ciemnych jak onyksy oczu, ale migoczące czerwienią ślepia o kocich źrenicach. Należało dołączyć do tego rogi. Cudne, jasne jak kość słoniowa i na dodatek jakby pokrapiane złotem. Nie mówiąc już o skrzydłach, które wyrwały dziurę na plecach benowej marynarki. Przypominające strukturą skrzydełka muchy - błyszczące i przezroczyste - ale wyglądem o wiele bardziej zbliżone do motylich. Odchrząknął taktownie.
- Błagam, tylko się mnie teraz nie bój, dobrze? – oznajmił po chwili wahania. Ale nie podszedł ani nic. Zastanawiał się, czy powiedzieć całą prawdę, czy częściową. Która byłaby lepsza? Odchrząknął jeszcze raz, ale tym razem z jego głosu całkowicie zniknął rosyjski akcent. Czysta angielszczyzna. – Jestem nieśmiertelnym. Jak… no cóż, możesz zauważyć, nieprawdaż? – uśmiechnął się na wpół przepraszająco i rozłożył bezradnie ręce na boki. – Ty też nim jesteś, ale za nic nie mogę odgadnąć, jakim. Kim jesteś, mój drogi Ryu?
Można było dostrzec znaczącą zmianę, między jego poprzednim zachowaniem, a obecnym. Bo teraz prze Ryu nie stał Ben Sante, ale Wielki Książę Belzebub. Wyprostowany, dumny… ale wciąż wyglądający jak byle pijak i bezdomny. Polubił tego dziwacznego i chudego chłopca. Jamesa. I nie chciał, żeby zmienił do niego nastawienie tylko dlatego, że nieco… skłamał. Nieco. To było przebranie przecież, był wtedy w terenie i teoretycznie z każdej strony mogło nadejść zagrożenie, gdyby pokazał swoją prawdziwą twarz. To znaczy… przyznał się do niej. Tutaj było inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Lip 20, 2014 2:29 pm

Wpatrywał się uważnie z wciąż niezmiennym wyrazem twarzy w towarzysza, który milczał i prawdopodobnie podłapał nerwy chłopca z antenkami na głowie. Obaj siebie lustrowali wzajemnie, aż pierwszy krok postawił ten, który pozornie wydawał się kryć mniej tajemnic. Nic bardziej mylnego.
Znakiem nowego toku nawiązywania znajomości były rozbłyśnięte ślepia Benjamina! J-jak to możliwe?! Co się działo?!
-Khy!
Jęknął cicho widząc nagłą metamorfozę towarzysza, który... no w pierwszej chwili naprawdę przeraził Ryu! A skąd miał kurde-le-bele wiedzieć, że pijaczynie wyrosną skrzydła i rogi?! Gdy tylko mocniej przywarł do ściany, jego Królestwo Cienia zareagowało w ten sposób, że przed i wokół młodzieńca wyrosły czarne, smoliste krzewy z cierniami, które spontanicznie ale skutecznie otoczyły "swojego". Nie chciał niczego takie sprowokować! Nie mógł też tego odwołać - wciąż moc przewyższała posłuszeństwo wobec Ryu - co jeszcze bardziej druzgotało psychikę młodzieńca, który nie mógł opanować swojego żywiołu. Stało się to dopiero później, kiedy padły spokojne, przepraszające słowa rogatego znajomego. Oznajmił kim jest, oraz to, iż chciałby dowiedzieć się tego samego od młodzieńca. Zachowanie obecnego kompana trochę odbiegało od poprzedniego, lecz tym samym zaciekawił w kolosalnym stopniu Cienistego. Który zdecydował się postąpić wedle słów mężczyzny.
James nie rozpoznał mitycznego czy wysławianego w kultach religijnych Belzebuba. Nie był wierzącym, nie interesował się też zbytnio religią świata, tak jak i polityką. Widział w nim natomiast niesamowicie wyglądającego przedstawiciela Nieśmiertelnych, którego wedle skojarzeń mógł przypisać wstępnie do demonów, chociaż te skrzydła przypominały wróżkę. Wielkie rogi nakrapiane złotem i ślepia tonące we krwi najbardziej przyprawiały o strach, który stopniowo ustępował fascynacji. Nigdy kogoś takiego nie widział, a te wszystkie atrybuty idealnie ze sobą współgrały, nawet jak dla większości mieszanka musznych skrzydeł z rogami nie przypadała do gustu. Przynajmniej teraz zrozumiał ironię z nazwiskiem.
Przypomniał sobie, że padło pytanie o jego pochodzenie. Przewijało się ono dość często, w różnych formach, podczas ich spotkania. Skoro był współbratymcem... chyba nie trzymała go już tajemnica, prawda? Mimo wszystko to nie było takie proste. Sam siebie nie potrafił zdefiniować jednym słowem. Twórca też nie wiedział jakim mianem ochrzcić dzieło. Musiał z tego wybrnąć, ale tak by nie wzbudzić podejrzeń.
-Uhm... n-nie wiem kim jestem -powoli odzyskiwał pewność siebie, chociaż i tak była mocno zachwiana; mimo wszystko próbował przemóc się i odsunąć na bok lęk, jak prosił stary Jack- minął tydzień, od kiedy wypowiedziałem życzenie... Brzmiało ono:
Ryu napisał:
-Chciałbym... chciałbym... -drżały mu wargi i powieki, pod którymi zbierały się łzy, wciąż starając się patrzeć wprost na Dżina; emocje wypełzły na wierzch i wpływały na słowa, które wypowiadał- ...chciałbym żyć... w Twoim... cieniu... proszę...
Tyle też wiem, że nie mogę mieć styczności ze słońcem. Nie z powodu alergii, ale z powodu... uszczerbku na zdrowiu.
W tym momencie przybliżył ku sobie lewę przedramię, które raz stracił pod wpływem ognistej kuli jednego z demońskich czartów żyjących w lesie. Długo mu zajęło odtworzenie ręki przy jednoczesnym ignorowaniu bólu. Wtedy nauczył się omijać wszystko co miało związek ze słońcem, ogniem, czy żarówką. I tak wielu rzeczy jeszcze nie pojmował i prędko nie przyswoi. Mistrz go zostawił, wszak nie miał obowiązku całodobowego monitoringu nad swoim dziełem. Poza tym mógł być tylko kaprysem dla dżina, który teraz mógł cieszyć się innym tworem z dala od Ryu. Sam dochodził do pewnych wniosków, które z grubsza nakreślił mu Alvaro. Może takim samym kaprysem był w tej chwili dla Belzebuba, lecz tego nie chciał. Nawet prawdziwy wizerunek swojego kompana nie odstraszał go na tyle, by zmienić zdanie. Z drugiej strony nie powinien być natrętny, tylko starać się żyć na własny rachunek.
Spuścił lewę przedramię, które chwilę trzymał kurczowo przy sobie, i przyszło mu coś do głowy, czym podzielił się bardziej energicznie i mniej ostrożnie.
-Jeśli Cię uraziłem, bo nie rozpoznałem w Tobie od razu Nieśmiertelnego, to przepraszam. Miałeś za dobry kamuflaż.
Stał ciągle pod ścianą, lecz tym razem na twarzy zagościł lekki uśmiech. Czarna otoczka popękała w okolicach ust, a później rozbiła się połowa oblicza anorektyka. Nie był już tak spięty jak tuż po objawieniu prawdziwej formy Benjamina. Moce Cienistego też się ustabilizowały. Musi nad nimi popracować, gdyż w przyszłości może go to zgubić. Dodatkowo trzeba poznać swój żywioł, by umilić sobie egzystencję.
Ciekawe jak czuł się Wielki Książe Belzebub widząc, że aż za szybko Ryu poukładał w głowie to i owo i przystosował się do sytuacji jaką stworzył. Chyba nie codziennie widywał, by nowo poznana osoba tak prędko przestała się bać towarzystwa ArcyDiabła. Cóż, pewnie w tym przypadku zawiniła niewiedza, jakimi mocami dysponuje stary Jack. I jak się czuł, gdy fioletowe patrzałki z ogromnym zainteresowaniem chłonęły jego dumną, prostą sylwetkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Lip 20, 2014 3:08 pm

Zmartwiło go z lekka to, że w pierwszym momencie młodzieniec się go przestraszył. Niemiał w końcu takiego zamiaru! Co to to nie! O wiele bardziej przypadał mu do gustu wcześniejszy stosunek chudego Jamesa do Jacka, niż Ryu do Belzebuba. Nawet jeśli ten pierwszy, póki co, nie za bardzo zdawał sobie sprawę, z kim dokładnie ma do czynienia. Całe szczęście, że ze wszystkich fałszywych tożsamości dzisiejszego dnia wybrał Benjamina! Toż akurat starty pijaczyna o zmarnowanym życiu przypominał Władcę Much zdecydowanie najbardziej. Miał jego poczucie humoru, z lekka namolny miejscami styl bycia. Jedynie sposób wyrażania się i aparycja stanowiły pewien kontrast.
Demon uniósł jedną brew, gdy ciemność – czy co to tam było, bo nie wiedział – otoczyła młodzieńca. A to ci dopiero! Jak to w ogóle było możliwe? Chłopiec musiał mieć naprawdę wielki związek właśnie z mrokiem, skoro tak panicznie i to nawet w czasie upojenia alkoholowego unikał jakiegokolwiek światła. Były w końcu żywiołaki, prawda? Istoty z ognia, powietrza lub wody. Wobec tego dlaczego niby mały i kochany Ryu miałby na swój sposób nie być czymś takim?
Znowu się uśmiechnął, odsłaniając białe zębiska. Z tą drobną różnicą, że te teraz były jakby spiłowane w szpic i raczej przypominały kły drapieżnika, który szykuje się do ataku, niżeli przyjazny uśmiech. A taki w zamiarze miał być! Cóż, dobre chęci przecież też muszą się w jakiś sposób liczyć. Demon o skrzydłach muchy. Władca Much pełną gębą, nie ma co. Nie bez powodu reszta Piekła za plecami nazywała Belzebuba Robalem, Insektem czy Żukiem – Gnojarzem, ma się rozumieć – z taką pogardą, jakby to było Bóg wie co. Ale najważniejsze w tym wszystkim było to, że Ryu nabierał na nowo pewności siebie. Tak było zdecydowanie lepiej, trudno rozmawiać z kimś, kto najzwyczajniej w świecie się ciebie boi. Nie ma mowy o racjonalnej dyskusji, czy rzeczowym odpowiadaniu na pytania.
Zmarszczył brwi i pokiwał powolutku głową, słuchając słów cienistego chłopca. Ato ci dopiero! DŻIN! Pytanie tylko, który? Belzebub kilku znał i dokładnie trzech – rzetelne informacje to podstawa – można było znaleźć w Londynie. Dwóch w lampie najprawdopodobniej, bo były stosunkowo młode. Zostawiał więc…
- Alvaro! –
pstryknął palcami. – Prawda? – rzucił jeszcze, ale było to raczej pytanie retoryczne.
Uszczerbek na zdrowiu. Pewnie działało to tak, jak styczność wampirów ze srebrem albo wodą święconą. Raniło i w większych ilościach mogło zniszczyć. Potarł jasnymi palcami brodę, cały czas patrząc na chudego Jamesa uważnie, jakby prześwietlał go tymi czerwonymi ślepiami na wylot. Myślał, cały czas snuł coraz to dalej idące rozważania na temat tego, kim lub czym może być jego nowy, malutki – nawet jeśli wzrost mieli podobny – znajomy. Lubił zagadki, ot co! A jeszcze bardziej dochodzenie do ich rozwiązania, bo nie cierpiał niespodzianek czy niewiadomych. Uroki bycia informatorem, trzeba wiedzieć wszystko! Inaczej to dupa, a nie informator z prawdziwego zdarzenia.
- Słyszałeś o żywiołakach? – zapytał, ale nawet nie czekał na odpowiedź, tylko zaczął podchodzić powoli, ale dużymi krokami. – Myślę, że twój dżin dość nieumyślnie, albo i umyślnie, to w końcu dżin, zmienił cię w pewien nowy rodzaj żywiołaka. Żywiołaka ciemności, mroku czy jakkolwiek masz ochotę to nazywać. Ale w pełniejszej formie, bo przykładowo takie uosobienie ognia może wejść do wody i nie zginąć – powiedział bardzo szybko. – Zostają inne opcje. Tylko jeszcze ich nie obmyśliłem – dodał, wzruszając ramionami.
Za dobry kamuflaż? Ach, jak to pięknie połechtało i tak dość rozpieszczoną dumę demona! Taki miał zamiar przecież, żeby nikt nie dostrzegł w nim nie tylko Belzebuba, ale ogólnie nieśmiertelnego. Znowu wyszczerzył ostre kły w uśmiechu, ale tym razem bardzo zadowolonym. Ale skromnie, bo jakżeby inaczej, machnął od niechcenia ręką, jakby to było takie jedno i wielkie nic. Że niby wcale nie takie trudne i w ogóle. Ha, jasne.
- Jesteś nader uprzejmy –
stwierdził i skłonił się płytko, przyciskając dłoń do piersi w okolicy serca. – Władca Much, Wielki Książę Piekła i Strażnik Bramy Piekielnej Belzebub – przedstawił się gładko i podniósł głowę, badając reakcję, dopiero później się prostując powolutku. – W nieodpowiednich miejscach wolę pozostać anonimowy. Tutaj nie ma takiej potrzeby.
Przyglądał się z wciąż niegasnącą ciekawością i błyskiem w oczach, które rozbłysły z jeszcze większą fascynacją, gdy czarna skorupa pękła na twarzy Ryu. Pardon, na połowie, ale jednak! Może i gdzieś wewnątrz nieco zawiodło go to szybkie przystosowanie się, ale z drugiej strony… tak było łatwiej. Lepiej. Wolał, żeby cienisty chłopiec się do tego przyzwyczaił, więc żadnego rozczarowania tak szybką adaptacją po sobie nie pokazał.
- Ciekawa sztuczka. Planowana? –
spytał, dość bezczelnie dotykając tej czarnej otoczki, która została jeszcze na drugiej połowie jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pon Lip 21, 2014 3:20 pm

Droga dedukcji Belzebuba zachwycała bardziej anorektyka niż jego niecodzienny, upiorny wygląd. Upiorny w sensie demoniczny, bez obrazy. Nieprzeciętny umysł musiał stać za tym wszystkim. Zdołał tylko wyszeptać słówko podziwu:
-Niesamowite...
Znał dżina, który ożywił na noweo Japończyka, i znał jego dokładne imię! Alvaro, w rzeczy samej! Może Krwistooki znał Twórcę bardziej niż ze słyszenia? Może powiedziałby, gdzie go szukać? Nie był w biurze dżina, gdyż nie miał prawa wstępu, a korciło go podejrzeć chociaż przez dziurkę od klucza co porabia za biurkiem. Albo przyjść i po prostu być jego cieniem.
Inna sprawa, że właśnie nad rasą zastanawiał się Czarnowłosy, który wyłożył kawał dobrej lektury o żywiołakach chłopcu z czułkami. Słuchał go uważnie, i nawet przytaknął mu solidnym skinieniem głowy nad trafnym określeniem jego bytu. Ale pomimo to czegoś mu brakowało, samemu Władcy Much takie wrażenie pozostało.
-Hai, żywiołak cienia zgadzałby się z opisem. Tylko, że...
Urwał, nie chciał wprowadzać w nadmierną zadumę Rogatego jegomościa. Chodziło mu po głowie takie jedno zdanie, które szeptem wypowiadały czarne zakamarki biura w fabryce: "Twoją matką jest Ciemność, a ojcem Mrok". Tak jak zauważył stary Jack, Ryu nie może mieć styczności z nawet odrobiną światła. Może jest kimś więcej? Nawet jeśli, nie zaprzątał tym ani swojej, ani Arcydemona głowy. Zaczynał coraz bardziej przypominać zabawkę w rękach Belzebuba, a może od początku tak było? Naiwność ma swoje konsekwencje, ale tutaj nie były do cna złe. Wręcz przeciwnie - nie musiał się wałęsać samotnie po ulicach tonących w czerni, tylko ukradkiem zaglądać do czyjegoś życiorysu. Nawet jeśli od tej chwili bliższa znajomość ze starym Jackiem będzie zdystansowana przez przywileje Skrzydlatego, to i tak było warto spróbować.
A skoro o przywilejach mowa, samo wymienianie miana zabrało kilka sekund, ażeby dodać do tego elegancję i szlacheckość. Chłopak z antenkami na głowie dołował się jeszcze bardziej - za Chiny Ludowe nie zgadłby, że rozmawia z taką osobistością. Może i nie bał się Czarnowłosego, aczkolwiek na nowo powróciła nieśmiałość i tego typu skrępowanie. Mógł mieć setki, a nawet tysiące lat, a nie jak Ryu, ot... jeden tydzień. Próbował mimo wszystko wyjść na przeciw wyzwaniu i obrócić nieco w pozytywną stronę ów sytuację.
-Uhm, sporo masz tytułów... -podrapał się w tyle głowy i spróbował zapamiętać wszystkie miana Belzebuba- ...czyli Benjamin Sante to przykrywka? Już sam nie wiem jak się do Ciebie zwracać... może być Jack?
Pokazał rząd, w przeciwieństwie do kompana, prostych jak te u konia zębów intensywniej drapiąc się po czuprynie. Aż antenki uniosły się wysoko do góry, by nie przeszkadzały w tej czynności. Też miał tupet, by tak zagadać do Księcia... zreflektował się po którymś przejechaniu dłonią po krótkich włosach. Westchnął cicho, i wtedy zaczął się najdziwniejszy, mało przyjemny akt ich spotkania. Padło nieplanowane, ale niezręczne, bo stawiające zdolności Ryu na próbę, pytanie. Krępowało go ono co prawda mniej niż późniejsze gesty, lecz entuzjazm przycichł. Zwłaszcza, gdy słowa Ryu nie wystarczyły, bo sam wolał mieć namacalne dowody.
-Niezupełnie...
Odwrócił wzrok na bok, kiedy badał go organoleptycznie i starannie Książę Piekieł. Aż tak swojsko się nie czuł, gdy nawet zakumplowany (o ile chociaż ta relacja jest autentyczna) towarzysz aż tak dokładnie mu się przyglądał. Jego czerwone ślepia świdrowały anorektyka na wylot. Arystokratom więcej przystoi niż prostemu ludowi, ale Ryu nie był przyzwyczajony do bliskości. Jego rodzice wysłali go do Londynu w nastoletnim wieku, a nawet w Japonii nie okazywali tyle uczuć ile w normalnych domach. Nie był nauczony bezinteresownego dotyku - lekarz to tak, ponieważ mógł sprawdzać kondycje kończyn lub czy nie występują inne objawy. Przyparty do ściany zmrużył lekko powieki i nie odzywał się jakiś czas. Miał przed sobą kogoś, komu usługiwano, kogoś z wysokim statusem społecznym. Jakim cudem poświęcał mu aż tyle uwagi? No tak... nie znał wcześniej żywiołaka cienia, tak jak Ryu nie zna do dziś większości ras. Zmarszczył lekko brwi, żeby się skupić, a wtedy odsłonięta połowa twarzy okryła się ponownie czarnym nalotem. To już było zaplanowane. Mimo przybrania swego rodzaju maski, czarne odłamki wielkości główki od szpilki przywarły do palca Belzebuba, gdyż namagnesowały się podczas badania Cieniołaka.
Strapienie pojawiło się na obliczu młodzieńca, ponieważ nie zdawał sobie sprawy z tego czym jest Piekło. Czy to miasto, kraj, kontynent przemilczany w wielu mediach? Jak już ktoś wspominał w telewizji, to tylko w złych kontekstach. Tak to jest być niedostosowanym do obu światów: ludzkiego i nieśmiertelnego. Nie chciał obrazić rozmówcy, wszak miał do czynienia z samym Księciem!
-Nie gniewaj się proszę o pytanie, które muszę zadać... -zaczął w miarę gładko, lecz potknął się przy sednu sprawy- ...Co to jest Piekło?
Zapytał ostrożnie kierując wzrok na Strażnika Wrót Piekielnych nie wiedząc jaka będzie jego reakcja. Mimo wszystko chciał wiedzieć czym lub kim rządził Władca Much, prócz domyślnie przypisanych much. Tu pewnie chodziło o metaforę, aczkolwiek przeźroczyste skrzydła mogły faktycznie podkreślać jego stanowisko bardziej dosadnie niż przypuszczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sro Lip 23, 2014 12:58 pm

- Tylko trochę - stwierdził z wciąż udawaną skromnością.
Znał dżina, fakt, ale znał go w zasadzie tylko jednostronnie. Na dobrą sprawę musiał znać absolutnie każdego pracownika Kolebki, a przynajmniej tych nieco więcej znaczących. A Alvaro był archiwistą w końcu. To zobowiązywało, aby znalazł się na liście podsłuchów i obserwacji. Ot, taka drobna kwestia bezpieczeństwa i zawsze dzięki temu można było wyciągać mniej lub bardziej przydatne informacje.
Tylko że co? Demon spojrzał na Ryu z uprzejmym zainteresowaniem, czekając, aż chłopiec dokończy swoją myśl. Z tą drobną różnicą, że najwyraźniej wcale nie zamierzał jej kończyć. Och, czemu? Co takiego mogłoby odróżniać cienistego chłopca od żywiołaka ciemności? Rzecz jasna, już nie mówiąc o tym drobnym szczególe, że absolutnie nie mógł mieć styczności ze światłem, bo groziło mu to… no cóż, destrukcją. Belzebub był po prostu ciekaw, nie traktował przecież Jamesa przedmiotowo… a przynajmniej nie aż tak bardzo, by było to wyraźnie odczuwane. Był demonem starszym niż świat, ale nawet ktoś taki czasami potrzebował towarzystwa kogoś niepowiązanego z tym całym kurewskim burdelem Lucyfera.
- Tylko że? – zapytał, gdy ostatecznie końca tego zdania się nie doczekał. To postanowił, że sam się o nie upomni! Przecież mógł zawsze jakoś pomóc, gdyby miał jakiś większy wgląd na sytuację, to mógłby dalej kopać i szukać informacji u innych źródeł, czy istniały wcześniej już takie przypadki, a jeśli tak, to w jaki sposób i dlaczego.
Może i Władca Much należał do tych… dosyć wiekowych demonów, ale to wcale nie przeszkadzało mu w zachowywaniu się po szczeniacku nawet. O ile miał ochotę. Trochę nie udało mu się zgorzknieć w ciągu całego swojego życia, bo uznawał, że jeśli tylko tak się stanie, to wszystko nagle będzie nudne i monotonne. A on lubił się bawić! Tak ogólnie! I śmiać, i biegać tam i z powrotem, i wiedzieć wszystko, i popijać beztrosko wino, i niczym się nie przejmować! Niemniej… tytuł do czegoś niby tam zobowiązywał. Niby. Bo demon wcale nie chciał, aby Ryu nagle zaczął się przy nim krępować, czy jeszcze mamrotać do niego „Wasza Piekielna Mość” czy jeszcze inny szajs, który potrafiły wymyślać podrzędne demony, które stanęły przed obliczem kogoś takiego.
- Owszem. Przykrywka, jedna z tożsamości, którymi czasami posługuję się na Ziemi –
odpowiedział zgodnie z prawdą nawet. Polubił tego chłopca! Nie tylko czuł się zaintrygowany jego pochodzeniem i rasą, ale tak ogólnie polubił! – Jack? – zapytał z lekkim zdziwieniem, a już parę sekund później parsknął śmiechem. A to ci dopiero! Naprawdę właśnie tego miana chciał używać? A niech będzie! Jasne, czemu nie! Demon zasłonił usta dłonią, wciąż śmiejąc się cicho pod nosem. – A pewnie, niech będzie, James!
Arystokrata, czy nie arystokrata, Belzebubowi wcale by nie przeszkadzało, gdyby Ryu powiedział dosadnie, żeby nie patrzył na niego jak na eksponat w muzeum czy obiekt testowy. Ba, nawet byłby z czegoś takiego zadowolony! Lubił bezczelność w granicach dobrego smaku, gdy nowi znajomi nie dawali wejść sobie na głowę tak całkiem i w pewnym momencie potrafili powiedzieć „a weź się trochę odpierdol” czy coś w ten deseń. Ot, przyjaciel w końcu nie powinien przejmować się pozycją społeczną swojego druha, tylko pieprznąć w łeb, gdy tylko się zapędzał.
Uniósł brwi, gdy Ryu znowu się w tej masce schował. Nieplanowane… czyli czasami nie panował jeszcze nad swoją mocą, a to niedobrze, poważnie! A gdyby wymknęło się toto spod kontroli? Mogło być niebezpieczne nie tylko dla samego użytkownika, ale i całej reszty miasta. A przynajmniej, powiedzmy szczerze, okolicy.
- Hm… - zamruczał pod nosem, gdy te czarne szpileczki przywarły do jego palca. Lgnęły do ciepła? Elektryzowały się? Jak to działało? – To niedobrze, że nieplanowane – stwierdził po chwili i zmarszczył brwi, cofając dłoń. Wyprostował się i potarł palcami podbródek. Skrzydła nagle, jak na puszczonym wstecz filmie, zapadły się w plecy demona, tak samo jak i nakrapiane złotem rogi. Nawet czerwone ślepia przestały razić krwistą czerwienią i znów stały się ciemne jak noc. – Mogłoby wymknąć ci się to z rąk, James, zrobić krzywdę by ci mogło, synku – dodał po krótkiej chwili, znowu tym swoim rosyjsko-europejskim angielskim. I Na dodatek powiedział to z takim lekkim zmartwieniem w głosie i pokręcił powolutku głową. Może i był demonem, czymś poniekąd niby to bezwzględnie złym, ale i on potrafił kogoś czasami polubić! Zwłaszcza kogoś, kto nawet nie wiedział, czym jest Piekło – bo gdy Ryu zadał to pytanie, Belzebub zesztywniał na chwilę, patrząc na chłopca z wielkim niezrozumieniem.
Co to jest Piekło?
- Jesteś ateistą? –
zapytał, zamiast tego. Jeśli tak, to tym lepiej! POWAŻNIE! Jeśli cienisty chłopiec niczego nie widział o tym wszystkim, o tym całym burdelu i w ogóle… Szczęśliwy jest ten, który o tym wszystkim nie wie! – Cóż, są aniołki i demony. Niebo to dom i ojczyzna aniołów, a Piekło to dom demonów. W troszeczkę innym wymiarze, że tak to ujmę – wzruszył ramionami. Ot, cała filozofia i chyba najkrótsze wyjaśnienie, czym w zasadzie to całe Piekło jest!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Lip 26, 2014 6:50 pm

Dziwna była ta skromność Belzebuba. Nie, że nieszczera, ale pojawiała się zbyt często jak na kogoś o takim statusie społecznym. Mogły to też być także dobre maniery albo nie lubił się przechwalać. Aż tak dobrze nie znał Księcia. Polubili się nawzajem, uzupełniali się o nowe ciekawostki czy w przypadku chłopca - wręcz nowe rozdziały w jego życiorysie. Powolutku, bez pośpiechu, pióro egzystencji opisywało krok po kroku przebieg ich dyskusji, wymianę poglądów, gestów, zachowań. Aż czuł na sobie nowo powstałe szlaczki w dotąd mało zapisanych stronach księgi jego życia.
Ah ten Belzebub! Korcił i wiercił, i korcił, i wiercił oczyma, aż w końcu dobitniej rzucił pytanko będące podsumowaniem starań o wydobycie jak najwięcej informacji o młodzieńcu. W końcu uległ.
-Uhm... jakby to ująć... -na chwilę oderwał wzrok od rozmówcy i rozejrzał się ponownie po mrocznych zakątkach, może szukając natchnienia czy podpowiedzi; w końcu odezwał się z krótkiego milczenia, nieco się wahając przy wyjawieniu swoich refleksji- Ciemne otoczenie przemawia do mnie w każdej chwili, ale rozumiem tylko niektóre sygnały. Na przykład przed momentem powiedziało mi, że: "Twoją matką jest Ciemność, a ojcem Mrok". Nie wiem do końca czy tak jest... mogłem po prostu zwariować.
Uśmiechnął się lekko mrużąc oczy i w swoim zwyczaju drapał się w tyle głowy. Nie, nie miał wesz! Taki odruch, taki tik nerwowy, albo odznaka nieśmiałości na temat bzdur jakie mógłby wygadywać. A wszystko dlatego, by zaspokoić ciekawość towarzysza. Sam był osobą, która interesowała się wieloma zagadnieniami i nie lubiła zostawać bez wyjaśnień sama ze sobą, ponieważ nadinterpretacje nie są wiarygodne. Chciał z niego zdjąć też ciężar wszelkich podejrzeń, że mógłby mu zrobić krzywdę (przynajmniej celową), więc spoufalił się ze Strażnikiem Bram Piekielnych. Chociaż jednostronnie, tak na dobrą sprawę samotność dodawała mu energii w towarzystwie, gdyż już dość miał samego siebie dzień po dniu. A teraz łączył przyjemne z pożytecznym, gdyż dowiedział się więcej o rozmówcy. Posiadając przykrywkę w takiej doskonałej postaci jaką przybrał przy ich pierwszym spotkaniu nie było szans, aby ludzkie oko (czy jak widać nieśmiertelne także) mogło go wykryć. Zachowywał się też tak, jakby ćwiczył, albo niemal zżył się z osobą pijaka jakby nim był na co dzień. Bardzo sprytnie, ale musiał Belzebub jakoś się kamuflować, gdyż w normalnej postaci wyglądał zbyt przystojnie, i gdyby nie kolor skóry, włosów i oczu mógłby rzecz, że urodę miał anielską. Oj tam, Ryu coś słyszał o Aniołach, ale bardziej pod kontekstem "perfekcji", czy to wygląd czy talent.
W dodatku Książę rozbawił się tym jakie miano spodobało się chudemu Jamesowi. Eh, trudno będzie mu się przestawić, iż miał do czynienia z arystokratą, ale z drugiej strony... nawet nie do końca wiedział jak powinien się zachowywać. Toteż... był sobą. Najwyżej dostanie jedne lub drugie i kolejne ostrzeżenie. Wszyscy uczą się na swoich błędach. Jednak co wtedy, gdy te błędy wynikają z nieumiejętności kontrolowania nad sobą? Od razu przejął się tym Jack, aż zrobiło mu się wstyd, że zdradził swoje braki. Od początku ich znajomości postawił na szczerość, tylko niekiedy nie dopowiadał, lecz nie w celu oszukania, co utajenia. Ale o tym, że nie kontrolował mocy jakoś nie omieszkał opowiedzieć. Może dzięki intuicji? A może widział we Władcy Demonów kogoś na wzór mentora? Albo chociażby weekendowego nauczyciela, u którego bierze korepetycje? Tylko pytanie: za jaką cenę podjąłby się nauczania (o ile by zechciał) chudzielca z czarnego kąta? Jeszcze jak Belzebub wróci do swojego wymiaru Piekła (ha! Teraz już wie co to jest Piekło i Niebo - dwa konkurujące ze sobą wymiary, przecudnie!), to Ryu nie był demonem, by w nim zamieszkać. Poza tym Czarnowłosy przystojniak mógł mieć jakiś interes w Londynie, na pewno nie po to się zjawił, by reformować czy uczyć Cieniołaka. I czy w ogóle może? Nie, że wątpił w jego zdolności, lecz czy Ciemność pogodzi się z takim nauczycielem? Wiele pytań zostanie bez odpowiedzi, bo nawet ciekawość trzeba czasem powstrzymać - anorektyk był nader ostrożny w takich drażliwych kwestiach.
Coraz mocniej czuł na sobie oddech rozłąki. Takie przeczucie, iż Belzebub za dużo czasu stracił na jednego chłopca. Młodzieniec nie zapomni ani jego, ani tego spotkania. W głowie wciąż rozbrzmiewała mu muzyka, jaką niegdyś bezdomny poczęstował Ryu, i która też towarzyszyła w wypowiadaniu tych słów:
-Słyszałem takie powiedzenie, że w Piekle mieszka dużo ateistów. Jeśli to prawda... mógłbym Cię odwiedzać.
Ponownie się uśmiechnął, ale tym razem szczupłe ręce trzymał wzdłuż ciała, tylko palce nieco nerwowo ściskały cienisty fragment ubrania. Posmakował zbyt długo nowej relacji, ponieważ trudniej mu będzie wrócić do samotności. Powinien był się już przyzwyczaić do tego będąc chorym w łóżku, ale zwiastun nowego życia rzuciło zbyt wiele nadziei na zmianę stanu rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pon Lip 28, 2014 6:59 pm

Ot, Belzebub po prostu uważał, że nie ma świecie niczego lepszego, niż bycie niedocenianym. Poważnie! Wielu zapewne by go wyśmiało, albo i nawet popukało się beztrosko w czoło na takie stwierdzenia. Ale on już swoje wiedział. Wolał po stokroć być uważany za niedołęgę – w co wierzyło naprawdę wiele demonów w Piekle. Inne istoty też się na to nabierały, nawiasem mówiąc – i w odpowiednim czasie pokazać to, na co stać go w rzeczywistości, niż by inni wyolbrzymiali jego zdolności i zasługi. Jakoś za przykrywką salonowego pieska na dworze Lucyfera, który boi się pobrudzić krwią łatwiej było się chować. Wtedy wszyscy chętniej z nim rozmawiali, żywiąc przekonanie, że wyjawianie mu jakichkolwiek informacji nie może im zaszkodzić za bardzo. Cóż, życie!
- Hm… - delikatnie przekrzywił głowę i oparł palec wskazujący o swoją dolną wargę. A to ci dopiero. – To brzmi bardziej jak zagadka. Nie mam pojęcia, co znaczy, cóż… - mruknął z niezadowoleniem tonem Księcia Piekieł Belzebuba. – Niby wydaje się oczywiste, że wobec tego wszystkiego jesteś kimś w rodzaju syna ciemności, może nawet jej prawdziwą personifikacją. Ale pewności – wzruszył ramionami – niestety nie ma. Pozostają niezdrowe domysły, a póki co możesz się cieszyć swoją oryginalnością – dodał dobitnie na koniec i znowu uśmiechnął się szeroko.
I znowu wrócił do bycia Jackiem-Benjaminem, pijakiem. Przygarbił się, skóra mu dziwnie poszarzała i na pewno nie czuć było tej niemalże promieniującej z jego ciała dumy. Teraz nie wyglądał jak upadły anioł z idealnymi rysami twarzy i wspaniałą aparycją… ot, pijak, który mógłby i wyglądać jak naprawdę przystojny mężczyzna, gdyby tylko się postarał. No i demon wcale nie chciał być traktowany jak arystokrata. Nie był nawet za bardzo do tego przyzwyczajony, nawet jeśli pozycja społeczna w Kręgach pozwalała mu na wywyższanie się i zadzierania nosa ponad czubek własnej głowy. Nie czuł się wtedy dość swobodnie. Chociaż w jego wypadku można przez większość czasu mówić tylko i wyłącznie o grze aktorskiej oraz udawanych przekonaniach czy poglądach. Nie lubił się po prostu odsłaniać za bardzo.
Ale teraz, kiedy stał sobie tak po prostu z tym mrocznym – dosłownie! – chłopcem z ciemnego kąta, naprawdę nie miał zbyt dużych problemów ze zrzuceniem zwyczajowej maski i pokazaniem swojej prawdziwej twarzy. Naprawdę! Po prostu go polubił i w tym wszystkim nie chodziło aż tak całkiem o tę ciekawość. No dobrze, już nie. Na samym początku Belzebub miał cel: dowiedzieć się i zniknąć. Teraz troszeczkę inaczej to wyglądało i nie miał niczego przeciwko, by porozmawiać z Ryu dłużej. I tak się nigdzie nie śpieszył. Ariel nie imał dla niego czasu.
Jack westchnął głośno i ot, najzwyczajniej w świecie usiadł sobie na podłodze, po turecku, czym chyba zniwelował ten cały oddech rozłąki, który już wyczuwał Ryu. On, jak na razie, nigdzie się nie wybierał.
- Byłeś już w Piekle – stwierdził i wzruszył ramionami. – Kiedy przenosiłem cię z tego skweru tutaj, to poszliśmy na skróty, przez Piekło. Dokładniej przez mój dom, bo jest najbezpieczniejszy – odpowiedział beztrosko. Porzucił już sposób mówienia Benjamina, niemniej wygląd sobie zostawił. Nie przepadał za paradowaniem z tymi rogami i skrzydłami i ślepiami żarzącymi się czerwienią. Nieszczególnie zachęcały do rozmowy. – Jako strażnik Bramy mam nad nią pewną kontrolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Nie Sie 03, 2014 11:19 am

-Trudno być oryginalnym na Twoim tle, Jack -uśmiechnął się, nawet lekko zachichotał i zaczął wyliczać na palcach- Mając pewnie masę podwładnych, piękne skrzydła, potężne rogi, wspaniały śpiew, pełnisz ważne funkcje w piekielnym wymiarze, i jestem w stu procentach pewny, że to nie wszystko na co Cię stać wolisz być ot... prostym pijaczyną. Z butelką własnego bimbru w siateczce, hihihi.
Tak się rozweselił, że entuzjazm młodzieńca mógł się udzielić każdemu ponurakowi. Nie wiedział z jakich konkretnie przyczyn Czerwonooki decydował się na zmianę image'u właśnie w bezdomnego, kiedy tak naprawdę jest Księciem z górnej półki. I to nie tylko z nazwy - teraz zachowywał się po szlachecku mając jednocześnie oblicze żebraka. Zabawnie to wszystko komponowało ze sobą. Do tego stopnia, że chciał podzielić się częścią swoich umiejętności, by wspólny pobyt był nieco lepszy niż twarde deski pod tyłkiem. Sprawił, że z mroku wyłoniły się dwie, identyczne poduszki, koloru czarnego nieba (chyba to nie powinno nikogo dziwić dlaczego taka barwa), a następnie podsunął przyjacielowi pod siedzenie, by miał wygodniej. Swoją trzymał jeszcze w ręce, ale gdy tylko usłyszał, że...
-N-naprawdę?! -aż zrobił jeden, bezszelestny suseł bliżej Księcia i przykucnął tuż przed nim mrugając parokroć oczyma ze zdumienia- Byłem w Piekle, ba - w Twoim domu! I-i nie obudziłeś mnie?! Oh, tam to pewnie działy się cuda nie widy!
Szczerze zdziwił się, że przez chwilę znajdował się w innym wymiarze, i nawet nic nie wyczuł! I co z tego, że był zlany w trupa po jednej butelce! Takie rzeczy nie powinny zaburzać koncepcji w przechodzeniu z innego świata do drugiego... chyba. Tak czy inaczej - kiedyś chętnie już na trzeźwo ocenić Piekło, bo spod zamkniętych powiek to ciężka sztuka.
Trochę głupio mu się zrobiło, że umknął mu fakt o innej, pełnionej funkcji przez Belzebuba. Zapracowany typ, to trzeba przyznać. A mimo wszystko znalazł czas i zabawia, zdumiewa, oczarowuje Ryu a to swoją osobą, a to nowinkami, o których filozofom się nie śniło! Musiał natychmiast przeprosić, bo to przecież nie wypada nic nie skomentować takiej wtopy!
-Ah no tak, mówiłeś przecież o tym, że Nim jesteś, gomenasai -lekko spuścił antenki po sobie, jakby został skarcony i skierował wzrok na podłogę- Uhm...
Westchnął cicho, kiedy przyszedł mu do głowy pewien sygnał, aż podniósł od razu głowę i przekręcił ją widząc jak czarne odłamki, które "namagnesowały się" na palcu Belzebuba, rozrosły się i objęły we swoim władaniu dwa palce towarzysza. Bielma od razu stały się czerwone, i jakby na kilka sekund był kimś innym, ponieważ dość bezczelnie pochwycił zainfekowaną rękę Strażnika i ściągnął z niej czarne odłamki. Ów drobinki wniknęły w ciało chłopca o obojętnym wyrazie twarzy, który w ten sposób "podjadł sobie". W źrenicach wtedy też nie było blasku, ale wszystko wróciło do normy, gdy Ryu usiadł na poduszce z cienia, którą wcześniej wykonał dla kompana i dla siebie. Od razu przysunął dłoń do skroni i zmrużył oczy. Czuł się dość zmęczony, a przecież wielkich rzeczy nie dokonał. Nie wiedział co się przed chwilą stało, że tak nagle opadł z sił. Tłumaczył sobie to na prędko, że być może limit sztuczek na dzisiaj się wyczerpał i powinien się przespać, albo że w sumie dzisiaj nie zjadł za wiele - tylko wypił cień butelki od Belzebuba i przegryzł cień nadgniłego jabłka gdzieś przy kontenerach w ciemnym zaułku. Nie mógł wziąć cienia ze stale rosnących owoców na jabłoni, gdyż te które spotykał otoczone zewsząd były promieniami słonecznymi, poza tym ktoś z czujniejszych śmiertelnych zauważyłby brak cienia, a to mogłoby przykuć niepotrzebnie uwagę na tajne zgromadzenie Nieśmiertelnych we świecie Kolebki.
Miał trochę nietęgi wyraz twarzy. Przydałby się sen, ale z drugiej strony nie chciał po obudzeniu się zobaczyć, że jest sam. Pomasował sobie palcami skroń i ponownie spojrzał na Kruczowłosego.
-Przepraszam, na czym skończyliśmy? -wyprostował się w kręgosłupie dalej siedząc na poduszce próbując sobie przypomnieć niedokończony temat- Ah. Jakbyś wybierał się do Piekła w najbliższym czasie, to daj znać, dobrze Jack? Chętnie je poznam.
Niestety wygoda związana ze siedziskiem rozmywała się wraz z rosnącym zmęczeniem anorektyka. Jak miałby z kimś poznawać świat lub inne wymiary, skoro tak szybko męczy się i opada z sił? Powinien poćwiczyć wytrzymałość, dlatego uparł się, że nie pójdzie spać, tylko przygotuje organizm do dłuższej aktywności. Poprzedni styl życia pozwalał mu na długi sen, bo niósł ulgę w cierpieniu, ale teraz wadził. W towarzystwie nie wypada spać.
-Możesz mi opowiedzieć coś o Benjaminie? Mam wrażenie, że to ktoś więcej niż przykrywka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sro Sie 20, 2014 7:27 pm

Parsknął krótkim nieco ponurym śmiechem.
- Nie jestem oryginałem, James –
oznajmił jakby rozczarowanym tonem, który i tak zaraz porzucił, by uśmiechnąć się szeroko. – Tylko kawałkiem sukinsyna z piekła rodem, mój drogi. Bycie pijaczyną to kłamstwo, funkcja w Piekle to fikcja, bo liczą się tylko wpływy i znajomości, respekt i pieniądze – przekrzywił głowę, wciąż szczerząc przyjaźnie kły. – Jestem kłamcą, James, a nie oryginałem. Unikatem jesteś ty, bo póki żyję, to nie widziałem kogoś takiego. A to, no wiesz, spory kawał czasu jednak jest.
Belzebub nie chciał, żeby Ryu miał go za kogoś, kim właściwie nie jest. Bo, no cóż, powiedział ter prawdę. Był prawdziwym oszustem, ktoś mniej uzdolniony w kwestii przeinaczania prawdy mógłby mylić rzeczywistość z fikcją. Wszystkie jego kłamstewka można by spisać w wielu woluminach o całkiem niespotykanej grubości. Demon sam nie był pewien, czemu mówi o tym swojemu cienistemu chłopcu. Polubił Jacka – niby prostego, choć wykształconego pijaka – to czemu miałby nie polubić księcia oszustów i samego Piekła? Zwłaszcza że przecież przyznał się do swojej całkiem nieźle szemranej natury! To raczej było całkiem niespotykane.
Roześmiał się serdecznie. Tak bardzo podobała mu się wizja samego siebie w Piekle? W sumie… o ile było się gościem wyższego demona, to wizyta powinna być całkiem przyjemna.
- Trafi się następna okazja –
rzucił ze śmiechem i beztrosko uniósł jedną dłoń w górę, by pstryknąć Jamesa w czoło. – I jakie tam cuda? Dom jak dom. Mam kanapę, telewizor, krzesła i stół. I masę gratów. – Niby wiedział, że Piekło dla kogoś nieprzyzwyczajonego może się wydawać niezwykłe. Ale Kręgi! A nie rezydencja jakiegoś demona. – Lubię swoje graty – dodał po krótkiej chwili. – Chociaż powinienem je wyrzucić, ale mniejsza z tym. Ryu, skarbie, módl się lepiej, żebyś nigdy nie musiał oglądać tych cudów z bliska i na własnej skórze.
No cóż, przechodzenie z Ziemi do Piekła nie różniło się za bardzo od przejścia przez dziurę w ścianie. Nawet jeśli występowały jakieś zawirowania czasowe, to nie dało się tego odczuć na własnej skórze. Tak po prostu… już było i już. A Piekło miało tylko trochę gorętszy i jakby mniej przyjazny klimat.
Władca Much wzruszył tylko ramionami. Co tam mu po tytułach?
- Wszyscy wiecznie o tym zapominają, dopóki coś się nie spieprzy –
odparł lekko. Tak już było. Zazwyczaj ludzie zauważają cudzą pracę dopiero wtedy, kiedy coś już się zepsuje i zarzucają mu wówczas niedbałość. – To nie ma nawet o czym mówić. Jako Wielki Pan Belzebub jestem w stanie wybaczyć ci tę ujmę na mym honorze – dodał jeszcze oficjalnie, chociaż rozbawione szczerzenie się raczej nieco odjęło majestatu tym słowom.
Nie zwrócił uwagi na te czarne odłamki, który rozprzestrzeniły się z opuszki na całe dwa palce. Dopiero wtedy, gdy Ryu złapał jego dłoń, a dziwne czarnidło wchłonęło się w jego ciało. Kątem oka dojrzał też ten czerwony błysk. O, proszę. Zamierzony efekt, czy znowu zadziałał po prostu całkowicie instynktownie, zabierając sobie część swojej… hm… powiedzmy mocy z powrotem? Belzebub przyglądał się chłopcu – bo dla niego mały James wciąż był tylko chłopcem – z nieukrywanym nawet trochę zainteresowaniem. Uznał, że ma prawo, no cholera, jest jednym z generałów Piekła i tak dalej, może przecież przez wzgląd na to, pozwolić sobie na odrobinę bezczelności. Nawet kiedy obiekt jego fascynacji usiadł obok, to demon wciąż patrzył na niego otwarcie. Jakby zaraz miał wyjąć królika z rękawa albo wyczarować znikąd śliczne stadko białych gołębi.
- Rzecz jasna. Ale teraz bywam tam sporadycznie, bawię się na Ziemi. Muszę się jeszcze z kimś zobaczyć, zanim tam wrócę, bo wiesz, trochę nie powinienem, a Lucjan pewnie urwałby mi łeb, ale… wyglądasz na potwornie zmęczonego, synku –
wyrzucił, ganiąc się w myślach za zbyt długi jęzor. Pewnie. Taki z niego szpieg i niby ktoś, kto ma więcej tajemnic niż wszechświat, a ilekroć tylko poczuje się swobodnie, to zaczyna gadać absolutnie wszystko, co tylko mu ślina na język przyniesie. Jeszcze tego by brakowało, żeby zaczął rozpowiadać na prawo i lewo o Arielu. Pięknie, Belzebubie, świetnie. Ale właśnie dlatego spróbował tak sprytnie zmienić temat! Poza tym, to była prawda, że Ryu wyglądał na zmęczonego.
- Benjamin to ja – uśmiechnął się. – Dokładnie tak sobie wyobrażam siebie jako człowieka. Niespełnionego i porzuconego przez cały świat, który dążąc za ideą utracił absolutnie wszystko, miłość, rodzinę i przyjaciół. Cóż, to taki mój osobisty żarcik, upadek Bena jest wygnaniem Lucyfera i jego świty z Nieba. Ja, tak jak i on, podczas kreowania tego wizerunku po raz pierwszy nie miałem żadnej z tych rzeczy. No i… hm… Ben podążał ślepo za karierą muzyka. Prawie mu się udało, ale zaczął pić zbyt dużo, spóźniał się na występy, próby, a na dodatek obrzygał przypadkiem niedoszłego sponsora. To został wyrzucony na bruk z niczym, bo trzeba było pokryć koszty, a on wydawał wszystko. Dopiero po tym nieco zmądrzał, ale było już zbyt późno – westchnął ciężko. – Poza tym, obaj lubimy udawać, że nie ma w nas niczego niezwykłego. Żeby prawda mogła zaskoczyć. Ale on nie jest kłamcą, w swoim udawaniu byłby całkiem uczciwy, nie chcąc po prostu dzielić się swoją przeszłością. Gdyby tylko istniał, oczywiście – zakończył i wyszczerzył się znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Czw Sie 21, 2014 8:23 pm

Oblał się lekkim rumieńcem podobnym do tego jak jest się pod wpływem procentów. Nie za bardzo znosił komplementy, a zwłaszcza poparte wymyślnymi słowami. Odchrząknął cicho chcąc się doprowadzić do ładu. Żeby spalać raka jak cnotka z luźno wypowiadanych frazesów...
-Niczego nie robi się bez przyczyny -skomentował po namyśle i patrząc się centralnie na Belzebuba- Ważne jest, aby robić to na tyle dobrze, by czyny przynosiły korzyści. Twoje kłamstewka sprawiły, że możemy poznać się lepiej. Gdybyś od samego początku pokazał prawdziwe oblicze... nie wiem czy wszystko potoczyłoby się tym samym torem. Może lepszym, może gorszym, lecz nie żałuję, że wpierw miałem przyjemność poznać Benjamina.
Uśmiechnął się szeroko wtórując kłom towarzysza. Tak przyjemnie mu się z nim rozmawiało, że chciałoby się debatować godzinami, dniami i nocami. Zanurzył się we znajomości po antenki, jakby zauroczył się w nieco za cwanym Księciu. W sensie nie miłośnie - nigdy takowego uczucia w sobie nie posiadał, lecz chciał spijać z jego ust każde, nawet oplecione niedopowiedzeniami słowa.
Jak tylko poczuł pstryknięcie na czole, to odrobinę cofnął głowę do tyłu. Nie znał tego zwyczaju i trochę zezował na draśnięte czoło. Brak czułości skierowanych w jego stronę w poprzednim życiu zdawało się dominować coraz częściej. Nie był taki pewny siebie, ale znów nie przestał ufać Belzebubowi.
-Tak tylko mówisz -naburmuszył się na pokaz zakładając nawet ręce na chudym jak szpilka torsie- mogły Ci te rzeczy po prostu... spowszechnieć.
Tak wahał mu się nastrój od wesołka do powagi czy skruchy, że możnaby go posądzać o to, że jest babą w ciąży. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie - przynajmniej według chłopca - i czasami za bardzo brał do siebie pewne gesty czy słowa. Brakowało mu obycia w szerszym towarzystwie, jednak powoli otwierał się. Odważył się wtedy podejść do pijaczyny mając obawy czy zostanie dostrzeżony, wciąż pragnął pozostać u boku Strażnika Bramy (musiał zapamiętać sobie ten tytuł, bo wydawał się być równie ważny - nawet jak użytkownik miana nieco zażartował z tego tematu). I brakowało mu przede wszystkim... żywotności. Już brało go na sen, a przy pustym żołądku organizm domagał się chociaż takiej formy oszczędzania akumulatorków. Nawet podjedzenie czarnidłem niewiele wskórało - powinien zjeść coś pożywniejszego, jak chociażby cień z frytek czy sałatki. Stąd chwilowe wyłączenie się, a uruchomienie instynktu przetrwania, który nie pociągnął na szczęście niechcianych konsekwencji. Trochę mniej kontaktował, toteż nie do końca zrozumiał wypowiedź o Lucyferze. Najwyraźniej było to widać po Jamesie, skoro Demon aż skomentował jego zachowanie urywając nietypową sentencję. Młodzieniec tylko niemrawo kiwnął głową nabierając mobilizacji do podjęcia walki ze sobą. Dlatego padło pytanie, na które zyskał zupełnie nieoczekiwaną odpowiedź. Sama treść przykuwała, dodając do tego gładki głos, miły uśmieszek raz czy drugi... przepis na obudzenie umarlaka gwarantowany.
-Interesujące... -powiedział na początku swojego komentarza- masz słuszność, by wyobrażać sobie osoby o pomniejszonych walorach od oryginału, lecz to niezwykłe, że wyznajesz tą zasadę. To wielce trudna postawa wymagająca krytycznego podejścia do siebie, ale za to można dostrzec prawdziwe zalety swojej egzystencji. Gdyby z miejsca zacząć siebie wywyższać ponad innych, boleśniejszy byłby upadek. A tak to można podnieść się na duchu, że mogło być gorzej... przynajmniej tak odebrałem Twój punkt widzenia.
W przeciwieństwie do Jacka nie uśmiechał się, ponieważ podejrzewał, że to mogła być prawdziwa spowiedź towarzysza. Nie chciał jej znieważyć w żaden sposób, wręcz był wdzięczny, iż miał do Ryu tyle zaufania, by mimo swoich funkcji odpowiedzieć na pytanie. Nie musiał, a zrobił to. Docenił ten fakt do tego stopnia, że aż sam chciałby się otworzyć. O ile wcześniej nie uśnie z totalnego zmęczenia. Poprawił siad na podłodze i utkwił półprzytomny wzrok na rozmówcy.
-Ben istnieje tak długo jak zechcesz. Jak długo tego sobie będziesz życzyć, ale jest nikim bez swojego Stwórcy... jest tylko postacią. Ja... ja... ja czuję się nikim bez Alvaro... błądzę po światach - tym rzeczywistym i tym w cieniu - i nie mogę się odnaleźć. Rozmowa z Tobą... przykuwa mnie do życia, nadaje treści, doświadczenia... nawet jeśli są okraszone grzeszkami - są moim wyznacznikiem po doczesności. Nie chcę wracać do pustki...
Objął rękami swoje szczupłe ramiona i opatulił się nimi jakby było mu zimno. Wykończenie organizmu spowodowany brakiem snu i głodówką przyspieszało utratę przytomności. Siłował się z sobą, by nie zostawiać tych słów mogących łechtać po wyrzutach sumienia Belzebuba (o ile takowe posiadał - nie rozumiał zbyt wiele o demonach) i skłaniać go do brania odpowiedzialności za młodzieńca. Nie powinien obarczać go swoją osobą w jakikolwiek sposób. Zwłaszcza, że miał mieć spotkanie z kimś, za kim Lucyfer (przełożony kompana) nie przepadał. Mógłby tylko wadzić, chociaż...
Wpadł mu do głowy pewien pomysł, kiedy akurat wodząc gorączkowym wzrokiem natknął się na własność Władcy Much, o którą tak na co dzień nie dba się, bo nie ma się narzędzi czy sposobności. A Ryu owszem.
-Czy mógłbym... -zapytał cichutko z klejącymi się oczyma- ...pospać w Twoim cieniu? Nie poczujesz się ciężki... nie będziesz musiał nic robić... a czułbym się bezpieczniej... proszę, Jack...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sie 22, 2014 9:11 am

Demon uśmiechnął się, gdy tylko posłyszał słowa Ryu. Ach, ileż to racji w nich było! I ten czort doskonale wiedział o tym wszystkim, a jakby i tego było mało, to stosował tę metodę już od… no cóż, od naprawdę wielu lat i to z jak pozytywnym skutkiem!
- Otóż to! – przytaknął zadowolony. Cienisty chłopiec zdecydowanie coraz bardziej mu się podobał. – Niemniej kłamstwo zostaje kłamstwem. Czy tu, czy gdziekolwiek indziej i nie jest postrzegane przez ogół społeczeństwa jako coś… dobrego. Ba, nawet się je tępi na każdym kroku, a szkoda. Nie każdy ma naturalny dar do przeinaczania prawdy według własnego widzimisię, ale czy jeśli już takim talentem zostanie człowiek obdarowany, to czemu miałby z niego nie korzystać? – przekrzywił głowę, udając, że szalenie frapuje go w tej chwili ta kwestia i stara się ten problem w głowie rozstrzygnąć. W końcu niby to zrezygnowany potrząsnął głową, mimo że wcale w tym całym zapobieganiu oszustom kłopotu nie widział. Przy takim systemie przetrwają najsilniejsi, najbardziej kreatywni i, nie ma co ukrywać, po prostu najlepsi. – Gdybyś spotkał Belzebuba zamiast Benjamina, ten pierwszy zachowałby dystans. Byłby ciekawy, ale nie poświęcałby czasu, bo w swojej skórze nigdy nie ma go zbyt wiele – zakończył nieco bezradnie i znowu szczerze.
Ha, łatwo mu było mówić, bo sam ukrywał wszystkie swoje oszustwa pod słodkimi słówkami – które tak bardzo urzekły Ryu – byleby zmącić wodę i zasłonić to, co czaiło się podstępnie na samym ich dnie, na tym drugim, gdzie nikt nie miał prawa zaglądać bez wiedzy i woli demona. Poza tym, Belzebub potrafił mówić. Lekko, swobodnie, że nawet najgorsze oszczerstwa i obrzydliwości potrafiły zabrzmieć w jego ustach równie słodko, co kwieciste zapewnienia o sympatii czy lojalności. I właśnie dlatego w Piekle nikt do końca mu nie ufał. Cóż, on sam uważał to za wielką słuszność.
Znowu się roześmiał głośno i z rozbawieniem, kiedy James spróbował zerknąć na swoje tak bestialsko potraktowane pstrykiem czoło. I jeszcze się cofnął! O ile dalej będzie chciał mieć styczność z tą niby to zapijaczoną łachudrą, musiałby się przyzwyczaić. Belzebub nigdy nie słynął z powściągliwości czy przestrzegania ogólnie przyjętych zasad moralnych. Nie pośród tych, których mógł w jakiś sposób nazwać przyjaciółmi. Nawet jeśli tych akurat zbyt wielu nie było.
- Przyznaję, że Piekło mogłoby urządzać wycieczki, ale tylko po Kręgach i tych rejonach, gdzie katuje się dusze. Z drugiej strony, wtedy by nam ich zabrakło i co wtedy? –
zmartwił się tym widocznie. Bał się chociażby myśleć, jaka rebelia i piekło rozpętałyby się w sercu Piekła, gdyby duszyczek grzeszników zabrakło. Piekło w Piekle. Powstrzymał chęć skrzywienia się na samą myśl o tym. – A to był tylko dom. I średniociekawy widok z okna na Pierwszy Krąg, nic ciekawego. Chyba że moje robaczki, to jest ciekawostka dopiero. Ważki wielkości kotów, przynoszą mi buty – oznajmił z szerokim uśmiechem. Podejrzewał jednak, że James ma po prostu rację. Dla niego takie miejsce mogło być niezwykłe, bo nigdy go nie miał okazji, aby go zobaczyć. A taki Belzebub? Dla niego to wszystko było całkowicie normalne, kompletna monotonia i naturalny stan rzeczy. Nie robiły na nim wrażenia żadne cuda, które można było czasami dostrzec, bo – no cóż – widział je przez tysiące lat. Każdego dnia to samo, do znudzenia.
On z kolei uważał Ziemię za całkiem interesujące miejsce. Tyle się tutaj działo! Wszystko było dynamiczne i pędziło cały czas do przodu. I ludzie, ach, ludzie, którzy żyli, jakby nigdy nie mieli umierać, a umierali, jakby nigdy tak naprawdę nie żyli. Czasami zostawiali po sobie jakiś nietrwały ślad, urywek wiedzy. Ale czym to było przy całości? Niemniej z chęcią zamieniłby się z Ryu na miejsca, nawet jeśli znaczyłoby to życie w cieniu. Z chęcią by na to wszystko popatrzył, to byłby pewnie niezły odpoczynek od bycia sobą. Bo nawet jako Benjamin musiał zajmować się i martwić całą masą innych rzeczy, które mogły pójść nie tak, gdyby nie zareagował na czas, albo nie miał na nie wpływu.
Nie zapytał.
Władca Much byłby gotów nawet odetchnąć z ulgą, ale nie okazał choćby i najmniejszej jej oznaki. Po co? Chłopiec był zmęczony, możliwe że nie zwróciłby nawet na to uwagi, ale lepiej losu nie kusić. Żałował trochę, że nowy znajomy jest już śpiący. Tym razem gdy tylko zaśnie, obudzi się sam i po Benjaminie Sante zostanie tylko wspomnienie i gitara. Tak przynajmniej zakładał. Zamierzał wprawdzie jeszcze z czasem odezwać się do niego, tak z czystej sympatii i chęci do rozmowy. Nie sądził, aby w tej chwili, tak krótko po przebudzeniu się do nowego życia Ryu był gotów, aby nim pokierować. Belzebub był w końcu przede wszystkim praktyczny w takich sprawach.
- Prawda jest taka, Ryu, że nie mam żadnego punktu widzenia w tej kwestii. Ben jest, bo go potrzebuję, muszę móc się za nim chować, ale bawi mnie jego historia. I zawsze mogłoby być gorzej, jestem tego boleśnie świadom i nie musi mi o tym przypominać kreacja samego siebie zubożałego w ludzkim świecie.
Spowiadający się demon, a to dopiero ci innowacja. Właściwie to po prostu mówił, bo mówił. Co ciekawsze, prawdę, ale nie traktował tego jedni diabli wiedzą jak poważnie. Powątpiewał, by James był jakimś szpiclem czy łącznikiem, więc czemu miałby nie rozmawiać z nim tak całkowicie szczerze, po przyjacielsku i przy butelce dobrego… bimbru samogonu?
Teraz on wsłuchał się uważnie w słowa nowego, cienistego przyjaciela.
- Nie jesteś cieniem Alvaro, bo musiałby tutaj być, by móc cię rzucać –
stwierdził demon poważnie, teraz to on porzucił niemalże przyklejony do tej pory uśmiech. Sytuacja tego wymagała. Belzebub sam nie wiedział, gdzie dżin mógłby się podziać. Był dżinem. Mógł być wszędzie i nigdzie jednocześnie. – Jesteś cieniem cienia i już. Gdybyś był nikim, nie miałbyś imienia, a ty siedzisz tutaj, Ryu i jesteś sobą, Jamesem i Ryu.
Hm. Co by z chłopcem zrobić? Szkoda by było zostawiać go tak całkiem samego, zwłaszcza że ktoś taki po prostu sam w sobie był dosyć przydatny. Czaić się w cieniu i słuchać, a później donosić i mówić o wszystkim Belzebubowi. Cóż, ostatecznie tak po krótce wyglądały plany demona wobec cieniołaka. To miała być taka pomoc obopólna, obaj czerpali by z niej takie lub inne korzyści. Czy to nie był dość dobry układ, jak na te chwilę? Taki niedopracowany, ale zawsze!
- James – zaczął Belzebub i uroczyście położył mu jedną dłoń na ramieniu. – Będę zaszczycony, jeśli zgodzisz się być moim cieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień


Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Pią Sie 22, 2014 8:31 pm

Demony najlepiej znają się na złych uczynkach, przez które niektóre osobniki nie mogą się wcale wyzbyć etykietek "tych koszmarnie złych" istot. Są różne grzechy, różne okoliczności - zwykły śmiertelnik czy nawet nieśmiertelnik nie powinien sądzić drugiego nie znając przyczyn. Wszystko ma swój logiczny ciąg, czego osoba z zewnątrz może nie zauważyć, albo dla niej będzie to zbyt błahy powód do zastosowania takich, a nie innych metod. Jeszcze inna kwestia to gust, tolerancja, tradycja, obyczaje, pogląd. A jeśli jest się w czymś dobrym, to tak jak rzekł Benjamin, dlaczego miałoby się robić na przekór samemu sobie? Pokiwał głową starając się rozumieć do czego zmierzał rozmówca i w większości podzielał jego zdanie. Nie dlatego, że mu się podlizywał, ale że całkiem dobrze argumentował i fakt, może to wina wdzięku osobistego, lecz znów - skoro działa, nie należy zmieniać.
Poznał też fakt co by było, gdyby najpierw spotkał Belzebuba a nie pijaczynę. Mógł wywnioskować tyle, że ludzką postać przybiera kiedy udaje mu się wyrwać z natłoku obowiązków czy spraw, które załatwia na co dzień czy od święta. Coś na zasadzie: Książę Piekieł to pilny pracownik, a bezdomny to ta sama osoba na wyjeździe w weekend. Oficjalnie prezentuje się oschlej, bardziej na dystans, by nie najeść się stresu czy brać do siebie czegokolwiek dosłownie, a nieoficjalnie to równy gość, o którym inni pracownicy poza porą pracy nic nie wiedzą. Dzięki takiemu zbiegowi okolicznościowemu zdołał chociaż po części poznać osobowość Jacka, a nie jego maniery czy funkcję jaką pełni we społeczeństwie Piekła.
Huh coś mu się wydawało, że wycieczka byłaby pełna wrażeń, ale jako ateista nie za bardzo umiał wyobrazić sobie takie miejsce. Wedle jego poprzednich przekonań czegoś takiego jak Piekło i Niebo nie ma. Musiał układać na nowo fakty w miejsce fałszu. Najlepszym przewodnikiem był ten, który wpuszczał dusze do piekielnego wymiaru, czyli sam Władca Much.
-Kręgi? To tak jak w "Boskiej Komedii" Dantego - siedem Kręgów? Czy to tylko zbieżność nazw? -zanurzył się po uszy we szczegółach dotyczących Piekła, bo mimo wszystko korciło go, by kiedyś zwiedzić ów wymiar- O rety! -aż wyprostował się z dreszczyku jaki po nim przebiegł- Toż to mogą nawet odgryź rękę, jak te owady są takie wielkie!
Nie mógł się nadziwić, wyobrazić sobie niby potrafił taką skrzydlatą bestię łaszącą się do łydki demona, ale i tak pewnie nie pokrywałoby się z prawdziwym obliczem ważki-mutantki. Z drugiej strony lepiej by mu się myślało o pełnym żołądku. Swoją drogą ciekawe co takie wielkie ważki zjadają... a może lepiej nie pytać?
Tak, nie kontaktował za dobrze, a szkoda rzeczywiście, podłapałby lepiej wątek z Lucyferem i nielubianą przez Niego osobą, z którą miał skontaktować się Strażnik Bramy. Właśnie dlatego powinien ćwiczyć wytrzymałość organizmu i znać zakres swoich mocy. Mimo wszystko podtrzymywał rozmowę, która dawała mu poczucie przynależności do kręgu krótkich znajomości Belzebuba, a sam przy tym zyskiwał wiarę w siebie. Zwłaszcza po spowiedzi przyjaciela, który nie krył się z wątkami swojej postaci jaką wybrał, a jednocześnie zakładając, że wciąż to tylko postać. W ogóle podziwiał Księcia o gładkość konwersacji, to że starał się Ryu nie poniżać, ba - wręcz prawić komplementy! I być przy tym taki subtelny, cwany, dociekliwy, nieco abstrakcyjny, ale przez to oryginalny. Właśnie dlatego przynależność do danej rasy nie czyni nikogo kimś niezwykłym, dopiero indywidualne cechy mogą wykreować ocenę.
Pocieszył w znaczący sposób chłopaka, który czuł się wędrowcem bez obiektu do którego powinien dążyć. Nawet pies lata za gnatem, a Cieniołak nie miał określonego priorytetu. Może dzięki demonowi nabierze zupełnie innego spojrzenia na to wszystko i wykorzysta otrzymane zdolności, by chociażby odwdzięczyć się Władcy. Ale nim zdążył wymyślić formę podziękowania już otrzymał coś co nie przyszłoby na myśl, a wynikało po części z pytania jakie postawił. Aż powieki otworzyły się na oścież, a młodzieniec nie mógł nic odpowiedzieć. Zamurowało go z wrażenia.
-N-Naprawdę?
W końcu wyjąkał nieśmiało jedno słówko i mrugnął parokroć oczyskami. Nie oczekiwał aż takiej wielkiej propozycji, tylko zgody na nocleg - a tu proszę! Nie mógł uwierzyć, lecz dłoń Belzebuba na jego ramieniu i uroczysty ton wskazywał na to, że to jednak prawda! Uśmiechnął się szeroko, i aż wstał na równe nogi, by... skłonić się parokroć w pasie, a głową prawie że szorować po podłodze. Zwyczaje z Japonii chyba od zawsze będą przebijać się w jego zachowaniu czy słownictwie. Trwał tak z dobre dziesięć sekund, aż wreszcie wyprostował się i powiedział radośnie:
-Arigatō, Jack.
Będzie się starać być najlepszym cieniem we wszechświecie! Ma dla kogo - dla przyjaciela, który mimo grzesznej duszy jest mu również bratnią duszą. Który dał pomocne rady, otworzył się przed Ryu jak nikt inny, fascynował go od początku znajomości, oh! Charakter także kreował ciekawe sytuacje, a jego luźne podejście do życia nakłaniało cienistego chłopaczka do naśladowania. A skoro teraz będzie tuż przy nim... będzie mógł w ciszy obserwować perspektywę Jacka! Czuł się tak bardzo dowartościowany, że aż nie mógł ani czynem, ani słowem oddać, toteż od razu przystąpił do procedury.
Od stóp do głów młodzieniec utonął w całkowitej czerni. Później kucnął przy butach demona, ażeby odczepić od niego poprzedni cień, który tak jakby ożył, bo zaczął ruszać się wedle uznania. James ów miotający się zbyt wcześnie na powiew wolności cień pochwycił w dłoń i ten wniknął w ciało anorektyka. Cóż, Ryu dzięki temu wiedział jak do tej pory sprawował się cień Księcia Piekieł, i mógł przybrać jego kształt bez większych problemów. Teraz organizm chłopaka nabierał muskulatury i kontur identycznych do tych, które obecnie prezentował przyjaciel. Jak na pierwszy raz i tak całkiem sprawnie 'wszedł w skórę' Belzebuba, aczkolwiek w przyszłości, kiedy będzie potrzeba pozostawienia Księcia na osobności w różnych sprawach, trzeba będzie poćwiczyć także szybko. Trójwymiarowa sylwetka spłaszczyła się, gdy tylko chłopiec zajął miejsce za Władcą Much i położył się na podłodze. Tak dopasowany już nie wykonywał indywidualnych ruchów, ale wiernie oddawał każdy ruch Czarnowłosego przystojniaka. A co z poprzednim cieniem? Był żywy i gotowy w każdej chwili zastąpić 'fałszywkę', Ryu nie umniejszał swojego panowania w ciemnościach i pod tym względem. Dużo pomógł mu instynkt, lecz był przy tym całkowicie świadomy. No, prócz tego, że zdrzemnął się, lecz to nie przeszkadzało w poruszaniu się za ruchomym obiektem.
Tak czy inaczej mógł odespać trudne początki swojej egzystencji, z nadzieją na lepsze jutro. Zresztą nie musiał mieć nadziei - wiedział, że będzie ciekawie, a jeśli zdarzą się trudne momenty, to i tak nie zrezygnuje z ciepłej posadki u boku Belzebuba.

Ooc: Możesz pisać tak jakby po pobudce młodzieńca, ewentualnie popisać z kimś innym, ale to jak nie będziesz mieć pomysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Sob Sie 30, 2014 2:15 pm

Według Belzebuba, Piekło było i tak pojęciem bardzo względnym. Albo raczej, żeby wszystko dobrze uściślić, jego wygląd. Miało pewien podział, lecz dla każdej istoty poszczególne miejsca mogły wyglądać nieco inaczej. Taka tam drobna zależność między wyglądem krajobrazu a wyobraźnią patrzącego. Aby spodobało się wszystkim!
- I jedno, i drugie – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Ciężko jest opisać coś, czego rozmówca nie będzie umiał sobie wyobrazić. Piekło to miejsce i stan. To rozpacz, samotność i bezsilna nienawiść, w której pogrążają się słabi. Powietrze jest przesycone siarką, dymem i zgnilizną. Odrażające miejsce – oznajmił teatralnym szeptem, wskazując wyprostowaną dłonią dookoła. – Gdzie nie spojrzysz, widzisz cierpienie i strach, wieczną mękę. Nie ma chwili, żebyś nie słyszał przesyconego agonią krzyku – westchnął nagle ciężko. – Tęsknię za domem. – pokręcił głową i rozpromienił się momentalnie. – Ale…! Na całe szczęście nie lubię tych wszystkich rarytasów i nie pozwalam, aby w moim domu tak było.
Sam nie był pewien, czy chce bardziej Jamesa przestraszyć i zniechęcić do jakichkolwiek ciągot do wizyt w Piekle, czy po prostu zobrazować mu mniej więcej, jak to może wyglądać. Bo samego krajobrazu nawet on sam nie potrafił do końca opisać. Żadne słowa – w mniemaniu Belzebuba – nie były w stanie oddać rzeczywistego stanu rzeczy. Ale może to i lepiej?
Och, chłopiec jakby nagle ożył, gdy Władca Much wystąpił z tą… no cóż, dosyć śmiałą propozycją. Jakby nie patrzeć, sam nie był pewien, czy Ryu zechce na to przystać tak bez żadnego „ale”. Wprawdzie podobała mu się ta wizja… bo czemuby nie? Wątpliwości co do przyszłej lojalności cienia też nie miał, nawet jeśli przed chwilą wyrzekł się, jak to mówił, towarzyszenia swojemu Stwórcy. Ha, przecież demon dawniej zrobił to samo. Czy nie było to na swój sposób ironiczne, że właśnie odwiódł kogoś od Stworzyciela? I to samymi słowami! Ostatecznie nie zrobił niczego, co mogłoby jakoś utwardzić Jamesa w tej decyzji.
- To ja dziękuję –
oznajmił i potrząsnął z uśmiechem głową, kiedy Ryu poderwał się z ziemi i się ukłonił. Teoretycznie powinien zrobić to samo, lecz… tak bardzo nie chciało mu się wstawać!
Za to już z zainteresowaniem o wiele-wiele większym śledził całą procedurę przejęcia cienia. No, no. Oto kolejna sztuczka, która demonowi bardzo się spodobała. Poważnie! Na próbę nadstawił jedną dłoń do światła i powoli obrócił dłoń, poruszając przy tym palcami, bo chciał sprawdzić, czy cień na pewno będzie dalej za nim podążał. Uśmiechnął się szeroko sam do siebie i przekrzywił głowę, patrząc na krótkie paznokcie, za którymi osadziła się już ziemia. Musiał się przebrać. Umyć i doprowadzić do porządku. Miał przecież tak dużo na głowie!
Otworzył wrota, a gdy tylko w nozdrza uderzył go tak charakterystyczny zapach siarki, przymknął oczy i bez wahania wkroczył do środka.

zt x2

myślałem bardziej o zmianie miejsca. Sugestie? :" D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczona fabryka   Today at 4:24 pm

Powrót do góry Go down
 
Opuszczona fabryka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczona fabryka
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End-
Skocz do: