IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Księżyc Łowcy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Księżyc Łowcy   Pią Sty 17, 2014 10:36 am

    Jest to jedno z tych miejscy, w których dzieją się dość niezwykłe rzeczy i przebywają niezwykłe osoby jednak nikt nie zdaje sobie z tego świadomości. Wbrew temu, co myślą ludzie pracują tu i odwiedzają to miejsce istoty nieśmiertelne, jednak nikt nie zwraca na to uwagi, ponieważ nawet o tym nie wie. To miejsce szczególnie upodobały sobie wampiry, które mają tu zawsze dostęp do świeżej krwi, i nie, nie atakują innych klientów, mimo że zdarzają się przypadki, kiedy posuwają się również do takich rozwiązań.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Sty 25, 2014 4:52 pm

To był taki spokojny wieczór, tak normalny i przeciętny, że Wendy nie mogła uwierzyć, iż jest to jeden z tych specjalnych dni, kiedy ma się wydarzyć coś ważnego. Uwinęła się szybko ze swoim dzisiejszym zadaniem, jakim był ostatni dzień opieki nad staruszkiem Melvim... czy tam Helvim? Nie pamiętała jakoś w tej chwili, bo była zbyt przejęta wagą tego dnia.
Cóż takiego wyjątkowego miało się zdarzyć? Otóż otrzymała wiadomość od Serenai. Dziewczyna od dawna się nie odzywała i zdawało się Wendy pomału, że nigdy się już nie spotkają. Wampirzyca próbowała nie podskakiwać z radości, a w zamian za to co jakiś czas wydawała z siebie parsknięcia na myśl o przeszłości i możliwej przyszłości.
Przede wszystkim się trochę zmieniła od tamtego czasu, maska medyczna, rękawiczki i jeszcze ten kolor włosów, ostatnio gdy Serenai ją widziała, Wendy była kobietą, która potrafiła zachowywać się jak dziecko. Czas jednak zmienia wszystkich, a błękitno-włosa nie stanowiła tu wyjątku. Zastanawiała się, jak ta sama rozłąka wpłynęła na jej przyjaciółkę. Może Serenai była teraz zupełnie inną osobą? Wendy miała tylko nadzieję, że sprawa nie wygląda aż tak zawile i dziewczyna będzie wewnątrz dalej tą samą osobą, którą kiedyś poznała.
„Księżyc Łowcy” odwiedzała tylko co jakiś czas, ale orientowała się w tym miejscu, więc podała Serenai właśnie je jako miejsce ich spotkania. Dodatkowo był to jeden z tych lokali, w których bycie Nieśmiertelnym nie wiązało się z żadnymi większymi przykrościami, bo można było spotkać sobie podobnych, a jednocześnie wszystko trzymało się zasad tej całej maskarady, którą wszystkie nadnaturalne istoty prowadziły.
Chciała usiąść w rogu, by cała sprawa wyglądała bardziej klimatycznie, ale niestety był już zajęty. Siedzenie przy samej ladzie też jej się nie widziało, więc odnalazła miejsce, z którego mogła obserwować dobrze wejście i tam też się ulokowała. Było zdecydowanie głośno, śmiechy i rozmowy tworzyły ten specyficzny gwar, w którym mimo wszystko dało się normalnie rozmawiać. W Wendy rosła jednak niecierpliwość. Na razie niczego nie zamawiała. Nie odpowiedziała nawet w żaden sposób na ciekawskie ani te pełne pożądania spojrzenia. Zaciągnęła kaszkiet bardziej na twarz i oparła dłonie na masce. Uśmiechnęła się pod nią szeroko, a sprawny widz mógł to zaobserwować, i prawie znów parsknęła. Gdyby nie rękawiczki i maska, pewnie już dawno pożerała by swoje paznokcie dla zabicia czasu. W tej sytuacji mogła im oszczędzić okropnej tortury. Uspokoiła się zaraz i po prostu oparła łokcie o blat, splotła dłonie i na nich położyła podbródek pochylając się lekko do przodu. Oczekiwała, bo już nadchodziła umówiona godzina. Serenai była spóźnialska? Wendy już nie pamiętała, ale w tej sytuacji nie miałaby jej tego nawet za złe, ważne że miały się w ogóle znowu zobaczyć. Spoglądała na wejście, a sekundy zdawały się być minutami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Sty 25, 2014 6:00 pm

Zwykły letni wieczór. Tak się wydawało, ale dla Serenai był to niewątpliwie najpiękniejszy wieczór w całym jej życiu. Ubrała się tak jak to miała w zwyczaju – Jedna ze swoich przykrótkich koszulek, spodnie do kolan i buty firmy Adidas. Po tylu latach miała znów zobaczyć się z Wendy, a radość która z tego wynikała tryskała od niej na lewo i prawo. Po kilku godzinnej podróży była już w Londynie blisko umówionego spotkania. Bar „Księżyc Łowcy” zdaniem Wendy był najodpowiedniejszym miejscem na tę okazję. Tak naprawdę Serenai nigdy w nim nie była, ale słyszała, że jest to idealne miejsce dla każdego jej pokroju. Była strasznie ciekawa czy Wendy wciąż jest taka jak kiedyś. Miła, opiekuńcza itd. Miała mnóstwo cech, dzięki którym mogła pomagać takim osobom jak Serenai. W tej chwili martwiło ją tylko czy spotkanie się odbędzie, czy dobrze trafiła, a jeśli nie to co wtedy? Nie miałaby pojęcia co czynić.
Został jej tylko jeden zakręt do pokonania. Już z tej odległości było słychać gwar jaki dobiegał ze środka. Niepewnie podeszła do drzwi wejściowych, a następnie delikatnym ruchem otworzyła je. Powoli weszła do środka i rozejrzała się po stolikach. W pierwszej chwili nie widziała nikogo kto mógł przypominać Wendy i opanował ją strach, jednak zaraz po tym odetchnęła z ulgą. Ujrzała tę twarz, której część jak zawsze była skrywana pod maską. To jej wystarczyło, żeby zorientować się kogo zobaczyła. Nie mogła uwierzyć, że to naprawdę ona, że po tylu latach znów się spotkały. Euforia, która ją opanowała była nie do opisania. Czuła się najszczęśliwszą na całym świecie, a nawet we wszechświecie. Podbiegła szybko do stolika, zrzuciła z pleców futerał po gitarze, w którym miała swój miecz, dwie pary spodni oraz kilka wymiętych koszulek i przytuliła się do od dawna utęsknionej osoby tak mocno, jakby bała się, że ktoś będzie próbował ją od niej oderwać i już nigdy nie pozwolił na nią choćby popatrzeć. Na twarzy Serenai pojawił się szczery uśmiech, oczy zamknęły się, a jej kły wyszły na wierzch. Nawet gdyby chciała to ukryć i starałaby się nie uśmiechać to nie wyszłoby to jej. Pierwszy raz od pięciu lat czuła się bezpiecznie, czuła że nic złego stać się nie może, a wszystkie smutki i zmartwienia po prostu się rozpłynęły. Zapomniała nawet o tym, że jeszcze niedawno strasznie chciało się jej pić i bała się, że będzie zmuszona krzywdzić któregoś z przechodniów.
- Tak tęskniłam, tak bardzo – Powiedziała tak delikatnym głosem, jakim nigdy jeszcze się jej nie udało.
Jednak nic nie trwa wiecznie, a pragnienie zawsze da o sobie znać. Trwając tak blisko przy ciele Wendy zaczęła miewać silne drgawki, ale czuła się tak dobrze, że to zignorowała. Najważniejsze było, by już nigdy nie oddalić się od najbliższej jej osoby. Nie zamierzała przechodzić tego ponownie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Sty 25, 2014 8:53 pm

Kiedy ją wreszcie zobaczyła, nie wiedziała, co powinna zrobić. Zawołać? Gwizdnąć? Pomachać ręką? Nic z tych rzeczy nie wydawało się być właściwym wyjściem. Nie wiedziała także na jak wiele może sobie pozwolić. Wszystko wydawało się więc być niewłaściwym rozwiązaniem. Ona jednak jakby podświadomie wiedziała na co sobie pozwolić. Wendy spoglądała jak dziewczyna odrzuca na bok swoje rzeczy i prawie zrzuca ją z krzesła. Było coś magicznego w tym objęciu, co nadawało życiu sensu i dodawało sił. Słowa Serenai poruszyły zimnym sercem wampirzycy i pomogły odstąpić niepewności. Właściwie sprawiły, że poczuła się trochę jak na widok słodkiego szczeniaczka albo kotka i jego nieporadności. Objęła dziewczynę czule.
- Głuptas, po co odczuwać coś równie niedorzecznego?
Ton Wendy jasno mówił, że nie mówiła tego ani odrobinę poważnie. Faktycznie sama chroniła się przed tym, by nie okazać zbyt wiele czułości. Chciała zachować twarz tej dobrej niczym matka i opanowanej kobiety, ale nie wychodziło jej to dobrze.
- I przestań mówić w taki sposób, jesteś zbyt urocza – powiedziała głosem brzmiącym, jakby rozpływała się z powodu pochłaniania zbyt dużej ilości słodkości na raz. Przy tym dodatkowo potrząsnęła lekko młodą wampirzycą.
Zignorowała dreszcze Serenai uznając, że to po prostu jej reakcja na ponowne spotkanie, chociaż przez myśl przeszło jej, że może chodzić o coś zupełnie innego, to nie chciała psuć tej chwili żadnymi opiekuńczymi uwagami. Po chwili zbliżenia odsunęła od siebie dziewczynę na odległość zgiętych rąk i uniosła się nieznacznie przy tym pochylając, aby ich twarze znalazły się na tej samej wysokości.
- Wyglądasz, jakbyś w ogóle się nie zmieniła. Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. – Co prawda maska utrudniała rozpoznanie wyrazu twarzy, ale w tej chwili same oczy Wendy, lekko zmrużone i prawie zaszklone, zdradzały, że musiała się uśmiechać z głębi serca pokonując jego wampirzy chłód.
Długo nie mogła się powstrzymać od nie zachowywania się jak ta troskliwa matka i szybko dorzuciła:
- Siadaj, siadaj! – Pokierowała Serenai ostrożnie rękoma na miejsce i zadbała, by dziewczyna wygodnie usiadła. – Coś zamawiamy? – Spojrzała w stronę baru, a potem z powrotem na rozmówczynię. – Tyle czasu minęło. Gdzie byłaś? Co robiłaś? Zostajesz w Londynie na stałe? – Sama w końcu usiadła. – A może... Chłopiec! Zakochałaś się pewnie w końcu, co? – zagadała zaczepnym tonem i zachichotała. – Wybacz, chyba zadaję za dużo pytań na raz, więc po prostu mów cokolwiek, żeby stara Wendy miała powód do milczenia przez parę sekund.
Powróciła do swojej pozycji z wcześniej oparła podbródek o splecione dłonie i nachyliła się lekko w stronę młodej wampirzycy, a jej wzrok zdawał się krzyczeć: „Mów cokolwiek, bo inaczej zeżre mnie ciekawość!”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Sty 25, 2014 11:00 pm

W objęciach Wendy czuła się lepiej niż w raju. Nie sądziła, że w życiu przydarzy się jej jeszcze coś tak miłego. Jednak wszystko co dobre się szybko kończy. Kończy? To złe słowo, gdyż samo poczucie, że jest się obok osoby, którą się kocha nieważne jak, czy to po przyjacielsku, czy po bratersku, czy jeszcze inaczej powoduje wielką radość i wielkie szczęście. Ponadto Serenai uznała, że zachowała się jak mała dziewczynka, ale nie wstydziła się ani trochę. Nie mogła tego powstrzymać, a było to jak odruch bezwarunkowy, którego nie idzie się pozbyć. Gdy została uświadomiona, że nie zmieniła się z wyglądu wcale, a wcale nie zdziwiło ją to, ponieważ dobrze wiedziała, że wampir i po dwustu latach będzie wyglądać młodo, jednak miło było jej słyszeć, że Wendy widzi w niej tę samą Serenai co kiedyś. Przynajmniej wizualnie. Oczywiście nie uznawała siebie za piękną, czy też ładną, ale zmiany mogłyby wpłynąć na jej i tak niską samoocenę jeszcze gorzej.
Gdy Wendy zachęcała ją, aby usiadła zrobiła to bez oporu. Usadowiła się wygodnie, położyła ręce na stół i splotła dłonie.
- To może zacznijmy od początku? – Zapytała z uśmiechem, który do tej pory nie zdążył jeszcze spełznąć z jej twarzy.
- Dużo podróżowałam po pobliskich miastach i wioskach. Niestety, a może nawet na szczęście nic ciekawego mi się nie przytrafiło. Kilka bójek w knajpach, których byłam świadkiem, to jedyne co przykuło moją uwagę. Zastanawiało mnie czemu dużo mężczyzn właśnie w ten sposób rozwiązuje konflikty. Nie mogliby po prostu jak to mają w zwyczaju postawić sobie piwa, czy wódki wszystko jedno i normalnie przy tym porozmawiać?
To w tym momencie dotarło do niej pytanie, które ją rozbawiło.
- Chłopca? – Roześmiała się niezbyt głośno.
- Nie, nie zakochałam się. I nie dlatego, że jestem wybredna. – Tu na jej twarzy znów zawitał uśmiech.
- Po prostu nie widzę dla siebie takiej przyszłości. Nie chcę, aby ktokolwiek miał przeze mnie życie w ruinach, a poza tym…
- Miłość niby jest najpiękniejszą rzeczą jaką może być, a zarazem najgorszą. Ona niszczy człowieka. Zauważyłaś, że kto raz się o nią sparzył nie ufa już do końca? Niektórzy w ogóle ją sobie odpuszczają.
- Pytałaś, czy coś zamawiamy. Właściwie napiłabym się czegoś. – W tym momencie drgawki się nasiliły, a Serenai szybko sięgnęła po futerał. Nie otworzyła go choć z pozoru mogło wyglądać jakby zamierzała to zrobić. Właściwie prawdopodobnie otworzyłaby go, gdyby nie przypomniała sobie o braku jakiejkolwiek buteleczki syntetyku pozorującego krew, a więc odłożyła go na bok
- Wybacz mi. – Nerwowo skierowała ku Wendy.
Wstała od stołu i szybkim tempem podeszła do lady, przy której barman czekał na kolejnych klientów. Wyjęła z kieszeni kartę, która umożliwia zamówienie sztucznej krwi w pierwszym lepszym barze, czy knajpie. Nie musiała długo czekać, a barman także o nic nie wypytywał i nie zwlekał z podaniem jak się okazało prawdziwej krwi. Nie była pewna czy sprzedawca jest również jednym z nieśmiertelnych więc dłonią przykryła sobie usta, aby nie ukazywać wysuniętych wcale nie z powodu szczęścia, a pragnienia kłów. Gdy otrzymała już dwie buteleczki otworzyła je od razu i w drodze powrotnej do stolika wypiła całą ich zawartość. Po krótkiej chwili kły nie były już widoczne, a Serenai przestała już tak gorączkowo drgać. Mogła już wcześniej się zaspokoić, ale ona głupia wolała czekać. Usiadła ponownie naprzeciwko swojej najbliższej i ze zmartwioną miną i głosem zwróciła się do niej:
- Nadal nie potrafię, nie mogę tego opanować, mimo że bardzo bym chciała.
- Sama widzisz. Życie jak życie, próbuję znaleźć dla siebie miejsce i przyznam się, że nie jest mi łatwo. Tylko niech ci nie przychodzi do głowy, że mam ci za złe! Nic z tych rzeczy. Jestem ci bardzo wdzięczna, że jesteś teraz tutaj przy mnie, że zawsze byłaś, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to właśnie tak będzie wyglądać.
Serenai wróciła do rozmowy jakby nic się przed chwilą nie stało. Nie chciała żeby przez jej wybryk rozmowa nagle się rozpadła i miała nadzieję, że Wendy zignoruje ten cały wypadek.
- Tak się rozgadałam i nie daję ci dojść do słowa. Opowiesz co tobie się przydarzyło przez te wszystkie lata?
Z zaciekawieniem spoglądała w oczy przyjaciółki i czekała na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Sty 26, 2014 12:19 am

Wendy słuchała tak jak kiedyś, dużo potakiwała, w jej oczach nie było wówczas codziennego znudzenia, lecz spora doza zainteresowania, a dodatkowo co jakiś czas zdarzało się jej parsknąć ze śmiechu, co było swego rodzaju komentarzem do opisywanej sytuacji. Z drugiej strony w ogóle wczuwała się emocjonalnie w opowieść Serenai, kiedy dziewczyna mówiła o czymś przykrym, na twarzy Wendy widać było grymas niezadowolenia albo współczucia, a kiedy historia była pogodniejsza, wampirzyca uśmiechała się, co zdradzały kształty jakie przyjmowały jej oczy i brwi.
- Nie powinnaś tak mówić o miłości. Ona lubi zaskakiwać – skomentowała podejście swojej przyjaciółki do tego tematu. – Skoro ludzie potrafią się nią cieszyć, to czemu my miałybyśmy w nią nie wierzyć? – te zdanie wyszeptała tak, aby tylko jej rozmówczyni mogła je usłyszeć, ale zaraz kontynuowała naturalnym tonem – Pamiętaj, najwięcej o sile ognia wiedzą ci, którzy najmocniej się nim poparzyli.
Potwierdziła się jej obawa, głód nie pozwalał Serenai na zachowanie spokoju. Wendy tylko kiwnęła głową, gdy dziewczyna odeszła od stolika. W tym czasie wampirzyca postanowiła zamówić dwa drinki, aby spełnić prośbę przyjaciółki, choć podejrzewała, że mogło jej chodzić o zwyczajny napój to stwierdziła, że mieszanka soku owocowego i alkoholu jest najlepszą alternatywą. No i jakoś należało uczcić ich ponowne spotkanie, a więc to powinno wystarczyć na mały toast za lepszą przyszłość.
- To trudne. Szczególnie dla kogoś w twoim wieku, ale nie martw się, to pewnie po prostu potrwa. Nie będziesz się zamartwiać na zapas? – W tym momencie podrapała ją po czubku nosa, jak to się czasem robi dzieciom albo zwierzaczkom, po czym zachichotała. – Ależ wiem, że nie masz mi za złe. Zapewniłaś mnie już o tym tyle razy... Mam tylko nadzieję, że nie popełnię błędu i to się nie zmieni. – Choć wydawało się, że na jej twarzy gości w tej chwili uśmiech, to mówiła dość smutnym i gorzkim tonem. – Pamiętaj, że tak jak obiecałam, ja zawsze będę na ciebie czekać. Nieważne co planujesz i dlaczego, możesz na mnie liczyć. Jeśli szukasz jakiegoś logicznego powodu, to przecież to ja wciągnęłam cię w to bagno. Ale najlepiej olej logikę. Po prostu możesz na mnie liczyć.
Na pytanie odnośnie tego, co działo się u niej, zdjęła z głowy kaszkiet, zakręciła na palcu, po czym powiesiła na oparciu krzesła. Z początku była gotowa powiedzieć, że ma poważny problem, że widzi dookoła samych wrogów, że czuje się obserwowana, że w Kolebce nie czuje się bezpiecznie, ale nie mogła tego od tak wylać z siebie.
- Sporo się działo – zaczęła wzdychając – Londyn jest inny niż kiedyś, sporo się pozmieniało. Trudno mi mówić o jakichś konkretnych przypadkach, ale to się widzi i czuje. Sporo na przykład ostatnio imigrantów i mam wrażenie, że z reguły nie są to ludzie uprzejmi, a dogadaj się z takimi. „Ja nie umieć mówić poprawnie!” – powiedziała przedrzeźniając przeciętnego przedstawiciela osób, które opisywała.
W tym momencie przybyły na tacy ich drinki, toteż przysunęła trunek do siebie i utkwiła w nim na chwilę wzrokiem.
- Właściwie to działo się sporo, ale nie umiem tego dobrze opisać. Robię wszystko i nic, byle tylko utrzymać się w społeczeństwie. – Uniosła wzrok z powrotem na Serenai. – Chyba jestem równie zagubiona jak ty. Nie wiem czy to jest miejsce dla mnie. Nie wiem czy mam się gdzie udać, nawet gdybym bardzo chciała.
Uniosła naczynie lekko ku górze na znak toastu i dodała bardziej entuzjastycznie.
- Tak więc za nasze zdrowie, za mroczną przeszłość i za ciekawą przyszłość.
Po toaście zamierzała dopiero zapytać:
- A tak w ogóle... Nie wspomniałaś o tym ani słowem. Jaki jest twój cel wizyty tutaj, bo chyba nie chodzi tylko o odwiedziny, prawda?
Spoglądała na Serenai nieco podejrzliwie, bo faktycznie to ją naprawdę interesowało. Tyle czasu się nie widziały i nagle wraca, chce się zobaczyć. Musiało sie coś stać, ale nic nie powiedziała. W takim wypadku może coś dopiero miało się wydarzyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Sty 26, 2014 3:14 pm

Zainteresowanie Wendy tym co opowiadała jej Serenai podnosiło ją na duchu, z resztą jak zwykle. Nigdy nie wiedziała jak może się odwdzięczyć za to wszystko co dla niej robiła i robi. „Miłość potrafi zaskakiwać”, no tak. Tego nie można w żaden sposób podważyć, jednak dla młodej wampirzycy to uczucie było za jakąś mentalną barierą. Z jednej strony chciałaby pokochać jakiegoś mężczyznę, czuć się przez niego kochana, być z nim na dobre i na złe, ale z drugiej strony bała się tego i odrzucała to wszystko bardzo skutecznie nie wiedząc nawet czemu. Stwierdziła, że słowa „Najwięcej o sile ognia wiedzą ci, którzy najmocniej się nim poparzyli” warto sobie zapamiętać, ponieważ ze wszystkich morałów, które słyszała przez ostatnie lata chyba tylko ten miał sens. Na widok, że jej przyjaciółka zamówiła drinki odetchnęła z ulgą. Czasem dobrze napić się czegoś innego niż zwykle, a za mocniejszymi alkoholami nie przepadała. Zapomniała jednak jak to jest pić świeżą, prawdziwą krew. Żałowała nawet, że takich barów jak ten nie ma w okolicy więcej, a przynajmniej ona takich nie znała i żadnego nie widziała. Stwierdziła, że przed wyjściem warto będzie zaopatrzyć się w kilka buteleczek na zapas. Gdy Wendy zapewniła ją, że jej nawyk, a nawet uzależnienie minie z czasem wcale ją to nie radowało, a pytanie o zamartwianiu się uznała za retoryczne i odpowiedziała na nie jedynie uśmiechem. Rzeczywiście martwiło ją to wszystko. Nawyk zamiast powoli ustępować nasilał się coraz mocniej i nic nie zapowiadało jakiejkolwiek zmiany. Nie chciała jednak teraz o tym mówić. Jeszcze przyjdzie na to pora. Słowa otuchy naprawdę podbudowały ją na duchu. Zawsze dobrze jest znaleźć sobie osobę, na której będzie można zawsze polegać i zawsze będzie można poprosić ją o pomoc.
- Nie obwiniaj mi się tutaj. Na dłuższą metę to ja jestem temu wszystkiemu winna. Tylko ja i nikt inny. – Skierowała łagodnie do swojej rozmówczyni spoglądając jej w oczy z lekkim uśmiechem.
Ona również wysłuchiwała Wendy z zainteresowaniem. Gdy zostali wspomniani imigranci i ich nieumiejętne posługiwanie się językiem parsknęła cicho śmiechem, jednak gdy słuchała o problemie wampirzycy, która swego czasu była dla niej jak matka jej twarz od razu wyraźnie spochmurniała. Ona sama mogłaby być obdzierana żywcem ze skóry, torturowana przez wieczność, aby tylko Wendy była szczęśliwa i spokojnie sobie żyła.
- Masz jeszcze mnie. Póki jestem przy tobie nie pozwolę, aby przydarzyło się tobie coś złego. Nie zapominaj o tym. – Skierowała ku swojej przyjaciółce przed tym kładąc swoją delikatną dłoń na jej dłoni. W tym momencie pozwoliła sobie na lekki uśmiech, który pojawił się na jej twarzy.
Gdy nadeszła chwila toastu Serenai uniosła swój kieliszek i stuknęła o ten, który trzymała jej towarzyszka, skinęła tylko głową i wypiła całą zawartość.
- Cel wizyty…? – Zawahała się przy odpowiedzi.
- Ja… Nie jestem pewna. Nie chcę o tym tutaj rozmawiać. Moim celem było znów się z tobą zobaczyć, ale czuję, że we mnie siedzi coś jeszcze. Mam wrażenie, że nie mam nad sobą pełnej kontroli, a to coś tylko czeka na moje potknięcie. – Mówiła to patrząc się w kieliszek, który trzymała oburącz i obracała go w dłoniach.
- Być może przyjazd tutaj nie był tylko i wyłącznie moją decyzją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Sty 26, 2014 4:48 pm

- Ty? Nie, moja droga. Całemu zajściu winni są oni i wydaje mi się, że zapłacili za swoje.
Wendy była przekonana, że dostali nauczkę, chociaż i w niej tkwił pewien niedosyt. Doszło już do niesprawiedliwości. Są rany, których nie da się zaleczyć i to była jedna z nich.
Na szczęście nie musiały wracać do tego tematu. To była już zamknięta sprawa. Teraz siedziały tutaj, ten spokojny wieczór trwał, a wampirzyca liczyła na to, że uniknął jakichkolwiek nieprzyjemności. Miała wrażenie, że czuje się po raz pierwszy od dawna jakaś inna. Jakby... zdrowa? Nie czuła niepokoju, nie widziała niczego podejrzanego, nie słyszała niczego, co miałoby ją alarmować i ustawiać w stan gotowości bojowej. Czuła absolutne bezpieczeństwo. Odpłynęła na chwilę w swoich przemyśleniach. Było już po toaście i dopiero docierały do niej słowa wypowiedziane przez Serenai chwilę temu.
- Wiem i cieszę się, że przyszłaś – odpowiedziała na jej zapewnienie lekkim tonem.
Zajęła się swoim drinkiem, kiedy Serenai kontynuowała. Coś musiało być na rzeczy. Sama nie była szczera właśnie z takiego powodu, a więc dziewczyna musiała mieć swój. Z drugiej strony wspomniała, że coś jest na rzeczy. „Nie chcę o tym tutaj rozmawiać” chyba wystarczyło za dowód.
Wampirzyca spojrzała znacząco w stronę grupki facetów, którzy je obserwowali. Przez znacząco chciała im powiedzieć: „Wypchajcie się”, ale od razu zdała sobie sprawę, że to nic nie da. Miała zatem powód, by zaproponować:
- A więc chodźmy gdzieś indziej. Skoro chodzi o miejsce, a nie o wagę sprawy.
Jej drink skończył się dość nagle, odchyliła maskę na dłużej, żeby go dopić, po czym chuchnęła alkoholowym powietrzem i ponownie zasłoniła usta.
- Wolałaby wiedzieć, co się u ciebie dzieje. No i czuję się zazdrosna, bo wszyscy oprócz mnie mogą tutaj patrzeć na twoją słodką buźkę. – Zachichotała podejrzanie, a następnie normalnie zaśmiała, by dopełnić dowcipu. Po chwili, kiedy zdążyła się uspokoić odezwała się ponownie:
- Masz w ogóle miejsce, w którym możesz się zatrzymać? Londyn to olbrzymie miasto, a wypadałoby nie skończyć obok tych wszystkich imigrantów. Ale co ja cię męczę, noc młoda, możemy pójść wszędzie. Rozerwać się, zapomnieć o tych sprawach, a wszystko opowiesz mi, jak uznasz, że nadszedł właściwy moment. – Już podczas całej wypowiedzi podnosiła się powoli, w końcu wstała i pochwyciła dziewczynę od tyłu pochylając się nad jej ramieniem. – To jak? – Teraz już szeptała jej prosto do ucha z racji, iż były tak blisko. - Czy może myślisz, że stara Wendy nie powinna się bawić, bo jeszcze się rozsypie, hm?
Brwi unosiła wysoko i dumnie, oczy mrużyła lekko jakby wabiła przyjaciółkę brwiami, a Serenai mogła sobie już wyobrazić jej podejrzany uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Sty 26, 2014 7:22 pm

Serenai zobaczyła, że to ta sama Wendy, którą znała kiedyś. Troszkę stuknięta, czy walnięta, ale nie są to negatywne cechy. Tacy ludzie potrafią przegonić nawet najgorsze myśli i zmartwienia. Dzięki nim zawsze jest wesoło.
Młoda wampirzyca również czuła kłujące spojrzenie grupki facetów i czuła się z tym niezręcznie, a więc pomysł, żeby się stąd wyrwać się jej spodobał. Ale gdzie mogłyby pójść? W tej sprawie stwierdziła, że zda się całkowicie na Wendy, gdyż ona niezbyt znała ten cały Londyn. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że rzeczywiście nie ma gdzie się zatrzymać. Nie był to jakiś olbrzymi problem, jednak dobrze by było ukryć się gdzieś przed słońcem. Naprawdę często tego żałowała. Dlaczego coś tak pięknego może na nią tak źle działać. Trudno było jej się z tym pogodzić.
- Słodką buźkę? Nie przesadzajmy… Staruszko. – Odparła drocząc się.
Wstała od stołu, podsunęła krzesło i podniosła swój futerał. W tym momencie przypomniało jej się, że chciała zaopatrzyć się w świeżą krew. Uznała to za bardzo dobry pomysł, ponieważ nienawidziła tych wszystkich syntetyków sprzedawanych prawie na każdym kroku.
- Nie mam żadnego dachu nad głową, jednak nie martwię się tym teraz. Najwyżej wynajmę jakiś pokój w hotelu, czy coś. Zaczekaj jeszcze chwilkę.
Podeszła do lady, aby zamówić jeszcze pięć buteleczek z krwią. Gdy spełniła swoją zachciankę, schowała je do futerału, podeszła do Wendy i złożyła jej propozycję:
- Przejdźmy się gdzieś, gdziekolwiek. Nie znam tutejszej okolicy więc będę musiała znowu zdać się całkowicie na ciebie. – Uśmiechnęła się w stronę towarzyszki.
- Pragnę tylko stąd wyjść, chyba sama rozumiesz dlaczego. – W tym momencie swoimi czerwonymi oczami poruszyła w kierunku mężczyzn, których wzrok nadal skierowany był na obydwie wampirzyce.
- Może powiesz gdzie ty zwykle „nocujesz”? Masz jakieś mieszkanie? A może dom?
Serenai rzeczywiście bardzo interesowało jak żyje teraz jej przyjaciółka.
- A może tak naprawdę to ty jesteś zakochana i spotykasz się ze swoim wielbicielem tylko nic nie mówisz, co? Staruszko? No nieważne, prowadź.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Sty 26, 2014 10:46 pm

- „Staruszko”? Phi! Kogo tak nazywasz? I kto to w ogóle wymyślił? – przemówiła całkowicie poważnym tonem, a po kilku sekundych zachichotała. Następnie klepnęła Serenai lekko w plecy i dodała:
- Leć, tylko nie połam skrzydeł.
Następnie stoczyła bój na wzrok z jednym z facetów, którzy się na nie patrzyli. Wyglądali na jakichś studentów albo osoby w podobnym wieku. Byli chyba pierwszymi gośćmi tego miejsca od dłuższego czasu, którzy zachowywali sie tak grubiańsko i, po którymś z rzędu dowcipie na jej temat, Wendy postanowiła się po prostu odszczekać:
- Śmiało, kontynuuj, posłucham jeszcze chwilę zanim tam podejdę.
Wybuchli śmiechem, najpierw skumulował się na ich koledze, a później jego powodem na powrót stała się wampirzyca.
- Dom... – powiedziała wpadając w zadumę zaraz po pytaniach Serenai. –
Właściwie to mieszkam w jednym takim miejscu. Pewnie kojarzysz, mówią, że to azyl dla nam podobnych osób. – Starała się wspominać o Kolebce w taki sposób, aby nikt oprócz jej rozmówczyni tego nie słyszał. – Nie uważam, że to najciekawsze miejsce, ale pewnie i dla ciebie byłoby tam lokum.
Minęły dosłownie trzy sekundy po ty słowach, kiedy w mgnieniu oka znalazła się przy jednym z chłopców (chyba określenie to było do nich adekwatne). Uderzyła jego głową o blat, a następnie zbliżyła skalpel tuż przed jego oczy. Odskoczyli do tyłu zostawiając kolegę w jej kleszczach.
- Naprawdę nie lubię się powtarzać... – stwierdziła swoim najbardziej naturalnym, czyli zwodniczo przyjaznym tonem. – Odwalcie się albo będę musiała się zabawić. – Kiedy spojrzeli w jej oczy chyba od razu zrozumieli, że to nie przelewki, była gotowa posunąć się dalej. Jeden rzucił chyba, żeby się uspokoiła, ale tylko zbliżała powoli skalpel do wierzgającego się chłopaka, który wołał w kierunku przyjaciół o pomoc. Najwyraźniej ta przyjaźń nie była tak daleka, skoro żaden nie miał odwagi nawet zbliżyć się do Wendy. – Mam naprawdę dobry humor. Co zrobimy, hm? – Zachichotała z wyraźnym podnieceniem w głosie.
Coś w jej głowie szepnęło, jakaś myśl przeszło, że nikt nie zwróci na to uwagi. Jeden chłopiec, jedna blizna, nic się nie stanie. Nawet jeśli ktoś się dowie, to czemu miałby interweniować? To tylko wypadek, pierwsi ją zaatakowali. Tak przecież było! Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Pon Sty 27, 2014 2:13 pm

Tak po prawdzie o kolebce słyszała już nie jeden raz, ale nigdy jeszcze tam nie była. Kiedy Wendy mówiła o azylu dla takich jak one domyśliła się, że to właśnie o to jej chodzi, dlatego tylko przytaknęła głową. Zdziwiła ją nieco gwałtowna reakcja drugiej wampirzycy. Ci ludzie działali na nerwy także Serenai, ale uznała, że nie warto się nimi przejmować. Co innego Wendy, która najwidoczniej myślała inaczej. Przecież mogły po prostu wyjść i dać sobie z nimi spokój.
Na początku nie wiedziała czy powinna ją powstrzymać, czy nie. W końcu co mógł ją obchodzić jakiś chłopak. Tą sytuację mogła również wykorzystać na swoją korzyść. Zabrałyby go w jakieś ciche miejsce, do którego nikt się nie zapuszcza, aby zaspokoić swoje pragnienie na dłuższy czas. Na początku tak właśnie zamierzała postąpić. Przecież nie mogły mu zrobić krzywdy tutaj, na oczach wszystkich i to za jakieś głupie żarty na ich temat. Powinny to zrobić w miejscu, które pozbawione będzie jakichkolwiek świadków. Podeszła bliżej najpierw spoglądając obojętnym wzrokiem na biedaka, któremu zaraz mogło stać się coś złego i niemiłego, a potem na jego „przyjaciół”, którzy nie mieli nawet odwagi podejść by pomóc koledze, a co dopiero zacząć działać.
- Jesteście żałośni. – Skomentowała ich zachowanie.
Nie mogło do niej dotrzeć jak można najpierw wyśmiewać się z kogoś, a gdy tylko ten zaczyna się stawiać błagać znajomych o pomoc. Serenai nie rozumiała właśnie takich ludzi. Ludzi bez godności, ludzi bez wstydu. Zaczęło to już ją irytować, a to z każdą sekundą przekładało się na złość. Nie zamierzała tak stać bezczynnie i tłumić w sobie tych uczuć. Podeszła do najbliżej jej stojącego i chwyciła go za szyje i uderzyła go o stół. Ten z kolei uczepił się jej ręki próbując uwolnić się z uścisku, aby zaczerpnąć trochę powietrza.
Po krótkiej chwili doszła do siebie i oprzytomniała.
- Zjeżdżaj! – Skierowała ku swojej ofierze rozluźniając uścisk.
Podeszła do Wendy, chwyciła ją lekko za dłoń, w której trzymała swój skalpel i powoli zaczęła ją odsuwać od głowy tego drugiego nieszczęśnika.
- Dajmy im spokój. Będziemy miały kłopoty, a oni nie są tego warci. Chodźmy już stąd, proszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Pon Sty 27, 2014 4:03 pm

Już zbliżała ostrze do jego oczodołu. Zaczął się naprawdę wierzgać, omsknęło się i stworzyło delikatne nacięcie na jego czole ledwo go dotykając. Poczuła zapach krwi, tej prawdziwej i jedynej – świeżej ludzkiej krwi, która jak woda życia otaczała ją cały czas. Cóż za przekleństwo, mieć jej tyle dookoła i nie móc skosztować. Jej maska zapadła się lekko wskazując na to, że znacznie rozchyliła usta. Czuła, że jej kły są gotowe do działania. Zignorowała cały świat, bo znalazło się coś interesującego. Coś szeptało prosto do jej ucha, ale jakby z wnętrza czaszki: „Teraz ich ładnie przeproś i zaoferuj grę”. Faktycznie tak też zamierzała zrobić, zwabić jednego z nich w zaciszny kąt i tam oddać się uczcie. Już miała przed głową cały scenariusz. Wiedziała, co powinna powiedzieć, jak zagrać, żeby odpowiednio zatańczyli, ale wtedy ktoś chwycił jej dłoń i odsunął od ofiary.
Obróciła szybko głowę w stronę Serenai, a ta mogła ujrzeć tajemniczy błysk w oczach Wampirzycy. Twarz przyjaciółki sprowadziła Wendy na ziemię. Spojrzała na przerażonych chłopców. Puściła swojego więźnia, ten upadł od razu do tyłu dysząc jakby pokonał dziesiątki kilometrów, sama zaś oparła się o stół i widziała, jak jej ręce chcą tańczyć na blacie rumbę. Uniosła się gwałtownie i przytrzymała dłonie jak najbliżej swojej klatki piersiowej. Rozejrzała się po lokalu i zorientowała od razu, że większość oczu jest zwrócona w ich stronę.
Nigdy nie sprawiała tu żadnych problemów. W ogóle dawno nie sprawiła jakichkolwiek kłopotów. Musiała opuścić gardę, była tak przejęta tym spotkaniem, że zapomniała o samokontroli. Postarała się zachować resztki dumy, kiedy opuszczały bar. W pewnym momencie jednak przyśpieszyła kroku aż w końcu rzuciła się biegiem ku wyjściu w efekcie zostawiając Serenai kawałek z tyłu. Biegła jeszcze kawałek po tym, jak znalazła się na zewnątrz, po czym skupiła w sobie siły, by się uspokoić i poczekała na przyjaciółkę. Spojrzała tylko na nią porozumiewawczo i prowadziła w sobie znane miejsce milcząc cały czas.

[2x z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   

Powrót do góry Go down
 
Księżyc Łowcy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Księgarnia Esy i Floresy
» Łowcy Wampirów
» Księga zaklęć
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Lokale :: Bary-
Skocz do: