IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary most kolejowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Stary most kolejowy   Pią Sty 17, 2014 10:27 am


    Ten punkt widoczny jest z praktycznie każdego miejsca w mieście jak i każde miejsce widziane jest z niego. Stary most kolejowy rozciąga się tuż nad spokojną dość płytką rzeką płynącą swym tempem pomiędzy dwoma wzniesieniami okolonymi licznymi drzewami, których liście szumią dźwięcznie przy każdym podmuchu wiatru. Jest to miejsce dość spokojne i ciche, mimo że most nadal jest używany przez tutejsze koleje, które, co prawda nie często tędy przejeżdżają, jednak nie wyklucza się faktu, że od czasu do czasu można natrafić na pociągi po brzegi obładowane najróżniejszymi towarami gnający przed siebie niczym szalony pozostawiając za sobą jedynie kłęby wznoszącego się ku gurze pyłu.Często mówi się, że jest ulubionym miejscem samobójców. Oddalony od miasta, zapomniany, idealny dla desperatów marzących o zakończeniu swego życia tak, aby nikt się nie dowiedział, jednak czy to, co mówią jest prawdą?

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Pon Wrz 01, 2014 8:29 pm

Oj jak bardzo zgadzał się opis tego miejsca do osoby, która zawitała w te strony.
Długowłosy samotnik przemierzał wolnym krokiem tory od pięciu kilometrów i ani myślał schodzić na bok. Trzymał dłonie w kieszeniach, wzrok wbił w próżnię przed siebie, a mina wyrażała tylko jedno - przygnębienie. Bardzo wielkie przygnębienie. Tak bardzo na siłę chciał zmienić Białowłosego wampira, że zapomniał, iż miał działać dla jego radości, nawet jeśli nie okazywałby jej wszystkim naokoło. Bezwiednie powędrowały palce na szyję, gdzie była świeża blizna po dwóch kłach, a która zaczęła swędzieć od strupów. Nawet posoka przestała być rarytasem dla Miketsukamiego - wolał zabijać innych niż spijać krew dziwaka. Nie zadowalał go pod żadnym aspektem, czyli Eto nie spełnił swojej życiowej misji. Jak na kogoś, kto miał trzy miesiące egzystencji, już wiele razy zawiódł jedną i tę samą osobę. Trzeba będzie nigdy więcej do tego nie dopuścić.
Sam nie wiedział, kiedy dotarł na most nad płytką rzeczką, i kiedy usiadł na skraju torów spoglądając w dół tęczowymi oczyma. Tafla wody znajdowała się zbyt nisko, żeby uchwycić dokładne odbicie młodzieńca, ale na tyle, by zahipnotyzować i wprowadzić w zadumę. W przypadku tego dziecka w dorosłej skórze zaduma sprowadzała się do odtworzenia każdej pojedynczej sceny z przeszłości bez żadnych przemyśleń. Klatka po klatce, na spokojnie, sprawdzał gdzie popełnił błąd, czy coś zrobił krzywdzącego, iż Miketsukami nie ufał uczuciu Eto. Nie ufał, by ten, niegdyś optymistyczny, Zielonowłosy kochał tylko Wampira. Cudak za to nie potrafił utwierdzić go w przekonaniu, że rzeczywiście tylko jego obdarował tym wspaniałym uczuciem.
Z daleka słychać było głuchy turkot nadjeżdżającej lokomotywy z wagonami cięższymi od niej samej. Chłopiec nie reagował - siedział na torach i bez mrugnięcia oczyma patrzył się w toń, w której obok swojego odbicia... wykreował w głowie odbicie Miketsukamiego. Wyglądali tam tak pięknie - oparci o ramiona, z uśmiechami na twarzach... bez śladu łez jak te na policzkach Eto. Pociąg zbliżał się z minuty na minutę, młodzieniec nie drgnął z miejsca. Tak bardzo pogrążył się w krótkiej, ale jakże uroczej wizji, że zapomniał o prawdziwym życiu. Może... chciał zapomnieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Pon Wrz 01, 2014 11:22 pm

Szukał. Wciąż i wciąż. Był Mieczem Pana i Jego najlepszym wojownikiem, wybitnym strategiem… a nie potrafił odnaleźć istoty, która była prawdziwym podmiotem jego kary. Podstawą. Ostatecznie został zdegradowany do pozycji zwykłego Stróża. On! Serafin Michael! Nie miał za złe swemu Bogu, że upokorzył go do tego stopnia. Prawdę mówiąc, niemalże zgadzał się z Jego decyzją, a przynajmniej nie śmiał wypowiedzieć swoich wszystkich wątpliwości na głos. To by nie przystało, aby sługa mówił swojemu panu, iż uważa jego decyzje za niesłuszne. A Michał był idealnym sługą, dobrym narzędziem, które zazwyczaj nie zadawało pytań, tylko w milczeniu wykonywało narzucone z góry rozkazy. Był żołnierzem, przywykł do dyscypliny. Sam przez całe swoje życie stosował się do niej i tego samego wymagał od innych – posłuszeństwa, subordynacji i lojalności.
Mniejsza.
Miał dość bezowocnego przeszukiwania miasta. Miał dosyć Ziemi i niemalże wszystkiego, co było z nią związane. Najzwyczajniej w świecie, po ludzku, tęsknił za domem i miejscem, do którego przynależał od zawsze, odkąd tylko pamiętał. Musiał odszukać tę istotę pośród wszystkiego, co tylko istniało, aby móc wypełnić swoją misję, by wrócić w chwale do Nieba, gdy tylko ją zakończy. Do Nieba. Do domu.
Był rozdrażniony – chociaż to akurat nie było niczym dziwnym – i zrezygnowany. Chciał odpocząć chociaż chwilę, wiec wybrał się na drobny, anielski spacer. Podniebny. I tak nie leciał wysoko, bo nie obchodziło go, czy ludzie będą w stanie go zobaczyć. A nuż któryś z nich nawróciłby się i porzucił te pogańskie zabobony, gdyby dojrzał w powietrzu anioła pańskiego?
Aż w pewnym momencie… po prostu TO poczuł. Znalazł w końcu aurę, którą pokazał mu Bóg i nakazał jej strzec. Przymknął ciemne oczy i skupił się na niej, by instynkt poprowadził go w jej kierunku. Zawisł na chwilę w górze, patrząc na zielonowłosą postać na moście. Oto i jego misja. Podopieczny, którego szukał tak długo, że doprowadzało go to na skraj bezsilnej wściekłości na samego siebie i cały świat. Wyczulone zmysły wyłapały turkot pociągu, na co anioł błyskawicznie zwrócił głowę w tamtym kierunku. Serce w nim zamarło – czyżby to była pierwsza próba? Nie zdążył pomyśleć, nim zamachał olbrzymimi skrzydła i po prostu pognał na ratunek. Przeciął powietrze jak wielka strzała, a w locie zwinął skrzydła i złapał chłopca, by kolejnym uderzeniem wielkich skrzydeł wzbić się w górę. Takie manewry były dla niego całkiem normalne, weszły mu w krew, przecież był aniołem bojowym, stworzonym do walki i wykonywania choćby i najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych akrobacji w powietrzu.
Ale nie odezwał się nawet słowem, gdy zawisł w powietrzu z zielonowłosą istotą w ramionach. Śledził pociąg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Sro Wrz 03, 2014 2:40 pm

Ni stąd ni zowąd oderwał się od ziemi patrząc jak wspólny miraż na tafli wody rozmywa się i znika w głębinach rzeczki. Pewny chwyt i powiew powietrza wybudziło niedoszłego samobójcę z majaków i odruchowo pierwsze co powiedział to imię tak bardzo mu znane, tak bardzo kochane i kojarzące mu się przez większość swojej trzymiesięcznej egzystencji z dobrem:
-Mi...Mikuś?
Stukot serca wybił Zielonowłosego z rytmu. I ciepłota ciała... wampiry nie mają tykających serc i nie emitują ciepła nawet po mocnym przytuleniu. Doświadczył nieraz chłodnego, ale na swój sposób, przyjemnego objęcia Białowłosego, do którego zdążył się przyzwyczaić i uwielbiać. Teraz nie pozostawało nic innego jak podniesienie głowy wprost na twarz Wybawiciela i dowiedzenie się chociaż czy miał rację, że nastąpiła pomyłka. Pojawiły się lekkie rumieńce i zakłopotanie na buźce dziwaka.
-Oh, przepraszam Pana bardzo. N-nie chciałem...
Ciężko dokładnie określić za co przepraszał, aczkolwiek po jego posturze i ciekawskim spojrzeniu na pociąg dało się wywnioskować, że wcale ale to wcale nie zdawał sobie sytuacji z zagrożenia, w jakim się znalazł i z jakiego uratował go nieznajomy, skrzydlaty mężczyzna. Zero strachu, bardziej skrępowanie tym, że pomylił osoby. Chyba pragnął pomocy ze strony kogoś, komu zdążył zaufać, ale z drugiej strony nie mógł na nią liczyć już nigdy więcej. Za bardzo skrzywdził Ukochanego.
-Ojeeeej... jak Panu udało się zamknąć niebo w oczaaach?
Zalśniły młodzieńcowi oczka z zachwytu i spłynęły po policzkach ostatnie łzy wylewane z powodu rozłąki z Wampirem. Każda osoba nie będąca Eto zaczęłaby rozmowę od zupełnie innych rzeczy niż od wyglądu - chociażby od tego, że jak to możliwe, że Anioł pojawił się w tych opuszczonych zakątkach i dlaczego zdecydował się na taką interwencję? Przecież mógł zostawić tę mizerną istotę i przejść do porządku dziennego. Jednak Tęczowooki całkowicie zignorował możliwe dla niego zagrożenie, bo aż tak bardzo martwił się o Czystokrwistego, że zapomniał o otaczającym go świecie. I dopiero teraz zorientował się, iż są w powietrzu, lecz nie panikował z tego powodu. Jakby na tyle często znajdował się ileś metrów nad powierzchnią, że nie dziwiła go perspektywa z lotu ptaka. A jeśli już o tym mowa...
-Oh ojeej! Jakie ma Pan słodkie ptasie skrzydełka! Mogę dotknąć?
Delikatnie zmrużył powieki ujawniając dość długie jak na chłopca rzęsy i ostrożnie wyciągnął z uścisku swoją dłoń w kierunku jednego ze skrzydeł. Nie sięgał, ale był nimi oczarowany od stóp do głów. Pierwszy raz miał do czynienia z Aniołem, nie licząc pewnego snu, w którym pojawiła się podobna sylwetka, ale bez szczegółów wizerunkowych. Poza tym dla Zielonowłosego nieznajomy był Panem Z Ptasimi Skrzydłami. Miketsukami wspominał o tym, by unikać Aniołów, lecz nigdy nie powiedział jak takowy Święty wygląda, a sam... nie miał żadnych informacji w główce o Nieśmiertelnym z tego gatunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Sro Wrz 03, 2014 4:18 pm

Prawie warknął, kiedy usłyszał takie idiotyczne zdrobnienie. Michał był na ich punkcie przeczulony, a że jego imię niektórzy wymawiali jako „Mikael”, to z miejsca nabrał przekonania, że „Mikuś” odnosi się do niego. W końcu był, jak to ujął pewien mądry całkiem anioł, egoistycznym dupkiem z fiołem na punkcie wykonywania rozkazów, więc czemu w całej swojej ignorancji miałby pomyśleć, że to jednak może dotyczyć kogoś innego.
- Michael – wycedził zimnym, lecz jednocześnie pozbawionym złości tonem, co pewnie było całkiem niezwykle, zważywszy na fakt, że anioł nie zwykł ukrywać swojej złości, która była najczęstszym uczuciem, które się w nim kotłowo.
Nie przejął się łzami na twarzy nowego podopiecznego, gdy ten odwrócił głowę w jego kierunku. Żadne smutki czy żale nie robiły na nim najmniejszego wrażenia, przecież był Mieczem Pana, tak? Na jego rozkazy niszczył całe miasta bez żadnych wątpliwości i nie przywiązywał wagi do tak trywialnych – tak ŻAŁOSNYCH w jego mniemaniu – rzeczy. Po co? To były tylko ograniczenia, takie idiotyczne emocje.
- Jestem z Nieba –
stwierdził gładko. Michał był całkowicie przekonany, że zielonowłosa istota przed nim doskonale wie, kim aniołowie są i co właściwie robią. Nawet heretycy i innowiercy którzy byli wtajemniczeni, wiedzieli o takich rzeczach. Najprawdopodobniej dla własnego bezpieczeństwa.
A serafin… nie potrafił rozmawiać z innymi. Nie miał pojęcia, czy należy tak beztrosko komentować cudzy wygląd, czy może nie. Nie znał ludzi ani innych żyjących na ziemi stworzeń, byli tylko mrówkami, zwierzątkami, które upodobał sobie Pan i nie należało się tym zbyt bardzo przejmować. Równie obce były mu takie zwyczajne i ludzkie przymioty jak uczucia. Bo on znał złość. Jak na anioła pańskiego to kawał bywał z niego skurwysyna, gdy się naprawdę wściekł, lecz poza tym… nic. Czysta obojętność. Tak jakby i teraz do biednego, nieświadomego stworzonka w jego ramionach, które równie dobrze mógłby cisnąć do morza. Uratował go tylko dlatego, że tak brzmiał rozkaz Boga. I po części z tego powodu, że pragnął wrócić jak najszybciej do Nieba i znów zająć się swoimi zwyczajowymi obowiązkami, a nie jakąś głupią zabawką Pana.
Zamachał powoli skrzydłami, by powrócić na most. Pociąg już odjechał, to mógł równie dobrze postawić Cudaka na ziemie i nie dotykać go już więcej, niż to konieczne. Michaś nie przepadał za kontaktem fizycznym.
- Nie – kolejna odpowiedź przepełniona zimną obojętnością i rzucił o wiele chłodniejsze spojrzenie na dłoń, która już zmierzała w kierunku śnieżnobiałych piór.
Ten anioł z całą pewnością nie przypominał tych aniołów, których zazwyczaj można było spotkać. Tych, którzy dawniej byli ludźmi i pamiętali, jak to jest być jednym ze śmiertelników. A Michał tego nie wiedział, nawet nie życzył sobie poznawania takich idiotycznych rzeczy. Bo po co? ¬-Coś takiego jedynie przyćmiewało zdolności logicznego i obiektywnego podejmowania decyzji oraz myślenia. Jako wojownik nie uznawał za stosowne, aby pozwalać sobie na coś takiego, niemniej złości wcale za tak destrukcyjną nie uważał. No skądże znowu! Czy ktokolwiek kiedyś wspominał, że serafin Michael jest ostatnim hipokrytą? A przynajmniej poniekąd.
- Nigdy więcej – oznajmił jeszcze dobitnie, co miało znaczyć, że zielonowłose stworzenie ma permanentny  zakaz narażania swojego życia. A przynajmniej dopóki, dopóty on jest jego aniołem stróżem. Jaka szkoda, że tylko nie miał pewności, jak długo to będzie trwało…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Sro Wrz 03, 2014 8:56 pm

Ah, jakie to miłe słyszeć od razu miano rozmówcy! Nie ma nic bardziej ludzkiego jak imię, i to w dodatku takie, które wypowiada się bez wstydu, z dumą, niejaką pychą. Tak mniej więcej zabrzmiał w uszach Eto Niebieskooki, i wcale nie musiał go prosić o podanie danych - sam się zapowiedział! Miło, naprawdę miło i raźniej spoglądało się już w nieznajomego, który de facto już był znajomym, bo znał jego imię! Czyż ta logika nie była powalająca?
-Michael? Bardzo ładne imię! Ładniejsze niż Eto.
Poniekąd przedstawił się w ten sposób, ale pohamował entuzjazm próbując rozgryźć dlaczego, ale to dlaczego był tak zdystansowany wobec niego. W sensie Anioł wobec cudaka. Umiał na kilometr wyczuć czyjeś emocje... albo ich brak. Nie źródło, tylko objawy, nie tylko w mimice i gestach, ale tak jakby duszyczki rozmawiały z nim na ten temat. Coś jak szósty zmysł. I właśnie dzięki niemu "zobaczył", iż Skrzydlaty nie reaguje w żaden wyraźny sposób na jakiekolwiek słowa czy gesty, tylko biła od niego stanowczość, pewność siebie, lecz i pewien rodzaj chłodu, który nie mrozi przy pierwszym kontakcie, lecz dalsze przebywanie przy "zamrażarce" groziło amputacją własnego serca. Przerabiał coś podobnego z Miketsukamim, lecz nie wyszło to na dobre.
Punkt widzenia na całą sprawę z oczu Serafina na pewno nie spodobałby się Zielonowłosemu, ale każda istota kreuje się w odmiennych warunkach, co innego ją interesuje i kształtuje, dzięki temu jest piękna. Taki stoicyzm Michaela także potrafił ująć i oczarować, lecz wszystko w umiarze. Nawet Eto nie znał umiaru w bycia pozytywnie nastawionym, dlatego postarał się nie tracić dobrych chęci i na każde, skąpe słowa z ust towarzysza, starał się odpowiedzieć jak najpogodniej. Dziecięca naiwność.
-Ah, to dlatego tak szybko Pan przyleciał po mnie. Z Nieba wszędzie jest blisko.
Otarł rękawem wilgotne policzki, żeby rozmówca chociaż trochę bardziej przychylniej spoglądał na zagubionego małolata w dorosłej skórze. Chciał dobrze wypaść przed Panem z Nieba, ale pierwsze wrażenie nie mogło się spodobać. Ktoś porzucił lot w przestworzach, by dotrzymać towarzystwa i pocieszyć krótkim lotem zabłąkaną duszyczkę... musiał mieć albo jakiś powód, albo był Samarytaninem o czystym sercu. Mało kto odważyłby się zagadać do obcego, ba - zapewnić mu rozrywkę - a tu proszę. Pewnie był strasznie pewny swego. Oh, jak bardzo chciałby Eto mieć taką odwagę jak ów Pan Z Ptasimi Piórami!
Mrugał kilkakrotnie oczkami nie rozumiejąc co autor miał na myśli. Zdezorientowany próbował poszukać własnego rozwiązania, nawet jeśli od A do Z różniło się od prawdziwego toku rozumowania byłego Archanioła. W końcu nie wytrzymał i podzielił się na głos swoimi przemyśleniami, nawet jeśli odniósł wrażenie, że towarzysza mało co obchodzi zdanie Zielonowłosego.
-Nigdy więcej czego? Wspólnego latania? To zrozumiałe, skrzydła muszą być zdrowe, żeby kiedyś Pan Michael wrócił do domu. A to przecież jest tak wysoko...
Uniósł wzrok do góry i spoglądał w Niebo szukając na chmurce wełnistego domku swojego nowego znajomego, lecz nawet jak bardzo wytężał wzrok - nie mógł zlokalizować niczego podobnego. Ah, chyba że chmurka to jego posłanie! Takie cieplutkie łóżeczko z kołderką lżejszą od puchu. Ciekawe czy w nocy nie przeszkadza mu za bardzo tarcza Księżyca w pełni, a w dzień - zbyt mocne Słońce? Wesoła minka spochmurniała, kiedy tylko wrócił z obłoków na ziemię, a ściślej na most kolejowy nad rzeczką, w której widział przedtem odbicie Wampira. A teraz nie mógł go odnaleźć. Może ma coś nie tak z oczkami? Zmrużył powieki i usiadł z powrotem na tory podpierając dłońmi głowę, żeby nie opadła między ramionka. W przeciwieństwie do Stróża, jego podopieczny miał nadmiar wszelakich emocji, które zbyt szybko mieszały się ze sobą i czyniły go słabym w walce. Tak na dobrą sprawę nigdy nie miał okazji spróbować swoich sił, tylko raz zamachnął się srebrnym nożem na Wampira. I zostawił paskudną ranę na dłoni.
-♫.♪ Michael-el-el-elooo Michaello, o-o-o... ♫.♪
Śpiewał sobie bezwiednie pod nosem piosenkę (chyba da się domyśleć) własnego autorstwa, i zdawało się, że jak sobie nucił później bez słów melodię był odrobinę weselszy. Tylko to raczej miało mało co wspólnego z zachowaniem bezpieczeństwa na czynnych torach kolejowych, ponieważ lekko kiwając się na boki dalej przesiadywał na moście zerkając w wodę. Tak naprawdę to nie wiedział też co z sobą zrobić, w którą stronę iść, czy nasłuchać przyrody czy iść po prostu przed siebie.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Sro Wrz 10, 2014 2:35 pm

Michał miał kompletnie inne zdanie na ten temat. Nigdy do końca nie udało mu się pojąć pracy anioła stróża. Nie rozumiał, dlaczego ten nie może reagować, gdy jego podopieczny był w niebezpieczeństwie, chyba że okoliczności były wyjątkowe. Zresztą, ta zielonowłosa była nieśmiertelna, a serafin wiedział o tym doskonale, gdy tylko Bóg do głowy wcisnął mu aurę przyszłego protegowanego. Wobec tego z jakiej racji miał niby udawać, że go nie ma i ukrywać się przed obcym wzrokiem? Stróżowanie w sposób jawny wydawało mu się w jakiś niewyjaśniony sposób łatwiejsze. Może dlatego, że jako przywódca anielskich zastępów zawsze maszerował na pierwszej linii ognia? Na pewno miało to jakiś związek z tym wszystkim.
- Możliwe – odparł zdawkowo, nie chcąc wdawać się w zbędne dyskusje na ten temat. Wydawało mu się zresztą oczywiste, że jego imię brzmi godnie i wspaniale. Michael! Taki dumne, chwalebne i, co ważniejsze… - Znaczy „Któż Jak Bóg” – dodał po chwili, chociaż do końca nie był pewien, czy Eto w ogóle wie, kto taki ten cały Bóg i dlaczego powinien się do niego modlić. Sama myśl, że to zielonowłose coś może nie wiedzieć doprowadzała go do wewnętrznej wściekłości i jedynie sprawiała, że miał wielką ochotę przyrżnąć mu Biblią prosto w głowę. Ale nie powinien. Mało tego, chyba nawet nie było mu wolno.
Miał tylko pilnować, nie zamierzał wgłębiać się w żadne aspekty życia istoty przez nań stróżowanej. Po co? I tak nie byłby w stanie pomóc, przecież został stworzony jako personifikacja tych niszczycielskich cech Boga. Jego gniewu i okrucieństwa. Powinien być, jak na anioła przystało, cierpliwy i pełen miłosierdzia… inna sprawa, że nie do końca wyszło tak, jak wyjść powinno. Michaś nie bez powodu nabawił się w Niebie i w Piekle etykietki beznamiętnego sukinsyna. Na Ziemi nie bywał dość często, aby i tak nieśmiertelni poznali jego oblicze dość dobrze. Ba, bywał tam tylko i wyłącznie wtedy, kiedy musiał – podczas misji od Pana, kiedy musiał – przykładowo – zniszczyć Sodomę i Gomorę. Nic niezwykłego, zazwyczaj właśnie on był oddelegowany do tego typu zadań. Nikogo nie powinno to zresztą dziwić za bardzo.
- Nie byłem teraz w Niebie – sprostował gładko, a zaraz po tym dodał bez większego zastanowienia: - Szukałem cię. Jestem aniołem stróżem.
Nie do końca nim przecież był… tylko Serafinem, Drugim po Bogu, Panem Zastępów, Mieczem Pańskim… jednym z najwyższych w Niebie aniołów, tylko w chwili obecnej wszystkie te tytuły zostały mu odebrane jak za dotknięciem magicznej różdżki i stał się zwyczajnym stróżem. Nie miał w tej kwestii większego wyboru, to była przecież kara za zbyt dużą porywczość i brak kontroli nad swoją wściekłością. A kary powinien przyjmować z podniesionym wysoko czołem.
Wspólnego latania? Michael zacisnął mocno usta i przez dłuższą chwilę po prostu nie odpowiadał. Co za idiotyzm. To akurat wydawało mu się oczywiste, nie był podniebnym wierzchowcem, aby zabierać kogokolwiek na idiotyczne przejażdżki. Na dodatek jeszcze bardziej ubodła go druga część tej wypowiedzi, że niby skrzydła muszą być zdrowe, aby mógł wrócić do Nieba…
- Żeby to było takie proste – mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do Eto. Wysokość przecież była w tym miejscu czymś względnym. W tej chwili miał do nieba tak wysoko, że nigdy nie był od niego dalej. Nawet nie wiedział, jak długo ma się bawić w niańkę. – Nie narażaj się na głupie niebezpieczeństwo – chociaż nie dodał już, że to byłoby dla niego samego po prostu upierdliwe, bo przecież teraz miał nie odstępować od Eto nawet i na krok, aby go pilnować. Żeby nic mu się nie stało. Miał być, do licha, cieniem, bardzo widocznym i groźnym cieniem, którzy wściekłym spojrzeniem potrafi rozpędzić niebezpieczeństwo.
I chwała Bogu, że nie powiedział Michałowi o swoich przemyśleniach co do miejsca jego zamieszkania. Przecież wtedy już całkiem wydałoby się, jak małe pojęcie o religii ma Eto, a to nie wyszłoby im obu na zdrowie. To było niedopuszczalne! Jak istota, która dostała za anioła stróża samego Michaela, miałaby nie wiedzieć tak podstawowych rzeczy? Niegodny… po prostu byłby wtedy niegodny tak wielkiego zaszczytu! Ba, nawet nie byłby go świadomy!
- Przestań – oznajmił zimno, kiedy zielonowłosa istotka zaczęła śpiewać i jeszcze bujać się na boki na torach. Jeszcze tego brakowało, aby spadł. Znowu trzeba by było się męczyć i go jakoś dogonić… chociaż z tym nie byłoby problemów, zwłaszcza że anioł przywykł do ciągłego mania się na baczności. I był cięższy, mógł skrzydłami nadać swojemu ciału bardziej opływowy kształt. Złapałby. Ale to byłoby upierdliwe. – I wstawaj. Idziemy stąd, jest tu niebezpiecznie – dodał jeszcze i wbił naglące spojrzenie w Eto. Na całe szczęście on już zdążył się zorientować, że na torach nie jest zbyt bezpiecznie. A nawet w ogóle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Pon Lut 16, 2015 12:05 pm

-Anioł Stróż...? -zerknął niepewnie na Skrzydlatą Istotę i trochę jakby przestraszył się, bo przebiegły po nim ciarki- ... miałem już jednego, ale nie posiadał skrzydełek. No i... uhm...
Zamilknął w tym miejscu, gdyż zdołał zauważyć (wreszcie), że Michael nie lubił gadulstwa Długowłosego. Ale nie tylko dlatego. Mikuś już nie jest jego "Aniołem Stróżem", dostał nowego ochroniarza z równie zatwardziałym sercem co poprzednik. Byli bardzo podobni do siebie, mimo oczywistych różnic wynikających z samej przynależności rasowej.
Posłusznie też uciszył swój śpiew, by nie rozgniewać Błękitnookiego obrońcy. Było coś w nim smutnego, co objawiało się w każdym jego geście i słowie, nawet spojrzeniu, ale Eto nie wiedział jeszcze jak temu zaradzić. Jeszcze, gdyż miał ochotę i kolejny cel w swojej marnej egzystencji. Taki układ może wyjść obu na dobre. Powinien troszczyć się o dobro tej relacji, aby nie zepsuć jej, ani nie nadwyrężyć cierpliwości Miecza Boga. Nie dając kolejnych (przynajmniej na razie) powodów do gniewu wstał z torów i ostrożnym krokiem zmierzał na drugi brzeg rzeki, gdzie kończył się most, a zaczął stabilny grunt. Poczuł nareszcie ziemię pod nogami, lecz tylko tą fizyczną. Bo cały jego dotychczasowy świat runął wraz z rozłąką z Mikusiem. Spojrzał przed siebie, dookoła, nic nie było mu znajome, nawet nie znał osoby, która z obowiązku miała dbać o jego zdrowie i bezpieczeństwo. Co powinien zrobić? Tęczowe oczka zalśniły lekko od łez, których nie uronił. Wiedział, że nie powinien, ale musiał powiedzieć Aniołowi. Musiał mu chociaż trochę zaufać i powierzyć najważniejsze informacje. Będzie ciężko, gdyż Eto nie potrafił rozróżnić esencji wypowiedzi od wyrażania swoich przemyśleń czy poglądów.
-N-nie wiem gdzie iść... -oznajmił cichutko opatulając ramiona swoimi szczupłymi dłońmi- ...może tam? A-albo tu?
Kręcił główką wskazując tym samym dróżki prowadzące do różnych części miasta. Jako "stworzenie" lubiące się w takich trudnych chwilach przytulić się do towarzysza, a nie mogące w tym momencie na to sobie pozwolić, wtulił twarz w swoje ramiona i poszedł na chybił trafił w lewo. Nie patrzył czy idzie z nim Stróż, poniekąd wiedział, że nie opuści go na krok, tylko po co? Eto już nikt nie pomoże, stracił wszelką wiarę w swoją misję, w swój byt. Jeszcze burczało mu w brzuszku z głodu, a że pożywiał się emocjami innych, ich brak w otoczeniu nie zapewniał mu stabilizacji życia. A bał się powiedzieć cokolwiek o sobie, zresztą Michael był bystry i mógł wiedzieć to i owo o cudaku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Pon Lut 23, 2015 2:07 pm

- Wobec tego nie był Aniołem Stróżem – uciął ciężko Michał. Też coś. - Każdy anioł ma skrzydła.
Niekoniecznie potrafił sobie wyobrazić kogoś, kto mógłby zwyczajnie piastować urząd stróża bez odpowiedniej „licencji” czy powołania od samego Boga. Też coś. Głupie, ziemskie istoty nadawały sobie przydomki, o których niczego nie wiedziały. Chyba dlatego Michael tak bardzo nie lubił Ziemi. Może nie ona sama była powodem, ale przez te wszystkie stworzenia, które po niej chodziły? Tak, to miałoby już o wiele większy sens. Znacznie.
Nie odpowiedział. W sumie wątpił, aby Eto mówił do niego, sam zastanawiał się, dokąd powinien iść. Sam również powinien podjąć tę decyzję, w końcu serafin po prostu miał.. być. I tyle. Być w pobliżu, tak na wszelki wypadek, chronić przed urazami. Mógł milczeć jak zaklęty cały czas, wcale by mu to nie przeszkadzało. Nie zamierzał również dowiadywać się czegoś o Cudaku. Nie chciał. Nie interesowało go to. Chciał jedynie wrócić do Nieba. Do domu. Wypełnić misję, odkupić swoje winy i wrócić.
Nie musiał przy tym angażować się w jakikolwiek sposób, prawda?
Tak uważał.
Szedł dwa metry za Eto, aby dać mu w ten sposób jakąś... przestrzeń. I poniekąd czas na przyswojenie nowej sytuacji. Ostatecznie niecodziennie zza chmur spada anioł i oznajmia, że od tego dnia jest Aniołem Stróżem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Pon Lut 23, 2015 4:53 pm

Ciężko jest osobie, która została nauczona, że ulega innej, bardziej doświadczonej osobie. Był nią niewątpliwie Miketsukami, z którym tak mocno zżył się, iż z wielkim trudem przeszedł na inne tory. Właściwie tylko dzięki zdegradowanemu Serafinowi, który ocalił mu życie. Swoją drogą bardzo dziwnie się zachowuje - niby pilnuje Eto, a idzie dwa metry dalej, jakby się brzydził albo nie chciał być powiązany z Zielonowłosym. Opatulił się jeszcze mocniej ramionami, gdy zadął silny wiatr mącący jego burzę włosów. Wiedział, iż w takich sytuacjach nie może stanąć, tylko iść, żeby utrzymać ciepłotę ciała. Brakowało mu czegoś do ogrzania, ubranie jakie nosił nie do końca nadawało się na chłodniejsze dni. Przedtem nie przeszkadzało mu to w tym - wtulał się w Czystokrwistego i po krzyku. Szedł na oślep rozważając ostatnie słowa Lazurowookiego. Czyżby jego poprzedni Anioł Stróż nie był tym za kogo się podawał? Może nie miał skrzydeł, lecz bronił go. Może po prostu nie powinien tak dosłownie brać niektórych słów? Z dziecięcym umysłem nabył sporą dawkę naiwności, która przelewała się w jego egzystencji parokroć. I dzisiaj też będzie okazja do tego objawu.
Bowiem dostrzegł z daleka nieruchomą sylwetkę z rozżarzonym punkcikiem w okolicach głowy. Zaszklony wzrok Cudaka ożywił się i przyspieszył tempo chodu. Nawet na bladej twarzyczce pojawił się uśmiech i lekki rumieniec z radości. Dostrzeżona postać zamarła w bezruchu nie rozumiejąc zachowania Eto machającego ręką w jego stronę.
-Dzień dobryyyy!
Było późne popołudnie, prawie wieczór, lecz przelał tyle radości w te dwa krótkie słowa, iż nieznajomy podarował omyłkę. Gorzej z dalszymi wypowiedziami Długowłosego młodzieńca, który znalazł się za chwileczkę tuż przed jego nosem z wesołą buźką. Uniósł jedną brew do góry.
- Czy my... znamy się?
Tak jakby Eto tylko na te słowa czekał, gdyż z jeszcze bardziej rozradowanym tonem i gestami rąk ku górze oznajmił wielką prawdę! Taaak, mądrość na jaką wpadł jest godna podziwu i nasłuchiwania!
-Teraz możemy się poznać, prawda?
Typ z papierosem w ustach przez chwilę milczał ignorując wariata, lecz gdy dostrzegł jego koleżkę za plecami, wyraźnie poddenerwował się. Młodzieniec o długich włosach doskonale wyczytał ów emocję, ale nie zdążył jej "ugryźć", gdyż przyłapany na paleniu mężczyzna szybko wygrzebał z kieszeni drobne wciskając w ręce Tęczowookiego. Wolał coś dać teraz jednemu, niż później mieć kłopoty z dwójką narwańców!
- Weź to i nie wchodź mi w drogę!
Zerwał się szybko z miejsca ze swoją teczką i dał w długą, że niemal kopciło się za nim. Cudak zamarł w bezruchu z garścią monet w szczupłej, zimnej dłoni, i patrzył się za uciekinierem z lekkim zdumieniem. Później stopniowo zdumienie przerodziło się w tęsknotę, a potem w powagę. Od razu wyglądał o dziesięć lat starzej, gdy stał z kamiennym wyrazem twarzy przy głównej uliczce i straciwszy cel z oczu odezwał się o wiele bardziej stonowanym, wyciszonym głosem:
-To nic. Jak będę szukać dalej, to na pewno znajdę osobę, której w końcu poprawię humor. Jak kiedyś.
Bardzo prędko zmieniał swoje emocje, które były w rozsypce. Tak jak te monety różnych nominałów w jego dłoni, na które spoglądał i nie rozumiał ich funkcji. Ale skoro ktoś mu je dał, może są do czegoś przydatne? Schował trzy monety do tej samej kieszeni, w której trzymał duży, czerwony guzik niewiadomego pochodzenia, po czym tak samo skupiony jak na nie spuszczenia z oczu uciekiniera utkwił tęczowe tęczówki w swojego towarzysza (nie)doli.
-Michael, a Ty znasz kogoś, kto na Twój widok uśmiecha się z radości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stary most kolejowy   Today at 4:25 pm

Powrót do góry Go down
 
Stary most kolejowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stary dąb
» Opuszczony domek na drzewie
» Stary Cmentarz
» Stary farmer farmę... A nie to nie ta piosenka.
» O stary, no wyrosłeś jak spod ziemi!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: London Bridge-
Skocz do: