IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna Alejka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Główna Alejka   Pią Sty 17, 2014 10:23 am

    Główna Alejka to najszersza, najbardziej uczęszczana cześć parku. To tutaj można spotkać rodziców spacerujących z dziećmi, szalonych biegaczy uprawiających jogging, budki z lodami i hot dogami. Na zadbanym i równo przyciętym trawniku wokoło, młode rodziny z dzieciakami urządzają sobie latem piknik. Po obu stronach można znaleźć ładne, drewniane ławki, chętnie służące wygodnym miejscem do siedzenia.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Czw Cze 05, 2014 8:17 pm

Minęło kilka dni. Od kiedy tylko Ariael opuścił Belzebuba, wydawało mu się, że stanowi jednostkę... niekompletną, jakby ulokował część własnej duszy wewnątrz samego demona. Po rozstaniu z nim odczuł przemożną pustkę. Spoglądając na swoje blade dłonie, nie wiedział, dlaczego dopiero teraz wydają mu tak niepełne, a dotykając ust, że są aż tak samotne. Musiał jednak przetrwać ów czas do następnego spotkania, wykonując zadania zlecone mu przez Stwórcę. Starał się za wszelką cenę nie zgłębiać kwestii związanych z relacją jego i Belzebuba, zamiast tego szybko sprawiając sobie średnio nowy telefon komórkowy, rzeczy sprzedawcy budki z hot-dogami oraz przygotowując się do wybranej przez siebie roli. Nie było to trudne, zważywszy na długoletnią obserwację ludzkich zwyczajów i odruchów. Dzisiaj nastąpił jednak dzień ostatecznego ujawnienia - oto przed państwem Lew Boży w całej swej okazałości, maszerując przed siebie z życzliwym uśmiechem i pchając przed siebie kolorowy wózek, który zachęcał do kupna hot-dogów w niskiej cenie.
Nonsens - myślał, brnąc przez Główną Aleję z rosnącym zniecierpliwieniem, które skutecznie maskował. Wbrew pozorom to działanie było wręcz kluczowe. Cała ta farsa z udawaniem człowieka, w dodatku tak prymitywnego, miała zachęcić ludzi do niezobowiązujących rozmów. Teraz niemal każdy z mieszkańców Londynu był świadom istnienia istot nieśmiertelnych i to właśnie do tego tematu sprowadzał licznymi aluzjami oraz uwagami Ariael. Zdarzali się ludzie, którzy jawnie okazywali swoją niechęć lub obojętność, lecz i tacy, którzy po pytaniu spoglądali aniołowi w oczy niemal karcąco. Wniosek był jednak następujący - ludzie nienawidzili istot o nadprzyrodzonych zdolnościach czy atrybutach. Nie potrafili znieść, że wspólnie z nimi dzielił ów świat ktoś o wiele silniejszy, ze zdolnościami niemal boskimi, przez co w sercu Uriela wciąż rosła niechęć do ukochanego przez Stwórcę gatunku. Doprawdy, dlaczego to ich obdarzał taką aprobatą?
Mimo zmęczenia, Ariael cieszył się z pobytu na łonie natury. Nie bez powodu wybrał to właśnie miejsce - choć znajdowało się w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie, park należał do najwspanialszych, jakie anioł kiedykolwiek widział. Dlatego właśnie, mimo że nie wiedział, dlaczego ludzie stworzyli tak idiotyczne zawody, idealnie radził sobie w roli nie wyróżniającego się wyglądem sprzedawcy, nawet jeśli co chwilę babrał palce w ketchupie i znosił okrzyki biegających tu i tam dzieci. Warto było jednak wspomnieć, że Ariael na potrzeby tej nieudanej komedii zmienił się kolosalnie. Przede wszystkim przefarbował włosy czarną zmywalną farbą (włącznie z brwami) i ubrał w tanie, używane wcześniej rzeczy. W niczym, oprócz dostojnych rysów i autorytetu, nie przypominał pierwotnego siebie. Poznanie go było wręcz niemożliwe. Chyba że...


Ostatnio zmieniony przez Ariael dnia Nie Cze 08, 2014 10:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Czw Cze 05, 2014 8:53 pm

Michael nie miał dobrego dnia. Nie dzisiaj. Pomijając już tak mało istotny fakt, że on generalnie miał prawie zawsze gorszy dzień. Cóż, został UKARANY. On. Archanioł Michał, Miecz Pański i tak dalej. Został zesłany na Ziemię i odsunięty od swoich obowiązków, bo co? Bo pokazał parszywemu demonowi, gdzie jest jego miejsce i że lepiej przy nim nie żartować z tak poważnych rzeczy. Nawet jeśli nie pamiętał, co to właściwie było. Nieważne. Pogodził się z tą myślą, ale wciąż był wściekły – bo nie potrafił znaleźć swojego podopiecznego! Co za idiotyzm, zazwyczaj był w stanie znaleźć dowolną osobę, wszędzie. A teraz? Nic.
Sam właściwie nie wiedział, kiedy znalazł się w parku. Tak po prostu szedł w dowolnym kierunku, aż trafił między drzewa. Zdezorientowany na moment podniósł wzrok i rozejrzał się dookoła. Wcześniej ludzie czasami trącali go ramionami na ruchliwym chodniku, więc nieco zaskoczyła go ta nagła swoboda ruchów i wyczuwalnie czystsze powietrze. Zmrużył oczy i założył długie, rude włosy za uszy powolnym gestem. I tak na granicy świadomości wyczuwał aurę. Znajomą. Jakby tego było mało – bardzo nie lubią. I na kogo padło spojrzenie ciemnych oczy Michasia? Na sprzedawcę hot-dogów. Uniósł brwi, lecz kiedy zobaczył tylko jego twarz, nie miał najmniejszych złudzeń co do tożsamości tej istoty. Kto to był? Ariael.
Michał mimowolnie zacisnął dłonie w pięści i zaczął podchodzić do niego sztywnym, szybkim krokiem. Archanioł starał się do tego nie przyznawać, ale mógł z czystym sercem przed sobą to powiedzieć: nienawidził go. Naprawdę. Nie powinien żywić takich uczuć do jednego ze swoich braci, ale za nic nie umiał inaczej! Po prostu Ariel wprawiał go w obrzydzenia, jakby samo jego istnienie było czymś brudnym i złym. Niemalże dorównywał w tej kwestii Belzebubowi! A to już był naprawdę nie lada wyczyn.
Anioł zatrzymał się przed budką, chowając ręce do kieszeni zwykłych, czarnych spodni. Nie chciał z nim rozmawiać. Ale częścią jego kary była pomoc Ariaelowi w jego misji, bez względu na niechęć, którą do niego żywił. Pardon, nienawiść. To było dla niego upokorzeniem. Pomagać wrogowi, być na każde skinienie. Problem tkwił w tym, że Michał nie był pewien, czy Pan poinformował o tym cherubina. Bo gdyby nie… mógłby ukrywać, że to kara, prawda? Żadne tam kłamstwo, tylko częściowe ukrycie prawdy, które wcale nie byłoby aż tak złe. Nawet jeśli propozycja pomocy ze strony Michaela wyglądałaby bardzo podejrzanie i dziwnie, jakby tak naprawdę miał w tym jakiś o wiele głębszy cel.
- Ariael – oznajmił powoli ochrypłym głosem, bardzo niepasującym do zwykłego anielskiego wizerunku… jak cały Michaś właściwie, korzystając z okazji, że nikogo nie ma póki co w obrębie wózka i może używać zwykłego imienia. Oficjalnego. Zlustrował zimnym wzorkiem sztucznie zafarbowane włosy Ariela i udało mu się powstrzymać niezadowolony grymas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pią Cze 06, 2014 6:41 pm

Przechadzał się w tę i we w tę dobre dwie godziny, wypytując o rzeczy bardziej i mniej dla boskiej misji istotne. Jej idea wymagała licznych badań i rozpoznań, do których Ariael nadawał się idealnie, zważywszy na swoją naturę wszechstronnego humanisty. No i pomijając fakt, że to właśnie cherubin zaproponował taki plan działania samemu Bogu, który nie zgłosił żadnych obiekcji i po pewnym czasie przystał na wcielenie go w życie. Mimo że znał znaczenie odegrania swojej roli do końca, był już znużony ciągłymi uśmiechami i zachęcającymi do zwierzeń uwagami. I w tym momencie, właśnie wtedy, kiedy archanioł przystanął na sekundę lub dwie, by odpocząć, usłyszał dobrze znany głos. I bynajmniej nie lubiany, a skąd. Do kogo należał? Wystarczyło przenieść wzrok odrobinę w prawo, by ujrzeć Michała - ukaranego szlabanem na niebo Boskiego Wojownika. Na ten widok Ariael westchnął ciężko, nie mogąc opanować beznamiętnego wyrazu, który teraz niemal cisnął się mu na twarz.
- Witaj, Michale - powiedział bez jakiegokolwiek entuzjazmu, choć doskonale wiedział, że mężczyzna się zjawił tutaj po to, by mu pomóc. Znał także powód, dla którego rudzielec, co normalnie byłoby dosyć niezwykłe, zaszczycił go czymś na kształt powitania. Nie było tajemnicą, że Bóg zesłał Michaela na Ziemię, by nauczyć go pokory i, prawdę rzekłszy, Ariael z całego serca popierał jego decyzję. Nie po to, by serafinowi dogryźć, a by go nieco... naprostować. Nie tylko jemu doskwierał ów temperament, który przejawiał się w rudowłosym niemal podczas każdej misji czy działaniu. I och, oczywiście, że nie. Nie był aż takim idiotą, by się z tego cieszyć. Za Michaelem jako osobą nie przepadał - fakt faktem, aczkolwiek na dłuższą metę nie obchodziły go jego występki i decyzje, o ile nie narażały przy tym Chwały Boskiej. A, jak widać, ostatnio jego anielski brat przekroczył ustanowioną przez miłosierdzie granicę. A on, gwoli przypadku, postanowił na tym skorzystać. - Dobrze, że jesteś. Przyda mi się pomoc. Przejmiesz pałeczkę, łażę po parku już z dobre parę godzin.
Mruknął, odgarniając kosmyk czarnych włosów za ucho i spoglądając spod wpół przymkniętych powiek na swego towarzysza. Mimo cienia rzucanego przez parasolkę doczepioną do wózka z przysmakami, Ariael czuł, że powinien schować się w cieniu. Jego jasna skóra nie była naturalnie przyzwyczajona do tak silnego oddziaływania promieni słonecznych, więc nie powinien przebywać na Słońcu aż tak długi czas. Nie czekając na jakąkolwiek zgodę czy słowo ze strony serafina, zaczął pchać wózek w jednym kierunku, który prowadził do publicznych toalet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sob Cze 07, 2014 10:28 pm

Michał z kolei postanowił, po krótkim zastanowieniu, swojej niechęci nie ukrywać. Ot, przecież obaj wiedzieli, jak sprawy między nimi się układały, więc nie sądził, żeby udawanie zmieniło cokolwiek. Cóż miał zrobić? Za nic nie potrafił powstrzymać tej fali niechęci na sam widok cherubina – chociaż i tak zazwyczaj nie ukrywał swoich emocji, ani tym bardziej nie panował nad nimi najlepiej. To nie było przecież jego winą, naprawdę próbował to zmienić na przestrzeni lat, ale zawsze, gdy już myślał, że jest blisko upragnionego celu i okiełznania samego siebie, to wydarzało się coś, co kompletnie wyprowadzało go z tej i tak chwiejnej równowagi i tracił nad sobą kontrolę. Rzucał się na obiekt swojej złości z pięściami albo coś… wszystko przez to, że wcześniejsze mniejsze złostki tłumił! Gdyby nie to, na pewno tak by się stało!
I właśnie dlatego przestał z tymi próbami samokontroli. Tak było bezpieczniej.
- Michaelu – poprawił szorstko anioła, mrużąc przy tym ciemne oczy, które z miejsca zaczęły ciskać niewidoczne tak do końca gromy. Ot, te przymrużone teraz ślepia mogłyby przypominać teraz prawdziwą burzę.
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, zapewne mającego wielki związek z tym, że nie życzy sobie takich zdrobnień – bo dla niego już sam „Michał” był poniekąd zdrobnieniem – kiedy zwyczajna, gumowa piłka do gry w piłkę nożną świsnęła mu koło ucha, ocierając się o policzek i uderzyła o budkę z hot-dogami. Serafin zatrzymał ją stopą i powoli pochylił się, żeby ją podnieść. Na chwilę ignorując Ariaela, zacisnął na niej palce i całkowicie umyślnie rozgrzał same opuszki palców. Po co? Żeby przebić piłkę. Wprawdzie była to mała dziurka, lecz powietrze zaczęło ulatywać przez nią momentalnie. Spojrzał na dzieci z góry i bez żadnego słowa rzucił im tę durnowatą, gumową zabawkę, która sflaczała w dłoniach. A później, jak gdyby nic się tak naprawdę nie stało, odwrócił się z powrotem do Ariela.
Na chwilkę, kiedy padły te słowa, Michael wciągnął ze świstem powietrze, jak gdyby nawet nie mógł uwierzyć w to, co właściwie usłyszał. Wiedział? Wprawdzie każdy w Niebie zdawał sobie sprawę z tego, że został ukarany – tam też plotki rozchodzą się bardzo szybko – ale nie miał pojęcia, że ta pomoc, której miał udzielać Urielowi, również jest aż taka jawna. I sam nie wiedział, co złości go bardziej.
- Co, proszę? – warknął gardłowo, przez chwilę patrząc na mężczyznę mniej więcej tak, jakby chciał na miejscu skoczyć na niego z zębami i odgryźć mu głowę. Jakby nie patrzeć – Michał przypominał wielkiego lwa, który tylko czai się, żeby ryknąć. Taki groźniejszy Simba. Czerwona grzywa, złota skóra, której nigdy nie chował przed słońcem, wiecznie wyszczerzone w grymasie wściekłości kły… o ile Ariel był Lwem Bożym z tytułu, o tyle Michael przypominał po prostu taką groźną bestię.
Ruszył za aniołem, zaciskając dłonie w pięści ze wzburzenia. Też coś. Miał mu rozkazywać? Jemu? Mieczowi Pańskiemu i temu, który strącił Lucyfera do Piekieł? Jakim prawem?! Chyba jeszcze nigdy nie czuł się bardziej poniżony. Kretynizm. Mógł wydawać mu rozkazy tylko Bóg, tylko Ojciec. Był jego podwładnym, dzieckiem, gotowym zrobić absolutnie wszystko na jedno jego skinienie ręki. Ale… przed tym tutaj? Chuchrowatym albinosem, który zamiast robić coś pożytecznego większość swojego czasu przemarnował na te wszystkie czcze gadaniny i rozważania? Przez chwilę chciał zacisnął dłoń na rękojeści miecza, tak dla uspokojenia, lecz coś jednak go hamowało. Nie miał najmniejszych złudzeń co do tego, który z nich wygrałby otwarte starcie. Oczywiste, że on. Pf, też coś. Zrównał krok z Arielem.
- Twoja nieudolność nie jest moim problemem –
syknął, zniżając nieco głos, przez co brzmiał jak warkot po prostu. Tylko dlatego, że nieopodal nich przechodzili akurat ludzie. Tylko ze względu na nich i fakt, że miał się nie wyróżniać zbyt bardzo, wciąż nad sobą panował. A i tak teraz był lekko rozdrażniony!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sob Cze 07, 2014 11:37 pm

Michał, Michael - cóż to za różnica? Imię było tylko imieniem; nazwą, którą wykorzystywało się do wskazywania odpowiedniej osoby. Jeśli oba te określenia oznaczały jedną i tę samą personę, co w tym przypadku było aż nader oczywiste, dla białowłosego sprostowanie to nie miało żadnego sensu. Rzucił więc tylko krzywym spojrzeniem w kierunku serafina, poprawiając trójkolorową czapkę, po czym kontynuował swój marsz w stronę szyldu "WC". Nie odezwał się. Był tak cholernie znużony, że ledwie rozchylenie warg wprawiało go w stan niechęci przed jakąkolwiek rozmową. Na incydent z piłką zwrócił uwagę dopiero po chwili, zatrzymując się i spoglądając na swego towarzysza wpół zasłoniętymi przez powieki oczami, w których głębi czaił się cień nieudolnie skrywanej pogardy.
- Czasem zastanawiam się, czy masz jakieś poczucie stosowności lub uprzejmości, doprawdy - mruknął ze spojrzeniem utkwionym w towarzyszu, po czym pchnął wózek po raz kolejny, sugerując tym samym dalsze wszczęcie porzuconej wędrówki. Nieszczególnie przejmował się dziećmi, lecz nie uważał, żeby działanie Michaela było uzasadnione. Ot, czysta złośliwość i tyle.
- Dobrze słyszałeś - odparł, po czym z jego ust wydobyło się ciężkie westchnienie. Postanowił nie patrzyć na rudowłosego, w głębi duszy przeczuwając, że wystarczyło jedno niepokorne spojrzenie w jego kierunku, a ten mógłby wybuchnąć. Z drugiej strony nie miał najmniejszej ochoty pozwolić sobie na doszczętne poczucie humoru. Gdzieś w zakamarkach umysłu pojawiło się wspomnienie nocy z Belzebubem, na które wargi Ariaela ułożyły się w uśmiechu. Z jakiegoś powodu nagle odzyskał chęć działania. Im szybciej skończą, tym szybciej ponownie spotka się z demonem. Nieświadomie nogi cherubina zaczęły poruszać się odrobinę szybciej.
Podczas gdy albinos zdawał się nie zauważać obecności swego aktualnego współpracownika, Michael zdawał się cudem kontrolować swoją wojowniczą naturę. W końcu, słysząc pełne jadu słowa, białowłosy zerknął na rudzielca, mrugając kilkakrotnie - tak jakby widział go po raz pierwszy na oczy.
- Chcesz powiedzieć, że biała cera to mój wybór? Kwestia niedopracowania? Może miałbym sam sobie wyprodukować melaninę? Twoja znajomość biologii woła o pomstę do samego Stwórcy, Michale - powiedział, celowo używając tego określenia, po czym uniósł palec i wskazał na czysto niebieskie niebo. Czuł rosnącą irytację spowodowaną bezpodstawnym oporem, który i tak nie miał się na nic zdać idącemu obok niego serafinowi. Bóg nakazał Urielowi, by powierzył swemu bratu jakieś zadanie, a białowłosy - czy raczej czarnowłosy - właśnie do tego dążył. Lecz jeśli druga strona odmawiała współpracy? Kąciki archanioła delikatnie wykrzywiły się ku dołowi - Pracujesz na siebie. Nie musisz mi pomagać, jeśli nie chcesz, ale wówczas nie oczekuj, że szlaban na Niebo zostanie wspaniałomyślnie zdjęty, a Bóg przyjmie Cię z otwartymi ramionami. Twoja decyzja.
Odgarnął ciemne włosy dłonią, której opuszki palców zabarwiły się na ciemny kolor. W końcu oboje znaleźli się na miejscu. Ariel zostawił wózek na zewnątrz niewielkiego budynku z toaletami, wziął z środkowej skrytki normalne ubrania, po czym wszedł do jednej z nich, rzucając lakonicznie:
- Przypilnuj. - Tymi słowy zniknął za drzwiami, po drodze zdejmując czapkę. Wrócił po kilku minutach, trzymając strój sprzedawcy w dłoni. Jedyne, co zostało po tamtej wykreowanej na potrzeby misji osobie, to czarne włosy, z których odbarwieniem musiał jeszcze poczekać. Uniósł wzrok na swego towarzysza, a następnie z lekkim uśmiechem błąkającym się po wargach podniósł ubrania sugestywnie ku górze. - To jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Nie Cze 08, 2014 1:03 am

Niektórzy po prostu nie lubili, gdy ktoś zwracał się do nich zdrobnieniami. Zwłaszcza ktoś, kogo szczerze i z całego serca nie znosili. A w przypadku tej dwójki chyba nie można było mówić o niczym innym niż o całkowicie obustronnej niechęci, która i tak ze strony Michała rozrosła się z czasem do bardzo destrukcyjnego stopnia nienawiści i przed ostentacyjnym okazywaniem jej powstrzymywały go rozkazy od Pana. Cóż, może i Ariael był jego bratem, ale z całą pewnością tym najmniej lubianym.
- To nie twoja sprawa – parsknął, krzyżując ręce na piersi i wciąż wpatrywał się w błękitne oczy albinosa. Może i musiał mu pomagać, ale nikt nie kazał mu słuchać tych kretyńskich uwag, też coś. Nie musiał tego znosić! Nawet nie chciał, nie życzył sobie i znów po prostu wielkim cudem powstrzymał się przed jakąkolwiek reakcją, która wymagałby użycia siły. Do tego był zdolny aż za bardzo.
O dziwo – i o ironio – Michael również pomyślał o Belzebubie. Lecz z tą różnicą, że przez chwilę porównywał do siebie tę dwójkę i dojść do wniosku, że są siebie warci. Rzecz jasna, u niego sama myśl o tym powodowała jeszcze większe rozdrażnienie, któremu wciąż brakowało całkiem sporo do apogeum. Na szczęście. To dopiero byłoby bardzo niestosowne z jego strony, gdyby postanowił nauczyć tego farbowanego kretyna, co to jest szacunek. Szacunek dla silniejszych, którzy na dodatek bardzo łatwo się denerwują i wówczas nie do końca przejmują się takimi błahostkami jak konsekwencje. Pf, też coś. I bez najmniejszych problemów nadążał za Ariaelem – ha, mało tego, dla kogoś o takim zamiłowaniu do wszelkiego wysiłku fizycznego, to był zwyczajny spacerek.
- MICHAELU – wycedził z tak wielkim naciskiem, że gdyby Uriel miał w sobie dosyć przyzwoitości, to jak najszybciej by się poprawił lub chociaż padł trupem. Cóż, najwyraźniej wcale niemiał, bo jak gdyby nigdy i nic szedł sobie dalej, czym po prostu doprowadzał Michała do szewskiej pasji. Na Boga, jak można kogoś tak bardzo nie cierpieć?! – Chcę powiedzieć, że jesteś słabeuszem, który nie potrafi wytrzymać byle kilku godzin na słońcu pod cholernym parasolem – prychnął pogardliwie. Redukował swoją wściekłość obelgami. Zawsze lepszy taki sposób niż przemoc, czyż nie? W końcu serafin bardzo jej nie lubił, co wcale nie przeszkadzało mu w zwalczaniu przemocy przemocą. Na hipokryzję nie ma żadnego dobrego lekarstwa, niestety.
Łypał spode łba na cherubina, powstrzymując cisnącą się na wargi uwagę i jeszcze mocniej zaciskając dłoń na swojej piersi, żeby jakoś sama przypadkiem nie pobiegła prosto w stronę twarzy Ariela. A miała na to ochotę, on sam również, niemniej z całych sił walczył z podobnymi ciągotami. Wiedział, że ten tutaj ma rację. I chyba właśnie to wkurwiało go najbardziej! Dlatego nie skomentował i w ogóle tylko prychnął z taką pogardą, jakby to było jedna cholera wie co. Na pewno podczas nauczki za brak pokory nie wyszłoby mu to na dobre. Zdecydowanie.
Przyglądał się w milczeniu aniołowi, przeklinając go po tysiąckroć w myślach. Czemu nie mógł spaść razem z tym głupim Belzebubem? Wtedy wszystko byłoby o wiele łatwiejsze! Michał był nawet w stanie uwierzyć, że wszystkie jego napady wściekłości są spowodowane tym, że właśnie ten anioł został w Niebie. Bo czy nie jest tak, że o swoje wszystkie niepowodzenia obwiniamy naszych wrogów? A przynajmniej właśnie w ten sposób sądził serafin. Niemalże od zawsze, a przynajmniej od czasu, gdy zrozumiał, czym właściwie jest nienawiść.
I co to w ogóle była za komenda? „Przypilnuj”. Jak do psa! Po raz kolejny w ciągu ostatnich kilkunastu minut, Michaś musiał naprawdę bardzo mocno ze sobą walczyć, by przypadkiem w nikogo nie uderzyć. Na całe szczęście wtedy Ariel postanowił się przebrać. I chwała Bogu, bo naprawdę, nie ręczyłby za siebie! I to, co mógłby wtedy zrobić nie przyniosłoby mu ani chwały, ani nawet wybawienia z tej sytuacji. Przynajmniej zdążył się w miarę względnie uspokoić, a chociaż na tyle, by łypnąć po prostu ponuro na cherubina zza długich, czarnych rzęs. Bez słów, bo były w jego mniemaniu zbędne, po prostu złapał wózek za rączki i popchnął go.
- Nie potrzebuję „tego” – syknął i ruszył przed siebie, dumnie unosząc głowę do góry. Chociaż i tak pewnie na beznamiętna mina nie zachęcała nikogo do kupna czegokolwiek. Obojętność i nadgorliwość gorsze od faszyzmu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Nie Cze 08, 2014 7:32 pm

Słysząc tę pełną arogancji wypowiedź, uniósł wysoko brwi i spojrzał z rozbawieniem na Michaela, nie ustając w marszu.
- Nie moja sprawa? Jak widać teraz także moja, skoro przez ów brak poczucia uprzejmości oraz stosowności zostałeś zmuszony do pomocy właśnie mi. - Kąciki warg cherubina zadrżały delikatnie, wykrzywiając się ku górze, a jego spojrzenie zwróciło się ponownie na drogę przed nimi. Czy przejmował się rozdrażnieniem swego kolegi? Ależ skąd! Był już do niego do tego stopnia przyzwyczajony, że zdawał się go niemal w ogóle nie zauważać, co tylko podsycało złość rudowłosego. Ba, bezczelnie go ignorował. Ktoś mógłby pomyśleć: "Ariel, idioto, na co Ty się narażasz?", lecz wiedział, że pogróżki to wszystko, na co serafin mógł sobie pozwolić. On sam nie czuł niczego, oprócz chłodnej obojętności i zaledwie zalążka irytacji, który jak na tę chwilę utrzymywał się w stopniu względnej równowagi. Owa harmonia z jego dobrym nastrojem wywołanym przez wspomnienie spotkania z Belzebubem została nagle zachwiana na skutek jego następnych słów. Rzucił na mężczyznę pełnym niechęci spojrzeniem, w którym po raz pierwszy podczas dzisiejszej rozmowy pojawiła się iskra nienawiści. - A ja nie lubię się powtarzać. Jestem, do jasnej cholery, albinosem. To kwestia raczej niepodlegająca dyskusji z moim udziałem, nie uważasz?
Mruknął nieprzyjaźnie, odwracając wzrok. Co za ignorancki dupek - pomyślał w głębi duszy, próbując zredukować negatywne nastawienie, które Michał zaszczepiał w nim swoim zachowaniem. Nie przystało ono boskiemu słudze, lecz co mógł poradzić na takie odniesienia względem niego? Istniało co prawda w Ewangelii Mateusza popularne w dzisiejszych czasach przykazanie: "Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi", lecz w tym wypadku nie potrafił zignorować tak nieprzychylnego zachowania. Od kiedy tylko pamiętał, Michael sprawiał wrażenie niewrażliwego bufona, który zadzierał nosa i uważał siebie za źródło wszelkiej mądrości, której, nawiasem mówiąc, niewiele posiadał. Ariel znosił to wszystko z chłodnym spokojem, lecz Belzebub nie raz reagował ironią oraz wyrafinowanymi obelgami, co tylko jeszcze bardziej denerwowało ich uciemiężyciela. Mimo że Uriel nie pokazywał swoich emocji całemu światu, nie przepadał za Michałem. Był to fakt niezaprzeczalny i stuprocentowo prawdziwy.
Kiedy rudzielec odrzucił ubrania, Ariael uniósł wysoko brwi, a poziom jego zdenerwowania znów podskoczył ku górze.
- To tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że tak naprawdę nic nie wiesz o szpiegostwie i zdobywaniu informacji. Przywykłeś, że siła jest wartością absolutną, a inne umiejętności bagatelizujesz. Niesłusznie. Ale skoro uważasz, że sobie poradzisz, proszę bardzo. Ja tu poczekam.
Tymi słowy oparł się wymownie o ścianę budynku, odłożył rzeczy i skrzyżował ręce na piersiach, spoglądając na serafina spod przymrużonych powiek. Jego twarz wyrażała tak  wielką dezaprobatę, że większość zakwalifikowałaby go jako złego na swe dziecko rodzica, a nie archanioła. Cóż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Nie Cze 08, 2014 9:03 pm

Spojrzał na Michała z rozbawieniem. ROZBAWIENIEM. Co niby było takiego śmiesznego w tej całej sytuacji? Archanioł aż sam się prosił o to, żeby mu przypomnieć, kto właściwie tutaj rządzi. Przynajmniej według mniemania, oczywiście, samego serafina i to zdecydowanie w ten sposób metaforyczny.
- Tamtemu kretynowi wybitnie się należało –
parsknął, znów próbując sobie przypomnieć, czemu właściwie dał się tak wówczas ponieść. Co takiego powiedział demon? Co zrobił, że Miecz Pański bezmyślnie postanowił dać mu nauczkę raz na zawsze? Wciąż nie miał pojęcia, niemniej miał dziwne wrażenie, że ten uśmieszek, który pojawił się na twarzy Ariaela, prędzej czy później doprowadzi drogą idealnie prostą do rasowego mordobicia. Przynajmniej. Właściwie to wcale by się nie zdziwił, gdyby już całkowicie puściły mu nerwy i wyzwałby Ariela na pojedynek. Ot tak, po prostu, dokładnie w tym miejscu i tym czasie, bez względu na to, że w pobliżu byliby jacyś ludzie. Niech wiedzą, że aniołowie nie są tylko po to, żeby grzecznie prowadzić ich za rączkę, niech w końcu zrozumieją, że czasami są czystym Gniewem Bożym! Czy jakoś tak. Prawie uśmiechnął się z niemym trumfem, kiedy cherubin w kocu spojrzał na niego z niechęcią. Po stokroć wolał te przebłyski nienawiści niż obojętność. – To nie ma związki z faktem, że nie jesteś w stanie popychać głupiego wózka przez kilka godzin w tempie spacerowym.
Słabeusz i oferma.
Ha, gdyby ktokolwiek nastawił drugi policzek przy starciu z Michałem, to bardzo szybko by tego pożałował. Pewnie dlatego, że na dwóch ciosach by się wcale nie skończyło, a taka bierność potęgowałaby tylko tę bezradną furię. Cóż, Michael nie potrafił niczego na to poradzić, że właściwie takie zwyczaje mordobicie i wyżycie się jakimś cudem poprawiało mu nastrój i zdecydowanie rozładowywało bardzo skutecznie. Ktoś kiedyś mu powiedział, że powinien znaleźć sobie kogoś – rzecz jasna, żeby móc uprawiać seks i właśnie w ten sposób się wyładowywać – lecz taki delikwent niemalże od razu po wypowiedzeniu tego padł na podłogę. I to wcale nie z wrażenia, raczej został powalony prawym sierpowym. Jedyną chyba osobą, która sugerując coś takiego nie oberwała, był Belzebub. Tylko dlatego, że się cholerny szmaciarz uchylił. Żeby tak szlag trafił go na miejscu, gdziekolwiek się teraz znajdował!
Ariela przy okazji również mogłoby zahaczyć, naprawdę by nie żałował, nawet trochę. Cholerna, przemądrzała łachudra. Jeszcze zasłaniał się tym swoim albinizmem, jakby to była ciężka choroba. Rudzielec widział zwykłych aniołów z Zastępów, którzy mieli ikry o wiele, wiele więcej!  
- Niby jakie informacje? Czy ludzie wolą hot-dogi z musztardą czy ketchupem? –
warknął. Tak na dobrą sprawę to nie interesowała go misja Ariaela. Nie miał pojęcia, co takiego albinos miał robić na Ziemi, nawet kiedy Bóg zsyłał anioła, to nie wyjaśnił mu niczego. To pewnie również miała być część kary, że musiał pytać tego wychuchanego paniątka, co właściwie ma robić. Niedoczekanie. Nie upokorzy się aż tak. – Bo siła jest wartością absolutną. Z wielką chęcią cię przekonam.
Spojrzał przez ramię na cherubina, wkładając w ten krótki rzut oka całą swoją nienawiść i pogardę. Cóż. To jednak wcale nie zmieniało tego, że za nic nie wiedział, co właściwie ma robić i jak. Unoszenie się dumanie zawsze jest tym najlepszym i najrozsądniejszym wyjściem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pon Cze 09, 2014 9:40 pm

Ach... Więc to tak? Nawet mimo tej całej szopki z zesłaniem Michaela na Ziemię wraz z zakazem wstępu do Nieba, on nadal nie potrafił przyznać się do winy... Było to słyszalne nie tylko w tonie głosu anioła, ale też widzialne w jego aroganckiej postawie. Albinos uniósł wysoko brwi ku górze, mierząc swego wyższego brata wzrokiem. Wątpił, by z takim nastawieniem Michał dostał się do Królestwa bez problemu; nie kiedy wciąż był przekonany o swojej nieomylności i słuszności podjętych decyzji. Lecz na tym polegała owa boska prośba, która nakazywała cherubinowi okiełznać wojowniczą naturę rudowłosego. Choć żadne poddanie się nie wchodziło w rachubę, musiał przyznać, że owe zadanie było dla niego nie lada wyzwaniem. I to pod każdym względem.
- Bagatelizując swoich wrogów, sam jesteś kretynem - odparł z nutką niechęci i obojętności, która ponownie urozmaiciła jego głos. Zamiast spoglądać na swego kompana, wyciągnął telefon i przez dobre parę minut spoglądał na jego ekran z głupim uśmiechem. Dopiero następne słowa wytrąciły go z rozmyślań oraz rozmowy z Belzebubem, powodując u niego gwałtowne pogorszenie humoru. Jego dotychczas uśmiechniętą twarz ozdobił grymas irytacji. Wsunął komórkę do kieszeni spodni, po czym zwrócił się z władczym spojrzeniem w kierunku swego towarzysza. - Dobrze. Potraktuj to zatem niczym wyzwanie. Osiem godzin w tempie spacerowym. Skoro słabeusz dał radę, to co to dla takiego osiłka jak Ty?
Prychnął, zaraz ponownie przybierając chłodny i względnie beznamiętny wyraz. Miał dość tak upierdliwego towarzystwa. Gdyby nie fakt, iż Michael istotnie miał mu pomóc, już dawno odszedłby i działał na własną rękę. Dotychczas traktował ową współpracę jako próbę nie tylko dla serafina, lecz także dla niego, tak jakby Bóg doskonale wiedział o ich wzajemnej antypatii i próbował ich do siebie przekonać. Ariael pogodził się z takim stanem rzeczy, ale teraz... Nie. Jedno, stanowcze i zdecydowane "nie" promieniowało z niego z niemal nadludzką siłą. Nie wyobrażał sobie żadnych pozytywnych z tym mężczyzną, kiedykolwiek.
Aż w końcu nie wytrzymał.
- Dobrze. W takim razie idź i zdobywaj informacje, jakkolwiek chcesz i gdziekolwiek. Ale nie licz wówczas na moją pomoc. Nawet Ci nie powiem, o co chodzi. Zgoda? - wysilił się na najbardziej oschły ton w jego anielskiej karierze, wskazując wymownie dookoła, jakby na podkreślenie faktu, iż cały Londyn był jego aktualnym polem do popisu. Jeśli myślał, że z pomocą siły uda mu się zdobyć tak na pozór niewinne i nieistotne informacje, był w błędzie. Wobec tego co czarnowłosy tymczasowo archanioł miał z tym fantem uczynić? W tej chwili odpowiedź była prosta i przejrzysta - nic. Postanowił poczekać pod toaletą pewien czas, aż jego skóra odzyska standardową temperaturę, a działania Michaela odniosą jakieś skutki. O ile takowe będą - pomyślał z pogardą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sro Cze 11, 2014 9:33 pm

W każdym środowisku znajdzie się taki typ, któremu nie da się przetłumaczyć co i jak. Nawet siłą. Nic na niego nie działało, szedł w zaparte, całkowicie pewien, że ma racje. Kary też niczego nie zmieniały, uparty jak osioł. Michaś był właśnie takim środowiskowym osłem. A żeby było jeszcze śmieszniej, to na dodatek całkiem agresywnym, który leci z tymi kopytkami na każdego niemal, kto mu się przeciwstawia lub po prostu nie bardzo się z nim zgadza. Biedny Ariael. Na pewno wiedział, że próby wpojenia serafinowi do głowy czegoś poza jego przekonaniami będą czymś strasznie ciężkim. Zwłaszcza ze jego osobiste zdanie doprowadziło go tam, gdzie był teraz.
Do parku. I jeszcze rozkazano mu pomagać komuś, kogo nie cierpiał z całego serca!
- Niczego nie bagatelizuję, stwierdzam fakt – odpowiedział z tak widoczną w głosie pogardą i wyższością, że zdawała się być niemal namacalna. Prychnął tylko ostentacyjnie głośno, kiedy zobaczył, że wzrok cherubina jest utkwiony w telefonie. Też coś. Michał nabrał wielkiej ochoty, żeby przypadkiem mu to brzęczące urządzenie wypadło. I najlepiej posypało się w drobny mak. Chociaż… pewnie gdyby wiedział, kto właściwie siedzi po drugiej stronie linii, nie tylko telefon by się posypał. – Pewnie nic – wycedził przez zaciśnięte zęby. Gdyby tylko mógł, już dawno dałby temu cholernemu pajacowi po mordzie i już. Wtedy na pewno wszystkie problemy by się skończyły, a Michał mógłby sobie najzwyczajniej w świecie pójść i nie musieć przejmować się kimś takim nigdy więcej. Niemniej wciąż było to polecenie od samego Boga. To zdecydowanie były jedne rozkazy, do których podporządkowywał się niemal zawsze bez słowa czy nawet złej myśli. O, teraz był pierwszy raz, kiedy rudowłosy anioł wątpił w słuszność słów Pana.
Michael zmrużył oczy i zdjął bluzę, by móc odpiąć pochwę od miecza, którą zwykle nosił na plecach. Rozpiął klamerki na piersi i bardzo powoli przekładając broń nad głową, i z naprawdę wielką niechęcią położył go na jakiejś wystającej półce i nakrył bluzą. Przecież jego oręż nie może tak po prostu leżeć koło… hot-dogów. A rękojeść broni wystająca nad ramieniem również raczej nie zachęca do kupna czegokolwiek, o rozmowie nawet nie wspominając. Zwłaszcza że Michaś miał pewne – nie wiadomo dlaczego – problemy z komunikacją interpersonalną. Surowa twarz bez żadnego wyrazu nie jest z całą pewnością czymś zachęcającym.
- Nie.
Przełknął dumę. Do cholery jasnej, jak bardzo to piekło! Musiał wykonać rozkaz Boga, nawet jeśli w tej chwili to tak bardzo raziło jego dumę i… i wszystko. Nigdy nie czuł się chyba bardziej upokorzony niż w tej jednej chwili, kiedy musiał tak otwarcie przyznać się do swojej niewiedzy, do jakiegoś braku w samym sobie. Ale ciemne oczy, które łypały do tej pory tylko z ledwo widocznymi oznakami niechęci, teraz po prostu ociekały nienawiścią.
- Pan nie wyjaśnił szczegółów twojego zadania –
powiedział zimno, ale to okropne upokorzenie z miejsca przygasiło tę palącą złość. Teraz był po prostu zniechęcony i bardzo sceptycznie nastawiony do wszystkiego. Cóż, najwyraźniej takie uchybienia tej jego dumy dawały jakiś efekt w poskramianiu Miecza Pańskiego. I nagle, z kompletnie niewyjaśnionych powodów, palnął: - Belzebub jest w tym mieście.
To było najzwyklejsze w świecie stwierdzenie. A skąd właściwie Michał o tym wiedział? Aura. Był przyzwyczajony do tego, że zazwyczaj bardzo starannie śledził aury swoich wrogów, zwłaszcza takich, których niby mógł niszczyć. Aury Ariaela nigdy nie śledził. Fakt, naprawdę go nienawidził, ale przy okazji całkowicie lekceważył i nie widział w nim zagrożenia w całej swojej ignorancji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Czw Cze 12, 2014 7:23 pm

Ariael doskonale wiedział, że sens jego uwag prawdopodobnie omija Michała szerokim łukiem, lecz był zaskoczony faktem, iż mężczyzna wciąż w zaparte pogrążał się w wizji ideału, za którego uważał jedynie siebie. Powszechną opinią jest, jakoby istoty rozumne najlepiej uczą się na własnych błędach. Mimo to w chwili obecnej cherubin, spoglądając z dziwnym grymasem na swego rudowłosego towarzysza, powoli zaczynał poddawać w wątpliwość to stwierdzenie.
- To, co mówisz, tylko potwierdza moją tezę, Michaelu - mruknął ledwo dosłyszalnie, mając oczywiście na myśli idiotyzm mężczyzny. Nie powiedział tego na głos, a skąd! Nie chciał zostać ponownie ugodzony mieczem przez własnego brata.
Gdy wsunął telefon do kieszeni, skupił się na otoczeniu. Nawet jeśli podświadomie domyślał się, jakimi określeniami obdarzał go w myślach rudzielec, nie miał zamiaru tego roztrząsać. Wpatrywał się więc uparcie przed siebie, ani myśląc o spojrzeniu w kierunku swego niechcianego - tym razem już stanowczo niechcianego - kompana. W końcu jednak jego działania zmusiły go do obejrzenia się w niepożądaną stronę. Gdy ujrzał, jak serafin przykrywa swoją broń bluzą, podniósł dłoń do ust, a na jego twarzy pojawił się lekki, acz wyraźnie rozbawiony uśmiech. To Ci dopiero! Książę Zastępów i Boski Wojownik chował swój oręż przed tubylczym wzrokiem, by przemienić się w lokalnego i wzbudzającego zaufanie sprzedawcę hot-dogów. Fakt faktem, bez przymusu mężczyzna zapewne nie wcielił się w tak haniebną rolę, ale trzeba było przyznać, że całość wyglądała komicznie. W pewnym momencie Uriel ucieszył się, że jest świadkiem tak zabawnej sceny z udziałem swego (żeby nie powiedzieć "wroga") "nieprzyjaciela". Z drugiej jednak strony białowłosy archanioł czuł, że cała ta farsa z udziałem Michaela nie przyniesie żadnych zysków dla ich wspólnej misji. Ale wypadało spróbować, prawda?
Gdy odczekał parę minut w błogim cieniu, ruszył ramię w ramię obok swego niedoszłego rozmówcy. O dziwo, uzyskał odpowiedź, jakiej oczekiwał. Nareszcie Michał przyznał mu rację! Nie zamierzał jednak obnosić się tym słodkim zwycięstwem przed kimkolwiek, nawet w ich skromnym dwuosobowym gronie. Miał dać Michałowi nauczkę, a nie zniechęcać go do samokrytycyzmu. Ukrywając więc triumfalne uniesienie warg, które samo pojawiło się na jego twarzy, spojrzał na Michała, następnie cicho wzdychając. Zignorował zimny ton i pełen nienawiści wzrok. Był już po prostu przyzwyczajony, a poza tym doskonale zdawał sobie sprawę, iż przyglądanie się w podobny sposób jego wspólnikowi mogło spowodować niemiłe konsekwencje.
- Zapewne słyszałeś bądź sam zaobserwowałeś destrukcję międzygatunkową, której inicjatorami zostali ludzie. Znęcają się nad innymi rasami, nie wierzą w Boga, Niebo i Piekło, niszczą Ziemię... Przesiąkają złem. Obserwowałem zmiany, jakie zachodziły na tej planecie na przestrzeni wieków. Jest coraz gorzej. Przede wszystkim naszą pierwszą misją jest pomoc uciśnionym i ukaranie ludzi, a przynajmniej nakłonienie ich do zmiany. Później musimy zacząć odtwarzać części niebieskiej planety, które zostały częściowo bądź w pełni zniszczone. Jestem opiekunem Ziemi. Muszę działać.
Wyjaśnił pokrótce, przez pewien czas skupiając się tylko i wyłącznie na obranym celu. Był niewątpliwie szlachetny, lecz jego osiągnięcie wymagało wielu wyrzeczeń, o których Sarim wiedział doskonale. Istniało wiele kwestii, których rozwiązanie czy nawet samo przemyślenie wymagało dni, miesięcy, a nawet lat. Ich misja miała charakter długoterminowy - musieli działać stopniowo, dopracowując każdy szczegół.
Z rozmyślań wytrąciły go słowa rudowłosego, na które jego serce delikatnie przyspieszyło, lecz samo ciało nie ukazało zdenerwowania. Zupełnie zapomniał o umiejętności Michaela!
- I co w związku z tym? Po Londynie kręci się mnóstwo demonów mniejszego i większego kalibru - odparł zupełnie neutralnym tonem, wciąż spoglądając nieruchomo przed siebie. Nie zamierzał kontynuować tematu. Przegryzł delikatnie dolną wargę, idąc przed siebie i rozglądając się za potencjalnymi klientami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pią Cze 13, 2014 3:49 pm

Nie odpowiedział. Zacisnął mocniej usta i rozpoczął w myślach najprostszą z możliwych modlitwę. Ojcze Nasz, któryś jest w Niebie… Patrzcie go, potwierdza jego tezę! Znalazł się cholerny wolnomyśliciel, pogański filozof! Święć się imię Twoje. Przyjdź Królestwo Twoje. Czy to nie było przypadkiem szerzenie herezji wśród aniołów, gdy rozpatrywali te wszystkie kretyńskie nurty filozoficzne ludzi, którzy nawet nie wierzyli w Boga? Zresztą, sama myśl, że ten cholerny Ariael ośmielał się wyciągać jakiekolwiek założenia w jego kierunku przyprawiały serafina o zimną furię. Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na Ziemi. Tak, tak, powinien się uspokoić. Pan musiał mieć jakiś powód, dla którego rozkazał Michałowi pomagać właśnie Lwu Bożemu. Nie mógł nie wiedzieć o wzajemnej niechęci – w końcu wiedział wszystko. Więc niby czemu? Chleba powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy. Takie drobne znoje i waśnie nie mogły być winą. Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Przecież to naprawdę nie była wina Michała, że większość jego braci okazała się być skończonymi kretynami! I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego.
- Amen – mruknął tylko na głos, kompletnie nie przejmując się tym, że cherubin z całą pewnością to słyszy.
Na całe szczęście nie zauważył tego rozbawionego uśmiechu, zbyt zajęty pieczołowitym owijaniem swojej cudownej broni. Było niemal pewne, że zrobiłby z niej niemały użytek, gdyby go dojrzał. Cóż, Michał nie miał żadnego poczucia humoru. Absolutnego, on nie potrafił zrozumieć żartów za nic i zawsze, ale to zawsze brał je na poważnie. A kiedy ktoś próbował mu wyjaśnić, że to tylko kawał, to musiał liczyć się z faktem, iż najprawdopodobniej skończy z większymi lub mniejszymi obrażeniami za jawne kpiny z Miecza Pańskiego. Też coś!
Michael skinął powoli głową. Oczywiście, że nie widział, ale on użyłby zdecydowanie innych środków do przekonania całej ludzkości, że powinni jak najszybciej wrócić z pokorą prosto do Boga. Taka malutka powtórka z Sodomy i Gomory by im nie zaszkodziła. Czemu by nie zesłać gromów czy ognia na takie zepsute miejsce jak choćby Las Vegas? W tych czasach właśnie to miasto – zdaniem rudowłosego Księcia Zastępów – było istną Kolebką deprawacji i ludzkiego zepsucia.
- Nie rozumiem, skąd u Pana tyle łaski dla tego miejsca – mruknął i wzruszył nagle potężnymi ramionami, tym razem posyłając, tak dla odmiany, ponure spojrzenie Arielowi. – Ludzie nienawidzą i boją się odmienności, liczysz na cud. Łatwiej byłoby to wyplenić. Chwastu nie zmienisz w nic pożytecznego – oznajmił, wciąż chłodno i z wyraźną niechęcią.
Nie miał ochoty na rozmowy – a na pewno już nie na takie. Ciężko przychodziła mu empatia, czy zrozumienie dla cudzych, odmiennych poglądów. Ot, miał ukierunkowane myślenie na jednym torze i naprawdę nie umiał tego zmienić. Te słowa, które padły z jego ust, zdecydowanie należały do jednej z tych wiekopomnych chwil, gdy Michał nie użył swojego szorstkiego i prostego języka, by coś powiedzieć. Nawet i jemu czasami się to zdarzało! …raz na milenium. Ale zawsze!
Popychał wózek cały czas do przodu i zmarszczył brwi, kręcąc powoli głową.
- Mniejsze są wszędzie, żaden Strącony nie łazi po mieście bez celu –
burknął. Oczywiście, że nie zobaczył żadnych zmian u Ariela. Ha, mało kto by zobaczył, a Michaś nie zwracał uwagi na zbędne szczegóły. Po co wojownik miałby być aż tak małostkowy? Chyba że chodziło o bitwę! – Cholerny robal pewnie coś knuje – pchnął wózek jakby mocniej i diametralnie zmienił obiekt swojej niezmąconej niczym nienawiści. – Jak myślisz, zniszczenie demona złagodziłoby bożą karę? – spytał, chyba pierwszy raz w życiu pytając kogokolwiek o jakąkolwiek radę. Przecież był indywidualistą, a na pewno już nie zdarzało mu się słuchać takich, o, wychuchanych paniątek, które przesiadywały w ogrodach pańskich i ze sobą rozmawiały i śpiewały w najlepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pon Cze 16, 2014 9:42 pm

Oczywiście nie miał bladego pojęcia, że Michael próbuje doprowadzić się do porządku czymś tak górnolotnym jak modlitwa. Zmarszczył, co prawda, brwi, widząc, jak na twarzy rudzielca odmalowuje się coś w rodzaju pełnego irytacji transu; tak jakby z jednej strony żądał uspokojenia, a z drugiej nim pogardzał. W tym samym momencie wargi Ariaela oszpecił nieokreślony w swym znaczeniu grymas, który podczas tejże rozmowy pojawiał się aż nazbyt często. Gdy serafin zakończył swoją osobistą litanię słowem "amen", białowłosy pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Na amen to już tę tezę potwierdziłeś - odparł cicho, odgarniając jasne włosy za uszy i rozglądając się dookoła. Park powoli się wyludniał, a kolejny dzień powoli chylił się ku końcowi, przynajmniej dla tych dwóch niby-sprzedawców, których niby-praca pochłaniała niby-znaczną część życia. Wciąż jednak pozostawało im około dwóch godzin zbierania informacji. Ariael ruszył zatem szybkim krokiem w stronę miejsca, gdzie zamierzał pozostawić Michała na posterunku. W międzyczasie, podczas marszu, obrócił się nieznacznie w kierunku swego towarzysza. Nie mógł mu odmówić pewnego rodzaju logiki. W oczach Księcia Zastępów należało działać gwałtownie i brutalnie, od razu likwidując to, co złe, a dobremu pozwalając na rozwój wspierany rygorystycznymi zasadami. Ariel... był inny, o wiele wrażliwszy na uczucia i przeżycia wewnętrzne, które uważał za punkt zwrotny każdej metamorfozy.
- A próbowałeś kiedyś zmienić swój punkt patrzenia? Patrzysz na ludzi jak na chwasty, które uniemożliwiają dobre zdrowie cennym roślinom, szkodniki, które należy za wszelką cenę zlikwidować. A co, jeśli to ludzkość jest tą istotną rośliną przytłoczoną przez własne demony? Co, jeśli to ją należy oczyścić? - Powieki Ariaela opadły delikatnie, przysłaniając na wpół obraz malujący się tuż przed jego tęczówkami. Być może to, co mówił, nie miało dla Michała sensu, ale jako opiekun Ziemi nie mógł dopuścić do absolutnego Armagedonu. Białowłosy cherubin posiadał własną wizję Świata, był w dodatku perfekcjonistą, więc istniało ryzyko, że mimo wszystko zatraci się w swych poprawkach, jednak na tę chwilę... Myślał racjonalnie. Chciał to zrobić tak, jak na cherubina przystało. Z rozsądkiem.
Swoją drogą, jakoś nie zwrócił uwagi na to, że Michał użył do sprecyzowania myśli bogatszego słownika. Zamiast tego wsłuchał się w słowa mężczyzny, samemu zachowując zimną krew i nie pokazując na zewnątrz niczego poza obojętnością. Nie miał ochoty kontynuować rozpoczętego przez rudowłosego anioła tematu, lecz ucięcie wątku nie byłoby najlepszym rozwiązaniem... Przełknął cicho ślinę, po czym odparł.
- Gdyby Bóg chciał, by demony nie istniały, zniszczyłby je i nie tworzyłby Piekła. Mówię tu o Strąconych. Zauważ, że nigdy nie kazał nam zabijać wysokich w hierarchii demonów, o ile nie naraziły się Niebu, tylko te poboczne, które czynią wprawdzie najwięcej złego - powiedział, istotnie tak uważając. Sprowadził myśl do głównego wątku, licząc na to, że wzmianka Belzebuba przejdzie w niepamięć.
Znaleźli się obaj na głównym skwerku. Ariel wskazał Michaelowi miejsce na jego środku, samemu siadając w cieniu na jednej z ławek na tyle blisko, by móc w razie potrzeby coś do niego powiedzieć. Na tę chwilę jednak nie odczuwał takiej potrzeby nawet w najmniejszym stopniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sro Cze 18, 2014 3:01 pm

Nie usłyszał – może na całe szczęście, bo zaraz rozpętały tutaj całkowite piekło? – słów Ariaela. On sam uważał cherubina za głupca i skończonego kretyna, więc wprawdzie nie byłby zaskoczony zbyt bardzo, gdyby usłyszał z jego ust podobne słowa. Co jednocześnie wcale nie znaczy, że by mu się w jakikolwiek sposób podobało, o nie, zdecydowanie. Zresztą, miał go za tchórza, więc uważał za bardzo mało prawdopodobne, by ośmielił się powiedzieć coś takiego. A gdyby jednak znalazł w sobie dość odwagi i miał czelność… to serafin bez najmniejszego wahania wyzwałby go na pojedynek i niechybnie upokorzył porażką, przecież ćwiczył się w tym przez całe życie. A przynajmniej w ten sposób zapatrywał się na całą sprawę Michał.
Z Księcia Zastępów i elitarnego wojownika Pana został zdegradowany do jakiegoś podrzędnego sprzedawcy hot-dogów. I to na Ziemi! Nie potrafił chyba wyobrazić sobie gorszej kary i to w jeszcze gorszym towarzystwie. Jego wyobraźnia – i tak wprawdzie nieco ograniczona – nie była w stanie stworzyć w jego głowie czegoś bardziej haniebnego. Bóg postarał się, aby kara prawdziwie nauczyła go tej niby niezbędnej pokory. Nie dość że musiał pomagać temu słabeuszowi, to dodatkowo nie mógł znaleźć swojego podopiecznego. Wspaniale!
- Nie – stwierdził krótko. Michasiowi brakowało empatii, chociaż kiedyś starał się ją w sobie rozwijać. Nie wyszło zbyt dobrze. Poza tym, był skrajnym przeciwieństwem Ariela. Gwałtowny, agresywny i do bólu prosty. Widział zazwyczaj tylko jedną drogą rozwiązywania problemów: niszczenie ich, bezwzględne i okrutne, by więcej nie ośmielały się pojawiać. – Nie wszyscy ludzie zasługują na zniszczenie, ale większość – dodał jeszcze, wzruszając potężnymi ramionami. Skrzywił się również. – I co, będziesz zmieniał każdego? To niemożliwe, jak już ktoś jakiś jest, to taki będzie i niczego z tym nie poradzisz, choćbyś rwał sobie pióra ze skrzydeł.
Michael słowa Ariela uważał za jedno: bełkot. Nie lubił, kiedy ktoś mówił o świecie w taki sposób, jakby był czymś zupełnie innym, nawet jeśli on sam ten jeden raz pozwolił sobie na to. Nie i już! Takie słówka tylko mieszały w głowie i psuły czyste, analityczne myślenie. Tak uważał i nie interesowało go za bardzo, że się myli, a najdrobniejsze sugestie kwitował całkowitym zignorowaniem takiego delikwenta. Te mniej sugestywne spotykały się ze ścianą nie do przebicia, a ich autorzy z pięścią lub brukiem. Archanioł uważał Ziemię po prostu za zachciankę Boga i tyle. Nie miała dla niego znaczenia, on był Mieczem przecież, którego rękojeść dzierżył Pan. Nie sądził, by to miejsce miało jakiekolwiek większe znaczenie czy się liczyło. Było, bo było, bo Bóg tak chciał i uznał to za dobre.
Skinął głową na słowa anioła – bo nie mógł się z nimi nie zgodzić, nawet on.
- Im ich mniej, tym mniej problemów – odpowiedział, porzucając wątek Belzebuba, a skupiając się na ich ogóle. Sama myśl o nich powodowała dziką i niepohamowaną wściekłość i nienawiść, przy której ta niechęć do Ariaela przypominała zapałkę. – Strąceni są przyczyną powstawania tych małych demonów, one nie są wyzwaniem czy godnym przeciwnikiem. Nie warto nawet wyciągać na nie ostrze – parsknął ze złością. Bo gdzieżby plamić swój oręż taką krwią?
Zmrużył oczy, ale powoli i niechętnie ruszył we wskazane miejsce. Nie miał ochoty, by to robić. Najmniejszej. Najwyraźniej ta niechęć – mimo że starał się jakoś jednak ukrywać, odbiła się w jego postawie i sposobie patrzenia na świat, przez co po prostu nikt nie miał ochoty go zaczepiać czy choćby podchodzić. Mógł pchać ten wózek choćby i na drugi koniec świata, ale pewnie nie sprzedałby nawet jednego hot-doga! Nie ze swoją naburmuszoną miną i pogardliwą aurą, która unosiła się dookoła niego jak tarcza. Ale sterczał tam, opierając się o wózek i łypiąc na ludzi, bo nie miał większego wyboru w tej kwestii. Chyba że ponownie zacząłby szukać tego nieszczęśnika, którego przydzielono mu do stróżowania. Ale kurwica go po prostu brała na samą myśl o tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sro Cze 18, 2014 11:02 pm

"Głupiec, kretyn, idiota" - tak w skrócie można by streścić myśli towarzyszącego Ariaelowi serafina. Nawet jeśli nie miał o nich pojęcia, nie przeszkadzało mu to w ich odwzajemnianiu. Białowłosy władca Gromów Bożych czuł się zirytowany poziomem prowadzonej rozmowy, która polegała nie tyle na wymianie, co demonstracji swoich racji. Jakby tego było mało, zarówno jego psychikę, jak i ciało ogarniało stopniowo powiększające się zmęczenie, które dodatkowo odbierało mu chęci do czegokolwiek. Po raz pierwszy od dawna Uriel pragnął jedynie położyć się na przyziemnym łóżku i oddać w objęcia Morfeusza... czy Belzebuba. Och, przestań jojczyć - zaprotestowało jego alter ego, które on odgonił lekceważąco machnięciem dłoni. Przynajmniej w myślach, bo czy wykonał podobny gest na zewnątrz - nie wiedział. Jakież było jego rozczarowanie, gdy wizja siebie wśród miękkich puchowych poduszek rozpłynęła się, ujawniając stojącego za nią nieprzerwanie Michaela, jakby był ogromną przeszkodą, którą choćby się nie chciało, to nie potrafiło się ominąć. Albinos wydał z siebie ciche westchnięcie, po czym poprawił koszulkę, wyprostował nogi i wpatrzył się z rozmysłem w niebo.
- Po co ja miałbym zmieniać każdego z osobna? Czasem wystarczy jedno zdanie, by oni sami bez klarownych nakazów zaczęli robić, co do nich należy. Siła perswazji - powiedział beznamiętnie, jakby stwierdzał potwierdzony milionami argumentów fakt. Być może dla rudowłosego archanioła jego słowa nie miały najmniejszego sensu, lecz samego mówcę niewiele to obchodziło. Wiedział, że mówił prawdę. Michael nie miał obycia z gatunkiem ludzkim - jedyne, co potrafił dobrze wykonać, to ewentualny mały Armagedon. Fanuel jednak obserwował ludzi od samego ich stworzenia, wyciągając pewne wnioski, które znajdowały odzwierciedlenie w wybranych sytuacjach. Na potwierdzenie jego słów wystarczyło jedno proste hasło: reklama. W ostatnich czasach zyskała ona ogromną siłę, dzięki której każda istota ludzka była gotowa uwierzyć w najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Ona nie rozkazywała - ona najzwyczajniej w świecie nakłaniała, powołując się na "własne decyzje". Bez względu na skutki.
Czuł, że rozmowa o demonach przybiera pewien dosyć nietypowy charakter, którego Ariael na tę chwilę nie był w stanie dobrze przeanalizować. Pewnie jeszcze jakiś czas temu, choć niechętnie, zgodziłby się z Michaelem, lecz teraz... Sam nie wiedział, co myśleć. Nie wybielał Strąconych z win nawet w myślach, bo nie można było zaprzeczyć czemuś oczywistemu, aczkolwiek... Czyż miłość nie była największym błogosławieństwem dla każdej czującej istoty? Dlaczego demony, dlaczego Belzebub, wzgardzony przez Stwórcę, miałby czuć? Chyba że był wyjątkiem - ta myśl przedarła się przez pozostałe, chwilowo wytrącając Uriela z równowagi. Gdy anioł przemyślał tę hipotezę raz jeszcze, wydała mu się ona bardzo prawdopodobna. Być może to, co odrodziło się na nowo między tą dwójką, było zaledwie echem niegdysiejszego uczucia? Momentalnym omamem powstałym na skutek przypomnienia sobie paru istotnych kwestii? Cholera.
- Myślisz tylko o jednym - powiedział w roztargnieniu, spoglądając na swe kolana i uparcie się w nie wpatrując. Zdanie Michała na ten temat niezbyt go obchodziło, ba, nawet przestał się przejmować jego reakcjami na własne słowa. Uważał Michała za niezbyt bystrego mężczyznę z upodobaniem do przemocy maskowanej miłością do Boga. Zawsze zastanawiał się, jak Pan może mieć w swych szeregach tak okrutnego sługę. A jednak dla Władcy wszystko było możliwe, i to bez wyjątków.
Pogrążył się na kilka minut w rozmyślaniach. Wcześniejsze zastanowienia wywołały w nim dziwny niepokój. Postanowił go mimo to zdusić we własnym wnętrzu, zamiast tego skupiając się ponownie na towarzyszu, nieudolnie próbującym wcielić się w rolę sprzedawcy.
- Zero jakichkolwiek umiejętności aktorskich - mruknął, a następnie westchnął, kręcąc głową z dezaprobatą. - Musisz sprawiać pozory miłego mężczyzny w sile wieku, który gotów jest nie tylko sprzedać najlepszego hot-doga pod słońcem, ale i zamienić parę słów. To kluczowy punkt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Wto Cze 24, 2014 9:36 pm

Z kolei w głowie Michael cały czas kotłowała się jedna, no może dwie myśli. Pierwsza dotyczyła definitywnego uciszenia tego idiotycznego jazgotu, najlepiej tak na całą wieczność, by mieć pewność, że nigdy więcej nie będzie musiał tego słuchać. Ba, może nawet wymazać z pamięci wszystkich, żeby nie mogli wyciągać na światło dzienne jego hańby! Z kolei drugą był powrót do DOMU. Do Nieba. Nie mógł powiedzieć, że nienawidził Ziemi, bo byłaby to szczera nieprawda, ale nie czuł się na niej komfortowo ani dobrze. Musiał ukrywać swoją tożsamość jak tchórz, skrzydła ukrywać przed ludzkim wzrokiem, jakby były czymś szpetnym i obrzydliwym, a nie jedną z najpiękniejszych rzeczy na tym głupim świecie. Problemem było też to, że za nic nie potrafił zrozumieć ludzi, a to niezrozumienie doprowadziło po prostu do niechęci. Ot, on ludzi widywał parę razy w życiu. I to najczęściej wtedy, kiedy na rozkaz Pana popielił najbardziej bluźniercze kolebki deprawacji – jak chociażby Sodoma i Gomora.
Serafin wzruszył potężnymi ramionami i poruszył nimi niespokojnie. Brakowało mu na plecach skrzydeł. I miecza.
- Jak cielętom – skrzywił się z niesmakiem anioł i zmarszczył ostentacyjnie brwi.
Bo czy ta cała ludzkość – niby stworzona na podobieństwo jedynego i najwspanialszego Pana – nie była w rzeczywistości bandą mało rozumnych prostaków? Jakim cudem Bóg potrafił kochać ich o tyle bardziej niż swoich aniołów, które zawsze wiernie stały u Jego boku, gotowe na spełnienie niemalże wszystkich rozkazów? Niezbadane są wyroki Pana, ale… dlaczego? To była rzecz, z którą Michał nie potrafił do końca się pogodzić od samego stworzenia człowieka. Mało go obchodzili, to fakt, ale po części mógłby nawet zgodzić się z Lucyferem… gdyby tylko jego bunt nie napawał go obrzydzeniem i taką wściekłością. Bo niesubordynacja i brak dyscypliny były rzeczami, których nienawidził chyba najbardziej i to z całego swojego serca! Był żołnierzem ostatecznie. Dla niego rozkaz równał się po prostu wszystkiemu i zawsze starał się wypełniać go jak najlepiej i najszybciej, jak tylko byłoby to możliwe… tylko że nie teraz! To jedno polecenie wbijało mu gwoździe w mózgu i przyprawiało o wściekłość i torsje, ilekroć robił coś w jego wykonaniu. Jak choćby i dzisiaj.
- Lepiej skupiać się na jednej rzeczy, niż na wielu, bo o wykonanie łatwiej –
stwierdził dosłyszawszy te słowa i bez żadnego śladu zainteresowania podniósł jedną z pokrywek, pod którą w podgrzewanym parą pojemniku leżały parówki. Przyglądał im się przez chwilę i zaraz ją odłożył, bo to wszystko niemiało dla niego nawet najmniejszego sensu. Czemu Bóg w ramach kary nie mógłby wysłać go na jakieś pole bitwy, czy nawet i do samego Piekła, by mieczem wyciął swoje winy z życia? Cóż, w tym wypadku Ariel miał rację – Michaś był okrutny. Na dodatek bezwzględny i do samego końca oddany Ojcu, co afiszował niemalże na każdym kroku. Ale są potrzebni i ci, którzy bezlitośnie machają bronią i nie zadają żadnych pytań, tylko wierzyli bez słów, że właśnie to jest jedyną słuszną drogą rozwiązywania problemów, i ci, którzy właśnie pytają, obserwują i preferują subtelne metody, by sprawę rozwikłać bez używania zbędnej przemocy. Boży słudzy byli bardzo różnorodną mieszaniną, a potrzebny był – mimo wszystko – absolutnie każdy z nich i wszyscy razem wzięci stanowili armię Boga. Piękna wizja, co?
Zerknął kątem oka na Araiela i zacisnął mocno usta. Nie miał najmniejszej ochoty, żeby uczestniczyć w tej kretyńskiej szopce. Nie taka była jego rola! Był, do ciężkiej cholery, MIECZEM!
- Nie mam najmniejszej ochoty z nimi rozmawiać – burknął, trochę jak naburmuszone dziecko, które postawiło się za karę w kącie. Ale spróbował. Starał się rozluźnić, tak na dobry początek, żeby jakimś cudem uwolnić w sobie cudowne pokłady sympatii do tego miejsca. Nie wychodziło mu to za dobrze. Wykrzywił usta w niezbyt sympatycznym uśmiechu, a ta ciężka aura dookoła niego może troszeczkę zmalała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sro Cze 25, 2014 11:18 pm

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo Mikael pragnął powrotu do domu. On sam w głębi duszy również oczekiwał końca misji jak zbawienia, które niosłoby ze sobą spokój oraz sprzyjającą kontemplacji ciszę. W każdym razie - wolałby cokolwiek od aktualnego położenia i czekania, aż mości Michasiowi zechce się spiąć poślady i ruszyć pełną parą do pracy. Uriel westchnął cicho, obrzucając wzrokiem sylwetkę swego kompana, po czym przenosząc go na rosnące nieopodal, posadzone na potrzeby estetyki parku bratki. Próbował uspokoić rosnącą irytację i niecierpliwość, choć należał do aniołów, które w kwestii wytrwałości były niemal nie do zdarcia.
- Więc sprzedajemy parówki z ludzi. Powodzenia - rzucił, samemu będąc później zaskoczonym ironią, która pojawiła się w brzmieniu jego głosu. Zamrugał kilkakrotnie i ściągnął brwi w konsternacji. Sarkazm był ostateczną formą okazywania niechęci, na którą było go stać, co oznaczało, że powoli zaczynał wkraczać w stan równoznaczny z utraceniem znacznych pokładów cierpliwości. A niech to szlag. Nawet przekleństwa jakby częściej przychodziły mu do głowy i pukały w skronie w parodii słynnych żartów typu "puk, puk, kto tam". Ariael przesunął dłonią po twarzy, jakby w nadziei, że resztki tego dziwnego nastroju opadną razem z kurzem, który gdzieniegdzie oblepiał jego skórę. Mimowolnie zerknął na godzinę odznaczoną jasnozielonym kolorem na ekranie telefonu. Nie uważał, by wywiad w wykonaniu serafina przyniósł jakiekolwiek skutki bo, nie było co ukrywać, po prostu się do niego nie nadawał. Zerknął ponownie prosto w oczy swego rudowłosego kolegi, dostrzegając w nich frustrację i brak sympatii wobec rasy, jaką prezentowali jego klienci. Nie dziwił się. Sam zastanawiał się, i to nie tak znowu dawno, dlaczego ludzie są przez Boga bardziej umiłowani niż aniołowie, pierwsi stworzeni i wieczni. Dopiero Bóg wyjaśnił mu, że to nie jest kwestia ilości ofiarowanej miłości, a sposobu jej okazywania. Chcąc nie chcąc, albinos musiał się zgodzić.
- Ale do pracy się nie kwapisz - westchnął, wywrócił oczami i wstał. Zajął miejsce tuż przy rudzielcu, mówiąc: - Posłuchaj, kiedy tak na to patrzę, nie ma to najmniejszego sensu. Powinieneś zająć się czymś innym. Jestem zbyt zmęczony na dręczenie Cię w ten sposób, tym bardziej, że przy okazji męczę się i ja.
Uriel nie należał do osób, które łatwo zmieniają zdanie, lecz kiedy już to robiły, miały ku temu solidne argumenty. Tak było i tym razem. Widział, że rudowłosy mężczyzna nie nadaje się do tego typu zadań i w najbliższym czasie postanowił znaleźć mu coś lepszego, w czym mógłby się przysłużyć. Nie był to żaden akt miłosierdzia, nic z tych rzeczy. Po prostu... Sam miał dość. Regent Słońca odgarnął niesforną czuprynę do tyłu, tak by nie przesłaniała mu widoku na okolicę, po czym odparł.
- Daj mi swój numer telefonu. Wyślę Ci zadanie, kiedy je znajdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pią Lip 04, 2014 10:01 pm

Cóż, ledwo zaczęli ze sobą współpracować, a już obaj mieli siebie serdecznie dość, a Michaś z niebagatelną przyjemnością obserwowałby upadek ukochanego brata, albo chociażby jak idzie w pizdu i nawet nie odwraca tego skretyniałego i przeżartego herezją łba. Choćby na krótką sekundę czy nawet jej ułamek! Nie chciał brać w tym udziału, gdyby nie polecenie Pana – na miłość boską, po raz wtóry to sobie już wyrzucał? – już dawno by go tam nie było, zajmowałby się czymś prawdziwie pożytecznym, w przeciwieństwie do Ariaela. Rudowłosy serafin miał już to do siebie, że zazwyczaj wszystko inne, czego nie dało się rozwiązać za pomocą siły fizycznej, bagatelizował. I nie nauczył się na przestrzeni wieków, jak głupie jest jego podejście. Bo i po co?
- Zwierzęta są od ludzi czystsze – zadarł wyżej głowę, posyłając aniołowi nieprzychylne spojrzenie z góry. – Zresztą, i tak już siebie zżerają – parsknął niezadowolony. Bardzo nie lubił, kiedy ktoś używał przy nim ironii. Co jednak ani trochę nie przeszkadzało mu w używaniu jej według własnego widzimisię. Hipokryty z hipokryzji wyleczyć się nie da, ot co. Należałoby mu pod nos podstawić własne błędy i wytłumaczyć w taki sposób, by dokładnie wszystko zrozumiał, ale z Michaelem problem był taki, że do niego nic po prostu nie docierało. Jak grochem o ścianę, kompletne zero.
Prawdę mówiąc, sam Michał był jawnie przekonany, że to bezsensowne. I to nie tylko w jego wykonaniu – co powinno być całkowicie oczywiste już na samym starcie – ale tak ogólnie. Bo co komu coś takiego? Niech się ta banda maluczkich tłucze między sobą, a żeby się tak całkiem wybili, psia ich mać i tyle. Nie, Miecz Pański nigdy nie zamierzał nawet próbować rozumieć, dlaczego właśnie coś tak niedoskonałego i pełnego wad stało się ulubieńcem Boga. Gdyby potrafił, powiedziałby, że to kretyńskie. Niemniej szacunek i całkowite oddanie nie pozwoliło mu nawet pomyśleć o czymś takim świadomie. Bo podświadomość hulała sobie w najlepsze pod tym względem. I niemalże każdym innym, nawiasem już tak mówiąc.
Pokręcił powoli rudą głową. To nie było tak, że się nie kwapił… no dobra, może nie do końca.
- Do tej konkretnej – sprostował gładko i poruszył potężnymi ramionami, jakby mu zdrętwiały. Brakowało mu skrzydeł na plecach. Bardzo. Nie był przyzwyczajony do ich ukrywania. – Cudownie. Od początku mówiłem, że to nie ma sensu – warknął tylko i skrzyżował ręce na piersi. Mówił? Mówił! Ale po co go słuchać! Lepiej było dalej brnąć w te swoje kretyńskie… kretyńskie założenia i w ogóle, niż przyznać rację komuś, kto ją miał. Dlatego właśnie Michał tak bardzo nie znosił tych wychuchanych aniołków, które w większej mierze zajmowały się gadaniem i myśleniem. Nic z tego na dobrą sprawę nie wynikało!
Skinął głową i bezmyślnie wyrecytował numer, którego nauczył się już na pamięć niemalże od razu po zakupie telefonu i karty. Tak na wszelki wypadek. W sumie i tak trzymał papierek z zapisanym numerem tak na wszelki wypadek. Pochylił się przy wózku i zdjął z półki pod spodem bluzę, a później niemal z nabożną czcią swój miecz. Przewiesił go na plecach, jak robił to zawsze i mocno, chociaż szybko, pozaciskał paski. A na koniec założył na siebie bluzę i wsunął dłonie do kieszeni.
- Byleby nie były to głupstwa. Ja w międzyczasie rozejrzę się za plugastwem –
oznajmił cierpko. Miał, oczywiście, na myśli demony. Bo jakżeby inaczej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł


Fabularnie : Złączony z nim wspólną przeszłością, Inu.
Liczba postów : 97
Join date : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Sob Lip 05, 2014 10:11 pm

Ariel przyjrzał się rudowłosemu archaniołowi nieco uważniej, a jego niebieskawe tęczówki zalśniły bystro.
- Poniekąd tak, choć powiedziałbym raczej: ludzi zżerają rzeczy, które sami stworzyli. Pieniądze. Media. Wojna. Luksusy, czyli znowu pieniądze. - Wykonał zamaszysty gest dłonią, jakby widząc przed oczyma każdą wymienioną rzecz, choć żadnej z nich nie aprobując. Przez tę krótką chwilę czuł pewne mentalne pojednanie z Michałem. Zwykle ich poglądy i opinie na różne tematy były skrajnie odmienne, lecz w kwestii ludzi od wieków dzielili to samo zdanie. Nie poprawiało to ich relacji, a skąd! Wciąż istniały detale, które ich poróżniały, choćby teraz samo przekonanie o właściwym sposobie traktowania ludzi. Uriel uważał, że należało ich zmienić. Michał, że wybić. I żaden nie zmierzał odpuścić, choć milczenie mogłoby wskazywać na pozorny rozejm.
Wstał powoli, przeciągając się, po czym ze zmęczeniem wymalowanym na twarzy rozejrzał się dookoła. Park powoli się wyludniał, więc gdyby nawet razem z Michaelem zdecydowali się na dalsze prowadzenie "boskiego wywiadu środowiskowego", nie przyniósłby on oczekiwanych rezultatów. Westchnął cicho, odgarniając białe włosy za uszy, tak by niechciane nie przesłaniały mu widoku swego kompana, na którego lada chwila przeniósł spojrzenie. On osobiście już dywagacje na temat niesprawiedliwości wyroków boskich odnośnie ludzi i aniołów zakończył, nadając im status "bezowocne". Wolał nie pogrążać się w tego typu rozmyślaniach, bo właśnie w taki sposób zatracili się obecni Upadli. Włącznie z jego lubym.
Przyjrzał się raz jeszcze rudzielcowi, uśmiechając się na jego słowa z rozbawieniem. Był już tak wypompowany swoją dzisiejszą pracą, że miał siły przybrać tak nieprzyjemnego tonu jak jego rozmówca. Zamiast tego na jego ustach wciąż gościł uśmiech, jakby towarzysz powiedział coś niebywale zabawnego.
- Gdybyś tylko chciał, miałoby sens - parsknął tylko, wyciągając z kieszeni spodni telefon komórkowy i dosyć wolno wpisując do listy kontaktów numer Michaela. Kiedy skończył, skorzystał z okazji i napisał do Belzebuba. Na jego twarzy pojawił się dosyć niemrawy uśmiech, który był nie tyle wynikiem kiepskiego humoru, co znużenia dzisiejszym dniem i rozmową, którą miał sposobność właśnie przeprowadzać. Odetchnął głęboko i ponownie zmierzył się z pobratymcem wzrokiem. - Uwierz mi, do kogo jak kogo, ale do Ciebie głupstw nie będę wypisywał.
Nie wiedział, jak zareagować na słowo "plugastwo", więc jedynie zacisnął usta w wąską linię, niczego nie komentując. Skinął lekko głową, po czym dodał czysto formalnie.
- Dzięki, że się zjawiłeś. Niech Bóg nad Tobą czuwa, Michaelu. Oczekuj wiadomości. - Tymi słowy podszedł do wózka i, chwyciwszy go, powoli odjechał w kierunku depozytu.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Archanioł


Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Pon Lip 07, 2014 8:02 pm

Wzruszył ramionami.
- Właśnie – przytaknął, nie bez wewnętrznej niechęci, która i tak pewnie była widoczna w całej jego postawie. Nie potrafił jej ukryć. Ba, chyba nawet nie za bardzo chciał. – Zabijają dla tak obcesowych rzeczy.
W końcu Michael zabijał dla wyższego dobra i tylko na polecenie Pana. Może i był mordercą – owszem, czasami miewał właśnie takie przemyślenia. Nawet on! – ale taka była jego rola przygotowana przez Ojca. Miał być Jego Mieczem, miał wymierzać kary w Jego imieniu. A tacy… ludzie? Robili to wszystko tylko i wyłącznie z własnej woli! Byli brudni, plugawi, zepsuci po sam szpik! Niemniej powinnością serafina nie była opieka nad nimi czy jakiekolwiek osądzanie ich, wobec tego nie rozgłaszał swoich opinii na lewo i prawo. Ot, w rozmowie prywatnej mógł przedstawić swój punkt widzenia, ale nigdy nie poważyłby się na tak całkowicie jawne podważanie woli Pana. Kto jak kto, ale nie Michał. Już o wiele bardziej prawdopodobne wydawałoby się, że Upadli nagle wrócą w szeregi Niebios, niż „Któż jak Bóg” zdradzi.
Poprawił pasy na piersi po raz ostatni i zasunął zamek w bluzie. Rękojeść i tak wystawała mu nad ramieniem, ale anioł nie widział w tym nawet najmniejszego problemu. Założył długie włosy za uszy i zgarnął je wszystkie na jedno ramię. Prychnął.
- Wątpię.
Bo przecież nie był dobry w wysublimowanych gierkach słownych, czasami zwykłe udawanie mu nie wychodziło i po prostu się w to nie bawił. Nie umiałby tak po prostu nagle pokazywać, że uwielbia z ludźmi rozmawiać i kocha ich całym sercem. Nie. Po prostu nie i już! Musiałby chyba dostać bezpośrednie polecenie od Pana, wtedy wykonałby je bez najmniejszego grymasu niezadowolenia czy jakiegokolwiek słowa czy gestu protestu.
- Bóg z Tobą, Ariaelu.
I sam odwrócił się, wciskając ręce do kieszeni. Nie zerknął nawet przez ramię na Ariela, po prostu sobie stamtąd poszedł, życząc mu podświadomie, żeby jakimś cudem skręcił kark.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna Alejka   Today at 4:22 pm

Powrót do góry Go down
 
Główna Alejka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Alejka główna
» Alejka w ogrodzie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Hyde Park :: Alejki-
Skocz do: