IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Smocza Alejka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Smocza Alejka   Pią Sty 17, 2014 10:23 am

    Stara, zaniedbana już nieco alejka, która wciąż pamięta czasy dawnej świetności. Po obu jej stronach znajdują się kamienne ławki z rzeźbionymi, smoczymi łapami. To wszystko prowadzi do dużego placu, w którego centrum stoi stara, nadgryziona zębem czasu, nieczynna fontanna w kształcie podrywającego się w powietrze smoka. Robi ona naprawdę imponujące wrażenie, mimo swego nie najlepszego stanu.
    Cała alejka jest zarośnięta dziką roślinnością, kiedyś starannie formowane krzewy do reszty zdziczały, a w okolicy pełno było starych, powalonych drzew i konarów. Górowały tu wiekowe dęby i buki, pamiętające już nie jedno wydarzenie z przeszłości.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Olivier
Oswojony


Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Pią Sty 24, 2014 11:17 pm

Zima zaatakowała z pełną parą, pokrywając wszystkie zakamarki białym puchem. Było cholernie zimno, choć Oli, jako zmiennokształtny, nie czuł tego za bardzo. Mając dość siedzenia w domu, postanowił wybrać się na spacer. Krążąc po alejkach Londynu zaszedł aż do Hyde Parku. Nie było tu wielu ludzi, większość, mimo wszystko, chowała się po domach, w poszukiwaniu ciepła. Nie dziwił się im. Chyba tylko on mógłby znaleźć przyjemność w spacerowaniu na mrozie. On i dzieciaki, bawiące się z rodzicami w głównej części parku. Tarzały się w śniegu, lepiły bałwany, obrzucały śnieżkami... Cieszyły się zimą, jak to tylko dzieciaki potrafią.
Oli jednak szukał spokoju.
Swoje kroki skierował więc ku starszej części parku, gdzie znajdowała się Smocza Alejka. Tutaj mógł mieć pewność, że nikt nie będzie mu przeszkadzał, że będzie mógł odetchnąć w spokoju. I nie mylił się, wokół nie było żywej duszy. Powoli spacerował po alejkach tej części parku, rozkoszując się ciszą. Z oddali do jego wrażliwych uszu dobiegały śmiechy dzieci, jednak nie przeszkadzały mu one w relaksowaniu się. Podszedł do jednej z wielu zniszczonych, kamiennych ławek i ręką strącił z niej śnieg. Położył się na niej, podkładając dłonie pod głowę i przymknął powieki, poddając się tej odrobinie spokoju. Nie zwracał na nic uwagi, po prostu leżał, wyciszał się, wsłuchiwał w głosy natury. Do jego uszu docierał szum liści, szelest opadającego śniegu, cichy śpiew zimowych ptaków. Było tak cicho, tak spokojnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail
Mutant


Fabularnie : Olivier
Liczba postów : 16
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 12:38 am

Pomimo iż preferowała jazdę swoim ulubieńcem, w tym wypadku jednak postanowiła sobie darować zjeżdżanie miasta, zwiedzanie czy cokolwiek innego. W pierwszej kolejności, nie miała ochoty zamarzać. W drugiej - jazda w korkach spowodowanymi warunkami atmosferycznymi byłaby potworna, a większość czasu zajmowałoby stanie w korkach. Jako że i w domu jej się nieco wariowało, znaczy... W sumie, to w wynajętym pokoju jednego z moteli, gdyż własnego mieszkania póki co nie zdobyła, więc by nie zwariować, postanowiła najzwyczajniej w świecie wyjść i udać się piechotą w szeroki świat. Ubrała się może niezbyt wyzywająco jak na siebie samą (choć różowe włosy bez problemu dało się ujrzeć nawet z kilometra), ale funkcjonalnie. Pomimo mrozu i śniegu wszędzie, jej ubranie dawało radę w kwestii ochrony przed mrozem. Yey, punkt dla Abi...
Która przystanęła na chodniku po kilku minutach, w zastanowieniu rozglądając się i myśląc nad tym, gdzie iść. Nie, to nie tak że nie ma pracy... Ale trasy koncertowe dostarczają wystarczająco dużo zasobów pieniężnych, by potem przez dłuższy czas się nie martwić tym. Może i nie ma stałego miejsca zarobkowego jakim byłby zespół, ale to zawsze coś. A że nie miała ochoty siedzieć jak cywilizowany człowiek w kawiarence i popijać ciepłe kakao, ewentualnie iść na lodowisko czy cokolwiek innego co robić można w zimę, postanowiła...
No właśnie, nic konkretnego. Iść na żywioł. A że iść nie miała gdzie, skręciła i... Wzium, Londyński Hyde Park. Proszę, kto by pomyślał że ją tu przywlecze? Rockowiec wraca na łono natury, huh.
No ale właśnie... Mimo wszystko, nie wiedziała co ze sobą zrobić, a widok ludzi krzątających się tu i ówdzie, dzieci bawiących się, czy nawet par co jakiś czas... Właśnie, mimo wszystko, trochę ją to smęciło. Jej własna samotność.
Potrząsnęła nagle głową, chcąc odgonić te myśli, dalej idąc przed siebie, tym razem jednak w dosyć dużym zamyśleniu, porównując do kilku chwil wcześniej.
"Nah, ocknij się z tego Abi, nie masz za czym tęsknić. Co w tym niby takiego fajnego? Wszystko co ci potrzebne, możesz zdobyć na własną rękę, po co ci jeszcze jakiś mężczyzna czy kobieta... Po co...
Ech, po co to ja się oszukuję, huh?"

Westchnęła z drobną dozą melancholii, wracając jakoby do "rzeczywistości". Przystanęła na moment, zastanawiając się gdzie jest i co może zrobić dalej, by nieco ten nastrój u siebie zmienić. Jej uważne, niebieskie oczęta wypatrzyły... No właśnie. Jakiś rudzielec, który przypominał hippisa postanowił w środku zimy sobie przysnąć. Czy to aby nie niebezpieczne? Abi, skąd u ciebie nagle ta opiekuńczość? Jeśli zamarznie, to jego problem nu...
A może jednak nie?
Może to poprostu zwykły, ludzki altruizm, ale coś pchnęło ją do zbliżenia się ku mężczyźnie. Podeszła powoli i spokojnie, ale widząc z pewnej odległości że osobnik wydaje się być "sztywny", chcąc nie chcąc przyśpieszyła kroku, koniec końców dopadając do niego i przykucając przy nim, potrząsając jego ramieniem.
- Hej, sen może i pomaga na urodę, ale na nic ci ona po tym jak zamarzniesz.
"Chociaż w sumie nie jest mu już potrzebna poprawa tej urody..."
Potrząsnęła głową, po czym szarpnęła nieco mocniej mężczyznę, chcąc go dobudzić. Jeśli będzie trzeba - zwali go na ziemię. Czasem pomoc może boleć, ale co cię nie zabije, to z pewnością przyśpieszy twoją wizytę w kostnicy, yep?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony


Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 1:11 pm

Cisza i spokój sprawiły, że nawet nie zauważył, kiedy odpłynął. Było mu tak dobrze, tak ciepło, wbrew pozorom.... Dźwięki powoli się rozmywały, docierały do niego jak przez mgłę, aż w końcu całkiem ucichły, a on sam oddał się w ramiona Morfeusza. Nie dane mu było jednak długo pospać....
Nie wiedział, ile czasu minęło, gdy ktoś, coś zaczęło szturchać go w ramię. Zamruczał coś niewyraźnie, powoli uchylając powieki, by zobaczyć... Sam nie wiedział, co zobaczył. Pierwsze, co widział, była burza różowych włosów. Zmarszczył nieco brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej i nieco nieprzytomnie przyglądając się właścicielce tychże włosów.
- Co.... Ja wcale nie śpię... - wymamrotał, przecierając zaspane oczy. Ziewnął szeroko, typowo po kociemu zawijając język. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, choć pewnie było to też szalenie niekulturalne z jego strony. W końcu przed nim znajdowała się dama, jakby nie patrzeć. Obuta w glany, w różowych włosach, ale wciąż dama.
- Och... Wybacz - wymamrotał, gdy tylko dotarło do niego, jaki nietakt popełnił. Wciąż dochodził do siebie po tej krótkiej drzemce, a rozgrzane snem ciało w momencie zadrżało od mroźnego powiewu. Uch...! Jednak nie było tak ciepło, jak przypuszczał. Opatulił się szczelniej płaszczem, kładąc rysie uszy po sobie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że je widać. Wciąż był zaspany, nie kontaktował, nie rozumiał do końca, co się wokół niego działo... Miał tylko nadzieję, że nie dosięgną go za to jakieś poważne konsekwencje. Zresztą, coś mu mówiło, że dziewczyna nie jest zwykłym człowiekiem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail
Mutant


Fabularnie : Olivier
Liczba postów : 16
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 4:39 pm

Meh, grunt że nie musiała nim długo szarpać, zanim łaskawie raczył się ocknąć. Nie to żeby codziennie patronowała akcji "budź hipisa zanim zamarznie", ale w tym wypadku był tylko jeden, samotny taki... No i wyglądał trochę zbyt zadbanie na bezdomnego. Tiaaa, altruizm, bezdomnego nie obudzi, niech zamarznie. Ech, ta zmarzlica uczuciowa trafiła także i ją, ale cóż poradzić? Jak tu nie być takim? Właśnie.
W czasie dobudzania go, mogła się przyjrzeć z bliska temu "hipisowi", który jednak do takowego miał daleko. Facet wyglądał na okolice jej wieku, a te czerwone włosy naprawdę świetnie wyglądały łącząc się z jego twarzą... Przystojną twarzą, choć nieco rozcharataną przez bliznę. W pewien sposób zaciekawiła ją geneza tej blizny i nawet miała ochotę trochę przedrążyć ten temat, bo... Bo może, huh.
Koniec końców otworzył te oczy, pomrukując coś. Na szczęście, nie było czegoś na styl "jeszcze pięć minut mamo". Gdyby coś takiego usłyszała, to najpierw wyprowadziła by facepalm sobie, a jego by dobudziła mocniej, dla przykładu "matczynym" wytarganiem za ucho. Na szczęście, darowali to sobie, a on otworzył oczy... Oczy na których Abi chcąc nie chcąc zatrzymała się chwilę, zapatrując w nie. Zielone... Wyraźne... Naprawdę ładne...
Odwróciła wzrok na moment w bok, karcąc się w myślach za to, że już byle spojrzenie jej zawróciło w głowie, huh. Spokojnie dziewczyno, to nic specjalnego. Poprostu przypływ chęci pomocy komuś, no i zapatrzenie się w oczy, każdemu się zdarza.
- Oczywiście, twoja zaspana mina i pół-przytomne mamrotanie mówi jednak coś innego. - Zauważyła, wracając swoim spojrzeniem na jego twarz, krzyżując ręce na klatce piersiowej i obserwując dosyć twardym spojrzeniem działania siedzącego. Nie umknął jej widok kocich uszu, jakie zjawiły się na jego głowie, oraz zwijającego się w kocim stylu języka. Zmiennokształtny, tch. Wszystko jasne czemu ta buźka była taka czarująca.
- Za co? - Uniosła brew w zapytaniu, choć wiedziała o co chodzi... Acz przyzwyczajenie sprawiało, że to nie był dla niej powód do przeprosin. - Próbujesz pokazać maniery jakich w tym świecie już ciężko znaleźć, to miłe. Schowaj uszy, zanim połapie się jakiś popapraniec powołujący się na Boga że wypleni was z tego świata, bla, bla, bla.
Powiew chłodnego wiatru sprawił że odruchowo zadrżała, chcąc nie chcąc karcąc siebie za to, że nie wzięła ze sobą żadnego szalu, a i rękawiczek jej brakło. Wbiła dłonie mocno w kieszenie kurtki, przestępując z nogi na nogę, by chociaż nieznacznie się poruszyć. Cholernie zimno, tyle powie.
- To raczej nie jest normalne że ktoś śpi na ławce w środku zimy... Coś nie tak?
Ciekawość, ciekawość ją wbije do grobu, zdecydowanie. Nie czekając zbytnio na jakąś dozę zaproszenia czy coś, zdjęła futerał z pleców i usiadła obok zaspanego mężczyzny, futerał stawiając między nogami, po czym zaciągnęła trochę włosów za ucho, co by chociaż połową twarzy w miarę możliwości go widzieć. Czy ona tak zazwyczaj zaczepia kogo chce na ulicy i jest jaka jest?
... Może czasami, a może poprostu Olivier miał tego (nie)farta by akurat na to trafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony


Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 5:21 pm

No tak, zdecydowanie nie przypominał bezdomnego. Dbał bowiem o siebie, gdyż, jakby nie patrzeć, nie miał innego wyjścia. Był głową rodziny Lachlan i nie mógł sobie pozwolić na obszarpane ciuchy czy nieprzyjemny zapach. No i był kotem, a koty z natury to czyściochy. I, jak widać, przynosiło to efekty. Przynajmniej nie zamarzł na tej nieszczęsnej ławce, choć i tak pewnie mu to nie groziło. No ale. Ktoś się nim zainteresował, co zdecydowanie było zachowaniem pozytywnym. Kto wie, jakby to było, gdyby wyglądał jak menel spod spożywczego.. Ta urocza osóbka pewnie by nawet na niego nie spojrzała, jak i wielu innych ludzi. W końcu menel sam sobie winny, prawda?
Oczywiście, nie zauważył, jakie wrażenie na niej wywarło jego spojrzenie. Wciąż był zbyt zaspany, by zwracać uwagę na takie pierdoły. Jednak nawet w pełni trzeźwy nie przejmował się reakcjom płci przeciwnej na jego aparycję. Nie miał czasu na miłostki, choć matka nie raz już mu truła, by zaczął sobie kogoś szukać. Rzecz jasna, kogoś z dobrej rodziny, najlepiej Włoszkę z arystokratycznego rodu z tradycjami. Najlepiej kogoś z rodziny, żeby nie mieszać krwi... Wiedział, że jeśli szybko kogoś sobie nie znajdzie, to będzie musiał wyjść za jedną ze swoich kuzynek, jak to już nieraz w ich rodzinie bywało. A tego, mimo wszystko, nie chciał. Wyrwał się na wolność i chciał z tej wolności korzystać po swojemu. Tylko jeszcze nie teraz.
Słysząc wzmiankę o uszach, drgnął tylko, odruchowo przeczesując palcami włosy. no tak, były tam, zdradzieckie małpy. Musiał chyba w końcu popracować na nimi, by nie pojawiały się o każdej porze dnia i nocy... Przymknął na moment powieki, a w tym czasie uszy zniknęły, jak gdyby nigdy wcześniej ich nie było. Bo nie było, prawda? Gdy ponownie otworzył oczy, zauważył, jak dziewczyna zadrżała. Niewiele się zastanawiając, ściągnął swój płaszcz i narzucił go jej na ramiona. Jemu już było wystarczająco ciepło, zdążył się już rozgrzać.
- Wybacz pytanie, ale... Jesteś człowiekiem, prawda? Nie nieśmiertelnym...? - spytał, przyglądając jej się z zainteresowaniem. Pachniała zupełnie jak człowiek, ale w jej zapachu była również inna, niezidentyfikowana, niepokojąca nutka. No i to, że wiedziała o ich istnieniu... Mogła być mutantem, których w ostatnich czasach było coraz więcej. Oczywiście, to nie było jakieś super istotne czy też z góry skreślające kogokolwiek. Po prostu był ciekaw. No i, musiał przyznać, dziewczyna wyraźnie go zaintrygowała. Dopiero gdy usiadła na ławce, zauważył futerał, w którym najprawdopodobniej znajdowała się gitara. To również zdecydowanie działało na jej korzyść. Sam grał na paru instrumentach, więc mogliby czasem zagrać razem...
- Ach.. Nie, po prostu potrzebowałem chwili odpoczynku od czterech ścian... I jakoś tak samo wyszło - uśmiechnął się zakłopotany, przeczesując palcami włosy. Spojrzał na nią kątem oka, dopiero teraz tak naprawdę zauważając, jak niesamowite miała oczy. Takie duże, niebieskie, okolone gęstą kurtyną rzęs... Jakby niebo się w nich przeglądało i zatrzymało na dłuższą chwilę. Przez chwilę wgapiał się w nią zauroczony, z lekko rozchylonymi ustami. Zaraz jednak otrząsnął się, od razu oblewając rumieńcem. Odwrócił wzrok, a włosy opadły mu na twarz,ukrywając choć trochę jego zakłopotanie.
- Uhm... A Ty? Co Ciebie tu sprowadza? - powiedział, wciąż nieco zakłopotany. Czuł, jak serce przyspiesza swój rytm, nieomal próbując wyrwać mu się z piersi, na przemian robiło mu się zimno i gorąco... Co się z nim w ogóle działo?! Jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego... Czyżby się...? Nie, to niemożliwe! Przecież nawet jej nie znał, nigdy wcześniej nie widział, to było niemożliwe, żeby zakochał się ot tak, od pierwszego wejrzenia....
Prawda?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail
Mutant


Fabularnie : Olivier
Liczba postów : 16
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 6:18 pm

O Abigail można powiedzieć wiele rzeczy. Że jest bezpośrednia, uparta, ciekawska, złośliwa, atrakcyjna, dziwna, wyzywająca... Ale że urocza? To coś nowego, chyba że chodzi tylko o urok fizyczny, lub jest to forma sarkastycznego odniesienia się do jego charakteru. Wtedy tak... W innym wypadku, nakreślenie ją jako "uroczą" jest dosyć... Dziwne, szczerze powiedziawszy. Bo co w niej takiego uroczego? Nu, właśnie, zastanówmy się moment czy dwa. Myślimy... Myślimy... Wymyśliliśmy coś? Oczywiście że nie. To jest poprostu niemożliwe...
A może jednak?
Śluby, rodziny... To nie dla niej. Ona nie jest z tego świata. Nie jest ze świata ludzi którzy chcą się stabilizować, mieć dzieci, być opiekunami, i najlepiej mieć zaciszny domek z gankiem i sadem owocowym. To nie dla niej, ona by nie potrafiła żyć w takim świecie. Jest żywiołowa, niczym muzyka którą gra. Pędzi wraz ze swoim życiem, starając się z niego czerpać, ile się da, a zarazem jednak mając swoje prawa i kodeksy, których nie złamie. Swoje myśli i pragnienia, których nie spełni, gdyż nie chce tego. Czemu? Bo nie. Bo ma kontrolę nad sobą, i nie odda jej...
Przynajmniej nie bez walki.
Cóż, spodziewała się nieco bardziej żywiołowej reakcji, ale widać iż był już obeznany z czymś takim, co zaś mówiło, że często mu się to zdarza. Znając nieśmiertelnych i ich zwyczaje, wiedziała że z wiekiem nabierają w kwestii tego typu czynników wprawy, więc kociak, bo jak tu inaczej go określić, przed nią był jeszcze młodym osobnikiem. Zsunęła futerał z barku, skoro już stała...
I dojrzała jak podnosi się, zdejmując swój płaszcz i narzucając go na nią. Cóż... Musiała przyznać że to miły gest, choć rzadko ma do czynienia z takimi przejawami altruizmu. Pochwyciła wolną dłonią górę połów płaszcza, przytrzymując go na sobie, uśmiechając się delikatnie.
- Dziękuję. - Powiedziała dosyć cicho, jakby chciała, by tylko on to usłyszał. Zresztą - jego koci słuch pozwoli mu to usłyszeć bez przeszkód tak czy tak, więc w czym problem?
Na jego pytanie, chcąc nie chcąc, cicho zachichotała, w dziwny sposób uśmiechając się radośnie dzięki temu. Co jak co, ale tym pytaniem w jakiś sposób jej poprawił nastrój, sama nie miała pewności czemu.
- Jestem gitarzystką i wokalistką, która często jeździ z różnymi zespołami muzycznymi gdy brakuje im odpowiedniego członka. Są to zazwyczaj rockowe lub metalowe zespoły... Więc jestem rockwoman, jakkolwiek to nazwać. Temu nawet do zwierzęcia daleko, jak poniesie cię żywioł muzyki! - Zawołała nader entuzjastycznie, zarzucając nieco swoimi włosami przy tym. Z uśmiechem jednak dopowiedziała pewną kwestię. - Acz masz rację, nie jestem jedną z tych nadzwyczajnych istot, nie boję się słońca, krzyżyków, osikowych kołków, srebra, nie więdną mi uszy gdy słucham... A nie, wróć, gdy słucham tych pierdół religijnych to jednak więdną mi uszy. Jednak zwykłym człowiekiem też nie jestem... Mój głos burzy mury. Dosłownie.
Często była obserwowana z zainteresowaniem, ale... Nie odczuwała takiej presji jak teraz. Nie rozumiała czemu, ale to zainteresowanie onieśmielało ją, jakkolwiek by to nie wyglądało. Starała się jednak dusić w sobie odruchy jak rumieńce lub inne, tego typu kwestie.
Gdy usiadła na ławce, trzymając futerał między nogami naciągnęła nieco mocniej na siebie płaszcz, pojmując jak zimno może być nie będąc w ruchu. Szczerze, chodząc przed siebie z rozwianą fryzurą znacznie mniej odczuwała ten mróz niż jak teraz usiadła w chwili spokoju. Dziwne, nie?
Wysłuchała go, obserwując jego zachowania. Wydawał się... Zakłopotany? Jakby sama była aż tak śmiała... Miała odpowiedzieć coś, ale ich spojrzenia się spotkały, a to zupełnie odebrało jej mowę. Najzwyczajniej w świecie gapiła się w jego oczy z delikatnym, urokliwym uśmiechem, nie mogąc z siebie wykrzesać niczego, poza tym wzrokiem. Dopiero gdy zerwał kontakt wzrokowy, ona sama się ocknęła i odwróciła spojrzenie, chowając rumieńce w różowych włosach. Na jego pytanie sięgnęła w dół dłonią i zgarnęła odrobinę śniegu, po czym pozwoliła mu na zsunięcie się między palcami, a resztę zdmuchnęła gdzieś przed siebie.
- W dużej mierze ten sam powód. - Odgarnęła falę swoich włosów za uszy, by odkryć na powrót twarz. - Nie potrafię usiedzieć w czterech ścianach, chyba że jestem zmęczona do tego stopnia, iż jedyne co mogę robić, to leżeć. Niezależnie co bym mogła zrobić - nawet zwyczajny spacer wyda mi się bardziej interesujący od kolejnych minut samotnego siedzenia w martwych murach. A gdy jeszcze mogę pojeździć swoim motocyklem po mieście to już spełnienie moich marzeń... - Ostatnie zdanie mówiła w dużej mierze ze sporym rozmarzeniem, dopiero lekko przybite westchnięcie jej rozmarzenie zniszczyło. Dzisiejsze korki i śliskie drogi jednak trochę mnie przed tym zahamowały.
Wytłumaczyła się w sumie ze wszystkiego, a kolejny podmuch zimnego powietrza sprawił, że zacisnęła poły płaszcza wokół siebie mocniej, kuląc się odrobinę w tym. Cholera, siedząc tak to chyba zamarznie. Farciarz z tego faceta... Hm, w sumie...
- Uhm... - Zaczęła nieco nieśmiało, spoglądając na niego z twarzą do połowy skrytą pod płaszczem. - Jak masz na imię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony


Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 7:33 pm

Tak jak wcześniej przypuszczał, dziewczyna okazała się bardzo muzykalna. I to jeszcze dosyć sławna, skoro dawała własne koncerty i potrafiła się z tego utrzymać... Widać jednak było wyraźnie, że sprawiało jej to mnóstwo radości. Sposób, w jaki mówiła o swojej pasji... Sprawiał, że Olivier nie mógł powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. Oparł się wygodniej o ławkę, przyglądając się jej kątem oka. I wciąż nie mógł się nadziwić, jaka ona była piękna... Jakie cudowne miała oczy, jak włosy miękką falą okalały twarz, jak poruszały się jej wargi, gdy mówiła... Zahipnotyzowała go.
- Och, czyli lepiej z Tobą nie zadzierać - uśmiechnął się w odpowiedzi na jej ostatnie słowa. Był ciekaw tego jej głosu, ale z drugiej strony chyba lepiej nie ryzykować.
Musiała bardzo zmarznąć, skoro tak mocno opatulała się jego płaszczem. No i to jej podziękowanie... Takie ciche, urocze... Uśmiechnął się jedynie, rumieniąc lekko. Boże, jeszcze nigdy żadna kobieta tak na niego nie działała. Czyżby to było to całe zakochanie? Czyżby w końcu nadszedł czas na ustabilizowanie się? Czyżby to właśnie była ta jedyna...?
Bardzo chciał w to wierzyć. Naprawdę. Mimo to wątpił, by ktoś taki jak ona zwrócił na niego uwagę... Przecież on niczym się nie wyróżniał, nie miał jej nic do zaoferowania... No i ta blizna.. Odruchowo przyłożył dłoń do policzka, przesuwając po niej palcami. Jakoś wcześniej nie zwracał na nią uwagi, choć owszem, przypominała mu o przeszłości. Ale nie przejmował się nią w taki sposób, był z niej nawet trochę dumny. Ale teraz? Czuł się paskudnie, jak jakiś naznaczony... A to była tylko jedna z naprawdę wielu...
- Uhm.. No tak, przy takiej pogodzie jazda motocyklem nie jest dobrym pomysłem. Ślisko, łatwo stracić panowanie nad maszyną... O wypadek nietrudno. A szkoda by było... - powiedział, uśmiechając się blado. Odgarnął włosy z twarzy, zatykając je za ucho, po czym spojrzał na nią kątem oka. Nie potrafił jednak długo się jej przyglądać, była na to zbyt piękna... Szybko więc odwrócił wzrok. Zimny wiatr sprawił, że sam zaczął odczuwać skutki pozbycia się płaszcza. Jak tak dalej pójdzie, to niechybnie oboje tu zamarzną na tej ławce.
- Olivier. A Ty? - spojrzał na nią, uśmiechając się lekko. Zdawał sobie sprawę z tego, że miał rumiane policzki, miał jednak nadzieję, że dziewczyna uzna, że to od mrozu. Zachowywał się jak jakaś niewtajemniczona dziewica... Może i nie miał doświadczenia w stosunkach damsko-męskich, no ale bez przesady, znowuż tak źle nie było...
- No ale chyba lepiej przenieść się w jakieś cieplejsze miejsce... Co powiesz na -herbatę i ciastko? - spytał, powoli podnosząc się z ławki. Wyciągnął dłoń w jej stronę, by pomóc jej wstać i ewentualnie ponieść gitarę. Czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail
Mutant


Fabularnie : Olivier
Liczba postów : 16
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Sty 25, 2014 8:56 pm

- Wystarczy tylko nie zmuszać mnie do krzyków, a wszystko będzie dobrze.
Kiwnęła głową, wmuszając swoje włosy w skok dół-góra, i znów sprawienie że niesforne kosmyki poszły we wszystkie kierunki świata, także również nieco przysłaniając jej twarz. Z westchnięciem odsłoniła więc ją, ponownie. Trochę te włosy są przy jej entuzjastycznym zachowaniu (czasami) irytujące, ale na scenie są w sam raz do headbangingu, ni? Właśnie.
Zauważyła gest przytknięcia dłoni do policzka, gdy próbował przysłonić, a przynajmniej o to go posądziła, bliznę. W sumie, przypomniał jej tym gestem o tym, że chciała się dowiedzieć cóż to.
Jakimś podświadomym gestem wychyliła się i pochwyciła jego dłoń, odsuwając ją od jego policzka, jakby chciała odkryć jego twarz przed swoim widokiem. Dopiero chwilę później zrozumiała, co zrobiła. Puściła nieco drętwo jego dłoń, odsuwając ją i odwracając spojrzenie w bok, chcąc nie chcąc powodując u siebie znów zarys rumieńców. Bo... Bo zimno! Dlatego ma te rumieńce!
- Uhm... Wybacz... Ta blizna... Skąd ją masz? Uhm... Nie musisz odpowiadać.
Ciężko w sumie w tej chwili jej było złożyć jakieś logiczne zdania, co było dziwne jak na nią. Może to te czerwone kłaki i przeświadczenie że ma do czynienia z wrednym typem sprawia, że jest ostrożna? Wróć, od kiedy by ona w ogóle miała być taka ostrożna przy kimś zupełnie obcym? ... Damn, zrozum siebie troszkę, no i ogarnij. Zachowujesz się jak siostra zakonna której pozwolono się "zabawić" i nie pojmuje, co ma zrobić, huh. Uspokój się, Cherie.
- Szkoda? - Pokręciła głową z nieznacznym uśmiechem, znów przywracając po tym swoje włosy do normalności, a swój wzrok wbijając przed siebie. - Nie jedna osoba byłaby zadowolona gdyby takie różowo-włose, wredne babsko zniknęło z powierzchni tej planety. Jestem jednak dziwnie odporna na próby uśmiercenia.
Wzruszyła barkami, widocznie nie poruszona tym, co powiedziała. Jakby nie było - próby uśmiercenia jej się znajdowały. Zarówno przez normalnych ludzi, jak i niezbyt normalnych istot, a nawet fanów, lub zbyt nachalne osoby. Bronić się obroniła, skoro wciąż tu jest, ale czasem wychodziło z tym różnie. Tym niemniej, mniejsza w tej kwestii.
- Olivier... - Powtórzyła cicho po nim, jakby chciała się zaznajomić z tym imieniem, po czym obróciła głowę ku niemu, lustrując go chwilę wzrokiem. Hm... - Włoch? Oj, wybacz, moje imię. Abigail, acz możesz mi mówić Abi jeśli chcesz. Lub różowowłosy demon, bo i tak czasem mnie nazywają.
Zauważyć jego rumianych policzków nie było trudno, ale i jej też w spokojnym odcieniu skórnym nie były, więc oboje mogą wierzyć wzajemnie że to z zimna...
Albo nie, up to them, Abi jednak starała się względnie tym nie przejmować.
Szczerze powiedziawszy - propozycja Oliviera wydała się nader pasjonująca. Mogła niby wcześniej odwiedzić kawiarenkę sama, ale właśnie... Sama? To tak średnio, huh. Dlatego z chęcią przyjmie to, na znak przyjęcia ujmując dłonią jego dłoń i podnosząc się do pionu, bez problemu łapiąc za pasek futerału z gitarą i zarzucając na plecy. Widać było że gitara nie jest dla niej żadnym problemem pod względem unoszenia i siły.
- Z chęcia na to przystanę. - Uśmiechnęła się uroczo.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Today at 4:23 pm

Powrót do góry Go down
 
Smocza Alejka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Alejka główna
» Alejka w ogrodzie
» Smocza poczta
» Leczenie
» Smocza Jaskinia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: Hyde Park :: Alejki-
Skocz do: