IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Elfi zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Elfi zagajnik   Pią Sty 17, 2014 9:51 am


    Elfy także brały czynny udział w tworzeniu terenów zielonych Instytutu. Po jego północno-wschodniej stronie rozciąga się pewien magiczny zagajnik. Rosną w nim najrozmaitsze drzewa, jednak pomimo dróżek i ścieżek mówi się, że jest on bardzo zwodniczy i bez trudu można się tam zgubić i przez naprawdę wiele godzin krążyć po nim w poszukiwaniu wyjścia. Elfy stanowiące nad nim pieczę mają władzę nad rosnącymi tam drzewami i zamieszkującymi go zwierzętami a więc wrogu elfów lepiej nawet nie myśl o wkroczeniu do tego miejsca.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 12:11 am

W pierwszej chwili oślepiony przez płomienie mieszkania Ryu, w drugiej, gdy już zmierzchało, a śnieg nie odbijał tak potwornie promieni słonecznych, jego oczy mogły odpocząć, a zarówno on, jak i Ryu mogli odetchnąć powietrzem elfiego zagajnika, bo do tego miejsca życzenie ich przeniosło. Przytrzymał chłopaka by nie wylądował na ziemi pod wpływem dziwnego uczucia bycia zdezintegrowanym i poskładanym teleportacją do kupy, uśmiechając się.
- Mogę spełniać też własne życzenia, lecz jak w wypadku innych, tylko trzy dziennie. Przeteleportowałem nas do elfiego zagajnika na terenie kolebki. Jest piękny wiosną i jesienią, nie masz pojęcia jak bardzo, elfy bardzo o to dbają. Nie zmienia to faktu że i teraz nie jest taki zły. - Przykucnął przed chłopakiem, już powoli odpuszczając mu tego chwytu jaki miał nad nim chwilę temu. - Wszystko w porządku? Nie każdy dobrze sobie radzi z takimi podróżami... Chcesz o coś jeszcze spytać? Mów. I nie, od razu powiem że nie jest mi zimno. - Uśmiechnął się wesoło. - Gdyby nie fakt że tak nie wypada - nawet w środku zamieci chodziłbym w takim stroju i nic by mi się nie stało. I nie, nie zamierzam nigdzie iść.
Uch... Westchnął nagle, opierając się nieco mocniej na ciele cienistego chłopaka, jakby zatoczył się do przodu. Jego oddech przez chwilę stracił kordynację i zrobił się dosyć ciężki, a sam Dżin spuścił głowę w dół, przeklinając się za brak pamięci w związku z wysysaniem z niego sił przez życzenia. Spełnienie życzeń Ryu, swojego własnego... Trochę go zmęczyły... Trochę... Mocno.
- N-nie martw się... Nic mi nie jest... Zaraz przejdzie... Przeładowanie organizmu... Lub poprostu zmęczenie życzeniami. Pamiętaj... Twoje moce wyczerpują cię, tak jak silne ćwiczenia. A ja trochę w takim razie poćwiczyłem, heh... - Podźwignął się do góry, trochę pomagając sobie stabilniejszą postawą chłopaka, stając w miarę stabilnie na gruncie na jakim się znaleźli. Nu... Musi mu pomóc znaleźć mieszkanie, to najważniejsze w tej chwili. A reszta... Kto wie, może Ryu zaraz uzna, że go nie potrzebuje i pójdzie w swoją stronę? Kto wie...
Choć Alv nie chciałby tego nawet w koszmarach. Nie wiedząc czemu - nie chciał odrzucać towarzystwa... Osoby, której przywrócił życie. Dziwne troszkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 7:17 am

Musiał przemyśleć wszystko, ale ciągle krążył wokół jednego zagadnienia. Inne rasy i Kolebka poczekają, kiedy sprawa pomocy Dżina i powodów, dla którego dał swoje usługi była ponaglająca dla jego duszy i serca. Teraz zrozumiał, iż łączy ich bardzo wiele, o czym zresztą sam Alvaro mówił, lecz po prostu Ryu miał mętlik w głowie i nie odczytywał ich w taki sposób jak przez pryzmat Rubinowookiego. Zmieszał się bardzo, nawet wyskoczyły lekkie rumieńce na policzkach i nie mógł nic tego skomentować. Mógł nie pytać, byłby mniej speszony.
A potem wiadomo co - wielkie ognicho i ucieczka. Trochę nie przemyślał, że samo wyskoczenie z okna mogłoby ich uchronić od płomieni, dlatego Długowłosy wziął sprawy w swoje ręce i dziwnym trafem pojawili się w zupełnie nowym miejscu. To była Kolebka?
Zaiste, było tu pięknie. Okroszone mrozem i śniegiem drzewa wyglądały bajecznie i nie straszyły swoimi powyginanymi konarami. Stał w cieniu i kręcił głową w różne strony, a oczy chłonęły widoki z wielką zachłannością. Mimo wszystko trwał u boku Alvaro, jakby lękał się. Spojrzał w dół na śnieg, na którym stali. Odbił w zaspie ślady, w ogóle miał bardzo ciekawą strukturę... ale dość o tym, popodziwia naturę innym razem, teraz musi opanować lekkie mdłości po teleportacji. Dżin chyba podejrzewał taki scenariusz, stąd padło pytanie o zdrowie. Powoli normował oddech i rzekł w miarę pewnie:
-T-tak... już w porządku, chyba... A T-..?
Nie zdążył zapytać o kondycję towarzysza, wyprzedził go odpowiedzią, na co uśmiechnął się kącikiem ust. Humor nie odpuszczał go, nawet jak zamknęli wspólnie przeszłość Ryu wybuchem i pożarem. Zdążył się tylko trochę rozejrzeć po całkiem obcych włościach i zaczerpnąć z dwa razy rześkie powietrze.
Kiedy tylko dostrzegł, że sylwetka Archiwisty wygina się w pasie, zaraz stanął mocniej na nogach i pochwycił go objęciem ramienia pokrytego cienistą obwódką. Patrzył się z troską na jego zmęczone oblicze, i nawet wyjaśnienia nie przekonały go do tego, żeby tak stał. Musiał wypocząć. A gdzie najlepiej się relaksuje? Na wielkiej poduszce! Ta zajmowała metr kwadratowy powierzchni i skąpana w cieniu zachęcała do położenia się. Nie czekając na protesty stanął za nim i pociągnął ze sobą klapiąc tyłkiem na materiale. Specjalnie stanął za Długowłosym, by ostrożnie położyć jego głowę na swoich kolanach, a reszta mogła swobodnie leżeć na miękkiej poduszce. Nachylił się w pasie nad Wybawicielem i głaskał palcami jego rysy twarzy dla uspokojenia.
-Odpocznij tutaj, Alvi. Po północy odzyskasz siły, więc już za trzy godziny będziesz czuł się lepiej i zapewne wyruszysz w dalszą podróż.
Uśmiechnął się lekko i trwał w tym grymasie patrząc niezbyt nachalnie na jego niesamowite tęczówki. Siedzieli w ocienionym miejscu, pod starym dębem, który był jednak na tyle łaskawy o tej porze roku, że swoją koroną nie zasłonił widoku gwiazd. Mogli na nie spoglądać, tak też przez chwilę czynił Ryu. Było ich o wiele więcej niż w mieście, gdzie oświetlone ulice uniemożliwiały dostrzeżenie Drogi Mlecznej. Jedną rękę uniósł ku górze i wskazując palcami na punkty na niebie opowiedział cichym głosem:
-Widzisz te gwiazdy? One dopiero są samotne... -jak to samotne, skoro widać ich całe skupisko? Zaraz spieszył z wyjaśnieniem- ... każda z nich jest oddalona od siebie o kilkaset lat świetlnych, a nawet najbliższy Ziemi Księżyc - 384 400 kilometrów. To tak jakbyś okrążył Ziemię w najszerszym miejscu aż dziesięć razy -wytłumaczył bardziej obrazowo, bo liczby mogły nic nie mówić, a takie zobrazowanie już prędzej, po czym wrócił wzrokiem na swojego towarzysza głaszcząc go po skroniach- Były mi bliskie, nawet jak są tak naprawdę bardzo daleko. Jak co nocy, jak obecnie, spoglądałem na nie i czułem się z nimi raźniej. Ale teraz... mam swoją Gwiazdę. W zasięgu rąk. I będę dbać o to, by nie czuła się samotna.
Uśmiechnął się ciepło i ostrożnie nachylił się, by pocałować czoło Dobrodzieja. Zasługiwał na wiele więcej, ale co może dać od siebie ponad siebie? Nic innego nie posiadał, tylko ten dar od Dżina. Życie. Antenki na głowie uniosły się ku górze i lekko obracały dookoła, jakby wyczuły szybkie przemieszczanie się innego cienia. Ścisnął mocniej Czerwonookiego do siebie, jeszcze nigdy nie był poza murami, to jego pierwszy raz. Mimo wszystko nie schodził ze swojego posterunku, a ręce trzymał na tyle mocno, iż nie pozwalały Alvaro'wi na ruch. Miał wypoczywać, nie puści go wcześniej jak nie zobaczy poprawy. A będąc w jego cieniu... po części czuł jego nastrój. Tak mu się wydawało przynajmniej.
Jego limit mocy i brak odpowiednich ćwiczeń sprawił, że i Ryu odczuwał zmęczenie. Miał dzień pełen wrażeń: poznanie niezwykłej osoby, śmierć i życie, nowy świat, zerwanie z przeszłością, wybuch, wycieńczenie najbliższej mu osoby... Przecież nie musiało tak być... ale niezmiernie cieszył się, iż doznał tego zaszczytu. Za pokrewieństwo sytuacji i... za to, że... Duh, nikt nie komplementował chłopaczka tak mocno jak Dżin. Widzieli go do tej pory przez pryzmat choroby, a nie jego osobowości. Uśmiechnięty głaskał jedną ręką jego gęste włosy, a drugą przytrzymywał tors, żeby nie śmiał wcześniej odchodzić.
Bo kiedyś musiał i nawet gdyby włożył wszystkie starania - trochę wątpił, by utrzymał w rydzach Alvi'ego. Zresztą nie chciał go zmuszać, lecz wyczuwał między nimi chemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 4:27 pm

Miło że chłopak jakoś sobie radzi z tego typu sposobami podróży. Jakby nie było - Dżin często w taki właśnie sposób podróżuje, chociaż osobiście jednak preferuje piechotę. Choćby w środku burzy z piorunami i sypiącej gradem, czy zamieci śnieżnej - piechotą. I boso. Boso przez cały świat, heh.
Teraz jednak chyba odpuści sobie te bose spacery, jak i w ogóle jakikolwiek ruch z tego miejsca gdzie stoi. Trochę postoi, złapie oddech i będzie lepiej... Próbował przekonać chłopaka nieco bladym uśmiechem że ten nie musi się przejmować...
No cóż, aktorstwo mu nie wyszło, bo żadne zapewnienie nie zadziałało na Ryu, który jednak koniecznie chciał się jakkolwiek odwdzięczyć za to wszystko, lub był poprostu zwyczajnie opiekuńczy dla - nader bagatelizującego swój stan zdrowia Dżina. Nie zdążył nawet zaoponować, a wylądował na miękkim materiale utkanym z czystego cienia, lecz nie to było dla niego z tego milsze. Wylądował na ciepłych, miłych kolanach Ryu, a widok jego twarzy początkowe zaskoczenie zastąpił nader prędko, zmęczonym bo zmęczonym, ale jednak szczerym uśmiechem. Nieco poprawił się na tej poduszce ciałem, z uśmiechem wpatrując w twarzyczkę osobnika, którego życie całkowicie zmienił i przebudował... Huh, czyżby podobnie czuł się ten demon, który zwrócił wolność Dżinowi? Może, może nie. Czuł się jednak nader znakomicie i tak... Szczęśliwym, na swój sposób, przy nim. Naprawdę! Zmrużył oczy, oddając się delikatnej pieszczocie chłopaka i nie oponując w żaden sposób.
- Dalszą podróż? - Uniósł brew w formie zdziwienia, nie zmazując uśmiechu z twarzy. - Nie mam po co iść dalej, tu jest moje miejsce. Zawsze będę blisko... Blisko Ciebie. - Nie miał pewności czemu mówi to z takim oddaniem i czułością, szeptem kończąc, ale naprawdę tak właśnie czuł. Że tu jest jego miejsce. Pomijając fakt że jest przywiązany do tego miejsca przez swoją lampę - przywiązany został jeszcze jedną rzeczą. Rzeczą, huh! Osobą. Tym uroczym, miłym i nader czarującym chłopakiem jaki właśnie opiekuńczo się nim zajmuje. Tu jest jego miejsce... I choć nigdy nie czuł czegoś takiego - dziś nastał ten dzień i czuje to. I jest to uczucie nader miłe... I z pewnością nie odczuwa tego sam, zresztą - Ryu nawet może wyczuć te emocje dzięki swoim zdolnościom, prawda?
Obserwował uważnie co wskazuje Ryu. Musiał przyznać - nigdy nie był zainteresowany astronomią, a raczej... Nigdy nie miał okazji do zainteresowania się nią, dlatego słuchał z zaciekawieniem, o tym, jak daleko są oddalone... Jak były mu bliskie, nawet pomimo tego oddalenia... I jak teraz jako taką gwiazdę widzi Dżina.
- Dziękuję... - Szepnął cicho, nie mając w sumie pojęcia, co innego odpowiedzieć na ten, bądź co bądź, komplementujący opis. Zmrużył oczy, rozkoszując się delikatnym dotykiem warg na czole. Naprawdę miłe... Wybudził się jednak z tego delikatnego transu, gdy poczuł jak ramiona zaciskają się wokół jego ciała. Nie groźnie... Opiekuńczo. Uniósł brwi w lekkim zdziwieniu, chociaż sam odczuwał skupisko magiczne w okolicy... Ignorował je jednak. Nie bał się. Nie miał po co się bać... Wbrew temu co się może wydawać chłopakowi - jest potężniejszy niż się wydaje.
- Nie musisz... Nic nam nie grozi. Rozluźnij się... I ciesz tą, miłą chwilą. Nie jest ci zimno? - Spytał, nadal bardziej zainteresowany stanem zdrowia chłopaka niż własnym. Jakby nie było - porwał go w samej piżamie, a od tamtego czasu w sumie nie przyglądał się jego ubiorowi i nie był pewien, czy nie jest Ryu zimno. Na to nie mógł pozwolić! Prawda? Prawda. A póki może - zatopił swoje spojrzenie w twarzy i oczach młodzieńca, obserwując jak nowe, piękne życie rozkwita i bucha płomieniami w jego oczach. Życie, największy dar... Życie, które ofiarować mu było warto. Zasługiwał na ten dar bardziej niż nie jeden człowiek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 5:56 pm

Naprawdę? Naprawdę chciał zostać przy takim niedoświadczonym Nieśmiertelnym? Nie dowierzając mrugnął kilkukrotnie patrzałkami, by z uwagą przyglądać się Dżinowi. Może był chory i bzdurzył? Nie, nie mówił głupstw... wstrząsnął tym Ryu od stóp do głów, w tym pozytywnym sensie. "Królicze uszy" postawione na sztorc lekko oklapnęły, jakby nie musiał być w stanie gotowości. Jakby od zawsze czekało go miejsce u boku Alvi'ego. Skinął ostrożnie głową, także chciał być blisko Rubinookiego, jak teraz. I może jeszcze nie potrafił przelać uczuć na gesty (nigdy nikt nie uświadomił go w tej kwestii, nawet filmy erotyczne czy romantyczne nie trafiały do wiecznie skupionego chorobą młodzieńca), lecz dla Dobrodzieja nauczy się, i będzie go pieścić aż do końca świata. Bo był jego światem. Nie Nieśmiertelni, nie Kolebka, tylko On.
Jakieś skrzaty leśne podglądały ich w krzakach, stąd to poruszenie. Nawet dostrzegł jedną siwą główkę, która z przepraszającą miną wycofała się z pozycji. Ale dopiero słowa swojego Mentora uspokoiły go.
-Uhm... postaram się -odpowiedział odnośnie rozluźnienia się i relaksacji, bo fakt jest w najmilszym towarzystwie jakie mógł sobie wyobrazić; - Nie, nie jest zimno. Grzejesz jak... -miał na końcu języka słowo "kaloryfer", ale powstrzymał się od udziwnionych terminów i westchnął cicho poprawiając grymas twarzy ze spiętej od dumania na weselszą- ... ogień w kominku.
Tu trochę spalił komplement dłuższą ciszą w zdaniu, skutkiem czego były rumieńce na jego twarzy. Chyba, że faktycznie ciepło ciała Dżina wypiekały policzki - bardzo możliwe. Albo obie wersje jednocześnie. Tak czy inaczej zanurzeni w cieniu dębu, na dużej poduszce, spoglądali sobie w oczy i nie chcieli się ze sobą rozstawać. Alvaro wyraźnie podkreślił, że chciałby być blisko młodzieńca. Tylko... czy da się pogodzić pewne fakty? Ryu musi w dzień skrywać się w ciemnościach, Dżin ma pracę w Instytucie - nie wiedział czy całodobową, czy na jakieś etaty, czy kiedy przyjdzie wtedy będzie robić. Zresztą sądząc po funkcji pewnie ma wiele spraw na głowie, lecz skoro powiedział wprost, że chce być blisko Cienistego, to wierzył w to, iż znajdą rozwiązanie. Nie chciał dłużej myśleć o ewentualnych kłopotach, wszak teraz obaj czuli się spełnieni, i szczęśliwi.
Będąc upewnionym, że Wybawca nie odejdzie od niego tak prędko, przesunął swoją czarną dłoń na jego długi warkocz i końcówką włosów delikatnie przejeżdżał po jego odkrytym ciele. Miział go subtelnie i popadał sam w błogi stan. Taki wewnętrzny spokój ogarnął go w pewnej chwili, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie musiał martwić się o to czy zemdleje w drodze do łazienki, czy przeżyje kolejny dzień... znaczy nie znał swoich możliwości, lecz wiedział, iż nie będzie musiał troszczyć się tylko o siebie. Mógł dbać w końcu o kogoś innego, tak jak i o niego zadbał Dżin.
-Chciałbym jeszcze o coś zapytać... -zaczął niepewnie przerywając tym samym słodką ciszę w powietrzu, ale za chwilę pojawił się szeroki uśmiech, gdzie po raz pierwszy widać było jego bielutkie, proste zęby- ...masz łaskotki?
Jak najdelikatniej umiał, smyrał go po szyi własnym warkoczem (nie ma to jak obrócenie swojej własności przeciwko sobie), by sprawdzić doświadczalnie czy byłby podatny na tego typu przyjemność. Zaczął cicho chichotać, a przecież Rubinowooki nie odwzajemniał gestu. Jeszcze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 7:11 pm

Nie spodziewał się aż tak wielkiego zdziwienia u chłopaka, gdy ten, wprost zszokowany wpatrywał się w Dżina, próbując złożyć wszystkie słowa do kupy, przynajmniej tak wyglądał. Mimo wszystko - troszkę go to zaniepokoiło, chciał nawet już się odezwać... Ale ostrożny gest chłopaka, który wydawał się nie mieć pewności co do swoich myśli... Lub poprostu był zbyt rozemocjonowany i dlatego - przytaknął. Ten gest wystarczył, by odrzucić wszystkie niepewności i problematyczne myśli, przywołać na twarz ponownie ten sam uśmiech, jaki miał wcześniej. Ten sam radosny, pogodny i szczęśliwy uśmiech, jaki towarzyszył mu niemal zawsze, teraz jednak... Jaśniejszy? Możliwe. A co do ukazywania tego gestami... Nie ma pośpiechu, nie ma pośpiechu.
Nie zwrócił zbytnio uwagi na poruszenie w pobliskich zaroślach, mając świadomość że to miejsce nie należy tylko do nich, i natknąć się tu mogą na każdego i wszystko. Od zwierząt, po demony. Mimo to jednak, nie było to problemem, nie dla niego, i tym samym chciał zarazić też Ryu. By nie stanowiło to problemu.
Kiwnął głową zgodnie na jego odpowiedź, czekając jednak na drugą odpowiedź, a propo temperatury. I był gotów rozgrzać całą okolicę, jak byłoby trzeba. Jak się dowiedział - nie było, bo on sam grzał chłopaka wystarczająco mocno. Rumieńce na twarzy chłopaka sprawiły, że delikatnie objął dłońmi te rumiane policzki, głaszcząc je kciukami. - Jesteś naprawdę pełen słodkiego uroku, wiesz o tym? - Przesunął powoli dłońmi z jego twarzy niżej, przez szyję, klatkę piersiową, aż w końcu splótł je palcami na swoim brzuchu, pozwalając swoim oczom na zatopienie się w jego tęczówkach. Nie był aż tak zamyślony o problemach i innych, gorszych kwestiach. Żył chwilą, i nie obawiał się o przyszłość, bo miał świadomość że nawet jeśli ich los rozdzieli na chwilę czy dwie, znów się odnajdą. Tak jak w pewnej legendzie z okolic Japonii o czerwonej nici, łączącej ludzi. Ta nić nigdy nie pęknie, choć może się plątać. I tak będzie w ich wypadku. Choćby mieli się rozstać i zaplątać w swoje życia - odnajdą się znów i połączą... Właśnie, czym? Można powiedzieć że to jest to uczucie które niszczy wszystkie przeciwności? To najpotężniejsze z uczuć? ... Miłość?
Nie zamierzał nigdzie odchodzić, bo i po co? Miał cel? W archiwach nie ma aż tak wiele roboty, a jako że w pokoju archiwisty znajduje się jego lampa, jest tam niemal nie do pokonania, a na pstryknięcie palca może załatwić wszystkie kwestie tam się znajdujące, więc... Co to za problem? Właśnie, żaden. Pozwolił więc sobie na oddanie się tej chwili... I na oddanie się gestom chłopaka, który korzystał z jego warkocza (ach, to zdradzieckie ciało), miziając go po różnych punktach na ciele. Gdzie-nie-gdzie Dżin wydawał się lekko odchylać ciało na boki, jakby umykał od tego dotyku... Łaskotki? Na pewno.
- Tak? - Spytał, czekając na pytanie zaciekawiony. Ten uśmiech... A potem pytanie... Och, nie! Może i miał sporo biżuterii na szyi, jednak jego włosy potrafiły się pakować pod nią i pomiędzy obręcze, co sprawiało tak potworne łaskotki, że Dżin wciskał swoją głowę chłopakowi w brzuch, próbując uciec od łaskotek z cichym chichotem wydobywającym się z jego ust. - O-okropne! - Zawołał ze sporym entuzjazmem, jakby chciał go zaprosić do dalszego działania... Ale i sam nie chciał być dłużny, więc wsunął dłoń pod jego koszulkę i podsmyrał go delikatnie palcami po bokach, sprawdzając czy i chłopak też ma te łaskotki. A powinien! Musi się jakoś zemścić nu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pon Sty 27, 2014 9:12 pm

Duuuh, znów go wprawiał w kompleksy i jeszcze większe rumieńce. Jakie z niego Diablątko! Wiedział o nieśmiałości Fioletowookiego, a mimo wszystko nie krył swoich upodobań wobec niego. Ryu nawet nadąsał się nieco, bo ciągle takimi słowami peszył go, a nie umiał odpowiedzieć nic bardziej kreatywnego od:
-W-wcale nie...
I tak czy siak trwało to może kilka sekund, nie mógł gniewać się za takie słodkości, ale zawsze istniała inna forma rewanżu. O tak, o łaskotkach mowa! Odkrył pewną słabość Dżina, która dodawała mu dziecięcego smaczku, chociaż miał ponad dwa tysiące lat. I to w ten sposób odmładzał Mistrza, przy tym samemu ciesząc się jego radością. Stąd chichoty przed kontratakiem "ofiary".
A gdy walka zaczęła się na dobre... Cienisty nie wytrzymał poważnej miny (udając na kilka sekund, że on nie ma łaskotek) i rechotał donośnie po całym elfim zagajniku. Strzygł "uszami" jednocześnie tarzając się na poduszce od łaskotek. Śmiał się naprawdę szczerze, aż łezki tworzyły się w kącikach zmrużonych oczu. Aż musiał położyć się na plecach tuż obok Dżina, by uspokoić się od chichotu, a ten nie przerwał tak od razu "znęcania się" nad Ryu. Mógł nie zaczynać tej batalii, teraz ma za swoje, hihih.
-Mhahahaha! Mhaha!
Wołał wniebogłosy naprawdę rozradowany i szczęśliwy. Jakby mu było mało... największe szczęście leżało obok niego i chyba równie dobrze bawiło się z Fioletowowłosym. Kiedy tak się bawili w wojnę na gilgotki nie zdawali sobie sprawę z upływu czasu, oraz ze zmian zachodzących dookoła. Byli w siebie nawzajem bezgranicznie zapatrzeni. Dowiadywali się o sobie coraz więcej, nawet jeśli nie wypowiadało się zdań na głos. Ich energie mieszały się ze sobą i porozumiewały bez słów.
Antenki na głowie Ryu ostrzegły go mocnym impulsem o zainteresowanie się własną skórą. Księżyc w pełni wyłaniał się zza chmur i niemal słyszał w uszach jak biały blask niszczył wielkie, czarne fortece mroku przy największych drzewach jak zapałki w palcach. Zmroziło mu kości i czaszkę, tak jakby uszkodzono jego kończyny w postaci innych cieni. Spontanicznie więc odskoczył do tyłu od swojego Twórcy i za plecami poczuł korę dębu.
Uff... w ostatniej chwili.
Stał przywarty do pnia dębu, na minimalnej krawędzi cienia (Księżyc w pełni prawie że górował na nieboskłonie) i spoglądał jak jego ręcznie wykonana poduszka rozmywa się na coraz jaśniejszym śniegu. Zostało jej mniej niż pół, więc Dżin leżał niemal w całości na śniegu. Ten skąpany w promieniach Księżyca wyglądał naprawdę majestatycznie, w dodatku w arystokratycznej pozie. On już nigdy nie będzie mógł przekroczyć granicy światła, ale to małe ograniczenie. Przywyknie. Naprawdę, to nic wielkiego w porównaniu z tym, iż może żyć. Gdzieś w oddali rozległy się dzwony kościelne bijące dwanaście razy i roznoszące się po okolicy.
-Już północ. To najbardziej magiczna pora w całej dobie. Już niebawem powinieneś czuć się lepiej.
A jego Królestwo Cieni kurczyło się, dlatego zdając się na instynkt wdrapał się na drzewo, które posiadało niewielką dziuplę i tam przeczeka te kilka minut, gdzie cienie są najkrótsze. Kiedy tylko zobaczył, iż po poduszce nie było śladu, zdematerializował się, żeby upchnąć się w dziurze, a o jego obecności świadczyły lekko jarzące się czerwienią bielma. W środku znajdowało się ptasie gniazdo, którego mieszkańcy wyczuli gęstniejący mrok od Ryu, lecz nie wyganiały gościa. Dało się usłyszeć cichy oddech Chłopca z Cieni, który jeszcze uspokajał się po serii łaskotek wręczonych przez Alvaro. Jeszcze wróci do tych przyjemności, tylko minie niekorzystna pora. Przypuszczał, iż światło Księżyca działa niemal identycznie jak promienie słoneczne, ponieważ są jego bezpośrednim odbiciem. Dlatego z jego poduszki już nic nie zostało, a najgorsze, że musiał na chwilę zostawić Dżina poza zasięgiem swoich wpływów. Nie to, że bał się o jego zdrowie, wszak nie było mu zimno, ani nie chorował.
Tęsknił za nim. Tak silnie związał się ze swoim Wybawcą. Nie chciał jednak, żeby na siłę, poprzez życzenie, wciskał się do tej dziupli co młodzieniec. Wytrzymają taki moment rozłąki. Kiedyś odejdą na dłużej niż dwadzieścia minut. Siedział cicho, żeby nie obudzić śpiące pisklęta, których bacznie pilnowali rodzice. Uszanuje ich dom, nawet jeśli to są tylko zwierzątka. Zasługują na spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Wto Sty 28, 2014 9:02 pm

A dlaczego miał kryć to, co do niego czuje i o nim myśli? I tak Ryu będąc w jego cieniu sam to doskonale odczuwa w jego emocjach... I, jak miał delikatną nadzieję czerwonooki, także we własnych. Że... Odwzajemnia to, cokolwiek się między nimi dwoma rodzi. Jego reakcja nie mogła wzbudzić nic, jak ciche, rozkojarzone: - Uroczy...
No nie mógł tego inaczej powiedzieć poprostu, nie mogąc zmazać ani na sekundę swojego uśmiechu. Taki uroczy, że aż ciężko to ubrać w słowa. I hej, bez przesady. Spotykał starsze stwory, które potrafiły się zachowywać jak młode, ciekawskie dzieciaczki. To jest właśnie swoista recepta dorosłości i dojrzalości - bo najbardziej dojrzali zachowują najbardziej dziecinne cechy, jak choćby poczucie humoru.
Do boju! Ryu! Tarcza do góry, nadchodzi atak łaskotkowego potwora! Blef chłopaka na niewiele się zdał, a gdy tylko Alv podłapał temat i zauważył że działa na niego jak powinien, zwiększył intensywność łaskotek, dokładając do tego drugą rękę do drugiego boku, samemu nie mogąc przestać się śmiać od gilgotania własnych włosów na szyi, kierowanych ręką fioletowowłosego młodzieńca. Szybko jednak zyskał przewagę, choć silnym kosztem, samemu już powoli tracąc oddech od tego, nieustannego śmiechu. Śmiał się, bez przerwy, donośnie i prawdziwie, łzy bez problemu nazbierały się w jego kącikach oczu od tego. Raz z tego że słyszał chichot Ryu, raz z własnych łaskotek. Tak... Nie odpuści mu tak łatwo!
To uczucie radości chłopaka i jego szczęścia... To wszystko co dla niego zrobił... To naprawdę w pewien sposób zapełniło lukę jego życia, to, kim się stał i czym się stał dla niego. Stał się jego "celem", jego powodem do życia. Jego szczęściem... Och, jaki on był szczęśliwy teraz, mając kogoś takiego jak ten, wniebogłosy śmiejący się, uroczy chłopaczek. W tej chwili nie istniało nic i nikt, tylko oni dwaj. Tylko oni dwaj, to co czuli, o czym myśleli i jacy byli. Nikt i nic więcej...
Niestety, natura bywa wredna, o czym dżin się już przekonywał... I teraz też się przekonał. Gdy chłopak odskoczył od niego nader szybko, wciąż z uśmiechem i chichotem, ale też ze sporym zdziwieniem wpatrywał się w niego, dopóki nie dojrzał blasku księżyca na swoich dłoniach. Spojrzał ku górze, oddychając głębiej i rozumiejąc, o czym mowa... Wrócił więc na plecy, wciąż powoli się uspokajając po tym wszystkim z uśmiechem na twarzy, z powrotem wracając do tej pozy w jakiej był wcześniej, lecz jego spojrzenie nie odstępywało chłopaka ani na chwilę. Kiwnął głową na jego słowa. - Pierwszym punktem do zrobienia nim wieczór nastanie kresowi to znalezienie ci mieszkania. To priorytet. - Stwierdził w tej chwili dosyć poważnie... Lecz po chwili się uśmiechnął, znów nadając sobie tej pogodności, co wcześniej. - Poza lampą nie mam żadnego innego mieszkania, więc... Jeśli nie będzie to problem dla ciebie, bo ja mam lampy dosyć - zamieszkam z tobą. - Dopowiedział do poprzednich słów, po czym obserwował, jak chłopak znika, a cienista smuga wpływa do dziupli w drzewie. Sam czuł już chłodny dotyk śniegu, a także przypływ nowych sił, jakby skąpanie w blasku księżyca było całonocną drzemką. Całkiem szybko i bez większych problemów podniósł się, po czym odszedł krok czy dwa w tył i zaczął się intesywnie wpatrywać w dziuplę. Mimo iż zazwyczaj czas nie był dla niego niczym ważnym... Teraz chciałby go przesunąć, by księżyc przestał im obu przeszkadzać. Ot... Poprostu, chciał swojego Ryu z powrotem. Uhm... Swojego, jeśli tak może o nim powiedzieć.
Żeby jednak nie było cicho, Alv postanowił miotnąć swoją obserwacją. - Widzę twoje oczka! - Zawołał niemal z dziecinnym entuzjazmem, uśmiechając się, by jednak troszeczkę poważniej dodać. - Widać nawet jeśli ukryjesz się w cieniu - twoje oczy dalej będzie widać. Pamiętaj o tym, szczególnie że są całkiem jaskrawe... I piękne! - Nie mógł się powstrzymać od tego dodatku na koniec, nah, nie mógł. Poprostu nie mógł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Wto Sty 28, 2014 10:16 pm

Jeszcze wrócą do łaskotek, i nie tylko do nich! Takie gesty zacieśniają więzi, ale nie bardziej niż... no dobra, nie chcę zapeszać! W każdym bądź razie, jeszcze odegra się na polu gilgotek! Nawet jeśli miałby spędzić wieki nad strategią. Teraz, będąc Nieśmiertelnym, nie starzał się. Pamiętał te słowa, dlatego na pewno znajdzie rozwiązanie godne Napoleona.
Faktem było, iż trzeba było załatwić parę formalności. Przypomniało im o tym skracanie się cieni pod stopami Ryu. Dżin nawet spoważniał na ten moment, a nawet zaoferował coś, co uradowało młodzieńca. Uśmiech rozrastał się w kierunku wydarcia "TAAAAAAK!" ze swojego gardła, jednak przyszła refleksja wraz z kolejnym zgładzeniem ciemności pobliskiego krzaka, i opamiętał się. To, że oni chcieli być razem, to jasne, ale nie wtedy, gdy jeden będzie drugiemu uniemożliwiać pełnię życia.
-Wspólne mieszkanie to naprawdę miła i kusząca propozycja, ale nie chciałbym krępować Twojej swobody...
Wtedy, tuż przed zdematerializowaniem się, pojawił się lekki grymas świadczący o tym, że wahał się, ponieważ mógłby wręcz wadzić Długowłosemu pod kilkoma względami. Takie mieszkanie z kimś, kto nie może przebywać we promieniach słonecznych musi być uprzykrzające. Można sobie wzrok popsuć, i fakt - miał do czynienia z Dżinem, ale i tak widział jego skrępowanie, kiedy przebywał w dawnym lokum Ryu w mroku. Rozwiązanie ze świeczkami to tylko taki półśrodek, zresztą też nie zawsze da się zastąpić źródło światła sztucznym tworem. Trzeba, by Alvaro "utytył się" witaminą D, która właśnie produkuje się będąc nastawionym na dobrodziejstwo Słońca.
Siedząc w dziupli spoglądał ukradkiem na swojego mentora i sympatię jednocześnie. Podejrzewając jak mógł czuć się Ryu w dziupli, zaczął go rozbawiać i wprawiać w kolejne zakłopotania! No ile można! Nie był przyzwyczajony do takiego nawału miłych słówek. Płynęły jak rzeka i rozkruszały ostatnie zapory nieufności. Bądź co bądź, wywołały lekki chichot młodzieńca, który nie pozostawał długo dłużny.
-Nie tak piękne jak Twoje rubinowe spojrzenie -nie miał jak popadać w smutek, nie w takim wybitnie kochanym towarzystwie! Nawet nie dążył do depresji, co to to nie! Nie po to otrzymał życie, by zasmucać się i poddawać -Jednak wezmę tą uwagę do serca. Tą i poprzednie...
Nie mógł za bardzo podnieść głosu, żeby nie zbudzić ptaszków, poza tym próbował okiełznać swoje czułka na głowie. Do czego służą, co dzięki nim może zyskać, a co stracić. Zauważył, że gdy tak przesiadywał cały skąpany w ciemnościach, tak jakby ostudzał się jego charakter, uspokajał się. Tak, niewątpliwie to był jego żywioł, lecz trudno się nim dzielić z innymi. Z Alvaro na przykład. Może i nie był zupełnie niewinny, to chyba wolał go widzieć w pełnej krasie, albo chociaż w blasku świeczki. O wiele bardziej mu do twarzy ze świetlistą, perłową cerą.
Minęło z dziesięć minut, które ciągnęły się jak dni, czy tygodnie. Młodzieniec wciąż wypatrywał szansy, by opuścić ptasie gniazdko w dębie i ponownie być blisko jedynej, przychylnej jego istnieniu osoby. Błagał w myślach chmury, by przesłoniły wielką Pełnię, ale wiedział, że prędzej czy później Księżyc przesunie się po niebie i rzuci długie cienie z drzew. Zmrużył oczy ze znużenia takim oczekiwaniem, a może wyczerpaniem od wrażeń tego dnia. W ciągu swojego krótkiego życia nie przeszedł tyle co w ten jeden dzień, z Mistrzem u boku. Cicho, bezszelestnie, wydostał się z dziupli, bo nie dało się już dostrzec świecących ślepi. Cały oblepiony smolistą warstwą z cienia praktycznie zlewał się z otoczeniem, ale niebawem wyjawił swoją obecność.
Przytulając do siebie najmilszą istotę na świecie.
Zrobił to dość szybko, jakby przez chwilę myślał, że Alvaro zmieni zdanie i znajdzie z kimś innym lokum. O nie, nie! Coś wymyślą, może spać nawet w szafie, byleby żyć z Długowłosym. Prawie że z miejsca zadeklarował:
-Będę z Tobą mieszkać, jak długo zapragniesz... Alvisiu...
Głowa zrobiła się naprawdę ciężka, więc pozwolił sobie na oparcie jej o ramię Dżina. Czarne ręce obejmowały nadal Magika, ale już coraz mniej pewniej. Oczy prawie się zamknęły całkowicie, lecz nie chciał się jeszcze rozstawać z kimś, od którego biły takie piękne emocje. Uśmiechał się lekko, bez nuty fałszu, trochę bardziej skulił się w sobie, tak że wtulił się policzkiem w tors o pół głowy wyższego Wybawcę. Stali akurat w takim ułożeniu, że Czarnowłosy rzucał cień swoją postacią, toteż nie bał się promieni księżyca. Gorzej jak uśnie w objęciach Dobrodzieja - nie chciał go kłopotać. Nie jego, jemu należy się tylko radość, szczęście i miłość. Nie mówił, że potrafi ofiarować to ostatnie uczucie, ale będzie do tego dążyć, z całych sił.
Oddychał cicho i błogo, wsłuchując się w bicie serca swojego kompana. Najpiękniejsza melodia dla duszy... poza jego miękkim, magicznym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sro Sty 29, 2014 7:33 pm

Nie bardziej niż... Cio? Och, Ryu, nie ładnie tak urywać myśli! Aż chce się dowiedzieć! A dopowiadanie sobie prowadzi często do różnych, przyjemnych lub nie przekłamań... Więc? Cóż to za gesty zacieśniające przyjaźń, hm?
Przechylił nieznacznie głowę na bok, z lekkim uniesieniem brwi ku górze w formie niezrozumienia. Że jakiej swobody? Że jak będzie krępować? Pokręcił głową uśmiechem. - Skąd mogło by ci przyjść do tej kochanej, fioletowej główki, że mógłbyś mnie w jakikolwiek sposób krępować? Nie, to już ustalone. Mieszkamy razem. - Skwitował to wszystko rzutem szerokiego uśmiechu ku chłopaka, a jego głos mówił jednoznacznie, że w żaden sposób nie żartuje. Jakby tu niby miał mieć ograniczoną swobodę? Że ciemno? Phiew, na to się znajdzie rozwiązanie. W ostateczności Alv będzie miał więcej powodów do ćwiczenia wzroku, lub znajdzie sobie noktowizor (wcześniej oczywiście na tysiące sposobów myśląc i dotykając go, nie wiedząc jak działa), lub znajdzie jakieś rozwiązanie. Nic nie może być gorsze od kolejnych godzin w lampie. Co prawda takowa nie jest zła, a ba, dosyć luksusowa, ale... Właśnie. Pusta, taka sama, doskonale znana... Pusta, ziejąca wprost tą pustką, z którą wiążą się wspomnienia więzienia przez setki lat. Nienawidzi jej widoku... Ale czasem musi do niej wracać niestety.
Nah, mniejsza z tym. Alv już podjął decyzję, i, jak miał nadzieję, Ryu przystanie na nią. Co do innych kwestii - i tak wygląda jakby nigdy nie wychodził z domu w słońce, więc co to za różnica, huh.
Och, Ryu w końcu postanowił się odrobinę odwdzięczyć za komplementy! Co prawda - nie spodziewał się, co jednak było miłym uczuciem. Odwrócił wzrok z lekkim zawstydzeniem. - Nie mam co się sprzeczać... Twoje są piękniejsze. - Ha! Może i się nie wyplątał z tego, ale zdołał odbić piłeczkę, wybudzając się z tego, drobnego zawstydzenia i znów wpatrując się w dziuplę, gdzie widział dwa, jarzące się punkciki, świadczące o obecności bodajby najważniejszej istoty w całej jego egzystencji od zawsze - na zawsze. Chciał już po niego sięgnąć. Już teraz - wziąć go w swoje ramiona i przytulić do swojego ciała, szepnąć mu kilka czułych słówek do ucha... Mieć go, mieć go tuż obok. Te parę metrów było w sumie barierą większą niż zbrojna ściana, heh.
Skinął głową na jego kolejne słowa, po czym zaczął w cierpliwości czekać, co jakiś czas spoglądając na tarczę księżyca. A może życzeniem zmusi chmury by go przysłoniły? To zawsze jakieś rozwiązanie. O, a może użyje swojej mocy do kontroli powietrza? Nah... Musiałyby być chmury. A może są? Damn, no idea.
Musiał czekać. Jeszcze kilka chwil, a księżyc w końcu ruszy. Huh, nigdy by nie sądził, że przyroda tak bardzo będzie mu przeszkadzać...
Już nie. Już tego nie robi. Spoglądając w górę, na księżyc, nie dostrzegł nawet jak chłopak bezszelestnie wydostał się z dziupli i zbliżył do niego... I hyc. Drgnął lekko, spoglądając w dół, ale widząc swojego, ulubionego chłopca, od razu uśmiech pojawił się na jego obliczu, gdy otoczył go swoimi ramionami, tuląc i chroniąc od poświaty księżyca. Jego słowa tylko bardziej go ucieszyły, a dłoń Dżina poczęła delikatnie głaskać włosy chłopaka. - Tak długo jak ty zapragniesz, Ryu... - Spoglądając nieznacznie za siebie, powoli kroczył z co raz bardziej sennym Ryu w kierunku drzewa, chcąc się z nim ułożyć w taki sposób za nim, by potężne drzewo osłaniało ich obu od promieni księżyca. Musiał być tym przytomniejszym - bo gdy nastąpi poranek, będzie trzeba bardzo szybko znaleźć się po drugiej stronie dębu. I nie, nie poczuwał się do tego jak do wymagającego obowiązku. Raczej jak do opieki... Opieki nad kimś, kto zajął pewne, specjalne miejsce w jego sercu. Poczuł korę za swoimi plecami, a widząc że promienie księżyca już ich nie chwytają, odetchnął głębiej. Musiał jakoś pomyśleć o tym, jak obaj się dostaną do dystryktu mieszkalnego, bez narażenia Ryu na spotkanie z morderczymi promieniami światła. Huh... Skomplikowane, ale da się zrobić. W ewentualności, poprostu przeniesie ich życzeniem do recepcji, to zawsze sposób.
Poczekał jeszcze chwilę, a gdy promienie się odsunęły jeszcze trochę, zsunął swoje ciało po korze i usiadł w śniegu, sadzając na swoich kolanach Ryu i przytulając go do swojej piersi. Niech śpi... Widział że tego potrzebuje. - Śpij... Nie obawiaj się... Będę przy tobie gdy się obudzisz. Obiecuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sro Sty 29, 2014 9:37 pm

A, a, a, nie można tutaj podglądać bez pytania! Jak ktoś ma chaotyczne myśli jak teraz, i te myśli w prawie całości skierowane są na podopiecznego Podglądacza, który jest jego narratorem, to lepiej poczekać na stabilizację! Inaczej: musi poukładać to i owo, upchać kolejne komplementy w przyciasnej komódce na podbudowanie wartości, zarezerwować w sercu trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć na czterysta pokoi na nowe uczucia i takie tam. Generalne porządki nie tylko na ciele, ale i w samym Cienistym. Dlatego proszę nie tykać tych kartek porozwalanych po całym biurze w mózgu, one znajdą swoje miejsce przeznaczenia jak tylko kadra dostanie podwyżkę i premię na rozruch 21-letnich komórek.
Ta pewność słów, pewność siebie, żadnego bodźca stopującego obietnice Dżina były tak szczere i energiczne w swej wymowie, iż nie można było ich zignorować. Między innymi te słowa skłoniły Ryu do zmiany stanowiska. Znaczy, był od początku propozycji chętny, lecz obawiał się przykrych konsekwencji nałożonych na barki Mistrza. Ale ufał, iż będąc razem przyćmią pewne trudności. A kto wie - może i niedoświadczony Nieśmiertelny będzie w stanie pomóc Alvaro'wi? Taka pierwsza myśl to objaśnienie technologii czy czegoś o co będzie pytał. Uszatek nie był wielkim mózgowcem, lecz chłonął wiedzę od najmłodszych lat chcąc zorganizować czas dla zdrowego umysłu. Znał się na kilku kategoriach najbardziej, a o innych wcale. Będą mogli wymieniać swoje poglądy i uzupełniać luki, nie tylko w zakresie wiedzy powszechnej, ale i tej w sferze... w tej cudnej atmosferze...
...między łapkami a torsem najbliżej osoby. Tam gdzie dwa ciała lgną do siebie niczym magnes, toczyły się z ust urocze zapewnienia o wspólnym mieszkaniu. I o tym jak to długo trwać będzie. Ich pragnienia są suche niczym studnia bez dna, dlatego spędzą ze sobą prawdopodobnie wieczność. Nigdy oczywiście nie wiadomo jak dalej może potoczyć się ich znajomość, ich losy, czy nie nastanie wojna międzyrasowa i nie rozdzielą ich, jednak ich więzi zacieśniły się bardzo mocno.
Sen ciążył widocznie na chłopcu, pieszczoty po główce i w formie słów dodatkowo sprawiały, iż nie mógł nie rozpłynąć się w rozkoszy. Takie drobne gesty a sprawiły takie cuda. Czarna powłoka z ciała popękała w miejscu, z którym stykał się z Dżinem, tak jakby mrok wiedział, iż osłonięty przez Długowłosego nie będzie narażony na promienie księżycowe.
-Uhum... -mruknął potulnie jeszcze walcząc z powiekami o ostatnie czułe spojrzenie Dżina, by móc je odwzajemnić i wyszeptać trzy słowa na dobranoc- ...dziękuję, że jesteś.
Ścisnął lekko piąstkę na torsie Alvaro, gdzie miał serce i odpłynął w krainę snów. Leżał skulony na kolanach Czarnowłosego, a głowę opierał na jego klatce piersiowej niczym na miękkiej poduszce. Nie miażdżył specjalnie swoim nikłym ciężarem, zresztą Rubinooki nie z takimi ciężarami miał do czynienia. Chciał jeszcze utkać koc z cieni, aby przykryć ich, ale zabrakło i na to sił. Miał naprawdę ekscytujący, najpiękniejszy dzień w swoim życiu, i przeczuwał, że będzie jeszcze wiele, wiele wspanialszych wspólnie przeżytych momentów.
Oddychał cicho, spokojnie. Nie bał się niczego po zapewnieniach Dobrodzieja. Zostanie z nim, nawet nie z przymusu. Bo tak chciał. Przekochany, potężny Dżinie - niech moc zawsze będzie z Tobą. Radujesz młode serce i duszę niepozornego młodzieńca samą swą obecnością. Twój uszaty towarzysz chciałby także przyczynić się do Twego szczęścia, musisz jednak uzbroić się w cierpliwość. To dopiero pierwszy, ale naprawdę ważny dzień, w którym spędzacie upojne chwile w cieniu starego dębu w Elfim Zagajniku. Mimo wszystko zapowiada się obiecująco, nieprawdaż?
Tkwił nieruchomo w objęciach Opiekuna i spał tak smacznie i twardo, że jakby zapomniał o tym, iż nie jest już chorym, słabym człowiekiem. Musiał okiełznać swoje moce i odpowiednio je kształtować, aby na przyszłość nie zżerały tyle energii z Ryu co obecnie. A także zmienić porę snu z nocnej na dzienną, kiedy to warunki są dla niego najniekorzystniejsze. Pierwszy dzień był pokazówką ułamka nabytych zdolności, a tak szybko rozłożył go na łopatki. Kolejny dzień już jawił się na horyzoncie, na co drgały mu czułka na głowie. Ta wiadomość jednak nie potrafiła z miejsca obudzić młodzieńca, dopiero kiedy uświadomił sobie co dzieje się dookoła, z kim jest... niemrawo otworzył oczy i uniósł podbródek na Alvaro z lekkim uśmiechem. Tak jak obiecał - był przy nim od pierwszych chwil pobudki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pią Sty 31, 2014 8:25 pm

Bu, czemuż to czekać? Nie ma na co czekać - sens zna się nawet bez czekania na ułożenie. A sens tu widać jest tylko jeden... Tylko po co go jeszcze nazwać, hm? Wszyscy wiedzą - mówić nie trzeba. Taka tajemnica Pulisznera, hm.
Huh, jakie tu konsekwencje mogłyby zaistnieć? Osłabienie wzroku? Wątpliwe by wiele się zmieniło w wypadku tak dziwnej, magicznej istoty jak Dżin. Obijanie się o siebie? Hah, to by było nawet zabawne. Obijanie się o meble? Pff, w końcu zrobiłby sobie mapę umysłową miejsca i to by już nie było problemem. Każdy problem można jakoś rozwiązać, wystarczy poszukać opcji. A zalety mieszkania ze sobą jednak przyćmiewały wszelakie wady. Swoją drogą, zdecydowanie mogą się podzielić obowiązkami domowymi bez problemu - Alv sprawdzi się jako świetny odkurzacz. Sfery wiedzy też w dużej mierze będą sobie potrafili pouzupełniać, więc... Co w tym złego? Nic, wszystko miłe i dobre.
Szczególnie że jest jeszcze jedna, najlepsza z tych zalet... To, że będą razem. I nie sądził, by jakakolwiek siła ich rodzieliła. Twórcę i jego dzieło, jeśli tak można określić Ryu. Ale nie tak na to patrzy. Nie widzi siebie jako twórcy, jako stworzyciela chłopaka, kogoś, kto nadał mu nowe życie. On tylko dał mu możliwość - to Ryu przyjął życie. To ON wybrał życie, to on to zrobił, on uwierzył że to możliwe, i on zebrał swoją nagrodę. I teraz Dżin postara się, by chłopak odczuł swoje nowe życie jak najlepiej... I by nie cierpiał z samotności tak, jak wcześniej... Jak wcześniej sam czerwonooki.
- Nie masz za co, mój drogi... To ja dziękuję. - Odpowiedział cichym szeptem, nie chcąc już mącić snu kochanego chłopaczka. Gdy tylko poczuł jak ostatnie, spięte mięśnie w ciele Ryu się rozluźniają a on oddaje się błogiemu Morfeuszowi, uśmiechnął się do siebie, wciąż nie przerywając delikatnego głaskania jego głowy. Miast tego, podniósł wzrok ku linii nieba, spoglądając w gwiazdy. Oddalone o tysiące lat świetlnych, hm? Więc o tyle lat jest oddalony od duchów swoich krewniaków... A może to nie oni są gwiazdami? Może jak podejrzewał i jak czuł - po swoich śmierciach tutaj zmienili się w czystą magię, która teraz opływa glob, i z której nieśmiertelni zdobywają swoje moce wraz z narodzinami? Zapewne. Cóż... Musiał mimo wszystko przyznać, że zdobył to, czego oni wszyscy nie potrafili zdobyć. Gdy oni nie potrafili poznawać emocji, bali się ich lub nimi wzgardzali - on je przyjął. On był ciekaw... I choć bolało go to wiele wieków, wiele lat, gdyż odczuwał głównie same złe emocje - gniew, złość, nienawiść, samotność, zwątpienie... Teraz to wszystko mu zwrócono po stokroć. Uśmiechał się. Uśmiechał się do duchów swoich braci i sióstr, pokazując że jednak miał rację... Tylko musiał trochę poczekać.
Na czym spełzła mu noc? Na obserwacji. Obserwował wiele czynności, które działy się wokół niego. Ruchy chmur, powiewy wiatru (w sumie, odczuwał), opady śniegu (nie pozwalał jednak żadnemu płatkowi opaść na chłopaka - odganiał wszystkie wiatrem), a także działania zwierząt wokół. Żadne z nich nie było wrogo nastawione, podobnie jak i niektórzy nieśmiertelni którzy ich mijali. A jeśli byli w jakiś sposób negatywnie nastawieni - uniesienie dłoni ku górze i ukazanie na nadgarstku symboli "ZI" wystarczało, by ich ostudzić. Mało kto ośmiela się zadrzeć z zarządem na jego ojczystej ziemi, w sumie, ciężko się dziwić.
Chronił i ogrzewał, jak obiecał. Trzymał chłopaka blisko siebie, obserwując też i jego. Jego ruchy klatki piersiowej, ciche odgłosy oddechu, spokojne i miarowe... Spokojne, przedewszystkim. I ten spokój był zaiste nader miły. Spokój ich obu.
Wbrew pozorom - nie nudził się. Potrafił znajdować sobie zajęcia umysłowe gdy nie potrafił działać fizycznie. Jak myślicie - jak to możliwe że jeszcze nie zwariował w tej lampie? Nu, własnie. Ale świt się zbliżał, a wraz z takowym, do życia obudził się Ryuś, lekko drgając czułkami. Już po widoku tego skierował całe swoje spojrzenie na jego twarz, obserwując jak słodziak się rozbudza. Ach, zdecydowanie miły widok. Gdy ujrzał fiołkowe oczka, nie mógł powstrzymać się od miłego uśmiechu. Przekręcił nieco głowę na bok i lekko się zsunął, po czym - na powitanie dnia, postanowił dać mu coś nowego, co rozbudzi jego ciekawość no i pobudzi go do działania, bo zaraz trzeba się zwijać z tego miejsca. Zmrużył delikatnie oczy, kładąc dłoń na jego skroni i delikatnie, acz czule ucałował go w jego słodziutkie, urokliwe wargi. Nie był nachalny, nie był namiętny - był czuły, delikatny. Ot, tak na miłą pobudkę. Nie utrzymywał też tego pocałunku za długo - wszak nie miał pewności, czy chłopakowi taka sytuacja odpowiada. Zaraz po nim, z uśmiechem na twarzy odezwał się entuzjastycznie. - Dzień dobry Ryu, wyspany? Mamy dziś trochę zajęcia, a i musimy również szybko się dobudzać i znikać z tego miejsca, zanim promienie roztoczą się. Przy okazji - poznasz nowe zdolności swojego właściwego ciała, bez używania mocy. Co ty na to byśmy urządzili sobie trochę biegów? Oczywiście, jak tylko się dobudzisz. - Ucałował jego czoło, po czym oparł głowę o korę, oczekując odpowiedzi. No... Miał tylko nadzieje, że nie onieśmielił za mocno tym pocałunkiem - i tak już jest wstydnisiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Pią Sty 31, 2014 9:57 pm

Nie dało się wyobrazić lepszego początku dnia jak ten spędzony u tej parki. Opiekun złożył delikatne karesy na budzącą się twarz Ryu. Przeszły go milutkie dreszcze, chociaż jeszcze nie był gotów na takie doznanie. Oddech od razu przyspieszył mu, jak na zawołanie. Słuchał uważnie swojego towarzysza, na którego spoglądał ukradkiem i rozważał jego słowa. Faktycznie, czeka ich dzień pełen wrażeń, już sam początek na to wskazywał. Uśmiechnął się szerzej i powiedział z przekąsem:
-Właściwie to... skutecznie mnie rozbudziłeś... uhh... -przetarł nadgarstkiem resztki snu z powiek przeciągając się na kolanach Dżina już od rana tonąc w głupich rumieńcach; zaraz przekrzywił głowę na bok i nie zdejmował spojrzenia od Mistrza- Biegi? Brzmi ciekawie.
Czemu nie skomentował w jakiś sposób pocałunku w usta? Bał się, że gdy zacznie opowiadać jaki był słodki, pyszny i kuszący, to nie wyrecytuje pół zdania o tym doznaniu i zatnie się. Przydałoby się odpowiedzieć tym samym, tylko... gaaah, dlaczego mając taką szansę nie może się wysilić na szybszą reakcję i rewanż? To przez ten ospały, samotny tryb życia jaki miał w poprzednim wcieleniu - jeszcze wczoraj.
Powoli wygramolił się z jakże przyjemnego gniazdka sporządzonego w objęciach Alvaro, by wyprostować się w cieniu i nieco rozciągnąć ciało. Od skulonej pozycji mogły zastygnąć niektóre mięśnie. Jak miał rehabilitację na nogi, przykładał się porządnie, aby móc znów chodzić. Teraz skrupulatność przekładała się i tutaj. Od czubka głowy do stóp pokręcił wszystkimi stawami, rozruszał kości truchtając w miejscu, ogólnie rozgrzał inne części ciała. Co prawda Czerwonooki zdążył rozgrzać Ryu swoim czułym karesem, ale ręce i nogi tylko drżały z ekscytacji na dawkę czułości. Wyraz twarzy miał skupiony, poważny, jak wtedy, kiedy codziennie walczył o krok, chociaż jeden krok. Gdy jednak spostrzegł, iż taka rozgrzewka nie jest ani trochę krępująca, ani nie bolało go nic, ponownie na obliczu pojawił się ślad radości, mimo wszystko nie przerywając kilku ćwiczeń.
Wciąż myślał o pocałunku i o tym co to mogło znaczyć. Wiadomo, że zbliżenie się, ale w takim krótkim czasie? To niemożliwe! Tak bardzo niemożliwe jak jego zmiana w życiu dzięki Dżinowi! Mimo wszystko... zakradło się to słowo, które obijało się coraz głośniej w jego myślach. Zabawka. Jesteś tylko jego zabawką. Jesteś jednym z wielu, których ocalił. Znudzisz mu się, to odstawi na półkę. Nie przywiązuj się do niego w żaden sposób, bo będziesz cierpiał. Ucieknij od niego... póki nie odebrał Ci całkiem serca...
Głupie myśli, przecież obiecywali ze sobą tyle. Na pewno kryło się za tym więcej niż chwilowe przywiązanie. Co więc się zdarzyło, iż zachwiało się jego zaufanie wobec Alvaro? Sam nie wiedział, chyba zły chochlik podpowiedział coś do ucha.
-W którą stronę biegniemy? Tam?
Skinął głową w kierunku drzew, za którymi wychylała się w oddali kilkupiętrowa budowla. Miał wrażenie, że to jakaś ważna lokalizacja, ale mógł się mylić. Nie znał tutejszych terenów, a mimo to ruszył pierwszy. Z początku nieśmiało postawił kilka kroków przed siebie, by z każdą kolejną dziesiątką przyspieszyć tempo, przyzwyczaić się do biegu ocienionymi odcinkami, omijaniem przeszkód w postaci krzaków czy skał i małych strumyczków. O dziwo luźne spodnie nie przeszkadzały, nie zahaczały o nic i nie zwalniały tempa. Przebierał nie tylko nogami, ale i rękoma w rytmie sportowca, którego we wspomnieniach widział w telewizorze. Nie zapominał o oddechu, lecz z kolejnymi setkami metrów był coraz głośniejszy, aż prawie wpadłby na polanę w pełnym słońcu. Ledwo zatrzymał się na granicy, a później omijając ją szerokim łukiem wrócił na trasę. Budynek rósł w oczach, jednak nadal był daleko. Alvaro pewnie dawno jest na miejscu (tak się skupił na biegu, że zupełnie nie patrzył się na "przeciwnika"), lecz mimo wszystko nie przerywał wyścigu. Bo właściwie kto powiedział, że konkurują ze sobą? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że źle mógł zrozumieć wypowiedź Twórcy, dlatego przystanął, żeby odszukać go wzrokiem, słuchem, jakimś zmysłem, czymkolwiek.
Zbyt pochopnie i ochoczo zabrał się do biegów, teraz zgubił się w elfim zagajniku nie mogąc dostrzec pokrewnej, kochanej duszy. Zacisnął pięści i był na siebie zły. Do tej pory zachowywał się w porządku, więc co mu nagle odbiło i oddalił się od Alvaro? Może chciał z miejsca odreagować ten pocałunek w usta. Mimowolnie dłoń powędrowała na wargi, po których przejechał dwoma palcami i wspominając to uczucie. Nie da się go porównać z żadnym innym... nie da się, no! To dlaczego tak spanikował? Sam nie wiedział, ale wiedział jedno - skoro wskazał cel biegów, to być może tam znajdzie Dżina. Ponownie wystartował spod dębu i bez większych problemów dotarł pod umówione miejsce - od strony zacienionej. Usiadł po zimnymi murami i ze spuszczoną głową normował oddech. To było jednak dla niego za dużo, ponieważ rozdzielił się z bliskim mu Długowłosym i teraz ponownie stracił pewność siebie. Uniósł czułka do góry, by namierzyć Dobrodzieja, kiedy do jego uszu dobiegł cichy głosik:
-Czemu Królik jest smutny?
Mała istotka o atrybutach wilczka przyglądała się Ryu z zaciekawieniem. Być może dlatego, iż nie wyczuwała od niego nic ze zwierzęcia. Jak na dziecko przystało nie zrażała się, tylko pochwyciła za nadgarstek chłopaka i ciągnęła w swoją stronę, z której przybyła. Nie rozumiał o co jej chodziło, ale to tylko dziecko. Co mogłoby zrobić złego?
-No chodź do słonka, będzie Ci weselej!
Okazało się, że miała taką krzepę, że nie zdążył wycofać w porę ręki, kiedy dziewczynka już wyszła z nią na promienie słoneczne. Cienisty warknął z bólu i wyrwał się czym prędzej z dotąd pewnego chwytu młodej wilczycy. Przygryzł wargi, aby stłumić w sobie ból, jednak na nic się to zdało. W oczach chłopaka bielma splamiły się czerwienią, którymi groźnie łypał na dziecko. Istotka z początku nie rozumiała o co mu chodziło, ale gdy zamiast dłoni dostrzegła kikut, który powolutku pochłaniał cień z otoczenia i formował utraconą rękę, zaczęła się cofać z pewnym obrzydzeniem. Dopiero kiedy z trawnika zanurzonego w ciemnościach wyłoniły się długie skalne szpikulce otaczające szczelnie młodzieńca, zdecydowała się uciec. Ryu nie kontrolował tych kolców, zjawiły się w odpowiedzi na to, że musi się skryć przed potencjalnym zagrożeniem do czasu odratowania ręki. Wciąż wyglądała jakby była stworzona z czarnego dymu, nie miał w niej jeszcze czucia. Stojąc pod murem tak bardzo żałował, że rozdzielił się z Alvaro... musi go znaleźć, musi! Może on tu gdzieś był, tylko z tego rozkojarzenia nie dostrzegał Mentora? Jak go tylko zobaczy, to nie ucieknie od niego już nigdy więcej, obiecywał sobie! Wtedy to był głupi impuls płochliwego zwierza, nie wyjść na tchórza! On... on... on kochał Rubinowookiego... to jest to uczucie, kiedy tęskno Ci za każdą jego najmniejszą cząstką, którą chciałbyś popieścić do granic niemożliwości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sob Lut 01, 2014 1:02 am

- Wychodzę z założenia iż nie warto marnować ani chwili życia. - Przyznał z uśmiechem w odpowiedzi. No, nie szło ukryć uśmiechu, widząc te słodkie rumieńce na twarzyczce cienistego chłopczyka. Naprawdę, nie szło. To było tak urocze, że nie mógł poprostu się nie uśmiechać na ten widok. No nie mógł no!
- Nie sądzisz że powinieneś się teraz wybiegać za wszystkie czasy leżenia w łóżku? - Spytał, jakoby nawet rzucał chłopakowi wyzwanie tymi słowami. Oczywiście - przyjacielskie wyzwanie, coś w stylu "wyzywam cię na to, że nie przekroczysz tej linii... O tej... Albo tej..." I tak w kółko.
Nie oczekiwał po chłopaku żadnego rewanżu, nie musiał nic robić. Może i Dżin przesiadywał w lampie cholera wie ile czasu, to jednakowoż trochę zna ludzkiej psychologii i nie ma w planach oczekiwać czegoś, do czego ktoś jeszcze nie jest przekonany. Więc nie zamarudził ani nic na fakt, iż nie było żadnej odpowiedzi. Kto wie, może się to zmieni?
Nie trzymał go na siłę przy sobie oczywiście, to też gdy ten chciał się wydostać - nie miał żadnych problemów z tym. No, ale potem Alv sobie przypomniał o tym, że w jednej pozie, prawie nieruchomo przesiedział całą noc. A w sumie - jego kości o tym przypomniały. Podniósł się i przeciągając, wydał całą symfonię trzasków z różnych miejsc ciała. Tak jest, zdecydowanie trochę przesiedział w jednej pozie za dużo. Pokręcił jeszcze trochę karkiem, przyciskając doń dłoń, po czym w sumie już nie potrzebował nic więcej. Po tym więc postanowił skierować swoje patrzałki na działania chłopaka, który widać dalej działał wedle starych standardów.
Gdy chłopak skończył swoje ćwiczenia, w jakich był ciągle, niczym w rezydencji wielkiego brata podziwiany (i w tym wypadku, to w sumie dobre słowo) i spytał o kierunek, Dżin wzruszył nieznacznie barkami, po czym poszerzył uśmiech. - Może być i tam. Bądź ostrożny i nie zgub mnie, a ja postaram się nie zgubić ciebie. - Poinstruował krótką "instrukcją" działań, po czym, obserwował jak ten zaczyna swój ruch, aż w końcu przyśpiesza, i to całkiem ładnie. Ruszył tuż za nim, jednak on ciął drogę na prosto... I to był jego błąd, plus minus takowym problemem było to, że w cieniach nie zawsze mógł rozpoznać obecność chłopaka, mimo iż ciągle czuł ją w okolicy...
Aż w końcu nagle zniknęła. Dżin wyhamował bosymi stopami w śniegu, rozglądając się wokół. Ryu? Cholera, Alv! Skup się, nie mógł odejść daleko! Spuścił nieznacznie głowę, zamykając oczy i skupiając się, by wyczuć w pobliżu działania magii. Ryu to młodzik, pewnie korzysta ze swojej mocy do przeskakiwania między cieniami.
Jest! Poczuł impuls energii magicznej, nawet nie zastanawiał się co to jest. Poprostu pognał w tamtą stronę, bo nie było to tak daleko, ale jednak... Coś było nie tak. Nigdzie nie było cienistego chłopca, a i okolica zbyt oświetlona...
Ujrzał tylko błysk. Błysk nadlatującego płomienia. Wysunął natychmiast rękę w kierunku nadlatującego płomienia, lecz nie zdążył pozbawić płomieni powietrza w porę. Jego zniekształcenie magii pomogło, ale i tak został dosyć mocno poparzony na lewym ramieniu, za które się chwycił zaraz po ataku. Faktycznie, impuls magiczny... Ale trenującego, mrocznego elfa. Piromanty w dodatku.
- Ruchomy cel, huh. Całkiem ładnie, spróbujemy drugi raz? - W dłoni ciemnoskórego chłopaka, skrytego w cieniu zajaśniała kula płomieni, oświetlając jego sylwetkę. Dosyć chudy, srebrzystowłosy, z wyjątkowo paskudnym wyrazem twarzy. Wywołał jedynie prychnięcie dezaprobaty u Dżina.
- Myślałem że elfy jednak wolą las zachować w spokoju niż go spalać... - Napomknął, ze swoich wiadomości o tej rasie tyle wiedział. Na to druga dłoń elfa powiodła na wysokość twarzy i pokręciła palcem w stylu "nu nu nu".
- Ale ty nie jesteś elfem, prawda? Jesteś zagrożeniem dla tego lasu, i przez to spłoniesz. Łap. - Kolejna kula ognia, tym razem zdolna do spowicia całego ciała Dżina, poleciała w jego stronę. Tym razem był gotów. Obie dłonie zostało ukierunkowane na nadpływający ogień, który... Zgasł po drodze, pozbawiony powietrza. Nie pozwalając elfowi na dalszą mowę, zabrał także powietrze z okolic jego płuc, przez co ten zaczął się dusić, będąc niemal w próżni. Próbował dobiec do czarnowłosego, lecz kilka kroków przed nim majestatycznie padł nieprzytomny na ziemię, tuż przed jego stopami. Nie zginął... Jest nieprzytomny. Odetchnął głębiej, chwytając za poparzoną ranę. - Ochłoń, przyda ci się. - Stwierdził, po czym skierował się w stronę budynków, trochę pomagając sobie lewitacją teraz. I tak przegrał wyścig, więc co w tym złego? Miał powody teraz by oszukiwać, nie? Nie? Właśnie.
Dotarłwszy na miejsce, zlokalizował, tym razem upewniając się, cienistą energię chłopca, nieco falującą... Jakoby z zagrożenia. Trzymając się za ranę, obszedł budynek i wyjrzał zza rogu, a widząc cienistego chłopca, broniącego się czymś na styl kolców przed wilkowatą istotą widział, że nie kontroluje tego. Czuł to... Nie zamierzał jednak karcić Ryu za to, nie było potrzeby. Nauczy się jeszcze. Miast tego, podreptał powoli w jego stronę, stając kilka kroków w bok od obiektu... Cóż, lokaty swoich uczuć. - Widzę że nie mieliśmy farta obaj do tego biegu. - Rzucił z drobnym przekąsem, mimo wszystko jednak nie tracąc pogody ducha i uśmiechu. Potarł nieznacznie poparzone miejsce...
I z miejsca tego pożałował, cicho sycząc. Ból, boli. Zdecydowanie to ból, który boli. Meh, czemu piromanta a nie na przykład elf-klaun z sikawką wodną? To by było ciekawsze i zabawniejsze... I mniej bolesne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sob Lut 01, 2014 7:54 am

Rzeczywiście, nie wolno marnować życia, ani trochę. Już nawet w poprzednim wcieleniu próbował wielu rzeczy, by nie czuć się bezużytecznym, dzięki temu skończył 21 lat. A teraz, mając takie pole do popisu... przekreślił to jednym biegiem i oddzielony od swego Twórcy naraził się na rany. Osaczony przez swoje twory wcale nie czuł się bezpieczniej. Nie chciał tych smukłych strażników, bo nie wiedział jakim cudem zjawili się tuż przy nim. I czy gdyby ktoś inny, jakiś demon czy ten elf piroman, który chciał upolować Dżina, ujrzał te zagrody to czy poddałby się tak łatwo jak ta mała dziewczynka? Tu zagrało na jego korzyść efekt zaskoczenia, ale jak samego siebie zaskoczył to chyba zły znak.
Powoli tracąc resztki zdrowego rozsądku słyszał czyjeś kroki. Odwrócił natychmiast głowę w tamtą stronę, i od razu serce zaczęło szybciej bić w piersi.
-Alvi!
Zawołał radośnie na jego widok! Wiara, Nadzieja i Miłość w jednym wróciła do niego! Już miał doskoczyć do niego, ale po pierwsze zrozumiał dopiero teraz sens wypowiedzi Długowłosego, a po drugie kolce nie chciały ustąpić posterunku. Zamknął na chwilę oczy, żeby skoncentrować się i uspokoić kołatające serce - teraz z radości. Tylko przy idealnej harmonii ciała z umysłem oddali od siebie czarne szpikulce odgradzające mu drogę do największego Skarbu.
Już w porządku, Strzeliste Cienie, możecie mnie uwolnić. To mój Ukochany, chcę natychmiast mieć go przy sobie!
Tak mniej więcej brzmiały słowa skierowane w stronę długich kolców, które dość prędko ustąpiły woli Cienistego, i mógł podbiec z radością do Towarzysza Nowego Życia, aż zatrzymał się tuż przed nim uśmiechając się w odpowiedzi na jego uśmiech. Nie zapomniał jednak o jego ranie, co to to nie! Na momencik spoważniał szukając rozwiązania dla spalonej ręki swojego Dobrodzieja. Prędko schylił się przy jego bosych stopach i zebrał w garść zdrowej ręki sporą ilość śniegu, który przyłożył do lewego ramienia Dżina i trzymał tak dopóki śnieg nie rozpuścił się między raną a palcami Uszatego. Powinno go to trochę ochłodzić w tym miejscu i zmniejszyć uczucie pieczenia. Oby się nie mylił, nie za bardzo wiedział czy tak samo reaguje ciało Nieśmiertelnego jak ciało człowieka. Zwłaszcza, że pan Jin Gonner nie reprezentował typowego mieszkańca Kolebki. Nawet, gdyby nie był jedynym Dżinem, to byłby dla Ryu wyjątkowym za jego osobowość i piękne serce.
-Faktycznie nie zdobyliśmy olimpijskiego złota, ale wiesz co? -utkwił weselsze spojrzenie na Rubinookiego i trochę wyciągnął się na palcach u stóp w jego kierunku, żeby...- Po co nam ono, skoro jesteśmy znów razem?
...przyłożyć dłoń do jego policzka i lekko przysunąć go ku sobie (ah, te kilka centymetrów wzrostu...), aby ostatecznie zetknęły się ostrożnie ich wargi ze sobą i mrużąc powieki złożyć obietnicę w formie pocałunku, że już nie zlęknie się jego czułości. Już nigdy! To był przecież najpiękniejszy dar, piękniejszy od jego życia. Zanurzył się po uszy w tym karesie, w międzyczasie przedramię z nie do końca wykształconą dłonią objęły Dżina w pasie, aby być stabilniejszym na nogach, na których dosłownie stał na palcach. Chciał go pocieszyć, żeby nie bolało go już ani to, że rozstali się zdobywając nieprzyjemne przygody po drodze. Nie odrywał jeszcze ust, którymi składał pomniejsze muśnięcia na jego dolnej wardze w celach rekompensaty, że jeszcze nie umie tak dopieścić jego zmysłów. Ale... uczył się od Mistrza, wszystko co pokazywał młodzieńcowi było zapamiętywane. I tak, nie przestanie być jego mentorem, i jego miłością.
Stali tak przy jednym z budynków, w jego cieniu, na śniegu, który pobrudził się miejscami od krwi Długowłosego, ale w centrum uwagi byli oni sami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sob Lut 01, 2014 1:06 pm

Mimo iż ich życie jest w tej chwili nieskończone pod względem czasu, nie oznacza to że warto je marnować. Szczególnie kiedy niewiadomo teraz, w jakim momencie się skończy. Czy za godzinę, jutro, za kilkaset lat - nie dowiemy się, a nie ma tykającego zegara biologicznego nad nimi, więc... Właśnie. Lepiej brać, by później nie żałować.
Na okrzyk ze swoim imieniem w głównej roli machną nieznacznie dłonią w geście powitania, nie bardzo mając innej możliwości. Znaczy - nie krwawił jakoś potężnie i prędzej czy później się to załata, ale wolał tego nie puszczać. Nie chciał by zaraz zlecieli się jacyś krwiopijcy na głodzie, huh. Czekał aż chłopak poradzi sobie ze swoimi zdolnościami, widać że wymagało to od niego chwilowo dosyć sporego skupienia. Na ten czas miał chwilę, by przyjrzeć się też swojej ranie. Nie musiał nadzorować chłopaka - wiedział doskonale że sobie poradzi. Miast tego - odsunął dłoń i zwrócił wzrok na poparzoną ranę. No, przynajmniej teraz ramię przypomina okolice z jakich pochodzi. Spalone, ale to samo mogło się stać z całym jego ciałem. Może i poparzenia nie są krytyczne, ale bolą i przepaliły się do krwi, więc... Więc płynie i boli.
Gdy tylko poczuł zmiany w magii, skierował wzrok na Ryu, a widząc że już się zbliża, od razu poprawiło to nastrój ciemnowłosego Dżina, który na moment zmarkotniał w we wpatrywaniu się w ranę. Mógł być ostrożniejszy, szybciej zareagować i byłoby lepiej.
Obserwował działania, nie mając nic przeciwko takowym, jedynie nieznacznie zgrzytając zębami, gdy poczuł przeszywające zimno na palącej ranie. Nie była to przyjemna mieszanka odczuć, ale zaraz po niej, błogi chłód pokrył jego ramię i od razu poczuł się w tej kwestii lepiej. Nuuu, milutko. Uśmiechając się, wciąż spoglądał w twarz młodzieńca, jaki w skupieniu zajmował się najpierw jego raną, a potem odwzajemnił wzrok, a także i nastrój. Mwah, oni samym ciepłem i entuzjazmem swoich dusz powinni roztopić całą okolicę.
- Hm? - Zamruczał pytająco w odpowiedzi na jego pytanie, nieznacznie przechylając głowę na bok. Zaciekawiło go, co robi. I chciał już odpowiedzieć, ale gesty jednak postanowiły powiedzieć więcej, gesty przełamane ze strony Ryu, który je rozpoczął. Schylił się ku niemu, obejmując zdrowszym ramieniem w pasie ciałko uroczego chłopaczka, pozwalając mu zatopić się w swoich wargach, a także odpowiadając na to. Zmrużył oczy, odwzajemniając każdy gest z równą czułością i delikatnością, jaką otrzymał. Delikatnie, czule... Każde zetknięcie się ich warg było wspaniałym odczuciem, potwornie przyjemnym i, na swój sposób, uzależniającym. Aż nie chciało się przestać!
Pojawiła się jednak jedna, wredna myśl, mówiąca o tym że on się zmusza do tego, zmusza, by jakoś odwdzięczyć za uratowanie życie, za ocalenie. Że nie chce tego... Że przymus i chęci Alvaro sprawiają, że także i on to robi. Nie przerywał jednak, nie do chwili gdy na trochę już mogło braknąć tchu chłopakowi. Wtedy przerwał, opierając swoje czoło o jego, zamykając oczy. - Ryu, ja... Nie chcę byś... Zmuszał się do tego... Jeśli nie chcesz, nie musisz... Odwzajemniać... Czuć tego co ja... Jesteś pierwszą i jedyną istotą, której dałem nowe życie... I nie musisz czuć żadnego długu wobec mnie. To ty chciałeś powrotu, ty uwierzyłeś że to możliwe... I ty także zdecyduj, czy chcesz tego... Co jednak nie zrobisz, będę twoim przyjacielem... Który będzie cię kochał... - Ostatnie słowa zostały wypowiedziane praktycznie bezgłośnie, ale odległość jaka ich dzielała pozwalała bez problemu im dwóm usłyszeć te słowa. Tylko im... Nikomu i niczemu więcej. Bo to była wiadomość tylko i wyłącznie dla tych par uszu. Jego pary uszu, i nikogo więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Sob Lut 01, 2014 6:53 pm

To... było... piękne! Takie... ciepłe, wręcz miejscami wrzące od namiętności, która jak nigdy przebiegała po jego ciele. Gdyby mógł, zatrzymałby ten moment w nieskończoność, ale z drugiej strony tak naprawdę to był tylko przedsionek do Raju. Taki klucz do wrót, który może złamać się w zamku, kiedy za bardzo się go przekręci, albo kiedy nie trafia do odbiorcy. Ale nie przestawał muskać warg, badał co może wykonać, a co już wydawało się nie na miejscu. Próbował kierować się intuicją, lecz uparcie nic nie podpowiadała. Zupełnie nie wiedział dlaczego tak się dzieje, a tą niepewność wyczuł partner i przerwali całusy.
Mógł poczuć się urażony za brak kompetencji ze strony Ryu? Przyglądał się uważnie, jak jego Ukochany opierał swoje czoło o jego i z niezwykłą czułością szepcze słowa, od których ścisnęło mu się ofiarowane serce. Był święcie przekonany, iż nie dał po sobie poznać wahania czy sztuczności. Naprawdę nie chciał, aby te gesty były tak odebrane. Chciał to wytłumaczyć, jak najlepiej umiał, a to nie będzie proste. Pewność siebie opuściła go tak szybko jak powziął wtedy spontaniczną myśl o karesach dla Dobrodzieja.
-Nigdy... nie przyjaźniłem się z nikim. Bali się przywiązania do osoby umierającej, a ja nie chciałem też narzucać tego obowiązku. Wstyd mi, że... że nie potrafię odzwierciedlić tego co mam w duszy -pogładził go po policzku ostrożnie palcami, jakby nie chcąc wykonać żadnej rysy na nieskazitelnym obliczu Dżina- ...i przez to myślisz, że zmuszam się do czułości. Nie... po prostu... tym bardziej nigdy nikogo nie kochałem, a teraz... wiem, że Ty jesteś dla mnie najważniejszy. I nie tylko dlatego, iż dałeś mi wybór co do nowego życia... Przede wszystkim dlatego, że jesteś niesamowicie kochany, czuły, dobry, troskliwy, umiesz wysłuchać, emanujesz tym samym szczęściem, od pierwszego naszego spotkania. Wierz mi, proszę... że gdybym umiał... podzielić się uczuciami... byłbyś równie szczęśliwy jak ja teraz, tuż przy Tobie.
Skruszony i roztrzęsiony wtulił delikatnie w siebie poranione ramię Czarnowłosego, na które to ramię za chwilę ponownie nałożył warstwę śniegu, żeby ochłodzić jego gorąc od poparzenia. Skrył spojrzenie pod grzywką, chociaż malujące się wargi wskazywały, że naprawdę będzie dążyć do tego, aby udowodnić swoje słowa. Były prawdziwe jak ciepła łza, którą ukradkiem starł nadgarstkiem przy kolejnym schyleniu się po kulkę śniegu. Jeszcze Alvi będzie miał radość z Ryu, i jego uwidocznioną pod wieloma gestami miłość.
Poprawił okład trzecią porcją białego puchu i wykonał jak najskrupulatniejsze bandaże z czarnego materiału. Tak, z ledwie muskającego skórę cienia. Dłoń chłopaka wróciła do normy, była tylko pokryta czarnym nalotem, ale mógł nią operować ile wlezie. A to dzięki czułością i słowom Rubinookiego tak prędko wydobrzał na ciele. Na dotąd poważnym obliczu pojawił się uśmiech, a zza grzywki znów wyjrzały oczy o fioletowej tęczówce. Podrapał się w tyle głowy rozglądając się ukradkiem po tym terenie, a drugą rękę wplótł w dłoń Czarnowłosego. Nie mógł go stracić ponownie przez swoje lęki.
-To co? Może pospacerujemy sobie? Właściwie... kojarzysz to miejsce?
Próbował zmienić temat, żeby podejść do niego lepiej przygotowanym w swoim czasie i stawić czoła prawdziwej miłości. Cholera, a może o tylko ta nieśmiałość go blokuje? Nie, raczej nie tylko. Miał zbyt uśpione pokłady czułości, albo nie umiał odpowiednio z nich skorzystać, i dlatego mogło się wydawać Dżinowi, iż młodzieniec robi to zbyt sztucznie, nie instynktownie. Jeszcze dokopie się do tej zamkniętej części siebie, a wtedy nikt z tej pary nie pożałuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alvaro
Archiwista Rady Dziesięciu
avatar

Fabularnie : Odwiedza Ryu.
Liczba postów : 29
Join date : 18/06/2013

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Nie Lut 02, 2014 12:15 pm

Słuchając słów Ryu szybko pojął, że ten nie zrozumiał przekazu tak, jak Dżin go chciał mu ukazać. On nie karcił go za brak czułości, za brak przekonania... Tu chodziło o to, że nie musi czuć żadnego długu, nie musi tego robić. Ale może i faktycznie nie ujął tego tak, jak powinien... Przykucnął nieznacznie, by ich oblicza zrównały się wysokością, po czym przytknął nieznacznie palec wskazujący do ciepłych warg chłopaka. Miał otwarte oczy już oczywiście, a sam uśmiechał się delikatnie, mogąc widzieć jego twarz w pełnym zakresie. - Wybacz... Źle to powiedziałem, nie to miałem na myśli. Boję się o to, że, jak zostałem już do tego przyzwyczajony, możesz być mi przychylny tylko dlatego, że jestem kim jestem, i zrobiłem to co zrobiłem. - Przytknął usta do jego policzka, składając delikatny, czuły pocałunek, po czym przesunął wargami ku jego ustom, składając kolejny, delikatny całus na tych słodkich wardeczkach. - Widzę jednak, ze się pomyliłem, i to najbardziej jak tylko mogłem. Nie musisz się starać bym był szczęśliwy... Już jestem, sama twoja obecność wystarczy... Mój ukochany Ryu... - Ostatnie zdanie było przeznaczone tylko dla uszu cienistego chłopca, i tylko on mógł je usłyszeć z takim natężeniem głosu. Zapieczętował swoje słowa kolejnym, czułym pocałunkiem ust Ryu, delikatnie pieszcząc jego usta swoim językiem i wargami. Delikatnie, czule... Bo takim skarbem był teraz dla niego chłopak. Jego cienisty, porcelanowy(w przenośni oczywiście) ukochany. Po tej obietnicy podniósł się już do pionu (chociaż musiał przyznać że nieco uciążliwe robiło się to nachylanie do prawie każdej osoby, ale dla Ryu to wycierpi), pozwalając mu na jego działania. Nie uważał że potrzebuje tych bandaży, ale nie zamierzam kwestionować dobrej woli ukochanego chłopczyka.
Obserwował więc w ciszy, z pogodnym uśmiechem, jak skrupulatnie i dokładnie Ryu zajmuje się jego raną. Nie tylko chłopak nie rozumiał tych uczuć, jakby nie było, Alv też nie był do końca świadom, co robić i jak robić. Wiedział tylko tyle o tym, czego nauczono go z życzeń, głównie tych o spędzenie upojnych nocy. Wiedział więc co mówić i jak mówić, wiedział też co działać, by było przyjemnie... Ale nie miał świadomości na temat przywiązania i prawdziwej miłości, acz starał się ile mógł. Jego bezwstydność i brak kręgosłupa moralnego jednak trochę tu pomagały, bo nie blokowały go żadne pokłady nieśmiałości, heh.
Gdy tylko bandaż został ukończony, przyjrzał mu się sekundę, może dwie, po czym z czułością zmierzwił fryzurę cienistego, wciąż nie mogąc się pozbyć uśmiechu ze swojego oblicza. Zdecydowanie nie mógł. - W rękach tak dokładnego lekarza nie muszę się obawiać o swoje zdrowie nawet w najmniejszym stopniu. - Stwierdził bez dozy przesady, nie oponując przed gestem chłopaka. Delikatnie zacisnął palce na jego dłoni, a na pytanie w sumie powtórzył gest, jaki wykonał Ryu. Hm... Gdzie oni są?
- Prawdopodobnie gdzieś na granicy elfiego zagajnika i wejścia do instytutu. Szkoda że nie ma wiosny, polana wróżek by wyglądała niesamowicie... I przy okazji kręciło by w nosie nader potwornie od tych pyłków kwiatowych. Hm... - Ruszył pierwszy, acz nie targał Ryu za sobą, stał w miejscu jeśli ten nie ruszał się dalej. W końcu, nie będą tak tu siedzieli, bo chłopaczek przemarznie i byłoby nie fajnie. Hm... Cień może się przeziębić? Ciężko powiedzieć. - Gdzie chcesz iść? Mogę ci pokazać w miarę możliwości większą część kolebki, ale do niektórych miejsc się nie dostaniesz. Oświetlenie. Możemy też od razu zająć się kwestią znalezienia sobie mieszkania. I hm... W sumie, mam pytanie. Czy dalej chcesz mieć na imię jak masz? Jesteś inną istotą, zupełnie inną, kimś innym niż dawny Ryu. Chcesz mieć dalej to imię? Teraz masz jeszcze szansę, póki nikt, poza mną cię nie poznał w "nowych szatach". - Ciekawiło go w sumie, czy zeche zmienić imię. Teraz jeszcze ma na to czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Fabularnie : z samym Belzebubem... w całym majestacie
Liczba postów : 59
Join date : 01/05/2012

PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   Nie Lut 02, 2014 1:20 pm

Ah, nie zrozumieli się, ale wszystko zostało wyjaśnione w kolejnych słowach i gestach Dżina. Chwilowe przygnębienie spowodowane tym, iż rzeczywiście jeszcze nie był w stanie ofiarować takiej części miłości jak Alvaro, zniknęło za sprawą samego Zainteresowanego. Nie chciał dopuścić do smutku Cienistego, i naprawdę wpoił mu nie tylko cenne słowa, ale i wiarę, że już to wspólne przebywanie ze sobą uszczęśliwia go niezmiernie. Nie mógł być zawiedziony, ba - wręcz lekko wilgotne oczy rozweseliły się "blaskiem" bijącym z serca Rubinowookiego. Uwielbiał go, kochał nad życie! Nawet nie wiecie jak bardzo go to zmotywowało, jakim był pilnym uczniem przy odbiorze karesów i czułości, bo gdy tylko nadarzała się okazja odwzajemniał już nie tak drętwo, tylko wprost z siebie. Uwielbiał być napełniony takim życiem jak to! Gorąc od serca Dobrodzieja roztopił barierę i prędzej niż wypowie się Konstantynopolitańczykowianeczka przelewał śmielej i energicznie, przy tym czule i subtelnie muśnięcia, całusy, głaskania na Ukochanego. Nie z przymusu, bo chciał, tak bardzo chciał go dla siebie, i wielbić go, i kochać, i mieć w swojej duszy! Na zawsze!
Oby było między nimi więcej takich "obietnic", mrrr...
Musieli nieco ochłonąć, roztopili okoliczny śnieg pod stopami! A jak ich miłość roztopi nagle wszystkie lodowce świata? Byłaby powódź! Ale i tak są zanurzeni po uszy w miłości, mhehehe. Chłopak w ramach odpoczynku opatrywał jak najlepiej potrafił ramię Kochanka i uśmiechał się w jego kierunku, nawet jak ten za bardzo mu słodził z komplementami. Teraz i tak nie było widać rumieńców - byli rozpaleni od płomieni swoich serc. Buchały na lewo i prawo, a najbardziej w nich samych, już w powietrzu było czuć ich energie i magie zmieszane ze sobą przyjemną poświatą.
Ah tak, tak, z tego wszystkiego przecież zapytał gdzie są.
-Jeszcze nastanie wiosna, zimą też tu jest pięknie. Ale skoro nie możesz się doczekać, to coś w tym musi być -skomentował na bieżąco idąc tym samym tempem co Dżin, ale co jakiś czas przystawał i nachylał się nad przemarzniętą roślinnością czy oszronionymi skałami, by je dotknąć albo obejrzeć z bliska- Może faktycznie znajdźmy mieszkanie, żeby nikt przed nami nie zajął najlepszej miejscówki, hehe.
Szedł za Mentorem nie puszczając jego dłoni i przemierzając krainę raźnie. Mówi się, że z ukochaną osobą przejdzie się nawet cały świat bez wysiłku, bo i tak najczęściej będą spędzać czas na spoglądaniu sobie w oczy. I tylko ich rozmowy mogą przykuć ich na chwilę w jednym miejscu.
Jak teraz. Przystanął na moment, kiedy padło pytanie o zmianę imienia. Szczerze, nie myślał o tym zupełnie. Mógłby rzeczywiście zerwać w ten sposób ze swoją przeszłością, jakby przybrał nowe miano. Zdecydował się jednak inaczej postąpić.
-Nie zmienię imienia, Alvi. Nie widzę takiej potrzeby. Z tym imieniem się narodziłem, z tym imieniem walczyłem z chorobą, i z tym imieniem wkroczyłem do Twojego świata. Do Twojego serca. I owszem, jestem inną istotą, ale tym samym facetem. "Ryu" chyba nie jest aż takie złe, by się "go" wstydzić, a może się mylę? -zaśmiał się cicho wtulając się prawym bokiem w lewą stronę Dżina- Oh, a może to jakieś przekleństwo w tutejszym języku?
Zażartował i pociągnął lekko za sobą Długowłosego w dalszy spacer, w stronę Instytutu. Na szczęście mogli iść tak, że młodzieniec szedł w całości po cieniu, a Ukochany mógł chociaż połowicznie ogrzać się zimowymi promieniami słonecznymi. W pewnej chwili odezwał się po namyśle patrząc z uśmiechem na towarzysza:
-Ty też nie zmieniaj swojego miana, cokolwiek stało się, czy stanie w przyszłości. Masz bardzo ładne, trochę bardziej skomplikowane, ale za to oryginalne imię. I jest Ci w nim do twarzy.
Mrugnął jednym okiem w potwierdzeniu, że nie zmyślał niczego, a potem kontynuowali chód, spokojny, wolny, miejscami przerywany przez krótkie postoje a to na rozmowę, a to na podziwianie z bliska czegoś, co widział dawniej w książkach czy na BBC. Ciekawe jak tutaj stoją z technologią. Mógłby spytać się o to Dżina, ale widząc wcześniej jego podejście do elektroniki... wolał go nie kłopotać. Mają mnóstwo czasu na dopełnieniu luk w swoich życiorysach, ale ta największa, przez obecność tych dwóch istot złączonych sercem, została załatana miłością. Żyć nie umierać.

z tematu x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Elfi zagajnik   

Powrót do góry Go down
 
Elfi zagajnik
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Tereny zielone :: Parki-
Skocz do: