IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Olivier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Olivier   Sro Sty 15, 2014 4:21 pm

Godność:Olivier Pasqualino Lachlan
Wiek: 25 lat
Orientacja: Heteroseksualny
Pochodzenie: Włochy
Rasa: Zmiennokształtny
* Zwierzęca forma: Ryś
Ranga: Oswojony
Moc:
  • Obrona Absolutna – kiedyś była to automatyczna ochrona przeciwko wszelkim bandytom. Jednakże po upływie kilku lat i po wielu dniach morderczego wręcz wysiłku, Olivier nauczył się kontrolować tę moc, dzięki czemu może w chwili zagrożenia wytworzyć wokół siebie i sojusznika tarczę odbijającą ataki dystansowe, a atakującego wręcz przyprawia o dziwne dolegliwości charakterystyczne dla typowego kaca. Dzięki temu, że dolegliwości wywołane tarczą są czysto fizyczne, bez problemu omija ona wszelkie bariery mentalne. Utrzymanie tarczy na sobie trwa przez trzy posty, następne jej użycie następuje po czterech postach. Gdy tarcza naciągana jest na sojusznika, to musi się on znajdować nie dalej niż 10 metrów. Sama tarcza utrzymuje się wtedy tylko przez dwa posty, przy czym czas oczekiwania na jej ponowne użycie nie zmienia się.

  • Kofeinowy Dotyk – Olivier potrafi przesłać część swojej energii życiowej rannemu bądź zmęczonemu sojusznikowi i tym samym przywrócić mu siły. Umiejętność ta nie leczy, może jedynie przyspieszyć regenerację rannego, przy jednoczesnym osłabieniu Oliviera. Energię może przesyłać przez dwa posty, na jej regenerację musi czekać przez cztery posty.

  • Ręka ogrodnika – dzięki długim i morderczym treningom Olivier odkrył w sobie moc, jaką jest panowanie nad roślinnością. Niemalże w każdym miejscu może on wyhodować roślinę z nasiona, może wspomóc wzrost już istniejącej, jak również zahamować jej rozwój, w zależności od potrzeb. Potrafi sprawić, że dzikie pnącza zaatakują przeciwnika, jak również zbudować klatkę z gałęzi drzewa bez konieczności ich ścinania. Manipulować roślinnością może jednak jedynie przez trzy posty. Na kolejne użycie mocy musi czekać kolejne cztery posty.

  • Moce wrodzone dla zmiennokształtnych

Umiejętności: W ciągu tych 25 wiosen życia Olivier zdążył nauczyć się wielu przydatnych rzeczy. Oprócz czytania, pisania i gotowania, potrafi także grac na wielu instrumentach takich jak gitara klasyczna i basowa, skrzypce, perkusja, saksofon, fortepian i akordeon. Ponadto świetnie posługuje się włócznią i ma czarny pas karate. O dziwo, te kilka miesięcy spędzonych na samodzielnym życiu sprawiły, że potrafi także zacerować skarpetę czy przyszyć urwany guzik. Oczywiście, wcześniej ukłuje się pięć razy, ale w końcu mu się uda. Posiada także prawo jazdy kategorii A i B, a dzięki licznym podróżom poznał większość języków Europy.

Broń: Bronią Oliviera jest długa na dwa metry włócznia z czerwonym frędzlem na jednym końcu. Kij włóczni jest składany, jednym ruchem można ją rozłożyć na cztery połączone ze sobą części. Ostrze zrobione jest ze specjalnego stopu, którego receptura przechodzi z pokolenia na pokolenie w rodzinie Lachlan. Z obu stron ma wygrawerowany herb rodzinny – stylizowanego słonecznika.

Wygląd: Olivier jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Mierzy 193 centymetry i waży 90 kilogramów. Jego mięśnie są dobrze widoczne, jednakże tak, jak u kulturysty. Długie, ogniście czerwone włosy sięgające pasa podkreślają brzoskwiniową cerę chłopaka. Prosta, nieco przydługawa grzywka opada na zielone oczy okolone kurtyną gęstych rzęs. Między nimi znajduje się lekko zadarty nos noszący ślady dawnego złamania. Przez prawy policzek ciągnie się blizna sięgająca kącika malinowych ust. Blizny znaczą również jego plecy, tors i ramiona. Ze względu na nie rzadko chodzi w podkoszulkach na szelkach lub z nagim torsem. Zdecydowanie woli koszulki z dłuższym rękawem, wystarczającym, by zasłonić blizny. Lubi ciuchy w pastelowych kolorach, a ostatnio zaczął gustować w eleganckich koszulach. Nie lubi jednak garnituru, uważa, że go za bardzo krępuje. Najczęściej można go zobaczyć w starych, znoszonych trampkach w kolorze spłowiałej czerni.
Jego zwierzęcą formą jest typowy, europejski ryś ważący około 25 kilogramów i mierzący 100 centymetrów długości. Ma rudawe ubarwienie z cętkami na łapach i białym brzuchem. Czarne uszy zakończone są pędzelkami futra w tym samym kolorze. Krótki ogon z czarną końcówką nie pojawia się w ludzkiej postaci.

Charakter: Kiedyś Olivier był młodym, pełnym życia optymistą. Był naiwnym romantykiem z dużą dozą nieśmiałości. Dziś jednak po romantyku pozostała jedynie blizna. Sam Olivier dojrzał, nie tylko fizycznie, ale także duchowo. Stał się bardziej odpowiedzialny, przestał ślepo ufać każdemu. Stał się bardziej zamknięty w sobie, starał się kontrolować swoje emocje, jednak wciąż zdarza mu się wybuchnąć. Często chadzał zamyślony, a mimo to rzadko daje się zaskoczyć dzięki swoim wyostrzonym zmysłom. Wydarzenia z przeszłości sprawiły, że jest bardziej ostrożny nie tylko w stosunkach międzyludzkich, ale także i w życiu codziennym. Zalicza coraz mniej upadków, zdecydowanie poprawiła mu się koordynacja ruchowa. Wciąż jednak boi się wszelkich objaw homoseksualizmu w swoim otoczeniu, mimo to uparcie walczy ze swoim lękiem. Nadal nie znosi, gdy ktoś pali w jego obecności lub korzysta z innych używek. Stara się ostro z tym walczyć, nie ważne, czy jest to jego znajomy, czy ktoś zupełnie dla niego obcy.

Historia:
Olivier Pasqualino Lachlan urodził się w bogatej włoskiej rodzinie, która nie miała żadnych powiązań z mafią. Dziwne, biorąc pod uwagę fakt, ze byli bogaci i że mieszkali we Włoszech. Majątku dorobił się jego praprapradziadek Pasqualino(to właśnie na jego cześć Oli ma drugie imię) jeszcze za czasów Napoleona. Nikt już nie pamięta na czym, ale to wcale nie przeszkadza członkom rodziny w pogłębianiu majątku na wszelakie legalne sposoby. Oczywiście nikt nie wiedział, że jest to rodzina rysiów. Już i bez tego mieli dość wrogów, a łowcy na karku nie potrzebowali.
Olivier wychowywał się więc „na bogato”. Był rozpieszczany, chowany pod kloszem, nigdy tak naprawdę nie poznał smaku prawdziwego życia. Rodzice kupowali mu wszystko, co tylko chciał. Był rozpieszczany, nie tylko zresztą przez domowników, ale także przez dalszą rodzinę. Wszyscy uwielbiali małego słodkiego brzdąca o płomiennych włosach i uroczym spojrzeniu. Nie podobało się to starszym dzieciom w rodzie, które były spychane na dalszy plan. Dokuczały mu one na każdym kroku, przezywały go, niszczyły zabawki. Dlatego Oli zaczął być izolowany od reszty swoich rówieśników. Bawił się sam, a później także pobierał prywatne lekcje. Jakoś nie brakowało mu tego. Może czasem, gdy przeżywał burzliwy wiek buntu i nie miał się komu wyżalić. Tylko wtedy brakowało mu drugiej osoby.
Po ukończeniu 18 lat Olivier postanowił wyrwać się spod rodzinnych skrzydeł. Miał dość ciągłej izolacji, chciał poznać prawdziwy świat. Totalnie nie wiedząc czego się spodziewać wyruszył w podróż dookoła świata, by znaleźć swoje miejsce na ziemi. Droga była ciężka, musiał się ukrywać, gdyż niemalże na każdym kroku ktoś wytykał mu jego inność, dokuczał mu, wyzywał. W końcu, po długiej podróży, osiadł na stałe w Londynie, gdzie zamieszkał w Kolebce Upadłych Aniołów. Zmęczony podróżą postanowił odpocząć przez jakiś czas, a kto wie, czy za rok lub dwa nie ruszy dalej.

~~
- Pamiętam to, jakby to było wczoraj... - Olivier oparł splecione dłonie o blat stołu. Wpatrywał się w nie smutnym spojrzeniem. Nie lubił o tym mówić. To było zbyt świeże. Dziewczyna siedząca przed nim czekała cierpliwie na dalszy ciąg opowieści. Znała go niemal od dziecka. Wiedziała, że rudowłosy jej ufa, dlatego nie naciskała. Od początku znajomości zżerała ją ciekawość, bo znała Oliviera wystarczająco długo, żeby zauważyć, że wrócił do domu odmieniony.
- Wiesz, Fran, przez tych parę lat sporo się działo w moim życiu. Po wyjeździe zwiedziłem wiele miast, ale dopiero w Londynie spotkałem swój „ogon”. Moja matka jest naprawdę nadopiekuńcza... Sakid, zresztą też był. Tyle że on, w przeciwieństwie do matki, był także moim przyjacielem. On potrafił mnie wysłuchać. I pomóc, przede wszystkim. Był nie tylko ochroniarzem.... – westchnął ciężko. Upił łyk ze stojącej przed nim filiżanki. Siedzieli w altanie w rodzinnym ogrodzie Oliviera. Lubił tu przebywać. Francesca doskonale o tym wiedziała.
- Był moją bratnią duszą. Dlatego to, co wtedy się stało.... Uch... Sam nie wiem, od czego zacząć... Gdy dowiedziałem się o chorobie ojca, nie mogłem dłużej usiedzieć w Anglii. Musiałem wracać do domu. W drodze pokłóciliśmy się o coś, już nawet nie pamiętam o co. Nie odzywałem się do niego przez kilka dni. Wiem, moje zachowanie było dziecinne. Ale on jakby tego nie zauważał. Był taki, jak zwykle. Nic nie zapowiadało, tego, co miało się wydarzyć - urwał, wpatrzony w filiżankę. Herbata już dawno zdążyła wystygnąć. To nie miało znaczenia.
- To miało miejsce we Francji, w okolicach Dijon. Była noc. Niebo było zachmurzone, księżyc akurat był w nowiu, więc dla normalnego człowieka było ciemno choć oko wykol. Sam nie wiem, jak to się stało, że daliśmy się tak zaskoczyć. Jak dzieci... Choć jakbym szedł sam, to jeszcze rozumiem. Ale był przecież ze mną Sakid... On powinien przecież coś zauważyć. Daliśmy się otoczyć jak jakieś niedoświadczone nastolatki. Było ich pięciu... nie, sześciu. Byłem przerażony. Wszyscy byli uzbrojeni po zęby, wydawało się, że nie mamy żadnych szans. On się jednak nie poddał. Bronił mnie do końca... Mimo że zaatakowali go niemal wszyscy jednocześnie. To był naprawdę piękny i zarazem przerażający widok. Kazał mi uciekać, ale ja nie potrafiłem. Stałem w miejscu jak wryty, ściskając w ręku moją śmieszną włócznię. Nawet nie potrafiłem się nią porządnie posłużyć. Bo przecież... Mogłem... – Głos mu się załamał. Francesca przysunęła się do niego i lekko ścisnęła jego dłoń.
- Nie musisz kończyć, jeśli nie chcesz... - powiedziała cicho. Wiedziała, że to jest dla niego ciężkie wyznanie. Jeszcze nikomu o tym nie opowiadał. Doskonale rozumiała więc to, co czuł. Musiało to być dla niego naprawdę trudne.
Chłopak potrząsnął tylko głową.
- Muszę... Muzę zrobić to dla niego. On nie chciałby, żebym tak skończył... Użalam się nad sobą, wiem...
- Nie, wcale nie. Rozumiem to – uśmiechnęła się łagodnie.
Upił łyk herbaty i milczał przez chwilę. Wyraźnie było widać, że walczył ze sobą, czy kontynuować opowieść. Wziął głęboki oddech, by potem wypuścić powietrze nosem.
-To wcale nie jest łatwe, patrzeć na śmierć przyjaciela. Szczególnie ze świadomością, że to twoja wina, bo sparaliżował cię strach. To był moment. W jednej chwili patrzyłem, jak Sakid wręcz tańczy wśród napastników, tak zwinne były jego ruchy. A moment później z pleców mojego ochroniarza wystawał długi, zakrwawiony miecz. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem grawerowanego na nim słonecznika. Wiedziałem, że to sprawka Artura. Gnojek, był drugi w kolejce po władzę. Wtedy coś we mnie pękło. Rzuciłem się w wir walki ze wściekłym okrzykiem, machałem tą moją wykałaczką na oślep, być może udało mi się kogoś zabić, nie wiem. Nie czułem nic, kompletnie, słyszałem tylko pulsowanie krwi w uszach. Doznałem jakiegoś zacmienia, nie wiem, jak to nazwać. Ale to trwało tylko kilka minut. Nagle poczułem dziwne ciepło rozlewające się gdzieś pod sercem. Cała moja siła gdzieś uleciała. Jeden z nich wbił mi krótki sztylet między żebra. Nie docierało do mnie to, co się wydarzyło. Że to już koniec. Ostatnim, co wtedy słyszałem, był dźwięk upadającej włóczni.
Siedzieli w milczeniu. Słońce powoli zaczynało już swoją wędrówkę poza linię horyzontu. Olivier, pogrążony w zadumie, patrzył gdzieś w dal nieobecnym wzrokiem. Francesca również się nie odzywała. Chwilą ciszy upamiętniała dawnego przyjaciela zmiennokształtnego. W końcu jednak odważyła się przerwać jego zamyślenie cichym pytaniem:
- I co było dalej?

~~

Ciepło otulało go z każdej strony. To było dziwne, zważywszy na to, że jako trup powinien być zimny. Wygląda na to, że trafił do piekła. A szkoda.
Do jego uszu dobiegały stłumione szumy. Ktoś nucił, chyba jakaś kobieta. Jego ciało było dziwnie ociężałe, jakby wykonane z ołowiu. Powieki również nie dawały się tak łatwo otworzyć. W końcu jednak udało się.
Zalało go światło boleśnie wdzierające się w przyzwyczajone do ciemności źrenice. Jęknął cicho, próbując osłonic oczy dłonią, jednak ta okazała się zbyt ciężka, by ją podnieść. Z klatki piersiowej promieniowało dziwne ciepło.
- O, obudziłeś się. - Kobiecy głos przedarł się przez opary mgły w jego mózgu. Przekręcił delikatnie głowę i kątem oka zobaczył właścicielkę głosu. Była to niemłoda już kobieta, miała pewnie koło 40 lat. Mimo to nie straciła swojego wigoru. Z lekkością krzątała się po pokoju, co rusz coś przestawiając czy przecierając. Słysząc, że chłopak się przebudził, podeszła do łóżka.
- Już myślałam, że nasze starania poszły na marne. Widocznie Twoja wola życia jeszcze nie wygasła - trajkotała wesoło sprawdzając stan chłopaka.
Olivier kompletnie nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje,. Wszystko wskazywało na to, że żyje. Próbował się podnieść, a urocza gospodyni pomogła mu w tym. W pozycji półleżącej rozejrzał się po pokoju. Wygląda na to, że był w pokoju jakiejś nastolatki. Na ścianach wisiały plakaty gwiazd muzyki i filmu. Wprost naprzeciwko łóżka wpatrywała się w niego podobizna taniej podróby wampirów. Długo wbijał w nią wzrok, usiłując sobie przypomnieć, kiedy widział tak bladego i pedałkowatego krwiopijcę....
- Moja córka uwielbia „Zmierzch”. Mimo że wie, że prawdziwe wampiry nie świecą się w ciągu dnia. W końcu jej dalsi kuzyni są wampirami. Mimo to zachwyca się tym, pożal się Boże, aktorzyną. – Nieznajoma podała mu kubek z wodą. Język miał dosłownie przyklejony do podniebienia, tak więc odrobina chłodnego płynu dobrze mu zrobiła. Jednak jedna sprawa nie dawała mu spokoju...
- Co z... – zaczął, jednak kobieta uciszyła go gestem.
- Twój przyjaciel.... Cóż, jego nie udało się uratować...
Ciemność znów wzięła go w swoje ramiona.

~~

Niewiele pamiętam z tamtego okresu. Uratował mnie człowiek. Chociaż tak nie do końca. Jak się później dowiedziałem, Maria znalazła mnie tuż przed świtem, gdy szła na grzyby. Podobno jeszcze żyłem, choć już ledwo ledwo. Szybko zawiadomiła swojego męża, elfa, i zabrała do siebie do domu. Całe szczęście, że potrafił uzdrawiać, bo marnie by ze mną było. Tych parę tygodni spędziłem u nich w domu, śpiąc w pokoju najstarszej córki. Była mniej więcej w moim wieku i urodę zdecydowanie odziedziczyła po matce. Spotkałem ją raz, gdy już opuszczałem gościnne progi domu Marii.
Do domu dotarłem kilka dni później. Oczywiście, nikomu nic nie mówiłem o tym, co wydarzyło się podczas podróży. Nikt też nie pytał. Wszyscy zajęci byli dogorywającym ojcem. Nie było z nim najlepiej, choroba już w pełni nim zawładnęła. Od tamtej pory praktycznie całe dnie spędzałem u niego. Moje towarzystwo wyraźnie sprawiało mu ulgę w chorobie. Ja również, mimo wszystko, byłem do niego przywiązany.
Zmarł po cichu, we śnie. Nie cierpiał, to było najważniejsze.
Pogrzeb był cichy, z udziałem najbliższej rodziny.
Od tamtej chwili to ja przejąłem obowiązki głowy rodu.


~~

Czas mijał nieubłaganie. Olivier Musiał szybko dorosnąć, by podołać obowiązkom odziedziczonym po ojcu. Ostro także trenował, by móc w stanie samemu się obronić. To już nie był ten sam bojaźliwy kotek. Stał się prawdziwym, dzikim rysiem, gotowym stanąć do walki. Po kilku latach, gdy udało mu się w końcu ogarnąc wszystkie obowiązki i znaleźc czas dla siebie, postanowił wrócic do Londynu, gdzie spędził chyba najlepsze chwile swojego życia. Chciał odetchnąc, odpoczac w ciszy, jednocześnie odwiedzając stare kąty, spotykając się z dawnymi znajomymi. Tylko, niestety, jednej osoby tam zabraknie...


Inne:


  • Boi się homoseksualistów i wszelkich zapędów homoseksualnym.
  • Jego ulubionym owocem są truskawki
  • Uwielbia białą czekoladę
  • Lubi czytać romanse i wciąż czeka na tą jedyną jak ze snu.
  • Ma awersję do wszelkich używek i hazardu.
  • Nienawidzi swojego drugiego imienia.
  • Od czasu ataku jego regeneracja nieznacznie zwolniła, a każda większa rana pozostawia po sobie bliznę.

Inne konta: Takara
nieposkromiony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Olivier   Sro Sty 15, 2014 4:26 pm

Akcept

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
 
Olivier
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: