IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 London Bridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 10:35 pm

- W ten sposób też bym tego nie ujął. - Stwierdził cicho, z dziecinną łatwością przechodząc na zupełnie różny język. Nie sposób było nie zarejestrować specyficznego 'r', które tylko potwierdzało wcześniejsze domysły młodszego z chłopaków. We Francji spędził dobre dziesięć lat! Jakim niby cudem miałby mieć problem w rozpoznaniu języka czy wypowiedzeniu w nim tych kilku słów? Nie zmieniło to jednak jednego, zasadniczego faktu - teraz to co mówił, dla wampira brzmiało jeszcze dziwniej, jeszcze bardziej obco. Nie szkodzi. Zawsze tak było, a skoro z Francją nie wiązał jakichś okropnych wspomnień, było mu obojętne w jakim języku się porozumiewali. Z drugiej strony, przerzucając się na ojczysty Mishy, zawsze było mu łatwiej nie musząc wyłapywał słówek z zupełnie innym akcentem. Miał tylko nadzieję, że hybryd nie zrazi się nagłą zmianą.
Nie to, żeby specjalnie zależało mu na rozmówcy... Po prostu... A może jednak? Czasami nawet ktoś taki jak on potrzebował chwili z drugim. Własne towarzystwo ostatecznie stawało się nużące lub prowadziło do szaleństwa - żadnego białowłosy nie pożądał. Aż tak źle z nim nie było.
Pomimo faktu, że rozmowa rzeczywiście została podtrzymana i najwyraźniej nie miała skończyć się w ciągu następnych paru sekund, chłopak nie podążył tropem wyższego i zamiast obserwować ludzi, wrócił do wgapiania się w wodę. Jakby ta była ciekawsza... Prawda wyglądała odrobinę inaczej - nawet jeśli brać pod uwagę naturalną potrzebę socjalizacji z kimś od czasu do czasu - tłum obcych wcale nie był pożądany, a dla niego te parę osób trzecich na moście stanowiło już w ogóle okropny dyskomfort. Tyle dobrze, że nie czuł potrzeby na żadnego się rzucać, jak zdarzało się w młodości. To stworzyłoby dopiero nie lada problem...
Kątem oka spoglądał jednak wciąż na hybrydę, najwyraźniej nie do końca ufając jej przyjaznym zamiarom. Albo po prostu chcąc dać znać, że rozmowa jest wciąż żywa. Sam właściwie nie byłby w stanie podać dokładnej przyczyny, jeśliby go zapytać. Po prostu czuł, że tak być powinno, to tak robił. Szkoda tylko, że wymagało to nieco nieprzyjemnego, niewygodnego kąta patrzenia.
- Vishal. - No i proszę, jak to prosto przychodziło odpowiedzieć na zadane pytanie. Choć zaskakiwać mógł brak nazwiska. Gdyby Misha uparł się jakoś szczególnie, pewnie albinos nie widziałby większego problemu w podzieleniu się z nim takowym, jednak póki nie musiał, wolał nawet nie wspominać francuskiej nazwy, znienawidzonej, bo kojarzonej z osobą, której nigdy nie darzył cieplejszym uczuciem. Nie jego wina, że zawsze traktowany był jako przeszkoda, a na pierwszym spotkaniu owy mężczyzna raczył pomylić chłopca z płcią przeciwną.
Na moście nie spodziewał się nawiązać kontaktu z nikim, jednak uśmiech, który został mu posłany po chwili, utwierdził Vishala w przekonaniu, że prawdopodobnie nie będzie aż tak źle, a warto na pewno.
Ignorował nawet dym papierosowy, pomimo całkiem nieprzyjemnego zapachu. Bo owszem, akurat on za używką nie przepadał, a jako wampir miał to [nie]szczęście posiadania nadmiernie wyostrzonych zmysłów. Nie uszło jednak jego uwadze, że wyższy dopiero co skończył jedną fajkę, niemalże bez zastanowienia sięgając po kolejną... A jeśli zastanowić się dokładnie, zapach wskazywał, że już wcześniej Misha palił.
- Zamierzasz dotleniać się nikotyną? - Zapytał, odwracając głowę całkiem w stronę rozmówcy i nawet wysilił się przy tym na lekki, względnie szczery, przyjazny uśmiech. Względnie, bo oczy wciąż pozostały takie, jak były przed momentem.
Spokojna noc w Londynie była czymś spotykanym niezwykle rzadko, zawsze znalazł się jakiś pijany człowiek, wykrzykujący lub wyśpiewujący brednie; znaleźli się ludzie rozmawiający zbyt głośno, jak to w centrum miasta - bójki, gangi i różne, tego typu brednie. Miło, nieprawdaż? Na całe szczęście dwójka stojąca na London Bridge miała względny spokój. I dobrze, bo to pozwalało młodszemu z nich na względne rozluźnienie się - przecież nie zawsze zdarzało mu się mówić aż tyle dobrowolnie. I jeszcze dodawać coś od siebie!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 10:59 pm

- Nie młody dorosły, ale też i nie dziecko. Nastolatek zatem.
Mishy było obojętne czy mówił w swoim ojczystym języku czy po angielsku. Ma w końcu ponad dwieście lat, oba języki zna dobrze, więc różnicy mu nie robiło. Łatwiej mu nawet było się przestawić na ojczystą mowę. Spojrzał na chmury i cicho mruknął z dezaprobatą. Nie lubił nocy w czasie których nie widać było gwiazd. Jakoś tak lubił na nie patrzeć zamiast na ludzi czy inne istoty.
Samotność uwielbiał, była jego nieodłączną towarzyszką tak jak i bezsenność. W szaleństwo jeszcze nie wpadł, znużyć się nie znużył. Od czegoś w końcu ma swoje książki i skrzypce. Spojrzał ponownie na młodzieńca słysząc jego imię. Przez chwilę milczał jakby trawiąc informację, po czym się szerzej uśmiechnął, jakby bardziej radośnie.
- Miło mi Vishalu. Widzę że nie tylko mi się zdarzyło trafić na osobę, która lubi nadawać dzieciom dość niecodzienne imiona.
Zaciągnął się papierosem i wrócił do obserwowania przechodniów. Paru przyciągnęło jego wzrok na dłużej, ot, czuł krew, a i odrobinę głodny był mimo przegryzienia czegoś przed spacerem. Widocznie leśne zwierzątka na długo mu nie starczą, będzie musiał później poszukać dawcy albo i kogoś do skojarzenia. Westchnął cicho delektując się ciszą przerywaną czasem głośniejszą rozmową i pluskiem wody w rzece. No i zapachem i smakiem dymu papierosowego.
- Cóż, tak. Złapałem się w nałóg i jakoś tak lepiej mi z nim. Pomagają na stres i nerwicę. Gdyby nie fajki to pewnie już bym któregoś z przechodniów zagryzł albo pożyczył sobie jego duszę. Nie chcę kłopotów więc lepiej dotleniać się nikotyną. Jeżeli ci przeszkadza to mogę go zgasić. Jednak nie gwarantuję, że nie ściągnę nam wtedy kogoś na karki poprzez nieodpowiednie zachowanie.
Jak na siebie to całkiem mocno się rozgadał. Chyba wyrobił normę za najbliższe kilka tygodni. Albo i więcej. Zaciągnął się ponownie i popatrzył na grupkę śmiejącej się młodzieży. Wracali z jakiegoś klubu, z wiatrem od nich leciał zapach alkoholu. A tego Misha nie lubił. Zwłaszcza że dzieciaki wyglądały na nieletnich. Zazwyczaj z takimi były problemy, dlatego też ich obserwował dość wnikliwie. Zniknęli jednak i jeszcze tylko przez chwilę słychać było ich śmiechy. Hybryd pokręcił głową w geście politowania na takie zachowanie ludzi.
- Zimno, wiatr pizga, mokro, a ci pijani łażą. Rozumiem, że sobotnia noc, ale upić się już na samym początku... Brak im umiejętności picia z umiarem.

Dopalił papierosa i sięgnął po kolejnego. Zatrzymał się jednak przed zapaleniem go. A nuż Vishalowi przeszkadza jego palenie? Zamiast zapialić spojrzał na niebo i znów mruknął niezadowolony.
- Szkoda że nie widać dziś gwiazd. Niebo bywa piękniejsze,gdy na nim świecą.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 11:44 pm

Cóż, Vishal zrobił to prawdopodobnie odruchowo, jednocześnie pewnie samemu chcąc jeszcze raz przypomnieć sobie płynność języka, jakim posługiwał się co dnia przed laty. Odkąd przeniósł się do Kolebki nie powiedział w nim ani jednego słowa, więc taką okazję należało wykorzystać do granic możliwości. Ciekawe kiedy znów będzie miał okazję...
Może po stu latach białowłosy przywykłby do przebywania w pojedynkę, jednak przez ostatnie dziewiętnaście nigdy nie był tak zupełnie sam. Prawdopodobnie dlatego potrzeba kontaktu była, niestety, wciąż nagląca - niezależnie od tego, jakie nastawienie do zawiązywania więzi zaufania, czy w ogóle mówienia czegokolwiek miał.
Pojawiała się też jeszcze jedna, zasadnicza kwestia - początek swojego życia spędził jak najzwyklejszy człowiek, istota teoretycznie wymagająca życia w społeczeństwie... Inna sprawa, że jako dziecko starał się od niego odcinać, siłą rzeczy nie będąc w stanie.
- Cóż, jest hinduskie, jeśli się nie mylę. Matka twierdziła, że to na podobieństwo imienia ojca. Choć ten był Rumunem, więc... - Wzruszył lekko ramionami, choć gdyby wsłuchać się dokładnie w spokojny, delikatny głos wampira, łatwo można było dostrzec, jak wielki żal żywi do rodziców, szczególnie rodzicielki.
Od dawna nie mówił tak wiele na raz. W dodatku nawet niespecjalnie o to pytany. Widać towarzystwo robiło swoje. Podsumowując zaś sprawę całej etymologii dziwnego imienia - nijak miało się ono do francuszczyzny, nijak do retoromańskiego czy niemieckiego i szczerze powiedziawszy, powiązań z rumuńskim - wedle tego co orientował się chłopak - też nie miało żadnych. Szkoda, że nie zapytał o to ojca, kiedy miał okazję. Z drugiej strony, na co mu to było? Nie był jakimś wierzącym w zabobony durniem, żeby dokładniej je analizować. Choć czasem miło byłoby wiedzieć po jaką cholerę matka wymyśliła mu imię takie, a nie inne. Zwłaszcza wtedy, gdy rówieśnikom coś nie pasowało. Niby dzieci, a potrafią być gorsze niż dorośli... To tak samo jak ze zaściankowością widoczną gdzie nie gdzie nawet, jeśli ludzie żyli w dwudziestym pierwszym wieku, a nie średniowieczu. Na to jednak nikt wpływu nie miał i mieć nie będzie. Do niektórych zakutych łbów zmiany dochodziły, niestety, wolniej, a owe łby przesyłały durną rzecz dalej, więc ostatecznie wyglądało to tak, jak wyglądało, niestety.
Gdyby Vishal miał pewność co do kwalifikacji Mishy jako nieśmiertelnego, w dodatku nieśmiertelnego krwiopijcy, jeśli być dokładnym, bez zastanowienia wcisnąłby mu do ręki butelkę wypełnioną krwią. Oczywiście wcześniej zahaczywszy o pierwszy-lepszy sklep z 'autoryzacją' do sprzedawania takiego. Aż zabawne, że nikt nigdy nie spróbował sprawdzić, czym jest znajdująca się w środku szkarłatna ciecz. Własnej krwi raczej zaproponować mu nie mógł, zwyczajnie takowej nie posiadając, chyba, że liczyć tą, która choć nie należała do niego, wciąż płynęła w jego żyłach.
- Oh... - I jedno z nurtujących białowłosego pytań właśnie poszło w cholerę. Z taką łatwością dostrzegł prostą aluzję - miał do czynienia z hybrydą demona i wampira. W sumie... Mógł próbować odgadnąć to wcześniej, jednak, po co? Jego życie nie zależało od tej informacji, a skoro Francuz i tak się tym z nim podzielił... No właśnie - żadnych powodów.
- - Stwierdził, po raz kolejny zastanawiając się jakim cudem przychodziło mu to tak łatwo.
Czując zapach mimowolnie odwrócił głowę w stronę bandy dzieciaków, marszcząc nos. Alkohol był chyba jeszcze gorszy... Albo to połączenie? Ewentualnie, podobnie jak w przypadku hybrydy, winę dało się zwalić na okoliczności. Tak czy owak, wkrótce stał już oparty plecami o barierkę, dokładnie tak jak jego rozmówca, zmrużonymi oczyma obserwując nastolatków, jednocześnie zaciskając lewą dłoń na chłodnym metalu. Nie żeby potrzebował pomocy w kontrolowaniu pragnienia, jak zostało wspomniane, to było tej nocy względnie zaspokojone.
.. Nawet jeśli, z ulgą przyjął ich zniknięcie, mając nadzieję, że i zapach wkrótce się ulotni.
- Niektórzy po prostu nie mają pomyślunku... - Przerwał, spoglądając na starszego. - Może się rozpogodzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Cze 25, 2013 10:13 pm

Hybryd westchnął i odpalił papierosa. Nie ma co, wypali chyba dzisiaj całą paczkę. Czego jednak można się spodziewać po nałogowym palaczu?
Przypomnienie sobie rodzimego języka było całkiem przyjemną rzeczą. Dawno z nikim nie rozmawiał po francusku, jednak większość osób tutaj preferowała angielski. Zaciągnął się i wypuścił z ust dym.
- Niezależnie od pochodzenia jest bardzo ładne. Pasuje do ciebie. Dlaczego więc masz do matki żal?
Tak, pół demon wyłapał tę nutkę żalu w głosie chłopaka. Jednak uznał, że wystarczy jedno pytanie. Nie będzie przecież całkiem sobie nieznanego osobnika wypytywać o jego życie, prawda? Nie był jednym z tych, którzy nie szanują cudzej prywatności. Chociaż i za to czasami zdarzało mu się oberwać. No bo w końcu jak on śmie się w ogóle nie interesować? Uśmiechnął się na wspomnienie tego jak niektórzy reagowali na jego brak wypytywania o wszystko i wszystkich. Czasem to było zabawne.
Zachichotał też, gdy chłopak jego wypowiedź o pożyczaniu dusz i piciu krwi skwitował tylko zwykłym "oh". Domyślił się, że właśnie odpowiedział na niezadane pytanie. Czasem mu się udawało. A później ktoś myślał, że chłopak umie czytać innym w myślach. Ech, jakże to błędne było. Zaciągnął się jeszcze raz i strzepnął popiół na chodnik. I tak wiatr porwał go nim ten opadł.
- Niektórzy po prostu myślą, że będą wiecznie młodzi. A potem budzą się z ręką w nocniku, zniszczoną wątrobą i Alzheimerem. Albo nie budzą się wcale.
Przyjrzał się jeszcze chmurom. Kłębiły się dość mocno, ale przestało już mżyć. Został jedynie nieprzyjemny wiatr, kilka samochodów i ludzie wracający lub idący na imprezy, choć było ich niewielu.
- Rozpogodzi... Może. Przypomina mi to ostatnie jesienne wieczory przed nadejściem zimy. Szkoda, że moi rodzice nie dożyli by patrzeć na to samo niebo co ja dzisiaj. Chociaż... Ojca w sumie mi nie żal. Nie wiem czy jest martwy, czy może wrócił do piekła. Ważne, że mi nie przeszkadza tutaj.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Cze 25, 2013 11:17 pm

- Nie przez imię, jeśli o to ci chodzi... - Westchnął cicho, krzywiąc się nieznacznie. To nawet nie to, że matki nienawidził... Nic z tych rzeczy. No dobra, nie przepadał za nią, a gdyby kazano mu teraz wrócić do domu rozszarpałby gardło każdego, kto tylko spróbowałby wcisnąć go w samolot, czy autokar czy jakikolwiek inny środek transportu.
Co ciekawe, wcale nie pochodził z tych patologicznych rodzin, gdzie dzieci stają się ofiarami pochłoniętych przez nałóg rodziców. Wręcz przeciwnie nawet, przez te cholerne naście lat był w centrum zainteresowania i za wszelką cenę starano się w jakiś sposób wyciągnąć go do ludzi... Inna sprawa, że później, po przeprowadzce do Francji stało się to największym utrapieniem chłopca.
- Po prostu nienawidzę gdy ktoś mnie okłamuje 'dla mojego własnego dobra' - wyjaśnił prędko, nie wiedząc, czy powinien kontynuować czy raczej Mishę nie bardzo to interesuje. W końcu jakoś specjalnie krwawej przeszłości wampir nie miał... I tak ogółem to jeszcze nie przepadał za wymuszaniem na nich pewnych rzeczy, ale o tym później, przy ewentualnych pytaniach. Nie przeszkadzały mu one, tak w sumie - czasami trzeba było się wygadać, prawda? Oczywiście o ile drugiej stronie chciało się tego wysłuchiwać.
A właśnie, białowłosy nic przeciwko opowiadaniu nie miał, jednak na pewno nie sam z siebie - bo przecież nie będzie robił hybrydowi wykładu na temat własnego życia, nie wiedząc, czy ten w ogóle chce wiedzieć wszystko. O właśnie! Bo przecież Vishal aż tyle z własnej woli nie mówił nigdy.
- Co się stało? - Zapytał, bardzo naiwnie i bez zastanowienia, kiedy tylko usłyszał o rodzicach Francuza. - To znaczy... nie musisz mówić, jeśli nie chcesz - dodał szybko, zorientowawszy się jaką gafę właśnie po pełnił. Cholera jasna! Przecież zwykle nie ładował się ludziom do życia z buciorami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sro Cze 26, 2013 12:09 am

Spojrzał na wampira i uśmiechnął się pokazując zęby. Pierwszy raz tego wieczoru. To było dość ciekawe. Nie zadał pytania od razu, czekał, być może chłopak rozwinie myśl. I doczekał się. Okłamywanie dla własnego dobra, huh? Czasem i on takie coś słyszał z ust matki. Ale i tak potem szybko kapitulowała i mówiła o co chodzi. Przy pomocy małego szantażu ze strony Mishy. Albo tego, że się do niej nie odzywał przez długi czas. W sumie nikt nie wytrzymywał tego, że hybryd się do nich nie odzywał. Jakoś tak wszyscy chcieli z nim rozmawiać albo poznać jego opinię na dany temat. I czasem to dostawali.
- Nie przez imię, a przez to, że cię okłamywała? Czasami matki tak robią, bo myślą, że w ten sposób cię chronią. Rzadko jednak wychodzi to na dobre, co?
Misha nie miał w sumie powodu, by też się rozgadywać czy o cokolwiek pytać, ale jakoś tak miał wrażenie, że ten jeden raz mu to nie zaszkodzi. Może w sumie nawet trochę pomoże? Cholera to wie. Nigdy jeszcze nie rozmawiał z nikim obcym tak długo. Normalnie zakończyłoby się na zwykłym przepraszam za wpadnięcie i poszedłby dalej. A tu nie dość, że został to jeszcze rozmawia i nie ogranicza się do typowych dla siebie monosylab.
- Nie żeby to było jakieś bolesne. Wiedziałem, że moja matka, nawet jeśli czystej krwi, nie pożyje długo. Były osoby, które nie życzyły jej dobrze, i cóż, umarła. A ojciec... Inkubus, dupek jakich mało, trochę nieogarnięty i w ogóle. Szkoda o nim gadać. Matka wychowała mnie sama, przy pomocy całych zastępów guwernerów, nauczycieli i przyjaciół rodziny. Noce spędzaliśmy razem kiedy mi czytała jak byłem młodszy. A jak podrosłem to razem oglądaliśmy gwiazdy. Ot, po prostu.
Wzruszył ramionami na końcu swojej wypowiedzi. Nie było to dla niego coś bolesnego czy coś. Z matką w sumie miał kontakty tylko wieczorami. Kochała go, to pewne, ale była arystokratką. Wychowanie brało nad nią górę i młody nie kochał jej jakoś zabójczo czy tak, jak kochałyby dzieci, które były wychowywane przez rodziców bez pomocy osób z zewnątrz.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sro Cze 26, 2013 12:41 am

W każdym razie, obu przyszło gadać z całkiem obcym osobnikiem, zwierzać mu się z całego życia i ogółem... Szczerze mówiąc to akurat Vishal niespecjalnie żałował. W towarzystwie hybrydy czuł się zadziwiająco swobodnie i tak powinno najlepiej zostać, o! W ciszy wysłuchał opowieści Rimmona, kiwając lekko głową, na znak zrozumienia. Cóż, jego ojciec też zaliczał się do arystokracji... Przynajmniej z tego, co się orientował. I znów, białowłosy zupełnie nie czuł z nim żadnej głębszej więzi. Bo niby skąd, widząc go tylko jeden, jedyny raz. Owszem, wdzięczność była - przecież gdyby nie tamto spotkanie nadal siedziałby pod kluczem we Francji nie mając pojęcia kim jest na prawdę - jeśli matka nie zadała sobie trudu uświadomić go kiedy wyjeżdżał, dlaczego miałaby to zrobić kiedykolwiek w przyszłości?
- U mnie to dość skomplikowane... - Uśmiechnął się lekko. - Choć wydaje mi się, że bardziej niż mnie chciała chronić swoje dobre imię i chyba tylko dlatego wytrzymywała z odstającym od rówieśników, chorowitym smarkaczem. - Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkim musiał być dla kobiety ciężarem. W końcu kiedy inne dzieci bawiły się w najlepsze, on siedział w domu, z nosem w książce nie zamieniając z nią praktycznie ani słowa. - Ale wtedy znowu, mogła mi powiedzieć, że to przez wampirze geny ojca...  Był czystokrwistym, ona zwykłym człowiekiem i jakoś tak wyszło, że cechy krwiopijcy uparcie wyniszczały mi organizm - zdecydowanie, mówił za dużo jak na jeden raz! Misha miał chyba na niego jakiś magiczny wpływ, że bez zastanowienia postanowił ot tak po prostu skrócić wszystkie lata swojego życia, pomijając oczywiście najbardziej dołujący [jak na umysł dziesięciolatka] fakt zyskiwania kogoś, kto miał zastąpić ojca, a nie zrobił nic poza zmuszaniem czerwonookiego siłą do przebywania z innymi ludźmi. Wracając zaś do matki - może gdyby zdecydowała się powiedzieć chłopcu prawdę, cała ta sprawa z jego zachowaniem uległaby chociażby drobnej poprawie? Wtedy przynajmniej wiedziałby, że rzeczywiście się od innych różni i nie ma w tym nic złego. To jednak raczej jedno z tych przemyśleń, które nieprędko ujrzą światło dzienne. Nieprędko albo wcale. - Zabawne, że widziałem go właściwie jeden raz, a i tak zrobił dla mnie więcej niż ona przez dziewiętnaście lat.

Jakoś niewiele później przyszło im się pożegnać i trzeba przyznać, Vishal żałował, że rozmawiali tak krótko.
    [color=#418791] [z/t][/colot]
Powrót do góry Go down
Serenai
Przeistoczona


Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Sty 28, 2014 12:56 am

Wystarczyło jej jedno spojrzenie w te czerwone jak krew oczy, aby dowiedzieć się co kierowało poczynaniem Wendy. Serenai pomogła jej wstać, a gdy tylko zobaczyła krew na czole chłopaka zaraz odwróciła wzrok w innym kierunku. Opanować się pomogło jej w tej chwili to, że niedawno zaspokoiła pragnienie. Wiedziała, że to może się zaraz źle skończyć dla wszystkich zamieszanych w tą aferę, a nawet dla ciekawskich gapiów. Poczuła jednak ulgę, gdy zobaczyła, że Wendy zamierza szybko opuścić lokal. Teraz nie czuła na sobie spojrzenia jedynie grupki ludzi, a wszystkich tu obecnych. Stwierdziła, że lepiej będzie jak ona również stąd wyjdzie. Skierowała swój krok ku wyjściu, a gdy była już przy samych drzwiach spojrzała przez ramię jeszcze raz na poszkodowanego biedaka. W pierwszej chwili zrobiło się jej go żal, ale odgoniła te myśli czym prędzej. Zasłużył sobie. Gdy wyszła z baru przyspieszyła nieco kroku, aby dogonić przyjaciółkę. Nie wyglądała na zadowoloną, ale cóż. Zdarzyło się i nie ma co rozpamiętywać.
Szły tak w niezręcznej ciszy. Obie milczały, a dla Serenai każda sekunda ciągnęła się jak godzina. Po drodze mijały wiele sklepów, na których wywieszone było mnóstwo reklam. Na każdym jednym. Młodą wampirzycę to strasznie irytowało. Wiedziała doskonale, że wszystkie te produkty są zdrowo przereklamowane i szkoda pieniędzy na zaopatrywanie się w taki syf, bo inaczej tego nazwać nie można było. Jej uwagę przykuł sklep z biżuterią. Sadziła, że ujrzy na wystawie coś interesującego, jednak bardzo się zawiodła. Idąc tak w ciszy mijały przechodniów, których jak wydawało się Serenai było o tej porze więcej niż w dzień. Nie była pewna, czy to prawda, ale w każdym razie takie właśnie miała wrażenie.
Gdy doszły do London Bridge młoda wampirzyca westchnęła ze zdumienia. W prawdzie widywała to miejsce nie raz, ale gdy przypomniały jej się chwilę, które tutaj spędziła nie mogła się powstrzymać. Uznała, że najwyższa pora położyć kres temu milczeniu.
- Pięknie tu. Gdy byłam mała uwielbiałam tu przebywać. Widok Tamizy zawsze działał na mnie w sposób odprężający. – Powiedziała z wyczuwalną radością w głosie, jednak zaraz zmieniła ton na poważny.
- Wiesz, wtedy w tym lokalu wspominałam ci o tym, że mam wrażenie, że coś próbuje nade mną zawładnąć. Nawet przy tych chłopakach się temu czemuś to udało. Ja w pewnej chwili chciałam ich… - Westchnęła wahając się wypowiedzieć to słowo, jednak zaraz postanowiła dokończyć, by postawić sprawę jasno. – Chciałam ich zabić. Pragnęłam ich krwi, pragnęłam by cierpieli, chciałam usłyszeć ich wrzaski. Mówiłaś, że pragnienie krwi zniknie z czasem, ale nawet po tylu latach zamiast maleć tylko się nasila. Przez te pięć lat nikogo nie skrzywdziłam. Piłam te szczyny, które można dostać na każdym kroku, jednak bywały chwile, w których było naprawdę blisko. Na szczęście w porę udawało mi się nad sobą zapanować, ale jestem przekonana, że niedługo może mi się to już nie powodzić. Wkrótce mogę stać się niebezpieczna nawet dla ciebie. Nie chcę tego. Jeśli coś ci się stanie nie wybaczę sobie. – Po jej twarzy spłynęła łza.
- Nawet przeczę sama sobie. Niedawno zamierzałam odpłacić się każdemu wampirowi za to co uczynili mojej rodzinie. Niewiele się zmieniło, a jeszcze kilka minut temu powiedziałam, że nie chcę, aby przeze mnie czyjeś życie stało się ruiną… A tacy jak my również mają prawo do szczęśliwego życia, wszystko co żyje ma do tego prawo, a ja chcę im to odebrać.
- Wybacz. Masz swoje zmartwienia i nie powinnam zasypywać cię swoimi.
Teraz ona sama zaczęła milczeć. Nie oczekiwała słów otuchy, a pogrążyła się w swoich myślach. Obawiała się tego czego nie znała, słowem – przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista


Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 21

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Sty 28, 2014 12:33 pm

Chciała przerwać ciszę, ale nie mogła. Wciąż miała w sobie te dziwne uczuciem, jakby miała zaraz wybuchnąć szaleństwem. Z drugiej strony na zewnątrz starała się być zupełnie spokojna, rozglądała się po wystawach sklepowych, obserwowała ludzi, a że tempo ich spaceru było dość spokojne, to cisza stawała się prawdziwą udręką. Wendy było po prostu wstyd, ale miała dumę wampira z dobrego domu. W tych czasach zapewne niepotrzebną, jednakże nie da się po prostu zmienić tego, co zakorzeniono w nas dawno temu.
Zatrzymały się w trakcie drogi na drugą stronę rzeki. Wampirzyca zamierzała zaprosić przyjaciółkę do siebie. Sądziła, że w zaciszu domowym będą mogły porozmawiać o całej sprawie poważniej. Z tego jednak powodu musiały udać się do innej części miasta, a ponieważ miały czas, toteż mogły sobie na raz odpuścić taksówkę czy też inny środek lokomocji.
Położyła ręcę na balustradzie i wychyliła lekko za nią, aby spojrzeć na pędzącą w rzece wodę.
- Czy tego chcesz, czy też nie, jesteśmy skazane na głód krwi – odezwała się melancholijnym tonem – Możemy dać się temu pożreć albo dalej zapełniać sobą noce.
Odwróciła się w stronę Serenai. Stanęła wyprostowana i od razu wydała się o wiele wyższa niż do tej pory. Z jej oczu biła śmiertelna powaga, jakiej młoda wampirzyca z reguły nie widziała, nie skierowanej w swoją stronę.
- Chyba nie dałam ci właściwej lekcji, Serenai.
Jakby na zawołanie, na moście nie było zbyt wielu osób, stały na tyle daleko, by nie słyszeć ich dialogu. Pomagały odgłosy żyjącego wciąż jeszcze miasta oraz dźwięki wydawane przez samą Tamizę.
Oczy Wendy zabłysły czymś nieludzkim, jakąś bestią, która spoglądała na świat z jej wnętrza.
- Powiem ci coś, z czym możesz się nie zgadzać, ale niestety jest to prawdą, w której zawsze żyłam. – Ręce ułożyła swobodnie wzdłuż ciała, ale po za tym stała prawie na baczność. – Będzie ci to zapewne trudniej zaakceptować, ale jesteśmy wampirami. Powiedzą ci, że żerujemy na ludziach i Nieśmiertelnych, ale to ta ich propaganda. Jesteśmy lepsi, Serenai, to dlatego karmią nas krwią, bo kiedyś byliśmy ich prawdziwymi władcami. Kiedyś na wieść o nas trzęśli się ze strachu, a teraz chowamy się jak szczury, teraz na myśl od nas na ich twarzach wita uśmiech. Możesz mieć na sobie szaty włóczęgi – zbliżyła się do dziewczyny bliżej i złapała ją szybkim ruchem dłoni za podbródek – ale nie próbuj sobie wmówić, że jesteś jedną z nich. - Skierowała twarz Serenai w swoją stronę i zbliżyła do niej własną. Nie mogły już uciekać sobie wzajemnie wzrokiem, bo znajdowały się zbyt blisko.
- Pamiętaj, nie jesteś już jednym z tych kundli, które muszą się bać. Jesteś teraz prawdziwą księżniczką, dzieckiem samej nocy. Masz prawo odebrać im ich szczęście, jeśli burzą twoje własne. – Puściła podbródek dziewczyny i chwyciła delikatnie jej dłoń. Następnie drugą ręką pochwyciła jej palec wskazujący i ścisnęła go mocniej. – Możesz się ich z łatwością pozbyć. Możesz uczynić ich własnymi zabawkami. Możesz kazać im klękać i całować cię w stopy. – Puściła jej dłoń. – Ale pamiętaj, że wszyscy ponosimy konsekwencje swoich czynów. Za każdym razem, gdy tak postąpisz staniesz się bardziej bestią. A kiedy już bestia się przebudzi... Jeszcze nie wiesz, czym jest głód krwi, cukiereczku. – Uszczypnęła dziewczynę w policzek. – Nie opanujesz nigdy bestii, ona zawsze gdzieś tam będzie. Jeśli chcesz naprawdę zwyciężyć, to spróbuj się z nią porozumieć. – Zamknęła na dłuższą chwilę oczy, a kiedy je otworzyła, z powrotem należały do tej Wendy o nieco znudzonej światem twarzy. – Nie wiem czy pamiętasz, ale powiedziałam ci podczas jednej z pierwszych nocy: bestia chce ofiar. Jeśli ty nie chcesz nikogo skrzywdzić, to doprowadź do konsensusu. Jak sprawisz, żeby wilk był syty i owca cała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona


Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Sty 28, 2014 9:50 pm

Jej rozmyślania nie trwały długo, ponieważ przerwały je słowa Wendy, których jak zwykle słuchała z ogromnym zainteresowaniem. Gdy ujrzała powagę w oczach swojej rozmówczyni poczuła, że naprawdę się jej zlękła. Możliwe, że pierwszy raz w życiu. To nie była już ta sama Wendy. W tym tkwiło coś jeszcze, a Serenai podejrzewała, że to właśnie to czego się lęka w samej sobie. Ta śmiertelna powaga ją przybiła, a słowa przyjaciółki lekko rozzłościły. Wcale nie uważała się lepsza od zwykłych ludzi. Przecież każdy ma swoje wady i zalety i nikt nie powinien się nad nikim wywyższać. Przynajmniej takie było jej zdanie.
Kiedy Wendy skończyła mówić, a po jej oczach można było stwierdzić, że to już jest naprawdę ona, Serenai postanowiła wylać złość, którą sama w sobie stworzyła. Każde kolejne słowo błękitno włosej wampirzycy budziło w niej jeszcze większy niepokój niż poprzednie. Miała dość udawania przed wszystkimi wokół kogoś kim nie jest. Miała dość ukrywania się. Jaki to miało sens? Skoro ludzie kiedyś się ich bali, to czemu te czasy nie mogą wrócić? Skoro jest księżniczką dlaczego ma się wciąż obawiać, że ktoś w końcu dowie się o jej prawdziwej naturze?
- Mogę posilić się w sposób nieszkodliwy dla obu stron. Chcę żeby tak było zawsze. Chcę mieć pewność, że któregoś dnia przez przypadek nie upiję zbyt dużo krwi ofiary i nie skończę jej życia. – Wypowiedziała opierając się o balustradę i chwytając ją mocno. Chciała, aby przez ten ścisk jej złość ulotniła się, ale i to nie pomogło. – Mówisz, że nie muszę się bać, tak? To czemu wciąż każą nam się ukrywać? Dlaczego nie możemy ukazać się światu? Tak jak mówiłaś - to oni powinni bać się nas, a nie my ich, bo co oni nam mogą zrobić? Próbować zabić? Nie boję się śmierci i bólu. Przecież wśród nich na pewno znaleźli by się i tacy, którzy staraliby się nam pomóc. Nasze życie mogłoby stać się lepsze, każdego z nas. Nigdy nie możemy wyjść na świeże powietrze i bez żadnych przeszkód być takimi jakimi naprawdę jesteśmy. Całe życie musiałam każdemu ustępować, ale teraz już mam tego dość.
Po wypowiedzeniu tych słów poczuła się lżejsza. Jakby ciężar, który przytłaczał ją od jakiegoś czasu po prostu się ulotnił. Jak niewarte zapamiętania wspomnienie. Chwilę potem pożałowała, że to wszystko powiedziała, gdyż przypomniała sobie wzrok, z którym Wendy wypowiadała słowa w jej stronę. Czuła, że to był jeden z tych momentów w życiu, których nigdy się nie zapomina i bała się reakcji towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Applestone
Czystokrwista


Liczba postów : 10
Join date : 21/01/2014
Age : 21

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Sty 30, 2014 10:25 pm

Choć wysłuchała Serenai z uwagą, to na koniec parsknęła. Było w Wendy widać tę pobłażliwość, jaką czasami rodzice okazuję względem swoich dzieci. Nikt nie mówi, że rodzice mają zawsze rację, ale przecież nie byliby nimi, gdyby nie uważali, że faktycznie zawsze ją mają. Rodzic nie może wątpić w swoje wychowanie, bo inaczej jaki miałoby ono sens? Wendy faktycznie czuła się rodzicem Serenai (i nie ma w tym nic dziwnego zważywszy na wydarzenia i więzi jakie je łączą), a więc to co teraz robiła, nie było niczym nienaturalnym ani dziwnym z punktu widzenia rzeczywistości.
- Ach, Serenai, wciąż tak młoda, wciąż tak naiwna.
Spoglądała w stronę młodej wampirzycy z jakiegoś rodzaju dumą. Faktycznie cieszyło ją w głębi duszy, że Serenai szuka własnych dróg i stara się odnajdywać odpowiedzi na własną rękę. Wendy nie zamierzała zaś jej tego utrudniać. W końcu rodzic nie może zrobić nic gorszego, niż zabronić dziecku samemu się rozwijać. Z drugiej jednak strony Serenai musiała mieć w kimś oparcie, a panna Applestone zdawała sobie z tego doskonale sprawę. W takich momentach jak ten, jej szaleństwo jakby nie istniało, tak bardzo pochłoniętą rzeczywistością miała uwagę.
- Mówię ci jedynie to, czego sama się nauczyłam. Nie bronię ci także szukać innych mentorów, może ich wizja świata będzie bardziej odpowiadać twojej. Jednakże jeśli zostaniesz pod moim skrzydłem, musisz być gotowa na drogę zbudowaną z pękniętych szkieł.
Wendy skupiła myśli i spojrzała w dal, ponad Tamizą, ponad mostami, ponad ludźmi i jakby ponad rzeczywistością. Zmysły podpowiedziały jej, kiedy obydwie rozmawiające wampirzyce zostaną omienięte przez przechodniów. Gdy znaleźli się wystarczająco daleko, miała już gotową wypowiedź.
- To chyba dobry moment, by dać ci tę lekcję. Widzisz... Jesteśmy przeklęte. Ja jestem przeklęta i ty jesteś przeklęta. Żądza krwi to Bestia. Bestia chce tylko jednego. Chcę się żywić. Na nasze nieszczęście wymaga mrocznej i okrutnej ofiary. Ale żyje jeszcze w tobie ta sama Księżniczka, której królestwem są ulice pogrążone w nocy. Księżniczka także chce tylko jednego. Wymaga, aby zachowana została maskarada Nieśmiertelnych. Księżniczki są różne. Inna jest we mnie i inna jest w tobie. Ale łączy je jedno, ich wrogiem jest Bestia. Ten konflikt jest trudny, ale jedna ze stron nie ma szans na wygraną. Musisz więc znaleźć sposób...
Wyprostowała się i ponownie spojrzała na Serenai.
- Nie powiem ci skąd wzięły się Bestia i Księżniczka, sama się pewnie tego domyślisz. Nie powiem ci także, która strona nie ma szans na zwycięstwo. Nie powiem ci nawet, co masz zrobić. To ty sama – tu wskazała dziewczynę dłonią – musisz podjąć decyzję.
Po jej oczach można było szybko poznać, że uśmiechnęła się ciepło.
- Nie żyj w świecie ułudy. Nie zmienisz świata, tylko dlatego że ci się nie podoba. Musisz zrobić coś innego. Spróbuj pośród nocy znaleźć szczęście.
Wendy nie chciała mówić nic wprost, więc na koniec „ugryzła się” w język i zamilkła. Powiedziałaby Serenai, że nie widzi sensu w jej zemście, ale dziewczyna sama powinna podjąć swoją decyzję. Jeśli uzna, że to właśnie jej szczęście, to czemu miałaby z niego rezygnować. Jeśli obróci się kiedyś z tego powodu przeciwko swojej mentorce, to los tak najwyraźniej chciał. Wampirzyca chciała, żeby jej droga „córka” została po prostu z nią, ale jeśli to miałoby zamknąć jej drogę do większego szczęścia... Nie, nie mogłaby sobie tego wybaczyć.
- Pójdziemy do mnie? – zamierzała zapytać lekkim tonem po dłuższej przerwie i ewentualnej odpowiedzi Serenai.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Serenai
Przeistoczona


Liczba postów : 10
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Lut 01, 2014 8:06 pm

Z początku czekała na to aż Wendy zacznie się nabijać z jej naiwności i głupoty, ale przecież to nie były jej metody. Nigdy tak nie robiła, a przynajmniej nie w stosunku do Serenai. Wiedziała jak ta rozmowa będzie wyglądać. Najpierw ona powie co ją gryzie, potem tony wskazówek ze strony jej przyjaciółki, które mają przybliżyć rozwiązanie problemu. W sumie nie było w tym nic dziwnego. Niektórzy mogliby powiedzieć, że skoro Wendy uważa się za rodzica to czemu pozwala swojemu dziecku na wszystko, ale za to właśnie Serenai była jej bardzo wdzięczna. Nigdy nie zdarzyło się, aby jej „matka” uniemożliwiała podjęcia przez nią jakiejkolwiek decyzji. Zawsze naprowadzała ją na tę właściwą drogę, ale to ona wybierała na niej kierunek, który najbardziej jej odpowiadał.
Znalezienie sobie innego mentora? Nie, to było niemożliwe. Przecież to Wendy była z nią przez prawie całe życie, to ona ją przemieniła, ona pilnowała by jej twór nie wyrządzał kłopotów w pierwszych dniach swojego nowego życia, ona pocieszała, doradzała, sprawiała, że na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Jak po tych wszystkich chwilach, przygodach mogłaby odejść do obcej jej osoby i porzucić wszystkie te wspomnienia, nauki itd.
To co usłyszała podniosło ją na duchu, choć też zasmuciło. Zrozumiała, że wszystko teraz zależy od niej. Przecież nie da się stwierdzić, która ze stron skazana jest na klęskę. To wszystko jest wyborem owej księżniczki, która może albo nią pozostać, albo oddać się w szpony bestii jednocześnie się nią stając. Ale Serenai wiedziała, że jest słabą osobą i nie chodzi tutaj o stan fizyczny. Mimo tego stwierdziła, że warto jest walczyć, że jest o co. Świata choćby nawet starała się nie wiadomo jak bardzo też nie zmieni, tak jak powiedziała Wendy. Jest tylko małym, nic nieznaczącym „człowiekiem” w społeczeństwie i sama nie podoła zmienić niczego. „Spróbuj pośród nocy znaleźć szczęście”. Nad tymi słowami postanowiła zastanowić się w wolnym czasie, bo czymże było dla niej to szczęście? Pieniędzmi? Nie, to na pewno nie to. Miłością? Być może, ale sama nie była tego do końca pewna. Pewna natomiast była tego, że nie może do końca swojego „wiecznego” życia nie wiedzieć co ze sobą czynić. Ale to nie są rozważania na tę noc. Przyjechała tutaj, aby wreszcie spotkać się z najbliższą jej osobą na świecie i cieszyć się z tego, że dane im było zobaczyć się jeszcze nawzajem. Bo kto wie co na niego czeka zaraz za rogiem, czy to ktoś komu można zaufać, czy ktoś kogo należy się obawiać i unikać, a może nawet sama śmierć czyha znacznie bliżej nas niż zdajemy sobie z tego sprawę. Tak, to zdecydowanie nie był dobry moment na wylewanie z siebie smutków. Przecież jeszcze jakiś czas temu była taka szczęśliwa. Spojrzała lekko się uśmiechając prosto w oczy Wendy i powiedziała:
- Chętnie zobaczę jak teraz mieszkasz. Mam nadzieję, że w tym niezbyt ciekawym miejscu nie sprawię wiele kłopotów.
Poprawiła jeszcze swoje włosy, które opadły jej na oczy lekko przysłaniając widok i czekała aż Wendy zacznie prowadzić do swojego miejsca zamieszkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Lut 25, 2014 10:18 pm

Belzebub po uśmierceniu małej wiedźmy i nabiciu jej duszy w butelkę, wskoczył do wrót. Nawet nie kłopotał się tym, by wskoczyć do piekła i się przebrać. Zabrał zwłoki na most i właśnie w tamtej chwili oplątywał drobne ciało łańcuchem. Ziewnął. Mógłby wprawdzie wrzucić ciało do piekła na pożarcie demonom albo jego pupilkom, ale czasami lubił pobawić się w takie „ludzkie” tuszowanie swoich występków. Jak teraz. Bez najmniejszego cienia skrupułów wziął zwłoki na ręce z zadowoleniem rejestrując spory ciężar – bo nie wypłynie dzięki temu – i jakby to był kamyk, cisnął martwą dziewczynkę w dół, do rzeki. Oparł się o balustradę, a czerwone ślepia śledziły w ciemności ciało, dopóki nie zniknęło w czarnych odmętach wody. Przyglądał się rzece melancholijnie i uderzał miarowo paznokciem o barierkę. Taaa… teraz byłoby całkiem na miejscu wskoczyć choćby na chwilę do piekła, umyć się i przebrać w coś odpowiedniejszego. W końcu zaliczył w tej koszuli dwie kąpiele w jeziorze i jeszcze morderstwo, całkiem brutalne, jeśli spojrzało się na wiek jego ofiary.
Ale nieważne. Spojrzał w dół na przód swojej jedwabnej koszuli – teraz była zachlapana krwią – i na jasne dłonie, którą również zdobiła posoka, lecz już zaschnięta, przez co nabrała brunatnej barwy. Ach, tak. Zdecydowanie potrzebował kąpieli. I odpoczynku! Ta zabawa zajęła mu zbyt dużo czasu, było już ciemno. A gdyby teraz się ktoś napatoczył, to zapewne demon musiałby mieć jedną duszyczkę więcej na sumieniu. Nie, żeby mu to jakoś przeszkadzało, ani trochę. Po prostu byłoby całkiem kłopotliwe, tak przynajmniej myślał
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Splugawiony


Fabularnie : -
Liczba postów : 11
Join date : 01/06/2013
Age : 21

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Lut 25, 2014 11:08 pm

- Heh. Co za brak finezji demonie... A mówią jacy to jesteście pomysłowi i w ogóle. - Ash cicho odezwał się do stojącego naprzeciw Nieśmiertelnego. Pytanie skąd tu się wziął? Dawno już nie latał, więc postanowił "rozprostować skrzydła". A jako że był już poza Instytutem i zapadła noc... To czemu nie zrobić tego we właściwym Londynie? Śmiertelnicy i tak go nie zauważą, a mały lot nikomu jeszcze nie zaszkodził. W pewnym momencie wyczuł demona w pobliżu i z czystej ciekawości postanowił sprawdzić co tamten robi tak późno w nocy na moście. Wylądował więc cicho nieco za nim.
- Nie lepiej było dorwać..czy ja wiem...jakąś zakonnicę czy coś? Dusza chyba smakuje podobnie, a też jest raczej "czysta"...- spokojnie podszedł do demona i spojrzał w ślad za małą czarownicą. Potem przeniósł wzrok na stojącego obok mężczyznę i odsunął się krok czy dwa. Po prostu nie chciał się pobrudzić. Krew niezbyt łatwo schodzi z białych ubrań, a on miał na sobie wyłącznie białe rzeczy. No, nie licząc skrzydeł, ale w tej chwili miał je ukryte..
- Nie mówiąc już o tym że zakonnica by się tak nie...rozmazała na ubraniu. A ciała łatwiej się pozbyć tnąc je na kawałki i wysyłając do losowych osób. Zabawy co niemiara... - dokończył swój monolog ponurym tonem. - Ileż się to można nauczyć ze zwykłej obserwacji śmiertelników... A ja mam takich jeszcze chronić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Lut 25, 2014 11:20 pm

Ziewnął i już-już chciał otworzyć swoje ukochane wrota, by w nich zniknąć, gdy usłyszał miękki łopot skrzydeł. Och, naiwna przepiórka myślała, że zaskoczy Pana Belzebuba? No tak, zabawne. Ale czemu by się nie pobawić? Dlaczego miałby nie odstawić teatrzyku przed tym aniołkiem, który w swojej ignorancji chyba nie wiedział, z kim ma w ogóle do czynienia. Gdyby zdawał sobie z tego sprawę, nie podchodziłby do demona tak lekkomyślnie, tak bez szacunku, z zaskoczenia. Za plecami! Też coś!
Belzebub drgnął teatralnie, jakby absolutnie się nie spodziewał się, że kogoś tu zastanie. Cóż, jak się ma tyle lat na karku, to odstawia się takie durnoty, żeby zabić czas.
- Młode dusze mają najwspanialszy smak, aniele. Każda dusza gnije z czasem, trzeba korzystać, póki wabi samym swoim zapachem – odpowiedział powoli, lustrując aniołka uważnym wzrokiem. O, patrzcie go, odsunął się. Sam miał splugawioną już grzechem duszę, a odsuwał się od demona, od którego tak naprawdę nie był lepszy. Ha, bo był gorszy. Dla Władcy Much aniołowie zawsze byli niczym, odkąd tylko przebudził się po Upadku w Otchłani. Nie umieli przejrzeć na oczy, nie potrafili mieć własnego zdania. Ze splugawionymi było podobnie. Nie mieli odwagi, żeby postawić ostatni krok w drodze do upadku.
- Za dużo zachodu, ptaszyno… - westchnął Belzebub, opierając się łokciem o barierkę. – Miło jednak słyszeć, że takie ptaszki potrafią ćwierkać tak głośno i upierdliwie, by zwrócić na siebie uwagę – dodał jeszcze, porzucając już tę zaskoczoną minę. Odechciało mu się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Splugawiony


Fabularnie : -
Liczba postów : 11
Join date : 01/06/2013
Age : 21

PisanieTemat: Re: London Bridge   Sro Mar 19, 2014 10:41 pm

Gra aktorska demona nie zrobiła na aniele wielkiego wrażenia. Wiedział czego może się spodziewać po tej rasie. No i umówmy się, jej poziom nie zasługiwał raczej na Oscara. Na grę w przedszkolu też nie, ale to już swoją drogą...
- Tak, tak... Tak samo miło usłyszeć, że stary pies nadal potrafi ujadać. Chociaż powinien już dawno zdechnąć... - spojrzał z pogardą na demona. - I nawet nie potrafi jeść w miarę schludnie... Weź się przebierz czy coś bo mnie jeszcze poplamisz... Poza tym...
Ash urwał na chwilę bo zauważył coś ciekawego. Z kieszeni demona wystawała butelka, a w niej...
- No nie... Nie mów że zbierasz dusze w butelki... - anioł zaśmiał się głośno - Normalnie reszta pęknie ze śmiechu jak im powiem! Ahahahahaha! Co potem? Wkładasz je do lodówki? Stawiasz na półkę dla ozdoby? Panie w Niebiosach, już wam w tym Piekle całkiem odbiło czy jak?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: London Bridge   Sro Mar 19, 2014 11:00 pm

Belzebub słuchał słów aniołka ze skupioną miną i delikatnie potakiwał głową w rytm jego słów, jakby zamierzał do wszystkiego się dostosować. Lecz kiedy padło to „bo mnie jeszcze poplamisz”, nie wytrzymał i zachichotał cicho, co spróbował zamaskować udawanym kaszlem. Och, na Piekło, ta mała przepiórka NAPRAWDĘ NIE WIEDZIAŁA,  z kim ma w ogóle do czynienia. Niebo naprawdę upadało tak bardzo, że nawet byle łachudra nie  potrafiła rozpoznać jednego z pierwszych upadłych aniołów?
- Wybacz, jak widzisz, jestem biednym i starym demonem, który zaraz wypluje swoje płuca i wyrzyga serce. Powstrzymuje mnie przed tym tylko fakt, że mógłbym przy tym pobrudzić twoje szmaciarskie skrzydełka, mości zeszmacony aniołku, który nie ma jaj, by wybrać stronę – oznajmił dwornie demon i skłonił się w pas, lecz włożył w ten gest tyle pogardy, ile tylko potrafił.
A później nie wytrzymał. Naprawdę! Nie chciał wybuchnąć śmiechem, wcale nie chciał oprzeć się o barierkę, gdy nie mógł przez ten atak złapać oddechu. Kciukiem otarł łzy rozbawienia z kącików oczu i wyjął z kieszeni rzeczoną butelkę i podrzucił ją lekko. Cały czas śmiał się cicho, za nic nie potrafiąc się powstrzymać.
Odetchnął w końcu głęboko i zamknął na chwilę oczy, by móc się całkowicie uspokoić. A później otworzył na chwilę wrota do Piekła, by zabutelkowaną duszę wrzucić do środka. Złowroga aura zniknęła wraz ze zniknięciem bramy.
Podszedł do aniołka i pieszczotliwie poklepał go po policzku.
- Owszem, zbieram dusze do butelek, skarbie –
oznajmił słodkim głosem. – Powiem ci też, że MY w Piekle już dawno postradaliśmy zmysły. I, możesz mi wierzyć, każdy, kto znaczy COKOLWIEK w Niebie, czy w Piekle,  doskonale wie, że je zbieram. I kim w ogóle jestem, o dziwo – tym razem westchnął z ubolewaniem i oparł się z powrotem o barierkę. – A Gabryś byłby pewnie niepocieszony, gdyby dowiedział się o takiej druzgoczącej ignorancji, przepiórko… ale bystrość nigdy nie była waszą mocną stroną – ponownie westchnął i zaśmiał się cicho, kręcąc przy tym głową.
Ignorancja, taka bezczelna na dodatek. Gdyby miał zły humor, to kazałby jakimś maluśkim, szmatławym demonom rozerwać tego ptaszka na sztuki, bo nie chciałoby mu się brudzić rączek po raz drugi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asheritt
Splugawiony


Fabularnie : -
Liczba postów : 11
Join date : 01/06/2013
Age : 21

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Mar 27, 2014 10:10 pm

Słuchał spokojnie jak demon go obraża.
- Zabawne... Widzę, że chyba masz spore kompleksy demonie. Serio, bardziej nieudolnego sposobu żeby mnie zmieszać z błotem nie było? - powiedział - Gdybyś nie wyłapał staruszku...to pytanie retoryczne było. Tak wolę Cię poinformować, bo mózg Ci już szwankuje jak widać...
Patrzył z politowaniem na to jak mieszkaniec Piekła się z niego śmieje. Jak dziecko normalnie. W sumie to poziom argumentów podobny, to pewnie już demencja starcza. A potem...
Gdyby wzrok Asha mógł zabijać to Bel padłby trupem a miejscu. Przeszył go spojrzeniem gdy ten poklepał go po policzku. Gdy skończył kolejną nieudolną próbę obrażenia go przywołał błyskawicznie miecz do ręki, tak że klinga dotykała gardła tamtego. Wystarczyłby tylko lekki ruch ręki i...
- Wiem kim jesteś staruszku. Belzebub, aka Pan Much z tego co podejrzewam. Słyszałem co nieco o tobie. Możesz być sobie potężnym demonem, ale jak dla mnie jesteś tylko pogardy godnym idiotą z demencją starczą. Chyba że to wrodzony debilizm, no to sorry...
Anioł odwołał miecz i ruszył przed siebie w międzyczasie rozkładając skrzydła. Po odejściu paru kroków przystanął szykując się do lotu.
- Tak poza tematem... Polecam Ci maść na tzw. "ból dupy" staruszku. Strasznie spinasz, a ona ponoć pomaga na takie rzeczy... Serio, wyluzuj nieco, bo Ci żyłka pęknie...
Machnął mocno skrzydłami i wzniósł się w powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz


Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Mar 27, 2014 10:37 pm

Belzebub czerpał wielką przyjemność z każdej chwili,  w której aniołek patrzył na niego z politowaniem, niemalże pogardą. Och, czyli naprawdę był o wiele głupszy niż mogłoby się wydawać, tego demon się zdecydowanie nie spodziewał. Aniołki zawsze nosiły własne tyłki wyżej niż głowy, ale ten tutaj to chyba trzymał swój w samym Niebie. Na dodatek nie potrafił docenić wprawnej potyczki słownej, uciekał się do najprostszych pseudo-obelg.
- Zero wysublimowanego języka, twoje prostactwo uderza o bruk – odparł Belzebub, z żalem kręcąc głową. – Argumenty zastępujesz obrażaniem mnie i agresją… prawie jak Moloch, ale on przynajmniej robił to z klasą.
O, pojawiła się kolejna śliczna reakcja – na początku to mordercze spojrzenie, które powinno położyć demona trupem, gdyby miał dość przyzwoitości. Ale najwyraźniej nie miał, bo wciąż uparcie stał prosto z tym irytującym uśmieszkiem na bladej buźce. A później pojawił się miecz. Belzebub uśmiechnął się na ten widok. O, proszę, boży bojownik wydobył boski oręż. Naprawdę myślał, że to przestraszy takiego starego pryka? Że potulnie podkuli ogon pod siebie i schowa czułki przed aniołkiem, który nie był nawet w połowie tak stary jak on sam?
W dłoni demona pojawiła się włócznia, którą zgrabnym i lekkim ruchem odtrącił miecz od swojego gardła. Bez jaj. Taki młokos miałby mu zagrażać?
- Skoro wiesz, kim jestem, powinieneś zachowywać się bardziej na miejscu, skarbie –
oznajmił lekko Belzebub, obracając włócznią w dłoni. Powolutku, podziwiając jej piękną budowę i kunszt wykonania. – Najgroźniejszy jest ten piesek, który najciszej szczeka. Zapamiętaj to… jak ci tam w ogóle na imię, mała przepiórko? – zapytał i zmarszczył brwi.
Ale w duchu westchnął – naprawdę będzie chyba musiał coś zrobić ze swoją szemraną reputacją, skoro nawet takie dzieciaczki ledwo opierzone mają czelność wyciągać na niego broń. I mu grozić chyba! Bo to były groźby? Tak?
- Ja? Słodziaczku, uważasz, że mógłbyś mnie zdenerwować? – zapytał i zasłonił sobie usta dłonią, bo pojawił się na nich szczerze rozbawiony uśmiech. Wbił włócznię w ziemię i oparł się o nią nonszalancko. – Znam tylko trzy na świecie osoby, które są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, ale się do nich nie zaliczasz. Przykro mi – powiedział to takim tonem, który ewidentnie wskazywał na to, że jest mu tak przykro, że wcale. - Ale mniejsza. Milutko się gawędziło, skarbie, kiedyś cię dorwę i porozmawiamy troooooszkę dłużej. Wyższe siły wzywają - roześmiał się i otworzył wrota do piekła, żeby zaraz w nich zniknąć.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: London Bridge   Today at 4:20 pm

Powrót do góry Go down
 
London Bridge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» London Eye
» London Lunapark
» Peron 9 i 3/4
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: London Bridge-
Skocz do: