IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 London Bridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 2:42 pm

    London Bridge... jeden ze słynniejszych punktów Londynu. Wielki most, który zachwyca swym majestatem i dumnie góruje ponad Tamizą łącząc dzielnice Southwark i City of London. Jest idealnym miejscem na spacery, chwilowe oderwanie się od rzeczywistości pełne przemyśleń i rozważań, które przebiegają przez głowę gdy wzrok utkwiony jest w rwącej wodze płynącej poniżej rzeki.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 3:23 pm

Od ostatnich wydarzeń minęło kilka dni… i dobra, bo chociaż część tych przeklętych ran się wygoiła. Prawdopodobnie, gdyby nie interwencja i czary tych cholernych magów-medyków z Instytutu Nate nadal chodziłby niepozszywany, co chwila klnąc na przesiąkającą przez bandaże i koszulkę krew. W końcu rany od anielskich ostrzy nie goiły się tak jak te normalne. Co ci pieprzeni skrzydlaci chcą odnajdywać ostatnio zaatakowanych po pozostawianych przez nich na ulicach kroplach krwi?! Do prawdy niesamowicie pomysłowe. Tak czy inaczej część ran się wygoiła. Bynajmniej te najbardziej rozległe, którym poświęcono najwięcej uwagi zabliźniły się już, jednak nadal dotykanie ich chociażby przy zmianie opatrunku powodowało ból. Wszystko było zaczerwienione i nie wyglądało ciekawie… jedyny plus, że już tak nie krwawiło. Wszystkie otarcia i skaleczenia pozamieniały się już w siniaki. Najgorsze z nich wszystkich chyba było rozcięcie na policzku. Biegnący przez cały policzek ślad nadal widniał na twarzy demona i niewątpliwie rzucał się w oczy. Resztę można było zakryć, ale to…
Jedyne, o czym teraz myślał, to uciec przed resztą świata, schować się w swojej klitce nad dobrze prosperującym burdelem i spędzić tam najbliższe dni, byle jak najdalej od tego, w co się wplątał, a raczej został wplątany podstępem. Członek Rady Dziesięciu… gorzej to się chyba wpieprzyć nie mógł. Jednakże nie da się przesiedzieć całego życia w domu, bynajmniej on tego nie potrafi. Nie osoba, która żyje z obserwowania otoczenia i zdobywania nowych informacji. Swoją drogą może ta cała głupia funkcja, jaką przyszło mu teraz pełnić poszerzy jego grono informatorów…
Dziś wychodząc z domu szukał miejsca dostatecznie spokojnego by można tam było przemyśleć to i owo oddychając czystym powietrzem a nie dusząc się przenikającym przez dosłownie wszystko zapachem dymu papierosowego. Most był niedaleko, był miejscem cichym, rzadko odwiedzanym przez wścibskie istoty, które widząc go albo zaczną wypytywać o Radę, bo już doszła do nich plotka o tym, że stał się oficjalnie następcą Valentine’a, albo mających go za jakiegoś bandytę, bo przecież ma przeciętą twarz i pokaleczone dłonie. Niektórzy nawet doszukiwali się w nim ofiary gwałtu… taki zamknięty w sobie i przybity… Głupi ludzie. Od kiedy oni są tacy otwarci na ludzką krzywdę?!

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 3:48 pm

Wszystko płynie. Czas płynie, Tamiza płynie, pieniądze się upłynnia. Wszystko się zmienia: jedni umierają, inni przychodzą do życia, a wystarczyło, że Lawrence tylko na krótkie pół roku zniknął z obiegu i wszystko wymknęło się z pod kontroli. Nie jest pewien ile razy zmieniały się miejsca w Radzie Dziesięciu przez ten czas. Ale generalnie teraz znów nie zna tam nikogo. W sumie dziwi go, że nie stracił wciąż pozycji Donosiciela. Z kolei ponoć stracił ją Rafe. Czyli te pseudo-raporty które wysyła względnie regularnie naprawdę go utrzymują? Naprawdę obecny przedstawiciel hybryd toleruje to tak samo jak poprzednia przedstawicielka?
Niemniej, swój "powrót" Rosser postanowił uczcić spacerem. Trzeba było tylko znaleźć odpowiednio ciekawe miejsce, w które mógłby się udać. Tylko gdzie? Ach tak!
London Bridge, duma Londynu! Piękny widok, na zresztą równie pięknym moście. Przy równie pięknej pogodzie!
Właściwie, piękno pogody jest dyskusyjne. W sumie świeciło słońce... jeśli nie liczyć tych chmur. No dobra, tak naprawdę to słońce jak mu przystało świeci ponad chmurami i jest szaro i ponuro, gdyż światło z centrum naszego układu nie ma ochoty przez te chmury się przebijać. Jakby tego było mało, jest dość wilgotno. Właściwie to panuje taka lekka mżawka.
No dobra, tak naprawdę to pogoda jest paskudna, ale Lawrence takową lubi, tak samo jak lubi deszcz. Niekoniecznie wprawdzie lubi jak ten na niego pada, ale od czegoś są parasole. A Rosser ma parasol przy sobie, chociaż póki deszcz się nie nasili, korzysta z niego w charakterze laski.
Nie można jednak powiedzieć, aby zbyt wiele osób podzielało jego zdanie, technicznie rzecz biorąc było tu... pusto. Jeśli nie liczyć tego typka, który stoi tu w samotności, z miną "mam zły humor, więc jeśli do mnie zagadasz to urwę ci łeb"... i aurą, która zdaje się dopowiadać "Nie myśl, że to żart czy przenośnia - urwę Ci łeb. Ale dopiero na końcu, wcześniej się pobawię."
Lawrence wziął sobie to bardzo do serca. Tak jak złodzieje biorą sobie do serca przykazanie "nie kradnij."
Przystanął więc przy rzeczonym nieśmiertelnym, oparł złożony parasol na ramieniu, drugą ręką oparł się o balustradę mostu i z pogodnym uśmiechem rzucił:
- Ładną mamy dziś pogodę, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 4:33 pm

Uporczywy dźwięk kroków przedarł się przez szum delikatnie stukającego o balustradę, o która chłopak się opierał deszczu. Przebił się przez powstałą w ciągu zaledwie kilku minut ścianę myśli zupełnie wybijając go z rytmu. Wszystko, co do tej pory sobie ustalił czy też poukładał rozmyło się, rozpłynęło niczym lekka mgiełka rozwiana mocniejszym powiewem wiatru. W jego umyśle nie pozostało już nic prócz dudnienia tych przeklętych kroków i stukotu czegoś, co ich właściciel mógł mieć przy sobie.
Nie pokusił się jednak o spojrzenie w bok i odnalezienie źródła tego jakże drażniącego dla jego wrażliwych demonicznych uszu dźwięku starając się na nowo powrócić do swoich rozmyślań. Niestety, pech chciał Uporczywy dźwięk kroków przedarł się przez szum delikatnie stukającego o balustradę, o która chłopak się opierał deszczu. Przebił się przez powstałą w ciągu zaledwie kilku minut ścianę myśli zupełnie wybijając go z rytmu. Wszystko, co do tej pory sobie ustalił czy też poukładał rozmyło się, rozpłynęło niczym lekka mgiełka rozwiana mocniejszym powiewem wiatru. W jego umyśle nie pozostało już nic prócz dudnienia tych przeklętych kroków i stukotu czegoś, co ich właściciel mógł mieć przy sobie.
Nie pokusił się jednak o spojrzenie w bok i odnalezienie źródła tego jakże drażniącego dla jego wrażliwych demonicznych uszu dźwięku starając się na nowo powrócić do swoich rozmyślań. Niestety, ów przypadkowy przechodzień nagle zapragnął znaleźć sobie towarzystwo wybierając akurat Nathaniela, pomimo że wszystko, łącznie ze sposobem, w jaki stał aż krzyczało by do niego nie podchodzić i dać mu spokój. Pierwsze, o czym pomyślał to to żeby po prostu odwrócić się na pięcie i oddalić jak gdyby ta dziwna istota w ogóle nie istniała. Bo ona na prawdę była dziwna. Jej kolory wręcz kontrastowały w szarością tego pochmurnego dnia, wwiercały się w oczy niemalże je kalecząc swoja jaskrawością i dziwacznym połączeniem.
Wytrzymał jednak pozostając na swoim dotychczasowym miejscu, zanim jednak odpowiedział z ciężkim westchnieniem ponownie zlustrował przybyłego swoim morderczym spojrzeniem. Jak można w dzień taki jak ten chodzić z aż tak pogodnym uśmiechem przyklejonym do twarzy? Jeżeli miał nadzieję, że wpłynie to jakoś na otoczenie to chyba się trochę rozczaruje...
- Jeżeli TAKĄ pogodę uważasz za ładną, to wole nie myśleć jak według ciebie wygląda ta brzydka - rzucił, zupełnie bezmyślnie i od razu tego pożałował.
Tego typu odpowiedzi zazwyczaj prowokowały do rozpoczęcia jakże nudnej i odbierającej cenny czas rozmowy, która może okazać się zgubna dla biednego demona przez fakt, że owa rozmowa przyczyni się do dłuższego pozostania kapelusznika w tym miejscu. Będzie musiał to jakoś przecierpieć, albo spławi go za jakiś czas pierwszą lepszą wymówką w stylu "chyba zostawiłem włączone żelazko" i po prostu sobie stąd pójdzie pozostawiając jegomościa samemu sobie. Nie gada go kaczek, nie ważne, że żadnych tu nie ma.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 5:05 pm

Nie trzeba być geniuszem, aby z tonu rozmówcy wywnioskować, że Lawrence nie jest tu zbyt mile widziany.
Z drugiej strony przecież właśnie tego się spodziewał, przecież już od samego początku było widać, że owa osobistość nie ma większej chęci na rozmowę. Nie, żeby Rosser'owi to kiedykolwiek w jakikolwiek sposób przeszkadzało.
Ale przejdźmy do spraw ważnych. Przecież nie jest tak istotne co dana osoba okazuje, jak to, co mówi. A to, co rzekła ta mroczna istota jak najbardziej zachęcało do kontynuowania konwersacji! Widać ten zły humor nie może być aż tak przygniatający, jeśli mimo wszystko chce się być wciągnięty w Miłą Rozmowę o Pogodzie, która zapewne nie będzie ani miła, ani o pogodzie. Zapewne będzie bardzo skomplikowanym sprawić, aby pozostała tylko i aż rozmową.
To mordercze spojrzenie, które zostało mu rzucone, byłoby teoretycznie ciężkie do zignorowania. Ale Lawrence właściwie pół życia spędził ignorując pogróżki innych, więc nie sprawiło mu większych problemów udanie, że tego nie dostrzegł. Udawanie. Tak, w tym był niezły.
- Ta brzydka? To będzie gruba, z be szpetną twarzą... o, pardon, mówimy o pogodzie. - Zamyślił się na chwilę. - Więc gdybym miał faktycznie wytypować pogodę jaką uważam za brzydką, to byłyby dwie. Albo kiedy mamy pełne słońce i powyżej 30 stopni w cieniu, bezwietrznie. Wtedy mamy upał i chodzenie w płaszczu jest bardzo uciążliwe. Albo dowolna poniżej minus dwudziestu. Wtedy chodzenie w ogóle staje się bardzo uciążliwe. Myślałem jeszcze jak to jest z tornadem, ale tornado w gruncie rzeczy jest bardzo zabawne. Pod warunkiem, że nie ma go w okolicy mojego domu, oczywiście. Ciężko napawać się pięknym tornadem, kiedy twój ulubiony zegar odlatuje z prędkością stu kilometrów na godzinę, nieprawdaż? Z drugiej strony ciężko o coś przyjemniejszego, niż dobra herbata w spokojnym oku cyklonu. Naprawdę! - Rzucając ostatnie słowa usiadł sobie na balustradzie, tyłem do wody. Niewiele potrzeba w tej chwili aby zepchnąć go z mostu.
Z drugiej strony Lawrence'owi bardzo niewiele potrzeba, aby z niego nie spaść, a w dodatku zamienić się miejscami z kimś innym. Więc nie odczuwał specjalnej obawy.
- A jaką pogodę ty uważasz za brzydką? - spytał, uśmiechając się szerzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 7:02 pm

I zaczęło się. Że też to on musiał zostać tak za nic ukarany przymusem słuchania tej paplaniny. Przecież ostatnio był grzeczny, nikogo nie pobił, nie pociął, nie upuścił nikomu krwi... no chyba, że jakaś wyższa siła nadal mści się za tego głupiego archaniołka, który zabryzgał krwią całą fabrykę. Ciekawe tylko czy Rada się zajęła tamtą masakrą... a może to dalej tam jest? Jakie miny miały na twarzach osoby, które jakimś cudem się tam zapuściły? W końcu to jedno z ulubionych miejsc ćpunów i im podobnych a namalowany krwią pentagram to rzecz raczej niecodzienna.
Nie na miejscu byłoby teraz zepchnięcie tej dziwnej istoty w kapeluszu z mostu. Byłoby ryzyko, że to coś przeżyje a potem doniesie, komu trzeba. Co prawda był członkiem Rady, ale nie wiedział jak będą go traktować nawet z tym tytułem tym bardziej, że zdobył go jednocześnie unikając egzekucji. Żeby nie to, to jego głowa teraz spoczywałaby pewnie zakonserwowana w jakimś dziwnym płynie w domu Yamady z podpisem "Kretyn Garroway nareszcie zginął". Wolał nie dawać jednak kochanemu Taro tej satysfakcji i ginąć z jego ręki po tym jak tamten dołożył mu do i tak licznej kolekcji kilka ran. Przeklęty wampir.
Wiele komentarzy do tej rozbudowanej wypowiedzi kreowało się w jego głowie, jednakże darował sobie obwieszczanie ich światu. Byłoby to zbyt niegrzeczne z jego strony i na pewno nie zrobiłoby dobrego wrażenia, a nawet ktoś, kto już na samym wstępie zabija ludzi wzrokiem chciałby robić w miarę dobre wrażenie mając świadomość, że nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Tym razem postanowił robić dobrą minę do złej gry i nie ukazywać zanadto swojej irytacji. Wziął głęboki wdech chwytając w płuca zapach deszczu i płynącej pod nim rzeki. To czyste powietrze bardzo kontrastowało z „powietrzem”, jakim dusił się przez ostatnie kilka dni i od razu powodowało przejaśnienie w opornym umyśle, który od czasu do czasu buntował się podsuwając jedynie słowa, jakie nie powinny nigdy paść.
- Myślę, że mój obraz brzydkiej pogody pokryłby się z twoim… chociaż w większości to jak jest na zewnątrz jest mi obojętne.
Istotnie, to było mu obojętne i to nawet bardzo, o czym niewątpliwie świadczył fakt, że stał tu, bez żadnej kurtki czy chociażby bluzy. Wyziębienie organizmu czy też choroba nie dołożyłyby mu wcale więcej zmartwień niż już miał. Różnica byłaby żadna… no może poza tym, że bardziej by się denerwował przez ciągłe kichanie i pociąganie nosem tak zapchanym, że nie da się nim oddychać.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Maj 28, 2013 11:47 pm

To nie jest tak, że Lawrence twierdzi, że swoją obecnością lubi dręczyć ludzi, którzy sobie jej nie życzą. Ale lubi. Po prostu lubi działać na nerwy ludziom, którzy w końcu zaczynają się na niego wściekać, a on może rżnąć głupa i udawać, że nie ma pojęcia o co ta wściekłość. Tym samym tę wściekłość pogłębiając. Niektórzy tak mają - muszą podręczyć innych.
Wbrew pozorom to była bardzo trudna sztuka. Denerwować ludzi tak, aby chcieli cię zabić, a jednocześnie tak, aby tego nie zrobili. Trzeba znać pewne granice. Pewien umiar. A Rosser zna granice. No, czasami wystawia poza nią duży palec u nogi, ale raczej nie prowokuje innych do ataku. A jeśli już prowokuje ich do ataku, to nie do takiego, który mógłby go faktycznie zranić. Tego nikt nie lubi, czyż nie?
Najwyraźniej odpowiedź przedstawiciela Rady zadowoliła tegoż dziwaka. Ten przez chwilę wyglądał, jakby szykował się do odejścia, ale - niestety! - tylko stanął na balustradzie, mając wyciągnięte ręce na boki, aby utrzymać balans. Balansował głównie lewą ręką, którą miał wyciągniętą poza most. W prawej wciąż trzymał parasol, którym w tej właśnie chwili wytknął w swego rozmówcę, który właśnie w tej chwili znalazł się pod bardzo poważną groźbą utraty oka, jeśli tylko antykwariusz straci balans.
Jednak najwyraźniej nieświadomy niebezpieczeństwa dziwak, wciąż miło się uśmiechał.
- A widzisz! A więc mamy coś wspólnego! - Prawdopodobnie dla stojącego przed nim demona to było najgorsze co mógł usłyszeć. - Cieszę się, bo to oznacza, że w jakimś stopniu myślimy podobnie, a więc może mamy i więcej wspólnych zainteresowań! - Dobra, to było gorsze. - Cieszę się, że będziemy mogli o tym podyskutować. - Lawrence coraz wyżej stawiał sobie poprzeczkę.
A wszystko to mówił tak wesołym, ale jednak tak szczerym tonem... Jak tu nie ufać takiemu człowiekowi? Zapewne jedyne co by mógł zrobić, aby uznać go za podejrzanego (nie licząc ataku, próby kradzieży, czy innych drastycznych akcji) to zapewne zacząć cię wypytywać o twoje dane personalne, prawda?
- A więc... Pardon, nie zaczyna się zdania od "A więc", chociaż zdarzyło mi się udowadniać, że jest to zupełnie zgodne z moją polityką zawodową. Ale w tej chwili w gruncie rzeczy jestem tu zupełnie prywatnie... - Przyjął pozę zamyślonego człowieka, drapiąc się po podbródku, najwyraźniej zupełnie przestając troszczyć się zachowaniem balansu. co w gruncie rzeczy nie było aż tak trudne, balustrada była dość szeroka. - Tylko czy w moim zawodzie można powiedzieć, że mam wolne? W sumie to styl życia... No, nieważne. - Machnął ręką. - A więc skoro tak dobrze się dogadujemy, to mógłbym spytać Cię o imię?
Ostatnie zdanie było bardzo grzeczne i uprzejme. Jeśli wypowiada się "Cię" z wielkiej litery, to o czymś to świadczy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Sro Maj 29, 2013 8:46 pm

Kiedy ten jakże pewny siebie pajac wskoczył na balustradę osiągnął jedną z rzeczy, z których osiągnięcia na pewno może czuć się dumny. Nate podniósł na niego wzrok. Normalnie nie zawracał sobie tym głowy, kiedy rozmawiał z kimś, z kim wcale rozmawiać nie miał ochoty, ale teraz... Teraz patrzył na kapelusznika szeroko otwartymi oczyma. Jego wzrok skakał od ręki i całej sylwetki hybrydy aż po koniuszek parasola wycelowany w jego twarz. Był na tyle, blisko, że gdy chciał skupić na nim wzrok cała reszta się rozmazywała... Tak niebezpiecznie blisko...
Jednak demon nie chcąc wyjść na przestraszone stworzonko zacisnął mocno zęby i wytrwał spoglądając z dołu z miną już mniej zaskoczoną. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli ten potknie się na śliskiej powierzchni balustrady parasol ma szansę poznać bliżej oko Nathaniela... a to raczej nie byłoby niczym przyjemnym. Co prawda, przepaska na oku pasowałaby do blizny na policzku, ale posiadanie obojga oczu było bardziej komfortowe. Kiedy tylko ekscentryczny pajac przestał paplać chwycił mocno za koniec parasola odsuwając go na bok, po czym pociągnął sprowadzając go tym samym na ziemię za równo dla swojego jak i jego bezpieczeństwa. Lepiej żeby grzmotnął o podłoże mostu, niezależnie od tego jak mocno by przywalił, może mu to trochę pomoże na głowę, niż żeby spadł w dół stawiając demona w charakterze świadka dziwnego wypadku.
- Nathaniel - odpowiedział krótko na ostatnie pytanie wracając do poprzedniej pozycji, podpierania się na balustradzie. Tym razem jednak nie wgapiał się w przestrzeń, ale kątem oka spoglądał na rozmówcę w obawie, że znów może zrobić niezbyt bezpiecznego. - Domyślam się, że ta twoja "profesja" musi być czymś na prawdę szalonym bądź co najmniej dziwnym.
Prawdę powiedziawszy nie zdziwiłby się, gdyby kapelusznik okazałby się być dealerem substancji dających o wiele większego kopa od standardowych narkotyków. W końcu wiele się mówiło o ludziach, którzy jako codzienną dawkę siły i witalności uznawali solidną porcję sproszkowanej wampirzej krwi. Wampirza krew była bardzo cennym produktem na czarnym rynku i bardzo pożądanym, a tam, gdzie są potencjalni nabywcy musi być i sprzedawca. Ten tu, wyglądał jak osoba, która w licznych kieszeniach płaszcza ukrywa rzeczy takie jak skrzydełka wróżek, wilkołacze pazury czy też pióra aniołów. Byle tylko nie próbował z niego zrobić kolejnej ofiary ćpuńskich uzależnień.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Maj 30, 2013 8:43 am

Ile Lawrence by dał, aby być tym, za kogo Nathaniel go podejrzewa. Za tego typu produkty była gruba kasa. Mógłby przestać bawić się w Donosiciela, "dorabiając" na boku jako zegarmistrz i antykwariusz, a zamiast tego poświęcić swoje życie na rujnowaniu żyć innych osób i koszeniu na tym kasy...
...tylko, że Lawrence w sumie nie ma problemów z pieniędzmi, zegarmistrzem i antykwariuszem jest tylko dla zabawy...
...Zapomnijcie o wszystkim co zostało powyżej napisane.
Rosser zakończył swoje przemówienie, kiedy Nathaniel złapał za koniec jego parasola i perfidnie pociągnął do siebie. Teoretycznie Lawrence dałby radę spokojnie zeskoczyć z balustrady, stanąć na moście i nie robić sobie absolutnie nic z faktu, że został ściągnięty na ziemię.
Tylko po co?
Zegarmistrz runął na ziemię. Wprawdzie nie jest tak źle, jak być mogło, nie upadł na twarz, lecz na prawe ramię, coby zamortyzować upadek. Stęknął z bólu. Akurat ten aspekt nie był udawany. Nie wyszło mu wylądowanie na tyle bezboleśnie, na ile tego sobie życzył. Niemniej błyskawicznie wstał i zaczął się otrzepywać.
- Muszę przyznać, że to piękny most, w każdym calu. Gdyby się zawalił* bardzo bym tego żałował, zwłaszcza po tak bliskim kontakcie.
Kiedy już zakończył proces otrzepywania się, schylił się po swój kapelusz, który spadł mu z głowy przy upadku. Zawiesił sobie parasol na ramieniu i nonszalancko naciągnął swój cylinder na głowę. Wolną ręką sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza, w której trzymał swoje wizytówki. Wyciągnął jedną i podał Nathanielowi. A głosiła ona co następuje:
"Lawrence Aleksander Noah Rosser
Zegarmistrz i antykwariusz (*adres*)
(*numer telefonu Rosser'a*) Oferta najlepszej jakości!"
Tak, tak, Nathanielu. Czytaj szybko, zanim dotrze do ciebie, że to bez sensu.
- Moja profesja nie należy do najbardziej szalonych. - Mówiąc to wciąż przytrzymywał kapelusz. Najwyraźniej sądził, że jak zasłoni sobie nim oczy i będzie się tak perfidnie uśmiechał, to będzie wyglądał fajnie? - Czy jest dziwna, to kwestia bardzo dyskusyjna, Nathanielu. Tu jest moja wizytówka, zapraszam do siebie w każdej chwili, kiedy jest otwarte.
Co, nawiasem mówiąc, może przysporzyć Nate'owi sporo problemu, bo nie ma ustalonych godzin otwarcia. Np. teraz Rosser jest tutaj, więc wiadomo, że jest zamknięte. Ale to, że go tutaj nie ma, wcale nie oznacza, że jest otwarte. Trzeba mieć trochę szczęścia w życiu.

* - You know... "London bridge is falling down, falling down,[...] my fair lady." etc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pią Maj 31, 2013 11:14 am

Trochę się rozczarował, że Lawrence nie dał mu satysfakcji upadając na głowę. Wtedy cały ten upadek byłby o wiele ciekawszy, bardziej... no na pewno nie spektakularny, bo upadek, rzecz z zasady niezdarna i niekontrolowana, nie może być spektakularny... No chyba, że spada się z dachu wieżowca i się jeszcze ów upadek przeżyje, co było dla większości istot niemożliwe, ale patrzenie na to jak jakiś idiota leci w kilkuset metrów ze świadomością, że już za chwilę stanie się mokrą plamą na chodniku było czymś na prawdę interesującym.
Pajacowi, jak widać, udało się uniknąć spotkania z mostem jeszcze nieprzyjemniejszego aniżeli to, które właśnie zaliczył. A szkoda...
- Uważaj, bo jak będziesz tak po nim skakać to w końcu nie wytrzyma - spojrzał znacząco na otrzepującego się pajaca, który z zaangażowaniem naciągał na głowę swój wielki kapelusz. - Prosiłbym tylko, abyś w razie czego zabrał się za zawalanie mostów na których nie stoję. Kąpiel w lodowatej wodzie Tamizy to ostatnia rzecz, o której teraz marzę.
Może i kąpiel w lodowatej wodzie hartowała i zapewniała lepszą odporność organizmu, ale jego odporność nie była aż tak okropna, aby ją poprawiać. Poza tym, ciało demona to nie to samo, co ciało wampira. Teraz czuł każdą kroplę deszczu, jaka uderzała o skórę na jego nieosłoniętych niczym przedramionach. Wcześniej by go to po prostu obeszło, ale teraz wywoływało nieprzyjemny dreszcz, taki sam jak ten, który odczuwał w czasie swojego śmiertelnego życia, które już zaczynał zapominać.
Kiedy mężczyzna podał mu wizytówkę grzecznie, jak na niego, wziął ją z jego ręki i zaczął studiować znajdujący się na niej napis. Takiego nazwiska można było się po nim spodziewać. Zazwyczaj ludzie używają tylko dwóch imion, co i tak nie często się zdarza, bo kto by sobie zawracał tym głowę. On miał ich trzy, z czego każde długie bądź rzadziej spotykane. Prawdopodobnie, kiedy przedstawiał się jakiemuś obcokrajowcowi, to ten nawet nie potrafił wymówić tych wszystkich imion. Dobrze, że nosił wizytówki, bo prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie zapamiętać ich dłużej niż na kilka minut.
- Zawsze zastanawiałem się jak musi wyglądać człowiek pracujący wśród starych rupieci… - odezwał się po chwili dłuższego milczenia podnosząc wzrok znad kartki, którą wcisnął do tylniej kieszeni spodni. Teraz ten, którego postać niegdyś tak często starał się sobie wyobrazić stał przed nim jak najbardziej wpasowując się w te wyobrażenia.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pią Maj 31, 2013 12:10 pm

Jedni nazywają postępem rozwój technologii. Dla innych postęp jest wtedy, gdy coś zmieni się w myśleniu ludzkim. Jeszcze inni za postęp uważają procent ukończenia gry komputerowej. Lawrence uznawał każdej z tych definicji po trochu, a do tego dorzucał kilka swoich sytuacji.
Ktoś, kto na początku nie chciał zamienić z nim słowa, wziął od niego wizytówkę i przeczytał ją z uwagą. Po czym nie wywalił jej do rzeki, lecz włożył do kieszeni. To JEST postęp.
- Och, tyle lat już stoi... Schlebiasz mi sugerując, że byłbym w stanie zakończyć jego historię. - Zostawił kapelusz w spokoju, obie ręce oparł na rączce parasola, który teraz służy mu w charakterze laski. - Chociaż wystarczyłoby zapewne zaledwie trochę dynamitu, czy innych ciekawych ładunków wybuchowych. Raczej nie byłoby problemem je tutaj wnieść.
Wciąż z tym swobodnym uśmiechem sięgnął po zegarek z wewnętrznej kieszeni płaszcza. Spojrzał, która godzina. Potem schował go i wyciągnął zegarek, tym razem taki, który idzie do przodu*. W tym momencie uśmiech mu się trochę zmienił. Nie był już tak pogodny. W tej chwili był to raczej uśmiech kogoś, kto miał jakiś mroczny plan, który się udał. Pojawił mu się również jakiś dziwny, niebezpieczny błysk w oku.
Jednak zupełnie spokojnie schował zegarek z powrotem.
- Cóż, zastanawiałeś się, jak wygląda człowiek z rupieci, to i mnie widzisz. Ja zaś zawsze chciałem wiedzieć, jak wygląda rasowy morderca... i też czuję się usatysfakcjonowany.
Cóż on mógł wiedzieć? Czyżby znał Nathaniela wcześniej? Czyżby słyszał od kogoś o przewinieniach tegoż demona? Czytał w myślach? A może jest przedstawicielem jakiegoś ugrupowania, które na niego poluje?
Prawda jest taka, że jakkolwiek mógł trafić, to Lawrence nie miał o niczym pojęcia. Lubi od czasu do czasu poprowokować odpowiednich ludzi... tj. osoby. Jest ciekaw reakcji. Poza tą iście morderczą aurą i morderczymi spojrzeniami, nie miał właściwie żadnych przesłanek, aby oskarżać Nathaniela o cokolwiek. Szczerze, to nawet nie był przekonany, że ten tutaj jest winien czegokolwiek. Pogada, pogada i wszyscy zapomną o sprawie. A co się może stać w najgorszym przypadku? Spadnie z mostu?

* - Słyszał o tajemniczej śmierci Fausta Valentine'a. Jaka szkoda, że nie zdążył mu zwrócić tegoż interesującego zegarka, który chodzi do tyłu. Wszystkie trybiki pchają go do przodu, a on wbrew logice się cofa. Cóż, na pewno nie ma on większego wpływu na tok śledztwa, czy cokolwiek, więc Lawrence stwierdził, że nie będzie zgłaszał zguby, raczej nikt nie zauważył. A po co mieć coś wspólnego z kimś, kto umarł w dziwnych okolicznościach? Jeśli będzie chciał być o coś podejrzany, to popełni przestępstwo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pon Cze 03, 2013 1:36 pm

Podłożyć dynamit pod most w dniu, kiedy będzie się po nim kręcić wiele osób. To byłby, krótko mówiąc, raj dla demonów, o ile można by w odniesieniu do demonów użyć słowa "raj" każdemu kojarzącego się z niebem, do którego demony wstępu nie mają. Tyle dusz można by wtedy ściągnąć do piekła niezależnie od tego, czy miały tam trafić czy też nie szukając pierwszych lepszych pretekstów uzasadniających to, dlaczego się tam znalazły.
Oczywistym jest, że przy takiej masakrze nie zabrakłoby również tych głupich skrzydlatych... ale czy w piekle Lucyfer nie wynagrodziłby sowicie demona, który poległ z anielskiej ręki uprzednio odsyłając do niego tyle grzesznych bądź też nie istnień?
Słysząc słowa "rasowy morderca" padające z ust Lawrence'a jego kąciki ust wygięły się nieznacznie w nieco mrocznym łobuzerskim uśmiechu. Że też trafił tym sformułowaniem na czas, kiedy w głowie demona kłębiły się właśnie takie a nie inne myśli. Ale czego innego można spodziewać się po demonach? Każdy myśli albo o zabijaniu, albo o grzeszeniu, albo o tym jak bardzo chciałby się w końcu nawrócić, bo bycie złym do szpiku kości ani trochę mu nie pasuje. Nate niezależnie od ras i tak był tym złym. Można powiedzieć, że jego rasa nareszcie dopasowała się do charakteru i ciągle pojawiającej się chęci poderżnięcia gardła irytującym osobom, jaka towarzyszyła mu przez dobre kilka lat nauki w znienawidzonym ogólniaku.
- I co? Nie boisz się od tak gawędzić sobie z "rasowym mordercą"? Kto wie jak skończysz w dniu dzisiejszym... Na zaś jednak zapytam... wolisz zostać poćwiartowany i rzucony w plastikowym worku na dno Tamizy czy spalony a twoje prochy rozrzucone po całym Londynie?
Przyjrzał mu się z powagą, jakby to, co mówił było jak najbardziej serio, jednak, jaki morderca zdradza swoje zamiary? Może ten był na tyle wychowany, że wolał zapytać jak ktoś woli skończyć aniżeli przystępować od razu do działania. Może ofierze się to nie spodoba? Może ma już opisany scenariusz swojej spektakularnej śmierci i tylko szuka osoby, która pomoże go zrealizować? Wszystko było możliwe... różni dziwacy chodzą po świecie. Po co ma na ten przykład skakać z mostu z kamieniem u szyi skoro mógłby zgłosić się do takiego Nathaniela, który chętnie wykonałby za niego brudna robotę… uprzednio przegrzebując mu mózg, portfel, kieszenie i mieszkanie, bo w końcu z czegoś trzeba żyć.


// Fragment z pamiętnika niespełnionego psychopaty xD

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pon Cze 03, 2013 2:45 pm

Dziwne osoby kręcą się po świecie, to fakt. Zaś wśród nich najdziwniejsi są ci, którzy lubią obcować ze śmiercią. Dwóch takich się właśnie spotkało na London Bridge. Jeden śmierć przynosi, drugi z nią igra. Jakby tego mało, oboje nieśmiertelni. Teoretycznie.
Ale być może to właśnie nieśmiertelność jest czynnikiem, który pozwala Rosserowi ważyć się z taką lekkością, na manewry RZEK*.
- Nie, nie boję się!
Zawoławszy to wskoczył ponownie na balustradę mostu, przyjął pozycję "jaskółki" i zaczął się obracać, stojąc na jednej nodze. Jeden obrót, drugi, trzeci... Jeden fałszywy ruch, a Lawrence runie do rzeki. Po pięciu obrotach jednak stanął na dwóch nogach i ponownie wycelował parasol w swą "ofiarę". Zegarmistrz patrzył na "rasowego mordercę" z góry, korzystając z przewagi, jaką daje mu balustrada. Choć niewiele potrzeba, aby spadł.
- Zdecydowanie wolę wodę niż ogień, więc jak mam wybierać, to oczywiście chciałbym być poćwiartowany i wrzucony do Tamizy. O, tutaj. - wskazał parasolem rzekę za sobą, po czym wyciągnął parasol do góry, jakby przymierzał się do rozłożenia go. Tego jednak nie zrobił. Wolną ręką zdjął sobie kapelusz z głowi i umieścił go na czubku parasola. W ten sposób zaczął lekko obracać parasolem, aby wprawić w ruch kapelusz? Po co?
Bo lubi.
Wyciągnął też jeden z zegarków na łańcuszku ze swojego płaszcza i zaczął nim kręcić. Definitywnie pokręcona z niego osoba. Wszystkim kręci.
- Z czystej ciekawości, Panie Nathaniel, ile osób już Pan zabił? Kto był pańską ostatnią ofiarą? Mamy kilka niewyjaśnionych zajść i myślę, że mógłbym dorwać niezłą premię, gdybym znalazł sprawcę. To co? Pomoże mi się Pan dorobić?
Ponownie przyjął pozycję jaskółki, głęboko się nachylając, cały czas trzymając rękę z parasolem w górze. Swoją twarz zbliżył w tej chwili bardzo do twarzy Nathaniela, zaś zegarkowi na łańcuszku pozwolił oddać się swobodnemu ruchowi wahadłowemu... dokładnie pomiędzy ich twarzami. Jakby próbował hipnotyzować, czy coś. Jednocześnie cały czas wpatrywał się w swego oponenta. Tym bystrym wzrokiem, zdającym się zaglądać wgłąb duszy. I z tym perfidnym uśmieszkiem.

* - Raczej Z Ekwilibrystycznej Kategorii
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pon Cze 03, 2013 9:02 pm

Nate na prawdę nie potrzebował wiele, aby stwierdzić, ze trafił chyba na jakiegoś niespełnionego cyrkowca, który albo uciekł od sobie podobnych szalonych osób lub z jakiegoś powodu nie został do nich przyjęty. Na pewno nie z powodu braku szaleństwa, bo któż normalny, twardo stąpający po ziemi i stroniący od głupot wlazłby na śliska balustradę mostu i kręciłby na niej piruety na jednej nodze jak jakaś baletnica w czasie skomplikowanego występu. Do tego macha tą parasolką na wszystkie strony a jego rozmówca bynajmniej nie ma ochoty stracić oka. Trzeba by nie mieć serca by wyłupać komuś takie ładne szkarłatne oczy.
- Wiesz... ogień o wiele łatwiej zaciera ślady po morderstwie. Ćwiartując cię mógłbym narazić siebie. Policja znalazłaby u mnie narzędzia zbrodni i resztki twojej krwi na ubraniach i podłodze i co wtedy? Poszedłbym siedzieć za spełnianie cudzych zachcianek. Poza tym... wiesz jak trudno jest doprać krew z dywany? Ona nawet ze ściany źle schodzi.
Co do tych ścian, to rada musi mieć pewnie niezłą zabawę. Bo jak już mowa o ostatnich jatkach i zabawach z nożem oraz o zacieraniu śladów, to tam na pewno jest sporo roboty. Gdyby byli inteligentni wysłaliby tam bandę wygłodniałych wampirów. Starłyby krew ze ścian razem ze zgryzionym tynkiem. Może nie połamaliby sobie na tym zębów a robota poszłaby o wiele szybciej. Potem tylko odnowić ścianę i po kłopocie. Fabryka jak nowa!
Dobrze, że Lawrence nie miał przy sobie talerza, bo kręcenie nim na parasolce byłoby znacznie niebezpieczniejsze od kręcenia kapeluszem. No chyba, że jego kapelusz ma jakieś ceramiczne rondo albo metalową wstawkę i nie służy, jako dodatkowa broń miotająca. Tak samo jak zegarek, którym właśnie zaczął kręcić pomiędzy nimi. Lepiej żeby nie uderzył nim demona, bo wtedy jego szanse na zostanie poćwiartowanym znacznie wzrosną.
- Czy nie wiesz, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła? – Zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem zatrzymując dłonią latający zegarek. Skoro chciał wiedzieć… proszę bardzo. I tak już te informacje dotarły do Rady… bynajmniej te dotyczące jego ostatnich wyskoków. – Obawiam się, że nie mogę podać ci pełnej liczby. Po prostu nie pamiętam a pewne sytuacje zmuszają ludzi i nieludzi do różnych rzeczy.
Jego zmuszały naprawdę do wielu poświęceń i wyrzeczeń. Wystarczyło tylko, że wylądował w miejscu, do którego żaden wampir z własnej woli by się nie udał, w klanie, który przemoc stawiał, jako główny argument w każdej sprawie. Jesteś słaby wiec zginiesz. Nie masz talentu – zginiesz. Nie przydajesz się i nie podobasz przywódczyni – zginiesz. A brudna robotę wykonają oczywiście jej ulubieńcy. Ci najbardziej uprzywilejowani w tym szaleńczym świecie. Ach, któż wtedy nie chciał się wspiąć na ten szczyt i stać się jednym z lepszych, tym ulubionym.
- Zastanawia mnie tylko, czym jeszcze się zajmujesz skoro te informacje miałyby pomóc Ci w zdobyciu pieniędzy? Czyżbyś pracował dla Rady? Jeśli tak, to myślę, że w ich aktach znajdziesz bardzo dokładny i szczegółowy opis moich poczynać… o ile nie zostały one przez kogoś zniszczone…
Puścił w końcu zatrzymany wcześniej zegarek a ten poleciał w dół i zadyndał na sznurku między nimi jak wisielec, któremu właśnie odebrano grunt pod nogami. Jeżeli Rosser faktycznie miał coś wspólnego z Radą, to na pewno doszły go słuchy o zabawach demonów na East End’zie… z tym, że przez ostatnie wydarzenia trochę zaczęto dbać o reputacje Nathaniela i starać się, aby pewne fakty nie ujrzały światła dziennego. W końcu Przedstawiciel Demonów nie może uchodzić za mordercę członka rasy, z którą demony toczą odwieczny konflikt. Rada ma przecież pokazywać, że można żyć w pokoju bez tych wszystkich awantur i rzezi.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pon Cze 03, 2013 10:06 pm

Och, ma się tego nosa do tych morderców! Gdyby nie to, że aura wydawała się to mówić sama wprost, pewnie Lawrence mógłby się czymś takim pochwalić... Nawet do tej pory nie miał pojęcia, czy Nathaniel nie żartuje, ale nie przeszkadzało mu to. Wzbudził zainteresowanie. Zegarmistrz ma czas, bardzo dużo czasu. Może przejść się na dłuższy spacer. Zobaczyć, co obecny tutaj nieśmiertelny wyprawiał. I może dla odmiany zarobić faktycznie na jakąś premię. To byłoby zabawne: "Lawrence Aleksander Noah Rosser, Donosiciel Roku". Chociaż bardziej satysfakcjonujące byłoby, gdyby była jakakolwiek konkurencja... Cóż, trzeba działać z tym, co się ma.
Rosser szybkim ruchem wybił się z balustrady i wylądował przed Nathanielem, dokładnie w tym samym miejscu, w którym się znajdował nie dalej jak pięć minut temu. Błyskawicznie narzucił sobie kapelusz z powrotem na głowę i oparł się o parasol, wykorzystując go w charakterze laski. Schował do kieszeni zegarek, którym jeszcze przed chwilą machał jak hipnotyzer-terapeuta.
Time Manipulation.
przywrócił stan sprzed niecałych pięciu minut. Spojrzał wtedy na zegarek, więc wrócił do kilku sekund przed tamtą porą. Dzięki temu wszystko wróciło do stanu w jakim było w owym czasie. Oprócz Lawrence'a, który teoretycznie nagle jest 5 minut starszy, niż być powinien.
Aby nasi drodzy czytelnicy nie zagubili się specjalnie, pozwolimy sobie powtórzyć ostatni kawałek.

- Prosiłbym tylko, abyś w razie czego zabrał się za zawalanie mostów na których nie stoję. Kąpiel w lodowatej wodzie Tamizy to ostatnia rzecz, o której teraz marzę. - dodał Nathaniel.
- Och, tyle lat już stoi... Schlebiasz mi sugerując, że byłbym w stanie zakończyć jego historię. - Zostawił kapelusz w spokoju, obie ręce oparł na rączce parasola, który teraz służy mu w charakterze laski. - Chociaż wystarczyłoby zapewne zaledwie trochę dynamitu, czy innych ciekawych ładunków wybuchowych. Raczej nie byłoby problemem je tutaj wnieść.
- Zawsze zastanawiałem się jak musi wyglądać człowiek pracujący wśród starych rupieci… - Dodał wampir, przyglądając się zegarmistrzowi znad wizytówki.
W czasie tej wypowiedzi mógł zauważyć pewien... przeskok. Lawrence niby cały czas był, ale jakby lekko drgnął. Tak jakby był nagrany na filmie, w którym jakaś klatka lekko się zacięła. Ot, przesunął się może ćwierć centymetra, kapelusz jest przechylony bardziej, niż ćwierć sekundy temu, laska przesunięta o pół cala... Szereg niezauważalnych detali razem złożyły się na jedno, niewielkie drgnięcie. Jeśli ktoś miał bystre oko, to domyśli się, że coś zaszło.
Lawrence nigdy nie informował Rady o swojej trzeciej zdolności, a i oni nie bardzo mieli kiedykolwiek okazję ją podziwiać. Znaczy mieli, ale o tym nie wiedzą.
Grunt, że jesteśmy teraz w czasie, w którym Lawrence nigdy nie oskarżył Nate'a o morderstwo, czy cokolwiek. Zero, null. Wypadałoby coś odpowiedzieć.
- Cóż, zastanawiałeś się, jak wygląda człowiek z rupieci, to i mnie widzisz. Ja zaś zawsze chciałem wiedzieć, jak wygląda... Właśnie. Mógłbym wiedzieć, jeśli to Panu nie przeszkadza, Panie Nathaniel, czym Pan się zajmuje?
Ten miły uśmiech, lekko uniżony ton... Nie, tu zdecydowanie nigdy nie padły jakiekolwiek słowa na temat zabójstwa. Co technicznie rzecz biorąc oznacza, że Lawrence pamięta słowa, które nigdy nie padły. Co w żadnym stopniu nie umniejsza ich wagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Cze 04, 2013 1:16 pm

Sprytna bestyjka z tego Rosser’a. Niby zwykły szaleniec, który od tak, postanowił powtrącać się w cudze życie, a tu nagle coś takiego. Kto by pomyślał, że ów nieśmiertelny postanowi dla własnej korzyści tak umiejętnie zmanipulować czas. Wyciągnąć informacje a potem wszystko cofnąć tak, aby pozostały tylko w jego pamięci. Jednakże w tej chwili obcował z istotą, która byłaby w stanie, gdyby tylko miała życzenie, wydobyć z jego głowy dosłownie wszystko, co wydawałoby się interesujące. Wtedy i ten przekręt z czasem poszedłby na marne, wszystko by się wydało a cała jego moc nie byłaby już sekretem… nawet przed radą, a raczej jej częścią. Niby, po co Nate miałby się dzielić z resztą tą informacją, skoro rekrutowano go prawie że siłą?
Tak szybko wszystkie wypowiedzi odeszły w niepamięć pozostawiając po sobie jedynie niewyjaśnione uczucie pustki, jakby coś tu było, a teraz nagle zaczęło tego brakować. Zmiana jednej wypowiedzi sprawiła, że reszta słów wcale nie padła, stosunek demona względem rozmówcy się nie zmienił, nie ożywił się ani trochę, dalej z irytacją spoglądał a to na hybrydę a to gdzieś przed siebie, jakby doszukując wybawienia.
Wizytówka znowu została wciśnięta do kieszeni, Noburo uznany człowiekiem z rupieciarni. Szczęściem dla hybrydy był fakt, że szkarłatne oczy demona w chwili jego przeskoku wpatrzone były w kartkę. Prawdopodobnie, gdyby wtedy przyglądał mu się uważnie dotarłoby do niego, że coś się stało, że coś jest nie tak, mimo że wydawać by się mogło, że zupełnie nic się nie zmieniło. On już tak miał, że zawsze był czujny. Zawsze miał oczy dookoła głowy i doszukiwał się jakiś anomalii czy też zmian w zachowaniu dosłowni w każdym. Obserwatorem był świetnym, z analizą również nie miał problemów, ale teraz… teraz ktoś podszedł go na tyle sprytnie, że wykorzystał chwilę nieuwagi. Cholerny pajac…
I cóż mu teraz odpowiedzieć. Skoro temat domniemanego morderstwa nigdy nie padł, to i sam Nate nie miał zamiaru się z nim zdradzać. Po co rozpowiadać wszystkim, że bierze się udział w najróżniejszych przekrętach, które wiążą się bardzo często z czyimś zniknięciem, albo pojawiającymi się z dnia na dzień coraz to bardziej rozległymi ranami. Oczywiście sam Garroway nie miał z zadawaniem ich nic wspólnego. To nie jego dłoń dzierżyła broń, on tylko dostarczał odpowiednim osobom pożądane przez nie informacje, a ponieważ nikt nie śmiałby atakować demona, do tego podopiecznego istoty w Piekle bardzo wysoko postawionej, nawet, jeżeli coś, co powiedział mijało się z prawdą nie ponosił za to żadnych konsekwencji. Interes marzenie… niezależnie od tego, co powiesz i tak ci zapłacą…
- Powiedzmy, że nie posiadam stałego zawodu. Łapię się tego, co w danej chwili ktoś mi podrzuci, w zależności od tego, czy robota mi się podoba czy też nie… - Odpowiedź szczera, zgodna z prawdą jak każda inna, ale powiedziana w taki sposób, że jedynie osoba wypowiadająca te słowa wie, o co tak na prawdę chodzi. Reszta może snuć domysły, tworzyć sobie wiele teorii faktycznych bądź też nie. Rozważać wiele opcji odległych od prawdy…
Można powiedzieć, że praca Donosiciela z tym, czym zajmował się Nate, kiedy tylko miał ku temu okazję miały ze sobą wiele wspólnego. Oboje zbierali informacje, oboje komuś je dostarczali i oboje mieli z tego korzyści, z tym, że jedne robił to w imię słusznych idei dla organizacji ogólnie uznawanej za dobrą i poprawnie funkcjonującą, a drugi robił to przez swoje egoistyczne pobudki i chęć zniszczenia paru duszyczkom życia….

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Wto Cze 04, 2013 4:39 pm

Temat morderstwa nigdy nie padł, więc Lawrence teraz musiał tylko zachowywać się, jakby nie miał żadnych podejrzeń. Owszem, w razie czego Nathaniel mógł przeskanować jego umysł i pogadać z resztą Rady o zdolnościach Lawrence'a. Tym bardziej, że nie był on jeszcze świadomy, że ma do czynienia z jednym z przedstawicieli tegoż ugrupowania. W związku z czym był on zupełnie nieświadomy zagrożenia, z którym właśnie się spotkał. Ale to nieistotne. Właściwie to jest bardzo istotne, ale Lawrence niewiele mógł z tym zrobić w momencie, w którym jest wszystkiego nieświadomy, więc nie warto zawracać sobie tym głowy.
Jak coś się wydarzy, będzie reagował. Na razie poprzestanie na swoim poczuciu wszechmocy oraz pewności, że ma wszystko pod kontrolą. Bo ma. Nawet jeśli nie ma.
- Rozumiem! Taki wolny najemnik! Ale świetnie! Dasz mi numer do siebie? Od czasu do czasu potrzebuję tragarza, który przeniósłby zamówione meble klientowi do domu! Ostatnio jak wpadli do mnie tacy dwaj bliźniacy z Arabii Saudyjskiej, czy czegoś w tych okolicach, musieliśmy dzwonić po jakichś podejrzanych typków. Dobrze byłoby mieć kogoś, na kim można polegać w razie czego!
Jakkolwiek niepoważna mogłaby wydawać się ta oferta, to Lawrence wydawał się ją oferować zupełnie serio. Nie to, że mówił to poważnym tonem, albo, że ma poważny wyraz twarzy. Ale mimo tego, że wygląda i brzmi, jakby był to zupełny żart, to można odnieść wrażenie, że oferta jest jak najbardziej prawdziwa.
- W ogóle to zapraszam do swojego sklepu. Zegarki, antyki, a jak okażesz się dobrym klientem, to chętnie poczęstuję cię herbatą, Panie Nathaniel. Albo kawą, bez mleka, bo nie mam mleka.
Bida z nędzą, Lawrence nie ma mleka. Nie przepada za kawą, ani za herbatą z mlekiem. Kawę kiedyś kupił, więc pewnie wciąż ma gdzieś paczkę z lat '70 (może czas sprzedać opakowanie do muzeum?). Tak czy inaczej mleka raczej nie znajdzie u siebie.
- Zresztą Bóg nie po to stworzył kawę czarną i gorzką, aby ją bielić i słodzić! - Dodał sentencjonalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Cze 06, 2013 12:54 pm

Gdyby on tylko wiedział, na czym polega ta cała najemnicza praca... Chociaż po tym, co usłyszał przed przeskokiem raczej mógłby się domyślać. Niby, o co innego można podejrzewać takiego psychopatę piorunującego wszystko i wszystkich morderczym spojrzeniem godnym wygłodniałego tygryska, który już dano nie rozszarpał nic swoimi ostrymi jak brzytwy pazurami. Polowania wygłodniałego tygrysa to była jedna z nielicznych rzeczy, jakich brakowało mu z jego wampirzego życia. Tam, gdzie inni widzieli tylko przymus by przeżyć on, jak na radowego psychola przystało, doszukiwał się rozrywki... i najczęściej ją znajdywał. Dziwić się, że potem przez kilka lat musiał ukrywać się przed Radą i starać nie rzucać w oczy... Gdyby go złapali od razu oderżnęliby głowę i spalili na popiół.
- Nie wiem czy na mnie można tak polegać... różnie to bywa. Każdy ma jakieś priorytety i czasami nie da się zrezygnować z jednego na rzecz czegoś zupełnie odmiennego.
Dzwonić po podejrzanych typków? Idąc Londyńską ulicą można by znaleźć na prawdę wielu, którzy do tejże grupy należą, ale prawie nikt o tym nie wie, bądź nikt, bo kolesie dobrze się ukrywają. Byli jednak tacy, którzy o szemranych interesach i podejrzanych ludziach wiedzieli naprawdę wiele i jeden z tych poinformowanych właśnie stał naprzeciwko szalonego antykwariusza jak gdyby nigdy nic z nim rozmawiając.
I wcale nie było powiedziane, że ów osobnik miałby ochotę na jakąkolwiek herbatę czy też zakup czegokolwiek. Jego „mieszkanie”, bo mieszkaniem tego nazwać nie było można, było zbyt małe by pomieścić jeszcze coś spoza tego, co się w nim znajdowało. Dziwne, ze sam zainteresowany nie starał się znaleźć nic większego, co zapewniłoby mu o wiele lepsze warunki. Tam było mu po prostu dobrze. Nikt się nie wtrącał, nie robił afer, nie wchodził nieproszony, dopóki obie strony spełniały rzetelnie warunki niepisanej umowy, która ich obowiązywała.
- Może kiedyś wpadnę w odwiedziny, żeby zobaczyć jak dajesz sobie radę.


_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Czw Cze 06, 2013 3:41 pm

Istotnie, Lawrence miał jakieś takie drobne przeczucie, że praca dorywcza Nathaniela nie polegała na noszeniu paczek i tego typu zajęciach. Chyba, że liczymy poćwiartowane ciała w plastikowych workach, same się do Tamizy nie zaniosą. Czy Nathaniel naprawdę jest mordercą? A jeśli tak, to czy pracuje sam? O tym w następnym odcinku!
A tymczasem skończmy obecny odcinek.
- Jaka szkoda. - Westchnął Rosser, cała swoją mimiką ciała ukazując, jak mu przykro. - Myślałem, że znalazłem kogoś, na kim można polegać. Nie mogę zatrudniać kogoś, kto może w środku zlecenia stwierdzić, że woli nosić kije golfowe bogatemu maharadży, niż taszczyć meble do moich klientów.
Zabawne, ale Noburo nie spodziewał się, że Nathaniel będzie chciał cokolwiek u niego kupić. Ale dał mu swoją wizytówkę, bo tak wypada. No i też dlatego, że udało mu się je kupić po okazyjnej cenie, więc ma ich tyle, że nie rozda ich pewnie następne pięćdziesiąt lat.
Uznał jednak za stosowne próbę zachęcenia potencjalnego klienta, do odwiedzin. Teraz nie ma ochoty nic kupić, ale może później zechce wpaść w odwiedziny z wizytą towarzyską, a ostatecznie da się przekonać do zakupu. Nigdy nie wiadomo, komu wciśniesz stary, pięć razy sklejany fotel sprzed dwudziestu lat.
- Bardzo bym się ucieszył, jakbyś raczył mnie kiedyś odwiedzić. Nieśmiertelni często witają w moje skromne progi. - Nie miał większych oporów przed powiedzeniem tego. W zasięgu wzroku nie było nikogo, nie było też się gdzie skryć. Szanse, że ktoś ich tu podsłucha są równie wielkie, co na podsłuch niewtajemniczonych w centrum Instytutu. - Miałem nawet zaszczyt gościć dwoje członków Rady, chociaż... żadne z nich obecnie nie jest już przedstawicielami, na ile mi wiadomo. Ale w swoim czasie byli, więc stwierdzenie, że osoby na wysokim szczeblu witają do mojego antykwariatu, jest jak najbardziej prawidłowe.
Po jednej z tych osób ma nawet pamiątkę, ze sobą w kieszeni, w postaci zegarka. Po drugiej niewiele brakowało, a miałby pamiątkę w postaci dziury w brzuchu. Udało mu się tego uniknąć, dzięki odpowiedniemu manipulowaniu słowem i pewnej dozie poczucia humoru. I świetnemu aktorstwu. W gruncie rzeczy ten anioł musiał być bardzo głupi, skoro Lawrence nie musiał nawet manipulować czasem, aby osiągnąć zamierzony efekt.
Skromne osoby nie żyją długo. Można udawać skromnego. Ale ktoś, kto nie jest świadom ile jest wart, nie żyje długo. A czasami musi wycenić się wyżej, niż na to zasługuje, aby dokonać rzeczy, których normalnie nie byłby w stanie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Nate
Przeistoczony


Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Nie Cze 09, 2013 12:54 pm

W Radzie tak to już było, że ciężko było dostrzec tam coś stałego. Członkowie przychodzili i odchodzili z różnych niewyjaśnionych powodów, które nigdy nie zostały podane do wiadomości publicznej. Tylko o nielicznych przypadkach plotkowało się na mieście na tyle skutecznie, ze informacja docierała prawie że do świata śmiertelnych. Oczywiście istoty niemagiczne i tak nie miały pojęcia, o co tak na prawdę chodzi, kiedy słyszały, że ktoś nagle został wyrzucony z Rady bądź z niej odszedł. Jaka Rada? Jaka Kolebka? Oni przecież żyli w świecie ciemnoty i niewiedzy...
Największe rotacje zawsze były na stanowisku demonów. Czym to było spowodowane... nie wiadomo. Może wszystkie inne rasy na prawdę gardziły demonami na tyle, by nieustannie dążyć do pozbywania się tych najlepszych, najsilniejszych, z największą siłą przebicia, którzy skłonni byli dołączyć do tej wielkiej Dziesiątki przedstawicieli i tam walczyć o prawa swojej rasy. Silili się, aby zachować pokój... a przepłacali to własnym życiem. Nie ma w tym żadnej logiki, sprzeczne jest z ogólnymi założeniami tej "wspaniałej" organizacji, którą tak wszyscy wielbią... i właśnie przez to nieuzasadnione uwielbienie i nieustający zachwyt nikt nie zwraca uwagi na te drobne szczegóły jak zaginięcie któregoś z członków organizacji. Widać, że nieśmiertelni bywają tak samo tępi i ciemni jak śmiertelnicy...
Może należałoby zacząć martwić się o samego siebie skoro teraz on wylądował na tym przeklętym stanowisku? Okaże się, ze za bardzo komuś przeszkadza i również on zostanie zmuszony do rychłego powrotu w piekielne ostępy. Od tak strącony tam, skąd przyszedł, jakby był kimś zupełnie nieistotnym i niepotrzebnym. W końcu tak postrzegano jednostki splugawione... demony... i czasami pod tą kategorię wpisywano również wampiry. Kogo innego można obwiniać za niewyjaśnioną śmierć śmiertelnika jak nie jakiegoś żądnego duszy demona lub łaknącego krwi wampira?
- Może niedługo postanowię cię odwiedzić
Kto wie jednak, kiedy to "niedługo" nastąpi... W przypadku Nathaniela może to trochę potrwać, więc lepiej, żeby Lawrence nie czekał na niego z nadzieją, że już niedługo ponownie oddadzą się przyjemnej,. bądź też nie, rozmowie. Teraz jednak był najlepszy czas, aby tą rozmowę zakończyć... Zwrócił się w stronę kapelusznika
- Przykro mi, ale niestety muszę już iść. Mam parę spraw do załatwienia... sam powinieneś rozumieć jak to jest.
Z przepraszającym spojrzeniem rzucił jeszcze uprzejme, jak na niego, "do widzenia" i ruszył w stronę East End'u.


[z.t]

// Gomene, ale nie chce cię dłużej blokować... Moja chęć pisania ostatnio odmawia współpracy...

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik


Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 22

PisanieTemat: Re: London Bridge   Pon Cze 10, 2013 6:25 pm

Lawrence wiedział o tym, co się dzieje w Radzie tylko trochę więcej, niż cała reszta. Musiał, to jego praca. Niemniej na wiele pytań nie znał odpowiedzi i - nie oszukujmy się - często ich po prostu nie szukał. Nie maił powodu interesować się tym, co się dzieje w tej zgrai nieudaczników, tak długo, jak go to bezpośrednio nie dotyczyło. Może kiedyś zainteresuje się bardziej tym, kto do tej organizacji wstępuje?
Na razie postanowił przejąć się losem Nathaniela, którego nazwiska nie poznał. Przebadanie go zajmie zapewne czas. Ale Lawrence miał czas.
Bardzo dużo czasu.
Tymczasem Nathaniel był nikim innym jak Przedstawicielem. Wprawdzie Rosser o tym nie wie, ale zapewne wkrótce się dowie.
- Będzie Pan zawsze mile widziany. - Odrzekł uprzejmie, wciąż z tym przesadnie miłym uśmiechem na twarzy.
Po raz drugi w czasie tej konwersacji u Donosiciela ukazała się ta drapieżna iskierka. Po raz drugi dla Lawrence'a, oczywiście, Nathaniel mógł ją ujrzeć po raz pierwszy. Takie to rozbieżności pojawiają się, kiedy się manipuluje czasem. Manipulant zresztą już do nich przywykł. Wiele razy mu pomagały. Musi tylko zachować ostrożność, zupełnie inaczej by wszystko wyglądało, gdyby informacja o tej mocy wyszła na jaw. Każdy, kto by się o tym dowiedział, zachowywałby się zupełnie inaczej wiedząc, że Lawrence może zresetować to, co zrobi... zachowując o tym pamięć.
- Rozumiem, czas na Ciebie! Nie przejmuj się, dam sobie radę, znam drogę do domu, miło się z tobą rozmawiało. Do zobaczenia!
Pomachał mu nawet na pożegnanie i obserwował go, jak odchodził, aż mu zniknął z wzroku. Zaraz potem deszcz zaczął padać mocniej, co dało Donosicielowi okazję do rozłożenia parasola. Prosty, szary parasol, dość stary, ale wciąż sprawny.
Time Trace sprawiało, ze widma przeszłości nie znikały mu z oczu. Dosłownie. Jedynym sposobem, aby ich nie widzieć, to zamknąć oczy, a tego Rosser robić nie lubił, bo kto wie, co go może ominąć?
Niemniej przywykł w końcu do tego. I uwielbiał chwile takie, jak ta. Kiedy miał okazję skorzystać ze swoich mocy. Widmo Nate'a było bardzo wyraźne w miejscu, gdzie stał. W końcu jak spędził w jednym miejscu tyle czasu, to nakładały się jedno na drugie, czyniąc obraz wyraźniejszym.
Mniej wyraźny szlak sylwetki MM (Może Mordercy) prowadzi tam, skąd przybył. Łatwo będzie poznać, które momenty są szczególnie warte uwagi. Lawrence będzie podążał tym szlakiem. Może minie parę dni, zanim na coś trafi. Może tygodni. Nieważne. Lawrence był cierpliwy. I miał czas.
Bardzo dużo czasu.
Ruszył swym tropem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 6:49 pm

Nawet, jeśli nadeszła wiosna i wszystkie rośliny obudziły się do życia, wypełniając i tak niewielką, wolną przestrzeń miasta zielenią, dodatkowo stwarzając wrażenie zielonych, spokojnych oznak w dżungli wieżowców i nie wyburzonych jeszcze budynków zbudowanych w minionych latach. Ba! Niektóre widziały chyba epokę wiktoriańską, jeśliby się tak dokładniej zastanowić. Przesłonięte chmurami niebo, pozbawione było jakiegokolwiek przebłysku błękitu. I to bynajmniej nie z powodu uparcie nawracającej mżawki, która wyraźnie nie zamierzała tego dnia dać mieszkańcom Londynu świętego spokoju. Na przemian to wiał wiatr, to padało, często w zaledwie parominutowych odstępach. Pogoda bynajmniej beznadziejna, a że słońce zaszło ponad godzinę wcześniej, chłód, wilgoć i ciemność były jak najbardziej na miejscu. Już samo to, mogło zniechęcić większość ludzi przed wyjściem z domu. Nie ludzi zresztą też. Vishal doskonale pamiętał, że jego była współlokatorka zwykła w taką pogodę siedzieć wewnątrz domu, przy kubku ciepłej herbaty.
Młodemu wampirowi było to jednak względnie obojętne. Jego ciało przecież nie reagowało w żaden, najmniejszy nawet, sposób na obniżoną temperaturę. Takowa zupełnie nie wywierała na nim wrażenia. Jedynie deszcz mógł irytować, ale od czego ktoś wymyślił kurtki z kapturami?
W takich warunkach, w dodatku po zapadnięciu zmroku, wędrować decydowało się niewielu. Tym bardziej dziwić mógł widok niskiego, drobnego chłopaka, któremu człowiek dałby ledwie piętnaście lat. Jacy rodzice pozwalali swoim dzieciom paradować po centrum miasta, gdzie kręciły się przeróżne, niejednokrotnie niebezpieczne typy? Niewątpliwie pierwsza myśl ludzi, których mijał mogła brzmieć 'problematyczny nastolatek', jednak gdy mu się bliżej przyjrzeć, dlaczego nie podejrzewać o patologię? Takim zwykle było już wszystko jedno w jakiej sytuacji znajdą się poza domem.
W wypadku tego konkretnego chłopaka sprawa wyglądała jednak zupełnie inaczej. Gdyby tylko ktoś spróbował zaczepić niewysokiego młodzika, mógł przekonać się, że był to najgorszy, i być może nawet ostatni, wybór w jego życiu. Nie to, żeby Vishal z natury pragnął rozlewu krwi i cierpienia innych. Oczywiście, że nie! Nawet jeśli jego obecność w takim miejscu o takiej porze mogła być uznana za jawny przejaw prowokacji, on bynajmniej nie miał tego na myśli.
Jedyne co, potrzebował spaceru. Siedzenie w domu, w pojedynkę nie wróżyło nic dobrego, bo choć kiedyś nawykł do przebywania w samotności, ostatnie miesiące spędził w towarzystwie pewnej niezwykle przyjaznej elfki. Szkoda, że ta zdecydowała się jednak opuścić instytut. Nie żeby miał jej to za złe. Rozumiał.
Oparłszy się o barierkę, gdzieś po środku mostu, przechylił się nie co do przodu, wpatrując w chłodną taflę Tamizy i odbijające w niej światła pochodzące z pobliskich budynków, zupełnie ignorując przechodniów, przynajmniej tak długo, jak nikt nie próbował władować mu się w paradę. Miał czas, całe mnóstwo - żadnych umówionych spotkań, żadnych konkretnych planów. Przynajmniej na ten wieczór. Krew też zupełnie nie była mu potrzebna, skoro zaspokoił pragnienie jakiś czas wcześniej, jeszcze zanim przekroczył bramy Kolebki.
Westchnął cicho, sięgając do kieszeni kurtki po telefon, chociażby po to, żeby sprawdzić godzinę. 23:15... Zdecydowanie, jego widok mógł zaskakiwać. Cóż jednak poradzić, że był wampirem, stworzeniem typowo nocnym?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 8:37 pm

Ciemno, głucho, późno... Czyli pora idealna na spacer dla Rimmona. Hybryd uwielbiał chodzić po mieście nocą. Mała ilość innych istot sprawiała, że nie czuł się obserwowany i nie był zaczepiany z powodu swoich włosów czy oczu. Każdy zawsze pytał gdzie dostał farbę o takim kolorze lub kontakty. Westchnął cicho i podniósł kołnierz swojej bluzy mundurowej. Przynajmniej nie pizgało mu wiatrem w szyję, czego bardzo nie lubił. Idąc wspominał swoje życie z matką w rodzinnej Francji i to, jak wyglądała tam wiosna. Angielska zdecydowanie nie przypominało w niczym tej w jego ojczyźnie. Ale cóż, musiał się przyzwyczaić do tego, że tu jest inaczej.
Idąc wyciągnął telefon z kieszeni, podłączył do niego słuchawki i puścił sobie muzykę. W końcu o tej porze i tak nikt go nie zaczepi. Odpalił też sobie papierosa. Nie ma to jak spacer dla dotlenienia się dymem z papierosów. Jednakże jako nałogowy palacz Misha się kompletnie tym nie przejmował. Tak czy siak mu nie zaszkodzą za bardzo.
Truchtał tak zasłuchany w muzykę i nie zauważył kiedy znalazł się na moście. Rozejrzał się dookoła, uznał że jest akurat i spojrzał na zegarek w telefonie. Po jedenastej w nocy. Miło. Westchnął cicho, zgasił prawie wypalonego papierosa i odpalił kolejnego. Ruszył przed siebie przy barierce mostu, gdzie, o dziwo, mniej pizgało niż w innych miejscach. Zastanawiał się nad znalezieniem jakiegoś współlokatora czy dwóch, bo w końcu w domu dwie wolne sypialnie ma.
Tak zamyślony nie zauważył, że idzie wprost na kogoś i odbił się od tejże osoby omal nie upadając na zadek. Wyjął słuchawki z uszu
- Pardon, nie zauważyłem cię.
Przyjrzał się osobie na którą wpadł i cicho westchnął. On i jego umiejętność zamyślenia się i zagapienia o każdej porze. Teraz pewnie albo ta mała istotka go przeklnie, albo będzie próbować w inny sposób go zepsuć. O tej porze raczej nie ma tu nikogo kto ot tak gapiłby się na Tamizę, chyba że czekałby na towar lub coś innego. Bardziej... Niebezpiecznego. Chociaż po dłuższym zastanowieniu i przyjrzeniu się osobnikowi uznał, że ten raczej na nic takiego nie czeka. Czyżby ktoś z bezsennością taką jaka dręczy Rimmona? Kto wie. Niski wzrost osobnika sprawił, że hybryda się zastanowiła nad czymś.
- Co tutaj robisz o tej porze? Normalnie dzieci nie są wypuszczane na dwór o takiej godzinie.
Cóż, ma pięćdziesiąt procent szans na dostanie po paszczy jeżeli osobnik nie jest dzieckiem. Tak czy siak było to raczej dziwne, że ktoś tu stał o tej porze gapiąc się na rzekę. Wampir zrozumiałby jeszcze łażenie w te i z powrotem albo coś innego, ale nie stanie na wietrze i gapienie się. I rzeczony wiatr jeszcze uznał za stosowne się przypomnieć wciskając mokre krople za kołnierz jego kurtki sprawiając tym, że się wzdrygnął. Zdecydowanie nie lubił jak mu się robiło mokro w szyję.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 9:37 pm

Vishal, jakimś cudem, równowagi nie stracił. Choć może to raczej sprawa dobrego refleksu i całkiem sporej siły, jak na tak wątłe ciało. Dłonie dziewiętnastolatka w momencie zderzenia zacisnęły się na barierce ze zdwojoną mocą - tylko dzięki temu nie wylądował na ziemi. A to mogłoby zaboleć, bo przecież nie było innej opcji jak niezbyt przyjemne lądowanie na boku, gdzie ani się podeprzeć, ani upadku zamortyzować. Wampir powoli odwrócił głowę w stronę starszego chłopaka. Czerwone ślepia z uwagą zlustrowały nieuważnego przechodnia, a ich wyraz niejednego śmiertelnego mógł przyprawić o dreszcze. Niezbyt ciepłe, pomimo swojej barwy, oczy z odrobinę podłużną źrenicą, które u człowieka mogły pojawić się niemalże tylko i wyłącznie w skutek użycia soczewek.
- N-nic się nie stało... - Odezwał się cicho, zadzierając głowę do góry, by spojrzeć na o wiele wyższego od siebie osobnika. Dwadzieścia pięć centymetrów dzieliło ich jak nic, nawet, jeśli buty dodawały białowłosemu odrobinkę do wzrostu. I czemu miałby się dziwić, że biorą go za dziecko? Dobrze, że przynajmniej nie został posądzony o bycie jakąś nieostrożną dziewczynką. To byłaby dosłownie skaza na honorze.
Tak jakby nigdy wcześniej to się nie zdarzyło. Prawda bywała gorzka. Niestety.
Co zdołał zauważyć, już po pierwszym, wypowiedzianym przez hybryda słowie - odpowiednio zaakcentowanym - ten, tak jak i on spędzić musiał parę lat swojego życia we Francji. Może też dlatego zastanawiał się, czy przypadkiem nie przejść na tenże język. Ostatecznie mógł się zawsze mylić i to właśnie to przekonało go o idiotyczności tej decyzji. Zresztą, to nie tak, że miałby teraz nagle zacząć dużo mówić.
Wracając do obecnej sytuacji. Kiedy Vishal spoglądał w stronę Mishy, kaptur kurtki zsunął mu się z głowy, więc o pomyłce w ocenianiu koloru włosów - osobliwego dość, swoją drogą - czy równie ciekawej barwy oczu nie mogło być mowy.
- Nie jestem dzieckiem - okazało się być pierwszym, co zostało skierowane w stronę fioletowłosego. I powinien się cieszyć, że aktualnie obok nie przejeżdżało żadne auto, nawet we względnej, nocnej ciszy głos wampira był słabo słyszalny. Inna sprawa, że określanie go 'dzieckiem' właściwie mogło okazać się całkiem trafne. Jak na nieśmiertelnego rzeczywiście, dziewiętnaście lat nie stanowiło z niego dorosłego. O wiele przyjaźniejszą odpowiedź, pół demon uzyskał na swoje pytanie. O ile ton Vishala, wystosowany do zupełnie nieznanej mu osoby, mógł zostać uznany za przyjazny, ale ten drobny [a jakże istotny] fakt pomińmy.
- A tutaj przyszedłem... Właściwie nie wiem. Dla zabicia czasu, tak sądzę. A ty? - Najpewniej w innych okolicznościach odwróciłby normalnie głowę. Zwykle nie mówił tak dużo. Ba! Nie mówił wcale. Nienawidził sposobu, w jaki słowa brzmiały w jego ustach. Plus, nie czuł się zbyt pewnie w relacjach z kimkolwiek. Parę rzeczy musiał jednak wyjaśnić, a obniżenie poziomu swojego wzroku w owym momencie nie było zbyt wskazane.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: London Bridge   Sob Cze 22, 2013 9:59 pm

Zająkniecie młodzieńca odrobinę go zdziwiło. Jednakże uznał to po prostu za zwykły przejaw zaskoczenia. Ot, nie chciał się za bardzo zagłębiać w powody tegoż zająknięcia, bo znowu by odpłynął w siną dal za swoimi myślami i zbłądziłby jeszcze na Pola Elizejskie albo i dalej.
- Dobrze,skoro nie dzieckiem, to za pewne młodym dorosłym, tak?
Uśmiechnął się delikatnie do młodego wampira. Zapewne gdyby nie geny jego ojca to oczy Mishy byłyby w takim samym odcieniu co oczy chłopca. Cóż, ojcu zawdzięczał różowawo-czerwony kolor tęczówek i fioletowy kolor włosów. Choć jego ojciec włosy miał ciemniejsze.
Przyjrzał się uważnie rozmówcy. Miła buźka, niziutki, trochę chyba zagubiony młodzieniec. Już się ciekawie zapowiadało. I cóż, to, że chłopak musiał trzymać głowę w górze by patrzeć hybrydzie w oczy łechtało jego ego. Ostatnimi czasy,nim przybył do Kolebki, natykał się raczej na osoby wyższe od siebie i go to denerwowało. Zwłaszcza że miał pecha spotykać osoby mające czasem i dwa metry wzrostu.
- Zabicie czasu... Zapewne będziesz miał ku temu jeszcze wiele okazji. Mnie tu przygnała bezsenność i potrzeba dotlenienia się.
Pokazał młodzieńcowi papierosa. No cóż miał poradzić, że jest nałogowym palaczem i dotlenia się w taki sposób. Czasem tylko zdarza mu się zamiast papierosa zapylać z lizakiem, ale to jednak nie to samo. Nikotyna to nikotyna. Oparł się plecami o barierkę i zaczął skanować drogę. Parę istot jeszcze kręciło się w tę i z powrotem, aut kilka też było, zadziwiające jak na tę porę nocy. Choć dla takich jak noc jeszcze jest młoda.
- Właściwie gdzie moje maniery. Nazywam się Misha Rimmon Dagon, dla znajomych i przyjaciół Mishka lub Rim. A twa godność?
Sam właściwie nie zauważył, że zamiast mówić z angielskim akcentem zaczął wchodzić na akcent francuski i jego "r" zrobiło się typowo gruchające w wypowiedziach. Spojrzał na chłopaka i uśmiechnął się zachęcająco. Cóż, nie był zazwyczaj ani wylewny, ani nie pomagał, gdy ktoś miał się wysłowić, ot, częściej stał i gapił się w niebo nawet jeśli rozmówca miał mu to za złe. Jakoś jednak dzisiaj miał ochotę pogadać. Choćby stojąc na moście i mówiąc do nieznajomego. I gapiąc się na nielicznych przechodniów i te kilka aut na krzyż, które przejeżdżały przez most. Spokojna noc jak na to miasto. Bardzo spokojna, choć nie tak, jak w lesie w którym mieszkał. Zgasił prawie dopalonego fajka i zapalił kolejnego. Trzeci w ciągu paru minut. Chyba dzisiejszej nocy pobije swój rekord. Całe szczęście, że ma przy sobie kilka paczek na takie właśnie sytuacje.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: London Bridge   Today at 4:24 pm

Powrót do góry Go down
 
London Bridge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» London Eye
» London Lunapark
» Peron 9 i 3/4
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: London Bridge-
Skocz do: