IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wiejskie posiadłości Taro

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:55 pm

Drżąc przerażona skupiała się myślami na czymkolwiek, choćby na nuceniu w głowie jakiejś piosenki, by tylko zapomnieć. Nie wiedziała nawet kiedy kucnął przy niej i podniósł do siadu. Uniosła lekko powieki i spojrzała jak skierował jej głowę na wprost jego i pogłaskał, następnie przytulił ją. Jeszcze bardziej się przez to rozpłakała. Myślała tylko o tej wizji, a słysząc jego słowa zrozumiała, że nie panuje już nad nimi. Za bardzo się wczuwa w postać której oczyma przeżywa daną sytuację, ale ona jej się wydają takie realne. Jakby sama je przeżywała właśnie wtedy kiedy trwają. Pokręciła tylko głową jak ja tak tulił, a jej ręce bezwładnie opadły wzdłuż ciała. Dychała stopniowo wmawiając, że nic się nie wydarzyło, ale czując przez chwilę ten ogromny ból w sercu, nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że to tylko głupia wizja. Czyżby Michiko? Nie to nie możliwe! Michiko nie ma od stu lat, a ona jest Noriko. I nie ważne, że jest to samo. Ona jest Nori, głupia dziewucha, zginęła przez kuzyna i stała się wampirem, tylko po co? Skoro to tylko ból.
Użalając się przez jakiś czas usłyszała jak ją pociesza, zdziwiła się. Przecież był na nią zły. Uderzył ją. Zachował się jak jej dziadek, za nieposłuszeństwo w twarz i kara. Za to, że nie potrafiła się powstrzymać, za to, że chciała spróbować czegoś, co jej nie wolno. Po jej policzkach płynęły strumienie łez, jak przypomniała sobie, co ja czekało za śmierć matki. Nie porównywalnego cierpienia z tym. Ciągłe szkolenia, bez chwili wytchnienia za kare, że nie potrafiła złapał za katanę i zabić monstra na czas.
Czując jak przeczesuje jej włosy zamknęła oczy i mimowolnie mruknęła cichutko przekręcając się do niego całym ciałem. Spojrzała mu na chwilę w oczy wtulając się do niego. Kiedy odchylił głowę dając jej pełny dostęp do szyi, jakoś nie miała ochoty się w niego wgryzać. Nie zasługiwała na to. Nie zasłużyła na...

...odrodzenie. Czuła jak odpływa stopniowo, a obraz jakiegoś pokoju się jej zamazuje. W końcu straciła wszelkie siły i zamknęła oczy. Jak się obudziła pierwsze co ujrzała to sufit. Dziwnie znajome uczucie przeszyło Noriko. Dopiero takie leżenie spokojne i zastanawianie się , co się teraz czeka przerwał ogromny ból. Wygięła się w łuk okropnie wrzeszcząc i otwierając szeroko usta, jak w osłon wychodziły jej po raz pierwszy kły. Kiedy dysząc próbowała się uspokoić obróciła się w bok i ujrzała mężczyznę któremu była absolutnie oddana, uśmiechnęła się do niego, a widząc jak odchyla głowę nie wiedząc czemu pokazał jej palcem dokładne miejsce na szyi. Poczołgała się w jego stronę i czując koszmarne palenie w gardle, była taka głodna...

Jej kły momentalnie wysunęły się z osłon, dychała i brutalnie jak za pierwszym razem wbiła je mu w szyję. Piła krew łapczywie chcąc zaspokoić palące pragnienie, szkoda tylko, że nie jej. Tuląc się do niego i pijąc na siłę posokę wbiła mu paznokcie w plecy. Nie mogła się powstrzymać, tak bardzo była spragniona. Przestała dopiero jak zrobiło się jej niedobrze, kiedy przesadziła z ilością. Jej kły schowały się, a ona rozpłakała się, widząc jak mocno go ugryzła wbijając w niego również swoje zęby. Nie wiedząc, co zrobić zaczęła składać delikatne pocałunki na jego szyi w miejscu, gdzie wręcz go pogryzła.
-Gomen...
Wręcz bała się siebie samej. Nie kontrolowała wizji, całkowicie przejmowały nad nią kontrole. I teraz? Dobre pamiętała, o co ją pytał, ale nie potrafiła odpowiedzieć. Bała się tego bardziej niż swojego zachowania. Mógł przecież nawrzeszczeć na nią i powiedzieć, że jest skończoną wariatką z wybujałą wyobraźnią. W dodatku chcącą za wszelką cenę zastąpić mu Michiko. Przez te myśli rozpłakała się jeszcze bardziej, wtulając się w niego.
Nie mogąc się w żaden sposób uspokoić próbowała sobie przypomnieć coś miłego z jej życia. Na szybkiego znalazła jedna miłą myśl. Urodziny Yuuki, najpiękniejszy dzień, jej ostatnie urodziny, kiedy były tylko we dwie. Zrobiły tort, ale wtedy było dużo śmiechu...

… stała patrząc wokoło, wszędzie panoszyli się śmiertelnicy, czuła ich zapach doskonale. Westchnęła nie mogąc się doczekać goście specjalnego, jak ujrzała męża, a za nim stąpającą swe pierwsze kroczki córeczkę zaśmiała się, a po jej policzkach popłynęły łzy. Szybko kucnęła i wyciągnęła do niej ręce. Czekając spokojnie, aż przyjdzie. Jak ta mała istotka się cieszyła słysząc brawa gości patrzących na jej wyczyn. Jak znalazła się w ramionach swojej mamy, wstała i wziała ją na ręce podchodząc do stołu, gdzie stał piękny tort. Śmiejąc się i spoglądając na Taro pochyliła się z maleństwem i zdmuchnęła z nią jedną świeczkę upamiętniającą roczek dziewczynki...

Mając całkowicie puste spojrzenie, gdyż dalej była pogrążona w wizji odsunęła się trochę od wampira i spojrzała mu w oczy uśmiechnięta, ale ona zamiast niego widziała dziecko które trzymała na rękach. Przybliżając twarz do twarzy musnęła nos o jego i cicho śmiejąc się ucałowała go w czoło. Nie minęła chwila jak przytuliła go delikatnie i tuląc swój policzek do jego szepnęła mu do ucha.
-Sto lat Ayu... Sto lat... moja córeczko...
Ucałowała jego polik i wycieńczona położyła głowę na jego ramieniu zasypiając.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:56 pm

Czekał aż ona się uspokoi mając nadzieję, że zechce się napić jego krwi liczył na to, że już nauczyła się jak ma wgryzać się by nie zrobić krzywdy osobie, której krwią chce się pożywić jednak przeliczył się i wiedział to na pewno w chwili, gdy wgryzła się po jakimś czasie w jego szyję, skrzywił się niezadowolony czując, z jaką siłą wbiła kły i zaczęła łapczywie jak za pierwszym razem pić jego krew, ale pozwolił jej na to póki wiedział, że zorientuje się, gdy ona zacznie przesadzać w końcu wiedział, że jest jeszcze zbyt młoda by do końca nad sobą panować. Poczekał spokojnie aż się pożywi a gdy wiedział już, że przesadza chciał ją odciągnąć na siłę aczkolwiek nie musiał, bo sama się od niego odczepiła, mógłby na nią nawrzeszczeć jednak nie widział takiej potrzeby, chociaż dość boleśnie wgryzła się w niego, jednak nie było to jakimś wielkim problemem w końcu szybko się zregeneruje. Kiedy się rozpłakała pogłaskał jej głowę przytulając, nie chciałby płakała z takiego powodu jak pogryzienie go w końcu nie było to nic strasznego, bo przecież on nie był aż tak delikatny jak śmiertelnicy. Przeprosiny z jej strony nie były jakoś potrzebne, ale mimo to nawet miłe w końcu nie sądził, iż będzie go przepraszać za to, pogłaskał jej głowę uśmiechając się do niej, nie miał jej za złe, że przy pożywianiu się na nim była dość brutalna w końcu nawet sobie na to zasłużył w chwili, gdy dał jej w twarz.
-Nic się nie stało.
Powiedział spokojnie przeczesując jej włosy, nie gniewał się na nią za to, że nieco straciła nad sobą panowanie jednak nie powinien tym się przejmować zwłaszcza, że jest zbyt krótko wampirzycą by nad tym panować. Jednak nie bardzo rozumiał powody jej zachowania, ale wolał nie wnikać w to za bardzo w końcu nie otrzymał nawet odpowiedzi na pytanie, jakie jej zadał, co spowodowało to, że nie zadawał więcej żadnych pytań i jedynie przytulał młodą wampirzycę do czasu aż zdziwiony patrzył na nią nie wiedząc, co ona robi, jednak, kiedy jakoś dziwnym trafem ona powiedziała coś bardzo dziwnego, przez co przed jego oczami pojawiło się pewne wspomnienie. Nie komentował tego, ale chyba zaczął rozumieć, co się dzieje z Nori jednak nie był pewien czy te podejrzenia są słuszne. Postanowił, iż zapyta ją o to za jakiś czas po prostu wprost nie owijając w bawełnę, a teraz jednak wolał dać jej odpocząć zdążył dostrzec, że jest już zmęczona tym, co miało miejsce niedawno, kiedy położyła głowę na jego ramieniu pogłaskał ją jedynie i poczekał aż zaśnie, po dłuższej chwili podniósł ją i podszedł do łóżka, na którym położył dziewczynę a następnie pogłaskał jej głowę, po czym wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi, jednak nie na klucz by mogła wyjść z pokoju, jeśli będzie potrzebowała się posilić. Kiedy wyszedł z pokoju postawił kołnierzyk od koszuli tylko po to by zakryć do czasu zagojenia ślad po ugryzieniu żeby nie zobaczyła ich wścibska gosposia, która być może nadal przebywa w jego domu, a jakoś wolał uniknąć jej głupich pytań czy też jakichś niepotrzebnych mu domysłów, jakie wciąż snuła, co do jego i Noriko, nie lubił tego, ale niestety Dorothy nie dało się tego oduczyć. Poszedł wolnym krokiem do kuchni skąd wziął dwie butelki syntetyku, które szybko opróżnił a następnie poszedł do salonu, wziął książkę i siadł na kanapie, po czym zaczął czytać, nie miał jakoś ochoty zajmować się czymkolwiek innym, tak czytając oddał się całkowicie temu zajęciu.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:56 pm

Jest dla niej wszystkim, co ma, a ona nawet go nie szanuje. Przecież robi to dla jej dobra. I te jego słowa o zabiciu jej jako, że jest jakimś przedstawicielem w radze. Nic z tego nie rozumiała, ale śpiąc jej myśli ciągle wokół tego krążyły. Wiedziała, że jej obowiązkiem jest go teraz przeprosić i przyjąć karę z honorem. Tylko jakoś nie miała ochoty na ten nieprzyjemny syntetyk, ale jak mus to mus. Dla niego, bo przecież dla kogo innego? Spokojny sen zaczynał zamieniać się w koszmar, w którym staje naprzeciwko wampira osądzona za mordowanie ludzi...

… nic nie czuła prócz jak krew spływa jej z ust po brodzie na przesiąkniętą już ziemie na której stała. W uścisku trzymała jakiego mężczyzny, ale był już martwy. Odrzuciła go gdzieś i patrząc wygłodniały wzrokiem szła przed siebie po kolejną ofiarę. Jej drogę zastawił Taro mający w oczach łzy trzymając w rękawiczkach srebrne sztylety, pomału zbliżając się do niej. Widziała jego ból, ale nie panowała nad sobą, już nie była tą samą niewinną dziewczyną jaką znał.
-Za morderstwa jakich się dopuściłaś... na śmiertelnych niewtajemniczonych...
Miała jakoś gdzieś, co on mówił, po chwili ruszyła na niego, by się go pozbyć i pożywić się, bo pragnienie jakie miała było jej jedynym celem do zaspokojenia. Kiedy rzuciła się na niego z kłami, zamachnął się sztyletem i szepnął patrząc jej prosto w twarz.
-Żałuję, że cię nie zabiłem... kiedy tego chciałaś... żałuję wszystkiego, co jest z tobą związane... Noriko...


Po jej policzkach spływały gęste strumyki łez, lekko się rzucając na łóżku nie mogła się wybudzić z koszmaru. Najgorsze, było to jak udało się jej przeżyć jego cios i rozszarpała jego szyję pożywiając się. To był ból nie do opisania, jak zabiła swojego pana, by tylko dostać krew, a przecież kochała go ponad wszystko na tym świecie. Jak sen się skończył, zaczęło się odpoczywanie umysłu od wycieńczenia zamiast regeneracji w jego czasie. Dycha, a słone łzy wysychały na jej policzkach. Miała może jeszcze pięć minut spokoju, kiedy w jej głowie znów zaczęła się burza myśli. Wspominając jak doszło do przemiany wybudziła się. Obraz całkiem zamazał się przed jej oczami, były zmęczone i te koszmarne słone łzy.
Uspokajając się jakoś otarła policzki próbując zapomnieć o wszystkim. Jak tylko znów lepiej widziała rozejrzała się po pokoju. Podnosząc się na łokciach dychała, zastanawiając się, gdzie jest Taro. Bała się, a pewna, że zamknął ją na klucz dla dobra innych tylko ją zasmuciła jeszcze bardziej. Z trudem wstała czując się jakoś ociężale. Wtedy przypomniało się jej, jak przegięła z ilością posoki. Przeżarta ruszyła do drzwi gabinetu, zatrzymując się przed drzwiami chciała go zawołać, ale ciekawość czy są otwarte była silniejsza. Jak złapała za klamkę i weszła do środka, a nie widząc go pociągnęła noskiem. Westchnęła i wyszła z gabinetu zamykając drzwi za sobą. Podeszła spokojnie do fotelu na którym leżała teczka i spojrzała na rysunki lekko uśmiechając się. Dla dobra ich obojga położyła teczkę na biurku w gabinecie jak i zataszczyła tam fotel. Nie widząc za bardzo, co ma z sobą zrobić podeszła do drzwi wyjściowych z sypialni myśląc. Biorąc głęboki wdech złapała niepewnie za klamkę i...

...otworzyła drzwi, widząc jakiegoś mężczyznę wpuściła go uśmiechnięta. Mając nadzieję, że spokojnie porozmawiają o tym, co miało miejsce kilka tygodni temu. Zapraszając do salonu niespodziewanie rzucił się na nią, aż upadła na podłogę. Trzymał ją za nadgarstki jedną dłonią, utrzymując jej ręce nad głową. Siedząc na niej, wolną wyciągnął z kabury na plecach srebrny sztylet i smutny ucałował jej czoło mówiąc, że to kara za zdradę rodziny i przestroga dla pokoleń. Patrząc jej w oczy rozciął sukienkę jaką miała na sobie w okolicy brzucha i dając jej kolejnego całusa zaczął pisać przecinając jej skórę tworząc napis U R A G I R I M O N O. Kiedy leżała nie mogąc się ruszyć zapłakała podniósł się i patrząc na nią wyciągnął buteleczkę sake i polał jej świeże rany...

W tej samej chwili Nori upadła na podłogę jak sparaliżowana wykręcając lekko ciało z bólu jaki czuła, a doskonale go znała z własnego doświadczenia. Wydarła się na całą posiadłość znów rycząc, próbując jakoś przetrwać te cierpienie. Którego tak na dobrą sprawę nie było, ale w jej głowie jakieś bodźce włączyły się, kiedy połączyła się z wizją wspomnień Michiko. Pytania nasuwały się bardzo ścisłe, co je łączy? Czemu Noriko popełnia te same błędy co ona? Czemu wizje pojawiają się od przemiany, a nie wcześniej?
Kiedy zdała sobie sprawę, że to była tylko wizja złapał się za brzuch milknąć. Nawet nie widziała kiedy do pokoju wparowała Dorothy lekko, to może za delikatne słowo, ale na pewno wyglądała na mocno... jak to ująć? Nori tylko na nią spojrzała i westchnęła nie chcąc już nic mówić, a tym bardziej myśleć. Jak zaczęła ją podnosić z podłogi oczywiście musiała zacząć gadać. - Nic się pani nie stało? Ten krzyk? Zmartwiłam się... tym bardziej, że pan Yamada siedzi w salonie... oczywiście zaczytany... i proszę o wybaczenie za tę... - chrząknęła zawstydzona – za te... moje wrzaski. - Podniosła Nori i z szafy wyciągnęła jakąś sukienkę, by tylko dziewczyna nie chodziła w bieliźnie. Ubrała ją i znów zaczęła nawijać. - A może ja pani zrobię herbatkę, albo coś do jedzenia? Jakieś kanapki? - zamyśliła się milknąć tylko na kilka sekund, gdzie młoda wampirzyca patrzyła się na nią wykończona psychicznie, to jeszcze ta ją dręczyła pleceniem od rzeczy. - Po co nowa lodówka w kuchni? I to jakoś dziwnie zabezpieczona? Są w niej jakieś alkohole na specjalną okazję? Czy coś ukrywacie państwo? - Nori nie wytrzymała i zatkała jej usta dłonią i szepnęła.
-Tak... Taro zabił włamywacza... i trzymamy tam jego zwłoki... coś jeszcze czy dasz mi spokój?
Słowa wypowiedziane w złą godzinę mają swoje konsekwencje oczywiście, a wampirzyca musiała ich pożałować. Dorothy roześmiała się i zabrała jej dłoń z ust. - Jasne jasne... coś ukrywacie... jak w sejfie za obrazem w gabinecie... jestem pewna... - Nori zaciekawiły jej słowa, ale nie miała ochoty nawet upewniać się, czy mówi prawdę. Nie jej sprawa, jak zasłuży na zaufanie na pewno sam jej pokaże, a teraz miała jej już dość towarzystwa gosposi, ale ta nie miała zamiaru jej puścić jak zobaczyła pierścionek. Łapiąc biedaczkę za rękę przyglądała się błyskotce. - Widzę, że pan Yamada zamienił zwykłą obrączkę na pani palcu na takie śliczne cacuszko... pani to ma szczęście... zapewne ma pani wszystko, co sobie zażyczy... - Jakoś na te słowa zrobiło się jej głupio, nie chciała przecież wykorzystywać Taro, sam ją rozpieszczał prezentami, a ona tak ładnie mu się odpłaca, że szkoda gadać. Smutniejąc westchnęła, a gosposia najwidoczniej dopiero się rozkręcała. - To jak... głodna? Mam nowy przepis na przepyszne racuchy... wiem, że pan Yamada tylko pije to coś w buteleczkach, ale pani mogłaby się skusić, to jak? - Nori patrzyła się na nią głodniejąc, a czując jak krew Dorothy pulsuje w żyłach z trudem panowała nad kłami, które chciały już się zatopić w jej szyi. Zdając sobie sprawę, że długo tak nie wytrzyma wyrwała się i szybko postanowiła pójść do kuchni, coś przekąsić za nim zrobi coś złego, ale jak na złość gosposia polazła za nią w dodatku znów zaczęła gadać. Wykończona dziewczyna zatkała usta i pobiegła z płaczem do salonu, a widząc zaczytanego Taro wlazła od dołu mu na kolana i mocno wtuliła się.
-Powiedz jej coś... dręczy mnie... ledwo panuję nad sobą... przez jej pulsującą krew... Tarciu...
Rozpłakała się, jak jej z osłon wydostały się kły wtulając się w niego mocno, by nie rzucić się na Dorothy, by nie zawieść swojego pana. Za to ta przylazła za nią do salonu widocznie zdziwiona. - Pani Yamada, co się dzieję? Zachowuje się pani jakoś dziwnie... - Nori słysząc ją, jęknęła cicho nie chcąc nawet na nią patrzeć, wystarczy, że czuła ją, co ją nękało niesamowicie.


Ostatnio zmieniony przez Kirā dnia Pon Maj 20, 2013 6:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:58 pm

Siedział zaczytany mając choćby krótką chwilę spokoju no i miał jednak była ona zbyt krótka zaś skończyła się w chwili, gdy do jego uszu dotarł krzyk Noriko, nie chciało mu się wstawać i iść by sprawdzić, co się takiego tam działo. W chwili, gdy do salonu wbiegła Noriko z płaczem oraz natychmiast wlazła mu na kolana i przytuliła się tak, że zwykły człowiek zapewne nie mógłby oddychać, odłożył książkę i przytulił dziewczynę głaszcząc jej głowę byle tylko się uspokoiła. Słysząc, iż chodzi o Dorothy postanowił, że bezpieczniej będzie na pewien czas zatrudnić na miejsce obecnej gosposi jakąś wampirzycę żeby tak nie kusiło Nori do pogryzienia kogokolwiek. Nie chciał jednak zwalniać jej w końcu wiedział doskonale, w jakiej sytuacji się ona znajduje a utrata pracy nie patrząc pogorszyłaby jej warunki życia nie wspominając już o jej dziecku, nie chciał szkodzić śmiertelnym, którzy nie mieli zielonego pojęcia, kogo mają tu za sąsiada ani nie wiedzieli o istnieniu jakichkolwiek istot nieśmiertelnych. Kiedy to gosposia znów zaczęła zasypywać dziewczynę pytaniami skrzywił się niezadowolony w końcu zabronił jej wymyślać te niestworzone rzeczy i nękać ich pytaniami, westchną ciężko patrząc wciąż niezadowolony na swoją pracownicę. Wolał żeby już poszła zająć się tym, co ma do roboty zamiast nękać go i jego podopieczną w chwili, gdy potrzebny jest im jedynie spokój.
-Dorothy daj jej spokój, potrzeba jej spokoju idź lepiej zrób herbatę albo zajmij się czymkolwiek.
Przegonił Dorothy gestem ręki, po czym spojrzał na podopieczną i przeczesał jej włosy, miał nadzieję, że uspokoi się i nie będzie musiała koniecznie zabierać jej z powrotem do pokoju by mogła zaspokoić pragnienie. Głaskał jej głowę zastanawiając się czy aby na pewno to, co się z nią dzieje jest spowodowane przez jedną gosposie czy też wcześniej jeszcze coś się stało, milczał długi czas czekając aż ona się uspokoi i będą mogli porozmawiać, nie musiał jej wypytywać teraz w końcu wystarczy, że Dorothy dręczyła ją zapewne wieloma pytaniami nie wiedząc jak bardzo mogą one rozdrażnić nie tylko normalnego człowieka, ale także wampira a już na pewno wampirzycę, która ma zaledwie jeden dzień i nie potrafi tak panować nad sobą jak wiekowy wampir. Po jakimś czasie ponownie spojrzał na dziewczynę znowu przeczesując jej włosy, miał nadzieję, że już jej przeszło, ale nawet, jeśli nie to i tak musiał ją zapytać, co tak naprawdę się stało prócz kolejnego napadu pytań, no i musiał także upewnić się czy jego podejrzenia są prawdziwe.
-Powiesz mi czy powodem twojego dziwnego zachowania są…fragmenty z życia Michiko?
Przesuną dłoń na jej policzek, który delikatnie pogłaskał, może mu nawet nie odpowiadać na to pytanie w końcu był tego niemal pewien a nie chciał przyprawiać Nori dodatkowego cierpienie czy też problemu z tym jak miałaby mu wytłumaczyć, co się z nią dzieje. Po kolejnej dłuższej chwili milczenia wpadł na pewien pomysł i miał nadzieję, że spodoba się on się dziewczynie w końcu tak naprawdę nie widziała wioski gdyż spała, gdy przez nią przejeżdżali a on nie chciał jej wtedy budzić.
-Chcesz wybrać się do wsi? W końcu nie widziałaś nic, gdy przez nią przejeżdżaliśmy.
Uśmiechną się ponownie i pogłaskał kciukiem jej policzek, chciał ją zabrać na wycieczkę po wsi, ale martwił się tym, że ona nie da sobie rady z tak dużą ilością śmiertelnych pełnych tej cennej posoki, którą wampiry się żywią, ale jednak wolał zaryzykować a ewentualnie zabierze ze sobą jakiś zapas krwi dla dziewczyny by mogła się opanować będąc w wiosce.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:58 pm

Jak tylko się w niego wtuliła poczuła jak odkłada książkę i przytula ją głaszcząc po głowie, to ją trochę uspokoiło. Wiedziała, że tylko przy nim jest całkowicie bezpieczna. Kiedy wygonił Dorothy uśmiechnęła się nawet, ale tak by nie widział. Nie wyczuwając tak bliskiego kontaktu z śmiertelnikiem pełnym krwi jej kły schowały się, a jej ulżyło. Westchnęła tylko, dalej się wtulając w swojego pana. Czując pieszczoty z jego strony dotykiem jaki sprawiał jej przyjemność zarumieniła się, ale była cicho, by tylko jej nie wygonił z kolan. Zadowolona i już dużo spokojniejsza siedziała tak sobie. Do chwili usłyszenia zadanego przez niego pytania, które zburzyło ten spokój. Jakby to było możliwe jej serce właśnie przez te emocje zaczęło by bić bardzo szybko, nabijając rytm do brazylijskiej samby. Nie miała pojęcia, co ma powiedzieć. Jej oddech zrobił się dość niespokojny, a źrenice zmniejszyły się tyci czarnych kropeczek.
W tej ciszy wolała pozostać, nie chciała mówić na ten temat. I skąd wiedział? Czyżby, aż tak nie panowała nad wizjami? To uwłaczające, teraz zapewne będzie brał ją za jakąś wariatkę. Pokręciła delikatnie głową, by wyrzucić takie myślenie i zająć się czymś pożytecznym, jak na przykład... właśnie nic nie miała do roboty. Była więźniem i musiała przestrzegać zakazów, nakazów i ostrzeżeń. Dosłownie była jego więźniem. Jakoś ją to nie zachwyciło na tę chwilę. Próbując zapomnieć o głupich myślach skupiła się na tym, że powinna go przeprosić za swoje haniebne zachowanie względem ogrodnika i ponieść wyznaczoną karę. Do tego ją pogłaskał po policzku, mruknęła przez to cichutko. Coś czuła, że od niej oczekuje tej odpowiedzi.
Zamiast tego usłyszała, coś czego się nie spodziewała w najpiękniejszym śnie. Wyjście? On naprawdę to powiedział? Odsunęła się wtedy delikatnie i spojrzała na niego, prosto w oczy kiedy kciukiem pogłaskał jej policzek i uśmiechnął się. Nawet nie miał pojęcia jak ją uszczęśliwił. Dłużej nie wytrzymałaby w zamknięciu, jak zwierzątko w klatce. Tym bardziej się ucieszyła, że nie musiała go o to prosić, ale nie tylko to ją uradowała. Skoro chce ją zabrać poza teren posiadłości ufa jej, że da ona radę nikomu nic nie zrobić.
Jednak wtedy przypomniał się jej koszmar jaki miała i jakoś mina jej zrzedła. Bała się, że się spełni i straci go, bo nie będzie potrafiła zapanować nad bestią jaka pragnęła tylko i wyłącznie krwi, nie patrząc czy musi dążyć po trupach do celu. Starała się jakoś opanować, ten strach był jej nie potrzebny, wiedziała, że przy nim sobie poradzi. Dla niego pokona bestię i spokojnie będzie dążyć do spokoju wewnątrz, by nie musieć uciekać przed gosposią, tylko coś jej powiedzieć, albo nakrzyczeć i nie mieć ochoty się na nią rzucić. Było to trudne, bo sama się o to prosiła.
Po krótkim zastanowieniu uśmiech wrócił na jej buźkę, a nawet położyła dłonie na jego policzkach głaszcząc je. Nie wiedziała jak ma to powiedzieć, a chciała zacząć od początku i nie myślała, by jeszcze mówić mu o tych wizjach. Za bardzo się bała. Westchnęła i dając mu całuska w nos zrobiła maślane oczka.
-Przepraszam za moje zachowanie... nie powinnam. - ponownie westchnęła. - Wybacz mi... słusznie dostałam w twarz... ostrzegałeś mnie... dlatego... - spuściła wzrok. - Długo będę musiała pić ten syntetyk? - spojrzała mu w oczy. - I jeśli uważasz... - będąc go tak blisko widziała jak go ugryzła mocno. Przesunęła jedną dłonią na jego szyję i delikatnie głaskała miejsce mocno zranione. - ...że zasłużyłam odeślij mnie do instytutu...
Po tych słowach jakoś przygnębiona wymusiła uśmiech, do tego szczery. Nie chciała zasmucać go, wiedziała, że nie lubi jak ona się smuci. Zamyśliła się na chwilę i ponownie ucałowała jego nos.
-Jednak... chętnie wyszłabym zwiedzić... pobliskie tereny
Powiedziała nieśmiało. Nie wiedziała jak on zareaguje całkiem na to, co chciała mu powiedzieć. Nie patrząc dość dużo tego było, bo z niej gaduła jak żadna inna. Miała tylko skrytą nadzieję, że nie odda jej. Nawet mogłaby już pomagać Dorothy w obowiązkach, tylko być blisko niego. Patrząc się i głaskając jego policzek jedną dłonią, a drugą szyję zastanawiała się, czy oby dobrze robi unikając tematu wizji, ale nie chciała go ranić mówiąc jak zginęła jego rodzina, nie chciała by o nich już myślał. Teraz kiedy już wyrzucił z siebie ból i opowiedział o tym, właśnie jej.
Tak dumając uśmiechała się czekając na wyrok kary i małą nagrodę. Bardzo chciała wyjść gdzieś z nim. Nawet już przyzwyczaiła się do bycia „panią Yamada”, miała w ten sposób nową tożsamość. I mogła się cieszyć nowym życiem. Mając nadzieję, że rodzina uznała ją za zamordowaną i da jej spokój, tylko jedna myśl nie dawała jej spokoju. Co się stanie jak znów będzie atak na jej pana, czy powinna się wtrącić? Jednak ogarnął ją strach, że będę ją ścigać przyszłe pokolenia klanu jak to było w przypadku Michiko, aż jej nie zgładzili. Wychylenie się spowodowałoby tylko problemy przez kolejne setki lat, a nie chciała przecież zostawić Taro, obiecała mu to. I miała zamiar dotrzymać słowa.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 9:59 pm

W prawdzie oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie, ale nawet, jeśli mu teraz nie odpowiedziała to za jakiś czas zapewne sam się w tym upewni jak nie przez to, że mu powie to przez jakąś kolejną jej wizję. Pogłaskał jej głowę w chwili, gdy usłyszał słowa, jakie go zaskoczyły, pogodziła się z tym, że będzie zmuszona pić syntetyki no, ale w końcu i tak będzie musiała przestawić się na nie i pijać ludzką krew od wielkiego dzwonu bądź znaleźć sobie jednego stałego żywiciela, jednak nim to nastąpi minie wiele lat w końcu dziewczyna musi nauczyć się jak opanować bestię. Słysząc o tym, że za to, co zrobiła ogrodnikowi może ją nawet odesłać do instytutu aż chciał się roześmiać, w końcu nie zrobiła mu większej krzywdy na szczęście zdążył ją odciągnąć, ale nie chciał jej za coś takiego nigdzie zamykać zwłaszcza, że sam miał większe przewinienia, bo przecież nie jednokrotnie kogoś uśmiercił jak był młody i nie mógł zapanować nad swoim pragnieniem. Jej czyny były dziwne, ale jednak miłe, więc jedynie się uśmiechał czasem jak to bywało pogłaskał jej policzek, nie gniewał się na nią, bo nie miał jakiegoś większego powodu, pozwalał jej na wile rzeczy może na zbyt wiele, ale jednak stawiał także zakazy i nakazy by wiedziała, że może ją czekać za coś kara.
-Instytut sobie na razie darujemy, a syntetyki pijesz przez tydzień.
Potargał jej włosy, postanowił złagodzić karę dla niej w końcu aż tak bardzo nie narozrabiała by zamykać ją za murami instytutu bądź też ograniczyć jej dostęp do krwi tylko, dlatego że lekko dziabnęła ogrodnika. Nie chciał za bardzo jej karać, dlatego też mimo nałożonej kary postanowił zabrać ją na wycieczkę po okolicznych terenach, tak naprawdę Nori jak i on sam nie znają ludzi, jacy mieszkają w najbliższych domach bądź chociażby tym stojącym naprzeciw jego posiadłości, ale zapewne pół wsi zleci się jak tylko usłyszą, że on opuścił swoje cztery ściany, bo przecież mieszkańców takich wiosek bardzo ciekawi, kto gdzie mieszka, czym się zajmuje itd.
-Skoro jesteś chętna na wycieczkę to, na co czekamy?
Uśmiechną się i ściągną ją ze swoich kolan powoli kierując się do pokoju, pokazał dziewczynie by szła za nim w końcu nie mogła ot tak wyjść z domu, bo trzeba było stwarzać jakieś pozory normalności, szedł wolnym krokiem do swojego pokoju musiał przecież się przebrać wycieczka po wsi w nieco pokrwawionej koszuli z młodą wampirzycą obok i bez jakiegokolwiek zabezpieczenia nie jest zbyt rozsądne, więc postanowił się najpierw przygotować na ten mały wypad po za tereny posiadłości. Wszedł do pokoju i zmienił koszulę na czystą, wziął na wszelki wypadek broń i ukrył ją dobrze pod kurtką, którą narzucił na siebie, miał w sumie nadzieję, że nic ich nie zaskoczy w czasie wycieczki, bo wolał nie urządzać strzelaniny czy sceny mordu na środku wsi. Zmienił na wszelki wypadek buty na jakieś wygodniejsze i czekał na dziewczynę, kiedy w końcu była gotowa sięgną po kluczyki od samochodu a następnie wyszedł z pokoju a następnie z domu, wyjechał samochodem z garażu i zaparkował tuż przed wejściem do domu, całe szczęście, że ogrodnik postanowił zatroszczyć się wcześniej o jego autko i odstawił je tam gdzie powinno stać, następnie wrócił do domu i skierował swoje kroki do kuchni, wyjął z lodówki cztery butelki syntetyku tak na wszelki wypadek w razie gdyby nagle dopadł ją głód to będzie miał, czym ją nakarmić, zaniósł to, co wziął z lodówki do samochodu i włożył do schowka, nie miał najmniejszej ochoty spacerować, więc wybrał przyjemniejszą jak dla niego formę podróży. Czekał jedynie aż Nori do niego dołączy by mogli w końcu pojechać i zobaczyć czy coś ciekawego znajduje się we wsi, czekając włączył radio i szukał czegoś ciekawego by jakoś umilić sobie jeszcze bardziej krótką przejażdżkę.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Mar 28, 2013 10:00 pm

Słysząc dość dobre wieści z jego ust, odetchnęła z ulgą. Sam fakt, że odpuszcza jej zamknięcie w instytucie był uspokajający, tylko jakby nie dodał „na razie” czułaby się bezpieczniejsza, ale jak to się mówi, nie można mieć wszystkiego. I jeszcze tydzień na syntetyku, był dołujący. Jak ona wytrzyma na tym świństwie, skoro nawet on się nawet tak krzywi jak tylko to pije. Nie podobało się jej to za bardzo, ale jednak musi zapamiętać, że bestia nie może mieć nad nią żadnej kontroli.
Jak poczochrał jej włosy zaśmiała się. Czuła, że nie jest na nią zły, już nie był. Tylko jedna rzecz ją niepokoiła. Co ona zrobiła, że wie on o wizjach oraz skąd dokładnie wie, czyje to wspomnienia ona widzi. Nie podobało się jej to, bo pomału nadchodzi czas zwierzenia się. Musiała mieć kogoś kto będzie prze niej w chwili, kiedy nie panuje i robi coś o czym sama nie wie. Bestia to przy tym mały pryszcz, bo wystarczy często się żywić i nic się nie stanie. Jednak wizje to trochę inna sprawia, pojawiają się znikąd. Chociaż? Nie mogła całkiem powiedzieć, że od tak się ukazują, byłoby to kłamstwem. Mają na to coś wspólnego jej własne wspomnienia, jakby poniekąd czuły to samo w podobnych sytuacjach, co jest dość trudno wytłumaczyć.
Uśmiechnął się z chwilą mówienia o nie traceniu czasu i wyjściu, co ją wprawiło w dobry nastrój. Już nie mogła się doczekać, by pospacerować, bo ile można siedzieć w domu, gdzie tylko ciągle ktoś atakują, albo gosposia dręczy. Kiedy ściągnął ją z kolan pokazał, że na iść za nim, więc bezzwłocznie uczyniła to. Poszli razem do sypialni, nawet lekko go wyprzedziła i weszła pierwsza uśmiechając się do niego. Patrząc jak się przebiera oraz zakłada broń zastanowiła się przez chwilę, czy i ona nie powinna mieć czegoś przy sobie. Tak na wszelki wypadek, w razie w. Tylko był jeden kategoryczny problem. Nie miała żadnej małej broni. Niezadowolona, sama z szafy wyciągnęła grube rajstopy i siadając na łóżku pomęczyła się, by je nałożyć. Nie chciało się jej specjalnie przebierać. Mając ładną sukienkę na sobie, to jej jakoś wystarczyło. Chcąc jak najszybciej wyjść wcisnęła na nogi swoje muszkieterki i włożyła czarną kurtkę.
Widząc jak Taro wychodzi postanowiła coś na szybko przemyśleć, z szafki ściągnęła swoją torbę i uważając, by nie dotknąć katan wyciągnęła kabury na sztylety. Szybko wrzucając z powrotem torbę na szafkę cichutko poszła do salonu i zabrała otrzymana od swojego pana śmiercionośne ostrza. Odpinając muszkieterki założyła kabury na łydkach i włożyła w nie sztylety, po czym zapięła buty jakby nigdy nic.
Słysząc odgłos uruchamianego silnika, skrzywiła się. Miała nadzieję, że się przejdą, teraz gdy i ona nie czuje zimna ani znacznego zmęczenia byłoby przyjemnie pospacerować, ale nie! Wymuszając uśmiech wyszła z domu, a widząc już Taro czekającego na nią jak najszybciej chciała znaleźć się blisko niego. Robiąc krok do przodu nie spodziewała się jednak takiego obrotu akcji. Zrobiło się jej słabo, niestety nie miała jak zblednąć, złapała się za głowę. Zakręciło się jej ostro przed oczyma jak na jakiejś karuzeli. Biorąc głęboki wdech zeszła ze stopnia i przestraszyła się. Wszystko zaczęło się zmieniać, jakby w jakimś koszmarze...

...samochód zmienił się w powóz, okoli również była jakaś inna. Jakby z innej epoki. Spojrzawszy za siebie ujrzała rezydencje, była piękna. Musiała to przyznać bez dwóch zdań. Jej uwadze nie uszło wnętrze przez otwarte jeszcze drzwi. Zaskoczyło ją, kiedy ujrzała znajomy jej już wystrój w tym miejscu została zaatakowana przez kogoś, kto sztyletem w ramach kary utworzył napis na jej skórze. Zadrżała. Miała tego dosyć, a choć czuła dziwny napływ szczęście dała się omamić wspomnieniu Michiko, zmieniając w bierną odtworzycielkę. Idąc w stronę karety, zauważyła, że idzie w nieziemsko prześlicznej sukni po samą ziemię. Robiła wrażenie. Przekonana udanym wieczornym balem włożyła ostatni element stroju, jakim była maska i szczęśliwa wsiadła do karety...

Siedząc wygodnie na siedzeniu obok kierowcy dalej była jakaś nieobecna. Z czasem miała problem z odłączeniem się od wizji, która była zbyt realna, by dać ją odróżnić od rzeczywistości. Skupiona na patrzeniu przed siebie nawet nie zamknęła drzwi kiedy wsiadła do samochodu. Jej umysł żył gdzie indziej całkowicie pochłonięty przez Michiko, jakby były jednością, a jedna chciała przypomnieć drugiej, by sobie przypomniała wszystko nie patrząc, że niszczyła ją tym.
Nori mając puste spojrzenie uśmiechała się, na szczęście nic nie mówiła przez chwilę, aż palnęła.
-Itoshī... Itoshī jedźmy już...
Spojrzała wtedy na niego, robiąc takie same miny uśmiechając się, co Michiko, tylko Nori nie panowała nad tym, nie mogła się wybudzić tkwiąc uwięziona w wizji. Chociaż stojąc z boku wyglądała, że wszystko jest w porządku to oczy zdradzały jak jest naprawdę.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Kwi 01, 2013 4:09 pm

Czekał dość długo nim dziewczyna raczyła wyjść z domu, w tym czasie zdążył otworzyć bramę i jeszcze ponudzić się straszliwie dostrajając radio, które niemiłosiernie odmawiało posłuszeństwa, irytował przy tym niemal tak bardzo jak przy gadaniu głupot przez Dorothy, ale co mu tam lepiej jednak dla niego męczyć się z radiem niż z ciągle snującą jakieś niestworzone teorie gosposią, nie znosił przesiadywać w samochodzie i czekać na kogoś, to było bardziej nieznośne niż czyjeś ciągłe gadanie. W chwili, kiedy dziewczyna wyszła z domu on właśnie uporał się z dostrojeniem radia na szczęście udało mu się z tym uporać nim on w ogóle zaczęła iść w stronę samochodu nie przyglądał się Nori wcale tylko po prostu siedział znudzony mając nadzieję, że nie będzie musiał męczyć się tą wycieczką nie wiadomo ile czasu. Poczekał znowu jakąś chwilę na to aż wsiadła do samochodu, nie słuchał tego, co do niego mówiła, wolał jakoś skupić się nad tym, co zrobić w razie gdyby straciła nad sobą kontrolę. Kiedy dostrzegł to, jakie ona robi miny westchną ciężko milcząc, przytulił ją lekko jakoś nie potrafił znieść tego, że wciąż nękają ją jakieś wizje przedstawiające zdarzenia z życia Michiko, miał nadzieję, że miną one w końcu i Noriko będzie mogła normalnie funkcjonować i uczyć się tego jak żyć, jako wampirzyca. Nie zwlekając dłużej ruszył, opuścił swą posiadłość i odjechał w kierunku głównych punktów znajdujących się w tej wiosce, nie przejmował się jakoś tym, że zwyczajnie stracił chęć na ową wycieczkę, no, ale obiecał w końcu dziewczynie i miał zamiar dotrzymać słowa. Nie jechał zbyt szybko by ona mogła sobie popatrzeć, co jest po drodze i ewentualnie powiedzieć by się zatrzymali. Po dłuższej chwili przejechał większość terenu gdzie znajdowały się jedynie domy i zatrzymał auto dopiero jak wyjechali z wioski gdzie bardzo niedaleko znajdowały się wielkie sady gdzie można było spokojnie pospacerować.

z/t ----> Sady x2

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Kwi 18, 2013 8:39 pm

Nie kontaktowała za bardzo, ale czuła jak sprawia tylko problemy swojemu panu. Kiedy wyciągnął z niej strzałę syknęła zagryzając dolną wargę ust. Nie miała sił już na nic. Traciła dużą ilość krwi, a przeszywający ból wewnątrz niej było okropny i był karą za tę miłość i poświęcenie... za głupotę jednym słowem. Żałowała, że jej nie zabił, miała by mniej problemów i on nie miałby zmartwień. Była na niego zła choć wziął ją na ręce przytulając do siebie. Nic wtedy nie czuła prócz przeszywającego cierpienia jej ciała. Po krwi rozchodziło się srebro, pył na strzale. Znała ten trick sama próbowała udoskonalić go, by skuteczniej zadawać ból i tym samym patrzeć na bezbronną istotę, by móc ją zabić pomału. Teraz to ją spotkało i wiedziała dokładnie czym jest taka zabawa. Nieśmiertelni niczym nie różnili się od śmiertelnych, czuła to coraz bardziej na własnej skórze.
Słysząc jego szept zdziwiła się, te słowa brzmiały dość nietypowo z jego ust. Jakby jego dom był i jej, ale tak nie było, bo ona tak naprawdę była nikim, a raczej niczym. Nawet nie powiedział jej tak na dobra sprawę dlaczego ją przemienił. Po co mu ona? Wiedział przecież jaka jest i nigdy się nie zmieni. Uparta i krnąbrna i nie widzi się jej posłuszeństwo chyba, że ma taki kaprys związany z korzyścią dla niej. Przenigdy nie ulegnie choćby miała spędzić wieczność w celi całkiem sama. Tak jest nie jej wina z charakterem się nie rodziny, a nie go wybieramy.
Jak pogładził ją po policzku od razu po nim z jej oczu popłynęły łzy. Nienawidziła go, a zarazem tak mocno kochała. Nie wiedziała czemu tak było, ale oddałaby za jego szczęście wszystko czasem jednak miała ochotę osobiście go zabić za zachowanie godne potwora. Kiedy przyłożył nadgarstek do jej ust spojrzała na niego i już miała wbić w jego skórę swoje kły, ale tylko jej powieki momentalnie się przymykały, a głowa odchyliła się do tyłu. Traciła wszelkie siły, a jej ciało mocno się spinało czując ten koszmarny ból srebra. Jakby miała być szczera pomału odpływała ze świadomością, ale coś ją trzymało.
-Dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć...? - kącikiem jej ust popłynęła krew, ale nie przejmowała się tym. - Dlaczego...? Dlaczego mnie przemieniłeś...? - zamknęła oczy mając nadzieję, że jej odpowie za nim straci przytomność, ale po prostu pożegna się z życiem nieśmiertelnej.
Szybko dotarli do posiadłości, a z daleka przez okno wypatrzyła ich już Dorothy która, aż się przeżegnała na widok takich brudasów. Na szczęście z takiej odległości nie widziała krwi. Czym prędzej pobiegła do łazienki i napuściła do wanny gorącej wody z odrobiną olejku zapachowego, by wrócili do wyglądu normalnych ludzi, a nie jakiś bagiennych istot. Kiedy to uczyniła zajęła się przyszykowaniem „narzędzi” do posprzątania bałaganu jaki narobią po wejściu do domu. Zastanawiając się, co oni wyprawiali, że przypominają świnki, ale nic sensownego nie przychodziło do głowy. Dodatkowo widok niosącego na rękach pana Yamady Nori dziwił ją. Jadnak dopóki nie przekroczą progu posiadłości nic nie może wydedukować. Zastanawiając się tak spojrzała na zegar w kuchni i przestraszona godziną jaka pokazywał odstawiła mopa i wiadro z wodą i przebrała się wychodząc tylnym wyjściem i wsiadając na rowem ruszyła do miasteczka. Nie patrząc musiała zająć się swoją córką, a nie tylko problemami młodego małżeństwa, które z każdym dniem pracy wydawało się jakieś dziwne i bardzo tajemnicze, ale nie patrząc kiedy tylko oni wyjechali ona miała okazję znów zabawić się z ochroniarzami posiadłości. Dzięki temu czuła się dużo młodsza jak i szczęśliwsza w jakiś sposób.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Nie Kwi 21, 2013 8:18 pm

Droga do domu była długa jednak ta przechadzka dla wampira była niczym, w trakcie drogi do domu usłyszał pewne pytania, ale nie miał jednak ochoty ani czasu odpowiedzieć, po zaledwie kilku minutach byli już przed domem. Wiedział, iż jest późno i zapewne nie ma już w jego domu gosposi a jedynie dwa wampiry, które zając życie w czasie ich nieobecności skorzystali z okazji by sobie poużywać, ale że nie wiedział, co tak naprawdę działo się w jego domu, kiedy go nie było to mógł snuć jedynie domysły, ale takie zajęcia to przeważnie działka Dorothy. Po wejściu do domu natychmiast skierował się do kuchni skąd wyjął apteczkę a potem szybkim krokiem ruszył do łazienki, posadził Noriko gdziekolwiek zaś apteczkę rzucił gdziekolwiek, chwycił sukienkę dziewczyny i rozerwał ją odrzucając na bok, po czym pozbył się jej butów, które rzucał gdzie popadnie. Następnie ściągną z siebie koszulę i odwiązał z dłoni jej skrawki, po czym odrzucił wszystko i sięgną po szmatkę, dostrzegając wannę pełną wody wrzucił do niej materiał i podniósł Noriko, posadził ją na brzegu wanny, oczyścił swoje dłonie z błota a następnie zmył z dziewczyny błoto. Po chwili odrzucił zbędną mu szmatkę i przystawił ponownie nadgarstek do ust dziewczyny.
-Pij i nie dyskutuj, zaraz opatrzę rany, które i tak niedługo znikną.
Poczekał chwilę aż się zdecyduje na wypicie jego krwi a kiedy to już nastąpiło czekał spokojnie, pilnował żeby nie wypiła zbyt wiele jego krwi, w chwili, kiedy pożywiała się jego posoką miękką gąbką zmywał z niej resztki błota. Nie chciał żeby coś jej się stało w lesie a ona sama podjęła błędną decyzję przyprawiając się o cierpienie, jakiego nie powinna doświadczy. W tej właśnie chwili postanowił odpowiedzieć na pytania, jakie zadała mu, gdy zmierzali w kierunku posiadłości, nie chciał jej cierpienia a tym bardziej śmierci, więc nie miał innego wyboru jak tylko ją przemienić. Zastanowił się chwilę czy powinien jej powiedzieć, że zmienił ją w wampirzycę tylko, dlatego że nie chciał żeby umarła, jednak nie miał chyba wyjścia i musiał jej odpowiedzieć na te pytania nawet, jeśli nie chciał.
-A przemieniłem cię, bo…nie chciałem byś umarła.
Powiedział spokojnie i poczekał jeszcze chwilę, po czym przerwał jej pożywianie się swoją krwią a następnie sięgną po apteczkę, otworzył ją i zajął się ranną wampirzycą, oczyścił ranę po strzale i zrobił opatrunek, milczał przez ten czas gdyż nie chciał już nic mówić. Kiedy skończył zajmować się jej raną po prostu wręczył jej gąbkę by zmyła z siebie resztę błota zaś sam oczyścił swoje rany na dłoniach, jako że nie stał zbyt daleko dziewczyny mógł ją natychmiast złapać gdyby nie miała siły by siedzieć i chcąc nie chcą przewróciła się. Po tym jak oczyścił swoje rany natychmiast pozbył się swoich butów oraz ubrań a następnie wszedł do wanny, opłukał dokładnie ręce z błota tylko po to by móc jedną z nich podtrzymać Nori i uchronić ją przed upadkiem. Wolną ręką sięgną po drugą gąbkę i zmył z siebie resztę błota, kiedy już był czysty odłożył gąbkę na miejsce i wyszedł z wanny, owiną się ręcznikiem wokół pasa zaś drugim okrył Noriko i wyciągną ją z wanny, po czym wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, posadził na łóżku, po czym wyszedł. Skierował się do kuchni i wyjął z mniejszej lodówki trzy woreczki z krwią, wziął jeszcze dwie szklanki i wrócił do pokoju, to, co przyniósł zostawił na szafce a następnie podszedł do szafy i spokojnie się ubrał. Milczał przez cały ten czas jakoś nie wiedząc, co powiedzieć, kiedy skończył się ubierać podszedł do szafki i przelał krew z jednego woreczka do szklanki i podgrzał do odpowiedniej temperatury, po czym podał szklankę Noriko, usiadł obok niej i przygotował krew do spożycia dla siebie. Po chwili mógł spokojnie pić swoją porcję szkarłatnej posoki, jednak nie miał jakoś ochoty rozmawiać, sam nie wiedział czy to było spowodowane tym, że go nie posłuchała czy też, dlatego że musiała cierpieć zamiast niego.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Kwi 24, 2013 9:56 pm

Z trudem walczyła, by nie zasnąć. Nie miała pewności, że nie odejdzie wtedy, a przecież obiecała trwać przy nim, aż do końca. Pół przytomna trwała, ale odpowiedzi się nie doczekała. Przez to bardzo posmutniała, ale może za dużo wymagała od niego, w końcu jest tylko jego podwładną, nie musi się jej tłumaczyć.
Jak znaleźli się w domu poczuła się jakoś bezpieczna, ale nie ze względu na obecność dwóch dodatkowych wampirów. Czuła, że jest w swoim domu, a to sprawiało spokój w jej sercu. Idąc z nią do kuchni widziała jak wziął apteczkę, ale milczała już. Pomału tracąc przytomność poczuła ciekawy zapach, a otwierając oczy, które ma moment zamknęły się. Widząc, że są w łazience spojrzała na niego trochę niepewnie. Kiedy posadził ją na pralce i brutalnie rozerwał jej sukienkę przestraszyła się, ale prócz powiększonych źrenic nic nie okazywała. Obserwowała jego poczynania trochę mu pomagając, ale bardzo powoli, bo nie miała sił na nic. Ściągnęła kurtkę i rzuciła ją gdzieś na podłogę, tak samo rajstopy jak tylko pozbył się jej muszkieterek. Niespodziewanie znów zmienił jej miejsce, tym razem na brzegu wanny. Nawet nie wiedziała kiedy również rozebrał ją do naga. Trzymając mocno dłońmi, by nie spadła o dość śliską nawierzchnię wanny patrzyła na niego czule z każdą chwilą coraz słabsza. Powierzchownie zmył z niej jakąś szmatką błoto z ciała i przystawił swój nadgarstek do jej ust. Nie była zadowolona, ale jego słowa brzmiały, jakby nie chciał słyszeć o sprzeciwie. Nie mogła znów go nie posłuchać, bała się zostać odesłana do instytutu i być tam całkiem sama pośród innych istot. Złapała jego rękę i najdelikatniej jak potrafiła wbiła swoje kły w jego skórę zamykając oczy jak tylko zaczęła się pożywiać jego krwią. Pomrukując przez mięciutką gąbkę jaką dotykał jej skórę myjąc ją tylko i wyłącznie dlatego, że zachciało mu się wepchnąć jej pod sukienkę dwie garści błota.
Spokojnie się pożywiając usłyszała jego głos, a zarazem odpowiedź na jej głupie pytanie. Żałowała, że je zadała i to bardzo. Nie chciała wiedzieć tak naprawdę czemu...
Siedziała pijąc od niechcenia jego posokę zastanawiając się czemu nie umarła kiedy powinna, teraz byłoby jej dużo łatwiej. Nie byłoby jej chociaż, nie czułaby nic i byłaby wolna od wszelakich uczuć. Jak tylko skończyła się pożywiać zabrał rękę, nie patrzyła nawet na niego nie potrafiła. Czuła jak opatrzył jej głęboką ranę, jednak ona patrzyła gdzieś w bok zaciskając zęby. Jak dał jej gąbkę do ręki obróciła się jakoś i spokojnie wlazła do wanny nogami. Obmywała się z trudem dychając, choć sama nie wiedziała, po co. Widziała kątek oka jak się rozebrał i sam wszedł do wanny, gdzie myjąc się trzymał ją. Nie wiedziała dlaczego, ale jego dotyk jakoś ją uspokajała mimo tego wszystkiego.
Kiedy byli już czyściutcy wyszedł z wanny owinął się ręcznikiem jak i ją, po czym wziął na ręce i przeniósł do sypialni. Posadził na łóżku i wyszedł. Smutna, sama myślała intensywnie o tym jaka jest głupia, ale nic jakoś musi z tym istnieć. Jak tylko wrócił było troszkę lepiej.
Siedziała na łóżku trzymając szklankę z ciepłą, pięknie pachnącą krwią, ale przez to, co powiedział jej w łazience nie miała ochoty na nic już choćby w nią wciskał. Milczała czując się coraz gorzej i nie chodziło tu o ból, który ukrywała przed nim przez drobinki srebra w jej organizmie. Jej serce choć martwe pękało na tyle mocno, że z oczu zaczęły płynąć łzy po policzkach. Miała ochotę umrzeć. On był dla niej wszystkim, a ona dla niego niczym. I co miały znaczyć te słowa... „bo…nie chciałem byś umarła”? To znaczy jest czy nie jest dla niego ważna? Głupiała tak o tym wszystkim myśląc, by nie zrobić mu na przekór wypiła duszkiem krew ze szklanki. Spojrzała na niego smutna, kładąc głowę na jego kolanach i wtulając się w niego. Czuła jak jest, coś nie ta, tylko nie wiedziała do końca co. Rękę ze szklanką spuściła na podłogę odstawiając naczynie, by móc całkiem się do niego połasić mimo że go nie posłuchała.
-Wybacz mi... jestem najgorszą podwładną... wybacz... - po jej policzkach popłynęły łzy. - Tylko błagam... nie wyrzucaj mnie... już będę posłuszna... obiecuję ci...
Wtulała się w jego uda przymrużając oczy cicho mrucząc mając nadzieję, że nie jest na nią zły. Choć jednak rzecz ją bardzo gnębiła, na tyle mocno, by ulec i zapytać. Opierając się dłońmi o jego nogi spojrzała mu w oczy będąc z nim twarzą w twarz.
-Dlaczego nie chciałeś... bym umarła? - zamilkła na chwilę patrząc w jego oczy. - Byłam dla ciebie nic nie znaczącym śmiertelnikiem... więc dlaczego?
Rozbieganym wzrokiem patrzyła na niego będąc wciąż bardzo słaba, ale chciała wiedzieć. Ciekawość miała we krwi.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Kwi 25, 2013 12:04 am

Po tym, gdy wrócił do pokoju i siadł przy niej by w spokoju napić się krwi by uzupełnić braki i zaspokoić pragnienie. Czekał spokojnie aż Nori zabierze się w końcu za swoją porcję krwi, w końcu wiedział, że póki będzie jej ubywać krwi to musi ją stale uzupełniać by bestia drzemiąca w niej nie wymknęła się spod kontroli. Kiedy już opróżnił swoją szklankę przyglądał się dziewczynie myśląc nad pewną sprawą, jak poczuł, iż kładzie głowę na jego kolanach pogłaskał tak po prostu jej policzek uśmiechając się. Odstawił szklankę na szafkę i przyglądał się swojej podopiecznej, miał nadzieję, iż szybko dojdzie do siebie i będzie mógł nauczyć ją jak ma posługiwać się swoimi zdolnościami, chociaż najpierw musi doprowadzić do tego żeby naprawdę je odkryła. Słysząc jej słowa pogłaskał jej głowę i pochylił się nieco, po czym szepnął.
-Nie gniewam się na ciebie, ale to, co zrobiłaś było nierozsądne.
Ucałował jej głowę i wyprostował się, miał nadzieję, że więcej nie uczyni takiego głupstwa. Wiedział jednak, że jest młoda i musi jeszcze się wiele nauczyć, chociaż jako iż była do niedawna łowczynią powinna wiedzieć, co jej grozi w chwili przeszycia przez srebrną strzałę. W chwili, gdy podniosła się opierając dłońmi o jego nogi i stając z nim twarzą w twarz był nieco zdziwiony tym, co później powiedziała pogłaskał jej policzek uśmiechając się.
-Nie byłaś po prostu śmiertelniczką, zresztą każde życie jest ważne nawet, gdy dla większości nieśmiertelnych zwykli ludzie się nie liczą. Istnieję zbyt długo by marnować życie ludzkie.
Przyciągną jej twarz do siebie i złożył delikatny nietrwający zbyt długo pocałunek na jej ustach, po czym pogłaskał jej policzek i położył ją na łóżku. Musiałby być głupim by odesłać ją przez nierozsądny czyn po za tym, dlaczego miałby karać tak młodziutką wampirzycę z tak błahych powodów. Pogłaskał jej głowę i wstał pozwalając jej odpocząć, w końcu nie chciał męczyć niepotrzebnie niewiasty skoro już na dzisiejszy dzień mieli zbyt wiele wrażeń, milcząc zrobił kilka kroków w tył i opuścił pokój pozwalając Noriko odpocząć po dzisiejszym dniu. Skierował się do kuchni skąd zadzwonił do pewnej osoby, gdy tylko załatwił pewną sprawę poszedł do salonu gdzie siedzieli Yoshinori i Daisuke, siadł razem z nimi i rozmawiał przez dobrych kilka godzin czekając aż osoba, z którą rozmawiał przez telefon się zjawi. Kiedy zaś już to nastąpiło słysząc pukanie do drzwi spokojnie poszedł je otworzyć, wpuścił zaproszoną osobę do środka prowadząc do salonu, wyprosił z niego dwa pozostałe wampiry i zamkną za nimi drzwi. Mężczyzna, którego Taro znał od wieków wiedziała doskonale, o co mu chodzi gdyż ostatnim razem ustalili, iż będzie chciał przywrócić swój dawnym wygląd, a ta chwila właśnie nadeszła. Po około godzinie w ciągu, której z pomieszczenia nie dość, iż wydobywały się przedziwne zapachy to i wciąż unosiły się w nim opary, nie były szkodliwe aczkolwiek niezbyt przyjemne, jednak w tej chwili w salonie znajdowali się ci sami mężczyźni jednak jeden o zupełnie odmiennym wyglądzie, Taro wreszcie czuł się we własnej skórze, od bardzo wielu lat nie mógł być po prostu sobą tylko kryć się pod czyimś wyglądem bądź wyglądem oraz nazwiskiem jednak teraz to się skończyło i nie miał zamiaru zmieniać prędko wyglądu, w którym spędził najwięcej czasu swego istnienia. Podziękował magowi i zapłacił mu ustaloną kwotę, po czym odprowadził do drzwi, które za nim zatrzasnął zaś sam poszedł wolnym krokiem do łazienki gdzie przejrzał się w lustrze, zadowolony z tego, iż ponownie wygląda jak należy. Przeczesał dłonią swoje włosy i uśmiechając się ruszył do pokoju, miał nadzieję, iż Nori już nie śpi, chociaż wolałby jej nie przestraszyć swoim jakże odmiennym wyglądem. Powoli uchylił drzwi i zajrzał do środka sprawdzając czy dziewczyna nie śpi, jednak nie wiele mógł zobaczyć przez uchylone drzwi gdyż były umiejscowione w takim miejscu, iż nie można było nic dostrzec. Otworzył szerzej drzwi i wszedł do swojego pokoju, mając nadzieję, iż nie obudził o ile w ogóle spała, podszedł do łózka i usiadł na nim biorąc ze stolika woreczek z krwią, którą wcześniej wyjął z lodówki no cóż szkoda by w ogóle jakakolwiek krew się zmarnowała. Otworzył, więc woreczek i przelał zawartość do szklanki stojącej na szafce obok łóżka następnie wziął ową szklankę i podgrzał krew do odpowiedniej temperatury używając do tego swoich zdolności, po czym mógł spokojnie wypić szkarłatną posokę. W między czasie popijając krew dłonią pogłaskał głowę Noriko a widząc, iż nie śpi poniósł ją i podał jej do połowy opróżnioną szklankę, nie chciałby bała się go przez to, iż wygląda zupełnie inaczej.
-Nie bój się, tak wyglądałem przez wiele lat…takiego poznała mnie Michiko…chcę byś i ty znała mnie pod tym wyglądem, w prawdzie nie jest to mój prawdziwy wygląd, ale wolę go o wiele bardziej od pierwotnego.
Uśmiechną się do niej i położył się na łóżku zakładając ręce za głowę, miał nadzieję, iż ona nie zrozumie go źle, ale tak czy siak chciał już więcej nie zmieniać wyglądu, bo w tym czuł się o wiele lepiej. Leżał tak przyglądając się jej i czekał na jakąś reakcję, miał niewielką nadzieję, że nie będzie ona jakaś negatywna na owy wygląd.

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Kwi 25, 2013 7:52 pm

Słysząc, że nie jest na nią zły i ten całus w głowę uspokoiły ją na tyle, że nie bała się już go ani trochę. A kolejne jego słowa, że „nie była po prostu śmiertelniczką”, po czym ominięcie od tego tematu spowodowały jakby poczucie bicia serca w jej piersi. Chciała już się uśmiechnąć, ale niespodziewanie pocałował ją delikatnie. W jej oczach mógł zobaczyć uczucie jakim darzyła go od chwili pierwszych wizji. Nie mogła dłużej oszukiwać samej siebie, choćby starała się kochać innego, byłoby to tylko iluzją. Jej serce biło od najmłodszych lat dla wampira którego nie miała szansy poznać, a jedynie śnić o nim. Z początku był dla niej ojcem, opiekunem, ale z dorastaniem miłość zmieniała się, a ona tylko ukrywała przed światem zwłaszcza przed rodziną, co kryje się w jej sercu. Księgi i stare pergaminy przeszukiwała byleby dowiadywać się o nim jak najwięcej z czasem to wszystko przerodziło się w strach przez opowieści dziadka o potworze. Jednak ona bała się wyglądu Hitoshi'ego Yoshida, a nie mężczyzny którego widziała w wizjach. Dzięki zleceniu dowiedziała się o umiejętności lub sposobie zmiany wyglądu przez wampira. Tylko dlatego wiedziała kogo ma znaleźć i zabić. Szkoda, że nie pomyślała o jednym w tym czas. Przecież oczu nie da się zmienić, to jak ktoś patrzy zawsze jest takie samo. To przez to jej serca nawet zabiło dla Hitoshi'ego. To wina jego oczy...
Jak ją położył patrzyła się na niego zmęczona, ale szczęśliwa. Jak wstawała jej oczy stopniowo zamykały się, aż w końcu uległa Morfeuszowi i zasnęła. We śnie zobaczyła mamę, która uśmiechała się do niej jak niegdyś, gdy była z niej dumna. Kiedy przynosiła jej dobre wieści ze szkoły oraz pokazem zdolności, laurką czy zwykłym głupim rysunkiem. Tak bardzo wampirzycy brakowało jej obecności i tej odrobiny miłości, bo tylko od niej słyszała dwa tak proste słowa, które cieszyły ją ponad wszystko. A już od roku nie czuła się tak jak przed śmiercią Yuuki.
Śpiąc smacznie wybudził ją nieprzyjemny zapach unoszący się w powietrzu zaczęła żałować, że wciąż oddycha. Otwierając oczy niezadowolona patrzyła w sufit zastanawiając się, co to za smród. Kręcąc głową wzdychała, aż w końcu nie był na tyle wyczuwalny, albo po prostu przyzwyczaiła się do niego. W międzyczasie wracała pamięcią do Japonii do czasów bycia dzieckiem, gdzie na siłę przygotowywano ją do życia, które tak szybko jej odebrano, a dano całkiem inne. Nie była zła za drugą szansę od losu, a bardziej od Taro. Jak już jej myśli weszły na jego temat uśmiechała się wzdychając. Choć wizje jej przeszkadzały tylko w nich czuła, że jest kimś więcej dla niego, miło było przez chwilę być tą najważniejszą w jego „życiu”. Tylko szkoda, że musiała być akurat Michiko, by patrzył na nią z miłością w oczach.
Niezadowolona już, dumała czemu ją spotkał taki niesprawiedliwy los. I to ona musi się użerać z wizjami szczęścia, bólu, miłości i śmierci wampirzycy, która skradła serce wampira, który skradł jej. Tak się nad tym zastanawiając zaczęła się gubić w tej plątaninie. Czując, że żyje tylko dlatego dzięki temu jak wygląda, bo Taro sam przyznał... „Wiesz…jesteś lustrzanym odbiciem Michiko, jedyna różnica to kolor włosów.” Smutniejąc jakoś miała ochotę wyglądać inaczej, choćby nawet być piegowata, albo mieć krzywy nos, ale nie być kopią miłości mężczyzny który był dla niej wszystkim i musiał widzieć w niej swoją zmarłą żonę. Nie chciała sprawiać mu bólu samą sobą, bo przez to sama cierpiała.
Wciąż leżąc niekiedy ziewając dłonią poprawiając ręcznik który osłaniał jej ciało. Nie chciała by prócz niego ktoś jeszcze ją oglądał, a zwłaszcza dwa pozostałe wampiry, które w każdej chwili mogły sobie wejść do sypialni. Pomału kręcąc się po pościeli z nudów zaczęła tęsknić za obecnością jej stwórcy. Kiedy usłyszała jak drzwi się otwierają zamknęła na chwilę oczy, by poudawać śpiącą. Kiedy usiadł i otworzył woreczek w krwią jej kły wysunęły się z osłon, a jej powieki uniosły się pokazując jej głęboko czerwone tęczówki. Oblizała usta mając chrapkę na posokę. Jak pogłaskał jej głowę uśmiechnęła się mrucząc, kiedy podniósł ją do siadu załamała się. Znów wizja będzie męczyć ją? Za jakie grzechy! Jednak słysząc to, co do niej mówił podając jej szklankę do połowy pustą z krwią zamurowało ją. MARZENIA SIĘ SPEŁNIĄ!!
Przez chwilę jeszcze pozostała w osłupieniu, aż przechyliła szklankę i opróżniła ją duszkiem stawiając ją obok drugiej na podłodze. Z widocznym uśmiechem spojrzała na niego wniebowzięta.
-Nie boję się... takiego widzę cię w każdej mojej... wizji...
Przełknęła głośniej ślinę patrząc jak leży tuż obok niej, a najlepiej to nie wizja. Nie ma tu Michiko, tylko ona. A ponoć mówi się, że do trzech razy sztuka, prawda? Dwa kosze to i trzeci nie straszny, choć będzie tym razem trochę bardziej żal niż wcześniej. Takiego pokochała i do takiego żywiła uczucie. Wzrokiem prześledziła jego ciało zastanawiając się czy prócz twarzy coś się mogło zmienić. Jako wampirzyca miała to szczęście, że rumieńce nie zdradzały już jej myśli ani uczuć. Niepewnie zbliżyła się na czworaka po pościeli bliżej niego, kryjąc uśmiech. Pochylając się lekko patrzyła mu w oczy. Był taki przystojny, jej źrenice powiększyły się, a ona patrzyła na niego już jak zauroczona. Przymykając oczy przybliżała się ustami do jego.
-Kocham cię...
I pocałowała go bardzo czule przelewając na niego swoje uczucie. To była ostatnia próba, postanowiła już nigdy w swoim długim życiu nie być nachalna względem niego. Tylko ten ostatni raz musiała spróbować kiedy tak bardzo potrzebowała czułości przez ból jaki odczuwała w klatce piersiowej. Nie przerywając pocałunku wlazła na niego zamykając oczy, a dłońmi wchodząc pod jego granatową koszulkę przejeżdżając opuszkami palców po jego ciele.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pią Kwi 26, 2013 3:19 pm

Nie spodziewał się tego, iż w wizjach, jakie ją nawiedzają on wygląda akurat tak jak w tej chwili, ale nie musiał się tym przejmować a jedynie się uśmiechną i leżał spokojnie. Był już zmęczony dniem, jaki już dobiegł końca, ale jego koniec nie przyniósł odpoczynku. Za oknem robiło się już zapewne jasno a wampir dopiero przed chwilą mógł się położyć, jednak nie było dane mu wypocząć, kiedy Noriko pochyliła się nad nim leżał nieruchomo czekając na to cóż uczyni, słysząc po raz kolejny te same słowa z jej ust podniósł rękę i pogłaskał jej policzek uśmiechając się. W chwili, kiedy go pocałowała nieco się zawahał z odwzajemnieniem tego po całunku jednak po dość krótkiej chwili przestał się niepotrzebnie hamować i odwzajemnił pocałunek, jak tylko na niego weszła przesuną jedną dłoń na jej głowę przeczesując jej włosy zaś drugą na jej plecy, po których wodził spokojnie opuszkami palców, pogłębił pocałunek całując ją zachłannie i jednocześnie dał jej do zrozumienia, że skoro zaczęła to nie mam już odwrotu. Po kilku czy kilkunastu minutach oderwał się od jej ust przekręcając się tak by znalazła się pod nim zrobił to jednak w taki sposób by nie sprawić jej większego bólu niż ten, który i tak musi w tej chwili znosić. Podniósł się odrobinę i ściągną z siebie koszulkę, odrzucił ją na bok uśmiechając się do Noriko, było mu głupio, iż wcześniej ją odtrącił i nie miał zamiaru uczynić tego po raz kolejny w końcu ranienie jej tylko, dlatego iż przez tyle lat nie mógł zapomnieć o tej, którą obdarzył wiecznym uczuciem, jednak fakt, iż ona od bardzo długiego czasu nie żyła zmieniało wiele. Nie miał teraz już nic do stracenia a jedynie mógł zyskać i nie widział już możliwości odwrotu. Jedną ręką chwycił za ręcznik i pochylając się nad nią bardzo powoli się go pozbywał, nie specjalnie mu się śpieszyło, ucałował oba jej policzki uśmiechając się i szepcząc do jej ucha jedno słowo.
-Ayano
Uśmiechając się głaskał opuszkami palców jej ramię i co chwilę składał drobne pocałunki na jej twarzy szyi czy też ramionach chcąc jak najbardziej umilić jej te chwile by mogła zwyczajnie zapomnieć o ranach i oddać się przyjemności. Powoli zsunął z niej ręcznik przenosząc pocałunki coraz niżej składając je na każdym odsłoniętym fragmencie jej ciała, po krótkiej chwili pozbył się ręcznika, który jeszcze przed chwilą by ł jedyną rzeczą okrywającą jej ciało teraz jednak nie był wampirowi absolutnie do niczego potrzebny, więc wylądował na podłodze zaś Taro mógł spokojnie zająć się czymś bardziej istotnym. Zamkną jej usta swoimi przez pocałunek przepełniony namiętnością a dłonią dotykał jej ciała zręcznie omijając miejsce, które wcześniej sam opatrzył. W tej chwili już przestały liczyć się dla niego powody, przez które odtrącił ją już dwukrotnie. Po jakiejś chwili ponownie oderwał się od jej ust i spojrzał w jej oczy uśmiechając się, pogłaskał dłonią policzek Nori przesuwając następnie dłoń coraz niżej wodząc po jej ciele zaś na jej szyi składał delikatne pocałunki, przenosząc jej coraz to niżej i niżej….

CEZNURA:
 

Spędzili ze sobą kilka namiętnych godzin, po których wampir leżał plackiem na łóżku przeczesując włosy Noriko i przyglądając się jej, to, do czego ona doprowadziła zmieniło jego nastawienie do niej, tak czy owak pomogła mu wyzbyć się niepotrzebnych mu hamulców, jakie posiadał od śmierci Michiko, jednak teraz było to już tylko przeszłością zwykły wspomnieniem. Nie miał zamiaru więcej ranić Nori gdyż nie chciałby cierpiała z tego powodu, zwłaszcza, że ciągle powtarzała mu, iż go kocha, po co miałby ranić osobę, która obdarzyła go takim uczuciem? Był uznawany za potwora, za cel, który należy zlikwidować zwłaszcza w mniemaniu klanu Hosokaya, a jednak jakimś cudem już druga kobieta o tym nazwisku się w nim zakochała. Nie mógł tego pojąć jednak nie musiał akurat tego rozumieć, w końcu nawet tak wiekowy wampir nie zrozumie tego, czym kierują się kobiety. Otrząsną się z zamyślenie i ucałował głowę Noriko uśmiechając się do niej, po chwili wyplątał się z objęć i podniósł się do siadu przeciągając się jednak po chwili namysłu zrezygnował z pomysłu wstawania, miał zamiar się polenić, przez co najmniej pół dnia.
-Jednak nie wstaję.
Zaśmiał się i ponownie położył układając się wygodnie na łóżku i zamkną oczy, nie widziało mu się słuchanie głupich wywodów Dorothy czy też przejmować się tym, że jakiś głupi łowca panoszyć się może po okolicy i chcieć go zabić, nie chciało mu się w ogóle zawracać sobie głowy takimi drobnostkami. Leżał tak przez kilka minut aż w końcu zasnął, nie śnił jednak o niczym, mimo iż spał miał w przyzwyczajeniu tak, iż przez cały czas jakby czuwał, jednak po jakimś czasie Taro spał snem sprawiedliwego pogrążony w świecie sennych mar. Jednak nie pospał sobie zbyt długo gdyż po zaledwie dwóch godzinach do pokoju zaczęła dobijać się wścibska gosposia, przez co go obudziła. Taro miał zwyczajnie ochotę wstać i zdzielić ją po głowie żeby zapamiętała sobie by nigdy więcej nie przeszkadzać mu, gdy śpi, jednak był w tej chwili zbyt rozleniwiony, przekręcił się, więc na drugi bok zakrywając głowę poduszką, nie miał najmniejszego zamiaru odzywać się choćby Dorothy wlazła do pokoju i zaczęła nadawać swoje mądrości. Szturchną jedynie lekko Noriko dając jej do zrozumienia by przegoniła natrętną jak mucha gosposię, sam nie miał do niej już ani grama cierpliwości i nie miał najmniejszej ochoty przypadkiem się na niej wyżyć tylko, dlatego że przerwała mu pierwszy od długiego czas spokojny sen. Niestety nie mógł już ponownie zasnąć, bo upierdliwie dobijająca się do drzwi gosposia nie zamierzała przestać walić w te drzwi póki nie podniesie ich z łóżek, a wampir nie miał najmniejszego zamiaru podnosić swoich szanownych i jakże dziś leniwych czterech liter tylko, dlatego że jakaś gosposia chce posprzątać w pokoju!

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pią Kwi 26, 2013 9:47 pm

Spodziewała się, że odwzajemni ten pocałunek, zawsze ulegał chociaż na chwilę. Całując go tak dalej, poczuła jak jego dłonie wędrują na jej ciało, było to bardzo przyjemne, ale nie dawała się tym omotać, bo już raz też tak było i tylko obeszła się smakiem. Kontynuując z jego strony zmienił się niewinny pocałunek w coś bardziej uczuciowego przez, co bardziej uległa tej chwili. Bojąc się, że zaraz się obudzi, a ona wyląduje na łóżku obok musząc się pogodzić z losem bycia dla niego tylko podwładną i może jeszcze ją pogłaska po głowie, by się nie gniewała. Ku jej zdziwieniu to połączenie trwało o wiele dłużej niż mogła przypuszczać przez, co ogarnął ją większy strach kiedy to wszystko się już skończy. Jak tylko oderwał się od jej ust otworzyła oczy mając ochotę już głośno westchnąć, kiedy zamienili się miejscami. Patrzyła na niego zdziwiona, a jej wyraz twarzy coraz bardziej to odwzajemniał.
Widząc jak ściąga z siebie koszulkę i odrzucają ją gdzieś uśmiechając się do niej nie wiedziała czy powinna jakoś na to specjalnie zareagować, może coś powiedzieć. Jedyne, co wtedy zrobiła to spokojnie położenie dłoni na jego torsie i czuły dotyk napawający się jego ciałem. Nie miała pojęcia czy to przypadkiem nie kolejna wizja tym razem ta z tych bardziej miłosnych, ale nie przeszkadzało jej to, skoro mogła być choć na trochę tą którą on pragnął. Jak złapał jej ręcznik spojrzała na jego dłoń i ujrzała swoje blond długie włosy opadające gdzieniegdzie na jej ciało. Wróciła wtedy na jego twarz nie wierząc, że on teraz jest z nią, a nie Michiko. Pochylając się ku niej mógł zauważyć jak jej wzrok ulega zmianie na uległy. Czując słodkie całusy na policzkach uśmiechnęła się, ale słysząc jego szept jej źrenice się zmniejszyły, a usta otworzyły. Tłumaczeń tego słowa było kilka, ale w obecnej chwili pasowało tylko jedno przez, co uśmiechnęła się do niego jak zaczął dodatkowo pieścić jej ciało dotykiem jak i pocałunkami. Mrucząc cichutko przymrużała oczy swoimi dłońmi zmysłowym ruchem znalazła się na jego karku i tyle głowy, gdzie głaskała go.
Z każdą chwilą tego, co robił zatracała się i czuła jakby jej serce jednak biło właśnie tylko dla niego. Kiedy tylko pozbył się jej ręcznika odkrywając jej ciało i połączył ich usta w namiętnym pocałunku za żadne skarby świata nie oddałaby tego, co teraz nimi kierowało. Jego ręce były cudowne, a pocałunki którymi schodził coraz niżej tylko pobudzały ją jeszcze bardziej. W życiu nie czuła się tak, wręcz idealnie. Te godziny z nim nie miały porównania do niczego innego, co udało się jej przeżyć jako śmiertelniczce. Nie wierzyła, że w tej chwili jakakolwiek kobieta przeżywa podobne szczęście, co właśnie ona. Taro całkowicie przewrócił jej świat do góry nogami pokazując dogłębnie czym może być prawdziwa przyjemność. Na te godziny zapomniała całkiem o bólu oddając mu się bezgranicznie.
To co czuła jeszcze sekundy temu uspokajało się stopniowo, kiedy było w niego wtulona po wszystkim. Mając przeczesywane włosy przez jego silną dłoń wpatrzona w wampira była jakby był jedynym mężczyzną na Ziemi. Uśmiechając się do niego czule muskając opuszkami jednej dłoni jego tors naprawdę bardzo szczęśliwa. Przymrużając oczy ziewnęła kiedy podniósł się do siadu przeciągając się. Za to jego słowa rozśmieszyły ją, jak znów padł plackiem wtuliła się ponownie do niego zamykając oczy. Musiała przyznać, że wymęczył ją porządnie, więc szybko oddała się w objęcia Morfeusza i zasnęła spokojnie. Nie pospała sobie, bo została szturchnięta przez Taro, na początku zaspana nie wiedziała za bardzo o co chodzi, ale widząc jak chowa się pod poduszką i słysząc dobijającą się do sypialni gosposię zrozumiała wszystko i tylko zaśmiała się. Wsunęła głowę pod poduszkę jaką chował się ukochany i cała mu czułego buziaka, po czym zeszła z łóżka przeciągając się, by jakoś po krótkiej drzemce rozprostować kości. Spojrzała na niego i dokładniej go przykrywając kołdrą jakaś rozpromieniona na twarzy dzięki uśmiechowi skrywającemu jej uczucia już miała wyjść do Dorothy, gdy pacnęła się w czoło.
-Mało brakowało...
Podeszła do łóżka i złapała jego granatową koszulkę, szybko włożyła ją na siebie, a z szafy wyciągnęła jakiej jego spodenki naciągając je na tyłek złapała za klamkę i otworzyła drzwi szybko wychodząc z sypialni i zamykając je za sobą. Patrząc z uśmiechem na gosposie.
-Chętnie coś zjem... co polecasz?
Zaczęła miło rozmowę byleby Taro mógł spokojnie poleżeć, a jej przyda się teraz ktoś do pogadania lub chociaż posiedzenia z nią. Obie poszły do kuchni, ale spojrzenie niepewne przez Dorothy na nią, jakoś nie dawało jej spokoju przez cały korytarz, aż do kuchni. Jak już usiadła przy stole oparła się łokciami o blat stołu i westchnęła. Gosposia wtedy nie wytrzymała już dłużej otwierając lodówkę i wyciągając z niej produkty potrzebne jej do porządnej dawki witamin, bo według niej pani Yamada wyglądała coraz gorzej. -Wszystko widzę dobrze... ale wczoraj wieczorem to... - Nori przerwała jej śmiejąc się.
-Wybacz... wczoraj nas poniosło... zapomnieliśmy się...
Przerwano jej słowami które ją zatkały. - Ja bym powiedziała, że dziś was poniosło... - zaśmiała się. - Cała posiadłość na pewno słyszała... - zabrała się za przyszykowanie smacznego i pełnego wartościowych witamin nie potrzebnych wampirzycy posiłku. Za to Nori fuknęła na nią niezadowolona i postanowiła jej dogryźć.
-Mnie chociaż do takiego stanu doprowadził jeden...
Uśmiechnęła się chytrze patrząc w stronę okna, Dorothy mina zrzedła i kroiła warzywa niezadowolona trochę zazdroszcząc młodej dziewczynie. - To się ciesz... - warknęła milcząc jakoś. Wampirzyca dumna z siebie w końcu spowodowała, że gosposia milczy, a ona może cieszyć się ciszą rozmarzona.
W takim stanie nie pozostała długo, bo oczywiście gosposia okazała się twardą sztuką. Po skończonym robieniu posiłku podała jej go przed nos i sprzątając po sobie zaczęła nawijać. - Był wczoraj ktoś z dwie godziny po tym jak państwo wyjechali... - Nori spojrzała na nią poważnie, wiedząc już skąd wuj wiedział, gdzie mniej więcej może ich znaleźć, ale to co zobaczyła pogorszyło tylko jej stan, kiedy położyła niedaleko niej wizytówkę. - Pytał... o jakąś Kirę...
Załamała się, teraz kiedy wszystko zaczyna się układać wracając dawno i nie ważne dla niej sprawy przez które również uciekła z Japonii. Westchnąwszy złapała wizytówkę zaciskając mocno dłoń i poszła do łazienki. Była wściekła, że nie może być szczęśliwa choć na chwilę, tak o tym wszystkim myśląc w jej dłonie zapalił się ogień. Oparzona delikatnie, puściła wystraszona płonącą karteczkę na kafelki.
-Muszę nauczyć się to kontrolować... bo spłonę... przez własną głupotę...
Nagle się zgięła w pół łapiąc się za klatkę piersiową czując nieprzyjemny ucisk. Widząc jak krew przesiąka koszulkę westchnęła naprawdę niezadowolona. Ściągnęła ją i wrzuciła do kosza z brudnymi ubraniami. Kolejno delikatnie zdjęła opatrunek, przemyła ranę krzywiąc się i niezdarnie sama opatrzyła się. Po sprzątnęła popiół i zatarła wszelkie ślady spuszczając je w kibelku, po czym wzięła się za posprzątanie bałaganu przez zmianę opatrunku. Na koniec obmyła twarz i wróciła szybciutko do sypialni zakrywając biust rękoma, wchodząc cichutko na paluszkach gdyby jednak spał. Zamykając drzwi na klucz i wlazła pod kołdrę wtulając się w niego.
-Śpisz?
Dawała mu czule całusy po ramieniu czując jakby jej istnienie nabrało kolorów i najpiękniejszych barw zabranych prosto z tęczy tuż po porządnej burzy.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Maj 13, 2013 1:39 pm

Jak tylko miał spokój od dobijającej się do drzwi gosposi ponownie zasnął i spał jak dziecko przez jakiś czas, niestety nie mógł sobie pospać gdyż do pokoju wróciła Noriko i wlazła pod kołdrę przytulając się do niego, czym zwyczajnie go obudziła, mrukną niezbyt zadowolony, iż został znów obudzony, jednak nie miał ochoty nic mówić tylko po prostu sobie leżał udając, iż wciąż śpi. Po kilku minutach zaczął myśleć czy wciąż ma udawać czy przestać, ale jakoś nie specjalnie miał ochotę by rozmawiać zwyczajnie wolał sobie poleżeć i w końcu odpocząć od rozmów. Jednakże po kilkunastu minutach jakoś stracił ochotę na to by tak przed nią udawać, przewrócił się na plecy przytulając ją i otwierając w końcu oczy. Postanowił w końcu jej podziękować za to, że odciągnęła natrętną gosposię by mógł sobie jeszcze pospać.
-Dziękuję, że ją odciągnęłaś.
Pogłaskał jej głowę składając delikatny pocałunek na jej policzku, nie bardzo wiedział, co ma więcej powiedzieć czy też zrobić, chociaż zawsze mógł wymyślić jakiś temat do rozmowy tylko, po co skoro nie specjalnie miał na to ochotę, wolałby przeleżeć cały dzień w łóżku marnując w ten sposób, chociaż trochę czasu. Pogrążył się w myślach cały czas głaszcząc jej policzek, zastanawiał się w tej chwili nad tym cóż będą przez cały dzień robić, w prawdzie mógłby zacząć ją uczyć jak ma kontrolować chociażby najpotężniejszą posiadaną przez nią moc żeby przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy nie potrafiąc wciąż tego kontrolować, chociaż wciąż nie specjalnie miał ochotę wychodzić z łóżka to jednak jego obowiązkiem było nauczyć młodą wampirzycę jak ma korzystać z własnych zdolności, jakie otrzymała w chwili przemiany. Jednakże miał dziś wielkiego lenia i nie widział siebie w tej chwili w roli nauczyciela, bo najzwyczajniej w świecie wylegiwałby się gdzieś w cieniu byle tylko nie sterczeć na słońcu, które go straszliwie drażniło. Przeciągną się ziewając i wyplątując się z objęć Nori w końcu podniósł się do siadu, może i chciał lenić się przez cały dzień zupełnie nic nie robiąc, ale jednak należałoby wypić chociażby szklankę krwi i posłać któregoś z obecnych w domu wampirów po to by uzupełnili zapas, który już się skończył. Wstał z łóżka i spokojnym krokiem podszedł do szafy, którą otworzył i wyjął z niej jedynie gatki i szlafrok to były jedyne rzeczy, jakie miał zamiar dziś nosić, ziewną drapiąc się w głowę i zastanawiając czy w ogóle wychodzić z pokoju, ale niestety zdążył już zgłodnieć, więc musi zaspokoić owy głód. Zamknął, więc szafę i podszedł do drzwi, otworzył je i wolnym leniwym krokiem pomaszerował do kuchni trzymając ręce w kieszeniach szlafroka. Fakt, że był jakoś dziwnie zmęczony zaczynał go drażnić a wampir nosił się z zamiarem ponownego powrotu do łóżka. Kiedy wszedł do kuchni miał wielką ochotę nawrzeszczeć na Dorothy za dobijanie się do pokoju, kiedy on śpi, ale jednak sobie to darował był faktycznie zbyt leniwy tego dnia. Wyjął z lodówki dwie butelki syntetyku otworzył jedną i upił z niej kilka łyków zaś drugą schował do kieszeni szlafroka, po czym nakazał gosposi by w końcu raczyła zrobić jakiś obiad w porę zamiast dręczyć Noriko czy zabawiać się z ochroniarzami posiadłości, kiedy już skończył lekkie opierdalanie gosposi poszedł do salonu i wysłał Daisuke by raczył przywieźć zapas krwi, bo nie wyobrażał sobie specjalnie tego, że młoda wampirzyca zacznie pijać syntetyk, który wcale nie był smaczny. Po przekazaniu „rozkazów” wrócił do swojego pokoju popijając po drodze syntetyk, w chwili, kiedy wszedł do pokoju zdążył opróżnić już połowę butelki, drzwi zamkną na klucz byle tylko nie wparowała tu z zaskoczenia Dorothy, której nie miał ochoty dziś w ogóle oglądać za to, że go obudziła, w prawdzie mógłby na nią za to nawrzeszczeć i znów pogrozić jednak nie widział w tym żadnego sensu w końcu ona jest upartą babą i nie posłucha. Podszedł do łóżka i usiadł obok Noriko, wiedział, iż będzie ona niezbyt zadowolona z faktu, iż musi wypić syntetyk, choć było to chwilowe rozwiązanie a przecież nie mógł jej pozwolić pójść i pożywić się ludzką krwią, bo zwyczajnie nie umie jeszcze się kontrolować a wolał oszczędzić sobie karania Nori za taki wybryk. Odstawił butelkę na stolik przy łóżku i podniósł ostrożnie Nori do siadu tak by nie przyprawić jej dodatkowego bólu, po czym wyjął z kieszeni szlafroka butelkę syntetyku, w prawdzie nie chciał jej tego wciskać, ale lepiej by nagle nie straciła nad sobą panowania.
-Zostały tylko syntetyki, więc musisz to wypić.
Podał dziewczynie butelkę i wiedział, iż raczej jej to nie posmakuje, ale niestety będzie musiała jakoś to wypić, bo nie miała innego wyjścia tak samo jak i on w tej chwili, każdy wampir woli wypić krew choćby odgrzewaną od jakiegoś marnego zamiennika. No, ale czasem nie ma niestety innego wyjścia jak zadowolić się marną podróbką krwi i nie marudzić jakież to jest obrzydliwe i nie da się tego w ogóle pić.

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Maj 20, 2013 9:09 pm

Tak go obcałowując i delikatnie dotykając jego ramienia zastanawiała się nad czym bardzo istotnym, a mianowicie czy takie szczęście jej pisane jest na wieczność. Nie chciała za szybko tracić życia w walce, więc to było dość istotnie w jej mniemaniu dumanie. Tak się zastanawiając dalej nie potrafiła sobie wyobrazić jak długo może trwać „wieczność”. Samo słowo w żaden przecież sposób nie odwzorowuje odczucia tak długiego stanu, jak więc można powiedzieć, że jest to w jakiś sposób straszne. Strach przed nieznanym jest czym normalnym, a jej w tej chwili nie zostanie nic innego jak się z tym pogodzić.
Jedyne, co trudno było opisać to tylko szczęście w jakim trwała dzięki jednemu słowu jakie usłyszała od swojego pana. A może już nim nie był? Na pewno był kim więcej, bo to co czuła do niego wypełniało jej martwe serce. Jak nic na tym okrutnym świecie nie mogła sprawić jej tyle przyjemności jak Ayano, to nie byle słowo. Choć miało wiele znaczeń w tam tej chwili mogła znaczyć tylko jedno. I to ją uszczęśliwiało najbardziej. Tylko coś nie dawało jej spokoju tak na zaś. Dlaczego w końcu uległ, czyżby nie miał już do niej sił? Może to chwilowa słabość? Albo... albo nie widział w tej chwili jej tylko Michiko. Szybko wyrzuciła te myśli z głowy, bo miała ochotę się rozpłakać. Wtulona w niego z trudem zamknęła jednak oczy i miała zamiar się zdrzemnąć, nie patrząc była wykończona kilkoma wspaniałymi godzinami z wampirem.
Kiedy usłyszała jego głos uniosła powieki wiedząc, że jednak sobie nie pośpi. Głaska westchnęła przymrużając oczy jakoś senna. Nie wiedziała nawet jak szybko czas przeleciał, a on już wstawał. Leżąc rozleniwiona przeciągając się obserwowała jego ciało kiedy szedł do szafy coś na siebie włożyć. Jak tylko wyszedł zlazła z łóżka jakoś i włożyła bieliznę, a na to jakąś z jego koszul. Wzdychając podeszła do okna i odsłaniając zasłonę przymrużyła oczy przez mocniejsze światło dnia. Przez chwilę nic nie widziała, ale zaczynając się przyzwyczajać patrzy na ogród wokół posiadłości. Był już coraz piękniejszy dzięki pączkom na gałązkach drzew i wczesnokwitnącym byliną. Tak wpatrzona w jeden krzew przypomniał się jej dom. Rezydencja dziadków i opowieści mamy o chowających się w kwiatach wróżkach. Popadła w stan podobny do nostalgii. Znów zaczęła tęsknić za mamą, tak bardzo chciała pochwalić się jej swoim szczęściem, a była całkiem sama. Jakoś smutniejsza wróciła z powrotem na łóżko. Usiadła na nim wygodnie trzymając się ręką za klatkę piersiową czując ucisk od postrzału.

W tym czasie Dorothy krzątała się po kuchni myśląc i nudząc się. Jak wszedł do pomieszczenia jakiś mężczyzna zdziwiła się i chciała już na niego nawrzeszczeć, ale dostając rozkazy zatkało ją. Ten głos należał przecież do pana Yamada. Zaciekawiona dumała jak on zmienił wygląd w tak szybki sposób, w końcu nie widziała do tylko jeden i to nie cały dzień. W milczeniu tylko skinęła głową i zaczęła przygotowywać coś do jedzenia.

Kiedy drzwi się uchyliły spojrzała w ich stronę, a widząc jak do pokoju wchodzi Taro uśmiechnęła się. Jak tylko usiadła obok wyczuła coś od niego. Nie była pewno, co to za zapach, ale jej nie pasował. Słysząc samo słowo „syntetyk” przeszły po jej plecach ciarki, a dostając buteleczkę do ręki zaczęła grymasić. Nawet fuknęła niezadowolona, a jej kły wysunęły się z osłon ze złości. Wzięła głęboki wdech i otwierając buteleczkę jak setkę chlapnęła nie myśląc o jej smaku, byleby już mieć to za sobą. Później dopiero skrzywiła się ciamkając przewijający się smak w jej ustach. Milcząc położyła buteleczkę na stoliku nocnym i wlazła na środek łóżka kuląc się zniesmaczona przez to świństwo.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sob Cze 15, 2013 1:55 pm

Popijał w spokoju niezbyt smaczną ciecz jednak nie miał ochoty okazywać, jakie jest to obrzydliwe, bo wystarczyło mu to, iż widział miny niezadowolonej Nori, której nie specjalnie podobała się opcja picia marnej podróbki krwi, po tym jak opróżniła całą butelkę za jednym zamachem mógłby się po prostu roześmiać jednak nie widział w tym nic zabawnego w końcu sam kiedyś musiał pierwszy raz przełknąć tą obrzydliwą ciecz, wtedy sam równie bardzo okazywał, jakie jest to ohydne. Pogłaskał głowę Noriko chcąc ją jakoś udobruchać, chociaż wiedział, iż w niczym to nie pomoże, bo do tego smaku należy przywyknąć, chociaż za każdym razem picie tego nie jest żadną przyjemnością, o czym wie doskonale każdy wampir, który choć raz miał do czynienia z tą niezbyt smaczną substancją. Kiedy już opróżnił swoją butelkę odstawił ją na szafkę i mlasną niezadowolony ze smaku swojego „posiłku” tak naprawdę wolałby pożywić się na człowieku, choć wiedział, iż nie należy atakować tutejszych mieszkańców ze względu na ich niewtajemniczenie w istnienie istot nieśmiertelnych. Padł na łóżko patrząc w sufit, zaczynał sobie uświadamiać jak bardzo się zmienił i jak dawno nie pijał krwi wprost ze źródła, mimo iż był otoczony śmiertelnymi to powstrzymywał się jak mógł byle tylko nie krzywdzić więcej ludzi w końcu nie może szkodzić własnej rasie swoimi czynami zwłaszcza, iż teraz musi pilnować innych krwiopijców, którzy niechętnie przestrzegają praw, jednak póki nikt mu nie donosił o jakichś występkach jego pobratymców to nie widział potrzeby żeby przejmować się jakąkolwiek inną istotą po za Noriko, którą musiał nauczyć w końcu jak ma panować nad swoją najpotężniejszą zdolnością, jednak najpierw musiał poczekać aż jej rany się zagoją a potem na spokojnie będzie mógł zacząć ją uczyć.
Przeciągną się zakładając ręce za głowę i spojrzał na Nori uśmiechając się do niej, zastanawiał się nad tym cóż ma dziś robić jednak nie miał zielonego pojęcia, ale wiedział, iż musi znaleźć coś do roboty inaczej rozleniwi się całkowicie. Pogrążył się w swoich myślach mając nadzieję na odnalezienie pomysłów na to, co ma robić dzisiejszego dnia, szperał w swoim własnym umyśle poszukując odpowiedzi na swoje pytania jednak nie specjalnie mu wychodziło odnalezienie ich. Po kilkunastu a może kilkudziesięciu minutach w końcu znalazł jakieś zajęcie, podniósł się w jednej chwili z łóżka i wymaszerował z pokoju kierując się do łazienki, chwycił apteczkę i powrócił do sypialni, położył ową apteczkę na łóżku i zmusił Nori by podniosła się do siadu, zdjął z niej koszulę i zmienił na spokojnie opatrunek, widząc, iż był tak nieporadnie zrobiony tylko pokręcił głową, bo sama się z tym męczyła zamiast przyjść do niego. Kiedy już uporał się z jej opatrunkami mógł na spokojnie zająć się swoimi dłońmi, sprawnie zmienił sobie opatrunki. Po skończeniu odłożył apteczkę do szafki zaś zużyte opatrunki poszedł wyrzucić, kiedy wrócił podszedł do swojej szafy i wyjął z niej jedną ze swoich koszulek, którą podał Nori. Stwierdził, iż już teraz zacznie powoli uczyć młodą wampirzycę jak ma korzystać ze swoich zdolności a zwłaszcza z tej najpotężniejszej, mimo iż planował zaczekać to szkoda marnować czas na wylegiwanie się w łóżku zwłaszcza, iż Noriko może przez przypadek zrobić sobie krzywdę przez brak wiedzy jak kontrolować ogień, jaki potrafi sama stworzyć.
-Włóż to i chodź, za dużo czasu już zmarnowaliśmy.
Uśmiechną się i spokojnie poczekał aż ta się ubierze, gdy tak czekał pomaszerował w wolnej chwili do swojego gabinetu i wyjął z sejfu pęk kluczy służących do otwarcia budynku, do którego tylko on miał dostęp, kiedy dziewczyna była już gotowa powoli wyszedł z pokoju i ruszył w stronę wyjścia z domostwa, zaraz po tym jak włożył jakiekolwiek buty wyszedł z domu natychmiast zasłaniając twarz dłonią, nie znosił światła słonecznego, które strasznie drażniło jego oczy. Skrzywił się niezadowolony i czekał aż dziewczyna do niego dołączy, kiedy już tak się stało ruszył dość szybkim krokiem do wcześniej wspomnianego budynku i szybko otwierał kluczami zamki, kiedy uporał się z ostatnim wszedł do budynku wprowadzając za sobą Noriko i zamykając za sobą drzwi. Włączył światło, które oświetliło cały budynek, młoda wampirzyca ujrzała w tej chwili mnóstwo różnych sprzętów oraz innych rzeczy, jakie będą potrzebne jemu jak i jej do ćwiczeń w końcu każdy musi doskonalić swoje umiejętności i najlepiej mieć miejsce do tego przeznaczone niż niszczyć tak piękną okolicę. 
-Tu teraz będziesz spędzać większość czasu, póki nie nauczysz się panować nad najpotężniejszą ze swoich zdolności. Po za tym zbudowałem ten budynek z myślą o zwyczajnych ćwiczeniach, jest tu wszystko, co niezbędne do samodoskonalenia się.
Podszedł wolnym krokiem do ułożonych na piaszczystym podłożu kawałków drewna i podpalił je używając swojej jakże lubianej przez siebie zdolności, po czym siadł na oddalonej o dwa metry ławce tłumacząc Noriko jak ma się zabrać do tego by móc przejąć kontrolę nad płonącym już ogniem, w razie gdyby nie zrozumiała wszystkiego zaczekał chwilę dając jej czas na przeanalizowanie jego słów, po czym ponownie powtórzył tak dla pewności. Kiedy skończył tłumaczyć wskazał jej na ogień, który rozpalił i uważnie ją obserwował mając nadzieję, iż szybko jej pójdzie opanowanie owego ognia, ale nie liczył na to, że potrwa to krócej niż kilka tygodni a sukcesem byłoby jakby załapała to w ciągu kilkunastu dni. Jednak nie był aż takim pesymistą by wątpić w talent swojej podopiecznej, musiał w nią wierzyć a nie powinien w nią wątpić.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Cze 19, 2013 8:46 pm

Leżała skulona w cichy ciamkając ten okropny posmak w ustach jaki był smak syntetyku niby zamiennika krwi. Było to ohydne, ohydne tak bardzo, że nie miała już ochoty na nic. Nawet humor jej się popsuł, ale na szczęście ktoś kogo kocha jest tuż obok niej. Kiedy jego dłoń dotknęła jej cicho mruknęła uśmiechając się. Wiedziała, że kiedyś dobre czasy mogą się skończyć i tylko na tym paskudztwie będzie musiała żyć. Czego to się nie robi dla przeżycia...
Skupiona na jakiś myślach nie wiedziała nic, wpatrzona była w jakiś jeden punkt, ale nic nie słyszała i nic nie widziała. Nawet nie wiedziała, że wyszedł z sypialni, dopiero jak na z mus podniósł ją do siadu mruknęła niezadowolona, bo jakaś śpiąca się zrobiła. Bez zbędnych słów dała mu zdjąć z siebie jego koszulę i zmienić jej niezdarny opatrunek zrobiony na szybkiego, byleby zatamować krew. Widząc jego reakcję wiedziała, że nie jest z niej zbytnio dumny, ale nie jej wina. On był zmęczony, więc nie chciała go już męczyć swoimi problemami. Wzdychała kiedy zakładał jej nowy opatrunek czuła się trochę jak dziecko, co jej nie pasowało. Chociaż jakby nie patrzeć była młodą wampirzycą zaledwie jeszcze dzieckiem. Wiedziała niby o tej rasie wszystko, ale wiedza to praktyczne życie w skórze nieśmiertelnego.
Jak już zajął się sobą zamyśliła się się przez chwilę i spojrzała na swoje dłonie szybko zaciskając je w pięści. Miała nadzieję, że niedługo zaczną jakieś nauki, bo zaczęła się bać o własne życie. Nie patrząc obiecała mu, że nie da się zabić i będzie przy nim trwała wiecznie, anie chciała stracić życia przez własną nieudolność posługiwania się mocy. Ziewnąwszy sobie, bo jakoś zmęczona się zrobi z tego lenistwa od paru ładnych dni od kiedy spotkała Hitoshi'ego, a raczej Taro. Bawiąc się przez chwilę swoimi włosami, kręcąc sobie puklem wokół palca podniosła wzrok słysząc głos swojego pana podającego jej swoją koszulę. Odwzajemniając jego uśmiech włożyła ją ostrożnie dumając czy powinna włożyć chociaż bieliznę, ale nie miała na to ochoty. Podnosząc się z łóżka poprawiając włosy z twarzy zaczesując je za uszy, by jej nie przeszkadzały ruszyła za wampirem. Zastanawiając się czy on coś do niej czuje, czy nadal są tylko względem siebie panem i podopieczną. To ją zaczęło porządnie dręczyć. Choć usłyszała miłe słowo, nie miała tej pewności, bo powiedział to w trakcie wyłączenia myślenia, a kierowania się instynktem. Niby dbał o nią, ale przecież musiał, była jej stwórcą. Kręcąc głową jakaś przygnębiona stanęła budząc się i rozglądając się kiedy stanęli przed budynkiem, którego wcześniej nie zauważyła. Zamyślona nad tym, co może znajdować się wewnątrz na chwilę zapomniała o wcześniejszych rozmyśleniach. Widząc, że na bosaka stoi na młodziutkiej trawce zaśmiała się czując przyjemne uczucie. Choć była potworem, dalej czuła w sobie tę słodką dziewczyną mającą zaledwie dwadzieścia lat.
Wchodząc do dziwnego i nieznanego budynku była lekko przestraszona i gotowa na wszystko. Nie wiedząc czego ma się spodziewać czuła jak drży, ale w zaparte weszła do środka, kiedy zamknął za nią drzwi odwróciła się. W jej oczach było widać strach i nic więcej. Dopiero jak włączył światło rozejrzała się dokładnie, a widząc dobrze wyposażoną. Zainteresowała się nawet jego słowami, ale wolała milczeć. Doskonale wiedziała, że czekają ją znów ciężkie treningi i słuchanie poleceń, by była coraz doskonalsza, bo przecież zawsze każdemu mało.
Obserwowała go uważnie zastanawiając się, co on właściwie robi. Widząc jak podpalił kawałki drewna na piaszczystym podłożu zamyśliła się, a nawet trochę przestraszyła. Tak jak uwielbiała ogień zaczął ja przerażać. I wtedy jakby wszystko zatrzymało się, a jej umysł cofnął się do chwili poznania i gorącej deszczowej nocy. Po jej policzku spłynęła łzy, która cofnęła się jak tylko czas ruszył dalej. Widząc jak siada na ławce oddalonej od niej, westchnęła słuchając go uważnie podchodząc do ognia. Na jej szczęście powtórzył jej drugi raz, co i jak ma robić.
Zestresowała, że ją obserwuje stanęła trochę oddalona od płonących kawałków i patrząc na niego skupiona próbowała w jakikolwiek sposób coś z nimi zrobić. Po godzinie patrzenia w wypalające się drewno była wnerwiona. Nic nie jej nie szło. Zaciskając pięści podeszła bliżej mocno skupiona, jednak w pewnej chwili jej myśli przeszły na całkiem coś innego. Przypomniała się jej wizytówka jaką zostawił ten przed którym uciekła tak naprawdę tu i wybrała Taro jako swój cel. Niepohamowana złość może być niebezpieczna tak jak i w tym przypadku, w jej źrenicach można było ujrzeć wściekłość do granic wytrzymałości, a że skupiona była na płonieniach tym gorzej. W pewnej chwili ogień mocno powiększył się, wręcz buchnął przed nią. Widząc to zasłoniła rękoma twarz i upadła na podłogę. Jak tylko strach minął leżała wzdychając zdołowana.
-Przepraszam... … … jestem do niczego...
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Czw Cze 20, 2013 2:45 pm

Przyglądał się swojej podopiecznej bardzo uważnie pilnując by nie zrobiła sobie krzywdy żeby móc w odpowiedniej chwili zareagować, wiedział jednak, że nim w ogóle zacznie chociażby w najmniejszym stopniu wpływać na palący się już ogień. Musiał jednak mieć się cały czas na baczności w końcu już udało jej się stworzyć własny ogień, nad którym niestety natychmiast traciła kontrolę. Obserwował ją i niestety zaczynał się nudzić nie mógł jej przecież zostawić samej sobie żeby nie zrobiła sobie krzywdy, tak, więc siedział i patrzył na nią, co jakiś czas zwyczajnie się przeciągając, bo kto by tam miał ochotę siedzieć w bezruchu przez godzinę na tak niewygodnym siedzisku, jakim była owa ławka. W końcu, kiedy już miał po prostu wstać i zarządzić przerwę, bo nawet w trakcie nauki jest ona obowiązkowa nastąpił przełom i młodej wampirzycy udało się spowodować jakąkolwiek reakcję płonącego już ognia, który buchną z impetem, na szczęście Taro zdążył w samą porę pohamować owe buchnięcie i stłumić pozostawiając ledwie palący się kawałek drewna. Podniósł się z ławki i podszedł wolnym krokiem do Nori, kucną przy niej i podniósł ją do siadu. Jej słowa były zbyt krytyczne wobec jej samej i nie powinna tak siebie oceniać w końcu nie jest zbyt długo wampirem i dopiero zaczyna uczyć się panować nad swoimi mocami. Nie pochwalał w żadnym razie metod krytykowania bądź gnębienia osoby, która dopiero, co wkroczyła w świat nieśmiertelnych, nie mógł patrzeć jak ona sama tak krytycznie podchodzi do raptem jednego niepowodzenia, chociaż w najbliższym czasie wiele ich przybędzie.
-Nie mów tak ani nie myśl. Dopiero się uczysz to jest normalne.
Wstał i podniósł młodą wampirzycę uważając na to by nie przysporzyć jej bólu, nie miał zamiaru męczyć jej nadmiernie, chociaż powinien spędzić tu z nią bardzo dużo czasu jednak mimo to każdemu należy się, choć chwila wytchnienia nawet, jeśli jest się wampirem. Ucałował czoło Noriko i uśmiechną się do niej, tak naprawdę był z niej dumny nawet, jeśli jedynie na chwilę udało jej się spowodować jakąkolwiek reakcję palącego się już ognia. Wiedział, że póki jej rany w pełni się nie wygoją to nie będą mogli zacząć tych treningów na poważnie, ale póki był pewien, że zregeneruje się mniej więcej w tym samym czasie, co on to będzie, jako tako mógł sobie rozplanować zestaw zajęć dla młodej wampirzycy tak by nie przesiadywali tu całymi dniami i będą mogli poświęcić czas również na bardziej przyjemne rzeczy. Jednakże nie mógł po ledwie godzinie zarządzić od razu przerwy, więc postanowił, iż będzie ona musiał jeszcze przez jakiś czas odrobinę się pomęczyć.
-Jeszcze kilka prób. Poradzisz sobie, tylko bądź cierpliwa i nie kieruj się przy tym skrajnymi emocjami.
Pogłaskał jej policzek i ugasił całkowicie ledwie tlący się kawałek drewna, po czym podpalił kolejny by młoda wampirzyca mogła wznowić naukę, ponownie jej wytłumaczył, co ma robić tym razem postarał się wytłumaczyć to jak najdokładniej się da by mogła jak najszybciej pojąć, o co mniej więcej mu chodzi, tak naprawdę nie był nigdy zbyt dobrym nauczycielem, chociaż miał nadzieję, iż uda mu się przekazać w jakiś sposób młodej wampirzycy wiedzę, jaką posiadał i jaką wciąż zdobywa. Najważniejsze jednak dla niego było to by nie musiała dłużej znosić cierpienia i miał zamiar wyszkolić ją tak by żaden głupi łowca nigdy nie złapał jej w swoje sidła. Podprowadził Nori do palącego się kawałka drewna tym razem jednak nie powędrował na ławkę pozostawiając ją samą sobie, stał za nią mówiąc jej spokojnym głosem, co w danej chwili zrobić bądź by zwyczajnie się rozluźniła. Czuwał nad młodą wampirzycą uczącą się kontrolować swoją najpotężniejszą moc przez kilka długich godzin w ciągu, których nie jednokrotnie musiał ją zmotywować do kolejnej próby w końcu nie można od razu umieć wszystkiego. Kiedy już naprawdę przyszła pora na odpoczynek zwyczajnie przerwał Noriko kolejną próbę zawładnięcia nad ogniem gasząc go i odwrócił dziewczynę w swoją stronę.
-Na razie wystarczy. Mała przerwa dobrze ci zrobi.
Uśmiechną się ponownie i powoli poszedł w kierunku drzwi otworzył je i wyszedł przed budynek, poczekał aż Nori do niego dołączy, kiedy już do niego podeszła rozejrzał się po posiadłości, widząc, iż irytujące słońce ukryło się za chmurami uśmiechną się i zamykając drzwi od budynku powoli ruszył ciągnąc delikatnie za sobą Noriko w stronę jednego z największych i najstarszych drzew rosnących na jego posiadłości, stał pod nim nieduży stolik oraz dwa krzesła. Posadził na jednym z nich młodą wampirzycę zaś sam siadł na tym, które było wolne wyciągając nogi, miał zamiar zwyczajnie powylegiwać się w cieniu tego potężnego drzewa. Wiedział, iż za krótką chwilę zjawi się tu gosposia i zaraz nawymyśla niestworzonych rzeczy albo zniesie na ten niewielki stolik coś, co przygotowała na rozkaz, jaki jej wydał chcąc po prostu dać jej jakiekolwiek zajęcie byleby im nie przeszkadzała. Teraz jednak będzie musiał wytrzymać kolejną serię pytań bądź mądrości miejscowej śmiertelniczki, mimo iż przywykł w jakimś stopniu do tego to wciąż pozostawało to bardzo męczące i bywało nie do zniesienia, choć był on cierpliwym wampirem jednak każda cierpliwość ma swoje granice.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Cze 24, 2013 7:06 pm

Czując się źle, że zawiodła oczekiwania Taro nie miała ochoty już na nic. Z jego tłumaczenia to wydawało się proste i powinna sobie z tym poradzić, ale najwyraźniej była do niczego. Pogrążona w rozmyślaniach przez krótką chwilę wyrwał ją wampir. Wyczuła jak wstał, ale spodziewała się krytyki z jego ust. Przecież jak go ciągle nie słucha, teraz nawet nie potrafi zrobić prostej rzeczy. Kiedy tylko całkiem się do niej zbliżył zadrżała niepewna, co zaraz usłyszy. Bojąc się jego słów milczała na wszelki wypadek nie chciała się tłumaczyć czy w jakiś sposób usprawiedliwiać ze swojego niepowodzenia.
Obserwowała go uważnie jak kucnął obok niej i podniósł ją do siadu. Patrząc mu głęboko w oczy nie wyczuwała jakiś negatywnej reakcji na to, co się stało. Był raczej czuły i wyrozumiały. Nie poznawała go pomału. Zmieniał się, czyżby ona tak na niego działa? Nie potrafiła tego pojąć. A słysząc jego słowa całkiem ją zatkało. Nie miała pojęcia jak powinna zareagować na nie. Dla swojego dobra milczała jedynie patrząc się na niego. Wstając pomógł i jej, ale bardzo spokojnie i delikatnie jakby uważał, by nie sprawić jej bólu. Coraz niepewniejsza czy to na pewno jej Taro nie spuszczała z niego wzroku zadziwiona. Teraz będąc jego spodziewała się, że dalej będzie ją pouczał i był dość niemiły. Uśmiechnęła się. Łatwo się pomylić, jak się kogoś zna za krótko. Jej pan był z każdym dniem spędzonym razem niemalże dwadzieścia cztery godziny na dobę cudowny.
Ucałowana w czoło przez niego ukrywała większy uśmiech na buzi. Nie potrafiła opisać już wampira jednym słowem. To było niewykonalne. Kolejne słowa zabrzmiały jakby motywacja do kolejnych prób. Nie patrząc musiała przecież się nauczyć panować nad ta mocą. Już dwa razy zdarzyło się jej popatrzyć, a za trzecim może stać się już krzywda. Nie mogła do tego dopuścić, przecież obiecała. Miała więc tylko jedno wyjście i opanować możliwość kontrolowania ognia do perfekcji. Oczywiście nie od razu, ale z czasem na pewno się jej to uda. Zmotywowana czułym dotykiem jego dłoni dodatkowo poczuła się pewniej i chciała już jak najszybciej spróbować ponownie stanąć naprzeciw ognia.
Na spokojnie znów jej zaczął tłumaczyć jak obchodzić się z mocą podprowadzając ją do podpalonego nowego kawałka drewna. Zdziwiona słuchając go uważnie czuła jak dalej stoi za nią i motywuje w dalszym ciągu. Miał wtedy bardzo przyjemny spokojny głos, tym trudniej było się jej skupić na zadaniu jakie miała wykonać. Przymrużając oczy wsłuchana starała się robi to, co jej mówił jednak przez pierwsze trzy godziny bezskutecznie. Po czasie mocniej rozluźniona w dziwnej euforii dzięki jego bliskiej obecności lekko udawało się jej przygaszać płomień, jednak tylko na krótką chwilę. Po kolejnych godzinach skupiania się nad ogniem była zmęczona, kto by pomyślał, że długotrwałe myślenie może wykończyć, na szczęście Taro ugasił kawałek drewna i odwrócił ją w swoją stronę zarządzając przerwę. Odetchnęła z ulgą. Przetarła oczy i spokojnie ruszyła za nim, kiedy spokojnym krokiem powędrował do wyjścia z budynku.
Jak znaleźli się na zewnątrz spojrzała na niebo, uwielbiała być na świeżym powietrzu. Żarówkowe światło źle działo jakoś na nią. Nie spodziewając się została pochwycona za rękę i z uśmiechem szła za wampirem. Nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Zaznała spokoju ducha. Czuła się bardzo przy nim bezpieczna wiedząc, że nie da jej skrzywdzić. Udowodnił to kiedy musieli zmierzyć się z jej wujem. Poparzył się mocno, byleby ją wyswobodzić.
Jej myślenie na jego temat nie miało końca, nawet jak usadził ją na krześle pod drzewem. Oparła się łokciami na stoliku i wpatrywała się w niego bez skrępowania. W przekonaniu wszystkich była przecież panią Yamada. Od chwili zostania ją nie była przekonana do tej funkcji, ale to się zmieniło. Teraz była całkiem kimś innym nie tylko w swoich oczach, ale i jego.
Niespodziewanie do jej nozdrzy doszedł zapach dobrze jej znajomy, aż fuknęła odwracając głowę w stronę posiadłości z której wychodziła z tacą jedzenia Dorothy. Od ostatniej rozmowy nie miała jakoś cierpliwość do tej kobiety. Nie jej wina, że ona stała się ulubienicą Taro, choć chciała go zabić. Wspominając nawet nie potrafiła tego zrobić, teraz chociaż wiedziała dlaczego była wtedy taka słaba. Cieszyła się z tego, bo może i straciła rodzinę, ale zyskała towarzysza oraz wieczne życie u jego boku. Humor zepsuł się z chwilą jak tylko taca znalazła się na stoliku, a wścibska gosposia odezwała się dość niezadowolona. - Coś jeszcze pan sobie życzy? - zerknęła na wampirzycę i uniosła brew. - Pani Yamada jeszcze lata nie ma... zaziębi się pani, a później będzie roznosicielem zarazków.... a wygląda pani na wątłą osóbkę z kiepską odpornością... jeszcze to się źle skończy... - później może też coś mówiła, ale Nori wyłączyła się. Nie mogła już słuchać jej gadania o pierdołach które już ją nie dotyczyły jako nieśmiertelnej. Wzdychając wpatrzona na tacę pełną zdrowego i pełnego witamin lunchu dumała o niebieskich migdałach. Niespodziewanie wyrwało ją z zamyślenia jedno słowo wypowiedziane przez kobietę. Spojrzała wtedy na nią przerażona zaciskając dłonie w pięści zdając sobie sprawę, że musi to załatwić sama nie mieszając w to swojego ukochanego.
-Znów tu był? - patrzyła poważnie w jej oczy mając ochotę wsadzić wszystko w powietrze. Dorothy speszona jej wzrokiem przytaknęła głową potwierdzającą. - Tak... Pan Keiji Kuramoto był tu po raz drugi i pytał … tym razem o panią... a jak spytałam, czego chce od pani Yamada. Spojrzał na mnie rozbawiony i kazał przekazać te słowa... cytuję: „po moim trupie”. - kiedy skończyła mówić Nori zacisnęła zęby i przez nie odezwała się do niej.
-Możesz odejść... zajmij się czym twórczym... proszę... - widząc w jakim humorze jest gosposia wolała z nią nie zadzierać, bo kobiety z natury są gorszymi przeciwnikami niż mężczyźni. Za nim jednak nie odeszła wręczyła do dłoni potajemnie przed Taro coś wampirzycy i szybkim krokiem skierowała się do posiadłości zająć swoimi obowiązkami. W tym czasie Nori pod stolikiem spojrzała na karteczkę jaką otrzymała od Dorothy, a przeczytawszy ją westchnęła niezadowolona i skupiając się jak to tylko możliwe ostatni raz spróbowała zapanować nad mocą. Ku własnemu zaskoczeniu udało się jej. Karteczka spłonęła, a ona jakimś cudem się nie poparzyła. Jakoś smutniejsza na buzi wstała z krzesła i stanęła przed Taro. Milcząc usiadła mu na kolanach przodem do niego składając czułe buziaczki na ustach. Cicho mrucząc spokojnie rozwiązała sznurek od jego szlafroka i niepewnie już namiętnie go całując wtuliła się w niego. Czując jego ciało delikatnie dotykała go trochę się bojąc. Nie minęła wiele czasu jak oderwała się od jego ust i patrząc głęboko w jego oczy uśmiechnięta.
-Kocham cię... Taro...
Powiedziała to jak najczulej potrafiła, nie będąc pewna czy to nie ostatni raz kiedy mu to mówi. Liścik do niej mówił jednoznacznie, co się ma wydarzyć, więc chciała mieć swojego pana jeszcze na trochę za nim to się stanie. Nie okazując strachu znów przyssała się do jego ust jak najnamiętniej całując go, by myślał teraz tylko o niej.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Cze 24, 2013 11:07 pm

Po tym jak już mógł spokojnie się powylegiwać nie oczekiwał nawet, iż potrwa to długo, odczuwał na sobie wzrok Noriko wcale się tym nie przejmując. Zerkał czasem na nią uśmiechając się nie miał nic przeciwko temu by tak sobie patrzyła w końcu nic takiego nie robiła. Niestety, kiedy tylko dostrzegł Dorothy to natychmiast udał, iż śpi w końcu nie miał specjalnie ochoty by wysłuchiwać tych dyrdymałów, jakie ciągle gadała. Gdy podeszła zupełnie się wyłączył byle tylko nie musieć wysłuchiwać mądrości gosposi, jak tylko doczekał się chwili, gdy odeszła otworzył oczy przeciągając się i zerkając na zawartość tacy, wetkną palec do jednej ze szklanek gdzie znajdowało się coś, co prawdopodobnie miał okazję już spożyć, wyjął palec ze szklanki i go oblizał. Nim zdążył się obejrzeć na jego kolanach siedziała Nori obsypująca go pocałunkami i dobierająca się do jego szlafroka, nieco go to bawiło jednak nie miał nic przeciwko temu, choć perspektywa, iż Dorothy będzie widziała wszystko z okna nie specjalnie mu się podobała, choć z drugiej strony w końcu pozbyliby się jej durnych morałów bądź jeszcze gorzej przybiegłaby z kolejną wiązanką. Nie bacząc jednak dłużej na to zwyczajnie odwzajemnił pocałunek młodej wampirzycy obejmując ją i wplatając palce w jej blond włosy, w chwili, kiedy oderwała się od jego ust zrobił niezadowoloną minę i zakomunikował swe niezadowolenie cichym warknięciem. Nie podobało mu się takowe drażnienie, choć słysząc kolejny raz jak mówi, iż go kocha uśmiechną się lekko nie bacząc już na to, że przed chwilą zbyt dosadnie okazał niezadowolenie. Przesuną dłoń na jej policzek, głaszcząc go patrzył w jej oczy uśmiechnięty jednak nic nie powiedział. W chwili, gdy ona ponownie przyssała się do jego ust spokojnie i posłusznie odwzajemnił ten pocałunek zwyczajnie zatracając się w tej chwili. Niestety to, co miłe zwykle trwa zbyt krótko by się tym nacieszyć, tak też było i tym razem gdyż na teren posiadłości wjechała laweta, na której znajdował się samochód Taro, który tak po prostu pozostał gdzieś w pobliżu sadów, z owej chwili przyjemności wyrwał go nieprzyjemny dla tak wrażliwych uszu dźwięk klaksonu. Odciągną lekko od siebie Noriko i podniósł się stawiając młodą wampirzycę na trawie.
-Poczekaj na mnie w domu.
Szepną jej na ucho, po czym ucałował jej czoło i zawiązawszy sznurki szlafroka podszedł do lawety, z której właśnie był zdejmowany jego samochód, musiał uważnie się przyjrzeć pojazdowi i upewnić się, iż wciąż jest w nienagannym stanie, na szczęście był nienaruszony, co go nieco jednak zdziwiło, ale nie przejął się tym za bardzo. Poczekał jeszcze chwilę aż Noriko zniknie za drzwiami domu i gdy samochód znalazł się w całości na ziemi zbliżył się wolnym krokiem do mężczyzny, który był tak miły i dostarczył jego pojazd w nienaruszonym stanie następnie sięgną do kieszeni szlafroka i wyjął nieduży plik gotówki, przeliczył pewną sumę i podał banknoty człowiekowi, po czym odłożył resztę pieniędzy do kieszeni i wolnym krokiem ruszył do domu a będąc w nim już chwycił lekko za rękę czającą się przy drzwiach Nori skierował się do sypialni, niestety wciąż był zbyt rozleniwiony tego dnia by robić cokolwiek. Kiedy wszedł do sypialni wpadł mu do głowy genialny pomysł, spojrzał na dziewczynę uśmiechając się i puścił jej rękę podchodząc natychmiast do szafy. Zdjął spokojnie szlafrok i rzucił na podłogę, wyjął z szafy jakąkolwiek koszulkę i ją włożył następnie zaczął poszukiwania odpowiednich spodni, kiedy już je znalazł to na szybko skończył się ubierać, wziął jeszcze buty z szafy, które szybko włożył zaś następnie wyjął z kieszeni szlafroka pozostawione tam pieniądze, które schował w swojej kieszeni zaś owe ubranie pozostawił na podłodze ze zwykłego lenistwa. Wolnym krokiem podszedł do szafki przy łóżku i wyjął z szuflady swój portfel, który również schował w kieszeni następnie sięgną po klucze do samochodu, odwrócił się w stronę nieco zdziwionej Nori.
-Przebierz się, w końcu coś ci obiecałem. Czekam w samochodzie
Uśmiechną się do niej i zaczął szukać swojej katany, kiedy ją znalazł włożył ją do torby i pomaszerował do samochodu, włożył torbę do bagażnika, powrócił do kuchni i wziął z lodówki kilka butelek syntetyku wracając następnie do pojazdu, usiadł na miejscu kierowcy i otworzył schowek, z którego wyjął leżące już jakieś czas butelki syntetyku i wystawił je z samochodu i ułożył w schowku dopiero, co przyniesione syntetyki, musiał mieć jakiekolwiek zabezpieczenie gdyby nagle młodą wampirzycę dopadł głód. Kiedy już zrobił, co miał zrobić włączył silnik i czekał spokojnie aż Noriko dołączy do niego.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sob Lip 27, 2013 7:15 pm

Wszystko zaczęło się układać, aż za bardzo w jej niby życiu z czego cieszyła się jak nigdy. Miłość kwitła z każdą chwilą spędzoną blisko ukochanego. Nawet i Taro w jej oczach był szczęśliwy. Czuła to właśnie wtedy gdy odrywała się od jego ust, a on słodka warczał niezadowolony. Był taki uroczy jak nie dostawał tego czego chciał, kochała się z nim droczyć i to nawet bardzo. Zapatrzona w niego zapominała o wszystkim, a zwłaszcza o problemach które krążyły nad jej głową jak burzowe chmury czy sępy nad konającym na pustyni.
Całując go dość łapczywie nie myślała aby ani na chwilę się od niego już oderwać, ale oczywiście znów coś im przeszkodziło. Zła mruknęła pod nosem naburmuszając się, ale grzecznie posłuchała swojego pana i spokojnym krokiem ruszyła w stronę domu z małym rumieńcem. Wzdychając po drodze zastanawiała się nad nieprzyjemnym liścikiem od znanego jej człowieka, który omal zrujnował jej życie, ale pewna siebie czuła, że przy Taro nic jej nie grozi, a zwłaszcza ze strony  Keiji'ego Kuramoto. Na samą myśl o tym nazwisku przechodziły ją ciarki. Po wejściu do domu zatrzymała się spokojnie czekając na wampira. Jakoś samej nie chciało się jej iść w stronę sypialni postanowiła więc cierpliwie poczekać. Nie musiała jakoś długo stać tak bez celu, bo jej ukochany szybko jak tylko pojawił się obok niej złapał ją za rękę i zabrał do pokoju, gdzie niespodziewanie zaczął się ubierać i przygotowywać jak do wyjścia na miasto. Noriko w tym czasie stała osłupiała nie mając pojęcia, co jest grane w tej chwili. Stała tak dobre może z pięć minut. Zastanawiając się gdzie on się wybiera bez niej. Z każdą chwilą jego milczenia jej dłonie zaciskały się w mocniej zaciśnięte pięści ze złości, ale po wyrazie miny było widać zdumienie lub niezrozumienie, co do jego zachowania.
Kiedy w końcu zwrócił na nią uwagę miała ochotę mu powiedzieć, co czuje w tej danej chwili, ale powstrzymała się. Słysząc, że mają gdzieś jechać. W jej główce roiło się od miliona myśli, ale żadną nie trafiła w zamysł Taro, chyba. Odwzajemniając uśmiech widząc jak wyszedł z sypialni czym prędzej zaczęła szukać czegoś ładnego. Myśl z wyjścia gdzieś poza to miejsce napełniała ją nieograniczonym szczęściem. Uśmiech z tego powodu nie schodził jej z buzi. W tej chwili zapomniała dosłownie o wszystkim. Liczył się tylko wyjazd z Taro, gdzieś nie ważne gdzie. Chciała mu udowodnić, że panuje jakoś nad sobą i nie ważne ilu śmiertelnych stało by obok ona będzie opanowana. Sama w to do końca nie wierzyła, ale warto pozytywnie myśleć jak się jedzie w nieznane. Z tej radości włożyła na siebie coś bardzo ładnego, by skupić jego całą uwagę tylko i wyłącznie na niej. Nie zniosłaby, gdyby spojrzał się na inną. Nie po tym, co razem przeszli i co ich łączyło.
Ubrana w piękną błękitną sukienkę obcisłą od góry bez ramiączek, aż do bioder. Dalej w dół była bardziej „wolna”. Warstwy układały się jak płatki róży po same kostki, a odcienie tych, że płatków sprawiały jakby suknia poruszała się na spokojnym wietrze, choć go nie było. Na stopach widniały rzymianki na obcasie, paseczki jak i zapięcia były przyciemniano białe. Wszystko współgrało ze sobą i łączyło się w całość wraz z drobną biżuterią, to znaczy z pierścionkiem o niebiesko-fioletowym oczku jaki otrzymała od Taro.
Gotowa wyszła z pokoju i spokojnie kołysząc biodrami stukała obcasami po panelach kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Łapiąc za klamkę uśmiechnięta wyszła z domu i patrząc uradowana na samochód w którym siedział wybranek jej serca skierowała się ku niemu. Wiaterek bawił się jej blond włosami, a jej źrenice zmniejszyły się od natężenia światła, kiedy to powiększyły się. Z jej ust kącikami popłynęła krew, a uśmiech zniknął jej sukienka gdzieś w okolicy podbrzusza zaczęła się zabarwiać na czerwono. Przeszył ją koszmarny ból gorszy niż wcześniej jak miała zadany cios. Tym razem sztylet który ja przebił obracał się zadając dodatkowe cierpienie. Nori nie wytrzymując krzyknęła pochylając się do przodu, ale jednocześnie została złapana w pasie i przyciągnięta do stojącego za nią mężczyzny, który pojawił się tam niespodziewanie. Na jego twarzy widniał szyderczy uśmieszek jakby delektował się cierpieniem wampirzycy. Jak tylko zauważył wybiegającego z samochodu wampira wyciągnął srebrny sztylet z pleców Nori i przystawił go jej do szyi obejmując mocno. Pocałował ją w policzek po którym płynęły łzy dziewczyny, ale jej oczy przez cały czas skupione były na Taro ze strachem i obawą utraty nabytego po latach szczęścia. Próbując się wyrwać oprawcy krzyknęła wyciągając ręku ku wampirowi.
-Taro!!!
W tym momencie mężczyzna ścisnął ją mocniej i jak rzeźba z piasku rozsypał się wraz z Nori, a drobinki zostały porwane przez wiatr w nieznanym kierunku. A jedyne, co nich pozostało to przeraźliwy krzyk cierpienia porwanej wampirzycy oraz w miejscu gdzie stali liścik:

„Odebrałem, co należy do mnie...  Keiji Kuramoto...”


ZT ===> nie wiadomo gdzie
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   

Powrót do góry Go down
 
Wiejskie posiadłości Taro
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Wieś :: Wioska-
Skocz do: