IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wiejskie posiadłości Taro

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sob Mar 16, 2013 1:07 am

Kiedy była już całkiem załamana pragnąć śmierci została okryta czym i przytulona. Spokojnie podnosząc wzrok ujrzała jego poczuła się jeszcze gorzej, a jak tylko zaczął głaskać ją po głowie marzyła by skręcił jej kark. By zakończył tę farsę. Podnosił się, czuła jak zaraz weźmie ją na ręce. Nie myliła się, wtulona w niego milcząc jakby coś z niej uszło. Czyżby sens życia? Nie była absolutnie pewna czy dożyje kolejnego ranka. Czekała ją ciężka noc, a nie miała najmniejszej ochoty walczyć z gorączką jaka zawsze ją dopadała po mocnym zmarznięciu.
Cisza dobijała ją oraz jego obecność, miała tylko nadzieję, że nie słyszał jej krzyków, bo całkiem miałaby ochotę popełnić w końcu samobójstwo. Wiedziała, że nigdy nie zastąpi mu Michiko, a tylko z takim wyglądem zawsze jak spojrzy w lustro poczuje do siebie wstręt. I co ona ma teraz począć? Dlaczego był dla niej taki czuły, kiedy powinien ją w końcu zabić. Była łowczynią. No już niekoniecznie nią była, ale zwała się Hosokaya. I powinna umrzeć.
Cicho łkając wniesiona do domu, chciała z niego jak najszybciej uciec. Wszedł z nią do salonu, gdzie posadził na fotelu i okrył kocem rozpalając w kominku. Siedziała bez życia. Zła za to, że ich los w ogóle się splótł. Wychodząc, zostawiając ją samą, czyżby prosił o wybaczenie? Czy tylko tak sobie powiedział, by poczuła, że wszystko to jej wina. Sama nie wiedziała czemu tak się stało. Cieszyła się tylko z większych genów po ojcu, który dały jej blond włosy. Z czarnymi przy jej atakach wyglądałaby zbyt identycznie do Michiko.
Na wręcz rozkaz Dorothy powędrowała do salonu, a patrząc na zmarnowaną dziewczyną jakoś zrobiło się jej szkoda. Podeszła do niej i kleknęła przy fotelu wpatrzona w płomienie. Siedziały tak przez długi czas. - Wiem, że jestem okropnie wścibska... że wtrącam się w czyjeś życie... - westchnęła. - To wina braku własnego... - położyła głowę na jej kolanach jakby się do niej przytulając. - Pięć lat temu... zostałam wdową i musiała poukładać sobie życie w bardzo szybkim tempie... - zaśmiała się – na szczęście mam swoją cudowną córeczkę... Patty ma już dziesięć lat. To kochane dziecko, nie wiem jak dałabym bez niej sobie dalej radę... - spojrzała na dziewczynę. Wciąż wpatrzona była w płomienie, a jej wzrok był pusty jakby nic do niej nie docierało. Dorothy wyciągnęła rękę, by ją pogłaskać, ale została powstrzymała. Kiedy ta złapała ją za mocno nadgarstek i spojrzała w jej oczy.
-Nie dotykaj mnie...
Powiedziała dość przerażająco, a jej tęczówki zmieniły kolor na krwisty. Gosposia zalękłą się odsuwając się od niej. Noriko puściła jej rękę i schowała dłoń pod koc znów patrząc w płomienie. Dorothy nie wiedziała jak dziewczyna to zrobiła, ale zainteresowała ją. - Co cię gnębi? - zaczęła droczyć temat. Łowczyni wkurzyła się i celowo zaczęła mówić po ojczystym języku, więc po japońsku wiedząc, że ta go nie zna. Obrażała ją jak tylko mogła, by się na niej wyżyć. Jednak po pół godziny znudziło się jej. Zamilkła.
Po kilku minutach ciszy kobieta westchnęła i wstając pogłaskała ją po głowie. - Będzie dobrze... nic nie dzieje się bez przyczyny. Każdy ma cel i do niego dąży czy chce czy nie. - westchnęła. Noriko trochę się uspokoiła wciąż milcząc. Chciała, by tylko zostawiała ją samą jak to zawsze było kiedy coś się działo. Wolała samotność i rozmyślanie niż nie udolne pocieszanie i to baby która nie ma o niczym pojęcia. Dorothy uśmiechnęła się. - Więc na co pani Yamada ma ochotę? - I tu dało się usłyszeć jak łowczyni strzeliła kośćmi palców u dłoni zaciskając je w pięści. Podniosła się, a koc okrywający ją zsunął się na podłogę. Kurtka opadła na fotel, a ona odwróciła się w stronę kobiety która ją irytowała. Spokojnie do niej podeszła i złapała mocno za gardło, po czym wypchnęła z salonu.
-NIE NAZYWAJ MNIE TAK!! - rozpłakała się ponownie i dodała spokojniej. - Nigdy nią nie będę... bo jestem tylko kopią... i to jeszcze nieudaną...
Zamilknęła podchodząc do okna, a łzy płynęły jej po policzkach kapiąc na koszulkę. W tym czasie jak Dorothy wyleciała z hukiem z pomieszczenie upadając na podłogę na korytarzy spojrzała w bok widząc wampira. I szybko podnosząc się uśmiechnęła się niepewnie do niego. - Ja już nic nie mówię... nic nie rozumiem... - poszła mijając go do kuchni.
Noriko znów rozczulając się nad sobą podwinęła lekko podwinęła koszulkę i zerwała z siebie opatrunek na brzuchu. Przyglądając się widocznemu odbiciu w szybie okna skupiła się na napisie jaki wyrył jej na skórze kuzyn. Czytała i powtarzała go sobie, aż wmówiła sobie kim jest. Smutna odrzuciła opatrunek na podłogę dotykając poszczególnych liter.
-Uragirimono... zdrajca... kopia... morderca... nikim więcej nie jestem... dlaczego?
Spuściła wzrok przymykając oczy i patrząc jak z literki „m” zaczyna płynąc krew. Jeszcze ściągając opatrunek pod drażniła sobie ranę. Lepiej być już nie może.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sob Mar 16, 2013 9:47 pm

Szedł powoli do salonu nieco zamyślony, ale słysząc krzyki Noriko a potem wylatującą z salonu gosposię, która wylądowała plackiem na podłodze nieco się zdziwił, nie komentując tego wyminą Dorothy i wszedł do salonu. Powoli podchodził do dziewczyny, słysząc jej słowa wciąż milczał zatrzymując się, był winny temu wszystkiemu i jakże bardzo chciałby cofnąć czas by w ogóle do tego wszystkiego nie dopuścić, tak wiele już zniszczył w swoim wciąż niekończącym się życiu, że miał zwyczajnie dość, ale niepotrzebnie zniszczył życie Noriko w chwili, gdy pozwolił jej przebywać pod swoim dachem dłużej niż powinna, ale nie mógł nic na to już w tej chwili poradzić, podszedł w końcu do niej i położył dłonie na jej ramionach opierając czoło o jej głowę. Czuł się winny temu, co miało tu miejsce, wolałby naprawić to wszystko, ale niestety nie mógł.
-Wybacz, zniszczyłem życie kolejnej osoby z rodu Hosokaya.
Przesuną dłońmi po jej ramionach, milczał nie wiedząc, co może w ogóle jeszcze powiedzieć po jakiejś chwili odwrócił Noriko w swoją stronę by spojrzeć jej w oczy wiedział, że na pewno nie jest jej z tym wszystkim łatwo, a on jeszcze doprowadził do tego, że straciła tak naprawdę swoje dotychczasowe życie. Milcząc położył dłonie na jej policzkach, które delikatnie pogłaskał patrząc wciąż w jej oczy stykając czoło z jej czołem. Chciał sprawić by się, chociaż na chwilę uśmiechnęła, nie miał ochoty widzieć już cierpienia wystarczyło mu jego własne, które pożerało go od środka, poczucie winy niedające mu spokoju. Wolałby naprawdę jakoś wszystko odkręcić, sprawić by nie musiała kryć się przed kolejnymi zabójcami, jakich by przysyłano żeby ją zgładzili, nie chciał tego a jedyne, co mógł zrobić była prośba o uśmiercenie go i zlikwidowanie sprawcy tak wielu niepotrzebnych śmierci.
-Zabij mnie proszę…
Wyszeptał najciszej jak tylko potrafił, nie chciałby jeszcze ktoś cierpiał z powodu jego istnienia, miał dość bycia odpowiedzialnym za wszystko, co wydarzyło się bardzo dawno jak i w ostatnich dniach, nie chciał dłużej patrzeć na czyjeś cierpienie, które z każdą chwilą coraz bardziej pokazywało mu, jakim potworem tak naprawdę jest. Potworem niosącym jedynie śmierć i cierpienie, bo niczego innego w jego towarzystwie nie można osiągnąć, więc jedynym rozwiązaniem była tylko i wyłącznie jego śmierć. Nie miał już siły dalej żyć wiedząc, że nikt nie może być przy nim szczęśliwy, a nawet, jeśli to prędzej czy później zginie z jego winy. Stał tak kilka minut patrząc w jej oczy błagalnym spojrzeniem o ukrócenie jego żywota, czego niestety się nie doczekał, powoli opuścił ręce zabierając dłonie z jej policzków, pocałował ją delikatnie niemal jedynie musnął swoimi ustami jej usta.
-Wybacz…przy mnie nikt nie jest bezpieczny.
Wyszeptał ponownie najciszej jak potrafił, po czym odwrócił się do niej plecami i bardzo powolnym krokiem skierował się do wyjścia z salonu, skoro ona nie skróci jego życia to sam je zakończy, jedyne, na co poczeka to moment, w którym nikt nie będzie mógł go przed tym powstrzymać. Wyszedł z salonu i wolnym krokiem poszedł do swojego pokoju gdzie usiadł na łóżku myśląc cóż może jeszcze zepsuć prócz własnego i innych życia.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sob Mar 16, 2013 9:48 pm

Wpatrzona w spływającą krew po jej brzuchu, myślała nad sensem życia. Ostatnio tak często się nad tym zastanawiała, zbyt często. Cóż poradzić, była tylko śmiertelniczką. Miała przy dobrych wiatrach przeżyć może jeszcze z miesiąc, więc jaka różnica, co się teraz dzieje. Rodzina nie wybaczy, skreśliła ją. Ze znakiem każdy łowca stanie się w jednej chwili jej wrogiem za złamanie przysięgi. Czy teraz było ważne? Nie, miała inne zmartwienie które zaczęło ją zżerać od środka, bardzo pomału by delektowała się bólem i cierpienie jak najdłużej. Zaczęła rozumieć poczynania krewnej w sprawie odejścia z klanu. Doskonale rozumiała. Tego wampira nie da się nie kochać. Jego serce jest pełne miłości i opiekuńczości, zrozumienia. Dusza natomiast jest czysta, choć jest potworem. Miała nawet ochotę się uśmiechnąć, kiedy tak myślała o tym wszystkim próbując zrozumieć samą siebie porównując się do Michiko.
Wypuściła spokojnie powietrze przez usta i przymknęła oczy, kiedy poczuła jak stanął za nią. Po jej policzku słynęła kolejna łza jak tylko położył na jej ramiona swoje silne dłonie. To ją uspokoiło. Oparł czoło o jej głowę, nie czuła jego oddechu na sobie, ale to nic. Mogła tak stać wraz z nim choćby wieczność, albo chociaż do jej śmierci. Bezpieczna. Niespodziewanie zjechał dłońmi po jej ramionach przeszedł ją dreszczyk, a jej serce zaczęło bić szybciej. Na policzkach pojawiły się rumieńce, zrobiło się dużo cieplej choć to może być dziwne, skoro była tak blisko wampira. Nie miała pojęcia, co zamierzał. Kolejne słowa prośby o wybaczenie tylko raniły ją, bardzo boleśnie kiedy nie dawała mu odpowiedzi. Wiedziała, że bardzo wiele wycierpiał, a ona jeszcze zadawała mu kolejne ciosy prosto w serce. Zamiast być podporą, kim kto załagodzi już istniejące od wielu lat.
Niespodziewanie odwrócił ją do siebie, w ten otworzyła oczy zdezorientowana jego czynem. Ich spojrzenie złączyło się. Jej nogi drżały kiedy tak na nią patrzył. Oddech stał się bardzo nieregularny przez kołatające serce, które wciąż przyspieszało. Jak tylko położył dłonie na jej policzkach gładząc jego kciukiem jakby nie chciał, by już płakała, a opierając czołem o jej sprawił, że cała zadrżała. Nie bała się o nie. Patrzyła na niego obojętnie przez parę sekund nie chcąc pokazywać jak bardzo chce być z nim. Jak bardzo pragnie być u jego boku i sprawiać, by uśmiechał się już zawsze.
Jej serca zatrzymało się na moment jak wypowiedział bolesne słowa, jak poprosił o śmierć. Tak bardzo nie chciał żyć? Tak bardzo nie chciał, by wciąż była morderca bez serca? Patrzył na nią wręcz błagalnie, co tylko niszczyło ją od środka. Do jej oczu napłynęły łzy, nie potrafiła nawet drgnąć. Poczuła się koszmarnie. Najlepiej zapadłaby się pod ziemie, gdzieś gdzie nie będzie już ranić innych, a zwłaszcza tych których kocha, tak mocno.
Teraz, dopiero teraz poznała znaczenie słowa miłość. Bowiem to, co niby powiedziała do demona nie znaczyło tak naprawdę nic. Puste słowo, chęć bycia przy kim. Kiedy się nie udało, nie płakała, bo straciło go jako osobę. Jako Alex'a tylko, że straciła kogoś jako rzecz, która zastała jej odebrana kiedy zaczynała się przyzwyczajać. Teraz było inaczej. Była trzeźwa, wiedziała co się dzieje. Czuła jak ochrania ją. Czuła jak się nią opiekuje. Nie chciał nic w zamian. Uśmiechał się. Sprawił, że zapomniała o wszystkim. Wdarł się do jej serca i jak... z pewnością nie pasożyt zagnieździł się tam. Sprawiając, że była gotów jak niegdyś jej matka osłonić go własnym ciałem wiedząc, że grozi mu niebezpieczeństwo. Była gotów umrzeć, byleby go chronić, by odwdzięczyć się mu za to, że jest. A on prosi ją o czyn niewybaczalny, jak może ją tak katować. Jak może wbijać jej ostrze w serce.
Wpatrywała się w jego oczy lekko rozbieganym wzrokiem próbując w nim znaleźć życie. Wtedy zrobił coś czego nie powinien był robić. Nie teraz kiedy umierała w jego oczach. Kiedy musnął jej wargi swoimi ustami po jej policzku słynęła łza. Czuła jak ponownie wróciło w nią życie. Jednak nie potrafiła się ruszyć. Nie potrafiła nic powiedzieć. Odsunął się od niej, mówiąc coś czego nie mogła pojąć. Dlaczego się obwiniał? Znów kazał jej wybaczać. Czemu się tak krzywdził? Odszedł. Ona stała dychając jak lalka czekająca na włożenie baterii, by móc poruszać się. Coś ją sparaliżowało na jej szczęście wszystko uważnie obserwowała gosposia, która przypuszczając, że młoda pani Yamada chce porzucić męża ze względu na problemy weszła zła do salonu. Pewnym i dość szybkim ruchem podeszła do Noriko, kiedy ta ją zauważyła chcąc by ją przytuliła oderwała w policzek chyba najmocniej jak kobieta potrafiła. W jednej chwili złapała się za policzek i odwróciła głowę w bok przez siłę uderzenia. Dziewczyna rozpłakała się, emocje z niej wyszły jakie tłamsiła w sobie w chwili kiedy tak przy niej stał i pieścił jej duszę, a jednocześnie ranił serce.
Dorothy patrzyła na nią zła, nie miała ochoty dłużej patrzeć jak tak młode małżeństwo niszczy jakaś głupota. - Nie przytulę, nie powiem miłych słów... Jest pani głupia! Wstydziłaby się pani, by mąż tak cierpiał! I wręcz tak silnie starał się o pani wybaczenie! Nie pani serca... pani Yamada jest pani potworem! - kiedy to powiedziała, Noriko padła na kolana rycząc. Złapała się za serce i uderzyła głową o podłogę skulając się. Na gosposi nie zrobiło to jakiegoś wielkie wrażenia. Podeszła do niej złapała za zranione ramię, aż pisnęła z bólu podnosząc ją na siłę z podłogi. - Nie rób scen... tylko idź do niego i wybacz. Nie pozwolę byś krzywdziła tak dobrego człowieka jakim jest pan Yamada. - Złapała ją za ramiona i potrząsnęła. - Doprowadź się do porządku! Kobieta nie powinna się tak zachowywać, pani Yamada... proszę wziąć się w garść! - w końcu przytuliła ją do siebie głaszcząc rozpłakaną i nie wiedzącą chyba za bardzo, co się się dzieje młodą łowczynię. Tuląc zaprowadziła ją do łazienki. Tam pomogła jej się umyć, a widząc rany uznała, że jak i jej pan tak i ona najwyraźniej mają zamiłowanie do polowań, bo inaczej jak wyjaśnić broń jaką posiadają. Gosposia wiedziała dużo więcej niż mogło się im wydawać, ale większość rzeczy przemilczała sama dedukując odpowiedzi na jej ciekawość dotyczących niektórych spraw.
Do doprowadzeniu Noriko do porządku, opatrzyła jej rany nie zadając, żadnych pytań. Choć ciężko jej było. Nie znała języka w jakim był napis, więc tym bardziej nie mogła nic wydedukować sama, ale nie chciała męczyć pytaniami. Zostawiając dosłownie na minutkę może dwie ją samą w łazience doszła do jej pokoju i z torby wygrzebała jakieś czyste ubrania. Wybierając takie, by coś wy insynuować już samym stroje panu Yamada. Wróciwszy do niej jak dosłownie lalkę bez życia ubrała, umalowała delikatnie i ułożyła jej włosy. Zadowolona ze swojego dzieła pomogła jej wstać stawiając ją przed lustrem. Dziewczyna na swój widok zarumieniła się milcząc i szybko uciekła wzrokiem gdzieś na podłogę. Doroty uśmiechnęła się. - Jesteś śliczna... zrobisz większe wrażenie na mężu. - zaśmiała się cichutko prowadząc mającej jej już dość Noriko.
Kiedy obie stanęły przy drzwiach do sypialni gdzie znajdował się wampir. Zadrżała wiedząc, że ta ją tak wrzuci czy tego chce czy nie. Bała się stanąć przed nim po raz drugi, kiedy wiedziała, że woli śmierć niż spróbować znaleźć szczęście przy niej, choć na te kilkanaście może kilkadziesiąt lat jej życia. Już nawet skreśliła, że dałaby się zabić przez klan. Jak tylko Dorothy otworzyła drzwi, ta miała zamiar uciec, ale złapana w pasie znieruchomiała z bólu. Wepchnięta do pokoju na siłę odwróciła się, by z niego wybiec, kiedy omal nie dostała zamykającymi się drzwiami. Słysząc jak zamyka ich wredne babsko na klucz zacisnęła zęby ze złości.
Spokojnie odwróciła się w stronę mężczyzny na którego widok jej serce znów zabiło szybciej oparła się o drzwi. Patrzyła na niego nie wiedząc, co ma zrobić. Zadrżała. Widząc jego... smutek? Znów cierpiał? To były dla niej katusze, ponownie musiała patrzeć na widok, który wręcz dźgał ją w serce. Nie mogąc tego znieść odepchnęła się delikatnie i bardzo spokojnie zaczęła się do niego zbliżać. Była słaba, a idąc w szpilkach, co nie było takie łatwe w tym stanie. Dodatkowo sukienka w jaką ją wcisnęła, strasznie nie dawała jej oddychać, kiedy jej brzuch potrzebował teraz jak najwięcej swobody. Jej długość jak i kolor również wolała nie komentować. Czarna, w niektórych miejscach w talii wycięta zszyta z koronką. Bardzo krótka, sięgająca ledwie połowy ud. Bez ramiączek oparta tylko na ściśnięciu w biuście. Idealnie dopasowana do ciała przez, co czuła jak wżyna się w rany, choć były zabandażowane. Wściekła dziewczyna na wybór takiej kreacji akurat na nie pasującą okazję. Niby czerń to kolor żałobny, lecz do trumny nie chciała jej. Nie mogła uwierzyć, przecież w torbie jeszcze była taka ładna w kwiatki zakrywająca więcej ciała w dodatku nie ściskająca tak bardzo. Blednąc przez to, jej usta wydały się mocno czerwone przez śliczny odcień szminki jaką dobrała gosposia. Włosy przy każdym jej spokojnym ruchu lekko podskakiwały przez na końcach zakręcone.
Źle się czuła tak ubrana, już łatwiej byłby w samej bieliźnie jej paradować. Dalej milcząc stanęła przed nim łapiąc oddech. Zmęczona padła przed nim na kolana spuszczając głowę.
-Wybaczam...
Szepnęła i przybliżając się do jego nogi przytuliła się do niej kładąc głowę na jego kolanie. Przymrużyła oczy podduszając się zbyt ciasną sukienką jak i za mocno zawiązanym bandażem, przez, co dychała coraz głośniej. Jednocześnie policzkiem tuląc się do jego kolana. Nie chciała, by cierpiał. Zrobiłaby wszystko, co tylko by chciał, lecz nie zabije go. Mogłaby nawet odejść. Mógłby... nagle coś przyszło jej do głowy. Przecież mógłby się jej pozbyć. Był jeden sposób, jakby tylko tego tak naprawdę chciał. Nie robiąc tego sam się przyznał, że nie jest mu obojętna. I wolałby cierpieć niżeli ona. To ją zaczęło radować. Nawet nikt nie mógł podejrzewać jak bardzo.
Oparła brodę o jego kolano i odważnie spojrzała na niego w pewnym momencie uśmiechając się. W jej oczach zagościł spokój, patrzyła z uczuciem.
-Mój głupiutki Taro...
Powiedziała musząc coś na niego powiedzieć, bo od dłuższego czasu zbierało się jej na bluzganie takimi wiązankami, że nie wypada nawet tak kobiecie pomyśleć, a co dopiero powiedzieć. Jednak jakby żartobliwie, zdrabniając od tak powiedziała kładąc z powrotem policzek na jego udzie niż kolanie uśmiechając się zamykając oczy.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Nie Mar 17, 2013 2:17 pm

Siedział rozmyślając nad tym cóż jeszcze jest w stanie zniszczyć, co dołowało go jeszcze bardziej niż błąkające się wciąż po jego głowie wspomnienia tego, co już całkowicie zniszczył, że przez jego głupotę został wybity jego ród. Chciał po prostu skończyć ze swoim istnieniem, ale w tej chwili nie mógł tego zrobić a przynajmniej do czasu aż Noriko nie będzie mogła spokojnie żyć dalej bez obawy, że ktoś zostanie nasłany by ją zabić. Myślał tak przez dość długi czas siedząc to na łóżku to spacerując po pokoju albo zwyczajnie leżąc na wyrku. Kiedy tak znudziło mu się w końcu użalanie się nad sobą podniósł się do siadu i nucił dość smutną melodię myśląc nad tym cóż ma teraz zrobić. Został wyrwany z rozmyślań, gdy do jego pokoju została na siłę wepchnięta Noriko, spojrzał na nią i zdziwił się, że wcisnęła się w coś takiego po mimo ran, jakie miała, normalnie gdyby był jakimś niewyżytym śmiertelnikiem zapewne patrzył by na nią z wytrzeszczonymi oczami albo rzucił się na nią nie pytając nawet o zdanie. Jednak on tylko uważnie się jej przyglądał, aż do chwili, gdy padła przed na kolana i powiedziała jedno słowo, które pozwoliło mu na niewielki uśmiech, kiedy przytuliła się do jego nogi kładąc głowę na jego kolanie pogłaskał ją delikatnie.
-Dziękuję...
Pogłaskał ponownie jej głowę, nie mógł jakoś zmienić tego, co się wydarzyło ani nawet jakoś ulżyć jej w cierpieniu, nie mógł jakoś patrzeć na to…Widział dokładnie jak i słyszał, że ta sukienka utrudnia jej swobodne oddychanie. Poczekał chwilę patrząc na nią, w chwili, gdy ich spojrzenia się na chwilę spotkały odwrócił wzrok w bok, słysząc jej kolejne słowa nie był zbyt zachwycony, ale po prostu nic nie odpowiedział tylko powoli podniósł ją i posadził na łóżku.
-Nie mądrze postąpiłaś utrudniając sobie oddychanie tym strojem.
Uśmiechną się na chwilę, aczkolwiek, mimo iż wyglądała w tej sukience tak, że normalny człowiek by zaniemówił, ale Taro zwyczajnie był przyzwyczajony do takich widoków, chociaż trudno było ukryć zachwyt takim widokiem, ale mimo wszystko wolałby nie męczyła się wciskając na siebie takie łaszki, powoli przyciągną ją bliżej siebie i zwyczajnie przytulił, wolałby ściągnęła z siebie ubranie, które tak bardzo przeszkadzało jej w swobodnym oddychaniu i włożyła coś wygodniejszego. Domyślił się, że najprawdopodobniej Noriko sama z siebie się w to nie wcisnęła w końcu, kto chciałby utrudniać sobie oddychanie z własnej nieprzymuszonej woli? Raczej nikt by sobie nie zafundował takich tortur,
-Będzie lepiej, jeśli przebierzesz się w coś wygodniejszego… Sama raczej się w to nie wystroiłaś…. Dorothy cię w to wcisnęła?
Wstał z łóżka i podszedł do swojej walizki otworzył ją i wyjął jakąkolwiek koszulę, po czym podszedł do łóżka i położył koszulę obok dziewczyny, nie chciałby męczyła się dodatkowo przez tą głupią kieckę. Zaszedł łóżko z drugiej strony i wszedł na nie, nieco poirytowany już tym jak ciężko Noriko łapać oddech rozerwał tą kieckę z tyłu i na siłę z niej ściągną, widząc również jak bardzo zaciśnięty jest opatrunek skrzywił się niezadowolony i poluzował bandaż tak by dziewczyna mogła spokojnie oddychać i nie odczuwać przez to dodatkowego bólu. Kiedy skończył poprawiać opatrunek zmusił ją do tego by włożyła jego koszulę nie zwracając uwagi na ewentualne sprzeciwy.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Nie Mar 17, 2013 3:33 pm

Jak tylko Noriko została wrzucona przez gosposię, ta zamknęła na klucz drzwi i przyłożyła ucho do nich, by spróbować coś usłyszeć. Bardzo chciała, by według niej młode małżeństwo nie rozpadło się przez jakąś głupotę, gdy przecież na własne oczy widziała jacy są dla siebie i próbują się pogodzić. Może mało umiejętnie, ale postanowiła im zacząć pomagać. Za wszelką cenę. Wiedząc, że potrafi wpływać na Noriko postanowiła się trochę na nią wpływać. Wiedząc jak szybko wpada w histerię kiedy coś się źle dzieje. Na jej nieszczęście przez drzwi nie było nic słychać, a przez dziurkę od klucza nie wiele widziała. Zła poszła do kuchni zająć się drugim śniadaniem.
W tym czasie łowczyni postanowiła wybaczyć i przestać się już gniewać. To wszystko nie było ich winą, uznała to za złe zrządzenie losy i tyle. Czego nie mogła powiedzieć o tym, co sama na siebie sprowadziła. Gniew rodziny o czym musiała koniecznie powiedzieć wampirowi i wyjaśnić, że są dwa wyjścia w ostateczności trzy z tej całej skomplikowanej sytuacji jaka nastąpiła przez niefortunny zwrot wydarzeń. Za nim to jednak chciała z nim omówić, była zmuszona do udobruchania go.
Jego wzrok gdy weszła sugerował jej, że jakoś nie specjalnie mu się taka podoba, co ją nie dziwiło. To wdzianko było przeznaczone na imprezy jakie miała zamiar chodzić przed jeszcze przylotem do Londynu. Tu miała znaleźć szczęście i drogę życia. Czy ją znalazła? Na razie to tylko ból i cierpienie. Jak padła przed nim na kolana, co było raczej nie zamierzone. Dziwnym zrządzeniem losu okazało się trafne. Pogłaskał ją miło po głowie, dziękując. Odetchnęła z ulgą, no nie koniecznie odetchnęła. Dalej się dusiła, ale musiała to jakoś znieść. Przecież nie zacznie się przy nim rozbierać, jeszcze źle odbierze i wszystko poszłoby na marne.
Uciekł wzrokiem, jak mu dogadała, ale nic nie powiedział na to jej zachowanie, co ją troszeczkę zdziwiło. Wciąż przytulona do niego została przez niego podniesiona i posadzona obok na łóżku. I tu zaczęło być nieprzyjemnie. Siedząc sukienka uciskała ją jeszcze mocniej kiedy była lekko pochylona. Dychała bardziej, aby tylko wytrzymać. Słysząc jego słowa delikatnie zacisnęła pięści, miała po prostu ochotę, nawet dużą przywalić mu. Czy ona wyglądała na taka masochistkę? Niby wspomniała o ty, ale miała na myśli coś znacznie innego. To, że dała mu się wgryźć w skórę, ale nie tortury cielesne. Miała ich wystarczająco przez dłuższy okres życia. Wystarczało jej to do końca życia. Oczywiście pokazała dezaprobatę na jego słowa, chcąc nawet na niego fuknąć ze złości, ale powstrzymała się. Mieli się przecież dogadać, więc uspokoiła się i musiała jakoś znieść jego docinki.
Niespodziewanie i nie wiedząc nawet dlaczego została przez niego przysuwała coraz bliżej niego. Nie stawiała oporu dumając, co on zamierza. Jak tylko ją przytulił nie na myśląc się od razu odwzajemniła wtulając się w niego. Przymknęła oczy uśmiechając się, tak dobrze było jej w jego ramionach. Teraz czuła, że absolutnie nic jej nie grozi. Myśląc wyłącznie o tej chwili wyrwał ją jego głos. Ku jej zdziwieniu wiedział, jak musi cierpieć, a wmawiała sobie, że jest inaczej próbując nie pokazywać tego. Nie wyszło, no nic. Zaśmiała się słysząc jak wyniuchał robotę Dorothy. Jednocześnie rumieniła się zdając sobie sprawę z jego zasugerowania jej nazywając to „wystrojeniem”, że nie wyglądała w tym, aż tak źle jak myślała. Ucieszył ją ten fakt.
-Tak, to jej sprawka... - urwała myśląc. - … chciała wywołać tym w tobie... jakieś wrażenie...
Czemu mu powiedziała? Spodziewała się może jakieś miłej odpowiedzi, albo potwierdzić, że gosposia jest zdolna do wszystkiego. Prędzej to pierwsze chodziło jej po głowie.
Wypuścił ją z objęcia przy czym mógł usłyszeć jej cichutkie mruknięcie niezadowolenia. Tak dobrze czuła się w niego wtulona. Nie było ciepło jak to bywa przytulając się do mężczyzny, ale nie to było ważne. Wstał i poszedł do swojej walizki. Śledziła go wzrokiem zastanawiając się, co znów kombinuje. Jak wyciągnął z niej koszulę i położył obok niej. Już wiedziała, że ma się przebrać tylko był jeden problem. Musiałby się odwrócić, nie chciała by widział ją w niej. Kiedy poszedł gdzieś tam, a ona tylko pochyliła się i ściągnęła koszmarne szpilki. Chcąc zobaczyć, gdzie się podział Taro poczuła jak wszedł na łóżko. Westchnęła pewna, że czuje się zmęczony tym wszystkim i postanowił się zdrzemnąć. Pomyliła się. Czując jak znajduje się niej blisko pewniejsza niż wcześniej myśląc o możliwości zgłodnienia i chrapkę na ukąszenie ją. Nic się nie potwierdziło.
W pierwszej kolejności poczuła większy ucisk sukienki na ciało pisnąwszy, po czym dźwięk rozdzieranego materiału, w końcu luz. Na tym się jednak nie skończyło, bo ściągnął jej kreacje powodując u niej ogromnie szybkie kołatanie serca. Już chciała chwycić za koszulę jak zaczął poprawiać jej mocno zabandażowany opatrunek. Niezadowolona i cała czerwona jak burak zakryła swój biust, gdzie brakowało jednej części bielizny. Uroki sukienek bez ramiączek (tzw. tunik). Siedząc w samych koronkowych stringach czuja się koszmarnie. Chciała najpierw zabić Dorothy za ubranie jej tak, po czym ukatrupić wampira za rozebranie, a jakby tego było mało, na z mus włożenie jej chyba celowo tej koszuli zamiast dać jej się samej ubrać.
Jak skończył, buraczana na twarzy patrzyła mu w oczy, wściekła i zażenowana tym zajściem.
-Baka! Baka! Baka!
Wykrzyczała, nie uderzyła nawet przez myśl jej to nie przeszło. Szybko tylko usiadła tyłkiem na poduszce skulona rozciągając koszulę tak, by zakrywała choć trochę ciała. Wciąż na niego patrząc tym razem spod byka ukrywająca się pod opadającymi na twarz włosami fuknęła na niego. W takim stanie została na jakieś dwie minuty, zdając sobie sprawę, że chciał dobrze. Dodatkowo najwyraźniej lubi ją ubierać i przebierać, albo po prostu mieć ręce blisko niej. Westchnęła i uśmiechając odezwała się w końcu.
-Gomen...
Spojrzała na niego zamyślona. Teraz był idealny czas na to, by porozmawiali na główny dręczący temat głowę coraz słabszej dziewczyny. Chrząknęła i niepewnie zaczęła monolog.
-Ten mężczyzna... łowca... nazywał się Kunimichi... Kunimichi Hosokaya... mój kuzyn – widocznie posmutniała. - Kolejni jacy przyjdą mnie zlikwidować również będą moją rodziną... - w jej oczach pojawiły się łzy. - Nie będziesz przy mnie bezpieczny, od kiedy stałam się głównym celem. Za zdradę... - mlasnęła czując nieprzyjemną suchość w gardle. - Są trzy rozwiązania... jakie udało mi się wymyślić, by... byś był bezpieczny... jak i Dorothy – westchnęła – Pierwszym. I najszybszym jest zabić mnie... wolę byś ty to zrobił, niż oni... możesz na tym skorzystać... jeśli jesteś głodny i będę walczyć. Nie chcę umierać w męczarniach, a tak tylko... no wiesz – przełknęła ślinę – Drugim. Jest taki, że pożyczysz mi samochód... a ja dojadę do miasta... zostawiłabym go w umówionym miejscu, byś mógł go odzyskać... więcej byś mnie nie zobaczył, nie zajęliby się tobą póki żyję... dałabym ci czas na ucieczkę, zmianę tożsamości. - po tych słowach zrobiła się jakaś mocno przygnębiona. - Trzecim. Plan jest prosty, oboje jesteśmy słabi... nie mamy szans zresztą... ja cudownie nie ozdrowieję, więc oddałabym ci tyle krwi, byś mógł się bronić, a ja w tym czasie gdzieś zniknę...
U milknęła. Powiedziała wszystko, co wydedukowała ubierana przez Dorothy w łazience. Nie miała innego wyjścia jak tylko odejść i nie narażać ich. Gosposia ją wnerwiała, to prawda, ale nie życzy jej śmierci skoro ma dziesięcioletnią córkę na wychowaniu, a Taro... nie wybaczyłoby sobie jakby miało coś mu się stać. Czekała teraz spokojnie na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Nie Mar 17, 2013 7:34 pm

Po tym jak jej pomógł odzyskać swobodę oddechu ona się na niego wydarła, powinien się cieszyć, że nie dostał w pysk w końcu wyglądała tak jakby chciała mu porządnie przywalić, kiedy potem go przeprosiła nie zwrócił na to najmniejszej uwagi i zwyczajnie odsuną się. Słuchał tego, co miała mu do powiedzenia nawet na nią nie patrząc, wgapiał się w kołdrę myśląc nad tym, kiedy ona wymyśliła te durne rozwiązania, które nie mają prawa się udać. Szczerze to tak dokładnie jej nie słuchał tylko myślał o rozsądniejszym rozwiązaniu niż te, które ona wymyśliła, bądź, co bądź, ale nawet jakby zmienił ponownie tożsamość to i tak jej durna rodzinka nie odpuści sobie zabicia go w końcu to na niego polują od setek lat, a Dorothy nie miała pojęcia, kim oni tak naprawdę są i raczej żaden rozsądny łowca nie przylazłby w miejsce gdzie żyją jedynie niewtajemniczeni by zabić wampira i łowczynię, która zdradziła swój klan. Kiedy już wpadł na pewien pomysł, który może, jako tako się udać o ile będą mieli wystarczająco dużo szczęścia, które by się w tej chwili bardzo przydało. Ale jako że miał dość jej bezsensownej gadaniny, dał jej w twarz by się w końcu przymknęła, miał serdecznie dość durnych pomysłów, jak nie zabijać to uciekać albo jedno i drugie.
-Zamknij się już!!
Wrzasnął na nią jakoś odruchowo, mimo że chciał się przed tym powstrzymać to jakoś mi nie wyszło, spojrzał na nią nieco zły, bo ona chciała po prostu uciekać miast stawić czoła tej bandzie niby wyszkolonych zabójców, którzy tak naprawdę nie potrafią nikogo zabić w pojedynkę a jedynie przez użycie zasadzki. Taro miał dość uciekania przed nimi i postanowił w końcu stawić się czoła temu, co już nawyrabiał w swej przeszłości, miał zamiar jakimś cudem doprowadzić do tego by klan Hosokaya wreszcie dał mu spokój i by nie musiał wciąż zabijać kolejnych łowców, którzy byli po prostu zwykłymi ludźmi, których doskonale wyszkolono do by zabijali nieśmiertelnych, chociaż niektóre osoby tak wyszkolone nawet nie potrafiły zabijać. Spojrzał na Noriko i spoważniał patrząc jej w oczy, nie wiedział jak może zareagować na to, co za chwilę powie, ale musiał to powiedzieć i miał nadzieję, że ona nie będzie histeryzować, bo dla wampira było to jedyne rozwiązanie.
-Przemienię cię…dla mnie to jedyne rozwiązanie.
Zamyślił się na chwilę jak jej wyjaśnić taką decyzję, wiedział, że po przemianie stanie się dużo silniejsza i raczej będzie mogła sobie poradzić nawet, jeśli będzie zdana na siebie i o ile nauczy się kilku najważniejszych rzeczy, o które już Taro by się zatroszczył. Nie miał tylko pojęcia czy dziewczyna zgodzi się na to w końcu, kto normalny oddałby swoje człowieczeństwo na rzecz nieśmiertelności, która niekiedy doskwiera. Po kilku minutach rozmyślania jak jej wyjaśnić tą decyzję ponownie spojrzał na Noriko, miał nadzieję, że to, co jej powiedział nie przestraszyło jej w końcu przemiana to tak naprawdę nic strasznego, chociaż jak, dla kogo.
-Po przemianie będziesz silniejsza rany, jakie teraz posiadasz nie będą większym problemem…jedyną problematyczną rzeczą dla ciebie byłoby pragnienie, nad którym będziesz musiała nauczyć się zapanować. Łatwiej będzie przetrwać takie ataki …wtedy łowcy działający w mniejszych grupkach nie będą żadną przeszkodą.
Powiedział, co miał powiedzieć i zamilkł patrząc na dziewczynę, miał nadzieję, że nie przestraszyła się tego, co wymyśliłby uniknąć głupiej ucieczki przed członkami klanu Hosokaya jak i innych klanów, nie chciał więcej uciekać i pokazać, że łowcy wcale mu nie zagrażają, wiedział jednak, że Noriko raczej byłoby ciężko zabijać kogoś, kto jest z nią spokrewniony, ale nawet, jeśli ona będzie miała z tym problem to on ją w tym wyręczy. Będzie najpierw musiał i tak nauczyć ją wielu rzeczy by po prostu nie narozrabiała, jako młody wampir.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Nie Mar 17, 2013 9:52 pm

Jego reakcja na jej pomysły była nieprzyjemna. Dostała na wstępie po raz drugi już raz w twarz. Złapała się na policzek ukrywając chęć rozpłakania się kiedy się na nią wydarł. Spotulniała szybko czując się paskudnie. Przez całe życie musiała być cicho i posłusznie słuchać rozkazów jak w wojsku. Oczywiście za niesubordynacje czekały ciekawe kary, by już nie powtórzyło się niezdyscyplinowanie. I tu znów się zaczyna. Wampir i Dorothy chcą ją wykończyć psychicznie i zrobić na posłuszną dziewczynkę, a może nawet głupią laleczkę. O nie! Z pewnością się nie da.
Zaczęła się zastanawiać, co mu nie pasuje w jej pomysłach. Przecież nie było innego wyjścia, by uniknąć rozlewu krwi, a ona nie miała zamiaru zabijać własnej rodziny. Już wolała uciec i odciągnąć ich od niego. Nie obchodziło ją to, że on ma swoje racje, ona też je miała. Patrzyła na niego zła jak i on na nią. Mógł wtedy stając naprzeciw nich zobaczyć piorunujące spojrzenia chcące się zdominować nawzajem. Nie wiedziała kiedy nie wiadomo dlaczego spoważniał. Niepewnie już przyglądała się mu czekając z pewnością na dużo lepszy pomysł. Bo oczywiście on jest mądrzejszy od niej, a ona durna dziewucha powinna w ogóle milczeć i grzecznie słuchać. Już zaczynała mieć go powyżej uszu.
Wszystko się zmieniło z włącznie z jej miną jak usłyszała jego pomysł. W pierwszej chwili przestraszyła się, była dobre parę minut w szoku nie potrafiąc nic zrobić. Pomału uspokajała się słysząc, co jest pretekstem takiej zmiany. Posmutniała i to bardzo mając go głęboko w poważaniu. Nie miała zamiaru tracić jedynej rzeczy ją miała jeszcze po matce, a mianowicie życia. O jakie walczyła od urodzenia. Czuła jakby dla niego życie było niczym, a śmiertelnicy to tylko worki z gorącą gaszącą pragnienie krwią. Jej wzrok powędrował na pościel. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie potrafiła się pogodzić z jego bezdusznością. Miałaby oddać życie, by męczyć się wieki na świecie jak on i tylko ciągle narzekać. On jest niepoważny.
W ciszy siedzieli, prawdopodobnie na jej reakcję, ale nie miała zamiaru nic mówić. Była na niego wściekła, pokręciła głowa i wstała z łóżka . Jak tylko stanęła na równych nogach świat zawirował i z powrotem znalazła się na nim siedząc na szczęście tyłem do wampira. Nawet nie chciała na niego patrzeć. Nie rozumiała po, co ma się przemieniać. Siła się dla niej nie liczyła, moc tym bardziej. Rany? Rany się zagoją, a blizny to zawsze jakaś pamiątka na starość, by mieć co wspominać i opowiadać. Zresztą dla niej i tak życie się skończyło z chwilą kiedy została uznana za zdrajczynię. Nie miała rodziny, która zawsze trzymała ją jakoś na duchu. I dlaczego miałaby walczyć z najbliższymi. W dodatku to wieczne życie ją przerażało, całkiem sama po wieki wiedząc, że tak naprawdę będzie wierna tylko jednemu mężczyźnie. Swojemu panu.
Wzięła kilka głębszych wdechów i odpychając się od łóżka wstała. Lekko się zachwiała i odwróciła się do niego patrząc z pogardą.
-Czy ty uważasz, że jestem idiotką? Myślisz... siła, moce, nieśmiertelność coś dla mnie znaczą?
Westchnęła zła przełykając ślinę i myśląc nad solidną podstawą argumentów jakimi miała zamiar się bronić. To nie było łatwe, bo myśl o życiu bez większych zmartwień jest ciekawa, ale na pewno przychodzi czas pragnienia końca. Jak to mają ludzie dożywający stu lat lub więcej. Wieczna młodość i doskonały wygląd też jakoś jej nie kusił. Obmyśliwszy większość obalonych przez siebie argumentów jakimi mógłby ją zachęcić, zaczęła mówić.
-Urodziłam się i muszę umrzeć... nie wiesz, co znaczy tak naprawdę życie... widać, nie słuchałeś nigdy albo nie widziałeś czym cudownym jest możliwość starzenia się... Sama wieczność przeraża kogoś kto jest gotowy umrzeć w każdej chwili...
Uśmiechnęła się do niego, mając chęć go wyśmiać. Choć kochała go wolałaby spędzić u jego boku życie jako śmiertelniczka niżeli potwór i to na dodatek sługa. Wtem coś jej nie zgadzało. Jeśli Michiko żyła to jak przekonał ją, by oddała mu swoje życie i to dosłownie. Tu zaprzeczać o czym przed chwilą pomyślała., bo przecież musiała bardzo go kochać, ale miała pewność, że resztę swojej wieczności spędzi u boku już męża. Ona nie miała żadnej pewności czy nie zmieni jej, by zemścić się w ten sposób na jej rodzinie, po czym wyrzuci ją. Nie zniosłaby tego.
Jej uśmiech zniknął, jakoś nie było jej do śmiechu. I była pewna podjętej decyzji, nie da się zrobić marionetką poruszaną przez lalkarza, który w każdej chwili może znaleźć sobie lepszą lalkę. Nie dając zabezpieczenie, że nie spędzi wieczności jako mordercza bestia zabijająca dla krwi. Posmutniała widocznie na twarzy, nie chciała jakoś tego kryć. Nie wiedziała w tym najmniejszego sensu. Lepiej pokazywać obawy i lęki niż obojętnie stać.
-Nie chcę... nie będę zabijać rodziny... wolę umrzeć z ich ręki niż podnieść ją na ludzi którzy mnie wychowali. Miałam tylko ich... nie mam przyjaciół... nikomu na mnie nie zależy... i mam z taką świadomością kroczyć to tej okropnej ziemi miliony lat? Nie chcę...
W jej oczach zebrały się łzy. Stała opierając się kolanami o łóżko, by nie upaść. Słabła, czuła to coraz lepiej. Wiedziała, że jej ani jego plan już nie jest potrzebny. Umiera. Zaraz i tak jej nie będzie. Najwyraźniej była mocno wykończona albo seryjnie zbliżała się do kresu. Nie wiedząc dokładnie, dodała pociągnęła noskiem i wymuszając uśmiech wpatrzona w niego.
-Dziękuję za propozycję, ale jestem zmuszona ją odrzucić... - bardzo zbladła, a opatrunek przesiąkł krwią, spojrzała na brzuch i warknęła. - Kurczę... - ponownie spojrzała na niego. - Sam widzisz... niedługo mnie nie będę ścigana, do niczego nie jestem ci potrzebna... a krew sobie weź... byś miał tę swoją siłę... by uciekać jak to robisz od stu lat... zamiast pogodzić się z losem i żyć dalej jak jest ci to pisane... bo wiem, żeś czysto krwisty jest wampir... współczuje ci, że nie wiesz, co to za cudowne uczucie jak bije dla kogoś twoje serce... jak pulsuje krew kiedy boisz się o tą osobę...
Zamilknęła i wchodząc jednym kolanem na łóżku, by nie upaść. Patrzyła na niego, by nawet po śmierci nie zapomnieć jak wyglądała jej miłość. Zamknęła na chwilę oczy i weszła cała na pościel, na czworaka chwiejąc się lekko zbliżyła się do niego. Wpatrzona w jego oczy oparła czoło o jego. Stając na kolanach położyła dłonie na jego policzkach głaszcząc je.
-Przepraszam...
Przymknęła powieki i musnęła jego wargi swoimi ustami już milcząc. Puściła go i zaczęła się wycofywać, by wstać i wyjść już z pokoju. Była pewna, że teraz nie chce mieć spokój.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 12:10 pm

Czekał przez dość długi czas na jakąkolwiek odpowiedź, ale tego, że zacznie jeździć po nim i faktach, że tak naprawdę nie wie nic o prawdziwym życiu się nie spodziewał, miał ochotę ją w tej chwili zabić, bo zwyczajnie przesadziła, zacisnął pięści trzymając nerwy na wodzy wysłuchał wszystkiego, co miała do powiedzenia, chciał zrobić jej krzywdę aczkolwiek mimo wszystko wolałby żyła nie ważne było czy jako śmiertelniczka czy nieśmiertelna po prostu chciałby nie musiała tak cierpieć przez te rany ani później oglądać okropne blizny. Był pewien tylko jednego, że nie da jej ot tak po prostu umrzeć przez te durne rany, jakie zadał jej jakiś zasrany kuzynek, nie mógł uwierzyć w to, że dala się tak załatwić jakiemuś imbecylowi, mimo iż jest równie dobrze wyszkolona, ale niestety była zbyt miękka by zabić jakiegokolwiek krewnego, co zdążyła mu powiedzieć, nie miała najmniejszego zamiaru zabijać jakiegokolwiek członka swojego rodu niestety teraz przez tą słabość umierała cierpiąc nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W chwili, gdy usłyszał odmowę skrzywił się niezadowolony tym faktem i warkną zły, patrzył w tej chwili na nią zupełnie obojętnym spojrzeniem nikt nigdy tak nie mówił w jego kierunku. W chwili, gdy mówiła kolejne słowa był zupełnie na nie obojętny jak i na późniejsze czyny a zwłaszcza ten pocałunek, który chyba jednak nic nie znaczył i chyba słowa, jakie usłyszał całkiem niedawno były również nic nie warte… zupełnie zignorował te czyny jak i wypędził swoje myśli z głowy, ale mimo jej sprzeciwu postanowił, że i tak zrobi to, co postanowił. Kiedy tylko zaczęła się cofać by zejść z łóżka chwycił ją odwracając do siebie plecami i przyciągając jak najbliżej siebie, oplótł jej nogi swoimi nogami zaś ręce przytrzymał jedną swoją ręką blokując jej choćby najmniejszy ruch. Nie chciał zrobić jej krzywdy w razie gdyby się zaczęła szamotać, więc zwyczajnie wolał się ubezpieczyć by nie krzywdzić jej dodatkowo.
-Wybacz…
Szepnął, po czym odchylił jej głowę i w miarę delikatnie wgryzł się w jej szyję spijając spokojnie jej krew uważnie pilnując ilości wypitej krwi jak i reakcji jej organizmu, spokojnie spijał szkarłatną posokę wciąż ją obserwując, nie mógł w końcu się nie pilnować w takiej chwili, kiedy wypił odpowiednią ilość krwi odsuną się i położył ją ostrożnie, po czym wyjął scyzoryk, który wrzucił jakiś czas temu do szuflady, nie wahając się ani sekundy przesuną ostrzem scyzoryka po nadgarstku podcinając sobie żyły prawej ręki zaś lewą otworzył ostrożnie jej usta i przyłożył do nich prawy nadgarstek, jego krew spływała prosto do jej ust a on zwyczajnie pilnował ilości krwi, jaką którą musi ją wypełnić by przemiana zakończyła się sukcesem, jednocześnie nie mógł się za bardzo osłabić by móc ją poskromić, gdy odrodzi się, jako wampirzyca czująca palące pragnienie w końcu w domu wciąż przebywała gosposia, więc musiał jej pilnować jak oka w głowie by nie mogła zaatakować zwykłej śmiertelniczki. Napełniał dziewczynę swą krwią zaś sam przyklękną coraz bardziej słabnąć, nie spodziewał się, iż ma aż taki ubytek krwi. Kiedy po kilku minutach napełnił ją odpowiednią ilością krwi odsuną rękę od jej ust, które ostrożnie zamkną. Oparł się o łóżko patrząc jak rana na jego nadgarstku powoli się zasklepia, po kilku sekundach przeniósł wzrok na Noriko i pogłaskał delikatnie jej głowę czekając aż się odrodzi, jako wampirzyca a także, iż będzie jej stwórcą to tak jakby i ojcem. Przymkną oczy patrząc na dziewczynę i oczekiwał jej przebudzenia, był już zbyt słaby by choćby się podnieść, musiał się zregenerować i opróżnić, chociaż kilka butelek syntetyku by uzupełnić braki w krwi. Na szczęście dzięki temu, że drzwi były zamknięte to powstrzymają wygłodniałą wampirzycę po wybudzeniu chociażby przez krótką chwilę.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 12:11 pm

Pomyliła się, nie chciał spokoju. Nie miał zamiaru nawet słyszeć słów sprzeciwu. Zrozumiała to, jak tylko ją pochwycił i przyciągnął mocno do siebie. Nawet nie miała siły stawiać mu w tej chwili opór. Obrócił ją do siebie plecami bardzo mocno obejmując jedną ręką, dodatkowo splótł jej nogi ze swoimi. Nie rozumiała, co się dzieje. Czego on od niej oczekuje. Nie chciała tej bliskości. Szarpiąc się czuła tylko okropny ucisk brzucha z którego krew wydostała się przez bandaż. Mocno cierpiąc zaczęła płakać. To ją bolało i miała serdecznie dość, a mu się zebrało na przytulanie. Dopiero, kiedy szepnął zrozumiała, co zaraz się wydarzy. Przestała się szamotać. Całkowicie znieruchomiała, była pewna, że chce jej oszczędzić dłuższego bólu i zabije ją sam się żywiąc. Uśmiechnęła się.
-Kocham Cię...
Zamknęła oczy, a po jej policzku słynęła łza kiedy się wgryzł. Bolało, strasznie zabolało, ale nie krzyknęła. Nie chciała robić jakiś większych problemów w tej chwili. Minuty mijały, a ona słabła coraz bardziej. Przez otwarte usta walczyła jeszcze o złapanie oddechu, ale raczej przypominało to dychanie ryby, będącej poza zbiornikiem wodnym pozostawionej na piasku w pełnym słońcu. Przestawała kontaktować, jej puls był już prawie nie wyczuwalny. Nawet nie mrugała, wyglądała raczej na skupioną w jednym punkcie. Do serca ani mózgu nie dochodził tlen, bo krew go transportująca była na wyczerpaniu, więc spojrzenie miała puste pomalutku odchodząc w stan nieprzytomności. Czasem jeszcze wystąpił ruch bezwarunkowy stóp czy dłoni. Wyglądała strasznie, w jednej chwili z pięknej młodej dziewczyny został wrak.
Odpłynęła całkowicie, nie miała pojęcia, co on zamierzał tak naprawdę. Była pewna, że obudzi się na puchatej, sprężystej chmurce prowadzącej jak winda do nieba jej duszę. Jednak ją czekało cierpienie gorszej niż te w piekle.
Położył ją ostrożnie na pościeli, wyglądała jakby umarła. Kiedy otworzył jej usta ze swoich żył wlewał jej swą krew, która bez oporu spływała jej do gardła. Pierwsze krople bez problemu dotarły do najważniejszych miejsce w jej organizmie zmieniając powolutku jej ciało w jedną wielka konserwę. Jej powieki opadła same, a w niej dochodziło do zmian dzięki odpowiedniej ilości krwi jaka była jej dostarczana. Koniec, zamknął jej usta. Nawet pogłaskał jej głowę, ale jej już nie było. Ona nie czuła, nic nie czuła. Noriko odeszła, a pomalutku do życia budził się potwór rządny krwi.
Trudno powiedzieć ile czasu minęło, ale Dorothy była zaniepokojona denerwującą ciszą, gdzie jakiś czas temu słyszała jak pani Yamada dycha jak oszalała i te chwilowe szamotanie na łóżku. Wszystko dobrze słyszała, ale teraz w całym domu zapanowała dziwna cisza. Nawet na dworze wiatr ucichł jakby na coś czekał. Gosposia dostawała w tej ciszy szału, a nie chciała obudzić ich muzyką jakby jednak tylko spali. Tylko te jej myślenie i niezaspokojona chęć wiedzy mocno ją denerwowała, aż cała dygotała dedukując, co się tam takiego działo. Miała nadzieję, że Noriko będzie taka miła i jej choć, trochę opowie. Zdradzi odrobinkę tej tajemnicy.
Dzień minął. Nadal wszędzie panowała cisza, a Dorothy widząc która to już godzina i jak zrobiło się już ciemno podeszła do drzwi od sypialni pana Yamady i cichutko zapukała. - Państwo Yamada... za pół godziny idę do domu... przygotować jakąś kolację? - mówiła przez drzwi czasem delikatnie uderzając dłonią czekając na jakąkolwiek reakcję pracodawców.
Na jej nieszczęście właśnie w tej chwili narodziła się wampirzyca. Wzięła ostatni, a zarazem pierwszy wdech otwierając oczy. Były to już krwiste otchłanie jakiś namiastkę miała jako człowiek wyczuwający nieśmiertelnych. Jej cera nieskazitelna i śnieżnobiała, usta blado różowiutkie. Jej włosy nabrały błysku, jakiego wcześniej nie posiadały. Ten blond wręcz się mienił.
Pierwsze, co jednak poczuła to niestety ten wdech, bowiem przez nozdrza doszedł do niej zapach krwi. Pulsującej w żyłach tuż niedaleko. Obróciwszy głowę spojrzała na drzwi, a przez nie wręcz widziała przez tę woń każdą najdrobniejszą żyłkę, aż po aortę i równiutko bijące serce. Niespodziewanie poczuła, aż piekące, nieprzyjemne i powodujące szał pragnienie tej czerwonej posoki. Zaczęła kręcić się omal rzucać na łóżku wbijać paznokcie w pościel przebijając je, aż do materaca. Odchyliła mocno głowę do tyłu, jakby miała zamiar robić mostek, otwierając usta bardzo szeroko, po raz pierwszy z osłon przebiły się jej kiełki. Będąc okropnie podrażniona samym faktem ich bolesnego wyjścia i pieczeniem w gardle jęknęła przeraźliwie nie wiedząc, co się z nią absolutnie dzieje. Nawet przez to wszystko nie miała pojęcia, gdzie jest, a tym bardziej czym jest. Jedyne, co było pewno, to głód. Palący głód, który musiała zaspokoić mając wrażenie, że jeśli tego nie zrobi spłonie żywcem.
Podniosła się z niewiarygodną łatwością i spokojnie podeszła do drzwi jakby się skradała. Przykleiła się do nich i nasłuchiwała bicia serca, łapiąc za klamkę zauważyła, że są zamknięte, więc uśmiechając się szczęśliwym głosem odezwała się przypominając sobie swoje człowieczeństwo poniekąd.
-Dorothy? Dorothy otwórz... jestem głodna... otwórz proszę...
Jej głosik był przemiły, a razem jakby opanowany przez rozpacz. Chciała przez wpłynięcie na nią, na jej umysł dostać to czego chce. Słysząc brzdęk kluczy wyjmowanych z kieszenie fartuch gosposi już wyobrażała sobie jak zatapia w jej szyję swoje kły i sączy krew, aż się pożywi. Nawet jakby miała ją zabić. To może i przerażające, ale nie panowała nad sobą. Jej celem było zniwelowanie pragnienia, tej koszmarnej żądzy, jaka ją opanowała całą.
Czekała na cel, a jej tęczówki wręcz rozbłysły na samą myśl o pożywieniu, które właśnie włożyło nic nie świadome klucz w zamek drzwi. Wampirzyca tylko czekała na jego przekręcenie bardzo cierpliwie.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 12:14 pm

W oczekiwaniu na odrodzenie się Noriko, jako wampirzycy przysnąłby zregenerować chociażby utracone siły i pozwolić ranom całkowicie się wygoić, obudził się dopiero wtedy, gdy usłyszał głos Dorothy oraz pukanie do drzwi, widział dokładnie, co działo się z nowonarodzoną wampirzycą i jak bardzo bolesne dla niej było pierwsze wysunięcie się kłów z osłon jednak nim w ogóle zdążył zareagować przy drzwiach była już Noriko wręcz szalejąca z głodu, czego z łatwością każdy wtajemniczony i nieśmiertelny by się domyślił widząc jej kły w całej okazałości oraz spojrzenie żądne mordu. Podniósł się i zjawił się za młodą wampirzycą w mgnieniu oka chwytając ją mocno i odciągając jak najdalej od drzwi, po czym zwyczajnie ją podnosząc i przerzucając przez ramię niczym worek. Nie czekał nawet aż gosposia otworzy drzwi tylko od razu chciał ją odesłać do domu dla jej własnego bezpieczeństwa, może i źle postąpił przemieniając Noriko właśnie w tym miejscu jednakże, jeśli zabrałby ją gdziekolwiek indziej to mogłaby nie doczekać przemiany bądź musiał by jej dokonywać w gorszy sposób.
-Nie potrzebujemy niczego idź do domu! Tylko najpierw otwórz zamek szkoda znów go naprawiać! A i jeszcze jedno masz kilka dni urlopu!
Przytrzymał mocniej dziewczynę by się mu nie wyrwała, chciał zwyczajnie oszczędzić Dorothy cierpienia, jakim jest spotkanie z nowonarodzonym wampirem, który w żaden sposób nie potrafi się kontrolować. Cofną się kilka kroków i postawił Noriko przed sobą wciąż przytrzymując by się nie wyrwała, w końcu lepiej ją przytrzymać niż gonić i złapać nim dopadnie jakiegoś śmiertelnika, powinien najpierw ją nauczyć tego, iż ma zapamiętać, kiedy przestać, patrzył w oczy Noriko był śmiertelnie poważny i nie miał najmniejszego zamiaru jej puścić choćby błagała go nie wiadomo jak długo.
-Teraz jesteś wampirem a ja jestem twoim panem, stwórcą masz mnie słuchać.
Szepną tak cicho, że tylko tak wrażliwy słuch, jaki oboje posiadali mógł to, co powiedział wychwycić i osoba słysząca mogła zrozumieć. Wiedział, że na pewno będzie chciała za wszelką cenę wyrwać się by zakosztować po raz pierwszy ludzkiej krwi i ugasić pragnienie, niestety nie mógł jej tego umożliwić zwłaszcza, iż przebywali w miejscu gdzie żyli jedynie niewtajemniczeni, których wolał zostawić w tej błogiej niewiedzy niż tak drastycznie wprowadzać w istnienie nieśmiertelnych bądź, co gorsza zmieniać im później wspomnienia, jakich dostarczyłaby im nowa Noriko.
-Odpuść, bo i tak nie pozwolę ci napić się krwi człowieka.
Ponownie szepną patrząc nadal poważny na młodą wampirzycę, żądał od niej posłuszeństwa i wolał nie widzieć sprzeciwów, które wobec stwórcy były nie do pomyślenia, on niczym ojciec musiał wprowadzić ją w nowe „życie” powoli krok po kroku bardzo powoli, ale stanowczo. Przytrzymał ją kilkanaście może kilkadziesiąt minut a może nawet i godzinę po tym jak klucz w drzwiach został przekręcony po tym czasie wyprowadził Noriko trzymając ją mocno by nie uciekła i nie wymordowała całej wioski by tylko zaspokoić swoje palące pragnienie. Skierował się do kuchni gdzie jedną ręką wyciągną kilka butelek syntetyku, które spokojnie wypił nadal przytrzymując wampirzycę, nie potrzebował wiele czasu by uzupełnić braki syntetykiem i zrobić sobie jeszcze sporawy zapas zaś na blacie stała jeszcze jedna butelka do opróżnienia, ale postanowił to wypić, gdy tylko młoda posili się. W końcu jak ma uczyć swój twór jak nie na sobie samym? Odstawił pustą butelkę na blat i odchylił głowę w bok odsłaniając jej swoją szyję by mogła się w nią wgryźć, wskazał dokładnie odpowiednie miejsce za pomocą palca, wcale nie miał zamiaru jej puszczać dla zwykłego bezpieczeństwa mieszkańców wioski.
-Pij później może zasłużysz na ludzką.
Uśmiechną się i czekał spokojnie aż wygryzie się w jego szyję, nie miał nic przeciwko w końcu jakoś musi ugasić jej pragnienie a także uniknąć niepotrzebnych ofiar w końcu nikt by nie chciał żeby spokojna wioska nagle stała się wymarłą przez jedną nowonarodzoną wampirzycę.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 4:01 pm

Nawet spokojnie czekała, aż Dorothy otworzy drzwi. Nie chciała przecież przestraszyć swojej pierwszej ofiary. Nasłuchując moment złapania za klamkę, była tak mocno skupiona na tym, że nawet nie wyczuła jak Taro znalazł się za nią i sama została złapana. Od razu zaczęła się szarpać, walczyć, nie miała najmniejszego zamiaru dzielić się posiłkiem. Nie raz nie dwa kopnęła nogami w drzwi syczeć i pokazywać mu swoje kły, patrząc jakby nie panowała nad sobą. Oddalana od drzwi zaczęła wrzeszczeć przeraźliwie wściekła. Próbując wyciągać ręce tak, by tylko dorwać w nie klamkę. Nie udało się jej to jednak. Nie tylko odsunięta to jeszcze podniósł ją i przerzucił przez ramię jak zabawkę. Rozwścieczona machała nogami, a pięściami uderzała go po plecach wrzeszcząc.
W tym czasie za drzwiami od strony korytarza Dorothy znieruchomiała słysząc przeraźliwe jęki wychodzące z sypialni przez panią Yamada. Nie wiedziała, co się tam dzieje. Do tego te uderzenia i kopniaki, nie wspominając o stękaniu. Zrobiła się cała czerwona mając bardzo naganny myśli. Usłyszawszy słowa pana Yamada zaśmiała się cichutko, rozumiejąc, a raczej poprzez dedukcję i własne przymuszenia oczywiście błędne i nad wyraz zbereźne. Przez chwilę nie potrafiła się skupić nad odpowiedzią. Otworzyła zamek, ale nie zaglądnęła do środka jakoś nawet nie chciała. - Rozumiem... Tylko proszę nie wymęczyć zbytnio pani Yamada... Dobranoc - zaśmiała się i poszła. Szybko odłożyła wszystko i prędko wybiegła z posiadłości nie mogąc się doczekać opowiedzenia sąsiadką jak młody właściciel włości zabawia się z żoną.
W tym czasie nie było tak zabawnie nowo narodzonej, która czuła jak jej posiłek ucieka. Jakby mogła rozszarpałaby go na strzępy i wywarzając drzwi wyleciała za nią. Jak ją postawił była pewna, że czas na polowanie, ale nie. Trzymał ją mocno i coś do niej gadał, ale co to jakoś nie wiedziała. Ogarnął ją taki szał głodu, jak ją trzymał również go złapała za ręce wbijając wciekła paznokcie w jego skórę. Szarpiąc się, rozglądając wszędzie byle uniknąć z nim kontaktu wzrokowego. Usłyszała dopiero jak powiedział do niej drugi raz. I tu już nie było dobrze. Dostała większego szału kopiąc go i drapać jak dosięgła trzymana za raniona. Nawet syczała głośno pokazując kły. W taki sposób minęło im około godziny, aż się jej znudziła. Była już zmęczona tym wszystkim i niesamowicie głodna.
Westchnęła, po mino tego, że nie musiała oddychać wciąż to robiła przez dwudziestoletnie przyzwyczajenia, którego szybko się nie pozbędzie. Spuściła głowę i w końcu pomału wyprowadził ją z sypialni, gdzie umarła i na nowo się urodziła. Jakoś smutna szła za nim ciągnięta siłą do kuchni. Oczywiście to były tylko pozory przez nią stwarzane. Jakby ją puścił wyleciałby z posiadłości szukając krwi jak opętana i pełna „życia”. A tak musi być grzeczna.
Podeszli do lodówki z której wyjął buteleczki, stała wpatrzona w okno. Widząc jak pije jakąś nie smacznie wyglądającą substancję krwiopodobną skrzywiła się, sam zapach jej nie odpowiadał. Dzięki temu lekko przypomniała sobie, co to. Zaczynając kojarzyć wszystko pomalutku uświadamiała sobie, co stało się jakiś czas temu. Zaniechała tego widząc jak odchyla głowę, spojrzała mu wtedy w oczy jakby pytającą. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się wpatrzona w jego szyję, ale nie wyczuła pulsu ani niczego jakoś zachęcającego do wgryzienia.
Nie minęła nawet minuta jak znów dostała ataku głody i w napływie sił pragnienia wyrwała się mu. Nie myśląc o niczym innym rzuciła się na niego. To wyglądało na pewno z boku zabawnie. Z dużym rozpędem i samą siłą skoku przewróciłaby go, ale na szczęście wleciał na stół. Nie chcąc by jej uciekł, bo traktowała go jak ofiarę. Oplotła wokół jego talii nogi, a rękoma wtuliła się najmocniej jak mogła. Przez chwilę przyglądała się miejscu, gdzie miała się wbić. Zanim to jednak nastąpiło miała ochotę nią (ofiarą) pobawić. Przejechała językiem po jego skórze, by zobaczyć czy jej posmakuje. Nie wahając się zamiast wbić się kłami delikatnie, ta odchyliła swoją głowę i wręcz brutalnie przebiła się do krwi. Normalnego śmiertelnika za pewne zabiłaby, przebijając tętnicę, albo uszkadzając coś. Piła łapczywie nie kosztując tylko myślała jak pozbyć się powodu szałów jakie ją ogarniały. Zaczęła zwalniać, jak się uspokoiła, a dziwne chwilę niezaspokojenia minęły. Wtuliła się mocniej, a nawet delikatnie głaskała go po tyle głowy mrucząc, delektując się posoką. Ta bliskość nagle ją obudziła. Po policzku słynęła łza widząc, co się stało. Nie mogła uwierzyć, że to zrobił choć stanowczo była przeciwna. Stała się jedną z nich, istotą nieśmiertelną. Ta świadomość uaktywniła nieprzyjemny ból, którego tak na dobrą sprawę nie było.
Otworzyła usta nieco szerzej i wyjęła swoje kły z jego skóry. Spokojnie podniosła się do siadu patrząc na niego zdezorientowana. Przez nieumiejętne picie krwi buzię miała ubrudzoną, aż niektóre zacieki spływały jej na brodę. Jej spojrzenie przypominało pijaną, nie kontaktującą, co właściwie zrobiła. Siedząc na jego brzuchu przypomniała sobie o ranach. Rozpięła koszulę od dołu do biustu, by go nie pokazywać niepotrzebnie i rozerwała opatrunek. Ku jej zdziwieniu nie było śladu, po jakimkolwiek kaleczeniu. Minęła chwila jak delikatnie odsłoniła ramię pociągając w dół za kołnierzyk. Tu również rozerwała bandaż nie mając śladu po postrzale.
Uśmiechnęła się pierwszy raz, tak na dobrą sprawę od ich ostatnich i dość częstych kłótni. Nie czując przeraźliwe bólu, ale zapominając jednocześnie, że kim się stała i jak naprawdę powinna teraz zareagować. Na bezczelne zachowanie wampira.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 5:18 pm

Oczekiwał w spokoju na to aż połasi się na zaspokojenie palącego głodu, ale nie spodziewał się, iż wyląduje aż na stole jednak ani drgną pozwalając jej obrać odpowiednią pozycję by nie musiała specjalnie się męczyć by spokojnie ugasić pragnienie by wyszła z morderczego szału. Skrzywił się nieco przez brak jej delikatności, ale w końcu, czego miał oczekiwać od wampirzycy mającej ledwie godzinę, więc nie przejął się specjalnie tym, jaki ból zadała przy swoim pierwszym wgryzieniu. Kiedy piła łapczywie jego krew czekał spokojnie aż minie jej ten zabójczy, wiedział dokładnie, kiedy to nastąpiło w chwili, gdy przestała pić tak łapczywie a zaczęła spokojnie spijać jego szkarłatną posokę. Pogłaskał jej głowę i poczekał aż skończy, kiedy to nastąpiło podniosła się do siadu będąc cała umorusana jego krwią, chciał się zaśmiać jednak powstrzymał się przed tym i uważnie się jej przyglądał. Uśmiechną się jedynie widząc, że po jej ranach nie został nawet ślad w końcu nie musiała już cierpieć z ich powodu zaś on miał przynajmniej jakieś zajęcie, musiał pilnować jej by nie zagrażała mieszkańcom wioski. Gdy już skończyła się oglądać podniósł się do siadu uważając by jej nie zrzucić i otarł jej buzię z krwi w końcu musiał jej wiele nauczyć, jako wampirzycy.
-Już zaspokoiłaś pragnienie jak widzę, troszkę nieumiejętnie, ale nie było najgorzej.
Uśmiechną się i pogłaskał jej głowę, mimo że nieco się zmieniła i wpada teraz w szał z powodu palącego pragnienia to w końcu już raz przez to przechodził i tym razem lepiej wyszkoli przemienioną przez siebie osobę i nie pozwoli jej zginąć z ręki marnego łowcy. Ściągną ją z siebie odstawiając na podłogę, po czym zszedł ze stołu i chwycił butelkę syntetyku, po czym podszedł do Noriko i się jej przyjrzał sprawdzając czy dokładnie starł krew z jej twarzy upewniając się, że wszystko jest w porządku poprawił jej włosy i ruszył powoli do wyjścia z kuchni.
-Chodź ze mną.
Wyszedł z kuchni i skierował się do salonu, sprawdzał czy młoda wampirzyca idzie za nim, trochę potrwa nim pozwoli jej swobodnie chodzić po domu i posiadłości by nie pozabijała przypadkiem mieszkańców, gdy poczuje kolejny raz palące pragnienie. Musiał ją nauczyć jak kontrolować ten odruch i jak poskromić to zachowanie, jakie ją niedawno ogarnęło, teraz jednak musiał jej wytłumaczyć, że musi zaspokoić pragnienie, gdy tylko je poczuje. Będąc w salonie siadł na kanapie czekając chwilę aż dziewczyna do niego dołączy, kiedy już była w salonie zaczekał aż usiądzie by wyjaśnić jej kilka spraw zwłaszcza, że pobędą w tym miejscu jeszcze jakiś czas.
-Od teraz masz mnie słuchać w innym wypadku zamknę cię w instytucie.
Zamyślił się na chwilę by poskładać to, co jeszcze ma jej do powiedzenia w końcu nie może paplać bez sensu, w końcu już trochę czasu minęło, od kiedy ostatni raz zajmował się przemienioną, która nie miała aż takich ograniczeń, jakie teraz ma Noriko. Siedział zamyślony przez kilka dobrych minut składając to, co musi powiedzieć w jak najkrótszy sposób, bo w końcu nie znosił gadać, co było dla niego niemal męczarnią, ale w tym wypadku musiał jej tłumaczyć wszystko tak by nie powtarzać tego milion razy.
-Musisz zaspokoić swoje pragnienie, gdy tylko je poczujesz zwłaszcza w najbliższym czasie…nie masz prawa atakować Dorothy ani nikogo z mieszkańców wsi. Jeśli była by taka sytuacja, że nie będzie mnie tu i zostaniesz sama masz korzystać z syntetyków bądź woreczków z krwią w które cię zaopatrzę. Zrozumiałaś?
Poczekał chwilę na odpowiedź by dalej móc ciągnąć swój nudny wywód jednak jak trzeba to trzeba i sam o tym doskonale wiedział aczkolwiek nie odpowiadało mu to w żadnym razie i nie chciał po prostu ciągnąć tego nie wiadomo ile czasu. W końcu kiedy mógł ponownie zacząć gadać skrzywił się niezadowolony tylko i wyłącznie z tego powodu że w ogóle musiał coś mówić.
-Żeby żywić się na człowieku musisz najpierw nauczyć się jak się kontrolować, nauczysz się tego na zwierzętach żyjących w lasach na posiadłości. Póki się tego nie nauczysz i nie odkryjesz swoich zdolności dopilnuję byś nie pozostała tu sama.
Uśmiechną się i wstał z kanapy po czym ruszył wolnym krokiem do kuchni gdzie był jedyny działający telefon, zadzwonił z niego do pewnych osób, chwilę pogadał załatwiając pewną sprawę zaś następnie wykonał kolejne połączenie zamawiając kilka istotnych rzeczy jakie przydadzą się młodej wampirzycy. Kiedy skończył załatwiać sprawy powrócił do salonu i znów zasiadł na kanapie.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Pon Mar 18, 2013 8:11 pm

Niektóre elementy w pamięci jakoś poukładała sobie w głowie, bardzo powolutku. Powracając do chwili sprzed tego wszystkiego. Było to dość trudne, nie kojarzyła większości zdarzeń. Pamiętała doskonale o tym jak złapał ją, mocno trzymał i przeprosił. Przeprosił? I tu poczuła pęknięcie. Teraz wszystko jasne, teraz to miało sens. Od początku planował, co zamierza doskonale wiedząc, że nie chciała stać się potworem. A ona jeszcze przed tym myśląc, że umrze powiedziała mu takie słowa. Krew ją zalała. Oszukał i teraz ma zabawkę. Pamiętała doskonale z ksiąg rozdział o wampirach. Każde sprawy dotyczące tych istot, nie spodziewała się w najgorszych koszmarach, że do nich dołączy.
Wieczne potępione życie i brak własnej woli. Znała zasady życia jako przebudzonego, tak zwanego nowo narodzonego, który w jakiś niewiadomy sposób musi być posłuszny swemu stwórcy. Nawet jeśli nie chce jest związany ze swoim panem do śmierci. Taka przyszłość nie podobała się jej, ale nie miała innej. Postanowiła być mu wierna, ale zmusić się do nie wykonywania rozkazów względem jej rodziny i innych łowców jeśli nie będzie to konieczne.
Podniósł się do siadu wtedy zwrócił jej uwagę, przyglądała się mu z niewinnym spojrzeniem. Niczym dziecko nie zdające sobie sprawy, co zrobiło. On otarł jej buzi mówiąc tak jakby nic się nie stało, a przecież doskonale wiedziała dlaczego zrobiła to tak, a nie inaczej. Jak uznał, że nie było tak źle jak na pierwszy raz to dobrze. Jednak sama siła wbicia kłów była celowa, a ona nie miała zamiaru wypomnieć mu jak się w nią wgryzł, czyli byli kwita. Uśmiechnęła się subtelnie i uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Postawił ją na podłodze, gdzie grzecznie stała zerkając, co on robi. Jak pił syntetyk tylko się skrzywiła, ona nie miała zamiaru tego tykać. Nie wiedziała za bardzo, co miałaby teraz robić. Bała się bardziej niż jak była człowiek. Teraz było więcej rzeczy za które ludzie będą ją nienawidzić. Poczuła się koszmarnie źle, miała ochotę się rozpłakać, ale jego czynu jakoś ją uspokajały choć go nienawidziła. To jak ją głaskał i uśmiechał się niegdyś pobudzało jej serce, teraz jakoś nie czuła go. Nic nie czuła.
Jak się jej przyglądał przez chwilę normalnie zarumieniła mimowolnie, lecz jej ciało inaczej reagowało. Patrzyła się niego zdziwiona, najlepiej zrobić groźną minę, ale jak poprawił jej włosy znów zmiękła. Zaczęło ją to denerwować. Jak można nienawidzić za odebranie życia i kochać jednocześnie wciąż tak mocno jak za życia. Skoro jej serce zatrzymało się. Szło oszaleć. Cieszyła się tylko, że nie ma tu teraz Dorothy. Nie chciałaby jej zrobić krzywdy, a tym bardziej słuchać gadania na temat jej zachowania.
Ruszył w stronę drzwi i kierował się na korytarz mówiąc, że ma iść za nim. Ze względu, że bała się zastać sama ze sobą nie wiedząc nawet do czego jest zdolna teraz poszła bez najmniejszych sprzeciwów. Widziała jak wszedł do salonu, więc i ona bardzo powolutku, bez „życia” jakieś radości z istnienia stąpała boso po panelach idąc za swoim panem. Nie przeszkadzało jej już nic, prócz samego bycia. Widząc jak usiadł na konacie weszła do pomieszczenia i z daleka od niego zajęła miejsce na fotelu. Myśląc, co teraz ją czeka. Jak jest świadoma kim jest, kim pn jest dla niej. Czekała na jego gadanie, wiedziała doskonale, że będzie prawił morały, jak niegdyś jej dziadek jak wstępowała w szeregi łowców. Nie myliła się.
Zaczął od tego, co sama wiedziała. Tylko to brzmiało jakby stała się więźniem, a nie gościem. By musiała tu już zostać. Na tej niby pięknej, ale tak naprawdę wsi zabitej dechami. Zdana jedynie na towarzysko Dorothy, która niby przyjaciółka, ale i posiłek. To nie zapowiadało niczego dobrego. Dodatkowo już zaczęła myśleć, czy znaleźć sobie żywiciela oczywiście wcześniej musiał ją nauczyć jak ma się wgryźć, by nie zabić. Co sam jej obiecał. I całe te moce, które miała głęboko. Upewnienie, że na czas nauki najważniejszych rzeczy, bez których nie będzie umiała udawać człowieka będzie przy niej jakoś ją uspokoiło. Oczywiście na każde jego słowo potakiwała głową milcząc, nie chciała nic mówić. Nie chciała z nim rozmawiać, była na niego zbyt wściekła. Jedyne, co teraz, by wyszło z jej ust to wiązanki przekleństw. Marzyła, by zszedł z jej oczu, albo chociaż zamknął się w końcu, bo...
Zerknęła na niego widząc jak się uśmiechnął, uciekła wzrokiem na podłogę. Słyszała jak wstał i wyszedł. Teraz powinna się cieszyć, zamiast tego po jej policzku popłynęły gorzkie łzy. Panowała przeraźliwa cisza. Jakby wnikała w nią, przenikała bez problemu jej ciało i drażniła. Pogrążona w myślach pragnęła się obudzić z tego koszmaru. Nie czuła nic. Wypuściła na siłę powietrze z ust. Tak siedząc poczuła jak jej kły stopniowo całkiem schowały się do osłon i mogła spokojnie, bez przeszkód przejechać językiem po zębach. Przygnębiona czekała.
Kiedy wrócił od razu na niego spojrzała i odprowadziła wzrokiem na kanapę. Jak tylko usiadł wstała i mijając stolik usiadła przy nim na kanapie. Na jej paliczkach widoczne były zaschnięte strumyczki łez, a ona patrząc na niego pochyliła się mocno, ale spokojnie ku niemu. Kładąc głowę na jego kolanach, wtulając się i nogi położyła na kanapie. Leżąc tak złapała jego rękę i położyła ją na swoim ramieniu splatając dłoń ze swoją. Choć zła, nienawidzącą, można nawet niewdzięczna chciała, był teraz przy niej. Chcąc czuć się bezpiecznie, że nie zrobi nic głupiego jak straci panowanie. Tak myśląc na nowo z jej oczy popłynęły zły.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 2:22 pm

Tyle się nagadał a jedyne, co otrzymał to było przytaknięcie głową, ale cóż nie musiał z nią rozmawiać równie dobrze mógł milczeć przez bardzo wiele lat, do czego był przyzwyczajony do tego, więc nie miał z tym większych problemów. Zaś, kiedy już po załatwieniu spraw przez telefon wrócił do salonu i zasiadł ponownie na kanapie ona usiadła po chwili podeszła do kanapy, zauważył zaschnięte łzy na jej policzkach, co jedynie go zasmuciło, co okazał dopiero, gdy usiadła obok niego a następnie położyła głowę na jego kolanach, jedynie lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy położyła jego rękę na swoim ramieniu splotła swoje palce z jego. Wolną ręką pogłaskał jej głowę a chwilę później przesuną palcem po jej policzku ścierając z niego łzy, nie chciałby płakała z powodu jego decyzji, ale zrobił to dla jej dobra by nikt ot tak nie mógł jej zabić. Może i podjął złą decyzję, ale teraz już tego nie cofnie i postara się wyszkolić ją tak by nikt więcej nie zabił osoby, na której mu w jakimś stopniu zależy. Milczał przez ten cały czas głaszcząc jej głowę bądź, co jakiś czas przesuwał palcem po jej policzku sprawdzając czy wciąż płacze, nie chciał jej cierpienia w żadnym razie a jedynie by mogła żyć nie obawiając się o to, że kiedyś nie będzie w stanie się obronić w razie gdyby kolejny raz urządzono na nią zasadzkę. Jednak chyba według niej to była najgorsza rzecz, jaka mogła się z nią stać a bycie wampirem tak na dobrą sprawę nie jest wcale takie złe w końcu można się nauczyć wszystkiego, co możliwe przez swój długi żywot być w każdym miejscu na świecie jak i po prostu spokojnie sobie żyć nie przejmując się problemem, jakim bywali nasyłani zabójcy.
-To bardziej dla twojego dobra niż przeciw tobie uwierz.
Ponownie pogłaskał jej głowę a po chwili ucałował, miał nadzieję, że jednak w końcu przejdzie jej to milczenie w końcu wolał jak była rozgadana, miał przynajmniej w ogóle, z kim porozmawiać i pośmiać się z głupich domysłów gosposi, a teraz ona zamilkła nie wypowiadając do niego nawet słowa, przez co czuł się dość dziwnie, bo przywykł zwyczajnie do tego, że mówiła do niego i uśmiechała się, a nawet, gdy się złościła. Teraz mogła być na niego wściekła albo nawet go nienawidzić, ale nie mógł przecież mieć jej tego w żadnym wypadku za złe w końcu przemienił ją wbrew jej woli.
Kiedy tak siedział, co jakiś czas głaszcząc zwyczajnie jej głowę i nie odzywając się ani słowem w końcu po dwóch godzinach usłyszał pukanie do drzwi, podniósł ostrożnie Noriko i wstał, po czym podłożył jej pod głowę poduszkę a następnie poszedł do drzwi wejściowych i je otworzył, zaprosił do środka przybyłych gości wraz z pewnym zaopatrzeniem. Wziął przenośną lodówkę z woreczkami ludzkiej krwi zaś mini lodówkę nakazałby podłączono w kuchni i zabezpieczono przed otwieraniem jej przez osoby, które nie powinny widzieć jej zawartości. Kiedy już wszystko zostało podłączone Taro wyładował zapas krwi do lodówki zaś zawartość jednego woreczka przelał do kieliszka na wino i pozbył się tego, w czym znajdowała się krew wrzucając to do pieca, zaś za pomocą swojej mocy ogrzał je do odpowiedniej temperatury by miała taką jak krew pita wprost ze źródła. Wraz ze swymi gośćmi i kieliszkiem w ręku poszedł do salonu, podszedł do kanapy, przy której kucną podsuwając Noriko pod nos kieliszek z krwią.
-Proszę, to ludzka krew.
Uśmiechną się i poczekał aż podniesie się do siadu, po czym podał jej kieliszek, wiedział, że z tej krwi powinna być bardziej zadowolona niż z picia nędznego syntetyku, poczekał aż pewnie będzie trzymała kieliszek, po czym przeniósł wzrok na swych gości, którzy zgodnie z jego rozkazami mieli spędzić tu nieco czasu i chronić przewodniczącego wampirów jak i nowonarodzonej wampirzycy póki ta nie nauczy się tego, co potrzebne jej do przetrwania. Miał nadzieję, że dziewczyna nie przestraszy się ich obecności a jego gosposia nie wymyśli zaraz jakieś kolejnej dziwnej historyjki. Z dwóch wampirów przeniósł wzrok na swą podopieczną i się lekko uśmiechną mając nadzieję, iż tym pokaże Noriko by się w żadnym razie ich nie bała i mogła im spokojnie zaufać.
-Yoshinori i Daisuke przywieźli dla ciebie spory zapas krwi z instytutu zdobytej w legalny sposób, gdy się skończy będą ją regularnie uzupełniać by nie stwarzać ryzyka dla mieszkańców. Póki nie nauczysz się odpowiednich rzeczy.
Podniósł się i pogłaskał głowę Noriko, po czym wskazał gościom na fotele by sobie usiedli zaś sam usiadł obok młodej wampirzycy i czekał aż opróżni kieliszek z krwią, wolał wiedzieć czy odpowiada jej takie odżywianie się przez jakiś czas w końcu nie każdemu pasuje picie krwi w taki sposób miast wprost ze źródła, milczał, więc po prostu czekając.

Yoshinori i Daisuke:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 2:22 pm

Leżała wpatrzona w kominek, ciesząc się odrobinkę, że nie przeszkadza mu w tej chwili. Trochę zaczęła żałować tego milczenie, chciała tyle powiedzieć. Oczywiście nie tyle te zło słowa padałyby, ale chętnie powiedziałaby jak się teraz czuje oraz miała tyle pytań. Okropnie ją nurtujących i nie tylko. Nie patrząc zna życie wampira z książek fantastycznych i tych których jest dokładne opisane jak i czym można je zabić. Nie miała pojęcia tak na dobrą sprawę, jak wygląda ich życie, a raczej wegetacja.
Jak zaczął ja głaskać po głowie miała wciąż smutną minę, udawała. Jak tylko zapominała się na jej buzi pojawiał się uśmiech. W końcu miała i jego boku spędzić wieczność jako wierna podwładna. Nie brzmiało to jakoś niesamowicie, ale zawsze coś. Miała pewność, że dopóki jej nie zabiją będzie przy kimś, a nawet czeka ją zabawa z Dorothy i jej śmiesznymi czasem mniej przypuszczeniami ich życia za drzwiami pokoi, gdzie nie mogła ich kontrolować. Jak jego dłoń schodziła na jej policzek bezgłośnie wzdychała, by tylko nie wydać inne dźwięku, jak i przymrużała oczy. Było to bardzo miłe. Ci miłe kiedyś się kończy? Tak, jak tylko usłyszała jego słowa. Chciała wstać i pójść do jakiegokolwiek pokoju. Dla jej dobra, tak powiedział? Chyba oszalał. Z chwilą jej śmierci wszystko, skończyłoby się, a tak teraz nie tylko jako zdrajczynię będą ją ścigać to dodatkowo jako potępioną. No już chyba gorzej być nie może? Zagotowała się cała i chciała mu powiedzieć, co o nim myśli... ucałował jej głowę. W jednej chwili wszystko zniknęła, nie cierpiała go za to. Uspokoiła się odprężając jak ją głaskał po głowie, zaczynała to lubić. Było to bardzo przyjemne, a teraz gdy nie czuła jego zimna było nawet lepiej niż wcześniej.
Po dwóch godzinach cichutkiego pomrukiwania przez jego głaskanie w tej ciszy omal nie zasnęła. Dobrze jej było, nawet bardzo. Mogłaby tak dłużej poleżeć, ale oczywiście ktoś raczył przeszkodzić. Pukanie do drzwi? Dziwne było... spojrzała na zegar wiszący na ścianie i się porządnie zdziwiła. Było po dwudziestej, kogo może o tej godzinie przywiać do domu wampira? Na dodatek skończyło się głaskanie, bo zaczął wstawać. Szlag! Musiała się przystosować, na szczęście pomyślał jak zawsze o wszystkim. Pod głowę podłożył jej poduszeczkę do której od razu się przytuliła nie pokazując, po sobie poznać jaka już jest szczęśliwa. Dzięki tym godziną razem.
Obserwując jak wychodzi widocznie na twarzy posmutniała. Jakoś nie lubiła zostawać sama, a znów musiała. Leżała oglądając ponownie cały pokój jakoś znudzona. Kiedy to poczuła krew. Piękny zapach wchodził przez jej nozdrza i oponował ją całą. Niuchała, ale grzecznie czekała pomału walcząc z napadem głodu. Tak bardzo chciała się w kogoś wgryźć. Odwracając się położyła się na plecy i lekko wyginając się do tyłu jej kły znów wyszły dość dalej nieprzyjemny sposób, ale tylko cicho jęknęła. Uspokajając się patrzyła w sufit dychając z otwartymi ustami eksponując swoje kły.
Czując coraz bardziej zbliżającą się krew, szybko ułożyła się jak leżała wcześniej chowając jakoś efekt wyczucia cudownej posoki jaka ją nęciła. Widząc jak wchodzi chciała się uśmiechnąć, ale widok dwóch dodatkowych jakoś ją zaniepokoił. Czyżby była, aż tak niebezpieczna? O co tu chodzi? Nie miała jakoś chęci na zadawanie pytań. Spokojnie czekała, ale jak podszedł do niej tak blisko, a kucając przybliżył do niej kieliszek z „drogocenną” substancją, lekko otworzyła usta pokazując swoje kiełki. Z trudem się opanowywała przez tym zapachem, widząc od niego, że jest ludzka. To było dość straszne dla niej jak była świadoma, a nie w szale. Usiadła jednak jak zobaczyła jego uśmiech i wzięła od niego kieliszek, przyglądała się uważnie mężczyzną jak i Taro. Nie wiedziała, co ma za bardzo zrobić. Dopiero słowa kim są trochę ją uspokoiły, jednak dostała za mało informacji. Czy są tu by powstrzymać ją przed napadami, kiedy jej pan będzie spał? Czy są tu być go chronić przed nią? A może tu chodzi o łowców? Zaczęła dedukować, ale jak każdy usiadł, a jej zmysły zaczęły lekko szaleć zaprzestała. Skupiła wzrok na kieliszku przełykając ślinę, jej kły wyszły z osłon całe, ale jak przybliżyła kieliszek nie miała pojęcia jak zaspokoić pragnienie skoro chciała się nimi wbić. Mając mały problem odchyliła głowę i otwierając usta wlała zawartość kieliszka. W ten sposób miała pewność, że nie zniszczy go. Nie chciała wypluwać potem szkła, bo się jej nadgryzło. Jak skończyła czuła się dużo lepiej, ale kły nie schowały się do osłon.
Odłożyła delikatnie kieliszek i spojrzała na Taro myśląc. Musiała się przemóc, westchnęła i patrząc mu w oczy odezwała się.
-Przepraszam...
Powiedziała cicho i szybko przybliżyła się do niego wtuliwszy się w ostatniej chwili opanowała się przed ugryzieniem. Uśmiechnęła się i przybliżając się do jego szyi delikatnie wbiła się kłami czując tę przyjemność przebicia się nimi. Nie mogąc się jakoś powstrzymać upiła dwa łyki jego posoki. Wyciągnąwszy kły automatycznie się schowały do osłon, a ona czując się dużo lepiej przejechała językiem po miejscu gdzie się wbiła i mruknąwszy odsuwała się do od niego na swoje miejsce oblizując się. Tym razem poszło jej dużo lepiej, musiał to przyznać. Choć nie ładnie postąpiła, miała usprawiedliwienie, że przeprosiła.
Jak już grzecznie usiadła patrzyła mu w oczy jak przestraszone dziecko, nie wiedząc jak zareaguje na jej mały występek, ale kły jak wychodzące mleczaki denerwują jak się nimi nie zajmuje.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 2:24 pm

Siedział na kanapie spokojnie czekając aż upora się z wypiciem krwi z kieliszka w taki sposób by nie uszkodzić go kłami, rozmawiał w międzyczasie ze swoimi gośćmi objaśniając im gdzie dokładnie mają pokoje i polecił im przenieść tam rzeczy, jakie zabrali ze sobą. Dostrzegając coś jedynie zaśmiał się, gdy przyjrzał się, iż młoda wampirzyca wybrała dość dziwną metodę, ale musiał jej przyznać, że była pomysłowa, sam osobiście nie wpadłby na taki pomysł, ale w końcu on nauczył się tego już bardzo dawno temu. Przyjrzał jej się uważnie, gdy ona spojrzała na niego po opróżnieniu kieliszka, zdziwiło go jedynie to, że jej kły pozostały widoczne, ale nie przejął się tym specjalnie, bo w końcu i tak będzie musiał nauczyć ją tego by chowała je i wysuwała wedle swojej woli. Słysząc jej słowa jedynie uśmiechną się i przytulił ją w chwili, gdy wtuliła się w niego, oszczędził sobie gadki o tym, że nie powinna tak postępować i świecić tyłkiem dla gości, ale po cóż mu to było? Nie widział w tym żadnego sensu w końcu nie jedno widzieli w swoim długim życiu i kobiece ciało nie było dla nich czymś obcym by wgapiali się w nie niczym w wielki obraz zajmujący całą ścianę. Kiedy Noriko wgryzła się o wiele delikatniej w jego szyję niż poprzednio nie zareagował a jedynie przepędził gestem ręki gości poganiając by w końcu zajęli się przeniesieniem swoich rzeczy zaś w chwili, gdy obaj wychodzili wskazałby zamknęli drzwi. Gdy był już sam z młodą wampirzycą pogłaskał jej głowę jak spijała jego krew, mimo iż były to dwa niewielkie łyki to i tak mógł już być z niej dumny w końcu dopiero drugi raz miała możliwość zatopienia swoich kłów w jego szyi a już sobie lepiej z tym poradziła. Pogłaskał jej głowę uśmiechając się jak tylko wyciągnęła kły z jego szyi aczkolwiek nieco rozbawiło go to, iż przejechała językiem po miejscu, w które się wgryzła. Gdy się odsunęła przesuną dłoń z jej głowy na policzek uśmiechając się, wiedział, że jeśli chce ją lepiej wyszkolić musi zacząć jak najszybciej, ale póki, co ważniejsze było poskromienie bestii żądnej krwi, jaka budziła się w niej z chwilą, gdy docierał do niej zapach krwi bądź, gdy ogarniało ją całkowicie pragnienie. Teraz było to priorytetem a poskromienie owej bestii nie było takie proste jak mogłoby się niektórym wydawać.
-Bardzo dobrze, chociaż powinno być jeszcze delikatniej, ale z czasem sama do tego dojdziesz.
Przeczesał jej włosy wstając z kanapy i podnosząc za sobą Noriko, wiedział, że skoro jest najedzona będzie bardziej spokojna niż w chwili gdyby ogarnęło ją palące pragnienie, które po prostu zbudziłoby jej instynkt. Ruszył wolnym krokiem w kierunku drzwi, wyprowadził ją z salonu, po czym skierował się do kuchni gdzie podprowadził dziewczynę do małej lodóweczki, w której znajdowała się krew.
-Tu masz woreczki z krwią, jak zgłodniejesz to weź z tej lodówki woreczek albo z normalnej syntetyk.
Zademonstrował jej jak otworzyć tą lodówkę i wziął dla siebie przy okazji jeden dwa woreczki z krwią, bo zwyczajnie znudziły go syntetyki, które wcale nie były smaczne a tylko odbierały chęci by w ogóle się pożywić. Pokazał kilka razy jak ma otwierać i zamykać przechowalnię krwi, po czym sięgną do szafki po szklankę, po czym poszedł z powrotem do salonu nakazując dziewczynie by szła za nim, będąc w salonie podszedł do stolika gdzie postawił szklankę i przelał do niej krew, miał nadzieję, że Noriko mu zaraz nie wypije ot tak wszystkiego a tak szczerze wolał żeby nie tykała jego posiłku w końcu sama już się posiliła. Kiedy zapełnił szklankę przelewając do niej zawartości dwóch woreczków wrzucił je do kominka, po czym włożył drewno i bez zbędnych ceregieli za pomocą mocy rozpalił w nim następnie siadł na kanapie i spokojnie ogrzewał krew będącą w szklance do odpowiedniej temperatury, kiedy skończył ogrzewać spojrzał na młodą wampirzycę demonstrując jej, że nawet woń krwi nie musi spowodować tego by kły wysunęły się z osłon.
-Musisz się tego nauczyć.
Uśmiechną się i spokojnie napił się szkarłatnej posoki, miał nadzieję, że będzie mógł być dumny z osiągnięć młodej wampirzycy w najbliższym czasie, był nawet ciekaw, jakie zdolności będzie posiadała i liczył na to, iż ujawnią się w dość krótkim czasie by potem mogła stopniowo je opanowywać aż dojdzie do perfekcji. Sącząc spokojnie krew ze szklanki poprawił włosy Noriko, tak naprawdę był nieco zbyt ostrożny, ale w końcu przebywali w miejscu gdzie żyli jedynie niewtajemniczeni, więc musiał uważać na każdy swój jak i jej czyn jednak skoro teraz miała zaspokojone pragnienie a on sam miał jeszcze do niej nieco zaufania by teraz pozwalać jej spokojnie przemieszczać się po domu.
-Idź się przebierz w końcu paradować w mojej koszuli cały czas nie będziesz. A jak chcesz to weź sobie drugą z walizki ta jest nieco ubrudzona.
Zaśmiał się i dopił zawartość szklanki do połowy, po czym odstawił szklane naczynie na stolik i rozsiadł się na kanapie, miał nadzieję, że Noriko skorzysta z odrobiny swobody, ale nie będzie próbowała wyjść z domu i udać się do wsi gdzie rozsiałaby tylko panikę, bo w końcu Taro chciał po prostu posiedzieć w spokoju i nie przejmować się jej poczynaniami przynajmniej przez jakiś czas.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 4:10 pm

Od chwili wypowiedzenia w jego stronę tylko jednego słowa na jego buzi zagościł uśmiech. Nie wiedziała, co oznacza, ale jak się tylko wtuliła, poczuła jak przytulił. Spowodował tym, że powstrzymała się przed brutalnym wbiciem kłów w jego szyję. To ją uspokoiło. Wszystko trwało moment, ale nie dla niej. Jej się wydawało co najmniej godziną, która płynęła tak powolutku jak każda kropla jego krwi wprost do jej ust. Czując jak głaska ją po głowie mruknęła, miała nadzieję, że nie będzie na nią zły. W końcu dostała jeść, ale jeszcze było jej mało.
Przejeżdżając po językiem po miejscu wkłucia kłów poczuła jakby się poruszył, ale wskazywało to na spokojny wybuch śmiechu. Czemu to zrobiło? Nie chciała jak przy pierwszym posilaniu zostawić najmniejszej kropelki gdziekolwiek tej smacznej posoki. Jak się od niego odsunęła przymrużyła oczka robiąc smutną minkę byleby jej nie skrzyczał. Nie lubiła jak się złości, bała się go wtedy. Ta powaga prowokowała ją do płaczu i chciała tylko się w niego wtulić, by się uspokoił. Jego gesty głaskania jej sprawiały, że z bestii zmieniała się w kociaka. Dodatkowo słowa pochwały z jego ust były przyjemne dla jej uszu. Nie wiedziała dlaczego, ale chciała, by ją chwalono. Jednak te słowa miały padać tylko od niego inne nic dla niej nie znaczą.
Możliwe, że tego nie zauważył, ale ona to wyłapała. Tą jedną powtarzającą się czynność, dosłownie za każdym razem kiedy miał dobry humor. Przeczesywał jej włosy, jakby to już było przyzwyczajanie. Czy złe? Zdecydowanie nie, jako śmiertelna rumieniłaby się okropnie przy tym, lecz teraz mogła tylko pokazać mu, jakie to przyjemne cichutko mrucząc. Zresztą na każde jego dotknięcie zaczęła tak reagować, a zawłaszcza na ten jeden.
Jak wstał i pomógł jej z przyjemnością za nim poszła, choć nie wiedziała gdzie. Widząc kuchnie zdziwiła się, ale nic nie powiedziała. Ku jej zaskoczeniu pokazał jej dodatkową lodówkę w której znajdowała się spora ilość woreczków z krwią. Dokładnie wytłumaczył jej jak ją otwierać. Zaśmiała się z tego faktu. Od razu domyśliła się, że to zabezpieczenie przez wścibską Dorothy. Zastanawiała się się tylko kiedy znów ją zobaczy. Musiała przyznać, była wkurzająca, ale jej towarzystwo pomagało jej przyswoić się z myśląc, że przez długie lata będzie jej przyjaciółką. O ile wcześniej jej nie zje. Ta myśl lekko ją przerażała.
Wiedząc już chyba wszystko tylko przytakiwała, a widząc jak go to jakoś smuci wmawiała sobie, że musi go ukarać. Nie pozwolił jej w spokoju umrzeć, przemienił ją bez zgody i chociaż pokazuje jej niesamowitą dobroć, ukaranie go było sposobem na odzyskanie dumy jaką posiadała jako nieliczna z kobiet.
Począł iść z powrotem do salony, bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu poszła za nim. Zaczęło trochę się jej nie podobać jak wydaje jej rozkazy, ale znów zaczęła sobie wmawiać, że przywyknie i da sobie radę. W końcu to tylko zmienia reżimu, z dziadkowego na wampira. Westchnęła spuszczając głowę i poszła za nim. Niespodziewanie wewnątrz do szklanki którą postawił na stoliku wypełnił krwią. W tym momencie zacisnęła pięści, a z jej osłon zaczęły wychodzić kły. Próbowała jak mogła powstrzymać się przed tym, co teraz starało się odebrać jej kontrolę. Stała odwracając wzrok zaciskając usta z całych sił. Drżała mając przeraźliwe myśli mordu, by tylko się napić. Na szczęście przez lata ćwiczyła samokontrolę na wygłodzonym organizmie kiedy przed nią stał obiad, na którego talerzu było tylko to, co ona wręcz uwielbia.
Jak usiadła na kanapie starła się niczego nie zrobić, więc zaczęła sobie nucić w głowie jakąkolwiek melodyjkę, dla uspokojenia się jak i odwrócenia uwagi od krwi. Kiedy usiadł obok niej i dodatkowo podgrzał posokę w szklance z trudem powstrzymywała się, by mu jej nie odebrać. Jednak tak bardzo chciała, by był z niej dumny, że walczyła w pragnieniem budzącej się bestii. Kiedy on pił, ona drżała dostając, aż bólu głowy, gdy to znów dotknął jej włosów. Podziałało to na nią diametralnie, przymrużyła oczy lekko się uśmiechając. Już było dużo lepiej. Zdała sobie tylko sprawę, że odkrycie przez niego tego jak działa na nią jego dotyk, głównie włosów będzie mógł to wykorzystywać to, by złagodzić jej gniew. Nie podobało się jej to za bardzo, ale w końcu był jej panem.
Minęła chwila jak odezwał się do niej. Usłyszenie, że może ubierać się w jego rzeczy wcale ją nie zdziwiło już od dłuższego czasu chodziła w nich. Było tylko dziwne, dlaczego ubierał ją w swoje rzeczy. Skoro miała swoje i to damskie, dopasowane do niej. Zastanowiła się nad tym chwilę, ale nic nie mówiąc wstała i spojrzała na niego uśmiechając się. Przed samym wyjściem odwróciła się do niego i skinęła głową. Odetchnąwszy od przesiąkniętego zapachem krwi pomieszczenia stanęła na korytarzy między dwoma pokojami. Swoim, gdzie były jej rzeczy, a jego sypialnią. Podumawszy chwilę weszła do jednego z nich. Rozglądnęła się i kucnęła przed walizką, spokojnie w niej przeszukiwać jego ubrania, by znaleźć coś interesującego. Grzebiąc tak wyciągała każdą której nie wybrała i wkładała do szafy, by przypadkiem nie przyszedł mu do głowy pomysł ucieczki. Jak już wszystko pozawieszała i poukładała zapełniając całą szafę dorwała jedną koszulę, w której najwyraźniej musiał już chodzić. Pachniała nim, więc zrzuciła tę z siebie i włożyła tą. Zadowolona już miała wychodzić, bo długo siedziała w tym pokoju zauważyła przymknięte drzwi od gabinetu. Doskonale wiedziała, że nie wolno jej tam wchodzić, ale teraz nie była już łowczynią tylko jakby jego własnością, więc...
Niepewnie, pomalutku popchnęła drzwi, by całkiem się otworzyły i weszła do środka. Rozglądnęła się dokładnie po nim, a widząc tylko jakieś mało ciekawe obrazy już miała wyjść, kiedy to jej uwagę zwrócił szkic. Chcąc mu się lepiej przyjrzeć podeszła do ściany i posmutniała. Nie była durna znała się na tropieniu, więc od razu zauważył, że musiał go wykonać jakiś dzień temu. Po jej policzku słynęły siarczyste jak groch łzy. Kiedy tak patrzyła na jego uśmiech przejechała delikatnie o puszkiem po jego wizerunku. Zrozumiała w jednej chwili, że nigdy nie zastąpi mu jej. Wzrok przeniosła na Michiko i jak na złość widziała siebie. Złapała pukiel swoich włosów upewniając się wciąż jest blondynką, odetchnąwszy spojrzała na dzieci jeszcze bardziej smutniejąc. Przyglądając się wciąż kartce powieszonej na ścianie skomasowała w sobie tyle żalu i gniewu, że opierając dłoń o nią w jednej chwili zapaliła się. Wystraszona szybko odsunęła się nie wiedząc kompletnie, co ma zrobić. Zaczęła panikować, jak spadła na podłogę, zdając sobie sprawę, że może to podpalić dywan. Padła na kolana i zaczęła delikatnie dmuchać, co nieświadomie tylko wznieciło płomień.
Drąż ze strachu przed reakcją Taro wpadła na pewien pomysł. Przypomniała sobie, że przecież jest nieśmiertelna, więc nie powinno to ją tylko lekko poparzyć, a później wszystko zniknie. W jednej sekundzie zamachnęła się dłońmi, by stłamsić ogień. Zapominając, że przecież ogień jest jej śmiertelnym niebezpieczeństwem. Nie pomyślała o tym, teraz liczyło się jedno uratował coś ze szkicu i nie spalić posiadłości.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 5:33 pm

Siedział jakiś czas zwyczajnie odpoczywając od pilnowania nowonarodzonej, popijał, co jakiś czas krew, jaka znajdowała się w szklance nie specjalnie się śpiesząc w końcu nie miał ku temu żadnego powodu. Kiedy już ją opróżnił a minęło sporo czasu i dziewczyna wciąż nie wracała do salonu nieco się zmartwił, bo nie wiedział, z jakiego powodu tak wiele czasu jej to zajmuje, aczkolwiek nie miał, co się przejmować tym za bardzo w końcu teraz był to także jej dom i to prędko się nie zmieni, a przynajmniej do czasu póki nie będzie gotowa by zająć się sama sobą teraz jednak musi pozostać przed długi czas pod jego opieką. Niestety, kiedy już minęło zbyt wiele czasu od chwili, gdy wyszłaby się po prostu przebrać Taro podniósł się z kanapy i ruszył na do pokoju, zajrzał do jej sypialni, ale nie widząc jej tam wszedł do swojego pokoju. Zauważywszy otwarte drzwi do gabinetu i czując zapach dymu natychmiast wszedł do gabinetu w samą porę nim młoda wampirzyca zechciała ugasić palącą się kartkę własnymi rękoma, co było bardzo nierozsądne i całe szczęście, iż zdążył tu wejść w odpowiedniej chwili, bez najmniejszego zastanowienia skinął palcem przejmując kontrolę nad tym ogniem i go po prostu zgasił, podszedł do Noriko, po czym powoli podniósł ją z podłogi.
-Nie wolno ci zbliżać się do ognia, bo skończysz jak ta kartka papieru.
Powiedział spokojnie w żadnym razie nie chciał jej karcić jak nieposłusznego szczeniaka, ale po prostu poinformować by nigdy nie próbowała gasić ognia rękoma, bo źle to się dla niej skończy, kiedy jednak zobaczył, że jest przestraszona w sumie sam nie wiedział, czym jedynie ją przytulił nic nie mówiąc i pogłaskał jej głowę by ją uspokoić, spojrzał na spaloną do połowy kartkę papieru i dostrzegł swój szkic teraz domyślił się szybko, dlaczego młoda wampirzyca była taka przestraszona, ale nie miała ku temu powodu w końcu był to jedynie rysunek tego, co miał w pamięci, więc nie miał, o co się na nią złościć. Rozejrzał się po gabinecie i nie widząc nigdzie choćby zwykłych zapałek zdziwił się, że znikąd rozpalił się tu ogień, spojrzał na Noriko i jedynie się uśmiechną, zrozumiał, że chyba przypadkiem odkryła pierwszą swoją moc i najprawdopodobniej była taka sama jak jego, więc musiał sprawić by nauczyła się ją kontrolować jak najlepiej w dość krótkim czasie by nie spaliła przypadkiem całej wsi.
-Chyba odkryłaś swoją nową moc jak mniemam.
Pogłaskał jej głowę i cofną się dwa kroki uśmiechając się do niej, mógł być jedynie dumny z tego, że tak szybko odkrywa swoje umiejętności i miał również nadzieję, iż opanuje je równie szybko, bo czego może oczekiwać stwórca od przemienionej przez siebie osoby jak nie tego by była najdoskonalszą istotą, jaką udało mu się stworzyć.
-Mogę być jedynie z ciebie dumny zamiast się gniewać.
Przeczesał jej włosy uśmiechając się, po czym cofną się kilka kroków i odwrócił na pięcie następnie ruszył do wyjścia pokazując by szła za nim, w końcu jakby nie było zabronił jej przebywać w gabinecie a teraz już na pewno było to wykluczone skoro potrafiła władać ogniem a raczej dopiero będzie się tego uczyła a to niestety trochę potrwa. Upewniwszy się, iż za nim idzie ze swojego pokoju przeszedł do jej by sprawdzić czy nie posiada czegoś ze srebra dla jej własnego bezpieczeństwa. Zatrzymał się przy łóżku i usiadł na nim czekając chwilkę aż dziewczyna do niego dołączy, kiedy już weszła do pokoju milczał przez chwilę, po czym spojrzał na nią.
-Wyjmij wszystkie rzeczy, jakie posiadają choćby odrobinę srebra, tylko załóż rękawiczki dla własnego bezpieczeństwa.
Uśmiechną się i czekał spokojnie aż wyjmie wszystkie rzeczy zawierające srebro, nie mówił nic, co byłoby w tej chwili zbędne, rozglądał się w między czasie po pokoju sprawdzając czy na widoku nie leży coś srebrnego.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Wto Mar 19, 2013 10:08 pm

Już miała dotknąć ognia jak zniknął, a jej dłonie wylądowały na kartce, a ona rozglądając się zdziwiona szukała gdzie on zniknął. Nie mając pojęcia, co się stało spojrzała w stronę drzwi. Widok wampira spowodował jeszcze większy strach niż przed chwilą nią panował. Jak podniósł się z podłogi była pewna, że zacznie na nią krzyczeć, więc za nim zdążył coś powiedzieć już się rozpłakała. Słysząc jego głos lekko się uspokoiła, ale nie docierało do niej, że się na nią nie gniewa. Jak ją przytulił i głaskał po głowie przymknęła oczy rozumiejąc, że ją uratował. Było i tak jej smutno, bo zniszczyła jego rzecz, jeszcze tylko nie wiedząc za bardzo jak. Wtulona w niego nie chciała już o niczym myśleć, a zawłaszcza o ty co właśnie się tu wydarzył. Kiedy jej powiedział o mocy, zdała sobie sprawę, że to w stu procentach jej wina. Milczała, ale jak się od niej odsunął spojrzała na niego, widząc jego uśmiech odwzajemniła tym samym, a dowiadując się o tym, że jest dumny tym bardziej rozpromieniała. W dodatku znów przeczesał jej włosy. Nie potrafiła się na niego dłużej gniewać, skoro on nawet nie przejął się tym szkicem.
Wychodząc z gabinetu pokazał już tylko, że ma iść za nim co ją bardzo ucieszył, więc jeszcze chętniej poszła. Wyszli całkiem z jego sypialni i skierował się do jej. Zamyśliła się na moment. Weszła, spokojnie za nim, siedziała na łóżku jakby zamyślony. Zaczęła się trochę bać, co się może teraz wydarzyć, ale znów się uśmiechnął. Odetchnąwszy z ulgą do jej uszu doszła wiadomość o srebrnych przedmiotach jakie ma wyjąć. Sama na chwilę skupiła się nad tym i widocznie posmutniała. Już wszystko sobie przypomniała. Przecież jest wampirem, jak mogła zapomnieć podstawowych rzeczy jakich uczyła się od zawsze, bo ciągle było jej to przypominane.
Złapała się za głowę i śmiejąc się podeszła do swojej torby. Kucnęła przy niej i zamyśliła się dokładnie, gdzie co jest. Przypominając sobie rozmieszczenie rzeczy ostrożnie wsunęła tam rękę i wyciągnęła rękawiczki, który sprawnie włożyła. Pewniejsza, że nic już nie zrobi jej krzywdy pomału wykładając swoje rzeczy na podłogę, spojrzała na niego. I naprawdę niepewnie przełknąwszy wpierw ślinę otworzyła usta, by odezwać się do niego.
-To głupio zabrzmi... ale... - spojrzała w podłogę myśląc czy dobrze robi. - ale... - westchnęła nie wiedząc jak to ująć, by nie zabrzmiało to źle. Zerknęła na niego lekko uśmiechając się. - Mogę spać z tobą?
Po tym nawet pytaniu szybko postanowiła zająć się czym innym. Głupio się czuła, że w ogóle o to spytała, ale bała się samej siebie. I nie chciała przebywać sama ani na chwilę wiedząc, że może stwarzać zagrożenie jak się zezłości. Chcąc nie chcąc jak się nie zgodzi to i tak pewnie w nocy przychodziła, by do niego. Kurczę! Nie miała nikogo prócz niego. Może kiedyś to się zmieni, ale w tej chwili był dla niej absolutnie wszystkim.
W pierwszej kolejności wyjęła spod bluzek dwadzieścia papierowych pudełek z amunicją pakowaną po pięćdziesiąt sztuk srebrnych naboi. I położyła na łóżko.
-Nie pomyśl o mnie źle... inni łowcy noszą więcej...
Zaczęła komentować ile ma srebra, by czymś zająć czas i jak za życia śmiertelniczki porozmawiać z nim. Koniec końców jej już nie bijące serce oddane było jemu, co jej się nie podobało, bo miał łatwiejszą w niej podwładną niż myślał. Tym bardziej teraz kiedy robił wszystko, by nic jej się nie stało. Możliwe nawet, że stanęła by w obronie go między nim, a swoją rodziną. Teraz i tak jak się dowiedzą, że stała się wampirem nic prócz śmierci jej nie czeka. Nie będzie osądu, nie będzie możliwej kary i dania drugiej szansy. Czeka ją to samo, co spotkało Michiko. Będą na nią polować każde pokolenia klanu Hosokaya, aż komuś się uda ją zgładzić. Tak myśląc, to jej krewna dobrze dawała sobie radę, udawało się jej przez czterysta lat. Westchnąwszy zdała sobie sprawę, że przecież była zmuszona sama bronić małych dzieci, a gdy pewnie straciła któreś z nich załamała się i tym łatwiej ją dopadli. Smutniejąc wyrzuciła myśli z głowy i zajęła się zadaniem jakie dał jej pan.
Wypuszczając stopniowo powietrze ustami wyjęła skórzany woreczek i do również rzuciła na łóżko.
-Tego nie otwieraj... są tam krzyże każdej religii...
Powiedziała patrząc, co ona ma jeszcze w tej torbie. Podrapała się po głowie i wyjęła komplet trzydziestu noży do rzucania, które również wylądowały na pościeli. Zła z ilością tego paskudztwa przekopywała dalej. Załamana na srebrne przedmioty rzuciła również czerwoną bluzkę z drobinkami błyszczącego tego metalu szlachetnego. Szukając dalej wywaliła również kilka (około dziesięciu) flakoników z wodą święconą, dwadzieścia opakować zapałek również. Zmarnowana wstała i podeszła do wampira i spod poduszki i materaca wyciągnęła dwa sztylety, a spod łóżka dwie kabury ze posrebrzanymi N Browning HP, które dla własnego dobra dorzuciła do zacnej kolekcji na pościeli. Zastanawiając się dalej wyciągnęła z szafy katany, które jak tylko dotknęła poraziły tak mocno, że rzuciła je do torby i upadła na podłogę. Po tym zdarzeniu zaśmiała się i spojrzała na Taro.
-Ich nie oddam... to jedyna pamiątka po mamie... sama je wykonała – posmutniała. - ale użyła ich tylko raz... nie była zabójca... dlatego opuściła dom ojca i uciekła... a przeze mnie znów tam trafiła... i zginęła – rozpłakała się ścigając rękawiczki i wstając podeszła do stolika nocne i chwyciła zdjęcia. Jadnak jak tylko złapała oprawkę, tak też ją rzuciła z krzykiem. Jak spadła rozbiła się szybka. Ona natomiast dychała patrząc na poparzone dłoni ze łzami w oczach wściekła.
-NIENAWIDZĘ SREBRA!!
Poruszała spokojnie palcami i zerknęła na wampira. Najpierw zapłakana ze smutną miną, po czym zaśmiała się ze swojego zachowania. I pokręciła głową.
-Jak będzie okazja opowiem ci o sobie...
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 12:25 pm

Siedząc na łóżku czekał aż zacznie wyjmować rzeczy zawierające srebro, zdziwił się na jej pytanie, ale jedynie się uśmiechną w końcu sam planował to by spała w jego pokoju dla jej własnego bezpieczeństwa jak i mieszkańców wioski oraz ludzi, którzy pracowali na terenie posiadłości. Wstał z łóżka i odsuną się tak by nie przeszkadzać jej w znoszeniu rzeczy w jedno miejsce. W tym czasie udawał, iż zastanawia się nad tym czy zgodzić się na to, o co prosiła, kiedy tak niby myślał dostrzegł ile ona tak naprawdę srebra miała ze sobą aż go nieco zatkało, bo dawno nie widział kogoś tak dobrze przygotowanego, domyślił się, że każda z tych rzeczy był przeznaczona dla niego by go uśmiercić a wcześniej zadać mnóstwo bólu, na szczęście jednak Noriko jeszcze, jako łowca nie była w stanie go zabić a on sam nie musiał wyrządzić jej żadnej krzywdy przy zwyczajnej obronie. W końcu postanowił odpowiedzieć na jej wcześniejsze pytanie, bo przecież ile można trzymać ją w niepewności.
-Jasne, że możesz, nawet sam miałem taki pomysł.
Odpowiedział spokojnie i przyglądał się jak ona teraz pozbywała się kolejno każdej rzeczy ze srebra, milczał widząc taką ilość i oczywiście niczego nie dotykał, nie było to jego jednak należało wciąż do Noriko, która po prostu powierzała mu te rzeczy dla swojego własnego bezpieczeństwa w końcu nie chciała ciągle mieć oparzeń z powodu dotykania srebra. Widząc jak poraził ją prąd, gdy tylko dotknęła katan podniósł brew, nie mógł pozwolić na to by chociażby dotykała ich, bo tylko sprawiałaby sobie tym cierpienie, aczkolwiek nie mógł jej tego odebrać. W końcu chciał jedynie jej dobra a nie cierpienia, jakie zapewne sprawiłoby jej odebranie tych katan.
-Nie odbieram ci twoich rzeczy, będziesz mogła je brać, kiedy chcesz i o ile dobrze zabezpieczysz się przed działaniem srebra. A pamiątki po matce tym bardziej ci nie odbiorę, po powrocie do apartamentu otrzymają odpowiednie miejsce.
Uśmiechną się lekko, i czekał aż odłoży wszystkie srebrne rzecz, w chwili, gdy uznała, że to wszystko do ręki chwyciła srebrną oprawkę ze zdjęciem i nieco oparzyła sobie dłoń, Taro podszedł do niej wolnym krokiem zaś stojąc naprzeciw niej wziął delikatnie jej dłoń w swą i przyjrzał się dość lekkiemu oparzeniu, które szybko się zagoi. Kucną i wyjął ostrożnie z ramki zdjęcie, którego nie chciał odbierać w żadnym razie, powoli wstał ze zdjęciem w ręku i podał jej młodej wampirzycy.
-Schowaj je w bezpiecznym miejscu, po powrocie Dorothy każę jej zamówić nową oprawkę.
Potargał włosy dziewczyny i poszedł do swojego pokoju, z którego wziął torbę i założył rękawiczki, po czym wrócił do pokoju Noriko, ostrożnie powkładał jej rzeczy nie chciał w końcu niczego zniszczyć ani uszkodzić a jedynie wziąć na przechowanie by ona nie zrobiła sobie krzywdy sięgając po srebrne przedmioty. Kiedy skończył pakować te bardziej niebezpieczne sięgną po oprawkę, którą również włożył do torby zaś tą zaniósł do pokoju gdzie nikt nie bywał i ukrył głęboko w szafie. Następnie znów wrócił do pokoju gdzie była młoda wampirzyca i jedynie się do niej uśmiechną.
-Skoro to wszystkie srebrne rzeczy to teraz chodź do salonu.
Powoli wyszedł z pokoju i ruszył do salonu zaś będąc już tam dorzucił drewna do kominka i zasiadł na kanapie rozmyślając, miał nadzieję, że Noriko przywyknie niedługo do bycia wampirem, wiedział jednak, że zbyt długo panował tu spokój i raczej mogą spodziewać się w najbliższym czasie niespodziewanej wizyty jakiegoś łowcy. Rzeczą oczywistą było to, że klan Hosokaya nie odpuści i będą ścigać ich oboje aż któremuś może w cudowny sposób uda się ich zgładzić, w co bardzo w tej chwili wątpił, bo w końcu teraz w tym domu przebywały cztery wampiry a nie jak poprzednim razem tylko jeden i łowczyni. Miał ochotę zaśmiać się pod nosem jednakże na jego twarzy pojawił się jedynie szyderczy uśmiech, aż był ciekaw, kogo tym razem przyślą do jego domu w celu zgładzenia wampira i byłej łowczyni.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 12:27 pm

Na jak dla niej dość odważne pytanie do niego, widziała jak zastanawiał długo nad odpowiedzią trochę się jej bała. Słysząc ją w końcu zazgrzytała zębami, że specjalnie tak długo trzymał w niepewności, a sam chciał jej to zaoferować. Pokręciła tylko na jego zachowanie głową. Nie ładnie, oj nie ładnie się się tak droczyć.
Na słowa, że wszystko wciąż jest jej i nic nie odbiera uradowała się. Nie miał pojęcia jak bardzo był dla niej dobry w ten sposób. Znając jej dziadka zabrałby jej wszystko i jeszcze skrzyczał za taką ilość przedmiotów. Jak to miało miejsce jak była jeszcze smarkulą, może tak około dziesięciu lat. Za zgodą mamy kupowała sobie pisemka dla dziewczynek w jej wieku, by choć trochę poczuć się jak normalne dziecko. Niż tylko ciągła nauka i przygotowania do wstąpienia do klanu jako prawowita łowczyni. A co zrobił kochany dziadek kiedy je znalazł jak przeszukiwał jej pokój? Tak co tydzień miała przeszukiwany pokój, czemu? Trudno powiedzieć, ale mniejsza. Jak znalazł w szafce dobrze ukryte przez parę miesięcy czasopisma, wściekł się okropnie. Był nieprzewidywalny, zmusił ją do podpalenia ich i kazał patrzeć jak płoną, po czym obie z mamą dostały karę. Ona za zbierania, a druga za zgodę na to bez jego wiedzy. Kara była sama w sobie okrutna podwójnie, bowiem zostały zamknięte na trzy tygodnie w swoich pokojach nie mogąc wychodzić. Tym samym rozmawiać ze sobą, matce odebrano córkę, córce matkę. Jaki człowiek byłby zdolny do takich haniebnych rzeczy jak nie potomek Wielkiego Katsuyoshi'ego. Jak dla niej zwykłego mordercy i lubieżnika jak przeczytała gdzieś. Teraz nawet widząc, że człowieka który skazał własną córkę na śmierć. Trudno w to uwierzyć, że w jej żyłach niegdyś płynęła ta sama krew.
Po głupim, a raczej nie rozsądnym ściągnięciu rękawiczek i schwytaniu pewnej rzeczy ze srebra wszystkiego miała dość, a zwłaszcza tego kim była obecnie. Wampir jednak to zmienił. Jak stanął przed nią była pewna, że z dezaprobatą pokręci głową lub coś powie. A on tylko ujął jej dłoń w swoją i przyjrzał się jej. Patrzyła na niego, bo znów był taki delikatny, co spowodowało na jej buzi uśmiech. Jak wyjął bez rękawiczek zdjęcie ze srebrnej oprawki poczuła coś jej serce miało zacząć zaraz bić specjalnie dla niego. Szybko przytuliła tą najzwyklejszą, a zarazem tyle dla niej znaczą kartkę do piersi. To było jedyne zdjęcie jakie uchroniła przed dziadkiem, by ją ukarać oraz obwinić za śmierć jego córki. Kolejno zdanie sprawiło, że zapomniała o bólu. I jak zawsze po miłych słowach musiał dotknąć jej włosów, tym razem poczochrał. Zaśmiała się tylko na ten gest z jego strony.
Wyszedł, a po chwili wrócił przygotowany do zabranie niebezpiecznych rzeczy, zabrał wszystko. Nie przejmowała się tym jakoś, jedyny co teraz zaprzątało jej głowę to słowa na które wcześniej nie zwróciła uwagi: „A pamiątki po matce tym bardziej ci nie odbiorę, po powrocie do apartamentu otrzymają odpowiednie miejsce.” On powiedział, że po powrocie? Wraz z nią i jeszcze znajdzie się na jej rzeczy jakieś miejsce odpowiednie? Czyżby zasugerował, że będzie przy nim dłużej niż tylko do chwili zapanowania nad sobą w stu procentach? Ta myśli sprawiała jakieś w niej ciepło i poczucie, że tracąc rodzinę na wieki zyska miejsce u niego, nie koniecznie w sercu. Nie marzyła o tym, może i marzyła, ale jak ktoś spyta wyprze się na wszystko na co tylko może.
Jak zabrał wszystko i wyszedł z sypialni, by gdzieś schować czekała grzecznie tuląc zdjęcie mamy. Tak bardzo potrzebowała jej teraz, by doradziła jej jak ma teraz żyć. Ona jedna stanęłaby za nią murem nie ważne jaką głupotę postąpiłaby w życiu. Jak popłynęła jej łza po policzku wszedł Taro do pokoju i uśmiechnął się do niej mówić, by przyszła do salonu. Oczywiście za nim wyszedł odwzajemniła uśmiechem na jego. Położyła na poduszce zdjęcie patrząc na nie uważnie. Nie chciało jej się za bardzo teraz znów gdzieś za nim iść, więc za nim to postanowiła zrobić zamyśliła się. Chowając swoje wszystkie rzeczy z powrotem do torby poszła z nią do sypialni naprzeciw, gdzie robiąc trochę miejsca w szafie poukładała swoje ubrania, a torbę z katanami wrzuciła na górę. Wróciła jeszcze na moment do byłego jej pokoju i zabrała zdjęcie które oczywiście musiało znaleźć miejsce na stoliku nocnym po stronie łóżka którą sobie upatrzyła na swoją. Przebrała majtki i włożyła biustonosz, by nie paradować tak już całkiem skąpo, ale pozostając tylko w jego koszuli jako okryciu wierzchnie. Biorąc głęboki wdech niespodzianie coś jej się przypomniało i pobiegła jeszcze raz do pokoju. Klęknęła przed łóżkiem i ręką szukała pudełeczka w ostatniej chwili przed złapaniem go zabrała rękę. Wiedząc, że również jest jak na złość srebrne. Poprawiwszy włosy za ucho złapała poduszkę ściągając z niej poszewkę i jako osłonę na rękę wyciągnęła spod łóżka poduszeczko. Położyła je delikatnie na pościeli otworzyła i odrzuciwszy poszewkę przyglądała się swojej ukryte przed wszystkimi kolekcji najróżniejszych kolczyków. Od tych długich, okrągłych, malusieńki do najdziwniejszych kształtów i kolorów oczek. I nagle zdała sobie sprawę, że nigdy ich nie założy. W jednej sekundzie rozpłakała się, bo miała na ich punkcie hopla. Czym prędzej się podniosła z podłogi i pobiegła z płaczem po salonu, gdzie powinien znajdować się Taro.
Jak tylko stanęła w progu pomieszczenie spojrzała na niego i ocierając dłonią policzek podbiegła do niego i rzuciła się wtulając. Te kolczyki dla niektórych to zwykłe świecidełka, ale dla kogoś kto miał tyle oraz kilka książek o fantastce to coś dużo cenniejszego. To jak taki skarb jak dla niektórych maniaków zbieranie monet czy znaczków, a ona straciła możliwość korzystania z nim. Zaryczana mocno wtulając się, niekiedy pociągając noskiem zaczęła mówić z trudem przez ten płacz.
-Mój... skarb też jest... ze srebra... moje piękne kolczyki... - wtuliła policzek do jego – moje czterdzieści dwie cudowne pary kolczyków...
Żaliła się, by wyrzucić z siebie również to, że straciła swoją broń do której tak na dobrą sprawę była przywiązana. Jednak kolczyków nie mogła przeboleć, było dla niej czymś kobiecym, co jedyne miała w sobie. Nie patrząc przez całe życie przebywała wśród chłopców, przy kuzynach nie mogła być delikatna, a tylko te świecidełka jej to przypominały.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 1:16 pm

Rozmyślał siedząc w salonie przez jakiś czas, nawet sam nie liczył, bo nie widział ku temu powodu, jednak rozmyślania przerwane zostały przez zapłakaną Noriko, którą przytulił, gdy tylko rzuciła się na niego by się przytulić i wyżalić. Pogłaskał jej głowę by jakoś ją uspokoić i starał się jakoś wyłapać, o co jej chodzi, słysząc, że taka rozpacz powstała z powodu kolczyków postanowi, że musi zapełnić jej nową kolekcję, która będzie dla niej bardziej bezpieczna, a przy okazji może odrobinę ją uszczęśliwi przy kupnie nowych błyskotek, spojrzał na nią i podniósł jej głowę tak by patrzyła mu w oczy. Otarł ostrożnie jej policzki z łez i lekko się uśmiechną, w końcu zrozumiałe jest to, że nie chciała utracić czegoś, co jest dla niej tak bardzo cenne, mimo iż to były tylko zwykłe błyskotki w jego mniemaniu, ale liczył się z tym, co chciała posiadać dziewczyna.
-Kupię ci nowe, zrobisz nową kolekcję. Większą i o wiele cenniejszą, kupię ci kolczyki, o jakie tylko poprosisz.
Powiedział każde słowo bardzo spokojnie i powoli by do zrozpaczonej Noriko wszystko, co powiedział dotarło, poczekał potem spokojnie aż się uspokoi ocierając delikatnie łzy z jej policzków. Kiedy się już uspokoiła jedynie ją przytulił głaszcząc jej głowę, może i był uznawany przez wiele osób za potwora niosącego śmierć i zniszczenie, ale jednak były to tylko pozory w końcu, po co miałby teraz mordować dla zwykłej rozrywki? To była przeszłość, do której wolał zwyczajnie nie wracać miał teraz ważniejsze rzeczy do roboty niż zabijanie śmiertelników, musiał nauczyć młodą wampirzycę wszystkiego, co sam potrafi by mogła przetrwać na tym świecie równie długo, co on a może i jeszcze dłużej. Kiedy tak siedzieli do salonu wprosił się Yoshinori wraz z Daisuke by jedynie poinformować Taro o tym, iż już zajęli wyznaczone dla nich pokoje i idą sprawdzić czy nikt nie kręci się po jego posiadłościach, wampir skiną na nich ręką by sobie poszli i robili, co do nich należało w tej chwili. Jak już poszli odsuną od siebie nieco Noriko i się uśmiechną, po czym wstał i położył ją na kanapie głową na miękkiej poduszce.
-Zaczekaj tu chwilę.
Uśmiechną się i pogłaskał jej głowę, po czym wyszedł z salonu i poszedł do pokoju by coś z niego wziąć, będąc tam poszperał chwilę w swoich rzeczach szukając zaś, gdy już je znalazł wrócił do salonu z dwoma sztyletami w ręku, może i nie były jakiejś pierwszej nowości, ale były bardzo zadbane i posłużą jej jeszcze przez wiele lat, więc nie musiał się o nic martwić i tymczasowo, jako broń jej wystarczą. Oczywiście w wolnej chwili zamówi jej nową broń, nawet, jeśli miałaby go kosztować sporą ilość gotówki, w końcu po cóż ma oszczędzać na swojej nowej podopiecznej. Będąc już w salonie podszedł do kanapy i kucną przy niej, poczekał aż dziewczyna się podniesie, po czym podał jej swoje sztylety, nie używał ich zbyt często a jej bardziej się przydadzą do obrony.
-Weź je za jakiś czas otrzymasz własną broń.
Chwilę poczekał aż obierze sztylety, po czym usiadł obok niej, miał nadzieję, że przynajmniej tak zrekompensuje jej tymczasowo utratę jej zabaweczek, do których zapewne była przywiązana, ale jakoś jej wynagrodzi rozstanie ze srebrnymi przedmiotami. Przyglądał się jej, gdy oswajała się z nowymi a jednak już nieco wiekowymi zabaweczkami, chciałby wciąż się doskonaliła w walce i nie tylko w końcu od umiejętności zależy przetrwanie. Nieco znudzony przyglądaniem się wstał z kanapy i podszedł do regału z książkami, wziął jakąkolwiek i ponownie zasiadł na swym wcześniejszym miejscu, otworzył książkę i zaczął spokojnie czytać nie zwracając specjalnie uwagi na to, co dzieje się, wokół, co jakiś czas jedynie sprawdzał czy Noriko nigdzie nie zniknęła, bo tylko jej w tym domu musiał teraz pilnować jak oka w głowie.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 5:05 pm

Ona nawet w snach nie spodziewałaby się takiej reakcji z jego strony. Żadna kobieta czy młoda dziewczyna nie spodziewałaby się, że dla kogoś takiego jak mężczyzna jest do pojęcia wartość błyskotek. Jak ją tylko przytulił już było jej lepiej i niczego się więcej nie nawet nie oczekiwała. Wiedząc, że i tak uzna ją za głupiutką. I tu nastąpiło coś nieoczekiwanego, Taro ją zrozumiał, ku wielkiemu zaskoczeniu. Odchylił jej głowę i spojrzał w oczy ocierając łzy, a słowa jakie wypowiedział wstrząsnęły nią dodatkowo mówione bardzo pomału. Jej źrenice momentalnie zmniejszyły, wyglądała na przerażoną. Nie wiedziała czy słyszy to, co chce usłyszeć czy naprawdę on to powiedział do niej. Jak tak gładził jej policzek uśmiechnęła się, lecz dalej nic do niej nie docierało dopiero jak ją przytulił, znów się w niego wtuliła ciesząc się ma kogoś takiego jak on. Kiedy ją tak głaskał po głowie cichutko mruczała przymykając oczy czując, że oboje zrobią dla siebie wszystko, choć on to jeszcze przed nią ukrywa. Jednak młoda wampirzyca jest spokojna, nawet bardzo, poczeka.
Gdy prosiły się dwa wampiry nawet się nimi nie przejęła, może odrobinkę zerkała na Yoshinori'ego który był bardzo przystojny. Zdała sobie również sprawę, że i pewnie bardzo stary. Kiedy zostali wyproszeni wampir odsunął ja od siebie z uśmiechem na twarzy i wstał, a ja kładąc wygodnie na kanapie, głową w poduszkę i jak zawsze pogłaskał. Zdziwiła się, ale milczała teraz. Jak wyszedł leżała spokojnie omal zasypiając. Ogarnęła ją jakaś melancholia.
Jak wrócił uśmiechnęła się, ale widząc broń zlękła się z każdym kolejnym krokiem bała się coraz bardziej. Kucnął przed nią, spokojnie obserwując go bacznie podniosła się do siadu lekko drżąc. Jak podał jej broń, wzięła ją niepewnie słysząc, że należy do niej. Nie wiedziała, co powiedzieć. Patrzyła na nie wiedząc, że przyjdzie czas i będzie zmuszona kogoś zabić w końcu, a tak bardzo tego nie chciała. Nie chciała zabijać.
Zanim się spostrzegła Taro już czytał książkę, a ona jakoś nie chciała mu przeszkadzać. Wstała spokojnie i wolnym krokiem ruszyła do wyjścia wpatrzona w podłogę. Niespodziewanie wyczuła krew, wszędzie krew. Ten zapach był dosłownie wszędzie, jakby ktoś celowo dla zmylenia swojego zapachu zamieścił posokę wokół domu. Musiała przyznać, to już nie był nowicjusz. Zanim jednak wyczuła jego obecność zdążył pochwycił ją przytulając do siebie.
Był to młody mężczyzna, niesamowicie wysportowany, przystojny omal z okładki magazynu, na którego widok kobieta zapierało wdech w piersiach, a nawet mdlały. Jasna karnacja czarne włosy jak i tęczówki. Rysy delikatne, zadbany i spryskany zmysłowymi męskimi perfumami. Noriko od razu je wyczuła już wiedząc kim jego osobnik. Niebieskawa koszula, poluzowany mocno na szyi szarawy krawat, dodatkowo ciemne jeansowe spodnie, a na nagach ciemno beżowe broguesy plus szarawy płaszcz. Pod nim oczywiście kryły się przeróżne zabaweczki jakie zabrał ze sobą. Do zlikwidowania celu. Stał prosto mierząc w Taro ze M1014 Joint Service Combat Shotgun (strzelby) trzymanej w jednej ręce opierając kolbę o swój bok w razie zmuszenie go do strzału. Drugą ręką przytulał do siebie kuzynkę. Patrząc na wampira dychał zły i gotowy go zabić, ale wiedział, że nie może. Głaszcząc ją po plecach odezwał się w końcu. - Nie ruszaj się, bo mokra plama z ciebie zostanie... BYDLAKU!! - poniosło go, bo wiedział, że to jego wina. Obwiniał go za przekreślenie swojej kochanej kuzynki z klanu. Tak ją tuląc pocałował w głowę szepcząc. - Jesteś bezpieczna, nie dam cię nikomu już skrzywdzić... przysięgam... - W tym czasie Noriko czuła jak jej kły wychodzą z osłon zaczynając płakać. Czuła, że zaraz go zabije, tak się bojąc drżała. On nie rozumiała, co się z nią dzieje. -Nori? Nori wszystko dobrze? - Głaskał ją po głowie wrogo patrząc na wampira. - Coś jej zrobił?! - przytulił ją jeszcze mocniej, ale w pewnym momencie odwrócił ją plecami do siebie obejmując w talii. - Jest pewien plan... dziadek da ci wrócić... ale musisz go zabić, rozumiesz Nori? Zabij go teraz, a wrócisz do domu... - uśmiechnął się szyderczo patrząc na wampira. Młoda wampirzyca słysząc to upuściła sztylety na podłogę. Jej spojrzenie było coraz bardziej puste, a po policzkach płynęły wciąż łzy, kły wysunęły się całkowicie chcąc wbić się już w ofiarę, ale ona walczyła.
-Minoru... ja nie mogę... wybacz mi kuzynie... mój kochany
Westchnęła wpatrzona w Taro, trudno w tym momencie określić do kogo były skierowane dwa ostatnie słowa jakie wypowiedziała. Minoru nie miał zamiaru tracić jej, była mu jak młodsza siostra, którą przez lata bronił, więc i teraz wybłagał u głowy rodziny, by dał jej szansę. I udało mu się to, teraz wystarczy, że udowodni płynącą w niej krew łowczynie z klanu Hosokaya i może zacząć na nowo życie, jakby nic się nie stało. Tylko musiała udowodnić wierność rodowi i posłuszeństwa dziadkowi.
Pokręciła głową walcząc, by się na niego nie rzucić, ale krew w nim płynąca tak ją nęciła jak narkomana używki. Jak ją tak obejmował dusiła w sobie uczucie błagając, by przeszło. Na szczęście puścił ją i wyciągnął z któreś tam kabury na plecach sztylet i włożył do dłoni Noriko mocno ściskając. - Razem damy radę... jestem obok... - Niespodziewanie wydarła się głośno wyrywając się mu i z poparzoną dłonią pobiegła do Taro wtulając się w niego szepcząc.
-Pomóż mi... jestem na skraju... nie dam rady dłużej czuć jego pulsującej w żyłach krwi
Zamilkła wtulona odwracając głowę w stronę kuzyna drżąc, nie potrafiła mu wytłumaczyć, że spóźnił się. Nie dałaby rady dożyć tej chwili, jakby nie przemiana. Tak było jej głupio, ale ważniejszy był teraz jej pan, a zarazem jej kochany.
Minoru przez chwilę nie wiedział, co ona robi. - Coś ty jej zrobił?! Uwolnij ją od tej chorej hipnozy... czy skojarzenia!! Słyszysz?! Oddaj mi Nori!! - nagle zamarł widząc jak odwraca i patrzy na niego. To już nie była jego Nori, to był wampir. Z jego oczu popłynęły łzy rozpaczy. Schował sztylet i zamyślił się czy strzelić skoro teraz musi powiadomić dziadka o zaistniałej sytuacji, albo okłamać go i powiedzieć, że Nori zginęła przez wampira. Nie patrząc umarła. Stanął przed ważną decyzją. - Nori? Kuzyneczko moja... - wyciągnął lekko do niej rękę załamany.
Wampirzyca natomiast patrzyła pomału na niego jak już tylko jej pożywienie, przełykając ślinę i czując już smak jego krwi. Czekała tylko na pozwolenia swego pana.

Minoru:
 
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty
avatar

Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 6:18 pm

Czytał spokojnie jedynie przewracając kartki, kiedy dostrzegł, że młoda wampirzyca zniknęła z salonu zaś chwilę później do jego nozdrzy dotarł zapach krwi wymieszanej z jakimiś nieprzyjemnymi perfumami, skrzywił się niezadowolony i spojrzał w stronę drzwi. Widząc, iż jakiś zmarniały łowca trzyma Noriko już wiedział, iż zbyt długo ona nie będzie potrafiła powstrzymać się przed zatopieniem w nim swoich kłów. Słysząc słowa, jakie śmiał wypowiedzieć do niego zmarszczył brwi uśmiechając się szyderczo.
-Najpierw naucz się obsługiwać te zabaweczki chłopczyku. Wróć za jakieś 500 lat, bo jesteś żałosny.
Powiedział spokojnie i odłożył książkę na stolik, nie chciało mu się nawet ingerować, bo wiedział, że młoda wampirzyca sama poradziłaby sobie i to wręcz doskonale a jeszcze mogłaby pożywić się ludzką krwią wprost ze źródła. Czekał spokojnie na rozwój akcji, ale widząc, że dziewczyna przez ten cały czas się waha przymrużył oczy patrząc na nieproszonego gościa, nie chciał psuć zabawy swojej podopiecznej wołając tu Yoshinori’ego i Daisuke, aczkolwiek będzie musiał to uczynić jakby ona nie dawała sobie rady. Bajeczka o drugiej szansie za zabicie celu? Już to raz kiedyś słyszał z tego, co pamiętał i nie przypominał sobie by ten osobnik miał choćby cień szansy z młodziutką niepotrafiącą nad sobą zapanować wampirzycą aż miał ochotę się roześmiać, gdy przypomniał sobie jak skończył łowca pokroju tego, co śmiał celować w tak starego wampira jak Taro. Zwyczajnie czuł, że znów będzie miał niezłą rozrywkę widząc jak młodziutka wampirzyca rozprawi się z łowcą, który nie powinien mieć słabości, ale jednak z tego, co zdążył zauważyć okazywał słabość wobec Noriko.
-Już to kiedyś miało miejsce…zabawne.
Powiedział spokojnie nieco rozbawiony jednak, kiedy dostrzegł, iż sprawił jego podopiecznej cierpienie za pomocą sztyletu, który zapewne miał coś srebrnego skrzywił się niezadowolony, kiedy Noriko podbiegła do niego przeniósł na nią wzrok, po czym przytulił i pogłaskał po głowie, nie podobało mu się to, że ten osobnik śmiał przyprawić ją o cierpienie, wysłuchał spokojnie tego, co miała mu do powiedzenia, wiedział, że ciężko jej się powstrzymać przed zatopieniem w nim swoich kłów. Spojrzał ponownie na napastnika, który znowu coś tam kłapał dziobem, ale miał jakoś gdzieś te durne gadki bez sensu, wolałby popatrzeć na to jak Noriko rozprawia się z nim, ale cierpiałaby później.
-Przykro mi młodziku, ale ona nie dożyłaby tego spotkania przez tego durnego poprzednika. Jeśli to był twój brat albo, co to współczuję takiego idioty w rodzinie.
Pogłaskał głowę Noriko, chciał jakoś wypędzić z niej ten strach by mogła sama osobiście się z nim rozprawić, bo mu nie specjalnie chciało się podnosić swoje cztery litery tylko po to by znowu kogoś uśmiercić, ale młoda wampirzyca miałaby przy okazji kolejny posiłek i odrobinę nauki w jednym. Postanowił, że nie będzie się wtrącał póki dziewczyna nie zacznie mieć problemów z załatwieniem go.
-Rozdrażniłeś ją, nie ładnie….Bardzo nie ładnie.
Uśmiechną się do dziewczyny i puścił ją dając jej całkowicie wolną rękę w tej sprawie a przynajmniej do czasu póki nie będzie musiał wkroczyć by jej pomóc, oparł się wygodnie o kanapę i czekał na to, co zrobi Noriko, miał jedynie nadzieję, że nie da się ponieść jedynie instynktowi i będzie w stanie w ogóle trzeźwo myśleć, ale jako że dość niedawno.
-Noriko pobaw się z nim, bo widzę, że masz na to wielką ochotę. Tylko nie spuść bestii ze smyczy, bo zrobisz za duży bałagan.
Przesuną palcem po jednym z jej kłów uśmiechając się i dał jej już teraz naprawdę wiele swobody, założył ręce za głowę i czekał na rozwój akcji, w między czasie, gdy Taro spokojnie sobie obserwował do domu wrócili Yoshinori i Daisuke, powstrzymał ich przed interwencją jedynie jednym gestem niedostrzegalnym dla łowcy, który był w tej chwili zbyt zajęty, bo musiał znieść bestie spuszczoną ze smyczy przez swego pana, który teraz po prostu przyglądał się temu czy cokolwiek potoczy się inaczej niż przy ostatnim takim zajściu.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   Sro Mar 20, 2013 8:48 pm

Jak tylko wtuliła się w niego czuła się dużo bezpieczniejsza niż jak niegdyś w ramionach kuzyna. To Taro wiedząc kim jest nie zrobił jej krzywdy, to on opiekował się nią kiedy cierpiała przez członka swojej niby rodziny. Dokładnie jeszcze pamiętała jak wycinał na jej skórze litery, jak oblał jej poranioną skórę wódką i zatkał twarz poduszką, że omal się nie udusiła. Wszystkiemu winny dziadek, przeklęty morderca. Chwila pieszczot od swoje pana strawiła uśmieszek na jej śnieżnobiałej twarzyczce, ale nie zwykły raczej szyderczy czekając na pozwolenie. Chciała mu pokazać jak bardzo jest mu posłuszna.
Jak ją puścił uśmiechając się patrząc się na nią w pierwszej chwili nic nie zrozumiała, aż tu nagle wypowiedziała bardzo interesujące słowa na które czekała z utęsknieniem. Jak przejechał palcem po jej kle sama się uśmiechnęła, a widząc jak zakłada ręce za głowę zobaczy dla siebie szansę. Oblizała spokojnie wagi językiem łapiąc Taro za policzki czule pocałowała. Widząc to Minoru zacisnął pięści ze złości na to jak stała się jedną z monster które miała zabijać. Westchnął ciężko i postanowił ją odwieść coś jej tłumacząc. Kierując złość w drugą stronę, by nie robiła mu krzywdy, a tym bardziej sobie. Jednak najpierw na spokojnie, bez ostrzeżeń i gróźb. Jak do siostrzyczki, którą wciąż była mimo tej zmiany.
Noriko oderwała się od ust swojego pana i uśmiechając się pogłaskała go po głowie.
-Deser był... czas na danie główne...
Podniosła się i stając na podłodze odwróciła głowę patrząc uważnie na ofiarę, widząc tylko układ krwionośny i bijące dość spokojnie serce, co jej się nie podobało. Dla rozkręcenia zabawy postanowiła wykorzystać wobec łowcy technikę jego brata, która zawsze go wnerwiała. Zaczęła od nucenia znanej przez niego melodii tej ulubionej Kunimichi'ego. Miała zamiar całkiem się pobawić, bo co to za przyjemność wgryźć się i zabić. Doskonale wiedziała, że nie będzie potrafiła się dobrze wgryźć skoro nie wie jeszcze dobrze jak, dodatkowo nie zatrzyma się dopóki nie wypije wszystkiego. Ta myśl prowokowała, aż do złego. Wciąż nucąc zaczęła poruszać energicznie biodrami w rytm melodii, po tym doszły ramiona i spowalniane ruchy, przymykanie oczu i takie duperelki, które wiedziała, że kuzynowi się podobają. Spokojnie do niego zbliżając się w omal magicznym tempie dla oka śmiertelnika pojawiła się za Minoru kładąc swoje dłonie na jego biodrach i poruszała nim tak samo jak swoimi. - Nori... nie czas na zabawę... - pozwalał jej mimowolnie na to, nie wiedząc, że ta już pozbyła się jego wszelkiej broni, prócz strzelby którą silnie trzymał w ręce. Ona nadal się bawiąc nim i mając dość widzów kopnęła mocno drzwi od salonu zamknęła je. Rozbawiona wyciągnęła z jego dłoni strzelbę i położyła na stoliku patrząc mu w oczy cofając się i pokazując palcem, by szedł za nią. Kiedy usiadła na parapecie on podszedł do niej i przytulił ją. Noriko głaszcząc go po głowie posmutniała.
-A myślałam, że sobie pojem... a tu nie...
Patrzyła niezadowolona na kuzyna mlaskając, miała szczęście, że nie wbiła się w niego opanowując na siłę swój głód przez obecność śmiertelnego. Minoru odetchnął z ulgą. - Jak się domyśliłaś? - puścił ją stając naprzeciw. Wampirzyca zaśmiała się naprawdę rozbawiona.
-Znamy się od dwudziestu lat... i wiem kiedy pijesz srebro... twoja skóra to zdradza... ukąszenie cię przez wampira to wyrok śmierci...
Dychała, ale jej kły nie chciały się schować, drżąc traciła kontrolę, jednak myśl o zatruciu srebrem jakoś ją podtrzymywał przy zdrowej świadomości. Przez to zaczęła myśleć. Kochała kuzyna, ale i kochała Taro. Wiedziała, że każdy żąda od niej śmierci drugiego, co było a wykonalne. Zeskakując z parapetu stanęła za kanapą i pochylając się ucałowała wampira w czoło szepcząc, by tylko on usłyszał.
-Daj mu szansę... zrobię wszystko, tylko pozwól mu żyć... błagam cię Tario... błagam...
Zrobiła smutne oczy patrząc się na niego i mrucząc, by nie kazał robić mu krzywdy. Chciała, by ten jeden żył. Wiedziała o czymś, ale nie chciała zdradzać, przysięgała mu przed wyjazdem do Anglii milczenie. I chciała zachować to nawet jako nieśmiertelna. Nie będąc pewna przeskoczyła kanapę i klękła przed Taro całując jego dłoń.
-Pozwól mu żyć... proszę...
Po jej policzkach spłynęły łzy łasiła się do niego chcąc go obłaskawić jakoś. Wszystkiego przyglądał się jej kuzyn widząc, co robi posmutniał, nie gdy nie widział jej wstanie robienia za tę niewinną i słodką. Zawsze to ona rządziła, a teraz tak nisko upadła. Pokręcił głową i westchnął. - On nie posłucha... jesteś dla niego tylko zabawką... - oparł się o parapet. I czekał na dalszy ciąg akcji, Noriko spojrzała w oczy swojego pana, wiedziała, że on traktuje ją inaczej. Czuła jego dobroć i chciała udowodnić, że nie jest potworem, ale trzeba się połasić, by soc osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wiejskie posiadłości Taro   

Powrót do góry Go down
 
Wiejskie posiadłości Taro
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra
» Zapomniana posiadłość

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Wieś :: Wioska-
Skocz do: