IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Święty Boży Wojownik - Irysviel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Święty Boży Wojownik - Irysviel   Pon Mar 11, 2013 11:30 pm

Godność:
Och… witaj! O rany, nie wyglądasz zbyt dobrze. Ewidentnie czegoś ci brakuje. Niech no pomyślę…ach, faktycznie! Brakuje ci miłości! Widzę to w twoich biednych, przeklętych oczach. Pomogę ci! Pomogę! Biedny Nieśmiertelny… biedactwo, tak. Chodź, Irysviel ci pomoże. No chodź…

Godne miano, moi mili – Hansson Mueller. Lecz przez swoich… kolegów… nazywany jest „Żonkil”, „Hanka” lub „Irys”. Poszczególne pseudonimy wykorzystuje w określonych miejscach. W Londynie upodobał sobie Irys i stara się tak przedstawiać.
Dla zachowania ostrożności posługuje się fałszywym imieniem i nazwiskiem: Irysviel Teertown. Na to nazwisko ma dowód i paszport.

Wiek:
Och, ile mam… lat? Wiek nie jest ważny, gdy ktoś naprawdę kocha, prawda? A moja miłość do NICH jest… jest tak czysta i tak wspaniała! Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez nich! Dlatego mój wiek nie ma znaczenia. Uratuję ich wszystkich moją piękna miłością, tak…

Irys w rzeczywistości ma 26 lat. Jednak on wcale ich nie liczy – nie obchodzi urodzin, ani imienin, czy nowego roku. Dla niego cudzy wiek, czy nawet jego własny, jest niczym. Przecież liczy się tylko możliwość zbawienia…

Orientacja:
Aha ha ha haha ha… ha… ha ha… heh… kocham ich! Kocham ich wszystkich! Kogo obchodzi ich płeć, czy wygląd? Wszystkim należy się zbawienie, wszystkim! Ahahaha haha ha ha!

Reasumując: Irys nie myśli o ludziach (czy też nie-ludziach) w kategoriach seksualnych. O nie. W końcu coś takiego jest grzechem. A Bóg, jak wiemy wszyscy, zawsze każe tych, którzy nie przestrzegają jego zasad. Idiotyczne… biseksualny?

Pochodzenie:
Skąd… jestem? Ach, pochodzę prosto z serca Boga! Mój Bóg mnie kocha, a ja kocham mojego Boga. Mój Bóg mnie chroni i kocha, a ja go kocham i spełniam jego świętą wolę. Serce Boga jest moim domem!

Naprawdę Irys pochodzi z Niemiec. Jego ojciec był egzorcystą w Verbum Novum, więc Irys wychował się w zakonie w Kiel pod bardzo czujnym okiem Kanonika oraz nauczycieli.

Rasa:
Och… nie wiesz? Jestem jednym czystym istnieniem na tej planecie. Ukochaną przez Boga jednostką. Jestem CZŁOWIEKIEM. Dumą tego świata. Obrazem Boga. Uśmiechnij się, a jeśli przyjmiesz moje oczyszczenie, to również się nim staniesz. O tak, zdecydowanie. Pozwól mi sobie pomóc, a Bóg pokocha także ciebie, Nieśmiertelny.

Człowiek, człowiek. Człowiek o sercu bezlitosnym tak bardzo, że aż nieludzkim.

* Zwierzęca forma:
Nigdy nie pytaj mnie o takie rzeczy. To domena moich ukochanych. Moich najwspanialszych psów, które muszę zbawić.

Tak, tak – brak.

Ranga:
Kocham ich. Potrzebuję ich niemal tak, jak oni potrzebują mnie. Oni potrzebują mojej pomocy w drodze do wieczności. Niech Bóg im wybaczy, jeśli tylko poszukają przebaczenia. Ach, tak bardzo ich kocham! Tak bardzo kocham, gdy krzyczą z radości, gdy są coraz bliżej Boga! Ach, to najwspanialszy krzyk na świecie!

In~kwi~zy~tor!
Jeden z najzagorzalszych i najlepszych inkwizytorów w zakonie. Naprawdę trudno znaleźć kogoś, kto swoją zagorzałością i chęcią zbawienia Nieśmiertelnych by mu dorównywał. Wspaniały, kochający Ich, pobożny Inkwizytor. Kochajcie go, kochajcie!

Moc:
Dlaczego zarzucasz mi grzech? I to tak ciężki?

Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma. Oprócz Wzorku – widzi Nieśmiertelnych w ich prawdziwych formach.

Umiejętności:
Mogę zmiennych pociąć w kostki,
Świętym ostrzem Boooga.
Łatwym ruchem złamać mostki,
Niech nadciąga trwoooga.
Trala la la, wiem to, wiem to.

Skaczę chyżo, biegam sprawnie
Dla świętości Boooga.
Proś o litość, bo będzie marnie.
Nim podwinie ci się noooga.
Trala la la, wiem to, wiem to.


Walka dowolną bronią białą i palną – naprawdę. Choć jego ulubioną zabawką jest bicz. Do tego należy dorzucić niezwykłą sprawność fizyczną ćwiczoną od najmłodszych lat oraz opanowane do perfekcji sztuki walki. Wspina się z dziecinną łatwością na wysokie budynki. Potrafi poruszać się niemal bezszelestnie oraz kontroluje swoje ciało – włącznie ze wszystkimi jego funkcjami. Jeśli się skupi, może uregulować pracę serca czy innych narządów. W razie ostatecznego zagrożenia ma rozkaz zatrzymania funkcji życiowych.
Potrafi prowadzić samochód oraz motocykl.
A oprócz tego… nie potrafi zbyt wiele. Umie obsługiwać dowolną broń – nieważne, jaka by nie była. Jest świetnym hakerem komputerowym i potrafi zdobywać informacje z sieci. Jest wytrenowany na kogoś, kto może zabić Nieśmiertelnego bez uciekania się do mocy. Lecz poza tym, nie umie nic więcej.

Broń:
Ojej, czym mogę cię zbawić? Mogę użyć sztyletu, widzisz? Albo tego pistoletu. Lub tego drugiego. Chociaż wolałbym, żeby Bóg otrzymał twoje błagania o litość z piękną smugą na szyi. Kocham cię, więc cię zbawię!

Irys sam w sobie jest bronią. Jednak nosi poukrywane w różnych partiach ubrań srebrne sztylety, pistolety, a w nich pociski ze srebra, a niektóre wydrążone w środku i skonstruowane w taki sposób, by zewnętrzna powłoka rozbijała się o ciało ofiary i uwalniała zawartą w nich wodę święconą, lub truciznę… A bicz zwykle jest owinięty wokół jego ciał i jedynie rączka wystaje przez nieduży otwór w koszuli. Bicz ma wbudowane przewody, dzięki czemu razi prądem po naciśnięciu guzika na rączce.
Oczywiście, do tego zestawu dorzucone jest sławetne pióro inkwizytorów – w wypadku Irysa wysuwa się z niego cieniutkie, choć twarde jak diamenty ostrze.

Wygląd:
Młody mężczyzna średniego wzrostu – mierzy 175 centymetrów. Nie wygląda na kogoś, kto może zrobić komukolwiek krzywdę. Przynajmniej dopóki się nie uśmiechnie – wtedy na jego twarzy (twarzy aniołka, swoją drogą) pojawia się całe tłumione szaleństwo. Cała chora miłość do Boga i chęć, by mu służyć.
Jasne usta wówczas rozciągają się nieprzytomnie, a na bladych policzkach pojawiają się najpierw dołeczki, a chwilę później niezdrowe rumieńce. Jasnoniebieskie oczy tracą spokojny i delikatny wygląd. Rozszerzają się, a źrenice zmieniają swój rozmiar co chwila.
Długie włosy zwykle ma rozpuszczone, by mogły spokojnie opadać na twarz. Jedynie w czasie polowania związuje je w kitkę lub warkocz. Stara się ubierać jak najzwyczajniej. Zawsze. Nawet w czasie polowania wtapia się w tłum innych śmiertelników. Na szyi zawsze – bez względu na okazję – nosi na długim łańcuszku krzyż, którego nie zdejmuje nawet w czasie snu. Nigdy, naprawdę nigdy.
Przecież nikt nie spodziewałby się ataku od kogoś, kto wygląda tak, jak Irys.
W końcu nie wyróżnia się muskulaturą, ani wzrostem. Kto by go podejrzewał o bycie inkwizytorem i, jednocześnie, jednym z największych wrogów wszystkich Nieśmiertelnych.
Ale kogo to obchodzi…

Charakter:
La la la la… och! Witaj, witaj. Wyglądasz tak pięknie… Te skrzydła, oczy. Kocham cię tak bardzo, tak bardzo. A teraz chodź, pokażę ci moją miłość do ciebie. Chodź, razem uwolnimy cię od całego tego cierpienia! Ha ha ha! Słyszysz? Śmiejmy się, tak, tak. Śmiejmy się z Szatana, bo zaraz wypędzimy go z twojego biednego ciała i ukochanej duszy. Chodź, chodź. Za chwilę doznasz zbawienia z ręki wysłannika Boga, kochanie.

Irys kocha Boga. Bóg jest jego jedyną i (najprawdopodobniej) jedyną na świecie miłością. Nikt więcej się dla niego nie liczy – tylko Bóg i służba u niego. Zabija dla swojej wiary i nie zwraca przy tym uwagi na nic. Po co? Po co patrzeć na coś, co nie jest Bogiem?
Lecz jednocześnie mówi, że kocha wszystkie istoty na ziemi. Zwłaszcza Nieśmiertelnych. Kocha ich tak bardzo, że chce, by wszyscy zostali zbawieni i bez wyjątku znaleźli się w Królestwie Bożym. Och tak. To jego misja – doprowadzić ich wszystkich do życia wiecznego, tak, tak. W końcu miłość składa się z bólu i wyrzeczeń, prawda? Będą musieli troszkę pocierpieć, żeby móc doznać całkowitego zbawienia i najprawdziwszej miłości pochodzącej od samego Pana.
Uściślając: Irys jest fanatykiem. Uwielbia zabijać Nieśmiertelnych, lub pół-Nieśmiertelnych. Nieważne. Każdy grzesznik musi zginąć, ha ha ha. Emm… to znaczy: musi zostać zbawiony, wszyscy to wiedzą. Poza tym, lepiej nie mówić Irysowi, że zabija. NAPRADWĘ tego nie znosi. W końcu on tylko pomaga wypełniać wolę bożą i ratuje te wszystkie, biedne i niewinne istoty przed zbezczeszczeniem!
Lecz jednocześnie jest… w porządku. Tak, dziwne. W stosunku do ludzi zachowuje się normalnie. Wspaniale. Dobrze i uprzejmie. Kocha ludzi i jest ucieleśnieniem Boga na ziemi – tak przynajmniej może się wydawać. W taki sam sposób odnosi się do Nieśmiertelnych, gdy nie poluje na nich. Cudowna dobroć i jeszcze wspanialsze serce oraz prostolinijność. Trudno jest się oprzeć wrażeniu, gdy się na niego parzy, że cała jego postać emanuje jakby energią. Energią, która zdaje się wdzierać do umysłów i wrzeszczy „kochaj mnie!”. Trudno jest mu wtedy nie zaufać, czy choćby zacząć o coś podejrzewać.
Gdy panowania nad nim nie przejmuje fanatyzm i chęć wprowadzenia w życie planu: Nawrócić-i-Zbawić-Wszystko-i-Wszystkich, zachowuje się… naprawdę dobrze. Mógłby spokojnie grzeszyć poczuciem humoru i uprzejmością. Ktoś wspaniały i towarzyski. Zabawny i wyluzowany, potrafiący dogadać się z każdym. Lecz potrafi być tez poważny. Śmiertelnie poważny i śmiertelnie niebezpieczny.
Zachowania Irysa są nieodgadnione. Są niepojęte. Nie da się go poznać, nie da się go zrozumieć. Bo nigdy nie wiadomo, czy nie zechce cię zbawić, bo „och, nie! Jesteś na złej drodze, kochanie!”.
Ale kochaj go, kochaj. Kochaj Irysa, bo przecież właśnie tego, z całą pewnością, chce Bóg.

Historia:

- Ej, Han, który wybierzesz kierunek? – zapytał Erlic, podkładając dłonie pod głowę. Na placu ćwiczeniowym leżało kilku chłopców w wieku trzynastu lat. Miał zamknięte oczy i powoli oddychał, starając się kontrolować wdechy. Jeden z nich wyróżniał się jednak – był niższy od pozostałych przynajmniej o głowę.
- Będę Inkwizytorem, żeby nawracać innych i skłaniać ich do kochania Pana, tak jak ja to robię – spokojnie, nawijając na palce pasma przydługich, białych włosów. Przyglądał się słońcu. Niektórzy z nich, tak jak on, mieli bardziej wyostrzone zmysły od innych. Nie wiedział, dlaczego tak jest. Nie miał pojęcia.
- Nie sądzę, żeby Bóg tego chciał – odparł zgryźliwie inny. Han zerwał się z ziemi i stanął nad leżącą piątką. Na jego twarzy nie malowały się żadne emocje.
- A dlaczego mój ukochany Bóg miałby nie chcieć mnie na swojej służbie? – spytał beznamiętnie. Nie pokazywał tego, co działo się w jego wnętrzu. Nie, i nie. To byłoby niegodne.
- Jesteś za niski na Inkwizytora. Powinieneś zostać Egzorcystą – mruknął ten sam chłopiec, lecz urwał, patrząc na Hana. Na twarzy białowłosego chłopca pojawił się uśmiech. Piękny, szalony uśmiech. Oczy rozszerzyły się, a źrenice zmieniały swój rozmiar co sekundę.
- Będę służył mojemu Bogu, bo go kocham. Nie będziesz mi mówił, co mogę. Ja to wiem, Bóg mi to powiedział. Wiem, to wiem, to wiem.
- D… daj spokój, to przecież był żart tylko! – wydusił z siebie Erlic, po czym przełknął głośno ślinę. Był wyższy, to fakt, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że Han był „douczany” w różnych dziedzinach. Podobno był synem jednego z inkwizytorów, lecz nikt z młodych uczniów nie wiedział tego na pewno. Za to wszyscy ci zgadzali się w jednej sprawie – był niebezpieczny. Już nawet nie chodziło o możliwości fizyczne, po prostu Han zachowywał się tak, jakby był gotów na wszystko, jeśli tylko chodziło o Boga. Mało tego, on twierdził, że z nim rozmawia!
- Och, rozumiem – odpowiedział, a wyraz jego twarzy drastycznie się zmienił. Dziwny blask w oczach przygasł, a źrenice stanęły w miejscu. Upiorny uśmiech został zastąpiony rozbawionym uśmieszkiem.
Han odwrócił się powoli i odrzucił włosy na plecy dziewczęcym gestem, by ruszyć przed siebie, zostawiając pozostałych chłopców samych na placu.


- Hanka, żyjesz?
Han leniwie otworzył lewe oko, poza tym nie zdradzając żadnych oznak życia. Nawet klatka piersiowa się nie unosiła, serce nie biło. Nic. Przez chwilę. Zaraz wszystkie czynności życiowe ponownie rozpoczęły swoją zwykłą pracę tak rytmicznie, jakby nic się nie stało. Chociaż na twarzy Hana pojawił się wysiłek.
- Żyję, tak – odparł i otworzył również drugie oko. Nad nim pochylał się Erlic. Czasami Han miał dziwne przeczucie, że ten tutaj był jedną osobą, którą mógłby nazywać „przyjacielem”, gdyby kiedykolwiek naszła go na to ochota. Prawdę mówiąc, to nie miał pojęcia, czy Erlic to prawdziwe imię. Równie dobrze mógłby to być pseudonim nadany przez innych braci. A zresztą… przecież to i tak nie miało znaczenia.
Prawda, Panie?
Tak, Synu.

- Pieprzę to – mruknął Elric, nie zważając na piorunujące spojrzenie Hana. - Nie próbuj kontrolować bicia serca, gdy jestem w pobliżu, co? Szlag mnie trafia, bo nie wiem, czy zdechłeś, czy żyjesz dalej – mruknął i położył się na łóżku obok. Westchnął cicho i zakrył jedną dłonią twarz. Wyglądał na zmęczonego. Śmiertelnie zmęczonego, można by nawet powiedzieć.
- Daj spokój. Muszę ćwiczyć, a ty również powinieneś – odparł Han i przeciągnął się, by rozruszać zastałe mięśnie. Ćwiczył wstrzymywanie funkcji życiowych już od kilku godzin. - I uważaj ze słownictwem. Bogu się to raczej nie podoba.
On sam bardzo uważał na to, co Bogu mogło się spodobać. W końcu Bóg z nim rozmawiał, oczywiście. Nigdy nie wyobrażał sobie, by postępować przeciw jego woli. Nie do pomyślenia! Świętokradztwo i najokropniejszy grzech! A Erlic? Erlic nie zwracał uwagi na Boga przez większość swojego czasu. Drwił z pobożności Hana, co najgorsza. Naśmiewał się z jego podejścia i, jak sam mówił, „ślepego oddania się komuś, kto nie istnieje”. Wtedy Han pytał go zwykle, jak wyjaśni fakt, że on słyszy głos Pana. I zawsze uzyskiwał jedną, jedyną odpowiedź – pukanie się w czoło ze śmiechem.
- W tej chwili ma twojego Boga bardzo daleko w du… - Erlic nie skończył.
Han rzucił się na niego. Usiadł mu na brzuchu okrakiem i zatkał usta dłonią z wściekłością. Jego oczy rozszerzyły się niebezpiecznie.
- Nie waż się tak mówić! Nigdy, nigdy, nigdy, Er, nigdy. Nigdy ci nie wybaczę, jeśli będziesz tak mówił o Nim – mówił rozpaczliwie płaczliwym głosem. Oczy błysnęły – lecz nie od łez. Długie włosy opadły na twarz Erlica, gdy Han pochylił się nad nim. - Nigdy, proszę cię – dodał po raz ostatni i wstał powoli. Opadł bezwładnie na podłogę i zamknął oczy.
A Erlic zachichotał i podniósł się na łokciach.
- Wiesz co, Żonkilku, zachowujesz się jak pieprzone dziecko – odpowiedział, wciąż ze śmiechem. - Nie obchodzi mnie Bóg tak bardzo jak ciebie. Heh, nikogo tak bardzo nie obchodzi. Ale jesteś zabawny. Dlatego cię lubię.
A „Żonkilek” skulił się na podłodze, bezmyślnie modląc się do Boga. O co? O to, żeby przestał czuć się tak dziwnie w obecności Erlica. By nie czuł się w tak dziwaczny skrępowany przy nim. I, co najgorsze, żeby nie chciał być tak blisko. To przecież… niemoralne!
Wszystko to zostało zaplanowane, Moje dziecko. Ale to minie, pamiętaj. Wszystko dzieje się z Mojej woli. Zaakceptuj ją.
Tak, Panie. Tak bardzo Cię przepraszam. Przepraszam!
Rozumiem, synu.



- Zjeżdżam dzisiaj na misję, Irys – oznajmił Erlic, przeciągając się z uśmieszkiem. Han spojrzał na niego kątem oka i westchnął cicho. On sam dopiero wrócił. Liczył na to, że uda mu się spędzić choć trochę czasu ze swoim przyjacielem – po kilku latach zdecydował się w końcu, by nazwać Erlica swoim przyjacielem. On jako jedyny nie bał się rozmawiać z Hanem na wszystkie tematy. Również te dotyczące bezpośrednio religijności, a przecież pod tym względem różnili się diametralnie.
- Dokąd? – zapytał z uśmiechem i założył za uszy długie, białe włosy. Jedną dłonią bawił się krzyżem na swojej piersi, a w drugiej bezwiednie obracał pióro.
- Do Londynu. Trzeba… heh… zbawić jedną duszyczkę. Zabije się ją w imię Pana i po sprawie.
- Powinieneś mówić o nich z większą czułością. Musimy ich kochać, żeby zbawiać. Tak bardzo ich kochajmy i pokazujmy im tę miłość…
- Zawsze miałeś nierówno pod kopułą, Han. A teraz zjeżdżam. Jak wrócę, to pójdziemy na piwo.

Zachichotał, widząc minę Irysa. Poklepał go po ramieniu i wyszedł, rzucając przed wyjściem krótkie.
- Do zobaczenia po drugiej stronie.

- Co?
Irys przyglądał się z niedowierzaniem Kanonikowi. Nie chciał wierzyć, nie chciał.
- Brat Erlic poległ w walce z niewiernymi.
Han pokiwał powoli głową.
Zabiję ich wszystkich, Boże. Zbawię ich dusze, żeby nikt więcej nie musiał cierpieć męki rozstania.
Wiem o tym, synu. Wierzę w twoje siły. Spraw, by było najmniej niewiernych na ziemi. Pomóż im. Kochaj ich i uzdrawiaj swoją miłością.
Dobrze, Panie.


Han obrócił się na lewy bok. Jego spojrzenie zatrzymało się na pojedynczym zadrapaniu na ścianie. Wyglądało tak, jakby ktoś wydrapał to paznokciem. Mniejsza z tym. Irys zastanawiał się nad tym wszystkim, co kiedykolwiek przeżył i zobaczył. Nie było tego zbyt wiele. Nigdy też nie było to coś, co mógłby wspominać przez lata, jako cudowne lata młodości.
Gdyby popatrzeć na to z logicznego punktu widzenia - nigdy nie miał... młodości jakotakiej. Został wychowany w zamkniętym zakonie, gdzie nauczono go wszystkiego o Bogu. Większość czasu spędzał na modlitwach i pracy lub wykańczających treningach, które miały wzmocnić jego odporność psychiczną i fizyczną. Każdy dzień zdawał się nie różnić niczym od poprzedniego. Irys sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że popadał w szaleństwo. Nie wiedział o tym. Całkiem możliwe, że nawet nie chciał tego widzieć. Miłość i wiara w Boga z czasem przerodziła się w chory fanatyzm.
Han zaczął rozmawiać z Bogiem w wieku trzynastu lat.
Wtedy też postanowił zostać inkwizytorem - by móc służyć Bogu całkowicie. Nie tylko duszą, ale również ciałem. Całym swoim życiem.
Jedyną ostoją normalności dla niego zdawał się być przyjaciel, o ile kiedykolwiek był w stanie zrozumieć, co to słowo znaczy naprawdę. Między jednym dniem a drugim, czasami stawały krótkie przerywniki w postaci Erlica - on jeden, mimo całej swojej wulgarności i niekiedy skrajnej bezbożności, zdawał się rozumieć Irysa. A przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Er nie cofał się z dziwną miną, gdy Han mówił mu, że rozmawia z Bogiem. Jedynie wybuchał serdecznym śmiechem, jakby to było coś oczywistego.
A teraz zniknął... został zabrany przez Nieśmiertelnych wbrew woli Boga.
A wraz z nim zniknęła ta cząsteczka normalności, która gdzieś tam gnieździła się w Irysie. Teraz na tym świecie nie było czegokolwiek, dla czego mógłby wciąż chcieć na nim być. Teraz został mu tylko Bóg.
Zerwał się z łóżka, gdy tylko to sobie uświadomił. Teraz będzie mógł całkiem poświęcić się Bogu! Tak, tak! Zbawienie czeka, ach, czeka.

Irys udał się do Londynu w dwóch celach – by pomścić śmierć przyjaciela. I żeby wypełniać wolę bożą, by zbawiać Nieśmiertelnych. A, wszyscy wiedzą, że najlepiej zacząć niszczyć zło od samego źródła. Otrzymał fałszywy dowód oraz paszport i udał się do Londynu.
Ku chwale Boga, bracia.

Inne:
~ zawsze działa pod przykrywką;
~ nie boi się śmierci, bo jest „Sługą Boga”, więc jest pewien, że i tak będzie żył wiecznie po drugiej stronie, co czyni go przeciwnikiem gotowym na wszystko;
~ jest weganinem – nie jada mięsa ani produktów pochodzenia zwierzęcego.
~ jest w 1/8 wampirem, lecz nie posiada żadnych mocy – jedynie jego zmysły są trochę ostrzejsze od ludzkich;
~ najprawdopodobniej był zakochany w Erlicu, a po jego śmierci postanowił, że nie dopuści, by choć jeszcze jeden inkwizytor zginął z ręki Nieśmiertelnego – dlatego chce „zbawić” ich wszystkich;
~ uważa, że Bóg z nim rozmawia (schizofrenik).

Inne konta: Profesjonalne Usługi Sprzątające – Yve oraz Wielki Król Gilgamesz – Jean-Jacques.

nieposkromiony


Ostatnio zmieniony przez Irys dnia Wto Mar 12, 2013 7:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NPC

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 29/05/2011

PisanieTemat: Re: Święty Boży Wojownik - Irysviel   Wto Mar 12, 2013 12:21 pm

No to tak...

Broń:
dopisz z czego są te sztylety oraz jakie pociski zawiera broń bo widzę iż w profilu masz wpisane że srebrne, a taka informacja powinna znajdować sie w kp

Historia:
proszę o więcej opisów, niemal same dialogi drażnią moje biedne ślepia.


Po poprawieniu tego będzie akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Święty Boży Wojownik - Irysviel   Wto Mar 12, 2013 7:37 pm

Chybaaa poprawione. Jeśli jeszcze coś trzeba, to czeeekam ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NPC

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 29/05/2011

PisanieTemat: Re: Święty Boży Wojownik - Irysviel   Wto Mar 12, 2013 8:09 pm

Teraz wszystko cacy

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Święty Boży Wojownik - Irysviel   

Powrót do góry Go down
 
Święty Boży Wojownik - Irysviel
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: