IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 23, 2013 7:28 pm

Strasznie dużo mówili, i to dość szybko, z tego powodu demon nie mógł za wszystkim nadążyć. Ale i tak bacznie obserwował właścicieli posiadłości, którzy najwyraźniej mieli inne poglądy na temat zwierząt. Cóż, faktycznie miał psie uszy, psie nawyki, nie mógł stwierdzić czy jest stuprocentowym demonem, lecz ta druga rasa wielce dominowała nad młodzieńcem. Zrodzony w gniewie na nowo nie potrafił rzec, iż wyrzeka się swoich korzeni, gdyż zachowywał się często jak dziki Zmiennokształtny, czyli tak jak dawniej. Tak czy inaczej nie pomagało mu to zrozumieć od A do Z to zamieszanie wokół jego osoby. Przecież kurcze nic nie zrobił! Dobra, rozwalił jedną poduszkę, oblizał połowę mebli w Dużym Pokoju, wbił nóż w podłogę, ale to wszystko to drobiazgi. Jednak stereotypy brały górą, zwłaszcza, że Yve miał słuszne obawy. To, że Cyś miała na Inu dziwny wpływ (bo kto pomagałby demonowi?), wcale nie oznaczało, iż zawsze jest taki spokojny jak teraz. Starał się nie popsuć tego co wisiało w powietrzu, bo spodobał mu się ten najcichszy jak dotąd zakątek.
Tylko co to miało znaczyć ze strony elfa? Wyciągnął on ku demonowi rękę przedstawiając się. O ile zrozumiał imię, to tej wyciągniętej dłoni nie. Mrugnął raz ślepiami i nachylił się ostrożnie torsem ku dłoni wciągając nozdrzem zapach. Łudził się, że trzymał jakiś smakołyk dla niego, lecz po zbadaniu węchem naburmuszył się i cofnął się pod ścianę. Szamanka wydawała się nie reagować źle na postawę swojego "opiekuna", więc nie wtrącał się w ich rozmowy, chociaż ten Szatyn nieco dręczył dziewczynę pytaniami, a w końcu przyjrzał się bliżej ranie na dłoni dziewczyny. Prowizoryczny opatrunek mógł przynieść kolejną falę krytyki, stąd też zdecydował się wycofać z tego pomieszczenia. I tak nie wniósłby niczego do rozmowy, skoro nie umiał się wysławiać, a nie chciał pogrążać się jeszcze bardziej niż teraz. Bardziej zastanawiało go w tej chwili skąd w zapachu elfa znalazła się domieszka aromatu, który znał dość dobrze.
Należał do Sahira, tego barmana, którego spotkał w opuszczonym mieszkaniu. Hm, czyżby znalazł się w błędnym kole znajomych?
Gdy tylko żadna z obecnych osób nie patrzyła się na Inu, to ten cichutko zanurzył się w poduszkach i skradając się bezszelestnie wyczołgał się z drugiej strony pokoju. Cóż, ale nie był niewidzialny nawet pod osłoną, więc w miejscu gdzie obecnie się przekopywał, było takie charakterystyczne wybrzuszenie podłogi usłanej miękkimi przedmiotami. Na drugim końcu pokoju, już bez kamuflażu (ale z dwoma poduszkami w kłach), kierował się za węchem do kuchni. Mnóstwo zapachów krążyło po izbie, a najwięcej wokoło lodówki. Porzucił upolowane poduchy obok siebie i przyglądał się lodówce z różnych stron. Wyglądała jak białe pudło, większa od niego gdyby nawet stał na równych nogach. Biło też od niej specyficznym chłodem, co również zaciekawiło demona. Trzymają zimę na upalne dni? Cokolwiek to było za cudo, w jego wnętrzu przebywało coś smacznego. Oblizał się i wskoczył na lodówkę próbując od góry zaatakować to coś. Okazało się, że nie musiał się aż tak wysilać, od jednego uderzenia w bok sprzętu, drzwiczki same odskoczyły ukazując zawartość.
I tak oto Inu znalazł się w lodówce i objadał się różnymi rzeczami, nawet ketchupem wraz z opakowaniem.
-Munch, munch, munch...
Dało się słyszeć szybkie ciamkanie i szperanie po półkach skrzyni ze skarbami. No co - chciał zaspokoić głód. Skoro już go wybudzili, to przynajmniej wypełni sobie czymś żołądek. Nigdy nie wiadomo kiedy następnym razem będzie mieć coś w ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Cze 28, 2013 3:10 pm

Ach, nie no, teraz już nie może się ani wymigiwać, ani nic. Bo to byłoby skłamczenie, a wtedy Cyśka – ten mały, wstrętny potwór – zaczęłaby mówić, że on kłamczy cały czas, a to prawdą wcale nie było. A takie kłamstwo to… no naprawdę bardzo złe było i w ogóle, a Yve nie lubił za bardzo złych rzeczy. Oczywiście, rzecz jasna pomijając to, że zabijał innych za pieniądze. W ogóle logika jego postępowania była szczerze nielogiczna i wielce pokręcona, że chyba tylko on sam widział w tym wszystkich jakikolwiek sens. Ale mniejsza.
W tamtej chwili naprawdę nie wiedział, co powinien zrobić. Podniósł druga dłoń i przejechał dłonią po karku, wzdychając ciężko. Tak, był spokojny. Mimo że w środku złość naprawdę przewracała mu się w żołądku i innych wnętrznościach, to bardzo starał się, żeby tego widać nie było. Jakby nie patrzeć, czas na krzyki dobry to nie był. Ale to i tak nawet nie umywało się do tego, jak wściekły był ostatnio. Zdecydowanie. Zresztą, teraz już nie dopuściłby do tego, żeby kiedykolwiek spojrzeć na Cyśkę tak, jak wtedy. Na pewno. Nigdy-nigdy-nigdy więcej, przynajmniej tak sobie obiecał, nie wścieknie się na nią do takiego stopnia. Sam się później przeraził swojej reakcji. No ale… no cóż.
Westchnął raz jeszcze i spojrzał na małą czarodziejkę poważnie.
- Nie o to chodzi, o, po prostu to nie jest „zwierzaczek”, ale ktoś, kto myśli tak jak ja czy ty, więc nie możesz nazywać go tak – stwierdził i po raz kolejny westchnął głośno. Ot tak. – Nie wymiguję! Wcale a wcale! Tylko wyrażam swoje obiekcje w nazywaniu demona „pieskiem”. I ja nigdy nie skłamczyłem, ty to robisz cały czas i… - urwał, patrząc na swoją dłoń. A raczej na Inu, który zamiast zwykłego uściśnięcia, pochylił się i najwyraźniej sprawdził, czy coś tam dla niego jest. A kiedy przekonał się, że nie było, to wycofał się pod ścianę, co elfa skołowało jeszcze bardziej. A może on, tak jak Yve na początku, nie wiedział, że tak się wita?
- Nie, nie, to znaczy… to takie powitanie jest, że jak ktoś wyciąga do ciebie dłoń, to i ty ją łapiesz swoją, a potem to potrząsasz, o tak – z tymi słowami swoją dłonią złapał zdrową rękę Marcysi i delikatnie nią potrząsnął na powitanie, by zaprezentować, jak się to wszystko właściwie odbywa.
Nie, wciąż był zły, ale po prostu odczuwał potrzebę, żeby wyjaśnić komuś, kto najwyraźniej orientuje się w tym wszystkim znacznie mniej niż on, jak to w sumie trzeba żyć i zachowywać się w społeczeństwie. O ile, rzecz jasna, elf najemny zabójca wie cokolwiek na ten temat.
A wyjaśnienia to zawsze na miejscu były, dlatego zaraz po tym, elf puścił dłoń dziewczyny i znów skupił się na odkryciu powodu tego całego zamieszania. Wiadomo, to było nawet znacznie ważniejsze niż cokolwiek innego. Bez tego nie zamierzał się zgadzać na nic, ani nawet myśleć o zgodzeniu się. Co to, to nie.
- Mętne te tłumaczenia… - stwierdził powoli Yve. I delikatnie podrapał się w czoło. – Muszę… chyba muszę pomyśleć.
Przełknął powoli ślinę i skrzyżował ręce na piersi, bardzo intensywnie myśląc. Naprawdę nie miał pojęcia, co właściwie zrobi i jak, i kiedy. Poważnie. Będzie potrzebował pewne chwilę czasu na zastanowienie się w spokoju i przemyślenie całej tej sytuacji. Tak, to pewne.
A kar właśnie bać się powinna najbardziej na całym, calutkim świecie! Tak bardzo się tym wszystkim zajął, że nawet nie zauważył, jak demon się oddalił, używając poduszek jako kamuflażu. Zresztą, jego czerwone kimono bardzo ładnie pasowało do ogólnego, kolorowego wystroju. Gdy tak się za poduszkami ukrył, to ciężej było go wypatrzeć.
Wypuścił powietrze z płuc w postaci bardzo zbolałego westchnięcia. Ręka rozwalona… czekaj, nożem? I ona grzebała w Gabinecie? Przecież pozwolił tylko zabrać ciastka!
- Cyśka, co ja mówiłem o Gabinecie? Tam jest NIEBEZPIECZNIE, jak diabli, o – powiedział zbolałym głosem, ale rękę puścił. Mógłby w sumie poprawić opatrunek, ale czym, skoro w tym domu były tylko plastry, a bandaż, który nosił ze sobą w plecaku został na pociętym ręku Sahira. Ach, ciężko coś. Jak nie jeden ranny, to inny ktoś. Kiepski dzień.
A później usłyszał, jak drzwi do lodówki się otwierają. Podniósł najpierw głowę, a później sam ogólnie się podniósł i zobaczył, jak demon pałaszuje zawartość lodówki w najlepsze. Westchnął – który to raz tego dnia? – i przejechał dłonią po twarzy. Naprawdę będzie musiał to ciężko przemyśleć. Poważnie. Tak śmiertelnie poważnie, jak jakiś czas temu to, czy przygarnąć Cyśkę do siebie i zacząć traktować ją jak członka swojej rodziny. Prawdę mówiąc… to już nawet nie był zły. Jakoś gdy tak patrzył na to, jak Inu pałaszuje zawartość tej lodówki z taką… zachłannością, jakby naprawdę nie wiedział, kiedy po raz kolejny uda mu się coś zjeść… to go to ruszyło i to nieźle.
- Dobra… - oznajmił głośno, by zarówno Inu, jak i Cyśka to usłyszeli. – ZGADZAM SIĘ. Ale! – dodał szybko, zanim ktoś zdołałby mu przerwać. – Mam kilka ważnych warunków i zasad, bez których się nie obejdzie.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 30, 2013 9:02 pm


    Ach... no tak. Wszystko jasne. No przecież, w końcu to tak banalnie oczywiste! Mniejsza o to, że zabijał ludzi i jeszcze żądał za to pieniędzy, ewentualnie zaklęć, jeśli trafiał się klient–czarownik... Oj, nieważne. Liczył się sam fakt. Ale w razie, jakby kto pytał, to złych rzeczy zbytnio nie lubił. Kto by się tam przejmował, że takie zabijanie za pieniądze samo w sobie złą rzeczą jest. Nie, żeby zamierzała mu tu teraz marudzić. Ostatecznie praca jak praca, nie? Pieniądze były, ciastka były – całkiem sporo zresztą... ha, teraz będzie musiał nowych kryjówek szukać! – to nie ma co wybrzydzać.
    W każdym bądź razie... chodziło jej tylko i wyłącznie o to, że tej jego logiki zupełnie nie pojmowała. Ani trochę. Chociaż sama może i lepsza od niego nie była, skoro zamiast trochę pomyśleć i dzięki zaklęciom otworzyć zamek, to pakowała się do domu przez komin. Ale tak było... kreatywniej! To tak, jak z jego myciem głowy pod kranem. Taaak... „kreatywniej” to bardzo dobre słowo. Ale żeby nie było, coś na swoją obronę miała! Skoro ten ich domek chroniły jakieś–tam zaklęcia, czy co tam, to skąd ona miała pojęcia, czy te jej czary–mary nie obrócą się przeciwko niej, o? Tak, to niewątpliwie bardzo dobra wymówka.
    Ciekawe, co też takiego musiałaby zrobić, żeby mimo wszystko jednak spojrzał na nią tak jak wtedy; znowu. Kolejnych potencjalnych klientów przepędzić? Gabinet zdewastować? Włamać mu się tam i znowu się poharatać, może nawet bardziej, niż wcześniej? Nah, diabli to wiedzą. Ostatecznie jakoś nie miała ochoty tego sprawdzać. Ba, nawet wracanie myślami do tamtej sytuacji najprzyjemniejszą rzeczą dla niej nie było więc... no.
    Właśnie, że mogę! – burknęła w odpowiedzi. Co jak co, ale skoro tyle czasu elf był zmuszony się z nią użerać, to powinien już dawno temu zauważyć, że straszliwy był z niej uparciuch. Coś sobie umyśliła, to tak łatwo nie odpuści... Tak, jak teraz. Dla niej to był po prostu piesek. Inu. I cokolwiek by jej teraz nie zaczął wmawiać, tłumaczyć, wyjaśniać... to i tak jednym uchem by to wpadało, a drugim wypadało, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Równie dobrze mógł więc po prostu leżeć sobie tak, jak leżał, wzdychać do woli. Ona swoje wiedziała. I o, koniec. Przekonać jej w ten czy inny sposób nie zdoła. Bo ona była absolutnie przekonana, że ma rację. I tyle.
    Właśnie, że wymigujesz! Wymigujeesz, wymigujeesz... I kłamiesz! Poza tym, ja nie robię tego cały czas tylko... większość? O, właśnie. A ty? Ty robisz to nawet teraz, a na mnie będziesz winę zwalał! – wytknęła mu. O, przy okazji i tak rękę z jego uścisku czym prędzej wyrwała. Znaczy... tą zdrową. Kiedy tak demonstrował uścisk... pieskowi.
    Tłumaczenia może i mętne, ale ważne, że były. Równie dobrze mogła przecież wszystko przed nim zataić! Chociaż... no dobra, nie, nie mogła. Gdyby to zrobiła, to już w ogóle nie pozwoliłby jej na takiego, a nie innego „zwierzaka”. Szantaż, szantaaż...
    Taak, on i jego kary... i tak żadnej z nich nigdy nie wcielił w życie, a te jego papiery może i uciążliwe były, ale straszne? Wcale. Nie powinien się więc dziwić, że w ogóle się tymi pseudo–groźbami z jego strony nie przejmowała... wcale.
    ...to i tak twoja wina. Jakbyś go otwartego nie zostawił, to bym tam nie grzebała! Naprawdę sądziłeś, że wejdę tam, zabiorę ciastka i cichutko zamknę za sobą drzwi? Tak, jakbyś miał mało miejsca w domu, żeby parę ciastek schować... – prychnęła lekceważąco. Ciastka co prawda ze sobą wzięła, ale... nie było opcji, żeby trochę mu tam nie poszperała. I on powinien o tym doskonale wiedzieć. A skoro to zignorował, to teraz ma, o.
    Zwróciła głowę w stronę, z której dobiegało ciamkanie i mlaskanie. No tak, podczas, gdy tak się z nim użerała to na śmierć zapomniała o piesku, a to przecież o nim była mowa przez cały ten czas! Ale... zdawało się, że całkiem sobie radził, huh? Już się do lodówki dobrał. Dobrze, że ciastka zabrała. One były jej. Tylko i wyłącznie. No chyba, że z dobrego serduszka postanowiłaby się podzielić. Ale... ona... dobre serduszko? Niee.
    I wtedy stało się coś, czego zupełnie nie przewidziała. Zgodził się! Zgodził! Miała ochotę zacząć skakać i klaskać w ręce, nawet oczko jej radośnie rozbłysło. Tak, jak gdyby właśnie otrzymała upragniony gwiazdkowy prezent. Już nawet te jego warunki jej zbytnio nie ruszyły. Póki co zbyt cieszyła się tym, że będzie pieska mogła zatrzymać! Jego ostatnie słowa dotarły do niej dopiero po chwili. Zerknęła na niego ciekawsko. Co, że niby będzie musiała się nim sama zajmować, pilnować, żeby domu nie zdewastował, bla, bla, bla? Co też on będzie w stanie wymyślić? W sumie... nieważne. I tak już na usta cisnął jej się rozbrajająco szczery wyszczerz. Ale zapytać zapytała mimo wszystko, ot, z ciekawości:
    - Jakiee?


Ostatnio zmieniony przez Marcysia dnia Pon Lip 01, 2013 6:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pon Lip 01, 2013 8:39 am

Dziwny gest, bo dziwni są. Pozytywnie dziwni, ale jednak dziwni. Witać się w środku rozmowy? I to w taki sposób? Cóż, obserwował jak uściskali sobie dłonie, ale najwyraźniej Cyś nie chciała odwzajemniać uścisku, ponieważ za chwilę oderwała swoją szczupłą dłoń z ręki Szatyna. Ich dom, ich zasady. Przeniósł wzrok na swoją łapę obdarzoną szponami i już miał pokazać czy zrozumiał i się nauczył, ale tak wchłonęli się w rozmowę, iż pomyślał, że przyjdzie jeszcze czas na witanie się. Wtedy też zdecydował wycofać się do kuchni pod przykrywką poduch, i rozejrzeć się za czymś do jedzenia.
Nawet gdyby zjadł ciastka to nie wiedziałby że to zrobił. Nie znał się na takich produktach, jadł wszystko co leciało. I świeże mięso, nabiały, wędliny, ryby, a także wszystko inne co mogło być nawet przeterminowane. Niekiedy też łykał opakowania, takie jak papier, karton, folia, plastik, ale puszki czy szkło już nie. Jadł jak leci, aż utknął z małym słoiczkiem zakręconym wieczkiem. Wziął go do łap i pilnie badał obiekt szukając najsłabszego ogniwa. I znalazł - ów wieczko było zdecydowanie najcieńsze i można było je zlikwidować. Najpierw wbił kły i warcząc próbował dobrać się do zawartości. Zrobił tylko dziury swoimi zębiskami, ale nie przedostał się do zawartości. Powarkując szukał innego sposobu. Nie wiedział, że wystarczy przekręcić górną część, koniecznie chciał inaczej to zrobić. Aż w końcu zaczął trzepać w ręce tym ustrojstwem i przez te wcześniej wykonane dziury ulało się trochę żółtawej substancji. Gęsta, aromatyczna i przede wszystkim smaczna musztarda nie mogła się zmarnować, dlatego też Inu zlizał ociekającą maź i ponownie wykonał kilka dziur zębami po wieczku. Udało mu się wykonać taki otwór, że mógł wpakować tam palce i zlizywać z nich później musztardę. Mniam!
Już miał przejść do ucztowania, gdy do jego uszu doszło głośniejsze niż wcześniej słowa lokatorów tego budynku. Odwrócił się w ich kierunku i zdumiał się słysząc mowę Yve. Zgodził się, by demon tu został? Coś musiało być nie tak - oboje byli pokręceni, ale to działało na korzyść Białowłosego. Oderwał się nawet od lodówki i trzymając w zębach "nadziewaną zabawkę" podszedł ostrożnie ku parce.
-Hm?
Nie umiał dokładnie naśladować swojej Dobrodziejki, więc chociaż zaintonował w tym samym stylu. Oczywiście też nie uśmiechał się, tylko pilnie wbił ślepia w pomysłodawcę ugody między właścicielem domu a jego podopieczną. Przechylił głowę na bok i nadstawił wysoko uszu, co jakiś czas ręka wędrowała samoistnie do słoika z musztardą i później do ust, i tak w kółko. Zasmakowały mu różne specjały z lodówki, których nie mógłby zdobyć w dziczy. Taki ketchup czy musztarda właśnie. Aromatyczne, a bardzo dobre w smaku. Ale najważniejsze w tej chwili były słowa elfa, który miał pewne warunki co do jego osoby. Był ciekaw czy umiałby dotrzymać tych zakazów i nakazów, toteż posłucha. Jak nie będzie mógł, to powstanie zgrzyt. Oby nie, było tu sucho, z dala od czubków z terenu Instytutu, ciepło no i miał rozrywkę toczącą się przed jego oczyma. Sam nie widział siebie jako osobę mogącą zabawić długą rozmową, no ale może kiedyś uda mu się przełamać tą blokadę.
Tak czy inaczej podsunął się ze swoją przekąską bliżej Cysi i usiadł tuż przy jej nodze. Ubrudzony na twarzy musztardą zlizywał ją wygimnastykowanym językiem co jakiś czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Lip 05, 2013 10:08 am

Yve z zadowoleniem skinął głową, kiedy zyskał uwagę obojga. Nieważne, czy im się spodobają nowe zasady. On będzie starał się ich przestrzegać i trzymać jak najściślej. Rzecz jasna, taki był plan wstępny, bo znając życie to i tak sam ostatecznie nie będzie brał tego wszystkiego tak poważnie, jak zakładał. Przecież tak było niemal ze wszystkim! Nawet wtedy, kiedy przygarnął Cyś pod swoje skrzydła. Na początku były ustalone jakieś reguły, ale… no jakoś z czasem straciły znacząco na znaczeniu i wartości.
- No – klasnął w dłonie. – Po pierwsze: nie niszczymy słoików – z tymi słowami bardzo szybko pochylił się nad demonem i płynnym ruchem odkręcił i tak podziurawione wieczko, gdy akurat jego dłoń znajdowała się przy ustach. – Jeśli będziesz chciał coś zjeść, to powiedz o tym Cysi. No, po drugie: od teraz obowiązuje was odpowiedzialność zbiorowa. Jeśli któreś z was coś zniszczy, oboje poniesiecie karę. Po trzecie: zakaz niszczenia rzeczy. Zbyt wielu, o. I po czwarte: ZAKAZ WCHODZENIA DO GABINETU – wskazał dłonią drzwi – bo inaczej obedrę was ze skóry. Oboje. Zrozumiano?
Na tym zasady się kończyły. Jasne, wiele ich nie było, to jasne. Zresztą im więcej by ich było, tym bardziej oczywiste byłoby to, że nie będą przestrzegane. Już nawet nie wspominając o tym, że wszystkie były wymyślane ot tak, bez żadnego przygotowywania ich. Jakby na to nie spojrzeć, po prostu nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie musiał je wymyślać. Czy w ogóle przystosowywać tryb życia tego miejsca dla jeszcze jednej osoby. Ito na stałe, a nie tak na chwilkę.
Rozejrzał się z nieco zmartwioną miną po Dużym Pokoju. Trzeba będzie przygotować miejsce. I to jakieś takie porządne, a nie jakiś byle stos poduszek – których, tak swoją drogą, było w tym miejscu chyba jednak zbyt wiele. Nagle pstryknął palcami lewej dłoni i wskazał dłonią łóżko Marcysi.
- Więc teraz trzeba przygotować jakieś sensowne miejsce do spania, a pod łóżkiem jest jeszcze jeden materac – powiedział, kątem oka dostrzegając odrobinę opustoszałą lodówkę po „ataku” Inu. – Cyś, zajmij się tym, a ja skoczę po zakupy… Niczego nie rozwalcie. A, Cyś, możesz sobie tę swoją rękę sama uleczyć przecież, nie? Ale kupię bandaż, tak na wszelki wypadek.
Poczochrał małą szamankę po włosach, a demona poklepał po głowie bardzo beztroskim gestem. Odwrócił się w stronę wyjścia i ruszył dziwnie lekkim krokiem. Och, wciąż się troszkę złościł za to wszystko, ale nie było sensu tego pokazywać ani nic. Ostatecznie i tak niczego by to nie dało i tylko spowodowało kolejne kłótnie. A tych akurat nie potrzebował.
- Wrócę wieczorem! – krzyknął z korytarza, wciskając na nogi czarne trampki. Po drodze złapał jeszcze swój plecak i zamknął gabinet na klucz. Wyszedł.
zt

//Wyjeżdżam na tydzień i w sumie nawet jak będę, to tylko na CB i na chwilę, bo nie będę miała ani czasu, ani pewnie nawet za bardzo sił, żeby pisać, dlatego nie chce Was blokować już ^^
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Lip 06, 2013 10:02 pm


    Nah, bądź co bądź, to zasady zasadami, nie? Już od samego początku było dość oczywiste to, że czego by tam elf nie wymyślił, to najprawdopodobniej jej się to nie spodoba. Zresztą, nawet gdyby nie było tak źle, jak podejrzewała, to i tak prędzej czy później – taaak... chyba jednak prędzej – zaczęłaby je ignorować i straciłyby one swoje znaczenie. Jego zakaz ostatecznie już zignorowała, w chwili, kiedy mimo wszystko weszła mu do gabinetu i go przeszukała, o. A żeby to był tylko ten jeden... Przed nim było jeszcze wieele innych. Całe mnóstwo. A zresztą, nie musiała łamać ustalonych przez niego zasad, żeby coś przeskrobać. Wszelkie problemy i kłopoty przyciągała dosłownie niczym magnes. Jeszcze częściej sama takowe stwarzała. Całe życie pod górkę, taki trochę człowiek–demolka. I o ile tak źle chyba z nią jeszcze nie było, skoro mimo wszystko Yve był w stanie wytrzymać jej humory i to, co niekiedy odwalała, jej wszystkie głupie pomysły, które starała się wcielić w życie... to nie dało się ukryć, że nie sposób było odmówić jej nadzwyczajnego wprost talentu do pakowania się w tarapaty. Tyle dobrego, że zwykle udawało jej się z nich wykaraskać... jakoś–tam. To, jakim cudem to robiła pozostawało tajemnicą nawet dla niej samej. W zasadzie... nawet jej to zbytnio nie obchodziło. Liczył się sam fakt, o. To, że czasem, jeśli nie dużo częściej, to ktoś musiał ją z tych wcześniej wspomnianych tarapatów to... to już zupełnie inna sprawa! Błahy szczegół, ot.
    –  No wybacz, że to nie ja tu jestem od zarżynania ludzi i jako–takiej styczności z czymś podobnym zbyt często nie miewałam... – skrzywiła się. Prawda, mogła się uleczyć. Nawet... próbowała! Tylko spanikowała strasznie i przez to te jej starania nieszczęsne spełzły na niczym. Ale nie musiał jej tego wypominać... pomijając, że w rzeczywistości tylko jej to doradził, a ponadto było to całkiem rozsądne wyjście... ona swoje wiedziała, wiedziała, że lubił jej wiele rzeczy wytykać i... i to też równie dobrze mógł, o.
    Tak czy siak, resztę już zupełnie zmilczała. Obraza na cały świat i właściwie bez powodu. A mimo to zgodnie z jego wskazówkami leczyć się zaczęła i rana na jej dłoni jęła się zaskakująco szybko goić, co przyjęła z ulgą. Taak, ulżyło jej na myśl na tym, że zaraz nie będzie po niej żadnego śladu. Chyba naprawdę minie sporo czasu, nim znów postanowi dostać się do Gabinetu bez jego pozwolenia, huh...
    –  Mhm – mruknęła tylko w odpowiedzi. Nie, nie chciało jej się ruszać. A zaklęcia od czegoś miała! Po co ruszać się po materac, skoro równie dobrze on sam może tu przylecieć? O, tak jak teraz. Uroki bycia czarownicą, co?
    No i masz. Miejsce dla pieska jest, foch jest, Yvego nie ma. Rozejrzała się jeszcze pobieżnie wokół. Niet, tak źle nie było. Piesek... wyglądał na całkiem spokojnego, nie? No, w każdym razie nie wydawało jej się, żeby w najbliższym czasie zamierzał zdemolować dom. Najwyżej jeszcze ogołocić lodówkę, jeśli cokolwiek w niej zostało. Nic strasznego. To teraz, żeby było bardziej dramatycznie powinna się jeszcze ulotnić. Co zresztą zrobiła. Drzwi, wiadomo, nie zamknęła. Jak to ona. Zapomniała. Nie pierwszy raz. Pewnie nie ostatni... cóż.


    z/t


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pon Sty 20, 2014 5:57 pm

Wiele tych zasad nie było i były całkiem całkiem. Dobrze, że w końcu Yve pokazał jak się otwiera takie rzeczy, bo nie będzie się na przyszłość męczyć z takimi bzdetami. Ale jak smacznymi bzdetami! Oblizał się jeszcze po uczcie i siedząc spokojnie nasłuchiwał obojga. Więcej do opowiedzenia miał elf, ale i tak nie uronił ani jednej informacji. Jak tak osłucha się tej parki, to może w końcu przełamie swoją barierę językową? Kto wie, kto wie. Nawet co łatwiejsze słowo powtarzał cichutko pod nosem, żeby po pierwsze zapamiętać o zasadach, a po drugie żeby uruchomić tą część mózgu odpowiedzialną za mównictwo. Nadstawiał uszu i co jakiś czas przechylał na lewo bądź prawo. Rozmowa może nie była długa, ale intensywna, a że demon jeszcze nie wrócił do całkowitego zdrowia to odczuwał ogólne zmęczenie. O, akurat wtedy, gdy przyfrunął tutaj materac, przeznaczony dla niego. Poczłapał się tam wolno i nawet nie usłyszawszy słowa pożegnania ze strony czarownicy został sam. Przeciągnął się i rozłożył na materacu. Nie pozostało mu nic innego jak oddać się w krainę snu. Tak też zrobił.
Ale nie spał długo, bo około dwóch godzin. Kończyny odzyskały czucie i mógł od razu przystąpić do obowiązkowych ćwiczeń. Najpierw rozciągnął ręce i nogi, później naprężał i rozciągał kręgosłup, żeby unieść się na dwóch nogach i rozpocząć trening. Nie mógł pozwolić sobie na wyjście z formy. To wymachiwał rękoma, to zadawał cios w powietrze albo w jedną z poduch, albo na kogoś powarkiwał. Niewidzialny przeciwnik był chytry, więc walka toczyła się dłuuuuuuugo, aż znów usiadł w kucki na materacu i rozmyślał co powinien teraz robić. Był sam, w mało znanym miejscu... cóż, trzeba obadać. Ale najpierw...
-Hm... jeść...
Stwierdził na głos i kroki swe kierował ku lodówce. Starał się tam udać na dwóch nogach, a nie na wszystkich kończynach, żeby wczuć się w rolę jednego z gospodarzy tego miejsca. A tu chodzi się na nogach, a nie na czworaka. Złapał ręką za uchwyt od lodówki i przekopał dosłownie całą, aż wyjadł nawet mrożonki nie przejmując się temperaturą posiłku czy opakowaniem. Dosłownie wszystko zjadł. Poklepując się po brzuchu zamknął magiczne pudełko i rozglądał się ciekawie po kuchni, następnie do łazienki i z powrotem do salonu. Niczego nie dotykał, po prostu oglądał. Aż wreszcie zdecydował się pooglądać schronienie od zewnątrz. Ulotnił się przez drzwi i wdrapał się na dach obserwując panoramę miasta. Owszem, było szaro-buro, ale zawsze to odrobina świeżego powietrza. Westchnął więc i rozmarzył się. Nie było to złe miejsce, żeby tu zostać, lecz kiedyś będzie musiał udać się na polowanie zabłąkanej duszy, gdyż to ziemskie jedzenie koił pierwszy głód, ale nie nasycał.
Wrócił po jakimś czasie do domu i brudząc swoimi nie najczystszymi stopami parkiet udał się na swoje wyrko. Uciął sobie kolejną drzemkę.
A potem co? Pokręcił się jeszcze na materacu i prostując grzbiet pognał z domu. Przeciąg zamknął z trzaskiem drzwi, pewnie zablokowały się na amen. A może nie? Tak czy inaczej - wybył z budynku ciesząc się złudną wolnością.
***
Wrócił po paru godzinach z ofiarę w pysku. Niczemu winna sarna stała się obiadem dla demona, a gdzie lepiej spałaszować posiłek jak nie w bezpiecznym miejscu? Znaczy w miarę bezpiecznym. Tak czy siak wątpił, aby konkurencja w postaci niedźwiedzia, wilka czy Zmiennokształtnego powędrowała aż tutaj, w ślad za Białowłosym. Z impetem otworzył drzwi, które wcześniej zatrzasnął aż do rozluźnienia framug i przytaszczył sarnę do domu. Ulokował się z nią w kuchni na podłodze i pospiesznie wgryzał się kłami w mięso nie dbając o futro. Posiłek mlaskał między wargami Inu i ta uczta trwała parę minut. Kości specjalnie zostawił na później - upchał je w lodówce nie troszcząc się o inne produkty znajdujące się w środku. Ah, co za pracowity dzień...
Przeciągnął się w kręgosłupie i wolnym krokiem udał się do salonu pełnego poduszek. Uszami obracał niczym radarami nasłuchując otoczenia, ale nie odkrył niczego ciekawego. Nikogo nadal nie było w kamienicy, toteż pierdyknął się na kilku poduszkach w kącie i dumał nad tym co powinien zrobić... może umyć pazury z krwi? Zdecydował się na najprostszy sposób - zlizał posokę z rąk na dokładkę. A potem wiercił się trochę na poduszkach, aż usnął z raczej spokojnym wyrazem twarzy.
***
I tak spał kolejne kilka godzin, kiedy zdał sobie sprawę, że właściciele domostwa nie wracają od dobrych dwóch dób. A myślał, że zastanie ich jakoś przed kolejnym polowaniem. No trudno, nie powie im o swoich planach, że nie wiadomo kiedy wróci. I w jakim stanie, i czy sam. A to drobiazgi. Nie muszą wszystkiego wiedzieć, prawda?

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   

Powrót do góry Go down
 
Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie
» Domek z modeliny (MG: Austria)
» Markowy sprzęt do Quiddicha
» Dom, domek, domeczek.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: