IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 30, 2013 8:54 pm

Wyjaśnić… szybko i bezboleśnie? Śmieszny pomysł. Ciekawe, jak on zamierzał tego dokonać – zakładając, rzecz jasna, że coś takiego było w ogóle możliwe. Mówimy przecież o Cyśce! Skoro tak ją to zdenerwowało to obawiam się, że nie było w ogóle szans na to, żeby ze spokojem przyjęła jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony dotyczące obecnej sytuacji. Musiałby się nadzwyczajnie postarać, a i tak nie wiadomo, czy starania owe nie spełzłyby na niczym. Cóż… najprawdopodobniej tak właśnie by było. Niemniej nic więc dziwnego, że tak się obawiał tego, jak się cała sytuacja potoczy. Choć było to poniekąd do przewidzenia, bo myślenie, że odbierze to z szerokim uśmiechem na twarzy, bez jakiegokolwiek sprzeciwu było niesamowicie naiwne. Za to próba zamordowania jej opiekuna była obecnie, przynajmniej jej zdaniem, jak najbardziej na miejscu!
Cysiadło natomiast, co było dość oczywiste, zupełnie nie przejęło się tym, jak Jie poczuje się po jej reakcji. W ogóle mało ją obchodziła jej osoba, miała tylko nadzieję, że jak najszybciej się wyniesie. Miała z nią miesiąc wytrzymać? Niedoczekanie! Odstawiane przez nią sceny doprowadzą dom do ruiny w niecały tydzień. A zacznie od… od głodówki, o. Tak, to będzie dobre rozwiązanie na początek. Zresztą, nieważne, coś się wymyśli, zależało jej tylko na tym, żeby pozbyć się hybrydy. Zupełnie nie uśmiechała się jej wizja dzielenia z nią domku i użerania się na co dzień, o nie. Nie życzyła sobie nikogo więcej i tyle, ot. I nawet jeśli nie miała nic do gadania, to nie omieszka zatruwać jej każdego dnia, który tu spędzi, a co! Już teraz oboje mogą zacząć przygotowywać się psychicznie do jej dantejskich scen.
Jak dobrze! Jak dobrze! Jego słowa tylko jeszcze bardziej małą wiedźmę podburzyły. Wściekła pociągnęła go raz jeszcze, znacznie mocniej niż dotąd i – jak się okazało – był to ten raz ostatni, ponieważ tuż po tym została bezceremonialnie unieruchomiona. Wrzasnęła, wyjątkowo niezadowolona. A to zdziwienie na jego twarzy to co niby miało oznaczać, hm? Skrzywiła się. Nie widziała nic zaskakującego w tym, jak się zachowała, ba, twierdziła, że powinien to nawet przewidzieć, ot co. I jeszcze to „uspokój się”! Jak ona miała się, jego zdaniem, uspokoić? No jak?
- A właśnie, że będę krzyczeć! I się nie uspokoję! Puszczaj! – wydarła się. A to, że jeszcze się nieznajomej tłumaczył, wychylając się tuż zza niej jeszcze bardziej ją zirytowało. A ten zakłopotany śmiech? O, nie, nie podaruje mu tego! Ma ją puścić i już! Nachyliła się i ugryzła go w rękę, którą trzymał jej nadgarstki, coby je uwolnił, a dalej to już by sobie jakoś poradziła, o. Wściekłość, która malowała się w jej oczach nie zniknęła ani na moment przez cały ten czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 31, 2013 8:59 pm

Yve na bardzo krótką chwilę stracił zainteresowanie szamoczącą się na jego rękach Marcysią, co wcale nie znaczy, że w jakiś sposób poluzował uścisk, o nie. Wiedział, jak to mogłoby się dla niego skończyć, zwłaszcza teraz, gdy była aż tak rozwścieczona. No ale mniejsza o to teraz – spojrzał na Jie i szybko pokręcił głową, wciąż z taką samą zakłopotaną miną. W końcu od dzisiaj miała się zacząć ich współpraca! On spalił wszystko na stracie.
- Nie, nie! – krzyknął, gdy tylko Czarnulka chwyciła swoją walizeczkę i czmychnęła na korytarz. – Nie, Jie, czekaj, to naprawdę nic takiego, bo... – lecz urwał, słysząc odgłos zamykanych drzwi. Ona... wyszła.
Ot tak, mimo że Yve miał ją chronić o, bo Cyśka miała kaprys, żeby zacząć się wściekać o coś, o co właściwie nie powinna. Nieświadomie zacisnął palce trochę mocniej na nadgarstkach małej szlemy. Prawdę mówiąc, to w tamtej chwili nawet na nią nie patrzył. Ha, nawet nie słyszał tego, co do niego krzyczała. Ha, ugryzienia to nawet nie poczuł.
Za to w klatce piersiowej zaczęła mu rosnąć jakaś ogromna gula. Może nie tak dosłownie – lecz czuł się tak, jakby coś chciało rozwalić go na kawałeczki od środka. Na dodatek było gorące. Jak diabli. Prawdę mówiąc, Yve dawno nie czuł tej Irytującej-Ognistej-Kulki-W-Płucach. Tak na dobrą sprawę, pojawianie się jej nie wróżyło niczego dobrego. Ilekroć zaczynała rosnąć, elf się złościł. Im mniejsza była, tym i złość mniejsza. A teraz? Teraz czuł się tak, jakby miała wybuchnąć, a on razem z nią.
Spojrzał na Cyśkę z przerażającym spokojem. Jeszcze przed chwilą jego oczy były całkiem normalne – może jedynie odrobinę poirytowane. Teraz pociemniały i jakby stężały w tym przerażająco zimnym wyrazie.
- Co ty sobie myślisz? – zapytał cicho. Naprawdę bardzo cicho, ledwo uchylając wargi. Puścił jednocześnie i jej nadgarstki, i nogi, przez co wylądowała na stercie poduszek, które walały się wszędzie.
Elf stał nad nią, patrząc się z góry z... z prawdziwą wściekłością. Taką, jakiej jeszcze u niego nie widziała. Nie miała do tej pory okazji. Wszystkie krzyki i kary, które stosował do tej pory, mogły umknąć w kąt – tak wydawały się teraz błahe, o. Prawdę mówiąc, to nawet wokół jego postaci pojawiła się wściekła aura, a powietrze jakby zgęstniało.
- Dlaczego, do jasnej cholery, nie mogłaś zachować się normalnie? – zadał kolejne pytanie, wciąż tym samym głosem. – Jeden, pieprzony raz.
Na twarzy Yvego pojawiła się absolutnie śmiertelna powaga. Mina, która do tej pory pojawiała się jedynie w czasie zleceń. Ale chyba jeszcze nigdy nie był aż tak na nią wściekły! Nigdy, naprawdę, nigdy. Poza tym, ona sama powinna zdawać sobie sprawę, że istnieje jednak granica jego cierpliwości. Do tej pory zdarzało jej się wystawiać za tę linię duży palec u stopy, lecz tym razem przesadziła ją solidnym susem.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 31, 2013 9:38 pm

Kiedy na moment przestał poświęcać jej tyle uwagi, co wcześniej, kiedy dbał o to, żeby mu się nie wywinęła w jej oku pojawił się błysk nadziei. Była przekonana, że teraz ma szansę! Szarpnęła się mocno i… niestety, jej nadzieja okazała się płonna. Mimo że oderwał od niej bowiem wzrok jego uchwyt nie poluzował się – ani trochę! Jęknęła cicho, zawiedziona. A już, już się cieszyła, że jej się uda! Mogłaby uciec i schować się pod łóżkiem, albo schować gdziekolwiek w samym budynku, lub… lub zwyczajnie wymknąć się z domu, ot, przepaść na dobrych kilka godzin i poczekać, aż zaczną zżerać go wyrzuty sumienia, o, czy coś w tym stylu… taaak, to byłoby dobre wyjście! Możliwe, że przez ten czas nawet sama zdołałaby się nieco uspokoić. A tu masz, jak na złość okazało się, że – tak czy siak – nic z tego nie wyjdzie i trzeba kombinować dalej.
Zerknęła na niego lekko zdziwiona, gdy wołał hybrydę, która jednak nie zważając na to wyszła zamykając za sobą drzwi. Aż tak się nią przejął? Niby dlaczego? Była tylko klientką, taką samą, jak mnóstwo innych ludzi, którzy poprzednio korzystali z jego usług, czyż nie? W czym niby była od nich lepsza, czym się tak wyróżniała, że aż podniósł głos, ażeby ją zatrzymać?
Pisnęła czując, jak mocniej ścisnął jej nadgarstki. Nie patrzył na nią, nie przejmował się, nic. Zresztą, mniejsza o to – bolało! Nie sądziła jednak, by Yve się tym wzruszył. A po dłuższej chwili, kiedy mu się tak przyglądała, nabrała nawet co do tego pewności… absolutnej.
Spojrzał na nią. Wreszcie, po dłuższej chwili. Chociaż chyba jednak wolała go, gdy ją tak ignorował. Zresztą, wszystko było lepsze niż… no, niż to, co działo się teraz. I ten sposób, w jaki na nią patrzył… brr! Jeszcze nigdy nie widziała go chyba w takim stanie. Na pewno! Więcej nawet: wolałaby, żeby tak pozostało. Niestety, nie miała tyle szczęścia. Inna sprawa, że – o ironio – cała jej złość jakby w paru sekundach wyparowała, kiedy miała z takim elfem do czynienia. Przestała się rzucać, zamilkła, wpatrując się w niego z mieszaniną zaskoczenia i strachu. Tak, bała się. Chyba pierwszy raz. Jego! Zawsze kiedy się z nim droczyła uznawała to za świetną rozrywkę. Nie spodziewała się, że kiedyś w wyniku jednego z jej wybuchów szału mógłby… aż tak się na nią zdenerwować. Ba, nigdy jej to nawet do głowy nie przyszło. Uznawała to za coś… cóż, niemalże niemożliwego. A tu patrz, taka ją z jego strony niespodzianka spotkała…
- Uaa! – padła na poduszki, obejmując rękoma łeb. Łypnęła na niego spomiędzy białych kudłów, które niemal całkowicie zasłoniły jej twarz i oczy. Na żadne z jego pytań nawet nie odpowiedziała, w żadnym wypadku. Skuliła się ze strachem. Zaczęła nawet żałować swojego wybuchu złości, co było u niej… no, w najlepszym wypadku rzeczą dość niespotykaną.
Schowała twarz w poduszce, zakopując się całkiem w pozostałej stercie. Jego słowa ją przeszywały, a do tego to, jak je wypowiadał… ten głos! Zacisnęła mocno powieki. Gorące łzy pociekły po jej, nadal zaczerwienionych z jej wcześniejszej wściekłości, policzkach. Płakała! Ze strachu! Chyba po raz pierwszy w życiu tak bardzo się bała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sro Kwi 03, 2013 1:06 am

Cała złość zniknęła z twarzy i oczy Cysi – ale Yve już tego nie widział. W ogóle nie widział prawie niczego. Był zbyt wściekły, żeby móc dostrzegać emocje. Wzrok mu się wprawdzie wyostrzył, lecz doszukiwał się słabych punktów, które mógłby wykorzystać. Po raz pierwszy elf nie myślał o Cysi, jak o Cysi – ale jak o celu do zlikwidowania. Do tej pory sam wprowadzał się w taki stan i to jedynie w czasie tych wszystkich zleceń. Sam nawet by nie pomyślał, że kiedykolwiek będzie w stanie wściec się tak, ot tak – bo coś go zdenerwuje. Nigdy, naprawdę nigdy.
Nieświadomie zaciskał dłonie w pięści, nie mogąc znaleźć ujścia dla swojej beznadziejnej złości. Żadnej. Najchętniej by kogoś zabił, ale tak naprawdę. I nie obchodziłoby go w tamtym momencie, kto by to był. Lecz wtedy, gdzieś tam na samym krańcu umysłu, zdał sobie sprawę z tego, na kogo patrzy i właśnie zastanawia się, jak najszybciej tego kogoś usunąć. I, prawdę mówiąc, sam się tego przestraszył. Czarę przelał fakt, że Cysia – najzłośliwsza i najbardziej przewrotna bestia na świecie – płakała. Płakała! I wtedy tak jakoś... zaczął się uspokajać. Zamrugał kilka razy, napięte mięśnie – do tej pory gotowe do szybkiego ataku – rozluźniły się, a umysł stał się zadziwiająco lekki i przejrzysty.
Yve przejechał ręką po czole i westchnął - był już spokojny, chociaż sam obawiał się swojej reakcji. Naprawdę nie chciał, żeby Cyśka kiedyś zobaczyła go, gdy się wściekał tak naprawdę. Wtedy z całą pewnością zaczęłaby mieć do niego większy szacunek, no ale jednocześnie zaczęłaby się go tak... obawiać na stałe. A tego nie chciał, o nie.
- Cysia, ja... przepraszam, nie chciałem się zezłościć – powiedział, wciąż cicho lecz już swoim całkowicie normalnym głosem. Usiadł powoli na podłogę i zaczął rozgrzebywać poduszki, by dostać się do tej małej wiedźmy. Gdy zobaczył, że ona naprawdę płacze, to poczuł tak ogromne wyrzuty sumienia, jak chyba jeszcze nigdy. Wcześniej zdarzało jej się udawać płacz, lecz on dobrze o tym wiedział. Natomiast świadomość, że doprowadził do tego, że płakała naprawdę – i to z jego, jego winy! - zalegała mu na barkach, ot co. Ha, kto by pomyślał, niby najemny zabójca i w ogóle, a się przejmuje, że jakaś mała dziewczyna zaczęła przez nań płakać. A to ci dopiero historia...
Yve, już po wygrzebaniu małego Cysiadła ze sterty poduszek, najpierw chciał ją przytulić i zapewnić, że wszystko jest w porządku – lecz przypomniał sobie niemal w ostatniej chwili o tym, jak ona reaguje na tego typu rzeczy. Dlatego zatrzymał w powietrzu wyciągniętą już rękę, by po chwili, wciąż bardzo powoli i baaaardzo delikatnie, poklepać szamankę po ramieniu.
- Cyś? Już, przepraszam, naprawdę bardzo nie chciałem, nie płacz już tylko, no już – mruczał, nie mając pojęcia, co winien zrobić i jak.
No halo, w końcu nigdy nie miał do czynienia z płaczącymi istotami...
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sro Kwi 03, 2013 3:50 pm

Och? Czyżby jednak nie była takim pechowym stworzeniem za jakie się dotychczas uważała? To znaczy – była nim i to nie ulegało najmniejszym nawet wątpliwościom: nie było chyba na calusieńkim świecie drugiej takiej jędzy, która z takim powodzeniem przyciągałaby wszelkiej maści problemy i kłopoty, a co dopiero, jeśli chodzi o pakowanie się w nie samodzielnie, czy też stwarzanie takowych… ale, te troszeńkę szczęścia, którego nie zdążyła jeszcze wykorzystać najwyraźniej jej zostało – i zmarnowała je właśnie teraz, dzięki czemu poniekąd nie widziała tego, jak się w tej chwili jej opiekun zachowywał. Co prawda zerknęła na moment na niego, kiedy na chwilę podniosła łeb, by tuż po tym znów wtulić twarz w jedną z kolorowych poduszek, teraz już nieco wilgotną od jej łez. Tyle jednak wystarczyło, by zobaczyła i tak więcej, niż chciała – jego puste, chłodne spojrzenie i dłonie zaciśnięte w pięści. Aczkolwiek trwało to na tyle krótko, żeby równie dobrze mogła sobie bez większych problemów wmówić, że to tylko jej wymysł, że jej się wydawało… Gdyby jeszcze to było takie łatwe. Za nic jej to nie wychodziło, zupełnie. A do tego sprawę pogarszał fakt, że cały ten czas czuła na sobie to jego przeszywające spojrzenie. Aż nie wytrzymała i poryczała się jeszcze bardziej. Dawno tego nie robiła, przez co teraz, mimo najszczerszych chęci, nie potrafiła przestać. Zacisnęła mocno powieki, skulona. Tak bardzo, bardzo chciała zniknąć…
Aż drgnęła nerwowo, kiedy ten znowu się odezwał. Nie mogła się powstrzymać. Nie spodziewała się tego. To jest… oczekiwała raczej, że nadal będzie na nią zły. Ba – wściekły nawet, jeśli nie gorzej! Tymczasem jego głos zabrzmiał zaskakująco… cóż, normalnie? Tak, jak gdyby nawet był trochę zmartwiony. Zwątpiła. Skąd ta nagła zmiana nastawienia? I… dlaczego, do diabła, ona tak bardzo się go bała? Przecież to był Yve, do cholery! Ten sam, z którym tak często się droczyła, którego tyle razy irytowała i podpuszczała! Mimo to, nie potrafiła tak do końca pozbyć się tych obaw, a przed oczyma ciągle miała obraz stojącego nad nią, rozwścieczonego elfa. Dlaczego, do jasnej cholery, nie mogłaś zachować się normalnie? Jeden, pieprzony raz. Te słowa cały czas pobrzmiewały w jej uszach, nie mogła wyrzucić ich z pamięci.
Kiedy próbował wydostać ją spod sterty poduszek, po kolei odkładając je na bok szybko zasłaniała się kolejnymi. Ostatecznie się jednak poddała i pozwoliła mu się wyciągnąć. Nie miała już nawet siły na to, żeby dalej się pod nimi kryć. Ale tej jednej, do której się wcześniej przytuliła, z rąk nie wypuściła, a nawet mocno zacisnęła na niej łapki, kiedy jej dotknął. Musiała się niebywale namęczyć, żeby się wtedy nie wzdrygnąć i jakoś w miarę normalnie zareagować. Zamiast tego jedynie pociągnęła żałośnie noskiem i kiwnęła potulnie główką. Był to niemalże dziwny widok. Rzadko zdarzało się widzieć ją taką niepewną, spokojną… grzeczną! Zawsze coś kombinowała, leżała posłusznie dopiero wtedy, kiedy chorowała: czyli nieczęsto, ale jeśli ją już coś jednak dopadało, choćby zwykłe przeziębienie, to potrafiła tygodniami leżeć w łóżku z wysoką gorączką. A tu masz. Cicha, skruszona, jak złoto.
Niechętnie zostawiła poduszkę, którą jak dotąd desperacko trzymała, odwróciła się w jego stronę, jeszcze trochę zapłakana, ale już jej przechodziło. Zrzuciła z ramienia jego rękę i położyła się, kładąc mu głowę na kolanach i trąc piąstką oczko, które aż zrobiło się od tego czerwone.
- Przepraszam – wydukała cichutko. I do tego jak gładko! Ludzie, jeśli ta bestia kogoś przeprasza, to znak, że ten świat powoli się kończy. Ale nie, mówiła to całkiem szczerze. Kto by pomyślał, że byłaby zdolna do czegoś takiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Kwi 05, 2013 9:27 pm

Yve odetchnął z ulgą. Naprawdę. Powietrze uleciało z jego płuc z cichym westchnięciem, które do tej pory zalegało w jego płucach i ciążyło niczym kowadło. Istotnie nie chciał, żeby Cysia się go zaczęła od tej pory bać – w końcu to był nadal on, prawda? Był taki sam, jak zawsze i nic a nic się nie zmieniło, jedynie pokazał jedną ze swoich stron, które wolał zachować tylko dla siebie. To nie miało prawa niczego zmieniać! Nie i nie, o!
Chociaż… teraz było już chyba na to za późno, prawda? Ale, dlaczego do diabła, stracił nad sobą panowanie tak bardzo? Czemu aż tak go to wszystko zdenerwowało, że nie był w stanie opanować złości? Sam się nad tym zastanawiał teraz, lecz im bardziej starał się to zrozumieć, tym mniej sensownych argumentów pojawiało mu się w głowie. W ogóle, jakichkolwiek argumentów. Może po prostu już od dawna ta wściekłość się kumulowała, by właśnie pewnego pięknego dnia wybuchnąć z całą swoją siłą? A może chodziło o coś znacznie innego? Trudno powiedzieć, naprawdę bardzo trudno.
Naprawdę zaczął się bać, że od tej pory zmieni się wiele rzeczy – i nie chodziło tylko o to, że w domu przybędzie im jeden dodatkowy mieszkaniec. Ale wtedy Cysiadło – ta małą, wstrętna bestia – pociągnęła głosem i pokiwała łebkiem. Lecz po chwili zrzucił jego dłoń ze swojego ramienia, co z miejsca wywołało osłupienie. Skoro kiwnęła głową, to chyba w porządku? Czy może teraz jednak tak na serio coś się zmieni w ich relacjach? No ale… ale… wtedy rogaty łepek tego niewydarzonego stworzenia wylądował na jego kolanach i jakoś przestał się martwić. Na chwilę. W końcu nie byłby sobą, gdyby ogólnie przestał się zamartwiać nad wszystkim.
Uśmiechnął się słabo sam do siebie, próbując jakoś sensownie się pozbierać. Jedną dłoń oparł o dywan, a drugą zanurzył w jasnych włosach czarodziejki i zaczął czochrać ją po głowie. Mimochodem zauważył, że trzęsą mu się ręce. Oj, niedobrze, niedobrze…
- Porozmawiamy? – zapytał po kilku minutach.
W końcu nie mogą ze sobą nie porozmawiać na ten temat. Będą musieli ustalić kompromis i wyjście z tej sytuacji, no i… no i w ogóle wszystko, o. w końcu nie może być sobie tak, że będą robić sobie wszystko na przekór, prawda? To by załamało obie strony, chociaż Yve osobiście uważał, że właśnie jego takie działania doprowadziłyby na skraj rozpaczy najszybciej i pewnie najbardziej skutecznie.
W końcu on nie zniósłby myśli, że jakieś dwie istoty pod jego dachem nie znoszą się nawzajem, a i jeszcze na dodatek on sam miałby przy tym cierpieć. No po prostu nie dałby sobie z tym rady psychicznie, o.
- Więc… dlaczego tak bardzo się rozzłościłaś? – zapytał. O, bardzo chciał to wiedzieć. Lecz wciąż nie był pewien, czy uda mu się uzyskać odpowiedź. W końcu Cyśka zawsze mogła wykorzystać swoje ukochane „Bo tak!”.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Kwi 06, 2013 3:09 pm

Ależ Cysiadło wcale się go nie bało, ani troszkę. No, może odrobinkę. A do tego nie była pewna, jak powinna się w stosunku do niego zachowywać po zajściu sprzed chwili. Oczywiście najchętniej znowu zaczęłaby go męczyć i się z nim użerać, wystawiając tym samym jego psychikę na ciężkie próby podczas, gdy ten musiałby znosić jej droczenie się z nim, ale…tak jakoś nie była co do tego całkowicie przekonana. Poniekąd obawiała się, że mógłby się znów na nią rozzłościć. I to nie tak, jak zawsze: coś takiego zupełnie by jej nie przeszkadzało, ba, nawet by się ucieszyła, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co miało miejsce przed momentem. Raczej miała na myśli taką wściekłość jak o, wcześniej. Zdecydowanie, wolałaby uniknąć drugiej takiej sytuacji, czy chociażby podobnej, oj tak.
Nie, żeby zamierzała mu teraz odpuścić! A skądże, nie ma nawet szans na coś takiego. Po prostu potrzebowała trochę czasu, żeby to wszystko sobie przyswoić… a potem stanie się jeszcze gorsza, niż była wcześniej, och, gwarantowała mu to. Ciekawe, jak też on to zniesie… biedny. Chociaż, nie, jednak nie, jakoś mu nie współczuła, ba – nawet cieszyła się na samą myśl o tym, co też mogła dla niego uszykować. Zwłaszcza, że już teraz z wolna się opanowywała. I szło jej całkiem nieźle. Uświadamiała sobie, że to przecież Yve – zwyczajny, normalny Yve, którego znała i z takim powodzeniem i – rzecz jasna - satysfakcją doprowadzała do białej gorączki przez palnięcie zwykłej głupoty, bezczelny uśmiech, czy jeszcze jakiś bezmyślny czyn. Po prostu… położy się i jej przejdzie. Puści wszystko w niepamięć. To był właśnie jej sposób na radzenie sobie z problemami. Spać, a później udawać, że „tego w ogóle nie było”. Jak na razie działało to całkiem dobrze, a przynajmniej nie narzekała.
Do tego, kiedy zaczął ją czochrać po łbie kompletnie przestała się tym wszystkim przejmować. Zamruczała słodko, wyraźnie zadowolona i zamknęła ślepka, rozkładając się na nim wygodniej. I tak przez te kilka minut leżała bezwładnie, pomrukując cicho, tak jej było przyjemnie. Nic dziwnego więc, że skoro tak, to i na jego słowa nie zareagowała zbyt szybko. Rozmowa… wiedziała, że to było nieuniknione, a mimo to nie miała wcale ochoty na dyskutowanie z nim, tym bardziej, że przypuszczała, że zacznie jej zadawać bardzo… cóż, trudne pytania. A przynajmniej takie, na które niezbyt będzie chciała odpowiadać. I, o ironio, jej przekonania jej tym razem nie zawiodły. Pierwsze „trudne pytanie” już bowiem padło.
Dlaczego? Och, jak się tak teraz nad tym zastanawiała, to sama nie miała bladego pojęcia, dlaczego. Przygryzła wargę mocno, tak, że aż poczuła smak krwi w ustach. Naprawdę nie chciała odpowiadać. „Bo tak” byłoby w tym momencie najłatwiejszym wyjściem z sytuacji, ale jakoś tak nie mogła się na to zdobyć, bo czuła, że poniekąd jest mu winna jako-takie wyjaśnienia. Coś jej nawet chodziło po głowie, ale nie miała pojęcia, jak miała ubrać to w słowa.
- J-ja… bardzo nie lubię zmian - zaczęła niepewnie, bardzo cicho. Zwinęła się w kłębek, tak, jak gdyby dzięki temu mogła stać się niewidoczna. Coś takiego niewątpliwie bardzo by jej pomogło. Cóż… - Nigdy nikogo ze sobą nie przyprowadzałeś. Nigdy. Jeśli już coś załatwiałeś, to… no, wiesz. Tak trochę się… bałam – urwała, nieskłonna do dalszych wyjaśnień.


Ostatnio zmieniony przez Marcysia dnia Pon Maj 13, 2013 2:12 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Kwi 09, 2013 12:15 pm

Czuł się lepiej. Tak, to bardzo dobre określenie. Zwłaszcza, gdy gdzieś z okolic cysiowego gardła rozległ się zadowolony pomruk. Taki trochę koci – na co Yve miał ochotę pokręcić głową, albo chociaż brwi zmarszczyć. Nie znosił kotów. Szczerze ich nie znosił, a to dlatego, że przy nich kichał. Koty były powodem kichania, a kichanie powodowało koty, ot co. Ale mniejsza, nie o tym mowa.
Tak czy siak – było coraz lepiej. Teraz nawet odsunął od siebie myśli o użeraniu się z masą problemów, gdy Jie wprowadzi się na dobre. No wszystko. I kłótnie, rozboje, wszystkie przyszłe złośliwości i obelgi – nic nie miało w tej chwili znaczenia, bo właśnie jeden problem zaczął się rozwiązywać. Wprawdzie elf wolałby, żeby jakoś inaczej to przebiegło, ale efekt końcowy też tam jakoś się liczył, prawda?
A rozmowa… no cóż, Yve dobrze wiedział, że odbyć się musi. Konieczność wyższa, w końcu nie mogą sobie ot tak, zachowywać się, jakby nic się nie stało. Bo stało, o, i trzeba było o tym pogadać. Nawet jeśli obie strony się tego z deka obawiały. Tak na dobrą sprawę, to elf pewnie obawiał się jej znacznie bardziej, niż nawet sama Cysia. W końcu, jakby nie patrzeć, w grę wchodziła wysoka stawka. Nawet… bardzo wysoka. Jedna z wyższych, ha! I bardzo, bardzo dużo od tej stawki zależało. I w życiu Yvego i, chcąc nie chcąc, Marcysi też, no bo w końcu była jego podopieczną.
A później, co było samo sobie dziwne, mała szelma zwinęła się w kłębek i mówiła tak niepewnym głosem, że elf był niemal pewien, że to wszystko jest nierealne. Naprawdę. Nawet na samym początku ich znajomości, nie mówiła takim głosem, a przecież był całkowicie obcym gościem, który dodatkowo załatwiał innych gości. Cuda niewidy!
Z wrażenia na chwilę przestał wodzić ręką po włosach małej szamanki, lecz zaraz zaczął z powrotem. Czochranie mogło mieć również duży wpływ na przebieg rozmowy. Czochrana Cyśka, której podsuwa się ciastka, to niemal niegroźne Cysiadło. O tym trzeba było pamiętać zawsze.
- Hm… widzisz, to nie jest takie tam, o, zwykłe zlecenie – oznajmił, w głowie układając jakiś plan ogólnego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Z kiepskim całkiem skutkiem. –Będę… no, ochroniarzem Jie. A gdy ona zamieszka tutaj, to ułatwi mi pracę. Tak, to nie byłoby mię w domu przez caaaały dzień, albo i nawet parę dni ot tak, pod rząd. Poza tym, to miejsce jest bezpieczne, jak diabli – zakończył i zamyślił na chwilę. Wolną dłonią poklepał swoją małą podopieczną po policzku. Dlaczego małą? Bo Cyśka, bez względu na to ile lat upłynie, będzie dla niego, o, mała. Nie tylko pod względem wzrostu, ale i wieku.
Poza tym, przyznała, że się bała. Właściwie normalnie pewnie Yve wietrzyłby jakiś podstęp, ale tym razem udało mu się uwierzyć bez problemów i nawet wyrzuty sumienia się pogłębiły.
- To tylko miesiąc, Cyś, tylko miesiąc – odpowiedział. – I nie masz się czego bać, w końcu tu jestem i, o, nic ci nie grozi. Nic a nic – z tymi słowami nawet się uśmiechnął, choć do śmiechu mu nie było. No tak, niby nie ma się czego bać, bo przecież on tu jest, tak? Tak, tak. Tylko kto jeszcze przed chwilą doprowadził ją do płaczu ze strachu? No kto, Yve?
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sro Kwi 10, 2013 11:37 am

Kłótnie, rozboje, złośliwości, obelgi? Och, to strasznie mało. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, do czego była zdolna. Miała w planie znacznie więcej niż tylko to, co elf mógł sobie tam w myślach wymieniać – dajmy na to, takie głodówki. Czemu nie? I owszem, przez cały ten czas nie wybiła sobie tego z głowy, ani gdy się na nią wściekał, ani kiedy ją czochrał po – nadal z lekka obolałym od tego nieszczęsnego upadku – łebku. Mało tego, podświadomie nadal cośtam kombinowała, co samo w sobie stanowiło niezbity dowód na to, że wracała do siebie. A może by tak… wziąć go na litość? Gnębić wykorzystując wyrzuty sumienia i poczucie winy? Chociaż… to już było odrobinę podłe. Nie chciała go przecież wpędzić w depresję, ani nic z tych rzeczy! Zależało jej tylko na tym, żeby trochę uprzykrzyć mu życie, a przy okazji też ich nowej współlokatorce. Nieświadomie lekko się uśmiechnęła na samą myśl o tym: nie był to jednak ani ten łudząco prawdziwy, słodki uśmiech, którym zwiodła go na samym początku, ani nic z tych rzeczy. Prędzej złośliwy uśmieszek, taki, który zwykle gościł na jej twarzy, kiedy udawało jej się wymyślić coś, czym mogłaby jej opiekuna doprowadzić na skraj wykończenia psychicznego. Kiedy się jednak zorientowała szybko pochyliła głowę tak, by białe kudły przysłoniły jej twarz – w nadziei, że Yve nie zdążył tego wyrazu na buźce dziewczynki dostrzec.
Nie rozumiem, co też takiego dziwnego widział on w jej zachowaniu. Faktycznie, nawet gdy dopiero się z nim zaznajamiała nie można było się u niej niczego takiego dopatrzyć, żadnej niepewności, a przynajmniej nie w takim stopniu. Nawet ona jednak miewała przecież takie chwile, nie? Krótkie momenty, gdy stawała się cichutka i potulna. Brzmi niewiarygodnie? To niech się lepiej napatrzy i wyryje sobie to dokładnie w pamięci, bo obawiam się, że drugiej takiej sytuacji i okazji raczej nie będzie. Trzeba korzystać, póki można, ot.
Poruszyła się niespokojnie, kiedy przestał mierzwić jej włosy. Zupełnie jej się to nie spodobało. Przez parę sekund chciała nawet wrócić do tego, jak rozmowa wyglądała poprzednio, czyli krzyki i piski, może jedynie w nieco delikatniejszej wersji, gdzie ograniczałaby się do zgryźliwych uwag – nawet coś podobnego mogło niesamowicie utrudnić mu prowadzenie z nią rozmowy. Yve najwyraźniej prędko jednak uświadomił sobie to, co właśnie zrobił i znów kontynuował, na co Cysiadło – chcąc nie chcąc – musiało się uspokoić. Wcześniejszy pomysł wyleciał jej z głowy, tak, jak gdyby w ogóle go nie było. Czochrana Cyśka, do tego z ciastkami, niegroźną Cyśką? Dobrze powiedziane. Skoro o tym mowa… brakowało jej tu jakiegoś ciastka. Niestety, została jednak zmuszona do odłożenia tego na później i wrócenia do tej ich całej dyskusji.
- Zlecenie jak zlecenie - burknęła tylko. Kompletnie nie widziała różnicy między tym, a poprzednimi. Za to jej zachowanie wskazywało na to, że nie dane będzie mu długo nacieszyć się tą jej niepewnością. - Nic by się nie stało, gdyby cię nie było. Zupełnie. Niepotrzebnie stwarzasz problemy... - taak, oczywiście, nie ma to jak zwalić winę na kogoś innego. O ile pamiętam to przecież ona się na niego rzuciła z pięściami, nie na odwrót. Ale niech będzie, to on stwarzał problemy…
Zabrała jego dłoń ze swojego policzka i odrzuciła ją gdzieś o, na bok. To już jej zbytnio do gustu nie przypadło, wcale. Leżała na nim, bo… bo był wygodny, ot. I nie widziała w tym niczego złego, no skąd. Ale od jej policzków precz z łapskami, sio. Tak się bawić nie będzie.
Mała? Mała? Szczęście, że nigdy nie powiedział tego przy niej, na głos. Gdyby się odważył, lub tylko by mu się coś takiego wymsknęło w jej obecności znowuż mogłaby go troszyńkę poszarpać. I o, nici z ich rozmowy.
Uwierzył, jak miło! Żeby tak za każdym razem bez większych problemów był w stanie uwierzyć w każde jej słowo! Jakież by miała wtedy piękne życie~ Ach, ale czas wrócić do rzeczywistości. Na coś takiego bowiem, obawiam się, nie było najmniejszych nawet szans. Zbyt dobrze ją znał, na pewno doskonale wiedział, że prędzej czy później zaczęłaby coś kręcić. Cóż… poniekąd miał rację. Ot, nie umiała inaczej, po prostu. Takie kłamstewka stały się już wręcz częścią jej natury.
- To nie jest „tylko miesiąc”. Miesiąc to strasznie długo. Kilka tygodni, bodajże trzydzieści dni! – zmarszczyła nosek z niezadowoleniem. – Ale, to… to znaczy, że ona tu wróci? Yyvee… - jęknęła przeciągle, kompletnie niezadowolona. Tak po cichu liczyła na to, że się stąd wyniesie i więcej ją na oczu nie zobaczy, zwłaszcza po tym, jak zabrała swoje rzeczy i wyszła, zamykając za sobą drzwi. A tu patrz, taka niemiła niespodzianka ją czekała.
- ...ty sam w sobie potrafisz być straszny – odparła cichutko i zadrżała lekko na to wspomnienie. Nadal siedziało jej to w głowie, nadal. Nie zapomni mu tego, co to, to nie.


Ostatnio zmieniony przez Marcysia dnia Pon Maj 13, 2013 2:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Kwi 14, 2013 10:40 am

Tak ogólnie prawdę mówiąc, to Yve jakoś by nie uwierzył w głodówkę Cyśki. Naprawdę! Prędzej uznałby, że to po prostu jakaś jawna prowokacje i podałby więcej ciastek. Na ciastka nie umiałaby się nie skusić, więc w tym miejscu wszystko działało na jego korzyść. I dobrze. Bo z tymi rozbojami to znacznie gorzej by było… co nie?
Poza tym, teraz to nawet nie był pewien, czy kiedykolwiek więcej jeszcze zobaczy Jie. W końcu zawsze mogła zrezygnować i po prostu uznać, że znajdzie kogoś bardziej jej odpowiadającego i kogoś, u kogo nie mieszka mała, rogata diablica, gotowa do uprzykrzania jej życia niemal na każdym kroku. A tu już zaczęło elfa porządnie martwić. W ogóle to uznał, ż byłoby bardziej niż dobrze, jeśli poszedłby jej poszukać i sprawdzić, co właściwie się dzieje. Nawet jeśli to miałoby pokazać, że został, no cóż, zwolniony. Wtedy trzeba by zacząć szukać jakieś innej pracy, bo z finansami stali obecnie całkiem krucho, żeby nie powiedzieć tragicznie. O nic, nie ma takiej rzeczy, z którą on, Yve – istota ze Szmaragdowej Kolonii (Miejsca-Leżącego-Jedna-Cholera-Wie-Gdzie-I-Dlaczego), nie dałby sobie rady! Toż to niemożliwe, prawda? Prawda, no!
A uśmieszku to Yve nie zobaczył. Chociaż najprawdopodobniejsze byłoby stwierdzenie, że on po prostu nie chciał go widzieć, to i nie zobaczył. Po prostu w tej jednej jedynej chwili miał szczerą nadzieję, że Cysia jednak odłoży na bok swoje wszystkie niegodziwe plany i w ogóle bycie wredną i złośliwą, a zacznie również przejmować się tym, że jeśli będzie grymasić i odstawiać takie cyrki, to nikt więcej Yvego nie zatrudni. A wtedy będzie prawdziwa głodówka. Taka, której nie ma nawet warzyw ani szpinaku.
Westchnął, naprawdę bardzo ciężko. No tak, zlecenia jak zlecenia, ale za to jakie zlecenie! Nie dość, że płatne bardzo dobrze, to na dodatek wcale nie tak uciążliwe, jak latanie po mieście i szukanie odpowiedniego punktu, żeby móc odstrzelić jakąś osobę i to jeszcze tak, żeby nikt nie wiedział, że to był właśnie on. A jeszcze dodatkowo, Jie była miła i praca z nią była znacznie przyjemniejsza niż obcowanie z poprzednimi klientami, którzy zwykle byli nadzianymi typami z rozbieganym spojrzeniem i to nadmiernie potliwi, obawiam się.
- Zlecenie jak zlecenie – odpowiedział, tym razem już zmartwionym głosem. – Tylko jeśli jeszcze nie zrezygnowała i nie zaczęła szukać kogoś innego do tej pracy, a to bardzo prawdopodobne po tym twoim ataku. No i stawka była naprawdę bardzo duża, jak na taką ochronę. Szkoda byłoby nie wziąć takiej pracy.
A do reszty – tej mówiącej o tym, że przecież nic by się nie działo, jakby go nie było, to już się nie odniósł. Po prostu nie wiedział za bardzo jak, więc i tak jego jedyną reakcją byłoby głośne westchnięcie i pewnie mruknięcie jakiejś głupoty śmiertelnie poważnym tonem, jak choćby „A jeśli przyszliby tu źli ludzie i chcieli zastać mnie, a zastaliby ciebie?”. No ale mniejsza, nie powiedział nic.
Za to westchnął, gdy Cyśka odepchnęła gdzieś rękę. No masz, prawie zapomniał, że coś takiego tylko na jej zasadach, które głównie obejmowały czochranie po tej rogatej łepetynie i karmienie ciastkami. W ogóle dziwne było to, że tak sobie beztrosko leżała z głową na jego kolanach, no bo… no bo zwykle tak nie robiła.
- Teraz to nie wiem, czy wróci. Całkiem możliwe, że niejaka mała szamanka całkiem ją wystraszyła swoją wściekłością i wybuchem – odpowiedział i pokręcił głową. – Poza tym, i tak mieszkałaby w Gabinecie, a nie tutaj, o, w Dużym Pokoju. Pewnie by i wychodziła gdzieś, a ty i tak często gdzieś wychodzisz i ciebie też nie ma przecież.
A już na ten cichy głosik i, o zgrozo, to że zadrżała, zareagował jeszcze większym wybuchem poczuciem winy. Naprawdę. Teraz, to zamiast się złościć na nią za ten wybuchł, złościł się sam na siebie i jeszcze już zastanawiał się, jak by to mógł zrekompensować. Wolną rękę – tę, która do tej pory spoczywała na dywanie – podniósł na kark i powoli poruszył głową.
- No i właśnie dlatego, nie powinnaś się bać – odpowiedział po chwili, w której szukał odpowiednich słów. – Skoro potrafię tak zezłościć się na ciebie, to sobie wyobraź, jak bardzo potrafię się zezłościć na kogoś, kto chciałby zrobić coś tobie, o.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Kwi 16, 2013 2:44 pm

Jeszcze... jeszcze więcej ciastek? Zaraz-zaraz, hej, nie ma tak! To już było oszukaństwo, takie zagranie poniżej pasa, o! No bo… bo jak ona się miała powstrzymać w takim razie? Wmawianie sobie, że na pewno ją podtruwa jakimś szpinakiem, czy jakimś innym cholerstwem na dłuższą metę działać, no cóż, nie będzie… Przecież nie wytrzyma, kiedy on będzie tak do sprawy podchodził, złamie się w końcu i weźmie od niego te przeklęte ciastka – a jeśli nie zrobi tego tak o, otwarcie, kiedy będzie jej podawał, czy co tam, to zakradnie się doń cichaczem i zwinie sobie kilka. A szczerze wątpiła w to, że on tego nie zauważy. I wyjdzie na to samo! I jak ona miała go tutaj skutecznie terroryzować, pytam się, no jak? Przecież sobie nie poradzi… niesprawiedliwość, niesprawiedliwość jawna i tyle. Jego zmartwiony ton tak troszku zbił ją z tropu. Przejął się, przeejął. Tylko dalej nie docierało do niej – po jaką cholerę. Zlecenie jak zlecenie, nie? Przecież sam to po niej powtórzył! Więc o co mu chodziło? O pieniądze? Przecież jeśli o to chodziło, to jeszcze nie było tak źle… nie? No tak, łatwo powiedzieć. Akurat kto jak kto, ale Cyś wszelkie braki, jeśli w ogóle jakiekolwiek były, to odczuwała najmniej. Ciastka zawsze, kiedy ich chciała były, to i nic dziwnego, że całą resztą się zupełnie nie przejmowała. Ciastka najważniejsze! Pal licho wszystko inne, dom mógłby się palić, walić, aż w końcu runąć, a ona i tak siedziałaby sobie na środku i ciamkała, no bo co? Nic się przecież nie dzieje… Och, pod jego nieobecność co najwyżej ich mieszkanie by nieco zdemolowała. Może nawet nieumyślnie, kto to tam wie. W każdym razie nie spodziewałabym się raczej, by po powrocie Yve zastał domek… cóż, cały. Prędzej ruina, zgliszcza… taka sytuacja. Nie, chyba lepiej było nie zostawiać jej tu samej sobie… Zakończenie mogłoby wypaść dość nieprzyjemnie. Zupełnie nie przejęła się jego westchnięciem. Powinien wiedzieć, że mu nie pozwoli. Gdyby sama z siebie do tego dopuściła, co było rzeczą co najmniej wątpliwą, to jeszcze – bo i czemu nie? Ale tak, to nie! Nie, nie ma opcji. A to, że tak sobie na nim leżała wcale nie było takie dziwne, o. Ponownie: niech się napatrzy, nacieszy i korzysta póki może! Drugi raz już się tak do niego pewnie nie przylepi. Tyle, co było jej teraz wygodnie, a poza tym nadal była strasznie zziębnięta, wcześniejszy płacz też niezbyt jej pomógł. Do łóżka było daleko. Równie dobrze mogła poleżeć sobie na nim. Większej różnicy jej to-to nie robiło. A jak zaśnie, to niech ją sobie tam tarmosi, klepie, robi co tam chce. Żeby mu na to z własnej, nieprzymuszonej woli pozwolić musiałaby być nieprzytomnie śpiąca, ewentualnie martwa.
A gdyby wróciła… i ja byłabym grzeczna… to co bym z tego miała? – spytała, z zainteresowaniem w ślepkach podnosząc łeb. Taak, potrafiłaby odpuścić, może – musiała tylko jeszcze mieć jakieś korzyści! Tylko co, co on mógł jej zaoferować? Więcej ciastek? No co, co?
Zamrugała dwukrotnie, wpatrując się w niego z lekkim zdziwieniem, by następnie uśmiechnąć się i o, pstryknąć go w nos.
Nie pocieszyłeś mnie tym, Yveś~ Wcale. Chociaż… to caałkiem przyjemne takie wyobrażenie, uhm – mruknęła. Uśmiech na jej buźce jeszcze się poszerzył, kiedy się tak rozmarzyła.


Ostatnio zmieniony przez Marcysia dnia Pon Maj 13, 2013 2:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Kwi 26, 2013 7:17 pm

Oszukaństwo czy nie – najważniejsze, że byłoby to całkiem skuteczne, o. Poza tym, grożenie głodówką to, przynajmniej według Yvego, również było w jakimś tam kontekście nieuczciwie, bo miało na celu wzbudzenie w nim jawnego poczucia winy – no bo jak to tak, że Cyśka przez niego jeść nie chce – i w ostatecznym studium ustąpienia pola, czyli uleganiu kolejnych zachcianek tego małego tyrana. Bo, mimo wszystko, to ona bardziej rządziła tym domem niż on. Nawet jeśli sam budynek należał do Yvego i jeśli to on za to wszystko płacił – i tak wszystko wewnątrz najczęściej kręciło się koło tego małego diabła.
A na dodatek, to pewnie zacząłby w końcu robić swoje słynne ciastka ze szpinakiem i rozkładałby je po domu w takich miejscach, no wiadomo, mało podejrzanych z nadzieją, że Marcysia jednak się skusi i jedno zje, nie wiedząc, co zawiera. A wtedy może by urosła trochę, na wadze przybrała i, co najważniejsze, zmądrzała całkiem. W końcu wszyscy powinni wiedzieć, że szpinak jest najwspanialszym lekarstwem na wszystko. Nic więcej, tylko te zielone liście mogły zapewnić zdrowie, siłę i witalność.
Ha, Cyśka żadnych braków nie odczuwała – pewnie dlatego, że elf bardzo starał się, żeby akurat ona nigdy tego nie odczuła. Nawet jeśli teraz z finansami było krucho, to przecież nie mógł pozwolić, żeby ona się tym przejmowała, nie? w końcu to by umniejszało jego godność jako gospodarza, czy coś. I całkowicie burzyłoby jego autorytet jako niesamowitego opiekuna… W końcu jaki niby opiekun pozwala, żeby jego podopieczna nie dostawała ciastek?
Nie widząc żadnej wyraźniejszej reakcji na jego westchnięcie, po prostu westchnął jeszcze raz – ale głośniej – i dodał do tego znaczną część jakiejś ukrytej goryczy i przygnębienia. W sumie to wątpił, żeby się tym jakoś przejęła widoczniej, ale to nie problem żaden. Chyba. Znaczy się, przynajmniej nie stanowiłoby to dla niego większego problemu, ale byłoby czasami naprawdę dobrze, gdyby to właśnie on ustalał zasady, na jakich opierają się ich relacje. Ale nie, nie ma tak, bo Cyśka niemal całkiem go zdominowała. Oczywiście, pomijając te momenty, gdy jej czegoś bardzo surowo zakazywał (nawet jeśli i tak to robiła cicho i w tajemnicy, byleby się nie dowiedział) lub po prostu kłócił się z tym małym demonem, że ma być tak, jak on chce, a nie na odwrót.
Słysząc pytanie, uśmiechnął się niczym aktor reklamujący cukierki – naprawdę. Brakowało jedynie jakiegoś krzykliwego tła (chociaż… patrząc na wystrój Dużego Pokoju to tło w telewizji zdawało się być jakieś takie bezbarwne i szare). Nie, brakowało kamer. I cukierków, rzecz jasna.
- A co byś chciała? – zapytał konspiracyjnym szeptem, pochylając się nad małą szamanką. – W granicach rozsądku, znacz się – dodał chwilę później, tym razem już z pewną obawą.
W myślach niemal już słyszał głos Cyśki, która z prawdziwą, szelmowską radości oznajmia „Fabryka Ciasteeek!”. To raczej przekraczałoby budżet. Nie tylko ten rzeczywisty, ale również planowany. Najprawdopodobniej pochłonęłoby to zarobki Yvego z przyszłych dziesięciu lat. Przynajmniej. Dlatego wolał dodać, o, coś takiego. W ramach bezpieczeństwa. Poza tym, nie może być też tak, że wszystko wyda na nią. W końcu wypadałoby coś odłożyć, zrobić zapasy, uzupełnić arsenał broni… wszystko, no.
Zaśmiał się i potarł nos wierzchem dłoni. Wcale a wcale nie bolało. Jak zawsze. W końcu Cyśka nie jadła, o, szpinaku, to i sił do pstrykania nie miała zbyt wiele, nie?
- No widzisz – odparł, zaraz jednak spoważniał i westchnął ciężko. – Cysiu, musimy w końcu dojść do jasnego porozumienia na tym polu. Naprawdę.
To ostatnie dodał, żeby brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. W końcu mogła to potraktować jako żart, lub że udało jej się zmienić temat i jakoś ze wszystkiego wykaraskać. O nie, nie ma tak. Trzeba ostatecznie sprawę rozwiązać i mieć ją z głowy, żeby nigdy więcej nie musieć o tym myśleć.
Oczywiście, do czasu aż znowu się pokłócą i zaczną sobie wyrzucać wszystko, ot co.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Maj 05, 2013 6:31 pm

Ha, głodówka też mogłaby być bardzo skuteczna. I wcale nie byłaby nieuczciwa! W jej przekonaniu – nawet bardziej uczciwsza niż to, co on sam kombinował. No bo jak to tak, ona i kanciarstwo? Skąd mu to w ogóle do głowy przyszło? Nigdy w życiu~ I żaden mały tyran z niej nie był, o. Czasem zdarzało jej się trochę pokrzyczeć czy powściekać, ażeby dopiąć swego, ale to tylko taki tam szczegół, kto by się tym w ogóle przejmował… nie?
Ciastka ze szpinakiem? Nie, nie, nie! To już jest nawet nie tyle oszukaństwo, co wprost okrucieństwo, ot co! Przecież to było wręcz oczywiste, że – prędzej, czy później, ale w końcu na pewno – że wreszcie skusi się na te ciastka nieszczęsne… Biedna, zupełnie nieświadoma co do tego, co za diabelstwo w te cudeńka upchnął. Umarłaby. Zaczęłaby się krztusić tym cholerstwem, krzyczeć, płakać, a dom obróciłaby mu w ruinę. No bo jak to tak, że on będzie sobie jej słabość bezkarnie wykorzystywać? Co tam, że gdyby posunęła się aż do tego, to sama nie miałaby gdzie się podziać. Zawsze miała przecież ten swój słodki uśmiech, czyż nie? Wystarczy trochę połgać, poudawać, a gdzieś-tam by ją przyjęli. A potem tylko musiałaby znaleźć jakiegoś biedaka, na którym mogłaby wyładowywać swoją złość, ażeby ją stamtąd zbyt szybko nie wypędzili. Taak, już zaczęła sobie snuć plany na przyszłość. Pomijając to, że zapewne by nie wypaliły. I nie będzie miała nawet okazji do wcielenia ich w życie.
Szpinak wcale nie był lekarstwem na wszystko! Był trucizną, przeklętym paskudztwem, wszystkim co najgorsze… Jak można było w ogóle żyć w przekonaniu, że to… to zło na cokolwiek pomaga? Co najwyżej tylko jeszcze bardziej szkodzi. Nie było na całym świecie rzeczy, której mogłaby się bardziej brzydzić. No… może poza tuleniem. Tylko to było gorsze. Fuj.
Miałaby się przejąć jego westchnieniami? I to tak, żeby mógł to dostrzec? Nigdy w życiu. Trafił na złą osobę, o. Bo ona nawet pomimo tego, że go lubiła i się do niego okropnie przywiązała, to za nic by się do tego nie przyznała, nawet sama przed sobą. A co dopiero, gdyby miała zacząć widocznie przywiązywać uwagę do żalów… No, nie da rady i już. Nie z nią tak.
Na widok jego uśmiechu zaczęła się zastanawiać nad tym, czy to, że jednak się ugięła to aby na pewno był dobry pomysł. Odsunęła się też w momencie, kiedy się nad nią nachylił. Do tego stopnia, że aż z niego zleciała. Warknęła coś najpewniej niezbyt pochlebnego pod nosem, marszcząc przy tym zabawnie nosek z niezadowoleniem. Humorek natomiast poprawił się jej, kiedy zobaczyła, jak pociera nos. Tylko ten jego śmiech wytrącił ją odrobinę z równowagi. Prychnęła.
- Nie wiem. Ciastka, na pewno. Więcej ciastek! Ii… - urwała na moment, by po chwili wyszczerzyć się tryumfalnie. – Chcę… chcę mieć zwierzaka. Pieska~
Po tych słowach odepchnęła go od siebie, zupełnie ignorując jego ostatnie słowa i poważny ton, którym zapewne usiłował dać jej coś do zrozumienia. Cóż, ona już o tym nie myślała, była przekonana o tym, że wygrała, pieska dostanie, więc zerwała się na równe nogi, zupełnie już go nie słuchając i o, tyle ją było widać.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 08, 2013 9:56 pm

Pieska? Yve zamarł na chwilę, kalkulując to, co powiedziała. Pies w jego domu? Kudłate, brudzące zwierzę w jego wspaniałym, czystym i nieskazitelnym domostwie? Pazury i kły w pobliżu jego pięknych mebli i puchatych poduszek? Jeszcze by coś zniszczył! Na twarzy elfa pojawiła się mina szczerze zrozpaczona. Lubił zwierzęta i to wszystkie – bo koty to nie zwierzęta, ale demony w najczystszej postaci – ale żadnego w swoim domu mieć nie chciał. No bo jak? I niby po co? Poza tym, był pewien, że to on musiałby się tym psem zajmować później, kiedy Cyście już by się znudził. Ale z drugiej strony… teraz to by załagodziło ten cały konflikt.
- N…no dobrze, ale ty masz się nim zajmować i to ja ci go wybiorę – oznajmił.
W sumie był pewien, że nawet gdyby się nie zgodził, to ta mała szelma i tak by jakiegoś przywlekła. A tak zmniejszał ryzyko. W końcu nie przyprowadzi dzięki temu ze sobą ani wilka, ani jakiegoś ogromnego psa, ani zmiennokształtnego, który zmienia się w psa. Taką przynajmniej miał nadzieję, bo pewności nigdy.
I nie doczekał się tej poważnej rozmowy, bo Cyśka zerwała się na równe nogi i nie zdążył nawet mrugnąć, bo wybiegła z domu. I tyle ją było widać. Sam Yve westchnął ciężko i dopiero po kilku minutach się podniósł z podłogi. Nie było sensu jej gonić, jak wróci to wróci. Teraz musi zająć się własnymi sprawami, jak choćby zleceniem. Czy coś. Zebrał z gabinetu kilka rzeczy i również wyszedł, wcześniej zamykając dom na klucz i jeszcze zostawiając kartkę na stoliku o następującej treści:

„Wychodzę. Nie waż się sprowadzać żadnego pieska bez rady ode mnie, bo się zezłoszczę i zmuszę do jedzenia szpinaku. Nie wiem, kiedy właściwie wrócę, ale masz się położyć przed północą. Mogłabyś też zmyć naczynia.
Yve

PS. Ciastka są w lodówce, a jakby się skończyły to są jeszcze w lewej, górnej szufladzie w Gabinecie. Pozwalam ci tam raz wejść, żeby je zabrać, ale niczego więcej nie dotykaj, bo zepsujesz siebie i to coś. A jeśli to nie wystarczy, to w wazonie obok kominka. Tym zielonym w fioletowe wzorki."

Wyszedł i zniknął beztrosko za rogiem, a czerwony płaszcz beztrosko łopotał za nim na wietrze.

[zt]
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 15, 2013 11:37 am


    Jej piesek raczej nie wydawał się zachwycony jej słowami. Co prawda wysłuchiwał tego, co miała do powiedzenia z nieskrywanym zainteresowaniem, ale to jak się skrzywił na słowo „pójść” było... no, cóż, dość jednoznaczne. Aż się trochę zmartwiła taką, a nie inną reakcją z jego strony. Miała nadzieję, że pójdzie z nią z własnej woli. Oczywiście, uparła się, więc nawet, gdyby miał coś przeciwko, to i tak by go ze sobą zatargała, w ten, czy inny sposób, ale... no, gdyby zgodził się ot tak, sam z siebie, byłoby o wiele milej, prawda? I wygodniej też, przy okazji. Nie wiedziała tylko, co mu się nie podobało. Ostatecznie wszędzie jest przecież lepiej, niż na terenie Instytutu! A on sam najwyraźniej najciekawszych wspomnień z nim związanych nie miał. Co prawda nie mogła być tego pewna, bo nie znała go dość długo, jednakowoż to, że ledwo go spotkała, to leżał tam całkowicie sparaliżowany, a i jego zachowanie wobec skrzydlatych potworków mówiło samo za siebie. Nie, najwyraźniej to miejsce nie przypadło mu do gustu. A skoro tak, to czemu nie miałby się z nią... przejść, hm? Na dodatek gdy mu tak jedzenie proponowała! Co prawda nie była pewna, czy znajdzie coś odpowiedniego... Sama żywiła się głównie słodkościami, ciastkami, szpinaku nigdy w życiu i za żadne skarby by nie tknęła, ale... czym mógł się żywić taki nie–do–końca–pies? Nie miała bladego pojęcia. Z drugiej strony, kiedy tak uwziął się na te irytujące muchy wyglądał tak, jak gdyby a nuż zamierzał którąś z nich pożreć. Czy możliwe w takim razie, że... mięso? Jeśli tak pytanie brzmiało: czy znajdzie się coś takiego w domu. Ech... No nic, trzeba będzie poszukać. Na pewno znajdzie coś odpowiedniego.
    W chwili, gdy się zachwiała, sądziła, że po prostu znowu zrobiła coś głupiego i straciła równowagę, ot tak, po prostu. Za nic w świecie nie przypuszczałaby, że Inu weźmie ją na plecy! Chyba jeszcze nigdy w życiu nie była tak blisko... kogokolwiek. Tulić się nie umiała, ba, uważała to za największe zło i koszmar, zaraz po szpinaku, a teraz... Nawet się trochę przestraszyła i objęła go rękoma, w obawie, że może z niego zlecieć. Przyszło jej to z niejakim trudem, ale cóż... okazało się, że był to dobry wybór, bo kiedy tak pędził, raz po raz wskakując na jakieś drzewa, gdyby nie to, że tak kurczowo się go trzymała bez najmniejszych choćby wątpliwości... spadłaby. Oj, nie, wolała tego uniknąć! Lęk wysokości dawał jej się we znaki, nie ma co. Ale trzymała się dzielnie! Ba, aż do chwili, kiedy i jej towarzysz musiał, chcąc nie chcąc, resztę drogi kroczyć na dwóch nogach. Już nawet przeżyła to, że tak się o nią opierał. Blisko, blisko, blisko... no, ale czego się dla pieska nie robi, co? Zresztą... byli już niedaleko. Nie minęła chwila, a stali tuż przed drzwiami domku. Zachwycająco to on może nie wyglądał, ale... nie sądziła, żeby demon przejmował się takimi detalami.
    Oparła go o ścianę, wpierw przypatrując mu się bacznie – nie chciała przecież, żeby ni–stąd, ni–zowąd jej się tu na ziemię osunął, po czym zaczęła przeszukiwać kieszenie i wszelkie inne miejsca, gdzie też mogła klucz schować. Ba, pamiętając o ostatnim incydencie nawet ściągnęła jeden z butów i... znalazła. Pomińmy to, jak klucz tam trafił, ale... liczy się sam fakt, że się znalazł! Czym prędzej zaczęła majstrować nim przy drzwiach i, gdy już się otworzyły, podtrzymując pieska weszła z nim do środka, zamykając je za sobą. Doczłapała razem z nim aż do Dużego Pokoju, konkretnie do miejsca, w którym walało się najwięcej kolorowych poduszek. Tam też go położyła.
    Poczekaj chwilę, dobra? Zaraz coś znajdę... – mruknęła, rozglądając się nieco nerwowo wokół. Jej uwagę przykuła kartka spoczywająca na stoliku nieopodal. Co takiego? Czym prędzej ruszyła w tamtą stronę i... aż się uśmiechnęła. To treść tak ją rozbawiła. Ciastka, pełno ciastek, wszystkie dla niej, a żeby było jeszcze cudowniej – Gabinet! Otwarty! Czy Yve naprawdę sądził, że jeśli tam pójdzie, to tylko po to, żeby zabrać stamtąd ciastka? Oj, nie. Jeśli tak, to nie dość, że się przeliczył, to był diabelnie naiwny.
    Najpierw jednak podreptała do lodówki. Mięso, tak? Może coś będzie...
    Pusto... pusto... nie... to też nie to... ciastka... Te ostatnie akurat wyjęła, ale... to nie tego szukała! Chwila moment... jest... jest! Mięso! Z tryumfalnym uśmiechem na twarzy już po chwili znów pojawiła się przed Inu, wraz ze swoim znaleziskiem, które postawiła przed nim, na talerzu. 
    Zaraz wracam – oznajmiła, by popędzić w stronę Gabinetu. Wreszcie! Wreszcie będzie mogła go taaak dokładnie przeryć! Ciastka zabierze, rzecz jasna, ale... jeny, jeny, jeny! Cały czas się uśmiechała, nawet o piesku na moment zapomniała. Uchyliła drzwi pomieszczenia nieznacznie, rozglądając się badawczo... nic. Weszła więc do środka by bez zbędnych ceregieli... zacząć tam grzebać. Ciastka dorwała, im więcej, tym lepiej, oczywiście. Za to ile on tam miał dziwnych rzeczy! Dobrała się do szuflad. Włożyła rękę do jednej z nich i równie szybko, jak to zrobiła, wyjęła ją stamtąd z piskiem. Kto wpadł na to, żeby trzymać tam noże?! No kto? Teraz miała całkiem głęboko rozciętą od wewnętrznej strony dłoń, która na dodatek straszliwie piekła i bolała! A i krwi było trochę... dużo. Przynajmniej jak dla niej, która ostatecznie na tyle „poważnie” raniła się... strasznie rzadko. Aż łzy stanęły w jej oczach, a kilka kropel szkarłatnej cieczy spadło na podłogę. Odechciało jej się dalszych przeszukiwań. Czym prędzej stamtąd wyszła, z ręką przy ustach. Zlizała część krwi, ale płynąć nie przestawała. No cholera, co ona miała zrobić? Panika, panika, panika! Toż ona kompletnie nie miała pojęcia, jak radzić sobie z takimi ranami! Ta... ta krew... jej widok na tyle wytrącił ją z równowagi, że kompletnie zapomniała o tym, że w każdej chwili mogła się uleczyć. Popełniła błąd w ogóle wchodząc do środka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 15, 2013 2:45 pm

Nie to, że nie był chętny iść z polanki pełnej wrednych, małych istot podobnych do much, ale nie miał pewności czy nowe miejsce będzie lepsze. Zresztą i tak większego wyboru nie miał, a jeśli nie zazna oazy spokoju i nie zaspokoi głodu, to zawsze istniało inne rozwiązanie. Cóż, to oczywiście ostateczność i póki co niech siedzi w umyśle psiaka.
To, że to teraz Cysia była markotna na to, że niemalże przepasał się dziewczyną na plecach, żeby nie spadła podczas bieganiny, to już małe zmartwienie. Dobrze, że tylko w ten sposób okazywała niezadowolenie, a nie krzywdziła psychicznie czy fizycznie. Demon prawie wszędzie wyczuwał zagrożenie, to przez styl życia jaki posiadał i przez to jak inni postrzegali Białowłosego. Jego zachowanie mogło być niekiedy zbyt prowokujące, i najczęściej dlatego miał zawsze pod górkę. Na szczęście jedyny plus z tego paraliżu był taki, iż zyskał osobę przychylniejszą niż wszystkie dotąd spotkane. I to, że teraz mógł mieć schronienie na chociaż kilka godzin. Nie przypuszczał, żeby zdoła zyskać azyl na dłużej.
Kiedy znaleźli się na terenie miasta, demon zaciskał mocniej zęby, aby nie dać się wybić ze skupienia. Jak wiadomo zwierzęta mają bardziej wyczulony słuch czy węch, ale w tej chwili doskwierały mu donośne głosy. Odbierał je z pięciokrotną siłą, stąd wyraz twarzy nie mógł okazywać radości. Jeszcze to, że musiał iść na dwóch nogach (co dla niego było mniej wygodne - ale w mieście nie mógł poruszać się na czterech łapach) u boku Błękitkookiej co jakiś czas opierając się o nią... to go dyskredytowało na jakiekolwiek dalsze zasługi. Musi wrócić do zdrowia, żeby coś znaczyć w tym świecie.
Dotarli pod budynek o niezbyt przyjemnej szacie, lecz Inu nie miał zmysłu artystycznego, więc najważniejszym dla niego było to, iż był szczelny, nieprzewiewny, i jako-tako tłumił dźwięki. Dowiedział się o tym, gdy już byli w środku i Szamanka wskazała mu pomieszczenie pełne... co to takiego? Położyła go na stertę kolorowych poduch, które znajdowały się w kącie Dużego Pokoju, na co nie protestował nijak. Posłusznie oparł głowę o jedną z nich i coraz mniej wyraźnym spojrzeniem odprowadzał Cysię do drzwi. Raz jak udała się do kuchni po coś do jedzenia, a drugi raz jak wyszła, aby znaleźć się w innym pomieszczeniu. Zerknął leniwie na posiłek, był na skraju wyczerpania, lecz zjeść coś musiał, a to co miał na talerzu nie było stęchłą padliną. Ożywił się na bukiet aromatu wydobywający się z kurczaka (oczywiście mięso było surowe) i czym prędzej rzucił się na jedzenie, jakby nic nie jadł od wieków. Pałaszował mlaskając, dziamdziając i przeżuwając solidnie każdy kęs, aż został sam szkielet, dokładnie oskubany z mięsa. Brakowało też kilku kości, bo w pośpiechu i w swojej łapczywości nawet te części posiłku znalazły się w jego żołądku. Wylizał długim językiem talerz i odłożył go na bok z rysującym się na obliczu zadowoleniem.
Sielankę przerwał pisk oraz zapach krwi. Demon zerwał się z pozycji leżącej w kucki i wyprostował się lokalizując źródło problemu. Nie musiał szukać daleko, w dwóch susłach znalazł się w korytarzyku, w którym znajdowała się Cysia z ranną dłonią. Kilka kropel posoki zdążyło spłynąć na podłogę, rozgorączkowana dziewczyna wpadła w panikę i próbowała zlizać to co wypływano z uszkodzonej rączki. Długowłosego w tym momencie zamurowało. Nie dlatego, że bał się widoku krwi, ale posoka - czy to zapach czy jej temperatura różna od otoczenia - miała zły wpływ na demona. Zawsze kojarzyło mu się posoka z walką o przetrwanie, bo wtedy najwięcej przelewał własnej bordowej substancji. Od razu przybrał gniewniejszy wyraz twarzy i doskoczywszy obok Cysi rozglądał się za sprawcą zbrodni! Mógł jeszcze gdzieś tu być nożownik, więc wytężył swoje zmysły i w biegu zrobił obchód po domu - najczęściej skacząc także po ścianach. Kiedy tylko znalazł się w gabinecie jego instynkt podpowiadał, iż to miejsce jest bardzo niebezpieczne. I tak winowajcę znalazł właśnie w gabinecie, ponieważ tropił po zapachu świeżo przelanej krwi. Wydobył w dwóch szponach z szuflady zakrwawiony nóż i tak mocno go wbił do podłogi, że wystawał tylko trzon. No, teraz nie zrobi krzywdy nikomu, i tym bardziej nie tej osobie, która raczyła się podzielić swoim jedzeniem. Prychnął na narzędzie i wrócił do dziewczyny.
To trochę dziwne, że sama siebie uleczyć nie mogła, gdyż nawet nie podejmowała kroków ku temu. On sam nie znał się na tej sztuce. Jedyne co przychodziło mu do głowy to zerwanie kawałka materiału z jednej z poduszek, którą znalazł najbliżej siebie, i tym skrawkiem chociaż powstrzymać dalsze krwawienie. Sięgnął dłonią i pochwycił lekko za nadgarstek Cysi, żeby zbliżyła swoją rączkę ku niemu. Zmarszczył brwi, ponieważ rana była głęboka. Nim posoka wylała się na nowo po całej dłoni, to w wolną rękę wziął garść puchu z poduszki i przyłożył do rany, a następnie wąskim materiałem przepasał  tak, aby krew nie odpływała. Nie był w tym aż tak delikatny, brakowało mu wyczucia, lecz koncentrował się na bandażowaniu. Barwny materiał już po chwili został przytwierdzony do rany, a "sanitariusz" w miejsce opatrunku puknął palcem trzykrotnie. Taki mały zabobon, żeby szybciej zagoiło się. Puścił po tym zabiegu dłoń dziewczyny i mozolnie wrócił w to miejsce, które zostało mu wyznaczone. Ostatecznie nie zasnął, siedział tam w kuckach i chyba o czymś myślał. Może trzyma wartę, aby co złego znów nie nawiedziło tego domu? W każdym bądź razie nie odzywał się, tylko z lekko przyklapniętymi uszkami siedział w bezruchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Cze 18, 2013 4:33 pm


    Ugh... to całe zlizywanie posoki z dłoni zdaje się... nie było najlepszym pomysłem? Chociaż... ona, jej pomysły, uważanie, ostrożność i całą resztę można by podsumować w zaledwie trzech słowach – jedna, wielka kpina. I nie, to wcale nie byłaby przesada! Szczera prawda, ot. Takie to już z niej było nieszczęsne stworzenie, co by nie było, to ją taki pech prześladował. Więc... to, że coś takiego przyszło jej do łba jako potencjalne „rozwiązywanie” zbytnio dziwić nikogo nie powinno. Już nie wspominając o tym, jakie to było naiwne. Bo nie, wcale nie rozwiązało sprawy. Krew o ile na chwilę znikła, to i zaraz znowu się pojawiła, tyle samo, jeśli nie jeszcze więcej niż wcześniej, co doprowadziło ją niemalże na skraj płaczu. Jeszcze nigdy w życiu, o ile niemal codziennie zbierała jakieś nowe otarcia, czy inne, powierzchowne ranki, to nie poharatała się do tego stopnia. Jakoś tak... nie. Nie była na tyle niezdarna.... o dziwo.
    Dlatego teraz, kiedy zobaczyła tyle krwi – co gorsza, własnej krwi – strasznie się przeraziła. Ten widok naprawdę wytrącił ją z równowagi.... Fuj. I to do tego stopnia, że za nic nie przyszło jej do głowy, że w każdej chwili mogłaby się bez zupełnie jakiegokolwiek problemu. Ot, trochę czarów i po sprawie. W przypadku takiego byle rozcięcia – byle rozcięcia, które jednak przysporzyło ją o zawroty głowy na widok płynącej zeń szkarłatnej cieczy, mimo, że hemofobka była z niej żadna – nie byłby to dla niej jakiś większy kłopot. Caałe życie pod górkę...
    Cała drżąca podniosła łeb w chwili, gdy Inu znalazł się tuż obok. Zaraz, zaraz, tylko... czy na jego twarzy malował się... gniew? Tak, niewątpliwie! Ale... co? Dlaczego? Był zły na nią, czy coś? I skąd ta gwałtowna reakcja? Jedzenie mu zapewniła, tak? Nie sądziła, że na byle pisk od razu tak gwałtownie zerwie się z poduch, by przybyć na miejsce, skąd dobiegał głos. Bo i po co...? A już na pewno nie podejrzewała, że będą nim wówczas targać takie emocje. Zupełnie jakby się... przejął.
    Kto by pomyślał, huh?
    Odwróciła się niepewnie, kiedy zniknął w Gabinecie. Chciała go zawołać, powiedzieć „nie”... cokolwiek, żeby go zatrzymać. Nawet jej Yve nie pozwalał tam wchodzić, a kiedy już weszła, to i tak porządnie tego pożałowała. Oj, nie, drugi raz się tam nie śpieszyła. No, chyba, że nie sama, albo z dokładnymi instrukcjami, jak się do ciastek dobrać. Ale żeby znowu tam tak samej grzebać...? Nie. Na pewno nie! W każdym bądź razie... nie w najbliższym czasie. Jak na razie miała serdecznie dość podobnych niespodzianek, jak noże leżące luzem w szufladzie. Chociaż... teraz już jej raczej nie groził, nie? Przynajmniej nie wbity w podłogę po sam trzon... Oj, zdziwi się jej opiekun, kiedy tylko wróci. Zdziwi... i zdenerwuje. Cudowna perspektywa, nie ma co...
    Nie dotykaj! – jęknęła, próbując gwałtownie wyszarpnąć nadgarstek z jego uchwytu. Ostatecznie skończyło się tylko na zaciskaniu powiek i zbolałym syczeniu, bo demon nie dość, że nie puścił, to jakoś nie starał się o delikatność przy tym, co robił... albo nie potrafił. Na jedno wychodziło.
    Kiedy tylko uwolnił jej rękę szybko ją zabrała, a tuż po tym już... zniknął jej z oczu. Jakoś nie zauważyła, gdzie jej uciekł, była zbyt przejęta swoją dłonią, która teraz, mimo, że już prowizorycznie opatrzona, nadal nieco bolała. Dopiero po chwili zwróciła na to uwagę. Ale gdzie mógł się zaszyć? Po domu myszkować raczej nie będzie, więc... cóż.
    Ostatecznie długo go nie szukała. Tak, jak się spodziewała, znalazła go przy poduszkach, przy których zostawiła go wcześniej, ale... zachowywał się ciut... dziwnie? Zza ściany korytarzyka wyjrzała, przyglądając mu się bacznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Cze 18, 2013 6:35 pm

Musiała najwyraźniej mieć pecha większego od niej samej, skoro dość często padała ofiarą losu na zadrapania, siniaki i potłuczenia. Chyba jednak nie tak wielkiego pecha, ponieważ jej zachowanie się co do widoku krwi pojmowała tak w oczach demona jakby po raz pierwszy miała do czynienia z ciętą, głęboką i piekącą raną na dłoni. Wyczuł tą panikę w powietrzu - zwierzęta tak mają, iż wyczuwają aurę ludzką. Inu nie był tu wyjątkiem.
Na nic wołanie dziewczyny, nie przerywał prowizorycznego bandażowania, bo uparł się, że to zrobi. Ten nieco karcący ton spowodował tylko, że spiął się bardziej i zmarszczył trochę nosek, jakby nie był zadowolony, iż ktoś (nawet jeśli to była sama poszkodowana) przerywa mu z pozoru banalną sprawę. Nie, bo on musiał dobrze owinąć szmatkę z poduszki dookoła ręki, dobrze upchać wcześniej puch niczym gazę czy watę, no i wtedy mógł pozwolić Szamance na porwanie swojej dłoni ku sobie. I owszem, przejął się stanem Uzdrowicielki, bo to jedyna osoba, która nakarmiła go i przygarnęła chociaż na parę chwil pod dach. Już nie wspominając o udzieleniu podobnej pomocy w leczeniu ran na ciele demona. Pytanie nasuwa się jedno: skąd ta reakcja na krew i szybkie amatorskie zatamowanie wycieku posoki?
Kiedy tak siedział w kącie wśród dwóch dużych poduszek zdawał się nie być obecny umysłem. I rzeczywiście, starał się zapaść w stan nirwany, czy innej medytacji. Po prostu uspokoić się. Nienawidził widoku ani zapachu krwi, gdyż ciało automatycznie mobilizowało się do wymierzenia agresywności otoczeniu, a najlepiej osobie przyczyniającej się do rozlewu posoki. Teraz też był spięty, chociaż tak naprawdę najbardziej wrzało tam w środku niż na zewnątrz. Inna sprawa, iż bandażowanie rączki Cysi przypominało mu scenę z dawnego, dawnego czasu, kiedy nie był demonem, a Zmiennokształtnym. Miał bowiem siostrę, teraz nawet nie pamiętał jej imienia ani rysów twarzy... z każdym rokiem coraz mniej o niej wiedział... lecz urywkami widział kadr, w którym to jego dłonie bandażowały z pietyzmem i ostrożnością właśnie rękę siostry. Rozmazane sceny, stłumione słowa, lecz ten gest jeszcze uchował się w pamięci. Niknący obraz przed oczyma tylko zdenerwował Inu, który pochwycił w dłonie poduszkę i ścisnął mocniej szponami. Jak mógł dopuścić tak daleką przeszłość do teraźniejszości!? To było dawno, a jednak jeszcze coś w nim tkwiło z dawnego troskliwego braciszka. Prychnął cicho i odrzucił w drugi kąt poduszkę, którą ściskał, a później odniósł wrażenie, że ktoś go obserwuje. Podniósł ślepia spod gęstej grzywki, lecz nikogo nie dostrzegł. Być może dlatego, iż Cyś miała refleks i w porę wycofała głowę, albo był przewrażliwiony na punkcie, że ktoś go stale obserwuje.
Skoro miał tu zostać jakiś bliżej nieokreślony czas to przydałoby się poznać bliżej chociaż to jedno pomieszczenie, w którym został ulokowanym. Mnóstwo poduszek uniemożliwiało w pełni zgrabne przemieszczanie się od ściany do ściany (bo pazury wbijały się w miękkie przedmioty, dlatego stawiał ostrożnie swoje łapki), więc człapiąc trochę zabawnie po niestabilnym podłożu przysiadał na podłodze i spoglądał na jakiś element wystroju bądź mebel. W większości widział takie rzeczy po raz pierwszy w życiu, stąd doszło też badanie organoleptyczne, czyli za pomocą zmysłu dotyku czy czasem smaku (polizał tak swoim jęzorem drewniany stolik, jedną z poduszek i brzeg kanapy). Najciekawiej okazało się, gdy do pyska wpakował pilot do telewizora i odpalił przez przypadek czarną skrzynkę. Pierwsza reakcja nie była chwalebna - odskoczył do tyłu niczym nastraszony kociak, a druga ograniczała się do warczenia na prezentera wiadomości. Uszy położył po sobie i okrążając wielkim łukiem telewizor szukał martwego czy słabego punktu wroga. Nie mógł znieść tak głośno -bo na cały regulator- puszczonego telewizora. Wrrrr!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 22, 2013 3:03 pm


    Nie da się ukryć, że kiedy go tak zastała, w kącie, otoczonego przez walające się wszędzie kolorowe poduszki nie wyglądał na obecnego duchem. Ba, myślami zdawał się być bardzo, ale to bardzo daleko. Gdziekolwiek... ale na pewno nie w pozornie – bo tylko z zewnątrz – obskurnym domku Yvego i Cysi. Wychyliła się jeszcze bardziej. Nad czym mógł tak się zastanawiać, co? Nie miała bladego pojęcia, nad czym mogą łamać sobie głowę takie... no, cóż, demony. Zwłaszcza te psowate. Bo była pewna, że o ile zbyt rozmowny nie był, to nie wynikało to z tego, że nie chciał – no, dobra, chociaż to też mogło odgrywać jakąś–tam rolę... – a z tego, że po prostu nie był w stanie się porządnie wysłowić. Zauważyła to już wcześniej, kiedy jeszcze byli razem na tej nieszczęsnej łące. Instytut... cholera, jakim cudem ona niby tam trafiła? Naprawdę mogła być do tego stopnia nieprzytomna, że kiedy tak szła przed siebie całkowicie wyłączona trafiła nigdzie indziej, jak tylko na teren miejsca, z którego tak bardzo chciała się wyrwać? Bezsens. Wypadałoby, żeby bardziej zwracała uwagę na to, gdzie się wlecze, kiedy będzie wychodzić z domu. Nie chciałaby przecież znowu tam się znaleźć, nie? Nie chciałaby, żeby znowu ją tam zatrzymali? Oczywiście, że nie. No i potem musiałaby się z tego wypadu grubo opiekunowi tłumaczyć... Oj, bezpieczniej było po prostu bardziej uważać.
    Szybko cofnęła się w chwili, gdy zerknął w jej stronę. Uff... było blisko! Refleks miała na tyle dobry, że chyba jej nie zauważył. To dobrze! W zasadzie... co złego stałoby się, gdyby ją dostrzegł? No, co? Stoi sobie... i patrzy. Nic złego. Mimo wszystko... wolała nie sprawdzać. Nie zauważył jej? No, nie. I bardzo dobrze.
    Wychyliła się znowu dopiero po dłuższej chwili, przyglądając się jego poczynaniom z uśmiechem na twarzy. W duchu nie mogła powstrzymać się od śmiechu. W jej oczach całkiem zabawnie to wyglądało, kiedy tak starał się iść przed siebie, z tym, że poduszki „nieco” mu to utrudniały. Ona i jej poczucie humoru, uhm.
    To co nastąpiło później było niemniej ciekawe. Tego dotknął, to oblizał... Najbardziej interesująca jednak okazała się jego reakcja na... telewizor. Patrzcie no tylko, jak odskoczył! Po tym, jak gwałtownie to zrobił można by wręcz wnioskować, że się wystraszył, co było dość paradoksalne w porównaniu do tego, jak zachowywał się wcześniej. Ostatecznie... to tylko telewizor. Nic takiego. Chociaż... w sumie, to on mógł nie mieć z czymś takim do czynienia, nie? No i... wyglądał (przynajmniej po części)  i zachowywał się jak pies. A takie zwierzęta miały dość... wrażliwy słuch. A biorąc pod uwagę to, jak głośny był puszczony telewizor... cóż.
    Mimo to nie była w stanie powstrzymać z lekka rozbawionego uśmieszku, który sam cisnął się na jej usta, kiedy tak go obserwowała, jak obchodził źródło tego hałasu. Tak, jakby... o, panie, jakby szykował się do ataku! Przecież... stop... nie może! Szybciutko, potykając się o poduszki i własne nogi doskoczyła do niego i dobrała się do pilota, by natychmiast wyciszyć dźwięk z swoistą paniką w oczach.
    N–nie! Czekaj! Spokojnie! To tylko telewizor! Nie denerwuj się, co? Jak go zniszczysz, to Yve nas zabije!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 22, 2013 5:10 pm

Nie, nie byłoby nic złego, gdyby właścicielka domku i mnóstwa przedmiotów została nakryta. Być może zmieniłoby się to, iż demon nie penetrowałby tak bezczelnie nowego przybytku w jakim się znalazł za sprawą Cyś. Ale i tak prędzej czy później skusiłby się na sprawdzenie tego i owego, to byłą kwestia czasu. No... jeszcze nie okazywałby tak przestraszenia się włączonej wizji jak teraz. Jego duma znów ucierpiała widząc cwaniacki uśmieszek wszystko-wiedzącej dziewczyny, która jednak w porę powstrzymała demona od demolki sprzętu rozrywkowego. Zdobyła pilot i wyłączyła telewizor, na co młodzieniec mrugnął parokroć oczami i zbliżył się ostrożnie do urządzenia stukając lekko palcem o ekran. Nie było już tam ludzików, hm...
Na słowa nieco podenerwowanej zachowaniem Inu Czarownicy, chłopak w kimonie nadstawił uszu i nasłuchiwał. Zdawać się mogło w pierwszym momencie, że zignorował słowa dziewczyny, lecz po prostu trawił w głowie ich treść. Dopiero po paru sekundach zareagował mówiąc:
-Yve? -odwrócił oblicze od szklanego ekranu i spojrzał na Szamankę uważnie- Kto to... Yve? ...wróg?
Przechylił łeb na bok, ale uszy bacznie nasłuchiwały szmerów dookoła, jedno z nich okręcało się wokół czubka jego głowy, gdyż coś uchwyciło. A może to tylko efekt uboczny chwilowym zaskoczeniem ze strony puszczonego na cały regulator telewizora (słyszy głosy, buuu...)? Oby, nie chciał mieć problemów na przyszłość. Tak czy inaczej nie był pewny dlaczego Białowłosa tak bardzo obawiała się tego całego Yve... ktokolwiek to był, to nie da zabić Cysi, a tym bardziej sam nie umrze. To było w pewnym sensie wyzwanie, Pan Zagadka Okrutnik, którego rozdrażniłby zniszczony telewizor... hm... ciekawe... przeniósł tam na chwilę wzrok, lecz zrezygnował z tego zamysłu, gdy tylko znów zdrętwiały mu ręce i ledwo co uchronił się od upadku na twarz. Działanie cykuty było już znacznie niższe, lecz nadal trucizna płynęła w jego żyłach, stąd musiał oddalić plan drażnienia właściciela tego pudła z pilotem i zbierać siły na faktyczne kłopoty.
-Nikt nie tknąć Cyś. Nikt, Yve też.
Stwierdził pewnym głosem, wciąż korzystając z monosylabowych wyrażeń (wyjątek stanowiło tylko imię nieznajomego). Skinął głową i powoli wycofał się z miejsca sprzed telewizora do swoich poduszek. Ze względu na chwilowy paraliż obu rąk, to zdecydował się wstać na dwóch nogach i niczym zombie iść wolno do kąta. Musiał wypocząć, i to na tyle, żeby odzyskać sprawność ciała w stu procentach. Musi to zrobić póki jest spokojnie, w miarę spokojnie. Co prawda nie był u siebie -w lesie w jednej z trzech dziupli- ale postanowił i tutaj zasnąć głębszym snem niż przez ostatnie miesiące. Tak, miesiące, bo tyle czasu upłynęło, od kiedy został zamknięty na obszarze Instytutu i skazany na areszt domowy. Tam nie miał swojego legowiska, bo zaraz zlatywały się jakieś istoty i działały na zszargane nerwy Uszatego, przez co zawsze musiał być czujny.
W końcu dopadł swoje poduszki i położył się na nim wygodnie, z nieco podkulonymi nogami. Jeszcze chwilę z tej pozycji przyglądał się Błękitnookiej gospodyni, lecz powieki robiły się cięższe i zamknęły ślepia demona. Westchnął cicho pod noskiem i o dziwo po może dwóch-trzech minutach zasnął naprawdę twardo. W końcu nie marszczył brwi, jak na kogoś o raczej złej naturze miał spokojny wyraz twarzy. Nie wydawał z siebie żadnym warkotów czy pomruku, tylko dźwięk wciąganego i wypuszczanego przez nozdrza powietrza. Ciało jeszcze bardziej się podkuliło i zastygł w wygodnej pozie na jakiś czas. Nic mu się nie śniło, lecz wydawało się, iż spał zdrowym snem w najlepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Cze 22, 2013 6:30 pm

Nie wyszło tak, jak wyjść miało. Zdecydowanie. Chciał załatwić wszystko ot, za pierwszym razem, bez świadków, bez żadnych komplikacji. No ale no… nie wyszło właśnie. Głównie za sprawą Sahira, który chyba chciał skoczyć z dachu (bo ostatecznie Yve sam pewien nie był, czy przypadkiem nie siedział tylko po to, żeby się tego ohydnego piwa napić). Zamiast wypełniać zlecenie jak na dobrego pracownika przystało, posiedział sobie i porozmawiał z barmanem z „Upadłego Anioła”. Pewnie byłby zły, ale zbyt bardzo cenił sobie towarzystwo, o, innych, żeby coś takiego mogło go złościć w jakimś stopniu. Jasne, musiał przedłużyć umowę i się tłumaczyć, dlaczego, co i jak konkretnie. Zwłaszcza, że klient był naprawdę wścibski.
Yve westchnął głośno i odgarnął do tyłu brązowe włosy, jedną dłonią przeszukując kieszenie spodni. Oparł się jednym ramieniem o drzwi i… i trach! Drzwi otworzyły się same, z hukiem uderzając o ścianę, a sam elf wyrżnął jak długi i tylko miękki dywan ochronił go przed bolesnym upadkiem. Jęknął cicho i wymamrotał coś pod nosem w swoim ojczystym języku i zaczął powoli zbierać się z podłogi.
- Cyśka, dlaczego, u licha, nie zamknęłaś drzwi na klucz, jak mówiłem? – krzyknął w głąb domu, gdy udało mu się usiąść na podłodze. Zrzucił plecak z ramion i rozwiązał buty, po czym rzucił je pod ścianę niedbałym gestem. Wstał i zamknął drzwi, wcześniej jeszcze wyglądając uważnie na ulicę, czy aby nikt się podejrzany tam nie kręcił. Wsunął klucz do zamka i przekręcił, po czym wyjął go i wrzucił do kieszeni.
Podniósł z podłogi plecak i powiesił go na jednym z wieszaków na ścianie. I dopiero wtedy rozejrzał się tak dokładniej. I niemal od razu zamarł, patrząc najpierw na krew na podłodze, a później na otwarte drzwi do Gabinetu. Z iście elfią szybkością pognał do swojego Tajnego-Pokoju-Na-Wszystko-i-Na-Nic. I co zobaczył jako pierwsze? Nóż wbity w drewnianą podłogę po sam trzonek. Gwałtownie pobladł i automatycznie na jego lewym dłoni pojawiła się cięciwa z kurzu i pyłków, a zaraz po niej strzała. Yve uniósł tak uzbrojoną dłoń na wysokość swojej piersi i bardzo powoli ruszył w kierunku Dużego Pokoju. Nogą ostrożnie otworzył drzwi i zajrzał do środka. I co zobaczył. DEMONA.
Syknął cicho i zaraz zobaczył też Cyśkę, siedzącą na podłodze. Szybko dopadł od niej i jedną ręką stanowczo przesunął za swoje plecy, celując w demona zieloną strzałą. Szlag by to, u diabła.
- Nic ci nie zrobił? Wszystko w porządku? Cysia? Szybko, wyjdź najlepiej z domu, a ja się nim zajmę – mówił to powoli i cicho, by nie obudzić tego demona o psich uszach. Przełknął powoli ślinę, zastanawiając się, czy powinien może zabić go, dopóki spał. Ale z drugiej strony, to byłoby wielce niehonorowe zagranie. A Yve bardzo o swój honor dbał i go cenił. Poza tym, nie chciał zabijać żadnej śpiącej istoty, nawet jeśli ośmieliła się skrzywdzić jego małą Cysię.
Pchnął małą szamankę w kierunku drzwi, mając szczerą nadzieję, że chociaż raz go posłucha. Jak on w ogóle się tutaj dostał? Drzwiami? Pewnie tak! Ta mała szelma znów ich nie zamknęła, a on pewnie miał ochotę zjeść jej duszę, więc za nią lazł, aż trafił do domu! To oczywiste, wszystko jasne! Jakże inaczej niby miałoby być? Że niby Cyśka byłby tak nieodpowiedzialna, że przyprowadziłaby ze sobą demona do domu? Nie no, nawet ona miała dość pomyślunku… nawet jeśli nie jadła szpinaku. Ta czy siak – Yve klęczał na podłodze, cały czas przypatrując się demonowi zmrużonymi z wściekłości oczyma i wciąż celował strzałą prosto w jego głowę, gotów w każdej chwili ją uwolnić.
O nie, on nie pozwoli skrzywdzić tego małego diabła, za nic. Odpowiadał za nią, był jej opiekunem. Gdy teraz o tym myślał, to nie powinien zostawiać jej samej, bo w końcu wciąż była dzieckiem. I to takim, które czasami ma najgłupsze na całym świcie pomysły.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 23, 2013 7:37 am


    ...udało się. Telewizor, jak i wszelki inny cenny sprzęt, do którego zniszczenia lepiej byłoby nie dopuścić zważając na konsekwencje tegoż czynu – ocalone. A piesek całkiem spokojny, zdaje się. W każdym bądź razie zrezygnował z obchodzenia „ludzika z czarnej skrzynki” z położonymi po sobie uszami, które z całą pewnością nie zapowiadały niczego dobrego. W ogóle, jego zachowanie... Diabli wiedzą, może i rzeczywiście rzuciłby się na ten nieszczęsny telewizor? Byłby do tego zdolny? Jak tak na niego patrzyła... taak, pewnie tak. No, ale nic. Ze swoich zamiarów, jakiekolwiek by one nie były, najwyraźniej zrezygnował... przynajmniej póki co. I jak na razie to jej całkowicie wystarczało. Z cichym westchnieniem ulgi odłożyła pilot. Jak dotąd jeszcze sobie z nim radziła! Mało tego, uchroniła telewizor przed niechybną śmiercią z rąk... pazurów... demona! Ciekawe, co (kto...?)  będzie następną upatrzoną sobie przez niego ofiarą? No i... czy za drugim razem zdoła go w ten, czy inny sposób powstrzymać, co? W przeciwnym razie może się to dość... ehm... nieprzyjemnie skończyć. Och, to nie ulegało najmniejszym nawet wątpliwościom.
    Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę na widok jego reakcji. Czyżby znowu coś... źle? Nie... Wszystko stało się jasne już po chwili. Niemal wyłącznie cudem udało jej się utrzymać równowagę słysząc jego słowa. No bo...
    Co takiego? Yve... wrogiem? N–nie! Nie! To nie wróg. Tylko... to jakby... mój... opiekun? Właśnie! I... tak właściwie, to jego dom. Gdybyś zniszczył telewizor mógłby zdenerwować się jeszcze bardziej, a... i bez tego pewnie  będzie... z-zły... – wydukała, ze strachem myśląc o tym, co będzie, jak już elf wróci i zastanie w środku ją razem z... demonem. Czegokolwiek by w tej sytuacji nie zrobił to na pewno spokojny nie będzie. Jeszcze jak się dowie, co ona tu wyrabiała pod jego nieobecność... w Gabinecie... cholera, niedobrze! Gdyby jeszcze nie ten wbity nóż... Szlag by to, no. I jak ona mu to wszystko niby wyjaśni, tak, żeby się zbytnio... ehm... nie zirytował? I... czy to w ogóle było możliwe?
    Bez reszty pogrążyła się w pesymistycznych myślach, z których wyrwał ją dopiero głos Inu. Nikt... ha, żeby tylko. On w ogóle miał pojęcie, na co się porywał? Dwumetrowego faceta, który dodatkowo zabijał za pieniądze! Na dodatek w jego stanie, kiedy trucizna, pomimo, że znacznie słabiej niż wcześniej, nadal dawała jakieś, choćby znikome, oznaki swojego działania? Jest źle... Może... schowa się gdzieś na ten czas, co? Tak! Schowa i przeczeka! Ale... w takim razie co z pieskiem? O panie, jak ona się z tego wszystkiego wykaraska?
    Wrócił! Wrócił! Aż podskoczyła, słysząc jego krzyk już od samych drzwi. Co teraz? Jak ona mu wytłumaczy? Mogła gdzieś uciec, ale pieska przecież nie zostawi, a nawet jeśli, to prędzej, czy później – choć osobiście stawiała raczej na to pierwsze – i tak ją znajdzie i będzie musiała mu to wszystko wyjaśniać... tylko... no właśnie, jak? Jak miała to zrobić?
    Zaraz... co? W jednej chwili siedziała grzecznie na podłodze i panikowała, a zaraz została siłą przesunięta i na dodatek znajdowała się za... czyimiś plecami. Nie musiała się długo głowić nad tym, kto to był. Ot... cyrk się zaczął.
    Wymamrotała jakieś przekleństwo pod nosem w chwili, gdy została tak bezceremonialnie popchnięta przez Yvego ku drzwiom. O, nie, nie ma tak! Szybko wróciła z powrotem na miejsce, targając go uparcie za rękaw tą swoją prowizorycznie obandażowaną rączką.
    Zostaw go, no! Zostaw! Niczego mi nie zrobił! Ja... sama... znaczy się... w Gabinecie... ale to n-niechcący! I... on mi pomógł! Poza tym... zgodziłeś się na zwierzaka? Zgodziłeś! A on wygląda caałkiem jak pies! I... i jak mu coś zrobisz to... to zobaczysz, o! – rzuciła, by praktycznie uwiesić się u jego ręki. A co, nie da pieska skrzywdzić, nawet, jeśli miałaby znowu go tymi swoimi małymi piąstkami zaatakować, uhm! Chociaż... wątpiła, żeby to coś dało... tak jak ostatnio. No, ale chęci się liczą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Wojak
avatar

Fabularnie : Ariael - Przewodnik duchowy
Liczba postów : 58
Join date : 05/08/2012

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 23, 2013 9:10 am

Sprzęty póki co zostały ocalone, to fakt. Dostał też wyraźne komendy, iż lepiej nie dotykać niczego. Nie przepadał za zakazami, lecz skoro znalazł się pod dachem należącym częściowo do Czarownicy to działają jej zasady. Aż taki głupi nie był, żeby szkodzić swojemu położeniu, które w tej chwili zapowiadało się całkiem-całkiem dobrze. Jedzenie było, posłanie było, ciepło było, pełen pakiet luksusów. Więcej nie potrzebował, chociaż to drapanie za uchem... dziwne, lecz nie było niczym zbędnym. Może pojawiać się częściej takie urozmaicenie. Przydałoby się znaleźć jeszcze jakąś rzekę czy strumień wody, w której mógłby co jakiś czas kąpać się. Nie znał takich pomieszczeń jak łazienka, stąd wędrował myślami ku naturalnym źródłom wody.
Okazało się, że Yve nie był wrogiem, tylko... opiekunem? Aha, czyli coś jak Lucyfer dla demonów, skoro obawiała się go Cysia. Miała słuszne obawy, że nie będzie zadowolony z obecności demona, bo nikt oprócz pobratymców nie tolerował wysłanników piekieł. Stąd jakoś bardzo nie wzruszył się nowiną o tym, że będzie źle. Bo zawsze było źle, a tylko przez kilka chwil mógł odetchnąć. Jak teraz, w kącie, wtulony w obie poduszki. Zupełnie nie przypuszczał, iż wspomniany opiekun wróci już za moment do domu, i to z niespodzianką w postaci wymierzonej strzały w jego stronę. 
Oczywiście nie wiedział o tym, miał zamknięte oczy, lecz pierwsze wołanie nieznajomego gdy wszedł do domu i nakrzyczał na dziewczynę wybudziło młodzieńca z głębokiego snu. Nadstawił uszu i nie poruszał się, udawał, iż śpi dalej. Dalszych słów nie wychwycił dokładniej, ale wyczuwał obecność Yve w Dużym Pokoju, stąd też musiał być gotów na reakcję przybyłego. Lecz gdy usłyszał pchnięcie sporego obiektu (Szamanki) a potem powrót i dawkę okrzyków z jej strony, to już nie mógł dłużej udawać, tylko poderwał się szybko z poduch i usiadł z utkwionym wzrokiem w obie postaci przed nim.
Spoiler:
 
Nie był zadowolony, iż przerwano mu sen, więc cichy, głęboki pomruk wydobywał się z jego zamkniętych ust. Nie objawiał większego gniewu, może dlatego, że słowa Cysi odniosły się do jego sytuacji. Nie był do końca pewny na ile wysoki elf posłucha swojej podopiecznej, ale nie zepsuje jej protekcji swoim zachowaniem. Jakby nie patrzeć - może mieć tu raj na ziemi, jeśli tylko zachowa odpowiednie pozory. Naprawdę możecie nie wierzyć, ale tak bardzo skupiał się na tym, żeby nie wskoczyć na Yve, iż nawet pomruk ucichł. Zwierzęta wyczuwają nastawienie innych osób, a Niebieskooki nie był zachwycony widokiem demona. Gdyby był to nie zechciałby "poczęstować" Inu zieloną strzałką z dłoni. Inna sprawa, że nie był całkiem sprawny fizycznie, na szczęście miał jeszcze inne atuty, dotąd nie pokazywane obecnym.
Siedział więc w kuckach i lustrował bacznie ślepiami oboje postaci, z nieco oklapniętymi uszami. Nie chciał przyjmować całej dawki krzyków na siebie, gdy już mu dość huczało w głowie. Dobrze, że ruszył nieco szarymi komórkami i nie zaatakował. Rady Fausta nie poszły na marne, lecz niezmiernie ciężko było demonowi zachować spokój. Niech opuści tą broń, bo jak tak dłużej będzie celować nią, to odgryzie mu rękę - przynajmniej taki scenariusz ułożył w kudłatym łebku. To nic przyjemnego być na muszce i tylko czekać na zachowanie Yve. Złote ślepia bardzo głęboko utkwiły w patrzałkach obecnych, jakby chciał przeniknąć do ich umysłów, co w rzeczywistości nie dało się zrobić. Wzrosła czujność do stu procent.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 23, 2013 9:57 am

Ani myślał, by zdjąć demona z celownika, ale… gdy mała szamanka uwiesiła się na jego ręku, automatycznie przestawiła kierunek lotu strzały tak, że teraz elf celował w jedną z poduszek. Ze zdziwieniem odwrócił głowę w kierunku dziewczyny z miną wielce zbitą z tropu. Ba, zagubioną nawet, jakby do końca nie zrozumiał, co ona chciała mu powiedzieć przez to, co powiedziała. W rzeczywistości zbił go z pantałyk fakt, że mała czarodziejka właśnie mu oznajmiła, że demon – DEMON – będzie jej zwierzaczkiem. Nie ujęła tego może i dokładnie w taki sposób, ale… ale to niczego nie zmieniało, bo właśnie w takiej formie odbijały się jej słowa w głowie elfa.
Bardzo powoli opuścił dłoń i oparł ją o dywan. Cięciwa wraz ze strzałą rozpłynęły się gdzieś w czasie tej drogi. Yve przyglądał się Cyśce ze zbyt zdziwioną miną, by ktokolwiek mógł zarejestrować na jego twarzy choćby szczątkowy gniew. Pomału przeniósł spojrzenie na demona i tym razem jemu posłał tak samo zdumione spojrzenie. Wodził między nimi wzrokiem przez dobrą chwilę. Raz jedno niebieskie ślepie, a raz dwa złote. Z klęczek po prostu opadł na miękki dywan i przejechał dłonią po czole, zdychając bardzo głęboko. Raz, i drugi. A później znowu. Ot tak żeby móc się uspokoić i naprawdę nie krzyczeć… nie chciał krzyczeć, ale nie potrafił się nie złościć. Och, tak – bo był w tamtej chwili bardzo wyprowadzony z równowagi. Może nawet za bardzo. Na chwilę zasłonił oczy i zamknął je, wciąż oddychając głęboko i powoli. Bardzo się cieszył w jakiś sposób, że nikt nie próbuje mu przeszkodzić, gdy usilnie starał się uspokoić.
- Cyśka… - zaczął zadziwiająco spokojnie. Może nawet zbyt spokojnie. – Nie możesz mówić, że on jest twoim zwierzaczkiem, bo jest demonem – przerwał na moment i odetchnął raz jeszcze. – A demony z reguły nie są zwierzaczkami, tylko takimi samymi istotami, jak, o, ty – dodał i odjął dłoń od swoich oczu, by znów mogła wylądować na dywanie.
Bardzo udręczonym wzrokiem spojrzał na demona przed sobą i uważnie mu się przyjrzał. Nie no, tylko ktoś rak postrzelony jak Cysiadło, mógł wymyślić sobie, że przygarnie psowatego demona pod swój dach i nazwie go zwierzaczkiem. Nikt inny nie byłby na tyle lekkomyślny… albo pomysłowy, zależy jak się na to spojrzy. Bo nawet Yve, chociaż jeszcze tego po nim widać nie było, wiedział, jakie byłyby plusy przygarnięcia demona do domu. Na razie chciał po prostu wyjaśnień, niczego więcej. Później, kiedy w końcu całkowicie się uspokoi, zacznie myśleć, co zrobić z tym dalej. I jak. Zgodził się na pieska, ale… ale na pewno nie na takiego! Z drugiej strony – czy nie wyszłoby na to, że skłamał, gdyby teraz się nie zgodził? Zerknął na małą szamankę kątem oka i westchnął. Po raz enty tego dnia i w ciągu najwyżej dziesięciu minut.
- Nie wiem, jak do tego właściwie doszło, więc żądam wyjaśnień – stwierdził, po czym przeniósł spojrzenie znowu na demona, który już ani na niego nie warczał, ani nic. – Wybacz za celowanie w ciebie strzałą, byłem pewien, żeś wrogiem. Jestem Yve – oznajmił i z tymi słowami wyciągnął prawą dłoń do demona.
Tak, najpierw wszystko trzeba wyjaśnić. A uprzejmość to zazwyczaj była najlepsza droga do osiągnięcia kompromisu. Rzecz jasna, o ile to nie była Cyśka, bo z nią kompromisów ustalać się nie dało. Ale przecież ten demon to nie ta szelma, może chociaż on racjonalnie mu wyjaśni, co właściwie się stało, jak i kiedy. I, co również było bardzo ważne, dlaczego. A później, kiedy wszystkiego się już dowie… kiedy w końcu wszystko zostanie ustalone, wyjaśnione, doprowadzone do ładu, gdy dojdą do kompromisu… On już pokaże tej małej szelmie, że to jednak ON rządzi w tym domu. Nawet już na skraju umysłu zaczynały się kotłować jakieś najstraszliwsze kary na świecie – dla niej, rzecz jasna, bo dla normalnych osób wcale nie byłyby takie złe. A teraz krzykiem i tak niczego by nie rozwiązał, jedynie Cyśka rzuciłaby się na niego z tymi swoimi lichymi pięściami, demon z zębami…. A wtedy wzrok Yvego – jak on mógł do tej pory nie zauważyć?! – napotkał prowizoryczny opatrunek na dłoni podopiecznej. Bardzo szybko, ale zarazem z największą delikatnością, złapał ją za nadgarstek i przyciągnął rękę pod swój nos, po czym spojrzał najpierw na demona, a później na małą czarodziejkę.
- Jak to zrobiłaś? – zapytał powoli, jednak tym razem już całkowicie załamanym tonem. Chryste panie, przecież ta dziewczyna się kiedyś zabije przez swoją nieostrożność…
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Cze 23, 2013 2:39 pm


    A niechby nawet dotykał lizał, czy co mu się tam żywnie podobało... dopóki by nie gryzł i nie drapał, to nie miałaby mu niczego za złe. W końcu to dość oczywiste, że skoro w tak krótkim czasie znalazł się w zupełnie nieznanym mu miejscu, to starał się w nim, w ten, czy inny sposób, zorientować. Tak długo, jak nieśpieszno mu było do niszczenia czegokolwiek – było dobrze. Chociaż... jakie to miało teraz znaczenie? Cokolwiek wątpiła, żeby w takiej sytuacji elfa uspokoiła to, że telewizor był, mimo czyhającego nań wcześniej zagrożenia, cały. Taaak, poważnie w to wątpiła. Pewnie tylko jeszcze bardziej by się zdenerwował, gdyby próbowała w ten sposób odwrócić jego uwagę od tego, co się działo, zamiast się uspokoić. Efekt... co najmniej niepożądany. Chociaż... jak tak teraz na niego patrzyła, to raczej nie wyglądał tak, jak gdyby wściekał się na nią za to, że demona mu do domu przywlekła. Bardziej na... zdziwionego. No co? Zwierzak, jak zwierzak. Może tak nie do końca, ale... liczył się sam fakt. Nie miała pojęcia o co mu chodzi. Zgodził się przecież! I owszem – w jej oczach, gdyby się teraz wymigiwał wyszłoby na to, że faktycznie skłamał. A tyle razy się zarzekał, że co to, to nie, że on nie kłamie, bo to złe jest, a zresztą nawet nie umie i nie jest mu to do szczęścia potrzebne... też coś. Kłamczuch, kłamczuch i tyle. A wymówki wymówkami.
    Zerknęła kątem oka na Inu, słysząc cichy pomruk z jego strony. Tak jakby... nie wyglądał na zbyt zachwyconego tym, co się działo, mimo, że póki co zachowywał się całkiem... spokojnie. Ba, nawet umilkł, jedynie przypatrując się im bacznie. Tak, jak gdyby miał jakiś inny wybór, huh. No nic. Jak na razie jeszcze nie było wcale tak źle. I krzyki się, póki co, skończyły... Może jednak uda się jej jakoś Yvego przekabacić!
    Przeniosła spojrzenie z „pieska” z powrotem na jej opiekuna, zaniepokojona tonem jego głosu. Spokój? Niby dobra rzecz, ale... Już wolała go, kiedy się irytował, czy co tam. Spokój z jego strony nie wróżył niczego dobrego. Już raz miała okazję się o tym przekonać. Drugiego nie przewidywała.
    Jak chcę, to, o, mogę. I będę. Skoro niczym się nie różni ode mnie, czy od ciebie i faktycznie jest „taki sam” to nie miałeś żadnych powodów, żeby celować w niego z tych swoich głupich strzał! Jak nie we mnie, to w niego... – mruknęła, marszcząc z niezadowoleniem nosek. – Obiecałeś mi pieska, a teraz się wymigujesz. A to podobno ja ciągle kłamczę, nie ty! – obruszyła się, zakładając ręce na piersi. Ale jakby kto pytał, to ona jest ta zła, niedobra, co nic, tylko łże! Oszustwo takie, na dodatek jakie perfidne! Na tyle ją to zaaferowało, że nawet zupełnie nie zwróciła uwagi na to, jak wodził oczyma od niej, po demona. Ba, zdawała się to zupełnie ignorować. No właśnie... zdawała. Kątem oka nadal na nich ciekawsko zerkała. 
    Teraz mu się wyjaśnień zachciało? Pff... Chociaż... Może gdyby mu to jakoś przystępnie przedstawiła, to ostatecznie jednak na takiego pieska by się zgodził, co? Skoro tak... to co stało jej na przeszkodzie, hm?
    ...znalazłam go. Na łąkach, na terenie Instytutu. Był sparaliżowany, więc mu pomogłam i przywlekłam tutaj. Zresztą... on też mi pomógł! I... z ręką... i na tej łące w sumie też... no, w oogóle! – urwała, zagryzając nerwowo dolną wargę. Nie do krwi, ale... no bo jak inaczej miała mu to wytłumaczyć, co? Nigdy nie była dobra w takich rzeczach. Zresztą, tak po prawdzie, to nawet nie chciała tego robić. Ale się postarała, tak? To już samo w sobie powinno się liczyć!
    A, niech sobie kary wszelkiej maści wymyśla... tylko żeby się przy tym zbytnio nie zmęczył, bo szkoda by było. I tak gdyby wiedziała, co mu tam chodzi po głowie, to co najwyżej by się żachnęła. Co? Znowu zagoniłby ją do papierów? Bez żartów... Kantowałaby. Zresztą... Nie bała się tych jego kar. Wcale. Ba, nie wierzyła nawet, że jakąkolwiek z nich byłby w stanie wcielić w życie. Zwłaszcza tą najbardziej oklepaną, co to traktowała o „złojeniu jej skóry”. Bzdury takie. Wyolbrzymiał i tyle...
    Cholera! Zostaw! Nie dotykaj! – z piskiem szarpnęła się ręką, kiedy ją tak za nią złapał. Co prawda był przy tym o wiele delikatniejszy od demona i nawet tak nie bolało, ale i tak jej się nie podobało to, co robił. Wcale! Zmarszczyła nosek i uciekła przed nim wzrokiem w bok, z miną typowego, naburmuszonego dziecka.
    Grzebałam w gabinecie. W szufladach jakichś. No i... tam był nóż. Zresztą, teraz już ci się raczej nie przyda, bo Inu wbił go w podłogę, tak całkiem–całkiem. Trochę podłogę zabrudziłam, kiedy tak mi krew leciała. W ogóle... to twoja wina jest. O.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   

Powrót do góry Go down
 
Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie
» Domek z modeliny (MG: Austria)
» Markowy sprzęt do Quiddicha
» Dom, domek, domeczek.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: