IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 01, 2013 10:11 pm

Mała chatynka, która wygląda jakby ktoś na siłę wcisnął ją pomiędzy dwie wysokie, choć równie obskurne kamienice. Dwa okna umieszczone od strony ulicy są zabite deskami i wyglądają, jakby nikt ich nie ruszał od wieków. Prawda jest taka, że z łatwością można je otworzyć.
Drzwi frontowe również nie wyglądają zbyt dobrze. Jakby ktoś chciał je rozwalić ze trzy razy, ale jakby jakimś cudem jednak nikomu nie udało się ich do końca rozwalić. W środku domek również nie jest duży, ale wygląda... przynajmniej o trzy nieba lepiej niż z zewnątrz.
Podłogi są wykładane ciemną boazerią, zwykle nieskazitelnie czystą, dodatkowo przyozdabiają ją miękkie dywany. Ale w domku są, niestety, tylko takie pomieszczenia - duży pokój ogólny (w którym poszczególne strefy są od siebie oddzielna parawanami), kuchnia (nieduża, prawdę mówiąc...), korytarzyk, łazienka i taki tam zamknięty wiecznie na klucz pokój, do którego Yve wchodzi sam i zabrania Cysiadłu za wszelką cenę (albowiem jest to niesamowicie tajny pokój, w którym przyjmuje klientów i gdzie przechowuje całą swoją broń).
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 01, 2013 10:43 pm

- Otwórzcie się, no! Dalej, dalej, daleeej! Głupie drzwi! - darła się, męcząc się z wejściem. Chciała do środka, ale nie! Toż to niesprawiedliwość jest jawna! Właściwie, nie miałaby tego problemu, gdyby trochę wcześniej nie zgubiła klucza do mieszkania. Szczerze mówiąc nie miała nawet bladego pojęcia, jakim cudem mogło się to stać. Cały czas miała go przecież przy sobie, w kieszeni... tak przynajmniej myślała. Do czasu. Ot, zagląda do kieszeni, jednej, drugiej, ale klucza nie ma: puff, zniknął. Kopnęła drzwi jeszcze raz, zdenerwowana. CIOS Z GLANA, HA! Teraz na pewno się złamią! Już... jeszcze... trochę! Nie. Jednak nie. KUŹWA.
Gdzie był Yve w tym czasie? No gdzie, ja się pytam? Jej krzyki usłyszała już pewnie cała dzielnica, a w tym miejscu... cóż, zdaje się, że raczej nie powinno się tak wychylać. Ale gdyby jej opiekun był w domu, to mógłby jej przecież otworzyć, nie? Podła, złośliwa szuja. Czasem miała ochotę mu coś zrobić! A była pewna, że on jest w środku. Nie było jej krótko, raczej wątpliwym było, żeby w tym czasie zdążył wyjść... prawda? Powiedzcie mi, że to prawda. Proszę. Błagam. No to się przecież nie może tak skończyć! Kopnęła drzwi jeszcze raz, tak o, ostatni, po czym odwróciła się do nich plecami i się o nie oparła. Zaczęła gorączkowo myśleć nad tym, jak dostać się do domku. Drzwi? Nie da rady. Okna... co ona będzie się z oknami męczyć? Jeszcze gdyby nie były zabite... a tak? Pfffy. Bez żartów. I nagle ją olśniło.
KOMIN.
Uznała to za wielce błyskotliwy, godny jej geniuszu pomysł. Korzystając z wyrw, w których kiedyś zapewne znajdowały się cegły i wspomagając się nieco zaklęciami stosunkowo szybko dostała się na dach. Spojrzała ze zwątpieniem na komin. No do cholery. Akrobatką żadną przecież nie jest. Szybko się męczyła, już ta wspinaczka nieźle ją rozłożyła, nawet pomimo tego, że zbytnio się przy niej nie wysilała - magia to jednak wielce przydatna rzecz. Ale... komin? Będzie przecież cała brudna i... i w ogóle... no nie!
Z drugiej strony... specjalnego wyboru nie miała. Poprawiła bandaż na ślepiu, przełożyła nogi na drugą stronę i zsunęła się w dół w dóół, szykując się na co najmniej dość twarde lądowanie. Jakież było jej zaskoczenie, gdy tak się nie stało! Nie czuła, by nadal spadała. A jednak, siedziała na czymś... no, całkiem wygodnym! I na pewno nie twardym. Co tam, że była cała czarna i w sadzy... Tylko oczy było jej widać. Nawet śnieżnobiałe włosy stały się zupełnie ciemne... i w tej chwili coś sobie uświadomiła.
O BOŻE.
TO JEST YVE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 01, 2013 11:07 pm

Yve był... zmęczony. Przez cały dzień, prawdę mówiąc, a mówiąc jeszcze prawdziwszą prawdę - to sam nie miał pojęcia, dlaczego właściwie czuł się tego dnia tak, jakby ktoś wypruł mu wnętrzności. Na dodatek, gdy tak sobie spokojnie porządkował papierzyska, to Cyśka sobie gdzieś poszła. No masz, a powinna pomagać. Kto to widział - miała go wspomagać w takich tam uczynkach, a koniec końców to nie robiła chyba nic. No nawet sprzątać za bardzo nie umiała, niezdara jedna.
Tak więc Yve - gdy już nie mógł znaleźć dla siebie żadnego sensowniejszego zajęcia, zaczął krążyć sobie po dużym pokoju i co jakiś czas mruczał do siebie coś niezrozumiałego.
Dawno żadnych zleceń nie miał... A to było bardzo, bardzo niedobre. Jeśli pójdzie tak dalej, to w końcu cała gotówka się skończy i dopiero będzie problem! Za coś trzeba będzie rachunki płacić, żarcie kupować, broń... i ciastka. Elf zamartwiał się tym przez cały czas - choć i tak nie pozwalał sobie na pokazywanie tego komukolwiek. Czasami nawet zastanawiał się nad tym, czy może by tak jednak zacząć odpowiadać na telefony, gdy chodziło o normalne sprzątanie.
Ale działo się tak tylko w przypadkach naprawdę ciężkich. Yve jeszcze nigdy w życiu tego nie robił i, miejmy nadzieję, naprawdę sam nie chciał. Taka hańba...
W pewnym momencie - ziewnął.
Ot tak, jak ziewa sobie umarty lub nieumarty, gdy jest tak bardzo znudzony, że jest gotów nawet spać pójść, byleby od nudy się uwolnić. Tak więc... w sumie dlaczego spać się nie położył do tej pory?
Yve, całkowicie ignorując fakt, że znajduje się całkiem daleko od swojego materaca, walnął się na dywaniku, tuż obok kominka i zamknął oczęta, by już chwilkę później zasnąć w najlepsze.
No i spało mu się całkiem smacznie, gdy tu nagle... ŁUP.
Coś spadło na niego z pełnym impetem. No, gdyby to jeszcze ciężkie jakieś było, no to dobra. No ale toto akurat było całkiem lekkie, jak na jakiś pocisk o mocy śmiercionośnej. Prawdę mówiąc, to Yvego nawet to nie zabolało... ale otworzył jedno oko, coby obaczyć, co to takiego miało być.
POTWÓR. Goblin jakiś, to pewne!
Całe to czarne było, osmalone czy nieumyte - nie wiedział. Za to zerwał się na równe nogi i od razu zaczął żałować, że nie miał ze sobą broni jakiejś porządnej. Przez cały dzień chodził sobie po domu ot tak, no bo po co? A tutaj coś takiego!
- Nie ruszaj się, bo cię zastrzelę! - krzyknął, formując w powietrzu strzałę. Chociaż szczerze wątpił, żeby toto posłuchało albo zrozumiało chociaż.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 01, 2013 11:45 pm

To wszystko przez niego! Jego, jego, jego wina! No bo kto to widział: spać na dywanie, przy kominku? Mało ma miejsca w domu? Może i ma jako-takie problemy z pieniążkami, ale to o niczym nie świadczy. Na łóżko, czy też chociażby coś w tym guście chyba było go jeszcze stać, hm? To mógłby się łaskawie tam z leniwym dupskiem zawlec, a nie. To niech się teraz gupek nie dziwi! Przecież powinien się już dawno zorientować, że to jest Cyśka, no. Po takiej to nigdy nie wiadomo, czego się można spodziewać. Raz drzwiami, raz oknem... czemu by nie kominem? To taka ciekawa alternatywa przecież. Ciekawe, co też jeszcze uda jej się w przyszłości wykombinować... hm, hm. MOŻE PO PROSTU CENTRALNIE PRZEZ DACH? Albo przez taką... taką wyrwę w suficie... moment. Czy to nie brzmi ciut znajomo?
Wcale, że nieprawda! Ona umiała bardzo dużo rzeczy. Te skarpetki nieszczęsne pewnie też by mu zacerowała, gdyby odpowiednio do sprawy podszedł. A, że nie umiał, to już inna sprawa. Przecież doskonale wiedział, a przynajmniej powinien, skoro już tyle czasu zmuszony był do użerania się z Cysiadłem, że dla ciastek była gotowa się poświęcić: jakkolwiek, warto dodać. Ale... dopóki nie przyszło mu to do głowy żyło jej się wcale nie najgorzej. Za dużo do roboty nie miała, czasem nad tymi nieszczęsnymi papierkami przysiadła, ale ogólnie, to raczej zbytnio się nie męczyła! I dobrze. Odpowiadał jej taki układ, nawet bardzo. Ciekawe tylko, jak elf to znosił. Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiała. Powinna pewnego razu zrobić taki... o. Taki dzień dobroci. Ale... to dopiero w odległej przyszłości! O ile, rzecz jasna, do tego czasu jeszcze coś z tego domu zostanie. Jak mówiłam, po niej można się wszystkiego spodziewać...
Gdy ten się zerwał ona się, niestety, przewróciła. Nie byłoby w tym w sumie nic złego. Ten dywan, to rzeczywiście okazał się całkiem-całkiem miękki. Szkoda tylko, że w tym momencie szczęście ją opuściło i uderzyła główką o wcale nie taką miękką... podłogę. Wydarła się. Bolało! Podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła rozmasowywać obolałą łepetynkę. Przy tym zrobiła się taka jakby... mniej czarna? No ba! Nawet białe różki było jej widać! Zaklęła pod nosem paskudnie.
- A tylko byś spróbował! - odkrzyknęła. No po głosie to już chyba powinien ją rozpoznać, nie? Ale i tak nie podobało jej się, że mierzył do niej z tych swoich strzał. Wcale a wcale. Do innych? Proszę bardzo, droga wolna. Ale nie do niej. Przeczłapała mu pod nogami - to wszystko przez ten szpinak! - szybko wstała i wdrapała mu się na plecy, oplatając jego szyję rękoma w morderczym uścisku. Co tam, że teraz też pewnie będzie brudny. Czy to jej problem? - Głupeeeek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 02, 2013 12:04 am

No ale po kiego czorta wlec się taki kawał drogi na materac, jak można było spokojnie rozłożyć się na dywanie? Dywan mięciuchny, przyjemny... Nawet ciepły, można by rzecz nawet. Po co się przemęczać i kłopotać na darmo?
Właściwie... Yve nie był pewien, czy to coś, co najpierw ryknęło jak Cyś, a później zaczęło krzyczeć jak Cysiadło, faktycznie Cyśką było. No bo w końcu nigdy nic nie wiadomo - mógł to być jakiś nieumarty, który faktycznie chciał dybać na życie elfa i po prostu postanowił przybrać w tym celu wygląd tego małego potwora. Kto raczył wiedzieć?
Poza tym, dlaczego Yve miałby niby podejrzewać, że jego mała podopieczna wpadnie do domu przez komin. W końcu mogła wejść jak każda inna istota - przez drzwi. Ale nie! Bo i po co?
Koniec końców, elfowi potrzebna była krótka chwila, żeby całą sytuację przekalkulować i wybrać najlepsze wyjście. Mógł uznać, że to faktycznie Cyś i zachowywać się normalnie. Ale mógł też przyjąć, że to nie Cyś i zachowywać się... no wrogo, w każdym razie.
A samego Yvego ten układ wcale nie męczył. Przywykł. Zawsze robił wszystko sam, więc fakt, że Cyśka też mało co robiła mu nie przeszkadzał. No, jednym wielkim minusem było to, że czasami pochłaniała niesamowite ilości jedzenia. zwłaszcza, gdy spojrzało się na to, jak mała była. Rany, rany... wszystko przez to, że nie chciała jeść tego szpinaku. Nawet w ciastkach!
Yve zamrugał kilka razy bardzo szybko, gdy ten mały potwór wdrapywał mu się na plecy. Nic z tym nie zrobił. Teraz to był pewien, że nikt inny nie jest na tyle bezmyślny, żeby próbować o atakować tak bezpośrednio. Rozszczepił swoją strzałę i wszystkie drobinki umknęły we wszystkie strony świata.
A Cyśka zawisła na elfich plecach i zacisnęła ręce na jego szyi... z tak zabójczą siłą, jak ugryzienie mrówki.
- A bym spróbował! - krzyknął. I złapał wrednego diabła za nadgarstki. Jednak zaraz przestał, przypominając sobie, że przecież ten złośliwiec cały w sadzy jest. - Cyśka! Jesteś cała ubabrana sadzą! Jak tyś do diabła tutaj wlazła? I... i... do wanny. Masz się wymyć i to już!
Ale przypomniał sobie, że teraz i on jest cały w tym czarnym czymś znacznie później. Buczał pod nosem i bardzo stanowczym gestem zdjął Cysiadło ze swoich pleców, lecz nie postawił jej na podłodze. Przecież nie chciał wszystkiego wybrudzić! Tylko tak ją trzymał na wysokości swojej twarzy, żeby mogła zobaczyć, jak bardzo jest niezadowolony.
- Gdybyś jadła szpinak, to miałabyś więcej oleju w głowie - burknął. Szpinak, to według Yvego, to był niezawodny sposób na wszystko. Na siłę, wzrost, inteligencję... no na wszystko.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 02, 2013 12:32 am

Taaak, oczywiście. Dywanik mięciuchny i przyjemny. Do czasu, gdy takie czarne niewiadomoco spadnie na ciebie niewiadomoskąd podczas, gdy ty śpisz. Rzeczywiście, nie warto było się przemęczać. Dobrze, że to-to takie chude było i niczego mu nie zrobiło. Wolała nie myśleć o tym jak mogłoby się to wszystko dla niej skończyć, gdyby zbytnio go pokiereszowała. Brrr. Mogłoby być co najmniej niemiło! Nie zamierzała drugi raz tak ryzykować. No, chyba, że... znowu zgubi klucz. Ale cóż... Na następny raz powinien już być przygotowany! Albo przynajmniej sypiać nieco dalej od kominka. Chociaż, wtedy nie wiadomo, czy ona sobie przypadkiem czegoś nie zrobi. Zakładając, rzecz jasna, że go to w ogóle obchodzi.
Jaki tam z niej mały potwór? Wcale, że nie! Była całkiem... grzeczna. Hahaha~ Dobra, sama w to nie wierzę. Ale jest rzecz, co do której nikt nie powinien mieć najmniejszych wątpliwości: co by nie było, ona zawsze mogła stać się GORSZA. Tak, to nadal możliwe. I co wtedy, hm, no co? To lepiej już mieć takiego... no... w miarę nieszkodliwego... potworka w domu, niźli męczyć się z prawdziwym diablęciem! O.
No i zapewne weszłaby przez te nieszczęsne drzwi, gdyby tylko miała klucz! Co ona mogła za to, że go zgubiła gdzieś po drodze? To przecież nie jej wina! No... może... ale tylko trochę! Każdemu mogło się zdarzyć. Szkoda tylko, że to zapewne nie był ostatni taki raz. Dobra, koniec. Nie jej wina i tyle. Zawsze mógł jej te drzwi otworzyć. Mocny sen? O jejku, trudno, no bywa. Mogłoby go to postawić w dość nieciekawej sytuacji gdyby ktoś go takiego śpiącego zaskoczył.
Co tam, że niesamowite ilości jedzenia pochłaniała od razu... ważne, że od tego nie przybierała na wadze, ha! W przeciwnym razie elf mógłby się już z tego dywaniku nie pozbierać. Niech się cieszy tym co ma lepiej, ot. A szpinaku jeść nie będzie i koniec! Siłą go w nią nawet nie wmusi. Nie ma bata. Ona się nie da! Wszyscy przecież doskonale wiedzieli, że szpinak to najgorsza plaga dzisiejszych czasów. Nie żaden tam złoty lek na wszystko. Fuj, fuj, fuj.
- A byś nie spróbował, o! I nawet tak nie mów! - zdenerwowana zaczęła się miotać, starając się wyszarpnąć trzymane przez niego nadgarstki. Wkrótce nawet nie musiała się tak szamotać, bo nie dość, że je uwolnił, to na dodatek zdjął ją z pleców i trzymał teraz tuż przed sobą. Wyszczerzyła się złośliwie wysłuchując wszystkich jego pretensji, po czym... najzwyczajniej w świecie dmuchnęła go w nos i zaczęła się śmiać. Nie myślała o tym, jak zareaguje.
- Skoro sadzą, to podejrzewam, że przez komin. Ale pewna nie jestem. A ty jak sądzisz? - przechyliła pytająco głowę. Widać było, że cała ta sytuacja zaczęła ją niesamowicie bawić. Trudno orzec, czy jego też. W każdym bądź razie: raczej w to powątpiewała. - Kluuuucze zgubiłam! A ty, głupku, nie otwierałeś. Nikt ci nie kazał spać przy kominku!
Na jego słowa o szpinaku zmarszczyła zabawnie nosek. Zwykle tak robiła, kiedy coś jej się nie podobało. Wystawiła mu wymownie język. Taka była jej odpowiedź, ha! Teraz niech ją jeszcze puści, to pójdzie się umyć, z miłą chęcią wręcz. Ta sadza zdecydowanie przestała jej odpowiadać~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 03, 2013 11:32 am

O, Yve miał już pewną nawet teorię dotyczącą pochodzenia Cyśki. Był niemal całkowicie przekonany, że Cysiadło tak naprawdę jest demonem, ale przybiera taki niepozorny wygląd dla zmyłki. Z całą pewnością. Przecież toto niemożliwe, żeby takie małe coś było tak okropne samo z się. Przynajmniej elf był co do tego święcie przekonany. Widział silnie wielu umartych i nieumartych, którzy okrucieństwem i złośliwością przerastali Cyśkę, ale wszyscy mieli bardziej odpowiadający temu wygląd! No bo jak to tak?
No a drzwi otworzyć... spał! O, a jak ktoś śpi to nie należy go budzić, a zwłaszcza gdy tym kimś jest ktoś taki jak Yve! Co by było, gdyby tak rozbudzony tylko w połowie, rzucił się na Cyśkę z bronią jakąś? O tym to już pewnie nie pomyślała. A spać może przecież tam, gdzie mu się podoba, w końcu to jego dom.
A jak tak dalej pójdzie, to Cyśka wyskoczy w kuchni przez piekielne wrota nad kuchenką i wszystko wybuchnie. Zaraz... Piekielne wrota? Zabrzmiało dziwnie znajomo, no ale nieważne.
A co do szpinaku, to czasami Yve planował uczynić najgroźniejszą rzecz na świecie - zacząć wytwarzać ciastka ze szpinakiem i cichaczem podsuwać je Cyśce. Może w końcu by toto urosło i krzepy nabrało, bo jak na teraz to nawet jak pstrykała w czoło, to nie bolało, na bambusowe listki. Nic a nic. A gdyby tak pojawił się ktoś w pobliżu? Elf wątpił, że udałoby jej się obronić. O, pewnie jeszcze by go sprzedała za odpowiednią ilość ciastek, o! No ale co poradzisz? Poniekąd Yve czuł się za nią odpowiedzialny, więc... ech... ciężkie stało się jego życie, odkąd Cysiadło się w nim pojawiło. A przynajmniej znacznie cięższe niż dotychczas.
- A będę tak mówił, o! Silnie nie myślałaś chyba nad tym, jak do domu wejść, o - odparł, mrużąc oczy w osławionym geście irytacji.
A później Cyśka dmuchnęła w nań dymem i to byłby koniec całkowity. Yve zamknął oczy i odwrócił się na pięcie, wciąż z Cysiadłem na rękach, by pomaszerować w stronę łazienki.
- Sądzę, że będziesz przez cztery godziny bez przerwy układała papierzyska - burknął w międzyczasie. O, Yvego wcale to nie bawiło. Wcale a wcale! Przecie ten mały głupek mógłby się nieźle pokiereszować, gdyby jego tam nie było, o. Wyrżnięcie w czystą podłogę z takiej wysokości za przyjemne nie było na pewno. Ani zdrowe.
- A jak nie papierzyska, to cztery kilogramy szpinaku - dodał po namyśle krótkim. W końcu będzie musiała wybrać którąś opcji, a Yve wątpił, żeby szpinak chciała zjeść. A więc zagoni ją do papierzysk i będzie jeszcze jej pilnował, ha ha.
Drzwi do łazienki otworzył bezceremonialnym kopniakiem i wszedł do środka, by chwilę później wsadzić Cyśkę do wanny. Całą. W ubraniu. Z rynsztunkiem.
- Wglądasz jak kocmołuch - oznajmił dobitnie, zapominając, że Cysiadło jego również nieco wynurało. - A gdybyś miała dość oleju w głowie, to otworzyłabyś te piekielne drzwi za pomocą magii, o. Gdybyś jadła szpinak...
Ale w tym momencie przestał. Dlaczego? Otóż zobaczył w lustereczku to, jak sam wygląda. Przejechał dłonią po twarzy, nieświadomie jeszcze bardziej wszystko rozmazując.
- Za godzinę widzimy się w Gabinecie - dodał na odchodnym.
Gabinet był to osobisty pokój Yvego. O tak, tam było wszystko - broń, papiery, tajne pokłady szpinaku i ciastek... wszystko.
Wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi Jakże to dziwnie wyglądało po tym, jak wcześniej nogą je otwierał...
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 03, 2013 1:54 pm

Ciekawa teoria, nie ma co. Naprawdę. Mógłby się nią z Cysią chociaż podzielić. Najpierw by taka sobie grzecznie stała, wysłuchała jego wizji do samego końca z nieskrywanym zainteresowaniem i absolutną powagą… by gdy już skończy okrutnie go wyśmiać. Ale to wcale nie byłoby takie złe, jak się wydaje! Po prostu… ona? Demonem? Nigdy w życiu~ Może bywała nieznośna… czasem… często… zawsze? Ale hej, nic więcej! Zresztą, zdaje się, że Yve już nauczył się to znosić, więc nie ma problemu, prawda? Trzeba tylko pilnować, żeby nie stała się gorsza niż jest obecnie i wszystko będzie okej! A tak nawiasem mówiąc – nie był jedyną osobą, która podejrzewała, że dziewczę się z czeluści piekielnych wywodzi. Wypadałoby, żeby kiedyś im wszystkim wbiła do głowy, że to fałszywe oszczerstwo jest i ona sobie nie życzy takich oskarżeń! Oczywiście, jej zachowanie przy czymś takim mogłoby ich tylko utwierdzić w tym przekonaniu, no ale… cóż. Ona po prostu nie umiała inaczej~ A co do tego wyglądu… kiedy zamierzasz siać wszędzie wokół śmierć i zniszczenie nie ma znaczenia to, jak się prezentujesz! A to, że akurat ona prezentowała się dość, hm, niepozornie, było poniekąd jeszcze bardziej złe, prawda? Taka niecna zmyłka, ha! Trzeba mieć po prostu odpowiednie podejście do sprawy.
A co za różnica, czy to był on, czy ktoś inny? No… niby jego zajęcie nie było takim o, zwyczajnym, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie! I nie ma sensu się zastanawiać nad tym, co by było gdyby, bo nie jest i koniec. Wystarczy, że jeśli rzuciłby się na nią z bronią to zadbałaby o to, żeby jego życie było najprawdziwszym piekłem i to aż do samiuchnego końca! Wydawało mu się, że już teraz jest tak tragicznie, że gorzej nie będzie? O, to by się jednak zdziwił.
Poważnie? Sądził, że będzie sobie bezkarnie podsuwać jej ciastka ze szpinakiem i ona niczego nie zauważy? NIEDOCZEKANIE! Przecież ona kochała ciastka i nienawidziła szpinaku! Nie było szans na to, żeby się nie zorientowała. Musiałby to jakoś porządnie zakamuflować, żeby się nie kapnęła~ Ciekawe, czy by z tym sobie poradził. Bo gdyby dotarło do niej, czym on ją tu podtruwa, to zapewne nie pozostałaby mu dłużna, oj nie. W każdym bądź razie, były to niesamowicie śmiałe plany! Jednakowoż wcielenie ich w życie mogło przysporzyć mu nieco kłopotów…
Oczywiście, że by się obroniła! Zawsze pozostawały przecież te jej moce nieszczęsne, nie? Dałaby sobie radę, a on by się jeszcze zdziwił, o. A życie z nią na pewno nie było takie ciężkie. Nie mogło! Nawet z trzymania jej pod swoim dachem musiały być jakieś korzyści, no. Czasem pomagała mu przecież z tymi papierami, z przerwami co prawda, ale nawet to się liczy – miała dobre chęci! I… skarpetkę jakąś też mu zaceruje… kiedyś tam. Nieważne.
Wolę papierki~ – rzuciła szybko. Dajcież ludzie spokój: cztery godziny układania jakichś-tam świstków lub CZTERY KILOGRAMY SZPINAKU? Toż to niebagatelna ilość jest! Zresztą, nawet gdyby była tego świństwa zaledwie odrobina ona i tak by tego nie tknęła. A w to, że przez cztery godziny będzie ślęczała nad tymi papierzyskami całymi, to chyba nawet on sam nie wierzył. Oczywiście, trochę przy nich posiedzi… a potem przerwa. Długa. A po niej to już może zapomni… albo się jakoś wywinie… a jak nie, to już od bólu znowu się za to weźmie, ale później. Hm… a co by było, gdyby pewnego razu zrobiła to, ale tak o, sama z siebie i dobroci jej serduszka? Um, zły znak raczej. Mniejsza.
A ty wcale nie wyglądasz lepiej ode mnie – oznajmiła złośliwie, szczerząc się do tego bezczelnie. Och, jakże ją bawiła jego mina, kiedy zobaczył się w lustrze, a do tego jeszcze bardziej wszystko pogorszył chwilę po tym! Nie, on był po prostu niereformowalny. I jeszcze jak cichutko drzwi zamykał, jejku! Początkowo chyba o tym nie myślał, skoro nie widział nic złego w otwarciu ich tak o, z kopa. Interesujące~
Po jego wyjściu wypełzła z wanny. No przecież w ubraniach myć się nie będzie! Właśnie ściągała glany, gdy...
O – zdołała tylko z siebie wydusić, niesamowicie zdziwiona. Zgadnijcie bowiem tylko, co się w jej butach kryło! A, klucz. Co prawda nie miała pojęcia jakim cudem się tam znalazł, niemniej jednak wcale jej to nie obchodziło, ważne, że się znalazł. Odłożyła go na bok, na widoku. Nie chciała go znowu zgubić, ani po raz kolejny pakować się do środka przez komin. Co to, to nie.
Po paru minutach bezszelestnie wylazła, względnie czysta, zmierzając jednak do siebie, a nie, jak można było się spodziewać, do Gabinetu. Po co miała tam iść? Przystanęła jednak wpół kroku. Ostatecznie rzadko tam bywała. A oprócz papierów kto wie, jakie on tam rzeczy kryje, co? Nie zaszkodzi się temu bliżej przyjrzeć! Niezwłocznie zatem udała się w jego stronę, by, nawet bez pukania, uchylić minimalnie drzwi tegoż pomieszczenia i przez szparę zajrzeć do środka.


Ostatnio zmieniony przez Marcysia dnia Pią Mar 15, 2013 11:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 03, 2013 8:40 pm

Yve właśnie poniekąd dlatego nie zdradził Cysiadłu swojej teorii – oczywiste się nań wydawało, że się to diablęcie wyprze wszystkiego i jeszcze będzie bezczelnie mówić, że to on, Yve, kłamczy cały czas. A przecież on wychowany w swojej Szmaragdowej Kolonii w puszczy głębszej niż ciemność ostatnia i w izolacji przed zepsuciem całego świata – kłamczyć nie umiał. Nawet nie znał odpowiednika takiego słowa w swoim języku. Kłamstwo. Co toto być miało niby?
Tak czy inaczej – w Szmaragdowej Kolonii nikt nie kłamczył nigdy, to i Yve tego nie robił. Nie wiedział powodu. Lepiej nie mówić nic, niż coś czego nie było. O.
A sam elf nigdy w życiu nie zamierzał siać chaosu czy zniszczenia. Prawdę mówiąc, to reszta świata go jakoś tak średnio obchodziła. Wiec póki Cysiek będzie niszczyła wszystko, co nie należy do Yvego lub jest mu potrzebne czy drogie, to nawet się tym nie będzie przyjmował.
No chyba że przez takie rzeczy zacznie brudna na obiad przychodzić, o. Wtedy to by nie zdzierżył i może nawet spełniłby te swoje wszystkie okrutne groźby, o. no bo jak to tak – niech sobie wszystko niszczy w spokoju, byleby w domu czysto było. A tak? Niech sobie robi, co tam jej się zechce.
Ho ho, a niechby kto tylko próbował zmienić życie Yvego w piekło! Hoho, jak nic – zostałby bardzo boleśnie utopiony. I to w piasku. Elf już ten swój żywot, który prowadził cały czas i teraz, uważał za całkiem godny pożałowania i gdyby jakoś się dało, to by go… no zmienił i już. Dopisałby do swoich oszczędności kilka zer, chatkę przeniósł do dzielnicy lepszej i lepiej odpowiadającej godnym warunkom życia i pewnie przestałby bawić się w coś takiego, o.
- Ha, wiedziałem! – wykrzyknął tryumfalnie Yve, gdy Cyś tylko wspomniała, że wolałaby papierki. O tak, przygotuje jej te najgorsze, gdzie trzeba czytać, i liczyć, i myśleć. Żeby się czegoś nauczyła, o. I jeszcze sobie usiądzie obok, żeby jej pilnować. Nie będzie żadnych przerw ponadprogramowych, o nie. Kara to kara. I już.
Gdyby to jemu ktoś zaproponował coś takiego, to wybrałby szpinak i już. Jedyny problem jaki mógłby wystąpić, toto, że Yve urósłby jeszcze trochę. Wtedy to chyba w domu by się przestał mieścić… cztery kilo szpinaku… tyle siły, tyle wzrostu, tak dużo inteligencji…
Yve, zaraz po tym jak już wyszedł, skierował swoje kroki ku kuchni. Cyśka zajęła łazienkę, wiec mowy nawet być nie mogło o tym, żeby w spokoju się wykąpać i zmyć tę sadzę. Dlatego elf postanowił, jakże błyskotliwie, że przemyje twarz i umyje włosy w zlewie. Pod kranem. Co właściwie było bardzo trudnym zadaniem, zważywszy na jego całkiem nietęgi wzrost. Zrzucił z siebie kwiecistą koszulę i spojrzał na zlew w kuchni.
Zrzućmy kurtynę miłosierdzia na tę scenę…
Yve siedział w swoim gabinecie. Zrezygnował ze swoich kolorowych koszul i teraz siedział sobie w czarnej bluzce z podwiniętymi rękawami. Na dodatek włosy wciąż miał z deka wilgotne, więc miejscami przyklejały mu się głupio do czoła. Masz ci los.
Tak czy siak – czekał na Cysiadło.
A gdy ta tylko zajrzałą do środka przez szparę w drzwiach, Yve skinął na nią dłoń.
- Chodź. Papiery są gotowe już – oznajmił i wskazał tą samą dłonią ogromną stertę papierów (niektóre nawet podgryzione były… nie wnikajmy).
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 03, 2013 8:57 pm

Co nie zmienia faktu, że to i tak było, przynajmniej w jej mniemaniu, niesamowicie niesprawiedliwe. A kłamstwo… kłamstwo bywało czasem bardzo przydatne~ Pozwalało się wywinąć od niechcianych obowiązków na przykład. Nie rozumiała osób, którzy nigdy nie łgali. Poza Yvem chyba nawet takich nie znała. Każdemu się czasem coś wymsknęło, czy to celowo, czy to takie o, zwykłe przejęzyczenie, którego później z jakichś skomplikowanych powodów nie można się wyrzec. Tylko on jeden był taki jakiś nie tego. Ale co tam! Może jak jeszcze trochę z nią pomieszka, to w końcu zdoła sprowadzić go na zła drogę kłamstwa i obłudy, mwhahahah! Tak, tylko musi się do tego odpowiednio przygotować i wszystko będzie pięknie. Na pewno.
Miałby spełnić swoje groźby? Niedoczekanie! I co by zrobił? Język jej urwał? Nie, na pewno nie! Nie-e! Nie posunąłby się aż do tego… prawda? Ona się na to nie zgadzała i koniec! Skoro już czuł się za nią odpowiedzialny, to chyba nie mógł jej w ten sposób krzywdzić, co? Niech jej wymyśla te jakieś kary, czy tu mowa o czterech kilogramach szpinaku, czy też o czterech godzinach siedzenia nad papierzyskami, czy też jeszcze czymś innym, ale kuku by jej nie zrobił, ot, nie i koniec~ A najwyżej ona by mu jeszcze oddała, bo i czemu nie? Skoro on jej może, to ona też powinna i nikt nie będzie miał jej tego za złe. Takie jej pokrętne myślenie.
Czytać, liczyć, myśleć… o matulu. Co za podły tyran. Okrutnik. Aż brak słów. Czytanie to jeszcze okej, nic złego. Myślenie? Przeżyje. LICZYĆ? Fufufufufu. Nie ma bata, ona się tego nie podejmie, umrze jeszcze na samym początku. I ostatecznie wyjdzie na to samo, że sam będzie się musiał ze wszystkimi tymi swoimi papierkami męczyć, bez nawet – choć nikłej, to jednak zawsze – pomocy Cysiadła. A przerwy i tak jakoś na nim wymusi. Jeszcze zobaczy. Nie da rady inaczej i tyle.
Westchnęła ciężko pakując się jednak dość niechętnie do pokoju i zamykając za sobą po cichu drzwi. Nie mogła się powstrzymać od parsknięcia śmiechem na widok Yve. Podeszła do niego niczym skazaniec i… zamarła. Tam było tego całe mnóstwo! Aż jej się oczka rozszerzyły ze zdumienia. I że ona niby miała to wszystko skończyć mieszcząc się w czterech godzinach? Spojrzała na niego jak na kompletnego wariata. Czy on się na pewno dobrze czuł? Uderzył się o coś może, gdy wstawał, kiedy na niego spadła? A może to w tej kuchni miało miejsce jakieś tragiczne zdarzenie, o którym ona nie wiedziała? Trudno orzec. W każdym razie wystarczy, że miała go za kompletnego czubka.
- To… wszystko? Głowa cię boli, czy coś? Na pewno dobrze się czujesz? CZTERY GODZINY?
Boże, niech się teraz okaże, że to jakiś zły sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pon Mar 04, 2013 5:49 pm

O, nie. Kogo jak kogo, ale Yvego na tę wstrętną droga kłamstw sprowadzić by było bardzo, bardzo ciężko. Prawdę mówiąc, to coś takiego graniczyło z cudem. Elf po prostu nie widziałby powodu, żeby kłamać. W jakimkolwiek celu. Zwłaszcza, że przywykł do wyrażania się bezpośrednio sposób, że to bywało czasami bolesne. No i po co mącić, czy coś, gdy można sobie być prostolinijnie szczerym, ot co. Nawet Cysiadłu Yve nie dałby się tak omotać, by zacząć kłamczyć. O nie. Nawet najzwyklejsze przejęzyczenie starał się wyjaśniać, każdą pomyłkę... Bo jeszcze ktoś pomyślałby, że on nieuczciwy jakiś i może jeszcze okrada, ot tak, sam dla się. A to prawdą nie było, o.
A kto wie, czy kuku by zrobił, czy nie zrobił. Wściekły Yve zmienia się w żądną sprawiedliwości bestyję, którą powstrzymać są w stanie jedynie moce silnie wyższe. A takie siły wyższe, to musiałby mieć przynajmniej 210 centymetrów, coby być wyższymi od Yvego. A jak wiadomo, raczej niewiele osób potrafi osiągnąć taki wzrost. Przynajmniej tutaj. Gdy mieszkał w spokoju w swojej ojczyźnie, to i tak należał do tych niższych elfów. Reszta, jakkolwiek to było możliwe, miała przynajmniej 230. Jedynie Yve się wybijał swoim niskim wzrostem. A Opiekunka mówiła, że to przez to, że jego ojciec nie pochodził z Kolonii, ale z Zewnątrz. No ale mniejsza. Zły Yve, to Yve nie znający litości ani skrupułów, o.
Elf uśmiechnął się bezczelnie – bardzo nawet, zważywszy na to, jaką minę Cyśka miała – i teatralnie oparł się o biurko. Ot, trochę jak siły wyższe.
- To wszystko, owszem – odparł dobitnie. A po chwili dodał jeszcze (jakby mu mało było). – To kara. Kary muszą być surowe, bo inaczej wszyscy byliby słabo wychowani i nie wiedzieli, co toto jest konsekwencja. No to masz. Mogłaś sobie pomyśleć, bo mogłaś zamek magią otworzyć, a nie przez komin – zakończył i skrzyżował ręce na piersi.
Rozparł się wygodnie na krześle i wyciągnął nogi daleko, nawet za biurko, bo się pod nań nie zmieściły. I wbił w Cysiadło spojrzenie przeszywające niczym igła i prześwietlające jak rentgen. O nie, będzie jej pilnował, i już.
- Zero przerw i ciastek, dopóki nie skończysz, o – dodał jeszcze i odgarnął z czoła mokre włosy.
Sam też chciał się czymś produktywnym zająć - bo chyba by nie zdzierżył, gdyby tak ktoś tylko w jego obecności pracował, a on nic. Dlatego też na biurku przed nim leżała cała kolekcja sztyletów - i tych srebrnych, i tych normalnych. Należało je porządnie wyczyścić i umyć, a później w spokoju namoczyć w wodzie święconej.
Przy okazji mogło to nieco mobilizować Cysiadło do pracy. I może tak zaczęłaby się w końcu słusznie bać Yvego?
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pon Mar 04, 2013 6:14 pm

Oj tam, bo wstrętna od razu. Nie miał bladego pojęcia o czym mówił, o. A poza tym, to działało w obie strony. Ona również bowiem nie przypuszczała, by przez to, że nie miała innego wyboru i chcąc nie chcąc jest skazana na jego towarzystwo nagle stała się osobą niesamowicie szczerą i uczciwą. Intrygująca to wizja, jednakowoż całkowicie nierealna. Chyba, że za każde zgodne z prawdą stwierdzenie dostawała by od niego po ciastku, o! Ale na dłuższą metę tak…? Niee. To by mu chyba ciastek nie wystarczyło.
No nie zrobiłby i już, a przynajmniej nie jej. Innym proszę bardzo, ale jej nie wolno. Nie przypominała sobie nawet, żeby kiedykolwiek na własne ślepka widziała go takiego „złego”. Zdaje się wręcz, że jeszcze nie miała tej, cóż, wątpliwej przyjemności~ Co więcej, wcale jej ten fakt nie przeszkadzał. Ba, nawet nieco cieszył i całkowicie odpowiadał! Nie potrafiła go sobie takiego wyobrazić i nie próbowała. Nie chciała. Dopiero wtedy, gdyby miała okazję go takiego ujrzeć zaczęłaby się go bać, ale nie prędzej. A ponieważ póki co tego nie doświadczyła bez obaw dalej sobie bezczelnie rozrabiała ile wlezie! Nie mieściło jej się w tym rogatym łbie, że byłby w stanie coś jej zrobić. A takie tam kary, to pikuś. Jak się przyłoży… to da radę. Na pewno! Musi. Chociaż zaczynała w to wątpić, kiedy spoglądała na cały ten stos z nieskrywaną niechęcią. Dopiero teraz zauważyła też, że niektóre kartki były… ponadgryzane? Uniosła nieco brew zdziwiona tymże odkryciem. Co on niby z nimi takiego robił, że doprowadził je do tego stanu? Zresztą… nie, nawet jej to nie obchodziło. Chciała tylko szybko to załatwić, żeby mieć to wszystko z głowy. Oczywiście, nie obędzie się bez małego kantowania. Tylko… czemu on nie wychodził? Że niby będzie jej teraz pilnował? O ludzie, miejcie litość, tylko nie to. Łaaa… W pierwszej chwili odwróciła się do drzwi tęsknie i zerknęła na Yve kątem oka. Wyglądała, jakby oceniała, czy zdąży do nich dobiec, zanim on ją złapie. Westchnęła ciężko. Nie. Chyba jednak nie. Taka szkoda…
- Nie zrobię tego wszystkiego w cztery godziny… - mruknęła. Zaś na jego wywód o karach wywróciła tylko oczami. W ogóle go nie słuchała~ Ocknęła się dopiero, kiedy wspomniał o kominie. Zmarszczyła nosek i skrzywiła się – wyraźnie nie przypadło jej do gustu to, że nadal jej to wytykał. Ba, byłaby wdzięczna, gdyby w ogóle już do tego nie wracał, zrobiłaby tylko swoje a potem ległaby i poszła lulać. Ale nie. Bo on musiał. Podlec.
- Tak, tak… - rzuciła lekceważąco. Zrezygnowana usiadła , wzięła trochę papierów, dorwała coś do pisania i zaczęła czytać. Ledwie zaczęła, a już jej się żyć odechciewało. Dlaczego to było takie ciężkieee… Aż zaczęła się zastanawiać nad tym szpinakiem. Ciekawe, czy mogła jeszcze zmienić zdanie? Jej uwagę przykuły dopiero jego kolejne słowa. Aż podniosła wzrok. Gdyby mogła zabijać spojrzeniem, to on już by pewnie nie żył. – Żadnych… co? Jak to żadnych?! To nieuczciwe! Nie zrobiłam niczego takiego, no! Nieee bądź takii! Yve, noo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Mar 05, 2013 8:15 pm

Ha, Cyś nie bała się Yvego nie tylko dlatego, że nie widziała go, gdy był zły. Nigdy też nie miała okazji, żeby zobaczyć elfa w czasie żadnej z jego misji. Wtedy zdawał się znacznie bardziej przerażający - nie był wściekły, ale spokojny. Śmiertelnie poważny. I to dosłownie - należało pamiętać, że powaga u Yvego równała się niebezpieczeństwom. A tak? Zwykł śmiać się, albo narzekać, lecz i tak nie było to pozbawione rozbawionej nuty.
Elf wzruszył ramionami, słysząc lament Cysiadła. Phi, też coś. Jak się nie uwinie w cztery godziny, to posiedzi przy tym dłużej. Jakoś nie widział w tym nawet najmniejszego problemu czy choćby jego namiastki. Jemu wydawało się to wszystko absolutnie jasne. A jeśli ta tutaj miała jakieś obiekcje, no to... no cóż, to już raczej nie problem, a nie Yvego, ot to.
Dlatego też zmarszczył brwi i rozłożył bezradnie ręce w teatralnie dramatycznym geście.
- No to cóż, będziesz siedzieć, aż skończysz - odparł i wyszczerzył się paskudnie, ukazując niemal wszystkie zęby. Zero litości. Ta mała diablica śmiała wybrudzić jedną z jego ukochanych koszul w najulubieńsze kwiatuszki. Toż to skandal!
A Yve lubił wytykać innym różne błędy. Zwłaszcza, gdy sam przy tym jeszcze musiał ucierpieć. Wtedy to już całkiem - był gotów zanudzić taką nieszczęsną istotę na śmierć. Ot, co.
- Nie ma żadne "no nie bądź taki, Yve", o nie - odparł elf z nutami irytacji w głosie. Dobrze wiedział, że jeśli Cyśka zacznie jęczeć swoim najbardziej błagalnym tonem i jeszcze popatrzy na niego, jakby ją uderzył czy coś, to... to pewnie by pękł jeszcze. Dlatego na wstępie starał się być tak stanowczy, jak tylko się dało.
- Tym razem odbębnisz całą karę bez przekrętów. Mówię, a jak ja mówię, to tak ma być, o - zakończył i zamknął oczy, wygodniej rozkładając się na krześle.
Lewą dłonią odgarnął wilgotne włosy z czoła, a następie skrzyżował ręce na piersi z naburmuszoną miną. Ot co, w jego własnym domu nikt go nie słuchał. Przecież to był skandal przynajmniej, doprawdy!
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Mar 05, 2013 8:59 pm

I bardzo dobrze, że go takiego nie widziała. Wtedy musiałaby bowiem skończyć z tymi swoimi „dziecinnymi wygłupami”, a taka wizja wcale jej się nie podobała! Lubiła droczyć się z nim, drażnić i doprowadzać do białej gorączki. Z chęcią też obserwowała jego reakcje, wybuchała śmiechem i myślała o tym, jakby tu jeszcze uprzykrzyć mu życie. Czyli tak ogólnie, to chyba o wszystkim, tylko nie o tym, o czym powinna: a mianowicie tym, że nie przygarnął jej tu ot tak, z czystej dobroci serca po to, żeby go teraz tak bezczelnie męczyła. A jeśli nawet myśl taka choć na chwilę pojawiła się w jej główce to szybko znikała. Nie miała ochoty się nad tym dłużej zastanawiać, ani zmieniać swojego zachowania. Podobało jej się tak, jak było, nawet, jeśli o nim nie można było tego powiedzieć! Ale no, mieszkanie z taką złośnicą jak ona musiało mieć chyba jakieś plusy, hm? W przeciwnym razie pewnie już dawno wywaliłby ją na bruk, a przynajmniej ona postąpiłaby tak na jego miejscu. Wierzyła, że jednak nie było mu tu z nią tak źle, o.
Ależ się przejął! Najpierw wzruszył ramionami, a teraz jeszcze rozłożył ręce i szczerzył się do niej tak okrutnie. Wstręciuch. Mało miał tych swoich koszul, co? A teraz przez to, że jedna się trochę, um, pobrudziła, znęcał się nad niewinną, biedną Cysią, na dodatek w tak koszmarny sposób. TO był dopiero skandal. Nie inaczej.
To się dobrali, nie ma co. On wytykał, a ona tego nie znosiła. Pięknie, doprawdy. Ciekawe tylko, jak daleko uda im się zajść na takim układzie. I kto pierwszy skapituluje.
Haha, a ona wiedziała, jak go złamać! Taak, miała to już w główce dokładnie zakodowane. Wyuczyła się tego już dawno temu. Ale ostatecznie jednak trochę chciała mu pomóc z tymi papierkami. Chociaż, rzecz jasna, nawet sama przed sobą by się do tego faktu nie przyznała!
- Jesteś okropny – mruknęła zawiedziona i westchnęła ciężko wracając do roboty, kompletnie zrezygnowana i wbiła w leżący przed nią stos nienawistny wzrok. O nie. Ona się nie będzie go o nic prosiła, tak się nie bawimy. Jeszcze się zdziwi. Zrobi to wszystko raz-dwa, a on tak będzie gały ze zdumienia wywalał, o tak! Już to widziała oczyma wyobraźni. Doprawdy, piękny widok. Dobra, teraz miała motywację. Zdeterminowana zaczęła szybko kreślić długopisem tam, gdzie trzeba, co jakiś czas przygryzając nerwowo jego końcówkę. Szło jej całkiem zręcznie, co było dość dziwne zważając na to, jak bardzo nie cierpiała tej pracy. Wkrótce zapomniała nawet o tym, że Yve znajduje się tuż obok. Kompletnie pogrążyła się w tym, co robiła. W głowie cały czas miała ten cudny obrazek, jego zdziwioną buźkę, wprost nie mogła się doczekać, aż w końcu to ujrzy, haha~
W końcu straciła poczucie czasu. Oczywiście jej wydawało się, że minęły już całe godziny, ale kto to wie, jak to tam było naprawdę. Leżący przed nią stos, wcześniej ogromny, teraz drastycznie się zmniejszył. A ona tak diabelnie się przy tym zmęczyła. I oczy ją piekły. I rączki bolały. Nie zwracając na nic uwagi wypuściła długopis z dłoni i położyła łepek na jednej z kartek, do których początkowo zamierzała się zabrać tak, jak do wszystkich poprzednich, z tym, że obecnie przeszła jej ochota… na cokolwiek. Zupełnie. Objęła się rękoma i zamknęła ślepka. Ona już skończyła. Przynajmniej póki co. I teraz czas na przerwę, czy to się elfowi podoba, czy nie. Zresztą, to bez znaczenia, bo i tak zdążyła się już kompletnie wyłączyć.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Mar 05, 2013 9:41 pm

Ha, uprzykrzanie życia Yvemu miało bardzo złożony wymiar. A przynajmniej powinno. W końcu on należał do tych osób pogodnych z usposobienia i w sumie nie tak łatwo było go wyprowadzić z równowagi czy rozwścieczyć. Przynajmniej z pozoru. Takiemu Cysiadłu wychodziło to silnie dobrze, chociaż nawet sam elf nie miał pojęcia dlaczego. No bo w końcu nie robiła nie wiadomo czego, ani nawet nie dokuczała mu za bardzo, tylko czasami miała takie... drażniące rzeczy do powiedzenia czy zrobienia. Jak choćby to wejście przez komin.
W Szmaragdowej Kolonii nikt nigdy nie wpadłby na taki pomysł. Nawet gdyby były tam kominy...
I wtedy Yve złapał się na jednej rzeczy - ostatnio wiele rzeczy porównywał z tym, jak było w jego domu. Czy to możliwe było, żeby zaczął tęsknić? Nie no, to to raczej było przynajmniej niemożliwe. W końcu sam chciał stamtąd się wydostać jak najszybciej. Taka nuda... No ale nie musiał pracować, żeby mieć wszystko. Z drugiej strony, tam nie było wielu rzeczy, które mógł znaleźć tutaj. Jak choćby ciastka. No i nie był pewien, czy mógłby zabrać tam Cyś - bo jakoś nie mógł sobie wyobrazić, żeby ją zostawić - no i czy by się zgłosiła. Pewnie tylko doprowadziłaby do załamania nerwowego wszystkich mieszkańców... no ale mniejsza.
Ha, Yve też nie zamierzał się poddawać. Ha ha, to nie było w jego stylu. Wycofywanie się z zadania? Nie ma mowy, ot co.
- Tak, wiem - odparł beznamiętnie i uśmiechnął się z rozbawieniem, gdy Cysiadło odwróciło się z zawiedzioną miną i zabrało się za papierzyska.
I odetchnął z ulgą, tak po cichu.
Dobrze, że to diable nie protestowało ani nic, czy choćby próbowało w jakiś sposób się opierać, bo źle by wtedy było, oj źle. Pewno by się złamał, ha. A tutaj sama się zabrała za to i to bez szemrania, dziwne...
No cóż, Yve w tym czasie zajął się bardzo dokładną konserwacją broni. W końcu musi być idealnie przygotowana, na wszelki wypadek. Nawet ot tak, gdyby jakiś wstrętniak zaatakował go w parku i chciał okraść.
Elf również zatopił się w swoim zajęciu i przemyśleniach maści wszelkich (których lepiej w sumie nie przytaczać ot tak, dla zabawy). Także nawet nie zauważył na początku, że Cyś przysnęła sobie na papierzyskach. No bo kto by przypuszczał, że da się tak w ogóle?
- Cyś...? - rzucił, podnosząc w końcu wzrok. Westchnął cicho i wstał od biurka.
No spała. Ewidentnie znajdowała się w objęciach Morfeusza. Toteż Yve, nie mogąc zdzierżyć, że zasnęła na podłodze - i to nie na dywanie - bardzo delikatnie, coby mendy nie obudzić, wziął na ręce. Otworzył drzwi nogą - w sensie nacisnął stopą klamkę i ruszył do dużego pokoju. Ułożył Cysiadło na kanapie i nakrył szczelnie kocem (coby się nie zaziębiła przypadkiem... wstrętna diablica), a sam położył się na dywanie, po drodze zgarniając jakąś książkę historyczną. I zaczął czytać, a co.
Powrót do góry Go down
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Wto Mar 05, 2013 10:19 pm

Co tam, że pogodny! Dla takiej Cysi to nie stanowiło absolutnie żadnej różnicy. Nieważne było, czy miała do czynienia z osobą, co to jej banan z pyska nie schodził, czy też wprost przeciwnie. Albo jeszcze z jakimś takim spokojnym typem. Ona była w stanie każdego doprowadzić na skraj załamania nerwowego. I to nawet, kiedy o tym nie myślała, ani specjalnie się pod tym względem nie wysilała. To tak jakoś wychodziło, samo z siebie. Rzecz silniejsza od niej! Cóż miała poradzić, że ona tak kochała denerwować innych i grzecznie spoglądać sobie z boku, jak rwą sobie włosy z głowy, kompletnie rozchwiani? Nie rozumiała też, co on widział takiego drażniącego w jej wparowaniu do domu przez komin. Ostatecznie była już umyta, czysta, a na dodatek nikomu nic się nie stało. I niczemu. Wszystko było w porząsiu i na swoim miejscu~
Ona za swoim domkiem nie tęskniła, odkąd go tylko opuściła. Ani razu. Czasem wracała do tych czasów myślami, ale to nie była tęsknota, skąd. Zwykle w trakcie takich rozmyślań, gdy tylko zorientowała się, nad czym właśnie się głowi natychmiast marszczyła nosek i się opanowywała. Nie wspominała tego dobrze i cieszyła się, że się stamtąd wyrwała. A tu było jej taaak dobrze! O wiele lepiej, niż mogłoby jej być w tym nieszczęsnym instytucie. Z takiego założenia przynajmniej wychodziła. Nikt nie zapewniłby jej tam tylu ciastek. No i nie czerpałaby takiej radości z denerwowania innych nieśmiertelnych. Z Yvem było śmiesznie. Niby się nie dawał, a przynajmniej się starał, ale i tak nie wytrzymywał i kończyło się tym, że poległ. A ona nie przestawała, nie odpuszczała i za każdym razem to samo.
Ha, jeśli tak na to spojrzeć, to ona by się chętnie do Szmaragdowej Kolonii razem z nim wybrała, o! Wizja doprowadzenia do szału tamtejszych mieszkańców wydawała się niesamowicie kusząca. Może udałoby mu się nawet na dłuższy czas od niej uwolnić. Tylu by ich tam przecież miała na głowie, że kto wie, czy nie dałaby mu spokoju, hm? Właśnie. To dobry pomysł. Gdyby tak podstawił jej kogoś, kogo mogłaby irytować, co całkowicie odciągnęłoby jej uwagę od Yvego. Mógłby to kiedyś wcielić w życie, jeśli by już nie wyrabiał~
A czemu nie miałaby zasnąć sobie tak o, po prostu, na podłodze? Nie na dywanie, tak jak on wcześniej? Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Tych świstków miała tak dużo, wszystko to takie nudne, powieki same opadały. W takiej sytuacji raczej nie przejmujesz się tym, że to podłoga i nie czołgasz się specjalnie aż do dywaniku, żeby dopiero tam się rozłożyć. Zresztą, była zbyt leniwa. A ta podłoga ostatecznie była nie taka twarda. Wystarczająco w każdym razie, żeby mogła sobie bez jakichkolwiek przeszkód przysnąć.
Jego zawołanie oczywiście z odpowiedzią się nie spotkało. Leżała tak, jak leżała, nawet nie drgnęła. No, lekko się poruszyła, ale to dopiero wtedy, kiedy wziął ją na ręce. I jeszcze później, kiedy ją na kanapie położył, przewróciła się na drugi bok, kuląc się przy tym. Gdyby była bardziej przytomna zapewne gwałtownie by zaprotestowała. Nienawidziła koców. Teraz jednak nie bardzo miała jak to zrobić. Zresztą, to bez znaczenia, bo i tak po chwili leżała niemal całkowicie odkryta. A pomyśleć, że tak szczelnie ją okrywał, ha. Ale nie zaziębi się raczej. W ogóle, rzadko chorowała. Chociaż… za zimnem to ona nie przepadała. No, zobaczymy.
Ta kanapa była mała. Przynajmniej jak dla niej. Powinien chyba wiedzieć, że ona zawsze się wierciła, hm? Raz głowa jej zwisała, a włosami dosłownie zamiatała podłogę, a teraz częściowo leżała na kanapie, a częściowo na ziemi, z rozchylonymi ustami na dodatek. Dłoń miała schowaną w białych włosach, grzebiąc sobie tak przez sen. Często tak robiła, taki jej odruch, którego nie była w stanie się wyzbyć. Zaczęła mruczeć coś niezrozumiałego.
Obudziła się dopiero po jakimś czasie. Leniwie się przeciągnęła, czego zaraz pożałowała, gdyż w efekcie zwaliła się całkiem na podłogę przy czym - bo jakże by inaczej - zaryła łbem o ziemię. Dość solidnie. I nie tylko zresztą. Z niechęcią otworzyła ślepia i zaklęła paskudnie. Zaczęła rozmasowywać obolałe miejsca, jednocześnie się rozglądając. Niedaleko leżał Yve, a obok niego dostrzegła też jakąś książkę. Nie ruszał się. Taki huk z jakim zleciała powinien chyba zostać przez niego zauważonym, co? Zresztą, nieważne. Może spał. Znowu. Wstała z jękiem i zaczęła szukać klucza. Taaak, zamierzała wyjść. Co tu będzie sama ze sobą siedzieć? Nie, Yve się nie liczył. Leżał jak taki trup. Nie odpowiadało jej takie towarzystwo. Tym razem klucz rzeczywiście znajdował się w kieszeni. Oby się jej znowuż gdzieś nie zapodział...
Ruszyła ku wyjściu i o, po chwili już jej nie było.

zt

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Nie Mar 10, 2013 4:50 pm

Yve obudził się. W sumie to przebudził. Mniejsza.
Najpierw powoli otworzył jedno ślepię, później drugie, ale z takim samym ociąganiem jak przy pierwszym. Westchnął cicho. Budzenie się było takie męczące... Na dodatek przyprawiało o jeszcze bardziej męczący ból głowy. A może to dlatego że spał tak długo dzisiaj? Pal licho, nieważne.
Ale w domu było za cicho. O tak, zdecydowanie. Podniósł się i oparł o podłogę łokciami. I spojrzał na kanapę.
No tak - jak mógł się nie domyślić?
Jeśli w domu było tak cicho, jak właśnie teraz, to był to niezbity dowód na to, że jest w nim sam. A huku to i tak nie mógłby usłyszeć. Sen Yvego przypominał głębokością Rów Mariański. Ha, o ile nie był jeszcze głębszy.
Przejechał dłonią po włosach i powoli wstał, rozciągając zastałe mięśnie. Długo dzisiaj się wylegiwał - koniec z tym. Ziewnął. Pomaszerował do Gabinetu, żeby coś z niego zabrać. Ubrał się po ludzku.
I wyszedł.

nm
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Czw Mar 28, 2013 6:14 pm

Dotarli na miejsce. Yve najpierw zerknął na dom – zabite deskami okna, niesolidnie wyglądające drzwi, wyszczerbione cegły i miejscami odpadnięty na amen tynk – a później na Jie. No cóż, ani trochę nie pasowała do takiego miejsca. Ale w końcu to wszystko tylko na zewnątrz tak wyglądało! To w końcu również było tylko po to, żeby nikt niepożądany się tam nie pałętał. W końcu gdyby chatka wyglądała tak, jakby Yve chciał, by wyglądała na zewnątrz, to przyciągałaby złodziei jak magnes. A w środku to nikt nie był, więc i wiedzieć nie mógł, jak tam jest. A Że Yve lubił wygodne, ładne i kolorowe rzeczy, takich też pełno było w całym domu. No ale na zewnątrz to na zewnątrz...
- To ze względów bezpieczeństwa. Nikt się nie czepia czegoś takiego, o – pośpieszył z wyjaśnieniami. I podszedł do drzwi, wciąż trzymając w dłoni walizkę. Nacisnął klamkę, lecz były zamknięte. Najwyraźniej Cyśki nie było w domu, huh. Może to i lepiej? Wyjął klucz z kieszeni spodni i otworzył drzwi, ponownie wpuszczając Jie przed sobą. Zamknął je chwilę później, na klucz od razu – jak zawsze gdy był w domu – i postawił walizeczkę na podłodze, by móc zdjąć płaszcz i powiesić go na wieszaku.
- Więc ci teraz pokażę co i jak... – mruknął cicho, ponownie chwytając walizkę w lewą dłoń. Trochę martwił się o reakcję Cyśki. No, może jednak nie będzie tak źle. Najpierw wskazał drzwi do swojego Gabinetu, które wychodziły bezpośrednio na korytarz.
- To jest w sumie moja... pracownia. No, coś w tej deseń. Trzymam tam broń, papierzyska i inne takie duperele – powiedział i dodał po chwili – zwykle jest zamknięty na klucz, przez wzgląd na moją podopieczną. Ale jak chcesz, to możemy urządzić ci tam pokój, o. A tam jest łazienka – wskazał kolejne drzwi, ale otworzył inne. – No a to jest... Duży Pokój.
Duży Pokój był największym pokojem ze wszystkich pomieszczeń. I w sumie niemal dzielił się na kilka mniejszych, przez parawany. W jednym kącie było łóżko Cyśki, w innym materac Yvego... w jeszcze innym miejscu kanapa... No wszystko, w każdym razie, w jednym miejscu. No i był kominek. A wszędzie na podłodze były dywany – bo elf lubił chodzić sobie boso, o. W Dużym Pokoju toczyło się życie. Nawet kuchnia tam była, odgrodzona również parawanem. Lecz te mini pokoiki wcale nie były małe, o nie. To po prostu Duży Pokój był tak wielki, że to wszystko mieścił. Ach, należałoby też dodać, że wszędzie na podłodze walały się poduszki. I że wszystko miało niezwyle jaskrawe kolory. Wszystko.
Yve postawił walizkę na stoliku.
- Więc witam w moich skromnych progach – oznajmił i pokłonił się delikatnie, niczym jakiś wyśmienity gospodarz.
Powrót do góry Go down
Jie
Anioł/Wampir
avatar

Fabularnie : Kath - na granicy lasu
Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2012
Age : 27

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Czw Mar 28, 2013 8:19 pm

Noszenie bagaży nie sprawiło żadnych problemów jej nowemu znajomemu. Ah, zaczynało jej się to podobać nowy rozdział w swoim życiu. Nie musiał wyglądać estetycznie, żeby przypodobać się Jie. Jaka analogia między wizerunkiem budynku a jej egzystencją.
-Ja nic nie mówię, przypomina mi mój dawny dom, więc nie mam żadnych przeciwwskazań.
Cały czas nie kryła swojej radości, nawet w takich ponurych obszarach. Powinna lepiej dostosowywać się do mieszkańców tego zakątka, ale nie mogła tłamsić nastroju jaki posiadała na-ten-tychmiast. Chodziła krok w krok za gospodarzem, który omawiał poszczególne pomieszczenia i ich funkcje. Nawet wskazał hybrydzie przybliżone lokum, w którym będzie spała. Nie była wybredna, wiele snu nie potrzebuje, byleby był nieprzerwany. Poprawiła rąbek sukienki i skinęła główką.
-Jeśli nie sprawi Ci to problemów to chętnie zajmę ten pokój.
Szli dalej... łazienka i Duży Pokój, który był olbrzymi! Miał kilka przedziałów wykonanych z parawanów, ale miał potencjał i przede wszystkim widać było, że to tutaj najwięcej czasu spędza on i tajemniczy współlokator. Nie miała pojęcia kim była druga osoba, równie dobrze mógł to być płatny zabójca albo ktoś zupełnie o odmiennych poglądach.
Rozglądała się dookoła uważnie i słuchała każdego słowa Yve. Musiała przyznać, że nie pasowała ni w ząb do wnętrz tak kolorowych jak tęcza. Przy tym wszystkim wyglądała jak szara myszka w ciemnym kącie, ale to i lepiej - jak kucnie w cieniu nikt jej nie zauważy. Gorzej jak będzie siedzieć wśród mięciutkich poduszek. Nie miała odwagi póki co integrować się z życiem mieszkańców tego lokum. To wszak początki, trochę niepewności pomieszanej z nowością robiło swoje. Nie zapominała jednak o celu jej pobytu w tym miejscu.
-Dziękuję za gościnę.
Nie zachowywała się jak dama prezydenta, ale kulturę trzeba okazywać tam gdzie to możliwe. Chciała się też tak zupełnie rozluźnić, lecz nie wiedziała od czego zacząć. W końcu mogła rozświetlić tęczówki na takie jakie powinna mieć normalnie. Prawie jak latarki. Widziała doskonale w ciemnościach, lecz także lepiej odbierała obrazy te skąpane we świetle. Zdjęła buciki, które miała na swoich szarych stópkach i pochwyciła je w palce, żeby podnieść z ziemi i chodziła z nimi po Dużym Pokoju. Większość rzeczy znała, ale nie wszystko. Nie miała okazji do zapoznania się z najnowszymi nowinkami technologicznymi, więc usiadła na klęczkach przed ekranem telewizora i zapytała nieśmiało:
-Do czego to służy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpolish.com/t295-jie
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Czw Mar 28, 2013 10:43 pm

Nieespodzianka! Jakże mi przykro (no, może jednak niekoniecznie… Któż by się tym przejmował?), że jestem zmuszona zburzyć ten sielankowy nastrój, jednakowoż z przyjemnością pragnę poinformować, że dalsze rozważania na temat tego, czy to, że Cysiadła w domu akurat nie było to dobra rzecz, czy jednak niekoniecznie są zupeełnie bezcelowe. Czy im to bowiem było na rękę, czy też nie – mała, białowłosa zołza właśnie wracała do domku i chcąc nie chcąc będą zmuszeni się z nią użerać. Cieszycie się, prawda? Och, ja wiem, że się cieszycie, wiem to, wiem~
Ale! Cysia, niestety, wcale się nie cieszyła. Ani trochę. Humorek miała… cóż, niezbyt ciekawy można by rzec. I to w najlepszym razie. Najpierw jakiś nieznany jej zupełnie ktoś bierze ją na łapska i w ten oto sposób wyciąga ze sklepu – wraz z kradzioną kurtką – a potem… cóż. Nie ma to jak wpaść w zaspę w drodze powrotnej! Taaak, wszyscy to kochają. A ona, to już szczególnie!
Przemoczona od stóp do głów dopadła drzwi i szarpnęła za klamkę. Zamknięte, ale tego akurat mogła się spodziewać. Znaczyło to jednak też, że… Yve jest w domu! Pięknie, jakoś niezbyt uśmiechała jej się wizja spędzenia całego dnia samej tam w środku, niezależnie od tego jak ciepło i miło by tam nie było, o. Miała tylko nadzieję, że nie zagoni jej z powrotem do grzebania w tych papierzyskach nieszczęsnych… Zaczęła ze zniecierpliwieniem gmerać w poszukiwaniu klucza wszędzie tam, gdzie mogłaby go znaleźć. I znalazła! Spoczywał bezpiecznie w jej kieszeni. Cóż za miła odmiana! Tym razem jakoś niespecjalnie miała ochotę gramolić się na dach i kominem… oj no, nie i koniec. Aż ciche westchnienie ulgi jej się wyrwało, kiedy wpakowała się do środka ot tak, zwyczajnie, bez żadnych zbędnych cyrków.
Od razu skierowała się do Dużego Pokoju. Zamierzała już na samym wstępie zakopać się w łóżku, nawet bez zmiany ubrań na jakieś suche. Była poniekąd zmęczona, o, zziębnięta na dodatek, a od tego przecież nie umrze. Yvego mogła zawsze podręczyć troszkę później. Och, oczywiście, że by sobie tego nie odpuściła. Coś takiego stało się już dla niej rzeczą codzienną i zupełnie normalną, tak jakby miała to zakodowane w łbie, żeby każdego dnia już od samego ranka troszyńkę go poirytować. Kiedy usłyszała… głosy. Głosy! Nie jeden, a aż dwa! Gdyby to tylko elf coś tam jęczał pod nosem to by to zignorowała, ale… tak? Toć zazwyczaj klientów do swojego domu nie przyprowadzał, nie? Zakradła się boso, tak cicho jak tylko umiała, zostawiając za sobą mokre ślady. I co zobaczyła? Elfa kłaniającego się w pas i… no właśnie. Kogo? Zamrugała dwukrotnie ze zdziwienia, pochyliła się nieco bardziej do przodu, żeby móc więcej zobaczyć i… poleciała. Na podłogę. Szlag by to! Z sykiem bólu objęła ten swój rogaty łeb. Uuu, zobaczą ją, zobaczą, teraz na pewno ją zobaczą! Tylko… co dalej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 29, 2013 5:57 pm

Yve w myślach już układał wszystkie papierzyska w szafkach i pod łóżkiem Cyśki, jednocześnie układając broń i przeróżnych miejscach, by nawet najmniejszy pocisk nie znajdował się na widoku. Część mógłby powkładać do wazonów z piaskiem, które, tak mimochodem wspominając, również stały w całym domu. Ot tak, jakby ktoś jednak postanowił sprawdzić, co się dzieje w te „ruderze”.
W sumie to zauważył, że Jie faktycznie zdaje się być... za mało kolorowa do takiego miejsca. Zaznaczył sobie w myślach, że najpierw ją zapyta, jakie kolory lubi, nim weźmie się za zmianę Gabinetu w pokój, o. A najlepiej to chyba by było, gdyby ona sama zdecydowała o wszystkim. Ostatecznie to nikt nie będzie tam wchodził bez pozwolenia, no ale wiadomo... może będzie czuła się skrępowana faktem, że nawet miejsce, w którym będzie mieszkała zostanie jej podporządkowane. E tam, w końcu miesiąc nie minie w jeden dzień. A musi czuć się w tym oto barwnym domu, no... jak w domu.
Uśmiechnął się, słysząc podziękowania. To chyba on winien jej dziękować, co? Już od dłuższego czasu coraz trudniej było o klientów, a zlecenie od niej ratowało mu skórę. I to bardzo, zwłaszcza, jeśli popatrzy się na styl życia elfa – jakiś skromny to on nie był. Nawet w czasach „dołów zleceniowych” łaził po luksusowych cukierniach i, o.
- Daj spokój, to znacznie ułatwia pilnowanie cię – odpowiedział beztrosko, wzruszając ramionami. Normalnie praca idealna! Nie dość, że dom był chroniony przez niego, to jeszcze przez Cysiadło. A, jakby tego było mało, to w końcu gdzieniegdzie były zaklęcia obronne... o to postarał się już na samym początku. Od magów zamiast zapłaty żądał zaklęć, o. No i nie musiał wychodzić z domu za bardzo. No, wtedy tylko, gdy Jie będzie chciała. Ach, i po zapasy, to jasne.
Elf zmarszczył na chwilę brwi, słysząc pytanie o działanie telewizora i już-już otworzył usta, żeby skrzętnie to wyjaśnić, gdy tuż przed drzwiami rozległ się huk. No, właściwie nie dosłownie huk, tylko odgłos ciała spadającego na dywan. Szybko odwrócił głowę w tamtą stronę, jednocześnie gotując się, oczywiście, do potencjalnego ataku. Ot, wesoła maska spadła mu z twarzy, nagle zastąpiona śmiertelną powagą. Na dłoni uformowała się strzała, ręka powędrowała w górę, gotowa do oddania strzału... i Yve zamarł w pozycji gotowej do strzału. Ha, nawet piasek zaczął wytaczać się z wazonów. I po co to wszystko? Otóż na dywanie, tuż przed drzwiami leżała Cyśka. Cała przemoczona i trzymająca się za ten rogaty łeb, w który Yve właśnie celował. No masz ci los... strzała rozpłynęła się w powietrzu, podobnie jak i śmiertelnie poważna mina elfa.
Zamiast tego westchnął ciężko i podlazł do małej wiedźmy, po drodze posyłając Jie najbardziej skruszony uśmiech, jaki tylko potrafił stworzyć. Podniósł Cyśkę na nogi, patrząc na jej przemoczone ubranie z dezaprobatą.
- Hmm... – Nawet nie wiedział za bardzo, jak powinien zacząć tę rozmowę. – Jie, to jest właśnie moja podopieczna... – powiedział, patrząc na Czarnulkę z najwspanialszym uśmiechem na ziemi, mając przy tym nadzieję, że nie zauważy, jak Cyśka wpadnie w złość... Co było przynajmniej głupie, bo jeśli ta wiedźma się wścieknie, to pewnie się na niego rzuci z pięściami. Trudne, trudne. – Marcysia, to jest Jie. Ona... zamieszka z nami przez pewien czas – dodał, tym razem słowa kierując do małej szelmy. Poczochrał ją przy tym po włosach i posłał jej spojrzenie Jeśli-Zrobisz-Lub-Powiesz-Coś-Źle-Koniec-Z-Ciastkami-Na-Miesiąc-Przynajmniej-Miesiąc.
Teraz wypadało czekać na rozwój wypadków... rany boskie, w tamtym momencie życie nigdy nie wydawało mu się aż tak ciężkie, jak teraz. Jeszcze nigdy...
Powrót do góry Go down
Jie
Anioł/Wampir
avatar

Fabularnie : Kath - na granicy lasu
Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2012
Age : 27

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Pią Mar 29, 2013 6:57 pm

Oj tam, nie wymaga aż takich popraw estetyki, to akurat drobiazg. Zazwyczaj to Czarnulka dostosowywała się do innych, nie na odwrót. Teraz mając taką możliwość jakoś siebie nie widziała machającej rączkami i wydającą rozkazy o wywieszenie czarnych firanek, ciemnych poduszek i mrocznych elementów. To nie w jej stylu, nie mniej jednak to zupełnie inna perspektywa, gdy za zapłatą inni czynią tyle wygód na ile to możliwe. Trzeba godnie przeżyć ten miesiąc, nie podejrzewała, że ich współpraca przedłuży się, gdy nie miała więcej funduszy. Chyba, że w wolnym czasie będzie uprawiać chałupnictwo i sprzedawać, to może przedłuży swoją egzystencję o kilka dni, maksymalnie tygodni. Ale, ale, o to będzie się martwić później, teraz niech odetchnie w końcu pełną piersią!
Z uśmiechem usiadła przed telewizorem, gdy nagle rozległ się huk, a Długowłosa odskoczyła aż z miejsca za sąsiednią kanapę. To było takie niespodziewane, że naprawdę przeszedł ją strach na wylot, mimo że była w domu zleceniobiorcy. Nie przyzwyczaiła się jeszcze do tego, że to on ją miał bronić, ale zobaczyła próbkę jego umiejętności i wyposażenia. Zza kanapy patrzyła jak celuje strzałą w kierunku hałasu, aż zdecydował się tego nie robić. Powodem tego była pewna drobna osóbka, przez którą to teraz Jie wygrzebywała się zza mebla i trochę się wstydziła. Podeszła bliżej, ale utrzymywała pewien dystans. Słowa Elfa nieco ją uspokoiły.
Gdy tylko Yve przedstawił Czarnowłosą, ta nieśmiało zrobiła kroczek ku nowej personie i dygnęła lekko przed nią.
-Uhm... dzień dobry.
Nagle wczesny system ostrzegania, jakim były obdarzone Anioły, dawał o sobie znać. Może dlatego, że nie poznała bliżej jeszcze obcej jej osoby, a że zrobiła trochę huku to nieco się zlękła? Nic nie mówiła, tylko mocniej ścisnęła splecione ze sobą dłonie. Nawet uśmiech młodzieńca wydawał się jej teraz nieco nie na miejscu, jakby coś ukrywał. Musiała zobaczyć co będzie dalej, najlepiej jakby zakładała optymistycznie, że wszystko będzie dobrze. Poznała też imię podopiecznej Elfa, która wzrostem nie przewyższała Hybrydy, w dodatku wyglądem wydawała się młodsza od Jie, co w rzeczywistości mogło mijać się z prawdą. Nigdy nie oceniaj książki po okładce. Rogi na główce Białowłosej damy kojarzyły jej się od razu z demonem, bo sama takowe miała w innym wcieleniu. Mimo wszystko nie okazywała strachu, ale też była czujna. Jakoś nie mogła uśmiechnąć się, a nigdy nie robiła tego sztucznie. Po prostu spoważniała i cofnęła się krok do tyłu obserwując dwójkę z odległości półtora metra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpolish.com/t295-jie
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 30, 2013 2:08 pm

Jęknęła cicho. Bolało! Czemuż to, pytam ja się, ona zawsze musiała sobie coś zrobić, hm? Aż dziw, że chociaż z tym kominem nieszczęsnym miała tyle szczęścia, że zamiast zwalić się na ziemię i zrobić sobie jakąś poważną krzywdę wylądowała na elfie. Oczywiście kiedy wybierała tą właśnie drogę, zamiast chwilę się zastanowić i wejść - jak na kulturalnego człowieka przystało - przez drzwi, nawet na moment nie przyszło jej do łba, że taki, a nie inny sposób może być dość… cóż, niebezpieczny. Jeszcze miała czelność narzekać potem, o.
Za to fakt, że już kolejny raz celował do niej z tego swojego łuku był już zupełnie niesprawiedliwy! Jakby nie miał co robić, tylko ciągle z niego do niej mierzył ledwie do domu przylazła. Nie powinien z nim biegać na tych swoich zleceniach, czy jak? Prychnęła z wyraźnym niezadowoleniem i zmarszczyła do tego nosek na jego westchnięcie. I to spojrzenie jeszcze! No przepraszam bardzo, ale ona też tu mieszka, taak? Jak tak bardzo mu przeszkadzała jej obecność, to mogła się w każdej chwili wynieść~
Już zamierzała mu porządnie wygarnąć, kiedy przedstawił ją nieznajomej. Postanowiła się z tym wstrzymać, ale tylko na chwilę. Tyle, żeby zdążyć się dowiedzieć, kim ona jest i co tutaj właściwie robi. Och – i dowiedziała się. Inna sprawa, że wyjaśnienia zupełnie nie przypadły jej do gustu. Nawet czochranie jej serducha nie zmiękczyło, ba, skrzywiła się nawet, bo po upadku głowa nadal ją jeszcze bolała. A sposób, w jaki na nią patrzył już kompletnie się jej nie podobał! Oczywiście zrozumiała, co chciał jej przezeń powiedzieć, acz zupełnie to zignorowała. Cała sztywna wpatrywała się w niego jak na kompletnego idiotę. Zerknęła kątem oka na Jie, zgoła nieprzychylnie (delikatnie rzecz ujmując), po czym znów wróciła do elfa.
Uśmiechnęła się tak słodko, jak tylko była w stanie. Wyglądała, jak gdyby zupełnie nie przejęła się nową wiadomością, ani tez kolejną lokatorką, z którą będzie musiała dzielić dom. Ba, może nawet trochę, jak gdyby się z tego powodu ucieszyła! Pokiwała radośnie główką. Coś było na rzeczy. Ten wredny diabeł nigdy nie zachowywał się tak miło sam z siebie, bez powodu. A już na pewno nie w takiej sytuacji.
- Och, zamieszka z nami… rozumiem… - zaświergotała wesolutko. Jej uśmiech jeszcze się poszerzył, ale nie sięgał on jej oczu, które teraz zaczęły już wprost ciskać błyskawice. Ni-stąd, ni-zowąd kopnęła Yve w kostkę tak mocno, jak tylko umiała i wyskoczyła w górę, uwiesiła się na nim i jedną ręką boleśnie targała go za włosy, a drugą ciągnęła za te jego szpiczaste ucho, wbijając przy tym w niego to swoje zabójcze spojrzenie, niczym bazyliszek. Gdyby mogła zabijać tymi swoimi ślepiami, to już dawno zwijałby się na podłodze u jej stóp.
- Ty cholerny, zidiociały debilu! – wydarła się. - Chyba do reszty zwariowałeś! Co ty sobie wyobrażałeś? Ty… ty… całkiem cię popierdoliło!
Bardzo spokojnie to przyjęła, nieprawdaaż?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 30, 2013 6:18 pm

Ale lepiej było zostawić już plany zmiany Gabinetu w pokój mieszkalny. W chwili obecnej Yve miał znacznie gorszy problem. Sam jeszcze nia miał pojęcia, jak mógłby bardzo szybko i bezboleśnie wyjaśnić Cyśce kim dokładnie jest Jie i dlaczego właściwie miała z nimi zostać. Godzenie życia osobistego z życiem zawodowym najwyraźniej nigdy nie będzie szło dokładnie tak, jakby tego sobie zamarzył. No ale mniejsza. Teraz baaardzo się obawiał rozwoju sytuacji. Nie chciał, żeby Jie poczuła się... niechciana, czy coś – w końcu była jego klientką, więc zależało mu na jej komforcie i zadowoleniu ze współpracy. A jakie negatywne rzeczy już na samym początku utrudniałyby wszystko i krzyżowały jego plany. Jednocześnie nie mógł dopuścić do tego, żeby Cysia – jako jego ukochana podopieczna i istota, którą i tak traktował bardziej jak córkę – wściekała się dlatego, że... hmmm... przyprowadził swoją pracę ze sobą do domu?
Na razie przypatrywał się całej sytuacji i nie wiedział, co o tym myśleć. Jie cofnęła się trochę, patrząc na małe diablęcie z jakąś obawą. A Cyśka? Ona... czy ona właśnie się uśmiechnęła? Że co? To było bardziej niespodziewane, niż wizyta Hiszpańskiej Inkwizycji. Zdecydowanie. Nie wykazywała żadnych oznak tego, że mogłaby być wściekła. Yve mimowolnie odetchnął z ulgą, nie mając pojęcia, jak bardzo się pośpieszył. Ha, nawet nie zauważył tych wściekłych spojrzeń, tak bardzo go to ucieszyło. Zabrał dłoń z kudłów Cysi i przejechał nią po czole, jakby ocierając ją z potu. Przy tym uśmiechnął się i spojrzał na Jie z taką miną, jakby właśnie wygrał niebywałą sumę gotówki.
Ale nie spodziewał się, nie spodziewał... z tego wszystkiego nawet nie podejrzewał podstępu. Do tej pory tak bardzo się tym przejmował, że po prostu w chwili, w której nie wybuchła żadna poważna awantura, stracił całkowicie czujność i zapomniał, jak bardzo Marcysia potrafi być przewrotna. I że lepiej było wystrzegać się jak demon święconej wody tych chwil, gdy była tak miła i słodka, jak przez te kilkanaście sekund.
- Jak dobrze, że wszystko... aah... – spojrzał w dół, na swoją kostkę, która zabolała. Lekko, wprawdzie, ale dlaczego miałaby go boleć tak sama z siebie.
Wszyściutko zrozumiał chwilę później.
Dotarło do niego to wszystko w momencie, w którym mała wiedźma rzuciła mu się na szyję i zaczęła najpierw szarpać za włosy – i to ze znacznie większą zaciętością i siły niż zwykle – a drugą za ucho. Wtedy również dostrzegł to absolutnie rozwścieczone spojrzenie. Złapał Cyśkę za nadgarstki i unieruchomił bez większych problemów – i to bez używania mocy – ale i tak na jego twarzy wyryło się zdumienie spowodowane jej wściekłością. No bo dlaczego miałaby się aż tak wściekać? Nawet w najgorszych scenariuszach nie wyobrażał sobie, że ona naprawdę zacznie go tłuc... I to tak, że w sumie... nawet bolał, co samo w sobie było dziwne.
- Uspokój się – oznajmił głośno i z całkowitym spokojem i powagą. Teraz nie miał ochoty na żarty ani nic, o. Zwłaszcza, że była tu Jie i widziała to wszystko! Ach, co za poniekąd upokorzenie... zostać zaatakowanym we własnym domu, przez własną podopieczną! – I nie krzycz. Jak będziesz krzyczeć, to cię nie wypuszczę – dodał chwilę później, jedną dłonią trzymając oba nadgarstki małej szamanki, a drugą obejmując nogi w kolanach, by nie mogła go kopnąć.
Wychylił się jednocześnie zza Cyśki i uśmiechnął do stojącej trochę dalej Jie.
- Nie przejmuj się, to nic takiego – oznajmił i roześmiał z jakimś ukrytym zakłopotaniem, a chwilę później przyglądał się małej wiedźmie na jego rękach z powagą. Musi zrozumieć, no.
Powrót do góry Go down
Jie
Anioł/Wampir
avatar

Fabularnie : Kath - na granicy lasu
Liczba postów : 8
Join date : 21/04/2012
Age : 27

PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   Sob Mar 30, 2013 6:52 pm

To co widziała nie pocieszyło ani trochę Jie. O ile z początku dała się tak samo nabrać jak elf, o tyle później rozpętała się sprzeczka, dość głośna i gwałtowna. Białowłosa nie szczędziła Przystojniaka, który jakoś skrępował swoją podopieczną i unieruchomił. Wtedy też przeszła jej myśl, że mógłby tak samo zachować się, gdyby to Jie miała napad szału. Mając przytomny umysł ta scena nie przypadła jej do gustu, nie mniej jednak widziała konieczność powstrzymania Marcysi przed rozbojem. Może nie w taki sposób, ale nie wiedziała czy istniał jakiś łagodniejszy.
Na nic też zdały się uśmiechy i odwołania Ochroniarza, że wszystko gra. Dla hybrydy taka osoba, z którą mogłaby zamieszkać pod jednym dachem bez pozwolenia, stanowiłaby duże zagrożenie. Nie tylko zniszczenie mienia, ale i dręczenie, tak to sobie przedstawiała w głowie. Nie mogła być zadowolona z tego co tu zaszło przed chwilą (i dzieje się nadal).
-Uhm...
Nie była tego taka pewna co powinna zrobić. Właśnie była w środku sprzeczki na kopniaki i obronę przed tymi uderzeniami. Nie wliczając szarpania włosów. Mimochodem spojrzała na swoje włosy - oj nie byłoby nic miłego, gdyby została potargana za takie długie kudły. Szybko wróciła jednak do sceny, która z jednej strony była zabawna jak taka mała osóbka okładała wielkoluda, ale z drugiej nie okazywała ani grama tego, że wszystko gra. Nie mogła się nie przejmować.
Mrugała parokroć oczkami z zakłopotaniem. Co mogłaby zrobić? Nic, nie zna ich na tyle dobrze, żeby interweniować. Powinni to załatwić między sobą, bez udziału osób trzecich. Ostrożnie wycofała się w kierunku swojej czarnej walizki.
-To ja mam pomysł... Wy sobie porozmawiajcie -poczuła piętą, że tuż za nią znajdowała się czarna torba z jej manatkami- ...a ja pójdę na spacerek.
Odwróciła się gwałtownie, hyc! wzięła bagaż, i kierowała się pospiesznie do drzwi wyjściowych, które mocno zamknęła za sobą. Przycisnęła torbę do piersi, gdy opierała się chwilę o drzwi do budynku jej zleceniobiorcy. Nienawidziła kłótni z jej powodu, to był dla niej przykry widok. Najwyraźniej Yve nie poinformował swojej podopiecznej o możliwości zakwaterowania hybrydy (właściwie to wynikło podczas drugiej, ostatecznej rozmowy, więc nie miał jak zapytać) w ich mieszkaniu. Ubrała szybko buciki na swoje stopy i prędkim chodem oddaliła się w kierunku miejsca, gdzie odetchnęłaby po kolejnej dawce adrenaliny, której nie chciała. Takie sytuacje tylko przyspieszały zużycie energii, a wiadomo, że wampiry "ładują sobie baterie" poprzez polowanie na świeżą krew. Czarnulka chciała tego uniknąć, stąd taka trochę spontaniczna, nieprzemyślana decyzja.

[z tematu - Galeria Handlowa "Sunny"]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpolish.com/t295-jie
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS   

Powrót do góry Go down
 
Domek Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające" czyli PUS
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie
» Domek z modeliny (MG: Austria)
» Markowy sprzęt do Quiddicha
» Dom, domek, domeczek.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: