IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wampirza Willa - Dom Mike i Eto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Mar 03, 2013 3:15 pm

Przynajmniej zrozumiał przekaz, tylko dlaczego on tak głęboko sięga wgłąb ciała? Nie wiedział, nie protestował, podobało mu się to. Te nowe bodźce napływały jak z wodospadu pod którym się znajdował - i to dosłownie.
Czyli stało się, ponadto coś innego niż zwykle. Eto nie tylko odwzajemnił pocałunek, lecz godził się na wszystko co oferował od siebie Białowłosy. Nawet zaczął naśladować ułożenie rąk, głaskanie, smyranie noskiem o jego nosek. Wszystko wydawało się być całkiem normalne jak na układ miłosny, obaj cieszyli się i oddawali się wzajemnym rozkoszom, które zadowalały ich zmysły. Uczucie to wypełniło po brzegi zarumienionego Eto, który był coraz śmielszy w działaniach. Aż nagle... coś pękło w Zielonowłosym.
Zmniejszyły się jego tęczówki do kropek, a na twarzy widniał diabelski grymas. Przewrócił Wampira na plecy tak, żeby to teraz dziwak dominował. Sięgnął swoimi rękoma do jego nagiego torsu i masował jego ciało, a sam nachylił się i zaczął wpychać swój język i podgryzać górną wargę kompana. Wyglądał tak jakby ktoś nim kierował albo nie był tym samym osobnikiem, który krył rumieniec wstydu od pierwszego pocałunku.
Palce masowały coraz bardziej, sam zaś położył się na całym ciele kolegi i nogami objął nogi Miketsukamiego, aby unieruchomić go. Brzuch stykał się z jego brzuchem, tors z torsem, Eto wpadł w trans, z którego nie mógł się uwolnić. Mógłby Wampir to zachowanie jeszcze tolerować, gdyby nie to co działo się jeszcze później. Paznokcie zaczynały obdzierać do sińców i zakrwawień ciało gospodarza, zęby ugryzły za mocno usta i został widoczny ślad, tak samo lewe ucho. Eto nawet zaczął lizać skórę na nagich częściach i nie tracił nic na prędkości swoich poczynań. Jedną ręką sięgnął podbrzusza kochanka i masował dość mocno. Jeszcze przez kilka minut pastwił się nad Białowłosym zupełnie nie mając o tym pojęcia.
Nie wiedział co się dokładnie stało - czy to dzięki interwencji Stróża, czy tak sam z siebie (prędzej to pierwsze ale kto to wie) - ale powrócił do siebie. Tęczówki znów miały swoją pierwotną wielkość, lecz Eto siedząc na brzuchu Mikusia zamarł w bezruchu. Za paznokciami widział naskórek i odrobinę krwi, od razu spojrzał na towarzysza aby spytać się skąd to ma. Jednak nie musiał już pytać - zobaczył ślady na ciele przyjaciela coś co odebrało mu na chwilę mowę. Natychmiast ześlizgnął się z niego na ziemię. Miał zanik pamięci, dlatego nie rozumiał skąd to wszystko. Bledszy od ściany zaczął jąkać się.
-Ja... ja...
Był przerażony i roztrzęsiony, udzielił mu się w zupełności nastrój Wampira, który nachalnie pożądał Eto. Jednak wyszło z tego coś bestialskiego i coś co było poza Zielonowłosym. Czy to jego utracona tożsamość? Czy figiel demona? Oddychał nierówno i szybko, jakby miał zaraz eksplodować. Cokolwiek to było nie miało ujrzeć światła dziennego. Nigdy. Nienawidził tej części siebie, której nie rozumiał. Pewnie gdyby pamiętał co było przed jego cielesnością, to zrozumiałby, iż nie tylko Bóg go stworzył. Był dziełem także Lucyfera. Ale odebrano mu wszystkie wspomnienia, i był naprawdę zagubiony. Lecz także wściekły na siebie, co znowu nie było normą u Eto, żeby okazywał taki gniew. Nie daruje sobie tego, że wszystko zniszczył. Nie daruje... zwłaszcza, że zrobił coś ponad jego wiedzą i kontrolą.
Po tym wszystkim uciekał wzrokiem od Białowłosego i podkulił nogi pod sobą. Gdy tylko wyczuwał, że przyjaciel mógłby chcieć go przytulić, powiedział cicho:
-Nie, nie dotykaj mnie...
Podniósł czapkę z ziemi i nałożył drżącą dłonią na głowę. Potem ostrożnie wstał na chwiejne nogi i wytrzepał z siebie śnieg, który przywarł do ubrania. Dyszał głośno, a spod grzywki popłynęła przeźroczysta, słonawa ciecz. Czuł się okropnie mając nawet tylko częściową świadomość swoich czynów. Nie śmiał patrzeć się w Dwukolorowookiego, miał do siebie wstręt. Co się z nim stało? Z niewinnego chłopca stał się drapieżcą na uczuciach Wampira. Poniżył go, a tego nie chciał za żadne skarby.
-M-muszę ochłonąć. I zastanowić się czy warto abyś dzielił swoje życie z takim kretynem jak ja.
Odwrócił się gwałtownie na pięcie i biegł prawie na oślep, bo przesłaniały mu widok łzy, które teraz biegły ciurkiem po policzkach, tych samych, które czuły jeszcze dotyk palców Miketsukamiego. Wargi miały w sobie smak ust przyjaciela, i jego języka. Pamiętał jak wykrzywiał palce, którymi drapał nagi tors mężczyzny. To go przerosło, z amoku uczuć większych niż mógł udźwignąć. Po przebiegnięciu stu metrów stał się czarnym liściem potarganym przez wiatr.
Nie był jeszcze gotów, i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie.

[z tematu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Mar 03, 2013 4:52 pm

Był zadowolony, że jednak tak toczyła się akcja przez dłuższy moment. Wszystko było ładnie pięknie, a tu nagle ta zmiana charakteru ze strony chłopaka. Jego dominująca strona była o wiele ciekawsza szczerze mówiąc i nie przeszkadzało mu nic. Spojrzał głębiej w jego oczy, bardzo się zmieniły. Wyglądał jak kompletny psychopata, chcący zrobić jakąś krzywdę. Nie spierał się z nim, nawet z jego językiem, który się o wiele dalej niż delikatny Mike. Unieruchomiony przez dłuższą chwilę czuł się jak więzień, można powiedzieć, że ta strona Eto była dla Wampira o wiele fajniejsza niż naturalna, oczywiście w tym momencie czy podobnych. Był zdziwiony również tym, że wyciągnął coś takiego z mężczyzny. Śmiało mógł powiedzieć, każdy ruch w tym stanie podniecał białowłosego, a do tego typu bólu był przyzwyczajony przez pieczęć przeszłości inni mieli wobec niego o wiele gorsze plany jak wiązanie linami, kajdanki czy cokolwiek innego, poza tym dla niego zadrapania nie były poważne, ze względu na regenerację. Zamknął oczy, a jego uśmiech stał się bardziej szalony, on był w podobnej sytuacji, tylko dla niego ten stan nie był niczym specjalnym, stawał się wtedy... nie delikatny? Ostrzejszy coś podobnego częściowo do stanu Eto właśnie teraz.
W końcu jednak wrócił do normalności, Mike jeszcze przez chwilę miał zamknięte oczy, ale kiedy poczuł ,,pustkę" otworzył je patrząc na twarz chłopaka. Podniósł się do siadu tykając delikatnie ranek, które zaczęły się powoli zrastać. Widział jego strach, zakłopotanie, ale przecież nic złego nie zrobił i widoczne to było po minie Wampira, a tak właściwie to jego wina, że zielonowłosy był na siebie zły, za to co w jego przekonaniu złego zrobił Miketsukamiemu. Chciał go przytulić, ale od razu uprzedził, żeby tego nie robić, więc opuścił ręce i posmutniał.
- Przecież nic złego nie zrobiłeś, ja się nie gniewam, było całkiem... fajnie. - Chciał go pocieszyć, do tego mówił prawdę. Był nawet zadowolony z tego, że ma w sobie coś tak niezwykłego. Zanim jeszcze zdążył uciec powiedział coś.
- Warto i nie jesteś kretynem zapamiętaj to sobie! - Wrzasnął patrząc na uciekającego chłopaka. Kiedy stracił go z oczu przeszyło go niemiłe zimno, ale nie z powodu pory roku, temperatury czy czegokolwiek, znów został sam... Jego twarz znów stała się neutralna, aż zbyt bardzo. Miał go chronić przed krzywdą, ale jak miał go obronić przed samym sobą? Z tym tęczowooki musiał się pogodzić sam. Polazł się ubrać, w razie czego zostawił wiadomość na wycieraczce przed domem i zapasowe klucze pod wycieraczką. Jak najszybciej opuścił teren swojego domu zawiązując krawat oraz zakładając rękawiczkę. On też musi poukładać myśli.

Zawartość karteczki

,,Nie wiem czemu byłeś zły na samego siebie skoro zupełnie nic się nie stało. Podobałeś mi się normalny i w tej diabelskiej przemianie, było całkiem fajnie więc nie rozumiem... W każdym bądź razie możesz być w domu nawet podczas mojej nieobecności, jeżeli będziesz w stanie mnie znaleźć to... Ach jak dojdziesz do siebie i będziesz w stanie wyjaśnić cokolwiek odszukaj mnie, gdziekolwiek będę o ile zdołasz. :c"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Mar 08, 2013 6:50 pm

Biegł ku posiadłości jak na skrzydłach. Miał złe przeczucia, nawet nie w odniesieniu do krecika, ale do Mikusia. Jeszcze nie wiedział co ma mu powiedzieć, lecz przede wszystkim chciał zapewnić suchy kąt dla nowego kolegi. Trzymał go w rękach, aż dotarli do wielkiej willi, do której Eto miał wstęp. Przestąpili bramę, pomaszerowali (no dobra - Zielonowłosy maszerował niosąc Roba na rękach, ale wiadomo o co chodzi) aż do drzwi i kucnął przy wycieraczce, pod którą znajdowały się klucze i... karteczka. Złożona schludnie na cztery części i podpisana do kogo. Ostrożnie przełożył krecika do swojej ciepłej kieszeni od marynarki, a sam skupił się na przeczytaniu wiadomości.
Oczy wędrowały szybko po literach, a brwi coraz bardziej zjeżdżały ku dołowi. Nie podobała mu się aura bijąca od tych słów, zwłaszcza od ostatnich. Złe przeczucia nie mijały, a cenne sekundy tak, więc musiał coś zdziałać. Przede wszystkim prędko wepchnął klucz do zamka i siłował się z drzwiami, aby wpaść do środka ze swoim gościem i rozglądać się za kuchnią. Pospiesznie powędrował właśnie tam, aby wyjąć z lodówki kilka produktów typu ser, jajka, kawałek mięsa, owoce, które rozłożył na podłodze, a z kamizelki wykonał "bazę" do spania. Nalał także na głębszy talerz wodę, gdyby zaschło mu w gardziołku (czy krety odczuwają suchość w ustach?). Pokazał Robciowi cały asortyment i menu jednocześnie.
-Zjedz co chcesz, wrócę niebawem tylko odszukam prawowitego właściciela tych posiadłości. Smacznego Robciu!
Pogłaskał parokroć po grzbieciku czarnym jak węgiel i poderwał się do biegu. Zamknął drzwi wyjściowo-wejściowe na klucz i zadyszany rozglądał się po okolicach. Nie miał pojęcia gdzie mógłby znajdować się przyjaciel. Ścisnął dłonie i krocząc przed siebie słuchał otoczenia, które było dość hałaśliwe i szeptało między wersami o swoim gospodarzu. Aż w ten sposób odnalazł drogę do Białowłosego. Nie zwalniał ani na chwilę aż zniknął za horyzontem.

[z tematu ->Główna Alejka, po Mikusia]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Mar 08, 2013 9:34 pm

Kretowi workowatemu nie podobała się na początku cała sytuacja. Mózg nie byłby w stanie zrozumieć całego obrotu sytuacji nawet w formie ludzkiej, cóż dopiero mówić o zwierzęcej! A z perspektywy małego stworzonka, którą obecnie posiadał, ze sprzętem w czaszce, ograniczającym sporo jego poczynania, cała sytuacja miała pozostać niezgłębiona przez długi czas.
Wyjątkowo duży grzyb (czy jajko na rączce) nagle z niezwykle apetycznego kąska przemieniły się w niezwykle nieapetyczne ręce, które nie dość, że zabrały mu nagle dobre jedzonko, jeszcze oddzieliły od bezpiecznej i stałej ziemi. A potem zaczęło trząść. Dziwne to było i przerażające, a gdyby krecik miał choć trochę lepszą pamięć, przypomniałyby mu się liczne sytuacje, kiedy to przeróżni przemytnicy chcieli sprzedać go na czarnym rynku za kupę szmalu, trzymając w klatkach i przewożąc w niezbyt dobrych warunkach.
Mały Rob musiał kurczowo wczepić się swoimi małymi pazurkami w ciepłe ciało, a czarne oczka zamknął, by nie patrzeć na drzewa, które nagle ze stałych i spokojnych elementów otoczenia zamieniły się w rozmazane plamy, od których główka kreta bolała. Serduszko waliło szybko, szybciej nawet, niźli wtedy, gdy posiadał jeszcze przeciwstawny kciuk.
Trwało to wieki, ciepłe dłonie trzymały jego puszyste futerko, a krajobraz wyczyniał niestworzone rzeczy. Aż nagle palce zwolniły uścisk i położyły na czymś niezwykle płaskim, a co ważniejsze - stałym. Kret zrobił pierwszą rzecz, którą porządny kret uczynić powinien - to jest oznaczył teren, przy okazji zwracając wszechświatu śniadanie. A potem umył futerko, które oblepione całe było tym cholernym puchatym, białym, mokrym czymś, oblepiającym znienacka zwierzę, gdy się tego najmniej spodziewało.
Ciepłe ręce przemieniły się, nie wiedzieć kiedy, w ogromne stopy. Instynkt samozachowawczy kazał mu natychmiast przepędzić intruza ze swego terytorium. Instynkt jednak musiał zamilknąć, bowiem ogromne stopy przyniosły dary, które - jak uznał malutki móżdżek krecika - w zupełności wystarczyły, by do stada Roba dołączyć. Pisnął więc, obwąchał stopy, by na następny raz znać ich zapach, po czym przystąpił do jedzenia.
I tu pojawił się ogromny problem: co wybrać? Białe jajko, jabłko, dziwne, różowe coś, czy inne coś z dziurami? Nie, żółta rzecz z dziurami nie będzie dobra, a instynkt podpowiadał mu, że wilgotny, różowy pasek także nie zadowoli jego żołądka.
Rob podpełzł ostrożnie do jabłka, wypatrując wszędzie pułapek i kłów, które zakończyłyby jego kretowe życie w jednej chwili. Nic się jednak takiego nie stało, toteż małe ząbki wgryzły się w pyszny miąższ, a czarne oczka obserwowały okolicę, wypatrując kryjówek i drapieżników.
Powrót do góry Go down
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Mar 08, 2013 9:47 pm

Kopnął drzwi wejściowe, aby wpakować się do środka ze strasznie wymęczonym wampirem. Sam padał ze sił, lecz musiał jeszcze położyć przyjaciela do sypialni, do łóżka. Nawet będąc w domu jeszcze nie mógł spocząć na laurach, jak nie odniesie na posłanie swojego Skarbu, który tak zaniedbał. Sapiąc i dysząc w końcu odnalazł sypialnię i położył na nim jak najdelikatniej potrafił wampira. Eto przez chwilę sam położył głowę na miękkim łóżku, chciał złapać oddech po takim wysiłku. Ostrożnie zerknął na Dwukolorowookiego i zdecydował, że zostawi go tutaj samego. Czuł bijącą od niego czystą złość na dziwaka, więc przyłożył tylko czysty, wilgotny materiał na największą ranę na plecach i nim wyszedł z pokoju to nachylił się nad nim i złożył pocałunek przepraszający za to wszystko co przechodzi. Zebrał się dość szybko, obawiał się, że ten pocałunek tylko pogorszył aurę między nimi. Wyszedł z pokoju udając się na korytarz.
Nie zrobił wielu kroków. Wgramolił się na parapet przy najbliższym oknie, przy którym skulił się i… rozpłakał się cichutko pochlipując. Trzęsło się całe jego ciało pokrwawione swoją i Mikusia krwią, łzy spływały gęstymi strumieniami. Teraz rozumiał co miał na myśli Rob Asymilus III, kiedy chciał zagłuszyć swoje sumienie. Eto odczuwał skutki oddziaływań sumienia na sobie. Bledszy od ściany płakał między innymi z tego powodu, iż wina ciążyła na jego egzystencji za stan zdrowia i ducha Białowłosego. Wyczuwał mieszankę nienawiści i bezradności ze strony wampira, przesiąknął nim dosłownie na wylot a trzymał go tylko w swoich ramionach. Podsunął jeszcze bliżej swoje kolana do rozpalonego czoła i moczył je swoimi łzami. Naprawdę nie chciał źle dla swojego przyjaciela, a jednak z powodu braku doświadczenia popełnił wielkie głupstwa.
Ześlizgnął się z parapetu, żeby udać się do łazienki i zmyć z siebie brud. Znalazł wannę i prysznic, ale wybrał tą drugą opcję. Ściągnął z siebie resztki górnego ubrania i wpakował się do kabiny włączając kurek z wodą. Odchylił głowę ku tyłowi i stał tak długo w bezruchu. Podpuchnięte oczy nie były obecne, rozważały coś, może sytuację która miała miejsce i jej konsekwencje? Dopiero po jakimś czasie zorientował się, że minęło z pół godziny, a ciągle stał pod prysznicem. Naniósł mydło na swoje ciało i szampon na włosy, aby doprowadzić się do porządku chociaż z zewnątrz.
Nałożył na siebie szlafrok i wolnym krokiem udał się do kuchni, w której zostawił zwierzątko. Nie chciał wcześniej pokazywać się Robciowi, gdyż nie miał przyjaznej aparycji (nie miał pojęcia, że zwierzęta inaczej odbierają bodźce od istot dwunożnych), zwłaszcza brudne z posoki odzienie i półprzytomnego wampira na ramieniu. Teraz przynajmniej pachniał czystością, tak też wyglądał, lecz nie tryskał optymizmem. Nawet wielobarwne tęczówki utonęły w szarawej mgle nie kując już swoją radością. Usiadł na krześle i spoglądał ukradkiem na krecika. Chyba nie narozrabiał za wiele, albo przynajmniej nie mógł dostrzec tego - gdyby wytężył wzrok, to widziałby obsikane tu i ówdzie miejsca czy zwrócony posiłek, ale przynajmniej zjadł to co podały Stopy. Obecnie bolała "Je" głowa i w ogóle myśli krążyły wokół osoby, przy której bał się teraz być. Bo znienawidził Eto, to przez Eto cierpiał… dlaczego miałby tolerować go dłużej? Schował twarz w swoich szczupłych dłoniach nie wiedząc co z sobą zrobić. Mimo braku krwi adrenalina nie pozwalała mu uciąć nawet najkrótszej drzemki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Mar 08, 2013 10:26 pm

Znalazł się w domu, w miękkim łóżku, które oczywiście musiał pokrwawić na ,,dzień dobry". Powoli uspokajał się zbierając do kupy wszystkie myśli porozrzucane w głowie. Informacje z walki, co działo się przed i całą resztę, przecież doprowadzenie mózgu do stanu użytkowania było najważniejsze, pierwszy krok aby wrócić do normalności. Zaczął zastanawiać się nad tym co wcześniej mu mówił, przypomniał sobie akcje przy basenie, następnie wszystkie negatywne uczucia, które miał odkąd go zobaczył. Wciąż nie wiedział dlaczego jest zły, czyja to wina. Dopiero wtedy otworzył szerzej oczy przepełnione wpół bólem od raz w pół żalem, że znalazł się w takiej sytuacji. Miał uzupełnione niemalże całkowitą ilość krwi w ciele, więc ,,uruchamiając mózg" (co zrobił po zebraniu myśli i spojrzeniu na fakty) stał się niemalże normalnym, starym Mike. Tylko jedno z jego oczu, które było o kolorze nieba, w jednej chwili napełniło się łzami, zaś drugie beznamiętnie patrzyło na sufit. Co go uspokoiło? Jeden, niby nic nie znaczący, jednak dla Wampira ważny gest. Odetchnął ciężko czując jak bardzo boli go brzuch. Spojrzał na niego nie nadwyrężając szyi i zobaczył coś okropnego. Skórę, mięśnie, przelotnie organy wewnętrzne. To tak więc one wyglądały... Był zadowolony, że mógł ujrzeć coś takiego, ale dobijał go fakt, że właśnie u siebie samego. Poruszył delikatnie dłonią, coś chrupnęło przez co jęknął głośno, to najwyraźniej jego połamane palce, które trzeba będzie nastawić, aby zaleczyły się. Bark z ramieniem też nie najlepiej, tutaj raczej do nastawiania rzeczy brak. Nie wiedział, że jego samopoczucie wpływa na Eto tak niesamowicie mocno, odczuwa to samo co on z obciążeniem, iż prze niego właśnie tak czuł się białowłosy.
Nie miał zamiaru leżeć dłużej po upłynięciu pół godziny. Pierwsze co zrobił to schował swe kły, bo w nich wyglądał strasznie. Podczas dziesięciominutowego podnoszenia się z łóżka zaciskając mocno zęby bandaże zsunęły się, dlatego też ran były odkryte, aczkolwiek krwawiły znacznie mniej. Czuł, jakby w cale nie miał ręki, dobrze, że przynajmniej nogi całe miał do poruszania się gdziekolwiek. Następnym problemem było otworzenie drzwi. Użył do tego łokcia zdrowej ręki i o dziwo udało mu się. Przeszkodą nr 3 były schody przy których jednak równowagę musiał utrzymać, a pochylanie się w przód przez dziurawy brzuch oraz skręcania głowy w stronę rany by się nie odczepiła przypadkiem, rana nie powiększyła czy coś było to trudne. Było słychać, że schodzi na dół, przecież te jęki i syki nie były ciche w cale nie. Dało się wyczuć neutralność, a przede wszystkim żal za nie wiedzieć co. Pierwsze co to znalazł Eto, ujrzał go w kuchni jak siedział smutny, musiał coś z tym zrobić. Podszedł do niego chwiejnym krokiem i klęknął tuż tuż przed nim wpierw podnosząc jego łepek na odpowiednią wysokość. Nie mógł go zbytnio dotknąć, złapać za łapkę, ale potrafił mówić.
- Gomene Eto... - Zniżył głowę jakby kłaniał się jeszcze do tego. Dopiero po kilku minutkach ucałował go tak jak kiedyś, a dokładniej kilka godzin temu przez zmienieniem go w bestię, w ramach ogromnych przeprosin. W każdym bądź razie był jego podwładnym, pamiętam co nieco o swoim miejscu na tym świecie, czyli u stup Zielonowłosego (jak na razie). Jedynie przybliżył się i objął zdrowszą ręką trzymając z dala swoje rany od czystego chłopaczyny oraz dłoń z tymi... palcami. Nie był już zły, ale lekko smutny i czuł się winny, że on z taką psychiką musiał to wszystko znosić.

[2/18 leczenie/kochany kreciku na ten moment troszku cię po omijamy, nie ma kolejki więc odpisuj kiedy chcesz i kiedy jest na co odpisać]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Mar 08, 2013 11:15 pm

Krew, gołe mięso, wystające żebra, ogromny ból rysowany na twarzy Mikusia... to najbardziej dręczyło Zielonowłosego. Nie miał nigdy z czymś takim do czynienia, i chociaż starał się być dzielny, to i tak będzie starał się nigdy więcej nie dopuścić do podobnych scenariuszy.
Czy to omamy słuchowe czy naprawdę słyszał głos przyjaciela? Nie, on powinien spać, najwyraźniej zmęczenie dawało o sobie znać. Przetarł nadgarstkiem oczy i postanowił zdrzemnąć się, nie mniej jednak najpierw sprawdzi jak miewa się nowy "gość" w skromnych progach Mike'a i Eto.
Zerknął więc uważniej niż dotychczas na poczynania Robcia, który jednak zostawił po sobie mały nieporządek. Nie tknął niczego innego niż jabłka, ale w zamian "ofiarował" swoje wymiociny i żółtą kałużę. Przykrył usta z zakłopotania i rzucił się szybko po coś do sprzątania, aby zmyć podłogę. Dopadł tylko gąbkę, którą parokroć spłukiwał i nawilżał na nowo, żeby posadzka lśniła jak przed napaskudzeniem. Porząąąąądnie umył ręce i sowicie namydlił, bo "prezent" nie pachniał aż tak ładnie. Wydobył z blatu jeszcze gruszkę, którą Stopy postawiły przed różowiutkim ryjkiem Czarnej Kulki. Korzystając z okazji pogłaskał Roba po grzbieciku i wrócił na swoje krzesło ciężko wzdychając. Czy takie zwierzątka mają w ogóle jakieś obowiązki? Wiedział, że mają sumienia, bo przecież Czarnowłosy mówił o tym przed przemianą. Mimo nabrudzenia, nie zmieniał zdania, że krecik to słodkie stworzonko. Gorzej gdy zwierzątko wróci do ludzkiej postaci...
Ponownie rozległ się huk. Odwrócił głowę w kierunku wejścia do kuchni, do którego wparował połamany, poturbowany, zraniony, zmęczony i cierpiący Białowłosy. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i nim cokolwiek zrobił ten już składał się do klękania.
-Dla...dlaczego jesteś na nogach!?
Nie powstrzymał wampira przed klęknięciem do nóg, lecz później zrozumiał czemu włożył tyle wysiłku w zejście na dół i nawet pocałował gorąco, aby... przeprosić? Nie musiał przepraszać, Stróż narażał się z winy tego jak cudak szybko opuścił willę po wcześniejszych namiętnościach. Eto zjechał z krzesła na klęczki, czyli do poziomu wampira i wtulił się ostrożnie w jego ranne ciało. No i co, że kąpał się dopiero co, tak tęsknił za tuleniem, że nie mógł się opanować.
-Nie masz za co przepraszać... to ja chciałem... przeprosić... wybaczysz mi?
Uśmiechnął się przez łzy i wwiercił skruszoną głowę w jego obolały tors. Zdając sobie z tego sprawę szybko powziął myśl, żeby nie męczyć bardziej przyjaciela i zabrać go z powrotem na piętro, do sypialni.
Ale... nie mógł też przeoczyć jednej sprawy, którą przyniósł do domu przed wielkim śniegiem.
-Zanim pójdziesz spać, chcę Ci kogoś przedstawić. Patrz... to Robcio.
Wskazał na Czarnego Malca niedaleko kącika w kuchni, w którym rozbił obóz dla krecika. Dodał mu kolejnego owocka, ale tym razem na posłaniu z kamizelki, do której złożył krecika. Potem przystąpił do realizacji planu postawionego przez Eto, czyli takiego, żeby Mikuś udał się do łóżka i zregenerował się całkiem. Bo teraz wyglądał jak ożywione zombie z oderwanymi częściami ciała lub połamanymi jak szkło. Wziął go pod rękę i prowadził ostrożnie do sypialni, w której położył go na posłaniu i nim powiedział o śnie, to usiadł na krańcu mebla. Wpatrywał się w palce Białowłosego, gdyż chyba mógłby zdziałać tutaj conieco zanim zrosną się całkowicie krzywe. Ostrzegł krótkim wymownym spojrzeniem i gestem, że ma zamiar nastawić mu te palce. Aby nie ugryzł się w język z bólu, wsadził mu do ust przedmiot, który nie mógłby przegryźć, a na którym mógłby się wyżyć. Był to koniec warkocza Eto. Wysunął ku siebie palce przyjaciela i ostrożnie badał ich strukturę i przemieszczenie od normy, żeby powrócić je do stanu pierwotnego. Bardzo szybko (żeby skrócić ból) przeszedł do nastawiania palców, aż każdy z nich, chociaż spuchnięty od świeżej ingerencji, był prosty. Oczywiście opuchlizna trochę utrzyma się na dłoniach, a to jedyna rzecz jaką mógł zrobić jeszcze dla Mikusia. Uśmiechnął się ciepło w kierunku wampira i pocałował go prosto w usta niwelując ostatki smutku. Co prawda martwił się o zdrowie chłopaka, ale to raczej normalne w tej sytuacji.
-Prześpij się chociaż trochę, proszę Mikuś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 12:14 am

- Jestem na nogach bo muszę na nich być. Niewybaczalnym błędem byłoby to, gdybym leżał tam nadal bez najmniejszego wyjaśnienia czy też przeprosin za całą tą sytuację. - Tak powoli wracał do normy co było wyraźnie słyszalne w jego nieco zachrypniętym, głębokim głosie. Owszem miał za co przepraszać, za to, że niepotrzebnie kazał cierpieć temu, którego tak porządnie miał chronić przez całym złem i bólem tego świata. W końcu mógł znów poczuć specyficzne ciepło bijące wraz z pozytywnym tokiem myślenia wprost od Zielonowłosego tak samo jak serce walące w jego piersi całkiem szybko.
- Owszem jest za co przepraszać z mojej strony. Miałem cię chronić przez wszystkim, a nie uchroniłem przed bólem. Tak, wybaczę ci wszystko... - Odparł wzdychając ciężko. To była najdziwniejsza przygoda, którą Mike przeżył. Tyle ran, chwil, emocji w tak krótkim czasie, a wszystko ładnie zakończone pocieszeniem oraz pogodzeniem się z przyjacielem. Pogłaskałby go, przytulił mocniej lecz nie mógł. Dłonie nie pozwalały tak jak całe obolałe ciało. Mięśnie jeszcze nie wracały do całkowitej normy. Zaczęły się zalepiać mniejsze rany cięte, które nie były głębokie w tym też otarcia i wiele innych. Pierwszą najmniejszą raną z serii tych poważniejszych była szyja. Od podstaw, każdy mięsień, kawałek skóry czy czegokolwiek innego było widać jak się regeneruje. Nie był to zbyt ciekawy widok, a do tego czuł jakby naciągali mu już napiętą skórę jeszcze bardziej. Nie działa to niestety tak szybko, aby w chwilkę rany nie było. Od tego uczucia oderwały go słowa Tęczowookiego. Spojrzał na zwierzątko wskazane przez niego i nie wiedział co powiedzieć na ten temat. Najlepiej nic, bo właśnie trwała regeneracja blisko szczęki. Wszystko znajdujące się obok najlepiej musiało trwać w bezruchu, ale przez minimalnie otwarte usta i spore starania udało mu się coś normalnie powiedzieć.
- Dziwne zwierzątko, zapewne zmiennokształtny. - Wywnioskował po żółtej kamizelce, bo przecież Mike takiej nigdzie nie miał, a Eto nie nosił, chyba że pijawce coś umknęło sprzed nosa. Przyjrzał się ciekawemu zwierzakowi, ale nie ufał mu. Niby on go tu przyniósł itd. no ale nie wiadomo jakie prawdziwe zamiary ma ta istota, dlatego Białowłosy włączył tryb czujności. Że wcześniej nie wyczuł tej istoty, aż dziwne. Może to przez to oszołomienie związane z ranami i stania się na moment bestią.
Najwyraźniej jego Pan nie mógł się powstrzymać, bo prowadził go na górę. Wiedział co chciał przez to powiedzieć ,, Masz leżeć i wyzdrowieć jak najszybciej! ", ale jemu odpoczynek nic nie dawał, regeneracja zachodziła tylko pod wpływem ilości krwi w ciele rannego. Powolutku z każdą chwilą przypominał bardziej dawnego siebie. Nie kompletnie rozszyfrował jego tajemnicze spojrzenie, ale kiedy wsadził mu swoje włosy do ust otworzył szeroko oczy i zamrugał kilka razy bardzo szybko. Po tym brwi opuściły się wracając na swe odpowiednie miejsce. Będzie miał potem poślinione włosy, żeby tylko się nie skarżył na to. Wystarczyło kilka sekund, aby Wampir zaczął zaciskać mocniej zęby i przeżuwać nieco koniec warkocza Zielonowłosego (który smakował oczywiście szamponem), a pomimo tego krzyk tak czy siak był słyszalny. Cholernie bolało gorzej niż przy ich łamaniu, ale wytrzymał. Spuchnięte ręce miał po raz pierwszy, takie fioletowe i większe niż zwykle. Nie, stanowczo nie polubił tego widoku. Dłonie wampira pulsowały oczywistością była też informacja, że to właśnie palce i obojczyk zaleczą się najpóźniej. Uśmiechnął się na pocałunek, który udało mu się ledwo odwzajemnić. Był już spokojny, w naturalnym nastoju z odrobiną bólu w głosie. Jedynie na twarzy widniało zmęczenie, które najwyraźniej nie miało zamiaru zniknąć po ostatnich wydarzeniach. Wampiry może nie muszą spać często lecz Mike przywykł do życia tak jak człowiek i spać musiał co jakiś czas. Nie przeszkadzały mu już rany czy wyczerpanie. Był przecież w domu obok swojego Eto...
- Nie zasnę teraz na pewno, musiałbym się zregenerować do końca, a nie wiem ile to jeszcze potrwa. Złamania leczą się najdłużej. Ciekawe, gdzie ten Demon się uleczy... - One nie miały regeneracji, więc musiały leczyć się jak ludzie ewentualnie korzystać z pomocy Anioła, a tego obrazu Wampir w głowie w ogóle nie miał.
- Poza tym mamy ,,obcego" w domu. Muszę pilnować...

[3/18 leczenie]


Ostatnio zmieniony przez Miketsukami dnia Sob Mar 09, 2013 6:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 1:06 pm

Słuchał uważnie wszystkiego co mówił przyjaciel i nie mógł dać wiary, że nie potrzeba mu snu, gdy nie jest w pełni zregenerowany. Dla Eto sen to idealny stan, w którym odnawiał swoje siły. To bardzo dziwne nie korzystać z tego przywileju. Nie mniej jednak w razie niebezpieczeństwa i braku energii nie musiałby narażać siebie na utratę przytomności z tytułu marzeń sennych.
Przy nastawiania palców Białowłosemu nie martwił się o swój warkocz, później też nie, dlatego dobrze że w jakiś sposób zamortyzował przegryzienie własnego języka. Po "zabiegu" głaskał go po policzku na pocieszenie. Niestety nie umiał nastawiać innych kości, w tym obojczyka, ale jakby tylko potrafił wezwać pomoc, to byłoby lepiej... rana od pleców do obojczyka była najgorsza, tu przydałoby się zszycie, lecz na tym nie znał się kompletnie. Owszem, widział osoby, które robiły to, ale na ubraniach nie na organizmach. Nie dotykał ów ran, lecz nie dawały mu spokoju. Kto mógł to zrobić? Co się stało? Odpowiedź właściwie przyszła niedługo.
Po usłyszeniu winowajcy zbladł jeszcze bardziej.
-De-demon? Walczyłeś z demonem?! To w takim razie już wiem skąd są te rany... -przerwał wypowiedź, aby przejechać delikatnie paluszkiem po jednej z już zabliźnionych ran, po czym tęczowy wzrok wrócił do "Dwóch Światów" należących do Białowłosego- Jak nie chcesz spać, to chociaż poleż i odpocznij do ustąpienia "fioletowych rączek". Sam zajmę się Robciem.
Uśmiechnął się szerzej i przylgnął na chwilę do ciała wampira, jakby zmienił zdanie i położył się do towarzystwa. Tak się cieszył, że przyjaciel żyje i zdrowie poprawia się z chwili na chwilę. Walki z demonami nie kończą się dobrze, tak przynajmniej wierzył niedoświadczony w potyczkach Eto. Cichy, spokojny oddech bił z jego torsu, który co jakiś czas wychylał się zza horyzontu łóżka. Jednak obiecał zająć się krecikiem, więc przeturlał się na wolną stronę posłania i wstał z niego odchodząc wolno z sypialni. Zanim jednak wyszedł wychylił jeszcze na chwilę główkę jakby chciał upewnić się, że będzie wszystko dobrze. Zmrużył do połowy swoje Tęcze i wycofał się całkiem.
Zszedł do kuchni, w której nadal przebywała Czarna Kulka. Usiadł na parkiecie po turecku i spoglądał na zwierzątko. Może i dziwnie wygląda, ale jest słodkie. Lśniące futerko, oczka jak koraliki, śmieszny mięciutki różowiutki ryjek i niepozorny kształt - wszystko to wpływało na ocenę pozytywną z punktu widzenia Długowłosego. Jak mógł nie wziąć pod dach takie maleństwo? Znał przecież formę ludzką tej istotki (znał jak znał, ale nie był mu zupełnie obcy jak to stwierdził Miketsukami), i nawet jako człowiek brzydził się wyraźnie śniegu. Jak ustąpi śnieżyca, to da mu prawo do opuszczenia willi, ale nie wygoni na siłę.
Spoglądał długo na zwierzątko i pilnował, aby niczego nie napaskudził ponownie, ale powieki zrobiły się coraz cięższe, więc ostatkiem energii pochwycił swoimi stopami malca - bo zauważył, że podobają mu się jego bose stopy - a sam zapadł w nagły, głęboki sen. Był wykończony, ogólnie to nie umiał gospodarować swoją energią i oto były tego skutki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 3:11 pm

Rob nie mógł narzekać na warunki, które dały mu stopy. Zjadł wszystko, nie wyłączając czerwonego, wilgotnego paska i żółtego kwadratu z dziurami. Dopiero wtedy głód przestał mu dokuczać, a mały krecik mógł położyć się na miękkim materiale. Wszak jego instynkt kazał mu schować się pod ziemię, gdzie z pewnością byłby bezpieczny, ale dziwna, płaska powierzchnia nie dawała zrobić w sobie dziury. A Rob próbował, oj próbował, póki pazurki się nie stępiły, a różowe łapy nie zmęczyły - a płaska powierzchnia ledwo się zarysowała! 
Coś z głębi jego małego móżdżka powiedziało, iż jest to nic innego, jak podłoga, by Stopy nie czuły zimna ziemi. 
"Bez sensu", stwierdził krecik. "W ziemi są dobre, tłuste dżdżownice. Tu ich nie ma. A jeśli jest zimno, zawsze można wykopać ciepłą norkę. Albo wychodować włosy."
Stopy były nieowłosione, a co ważniejsze - miały dziwny kolor. Łapy powinny być różowe i powinny mieć ostre pazury, żeby grzebać w ziemi. Te natomiast nie dość, że zamiast pazurów miały gładkie czuby, jeszcze niesamowicie hałasowały. 
"Biedne Stopy", myślał krecik. "Jeśli kiedykolwiek znajdzie się poza płaską powierzchnią, zaraz jakieś Wielkie Zęby go zjedzą. Powinienem nauczyć je skradania."
Jak jednak miał to zrobić? Próbował dawać im sygnały, cicho popiskując, jednak one tylko hałasowały. Wreszcie Rob nie wytrzymał. Przydreptał do Stóp, które nie wiedzieć czemu przestały robić swoje Kroki - które były tak ogromne i wznosiły tyle kurzu z płaskiej powierzchni, że na wielką literę zasługiwały - i wdrapał się na nie. Były takie dziwne, sztywne i takie zimne!
"Bez sensu", pomyślał raz jeszcze krecik. "Skoro Stopy i tak są zimne, równie dobrze mogłyby chodzić po ziemi, zamiast budować płaskie powierzchnie."
Naraz jednak odrzucił rozważania i senność - męczącą go już od ładnych paru minut - posiadał bowiem misję. Stopy, jakkolwiek dziwne by nie były, dały mu jedzenie. A on przyjął je do swojego stada. O członków stada powinno się dbać, dlatego nauczy Stopy cichego chodzenia, choćby miał zostać przez nie przydeptany w trakcie nauki. Nie, może jednak nie. Aż tak przywiązany do Stóp jeszcze nie był. Ale cichego chodzenia je nauczy, byle tylko nie próbowały go przydeptać.
Rob chwycił delikatnie ząbkami brzeg Stopy. Miał nadzieję, że to jej nie boli, bo w końcu taka Stopa mogłaby bez problemu rzucić jego małym ciałkiem przez całą płaską powierzchnię. Po czym zaczął ciągnąć, usilnie próbując zmusić ją do ruchu.
Powrót do góry Go down
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 6:44 pm

- Tak walczyłem z Demonem na cmentarzu. Gdyby nie mój humor i wysoki poziom umiejętności irytowania innych u tamtego osobnika nic by się nie stało. Najwyraźniej miał podobny do mojego dlatego się biliśmy. Cóż ostatecznie musiałem uciec jak tchórz... - Jeżeli nie zrobiły tego na pewno martwy leżałby w grobie, albo nawet w parku ostatecznie wykrwawiając się. Z tego co słyszał wampiry giną poprzez odcięcie głowy, więc żadna inna opcja nie widniała w jego móżdżku. Westchnął ciężko zgadzając się na propozycję Zielonowłosego, ale będzie mu tak smutno samemu cały czas. Zaraz zaraz kiedyś cały czas był sam, więc nie miał się zupełnie czym przejmować. Nie mógł nic teraz robić przez porządnie napuchnięte dłonie z połamanymi palcami no i została jeszcze kwestia barku. Mógłby sobie to sam nastawić aczkolwiek to byłoby wyjście ostateczne. Równie dobrym rozwiązaniem było poprosić niedoświadczonego przyjaciela i wedle wskazówek nastawiłby to co w złym miejscu leży.
- No dobrze... - Mruknął cicho gapiąc się przez cały czas w sufit. Nie był on zbyt ciekawy dla Wampira, lecz dla kogoś innego nie koniecznie. Zdobiony, błyszczący, interesujący... Przez to właśnie zaczął robić się senny, ale nie mógł zasnąć. Zmuszał się, byleby powieki nie opadły i nie podróżował po krainie Morfeusza. Oczywiście nie narażał się na ból z tego względu. Obserwował jakże zacną, ciekawą, nieco obrzydliwą regenerację ran na ciele. Szyja zregenerowała się w 1/4 stopnia, blisko było do połowy co uszczęśliwiało Mike, który dokładnie wiedział co i gdzie się dzieje. Głowa cały czas go bolała od tego uderzania o nagrobek przez co miał teraz problemy z równowagą czy też słuchem czego w ogóle nie dało się po nim poznać. Ziewał dosyć często, nudził się straszliwie. Nie wytrzymał dłużej, miał dość po prostu zasnął. Ciekawe ile razy będzie krzyczał przez sen z bólu, albo się przez niego budził. Unieruchomił swe ciało w razie czego...

[4/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 8:44 pm

Pewnie spałby tak długo na czymś tak niewygodnym, gdyby nie interwencja z zewnątrz. Skwasił minę, kiedy dotarł do niego ból. Otworzył niepewnie oczy i skierował je na źródło. I na miejscu zbrodni dostrzegł krecika. Stopy zaczerwieniły się od ostrych ząbków i pazurków niepozornej istotki.
-Au au! Maluszku, co Ci jest?
Miał ranną Stopę w sam Palec! Mała Kulka wybudziła go ze snu, bo coś chciała zakomunikować. Przetarł nadgarstkiem podpuchnięte oczy i schylił się ku stworzonku. Ewidentnie chodziło o stopy Eto, lecz nie miał pojęcia o co chodziło. Zaczął przebierać palcami jakby chciał przemówić, iż już się rusza. Podgryzanie ustąpiło, więc odetchnął cicho i patrzył się na Kulkę Futerka. Hm... może chce jeszcze jeść? Ile takie maleństwo je dziennie? Nie zastanawiał się nad tym. Już miał wstać po kolejną porcję, lecz wtedy znów czuł podgryzanie.
-Aj aj aj! Uuła, ale mnie skubiesz, no wiesz Ty co Robciu.
Jeszcze usilniej skupił się, aby poprzez kontakt wzrokowy odczytać intencje zwierzątka. Niestety nie szło mu tak dobrze z tym, jednak coś mu zaczynało świtać. Krecik bez żadnego hałasu dreptał do stóp cudaka. Może o to chodzi - jest za głośny, bo podłoga dudni Maleństwu w uszach, gdy znajduje się na niej, a Eto stąpa boso tam i z powrotem? Uśmiechnął się i przytaknął, to mogłoby być to! Postanowił przenieść ciężar ciała na palce stóp, żeby zniwelować jak najwięcej dźwięków. Chyba nie było tak źle, stworzonko nie rzucało się z ząbkami na skórę chłopaka.
Chciał sprawdzić co dzieje się u Miketsukamiego. Tak krótko trwała ich rozłąka, lecz Zielonowłosy o dobrym, mocno dziecięcym sercu chciał doglądać swój Cel w życiu. Podniósł więc krecika z ziemi wraz z kamizelką i niezwłocznie udał się na górę. Ale ciiichuuutkoo... na paluszkach... Dotarł na piętro i przystanął w progu drzwiach z zawiniątkiem w rękach.
-Oho... śpi smacznie...
Wyszeptał do siebie i krecika przechodząc bez zgrzytania podłogi (ha, lekcje od Robcia opłaciły się!) pod ścianę pomieszczenia. Zabłysły radością oczka i uśmiech, który pojawił się wraz z pomysłem jaki naszedł Eto. Nie była to głupia idea, zabrawszy z kuchni zwierzątko i umoszczenie mu na 'miękciejszej' podłodze niżeli na dole, na zimnych posadzkach. Sam zaś Zielonowłosy cicho usiadł na fotelu i pilnował to przyjaciela to stworzonko, które czasem sięgnął paluchem u Stopy i pacał z wyczuciem po główce. Częściej jednak wzrok spoczywał na Białowłosym, który posłuchał jego rady i zapadł w sen. Nie chciał go budzić, więc ułożył się wygodniej na meblu i ze spokojem przypatrywał się jak bardzo powoli goją się rany. To trochę trudne do wyjaśnienia, ale Eto mógł spokojnie patrzeć nawet na rosnącą trawę, która dla ludzkich oczu nie zmienia się wcale w przedziale kilku minut. Tęczowooki inaczej odbierał bodźce ze świata, tak jakby utożsamiał się z daną istotą i dzięki temu znał czas rozrostu czy regeneracji. Nie w minutach czy godzinach, lecz kondycyjnie i bardziej praktycznie. Nieważne zresztą, autor wypowiedzi zamotał się nieco.
Byłby szczęśliwy, gdyby Stróż wyzdrowiał całkowicie, ale po takich obrażeniach nie było mowy, aby nadeszło to tak szybko. W oczach Eto, Mikuś nie był tchórzem że uciekł od walki. Czego nie robi się, by przetrwać? Tak bardzo był rad, że miał na tyle odwagi, by stchórzyć. Tak, to brzmiało paradoksalnie, lecz to była prawda. Mogła to być trudna decyzja, ale jedynie słuszna w sprawie.
Długo tak siedział na fotelu, oczy kleiły mu się niemiłosiernie, lecz starał się nie spuszczać z zasięgu wzroku ani Czarnej Kulki ani Dwukolorowookiego. Nieudolnie mu to wychodziło, aż zrezygnowany powłóczył nogi do posłania przyjaciela i wkopał się pod pierzynę, i ostrożnie przylgnął swoim bokiem do zdrowszej części ciała właściciela domu. Ah, seeen... Eto miał już porządne worki pod oczami, a najlepszym lekarstwem na to było oddanie się w krainę marzeń w towarzystwie jedynej osoby, która troszczyła się o Zielonowłosego i darzyła go nietuzinkowym, wyjątkowym uczuciem. W takich warunkach nie mógł nie spać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 09, 2013 9:51 pm

Nie zapadł w głęboki sen, a nieustana czujność pozwoliła mu na dokładne słuchanie otoczenia w całkowitej świadomości. Z samego dołu słyszał jakby szepty (no fakt jest to co zwiększa zręczność, czujność czy cokolwiek innego, ale ściany i sen robiły swoje). W tym stanie nie mógł mieć żadnego snu nawet koszmaru. Czego to się nie robi aby pilnować innych? Jak cieszył się, że znów nawet po krótkim czasie usłyszał głos Zielonowłosego. W tym momencie uspokajało go to. Nie było go trudno wyciągnąć z tego stanu. Nawet kilka minut snu starczyło mu na tydzień, przecież organizm był przygotowany przez naturę na brak snu, a sam go przestawił na bardziej podobny do ludzkiego, żeby przespać się nawet moment.
Słyszał kroki, poczuł jak łóżko się ruszyło, aż w końcu coś dotknęło jego ciała. Nie musiał się zastanawiać, w dotyku i przez ciepło wiedział, że to Eto. Uśmiechnął się nieco leniwie przeciągając rękę ostrożnie w stronę Zielonowłosego. Ułożył ją tak, aby przytulić go jako tako i głaskać po głowie nieuszkodzoną częścią dłoni. Palce w każdej chwili znów mogą zmienić położenie w mniej czy więcej bolesny sposób. Samą przyjemnością było poczuć miękkie, długie włosy, a w szczególności wcześniej gryziony przez niego warkocz. Wtulił go bardziej w siebie nie zważając, że stykał się z jakąś mniejszą otwartą raną czy nawet kilkoma. Chciał aby spał spokojnie i nie bał się o rannego, zwierzątko czy samego siebie. Zrobi dla niego wszystko byleby wypoczął.
- Bylebyś zasnął na moment... - Przeszło mu przez myśl. Nie spał już, ale miał zamknięte oczy dla niego to też wypoczynek. Myślał też nad kwestią posiadania zwierzątka skoro Tęczowooki najwyraźniej je lubił to trzeba mu będzie jakiegoś kupić, znaleźć czy też zaopiekować się Zmiennokształtnym. Skąd znał prawdę? Widział w małych oczkach krecika czy nawet jak to już było mówione zgadywał po kamizelce. Musiał przyznać jedno, szyja szczypała jak cholera. Najmniejszy wiatr uderzający o mięśnie nie zakryte skórą sprawiał ból. Równie dobrze chodziło o to, że nic wokół niego nie mogło się ruszać. Westchnął ciężko uchylając minimalnie jedno oko zerkając na Zielonowłosego. Cisza i spokój to dwie rzeczy, które Wampir lubił najbardziej.

[5/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Mar 10, 2013 10:30 pm

Zmęczenie pokonało Eto, który naprawdę musiał podreperować siły, aby uzupełnić brakującą krew i witalność. Mimo głębokiego snu na czułe gesty ze strony przyjaciela zareagował szerokim uśmiechem nie otwierając oczu. Prawie że nie oddychał, serduszko też nie pukało jak szalone, uspokajał się i relaksował w pełni. Miał pewne niejasne obrazy, iż mógłby w tej pozycji skrzywdzić ranne ciało przyjaciela, ale silny uścisk Dwukolorowookiego dawał do zrozumienia, że jest wszystko w porządku. Nie krępował się więc i rozluźnił swoje ciało z napięcia.
Nic mu się nie śniło z początku. Czarna pustka wypełniała jego wizję aż po brzegi. Nie to, iż bał się tego czegoś, ale wolałby więcej kolorków. Gęsty dym spowijał ciało Eto uwięzionego we śnie, lecz zjawiły się dwie wstęgi świetlne - Błękitne jak Niebo i Czerwone jak Piekło. Zupełnie jak oczy Miketsukamiego. Przedzieliły te promienie ciemności odkrywając świat marzeń z mroku. Widział tam Stróża, który stał przed nim zdrów i machał w jego kierunku, jakby chciał bliższego spotkania. Zielonowłosy nie wahając się biegł przez pachnące łąki, aż mógł wpaść w otwarte objęcia wampira. Dziwnym trafem przeleciał przez przyjaciela i wylądował na trawie za nim na twarz. Odwrócił się niepewnie i zauważył, że to nie na niego wtedy patrzył się bliski mu mężczyzna, ale na kobietę w czerwieni, która była czule obejmowana przez Białowłosego. Cudak nie wiedział kim była nieznajoma, lecz miał przeczucie, iż powinien ją znać. Ta z wyższością spoglądała na Eto przez bark wtulonego młodzieńca i uśmiechała się szydząc z Długowłosego. Niczego nie świadomy patrzył się dalej na ów parę, a gdy kobieta odchyliła swoją szyję, całą jej postać zalała gęsta posoka, z której pił łapczywie Stróż. Teraz zrozumiał co symbolizowała nieznajoma.
Krew.
Nagle przyłożyła swoje smukłe dłonie na twarz Dwukolorowookiego i skręciła delikatnie jego głowę w kierunku Eto. Wyszeptała mu parę słów do ucha, a ten oderwał się od kobiety i wyruszył pewnie w stronę dziwaka, który siedział nadal na trawie. A wtedy dostrzegł grymas bestii, jak ten z parku, kiedy odnalazł prawie pobitego i rannego na śmierć przyjaciela. Przestraszył się i chciał poderwać się do ucieczki, ale nad wyraz szybki wampir nie okazywał skrupułów i bez problemu przygwoździł swoimi kończynami Zielonowłosego. Nie mógł uciekać przed kłami i przeraźliwym spojrzeniem. W momencie szybkiego wgryzania się w szyję Eto, ofiara...

...obudziła się zlana potem i podrywając się do pozycji siedzącej. A raczej zrobiłby to, gdyby nie pewny, uspokajający chwyt Mikusia. Nawet nie wiedział, że skopał całą kołdrę, gdy we śnie chciał uciec od koszmaru. To był dopiero drugi sen chłopaka w materialnym wcieleniu, stąd nie mógł przyzwyczaić się, iż to co śnił nie było prawdziwe. Rozejrzał się po sypialni i przyłożył dłoń do rozpalonego czoła. Przekręcił się ostrożnie przodem do wampira, który musiał się zdziwić kolorystyką oczu Eto. Były identyczne z tymi, które posiadał poturbowany Stróż.
-Jesteś głodny?
Zapytał cicho nie zdając sobie z tego sprawy, że zmieniły mu się na moment patrzałki. Po kilku mrugnięciach wróciły do swojej tęczowej barwy. Wtedy też zapytał się jeszcze ciszej:
-A może chcesz coś innego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 12:01 am

Wybudzony całkowicie ze snu zaczął obserwować Zielonowłosego cóż to może mu się takiego ciekawego śnić. Gdyby potrafił wnikać do czyiś snów byłby bogiem ulepszającym je, by były wolne od wszelkiego bólu, zła czy też obaw wytworzonych w głowie śpiącego. Ciekawe jak to jest z proroczymi snami w których ukazana pod postacią charakterystycznej rzeczy jest przyszłość. Tego snu chyba nie dałoby się zmienić tym bardziej wniknąć do niego. Nie zastanawiał się nigdy na czymś takim, bo nie miało to sensu. Nie posiadał owej mocy, więc po jakiego grzyba ,,gdybać". Wyraźne znaki wskazywały na próbę ruchu w śnie u Eto. Mike rzadko co się śniło, najczęściej śmiesznymi skutkami były różne czynniki typu: kiedy chciał coś powiedzieć mówił w prawdziwym życiu nie we śnie albo budził się najzwyklej na świecie. Zazwyczaj jednak czarna pustka ukazuje się dla niego na kilka sekund i już nowy dzień, albo przespane kilka godzin. Przynajmniej potrafił kontrolować swój stan snu w jakiś tam wygodny sposób. Wycierał jego krople potu własnym rękawem, lecz musiał na chwilę przestać go głaskać.
W końcu Zielonowłosy obudził się, przekręcił i spojrzał na niego... niebiesko żółtymi oczami?! Wystraszyło go to tak, że wzdrygnął się niepewny sytuacji. Nie ruszył się z miejsca bo nie mógł, poza tym cały czas mocno trzymał się ziemi i nie tego, że przypadkiem jeszcze spał co mogło być możliwe takie nagłe o... Odetchnął głęboko dławiąc się powietrzem odrobinę. Szyja była już niemalże zdrowa (3/4) co go wręcz uszczęśliwiało, będzie mógł normalnie mówić czy coś.
- Jak to ja głodny? Niedawno jadłem od ciebie i więcej nie mogę. Z tego co widzę padłbyś od razu, nie będę ryzykował. - Odparł stanowczym głosem nie przerywając delikatnego głaskania. Patrzałki znów były kolorowe, jak dobrze... Przestał się bać (zaraz zaraz on się bał Eto?!).
- Na nic innego też nie mam ochoty, chyba że dałbym nietypową odpowiedź co w moim stanie jest nie wskazane ze względu na rany. - Nie mógł się zbytnio śmiać, dlatego najzwyczajniej w świecie uśmiechnął się, musiał uważać przecież na swój brzuch. On jeszcze się nie leczył nie wiedzieć czemu, to była najwcześniej zadana rana za razem największa. No cóż nie oczekiwał zbyt wiele od swego biednego organizmu.

[6/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 8:51 am

Zły sen przestał mieć prawo bytu, gdy tylko został ściśnięty przez silne ramię przyjaciela. I jego aksamitny głos, który nie żądał od Zielonowłosego niczego do picia. Nie od niego, bo podejrzewał, iż zmarłby od intensywnego spożywania z jego żył posoki. Ufał mu, ponieważ wiedział lepiej od niego jak mogłoby to się potoczyć. Nie mniej jednak powiedział wesoło:
-Yhm... może masz rację, ale jakbyś chciał krwi, to nie krępuj się.
Na szyi nadal miał ślady poprzedniego mocnego ugryzienia, a wokół tego wysuszone żyłki, ale nie widział tego, gdyż zasłaniały włosy. Zresztą nawet gdyby to widział, to nie zmieniłby zdania, iż odda wiele za prędki powrót do całkowitego zdrowia Dwukolorowookiego. Był mu to winien, nawet jak zostało mu to wybaczone.
Uśmiechnął się na słowa o nietypowej odpowiedzi, jakby nie stan zdrowia wampira. Z początku myślał w kategoriach mocniejszego przytulania, całusa, lecz gdy tylko zaczął głębiej rozważać o co mogło chodzić przyjacielowi, to w końcu zrozumiał. Albo podejrzewał - chciał więcej niż pocałunek. Trochę zmieszał się, bowiem pamiętał co było za pierwszym razem. I to przez jego zachowanie (może nie w trakcie ale po) doszło do ich chwilowego rozdzielenia. Stróż wtedy naraził się na wielkie niebezpieczeństwo walcząc na równi z demonem, który pokiereszował go mocno i niemal na śmierć. Westchnął cicho.
-Chciałbym Cię zadowolić, jednak boję się, że coś pójdzie nie tak. Nie chcę być... być... tym innym.
Nie chciał mówić dlaczego, skoro podobało się to przyjacielowi.
Od tego momentu Eto zrobił się wyraźniej tajemniczy, ale nie tracił na czułości jaką posiadał i lekko ściskał ciało towarzysza. Oddychał trochę szybciej niż spokojnie, prawie równo, najprawdopodobniej chciał coś powiedzieć o czym rozważał krótko po śnie. Zdawało się przez chwilę, że Eto jęknął cicho z bólu, jakby wczuł się w aurę Białowłosego. Nie było to możliwe w rzeczywistości, jednak mógł już odkryć wampir, że Tęczowooki jest na swój sposób silnie związany z emocjami, nastrojami, cierpieniem i tego typu cechami z osobą, przy której znajduje się blisko. Nawet jeśli nie dolegało mu to samo co poszkodowanemu, to i tak to wyczuwał na sobie. Dziwak nie miał o to nigdy pretensji - to była forma lepszego poznania bliskiej mu osoby.
Żyjątko zamknęło na chwilę oczy i już mógłby być posądzony o to, że zasnął gdyby nie łagodny głos wydobywający się z jego ust.
-Gdybym mógł być taki jak Ty - odważny, pewny siebie, kochany, przytomny w najgorszych sytuacjach...
Nie patrząc się na twarz przyjaciela otworzył powieki zerkając przed siebie rozmarzony. Jego tęczówki rozdzieliły się pod względem kolorystycznym na takie same jakie miał Miketsukami. Zielonowłosy delikatnie głaskał palcami jego tors, nie po ranach tylko bliznach, jakby chciał ich szybkiej regeneracji.
Uśmiechnął się w niemal identyczny sposób jak to robił jego przyjaciel i odezwał się nie swoim głosem:
- ... wtedy byłbyś ze mnie dumny, i kto wie - może mógłbym zostać tu na zawsze.
Kolor włosów Eto tracił na żywości, bladł dość szybko, aż stały się białe jak śnieg. Nie mógł jednak skrócić swoich kudłów ani zmienić owalu twarzy czy wzrostu, nie mniej jednak bardzo upodobnił się do swojego Stróża kolorystycznie. Usiadł ostrożnie na łóżku i patrzył się nieobecnym wzrokiem na Krótkowłosego, którego teraz pieścił za uchem i po włosach. Powędrował daleko swoją osobą w chmury, odcinając się od rzeczywistego świata, chociaż zaprzeczały temu gesty kierowane ku Mikusiowi. Zatracił się w tym stanie, nie oddychał ani nie odzywał się czy też nie poruszył się na milimetr. Jakby znieruchomiał.
Nie trzeba mieć serca by żyć. Nie trzeba mieć duszy by żyć. Póki istnieje myśl w ciele, póty się żyje. A co jeśli nie ma się własnych myśli? Eto zawsze skupiał się na bytowaniu innych, rzadko na swoim. Kochał wszystkich i wszystko... oprócz siebie. Był niczym kserokopiarka, papuga - żerował na innych emocjach i egzystencjach, nie mogąc odnaleźć samego siebie. Jego życie sprowadzało się do naśladowania innych. Jeśli już to robi, to chciałby naśladować najlepszych, czyli Miketsukamiego. Ale nawet tutaj nie jest wszystkiego w stanie "odgapić" i przenieść na swoje postępowanie. Dlaczego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 10:11 am

- Na razie mi jej starczy, czuję, że jestem niemalże pełny. - Nadal stanowczo nie był przekonany do picia większej ilości posoki od swego przyjaciela. Przyglądał mu się uważnie nie wiedząc o co teraz chodzi. Przekręcił bardziej głowę w jego stronę byleby niczego sobie nie ponadrywać, gdyż żadna ze stron na pewno tego nie chciała. Ta mieszanina uczuć bijąca od niego... Niemal nie do ukrycia przed Białowłosym.
- Do niczego cię nie zmuszam, przecież to ty jesteś mym panem. Poza tym trzeba zaakceptować siebie takiego jakim się jest. - Wrażenie, że po kimś się powtarza wzmacniało się w jego głowie. Nie to teraz było najważniejsze. Wampir przeciągnął się ziewając jednocześnie. Trochę go to zabolało, ale przecież nie będzie wiecznie leżał w bezruchu. Podczas przyglądania się przyjacielowi nagle Mike przekręcił głowę w stronę na której miał ranie. Najwyraźniej już tylko skóra naciągała się na mięśnie i wracała do zupełnego zdrowia. Powolutku odchylał głowę w przeciwną stronę. Ona też mogła się źle zrosnąć, a wtedy to byłby guzik. Zadowolony zaraz po całkowitym wyzdrowieniu szyi przekręcił ją mocno na boki. Coś strzeliło kilka razy, ale nie zaniepokoiło go. Wolną dłonią dotknął zarośniętej rany, jeszcze tylko ona musi zniknąć. W tym też poczuł, że kolej na brzuch. A szkoda, fajnie było obserwować organy u żywego Wampira. Od tego wszystkiego oderwały go zmiany u Eto i to dla niego niepokojące. Fakt faktem to było ciekawe i coś innego niż jego drugie wcielenie, ale w dziwny sposób przeraził wampira, czego nie wyrażał na zewnątrz. Karmiący się emocjami innych mógł jednak to wyczuć. Nie był to taki ogromny lęk, ale zawsze coś...
- Jeżeli będziesz taki jak ktoś to nie będziesz sobą. - Widział co chciał zrobić, upodobnić się do Wampira. Westchnął ciężko zamykając na chwilę oczy by zebrać błyskawicznie myśli i wszelakie informacje na ten temat.
- W końcu zatracisz samego siebie, a tak być nie może. Nawet jeżeli ten wesoły wraz z brutalnym Eto to cały ty... Musisz takim pozostać. Pod względem charakteru chodź byś nie wiem jak próbował nie zmienisz go na taki jacy mają inni bo to trudne do utrzymania. To jak okłamywanie samego siebie. - Próbował go przekonać do zaprzestania tych całych zmian. Żadna żywa istota nie może nie oddychać wiecznie, dlatego nie lubił jak Zielonowłosy się w to bawił. Chodź był uspokajany poprzez dotyk chłopaka nie mógł być spokojny.
- Jesteś trochę dziecinny, bardzo zabawny i przeczuwam, że kiedyś w przyszłości coś co zrobisz mogłoby mnie za boleć, oczywiście ze względu na twój charakter, którego w cale nie chcę zmieniać, to i tak będę kochał na zawsze Zielonowłosego chłopaka o tęczowych oczach z charakterem dziecka. Zapamiętaj to sobie... - Zmiany mogły zmienić coś na zawsze, Mike dobrze o tym wiedział...

[7/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 11:14 am

Przyjaciel mówił bardzo mądrze, aż nie mógł wyjść z podziwu, a umysł wrócił z dalekich krain, by zaczerpnąć wiedzy Miketsukamiego. Wzruszył się słowami kolegi, który chciałby, aby Eto został sobą. Stanęły mu łzy w oczach i błąkał się krzywy uśmiech na twarzy.
-N-naprawdę?
Przygryzł dolną wargę i spuścił wzrok. Nie mógł dłużej oszukiwać przyjaciela. Musi wiedzieć wszystko, wszyściuśko, czego dowiedział się o sobie chłopak. Jak mógłby patrzeć mu w oczy trzymając w sobie te sekrety? Mogły wszystko zniszczyć, ich związek i relację, poglądy, ale czuł powinność. Za to wszystko co zrobił dla niego i w jego imieniu. Jeszcze nie swoimi tęczówkami utkwił wzrok z bojaźnią w bliźniaczych patrzałkach towarzysza. Bał się reakcji rozmówcy.
-Musisz coś wiedzieć.... Ani ten wesoły ani ten brutalny Eto nie należy do mnie. Wspominałem Ci, że "zostałem powołany do życia" niedawno...
Zazielenił się nieco jego warkocz, ściskał jedną dłoń na łóżku, drugą sinawą rękę Stróża. Dwukolorowe oczy wracały do swojej barwy bardzo powoli. Krążenie krwi także, o czym świadczyło pukające serduszko raz na jakiś czas. Tak się bał tej spowiedzi, że aż skulił się w sobie, a pojedyncze łzy skapnęły na ich złączone ręce. Miał wielki dylemat czy powinien coś więcej powiedzieć czy nie warto. Ale nie mógł odpuścić, zależało mu za bardzo na Wampirze, który dzielił się z nim wszystkim co miał, a mógł nawet o tym nie wiedzieć. Przysunął rozpalony policzek do jego sinej ręki i przysłonił ich kotarą ze swych włosów. To było trudne do wyjaśnienia, a tym bardziej pojęcia, co odkrył.
-Mikuś... ja zabieram emocje od innych i dzielę się nimi - nie mam własnych. Przez pierwsze dni przebywałem u małych istot, dlatego wydawało Ci się, że od zawsze jestem dziecinny. Tego "brutalnego" poznałem dzień później, więził mnie w piwnicy i drapał pazurami po moim ciele. Każda żywa istota zostawia we mnie ślad, piętno, tak jak u Ciebie przeszłość. Czy robi źle czy dobrze - kocham ją. To żywe istoty napędzają moją egzystencję, bez nich stałbym się pusty.
Kolor skóry napełniał się beżem, ale rumienił się na policzkach Eto, który starał się jak najklarowniej przedstawić swoje położenie w tym świecie. A tym bardziej u boku Białowłosego.
-Jeszcze nie odnalazłem siebie i prawdopodobnie sam nigdy siebie nie odnajdę. Zadeklarowałeś się na mojego Sługę, i już od początku wyręczasz mnie w wielu rzeczach. Ale gdybyś jeszcze nie zniechęcił się do mnie po tym co powiedziałem, to pomógłbyś mi odkryć siebie? O ile to możliwe?
Zapytał wyglądając już zupełnie normalnie jak na Eto. Uśmiechał się lekko i naprawdę czule głaskał skroń przyjaciela. Czekał z niecierpliwieniem na odpowiedź rannego, który był dla niego guru. Chłopak siedział okrakiem nad leżącym Wampirem tak, by nie dotykać zabliźnionej rany na brzuchu, która była jedną z tych najgorszych, a dzięki szybkiej regeneracji - już wyleczonych. Można byłoby się zastanawiać teraz czy udaje ów czułość gestów czy po prostu nie umie dostrzec w sobie pokładów, które rodziły się dzięki bliskości przyjaciela. Zawsze Zielonowłosego bardziej martwiło otoczenie niż stan swojego zdrowia, nawet na początku ich znajomości nie traktował siebie jak organizm tylko jak przedmiot. Bo był popsuty, a został naprawiony.
Sięgnął po kołdrę i odchylił jej rąbek, aby przyjrzeć się ciału Dwukolorowookiego. Odetchnął z ulgą. Dobrze, że chociaż fizycznie czuje się lepiej. Jak tak dalej pójdzie, to wyjdą na spacerek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 1:38 pm

- Na prawdę, bez dwóch zdań. - Od kilku minut zbierało się na poważną rozmowę, a Mike nie miał jeszcze do niej głowy. Znaczy bolała go trochę, otumaniony odrobinę no i sam rany ach co za życie, a raczej nie życie? Nie zaczynajmy znów tej ciężkiej opowiastce o tym że jest chodzącymi zwłokami itd. Było by to poniekąd nudne poza tym zaliczono już rozmyślania na ten temat na długi okres czasu.
Słysząc słowa przyjaciela wpadł w bardzo głębokie zamyślenie, do tego słowa Zielonowłosego zabolały, chodź nie były o Białowłosym tylko o nim samym. Przejmował się wszystkim co związane było z cudakiem. Z wielkim bólem w sercu pochłaniał słowa Eto niczym sucha gąbka wodę. Wyjaśniła się tajemnica dziwnych zachowań chłopaka, chociaż on wolałby tego nie słyszeć, nie wiedzieć. Teraz jeszcze bardziej się o niego martwił.
- To po prostu nie możliwe... - Wyszeptał jakby do samego siebie. Wstrząśnięty, a jednocześnie bardzo współczujący chłopak wziął sobie do serca wszelkie jego słowa, będzie uważał na swoje uczucia, żeby i Eto nie poczuł się źle. Tak będzie go chronił przed złem jakimkolwiek, do tego przecież się zobowiązał. Słone łzy Tęczowookiego poruszały jeszcze bardziej Wampira, po prostu biedactwo... Zacisnął bardziej bolącą dłoń, to samo zrobił ze szczęką, żeby przypadkiem nie wydrzeć się jak jakiś debil po pijaku w środku nocy.
- Powiedziałem ci coś, bez względu na wszystko będę zawsze cię kochał. Tylko ty możesz zmienić moje uczucia wobec ciebie, nikt inny nawet ja sam. Oczywiście, że jest to możliwe i jeszcze bardziej oczywistą rzeczą będzie pomoc z mojej strony. - Ręką, którą mógł ruszać przygarnął go do siebie, by wtulił się w nadal poturbowane ciało. Chodź nadal miał ranny brzuch i rana nie do końca zamknięta usadził go na niej. Znosił wszystko by było mu wygodnie, aby robił co chciał, a nie mógł ze względu na Stróża. Kiedy tylko próbował odsunąć się przez poczucie krwi, mięska czy czegokolwiek innego pokazywał, że nie musi tego robić i nadal trzymał przy sobie chłopaka.

[8/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 2:49 pm

>Muzyczka<
Kilka kropel łez zatrzymało się niczym rosa na długich rzęsach Zielonowłosego, który nie wierzył, iż Niebo i Piekło chciał mieć go przy sobie mimo wszystko i pomagać dalej. A przede wszystkim, że... kocha Eto. O ile zawsze Tęczowooki swoje uczucia darzył innych zbyt otwarcie, to praktycznie nikt tego nie odwzajemniał. Nikt oprócz przyjaciela. Potoczyły się cieplejsze łzy i pojawił się łagodny szczery uśmiech na rozpłakanym obliczu dziwaka. Został przytulony do jeszcze niezagojonego brzusia Wampira i na jego plecach spoczywała głaskająca go sinawo-fioletowa ręka Mikusia. Jego spokój był taki kojący, że aż niemożliwe, iż Stróż był w stanie tak zrelaksować się, aby tylko nieść ulgę swojemu Panu. Ostrożnie paluszkami przejeżdżał po ciele bez ran i kreślił różne wzorki, które były formą pieszczot. Nie miał sił sprzeciwiać się, że przecież wgniata swoim ciałem rany i potłuczenia, a przede wszystkim mięsko, zresztą ufał towarzyszowi i to bardzo. Gdyby tylko łzy Eto umiały leczyć, to spływająca ciecz po ciele mogłaby już całkowicie zregenerować Dwukolorowookiego. Mimo, iż chłopak o dziecinnych zachowaniach nie przejawiał objawów smutku, to łzy same uciekały, najprawdopodobniej tym razem były to łzy szczęścia.
-Dziękuję Mikuś, że jesteś.
Powiedział melancholijnie, czystym głosikiem, który jednak złamał się pod koniec od wzruszenia. Będąc tak blisko przyjaciela, nawet jeśli sam Wampir nie potrafił wytwarzać ciepła, to bliski kontakt z jego ciałem powodował ogrzewanie. Przyjemne, kojące nerwy obu jednostkom leżących na łóżku. Zadarł główkę tak, żeby utkwić jeszcze lśniące milionem blasków od wilgoci oczu na twarz Stróża. Uśmiechał się słodko i niewinnie w kierunku Białowłosego.
-Jak wyzdrowiejesz to pójdziemy na spacerek. Dobrze nam zrobi słoneczko i pachnące kwiaty. Ooo... a może spotkamy pana od waty cukrowej?
Powiedział chichocząc i nie przestając patrzeć na patrzałki o wyglądzie Nieba i Piekła. Naprawdę, co zrobiłby taki Eto w świecie bez kogoś takiego jak Mikuś? Nie przetrwałby długo, albo popadłby w bardzo złe towarzystwo. Nareszcie nie musiał ukrywać się z tym kim był (co w sumie odkrył bardzo niedawno - siedząc smutnym w kuchni), lecz wiedział, iż sprawił pewną przykrość towarzyszowi. Zauważył ów zawahanie w jego nastroju, nie mniej jednak nie powiedział nic na ten temat. Obaj już wiedzą, i niech tak zostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 3:32 pm

Znosił ból nie tylko dlatego, by nauczyć się go tłumić, ale także dla niego. Nie znosił widoku łez, które wypływały z oczu Zielonowłosego przez smutek więc robił wszystko, aby tak nie było narażając się na minimalne przedłużenie regeneracji miejsc, na których był chłopak. Wyraz jego twarzy przez moment był obojętny, a potem ponownie zamienił się w delikatny uśmiech. Lekko przymrużone oczy nadawały jego twarzy bardzo przyjazny wygląd. Teraz zastanawiał się jak wcześniej mógł być na niego zły to nie do pomyślenia. Byłby w stanie śmiać się podczas umierania, gdyby to uspokoiło chociażby minimalnie cudaka. Nie wiedział teraz całkowicie kim on jest, stał się na nowo minimalnie obcy, ale wciąż był jego przyjacielem, Panem, a prywatnie miłością życia. Nie odczuwał teraz nic prócz spokoju, jakby jego ciało otoczone było niewidzialną barierą odbijający wszelki dotyk powodujący ból. Oaza spokoju...
- Za to nie musisz mi dziękować. Gdybyś się tam wtedy nie pojawił zapewne nigdy byśmy się nie spotkali... To nie był chyba zbieg okoliczności. - Ciężko nazwać przypadkiem coś, co zupełnie odmieniło życie ich obojgu. Mike byłby cały czas samotny, zapewne zginąłby bez opieki, a Eto błąkałby się wśród ludzi oczekując dłużej na jakąś pomoc. Objęcie zaciskało się... Kątem oka obserwował jak na ręce ze złamanym barkiem zanika rana, która zrobiła z niego potwora. Upuszczanie krwi, te dwa słowa od tamtego czasu zaczęły budzić lęk w Wampirze. W sumie miał ukrytą we wnętrzu bestię, która mogła się obudzić kiedy tylko pragnął posoki, a żeby mieć spokój Mike musiał go nakarmić. Brzydził się krwią, lecz musiał ją pić z czystego przymusu.
- Możemy się przejść, zimowe słonko nie zrobi mi zbyt wiele (w sumie to nic). A jak spotkamy pana od waty to kupię ci większą niż jest to możliwe normalnie. - Zaśmiał się lekko dalej uśmiechając się szeroko. Będzie go musiał uczyć wszystkiego o wszystkim, chociaż w niektórych momentach może być trudno... Może zamiast mu opowiadać i uczyć wszystkiego trochę mu pokaże. Przypomniał sobie o barku...
- Zanim jednak tak się stanie musisz mi koniecznie nastawić bark. - Po tych słowa wytłumaczył mu dokładnie jak musi złapać gdzie pociągnąć czy też popchnąć, aby to coś wróciło na swoje miejsce. Nie może chodzić ze źle zrośniętą kończyną oczywiście.

[9/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 4:13 pm

Mały krecik dzielnie się trzymał podczas drogi na ciepłych rękach, walcząc z niedającą spokoju sennością. Wszystko jednak ma swoje granice, a napełnienie swego brzuszka, bezpieczeństwo, jakie zapewniały mu Stopy i gorąco wnętrza skleiły oczka zwierzątka tak szybko, iż mały nawet do końca wygodnej wędrówki w dłoniach nie dotarł. Zapadł w sen, nie zauważając ni nowej woni, która uderzyła w jego różowy nosek, ni nowego otoczenia. Zmęczenie było tak wielkie, że nawet instynkt nie próbował dobudzać krecika, acz pozwolił na długi sen pełen snów. Snów o innym życiu, o łapie z przeciwstawnym kciukiem, o mózgu większym, niż orzech włoski. I naraz małemu krecikowi wydało się, iż ciało jego wydłuża się, kości rozrastają, dziwne, niemalże płaskie rzeczy wyrastają z boku głowy, po jednej sztuce z każdej strony. Uszy, odezwał się głos z dalekiego krańca umysły, tam, gdzie zaczynała się ta część bytu, której krecik nie do końca pojmował.
Głos ten przybierał wciąż na sile, przywołując kolejne rzeczy z czeluści mózgu.
Skarpetki, logika, technologia, telefon.
Mały umysł krecika, który budził się jakby z długiego snu, wręcz eksplodował od nadmiaru informacji. I głosu, który niemalże huczał, rozsadzając bezbronne bębenki.
Kości rosły, włosy malały, ciało łysiało. Coraz bardziej i bardziej, brnąc ku formie ludzkiej.
Winyl, koncert, Internet, koszula, Stopy, nie, Tęczowe Tęczówki, poczta, praca...
Rzeczy mnożyły się w mgnieniu oka, płynąc nieprzerwaną falą do pamięci krecika.
Spodnie, Nutella, segregator, dragi, cholera!
- Dragi! - wrzasnął Rob, wijąc się po dywanie.
Bolał go każdy kawałek ciała, każda kość, która musiała się nagle i wbrew swej naturze wydłużyć. Głowa nadal pękała od nadmiaru informacji, ale przynajmniej Sumienie nie ukazywało się na horyzoncie.
"Nie wypada, drogi panie, nagim siedzieć w domu, gdy właściciel spogląda."
I to byłoby na tyle braku Sumienia w głowie
, westchnął w duchu Rob. Naraz jednak zrozumiał to, co dobre Sumienie zdążyło mu już wytknąć i oblał się rumieńcem, nic więcej w tej sytuacji nie mogąc uczynić.
- Dlaczego ja zawsze zapominam schować w bezpiecznym miejscu ubrań? - zapytał się, spoglądając to na Tęczowe Tęczówki, to na domniemanego właściciela. - Wiecie, zmiennokształtni i te rzeczy. Życie nie jest wtedy łatwe, szczególnie gdy prochów brak, a w twojej głowie siedzi rzeczy, mówiąca ci, co masz robić.
Nie poprawiło to pewnie opinii o nim w oczach dwojga ludzi, acz nic pewnie uczynić tego nie mogło. Nic prócz jednej rzeczy.
- Chcą panowie wódki za gościnę? - zapytał, wyciągając butelkę zza pleców i starając zagłuszyć Sumienie, wrzeszczące wręcz w jego głowie, co powinien czynić. - Jeśli odmówią państwo, ja sam mogę się nią poczęstować, aczkolwiek no wiecie...Sam sprawdzałem i po trzeciej szklaneczce nie będziecie pewnie pamiętać o dziwnym, nagim mężczyźnie, który zjawił się w waszym domu i przeszkodził w...err...w tym, co robiliście.
Powrót do góry Go down
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 4:56 pm

Przytaknął na słowa Miketsukamiego pewnie, z coraz weselszą miną na twarzy. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie figiel od losu. Taki szczęśliwy figiel dla ich dwojga. Kiedyś muszą wrócić w to niecodzienne miejsce spotkania, gdyż nabrało dla Eto specjalnego znaczenia.
-Nie, oj nie był to zwykły zbieg okoliczności hihihi. I cieszę się, że wtedy mnie dostrzegłeś i zdjąłeś.
O tak, dyndałby sobie na statku, aż utraciłby siły i zamieniłby się w człowieka powieszonego za swój warkocz. Albo za coś gorszego... Albo ktoś chciałby ze złości przebić balonik strzałką lub pinezką, brrr! To byłoby bardzo bolące, podejrzewał. Co do waty cukrowej to i tak Zielonowłosy był gotów kupić jeszcze większą dla Stróża, ot - zasługiwał! Mniejsza o to, iż nie posiadał pieniędzy. Przeszli po chwili do ważniejszej sprawy niż do formy spaceru i możliwych atrakcjach.
-Uhum, to nastawię od razu!
Przysłuchiwał się wskazówkom powoli schodząc z przyjaciela, który przyjął pozycję siedzącą. Eto zaszedł Białowłosego od tyłu i przyłożył swoje ręce w miejsce sterczącego problemu. O dziwo nie wahał się, nie okazywał strachu, po prostu zgodnie z instrukcją jedną rękę przyłożył bezpośrednio na bark, a drugą do części, do której miała przylegać. Zapewne będzie boleć, lecz cudak zrobił to na tyle szybko i poprawnie, że nie powinno być aż tak źle. A to dzięki dokładnym wytycznym, które chłonął jak małe dziecko wiedzę. Lekko ucałował złamany bark i tym razem to Zielonowłosy chciał robić za oparcie dla Stróża, którego umieścił na swoim torsie i delikatnie objął ramionami, aby nie spłoszył się. Opadł swój podbródek na czubku głowy Mikusia, a jego nogi oplotły dolne kończyny przyjaciela i tak spojeni ze sobą cieszyli się swoim towarzystwem i bliskością.
Moment... z tego wszystkiego zapomnieli o...
Wychylił się zza pleców Białowłosego i zerknął na fotel, koło którego zostawił Czarną Kulkę. Oczy zrobiły się duże.
-Robcio się obudził!
No nie, spostrzegawczość to normalnie ma na szóstkę. Chyba każdy już wiedział, iż krecik przestał być krecikiem i przyjął ludzką formę. Nagusią, nawet bez bielizny. Nie wiedział, że nie wypada tak patrzeć, po prostu współczuł mu, że nie ma ubrania. Gdyby pomyślał tam usilniej u Podnóża Gór, to zabrałby więcej ubrań niż żółtą kamizelkę, lecz zafascynował się zwierzątkiem, którego nigdy nie widział na oczy - i tak wyszło.
Czarnowłosy mówił zdecydowanie za dużo nowych słów i za szybko, aby Tęczowooki nadążył za wszystkim, nie mniej jednak koncentrował się jak mógł. W zamian za przetrzymanie oferował pewną rzecz, dzięki której traci się pamięć o rzeczach niedawnych. To chyba nie był zmiennokształtny tylko szaman!
-Wódki? A dlaczego chciałbym zapomnieć o Tobie, Robcio? Było miło przecież...
Zamrugał parą tęczowych oczu i zupełnie nie wiedząc co powiedzieć więcej, uśmiechnął się i przekazał Wampirowi porozumiewawcze spojrzenie, żeby zadecydował za nich obojga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 5:36 pm

- Z moimi wyczulonymi zmysłami i pięknymi kolorami przyciągającymi uwagę nie sposób było cię ominąć. Najlepsze przypomnieć sobie o własnym zakłopotaniu w takiej sytuacji. - Zaczął wspominać jak to on czuł się w sytuacji, kiedy balonik zmienił się w młodzieńca, którego polubił natychmiastowo. Pierw z czystej chęci pomocy, potem po przyjacielsku, a potem jeszcze coś więcej w zadziwiająco krótkim czasie. Mike miał dziwny styl jeżeli chodzi o osoby w których mógłby się zakochać. Eto sam w sobie był niesamowity i bardzo ciekawy, w sensie szybko chce się poznać od korzeni kogoś takiego jak on aczkolwiek były one bolesne. Stanowczo po odszukania pana z watą powinni tam pójść.
Z tych wszystkich myśli wyrwało go postanowienie Zielonowłosego. Cóż nie miał żadnych sprzeciwów jedynie skinął głową, usiadł, poczuł w bolącym miejscu dłonie chłopaka i zaraz po tym ogromny ból. Może zrobił to szybko i powinno mniej boleć, ale to było robione bez żadnego znieczulenia, żadnego uciszenia (przez co wrzasnął głośno). Na szczęście zrobił wszystko poprawnie przez co nie będzie powtórki dla poprawienia barku. Rana na brzuchu kompletnie się zagoiła, reszta blizn zaczęła powoli zanikać zostawiając po sobie jedynie bardzo blade, białe kreski na ciele Wampira. Jedyne co zostało już do wyleczenia to palce i bark. Ze względu na to iż paluszki były nastawiane pierwsze one najszybciej zaczęły wracać do normalności. Tak w sumie mógł wstać i iść najnormalniej w świecie, byleby uważać na rękę. To dziwne uczucie bólu, a jednocześnie małych łaskotek było nie do opisania słowami. Mike delikatnie nimi poruszał, przez co chrupały odrobinę, ale to dla jego dobra, o!
Natychmiastowo został przytulony, poczuł bijące serce cudaka, ciepło, słyszał również jak krew płynie w jego żyłach. Czuł że wraca zupełnie do życia. Objął go zdrową ręką tak jak wcześniej. Ta scena podobna do jednej wcześniejszej spowodowała iż Mike zamarł na moment w bezruchu. Trzeba będzie się ubrać. Brak górnej części garnituru, poszarpana białą (szaro-czarna po walce) koszula no i spodnie, które dziwnym trafem miał na sobie w całości. Słysząc ,,Robcio się obudził" automatycznie odwrócił głowę tam, gdzie Eto się patrzył. Jego oczom ukazał się kto? Goły mężczyzna proponujący wódkę. Jakiż to ten świat dziwny. Nie przypatrywał mu się zbyt długo by jego umysł nie stał się zaraz zboczony, bo wtedy jeden i drugi mógłby nie móc usiąść ew. sam Rob.
- Ja też podziękuję, aczkolwiek widok nieco szokujący. Zapewne nie usunie się zbyt szybko z mojej pamięci. - Odparł mężczyzna znów odwracając głowę w stronę Eto i zamknął je. Jakież to skojarzenie pojawiło się w jego głowie po słowach Tęczowookiego. Oj uważaj na dobór słów chłopcze, bo słowa Mike mogły stać się prawdą nawet teraz. Było mu jednak na szczęście zbyt dobrze aby rozmyślał o tym i pytał się go o co chodzi. Wątpił by ktoś taki jak on... Ach nie ważne.

[10/18 leczenie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Mar 11, 2013 8:08 pm

Rob pokiwał głowę, po części dziwiąc się reakcji Tęczowych Tęczówek i Gospodarza, po części tłumacząc to szokiem, a po części ciesząc się z takiego obrotu sprawy. Cała butelka tylko dla niego, do własnego użytku i własnego, całkowitego uchlania, by na dnie zgromadzić wstyd, wspomnienia i Sumienie. O tak, to samo Sumienie, które od dobrych paru minut wrzeszczało wniebogłosy o jego wątpliwych manierach.
"Nie możesz tak robić! Nie przystoi młodemu dżentelmenowi nago paradować po czyimś domu, nie kryjąc się z tym nawet, ba, miast dobrej wymówki i rumieńca, kryjąc się za butelką szatańskiego napoju!"
Sam jesteś szatański, pomyślał Rob, co bynajmniej nie pomogło w stosunku pomiędzy nimi. Ale masz rację, to muszę ci przyznać. Nago przed Tęczowymi Tęczówkami i Gospodarzem paradować nie będę, a w ich sprawy też mieszać się nie zamierzam.
- Wiesz, Tęczowe Tęczówki - powiedział, bowiem mimo szczerych chęci jego imienia przypomnieć sobie nie mógł. - Nie zawsze, gdy ni z tego, ni z owego nagi mężczyzna wyląduje w twoim domu, chesz o tym pamiętać. A tak o nagości mówiąc: nie macie przypadkiem czegoś do ubrania? - zapytał, do wtóru z krzykiem w jego głowie. Zaczynał powoli odkrywać, jak wytrzymać z tym głosem rozsądku i nie oszaleć - a przynajmniej nie bardziej, niźli oszaleć można, będąc w połowie kretem workowatym, którego rodzina zginęła gdzieś na peryferiach Australii, pod zabójczymi ostrzami kosiarki.
"A ty nie dałeś im nawet przyzwoitego nagrobka", w głosie Sumienia ozwała się niekryta pogarda. "Jaki z ciebie syn?"
Byłem wtedy kretem, stary. Kretem. Te zwierzęta nie są zbyt znane z dbania o przodków.
"Najwyższy czas zatem nadrobić zaległości", odparło niewzruszone Sumienie.
Po prostu daj mi na chwilę spokój, co?, pomyślał Rob, upijając łyk z otwartej butelki. A był to łyk tak wielki, iż połowa płynu natychmiast zniknęła w ciemnych odmętach gardzieli mężczyzny, jakby nigdy go tam nie było. I natychmiast ucichło Sumienie, a uwaga mogła nareszcie skupić się na Gospodarzu i Tęczowych Tęczówkach, który, co Rob zaczął dopiero zauważać, dziwnie się uśmiechał. Naprawdę dziwnie. Ten uśmiech był niepokojący, nawet z pół litrem porządnej, czterdziestoprocentowej wódki wędrującej powoli do jego żołądka.
- To jak z tym ubraniem? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Today at 4:27 pm

Powrót do góry Go down
 
Wampirza Willa - Dom Mike i Eto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Teren mieszkalny :: Domki-
Skocz do: