IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wampirza Willa - Dom Mike i Eto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 12, 2014 4:59 pm

Jak taki słodziutki, czyściutki aniołek może nie trafic do niebo? To wszystko wydaje się takie bardzo niesprawiedliwe. A jeżeli jakiś nieśmiertelny go przemieni to co wtedy? Nie powiedzie się przemiana? To definitywnie niesprawiedliwe, jeżeli tak właśnie wygląda prawda. Ale czy w związku z tym sam z siebie może umrzec? Jeżeli nie, to wybacza wszystko, a jak tak to... No po prostu nie! Gdyby tylko białowłosy się o tym dowiedział, na prawdę trzymałby go zamkniętego w domu w małej klatce i dbałby o niego jak nadopiekuńcza mama. Lepiej, żeby przynajmniej wampir nie wiedział. Ale jeżeli już by musiał to odnalazłby jego zastępcę i... Właśnie co wtedy? Przytuliłby go czy raczej zabił na miejscu? Nie wiadomo jakby przyjął do siebie te wszystkie wiadomości jakże bolesne dla serca oraz umysłu. Skoro zielonowłosy był narzędziem to może należy zrobic coś, aby przestał nim byc i stał się jednym z bardziej ludzkich istot. Jak to jednak osiągnąc, czy jest to w ogóle możliwe? Tyle wątpliwości o których Mike nie był w stanie nawet rozmyślac, nie miał nawet powodu w tym momencie, ani możliwości.
Dlatego niedługo będą musieli zacząc solidny trening, sprawdzic Eto, poważnie porozmawiac. Świat nie kończy się na tym co przeżyli i co przeżyc mieli w wzajemnej miłości. Trzeba się starac, póki mogą, bo później może nie byc im to dane. Z resztą gdzie w tych czasach chociaż odrobina wolnego czasu? Czegoś takiego nie ma. Nawet jeżeli to nieśmiertelni mający o wiele więcej czasu, większośc nie musi pracowac... często toczyli walki nie tylko z innymi, tymi niebezpiecznymi odłamami różnych ras, ale byli bardzo zajęci np. takim poznawaniem świata. Najczęściej najlepiej łączyło się w pary, które się dopełniały tak jak w przypadku Eto i Miketsukamiego. Wampir podpierał go w wielu sytuacjach, uczył na dany moment danych rzeczy. Przydatne dosyc w takiej sytuacji jak jego.
Z czasem świecące ślepia powoli gasły, dlatego też dłużej nie odpowiadał na zadane przez Cudaka pytanie.
- Yhy... - Mruknął cicho po jakimś czasie. Nadal nie ruszał się ani trochę ze swojego miejsca na łóżku, gdzie padł niczym martwy ,,człowiek". Nie musiał na niego patrzec, żeby wiedziec, iż tęczowe tęczówki patrząc na bladego białowłosego. Kiedy trochę się otrząsnął zerknął na ukochanego. Wyraźnie było widac, że kły schowały się i nie wyjdą do następnego razu.
- Nie może ci ubyc więcej krwi w twoim niestabilnym do końca stanie... - Urwał powoli zwlekając się do siadu, jednak opierał się o ramę łóżka tuż za plecami, ozdobną z resztą.
- Nie no co ty. Smakowało całkiem całkiem... ale nie tak jak zwykle. Dosyc mało było tej twojej krwi. Nie wiem co by się stało, gdybym wypił całą twoją krew, a zostałaby tylko moja. Jest jej już wystarczająco mało. - Wytłumaczył się po części z tej swojej małej dawki, którą wyssał. Zaspokoił ciekawośc młodego z już lekkim uśmiechem na ustach. Już mu było o wiele, wiele lepiej niż wcześniej. Brzuch mu nie burczał, kły nie przeszkadzały itd. Ta milutka dłoń, która głaskała go od dłuższego czasu. Ocierał się o nią niczym kot o rękę właściciela pomrukując dosyc głośno. Każdy normalny głodny wampir powinien pic powiedzmy raz na tydzień tyle posoki, by zabic ofiarę, lub by pozostawic ją w stanie nieprzytomności przynajmniej tak z kilka godzin. A to, że tak troszkę podjadł i do tego pół na pół (również swojej krwi) to bardzo mało. Miał dobre samopoczucie, wręcz idealne gdy już uspokoił swoje drugie ja.
To po raz kolejny pokazuje, że wiek nie ma znaczenia w miłości, a szczególnie u nieśmiertelnych, gdzie wygląd młody był z zasady wieczny. Położył głowę i kawałek siebie na chudych nóżkach, wpatrywał się dwukolorowymi patrzałkami w brzuch Morfa będąc długo głaskanym. Nie miał zamiaru nigdzie iśc, wygodnie mu było na nim.
- Chodzi ci o... o... - Ach z tamtych czasów wyczyścił trochę pamięc.
- O garnitur?... - Powiedział bardzo niepewnie, z cichym pomrukiem niezadowolenia ze swojej głupoty, a raczej braku dobrej pamięci.
- Jestem pewien, że znalazłbym coś innego dla ciebie, ostatnio byłem na zakupach i kupiłem luźne spodnie, koszulki, koszule, golfy i te inne różne. Będziesz mógł sobie wybrac co tylko chcesz. - Dalej leżał, nawet objął go w pasie.
- Jak chcesz, pójdę z tobą nawet do piekła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 12, 2014 10:08 pm

Ta wiedza skryta jest zapewne w murach Instytutu, albo dopiero odkrywana, ponieważ do tej pory "żywe narzędzia" nie trafiały na tereny Kolebki. I chociaż badali Eto przez kilka dni, mogli się jeszcze nie dowiedzieć prawdy. Minął dopiero miesiąc od pojawienia się chłopaczka. Ale oby nigdy ta wiedza nie wyszła na światło dzienne - mogłoby się to źle skończyć i dla "ofiary" i dla Miketsukamiego. Czasami lepiej niektóre wieści trzymać w ciągłej tajemnicy, żeby nie żyć w przeświadczeniu o przemijalności.
Jak dobrze widzieć i wiedzieć, że już wszystko unormowane. Jego Połóweczka nie okazywała bestialskich zachowań, wrócił do tej delikatnej wersji samego siebie. Kocha i jedną i drugą formę, ponieważ są jednością. I to one ukształtowały tak mądrego Wampira jak ten obok dziwaka. Gdyby nie te lepsze i gorsze doświadczenia, mogliby już nigdy nie dzielić ze sobą wspólnych chwil. Gdyby z jednej strony bestia wypiła z niego wszystką krew, albo kierując się zasadą, iż nie przebacza się grzechów czy z innych pobudek... wiadomo o co chodzi. Tak to wyrósł na idealnego Sługę, w którym można pokładać nadzieję na spełnienie zachcianek; partnera życiowego będącego troskliwym Stróżem; wielką miłość, którą postanowił ofiarować jedynej osobie z wielu możliwych w ciągu swojego żywotu... a mądrością dorównywał niejednemu mędrcowi.
-Następnym razem będzie jej więcej, obiecuję.
Powiedział pewnie nie przerywając drobnych pieszczot adresowanych do Wampira. Tak się radował jego poprawą samopoczucia, iż chciałoby się skakać hop-sa-sa! Wciąż jednak nie miał czucia w nogach, w sensie mięśnie nie chciały współpracować, bo jak taki Rycerz położył się na udach to czuł jego ciężar, hihihi! Takie ciężarki to może nosić godzinami! Rozkoszne, nasycone słodkości o białych kudełkach i cieplutkim głosie. Mógłby go tak udobruchać codziennie, no i czemu by tak nie robić? Cóż, mogłoby się to w końcu znudzić ambitnemu Wybawcy. Widząc jego patrzałki skierowane na twarz Eto, ten drugi zaplątał palce w białe kosmyki włosów i uśmiechał się czule.
-Ah, więc to się nazywa "garnitur"... -pomyślał na głos, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej i dalej głaskał leżącego na jego nóżkach i brzuchu Dobrodzieja- ...nie, garnitur będzie w sam raz. Będziemy lepiej do siebie dopasowani, prawda?
Zmrużył oczka lekko przechylając główkę na bok i uśmiechając się przymilnie. Tak, wszak trzeba wyglądać elegancko, aby pasować do klimatu ich willi, czyż nie? Zresztą... Białowłosy w swoim ubiorze prezentował się prześlicznie, a on w garniturze nie wyglądał o wiele gorzej. I był wygodny jak na możliwości materiału. Zawsze może zrezygnować z pomysłu, lecz na razie nie było takiej potrzeby.
-Uhm... do Piekła? Co to jest Piekło?
Zamrugał dwukrotnie oczyma, po czym schylił się nad Stróżem i podciągnął go ostrożnie na swój tors. Tak jak przytulankę. Pójdą razem wszędzie, najlepiej w miłe miejsca, ale nie zawsze da się uniknąć złych. Trzeba im stawiać czoła i leczyć dobrocią, miłością. A ich miłość jest doskonałym lekarstwem na wszystko. Stąd też Morf miał tyle siły, by podciągnąć wyższego i cięższego Mikusia na siebie. Krew także produkowała się zaskakująco szybko - oto jak wszechstronne działanie ma Białowłosy na żyjątko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 12, 2014 11:46 pm

Nie ma co przejmowac się czymś, co jest poza zasięgiem ich wzroku, czy też rąk. Jeżeli nie da się tego osiągnac, nawet nie wiedzą, że coś takiego jest tym bardziej staje się to nieosiągalne. Tak więc nie dowiedzą się o tym czy tego chcą czy nie. Poza tym przeróżne plany i operacje na dowiedzenie się czegoś więcej, po uzyskaniu podstawowych informacji, byłoby dosyc trudne ze względu na naturę Miketsukamiego jak Eto. Obaj byli raczej mili normalnie, jedynie w konieczności wampir pokazywał swoje ostre kły i był gotów pogryźc mocno. Pewnie byłby zdolny przeżyc o wiele więcej cierpienia, niż tęczowooki, ponieważ do samego poniżania i bicia był jakoś tam przyzwyczajony, więc nawet jeżeli patrzec na jego upartośc w jednak słusznych sprawach to nie ma sobie równych. Nikt nie chciałby sprawdzac wytrzymałości jego ciała, psychiki i innych tego typu. Prędzej oprawca wykończyły się pierwszy, może nawet na samym początku z odrobiną szczęścia? Jeszcze, gdyby wypuścił na zewnątrz masochistyczną połówkę to już w ogóle masakra masakryczna... W tym przypadku jednak nie miałby pewności, czy ten niczego nie wygada, czy nie odszczeknie. Gdyby wewnętrznie wcześniej się ugadali, pfff! Czy to w ogóle możliwe?! Jak wielką musiałoby to miec cenę! Chociaż ostatnio było trochę lepiej i pomagał, zamiast szkudzic jak robak. Tak jak już to już wielokrotnie było wspominane, gdyby Mikusia oddzielic od złego Mike to umarłby po kilku tygodniach z głodu, bo nie czułby takiej potrzeby jedzenia. On był wręcz jego odczuwaniem głodu i chęcią zjedzenia posiłku, którym jest szkarłatna posoka. Nie można ich oddzielic nawet jeżeli szczerze byłoby to możliwe. To dwie połówki jednego jabłka. Uschłoby będąc tylko jednym marnym kawałeczkiem. Wszystkie wydarzenia musiały sprowadzic Cudaka i Stróża do tego momentu. To jest tak zwane przeznaczenie nie do uniknięcia. Nie warto zmieniac czegoś, co jest prawie idealne z powodu kilku małych wad.
- Ja wiem, że będzie jej więcej. To naturalne w takim żywym organizmie jak twój. Krew się powoli regeneruje, tworzy na nowo do odpowiedniego stopnia/ilości. Ja jednak nie mam takiej zdolności, za to moja skóra ma przyspieszoną regenerację. Muszę uzupełniac brakującą krew od kogoś innego. Dlatego podczas walk muszę uważac, bym nie stracił całej swojej krwi, to najcenniejsze co mam, a gdy stracę ostatnią kroplę... - Urwał. Rozmowa zeszła na całkiem poważny tor, także białowłosy był bardzo poważny. Co nie oznaczało, że był smutny, nie mylmy pojęc. Nadal był szczęśliwy wewnątrz.
- Potrzebuję składnika z ,,żywej krwi" by i moje mogłby się dzięki niej rozmnożyc. Może się wydawac odrobinkę skomplikowane, ale trzeba by było uczyc się biologi, tych wszystkich rzeczy o człowieku. - Aż mu się przypomniało gimnazjum. Westchnął bardzo ciężko z chwilowym, słabym uśmiechem na bladej twarzy zasłanianej przez przydługie już, jak na niego, śnieżnobiałe włosy. Dzięki pieszczotom nie zdążył o tym zbyt długo pomyślec, dzięki czemu nie zrobił się smutny, a mógł bardzo szybko. Delikatna, drobna rączka mu na to nie pozwalała. Ujął ją w swoje łapki pochylając lekko głowę. Zamknął powoli oczy i ucałował dłoń. Ten gest nie był zbyt wesoły, bardziej ukazywał jego oddanie jak i ból na przyszłośc.
Może był troszkę ciężki, ale nie należało przesadzac z jego muskulaturą. Wyglądał niby jak skóra i kości, NIBY. Może jest Rycerzem, Stróżem, Mentorem, ale bardzo łatwo ulega pokusom, to przez tę drobną częśc demona, którą w sobie posiadał i dobrze o tym wiedział. Nigdy nie chciał pamiętac kim jest, dlatego nie przejmował się tym zbytnio mocno. Obu mu się to tylko w ostatnim czasie nie zmieniło.
- Tak, garnitur. Nosi go większośc mężczyzn pracujących w biurach oraz ci co wychodzą do teatru czy na drogie kolacje. To stanowczo nie jest strój na co dzień. Jak widzisz ja go teraz nie noszę, trochę się odzwyczajam. Poza tym w takim luźnym ubranku o wiele lepiej. - Znów jakieś dziwnie, niepotrzebne wytłumaczenia. Jakby tak ze wszystkiego musiał swemu Panu...
- Będziesz mógł wziąc to, co chcesz. To również twój dom. Może kiedyś wybierzemy się na zakupy. - Zaproponował. Patrzył się na niego poniekąd zadowolonym wzrokiem, jednak, gdy padło pytanie o piekle zasmucił się i podniósł z jego ud z niezbyt zadowoloną miną. Powtórzył sobie w głowie zadane pytanie.
- Cóż, piekło to jest takie miejsce tam na samym dole... - Wskazał palcem w dół.
- Do którego trafiają źli ludzie, mordercy, samobójcy bodajże. Najczęściej przedstawiana jako mroczne miejsce, które otacza piekielny ogień, a wokół słychac krzyki dusz, które tam trafiły. Piekło jest miejscem ogromnego bólu jakiego nigdzie tak na prawdę się nie doświadczy. Jest to najgorsze miejsce na świecie, a jego przeciwieństwem jest Niebo. Ja nawet jeżeli bym się starał jak nie wiem co, jestem skazany po śmierci na wędrówkę do Piekła. Podejrzewam, że jakiś demon z chęcią przemieni kogoś takiego jak ja, nie wiem co wtedy stanie się ze mną i z nim. Zostaniemy połączeni w jedno? Tak porządnie? To jak wieczna klątwa, będąc demonem będziesz żył zawsze, a po śmierci powstaniesz z popiołów i będziesz wiódł żywot musząc patrzec jak inni odchodzą. Osobiście nikogo nie chciałbym zabierac tam na dół, a szczególnie ciebie. - Był wyraźnie przygnębiony tym tematem, nawet bardzo smutny. Skrzywił się lekko kuląc tuż obok niego spodziewając się jakiegoś pocieszenia. Ach jaka nieładna atmosfera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Czw Lut 13, 2014 9:58 pm

Huh, narrator powyższego tekstu naprawdę przeanalizował każdy aspekt osobowości bohaterów, przemijalności i tego jak wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie mogę się nie zgodzić, zwłaszcza z tym, że charakter Białowłosego w dużej mierze zależał od tego, kto siedzi za sterami. Instynkt demona czy czułość Miketsukamiego. Miało to swoje wady i zalety - na pewno odporność na ból, zahartowanie w walkach odziedziczył po bestialskiej połówce. Ale ta nieprzewidywalność i zgryzota ukochanej osoby sprawiała, aby jak najmniej dążyć do konfliktowych zdarzeń. Nie da się ich ominąć, niestety nie.
Musi pilnować swojej krwi jak najlepiej potrafi, by chociaż w ten sposób dodać wsparcia w boju Rycerza. On nie był zdolny do fizycznej przemocy.
-Zrozumiałem, Skarbeńku. Czyli moja krew będzie takim magazynem Twoich sił i witalności... Nie mam nic przeciwko, wręcz cieszę się, że mogę jakoś przyczynić się do poprawy Twojego zdrowia.
O tak, to dobra perspektywa na współpracę. Zamiast wypłacać Stróżowi za protekcję w postaci pieniędzy, będzie mógł wypisywać czeki swoją posoką. Wygodne, bo prawie zawsze ma tą substancję przy sobie. Taka zamiana wydawała się idealnym rozwiązaniem. Uśmiechnął się czując czuły pocałunek na swojej dłoni, którą nadal pieścił Wybranka i nie pozwalał zapaść w stan depresji. A mimo wszystko nie dało się uchronić od rzeczywistości. Ona nigdy nie jest tak kolorowa jak wygląd dziwaka.
Na temat garnituru skinął ostrożnie główką słuchając rad i tego kiedy powinno nosić się takie a takie ciuszki, oraz to, że mogą uzupełnić zapasy już niebawem.
-Wybierzemy się, ale chyba masz już dość ubrań w gaa... garde... garderobie.
Zachichotał cicho, że nie mógł wymówić od razu nazwy pomieszczenia z kostiumami na każdą okoliczność. Ale po tej chwili rozluźnienia przyszedł moment powagi i rozważań. Jak ten o Piekle. Dopiero teraz zauważył, iż niepotrzebnie pytał o tą lokację. Opuścił Białowłosego entuzjazm, pozostała powaga z coraz silniejszą nutą zasmucenia. Sama mimika twarzy cudaka zmieniała się konsekwentnie z wesołej na taką jaką prezentował towarzysz. Słuchał z całym skupieniem w poszczególne zdania i rozbijał na czynniki pierwsze. Wyczuł obawę, niepewność o swój los. A przede wszystkim...
Utkwił w nim czujne, kolorowe spojrzenie skryte pod długimi rzęsami.
-Mikuś... Już masz dość samotności, prawda? Zwłaszcza w Piekle, gdzie nie ma warunków na dobroć. Nie mniej jednak nie wolno trafić wiary w Niebo. Dla mnie jesteś Aniołkiem.
Spuścił nieco głowę nie przestając głaskać Białowłosego po skroni, ale prawdziwe dodanie otuch było pocałunkiem w czółko, które za dużo gdybało o smutnych rzeczach. Wiedza Wampira niekiedy odwracała się do niego i raniła bardziej niż niewiedza. Na twarzy Eto już nie widniał uśmiech, tylko współczucie i powaga. Zrobiłby wiele, żeby w tym najgorszym scenariuszu Mikuś nie dostał się do Piekła. Podniósł wyżej twarzyczkę i skierował patrzałki w górę ściskając tym razem ręce na torsie Wybawcy. Nie puści go do Piekła, nic z tych rzeczy, skoro to takie złe miejsce.
-A jeśli nie będzie odwrotu... pójdę z Tobą. Cokolwiek się stanie i tak Cię nie zostawię samego.
Atmosfera faktycznie była napięta z przygnębienia, i chociaż starał się umniejszyć to poczucie strachu o przyszłość po śmierci, to sam "pożerając" emocje Białowłosego popadał w smutek. Rozluźnił palce na torsie Ukochanego i przesunął się na skraj łóżka, aby usiąść z lekko przygarbioną posturą i trzymając się rękoma krawędzi mebla. Włosy spływały jak zwykle w niemalże linii prostej ku dołowi. Słyszał komentarze zewsząd: okna, szafy, obrazy, dywan, ozdoby... wątpiły w dobre intencje żyjątka. Nie było to przyjemnie do wysłuchiwania, chciałby aby w jego uszach znów rozbrzmiał słodki, weselszy głos Sługi. Oddychał trochę nierówno, lecz nie zwracał na to uwagi.
-Czy będziesz demonem, kotem, duchem - zawsze będziesz mieć specjalne miejsce w moim sercu... nawet jeśli inni nie wierzą... -zacisnął rączki w pięści i zmarszczył brwi wciąż będąc półbokiem do Dwukolorowookiego- ...to chociaż Ty we mnie uwierz. Nie mieszkałbyś sam w Piekle, czy w Niebie... czy gdziekolwiek indziej, tylko w moim sercu. Tak... dobrze słyszysz... tylko czy nie będzie zbyt ciasne dla Ciebie? Wszak to takie maleństwo... o tu.
Nagle sięgnął drżącą dłonią po rękę Miketsukamiego i przesunął w kierunku swego serca. Wtedy też wziął głębszy oddech próbując się uspokoić. Ale szmery robiły się uciążliwe, nawet jeśli tylko Zielonowłosy je słyszał. Wolną rączkę skierował na swoje skronie i masował pulsujące naczynia wpompowujące krew do mózgu. Nie mógł powoli znieść tego hałasu.
-Proszę, zabierz mnie z tego pokoju... oni wciąż krzyczą na mnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Lut 14, 2014 3:53 pm

A cóż innego mogło być ważniejszego w tym świecie? Raczej nic nie miało tego typu szansy, w sensie na jeszcze wyższe stanowisko. O takich rzeczach należy rozmyślać, rozmawiać też by wypadało. Świat tak jak ludzie, zwierzęta i te inne żyjątka musiały się zmieniać, szczególnie na lepsze by sprostać wyzwaniom coraz bardziej nowoczesnego świata. Gdyby był kobietą jego zmienność byłaby całkowicie uzasadniona, a rozmówcy byliby wyrozumiali być może, niestety w tym przypadku nie sprawdzało się to ani trochę. Odporność na ból i oddanie czy też siłę w walce miał ze względu na swoją pracę wcześniejszą oraz konieczność, coś co wymusiło na nim życie, bez zgody białowłosego. Nikt jednak na nic tak bardzo nie narzekał, było w porządku więc co się tu gryźć. Na razie panował tu i tam święty spokój, więc krew nie była mu tak bardzo potrzebna. Miketsukami wiedział, że dosyć szybko zrobi się głodny, a nie może pić od niego na razie posoki. Spodziewał się, iż aby nie zrobić nikomu, niczemu itd. krzywdy, będzie musiał opuścić dom i zostawić Eto na trochę samego. Obawiał się tego poniekąd bo nie wiedział, co się może stać, co będzie robił, gdzie będzie chciał iść, a jak będzie jakiś wypadek? Później da mu wszelakie instrukcje by nie stało się nic złego.
- Z tego co zauważyłem oraz z tego co wiem i tak jestem o wiele słabszy. Nie unikam słońca, nie śpię w trumnie, piję mało krwi. Dzięki temu osiągam tylko połowę maksymalnych umiejętności, siły... - Był zadowolony z tej jakże dużej ofiary maleństwa, nie musiał zabijac i tu był plus. Gdyby każdy był takim miłym człowiekiem (nieświadomym masochistą) to na pewno ataki pijawek w większym stopniu byłyby powstrzymane, a tutaj niestety... lekka klapa. Co do zapłaty to przecież białowłosy nie żądał pieniędzy, ani zbytnio krwi, po prostu starczyła mu miłośc, której nigdy wcześniej tak porządnie nie doświadczył jak tu teraz przy nim. To było jedno z tych bardziej miłych doświadczeń. Pieniędzy mu raczej nigdy nie braknie, dużo się dorobił poza tym rodzina co jakiś czas pokaźną sumkę mu dostarczała, bo dbała o swojego synka niejadka z dawnych czasów.
Nie był pewien jak to jest z ciałem zielonowłosego młodzieńca, nie wiedział jak jest z jego krwią oraz całym wnętrzem. Skoro był stworzony, dosłownie, to raczej na wzór ludzie i nie powinno byc problemu. Nie można byc niczego pewnym, kiedy Lucyfer maczał w tym swoje paluszki. Jaka depresja? Nie było tu żadnej depresji, za to był zwykły, najzwyklejszy w świecie smutek. Każdy kiedyś musi byc smutny.
- Fakt, ale to ubrania na mnie, które mogą na tak małą istotkę jak ty byc zwyczajnie za duże o kilka rozmiarów czy mniej. A te kolejne byłyby specjalnie dla ciebie, idealne. Mam jeszcze sporo miejsca w tej ogromnej szafie i innych. Cały pokój mam specjalnie dla ubrań. - Należy pamiętac, że jeszcze ze 3 czy nawet ponad pokoi jest pustych i wręcz czekają by ,,zrobic w nich burdel" czyt. wstawic nowe rzeczy i urzywac jak każdego innego miejsca. Kupiłby sobie zwierze, gdyby nie fakt, że bywają momenty w których do domu nie wraca tak z tydzień, przynajmniej do tego czasu tak było, teraz był uzależniony głównie od żyjątka. Najmniejszej uwagi nie zwrócił mu na lekkie zająknięcie się, każdy może sobie pozwolic, a w szczególności on, ot co!
Mike oczywiście nie bał odpowiadac się na wszelakie pytania różnego rodzaju i nawet, gdyby miał płakac, wic się z bólu na podłodze czy cokolwiek innego to i tak odpowie ukochanemu na pytanie, przecież głównie na to się zgodził będąc nieświadomie jego Mentorem. Zauważył również zmiany na jego kolorowej twarzyczce, ach przecież on żywi się uczuciami innych. Ciekawe czy da się nauczyc go własnego spojrzenia na świat, własnych uczuc szczególnie bo to ważna rzecz. Nie ważne czy ktoś mówi o pogrzebie, ty zawsze mów o radości i zabawie. Nie do końca jest to słuszne, trzeba sobie wypracowac coś takiego jak WYCZUCIE. Zerkał przelotnie w tęczowe tęczówki kontrolując go odrobinę.
- Odkąd mam ciebie, kiedy tylko jesteś przy mnie... nie jestem samotny. Do piekła przy dobrych, naturalnych wiatrach zostało mi około 2000 lat? Ja przynajmniej tak myślę. Nie wiem czy wampiry same z siebie umierają. Raczej nie, są wpół martwe, albo nawet całkiem. Nie byłem jeszcze nigdy w piekle, chociaż wiem, że to mnie kiedyś czeka. - Z powagi powoli był w stanie szeroko się uśmiechnąc i poklepac go w przyjacielskim geście po ramieniu.
- Nie spieszy mi się umierac. Z tego co wiem ktoś, jakiś anioł, musiałby bardzo walczyc o moją duszę bym trafił tam do góry. Poza tym jestem dosyc uległym osobnikiem, z moją drugą połówką nie dałbym rady byc czysty niczym łza. - Zamyślił się, było o wiele lepiej niż chwilę przedtem. Wiedza nie rani, samemu można tylko przypomniec sobie coś złego, co z nią związane.
- Chyba z resztą wolę byc demonem, byłbym wtedy inkubem. - Zażartował sobie, szybko wybuchnął śmiechem, po czym pocałował go czule w różowiutkie usteczka dosyc długo. Nie ma po co się smucic, to jest właśnie ta możliwośc szybkiej zmiany humoru nawet w złych chwilach. Zdziwił się, że tak mocno go ściska. Chcą czy nie on na pewno tam trafi.
- Ale ja bym wrócił, nie musiałbym cię zabierac. Poza tym nie chciałbym, żebyś ty tam trafił. Ty musisz życ jak najdłużej. - Jaki odważny, silny ton. Jakby był pewien, że on nie umrze póki mu nie pozwoli lub sam go nie zabije. Do tego ta pierwsza i druga opcja nie chodziły w grę... Zależało mu teraz na szybkim poprawieniu Maluszkowi humoru. Jego pragnienie o weselszym głosie spełniło się szybciej niż przypuszczał, jakby wampir czytał mu w myślach. Objął go od tyłu gdy tak siedział skulony. Nogi miał zgięte, siedział na własnych bladych, zakrytych luźnymi spodniami, łyskach, które stykały się z jego tyłami poniżej pleców oraz bokami ud na łóżku. Ręce objęły Cudaka na wysokości mniej więcej środka torsu i skrzyżowały się z lekka. Brodą smyrał go w kark oraz po włosach z tyłu głowy. Czasami skubał delikatnie skórę lub ssał kosmyki zielonych kudełków słuchając go uważnie.
- Nie ważne, czy inni wierzą, bo wierzymy my oboje i to starczy... - Szeptał mu do ucha spokojnie.
- Twoje serce jest na tyle duże, że na spokojnie się tam zmieszczę i zostanie sporo miejsca. Przyjmuję twoją ciekawą ofertę. - Powoli przesunął jego ręce tak, by miec je tuż pod jego pachami i zatkał mu uszy.
- Zamknijcie się wszyscy! - Krzyknął na meble, które nawet jeżeli tego nie słyszy, powinny się tego posłuchac. Pomyślał sobie jedynie ,,nie słuchaj ich".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Lut 14, 2014 11:07 pm

Słabszy? Od słońca? Od braku spania w trumnie? Oh, to przecież dlatego, aby być w pogotowiu żyjątka! Nie pocieszyły go te słowa, lecz milczał i tylko przytakiwał główką dając do zrozumienia, że wiedza wchłonęła się jak woda w gąbkę do jego móżdżku. Będzie musiał coś wymyślić, żeby Stróż był wiecznie w dobrej formie przy minimalnych, kosmetycznych modernizacjach. Jak chociażby aktywność - mogliby być Nocnymi Markami, a w dzień spać do wieczora. Zawsze to jakieś rozwiązanie.
Czyli mieli szukać ubrania tylko dla Zielonowłosego? No to nie fair, Mikuś też musi mieć nowe ciuszki! Zawsze to będzie forma zacieśniania więzi, jak jeden drugiemu będzie nakładał co popadnie w ich ręce, hihihi! Takie przebieranki mogą być zabawne! Już Eto pokaże!
I znów temat trudniejszy do słuchania, bo przykry. Jak można być pewnym, że trafi się do Piekła? Nie przeoczył ni sylaby, coraz bardziej skoncentrowany na słowach Dwukolorowookiego, a i tak ciężko było mu wszystko dopasować do całości. Nie mniej jednak przesłanie ogólne zrozumiał, prócz jednej szczególności dotyczącej całości.
-Uhm... a co to znaczy "Inkub"?
Ponownie dało się wyłapać poważny, pewny ton Rycerza, który nie chciał za żadne skarby ciągnąć Tęczowookiego za sobą w czarcie lochy. Głaskany i tulany czuł się coraz pewniej i przygnębienie odchodziło, tylko ten nieznośny szmer mebli przeszkadzał. Lecz i to zostało szybko zażegnane, a młodzik mógł znów być pieszczony. Uwielbiał, jak Sługa przymilał się do niego w ten sposób. Jak traktował młodzieńca jak pluszaka, którego chronił przed ponurą rzeczywistością. Nawet teraz, kiedy nie słyszał zagrożenia dla cudaka potrafił przeciwdziałać złu. Troszczył się o jego drobne ciało, wątłą wiedzę i delikatną psychikę, w każdym calu. Był mu naprawdę wdzięczny za to wszystko. Ale czy zasługiwał na aż taką opiekę? Najwyraźniej owszem. Nie pozbywał się takiego wspaniałego Dobrodzieja, którego zdążył mianować całym światem.
-Dziękuję... ucichli.
Mimo wszystkich argumentów przeciwnych wtulił się w Stróża, który znajdował się tuż za nim i wyraził ulgę w postaci pogodniejszej buźki. Tak, oni wierzą w siebie i to jest najważniejsze. Jeśli upadnie ostatni najsilniejszy bastion, wtedy mogą rozpaczać. Raczej nie zanosiło się na to, i baaaardzo dobrze. Ich wiara góry przenosi. Gdyby tylko dałoby się legalnie przenosić szczyty górskie...
Tak czy inaczej, uspokoiło się otoczenie skutecznie wystraszeni krzykiem ich właściciela, a to poprawiało skupienie się na krążących w kudłatej główce słowach.
-Cieszy mnie to, że przyjąłeś ofertę. Tylko... nie chcę, byś był fizycznie ciągle przykuty do tego łóżka. Muszę mieć w końcu posłuszne nogi, żeby z Tobą chodzić, ale... póki co idź na zewnątrz i pooddychaj za mnie świeżym powietrzem. Nawet jak w praktyce nie musisz pobierać tlenu.
Uśmiechnął się lekko, po czym spuścił głowę ze zmrużonymi oczyma i westchnął cicho. Jednak był zmęczony, a nic wielkiego nie zrobił. Może jeszcze tylko jeden dzień i będzie już zdrowszy? Chyba tak, zjadł dość dużo dobrych emocji, to powinno wystarczyć do pełnej regeneracji. Chociaż... szczęście plątało się ze smutniejszymi nowinami czy informacjami. Dobrze, że Wampir umiał w porę zmienić nastrój, lecz robił to za szybko, i Eto nie nadążał ze swoimi. Nie był w wyśmienitej formie. A może to tak specjalnie, żeby pokazać chłopcu, iż nie warto papugować wszystkiego dookoła, nawet jeśli pokazuje to najbliższa jego sercu osoba? Wielce możliwe, Białowłosy miał nie lada pomyślunek. Ale sam na to nie wpadnie, nie umiał aż tak dedukować.
-Będę czekać na Ciebie, Mikuś. Tu, w łóżku, żebyś nie musiał daleko szukać i martwić się na zapas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 16, 2014 6:59 pm

Nie, nie dlatego, aczkolwiek to bardziej optymistyczna wersja, bliższa upodobaniom serca Etosia. Prawda była taka, że po prostu był bardziej ludzki, niż inne zwykłe wampiry. Ciągle wmawia sobie, iż chciałby być człowiekiem, ale gdy tylko byłaby taka możliwość, zapewne nie zgodziłby się. Nie ze względu na to, że wiązałoby się to z utratą wszelakiej mocy i niemożliwością bronienia Żyjątka czy innych osób, ale samej regeneracji ran. Przyzwyczaił się do braku tlenu, szybkiego leczeni i tych innych tak... że szczerze to nie chciałby się raczej już teraz zamienić, po tylu latach bycia w tym ciele, taką istotą. Nawet gdyby jako człowiek mógł trafić do nieba to nie. Ale sprzeczał się sam ze sobą i nie widział prawdy oraz ostatecznej decyzji w głębi siebie. Nie był jednak w stanie tego teraz tłumaczyć. Cieszył się z tego, że Eto tak chłonie wiedzę, taki mózg jest przydatny. A może by gromadzić książki i zacząć uczyć Maluszka? Całkiem dobry sposób na rozwijanie go. Patrząc jednak na jego świeżutki umysł był dosyć młody, więc jeszcze może lepiej dać mu szansę pobawienia się z ptaszkami i tymi innymi stworzeniami. Nawet jeżeli próbowałby coś zmienić w życiu wampira on zapewne nie chciałby zmian na bardziej korzystne dla jego rasy. Chce być uparcie jak najbliżej ludzi, nie na darmo tyle lat się starał. A może teraz, gdy już nie jest potrzebny odnośnie służby, większość pozapominała lub umarła to może... warto się zmienić? Tych myśli nie chciał do siebie na razie dopuszczać, to zbyt duże zmiany.
Z zakupami to wszystko się okaże. Jak będą obaj w pełni sił wybiorą się gdzieś do miasta, może nawet nie sami? Może po drodze poznają kogoś ciekawego? Im więcej, tym lepiej, chyba że zielonowłosy wolałby być z ukochanym sam na sam. Od razu zaśmiał się, tylko czekał na to pytanie.
- Są w piekle różne demony tak jak i istnieją różne wampir. Ja jako wampir w randze jestem najlepszy, najbardziej doskonały - czystokrwisty. U demonów zaś, jako istot grzesznych i nieczystych, istnieją kobiety sakkuby o ile dobrze pamiętam oraz mężczyźni inkuby. To przystojne osoby uwielbiające zaciągać każdego do łóżka żeby robić... różne rzeczy. Kochają uwodzić, jakby zostały do tego stworzone idealnie. Ta to się mniej więcej przestawia. - Nie było to jakieś genialne wytłumaczenie o co chodzi, aczkolwiek myślał, że bystry tęczowooki zrozumie wszystko wręcz idealnie. Szybko się okazało, że jego pocieszenie oraz zmiana humoru były dobrym rozwiązaniem na brak uśmiechu tam, gdzie powinien on być - na twarzy Morfa. Teraz rzeczywiście, wpół traktował jak pluszaka, ale również szczerze jak osobę bliską swemu sercu traktowac. Białowłosy miał tak dobrą pamięc, że pamiętał jego zdolnośc wpadania w ściany i rozmowy z meblami. Nawet jeżeli mógł to traktowac jak żart, wierzył mu całkowicie, ufał, był oddany jak tylko mógł. Nie można było tego powiedziec o jego drugiej połówce, która pragnęła rozpadu ich miłości i Mike o tym wiedział, dlatego nim odejdzie musi mu o wszystkim dokładnie opowiedziec, żeby nie było niedomówień.
Dalej mocno trzymał go w swych ramionach, jakby bał się, że zaraz go straci, że jest jak jeden z tych wspaniałych snów, który żaden nie kończył się dobrze. Rzeczywiście bał się pustki, Eto był również jego calutkim światem. Światłem, niebem, ziemią, miłością i wszystkim co miłe oraz przyjemne. Nikt nie chciałby stracic czegoś takiego, ogromnego skarbu. Uśmiechnął się szerzej na jego słowa.
- To dobrze, że ucichli. Niech się tylko źle odezwą to wywalę je na śmietnik, wystarczy ŻE MI O TYM POWIESZ... - Powiedział tak głośny, jakby również do mebli. No cóż, rozejrzał się przy okazji po pokoju. Dosyc zabawna groźba. Wiara w siebie jest najważniejsza, nawet jeżeli cały świat byłby przeciwko nim, to nie szkodzi bo mają siebie wzajemnie, jak milutko. Otworzył szerzej oczy z lekkim zdziwieniem na jego słowa.
- Ja? Mogę sobie iśc? Ale... - Nie chciał go opuszczac.
- W sumie dawno nie wychodziłem tak normalnie. Och skoro tak to obiecaj, że nie będziesz wpuszczał podejrzanych osobników. Możesz tylko tych bardziej porządnych i nie anioły. Gdyby ci brakło towarzystwa... No wiesz, tylko nie wychodź poza mury. Możesz używac tu wszelakiego sprzętu, ale rozsądnie. - Pouczył go na wszelki wypadek.
Oczywiście, że wampir był mądry, umiał przewidywac i wnioskowac. Na jego słowa, aż się oczka zeszkliły i poleciało kilka łez. Pocałował go czule w usteczka, po czym wytarł oczy.
- Wrócę za niedługo, ale... Musisz pamiętac, że przeciwko nam jest moje drugie ja. Nie wiem co się stanie, gdy wyję, bo nadal jestem głodny i nieco przygnębiony. Jeżeli coś stanie się z jego winy, pamiętaj, że ja jestem na prawdę inny, oddany tobie po wieki. - Powiedział, jakby wiedział co się stanie. Po tym ucałował go raz jeszcze i zszedł z łóżka. Pożegnał go ostatecznie szerokim uśmiechem, po czym poszedł się przebrac. Założył w garderobie czarną koszulę oraz ciemnoszare rurki. Schował okulary, zmienił buty na wygodniejsze i po prostu wyszedł z domu. Zostawił zapasowe klucze w salonie... No i wyszedł z willi zamykając go. Wyglądał jak prawdziwe dziecię nocy, w ciemnych barwach pod wieczór idealnie. Powoli zniknął z terenów mieszkalnych szukając czegoś ciekawego. Wedle jego prośby starał się oddychac jak jeden z ludzi i się nie dusic.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 5:45 pm

Jakby to ktoś powiedział, czas na "boom plot twist". Chyba to nic dziwnego, zważając na fakt, że...
...Że jak za machnięciem magicznej różdżki, nasza słodziachna Herbaciana trafiła prosto pod czyjś dom. A raczej pod czyjąś willę, otoczoną jeszcze do tego murem. Dobra, może jakiś stary znajomy się tutaj trafi, można spróbować. Najpierw oczywiście przeleciała ten wielki murek z czegoś tam jak gdyby nigdy nic, po czym wylądowała przed, uwaga, WIELKIMI DRZWIAMI. Ogromna willa, ogrmne mury, ogromne drzwi, chyba właściciel stwierdził, że postawi na wielkie wszystko. Ciekawe tylko, kim był. Oby nie był jakimś wściekłym wampirem czy demonem z wielkim ego. Oezu, nie, na herbatę Herbacianej, żeby właściciel był ogarnięty i nie wykopał jej na tamten świat tylko dlatego, bo Ame sobie przeleciała jego mur i wpakowała się prosto  pod drzwi. Swoją drogą, teraz dopiero zaczęła się zastanawiać nad sensem życia i tym, czy na pewno dobrym pomysłem było tutaj tak niespodziewanie wpadać. Dobra, rozmyślania na temat właściciela to jedno, ale mogą być tu jego znajomki/służba/tomodaczi/znajomi z mafii/i inne typy spod ciemnej gwiazdy, więc nigdy nie wiadomo, kiedy zawiną kopa, z pięści i leżysz. Dobra, najważniejsze - nie robić Wielkiego Wejścia Herbacianej Panny Bo nie Ogromnego, tylko ładnie zapukać, zobaczyć, kto tu sobie żyje i ew. wtedy spierdzielać na drugi koniec świata (byleby ten koniec nie okazał się murem) aż by się kurzyło.
No więc nabrała powietrza do płuc i zapukała do drzwi. MOCNO ZAPUKAŁA. Tak mocno, by było to słychać, ale nie aż tak, by sobie łapki nie złamać czy coś, bo trochę twarde te drzwi były. Teraz nic jak czekać na potencjalnego właściciela w domu... Ojej, teraz zaczęła się denerwować. Ame, szybko wiej!
-Weź no się ogarnij, Ame. - powiedziała najnormalniej sama do siebie. - Skoro przybyłaś, to może Ci się uda wejść. Kto wie, może będą tutaj fajne ludzie? Może będzie można ich poczęstować herbatką Herbacianej, o!
I zapukała jeszcze raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 6:23 pm

Oh... tak brakowało mu Wampira... a minęło zaledwie kilka minut, kiedy wydelegował go na świeże powietrze. Leżał markotny w łóżku i rozważał w kudłatej główce wszystko co powiedział na wychodnym. Oczywiście najbardziej martwił się o Sługę, nie o siebie. To wspominanie o demonach nie wróżyło niczego dobrego, już z jednym wpadł w poważną potyczkę. Miał tylko nadzieję, iż nie wda się w kolejną za sprawą Bestii czuwającej w ciele Mikusia. Nadal miał łzy Ukochanego na swoich policzkach, i jego całus na czole. Naprawdę obawiał się wielu rzeczy po takim pożegnaniu. Gdyby był sprawny... pobiegłby za nim. Nawet w pierwszej chwili tak zrobił - zerwał się z łóżka, ale zapominając o swoich niestabilnych, watowatych nóżkach runął jak długi, aż zadudniło w sypialni. Jęknął cichutko i skulił się w sobie. Pozwolił Białowłosemu na spacer, a jednak jego nieobecność w jego własnym domostwie niepokoiła cudaka. Westchnął cicho i zasnął w tej pozycji w jakiej niemal spadł z mebla.
Sen trwał kilka godzin, kiedy kołatanie do drzwi przebiło się przez mary senne i ocknęły żyjątka. Podniósł się do siadu, a po upewnieniu się, iż nie przesłyszało mu się, zawołał najgłośniej jak umiał:
-Proszę wejść, zaraz zejdę się przywitać!
Zawołał z góry entuzjastycznym, nieco zaspanym głosem, kiedy drzwi otworzyły się już całkowicie na oścież. Nikogo za nimi nie było, ani odźwiernego ani lokaja. To magia Eto sprawiła, iż drzwi posłusznie odstąpiły straży. Przez dłuższy czas też trwała cisza zmącona jednostajnym, narastającym stukiem bosych stóp z podłogą. Mieszkaniec tych włości bardzo ostrożnie stawiał kroki trzymając się ściany i zszedł na dół z trudem trzymając się na nóżkach. Nie mniej jednak nie mógł przeoczyć spotkania z kimś nieznajomym, którego nie widział do tej pory na oczy. Nic dziwnego - wielu osób i rzeczy nie widział w swoim krótkim, miesięcznym istnieniu. Z zacienionej części korytarza wyłoniła się w końcu sylwetka nie najmniejszego chłopaczka o długich, zielonych włosach z wyrysowanym grymasem zadowolenia na twarzy. Stanął przed Dwukolorowooką dwa metry przed prostując się w kręgosłupie.
-Ooo... dzień dobry Pani. -Mimo swojego młodego wyglądu, dla Eto wszyscy byli starszymi, wobec których trzeba okazywać szacunek i być grzecznym; po czym odezwał się dziecinnie- Pani Wiosna przyszła do mnie? Zapraszam!
Przekręcił główkę na bok i uśmiechnął się promiennie zapominając o tym, że ma nie do końca sprawne nóżki. Ewidentnie nie pasował do tego domu - był malutki w porównaniu z tymi murami. Nie mniej jednak oparł się o nie, ponieważ nie czuł się w pełni sił. Nie pokazywał po sobie ani trochę gniewu za wtargnięcie na posesję, wręcz przeciwnie - od kiedy Mikuś zostawił go za jego poleceniem w willi, nudziło mu się ciągłe leżenie. A teraz miał z kim porozmawiać, nawet jeśli to miałaby być jego ostatnia rozmowa w życiu. Przecież nie wiadomo kogo wpuścił do środka i powoli zaprowadzał korytarzem do salonu. Tam usiadł na fotelu i wskazał bardzo szczupłą dłonią, aby i nieznajoma zajęła miejsce. Podkrążone oczy, lekko zaspany głos oraz przede wszystkim piżama na ciele zdradzała, iż przez długi czas leżał w łóżku.
-Proszę zostać, chociaż na chwilkę, jeśli Pani pomyliła domy... o, a może zjadłaby coś Pani? Albo... napiła?
Między przerwami w zdaniu zajmował się cięższymi wdechami, chyba za gwałtownie wyrwał się ze snu witając gościa, ale naprawdę był bardzo szczęśliwy móc gościć taką sympatyczną z wyglądu dziewczynę. Tęczowe oczka wypełniały się intensywniejszą barwą z każdym badawczym spojrzeniem na Różowowłosą Ślicznotkę, która nie wiadomo jakim trafem podążyła aż do willi Wampira. Uwielbiał przebywać w czyimś towarzystwie, od razu chciało się kołysać lekko na boki czy nucić radośnie pod noskiem. Jeszcze tego nie robił, ale jego wesoła minka wyglądała tak naturalnie, że nie dało się go posądzić o złe zamiary. Nigdy też takowych nie miał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 6:58 pm

Zastanawiała się przez dłuższą chwilę, czy aby nie trafiła czasowo źle, bo czekała dłuższy czas. W końcu nawet usiadła przed tymi Szanownymi i Wielkimi Jak Jasna Cholera Drzwiami oczekując jakiegoś wołania czy narzekania w istnie wampirzym stylu "OEEEZU IDŹCIE W JASNĄ CHOLERĘ CHCĘ SPAĆ MAMY DZIEŃ". Coś Ty się tak uparła na te wąpierze, Ami? Kurde, to, że willa jest ogromna nie znaczy od razu, że mieszka tu jakiś wampir! Może tutaj być nawet wróżka i nic Ci do tego, może lubi takie wielkie wille gdzie można sobie polatać. Albo jakiś stereotypowy mag z brodą do podłogi, co równałoby się wielkiej bibliotece na x pięter? O, to by było fajne. Bardzo fajne. Tak fajne, że nasza Ami chętnie by zrobiłaby z siebie idiotkę, byleby do takowej dojść. Ooo, cudownie by było, tak... Więc widzisz, Ami, właściciel wcale nie musi być wampirem czy demonem, może być najzwyklejszym (?) gostkiem z brodą lub chudziutkim dzieciaczkiem, którzy oprowadzą Cię po domu jakbyś co najmniej się z nimi znała... Ah, marzenia. Marzenia są piękne, ale tak naprawdę kij wie, jak będzie. Dobra, najważniejsze to wierzyć we wszystko, co dobre!
O ironio, też drzwi same się otworzyły... Wtf? W sumie to nic dziwnego, mieszkamy i znajdujemy się w kolebce, tutaj WSZYSTKO, naprawdę, WSZYSTKO jest możliwe jak jasna cholera, tak więc właściwie nie powinna być zdziwiona, derp. Żeby wyglądać lepiej, wstała wreszcie z podłoża i wytrzepała się lekko, uśmiechnęła się delikatnie i stanęła w drzwiach, podziwiając widoki. Łoł, sporo drzwi, a sam wystrój wnętrz wskazywałby na jakiegoś milionera... Tutaj chyba każdy ma w kij hajsu, tylko Ame jest jakaś taka zbyt normalna i ma normalne ilości zielonych papierków. Ale dobra, wpuszczono ją, pytanie tylko: KTO ją wpuścił?
Zaczęła się rozglądać, nie ukrywając swojego zdziwienia, aż w końcu usłyszała czyjś głos. Spojrzała troszkę w górę... O, proszę, wreszcie zauważyła gościa niewiele wyższego od niej. Na herbatkę Herbacianej, jakie to wychudzone było! Co to, jakiś niewolnik Najwyższego Pana Tego Domostwa? Ame nie ukryła swojego zdumienia, ale szybko przykryła je uśmiechem. Wpatrywała się teraz w oczy nieznajomego... Takie śliczne, kolorowe były, aż dziwne. W końcu jednak "obudziła się", kiedy się odezwał. Całkiem przyjemny głos miał, no i nie brzmiał na osobę, którą by przetrzymywano wbrew jego woli. Ame przetarła prawe oko (bo lewego nie było po co przecierać, nic na nie nie widzi) i po raz kolejny uśmiechnęła się, teraz bardziej jednak rozbawiło ją coś. "Pani wiosna"? Ojej, pani? Nigdy w życiu nie spotkała się z czymś takim, ze ktoś określił ją per pani. Wszyscy brali ją za dzieciaka...
-A dzień dobry, dzień dobry. - odezwała się wreszcie. Kiedy nieznajomy ją prowadził, poczuła się lekko przytłoczona... Czekaj, jak można zostać przytłoczonym przez ten dom? A może przez te śliczne, kolorowe tęczówki chłopaka? Dała się tak zaprowadzić aż do salonu, więc usiadła bardziej niż chętnie. Ojejku jej, postawiła na prawie wszystkie możliwe odpowiedzi, ale takiej chudziny za cholerę się nie spodziewała się tutaj spotkać. Obudziła się dopiero wtedy, kiedy chciał ją czymś poczęstować. Uśmiechnęła się szeroko i przez chwilę przymknęła oczy. Potem przywołała dwie filiżanki herbaty.
-Napiłabym się, chętnie. Wybacz, jeżeli uznasz to za niegrzeczne, ale może poczęstujesz się moją? - spytała, wysuwając filiżankę w jego stronę.
-A poza tym, nazywam się Ame. Miło mi cię poznać... Wszystko w porządku? - chłopaczek jakoś tak blado wyglądał. Może się nie wyspał? Ale ciągle mu uśmiech z ryjka nie schodził, cziter jeden...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 7:39 pm

Nie powinna czuć się taka zagubiona, wnętrze mimo wielkości sprawiało także wrażenie przytulnego. Nie był taki surowy jak z zewnątrz, chociaż schludność, porządek mógł kłóć w oczy. Ale to nieważne, najważniejsze, by gość czuł się swobodnie, nawet będąc prowadzonym niemal za rączkę do salonu. Nu, miał naprawdę wielkie szczęście, iż może gościć taką osóbkę jaką była nieznajoma. Nie dość, że zgodziła się spędzić parę chwil w towarzystwie żyjątka, to jeszcze ośmieliła się poczęstować Zielonowłosego swojego wykwintnego trunku. Aż nachylił się lekko, widząc co wyprawia dziewczyna.
-Oh, ojeeeeej...
Zrobił wielkie oczka, kiedy tuż przed jego noskiem pojawiła się filiżanka z pachnącym, ciepłym trunkiem. Nie mógł się doczekać zanurzenia usteczek w napoju, dlatego sięgnął bladymi dłońmi po naczynie i napił się z wielką ochotą. I nie rozczarował się, a przecież ta nieznajoma mogła zawsze go otruć, albo wsypać narkotyki. Jakoś nie mógł oprzeć się wrażeniu, iż dziewczyna mogłaby go skrzywdzić. Uśmiech poszerzył się odrobinkę bardziej, wciąż szczerze i bez nuty fałszu.
-Mmmm! Ale pyszna! Jejku, niesamowicie smaczne!
Zachwycał się z każdym kolejnym łyczkiem i promieniał w oczach, aż odstawił filiżankę i jeszcze bardziej zdumiał się słysząc imię Pani Wiosny. Ta urocza Różowowłosa intrygowała go co krok. Najpierw milusie odwiedziny, później herbatka własnej produkcji, a teraz pochwalenie się swoim przecudnym mianem! Ani trochę nie smucił się, co dla kogoś nieprzyzwyczajonego do euforii innych mogło wydawać się to podejrzane.
-Ame? A-me, A-me, A-miś~ -nucił melodyjnie pod noskiem kiwając główką na boki- Hihih, jakie śliczne i melodyjne imię! Moje nie jest takie ładniutkie. Eto, również bardzo miło poznać Amiś, hihi! Khy, khy, khy...
Za bardzo przejął się gościem, iż zapomniał o tym, że nie jest zupełnie zdrowy. Jeszcze parę godzin temu częstował Ukochanego swoją posoką, aby był dzielny w podróży po Kolebce i nikogo innego nie musiał kąsać. Przy tych kaszleniach dało się zauważyć dwie krwiste kropki na jego szyi, ewidentnie po ugryzieniu Wampira. Zaraz jednak krótki atak przeszedł, ponieważ popił sobie herbatką od Dwukolorowookiej towarzyszki. Dopiero teraz zorientował się, iż gość pytał się o to czy wszystko gra. Westchnął cicho, a jego dotąd szeroki uśmiech zatrzymał się na ledwie widocznej pozycji.
-Umm, a to... nie przejmuj się. Jest i tak lepiej, bo nie jestem sam... nie lubię być sam, ale nie mogłem Mikusia trzymać dłużej przy sobie. Jeśli Amiś zechce, może zostać na dłużej niż na jednej, pysznej herbatce -upił kolejny łyk i dodał z cichym śmiechem- ...na dwóch, trzech... albo i więcej hihih!
Jakiś ptak zagwizdał za oknem, na co ciekawski odwrócił się w kierunku zwierzątka w piórkach. Oczka chłonęły każdy fragment życia i napawał się nimi, lecz nie tak długo jak cieszył się z obecności Różowowłosej. Zastanawiał się czy faktycznie jest Pani Wiosną, czy kimś innym. Wiedział na razie tylko tyle, iż jej herbata nie miała sobie równych. Taki zwyczajny napój stał się wielkim rarytasem w oka mgnieniu! Wielce uradowany spoglądał łagodnym, niewinnym wzrokiem na Amiś.
-Oh, pewnie każdy kto pije Twoją herbatkę mówi to co ja, nie zdziwiłbym się... ani... troch- khy, khy, khy!
Przytknął do ust piąstkę, by nie kaszleć na kompankę w salonie i próbować uspokoić atak. Usiadł głębiej na fotelu i uderzył piąstką o tors, aby to co go blokowało odetkało się. Niestety, tylko różowił się na twarzyczce bezradnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 8:18 pm

Dla każdego inna gama emocji związanych z jednym miejscem. Jej towarzysz widocznie bywał tutaj częściej lub po prostu, nie wiem, no, przyzwyczaił się do tego miejsca i nic do niego nie miał, ale Ame po prostu była tutaj po raz pierwszy w życiu i denerwowała się troszkę. Próbowała się uspokoić dzięki jej towarzyszowi, bo wyglądał na naprawdę miłego i spokojnego istotkę, więc dodawał temu miejscu trochę uroku. Co za słodziak, jeszcze te oczy... Boże, jej chyba zaczynało odbijać. Martwi się o nieznajomego. Ale... Może coś w jej obawach jest słusznego?
Roześmiała się, widząc jego radość na widok momentu wyczarowywania herbaty. Naprawdę, zabawna z niego istotka! I do tego baardzo, ale to bardzo pozytywna, aż się Herbaciana zdziwiła, jednak szybko ukazała swoją Jedyną i Słuszną Reakcję: zaczęła się śmiać pod nosem. Cieszyła się z faktu, iż jej towarzysz był bardzo pozytywny (przynajmniej na razie) i nie rzucał piorunami z oczu tylko dlatego, po Herbaciana weszła tutaj praktycznie jak gdyby nigdy nic, a tu boom plot twist, spotykasz takiego gostka. Naprawdę miłe. Aż chyba jej na twarz wpadły delikatne rumieńce.
-Jeżeli chcesz więcej, nie ma sprawy. - uśmiechnęła się, tworząc kolejną "porcję" - W Końcu jam Herbaciana Panna!
Od kiedy każdy praktycznie to wiedział, nie miała co się z tym ukrywać. Nieważne, czy jesteś ludziem czy nie, u Ame zawsze znajdziesz pyszną herbatkę! A o to tylko jej chodzi. Równie dobrze mogłaby założyć Herbaciarnię i zarabiać na tym, co lubi. Tyy, to całkiem dobry pomysł... Nie, czekaj, Ame to taka ciota, że szybko by ją na bruk wywalili. Ale może kiedyś znajdzie kogoś, kto polubi herbatkę i ją przygarnie, o.
Uniosła brew, kiedy zaczął jakoś, em, nucić jej imię. Melodyjne? Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiała. Rzucała tym imieniem, ok, znamy się, nazywaj mnie Herbacianą! I tak zazwyczaj ją zapamiętywano. Ale Eto wcale nie brzmi źle. Bardziej kojarzy się z japońskim, em, słówkiem?
-Eto... Też ładnie brzmi, co narzekasz! Hej, na pewno dobrze się czujesz? - tym razem nie wytrzymała i podeszła bliżej. Przypadkowo chwilowo spojrzała na szyję...
Chryste, chyba jej prawe oko pada, albo ten biedak był pożywką... Nie, spokojnie, tylko Ci się wydawało! Na pewno. Choć jego blada twarz sporo mówiła... Nie, Ame! Nie zjadł go nikt. Nie myśl o tym! Jednak nie wróciła na miejsce. Nadal pochylała się nad Eto.
-Em... Kim jest "Mikuś"? - musiała spytać, skoro wymienił to imię (?). Może on z nim mieszkał? A może był jego przyjacielem? A może to był właściciel? Albo może nawet właścicielka tej willi? Kimkolwiek ten, um, albo ta "Mikuś" był/a, trzeba było mieć dobrze myśli. - I dziękuję, że mnie nie wyganiasz, ale naprawdę, chyba wpadłam w złym momencie. Jesteś chory?
Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy pochwalił jej herbatkę, ale teraz Ame była zmartwiona. Nie chciała, żeby przez nią Eto osłabł, czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 9:18 pm

Radość była zaraźliwa, chociaż najczęściej to Zielonowłosy "pobierał pozytywne wibracje" od innych. Dziś było inaczej - Białowłosy Rycerz napompował chłopca mnóstwem szczęścia, chociaż jak widać były momenty krytyczne. Mimo wszystko wielce był rad, iż mogli siebie nawzajem, Eto i Ame, napędzać radością. A to z grzeczności młodzieńca, a to ze wspaniałej herbatki dziewczyny. Nu, na tym skończyli, póki co. A nie, bo jeszcze wymiana uprzejmości i imion sprawiła, iż dziwak naprawdę poczuł się zbyt swobodnie, ale cóż z tego? Dobrze się bawili, chociaż i tak nie mógł wziąć zdania Różowowłosej do serca, gdy ta twierdziła, iż jego imię nie jest gorsze. Hah, jak milutko! Chciał rozwinąć tą jakże interesującą znajomość, gdyby nie osłabienie w trakcie ucztowania i rozmowy. Towarzyszka zmartwiła się jego stanem zdrowia, na co organizm cudaka zareagował podobnie. Lękiem. Otóż Eto był kserokopiarką uczuć tych najbliższych, bardzo rzadko udawało mu się inicjować i narzucać innym swoją aurę. Kiedy tak nachylała się nad nim troskliwie i próbowała nawet chyłkiem wymknąć się z domu dla świętego spokoju chłopaczka, ten kurczowo chwycił drżącą ręką nadgarstek gościa i lekko ścisnął. Na więcej nie miał sił. Nawet spuścił wzrok, a usta kreśliły niewyraźną minę.
-N-nie odchodź, proszę... już mi lepiej, n-naprawdę...
Zająknął się dwukrotnie spoglądając przestraszonymi patrzałkami na dziewczynę. Nie chciał, by już odchodziła, okazywała wiele dobroci, takiej marnej istotce jaką był Zielonowłosy. Nie chciał znów zostawać sam. Nie wiedział, że aż tak bardzo źle toleruje na samotność. Może dlatego, iż czyjaś obecność poprawiała jego sprawność ciała. Wszak żywił się emocjami innych, bez uszczerbku na zdrowiu rozmówców. Nawet nie wiedzieliby o czymś takim, nic nie boli, nic nie czuć, nie traci się obecnego humoru.
Postarał się pozbierać w garść, odchrząknął solidniej i zmarszczył na chwilkę brwi. O wiele bardziej różnił się, kiedy nie uśmiechał się. Jedna mimika twarzy, a potrafiła go zupełnie odmienić. Nie było aż tak źle, lecz można by głowę uciąć, iż od zawsze powinien tryskać euforią.
-Mikuś to mój Służący, i Opiekun jednocześnie. Dałem mu wolną rękę na jakiś czas, ale... j-już mi ciężko znieść samotność.
A przecież nie poszedł wieki, tylko dosłownie z dwie godziny temu. Eh, żyjątko bardzo mocno przywiązało się do Wampira. I gdyby nie dziwna prośba, nie byłby jego Panem. Grunt to kompromis, a miłość w tym jak najbardziej pomaga. A może hipnoza Miketsukamiego? Nie, miłość, na bank. Tak trudno zdzierżyć jego nieobecność, lecz niespodziewane przyjście Dwukolorowookiej ożywiło go, aż zanadto. Chciał pokazać, iż nie jest aż taki słaby (normalnie jak dziecko chcące wykazać się siłą przed dorosłym), dlatego ostrożnie pogłaskał stolik na kawę i poprosił telepatycznie mebel, aby nakryło się w kuchni ciastem ze spiżarni. Ten posłusznie rozruszał swoje stabilne dotąd nogi i niczym francuski piesek ruszył w stronę innego pokoju. Młodzieniec trzymał w dłoni herbatkę jakby nigdy nic i popijając trunek przypomniał sobie czego nie skomentował:
-Herbaciana Panna ładnie brzmi, i pasuje do Ciebie, wolałbym jednak mówić Amiś. Nie obrazisz się? Lubię zdrobnienia.
Rozchmurzył się lekko, bo zza obłoku smutku rozjaśnił promyk wesołości. W dodatku za chwilę wrócił "piesek" z poleconym posiłkiem na blacie. Ponownie znieruchomiał i nie pokazywał ani trochę po sobie, iż harcował z salonu do spiżarni. Wciśnięty w fotel współgospodarz willi (chociaż nie czuł się nim) postarał się zachęcić koleżankę do ucztowania.
-Częstuj się, mam nadzieję, że nie stłamsi smaku herbatki, hihi. I bardzo się cieszę, że "wpadłaś". Bardzo chętnie posłuchałbym czegoś więcej o Herbacianej Pannie, o ile to możliwe... Naprawdę, powiem Mikusiowi, by odwiedzał Cię i kupował herbatkę na zapas. Albo lepiej... żeby zapraszał Cię częściej. Co o tym sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Lut 23, 2014 10:43 pm

Ame na swój sposób zawsze jakoś próbowała się dopasować do aktualnego humoru rozmówcy, co oczywiście nie znaczyło, że jeżeli ten ma jakiś problem, to i ona będzie go mieć - nienienie, Herbaciana w razie czego może robić za dobrą podporę humorystyczną i nie miała problemu. To jest zaiste fajne, kiedy możesz komuś poprawić humor samą swoją obecnością. Miłe uczucie. Tak samo jak wtedy, kiedy ktoś cię potrzebuje. Tak słodziachno...
Aż Ame zabrakło starych "przyjaciół" i "wrogów". Poniekąd było śmiesznie, kiedy została wywalona z własnego domu, czy urządziła sobie wieczorne ćwiczenia na wyginanie łokci w drugą stronę. Bolesne... Ale wesołe. Nienie, Herbaciana nie jest jakąś masochistką, ale nawet bolesne wspomnienia potrafią być na swój sposób fajne - poza charakterem to one tworzą ludzi, czyż nie? Dzięki nim też jesteśmy na swój sposób oryginalni, bo każdego spotyka coś innego.
Kiedy Eto złapał ją za nadgarstek, lekko się zdziwiła. Nie planowała wychodzić, po prostu stwierdziła, że chyba nie najlepiej czasowo wpadła... Aż posmutniała, widząc starania Eto, żeby nigdzie sobie nie szła. To w końcu coś mu się stało czy nie? No chyba, że został Dawcą Krwi z własnej woli albo był słaby i chorowity sam z siebie. Ame znała kilka takich osób i nie wątpiła, że i tacy po tym świecie chodzą. Dziewczyna spojrzała na Eto z troską godną przyjaciela, choć znali się ledwo kilkanaście minut. Jeżeli ktoś nie wyglądał źle, to potrafiła od razu współczuć, nie ma co udawać skurczybyka. Udawanie jest bardziej niż be.
-Spokojnie, Eto. - powiedziała, znowu się nachylając i lekko głaskając go prawą ręką po głowie. - Skoro chcesz, żebym została, to zostanę.
Ojejciu, tak bardzo źle. Przychodząc tutaj nie pomyślała, że tak szybko polubi istotkę, którą tutaj spotkała. A jednak, randomowe wpadanie do czyiś domów może wyjść na plus. Od dzisiaj warto próbować szczęścia. No i dobra, zostanie z tym biedakiem. Ale czy on naprawdę nie potrzebuje pomocy? Nie wiem, może dobrze, gdyby się przespał? Albo kroplówkę mu jakąś podłączyć, gdyby była w tle? No chyba, że po prostu ma jakiś atak i dobrze było, jakby odpoczął. Kurczę, co zrobić, co zrobić? Ame na chwilę oddaliła się i przysunęła fotel tak, aby być bliżej Eto. Gdyby osłabł, natychmiast go złapie przynajmniej.
Opiekun i podwładny jednocześnie? Ojej, co tu się dzieje, lepiej nie wiedzieć... Choć nie znała gościa, miała nadzieję, ze jest przynajmniej dla Eto dobry. Zielonowłosy wygląda na słabego, naprawdę... Więc jak już ktoś ma się nim zajmować, niech robi to porządnie bo dostanie wrzątkiem, o! No ale nie będzie się dokładnie mieszać w ich znajomość. Miejmy nadzieję, że jest okej, reszta potoczy się sama.
Oh? Więc jednak wolał jakoś słodziachno "urozmaicić" jej imię? Rzadko kiedy ktoś tak robił, więc usłyszawszy to, podrapała się palcem po policzku, uśmiechając się. Małe rumieńce nadal nie schodziły z jej twarzy.
-Amiś, mówisz? Niech więc i tak będzie, Eto... Etuś? - niech inni próbują, jej wersje zawsze kijowo wychodzą.
Dopiero teraz zauważyła latające zastawy, stoły i inne... I nie ukryła na chwilę swojego zdziwienia. Słodko, że przyszła w gości tylko tak, bo chciała, a skończyła jakby ją co najmniej znano i kochano... Naprawdę miłe. Skupiła na chwilę jakąś energię w łapkach i klasnęła, po czym na stoliku pojawiły się dwie filiżanki.
-Jak będziesz chcieć więcej, wystarczy, że o tym pomyślisz. - powiedziała, uśmiechając się ponownie. A na wieść o herbacie i tym, że mogłaby coś o sobie powiedzieć, uśmiech poszerzył się. - Mogę zostawić u was kilka filiżanek, które będą się wypełniać kiedy tylko tego zapragniecie, bo herbatki nie sprzedaję. Nie zarabiam na niej... A twojego, hmm, przyjaciela chętnie bym poznała. Ja za wiele powiedzieć o sobie nie mogę... Ot, Herbaciana Panna i Czarownica, co sobie troszeńkę dłużej żyje i chwali się gdzie można cudowną herbatką. Możesz coś opowiedzieć o sobie i "Mikusiu
?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Lut 24, 2014 8:18 pm

Było mu o wiele raźniej, kiedy Panna Herbaciana pocieszyła go głaskaniem po główce. Taki mały gest, a bardzo podniósł go na duchu. Instynktownie zaczął bardziej ufać (o ile to możliwe – wszak zaprosił zupełnie przedtem nieznaną Różowowłosą pod dach willi) i odetchnął od razu z ulgą. Tak jakby rączka niewiasty odjęła z niego chorobę płuc, bo już później nie zakaszlnął ani razu. Co najwyżej robił krótkie przerwy w wypowiedziach, lecz nie na tyle drastyczne, aby uplasować go już po wsze czasy na miejsce chorowitego chłopca.
Najbardziej cieszył się z deklaracji, iż jego gość zostanie jeszcze z nim. Ah, i tak samo zdrobniła jego imię! Energicznie pokiwał głową, że Etuś brzmiało tak dobrze, iż nie trzeba je zmieniać. Może dlatego, iż ktoś inny skorygował miano, a nie on sam? Nie, po prostu podkreśliła jego dziecinność, która dosyć często objawiała się w jego chudym ciałku.
-Długi żywot? Huhuhu, też tak chciałbym. –uśmiech nie znikał mu z buźki, nieco rumianej a przez to podobnej do twarzyczki Amiś- Czarownica? Ojej… jesteś pierwszą czarownicą jaką poznałem, i mogę od razu powiedzieć, że nie poznam już w przyszłości innej, fajniejszej od Ciebie, hihihi!
Trudno spotkać tak uroczą i sympatyczną osóbkę, z jaką miał przyjemność ucinać rozmowę o siebie nawzajem. Stąd taka śmiała teza wysunięta z ust cudaka. Pomysł z dodatkowymi filiżankami był o tyle dobry, że dziewczyna nie musiałaby się fatygować i po prostu na życzenie pojawiałaby się pyszna herbatka w naczyniach. Jednak niemal od razu zauważył najgorszą wadę tego rozwiązania, z którą podzielił się na głos.
-Oh, i muszę teraz szukać innego pretekstu, byśmy się częściej widzieli…
Zarumienił się jeszcze bardziej, aż oczka lekko zaszkliły się. No co? Kiedyś Amiś będzie musiała wracać do siebie, i nie wiadomo czy i jak skrzyżowałyby się ich ścieżki następnym razem. Zwłaszcza, że miał nie wyściubiać nosa z Willi. Był ten świat dla niego zbyt niebezpieczny, dodając jeszcze fakt, że naiwność przejawiała się w wielu aspektach. Jak na przykład w tym, by „poplotkować” na temat nieobecnego gospodarza włości.
-Mikuś tak naprawdę nazywa się Mikee… Miketsukami. Jest właścicielem tego domku- ładny mi domek… ale Eto nie widział w tym różnicy- i zarazem mojego serduszka. Bardzo go lubię, uczy mnie wielu rzeczy, radzi w chwilach zwątpienia. Taki słodki, białowłosy Wampir, w którym mam wielkie oparcie. Ale potrafi być groźny, taką ma naturę, i nie chcę tego zmieniać. Bo już wtedy zupełnie nie będzie przypominać Wampirów, a troszkę skarżył się na ten temat… dlatego… dałem mu troszkę czasu dla siebie, aby nie musiał dla mnie czuwać w dzień.
Popił łyk herbatki dla zwilżenia gardziołka, które produkowało więcej komplementów niżeli złych czynników kształtujących jego Sługę. I o wiele więcej konkretnych informacji potrafił wyłuszczyć niż o sobie. Nie przejmował się tym aż tak bardzo, no - może odrobinkę. Starał się tego nie pokazywać, gdy Amiś zapytała o jego pochodzenie.
-A ja… ja nie wiem kim jestem. Nazwałem się Eto, wydawało mi się ciekawym imieniem, lecz już po kilku osobach z piękniejszymi mianami o wiele bardziej mniej mi się podoba. –Podrapał się w tyle głowy i dodał za chwilę- Tak czy inaczej… zdolność do życia zyskałem miesiąc temu. Pojawiłem się w Instytucie, badali mnie tam długo, czułem się dziwnie… Dotykali palcami, sterczał ktoś nade mną… ale uciekłem, bo ściany zaczęły krzyczeć. Nie lubię krzyków, świadczą o cierpieniu lub bólu. Uhm… byłem chory, kiedy tułałem się po świecie, aż spotkał mnie Mikuś i zabrał do siebie. I tak zostało do dziś, z małymi przerwami po kłótniach… uhm… pomogłabyś mi się ubrać w coś innego niż piżamkę?
Zapytał niewinnie, zupełnie nie rozumiejąc iż tak nie wypada. Owszem, Białowłosy miał do tego prawo, przecież był jego Drugą Połówką, ale ktoś kto dopiero przybył niespodzianie miałby udać się do garderoby i przywdziać chłopca w tamtejsze kostiumy? Po jego mince dało się wyczytać, że w ogóle nie przyszło mu do głowy, że to niemoralne, nieetyczne i skandaliczne. Sam miałby problem z wyborem ubrania i założenia go, zwłaszcza jeśli byłby to garnitur z kołnierzykiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Lut 25, 2014 11:10 am

Ame taka wspaniała, hoho. Nie, trzeba przyznać - nawet najbardziej skromny człowiek (?) tego świata czułby się dobrze, gdyby wiedział, iż jego działania dobrze wpływają na otoczenie i inne istoty wokół niego. Przecież to jest bardzo przyjemne uczucie! Dzielić się swoją radością i optymizmem, żeby innym żyło się lepiej. Dlatego Ame nigdy nie rozumiała tych, co krzywdzą resztę - dobra, możemy poniekąd wybaczyć wampirom, które atakują biednych, nieświadomych ataków istot (bo nie tylko ludzi, niestety), bo potrzebują tego do życia, działają jak ludzie, którzy zabijają zwierzęta, by żyć. To jeszcze przejdzie, ale czy nie wymyślono syntetycznej krwi, żeby przestali się rzucać jak te cholery? No i ci wszyscy sadyści - idźcie do zaufanego psychologa, co? Odczuwać przyjemność, słysząc czyjeś błagalne wołania? To jest naprawdę dziwne, ble. Porzucajmy kwiatkami, potańczmy razem w kółeczku, nie wiem, napijmy się herbatki, bo to jest LEPSZE. LEPSZE NO! Bardzo, bardzo leepszee!
Idąc tym tokiem rozumowania, ciekawe, jak sobie tutaj radzi ten biedaczek. Chudziutkie to, widocznie też słabe... A świat jest pełny tych debili z nożami/szponami/mieczami/spluwami/itepe. Dzisiaj, jeżeli nie masz zajebistych mocy, to leżysz i kwiczysz na ziemi z nadzieją, że śmierć przyjdzie szybko i bezboleśnie. Chyba, że masz znajomości, które wezmą Wielkie Zło Tego Świata na klatę. To też musi być miłe uczucie, kiedy wiesz, że ktoś Ci pomoże.
Serio... Wylewała się od niego wielka fala entuzjazmu i optymizmu, co było dziwne, patrząc na jego stan. Może chciał ukryć chorobę? Czy coś tego? A może ten cały "Mikuś" coś mu zrobił? O kurczę, kurczę... Na czym tu skupić myśli? Ale całkiem pewna deklaracja Eto, że "fajniejszej czarownicy nie znajdzie" podwyższyła jej chęci, aby troszkę dopomóc biedakowi. Ale co ona może dla niego zrobić? Trzeba delikatnie podejść, sporo mówi, to i wtedy się wygada... Wygada się, prawda?
-Widzisz, ja jestem fajną czarownicą, ale na świecie są setki, jak nie tysiące złyych czarownic! - nabrała jakiegoś pseudo-narratorskiego tonu pasującego troszkę do bajek, by było weselej. - Są seetki, alo tysiące tych złyych! I nie tylko czarownic~! Są też innee złee stworzeenia! Mówię Ci, ja już swoje wiem! Są jakieeś dziwne istoty co lubią zadawać ból! Albo gryźć! Dobra, tym wybaczymy, oni tez chcą żyć i mają prawo. Alee pamiętaj, Etuś! Są też Ci źli, co będą chcieli Ci zrobić krzywdę. Oto rada cioci Amiś - musisz. Na. Siebie. Uważać! A jak ten Mikuś jest dobry, to warto poprosić, żeby robił za twą tarczę.
Poniekąd śmiesznie wyglądało to, hmm, małe przedstawienie, ale jak było śmiesznie, fajnie i z morałem, to zawsze jest spoko.
Ojej, ale co było z faktem, że byłoby ją ciężko spotkać? Przecież nie jest niewolnikiem tego domu, nie? Chyba nikt nie jest aż tak dziwnym opiekunem, coby zamykał tego biedaka w domu? To już chyba gorsze od sadystów, nuda byłaby jak cholera.
-Byłby problem? Nie, nie sądzę. Zawsze możemy się gdzieś spotkać przypadkowo na drodze, nie? Poza tym, przecież możesz wyjść.
Nie miała pojęcia, jakie były zasady w tym domu, więc mówiła to najnormalniej jak mogła. No na serio, chyba ten Mikuuś nie jeeeest...
CO?
PRZEPRASZAM JA WAS, TO WAMPIR?!
O słodki Jezusie na rolkach, wy sobie chyba żartujecie! Etuś, musisz uważać, aaa! Wampiry są złe! Złe! Dla jedzenia wszystko zrobią! Ale... Jeżeli jednak ten cały Mike jest normalny? Nie można tego unikać, ale kurde, wampir... Ame od razu dostaje drgawek, jak ktoś stwierdzi jak gdyby nigdy nic "A wiesz, no, jakiś wąpierz mnie dziabnął, ale to nic, nic! Poza tym, jest spoko."
I kurczę, co mu teraz powiedzieć?
-Eto... Czy Ty jesteś pewien, że Twój... Mikuś, jak go nazywasz, nie okłamuje ciebie? Nie chcę wpływać na wasze stosunki, bo ja tu jestem dla ciebie pewnie bardziej niebezpieczna niż on, bo dopiero co tu wpadłam a gadam jakbym zjadła wszystkie rozumy, ale! Ale wampiry są złe. Wiesz? One są złe. Niby muszą kraść krew, by żyć, ale często przy tym są wredne, niemiłe i w ogóle... No chyba, że masz szczęście i Twój Mike Cię lubi. Wtedy będzie wszystko dobrze, ale musisz, musisz być pewien, że nic Ci nie zrobi!
Aż jej filiżanka zadrżała, wraz z lewą łapką. Aj, czasem, jak ją ponoszą emocje, to i ręka to pokazuje... Już tyle razy musiała ją leczyć, że powoli nie nadąża za wszystkim, a utrata tej łapki to będzie dla niej koniec świata. Dla pewności odłożyła filiżankę na chwilę, żeby jej feelsy nie sprawiły, że herbata trafi na podłogę. Wsłuchała się w historię Eto.
Miesiąc? Naprawdę? To Ci niezła niespodzianka. Jest jak nowo narodzony dzieciaczek, któremu trzeba wskazać dobra drogę... Tak, trzeba, trzeba!
Ale przebierać, to inna sprawa. Mówiąc to, nawet nie drgnął. Widocznie nie wiedział, że prośba o to nie jest do końca na miejscu. Nie ma co ukrywać.
-Em, widzisz, Etuś... Prośba jest troszkę nie na miejscu. Prosi się o to co najwyżej swoją rodzinę, kogoś, kogo się nie wstydzisz, a nie randomowe Herbacianki co wbiły do Twojego domu.
Podrapała się potem po głowie. Ojej, ojej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 26, 2014 8:47 am

No ba, że obecność Ame wpływała dobrze... nawet super! Te jego chude nóżki nawet zaczęły się kołysać na boki z radości, a przecież ledwo nimi przebierał po korytarzu. Nie wszyscy chcą dzielić się swoim szczęściem, dlatego chwała Ślicznej Czarownicy za podarunek, hihi! Nie tylko niosła radość, lecz także poprzez swoje słowa poruszała móżdżkiem malca, który dopiero poznaje świat. A punkt widzenia Amiś był drugim, z jakim miał do czynienia. Chętnie więc zanurzył się w jej rozumowaniu, zwłaszcza gdy postanowiła w niekonwencjonalny sposób pokazać niebezpieczeństwa czyhające na każdego. Trzeba przyznać, że jest bardzo kreatywna i chętna do zwierzeń na taki trudny temat, i to z takim... niemądrym Eto.
Zrobił usteczka w kształcie małej literki "O", kiedy słuchał opowiadania o takich, którzy byli fajni, dobrzy, troskliwi, ale także i o złych, przeżartych nienawiścią i chęci krzywdzenia innych. Aż oczka powiększyły się i siedział niemal wbity do fotela - tak przejęty zasłuchał się w bajce, która jak najbardziej dotarła do niego w całej okazałości. Na końcu przedstawienia nawet zaklaskał machinalnie łapkami i śmiał się. Bardzo trafny sposób na zaprezentowanie obaw. Tłumiąc po chwili chichot uspokoił się i z wielkim uśmiechem powiedział:
-Dobrzy i źli, zapamiętam!
I w tej samej chwili zaczął się zastanawiać. Nie był jednak istotą zdolną do przemyśleń w sensie przewidywania czy układania w logiczną całość innego zdarzenia, którego jeszcze nie doświadczył. Dlatego jego myślami były kadry z przeszłości, z miesięcznego filmu, który w większości składał się na sen. Z tą chorowitością cudaka mogłoby być prawdą. Przewijał film w głowie i szukał czegoś co mogłoby go zaniepokoić. Owszem, miewał chwile zwątpienia, lecz gdy tylko towarzyszka starała się dowiedzieć o naturze Białowłosego Wampira, ten ocknął się i niemal od razu zabrał głos:
-Oh, ciociu Amiś! -aż doskoczył do rozmówczyni i pochwycił rączkami jej delikatne dłonie- Nie martw się o mnie, Mikuś jest dla mnie naprawdę bardzo dobry. Przygarnął pod swój dach, wykąpał, wyleczył, nauczył parę reguł, ale przede wszystkim... powiedział, że mnie kocha. Ja też go kocham, nawet kiedy bestia się obudzi. Wtedy wystarczy dać mu moją krew, i już jest kochanym Mikusiem. Stróżował przy mnie, dawał się ogrzać... nie zostawił mnie, nawet jak go skrzywdziłem...
Przerwał w tym miejscu, gdyż przypomniał sobie scenkę, w której Eto święconym nożem rozciął dłoń Sługi, aż spuścił główkę. Ostrożnie puścił ręce Dwukolorowookiej i skulił się w sobie. To był ten dział, o którym chciał zapomnieć, ale tak jakoś... jak opowiadał o wszystkich zaletach Wampira, przypomniał mu się incydent, gdzie to Zielonowłosy był winnym. Miał przykazane o tym zapomnieć, ale to nie takie proste.
-Uhm... przepraszam panno Herbacianko za to pytanie o ubraniu... -spuścił wzrok na złączone ze sobą łapki i zarumienił się- N-nie wiedziałem, że nie można... ummm, a co to jest rodzina?
Ostrożnie zadarł główkę do góry i zerkał tęczowymi oczkami na rozmówczynię z dalszym zainteresowaniem. W szczupłych paluszkach miętosił końcówkę swojego warkoczyka spływającego po prawej stronie. Może nie powinien był tyle pytać? Jeszcze zamęczy swojego gościa pytaniami, może nie chcieć szybko go odwiedzić, a tym bardziej spotkać się. Nie może do tego dopuścić! Chyba pora rozbawić Amiś, żeby była jeszcze weselsza niż jest! Miał nawet pomysł jak! Mikusiowi podobały się jego sztuczki, więc dlaczego miałyby się nie spodobać Różowowłosej?
Zmrużył delikatnie powieki, a w tym samym czasie długie zasłony przy okiennicach rozsypały się na setki, tysiące motyli, a każdy z nich wyglądał tak: Kliknij tutaj! Zaczęły wolno wzbijać się w przestworzach salonu i machając skrzydełkami jakby w zwolnionym czasie krążyły wokół obecnej dwójki dużo większych istot. Dywan, na którym oboje mieli położone stopy przeistoczył się w kwiecistą łąkę z mnóstwem kwiecia o jednakowym ubarwieniu. Co jakieś dziesięć sekund wszystkie płatki kwiatów czerwieniły się bądź żółkły, albo nasączały się błękitem podobnym do kolorytu nieba. Aż zapachniało naturą od słodkiego nektaru. Podczas przemian także kolory na młodzieńcu nasyciły się i ożywiły. Włosy falowały jakby wiał spokojny wiatr. Nawet nie wiadomo skąd na parapetach usiadły ptaszki, między innymi ten, którego widział kilka minut przedtem w oknie, i ćwierkały cicho, aby nie zagłuszyć harmonii i szmeru trzepoczących skrzydełek motyli.
Chłopak otworzył nieśmiało oczka jakby nie będąc do końca pewnym czy to co wyobraził pojawiło się wokół nich. Większość owszem, zabrakło tylko małego strumyka, ale najwyraźniej nie miał już na niego sił. Mimo wszystko był zadowolony, ale czy...
-Amiś... podoba Ci się?
Uśmiechnął się lekko chcąc zamaskować swoje lekkie zmęczenie czarami. Naprawdę... chciał być użyteczny, a nie tylko leżeć, słuchać i "żerować" na radości innych! Amiś przygotowała dla niego tyle dobroci, nie tylko w postaci herbatki, ale i bajki o dobru i złu istot, jej porad, jej obecności i przecudnym uśmiechu. Jak inaczej mógłby zrewanżować się za spotkanie, jak do tej pory przyniósł tylko ciasto, i to za pomocą stołu a nie samodzielnie?

Ooc: zniekształcenie otoczenia, 1/2 posty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 26, 2014 2:08 pm

Hmm.
Ame wpływała dobrze przez swoje dzielenie się pozytywnością, optymizmem i tymi innymi rzeczami w ten deseń, ale nic nie było takie, jakie jest, gdyby nie te dosyć dziecinne (oczywiście, mowa o pozytywnej wersji) zachowanie, co raz ją dziwiło, a raz lekko bawiło. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro, em, Eto okazał się dosyć młody. O wiele młodszy niż wygląda. Ta ironia, że większość w większości przypadków wygląda młodo, a za życia pewno oglądało dinozaury, a tutaj sup bro, wyglądam normalnie ale roczku nie mam! To jest dopiero chodząca niespodzianka, trzeba przyznać.
Bawiła ją lekko reakcja Eto na jej opowiadanie. Dobra, czyli tego, em, dużego dzieciaczka łatwo wprowadzić w stan wiadomo-jaki, bardzo dziecięcy. Uważaj, Ame, bo przyzwyczaisz się biedna, że ledwo zaczniesz gadać o sensu życia, a publika cię pokocha, świat potrafi być o wiele bardziej bolesny! Ale warto wykorzystać okazję, by być "tym starszym, mądrzejszym w ogóle wspaniałym" (chyba na odwrót). O dziwo, nie pokazała jeszcze swojej ciotowatości, cud się zdarzył... Pewno niedługo okaże się, że wykrakała.
-Dobrzy i źli, dokładnie! - powtórzyła prawie niczym echo, bo nie do końca trafiła tajmingowo w ten moment. No i zmieniła końcówkę, ale kij. Najważniejsze, iż przedstawiła najgorszy możliwy scenariusz, jaki może spotkać biedaka w przyszłości, więc co dalej - niech sam decyduje. Ważne, by wiedział, bo potem zawiedzie się, coś mu się, nie daj Boże, zepsuje psychika i w ogóle wtedy będzie tragedia. Nie ma co, lepiej trzymać ogarnięte istotki tak, by się nie zepsuły. Nie ma pojęcia, jak z psychiką Eto - stawia, że byłoby go łatwo "zniszczyć" - ale tutaj również nie bedzie się pchać za mocno. Ot, powie, co uważa za słuszne, podpowie i hop. Choć w pewnych momentach jakaś siła ją pcha do przodu, takie "Mów, mów, nie szczędź śliny! Bo jak nie powiesz, to będzie źlee!". Ah, Amiś, Herbacianko ty...
No cóż... Chyba jednak ten Mike nie był taki zły? Albo mocno go opętał, bo Eto mówiąc o nim, rzucał tylko i wyłącznie pozytywami. Nawet kiedy gadał o oddawaniu krwi, uh... Czasem nie rozumiała, a czasem zazdrościła takim, co mówiąc o tym w ogóle niczego się nie boją. Przecież to boli, nie? A jeszcze potem chodzisz jak ten trup, bo osłabienie trzyma się jakiś czas? Ame widzi dawców krwi pijawek wyłacznie jako istoty odważne/naiwne/głupie/kontrolowane przez te cholerne pijawki. No dobra! Istnieją dobrzy! Ale Ame jakoś nie potrafi sobie tego wyobrazić. Za dużo rzeczy w jej główce się kłóci.
-Wy... Jesteście, em, parą? - spytała, nie ukrywając zdziwienia. Po imieniu wnioskowała, że to raczej facet (choć kij ludzi wie, raz spotkała babkę z imieniem tak bardziej pasujacym do faceta, że aż omal nie udusiła się swoją herbatką), więc to było troszeńkę dziwne, ale... Różne orientacje na tym świecie są, jak się lubią, to się lubią. Tylko pogratulować i życzyć powodzenia w życiu.
-Jeżeli Mike jest taki, jakim go opisujesz, to naprawdę nic, tylko pogratulować szczęścia, Etuś. Nie ukrywam, troszkę Ci zazdroszczę. - chyba tylko przez tę niespodziewanie wielką odwagę/głupotę, że daje się jeść. Choć wizja obrony za te czerwone płyny jest całkiem dobra, jak się jest słabym. Eee tam, słabi niech korzystają, silniejsi ew. potem trafią do szpitala. No co, to jest bardzo pozytywna wizja...
-Jak by to wytłumaczyć... - zastanowiła się, chcąc jak najlepiej dobrać słowa - Jak dla mnie, rodzina to zbiór osób o podobnych cechach, usposobieniu, często gęsto tez są tej samej rasy. Są ze soba na swój sposób związani, dbają o siebie nawzajem, choć potrafią się kłócić... Ogółem mówi się, że to własnie swojej najbliższej rodzinie ufa się najbardziej. Są wyjątki od tej reguły, bo takie czasy, ale cóż, ja miałam normalną rodzinkę, więc wspomnienia z dzieciństwa mam calkiem pozytywne. - aż się rozmarzyła, przypominając sobie te spierdzielanie z jednego końca kraju do drugiego, by potem mieć trochę spokoju. Ale i tak było całkiem przyjemnie.
Chwilę później myślała, że przypadkowo coś dosypała do swojej herbaty, jak pomieszczenie zaczęło nabierać kolorów, wokół nich krążyły kolorowe motyle, zamiast na dywanie, jej nóżki trafiły na jakąś łąkę... Tak jej się to spodobało, że aż upuściła filiżankę prosto na nogi, na co zareagowała ostrym zerwaniem się i wylądowaniem na podłodze (trawie?) twarzą. Ale miło tak milusio, nie licząc faktu, że właśnie wylała wrzątek na nogi... I kurde, znowu na lewą! Dobra, noga od ręki lepsza, przeżyje...
-Aż zechciało mi się wyjść na świeże powietrze... Czuję się, jakby mnie wysłano do jakiegoś niezamieszkałego przez ludzi wymiaru, gdzie przyroda rządziła i nikt nie miał prawa jej się sprzeciwić. Bardzo miłe... Tylko oczywiście, ja, Ame, ciota dekady, musiałam sobie wyląc herbatkę na nogę. Auć.
Stwierdziła jednak, że takie leżenie było bardzo przyjemne, więc odwróciła się i spojrzała na Eto z dołu, uśmiechając się. Cziterka jedna, tak wytrzymywać po tej herbacie... Ale w sumie to była jedna z tych krzywd, do których przyzwyczaila się dawno temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Lut 28, 2014 8:36 pm

Przytaknął energicznie głową. Nie krył się z tym, że Wampir był jego partnerem życiowym, o ile dobrze znał to pojęcie. Nie doszło nigdy do czegoś więcej niż buziaków i pieszczot, chociaż Rycerz dążył do zdobycia zamku. Oczywiście nie był tego tak świadom jak druga Połówka, ale jednak. Tak czy inaczej był jeszcze podekscytowany po wcześniejszej bajce o dobru i złu, więc ożywił się na tyle, iż kiwał się na boki jak nakręcona pozytywka.
-Co to jest zazdrość?
Eh, pytań mnożyło się i mnożyło, nie o wszystko pytał, bo zniechęciłby Czarownicę do dalszego przebywania z Eto. Ale to słowo miało w sobie coś, co przykuło jego uwagę. Być może dlatego, iż właśnie jego Sługa objawiał syndromy zazdrości. Tylko... to takie przeczucie. Nie wiedział dokładnie na czym to mogło polegać. Może Wszystko-Wiedząca-Amiś odpowie!?
-Aaahaaaaa... -zamyślił się trawiąc uzyskane informacje o rodzinie- A mogę mieć Cię w rodzinie, ciociu Amiś? :3
Zmrużył z radości oczka i zachichotał cicho, że sam wpadł na taki pomysł! Oczywiście nie znał tytułu "ciocia", dlatego używał tego sformułowania jak się tylko nadarzyła okazja. Panna Herbaciana jest za długie, oj za długie. No cóż, ale nie ciągnie się tak długo jak pech Dwukolorowookiej. A to dlaczego?
Oj oj, ciocia Ame oparzyła się w nóżkę! Trzeba pomóc! Tylko jak? Mikuś na pewno w mig pobiegłby po apteczkę i zalecił coś fachowego. Dla Eto pierwsze skojarzenie przyszło z czymś chłodnym. Teraz to koniecznie musi stworzyć, chociażby najmniejszy, strumyk, aby Różowowłosa mogła zanurzyć ranną nogę i ulżyć w bólu. W przeciwieństwie do większości osób, cudak potrafił wyczuć emocję najbliższej osoby, aczkolwiek tylko w ten sposób, że po prostu przeczuwał, iż uśmiech ten coś skrywa. Dobrze, że Czarownica sprecyzowała miejsce bólu.
Usiadł na ziemi tuż obok towarzyszki i przyłożył dłoń do trawy znajdującą się obok stopy od „uszkodzonej nóżki”, by wytrysnęło stamtąd oczko, rozrastające się na krystalicznie czystą kałużę. Zbiornik ten głęboki był na pół metra, nie powinno być problemów ze zmieszczeniem tak szczupłej nozi jaką miała Amiś. Z troską spoglądał na "obrażenie" towarzyszki.
-Uhm... już troszeczkę lepiej?
Dla podniesienia na duchu sam ulokował swoje bose stopy w wodzie i uśmiechnął się szerzej. Nie znał się na leczeniu takich ran, a szkoda. Mógłby jakoś odwdzięczyć się za rozmowę, herbatkę i obecność Różowowłosej. Jej opowieść o tym jak wyobraża sobie ów miejsce w rzeczywistości sprawiły, iż Żyjątko nieco napęczniło się dumą, był zadowolony, iż przypadło niezwykłemu gościowi krajobrazy do gustu.
-Niestety, to tylko tak na chwilę... nie mogę wyjść z domu - Mikuś zabronił. Poszlibyśmy razem na spacerek... albo... albo...
Zmrużył podkrążone oczka i oparł się rękami w tyle, aby nie przewrócić się na plecy. Zakręciło mu się w główce od magii, która podobnie jak właściciel powoli słabła i zanikała. Motyle ponownie zasiadały blisko framug okien i wracały do formy zasłon. Właściwie wszystko było takie same, tylko kępki traw wokół nich i źródlane oczko utrzymało się na dłużej.
-Przepraszam Amiś, chciałem... chciałem na dłużej... utrzymać ten wymiar, ale nie mogę...
Podczołgał się blisko dziewczyny i ostrożnie położył się na trawie, która przeistaczała się w zwykły dywan. Jako tak młoda istota potrzebowała dużo snu, niczym niemowlę, dlatego tak szybko zużywał wszelkie zapasy energii jakie pozyskiwał z bliskości innej, radosnej osoby. Nie minęło więcej niż dwie minuty, a chłopiec zasnął głęboko z lekko rozchylonymi usteczkami. Spał smacznie, aczkolwiek... zupełnie nie powinien tego robić w obecności Czarownicy! Ani nikogo innego! Nie wypadało, a poza tym ktoś mógłby mu zrobić krzywdę w tym bezbronnym stanie! Teraz wyglądał na jeszcze bardziej kruchego niż przedtem, kiedy bardzo długie włosy przysłaniały większość sylwetki, a za krótkie rękawki i nogawki od piżamki uwidaczniały szczuplutkie nadgarstki i kostki u stóp. Oddychał bezgłośnie, spokojnie, jakby był pod opieką Stróża.
To się nazywa zostawić gościa w niezręcznej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ame
Herbaciana Panna


Fabularnie : Hmm.
Liczba postów : 9
Join date : 22/02/2014

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Mar 01, 2014 11:17 am

Nie idzie ogarnąć, jak niektórzy potrafią innym tak wpaść w pamięć, że nie idzie zrozumieć innych rzeczy. Więc to to jest ta "miłość"? Widocznie tak, skoro Eto cały czas dobrze o tym całym gościu mówi i nie widzi wad. Może to jakieś zauroczenie? Dla Ame jest to niezrozumiałe, jak dla Eto chociażby zazdrość, o co właśnie zapytał, więc mogła sobie to co najwyżej wyobrazić. Nie ma jednak co tego aż tak mocno do chłopaczka porównywać - on żyje ledwo miesiąc, Ame jakieś 100 lat, a więc ma większe możliwości. No i ona w brakach ma tylko tę miłość do drugiej osoby (nie licząc wspaniałej, rodzinnej) a jedynym wytłumaczeniem, jakie by przyjęła z uśmiechniętą mordką, to to, że para dba o siebie, mizia się, tula, potem gwałci, em... Tworzy dom, rodzinę, mają wesołe dzieciaczki, które zawracają główkę itepe itede. Najlepsze jest to, że przyszło jej to na myśl, kiedy o miłości mówił facet, który najpewniej zakochał się drugim facecie. Cóż, dzieci sobie nie zrobią, ale niech żyją spokojnie.
Uh, teraz pytanie, jak odpowiedzieć Eto na temat zazdrości... Nie miała jakby pomysłów, ale! Od czego jest wyobraźnia?
Zobaczmy... Wyobraź sobie, że poznałeś kogoś, kto żyje w podobnych warunkach, np. oboje macie łądny domek, oboje macie jakiegoś przyjaciela, coś tego. I dla przykładu, oboje wzięliście udział w konkursie, w którym jest do wygrania coś, czego bardzo, ale to bardzo chcecie. Konkurs wygrał ten drugi, a Ty zająłeś drugie miejsce. Wtedy czujesz, że jest Ci źle, ale nagle zaczynasz spoglądać na niego, jakbyś miał mu coś do zarzucenia. Życzysz mu, żeby coś się popsuło, że potem Ty będziesz lepszy. To dla mnie jest zazdrość. Występuje wtedy, kiedy komuś idzie lepiej od Ciebie, a Ty nie możesz się powstrzymać od niemiłych komentarzy w duchu. - starała się to opowiedzieć jak najbardziej "obrazkowo", aby Eto mógł się jak zwykle "zanurzyć" w historii i ją sobie dobrze wyobrazić.
Na chwilę odwróciła główkę, jakby chciała coś powiedzieć na boku, ale szybko się odwrócila i spojrzała na Eto, który usadowił się obok niej i coś kombinował przy trawie. A tu nagle boom! Wytrysnęła woda. Dopiero teraz Ame zainteresowała się mocą chłopaka. Czy to była iluzja? A może jakieś zakrzywienie? Albo coś jeszcze? A może naprawdę mógł od określony czas "przenieść" coś z głowy do świata realnego? Cokolwiek by to nie było, Ame szybko odczuła wodę, która była dla niej wręcz zbawieniem. Aż przymknęła oczy na chwilę i rozmyśliła się nad czymś. Z tego jednak ponownie wyrwał ją jej "przyjaciel".
-Em, nie wypuszcza cię z domu? - nawet nie ukryła zdziwienia. To jednak go tu trzyma, ale nie wbrew jego woli, czy jak? - Przecież masz prawo żyć jak chcesz, robić co chcesz.
Już nie wiedziała, jak to z tą dwójką jest. I po chwili zamiast zastanawiać się nad tym, podleciała w trybie natychmiastowym do Eto i spróbowała go jakoś złapać, ale jej szczęście sprawiło, że DOSŁOWNIE ominął jej łapki i po jakimś czasie sam się jakby do niej doczołgał.
-Wiedziałam. - powiedziałą tylko tyle. Zaraz potem Eto właściwie usnął... A ona nie miała serca go budzić. Dywan powoli wracał do nich, więc musiała coś zrobić. Nie planowała jednak łazić po tym domu i szukać pokoju, bo tak trochę nie wypada. Na jakiś czas położyła się obok niego, ale potem stwierdziła, że lepiej jednak, jeżeli by poszła. Powoli wstała, po czym złapała jakoś Eto i spróbowała go ułożyć w fotelu. Kiedy jej się to udało, sięgnęła do torby i wyjęła notatnik, po czym wyrwała jedną kartkę. Potem złapała za ołówek, który gdzieś tam się plątał i napisała:

"Byłeś zmęczony, a ja nie chciałam cię budzić. Na stoliku zostawiam tę wiadomość oraz dwie filiżanki - dla Ciebie i Mikusia. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, albo o, wpadnę równie niezapowiedzianie, jak dzisiaj. Dobranoc.
Ame"

Po ustawieniu dwóch filiżanek, które spokojnie będą mogły napełniać się wraz z wolą Eto i kartki na stoliczku, ruszyła w stronę drzwi. Raz jeszcze spojrzała na niego i uśmiechnęła się, po czym opuściła ten wielki dom.
z/t (wiem, trochę krótko pisaliśmy...)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Kwi 19, 2014 9:20 pm

Zazdrość. To przez nią został w domku. Mikuś bał się, że straci Zielonowłosego, jeśli ten opuści dom. Powoli rozumiał intencje swojego opiekuna, a to wszystko dzięki Amiś. Słuchał jej z wielką uwagą, chociaż zmęczenie dawało o sobie znać. No i stało się, zasnął, na szczęście po obrazowych wywodach czarownicy. Dlatego też lekcja nie poszła na marne i powędrowała w krainę marzeń z chłopczykiem o zielonych włosach.
Obudził się dopiero po dwóch dniach, kiedy to już dawno gość postanowił rozstać się z młodzieńcem zostawiając upominek i karteczkę. Wziął do ręki zapisek i poprosił kartkę papieru, by przeczytała co na niej napisała ciocia. Po ładnym wyrecytowaniu tekstu uśmiechnął się lekko pod noskiem i złożył z czcią kartkę do kieszonki piżamki. Podniósł się ostrożnie z ziemi i usiadł na kanapie, na której delektował się zaczarowaną herbatką z filiżanki Amiś. Mmm... pyszniutka. Ale w samotności inaczej wszystko smakuje. A doskwierała mu jeszcze przez miesiąc.
Dokładnie po miesiącu krążenia z kąta w kąt, kąpieli raz na trzy dni, żadnego jedzenia w postaci emocji innych już zatracił żywe barwy swego chudego ciałka. Opiekun nie wracał, nie dawał o sobie żadnego sygnału życia. Martwił się strasznie o niego, że coś mu się stało, a nie pomógł mu. Zdecydował się na opuszczenie domu w poszukiwaniu Wampira, gdyż bardzo, ale to bardzo doskwierała mu samotność i wyrzuty sumienia. Szczupłe łapki domykały wielkie drzwi na ostatni klucz, który wsadził pod doniczkę, a później poprawiając czapkę w szachownicę ruszył w podróż w nieznane. Chciał tylko odnaleźć swojego Sługę, żeby go przytulić, albo jakkolwiek pokazać jak bardzo mu na nim zależy.

z tematu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Kwi 22, 2014 8:51 pm

Najwyraźniej znów miał wesoły, psychopatyczny humorek i nikt prócz Eto go nie obchodził. Z resztą jakimś cudem idealnie wracał tak, żeby byc tylko na terenie nieśmiertelnych więc te dziwne spojrzenia na krew na ubraniu wampira nie były długie ani zbytnio ciekawskie. Teraz za to wydawał się byc brutalny wobec Eto, któremu tak czy inaczej oberwie się za atak w twarz i śmiałe słowa do nie tej połówki co trzeba. Fakt, z początku miał zamiar odpuścic i życ ze świadomością błędu, którego by potem żałował, ale wolał puścic te więdzy i zobaczyc jak się wszystko potoczy. Wyszczerzał swoje kły tak, że wszyscy mogli się połapac od razu kim jest.
- Myślisz, że może puszczę ci to wszystko płazem? Mylisz się koleszko. - Prychnął wręcz ukazując wyraźnie swe poirytowanie, należało się go bac w tym momencie. W końcu powoli mógł zacząc odpowiadac na jego wcześniejsze pytania, a raczej jakieś tam zdanka z lasu.
- Co jest złego w prowadzeniu życia cichego zabójcy? Każdy się kiedyś zmienia, ja też powoli. Pomimo moich przyzwyczajeń... przeszłości... - Zaczął powoli, nieco zbyt spokojnie jak na jego aktualny stan i przerażający uśmiech mówiący "spokojnie i tak cię zaraz zabiję". W każdym razie NIE NALEŻAŁO BRAC NA POWANIE WSZYSTKICH JEGO SŁÓW TERAZ. Może mu się wymsknąc coś, czego tak na prawdę nie myśli, ale powiedział pod wpływem impulsu. Patrzył cały czas przed siebie rozglądając się w tym mroku czy aby nikt go nie śledzi czy coś. Dzień czy noc to dla wampira bez różnicy teraz.
- Przyzwyczajenie prowadzi do uczucia podobnego niż miłośc, czy ty aby na pewno szczerze mnie kochasz? Poza tym... ja nie jestem nikim takim potrzebnym, powinienem pozbawiac życia idiotów, albo służyc samobójcą. - Najwyraźniej dostał wysokiej gorączki i majaczy. Teraz tak się zastanawiając uniósł lewą brew ku górze, po czym zerknął na zwisającego towarzysza.
- Czekałeś na mnie? Na prawdę? Tak wiernie? A ja mam z 1000 lat i więcej musiałem wycierpiec, rezygnowac z wielu rzeczy. Jestem niczym Jezus. - No i wykasłał trochę krwi, czasem się zapomina, że jak demonom to jemu też nie wolno. Warknął na niego i potrząsnął chłopakiem.
- To NIE JA zmieniłem swoje życie, ale KTOŚ JE ZMIENIŁ. - Poprawił spojrzenie Zielonowłosego na sytuację.
- No i co najważniejsze uważasz, że na marne czekałeś? Że lepiej gdybyś po prostu odszedł? Tak bez słowa po obietnicach? Też jesteś niczego sobie. Niestety, wiadomośc z ostatniej chwili, wracasz do domu ze mną. - To ostatnie co powiedział na ten moment, zbliżając się już do willi, którą było wyraźnie widac.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Kwi 23, 2014 8:51 am

Jak tak wracał sam w rękami w kieszeni zupełnie szedł bezwiednie do przodu. Włosy kołysały się przy każdym kroku, aż nagle poczuł jak lewituje. A potem ląduje na ramieniu mordercy - swojego Rycerza. To nie był zbyt łagodny rzut przez bark jego wątłym ciałem, toteż wezbrało mu się na krzyk:
-Puść mnie!
Próbował nawet się wyrwać z tej sytuacji i kopać ze szpiców butów w Wampira, lecz tylko pogorszył swoją sytuację, bo chwyt się umocnił. Czy tego chciał czy nie, musiał ulec. Zwisał więc na barku rosłego, cichego zabójcy i słuchał co miał do powiedzenia. Ani trochę nie przypadł mu do gustu ton i warknięcia między zdaniami kompana, lecz nie dziwota. Ich relacje się pogorszyły i to była wina obu stron. Ironiczny dźwięk w wypowiedziach tylko psuł mu krwi, aczkolwiek nie odzywał się. Kumulował w sobie złość za wszystko. No i próbował wziąć do serca sprawy, które poruszył Mikuś. Nawet nie odgryzł się za gesty czy słowa, starał się zrozumieć. Mogło się zdawać, że Eto obraził się śmiertelnie na Opiekuna, jednak słuchał i nie przerywał. Nawet nie odezwał się, kiedy wypowiedział święte imię i wykrztusił posokę czarną jak smoła. Gdy było to możliwe, nie patrzył mu się w oczy. Bał się swojego Ukochanego jak nigdy. I nikt z mijanych Nieśmiertelnych nie interweniował, kiedy Wampir niósł Eto oblepionego we krwi. Cóż, może dlatego, że Zielonowłosy był nikim?
Kiedy doszedł do tego wniosku, wyraźnie złość z niego zeszła. Już zupełnie poddał się woli Dwukolorowookiego, który zamierzał go wziąć do willi. Nawet nie sprzeciwił się ani jednym jęknięciem czy kopniakiem pod żebra. Nawet zdobył się na moment odwagi, by powiedzieć o czymś zgoła innym niż do tej pory.
-Mieliśmy gościa w domu -starał się zmienić temat, żeby chociaż na chwilę odciąć się od sytuacji obecnej- teraz mamy nieskończony zapas herbaty w dwóch filiżankach.
Podkrążone oczy Zielonowłosego zmrużyły się połowicznie, a na twarzy zamiast złości widniał smutek. Jest jeszcze zbyt młody, żeby w jakiejkolwiek kwestii miał rację. Każde jego słowo w lesie znalazło kontrargument, na które nie znał sensownej odpowiedzi. Dlaczego więc miałby dyskutować z tysiącletnim Wampirem? O tyle dobrze, że Mikuś był, że nie zginął, ani nie zaginął. Tak czy siak, byli już przy willi przy jej drzwiach, tak więc musiał Białowłosy schylić się po klucze. Wykorzystał ten moment, by zejść wreszcie z Opiekuna i stanąć obok. Objął się rękoma za ramiona, było mu trochę zimno, ale to najmniejsze zmartwienie. O wiele większe rysowało się przed nim w postaci Wampira. Jak mu pomóc? A może to Eto potrzebował wsparcia? Westchnął cicho i powiedział ledwie słyszalnie:
-Będę w ogrodzie.
Wolnym krokiem oddalił się od Wampira, a gdy tylko doczłapał się do altanki z ogrodowymi meblami, usiadł na krześle i podparł łokciami blat stołu, by móc stabilniej trzymać ociężałą głowę. Teraz dopiero przetrawiał widok mnóstwa krwi z lasu odtwarzając jakby w formie filmu to makabryczne odkrycie. Dlaczego nie potrafił analizować czegoś do przodu, tylko na podstawie tego, co już było? Dopasował kadry wspomnień do niedawnych słów Miketsukamiego i zląkł się. Przecież... zabijanie było przeciwieństwem tego, co mu otoczenie podpowiadało. Sługa zawsze starał się pić krew Cudaka, lecz najwyraźniej to było za mało. I miał rację - zmienił go pod tym względem. Kiedy siedział u boku Eto, nie miał takiej brutalnej siły, ani energii jak obecnie. Czy to źle, że ingerował w jego dietę? Najwyraźniej, ma dowody przed sobą. Po takiej głodówce musiał za wszystkie wspólne chwile odbić mordując tą parkę, a może nawet więcej... nie, nie chciał o tym myśleć. I czy dlatego chciał mieć u boku Białowłosego, bo przywyknął do jego towarzystwa, czy naprawdę kochał? To rozważanie Wampira w drodze do willi także ubodło go w sercu. Jak dawniej kochał wszelką formę życia, tak będąc przy Dobrodzieju obdarzał tylko jego tą radością w serduszku. A teraz sam nie wiedział. Czyżby wyczerpało się źródełko szczęśliwości, radości i miłości w Eto? I czy kiedykolwiek wszelkie uczucia między nimi były prawdziwe? Był dotąd wielce przekonany, że tak, jednak jak sam Mikuś podsunął słowa o przyzwyczajeniu...
Spuścił główkę i wzrok zroszony mnóstwem łez. Zwątpił w samego siebie, zwątpił w Wampira, który nawet w tym stanie nie obszedł się bez pomocnych, chociaż miejscami bolesnych, wskazówek. I ten jego morderczy uśmiech. Jeśli tak ma wyglądać między nimi relacja, to może lepiej dla Białowłosego, by nie miał żadnych zobowiązań, żadnych Panów, żadnej miłości? Lecz z drugiej strony słowa Eto na kilka chwil wybudziły go z szału. Przetarł nadgarstkiem oczy mokre od łez i ścisnął dłonie złączone na kolanach. Muszą sobie na nowo ustalić to i owo, a dobre schematy - odświeżyć.
Po jakimś czasie słychać było zgrzyt otwieranych drzwi, przez które przeszedł Tęczowooki. Nieco rumiany, bo trochę rozkleił się w ogrodzie, przemierzał korytarz i szukał Wampira. Kierując się przeczuciem znalazł go w ciemnym pokoju. Stanął w progu i opierając się ramieniem o framugę utkwił wzrok w konturach Białowłosego. W szczupłych palcach trzymał dwie filiżanki gorącej herbaty, stworzonej z magii Amiś.
-Jak wyobrażasz sobie dalsze życie pod wspólnym dachem? -zaczął pewnym głosem, aczkolwiek po chwili nieco mu zadrżał ze strachu (szczerze bał się teraz swojego Sługi); oderwał się od framugi i położył naczynie z trunkiem na stoliku- Wiesz, że u mnie zawsze było kiepsko z planowaniem...
Spuścił wzrok na swoje buty i cofnął się ze swoją herbatą na korytarz. Lęk towarzyszył mu mimo wszystko, nie szybko zapomni o krwi w lesie, ani o tym uśmiechu Wampira.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Kwi 26, 2014 2:30 pm

Każdy atak na wampira był jak łaskotki, rozbawiające, bez większego sensu, a także mało skuteczne. Aczkolwiek jeżeli nie działały w te, to na pewno w inną stronę, uspokajały w pewien ciekawy sposób wampira. Oczywiście był trochę rozbawiony tą jego szarpaniną. Z tej perspektywy Zielonowłosy wydawał się nawet trochę słodki.
- Nie puszczę przed czasem. Czy tego chcesz, czy nie w ciekawy sposób jesteś ze mną związany. - Ukrywał bowiem przed nim ciekawą rzecz. Jeżeli wszystkie pokojowe sposoby zawiodą to można zawsze użyc siły, a w przypadku, gdy wampir już mógł go spokojnie wytropic i obezwładnic... z tym drugim może byc trochę ciężej. Kiedyś poznał już częśc możliwości Eto, więc jak coś, to musiał miec plan. Nie ma co z resztą w tym momencie wybiegac zbytnio w przód. Może z ich pola widzenia nie szli zbyt szybko, ale najprawdopodobniej Mike chciał, by Tęczowooki tak myślał, wpół używał swoich wampirzych zdolności, minimalnie w odwróconym efekcie. Teraz, gdy uzyskał na pewien czas niemal najwyższy "słupek mocy" może różne niesamowite sztuczki o których towarzysz na chwilę obecną nie miał nawet pojęcia.
Wampir w końcu przeszedł do bardziej neutralnego stanu, więc nie trzeba było aż tak się obawiac białowłosego, który koniecznie musi zrobic coś z tymi długimi włosami godnymi tego oto tutaj młodzieńca na ramieniu. Uniósł jedną brew zerkając na tyły Dziwaka.
- Gościa? Dawno nikt nie odwiedzał tej willi prócz nas. - Chociaż przez chwile wydał się opanowany i spokojny jak zazwyczaj, szerokiego uśmiechu jednak nie dało się zetrzec z bladej, szczupłej twarzy Stróża. Idąc znakomitą drogą dedukcji i przewidywania, którą przyswajał sobie przez wiele lat stwierdził, iż sprawcą tych czarów musi byc jakaś osoba o specjalnych zdolnościach ukierunkowanych w stronę herbaty. Coś jak herbaciany wróżek albo czarodziejka. Problemem bardziej była płec danego osobnika, no ale tego to się na pewno jeszcze zdąży dowiedziec.
Uwolniwszy ręce od chłopaka przeciągnął się i strzelił karkiem z cichym westchnieniem. Przyzwyczajenia do ludzkich odruchów były nie do usunięcia bez względu w jakiej sytuacji białowłosy się znajdował. Skinął jedynie głową i wszedł do środka - wcześniej już otwierając drzwi kluczem - od razu zaszywając się w najciemniejszym miejscu, by po prostu pomyślec. Światło było zapalone tylko w przedpokoju, korytarzu prowadzącego niemal przez cały środek domu. Miał dosłownie z 20 minut spokoju i całkowitej ciszy na przemyślenie kilku kwestii, niemalże tych samych co Morf w ogrodzie, aczkolwiek na sucho, wręcz chłodno. Podniósł na niego wzrok, dzięki świecącym ślepiom było widac i stróża
- A już myślałem, że wystraszyłem cię na śmierc i po prostu uciekniesz. - Odparł, ale takim tonem, że kpił z samego siebie, a przy tym ranił wnętrze. Założył nogę na nogę siedząc w fotelu, łokiec oparł o podłokietnik, a głowę na dłoni z niewinny, miłym już uśmiechem takim jak kiedyś.
- Nie rób z siebie kogoś nieudolnego... Potrafisz zrobic więcej, niż myślisz jednak to nie twoja wina, że to kim jesteś poniekąd ci to uniemożliwia. - Wziął filiżankę do ręki i upił łyka. Na chwilę się nawet zszokował, była niesamowicie dobra. Pokiwał szybko, bardzo krótko głową na boki, by móc znów myślec nad słowami Eto.
- Wiesz dobrze, że i tak czuję twój strach? Czy chcę czy nie, jestem drapieżnikiem. Kimś, kto powinien siac spustoszenie, ale i  opanowac sytuację kiedy trzeba. Taka istota nie powinna byc dobra. - W jego słowach było coś bardzo nienaturalnego. To na 100% nie był jego sposób myślenia, brzmiał bardziej jakby ktoś mu to zaprogramował i kazał mówic. Powoli wstał z miejsca, wolnymi krokami zaczął zbliżac się do Zielonowłosego.
- Nie bój się, ciebie nigdy nie skrzywdzę... - Mruknął nagle znajdując się przed nim, a chłopaka przyszpilając do ściany. Zablokował wszystkie drogi ucieczki kładąc ręce na ścianie po obu stronach jego głowy. Prawe kolano wsunął między nogi chłopaka, by nie mógł się ruszyc, a potem całą resztą ciała naparł na niego z lekkim uśmiechm. Nie umiał jednak odpowiedziec, czy będzie tak jak kiedyś. Teraz dosłownie wszystko było w rękach chudego Zielonowłosego. Przez chwilę trwali tak w bezruchu, potem wampir uniósł kolano, na którym niemal siedział chłopak i na swoją wysokośc... Ani na moment się nie zawahał, po prostu objął go mocno, a za razem łagodnie i wpił się w usta ukochanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Kwi 26, 2014 8:08 pm

Owszem, nie było mu łatwo przyjść przed oblicze odmienionego Ukochanego, ale jakoś odważył się. Czego nie robi się dla uratowania związku. Miłą odmianą było dostrzeżenie na obliczu Wampira dawnego uśmiechu, którym nieco podbudował zmarniałą pewność siebie Żyjątka. I tak czy siak pokazywał po sobie strach - nie umiał go zatuszować, dlatego skinął główką, że zdaje sobie sprawę z tego, iż aż nadto rzucało się to w oczy. Coś go blokowało. Może dlatego inicjatywę przejął Długowłosy Wampir. Swoją drogą trzeba będzie mu nieco podciąć włoski albo zrobić o takie piękne, długie warkocze! Nie, nie, jeszcze nie czas na takie zabiegi kosmetyczne, najpierw trzeba zająć się o wiele poważniejszymi sprawami.
Nie podzielał zdania Czystokrwistego dotyczące drapieżnika i tego jaka jest wobec siebie czy otoczenia. Co prawda i tak będzie upierać się przy swojej opinii, jednak powiedział swoją myśl na głos:
-Każdy może być dobry - czy jest ofiarą czy drapieżnikiem.
Powiedział tylko tyle, zanim zbliżył się do niego Miketsukami. Jakoś tak instynktownie cofnął się o jeden krok do tyłu, i natrafił na ścianę za plecami. Rzucił na nią krótkie, krytyczne spojrzenie, jakby chciał żeby nie było jej tutaj w tej chwili, lecz wrócił patrzałkami na Rycerza, który dosłownie przytłoczył go swoją osobą. Przygryzł lekko wargi z nerwów, kiedy odgrodził mu wszelką drogę ucieczki, jednak zdołał się uspokoić po słowach Opiekuna. Przyglądał mu się w tym momencie i próbował zgadnąć co może nastąpić. Miał swój dawny uśmiech na ustach, aczkolwiek w gestach jak wepchnięcie kolana między nogi Eto i uniesienie go na nim czy przybicie rąk do ściany czaiła się gwałtowność. Nawet słowa brzmiały tak pewnie jakby nigdy nie był omylny co do przewidywań. Aż nazbyt pewnie. Cudak nie zdążył nic więcej wywnioskować, kiedy doznał pierwszego, czułego pocałunku w objęciach Wampira od długiej rozłąki. Zmrużył delikatnie powieki rozkoszując się słodkimi ustami Ukochanego i delektując się tą chwilą uniesienia. Aż mu włosy lekko zafalowały na boki, a czapka zsunęła się z głowy na podłogę. Nic nie szkodzi, jak się Białowłosemu znudzi młodzieniec, to sobie podniesie, ale teraz nie myślał o tym. Szczupłe dłonie z czułością i lekkim drżeniem objęły rysy twarzy Opiekuna, jakby nie dowierzając w to co się dzieje i upewniając się, że szybko nie ucieknie od Zielonowłosego. Malec i tak był w niewoli miłości Mikusia, więc fizycznie nie odpuści, a czy emocjonalnie? Eto przylgnął czołem do czoła wyższego Sługi i na moment oderwał wargi od ust Ukochanego cicho dysząc z gorąca. Dawno nie pławił się w żadnej rozkoszy, toteż wystarczyła delikatna nuta miłości, by zakręciło mu się w głowie. A nawet więcej. Wciąż mając zamknięte oczka normował oddech. Nadal na bladej twarzy Cudaka widniały czarne dolne powieki, mimo wszystko nie odejmowały one mu tak bardzo od wyrażenia radości. W końcu odezwał się po chwili milczenia i zastoju w słodkich przyjemnościach. Przesunął tylko dłonie z lic Ukochanego na jego mięsiste barki.
-Jeśli to miały być przeprosiny, to zostały przyjęte.
Uśmiechnął się, lecz nie tak subtelnie jak zazwyczaj to robił, tylko bez cienia wstydu na twarzy. Jakaś dziwna łuna biła od Zielonowłosego, tylko dlaczego? Prawda wyszła na jaw, kiedy otworzył oczy. Niemal niewidoczne tęczówki wielkości główki od szpilki rysowały się na bielmach i bardzo przypominał wyglądem tego bezwzględnego młodzieńca, którego Mikuś poznał w ogrodzie po raz pierwszy, a po raz drugi, gdy walczyli ze sobą. Naruszyła się ta część mózgu Eto, w którą ewidentnie ingerował ktoś o nieczystych zamiarach. Zacisnął mocniej palce na ramionach towarzysza bez żadnego skrępowania.
-Mimo wszystko jakąś karę musisz odbyć, i wiem nawet jaką. Chodź na kanapę, na stojąco nie będzie mi ją wygodnie egzekwować.
Skąd w ogóle znalazły się takie wyrafinowane słowa w ustach Żyjątka? Objął ramieniem za talię Dwukolorowookiego i oderwali się razem od ściany, by zatoczyć się w kierunku mebla w głębokim cieniu. Pospiesznie sięgnął palcami po guziki w swoim ubraniu, by je rozpiąć. Cokolwiek szykował chłopiec, było to coś innego niż zwykle. Musiał mieć jakiś pomysł, który albo podpatrzył albo podsłuchał albo miał to zawsze we krwi. Przeczesał dłonią włosy i zorientowawszy się, że nie ma czapki na głowie, zawrócił na pięcie po nią i nałożył na głowę. Posadziwszy czapkę na swoim miejscu na głos rozkazał Słudze:
-Rozbierz się i czekaj.
Eto o dziwo dość szybko pozbył się z siebie ubioru, w dłoni został tylko skórzany pasek od spodni. Wymachiwał nim niczym pejczem i co mniej więcej sekundę wymierzał nim cios o podłogę ćwicząc nadgarstek. Nie szło mu źle, tak jakby przypominał sobie jak to było. Chyba Wampir domyślał się do czego to ma służyć, lecz mimo wszystko usłyszał wyjaśnienie:
-Chcesz się kochać? Dasz mi się najpierw wyżyć, inaczej nie zlikwiduję tej złości, która we mnie kipi.
Nie miał wesołej miny, tak jakby już rozpoczął proces wyrzucania z siebie negatywnych emocji, by wypełnić się tylko tymi dobrymi. Czy to na pewno tak działało? Rozum Cudaka tak podpowiadał. Jeszcze nie wymachiwał paskiem w kierunku Długowłosego czekając na jego ruch. Czy zdecyduje się sprzeciwić woli swojego Pana czy pokornie przyjmie karę? Może znajdzie inne rozwiązanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Today at 4:27 pm

Powrót do góry Go down
 
Wampirza Willa - Dom Mike i Eto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Teren mieszkalny :: Domki-
Skocz do: