IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wampirza Willa - Dom Mike i Eto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Maj 21, 2013 8:26 pm

Nie... nie odtrącił go... słyszał tą przeplataną rozmowę bestii i Mikusia. Nie wiedział jak to możliwe, że nie dość iż współpracują ze sobą to mówią naprzemiennie. Nie był w stanie tego objąć małym rozumkiem, który teraz był wycieńczony jak cała reszta ciała. Został zabrany na ręce i wprowadzony znów do willi, gdzie położyli (Białowłosy i jego bestia) go na podłodze. Krwotok z ust i oczu nie ustępował, ale sączył się wolno. Wlepił półobecny wzrok w stopy Śnieżnowłosego, od którego czuł z jednej strony pustkę, a z drugiej strony coś na wzór miłości która jednak była głęboko skrywana. Nic dziwnego, po tym co zaszło trudno ponownie zawierzyć to wspaniałe uczucie osobie zupełnie nieodpowiedzialnej, nie mogącej dojść ze sobą do porozumienia. A ściślej z żywiołami zazdrosnymi o to, że nie potrafią żyć samoistnie, tylko gnieżdżą się w jednej istotce, która miała rozdysponowywać mocami w odpowiednich proporcjach.
Czuł, że Wampira boli ręka od resztek srebra, które miał wbite w otwarte dłonie. Najwyraźniej dręczyło go to tak mocno, że przeszyty był tą emocją na wylot. Eto zmrużył wolno oczy i wyszeptał cicho bez krzty łez czy uśmiechu:
-Siarka... siarka rozpuszcza... srebro...
Jak na dotychczas poznaną wiedzę cudaka, takie słowa mogły zdziwić, ale najwyraźniej ktoś mu to podpowiedział albo sam kiedyś miał podobny przypadek. Brudnymi od posoki dłoniami opatulił swoje chude ciało i zamknął całkowicie tęczowe oczka. Było mu zimno, prawie opadał ze sił, lecz dobro przyjaciela i kochanka w jednym liczyło się bardziej niż jego. Długie zielone włosy stanowiły zasłonę między spojrzeniami najbliższych dotąd sobie istot. Eto drżał również, wtórując drżeniom dłoni Mikusia. Był cicho, może nawet zbyt cicho, lecz obawiał się cokolwiek powiedzieć. Już i tak przekreślił wszystko co miał, wszystko co zdobył i osiągnął. Stróż nie może mieć takiej osoby przy sobie. Nie zasługuje na dobroć z jego strony.
W pewnym momencie zdecydował, że nie zniesie więcej bólu w postaci ludzkiej. Postanowił przeobrazić się w jakąś rzecz i zregenerować siły będąc przedmiotem. Czymś małym, nierzucającym się w oczy. Pierwsza myśl przyszła z kataną jaką miał u swego boku Białowłosy, a z której ostatecznie nie skorzystał. Nie, to nie przejdzie. O, miał pomysł. Nie miał chwili do stracenia, chociaż i tak to co kochał stracił. Przeobraził się w szklaną kulkę, taką wielkości pięści, która miała w sobie kołyszący się biały środek przypominający motylka. Potoczyła się samoistnie pod ścianę i tam leżała w bezruchu. Motylek niemrawo się poruszał, odzwierciedlał bijące serce Eto. Musiał odpocząć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Czw Maj 23, 2013 6:42 am

Od zawsze było coś takiego możliwe, gdyby tylko Mike i bestia wcześniej chcieli współpracować. Zawsze tylko sobie dokuczali byleby jeden drugiego na stałe zamknął we wnętrzu, a teraz taka dosyć miła odmiana aczkolwiek dziwna, trochę niebezpieczna. Skoro białowłosy nie walczy i w sporej części się poddał tylko czekać jak ona to wykorzysta, bo oni nadal nie są takimi best friends. To co się dzieje, tak sobie wmawiał oraz o tym rozmyślał, nie jest tak sobie dla zabawy. Jaki jest tego głębszy sens? Chłopak tego zupełnie nie rozumiał, a chciał zrozumieć. Po co wszelaka wiedza na ogrom tematów, chęć pomagania innym skoro nie można znaleźć odpowiedzi na coś takiego. Uch i do tego w tej postaci nie dało się myśleć do końca tak jak się chciało. Usłyszawszy małą wskazówkę bestia nie mogła się powstrzymać od komentarza.
- To akurat wiemy, ale... - Mruknął przeciągle, kiedy wrypał się ,,niechciany gość".
- Jak my mielibyśmy cokolwiek rozpuszczać jak to już wniknęło tam gdzie nie potrzeba, a stamtąd tego nie wyjmiemy? To cholerstwo pozakrywało się mięśniami i resztką skóry, a ja nie chcę stracić rąk przez wycinanie wszystkiego jak leci. - To wyjaśniało dlaczego tak długo się zastanawiali nawet znając odpowiedź. Westchnął ciężko siadając przed kominkiem po turecku i wyjął katanę, gdyż robienie tego mniej ostrym nożem mogłoby być nieprzyjemne. Wszystkie obrażenia w tym związany z nimi ból brał na siebie Mike, więc cokolwiek zrobią obaj on oberwie, dlatego bestia musiała być ostrożna. Cicho posykując sięgnęła jeszcze po czystą szmatkę, która leżała z boku, żeby w razie czego pozbyć się krwi i niczego nie ubrudzić. Naciągając przypalone resztki szybkim, precyzyjnym ruchem odcinał wraz z maleńkim kawałkiem żyjącej skóry i zagryzł mocno wargi z wyciągniętymi jeszcze kłami. Spiął wszystkie mięśnie rąk, jednak nie będzie to takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Od razu popłynęła krew, ale cieli dalej, nawet jeżeli i warga krwawiła, mogli sobie popić własnej krwi, żaden problem. Dokładnie, by została sama żywa tkanka, a gdy skończyli z jedną owinęli ją porządnie szmatką, przełożyli broń do tej właśnie łapki i to właśnie zrobili z drugą. Ach to jeszcze tak na żywca, sam sobie... Pośpiesznie schował broń, polecieli jak strzała wystrzelona z łuku do łazienki po bandaże i watę, żeby doprowadzić to wszystko do odpowiedniego stanu. Już tam postanowili dokończyć robotę. W puste miejsca, gdzie wyjadło więcej niż tylko skórę wepchali watę, w sumie to tam gdzie dziura to wsadzili watę, a co się będą. Owinęli całe dłonie porządnie bandażem, ładnie zawiązali i było całkiem dobrze. Ręce nadal drżały, niezbyt fajnie tak czuć coś w rękach. Wrócił do Zielonowłosego, który zamienił się w przedmiot. Dobry Mike wciął go w palce i zaniósł do sypialni, gdzie uchylił okno.
- Co teraz?
- Nie mam pojęcia. Gdybym całkiem był na twoim miejscu próbowałbym go zabić, ewentualnie porządnie uszkodzić. - Tak mówić i to jeszcze przy nim...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Maj 24, 2013 4:26 pm

Katana, krew, cięcia, bandaże. Nie tak to miało się wszystko skończyć! Całowali się przecież namiętnie, kochali się nawzajem, a tu takie paranoje powstały. Wielkie wyrzuty sumienia przeżarły Eto na wylot. Z jego winy to wszystko, gdyby nigdy nie pojawił się na tym świecie, nie skrzywdziłby osoby, która zrobiła tak wiele dla Tęczowookiego. Pokazał Miketsukami, że opieka, przywiązanie to jedno, a uczucie to drugie i umiał w odpowiednich proporcjach dysponować namiętnościami i rozsądkiem. Cudak nie potrafił, właściwie rzecz biorąc nie miał hamulca w postaci rozsądku, tutaj wkraczała intuicja albo angażowały się żywioły. Nie był w stanie tego pogodzić.
Wszystko co mówił Czystokrwisty w dwóch postaciach było prawdą, szczerą do bólu prawdą. Wszystko też słuchał będąc pogrążonym w strachu, niepewności swojego losu, w ciemnościach. Z pięknego związku zostanie tylko jedna osoba, i będzie nią Dwukolorowooki. Bądź na tyle odważny, by podjąć jedną decyzję i się jej trzymać, Eto!
Szklana kula popękała, a z niej uwolnił się motyl. Był biały, bez koloru, ledwo ruszający się. To on symbolizował Żyjątko, które tylko trochę zyskało sił. Leżąc na łóżku w ludzkiej postaci nie śmiał spojrzeć w kierunku Wybawiciela, który... mówił przykre rzeczy. Ale prawdziwe.
-On ma rację... ale zabić to będzie za mało... ja... ja... zniknę z oczu, będę Ciebie unikać... gdybym mógł, to wymazałbym siebie z Twojego życiorysu...
Oczy napełniły się łzami, skulił się jeszcze bardziej w sobie z zaciśniętymi powiekami i zębami. Najedzony złymi emocjami nie czuł się dobrze, ale to nic w porównaniu do bólu po wycięciu porządnych kawałków ciała na dłoniach. Tak, on to wszystko widział, nawet już będąc w postaci przedmiotu, widział i czuł ból, którego nie wyrażali sobą dwie jaźnie Białowłosego. Dla Eto to było dość solidną karą - przeżywanie tego co im się działo na swoim ciele. Dlatego był zmuszony przenieść cierpienie na inne obciążenie, to jest będąc w stanie szklanej kuli. Drżał jak osika na wietrze i bez chlipania pod nosem spływały kaskady łez moczących pościel łóżka, na którym ciągle był. Nie na długo, przetoczył się z niego na podłogę, na której usiał niczym zbity pies nie wiedząc co zrobić. Tyle spięcia w powietrzu, i to z jego winy! Powinien był uciszyć ogień w sobie swoim kosztem, a nie dać mu okazji do ukazania się! Ale... próbował... był po prostu za słaby. Psychika dziwaka była w kawałeczkach, zupełnie nie mógł się odnaleźć. W głowie słyszał coraz częściej jedno słowo odbijające się echem.
Ucieczka.
Jakaś część Zielonowłosego najwyraźniej chciała żyć dłużej od swojego właściciela, który czuł swąd śmierci nad sobą. Tak się bał, że nie zareagował od razu na te kotłujące się podpowiedzi. Rozważał je tylko przez krótki ułamek sekundy, gdyż zerwał się na chwiejne nogi i trzymając się rękoma skroni dał kolejny upust łzom.
-Przepraszam... przepraszam za wszystko! Nie powinno mnie być! Jestem zły! Z-zraniłem... zraniłem Mik-k... jestem... bestią... nie Ty Mik-k-kuś... tylko ja...
Wysunął drżącą dłoń w kierunku Wampira, jakby szukał jeszcze w nim deski ratunkowej od zguby, lecz niestety zląkł się zupełnie i cofał się rakiem do wyjścia, aż stojąc w progu drzwi zaczął uciekać. Czym prędzej wiać, jak najdalej, jak najszybciej. Najszybciej mógł stąd zniknąć niesiony silnym podmuchem wiatru, dlatego jeszcze będąc w biegu już w ogrodzie willi przemienił się w suchy liść. Dał się ponieść wiatru, byleby jak najdalej... nie chciał... nie chciał już krzywdzić Mikusia, dlatego... będzie go unikać do końca swoich dni. Powinien każdego unikać, bo tylko rani, nie pomaga! To nie tak miała wyglądać jego egzystencja!
Przekreślił wszelkie szanse na szczęśliwy koniec... Ufał jednak, że Miketsukami znajdzie kogoś godniejszego, kogoś doskonalszego (a o co nie było trudno) i z nim ułoży resztę swoich dni. Długowłosy nie nadawał się, już wiedział dlaczego, ale nie znał odpowiedzi na pytanie: Dlaczego musi kogoś ranić?

[Z tematu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Czw Maj 30, 2013 9:34 pm

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Sty 25, 2014 5:38 pm

Pojawił się nie wiadomo skąd, tak bardzo nagle, że prawie że po diable. Bo co nagle to po diable, o. Mądre przysłowie. W dodatku wyglądał okropnie. Aż trudno było przypuszczać, iż kiedykolwiek taka osoba mogła dzielić radość z otoczeniem. Ubranie potargane, buty zabłocone i zbrukane krwią, skosmacone i wypłowiałe włosy, zniszczona czapka, a to tylko część aspektu, który nie odzwierciedlał tego jak się czuje właściciel tego nadszarpniętego dobytku. Umorusany własną posoką, ranny, z podbitym okiem i naciętym łukiem brwiowym nie tryskał niczym innym jak bólem. Ręce zdobiły szramy, jak po pazurach wielkiego niedźwiedzia, w lewym udzie tkwiło jakieś ostrze, a to powodowało paraliż całej nogi, którą ciągnął za sobą ślamazarnie. Najgorsze obrażenia skrywała przekrzywiona czapka z daszkiem. Ktoś uderzył w czaszkę Eto i uszkodził część głowy, przez co po włosach spływała z tamtego miejsca krew. Na jednym nadgarstku widniały obręcze po kajdankach, które zerwane zostały przy ogniwach. Strach czaił się w jego wyblakłym spojrzeniu i drżącym głosie powtarzającym w kółko jedno słowo:
-Mi...kuś... Mi... kuś...
Szeptał cicho jedyne słowo, które kierowało go do posiadłości Wampira. Tyle pamiętał, że znajdzie tam schronienie. Tak go kierował instynkt, ale ciało odmawiało posłuszeństwa. I tak brał dziw, że zdołał przedostać się na tereny Instytutu bez większych kłopotów po drodze. Nikt go nie zaczepił, nikt go nie widział, jakby dla innych przestał istnieć, czy stał się przeźroczysty. Sam też nie szedł głównymi drogami, tylko błądził po lasach, aby uniknąć kolejnych nieprzyjemności. Włóczył pokiereszowaną nogę za sobą niczym zombie tracąc wiele sił.
Dotarł pod mury posiadłości, ledwo kojarzył fakty, ale chyba to było tutaj. Dobrze, że furtka była otwarta, miałby problem z przeskoczeniem ogrodzenia. Nawet nie miał energii na przemianę w przedmiot, był zupełnie wyczerpany z sił witalnych. Psychika także legła w gruzach. Szurał nogą po chodniku prowadzącym pod same drzwi Białowłosego. Jeszcze troszkę... jeszcze kawałek... potknął się i runął jak długi na płytki. Jęknął cicho z cierpienia, brakowało mu mocy nawet w wołaniu pomocy.
-Mi... kuś...
Powtarzał to imię do upadłego, bo tylko ono utkwiło mu w pamięci i nie chciał nawet tego stracić. Odebrali mu prawie wszystko, niech chociaż to krzepiące ducha słowo zostanie przy nim aż do śmierci, która wisiała nad nim. Nie podniósł się z chodnika, leżał jak długi i nierówno oddychając badał jednym czynnym okiem otoczenie. Słyszał głosy, ale tylko krzewów i rzeczy nieożywionych. Brzmiały jak plotkarskie szepty niżeli słowa otuchy. Biały jak ściana wyciągnął dłoń ku wielkim drzwiom, które znajdowały się dosłownie siedem metrów od Eto. Bezskutecznie prosił w myślach o otworzenie drzwi i ujrzenie w progu Wampira. Deszcz lał rzęsiście i każda z kropli deszczu działała jak gwóźdź nie pozwalając pobitemu młodzieńcowi na jakąkolwiek próbę podźwignięcia się na nogi i dopadnięcie klamki prosząc o azyl. Zmusił się ostatkiem sił do czołgania, aby skrócić dystans dzielący go do schronienia, do jedynego miejsca, w którym kiedykolwiek czuł się bezpieczny. Obraz zamazywał mu się przed oczyma, aż ostatecznie pokonało go wykończenie organizmu i zamknął oczy sklejone posoką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Sty 25, 2014 9:38 pm

Białowłosy od ostatniej aktywności poza domem zmusił się do zaakceptowania powrotu starego, gorszego poniekąd życia. Zaburzeń emocjonalnych nie było w cale, a w domu panowała jak zwykle cisza i spokój. Nie mógł się początkowo przyzwyczaic do tego, iż na cokolwiek spojrzy przypominają mu się stare czasy, te lepsze jak i gorsze oczywiście. Musiał też przywrócic swój silny, nieugięty w niektórych sytuacjach charakter oraz mocną głowę do problemów. Oczywiście pomogło mu trochę spotkanie z pewnym różowowłosym mężczyzną. Po poważnych ranach od katany i pierwszej nieudanej próbie samobójczej nie było nawet śladu, a sam wampir zachowywał się po dużym upływie czasu już o wiele normalniej. Wiedział, że nie może tego wszystkiego tak zostawic, a wiedząc jaki ten instytut mały spodziewał się ponownego spotkania z Eto. Dlatego też podczas tej jakże długiej przerwy znormalniał, przestał zbytnio kierowac się uczuciami i wrócił do swej naturalnej szczerości z nutką kłamstwa jeżeli taka była potrzeba. To wszystko nie świadczyło, że zaniedbywał obowiązki domowe. Jak to kiedyś często robił naprawiał, sprzątał dokładnie dom oraz dbał o ogród zasadzając to nowe kwiaty, które pasowało do otoczenia i samego właściciela domu, takie jak białe róże. To z resztą był jeden z jego ulubionych kwiatów.
Dzień za dniem mijał dosyc szybko, tylko w willi spędzał swój wolny czas. Dawno nie miał zgłoszenia, cóż w tym miejscu nie był zbyt znany. Jeżeli musiał wyjśc robił to szybko i zazwyczaj wieczorem. Jego codziennym obowiązkowym zajęciem było grzebanie w laptopie, który znajdował się w ukrytym pokoju w salonie. Przestał też tak cały czas nosic swój ulubiony garnitur. W domu był ubrany w luźne szare spodnie, porządne buty, kremowy sweter w cienkie czarne paski. Na nosie miał pasujące do niego okulary. Obowiązkowo zawsze miał do połowy dłoni swoje cienkie, czarne rękawiczki. Mimo iż nie wyglądał zbyt specjalnie zawsze był zadbany i bardzo pachnący. Oczywiście ten spokojny, miły dla nosa zapach pochodził od płynu do kąpieli i mydła o kolorze i zapachu białej róży.
Tak samo i tego pochmurnego dnia siedział w salonie czytając spokojnie gazetę. Nie czuł się jakoś specjalnie, dało się wyczuc od niego wyłącznie lekką nudę i neutralnośc. Powoli do jego nozdrzy od strony uchylonego okna zaczął docierac słaby zapach krwi. Początkowo niezbyt to go interesowało, dalej przeglądał ogłoszenia odnośnie pracy oraz ciekawostki co to się dzieje poza murami jego ogromnej willi. Wszelkie dźwięki z zewnątrz jakie dochodziły do Miketsukamiego to jedynie krople uderzające o parapet oraz ziemię. Dla jego wrażliwych zmysłów był to przyjemny, a za razem delikatny dźwięk powodujący brak złego nastroju, poniekąd łagodnośc. Świeże powietrze było dla niego coraz bardziej ,,zatruwane" przez odór znajomej krwi, jednak nie mógł sobie w pierwszym momencie przypomniec czyja to posoka. Gdzieś pomiędzy kolejnymi kroplami deszczu do jego uszu docierały również niewyraźne szmery, nasilające się coraz bardziej. Zaintrygowany tym odłożył złożoną gazetę na stół po czym podszedł powoli do okna. Im był bliżej tym zapach krwi i szmery były wyraźniejsze. Otworzył je szerzej i wyjrzał nie martwiąc się o swoją głowę, na której czuł spadające krople ulewy. Zauważył krew, akurat na drodze do drzwi. Nie chciał się wychylac zbyt bardzo więc przymknął okno do odpowiedniej szerokości i ruszył do drzwi łapiąc przy wyjściu parasolkę. Wielkie wrota do willi otworzyły się za jednym porządnym pchnięciem wampira.
Gdyby jego serce biło, stanęłoby ono teraz z przerażenia, ale że już stało nie było w tym zbytniej różnicy. Blade wargi rozchyliły się minimalnie, a złoto-błękitne oczy otworzyły się jak najszerzej mogły z wysoko uniesionymi brwiami. Ten widok... Zielonowłosy cały we krwi oraz ranach, leżący tuż pod jego domem. Spodziewał się od razu, że biedak nie mając się gdzie udac i szukając pomocy przyszedł tutaj. Przebiegł wzrokiem po całym ciele chłopaka oceniając błyskawicznie obrażenie. Nie czekając zbyt długo wrócił się, by odłożyc parasolkę i podbiegł do Morfa odrobinę zszokowany. Szybko uspokoił swoją głowę, złapał młodzieńca tak, by go nie urazic i na rękach wniósł do środka. Rozdrażniony zapachem krwi oraz samego Eto nos nie dawał mu spokoju. Wampir powstrzymywał się, by nie wysunąc kłów. Nie w głowie mu teraz jedzenie!
- Eto... - Szepnął zmartwionym tonem idąc w stronę łazienki, która była najbardziej odpowiednim miejscem do porządnego przyjrzenia się mu. Myślał też o tym, by zbytnio nie nabrudzic. I tak drogę z dołu na górę znaczył krwią zmieszaną z wodą. Na dużej podłodze nogą rozłożył pranie leżące obok pralki. Żeby nie było mu za zimno, no i o miękkośc dbał. Naszykował całą apteczkę oraz jeszcze więcej. Zdjął z niego ubrania, a raczej rozciął nożyczkami uważając na poranione ciało młodzieńca. Zdjął czapkę, spodnie i zostawił go w samej bieliźnie. Pierwsze co zrobił to naszykował swój zestaw mini lekarza, gdzie oczywiście znajdowała się kroplówka. Naciął rękę nożyczkami, aby uzupełnic ją swoją krwią. Na lewej dłoni zielonowłosego zamontował wenflon i kiedy wszystko było gotowe podłączył mu kroplówkę. Oczywiście mógł mu podac krew od razu do ust, jednak w tym stanie musiał zadbac o wiele innych ran. Następne co zrobił to założył mu na udo z ostrzem opaskę uciskową. Wampirza krew powinna powoli zmniejszac ból niczym znieczulenie i leczyc pojedyncze rany takie jak rozcięty łuk brwiowy, szramy na rękach czy lekko podleczyc obrażenia głowy. Trzymając bladą nogę wampir powoli wyjął ostrze i odrzucił je na bok, przez co pojawiła się duża ilośc krwi. Złapał za specjalną igłę oraz nitkę po czym zaczął zszywac mięśnie, a potem skórę. Wyglądało to na profesjonalną robotę, taka też ona była. W międzyczasie dodatkowo pilnował jego oddechu jak i pulsu, by był w miarę w normie. Rany leczyły się odrobinę szybciej, niż podając krew do ust, gdzie dopiero organizm musiał zebrac odpowiednie składniki do leczenia, także po około 10-20 minutach ręce oraz twarz były niemalże jak nowe. Podbite oko niestety zostało. Odetchnął głęboko biorąc się za głowę, którą też dosyc dobrze naprawił.
Minęło około 40 lub 45 minut nim poprawił jego stan jeżeli chodzi o obrażenia. Zostało kilka mniejszych szram na jego rękach, średnia rana po ostrzu jak i głowa. To było najwięcej co mógł zrobic. Przez cały ten czas bał się, cholernie bał się o zielonowłosego. Próbował pocieszac się w myślach, jednak widoczna panika w oczach i minimalne drżenie bladych rąk raz na jakiś czas świadczyło o tym, jak bardzo zależało mu na Morfie. Oczywiście rany przeszły wszelkie procedury odkażania itp. Ostatnie co mógł zrobic w takim jego stanie to przetrzec ciało do czysta z krwi jak i przepłukac długie zielone włosy wodą. Wszystko jak najdelikatniej, najostrożniej. Biorąc ,,kroplówkę", apteczkę oraz młodzieńca na ręce poszedł do swojej sypialni i położył go ostrożnie na łóżku, przykrywając do połowy kołdrą. Niestety, musiał pogodzic się chwilowo z golizną. Odgarnął mu wilgotne włosy z czoła i pocałował delikatnie po czym wyszedł na szybko po tackę z rzeczami dla siebie jak i dla Eto typu zapakowane jedzenie, picie, podstawowe leki które mógł jedynie łyknąc, po czym wrócił do chłopaka. Odstawił tackę na szafkę nocną, usiadł obok niego i wziął rękę Morfa w swoje chłodne, blade dłonie zaczynając swoje czuwanie przy dawnym ukochanym. Gdyby tylko mógł pomodliłby się za niego, jednak nie chciał ranic sobie gardła.
- Eto... co się stało... Dobrze, że do mnie przyszedłeś... - Mruknął do siebie cicho wpatrując się w niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Sty 25, 2014 10:47 pm

Naprawdę trudno było sobie wyobrazić co byłoby, gdyby tak nie zastał w domu Miketsukamiego. Znaczy, nie to że trudno, co ciężko byłoby szukać pocieszenia dla umierającego. Całe szczęście, iż właściciel miał na tyle wyczulone zmysły, iż bez większych oględzin swojej posiadłości dostrzegł nieprzytomnego młodzieńca. Widok ten mógł pobudzać wampirze instynkty, co stało się, lecz nie poszedł w tym kierunku działania, a starał się z całych sił uratować chłopca spod kosy Śmierci. Trzeba przyznać, iż wszystko wyglądało profesjonalnie, nawet zachowanie trzeźwości umysłu zasługiwało na szóstkę z plusem. Medykamenty i suplementy zdrowotne jak najbardziej pomogły zatamować krwawienie, wyczyścić rany, zagłuszyć cierpienie, ale najskuteczniejsza okazała się krew wpompowana do żył żyjątka. Zabrał go do sypialni, gdzie ułożył wygodnie i złożył "pieczątkę lekarską" na czole chłopca, by wrócić niebawem z prowiantem i zapasami. Zapowiadało się długie oczekiwanie na skutki leczenia.
Minęło naprawdę wiele czasu ciszy, chwilami bezdechu pacjenta, podczas których reanimował z trzy razy zapracowany Wolontariusz. Niepewność mogła rosnąć, bo przez większość czasu nie było widać żadnych odznak poprawy. Do tego dłoń wciąż ściskała rękę Eto nie chcąc wypuścić jego ducha z ciała. Pilnował zawzięcie, i mogło się zdawać to beznadziejnym pomysłem, jednak okazało się inaczej. Delikatny dreszcz przebiegł od trzymanej ręki do torsu Dwukolorowookiego, bo poczuł jak poruszyły się mięśnie w drgawkach. Subtelnie, ale to wystarczyło, by za chwilę usłyszeć:
-Mi...kuś?
Wyszeptał słabiutkim głosem chcąc poruszać palcami u rąk chociażby, lecz jeszcze nie czuł się na tyle dobrze, by wykonać nawet najmniejszy wysiłek. Albo po prostu zdrętwiał od takiej jednej pozycji. Wszak leżał jak kłoda przez półtora dnia. Mógł jedynie rozchylić wargi i ostrożnie podnieść powieki, by drżąca patrzałka (drugie oko miał jeszcze zamknięte) potrafiła objąć swoim zasięgiem Wybawiciela. Ich spojrzenia skrzyżowały się, na co Zielonowłosy na chwilę zamarł. Czy to na pewno był jego Białowłosy Stróż? Czy nie śniło mu się to jak co każdej nocy w niewoli? Nie, chyba nie... to musiał być On. Oddychał słyszalnie, nierówno, cudak był tak przesiąknięty bojaźnią i strachem, iż nie potrafił się nawet uśmiechnąć. Odebrano mu radość brutalnymi czynami. Wszystkie jego barwy, nawet w oczach, zszarzały jakby wyszedł z czarno-białego filmu. Nawet włosy odznaczały się bardzo delikatną zielenią.
-Mi...kuś...
Powtarzał imię jak mantrę, dzięki której mógł bardzo płochliwie dotknąć ręki Wampira swoimi chudymi palcami. Bolała go głowa, trochę jeszcze widział jak przez mgłę, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że nie posiadał całkowitej pamięci. Może to tylko chwilowe odczucie, ale bardzo niezręczne w takich momentach po traumie. Większość ran wygoiła się, zostały tylko trzy największe uszkodzenia: uda, oka i głowy. Miał teraz krew Stróża w sobie, dlatego ten cykl naprawczy przebiegał naprawdę pomyślnie. Wiele istot na miejscu Eto dochodziłoby do siebie po długim czasie, a nie po 36 godzinach. Długowłosy zląkł się po impulsie bólu w głowie, ale trwało to kilkadziesiąt sekund, co parę minut. Jeszcze nie powinien wstawać z łóżka, ale gdyby pamiętał okoliczności w jakich rozstał się ze Stróżem to pewnie pozbierałby się jak najszybciej to możliwe. I tak zbyt wiele złego uczynił Opiekunowi, a On zbyt wiele dobrego dla dziwaka. Skrzywił buźkę od niemożności uczynienia większego ruchu niż poruszaniem palcami. Czuł tylko opanowanie od Wampira, dlatego sam młodzieniec powoli uspokajał się. Jak dawno nie żywił się dobrymi emocjami... od tygodni. Złe uczynki zwyrodnialców zmusiły chłopaka do głodówki, aby nie struć się nadmiarem negatywnych wibracji.
Próbował otworzyć drugie oko, a kiedy to zrobił było pokryte krwistą błoną ochronną. Nie było uszkodzone co stłuczone od wgniecenia czyjejś pięści. Zresztą czego nie robili z Eto... chyba tylko tej najgorszej opcji na tle seksualnym. Lecz teraz jest tutaj, z Mikusiem... wiedział, iż z tą osobą wiąże się wiele pozytywnych fal, ale nie pamiętał dlaczego.
-Miii... kuuuś... tu... jest... pra-wda?
Z małym powodzeniem składał słowa z głowy w zdania, a jeszcze trudniej wypowiadał przez złe samopoczucie. Oczywiście teraz nie umierał, lecz groźnie obrażenia dały się mu we znaki, leki i posoka ofiarowana dzięki Obrońcy działały przeciwbólowo, ale wciąż były. Tak czy inaczej z trzęsącymi się powiekami próbował przypomnieć więcej faktów. Kończyło się za każdym razem na zaciskaniu zębów i cichych jękach. Musiał przecież więcej wiedzieć o tej osobie, skoro powierzył jej swoje zmaltretowane ciało i ducha. Póki co pustka dokuczała bardziej niż zwykle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Sty 26, 2014 12:43 am

Więc lepiej sobie nie wyobrażac najgorszego scenariusza, a cieszyc się, że ten nie był zbyt bardzo zajęty i bez przerwy siedział w swoim cichym, ,,małym" domku. Rzeczywiście, gdyby był gdzieś o wiele dalej od domu zapewne nie byłby w stanie wyczuc umierającego młodzieńca. Więź, którą kiedyś nawiązali kompletnie się zerwała. Jest to zapewne wina nie picia krwi zielonowłosego Morfa oraz nie spędzanie ze sobą czasu. Oczywiście póki nie doszłoby do wspólnego, silnego odczuwania obrażeń bądź pozytywnych uczuc drugiej osoby. Może trochę czuł się głodny, przecież już od dawna wiadomo o jego głodówkach, jak to on bardzo nie lubi picia krwi, którą najczęściej mieszał z wiśniowym winem. Umiał się powstrzymac, przecież chodziło w tym momencie o kogoś bardzo ważnego, osobę nadal bliską sercu białowłosego. Pomimo kłótni, walk, przeciwieństw losu nadal miał go w swoim życiu na pierwszym miejscu, a że nie wampir nie należy do osób, które łatwo oddają najcenniejsze będzie o niego walczył do samego końca.
Kiedy tak patrzył na Eto, który leżał sobie wygodnie na świeżo co, wczoraj, wymienionej pościeli, czuł się głodny, a jednocześnie obrzydzony. Nie, nie obrażał w ten sposób chłopaka, chodziło o to ,,jak on może jeśc kogoś, kto został tak poraniony". Nietypowa, czysto wampirza troska. W takich też momentach gryzł kanapkę, jedną z wielu przygotowanych. Nie były one tylko dla niego, może jak chłopak odzyska siły chociaż trochę to poczuje się głodny i coś zje. Musiał przyznac, że jego język powoli odzyskiwał smak, więc nie był to dla niego wyłącznie popiół czy coś w tym stylu. To wszystko dlatego, aby nie odstępowac młodzieńca na krok, by móc głaskac czule jego delikatną, malutką rączkę, co jakiś czas składac delikatny pocałunek na jego czole. Oczywiście, gdy była potrzeba i zagrożenie życia reanimował go śmiało, bardzo porządnie. To mogło wyglądac, jakby chciał kiedyś zostac lekarzem, daleko zaszedł ale zrezygnował. Kto wie? Może tak właśnie było, albo przynajmniej wiedział, że do służenia owa wiedza się przyda?
Ciało przystosowane do spania nocą, by nie nudzic się zbyt długo, było w centrum ogromnego wysiłku, gdy nawet nie myślał o zmrużeniu oka. Chciał byc przy nim, świadomy, cały czas... Oczywiście musiał też raz zmienic mu kroplówkę, kiedy się skończyła. Oddał mu na prawdę dużo swojej krwi, aż tyle by wampirze kły wysuwały się raz na jakiś czas, gdy tak na niego patrzył. Ale gryzł się w wargę i nie narzekał. Szeptał jedynie czułe słówka tuż do jego ucha.
- Wiem, że żyjesz i wrócisz tu do mnie... Tylko na to czekam, by móc chociażby powiedziec jak bardzo cię kocham... Nawet jeżeli byłyby ostatnie słowa, jakie usłyszysz... - I wiele podobnych, jakby chciał go zachęciec do powrotu.
Coraz gorzej szło mu nie zamykanie oczu, zmuszał się, wychodził na 2 minuty by umyc twarz i natychmiast wracał. Nawet nie próbował sobie umilic czasu oczekiwania. Ten zatroskany wzrok wbity w młodzieńca, lekko szkliste oczy, coraz bardziej drżący głos, gdy mówił do nieprzytomnego Eto. Że też właśnie on musiał przewrócic cały jego świat do góry nogami. Im dłużej to trwało tym bardziej żałował, że kiedykolwiek na niego krzyczał, kłócił się, czy też uderzył. W chwilach niby nadchodzącej śmierci osoby czuwające żałują najbardziej. Spuścił głowę z ciężkim westchnieniem, gdy nagle poczuł, jak mięśnie chłopaka się poruszyły. Ten delikatny, niemal niezauważalny gest był jak kopniak prądem dla Mikusia. Błyskawicznie podniósł głowę z nadzieją w swym spojrzeniu. Poczuł mocne uderzenie w swej piersi, jakby serce cieszyło się na tę radosną, wręcz wspaniałą wieśc. ETO ŻYJE!
- Eto! Tak bardzo się cieszę, że jesteś. Że nie odszedłeś i nie zostawiłeś mnie... - Oczywiście nie krzyczał czy piskał, ale jego głos był taki żywy. Nie mogąc wytrzymac z oczu popłynęły mu łzy, a wtedy wampir przytulił Morfa delikatnie do swej piersi. Oczywiście wcześniej musiał odłożyc okulary na szafkę nocną tuż obok. Drżał chwilę trzymając go w swych objęciach porządnie.
- Tak, to ja... Twój Mikuś. - ,,Wierny sługa aż powieki... i ukochany" przeszło mu przez myśl. Niektórych słów po prostu nie mógł przecisnąc przez gardło. Dał mu porządne świadectwo, iż to w cale nie sen ani złudzenie. To, czego chciał od dawna w końcu się ziściło. Czuł w środku ulgę, radośc, ale także i niepewnośc, ostatecznie same pozytywne uczucia. Lewą ręką sięgnął do tyłu i złapał jego dłoń, głaszcząc ją swoim kciukiem. Oddawał mu wręcz swoją własną energię, był taki dumny z niego, że dał radę wytrzymac. Wiedział też, że z wszelakimi pytaniami musi zaczekac jeszcze sporo czasu, musi dac mu czas. Odsunął się na chwilę, by móc spojrzec mu w oczy. Żaden widok czerwonej błony czy szary kolor zdrowego oka go do tego nie zniechęcił, tylko jeszcze szerzej uśmiechnął się, ukazując zęby oraz wysunięte kły. Jego instynkt, że powinien dobic ofiarę, sam zapach, powodowały wysunięcie się ich. A z radośnie przymrużonych oczu leciały łzy, przez policzki na brodę, aż kapały na twarz Eto. Słysząc jego kolejne słowa przetarł swoje oczy o ramię.
- Oczywiście, że tu jestem... Przy Tobie... - Ach to wzruszenie. Nie mógł się nacieszyc.
- Wypoczywaj, zdrowiej. Jestem i nigdzie nie odejdę, obiecuję. Nic złego ci się już nie stanie. A teraz musisz zyskac więcej sił. Po prostu daj spokój z myśleniem... - Mówił spokojnie do słodkiego cudaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Sty 26, 2014 10:10 am

Przywitany przez Mikusia żywymi słowami wpatrywał się w niego i nie chciał odrywać oczu. Został przygarnięty tuż przy torsie Wampira i trzymany tak pewnie, iż nie obawiał się niczego. Emanowały od Białowłosego różne emocje, którymi poił dziwaka jak najpyszniejszy koktajl przez słomkę. Liczne karesy złożone na czole ogrzały to miejsce, ale najbardziej wzruszył się łzami jakie wylewał kropelkami na zmęczone oblicze Eto. Jak na niego czule się patrzył. Od razu ból malał, bo wiadomo, że troska najbliższych daje więcej sił niż jakiekolwiek lekarstwo. Dwukolorowooki dbał o niego jakby od zawsze wszystko między nimi było w porządku, jakby nie pamiętał jak Eto o przykrych chwilach. Nawet teraz przekładał dobro cudaka nad swoje, chociaż kły wskazywały jak bardzo chciałby wbić w skórę młodzieńca i spić posokę, którą ofiarował. Postawa godna podziwu, lecz tak działa miłość, prawda?
Oparty całym sobą o Opiekuna powierzył mu siebie, bezgranicznie ufając Stróżowi. Ze zdrowego oczka popłynęła gęsta łza zraszająca klatkę piersiową Wybawiciela. Trząsł się lekko na ciele, nie z zimna (będąc tak blisko osoby nie mógł odczuwać chłodu) co z chęci przejęcia kontroli nad sflaczałym ciałkiem. Ciche stęknięcia świadczyły z jakim trudem przychodziło mu przejęcie władzy nad sobą, lecz mimo słowom Dobrodzieja, żeby nie wysilał się tylko odpoczywał, w końcu mógł ruszyć drżącą ręką i ścisnąć dłoń towarzysza. Tak bardzo cieszył się z jego wsparcia, że nawet odzyskiwał powoli koloryt przypisany dziwakowi. Krew wtłoczona do jego żył działała bardzo prężnie, usuwała szkodliwe substancje, naprawiała przede wszystkim ubytki i stymulowała chłopca do poprawy kondycji. Zmrużył ciężkie powieki i równał oddech, którego tempo zwiększyło się w trakcie prób Eto. Wtulony w Stróża starał się nie wysilać więcej tylko odpocząć, jak mu zostało przykazane. Przemknęła mu kolejna łza, cicho stękał gdy ból głowy rozrastał się co parę minut powodując gorączkę. Wtedy też ściskał mocno, w odruchu bezwarunkowym, rękę Białowłosego jakby pokazując, iż walczy z tą słabością. Przez godzinę trwała ta batalia, aż znowu zasnął w objęciach towarzysza i nie dawał się pokonać cierpieniu.
Po kolejnych dziesięciu godzinach od pierwszego przebudzenia wyglądał już o wiele lepiej. Prawie całkowicie powróciły mu barwy na ciele, a oddech miał już tak spokojny jakby po prostu spał. Posoka ofiarowana przez Wampira sprawiała cuda. Nie trzeba było już zmieniać opatrunków na głowie, która do tej pory najbardziej krwawiła. Zmarszczył brwi wybudzając się po raz kolejny i od razu skierował patrzałki na dwukolorowe szkiełka Dobrodzieja. Tęczówki skąpane były w tęczowej palecie, nawet z tego uszkodzonego oka zniknęła krwista błona.
-Mikuś... jesteś... tu.
Wymamrotał rzecz oczywistą i lekko uśmiechnął się. Tak jak obiecywał nie odstępował młodzieńca na krok. Miewał przypływy migreny, ale nie na tyle silne, by zmusić chłopaka do snu.
-Dzię...ku...ję.
Wyszeptał dukając, a rączka Eto powędrowała na wycieńczone oblicze Wampira i głaskał ostrożnie palcami jego owal twarzy. Tak się cieszył, że może go zobaczyć, dotknąć, być w jego pobliżu, iż uśmiech nie spływał z jego buźki. Chłonął wszelkie impulsy i gesty Opiekuna próbując przypomnieć sobie jak najwięcej rzeczy z nim związane. Co jakiś czas we wspomnieniach jawiły się czarne plamy podobne do mroczków przyćmiewając różne fragmenty. Pamiętał ich pierwsze spotkanie, jak Wampir zabrał go do domu, jak dbał jak teraz gdy był chory, jak... jak... te kły zabrały czerwony płyn z jego ciała... jak chciał, żeby Eto został w jego domu i był jego panem... reszta rozmywała się coraz bardziej... jak byli blisko siebie... jak... jak... całowali się... jak... jak... Mikuś był ranny i zabrał go tutaj... nie pamiętał niczego więcej. Cudak nawet zapomniał swojego imienia, lecz podejrzewał, że to było Eto, które to słowo mówił czule Wybawca. Wszystko inne było za mgłą, stłuczone na drzazgi przez narzędzie wymierzone mu w głowę. Może z czasem to wróci, lecz obecnie czuł się źle z tym brakiem wiedzy. Chciał zaczerpnąć wiadomości od Mądrego Srebrzystowłosego. Długo milczał zbierając słowa, którymi chciał porozumieć się ze Sługą. Aż wreszcie wyjąkał z problemami:
-N-nie... pamię-tam... co się... stało. Mikuś... pamię-ta?
Zaraz pociekły mu łzy po policzkach, było mu wstyd za stan w jakim jest obecnie. Wampir tyle dobra dla niego uczynił, i czynił od zawsze, a on nawet nie potrafi wskrzesić wspomnień, by zrozumieć taki porządek rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Nie Sty 26, 2014 12:49 pm

Krzyżujące się co rusz spojrzenia były nie dośc, że miłe, to potrzebne wampirowi do życia w tym momencie. Może i to lekka przesada, ale nie wiadomo co by zrobił, gdyby Cudak opuścił ten świat, a białowłosy by się o tym dowiedział. Poza tym patrzenie w te szaro-czerwone oczka było teraz jedynym porządniejszym nawiązaniem kontaktu między obydwoma osobnikami. Chociaż pragnął jeszcze ujrzec tę przepiękną tęczę jak kiedyś. Wszystko co w nim siedziało w końcu się wylało na zewnątrz. Dzięki temu jego wnętrze powoli stygło, doprowadzając małymi kroczkami do pozostania w nim wyłącznie radości, spokoju i wielkiej nadziei. Opuszczały go również wszelakie wątpliwości z czego sam był zadowolony. Nie miał teraz po co patrzec wstecz. Gdyby się pokłócili, nawet pobili, a potem Eto przyszedłby taki ranny białowłosy wybaczyłby mu wszystko, karcił siebie za idiotyzm i chciał by było jak najlepiej. Szczerze to teraz zapomniał... zapomniał o wszystkim, aby móc życ chwilą, z nim. Tu i teraz, jak najdłużej może i nawet na zawsze. W tym momencie jego wewnętrzny instynkt był tak zagłuszany przez troskę, że nie odczuwał głodu, chociaż był osłabiony. A skoro już nie musi byc na aż tak każde zawołanie może pozwolic sobie na kilka malutkich procentów w organizmie.
Nie mogąc na prawdę długo odkleic się od niego poczuł coś, bardzo słabo, mokrego. Oczywiście sweterek zatrzymywał te słoną ciecz dobrze, ale jak go tak mocno tulił to i na sobie czuł. Spojrzał na niego z tym swoim niesamowicie czułym spojrzeniem. W tym momencie mógł poczuc wszystko, najmniejsze poruszenie się mięśni zielonowłosego.
- Na prawdę nie przemęczaj się teraz. Będzie jeszcze czas na wytulenie się, a teraz na prawdę odpoczywaj i nie próbuj ruszac. Wyobrażam sobie przez te rany, które miałeś, co musiałeś przeżyc. A ja przecież obiecałem... - Odsunął się od niego zakrywając twarz ręką, poleciało mu wiele łez na pościel czy to na tors chłopaka. Po prostu płakał z niezbyt ciekawą miną.
- ...że będę cię chronił. A po twoim odejściu nawet nie mogłem cię znaleźc. Jestem taki żałosny... Błagam, wybacz mi. Wybacz mi wszystko czego nie mogłem zrobic, aby cię zabrac z miejsca w którym działa ci się krzywda. Wybacz mi... - Kompletnie się rozpłakał i to na głos. Wtedy od razu wrócił do poprzedniej pozycji po raz trzeci z resztą. Na uściski, całusy i czułe słówka w końcu dostał odpowiedź. Poczuł zaciśniętą rękę, dzięki czemu uśmiechnął się słabo do niego i jeszcze mocniej zacisnął dłoń. Skoro wiedział, że żyje musiał kontynuowac opiekę, jeżeli chciał by zielonowłosy działał w pełni sprawnie trochę szybciej. Przy tych jego stęknięciach i łzach był w stanie jedynie głaskac go po głowie mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Miał naszykowane wszystko możliwe na każdą sytuację, więc wystarczyło mu tylko na tę gorączkę wyjąc z miski chłodny okład i położyc na czoło Morfa.
Był zadowolony, że ten znów zasnął. Sen to najlepsza regeneracja organizmu jaka istniała, taka naturalna. W tym czasie zdążył przespac się z 4 godziny, znów coś zjeśc, napic się alkoholu z krwią by uspokoic wampirze potrzeby i znów wrócił do rannego ptaszka. Jak bardzo ucieszył się z ponownego ujrzenia już normalnych, tęczowych tęczówek. Mógłby w nie patrzec wieki, były jak wszystkie emocje znajdujące się w środku słabego ciałka.
- Tak, jestem tutaj i nie odejdę, nie bój się. - Zapewniał Mike przywołując na twarz delikatny uśmiech specjalnie dla niego.
- Nie masz za co dziękowac. Nie dośc, że to oczywiste skoro obiecałem ci służyc, to wciąż bardzo cię lubię i przede wszystkim kocham ponad własne życie. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby odmówił ci pomocy, gdy ty specjalnie przyczłapałeś się pod moje drzwi. Nikomu nie odmówiłbym pomocy... - Mówił niemalże delikatnym szeptem, żeby nie było za głośno, nie chciał zaburzac spokoju. Uważnie śledził wędrującą rękę, aż przykrył ją własną by móc ją trzymac i jednocześnie by Eto nie musiał sam trzymac jej w górze. Otarł o nią policzek zamykając na chwilę oczy.
Sam był tak wykończony, że odczuwał lekki puls pod czaszką. Szeroko otwarte na siłę oczy oraz duże braki krwi. Ale chciał mu dac jej więcej, by szybciej mógł zdrowiec. Tamta ,,kroplówka" skończyła się, więc wampir odłączył ją i wrzucił do torebki foliowej ze śmieciami. Niektóre po prostu nie nadawały się do ponownego użycia.
- Co dokładnie miałbym pamiętac? Ja pamiętam wszystko od początku. - Mówił powoli i dokładnie, by nic nie umknęło uwadze młodzieńca. Starł łzy z jego twarzy.
- Jeżeli chodzi ci o ostatnie wydarzenia, to po prostu odszedłeś, bo uważałeś, że mnie zraniłeś. Nie, w cale mnie nie zraniłeś! No może nie licząc tej krótkiej walki, ale to nie twoja wina... - Postanowił zacząc się tłumaczyc.
- Postaraj się zapamiętac i przemyślec to, co teraz do ciebie mówię. Bardzo przepraszam cię za to, że byłem strasznym egoistą. Ja na prawdę nie chciałem byc zły, to ja właśnie byłem tym złym, nie ty. Ty nie zrobiłeś nic złego, a raczej uczyniłeś wiele dobrego mój miły. Nauczyłeś mnie szczerej miłości, nie ważne czy to do kobiety czy do mężczyzny. Chciałbym, abyś zapomniał, wręcz nigdy nie pamiętał o naszych kłótniach i sprzeczkach wampira z żywiołami. Bo to nie byliśmy my... Wybacz mi też te kilka razy w których próbowałem zaciągnąc cię do łóżka. To był powód całych afer. Obiecuję, że jeżeli zostaniesz ze mną, jeżeli zgodzisz się byc znów moim ukochanym, to co było się nie powtórzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Sty 27, 2014 1:09 pm

Relacja z ich wspólnego pobytu była przydatna, ponieważ jednak wiele wspaniałych chwil umknęło. Nie miał jak nie wierzyć tym wyznaniom. Były szczere, i płynęły z serca, które nie biło od kiedy się spotkali. Mikuś wzruszył się i opowiedział wolno, jak najspokojniej, co do niego czuje, co działo się między nimi, jaką chce dla nich wspólną przyszłość. Młodzieniec był nie mniej wzruszony co jego rozmówca.
-Nie... obwiniaj się...
Powiedział cichutko, kiedy Białowłosy karcił siebie za to, że nie uchronił cudaka przed niebezpieczeństwem. Oj, ile razy to Wampir stał po jego stronie i chronił całym ciałem, całym duchem, żeby wyrwać Tęczowookiego z tarapatów? Mnóstwo, i deklarował jeszcze większą gotowość, lecz to Eto musi nauczyć się unikać nieprzyjemności, żeby nie mobilizować co chwilę zszargane nerwy Ukochanego.
Pod koniec pełnej emocji wypowiedzi Mikusia padły słowa o wybaczeniu, o ponownym przeżyciu wspólnych chwil, o tym, że nie będzie nachalny. Żyjątko słuchało i rozważało ile umiało w potłuczonej główce każdy łyk słów Wampira. Podciągnął się odrobinę wyżej na ramionach Obrońcy (przy jego pomocy ze stabilizacją wciąż giętkiego ciała) i zadarł główkę spoglądając mu prosto w oczy, z uśmiechem przez łzy.
-Wybaczę Ci... jeśli i Ty... wybaczysz mi... bardzo... zamieszałem... nie posłuchałem i... i... dlatego... napadli mnie. Mogłem posłuchać... Twych rad... oprzeć się o Twoje ramię... i być wiecznie... szczęśliwy... że jesteś. Mój Stróż... mój... Stróż... mój...
Opadła mu głowa na tors Miketsukamiego oddychając głośno i szybko, ale nie żałował wysiłku. Wyjaśniło się wiele nieścisłości, wiele problemów jakie zagościły między nimi. Długie włosy przysłoniły mu w połowie twarz, która przede wszystkim wtuliła się w Dwukolorowookiego. Był jego światem, podporą... miłością. Chude rączki przyszpiliły się do ubrania opiekuna i nie chciały palce puszczać sweterka. Trząsł się jeszcze troszeczkę, ale z każdą chwilą coraz mniej, był wszak bezpieczny. Trochę sucho miał w gardle, dlatego zapytał się cichutko po uspokojeniu oddechu:
-Mikuś... zrobisz... czekoladkę... w kubku?
Uśmiechnął się słodko i przylgnął policzkiem do polika Wampira podciągając się na jego ciele. Jeszcze nie miał na tyle mocy, by przyjąć pozycję pół-leżącą. Ręce dygotały tak jak i nogi, ale już było dobrze. Naprawdę dobrze. Wierzył, że wydobrzeje. Musi wydobrzeć, ponieważ sam Ukochany opiekował się nim należycie. Nie mógł mieć lepszej protekcji. To, że przeszedł traumatyczne przeżycie było winą Eto. Uciekł bez słowa dokąd zmierza, a tam wyrządzono mu parę krzywd. Teraz ma swojego Ochroniarza przy sobie. A jeśli tamci będą tropić Zielonowłosego? Narazi Mikusia na niebezpieczeństwo! Nie chciał tego... nie... NIE!
Przywarł nagle mocno do pleców Białowłosego nie puszczając go z granicy łóżka. Nici z czekoladki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Sty 27, 2014 3:29 pm

Każde wspomnienie było dla białowłosego bardzo ważne, bez względu na to czy było ono dobre czy jednak złe i należało o nim zapomnieć. Mężczyzna z natury był szczery, a kiedy tylko była potrzeba to kłamał ale i tak niezbyt wiele. Uczciwy z niego gość nie ma co. Jak mógłby kłamać kochaną osobę, wręcz niemożliwe. Chociaż jego serce było bardzo małe i do tego czarne, nauczył się kochać dzięki zielonowłosemu. Tą długą przemowę wygłosił tylko dlatego, że na prawdę mu zależało i swojego oddać bez walki nie mógł. Nawet gdyby młodzieniec pachniał kimś innym nie byłby zły.
- Ale to prawda. Gdyby nie ja zapewne byłbyś bezpieczny. To przez naszą kłótnie, przez moją nachalność. - Obwiniał się całkiem słusznie.
Tylko i wyłącznie obiecywał, aczkolwiek mało czynił, czuł się nie fair wobec młodzieńca. Nie oczekiwał, że Morf z charakterem i głową dziecka będzie w stanie nauczyć się ostrożności. Prawdopodobnie przyjdzie to dopiero z czasem i nie ma co się spieszyć. Czując jak powoli się podnosi złapał go odpowiednio i pomógł mu chociaż trochę się podciągnąć. Nadal trzymał go stabilnie w swych objęciach. Co jakiś czas przy takiej bliskości obdarowywał Eto pocałunkami w oczka by przypadkiem nie płakał.
- Co ty za głupoty pleciesz? Twoja choroba cię w tym momencie nie usprawiedliwia. Ja nie mam ci czego wybaczać, no chyba że tej częściowej niedostępności. Byłeś bardzo grzeczny i posłuszny, nie to co ja. Już od teraz będę tylko twój. Obiecaj mi jedynie, że już nigdy mnie nie zostawisz okej? - Jedną ręką głaskał o po głowie i podtrzymywał, a drugą odpiął go od krwistej kroplówki, gdyż była już całkiem pusta. Czuł na sobie ten pewny uścisk, czyżby czegoś się bał? Miał jakieś wątpliwości? Kiedy usłyszał pytanie odniósł wrażenie, że już z nim o wiele wiele lepiej niż wcześniej.
- Jasne, jeżeli tylko chcesz. Bardzo słodkie czy normalne? - Uśmiechnął się szeroko zadowolony. Nawet jeżeli był taki słaby to nic, chciał być jego wsparciem jak najdłużej, mógł być chociażby łóżkiem. Zdziwił się nagle przyklejony. Chciał pić ale nie chciał go puścić, więc posadził go sobie na plecach i trzymając odpowiednio wstał z łóżka.
- Skoro tak to idziesz ze mną, tylko trzymaj się mocno. O nic się nie bój, jestem silny. - No i ruszył do kuchni na dół, żeby zrobić ukochanemu coś słodkiego. Jedną ręką tylko go pilnował, a drugą wstawił mleko, naszykował kubek i nasypał czekoladki. Wszystko z lekkim uśmiechem na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Sty 28, 2014 4:27 pm

Eh, uparty Mikuś! Nie chciał już mówić nic przeciwko słowom Wybawcy, więc tylko cicho westchnął i zmrużył troszkę oczy. Tak, niewątpliwie przyjmowanie na siebie wszelkiego zła na świecie przez Wampira było jego atutem. Jakby jeszcze tak chętnie przyjmował komplementy... Musi o to zadbać, bo wydawał się być zbyt spięty sytuacją. Przecież Eto przeżył, nie musi się już tak martwić. Co innego, że z miłością łączy się i troska, lecz już dość zgryzoty na dzisiaj. Trzeba zakończyć wszelkie formalności i powagę piękną obietnicą, którą chciał spełnić wobec Opiekuna.
-Obiecuję.
Odpowiedział w tej samej chwili, w której został pozbawiony kroplówki. Rzeczywiście, nie potrzebował jej już do funkcjonowania. Naprawdę czuł się coraz lepiej. Co prawda, nigdy nie będzie tak silny jak Wampir, ale może to i dobrze, bo nie zrobi sam sobie takiej krzywdy, a Stróż w porę go pohamuje. Miał inne moce, które potrafił docenić Ukochany. Z drugiej strony przydałoby mu się parę chwytów z samoobrony, gdyby znów go napadnięto. Ale teraz w obecności prężnego w bojach Dwukolorowookiego wydaje się to być odsunięte na drugi plan. Przede wszystkim nie prowokować losu, o!
Przekrzywił lekko główkę na pytanie jak powinna smakować czekolada. Nie musiał długo myśleć nad odpowiedzią:
-Uhm, normalne, już mam swój słodzik...
Sięgnął łapką po włosy Wampira i potarmosił mu głowę uśmiechając się lekko. Nikogo słodszego nie znał, nie posmakował. Żaden cukier nie przesłodzi właściciela willi. Ani żaden marzyciel nie wpadłby na to, by wziąć, bądź co bądź, dużego chłopca na swoje barki, by iść z nim do kuchni.
-Mhihihi!
Zawieszony na plecach Wampira śmiał się cichutko i robił mu za pelerynę. Przeszli spory kawałek z sypialni na piętrze do kuchni, ale warto było "iść" z Mikusiem. Był świadkiem jak przyrządzić czekoladkę! Spoglądał przez ramię jak Stróż przygotowuje gorący napój. Robił duże oczy, a usteczka ułożył w literkę "o" co parę gestów. Tu kubek, tam mleko, dwie łyżeczki brązowego proszku, ogień na palniku... wzrok przeskakiwał z jednego elementu na drugi, by niczego nie przeoczyć. Chciałby kiedyś i Dobrodziejowi zrobić niespodziankę, i samemu podać ten trunek.
Ostrożnie zjechał z pleców Srebrnowłosego, tak jakby zasłabł w rękach, ale tak naprawdę próbował stanąć na własnych nogach. Gdy tylko palce u stóp dotknęły kafelków pojawił się pierwszy grymas niezadowolenia: wyginały się nie tak jak chciał. Mimo wszystko stanął tuż obok Stróża i owijając obie łapki wokół masywnego bicepsa wolnej ręki trzymał mocno.
-Mhm... ładnie pachnie...
Pochwalił robotę Opiekuna i z lekkim uśmiechem wtulił policzek w jego ramię. Chciałby być w pełni sił, aby Mikuś nie musiał się dłużej martwić. Kolorowymi szkiełkami patrzył się na oblicze ofiarnego mężczyzny, że wypełnia byle kaprys dziwaka, a w głowie porządkował i mobilizował się do rychłego powrotu do zdrowia. Tyle jeszcze razem muszą przejść! Muszą, bo chcieli tak bardzo mocno!
Widział tylko jeden kubek na blacie, i przypomniał sobie dlaczego. Ścisnął mocniej palce na rękawie towarzysza i głaskał jednostajnym ruchem szczupłych palców u drugiej ręki.
-A Ty nie chcesz się czegoś napić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Sty 28, 2014 11:22 pm

Słowo białowłosego zawsze było najważniejsze, no chyba że był w pracy wtedy będąc sługą bez względu na nierozsądność innych musiał się słuchać a bywało że ludzie bardzo głupi byli, trzeba było się go bardzo słuchać, a skoro mowa o Etosiu to tym bardziej. Słów swojego stróża się nie podważa, jeżeli jest starszy i ma sporo doświadczenia. Co do skromności to miał wypracowaną mniej więcej od 16-17 roku życia, praca wypracowała w nim jedynie wszystko co najlepsze. Może trochę nadal był spięty, ale już mu lepiej niż wcześniej kiedy to tak walczył o życie ukochanego. Z resztą skoro sam się zaoferował to nie mógł narzekać, czyż nie? Mike jest osobą typowo wiecznie martwiącą się o wszystkich, a najbardziej o najbliższych których i tak miał niewielu.
- Nie wiesz jaki jestem zadowolony, że złożyłeś mi tę obietnicę, ale jeżeli spróbujesz ją złamać będzie tak źle, że... lepiej żebyś nie próbował nawet. - Brzmiał strasznie poważnie przez chwilę i taka też była jego mina, ale tylko kiedy skończył mówić od razu szeroko się uśmiechnął jakby nigdy nic. Przede wszystkim chodziło mu o bezpieczeństwo Maluszka. Gdyby mógł to całą krew by oddał, jeżeli miałby świadectwo, iż przeżyje na pewno. Nawet i życie własne by oddał jeżeli byłby zmuszony. Jeżeli jednak chciał, by młodzieniec był szczęśliwy musiał robić tak, żeby nie umrzeć. Proste i nawet wykonalne. Nawet, jeżeli nie będzie silny to jego siłą będzie białowłosy, ukochany.Jak będzie chciał się nauczyć samoobrony to może poprosić Mikusia o lekcje lub chociażby opłacenie owych zajęć. Uśmiechnął się na jakże miłe z jego strony słowa, a tarmoszony chichotał cicho.
- Czyżbym ja miałbym być tym słodzikiem? - Otrzymując pochwałę postanowił, że osłodzi mu łyżeczkę, może dwie tak a swój smak... Ale w tym momencie mieszał się przypominając sobie iż nie czuje całkiem smaków. Westchnął ciężko, da mu najwyżej do spróbowania. Gdyby tak pomyśleć to faktycznie wyglądał jak słodki, biały cukierek, który nierealnie robi się z chwili na chwilę coraz słodszy.
Kiedy Etoś tak sobie stroił miny, wampir dalej przygotowywał mu słodkie picie wedle miłej prośby. Tęczowooki był taki zabawny, że Mike śmiał się z tego co robi niemalże przez cały czas. Nie próbował go obrazić tym czy coś, miał po prostu dobry humor,a w tych chwilach było to prawie tak samo ważne jak zdrowie. Dzięki podzielnej uwadze mógł robić dwie rzeczy jednocześnie szybko i dokładnie, a dodatkowo był rozbawiany przez towarzysza. Jemu ie trzeba robić czekolady gorącej, jakby i tak mu rybka, czy będzie to cieple czy letnie. To nie do końca świadczyło, iż ani trochę nie czuje różnicy, wręcz przeciwnie. Wiedział dobrze co jest lodowate, a co wrzątek.
Pomógł młodzieńcowi ostrożnie zejść z pleców ale tak czy siak go asekurował, żeby się nie przewrócił.
- Uważaj, nie powinieneś jeszcze chodzić czy też stać. Powinieneś był grzecznie siedzieć na moich plecach, a nie już kombinujesz.- Mruknął cicho wsypując do kubka z wodą i brązowym proszkiem, które już stały się jednym, łyżeczkę cukru a wszelki wypadek. Obejmował Morfa w pasie trzymając przy sobie bardzo mocno.
- Pachnie tak ładnie, słodko, jak ty.- Jako sługa był przyzwyczajony tylko do prawienia komplementów, a nie ich słuchania. Mieszał szybko picie, póki nie było odpowiednie i nabrał trochę na łyżeczkę i zaczął dmuchać by wystygło, a następnie podał do ust Maluszkowi.
- Może być? I bez mojego próbowania powinno wyjść w sam raz
- Nawet gdyby Eto był zdrowy to on i tak by się martwił, bardziej może chodziło o ciężar opieki, chociaż gorzej bywało już. Podał mu kubek za ucho i podniósł zielonowłosego korzystając z wampirzej siły. Delikatnie, żeby nie nie wylac zaczął wracać do sypialni. Na pytanie tylko uniósł brwi dziwiony.
- Ja niedawno swoje piłem i więcej mi na razie nie trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Sty 29, 2014 3:29 pm

-Uhm...
Przytaknął niepewnie. Nie wiedział za bardzo czy powinien okazać strach po tak groźnych ostrzeżeniach, ale grunt, że dotarło do jego włochatej główki. Będzie po prostu dążyć do spełnienia obietnicy. Ma kolejny cel w swoim dotychczas krótkim życiu. Tak jak słodzenie słodkimi słówkami do uszka Dobrodzieja.
-Taak, Mikuś jest słodzikiem, nie wiedziałeś o tym?
Zachichotał cicho i akcja toczyła się w kuchni, gdzie niesforny pacjent już kręcił się na plecach i jak na złość próbował wstać na nogi. Nie dostał pochwały, tylko naganę, na co z początku się przeląkł. Rzadko kiedy słyszał tak nakazujące słowa, ale to chyba jedyny sposób, aby przytemperować Wiercistopę. Dyscyplina czasem jest potrzebna dla krnąbrnych dzieciaków.
-D-dobrze... przepraszam.
Skruszony i pokorniutki powrócił do chwytu na szympansa i wczepieniu się w plecy Miketsukamiego. Najwyraźniej Stróż już czuwał, aby nie wydarzyło się nic niepokojącego. I dobrze. Jak zbierze więcej sił, wtedy spróbuje pewniej stać na chudych nóżkach.
Zarumienił się od słów nadwornego kucharza i skrył twarz w jego ramionach, żeby to ukryć. Takich wypieków pozazdrościłby piekarz, ale zawsze istotom o wrażliwych serduszkach takie komentarze rozpuszczają w gorącu. A propo wrzątku, woda zagotowała się i wręcz w oka mgnieniu podano do stołu. Czekoladka dymiła się przyjemnym aromatem, dlatego nie wahając się przyjął z ostudzonej łyżeczki porcję od Mikusia. Skinął energicznie główką.
-TAK! Pychotka!
Delicje! Już chciał skosztować więcej, ale zdał sobie sprawę, że szykują się do powrotu na piętro. Wręczone naczynie ścisnął mocno, a blade dłonie Sługi objęły go na tyle mocno, że nie musiał uwieszać się na szyi. Nie widząc grymasu twarzy Białowłosego, tylko jego wypowiedź dotyczącą braku drugiego kubka dla siebie westchnął troszkę niepocieszony.
-Ouhm... dobrze, ale jak coś to mów.
Bo kto wie, może to tym razem Eto uprze się i sam przyrządzi picio. A jak nie... zawsze może użyczyć swojej krwi. Nie pogniewałby się, wszak Wampir ocalił mu po raz któryś życie. Mógł się znudzić w byciu bohaterem, i tak jak normalny obywatel dostać wynagrodzenie za opiekę nad dziwakiem. Poprawił chwyt na Czystokrwistym, żeby nie zsunąć się (wiedział i czuł, że i tak obejmuje go mocarna ręka Opiekuna, ale sam też musi trochę poćwiczyć) i nie przeszkodzić w dostarczaniu dwóch przesyłek do sypialni jednocześnie.
Posadzony na łóżku z naczyniem w ręce utkwił nieobecny wzrok na tafli brązowej cieczy, ponieważ próbował zaplanować cokolwiek na przyszłość. Nawet myślenie mu nie wychodziło. Przytknął ostrożnie kubek do warg i upił łyk napoju delektując się czekoladką.
Nachylił się nad pochwyconą dłonią Wampira i mrużąc powieki do połowy przyglądał się uważnie okropnej bliźnie. Jeden kadr przemknął mu przed oczyma, który uświadomił go, iż to była jego sprawka. Jego żywiołu Ognia. Byłego żywiołu Ognia. Jakby tak dobrze się zastanowić, poświata Eto różniła się od tej co kiedyś, dlatego Miketsukami nie zareagował od razu, gdy Zielonowłosy padł na chodniku przed drzwiami willi. Mógł to poczuć, kiedy łapki Tęczowookiego ostrożnie trzymały prawą dłoń Skarbka.
-Ja Ci to zrobiłem...? -głaskał czule palcami jedną z dłoni Mikusia z zatroskanym obliczem, aż w końcu uniósł ją ku swoim usteczkom i pocałował z czułością- ...gdybym potrafił, uleczyłbym Cię natychmiast. Za bardzo mi na Tobie zależy, abyś cierpiał.
Jak na kogoś o umyśle dziecka, słowa zabrzmiały dość poważnie. Wtulił dłoń Wampira do swojego policzka i łasił się niczym kotek. Z góry na dół, wolniutko, jakby nie prowokując do kolejnych błędów. Aura tajemniczości wypełzła z cudaka, który nie przestawał pieścić ręki Stróża. Zrobiło się bardzo spokojnie, zbyt spokojnie. Żyjątko oparło się o ramię towarzysza i czule obchodząc się z jego dłonią mówił z przerwami na oddech:
-Powiedziano, że jestem nikim... że jestem bezużyteczny... Że prędzej czy później ktoś zajmie moje miejsce... że jak ucieknę... to i tak nie ucieknę od Przeznaczenia. Nie wierzę im. Ty jesteś moją wiarą... Ty we mnie widzisz więcej niż oni. Przy Tobie jestem szczęśliwy... każdy Twój uśmiech, każdy Twój gest jest dla mnie skarbem i świadectwem, że nie istnieję bez przyczyny. Bo mogę z Tobą rozmawiać, dotykać Cię, tulić... Oni zazdroszczą... tak bardzo zazdroszczą...
Oddychał już spokojnie, lecz chyba trochę z nerwów naszła go gorączka. Bał się powiedzieć wprost, że mogą tu przyjść i siłą odebrać Eto od Mikusia. Mogą, ale nie muszą. Może już zapomnieli o chłopcu z zielonymi kudełkami? Nie widzieli w nim nic innego jak worek do bicia i poniżenia. Białowłosy był dla niego światem, i na pewno nie uważał tego samego co oprawcy.
Sięgnął po swój kubek czekolady i napił się kolejnych łyków, ale najbardziej ulżyło mu, że wreszcie mógł, jako-tako, wyrzucić z siebie to co go dręczyło, i że Dwukolorowooki wysłuchał go uważnie. Uśmiech wrócił na oblicze, tak jak w oczkach pojawiły się iskierki radości. Dał do ręki Wampira kubek, żeby odłożył na stoliczek (on nie sięgał, nuuu...), a potem wtulił się w Ukochanego. Tak bardzo cieszył się, że mimo zrządzenia losu udało się im być znów razem. Może początki wyglądały póki co skromnie, ale były naprawdę obiecujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Czw Sty 30, 2014 11:46 pm

Wampir nie chciał zbytnio wystraszyc swojego żyjątka, znaczy się straszył go w dobrej wierze. Nie robił tego bo był zły, okrutny i pragnął go wystraszyc, gdyż miał taki kaprys, ale był na tyle miły by w bardzo delikatny sposób uprzedzic o losie jaki może go spotkac. Najzwyklejsza, nietypowa grzecznośc. Można by podejrzewac go znów o egoizm, tak troszeczkę... chciał go tylko dla siebie i gdyby mógł to zamknąłby go w małej klatce, zamknął na kłódkę pod pretekstem ukrycia przed złem tego świata. Takie tam czcze groźby, chociaż kto wie?... Może w małym stopniu używając siły nauczyłby go dotrzymywania słowa o ile już nie posiada takich umiejętności. A już tak mówiąc o celach w życiu. Aktualnie wampir nie miał już żadnego innego prócz ochranianie zielonowłosego i bycie jego ukochanym.
- Dziwnie coś mówisz, wiesz? Chyba, że to było celowe, wtedy bym się nie czepiał, a nawet śmiał z samego siebie. - Od razu palnął co mu się nie podoba, a raczej myślał, że coś jest/może byc nie tak. Zbyt troszczy się o Etosia.
Jeżeli osoba chora na zapalenie płuc wyszłaby na dwór to nie dostałaby pochwały tylko naganę tak jak to było w tym przypadku, z resztą bardzo podobnym. Był dosyc dokładny, jeżeli chodzi o ton którym przekazywał poszczególne wiadomości.
- Nie zrozum mnie źle... To dobrze, że nie masz wewnętrznych barier do pokonania po czymś takim, ale z twoim aktualnym stanem zdrowia bym się nie wysilał. Wszystko głównie dla twojego dobra. Zapamiętaj. - Szkoda mu było krzyczec na słodkiego Maluszka, więc musiał się wytłumaczyc. Chyba by bez tego kompletnie nie wytrzymał.
- W porządku, nic takiego się nie stało. - Ach... Wystarczy jedynie jego życzliwy uśmiech i można wybaczyc wszystko. Dzięki temu, że się słuchał Mike miał o wiele łatwiej. Westchnął ciężko spuszczając głowę całkowicie. po czym przetarł ręką wyraźnie zaspane oczy, zaraz zapewne padnie i nie wstanie ze swojego łóżka, tuż obok Wiercipięty.
- Wiesz... Powiem ci, że czasem bywam trochę nadopiekuńczy co może byc złą cechą, ale z czasem zapewne przyzwyczaisz się iż ja chcę jak najlepiej, jak ojciec dla swojego syna. - Zaśmiał się krótko na porównanie. Już czuł się w porządku, całkiem luźno jakby nie patrzec, mógł się też spokojnie śmiac. Ale to jeszcze trochę, jak się wyśpi i będzie w pełni sił. Jeszcze do tego Etoś będzie zdrowszy, wszystko wręcz idealnie! Uciekające do krainy snów myśli łapał garściami i trzymał przy sobie, co by było, gdyby tak sobie zasnął przez przypadek po drodze? Przewróciłby się z nim, zrobił krzywdę, oblał gorącym napojem... Który pachniał tak przyjemnie. Jego węch robił za pełne kubki smakowe, bo ogółem to wszystkie dania niemal z niczym mu się kojarzyły.
- Przez ten czas, kiedy kompletnie nie miałem posiłku, a krwi nadal pic nie lubię, po prostu piłem ją wymieszaną z alkoholem i tak jest do teraz. Ty mi tu siebie nie oferuj, twoja krew musi się całkiem zregenerowac, a sam powinieneś zebrac wszystkie siły. Możesz mnie za wszystko wynagrodzic potem. - Od razu odniósł wrażenie, że to ma byc pewne podziękowanie za uratowanie życia czy coś w tym stylu. Białowłosy w żadnym razie nie zachowywał się jak bohater, znaczy się po prostu był nauczony od 17 roku życia bezinteresowności, bo przecież sługa i te sprawy... A nawet jeżeli wampir się mylił, co ostatnio bywało często, i chodziło na gorącą czekoladę to też nie trzeba. Ma ochotę, to sobie zrobi, nie to nie.
W sypialni zapanowała nagła, dziwna, a za razem niespokojna cisza. Wampir przyglądał się młodzieńcowi bez słowa jakby sam zamyślił się wraz z nim. Kąciki ust same uniosły się do góry, gdy tęczowooki upił łyka, niemal tak za każdym razem. Przekrzywił głowę zastanawiając się, czemu on tak się przygląda tej dłoni. Ach!... No tak... Porządne, wpół niezaleczone blizny. Zapewne o nie chodziło chłopakowi. Wyraźnie czuł jak atmosfera szybko zmieniła się na poważną, wręcz smutną.
- Można by powiedziec, że to twoja wina, ale też nie do końca... To wina tego czegoś, co w tobie siedziało, zapewne jakiś ogień. Ale głównie mojego egoizmu i tego jak bardzo całkowicie chciałem cię posiąśc. ,,Nie dla psa kiełbasa". - Nierozsądnie w jego towarzystwie było nazywac się psem, ale już trudno. Złożył delikatny pocałunek, zaledwie muśnięcie wargami, kiedy pocałowano jego dłoń.
- Nie jestem godzien, byś całował me rany... - Taki tam żartobliwy tekst jako sługa. Był taki rozczulony... mały słodziak.
- Wiesz, lepiej żebym cierpiał ja, niż ty. Jeżeli chodzi o rany czy tortury... Moje ciało jest o wiele wytrzymalsze i jeżeli będę miał stawą dostawę ohydnej krwi to mogę życ wieki. W każdym razie nie potrafiłbym pic jej litrami, tylko trochę, gdy jestem mega głodny. Co prawda to niezdrowe dla mnie, ale inaczej sobie poradzic nie umiem. Poza tym, tak mi pasuje. - Zaraz zapewne zacznie się jakże długa przemowa na temat różnic między ich wytrzymałością oraz tym, jak wiele może dla niego znieśc. Kciukiem delikatnie głaskał nadal bladawy policzek. Początek wypowiedzi Eto był na tyle smutny, by Stróż zrobił zmartwioną minę, ale zaraz potem wrócił ten jego przemiły uśmiech.
- Masz całkowitą rację, nie jesteś nikim. A jeżeli tak ktoś ci powie to wskaż mi ową osobę. Jeżeli tak pomyślisz przyjdź do mnie od razu. Nikt nie potrafiłby cię zastąpic, uwierz mi kochany. Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Zapewne zazdroszczą, twojego szczęścia. Powiem ci pewną tajemnicę. Jestem ci całkowicie oddany, nikt mi już ciebie nie zabierze. Jeżeli będą próbowali nas rozdzielic obiecuje, że spuszczę swoją smycz i rozszaleje się tak, jak nigdy nie widziałeś mordując każdego na swojej drodze, póki znów nie dotknę twej dłoni, a ty nie będziesz w całości. Obronię cię, nie ważne za jaką cenę, więc nie bój się nawet mojego bólu. - Zebrało mu się na duże czułości uch...
Odłożył kubek na miejsce i zsunął buty z nóg. Przeszedł od drugiej strony i wskoczył obok Maleństwa na łóżko ziewając.
- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeżeli jeszcze trochę się prześpię? - Zapytał zamykając z ulgą zmęczone oczy i znów westchnął, tak bardzo ciężko. Ziewnął zaraz kuląc się pod kołderką w ubraniu. Czekał już jedynie na pozwolenie. Nie mógł się też powstrzymac od przytulenia go i obwiązania rękoma wraz z nogami całkowicie. Taki przyjemny spokój...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Sty 31, 2014 1:46 pm

Słuchał się Wampira, słuchał, aby nie doszło do kolejnych nieprzyjemności. Był o wiele bardziej odpowiedzialny, przewidywał różne konsekwencje w swoich poczynaniach, pod tym i innym względem przebijał stokroć dziwaka. Sumienność powierzonych zadań, jego wielka czułość pod maską opiekuńczości i wiele, wiele innych. Dużo wymieniać, a przecież to oczywiste! Jeszcze nigdy nie spotkał osoby, która na pierwsze miejsce obierała za cel protekcję innej osoby niż siebie. Co prawda, mogły objawiać się lekkie symptomy egoizmu, ale naprawdę to nic grzesznego. Każdy ma w sobie coś z samoluba, jednak i tak forma ta u Wampira przybierała inny kształt. Taki uroczy, że nie można mieć mu za złe. I owszem, były te groźniejsze słowa, upomnienia, dobre rady, karcący ton, ale tylko po to, by wpoić Wiercipięcie takie i inne zagrożenia.
Co gorsza, wszystko co złe brał na siebie, obracał kota do góry ogonem, żeby tylko nie wzbudziły się poczucia winy w sercu cudaka. Ba, porównał się do psa, na co lekko zmarszczył zielone brewki. Tego było zbyt wiele, lecz nie chciał kłócić się o to, kto miał rację. Nie chciał psuć tej chwili błogości będąc na pleckach czy w łóżku przy Dobrodzieju. I móc swobodnie wymieniać myśli, poglądy, słodkie słowa. Aby dowiedzieć się bardzo dużo w jednej chwili - Białowłosy będzie jego chronić, nawet za cenę swojego życia. A już dawał z siebie aż za dość, aż chciał spać. Dziwił się więc pytaniu, które usłyszał z ust Ukochanego. Uśmiechnął się już będąc wtulonym w jego umięśnione ciałko w ubiorze.
-Oh oczywiście, że nie, Mikuś! Ile potrzebujesz, tyle śpij, a ja z Tobą, hihi.
Wtulił się w objęciach Stróża i razem leżeli na łóżku. Miał w śmieszny sposób skrępowane ruchy, jakby nawet przez sen nie chciałby Wampir wiedzieć o jego schadzkach w niepełnym zdrowiu. Spokój, cisza, ciepełko i słodki Dwukolorowooki w jednym. Uśmiech rysował się na jego buźce, chociaż zanim poszedł spać rozważał słowa Obrońcy. Musiał naprawdę kochać Eto, żeby tyle poświęcić, nawet narazić się na krzywdę w jego imieniu. Jedyne co go poważnie zmartwiło w słowach Ukochanego to to, że nie zawahałby się mordowania, żeby tylko ocalić żyjątko. Śmierć nie jest czymś dobrym, wrogom też nie powinien był życzyć zgonu, ani pozwolić Białowłosemu na skrócenie ich egzystencji. Już trzy razy był bliski utracie życia, że wiedział jak to smakuje, jak boli. Powaga malowała się na jego rumianej twarzyczce, która ukradkiem spoglądała na wydawało się śpiącego, wiernego towarzysza. Dawał naprawdę z siebie wszystko, by tylko odratować Zielonowłosego. Znów uśmiechnął się pod noskiem i wyciągnął szyję, żeby delikatnie musnąć jego ust i wrócić kudłatą główką na swoje miejsce.
-Śpij dobrze, mój Rycerzu...
Wtulił się policzkiem w obejmujące go ramię i zasnął pod pierzynką z Ukochanym. Ah, chciałby zrobić jutro niespodziankę Czystokrwistemu i wstać o własnych nogach! Aby to uczynić, musi się wyspać i wypocząć w pełni. A jak się śpi najlepiej? W najcudowniejszym towarzystwie Mikusia! Dlatego tak ochoczo usnął i spał twardo przez kolejne kilkanaście godzin.

*przepraszam, że tak mało, ale zmęczenie zrobiło swoje ; (
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Lut 01, 2014 12:47 pm

Przez tyle lat, ile on żyje, iloma ludziom służył oraz z iloma się spotkał, nabrał tyle doświadczenia, że wyczerpał chyba wszystkie możliwości w błędach i dokładnie wie, jak się uchronic od złego. To tylko i wyłącznie wiek ma na to wszystko wpływ. No może też to, że się jako tako normalnie urodził. To nic złego, że Eto tego wszystkiego nie miał. Dużo czasu miał, aczkolwiek wampir nie był pewien, czy jest nieśmiertelny. Raczej tak, skoro zmienia się w różne przedmioty. Miał jeszcze tyle pytań, które chciał mu zadac, a jakoś nie miał okazji. Może to nawet wina tego, że nigdy nie był skory pytac o życiorys innych, póki ktoś mu sam nie opowiedział. W każdym razie mógł zadawac wszelakie, nawet najgłupsze pytania, swojemu wiernemu słudze i jednocześnie ukochanemu. Odpowie mu na wszystko, raczej bez wyjątków.
Oczywiste, że silniejszy w związku przejmie na siebie wszystko co złe. Jako nieśmiertelny, nie licząc srebra oraz wody święconej, mógł wiekami bronic swego wybranka siłą mając tylko jego i dach nad głową. W każdym razie jeżeli o wampiry chodzi to był dosyc osłabiony. W dzień powinien spac w trumnie, nie w łóżku, powinien pic więcej krwi, a najlepiej polowac raz na dwa tygodnie nocą. Jako czystokrwisty posiadłby większy poziom mocy dzięki temu oraz siły, a tak to był niemal o połowę słabszy. Nie przeszkadzało mu to, w tym czasie istoty były i tak równe jego aktualnemu stanowi, nie licząc aniołów. Wewnętrzna bestia, która by się ujawniła po wypełnieniu w/w przypadków byłaby tak zabójcza, że ciężka do pokonania, a może nawet i ujarzmienia.
Tak sobie myśląc coraz mniej o różnych rzeczach, usłyszał jedynie, że nie będzie miał mu za złe, od razu się wyłączył. Wszystkie mięśnie wyraźnie się rozluźniły, a tors poszedł ruch w akcie sztucznego oddechu. Takie zabezpieczenie, że nikt nie uzna go za całkiem martwego. Najważniejsze było w tych czasach perfekcyjnie udawac żywego, jeżeli mówimy o jego gatunku. Jak zwykle nic mu się nie śniło, jego umysł był taki w pełni pusty, niemalże. Może nawet szkoda, że nie znał takiego innego świata, gdzie wszystko jest możliwe. Prawdopodobnie było to dlatego, że w realnym był ,,potworem" i mógł już więcej niż zwykły człowiek. A może jednak nie miał po prostu fantazji czy czegoś tam w tej białej czuprynce. Wyglądał tak spokojnie, łagodne oblicze jak u bielutkiego kociaczka, porcelanowa cera, niby delikatny. Te pozory... jak ktoś mógłby podejrzewac kogoś takiego o bycie psychopatą? W pewnym sensie nim był...
Jak już to było wielokrotnie powiedziane i to nie tylko podczas tej rozmowy, zrobiłby dla swojego żyjątka wszystko, WSZYSTKO. Gdyby kwiatek wypadł mu z ręki nad przepaścią rzuciłby się za nim, aby odzyskac go dla ukochanego. Patrząc na życiorys Etusia mordowanie może byc koniecznością.
Oboje zasnęli, wtuleni w siebie, w bezpiecznym miejscu, poza spojrzeniem ludzkich oczu. Z dala od całego zła i nieszczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sob Lut 01, 2014 5:47 pm

Przydałoby się więcej takich skrupulatnych, doświadczonych istot. Dałoby się uniknąć wojen, największe skarby byłyby stokroć lepiej bronione niż obecnie, a życie - bardziej docenione. Wiele można uczyć się od Dwukolorowookiego, ale on także powinien nauczyć się dociekać tego, co korci jego duszę. Mówi się niby, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale egzystencja robi się bardziej różnorodna. Trudno uciekać od każdego niebezpieczeństwa, gdyż trzeba czasem się z nim zderzyć, aby wyjść mocniejszym, doskonalszym.
Fakt faktem, Miketsukami zakochał się w kimś, kto nawet sam o sobie wie zbyt mało. I nawet nie wiadomo czy kiedyś zostanie to wyjaśnione. Kserował uczucia od innych, nie miał własnych myśli (tylko zbieraninę wspomnień, nie mógł myśleć naprzód), do tego pokazał wielokrotnie, iż trudno go utrzymać w jednym miejscu czy w jednej pozie. Tak jak ze snem.
Jako pierwszy obudził się Zielonowłosy, który cicho ziewnął i mlasnął usteczkami. Wbrew pozorom był wyspany i pełen kolorów. Tak, wyglądał naprawdę rześko i barwnie - przez noc poił się emocjami w cudnej aurze roztaczającej się między nimi. Uśmiech z miejsca pojawił się na twarzyczce, kiedy odkrył, iż jego Stróż jeszcze śpi. Nie chciał go budzić, nie spał przez kilka dób, a w dodatku teraz wyglądał naprawdę uroczo. Kto by pomyślał do czego jest zdolny jego Rycerz. Niech śpi, przyda mu się wypoczynek przed kolejnymi dniami. Nigdy nie wiadomo co przyniosą kolejne godziny, dlatego trzeba korzystać z błogiego spokoju ile się da.
Nie ruszał się, tylko cichutko oddychał, w tempie sztucznego oddechu Czystokrwistego. Spoglądał ukradkiem na Wampira, ale mógł go samym takim podglądaniem wybudzić z czujnego snu, dlatego patrzałki przeniósł na ścianę z dostojnym oknem. Ono już zauważone zaczęło witać się, chwalić się jakie jest czyste i ile potrafi wpuścić powietrza za lekkim odemknięciem. Zapraszał nawet na swój szeroki parapet. Płochliwe firanki tylko wtórowały szeptem, ale nic nie mówiły od siebie. Ogólnie zaczął słuchać co mają mebelki i przedmioty do powiedzenia, lecz milczał uparcie. Nawet łóżko wdarło się do dyskusji, że naprawdę to dla niego zaszczyt dźwigać takie kochane gołąbki jak on i Mikuś. Skinął lekko główką za komplement, a później już nikogo nie słuchał, tylko tak leżał i palcem nakrapiał białą pościel kolorowymi kwiatami. Za pomocą swoich mocy za kilka chwil nie tylko łóżko tonęło w roślinności, ale i komoda, ściany, podłoga, karnisze i wyglądało to tak jakby znajdowali się w ogrodzie tej posiadłości. Było tam naprawdę pięknie, pamiętał też jak Wampir wpadł do wody i nie wynurzał się długo z niego, bo nie musiał. Już wiele rzeczy sobie przypominał - w większości dzięki Ukochanemu, który zrelacjonował wiernie co zaszło. Wtedy coś go tchnęło. Powędrował palcami na bok głowy, w które to miejsce został uderzony i dostrzegł, że opuszki palców toną w czerwonej barwie. Krew... przestraszył się, nie dlatego, że bolało, tylko dlatego, że Mikuś będzie niezadowolony z tego widoku. A to dlatego, że zaczął czarować, ale to było silniejsze od niego! Nie chciał tylko leżeć, chciał żyć! Nie wiedział, iż od magii otworzy mu się rana, nie wiedział! Przytknął dłoń do rany i zaczął drżeć ze strachu wtulony w Sługę nie mając śmiałości, by go obudzić czy poprosić tylko o chusteczkę. Skrył twarz we włosach i leżał w bezruchu już nic nie próbując z sobą zrobić, ani z otoczeniem. I chociaż słyszał szepty i szmery, żeby się uspokoił, to nie mógł. Zrobiło mu się naprawdę przykro, ale mimo wszystko, jak tylko Wampir obudzi się, to nie pokaże po sobie ani grama smutku. Jeszcze tego by brakowało, by podłamać dobrego ducha Ukochanego.

Ooc: Zniekształcenie otoczenia, post 1/2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 05, 2014 6:38 pm

Doświadczenie zdobywa się z wiekiem, niestety nie każdy żyje powyżej 1000 lat np. żeby miec tak wiele, bardzo przydatnego w codziennym życiu, doświadczenia. A i zdobycie go wiąże się z ogromnym poświęceniem. Nikt nigdy nie mówił, że życie będzie proste, czy też bardzo przewidywalne. Wojen czy też konfliktów nigdy się nie uniknie, ale to one niegdyś kształtowały przyszłośc, najwyraźniej one wszystkie wyszły na dobre całemu światu. Nie wyobrażałby sobie innego świata niż teraz, ci bardziej wierzący mogliby twierdzic, że to sprawa Boga, każdy musi odegrac istotną rolę na ziemi, przeznaczenie i te sprawy. Wampir był już jedną nogą w piekle, ale mu się nie spieszyło. Tak samo można by myślec nad pojęciem nieśmiertelności. Owszem, pijawki żyły długo, po jakieś 3000 lat czy więcej, ale jak już ginęły to zazwyczaj jakiś demon się nimi interesował. To też zależy od całej masy rzeczy za życia oraz towarzystwa w jakim się otacza.
Póki miłośc od drugiej osoby była szczera i zrobiłaby wszystko z wzajemnością to Mikuś mógłby nie wiedziec o niej kompletnie nic. Trochę wiedział, to mu zawsze starczało, a raczej musiało. Nie marudził na brak tego typu wiedzy. Wszystkiego przecież da się nauczyc, wystarczą wyraźne chęci oraz dobry nauczyciel, a białowłosy był wręcz idealny do tego. Słodkie oczka, lekki uśmiech, nawet pocałunek od Eto był w stanie przekonac wampirka do wszystkiego, taki miec wpływ na jedną osobę...
W odróżnieniu do zielonowłosego cudaka Mike dalej spał niemal jak zabity, może ciut bardziej czujnie. Mógł się obudzic niemalże w każdej chwili, gdyby była noc to zupełnie co innego. Prawie wszystkie jego zmysły jak i żądze były całkowicie uśpione, pod kontrolą. Zyskiwał siłę na kolejny wysiłek dziś, przyda mu się będąc w towarzystwie Morfa. Nie zapowiadało się na to, by w tej chwili miał wstac. Kulił się więc na łóżeczku, udając, że oddycha i wzdychając co jakiś czas jakimś dziwnym cudem ziewał przez sen. Można to niby tłumaczyc tym, iż coś mu się śni ale... Spokój najważniejszy, ot co! Samo spojrzenie najprawdopodobniej nie zmusiłoby go do obudzenia się.
Mogły przeszkadzac mu jedynie szmery czarów chłopaka, przez co szepnął cicho
- Eto... - Zacisnął mocniej powieki, jednak jego nos nagle rozbudził wampirze zmysły czy tego chciał, czy nie. Kły wysunęły się raniąc wnętrze ust. Połykając tę małą dawkę błyskawicznie otworzył oczy, które rozbłysły błękitno-złotym światłem, od razu wbił wzrok w Zielonowłosego. Nieświadomie się oblizał, dobrze wiedział o niesamowitym smaku krwi żyjątka, jednak szybko się opamiętał. W drugiej kolejności zauważył co stało się z pokojem. Tak, pamiętał, to jedna z jego mocy, ale o co chodziło z tą krwią.
[color-orange]- Co takiego się dzieje?[/color] - Czuł się i wyglądał na całkowicie wyspanego. Mimo iż wszystko wyglądało przepięknie, bardzo martwił się o nagłą pobudkę. Nie był zły czy coś, po prostu troskliwy. Wstał szybko z łóżka łapiąc strzykawkę z apteczki leżącej na szafce i wbił sobie w rękę pobierając krew, a zaraz potem (nie korzystając z wenflona) wprowadził jej zawartośc do ciała chłopaka. Nie miał czasu na płukanie ,,zastygłego" wenflonu, chociaż powinien żeby ręka Malucha nie bolała. Oczywiście wszystko było czyste, nieużywane, wyjęte z opakowania w wampirzym tempie. Zlizał krew z jego głowy bardzo ostrożnie, żeby go nie urazic czy coś. Póki nie był czysty trzymał dłonie po bokach jego głowy przy sobie. Na sam koniec pocałował go w czółko i puścił.
- Już dobrze, sytuacja opanowana. Dziwny wypadek... - To drugie mruknął bardziej do siebie. Wrócił na zielone łóżeczko, obok niego.
- Wiem, że czujesz się jak ptaszek w klatce, ale musisz trochę poczekac, nim wyjdziesz z niej na stałe. - Pouczył go delikatnie, z uśmiechem na ustach. Zaczął podziwiac otoczenie, tak bardzo przypominające ogród, a nawet i piękniejsze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pią Lut 07, 2014 8:10 pm

Oho, Wampir obudził się tak prędko, że nie zdołał na nic odpowiedzieć, a akcja działa się naprawdę szybko. Rzut po strzykawkę, pobranie własnej krwi, wstrzyknięcie w miejsce poprzedniego wenflonu igły i dokładne zlizanie posoki z rany na głowie. Przy tej ostatniej czynności trochę nie wiedział co zaraz nastąpi, a na pewno nie spodziewał się buziaka w czółko. Zarumienił się lekko i słuchał co mówił Dobrodziej. Skruszony patrzył się ukradkiem na Białowłosego i nie uronił ani jednej informacji. Metafora z klatką w pewnym sensie była poprawna - tęsknił za otwartym światem, ale nie tak bardzo, by niepokoić Wampira.
-Ja... Ja tylko chciałem... ładnie przywitać Cię jak się obudzisz...
Wytłumaczył swoje postępowanie nieco bojaźliwym głosikiem, ale widząc, że Mikuś uśmiecha się na widok ogrodu we własnej sypialni, także i Eto uśmiechnął się ciepło. O to mu chodziło - rozradować duszę Ukochanego. Pewnie wolałby, żeby nie nadwyrężał swoich mocy, aby nie podupaść na zdrowiu jeszcze bardziej, lecz sam nie wiedział o takich skutkach magii. Jak inaczej można zadowolić partnera będąc słabym na ciele?
Zerwał kilka kwiatów z pościeli, których łodygi były dość długie, i zaczął pleść z nich w swoich smukłych palcach wieniec. Szło mu to naprawdę sprawnie, jakby od dawien dawna zajmował się tym fachem, i nawet po długiej przerwie nie zapomniał nawyku. Nie musiał nawet patrzeć na dłonie plątając łodygi ze sobą w kwiecistą aureolę. W międzyczasie odniósł się do pouczenia Wampira w nieco inny sposób, bardziej dojrzalszy.
-Jeśli wyjdę z klatki, to tylko z Tobą. Chcę pokazać Ci jak najwięcej się da. Na nikim innym mi bardziej nie zależy jak na Tobie.
Palce składały skrupulatnie dzieło w całość, a ich właściciel z chwili na chwilę zwalniał tempo wykonywania nietypowego bukietu. Trochę za bardzo chciał mieć wianek na teraz, dlatego obecnie złapał spokojniejszy oddech i już powolutku przeplatał jedną łodygę o drugą. Na moment nawet przerwał opuszczając dłonie wzdłuż pościeli i odchylając głowę ku tyłowi, by lepiej posoka krążyła po ciele. Nie miał praktycznie wiele swojej krwi, w 3/4 całości należała do Miketsukamiego. Powinien ją oszczędzać, aby później samemu być zdolnym do produkcji krwinek i do ukrwienia całego organizmu. Gdyby nie napaść, wszystko potoczyłoby się inaczej - byłby zdrowy i bardziej użyteczny. Ale czy wróciłby do Białowłosego? Chyba tak, w końcu mógłby dojść do wniosku, że ucieczka była nie na miejscu.
Kiedy tylko płyny się uzupełniły ostrożnie podźwignął się, by usiąść na łóżku i spoglądając uważnie na towarzysza powiedział poważnym głosem:
-Nie dawaj mi już więcej swojej krwi, osłabiasz siebie... Ty musisz być silny, w pełnej gotowości, a ja... i tak tylko... uhm.
Wyleciało mu odpowiednie słowo z głowy, ale jednocześnie właśnie ukończył wianek, który z czcią nałożył na skronie Stróża. Uśmiechnął się blado i oparł się plecami o podparcie łóżka spoglądając łagodnie na Białowłosego. Może przez te kwiatki nie wyglądał tak groźnie, lecz chciał, żeby chociaż na chwilę ponosił mały prezent od Eto. Cieszył się, że był w stanie chociaż odrobinkę poprawić humor Dwukolorowookiego, który chyba i tak nie był przesadnie przygnębiony. W nim było to uczucie, ten instynkt uśpionej bestii - żyjątko to wiedziało z jego stanu ducha. Nie mógł jednak na siłę zmuszać go do czegoś, czego mógłby później żałować. Wtulił się w bok Ukochanego i głaskał jego umięśnione ramię. Mógł zawsze polegać na Wybawicielu, był taki dobry dla cudaka, że w głowie to się nie mieści. Nie patrzył się tak pilnie w odmienione otoczenie, co w rysy twarzy Ukochanego. Jego szczęśliwe rysy twarzy. Gdyby nie to, że obiecał nie sprawiać problemów, spróbowałby powiększyć tą krainę roślinności o motylki, pszczółki, małe ptaszki, dodać więcej kwiecia. Ale nie, nie zrobił tego. Wpatrzony w swojego Rycerza z wiankiem na głowie nie przestawał się słodko uśmiechać.
Nawet jak opadały płatki z kwieci, które zwiastowało, że sztuczny ogród za niedługo przekwitnie.

Ooc: Zniekształcenie otoczenia, post 2/2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Pon Lut 10, 2014 8:41 pm

Wampir ma wiele wpojonych w siebie rzeczy. Do tego wampirze zmysły, które są bardzo wyczulone przy braku odpowiedniego posiłku. Jeszcze jak poczuje tą słodziutką krew Morfa to chce czy nie zaczyna mu burczec w brzuchu. To niczym doskonałe rozbudzenie dla czystokrwistego. Wytrzymałośc oczywiście ma ogromną, ale płaci za to swoją siłą oraz mocą. Nigdy mu to nie przeszkadzało, do samego końca nie miał też świadomości czegoś takiego. Żeby byc teraz szybkim nawet nie musiał używac swych specjalnych zdolności. Kiedy skosztował szkarłatnej posoki było mu już na prawdę ciężko. W rzeczywistości jego mieszanie krwi z alkoholem (winem) nie było zbyt poprawne, wręcz prowizoryczne, dlatego efekty były bardzo małe. Na szczęście dawały trochę więcej, niż własna krew białowłosego. Czuł wielką ulgę, gdy znów było spokojnie.
- Ciekawy pomysł, bardzo ładne wykonanie. Nie jestem wart takiego zachodu, aczkolwiek bardzo dziękuję. Jestem dumny z tego, że starasz się normalnie funkcjonowac pomimo tego, że nie możesz. - Pochwalił go bardzo, uniżył siebie i przy okazji bardzo delikatnie, wręcz niezauważalnie, skarcił go za użycie mocy. Mówił odrobinę niewyraźnie przez to, że długie kły były całkowicie wysunięte i raniły wnętrze jego ust. Rozczulony jego słodkim głosikiem wyciągnął rękę, położył ją na wyleczonej głowie i pogłaskał ciągnąc rękę jeszcze do samego końca zaciskając ową dłoń na długich włosach. Bardzo mu się podobały, dobry dla oczu kolor świeżej trawy. Po co tak się dla białowłosego starał, on był zadowolony już z samej możliwości popatrzenia i dotknięcia Cudaka. Nie musiał robic nic więcej prócz bycia przy nim oraz wciskania mu swojej krwi w razie potrzeby.
Wydał z siebie pytający pomruk, patrząc jak zrywa kwiatu i plecie z nich najwyraźniej wianek. Kiedyś nauczył się je pleśc z małych kwiatuszków gdzieś rosnących w parku, dla córki swej chwilowej pani. Od tamtego momentu minęło całkiem sporo czasu i najprawdopodobniej zapomniał jak to się robic, no trudno. Zapatrzył się na dłonie Eto, co jakiś czas zerkał na jego twarz, a jeszcze rzadziej obejmował wzrokiem cały ogół.
- Póki widzę, jak ty się uczysz i cieszysz życiem, mi niczego nie potrzeba. Nie zapomnij, że o wszystko możesz też się mnie pytac. - Ach ta jego nieskończona uprzejmośc. Fakt faktem do ukochanego była największa...
- Jestem dosyc stary, byc może przeżyję i ciebie... Wróc! Ja nigdy nie pozwolę ci umrzec, prędzej oddałbym za ciebie życie. Mi zostało jeszcze dużo czasu, oboje nie wiemy ile tobie, więc... Nie przejmuj się tym, po prostu żyj. - Tak jakoś zebrało mu się na mówienie o śmierci i tych nieprzyjemnych tematach w tak super chwili.
Kiedy już tęczowooki wróci do normalności, a jego krwinki czerwone się zregenerują, to wyeliminują ,,martwe" krwinki wampira. To było przydatne: krew wampira nie pozostawała w ciele innych, a nowa krew, która wskoczyła do organizmu wampira zamienia się na składniki, które poniekąd tworzyły nowe. Nie można powiedziec, że łączą się ze starą krwią, gdyż posiłek trafia do żołądka, a nie do żył.
- Uzupełnię sobie troszkę krwi, gdy ty wyzdrowiejesz. Mogę poczekac chyba jeszcze kilka godzin, dni... - Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił. Jego bariera hamująca bestię była osłabiona. Czuł lekkie bóle głowy, które ignorował bez większego problemu.
- Jeżeli masz zamiar powiedziec, że jesteś bezużyteczny czy coś w tym stylu, to mylisz się i jak jeszcze raz tak pomyślisz to... Za każdym razem wyrwę ci włosa... czy coś... - Zaśmiał się nagle, aż łezka mu poleciała. Przy tym wybuchu było świetnie widac większe niż przy ostatnim spotkaniu kły. Poprawił założony wianek na głowie z szerokim uśmiechem. Skinięciem głowy podziękował za prezent. Objął go ramieniem, nagle rozległ się cichy szept.
- Zjedz go, tchórzu. - Było widac już lekko tępawy wzrok.
- Nie chcę tu zdechnąc z głodu. - Powiedział już głośniej. Nagle wszedł cudakowi na kolana, odchylił mu głowę do tyłu i wgryzł się w delikatną, aksamitną szyjkę. Zamknął oczy z cichym westchnieniem. Oczywiście Eto nie musiał się obawiac, dało się wyczuc brak łapczywego picia oraz kontrolę ile posoki już połkną. To w połowie nadal był jego Stróż. Niech da mu chwilę, wypije trochę zmieszanej krwi, nawet nie osłabi chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Wto Lut 11, 2014 8:30 am

-No ale... jesteś wart... więcej niż myślisz.
Mrugnął oczkami z niedowierzaniem, że wciąż umniejsza swoją osobę. Jak go nauczyć większej pewności siebie? A może... nie powinien ingerować, tylko pogodzić się z jego charakterem? Po prostu będzie mówić swój punkt widzenia, i tego będzie się trzymać. Sama obecność Eto nie mogła sprawiać takiej radości, co do tego nie było wątpliwości. To uczucie między nimi wpoiło Wampirowi w umysł takie przekonanie. Przecież gdy żyjątko znajduje się w innym otoczeniu, to środowisko nie reaguje w podobny sposób do Dwukolorowookiego.
Poprawił się na łóżku i słuchał dalej złotych rad Mentora. Od kiedy się spotkali, Sługa był jego nauczycielem i przewodnikiem po doczesnym świecie, a także prekursorem w pokazaniu miłości. Nie mógł zwrócić się do kogoś innego, nawet nie chciał tego.
-Nie wyglądasz staro, lecz wierzę w to co mówisz. Będę pytać się Ciebie, oj będę. Jeszcze całe życie przed nami.
Nie odniósł się do tego, że kiedyś może go zabraknąć. Nikt na to większego wpływu nie ma. Trudno jest uciec przed Przeznaczeniem. Ale zrozumiał, że gdyby ktoś z zewnątrz chciał ukrócić życie Eto, Stróż na to nie pozwoli. Takiego Obrońcy to ze świecą szukać. Zwłaszcza, że pałali do siebie miłością. Gorzej z tym, aby nie kusić losu i nie ściągnąć na siebie kolejne nieszczęścia, które zawsze albo prawie zawsze objawiają się w aktach czułości większej od całusów.
Skinął głową na deklarację, iż za jakiś czas będzie trzeba przygotować się na oddanie krwi, którą pożyczył. To zrozumiałe. Skinął głową będąc ostrzeżonym o tej konieczności. Lepiej tak niż zaatakować znienacka i wystraszyć Długowłosego. Chociaż on wiedział o jego głodzie wcześniej, znakiem tego były długie kły raniące usta Wampira. Nie powinno walczyć się z pierworodnymi instynktami.
-Uhm... byłbyś taki?
Uśmiechnął się szerzej słysząc kojący jego zmysły i duszę śmiech Ukochanego. Co prawda dostrzegł kły, ale widział je już wcześniej, i wiedział, że prędzej czy później trzeba będzie dać mu się napić krwi. Albo sam weźmie, to drugie było bardziej na miejscu i realistyczniejsze. Teraz jednak chichotał cichutko wtulony w tors Rycerza. Objął go Białowłosy tak szczelnie, że zarumienił się na policzkach ze szczęścia.
Szept, znał ten głos. Ten ton, otworzył szerzej oczy, by widzieć lepiej możliwe zagrożenie. Rozbłysnęły Ukochanemu ślepia, jednak nie bał się. Ufał mu jak nikomu innemu, nawet sobie tak nie ufał jak Miketsukamiemu. Trzeba go wspierać w ciężkich momentach, a ten był takowy, ponieważ nienawidził tej połówki siebie, której nie może się pozbyć. Bo to był ciągle Białowłosy.
-Nie umrzesz, Mikuś.
Wyszeptał cicho i nie ruszając się czekał na kolejny, gwałtowny ruch ze strony obudzonej bestii. Wskoczyła mu na kolana, a mimo to nie ruszył się. Nie chciał przesunąć się ani na boki ani pod pościel. Nie oponował, tak będzie najlepiej. W takim stanie dłuższej głodówki mógłby zabić kogoś innego, a jego oszczędzi ze względu na uczucie jakim są wobec siebie obdarzeni. Co prawda odzwyczaił się rytuału wbicia kłów i pozbawiania go posoki, ale nie przeszkadzał już dłużej ani pół słowem. Zmrużył oczy i był zdany na Stróża. Może i głos nie należał do niego, ale intencje już tak. Nie szarpał mu żył, trzymał go stabilnie w bladych dłoniach, no i się naje. W końcu nie będzie głodować, na tą myśl nawet lekko się uśmiechnął. Trochę kuło go serduszko, ale to normalnie, kiedy pompka nie wtłacza tyle krwi ile domyślnie przesyła się w normalnych warunkach. Ostrożnie podniósł dłoń, której palce wplótł we włosy Wampira i lekko masował mu główkę. Niech się nie martwi - może wypić ile chce, nie tylko troszkę. I tak cudak nigdzie nie pójdzie, będzie przy nim.
Ogród dookoła więdnął i czerniał - już nie działała magia chłopca. Tylko wianek na głowie kwitnął żywo, a może nawet żywiej niż przedtem. Na tle umierającego sztucznego ogrodu wszystko co żywe lepiej wygląda. A tam ozdoby z natury - nareszcie Mikuś się naje, będzie szczęśliwszy. I silniejszy. Cieszył się jego szczęściem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miketsukami
Czystokrwisty


Fabularnie : Eto
Liczba postów : 107
Join date : 29/01/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 12, 2014 8:41 am

- Prawdopodobnie masz gdzieś tam rację, ale wiesz jak to ze mną jest. Nigdy się tego nie...wyzbędę. Poza tym jesteś moim panem jak i kochankiem. Po prostu powinieneś zaakceptować moje przyzwyczajenia. - Ach ten jego niesamowicie spokojny ton, wręcz melodyjny głos łagodził wszystkie niemiłe rzeczy wokół nich. Cóż kiedyś nazywali go psem, to całkiem dobrze, że nie uniza się do takiego topnia, widoczny postęp (słaby). Nie ma co, białowłosy i tak a sobie radę bez względu na wszystko, nie licząc ponownego odejścia Eto.
- No nie wyglądam staro bo zatrzymałem się z tego co pamiętam chyba na 20-tym roku życia. Tak więc z wyglądu jestem bardzo mylący. Jak już mówiłem bodajże żyje z 1000 lat. Nigdy tego nie liczyłem i dokładnie nie wiem. - To była jedna z rzeczy o której nie lubił rozmawiać. Chciał czy nie żył już 10 x więcej od stuletniej osoby, od niektórych ludzi, których tak uwielbiał. Zaczął się teraz zastanawiać porządnie o będzie, gdy jednak nie podoła swej misji? Eto mógł trafić spokojnie do nieba, a Mike do piekła i co tedy? To jest tak daleka i niekompletna przyszłość, że na tym fragmencie urwał smutne myśli i skupił się a czymś innym. Skoro i Cudak urwał ten temat to po co wewnątrz go drążyć. Nieśmiertelni mieli o tyle dobrze, że mieli wybór, a ludzie niezbyt.
Chcąc uniknąć przeznaczenia... tego się ponoć nie da uniknąć. Trzeba czekać na to co przyniesie drogi los. Przynajmniej unikną nieprzyjemności ze strony wnętrza Eto, gdyż Stróż nigdy więcej nie dotknie go w ten sposób. Obiecał mu to na samym początku i nawet gdyby miał to być wieczny celibat, to spróbowałby wytrzymać, dla ukochanego.
Wampir nie pożyczył krwi, on ją oddał na stałe. Jego jedynym legalnym posiłkiem był Morf i nie chciał z tego rezygnować, w razie potrzeby... Można próbować walczyć z krwawym instynktem, ale nigdy się ie wygra, on miał tego wiadomość.
- A czemu nie? Byłbym... może... - Nie był do końca zdecydowany ale co tam. Powstrzymywał się już niesamowicie długo i gdyby nie zlizał tego trochę to by wytrzymał dłużej, a tak to nie było już szans. Ten chłopięcy uśmiech, rumieńce, wesoła buźka. Wyglądał tak słodko...
Nie było mu dane nacieszyć się tym długo, bestyjka w delikatny sposób ,,zaatakowała" zielonowłosego. Pił sobie spokojnie posoke inną niż zwykle, było tam dużo jego krwi, dlatego prawdopodobnie zaatakuje niebawem ponownie. Szczerze mówiąc sytuacja w jego ciele była dziwna. Obydwoje chcieliby się zniszczyć, ale bez siebie nie mogą żyć tak więc robią obie na złość w większym czy mniejszym stopniu. Objęcie wampira zacisnęło się bardziej, by tylko mieć ukochanego bliżej siebie. Westchnął znów zadowolony pijąc szkarłatną, życiodajną ciecz z ciała swojego maluszka. Nawet cicho powarkiwał. Przez ile to długich dni nie było mu dane skosztować takiego pokarmu. W każdym razie nie był przyzwyczajony do uczucia, kiedy ciepła krew wpływała wprost do bladego gardła Mikusia. Raz czy wa mocniej, władza uderzyła mu z lekka do główki. Gdy w pełni się najadł po prostu się cofnął i padł na łóżko z minimalnie otwartymi,świecącymi ślepiami. Ta dawka była na prawdę mała. Zła połowa szybko sobie odpuściła, ale a dziwna reakcja końcowa była... na prawdę dziwna. Przynajmniej przerwał głodówkę i mógł zacząć kolejny cykl nie jedzenia. Eto Eto miał kolejne zadanie do wykonania - nauczyć go, że musi pić normalnie krew. Aczkolwiek nie wiadomo co wtedy stanie się z nim całym, czy konsekwencje będą dobre czy złe. Większe prawdopodobieństwo wypadało na ,,będzie okej". Warto próbować się zmienić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf/Pierwiastek


Fabularnie : Uratowany z opresji dzięki Aniołowi Stróżowi - zdegradowanemu Serafinowi Michaelowi. W skrócie: z Michasiem :3
Liczba postów : 122
Join date : 23/02/2013

PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Sro Lut 12, 2014 1:11 pm

Nie, Eto nie trafi do nieba. Ani on, ani Mikuś nie wiedzieli o tym, iż wraz ze śmiercią znika na zawsze. Pojawia się ktoś inny na jego miejscu, lecz bez żadnych wspomnień z misji poprzednika. Czy jest doskonalszy? Czy każdy następny cudak jest mądrzejszy, słodszy, silniejszy? Nie, to nie tak. Temu dziecku dali wolną wolę, lecz pozbawili mechanizmów takich jak przewidywanie, zabrano własne zachowania. Testował Najwyższy z Lucyferem ile taka istota musi mieć w sobie elementów, a ile można się pozbyć.
Dlatego nie dziwota, że pokochał tak bardzo życie, kiedy tylko zjawił się na Ziemi. Ale pod wpływem impulsów, bodźców czy wydarzeń był równie zdolny do porzucenia tego. Źle radził sobie z problemami, nie potrafił wymyślać alternatyw. Nie nauczono go tego. Ale teraz, będąc przy Ukochanym, wiele już rzeczy doświadczył, wiele sytuacji przeżyli wspólnie. Dlatego... dlatego tak bardzo pokochał swojego Podopiecznego, który w gruncie rzeczy był jego Mentorem, Przewodnikiem po doczesności. I dlatego chciał dla niego uchylić nawet rąbek wszechświata, byleby był zadowolony.
-Mikuś... już w porządku? -podciągnął się z trudem na poduszce i utkwił tęczówki w obliczu Ukochanego, naprawdę chciał dla niego jak najlepiej- Nie jestem aż taki słaby, żebyś z tego powodu przestał pić. Gdybyś chciał jeszcze... chyba, że nie smakowało...
Przyglądał mu się z nieukrywaną ciekawością. Te jarzące się ślepia... chyba jeszcze nie uspokoił swojego tętna od posoki cudaka. Ostrożnie położył dłoń na jego czole i głaskał czule zapewniając go w ten sposób, że nic mu nie będzie. Fakt, był osłabiony, lecz nie na tyle, aby zasnąć. Trochę wytępiły mu się zmysły od braku krwi, ale to mała strata, zwłaszcza gdy Stróżowi jest już lepiej. Nie przestawał pieścić go palcami po bladym licu, dążył do jego lepszego samopoczucia. Może i jest najedzony, jednak wciąż zdawało mu się, że nie do końca chciał akurat w tej chwili "atakować" Eto. Aj tam, nie miał mu za złe. Kochał go swoim miesięcznym serduszkiem, czyli od kiedy się spotkali na plaży.
Dziwne zestawienie: Wampir żył od minimum 1000 lat, a Morf istniał dopiero miesiąc. Taka przepaść wiekowa między nimi, a potrafili się mimo wszystko tak bardzo dopasować.
-Jak odpoczniesz... będę mieć dla Ciebie małe zadanie. Mogę już teraz opowiedzieć czego dotyczy, ale jeszcze nie wstawaj z łóżka -zjechał dłonią z twarzy Wybawcy na jego tors i ścisnął jak umiał najmocniej jego ubranie na torsie, aby nie szedł jeszcze- Pamiętasz ubiór, jaki mi wręczyłeś przy pierwszym spotkaniu? Był bardzo ładny... pomógłbyś mi się ubrać właśnie w tamten kostium? Nie chcę ciągle leżeć w łóżku... usiadłbym w fotelu... w salonie... i najważniejsze... abyś posiedział tam przy mnie. Tylko najpierw odpocznij tu. Później Ci powiem, dlaczego tak zdecydowałem.
Usta nadal lekko wyginały się w uśmiechu, a dłoń na klatce piersiowej Dobrodzieja rozluźniła się i wróciła z powrotem na czoło towarzysza pieszcząc go odrobinkę. Stworzonko oddychało całkiem w porządku, naprawdę nie wyglądał ani nie czuł się tak źle jak zazwyczaj. Mikuś musiał wypić mniej krwi niż przypuszczał. Tylko dlaczego? Będzie musiał jakoś się o tym dowiedzieć, chyba że sam Ukochany wyjaśni mi wszystko. Ale nie lubił o tym mówić... może wpadnie na jakiś pomysł? Żeby nikogo z nich nie ranił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wampirza Willa - Dom Mike i Eto   Today at 4:26 pm

Powrót do góry Go down
 
Wampirza Willa - Dom Mike i Eto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Kolebka Upadłych Aniołów :: Teren mieszkalny :: Domki-
Skocz do: