IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Wto Cze 18, 2013 11:43 am

Na pierwsze słowa Fausta odpowiedział spojrzeniem w stylu „uważaj, bo uwierzę”, co z resztą było do przewidzenia. Nawet, kiedy żył zbytnio się nim nie interesował. Nie przejawiał też jakichkolwiek objaw, jeśli tak to można nazwać, tęsknoty za swym uczniem, więc dlaczego coś miałoby się zmienić? Nie żeby tego typu gadanina działała w jakimkolwiek stopniu na wiecznie sarkastycznego i niedowierzającego prawie we wszystko Nathaniela. Było to raczej stwierdzenie, które mogło wprowadzić odrobinę żartu do tej, jak by nie patrzeć trudnej rozmowy. Rozluźnić napiętą atmosferę, którą dawało się wyczuć w tym ciasnym pomieszczeniu. Na demony zapewne nie działa, ale siedzący kawałek dalej człowiek… on mógł to wyraźnie odczuć i poczuć się bardzo nieswojo tym bardziej, że cała jego siła i odwaga w postaci tkwiącego w nim Fausta wypłynęła na zewnątrz by chodź przez chwilę pozostać samodzielną z dala od ciała, od którego jest uzależniona.
Uzasadnienie numer 2 było już bardziej prawdopodobne. Gdzieżby znaleźć tyle potępionych dusz i grzeszników jak nie w Londynie a tym bardziej na East Endzie?  Tutaj każdy mijany przechodzień miał coś na sumieniu zaczynając od zbereźnych myśli i dziwacznych praktyk erotycznych a kończąc na objawiającym się w każdym słowie i geście sadyzmie i kilku ludzkich życiach na sumieniu. Gdyby ludzie tak samo jak nieśmiertelni mieli dostęp do myśli osób, z którymi rozmawiają prawdopodobnie przez większość rozmów paliliby się czerwonością ze wstydu bądź w ogóle unikali kontaktu, aby ich przemyślenia nie wyszły na jaw i nie zostały przez kogoś odkryte.  Do tego Kolebka… Niby nic szczególnego a wszystkich tak ciągnęło do tego miejsca. Może, dlatego, że tam zdejmowane były wszystkie ograniczenia? Poza murami nie musiałeś się ukrywać, żyć w strachu, że zaraz jakiś nieproszony śmiertelny zobaczy jak pomagasz sobie w czymś swoimi nadprzyrodzonymi zdolnościami, albo przechadzasz się po mieście ze skrzydłami u ramion niczym piekielny anioł, który zstąpił na Ziemię, aby zasiać strach w ludzkich duszach.
Może i demon zostawił swoje „dziecko” samemu sobie, ale jak widać, ten młodzik całkiem nieźle sobie poradził. Najtrudniejsze w tym wszystkim było przestawienie się do normalnego trybu funkcjonowania… jedzenia, spania i tego, że ciało nie regeneruje się tak jak wcześniej. Z tym raczej nikt by mu nie pomógł. To był jego własny sprawdzianie, z którym musiał sobie samodzielnie poradzić by móc wrócić do normalnego życia takiego jak to sprzed pierwszej śmierci… No może nie do końca takiego samego, ale bardzo zbliżonego.
Oczywiście do przewidzenia było również to, że skoro sam Mefistofeles się tu zjawił to bynajmniej nie po to, by pogawędzić sobie na temat swojej śmierci, ale również o coś poprosić. Wszystko miało swój ukryty sens, na którego objawienie wystarczyło tylko troszeczkę poczekać. W tym wypadku czekać nie musiał długo, a to, co usłyszał nawet go zadowoliło wywołując majaczący gdzieś w kąciku ust uśmiech. Perspektywa odpłacenia się za tamten jakże nieprzyjemny akt będący nieodzowną częścią przemiany była iście kusząca, a jak powszechnie wiadomo demona łatwo skusić tym bardziej czymś takim. Zastanawiające było tylko, co ów młodzieniec, którego życiem w tej chwili demony rządziły się niczym szklanym talerzykiem, który najpierw można wedle uznania wykorzystać a potem po prostu rozbić pozbywając się go raz na zawsze, ścierając go w pył powie na cały ten przekręt. Czy da się od tak po prostu wykorzystać i wyrzucić gdzieś w otchłań jak śmiecia, czy będzie walczył do samego końca nie dopuszczając demona, który do opętał do głosu… o ile byłby do tego zdolny i na tyle silny.
- Widzę, że lubisz wykorzystywać młode śliczne istotki do swoich niecnych celów. Najpierw ja, teraz ten dzieciak… To już ci chyba weszło w krew, co? Ja oczywiście pomogę… Jak by nie patrzeć jestem ci to winien, ale co na to ten dzieciak. – Skinął głową w stronę białowłosego, który był na tyle pochłonięty swoim zajęciem, że ściszanie głosu było tu niepotrzebne, jednak zrobił to tak samo jak Faust.. uznał to po prostu za konieczne. – Nie sądzę by był zadowolony, kiedy dowie się, że po tym jak został wybrany przez wielkiego demona jako zastępcze ciało od tak zostanie zlikwidowany bo nie jest już potrzebny. Pomyśl o jego uczuciach…
Westchnął ciężko i teatralnie z udawaną empatią i smutkiem przyglądając się dzieciakowi. Całkiem uroczy z niego chłopczyk, więc szkoda, żeby jego nieczysta duszyczka się zmarnowała. Można by rzucić go Lucyferowi na pociechę. Niech i on ma z powrotu Fausta jakieś korzyści.
- Jeżeli chodzi o twoją domniemaną śmierć to zastanawia mnie co się tam dokładnie wydarzyło i dlaczego do tego doszło. Słyszałem i widziałem w umysłach niektórych najróżniejsze i dziwaczne scenariusze, z czego żaden nie zgadzał się z kolejnym. Większość faktów zatajała Rada, ale jak przeszukałem ich akta to nawet oni sami nie wiedzieli, co tak naprawdę się wydarzyło. Świadkom wyprali mózgi, żeby za dużo nie paplali. Do tego jakimś dziwnym trafem doszli do wniosku, że mogłem się tu pojawić ponownie właśnie dzięki tobie. To wszystko wydaje się dziwne i podejrzane… ostatnimi czasy Instytut coś za dużo kombinuje.
Z wyraźną konsternacja wpatrywał się w swojego mistrza. Ręce splótł na piersi opierając się plecami o parapet okna. Usta zaciśnięte miał w wąską kreskę. Od zawsze doszukiwał się w tej organizacji czegoś podejrzanego, niezgodnego z jej głównymi zamierzeniami i mimo że większość uważała to za przesadę tym razem wiedział, ze w jego sposobie myślenia jest sporo racji. Tamten system funkcjonował na swoich zasadach ukrywanych przed reszta, które można było poznać jedynie od wewnątrz, gdy się do niego wkroczyło. Dziwne było, że wszyscy, nawet zawzięty Taro Yamada podporządkował się mu tępo wykonując polecenia.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Faust
Demon/Człowiek
avatar

Fabularnie : Szuka sposobów na splugawienie duszy Gregorego.
Liczba postów : 16
Join date : 11/06/2013

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Wto Cze 18, 2013 3:34 pm

Można się było spodziewać takiej reakcji po Nathanielu, nie oczekiwał zresztą innej... Ale gdyby te słowa okazały się prawdą, co wtedy? Gdyby tęsknił za swoim uczniem, a nie zbliżał się do niego tylko po to, by nikt nie wykorzystał chłopaka jako narzędzia przeciw Faustowi, lub w ramach jakichś długów czy pomst albo zemst zabić, cóż, dobrze zapowiadającego się członka piekielnych szeregów? Nikt się nie dowie, a Nate pewnie nie zechce zajrzeć do umysłu dla sprawdzenia, ile w słowach jego mistrza prawdy, a ile fałszu. Możliwe że atmosfera tutaj była napięta i choćby dlatego pojawiły się te słowa o sympatii, ale napięcie jednak... Nie przeszkadzało młodemu kontrahentowi Fausta, albo już nie obchodziło go to, co czuje. Ciężko stwierdzić, po tym jak skupił się na słuchaniu i wczuciu we własne tętno miast na czymkolwiek innym.
Potępieńcy, potępieńcy i grzesznicy. Wystarczy wyjrzeć przez okno lub przejść kilka kroków, wszak siedzą nad barem ze striptizem. Na dole wielu facetów ma wiele, nieczystych myśli na temat pracowniczek, podczas gdy takowe dażą nienawiścią większość z tych obleśnych typów, jacy się gapią na ich ciała, a jeszcze większą nienawiścią tych, którzy chcą te ciała "kupić" na kilka chwil... A sytuacja zmusza ich do zaprzedania takowych. Kolebka sama w sobie, czyż ona nie jest również wielkim siedliskiem potępionych dusz? Demoniczni mieszkańcy, chodzący nocą wampiry mający na sumieniu setki, jak nie tysiące istnień, zmiennokształtni zmieniający się w dzikie bestie żądne krwi, czarownicy i ich nieetyczne eksperymenty... Gdzie by się nie rozejrzeć, zło, a jeśli pojawia się coś dobrego, szybko przesiąka złem i zepsuciem tego miejsca. Tak łatwo wszak... Upaść i stać się pełnym żądz i pragnień... Nieczystość... Nienawiść... Ból... To tylko kilka z tych uczuć jakimi to miasto jest przepełnione. Tak wiele, niesamowitego zła... Ach, tylko wczuć się w tętno tego miasta, jak tłoczy swoją czarną krew zepsucia w serca nowoprzybyłych istot. Mniam.
Co prawda Faust nie zamierzał ingerować w to, jak jego wybranek... Ekhem, to zabrzmiało dwuznacznie. Jak jego podopieczny przyzwyczaja się do nowego trybu i stylu życia, ale chciał to obserwować chociażby, a jeśli byłaby potrzeba, zaoferować mieszkanie pod jednym dachem. Hah, ciekawe czy tamten dom już zajęto... Nah, nawet jeśli, i tak tam nie wróci, przynajmniej nie za wcześnie. Teraz musi sprawić, by jego kontrahent przesiąkną złem i nienawiścią tego miejsca... Aż do momentu, gdy będzie gotów.
Widząc uśmiech na twarzy swojego podopiecznego który najwidoczniej był niezwykle zadowolony z możliwości odpłacenia się pięknym za nadobne Faustowi sam się uśmiechną, choć dosyć paradoksalnie do sytuacji. Uśmiecha się z racji tego, że wkrótce umrze i znalazł własnego zabójcę. No weźcie zrozumcie tego demona... Tak, nie da rady. Po prostu nie da rady. Przysłuchał się "karceniu" ze strony swojego ucznia, na co tylko nieznacznie się uśmiechał w tym swoim, specyficznym stylu, gdy zaś temat przeniósł się na jego śmierć, Faust jakby w zupełnie inną stronę poszedł z myślami.
- Ostatnio głodny byłeś, nie, Gregory? Zobaczymy czy Nate ma coś w lodówce...
Pierwsze zdanie powiedział dobitnie do swojego kontrahenta, który wybudził się z transu własnej krwi, drugie zaś pomruczał pod nosem, kierując się do lodówki. Uchylając ją, nie zdziwił się zupełną pustką.
- Nic się nie zmieniłeś, Nathanielu. Gregory, pójdziesz coś kupić do jedzenia sobie i Nate'owi? Co prawda możnaby zamówić, ale czy byłeś na tyle mądry, by wziąć komórkę od kogoś?
Chłopak od momentu wybudzenia się obserwował poczynania swojego "pasożyta", a na jego słowa a pro po komórki i zamawiania westchną z nieznacznym uśmiechem, po czym podniósł się z łóżka na którym siedział.
- Skoro to aż takie ważne... Wiesz, jak chcieliście się zabawić na osobności, wystarczyło powiedzieć, ale okej.
Wyjął z kabury pistolet i zaciągnął lufę, odbezpieczając i ładując pierwszą kulę, po czym schował z powrotem do kabury.
- Ulicę dalej powinna być jakaś knajpa, można tam chyba kupić coś na wynos. Bierz pod uwagę że Nate nie mal jak student, prawie nigdy nie ma kasy na nic poza winem z monopolowego. Weź mu trochę tego jedzenia, by się najadł chociaż z okazji powrotu swojego Pana.
- Tak, tak, tak... Tylko pamiętaj o lubrykancie na bazie wody, na bazie mleka szybko wysycha i kondom może pęknąć.
Posłał obydwóm demonom powalająco szczery uśmiech, po czym wyszedł z pomieszczenia, kierując się za wskazaniami jakie dostał od Fausta drogą telepatyczną a także i za jego, nieco lakoniczną wiadomością że to uliczkę dalej. Cóż... Oby nie trafił na gwałciciela, bo odstrzeli mu wszystko, co odstaje...
Demon słuchając swojego kontrahenta nie mógł wyjść z dziwnie radosnego poczucia humoru. Tak... Zdecydowanie dobrał sobie dobrego towarzysza na najbliższe tysiąclecia. Poczekał aż odejdzie w miarę daleko, a potem odwrócił się do Nate'a i zaczął znów mówić.
- Nie zostanie zlikwidowany, Nathanielu. Teraz jestem "pasożytem" żerującym na jego ciele i zmieniającym je z każdym dniem. Gdy nadejdzie odpowiedni moment, poinformuje cię by mnie zabić, a w momencie śmierci rozszczepię nasze ciała, by następnie znów je połączyć, jako jaźń rządząca. Sama śmierć i twoja krew sprawi, że ciało zmieni się w takie, jak mi będzie pasować... Znacznie bardziej demoniczne. Gregory zaś zajmie miejsce Izuala jako druga jaźń, klon... Stanie się moim przybocznikiem tak jak wcześniej Izual był. Jakby nie było, tak samo opętałem Izuala... Tak samo opętałem Ezechiela... Tak samo opętałem Machajasza... I paru innych przez całe swoje życie, ale gdy mieli całkowicie dość, pozwalałem im odejść. Pozwól więc że naprostuje co się stało tamtej nocy.
Usiadł na łóżku, by po chwili zresztą się na nim położyć, a następnie zaczął powoli i delikatnie manipulować palcami i dłońmi trzymanymi w górze, tworząc coś na styl... Tła pod swoje słowa, obrazu wodnego ukazującego, co się działo. W tym ciele znacznie lepiej manipuluje wodą, więc mógł sobie na to pozwolić, przynajmniej póki nie wróci Gregory. Nie chciał mu pokazywać za wiele ze swoich zdolności.
- Jako osoba która w radzie działała jako przewodniczący jednej z, cóż, najpotężniejszych ras i najbardziej groźnych oraz nieprzewidywalnych, byłem znacznie częściej pod obserwacją niż reszta. Nie wiem czy dotarłem do źródła problemu, ale mam ogromne wrażenie, że byłem blisko zrozumienia, co kryje za sobą Instytut, który nie jest tak władany radą dziesięciu, jak mogłoby się wydawać. Mam wrażenie że za mocno węszyłem i zwróciłem czyjąś uwagę, a wiedząc z kim ma do czynienia, podpuścił do ataku jednego z silniejszych strażników niebiańskich bram. Nie pamiętam nawet za co ten cherubin się na mnie rzucił, na co wrzeszczał i co wedle niego zrobiłem, ale wiedziałem że jeśli to się dzieje, to na pewno nie jest to wola "góry". Zbyt dobrze znam Najwyższego, nie on to zrobił. Nie wiem kto mógł być na tyle potężny lub szanowany w niebiańskich szeregach, by omamić tego cherubina... Ale wiedziałem że muszę zgubić ogon i obserwatorów. Izual okazał się tu bardzo pomocny, gdyż, mając dosyć istnienia razem ze mną od tysięcy lat... W sumie nie dziwię się, samemu czasem myślę o tym, jak to możliwe że ze sobą wytrzymuje. W każdym bądź razie, Izual zgodził się na plan w wyniku którego zostaje ostatecznie wyzwolony ode mnie, nawet jeśli to oznacza koniec jego istnienia. Poświęcił się, można powiedzieć. Rzucił do walki przeciw cherubinowi i choć bez problemu by wygrał dzięki miejscu walki, umiejętnościom jak i po prostu mojej pomocy... Wolał umrzeć. Raz i ostatecznie. W iście bohaterskim akcie głupoty dał się przeszyć przez płonące ostrze cherubina tylko po to, by rozsadzić siebie i jego od środka mocami hydrokinetycznymi. Z chwilą gdy zginą klon a zarazem prawdziwe ciało, straciłem kształt, stałem się bezkształtną masą fioletowej energii... Ten wymiar nie potrafi ukazać mojej prawdziwej formy, tak samo by było w wypadku Lucyfera. Heh... Wiesz, cieszy mnie to że "Niosący Światło" mnie pokonał w walce o władzę nad piekłem, że ten jeden, bodajby jedyny raz w moim całym życiu straciłem spokój ducha i dałem się ponieść gniewowi... Dzięki temu nie muszę siedzieć na dupie i kontrolować wszystko na dole. Teraz, gdy zacznę jako kto inny, a zarazem ten sam, mój "ogon" szybko mnie nie rozpozna. O to i wszystko, co zrobiłem.
Z chwilą końca swoich słów rozwiał również wodny obraz, który jakoby obrazował każdą czynność jaką opowiadał, a następnie demon w zamyśleniu wyjął ostrze katany z pochwy i zaczął się przyglądać płomienistej klindze.
- Ciekawi mnie kiedy zauważycie, że zniknęła z magazynów.
Stwierdził z uśmiechem, by następnie schować ostrze na miejsce i podnieść się z łóżka, stając przed Nathanielem, broń odkładając pod ścianę.
- Więc? Chcesz wiedzieć coś jeszcze? A może mi powiesz coś ciekawego? Hm...
Parskną radosnym śmiechem i nieco dziecinnie pociągnął Nathaniela dłonią za grzywkę w swoją stronę.
- A może chcesz byśmy zrobili to, o co podejrzewa mnie Gregory iż mam w planach?
Szybko złapał zębami wargę młodego demona i pociągnął nieco, by następnie przeciągnąć lubieżnie językiem po jego obu wargach, uśmiechając się zadziornie.
- Tak mało czasu, Nathanielu... Nigdy tego nie lubię gdy jestem w fazie opętywania...

A co u Gregorego? Na szczęście, bez problemów. Nie trafił na żadnego zbłądzonego klienta i nawet dotarł do knajpy o której mówił mu Faust. Łi... Ale to budka z chińskim żarciem. Cóż... Nie ma co wybrzydzać, kupi jakąś chińszczyznę i będzie w porządku. On tam chętnie zje, a jeśli ten cały "Nathaniel" będzie marudził, to niech zje swoją lodówkę i wszystkie deski w podłodze. Nie zna, nie obchodzi go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Wto Cze 18, 2013 9:47 pm

Nate nie bardzo wiedział, czego Faust oczekiwał po jego lodówce. Przecież oczywiste było, że nie znajdzie w niej zupełnie nic, co chociaż w niewielkim stopniu byłoby zdatne do spożycia dla demona a co dopiero mówić o śmiertelniku posiadającym o wiele delikatniejszy i mniej przystosowany żołądek. Po prostu robienie zakupów jak już wyszło z nawyku Nathaniela tak już wrócić nie chciało… chociaż, jak by nie patrzeć, nawet w czasie jego śmiertelnego życia robił to dość rzadko. Od takich rzeczy w końcu ma się ludzi. Zazwyczaj był to ktoś z rodziców, ewentualnie współlokator. Kto by się tam fatygował.
Co do studenckiego życia… no cóż. Jego zostało mu przerwane, ale pewne nawyki zostały jak na przykład brak kasy tym bardziej teraz, kiedy to przytaszczył niechętnie swoje skatowane zwłoki z baru, co nietrudno było od niego wyczuć. Dym papierosowy i woń alkoholu przesiąkają przez włosy i ubrania dość silnie i długo się utrzymują ku nieszczęściu osób w barach przesiadujących. Normalnie po powrocie do domu w takim stanie zostałby z niego wygoniony przez rozwścieczona matkę sprawiając tym samym niezmierną radość siostrze, która mogłaby, chociaż przez chwilę pocieszyć się jego nieszczęściem. Teraz, kiedy mieszkał sam nie musiał dbać ani o to czy lodówka jest pełna, ani o to, w jakim stanie wraca do domu bądź czy w ogóle do niego wraca. Faust miał duże szczęśćcie, ze trafił akurat na ten dzień, kiedy to demon odwiedził w końcu swoje cztery ściany zbyt zmęczony by dalej włóczyć się po okolicy bez celu szukając zaczepki bądź sensownego zajęcia.
Słuchając odpowiedzi młodego kontrahenta Nate mimowolnie się uśmiechnął. Wygadanego sobie znalazł tego chłoptasia i to nawet bardzo. Ale to dobrze… chociaż trochę do siebie pasowali. W końcu bez tego prawdopodobnie oboje staraliby się siebie nawzajem pozbyć przy byle okazji. Tylko skąd u tego dzieciaka ta rozległa wiedza… Czyżby miał już pewne związane z nią praktyki? Kto wie na jakiegoż to przedstawiciela społecznego niżu jego stwórca trafił… W końcu o to się jeszcze nie pytał.
A jeśli już mowa o pytaniach i odpowiedziach to, to, co zostało mu właśnie przedstawione w końcu rozjaśniło rozmazany obraz całej sytuacji w jego głowie. Wyostrzyło go i poskładało do kupy, a w tym wszystkim dało się dostrzec zlepki informacji, jaki pozyskał od zupełnie różnych przypadkowych osób. Widać w każdej historii było ukryte ziarno prawdy, ale ciężko było je wydobyć spośród plotek i durnej paplaniny tych, którzy radowali się śmiercią wielkiego demona.
Nate wsłuchiwał się w każde słowo swojego pana z uwaga obserwując to, co nakreślał przed nim dzięki swoim umiejętnością. Cały ten „spektakl”, chociaż na chwilę pozwolił przenieść mu się do tamtego dziwnego momentu i odpowiadał na wiele nurtujących pytań, ale i sprawiał, że pojawiały się kolejne. Ten sam efekt można było uzyskać również bez popisu Fausta. Wystarczyłoby żeby dopuścił Nathaniela do swojego umysłu. On sam wyciągnąłby z niego wszystko, co mu potrzebne przy okazji dowiadując się więcej, niż właściciel umysłu by chciał. Tylko czy on miał przed nim jakieś tajemnice? Zapewnie tak… w końcu był wysokim rangom demonem, jednym z najstarszych wysłanników piekieł. Pewne młody umysł Nate’a jedynie ugiąłby się pod jego psychiką i zamiast informacji doprosiłby się silnego bólu głowy.
Nadal niewiadome było skąd i po jaką cholerę przylazła ta dziwna istota. Nie został po niej żaden ślad, nic, co podpowiedziałoby, chociaż odrobinę, naprowadziło na jakaś ścieżkę, która można by podążać by dowiedzieć się prawdy. Bardzo możliwe było, że w to wszystko zamieszany był Instytut a nawet, jeśli nie cały to pojedyncze jednostki tam figurujące, które chociaż przez chwilę chciały poczuć władzę, pokazać, do czego są zdolne pozbywając się jednego ze swoich większych zagrożeń. Trochę bezskutecznie… ale liczą się dobre chęci czyż nie?
A jeśli chodzi o miecz…
- Podejrzewam, że już wiedzą… – spojrzał na jarzące się ostrze katany nadal układając sobie wszystko w swoim nie do końca dobrze funkcjonującym dziś nieco rozkojarzonym i porywczym umyśle. – I pewnie podejrzewają, że ja ją zabrałem… Nie wiem, po co by mi to było, ale ich sposób myślenia jest powalający.
Tkwił tak jeszcze przez chwilę w zamyśleniu aż w końcu został przyciągnięty i skutecznie z niego wyrwany. Syknął tylko cicho by zaraz aż zamruczeć, kiedy to zęby Fausta pochwyciły jego wargę a język przesunął się po niej lubieżnie wywołując lekki dreszcz. Zmrużył oczy chcąc nie chcąc poddając mu się od razu, jakby przesunął jakiś niewidzialny pstryczek. Och, dlaczego musiałeś gryźć… nie mogłeś zrobić czegoś innego? To sprawiło, że przysunął się bliżej znacznie zmniejszając dzielącą ich przestrzeń, prawie do minimum. Złapał jego język i już po chwili pieścił go swoim własnym a ich usta złączone były w gorącym pocałunku.
Tak bardzo mu tego brakowało… Ostatnimi czasy skupiał się jedynie na śmierci swego Pana, dociekaniu niewyjaśnionych zagadek i gojeniu nieustannie pojawiających się ran zapominając przy tym o potrzebach swojego ciała, które prędzej czy później dopomniałoby się o należne mu zainteresowanie. Teraz, mimo że Nate starał się myśleć trzeźwo, mimo nieustającego szumu w głowie, nieco się zatracił i po prostu zapomniał, że cały czas powinien trzymać fason i nie pozwalać sobie na utratę samokontroli przez rodzące się gdzieś tam pożądanie.
Ale dziś… Już od jakiegoś czasu coś w nim pękało, był jak zegarowa bomba, której wskazówka powoli zbliżała się do godziny eksplozji… a Faust niewątpliwie przyśpieszył jej wybuch. Już dotyk jego dłoni na samym początku spotkania sprawił, że coś zaczęło pękać i jedynie dzieląca ich odległość sprawiała, że Nate był w stanie normalnie kontynuować rozmowę. Co z tego, że się uspokoił, kiedy wystarczyło, że Gregory wyszedł a Faust przywrócił go do poprzedniego stanu.
Teraz jego ręce mimowolnie wsunęły się pod koszulkę Fausta brnąc w górę z zamiarem pozbycia się tego niepotrzebnego materiału. Po tym jak musiał oderwać się od niego na chwilę by przeciągnąć koszulkę przez głowę niemalże z utęsknieniem wpił się ponownie w jego wargi wydając przy tym ciche jęknięcie wprost w jego usta.
- Nie… - mruknął odrywając się od niego z wielka niechęcią i ociąganiem. Propozycja bardzo kusząca, czasu niewiele, ale nie… - To byłoby dla ciebie jak nagroda, a teraz powinienem raczej cię karać za to nagłe porzucenie… Nawet, jeśli nie było z twojej winy.
Odsunął się w tył uciekając gdzieś wzrokiem… byle tylko nie patrzeć na częściowo obnażone ciało Pana. Wystarczy się tylko trochę postarać i stłumi to w sobie… tak jak zawsze… Jak to jest, ze to ciało ma zupełnie inne potrzeby niż to wampirze?

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Faust
Demon/Człowiek
avatar

Fabularnie : Szuka sposobów na splugawienie duszy Gregorego.
Liczba postów : 16
Join date : 11/06/2013

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Sro Cze 19, 2013 10:10 am

Cóż, to raczej była kwestia najzwyczajniej w świecie znalezienia "pretekstu" by posłać gdzieś Gregorego w świat. W praktyce nawet nie potrzebował tu jeść, a i jego kontrahent mógł zjeść gdzie indziej (pomimo wszystko, posiada sporą sumę pieniędzy zaoszczędzoną oraz z faktu okradzenia ostatniej ofiary), tak po prostu chodziło o to, by posłać gdzieś chłopaka, a "dorośli" mogliby w świętym(kha, demon) spokoju porozmawiać. Co zresztą robią, nai? Tylko i wyłącznie o to mu chodziło, no... Dobra, może nie tylko! Może jeszcze miał ten jeden, ukryty cel, kwestię testu, sprawdzenia...
To że Nate pomimo pięćdziesiątki na karku zachowuje się jak student nie jest trudne do zauważenia, zresztą, rozejrzyjmy się. Mieszka w kawalerce, ciasnej i ledwie trzymającej się w jednym kawałku, nad klubem ze striptizem. Lodówka w jego domu służy chyba tylko za ozdobę, tudzież magazyn alkoholu wysokoprocentowego niskiej ceny. W tym wypadku jednak nie było nic, ani jednego, ani drugiego. Khu, może to i lepiej, bo jakby było żarcie, straciłby pretekst by posłać swojego nosiciela w świat za czymś. Możliwe że Faust miał szczęście trafić na Nathaniela w domu, a jeszcze większym szczęściem było to, że był podpity i, w pewnym sensie, bardziej... Rozemocjonowany, o. Dzięki temu może osiągnie jeszcze jeden cel...
Wszak seks z demonem też potrafi nasycić duszę złem i zepsuciem, i to konkretnie!
Pomimo iż wielkiemu demonowi los ślepo podsunął Gregorego, tak musiał przyznać że pomimo iż ślepo, to choć raz celnie. Zdecydowanie z tym chłopakiem nie będzie się nudził, a i znowu będzie miał zajęcie, ucząc go jak wykorzystywać "podświadomość", a raczej, podświadomość Fausta i wszystkie zdolności demona, jakie w takowej się kryją. To dobry sposób na zabicie nudy i czasu... Bo siebie samego zabić nie potrafi i nawet jeśliby chciał, to nie jest wykonalne. A praktyki Gregorego... One jeszcze pewnie dadzą o sobie dziś znać.
Lepiej jednak było tworzyć spektakl za pomocą zróżnicowanych fal wodnych, niż pozwolić Nathanielowi wejść do swojego umysłu. W nim jest tak wiele tak dziwnych, tak zepsutych i potwornych myśli... Tak wiele wspomnień które zgorszyłyby nawet Lucyfera i połowę ostatniego kręgu piekła, no i poza tym, tak wiele. Za wiele wspomnień i myśli na kogoś, kogo umysł nie jest jeszcze na to gotowy. A takowy jest Nathaniela, pomimo wszystko, nie chciał by podopieczny skończył jako myślowe warzywo na okres kilku lat, bo na tym mogłoby się skończyć.
Hm, czy nie wyraził się wystarczająco jasno o atakującym? Cherubin, strażnik niebiańskich bram? Taaaa, z jakiego innego miejsca by mógł przyjść? Na pewno przyszedł z szóstego kręgu piekła, mein. Zawsze można przejść się pod niebiańskie bramy i spytać... Haha, nie, to jednak kiepski pomysł. Po pierwsze, Faust by został powitany deszczem ognistych mieczy i całą, anielską gwardią strażników, po drugie, i tak by nie rozpoznał który to cherubin. Cóż...
Na uwagę Nathaniela że już o tym wiedzą spojrzał w jego stronę zainteresowany, jakby próbując coś u niego zobaczyć... Spojrzał na jego nadgarstek i parskną szyderczym chichotem.
- Och, widać że nie lubią za bardzo zmieniać typów demonów na stanowiskach przedstawicieli.
Ten widok naprawdę nieźle mu poprawił humor, rety... Nie spodziewał się że gdy zabraknie jego, na miejsce przedstawiciela wrzucą Nate'a. On i rada, zawsze na kursie kolizyjnym, a teraz bum, członek... W głowie się jeszcze naprawdę długo z tego śmiał.
Przynajmniej do momentu skupienia się na czymś innym.
Będąc szczerym, nie spodziewał się tego, że Nate może być AŻ TAK spragniony bliskości innej osoby, bliskości fizycznej, że może aż tak pragnąć kogoś... Czyżby przez cały ten czas gdy Fausta nie było demon ani razu nie zaznał cielesnych rozkoszy? Och, tak nie można! Nieużywany narząd zanika! Trzeba to koniecznie naprawić, i to migiem... A że Faust i tak długo nie zostanie w tej formie, to już ma plan...
Nieznacznie go zaskoczył ten wyskok podopiecznego w jego stronę, ale to nie wiele zmieniło. Z miejsca odwzajemnił pocałunek gdy tylko się połapał, ocierając swoim językiem o jego i podgryzając wargi, całując gorąco i wygłodniale. Jakby nie było... Sam też miał sporą przerwę od "zabaw". No, może nie tak wielką jak Nate, ale hej, Faust ma inne wymagania.
Skupiony na wszystkim wokół, Nathaniel sprawiał że w jego ciele ładowały się wszelakie pragnienia i pożądania w jedną, wielką bombę. Tik, tak, jak to określił, i tylko czekać na odpowiedni zapalnik. A w tym wypadku, takowym okazał się Faust. Najpierw w ciele swojego kontrahenta, teraz we własnym. Pewnie gdyby był trzeźwy, to byłby ostrożniejszy, no ale... Skoro można, to warto korzystać, prawda?
Mmm, ależ wygłodniały jest bliskości. Całował go bezustannie niemalże, łapiąc jedynie krótkie, zdawkowe oddechy, tylko po to by znowu z energią i pożądaniem bijącym z jego gorącego oddechu wpić się znowu w usta swojego... W pewnym sensie syna. Taaa, pełen zestaw. Kazirodztwo, homoseksualizm i jeszcze pedofilia wiekowa, hah! Czuł jak jego serce zaczyna co raz mocniej bić, żyły szybciej i wyraźniej pulsować, mózg powoli ginął, a na jego miejsce wskakiwały tylko i wyłącznie emocje. Pożądanie... Nieznośne, gorące pożądanie.
Oderwał się z warknięciem niechęci na to, że musiał przerwać ten pocałunek, tylko po to by gdy już koszula przeszła mu przez głowę, wpić się raz jeszcze, z nowymi pokładami sił i namiętności. Mocniej, namiętniej, głębiej... Podgryzał zębami jego wargi, ocierał i miażdżył swoim językiem jego, zaś jego własne dłonie już nawet nie chciały się bawić w zdejmowanie, tylko zwyczajnie darły materiał koszuli na torsie demona. Nici pękały bez problemu z ogromną prędkością, ukazując nagi tors jego ucznia. Mmm... Aż szkoda mu, że w takiej postaci chwilowo może trwać tylko czasowo.
Nie mal chciał zatrzymać swojego podopiecznego przy ustach, trzymając jego wargę zębami, ale w końcu z cichym powarkiwaniem niechęci puścił jego usta i odetchną głębiej, dla uspokojenia przeczesując włosy dłonią. Mimo wszystko jednak, uspokoić mu się było ciężko, widząc nagą klatkę piersiową przez rozdartą koszulę... Uśmiechną się lubieżnie, podchodząc bliżej.
- Więc mnie ukarzesz, Nathanielu. Ukarzesz mnie gdy Gregory wróci i znów opętam jego ciało, ukarzesz mnie za to że rozgrzeję w tobie pożądanie do mnie. Zerżniesz mnie, głęboko i mocno, bo twoje, demoniczne ciało ma swoje potrzeby, a to tylko pomoże mi jeszcze szybciej wrócić do dawnego życia. Wszak, będzie cały komplet. Kazirodztwo, homoseksualizm i pedofilia, hah! Pełno grzechu... A młoda duszyczka Gregorego szybko upadnie aż na dno...
Doskoczył nagle do czarnowłosego i objął go swoimi ramionami, rozdzierając koszulę na plecach i zdzierając z niego resztki koszuli na torsie, po czym zaczął dosyć agresywnie i namiętnie całować i gryźć jego szyję, co raz polizując lubieżnie językiem. Ogon jakiego tak bardzo brakuje Faustowi w formie hybrydziej teraz objął nagi brzuch Nathaniela, zaciskając się na nim dosyć wyraźnie, jakby mówiąc tym "nigdzie nie pójdziesz". Przez chwilę męczył jego kark, po czym boleśnie ugryzł go w płatek ucha, by następnie językiem przesunąć od ucha, przez policzek z powrotem do ust, wpijając się w nie nader gorąco i brutalnie, nie pozwalając Nathanielowi się oderwać. Jedna dłoń trzymała ciało chłopaka w uścisku, druga zaś wsuwała się pod jego spodnie i bieliznę, drażniąco muskając jego męskość. Tak... Nie odpuści mu tego, i będzie mniej "brutalny" niż za pierwszym razem, gdy próbował...

A co u Gregorego? W spokoju czekał aż kuchnia zrealizuje jego zamówienie, siedząc przy jednym ze stołów z nogami wyłożonymi na takowy. Na zwrócenie uwagi przez jednego z pracowników wzruszył barkami, czekając na realizację zamówienia. Wiedział i czuł, że ktoś go obserwuje, obłapia wzrokiem... I wiedział że jeśli ta osoba się zbliży, uzbiera kolekcję kul w swoim mózgu.
- Ile można czekać na zwykłą chińszczyznę...
Mrukną sam do siebie, przeciągając się nieco. Ciekawiło go, czy faktycznie Nate i Faust robią to, o czym myślał... Chociaż demon mówił coś o tym że to "tylko tymczasowe" i "wszystko wróci do normy za jakiś czas"... Czyli jeśli to robią i nie zdążą skończyć, demon będzie chciał dokończyć, korzystając z jego ciała... Nah, w sumie, czemu nie. Chętnie poczuje w sobie w końcu kogoś innego, niż ten jego prześladowca. W końcu jakieś nowe doznanie... Aż uśmiechnął się rozmarzony na tą myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Sro Cze 19, 2013 12:56 pm

Może i Rada nie lubi zmieniać typów demonów na stanowiskach, ale za to w jak niesamowity sposób rekrutuje nowych! Czegoś takiego nawet Nathaniel wystarczająco do Rady zrażony by się po nich nie spodziewał. To już był chyba chwyt poniżej pasa, ponieważ w żadne sposób nie można było odmówić, sprzeciwić się i odrzucić ich niesamowitej propozycji. Większości może i obejmowanie wysokich stanowisk w tym urzędzie wydawało się czymś wspaniałym, swego rodzaju prestiżem, ale gdy zostaje w to wciągnięty słowami „albo się zgodzisz, albo stracisz głowę” i to w dosłownym tego słowa znaczeniu wszystko nabiera zupełnie innych barw. Nawet dla wielkich fascynatów pracy Instytutu byłoby to wyraźnym zniechęceniem, zmienieniem spojrzenia na Radnych i ich sposoby rządzenia.
Nawet gdyby chciał do samego końca walczyć i poddać się chodźmy za cenę śmierci przecież nie mógł dać Yamadzie satysfakcji z odrąbania mu głowy! Facet prawdopodobnie od dobrych kilku lat wyczekuje ze zniecierpliwieniem dnia, kiedy to będzie mógł tak porządnie zatopić ostrze swojej katany w swoim największym wrogu i upajać się widokiem jego cieknącej zewsząd krwi. Triumfalnie pozbyłby się go raz na zawsze i tym razem młody demon nie miał by jak wrócić. W końcu wtedy Fausta nie było, on został sam, spadł by z powrotem do piekła i kto wie, co by się tam z nim działo. Nie wróciłby prędko…
Zastanawiające było tylko, dlaczego nie rozszarpało już w fabryce… Nikogo tam wtedy nie było, za wyjątkiem młodej hybrydy, której pewnie skutecznie wykasowałby pamięć. Nate był wystarczająco wymordowany i sponiewierany i zadanie ostatecznego ciosu nie byłoby tu problemem… I tak nie miałby siły się bronić a co dopiero walczyć i wygrać bądź uciec. Mógł jedynie paść na ziemię zdając się na łaskę bądź niełaskę zawziętego wampira, który zapewne gdzieś miałby konsekwencje swojego czynu i tłumaczenie do przed reszta Dziesiątki.
A wracając do rzeczy przyjemniejszych…
Nie trudno było się domyślić, że Faust pozbył się młodego właśnie dla tej chwili. Znalazł mu zajęcie, które zajmie go na tyle, by oni mogli w spokoju kontynuować swoja specyficzna dość wymianę zdań, w której powoli zaczynało brakować słów zastępowanych kolejno przez dzikie pomruki narastającego niemalże szaleńczego pożądania, które rosło z sekund na sekundę doprowadzając do obłędu. Każdy kolejny pocałunek przybierał na namiętności i brutalności widocznej również w gestach. Jęknięcia mieszały się z warknięciami i świstem wydychanego raz za razem wprost do ust kochanka powietrza. W tej chwili żałował, że musi oddychać, że musi odrywać się od niego nawet na tą drobną chwile by złapać oddech i nie udusić się przypadkiem w tym szaleństwie. Im dale w to brnął, tym bardziej nie mógł przerwać i mimo że usta i rozsądek mówiły nie, to całe ciało krzyczało głośne „TAK!” domagając się należnej mu uwagi, pieszczoty i uczucia spełnienia.
Jego Pan trafiał tam, gdzie należało trafić by rozbudzić go jeszcze bardziej. Każde ugryzienie wywoływało ból przeradzający się w ogarniający całe rozdygotane ciało dreszcz. Przebiegał po nim ogarniające je całe, wywołując przyjemne mrowienie i kumulując się w kroku, co z reszta dało się wyczuć pod naprężonym materiałem spodni. Jego członek stał już w gotowości napierając silnie na materiał i czekając, aż ktoś w końcu go uwolni i odpowiednio się nim zaopiekuje dając jego właścicielowi to, czego teraz tak bardzo pragnie. Dziwił się sam sobie, że tak niewiele mu brakowało żeby podniecić się do tego stopnia. Kiedy zwolniły wszystkie hamulce reszta sama się potoczyła jak kula puszczona z bardzo dużej wysokości rozpędzając się na tyle, że ciężko było ja zatrzymać. Potrzeba by było bardzo silnej woli, ale ona rozdarta została właśnie na strzępy tak samo jak i koszulka, którą jeszcze chwilę temu miał na sobie w jednym kawałku.
Jego poznaczony długimi cięciami, siniakami i licznymi otarciami tors był teraz odsłonięty, wystawiony na widok demona, który był po części powodem pojawienia się tego wszystkiego. Lepiej żeby nie dociekał pochodzenia tych ran… Najważniejsze, że były już prawie całkiem wygojone… chociaż nawet gdyby któraś w tej chwili pękła i na powrót polałaby się z niej krew nie przeszkodziłoby mu to w kontynuacji tego co zostało przez nich zaczęte.
Po Fauście można było się spodziewać, że nie pozwoli mu tego przerwać, a nawet gdyby to zrobił czy Nate by przerwał? Odmówiłby sobie, kiedy zabrnął już tak daleko? Zaćmiony żądzą umysł wyłączył się już całkiem a jego miejsce zastąpił instynkt pchający go w ramiona jego Pana. Gdy odsunął się od niego oddech mu się rwał. Klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko. Jarzące się szkarłatem oczy napawały się widokiem mężczyzny, którego w tej chwili miał przed sobą, który pchnął go w ten wir namiętności wciągając w niego głębiej i głębiej.
Słowa stwórcy docierały do niego jak echo. Przybywały gdzieś z daleka i rozbrzmiewały dziwnie w głowie. Ciężko powiedzieć, czy zrozumiał z nich cokolwiek. Tak naprawdę docierały do niego tylko zlepki wyrazów, te, które tak bardzo dopasowane były do sytuacji, te, które wiązały się z nią ściśle i zapowiadały to, co może stać się za jakiś czas, co rozpali go jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe.
Już po chwili znowu tonął w objęciach kochanka. Nie zdarzył nawet nic z siebie wydusić, o ile dałby w ogóle radę powiedzieć chodźmy słowo. Kiedy usta fioletowo okiego tak agresywnie przylgnęły do jego szyi w ust wyrwało mu się głośne jęknięcie. Spoglądał spod w pół zamkniętych powiek zamykając Fausta w silnym, żelaznym uścisku tym samym przyciągając go jeszcze silniej, dociskając do rozpalonego torsu. Nie miał po co przytrzymywać go ogonem. On nie miał już zamiaru nigdzie iść. Teraz wiązałoby się to z doprowadzeniem siebie samego do takiego szaleństwa, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pozostanie w domu do końca życia, byle tylko cała ta żądza połączona z brutalną namiętnością i sadomasochistycznymi zapędami nie sprawiła, że jakiś przypadkowy przechodzień ucierpi wzięty chodźmy na środku ulicy. Heh… to byłoby ciekawe. No może nie dla biedaka, który padłby ofiarą…
Na powrót przycisnął swoje usta do jego ust. Wpił się w nie z równą brutalnością i namiętnością, a może nawet i większą językiem penetrując jego usta. Drażnił się z jego językiem, wargi przygryzał aż do krwi zapominając o tym, że jego od Fausta odróżniają jeszcze pozostałości po wampirzych kłach, które nadal potrafią dotkliwie ranić, rozcinać bez problemu skórę a tym bardziej tak cienką jak ta na jego ustach. Przyssał się do jego warg zlizując odrobinę skraplającej się na nich posoki. Zapamiętale zlizywał ją rozkoszując się dotykiem dłoni, która teraz wślizgnęła się do jego spodni podrażniając najbardziej intymne i wrażliwe części jego ciała sprawiając, że słyszalne do tej pory pomruki zaczynały przeistaczać się w jęknięcia. Och już dłużej nie mógł wytrzymać! Cały czas było mu mało… o wiele za mało…
Pociągnął go za sobą na łóżko wciągając na siebie tak by mógł dalej kontynuować to, co zaczął. Tak było o wiele wygodniej… chociaż tak na prawdę nie zwracał teraz uwagi na wygodę. Wszystko skupiło się jedynie na zaspokojeniu narastających potrzeb. W tej chwili nawet lodowata i twarda posadzka stałaby się czymś, co wygodą dorównuje miękkim materacom i puchowym poduszkom.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Faust
Demon/Człowiek
avatar

Fabularnie : Szuka sposobów na splugawienie duszy Gregorego.
Liczba postów : 16
Join date : 11/06/2013

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Sro Cze 19, 2013 2:15 pm

Och, rada przeważnie dobiera członków na skutek pewnego typu przysięg, obietnic lub nie spłaconych długów. Mało która osoba będąca już obyta w świecie nieśmiertelnych faktycznie chciałaby tam należeć. Faust to Faust, on do nich dołączył, szczerze powiedziawszy... Z nudów. Całkowicie i zupełnie z nudów. Nie czuł powołania, nie czuł chęci, nie miał żadnych długów ani zaobowiązań... A mimo to, postanowił swoją kandydaturę im wysłać, i jak widać, na jakiś czas się zgodzili, pewnie w myśl zasady "przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej". A odcięcie głowy, pf, to nie taka zła śmierć. Są gorsze, Faust się o tym przekonał wielokrotnie, czasem nawet również dla zabicia "czasu" samemu dając się zabić, lub dając zabić klona. Spalanie na stosie, nabicie na pal, kąpiel w kwasie, w magmie... Sporo tych mniej przyjemnych typów śmierci przeżył Izual, co może tłumaczyć dlaczego miał dosyć życia jako przyboczny Mefista, który najwidoczniej czerpał radość z niszczenia swojego klona.
Każdy potrafi się zmienić z czasem, nawet najgorsze istoty mogą zmienić się na coś lepszego i odwrotnie, czyści i niewinni stać się plugawymi i pełnymi winy. Wystarczy czasem zapłon, zapalnik, lub odpowiednia bomba. Tym nie mniej, nie ma po co rozmyślać o innych.
Bo jest tu coś o wiele bardziej przyjemniejszego...
Specyficzna, cóż, specyficzna ta wymiana zdań zaczęła się robić dopiero od jakiegoś czasu, gdy Mefisto począł dawać upust "tęsknocie" do swojego najmłodszego ucznia, oczywiście, w swojej własnej, pokręconej formie owej tęsknoty, co sprawiało, że rozmowa zaczęła schodzić... Głównie na język ciała. Rozkoszny, przyjemny, ale też i brutalny język ciała, język rozkoszy, język seksu. Seksu między demonami, istotami stworzonymi lub będącymi nieczystością samą w sobie. Z każdą chwilą i każdym kolejnym pocałunkiem Faust przeklinał swoje płuca każące mu łapać nawet te zdawkowe oddechy, nawet odrywanie się na te ułamki sekund... Nie chciał, chciał bardziej i bardziej, pragnął Nathaniela i w tej chwili nie obchodziło go to, czy wziąć czy być przez niego wziętym. Musiał się jakoś, w jakikolwiek sposób zaspokoić... Gryzł, międlił i miażdżył jego wargi, ocierał i naciskał na jego język, operując w jego ustach, których... Naprawdę był stęskniony, tym bardziej że, koniec końców, robili w końcu to, za obustronną zgodą i prawdziwie, dopiero pierwszy raz.
Wątpliwe czy jest czemu się dziwić, szczególnie jeśli ciało Nathaniela było, hm... Wyposzczone? W dodatku rozluźnione dzięki wpływowi alkoholu, a także pozbyte hamulców dzięki zmęczeniu? Tak, zdecydowanie tak, i Faust chciał to wykorzystać jak najlepiej dla nich obu, ale wiecie... Demon to egoista, a Faust to w dodatku zachłanny egoista, dla siebie chce jak najwięcej. Nie skupiał się nawet na ranach jakie demon miał na sobie, chwilowo kwalifikował to jako "pytanie na później" tudzież "ozdoby dodające męskości" Nathanielowi, i miał ogromną ochotę nie które z tych blizn pootwierać, tylko po to, by zadać mu ból, zlizać namiętnie krople jego krwi... Mraaah. Czuł że męskość demona jest co raz bardziej napięta i domagająca się uwagi, ale o tym będzie później... Później.
Spodziewał się że nie jest wysłuchiwany, ale nawet nie potrzebował. Wystarczyło że widział Nate'a i jego zachowanie. Urywane oddechy, klatka piersiowa trzepocząca jakby serce miało mu się wyrwać z piersi, jarzące się szkarłatem oczy, tak odmienne, a tak w tej chwili podobne do blasku fioletowych, Faustowskich oczu. Nie mógł... Nie mógł dłużej, i tak ledwie się powstrzymywał, by powiedzieć co chciał.
Ale nie chce już mówić więcej. Nie musi. Niech przemówią za niego czyny.
Czując jak zamykany jest w silnym uścisku ramion hm... Kochanka? Tak, zdecydowanie tak go może w tej chwili nazwać. Czując jego uścisk wokół siebie, czując gorąco jego torsu do którego został przyciśnięty nakręcał się niesamowicie, i gdyby byli tego samego wzrostu, to ich męskości bez trudu by o siebie ocierały, co tylko byłoby plusem... Niestety, wzrostu różnica robi swoje. Może i ogon nie był tu potrzebny, ale on się zachowuje czasem jak osobna rzecz, kierowana nie myślami, a emocjami. A w tej chwili za wszelką cenę nie chciał wypuścić kochanka ani centymetr od siebie. Tak... O dziwo, oni dwaj są dla siebie perfekcyjnymi kochankami, czerpiąc rozkosz i przyjemność z wzajemnego zadawania sobie bólu i brutalnych pieszczot. Ten namiętny taniec był tangiem tylko dla nich dwóch...
Gdy znowu poczuł ich usta połączone razem, uśmiechną się w duchu, odwzajemniając każdą pieszczotę ze strony podopiecznego, starając się go przebić w brutalności i namiętności, każdy rozkoszny ruch oddając jak tylko potrafił. Drażnił się wzajemnie z jego językiem, podgryzając jego wargi, ale na tym polu przegrywał z kłami wampira, które szarpały mu wargi, zaś szczypanie i upływ krwi z warg tylko dodatkowo upiększyły wszystkie pieszczoty ust. Mmmm... Słysząc jego jęki w swojej duszy śmiał się radośnie i rozkosznie, niczym rozochocone dziecko. Ale jak to wredny demon, nie pozwoli tak łatwo na tą zabawę...
Gdy tylko wylądował na łóżku, bezpośrednio lądując na Nathanielu, nie zamierzał się zbytnio bawić już jego ustami. Reszta ciała też domaga się uwagi, prawda? Ogon odpuścił uścisk i wraz ze wsparciem dłoni zsuną spodnie z ciała Fausta, ukazując jego ciało w pełnej okazałości, w tym i naprężoną męskość, która skutecznie domaga się uwagi. Usta jednak nie próżnowały w tym czasie i z ogromną ilością brutalnej namiętności wpiły się w sutek piersi chłopaka, podgryzając go boleśnie i przeciągając po nim raz po raz językiem, zostawiając spore ilości śliny spragnionego demona. Płynnie przeszedł na drugi sutek gdy dłonie poczęły rozpinać spodnie Nathaniela i zsuwać z niego razem z bielizną, dając jego ukrytemu w spodniach ciału kontakt z rzeczywistością... A głównie z rozgrzanym ciałem kochanka. Szybko i zwinnie zsuną je z niego, odrzucając na bok, gdzieś tam tak jak i jego własne, po czym zwinnie zsuną się niżej i z lubieżnym uśmiechem zachłannie wziął męskość Nathaniela do ust, obejmując ją u nasady dłonią i w rytm swoich ruchów masując. A jakie to ruchy? Energiczne opadanie głową i ślinienie przy tym męskości kochanka przez przeciąganie językiem, po czym szybkie podnoszenie do góry z silnym ssaniem tej męskości. Pakował ją sobie głęboko do gardła, pozwalając jego kochankowi poczuć ciepło i wilgoć własnych ust. Powtarzał ten ruch szybko i pożądliwie, co jakiś czas zatrzymując się na główce męskości, na jaką naciskał mocno czubkiem języka, tylko po to by po chwili ssać tylko ją dłuższą chwilę, a następnie wracając do ssania i ślinienia całości. Mmm... Rozkosznie smakuje ciało jego najmłodszego ucznia... Tego który za nim tęsknił tak bardzo... A może to Faust mocniej tęsknił za nim? Hah... Ciężko powiedzieć. Druga dłoń jednak nie opierała się bezczynnie o udo chłopaka, złapała za jeden z obślinionych sutków i poczęła go ściskać, targać, ciągać i drapać, wciskając paznokcie aż do krwi. Mrrrrr... Demon nie mógł się powstrzymać od pomruków zadowolenia na swoje działania, co dodatkowo powodowało że przy wsunięciu głęboko do gardła, naprężona męskość demona wyczuwała drgania jego krtani. Tak... Faust był w tym wyćwiczony do tego stopnia, że już odruch wymiotny miał całkowicie wyłączony.

A nieświadomy niczego Gregory? Wciąż czekał na chińszczyznę, niecierpliwiąc się co raz mocniej... Aż w pewnym momencie parsknął śmiechem, czym na moment zwrócił uwagę klientelli. Na drobny moment wszak, bo po chwili wrócili do swojego jedzenia.
- No tak... Przecież mógł poprosić Nathaniela o telefon i by ten coś zamówił na jego koszt... Nah, oczywiście... Z pewnością ich "rozmowa" jest bardzo pasjonująca, wciągająca i przyjemna... A żeby mnie tak do tego zaprosił.
Pomarudził pod nosem z wesołym uśmiechem, próbując sobie wyobrazić czy jego "pasożyt" jest w roli dominującej, czy może jego "uczeń", a także przy okazji wyobrażając sobie, jak stosunek między dwoma istotami piekła może wyglądać... I czy jest tak krwisty, brutalny i namiętny, jak sobie tylko umie wyobrazić...
Pewnie tak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Czw Cze 20, 2013 11:04 am

I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno z zawziętością godną podziwu walczył o swoje ciało nie pozwalając Faustowi chociażby się do siebie zbliżyć a co dopiero położyć łapy na nagiej skórze i robić to wszystko, co robił z nim teraz. Nawet, jako dusza trwając nieustannie przy demonie nie zgadzał się dobrowolnie. Nie chciał? Może po prostu cenił swoja i tak wątpliwą godność? Kto wie… Wybraniał się przed seksem by następnie samemu zachęcić do zbliżenia… i to jakiego! Czegoś aż tak brutalnego nie chwytał się nawet w czasie wampirzych głodówek i związanego z nimi obłędu. Szalał wtedy… ale nie aż tak. Chciał rozszarpywać cudze ciało, ale zupełnie w innym celu, czerpiąc z tego przyjemność zupełnie innego rodzaju. Wcześniej chodziło tylko o zaspokojenie głodu, teraz wszystko nabrało erotycznego wymiaru stając się szczytem seksualnych dewiacji… chociaż… nikt nie powiedział, że nie sięgnie jeszcze wyżej po coś więcej niż samo okaleczanie i chęć bycia okaleczanym, zadawania bólu i znoszenia własnego w imię szaleńczych rozkoszy i uniesień jakich nie jest w stanie dać mu nic innego.
W porównaniu z tym zwyczajny seks stawał się nudny, taki zwyczajny i zupełnie niepociągający, wręcz odpychający. Gdyby musiał teraz powstrzymać się sprowadzając wszystko na normalny tor, wyłączając te bestialskie popędy czy zaznałby jakiegokolwiek chociażby najmniejszego spełnienia? Czy byłoby to dla niego zadowalające? Zapewne nie… Jak już wkracza się w te sfery nie da się z nich tak łatwo wyjść. To tak jak z praktykującymi BDSM, którym powoli zaczyna być mało tego, co doświadczają. Chcą więcej zatracając się w tym do tego stopnia, ze niekiedy bardzo ich ponosi nawet, kiedy sięgają po klasyczne pozycje bez urozmaiceń, dziwnych zabawek, biczów i szpicruty.
Ach ile rozkoszy przyjdzie mu jeszcze poznać przy tym demonie. Możliwe ze kiedyś tego pożałuje, ale teraz… teraz rozpływał się w każdej kolejnej chwili zalewany fala doznań, która porywała go unosząc na ponad całą resztę, odcinając go od zewnętrznego świata, tego zwyczajnego, przyziemnego świata szarych nudnych istot, które nawet nie wiedzą, nie są sobie w stanie wyobrazić jak wielkie rozkosze je omijają. Jednak ten sekretny,. Zamknięty świat, w jakim teraz się znajdował przeznaczony był jedynie dla tych z piekła rodem, takich jak on i Faust, którzy potrafili bez mruknięcia znieść wszystkie niedogodności i odnaleźć w nich przyjemność tak niesamowitą, że wszystko, czego doświadczył przez całe swoje życie i wcześniej uznawał za przyjemne stało się nudne i nie poruszało już tak silnie jak dawniej.
Jak widać Faust miał dużą wprawę w tym temacie. Czego innego można by się spodziewać po tam wiekowej istocie jak on, która już wiele widziała i wiele doświadczyła? Przy nim Nate wypadał jak niemowlak, który dopiero otworzył oczy i powoli, bardzo powoli ogarnia nimi świat na tyle ile może przekręcając głowę na boki trzymany przez silne ramiona matki. Jednak w jego wypadku ten niemowlak skończył w ramionach ojca, który od razu postanowił rzucić go na głęboką wodę, zabrać tam, gdzie opiekuńcza matka nigdy nie ruszyłaby ze swym kochanym dzieckiem, zniszczyć go a zarazem pobudzić i wzmocnić w taki sposób, w jaki tylko on mógł to zrobić.
Jego Pan już w pełni nagi wyglądał jeszcze apetyczniej niż normalnie. Po raz pierwszy miał okazję widzieć go całkiem nagiego, napawać się widokiem wyrzeźbionego torsu, silnych umięśnionych ramion i niesamowitej erekcji, która stała teraz dumnie odzwierciedlając jego podniecenie. Na ten widok zadziorny uśmiech wypłynął na jego twarz. Napawał się nim pochłaniając już samy wzrokiem. Chciał go natychmiast. Poczuć ciasnotę jego wnętrza wbijając się w niego raz za razem rozkoszując się jego jękami przyjemności i krzykami bólu. Sprawić by cierpiał jednocześnie szczytując. Ale nic za szybko. Faust miał najwyraźniej wobec niego inne plany, a te plany prawdę powiedziawszy bardzo mu się podobały.
Z zadowoleniem obserwował poczynania swojego mistrza. Patrzył jak jego sutki znikają w łapczywie chwytających je ustach, obejmujących je ściśle wargami, szczypiących zębami i ssących je z zaangażowaniem by następnie przenieść się niżej, o wiele niżej, tam, gdzie pewna część ciała już od dawna skomlała w pełni gotowości by wziąć ją w obroty, przyssać się do niej i kochać jak nigdy wcześniej.
Tak też właśnie się stało. Nate nie przypominał sobie by ktoś wcześniej brał jego penis aż tak głęboko do gardła. Podparł się na łokciach by móc upajać się nie tylko tą intensywną przyjemnością, ale i widokiem wywołującym równie przyjemne odczucia. Patrzył jak jego własny członek znika w ustach mężczyzny, tak przystojnego i pociągającego mężczyzny by zaraz wyłonić się z nich cały śliski i połyskujący od oblepiającej go śliny.
Tak cudownie…
Odchylił głowę do tyłu pojękując i stękając niemalże mimowolnie. Poruszał biodrami sprawiając, że wpychał się go Faustowych ust z siłą większą niż ich właściciel by sobie tego życzył. Oby tak dalej a zapewne prędko dojdzie zanim w ogóle dotrą do dania głównego. A jeżeli już o daniu głównym mowa… zastanawiające było, który z nich ostatecznie stanie się tym dominującym, który sprowadzi drugiego do parteru i po prostu zerżnie nie bacząc na to, czy jego partnera seksualnych igraszek to boli czy też nie. To wszystko i tak bolało jak cholera. Oboje o to zadbali jak należy. Ich sposób dopieszczania się nawzajem był z punktu widzenia ogółu chory, ale za to jaki przyjemny. Zazwyczaj w każdej parze wyraźnie było widać, kto jest tą uległą stroną a kto dominującą. Gdyby postawić obok Fausta jego nowego młodziutkiego sługę to od razu można by było stwierdzić kto jest kim i jaką rolę odgrywa. Ale gdy patrzyło się na Fausta i Nathaniela… oboje tak samo silni, oboje chętni do przejęcia władzy i podporządkowania sobie tego drugiego jak posłusznego niewolnika.
Swoją drogą ciekawe jak by to było być tym zdominowanym. Walczyć do samego końca a i tak wylądować na dole obdarowywany jeszcze większą dawką bólu, za którą potem można się odpowiednio odwdzięczyć… bądź zabrnąć jeszcze dalej w tym szaleństwie i brutalnie wymusić zamianę ról przyciskając niesfornego kochanka do materaca ciężarem własnego rozpalonego ciała.
Dłoń, która tak zawzięcie szarpała sutek Nathaniela rozdzierając skórę dookoła niego została pochwycona w nadgarstku by jej właściciel nie mógł jej wyrwać. Podniósł ją sobie do ust lubieżnie zlizując z palców własną krew by potem wsadzić sobie w nie dwa palce: środkowy i serdeczny. Lizał je i ssał zaciskając na nich mocno zęby. Kiedy zaczęła z nich ściekać krew przyssał się mocniej spijając ten cudowny ciepły i płynny nektar. To, na ile mocno gryzł zależało od intensywności doznań wywoływanych działaniami Fausta. Im bardziej go stymulował tym mocniej od się wgryzał. A to przecież tylko palce… Co będzie gdy przypadkiem mu je połamie? I jak chyba nie będzie mógł już nimi ruszać.
W końcu nie wytrzymał. Palce wolnej ręki wplótł we włosy fioletowookiego zaciskając je mocno przy skórze i wcisnąwszy się w jego usta po raz ostatni szarpnięciem oderwał go od swojej męskości. Nie mógł się powstrzymać by nie wpić się w jego wargi, chociaż na krótką chwilę, posmakować ich znowu i znowu poczuć jak przez żar i namiętność tego pocałunku zaczyna brakować mu oddechu. Teraz to on przejął inicjatywę i nie chciał dłużej czekać. Chwytając go silnie za ramiona położył Fausta na łóżko a sam znalazł się nad nim przygniatając go swym ciężarem. Usta na powrót się odnalazły i połączyły a dłonie powędrowały ku udom by rozłożyć je szeroko, otworzyć go dla Nate’a pozwalając mu zrobić, co tylko zechce. Wazelina czy cokolwiek innego nie były tu potrzebne. Jego penis ociekał śliną, był odpowiednio nawilżony i śliski… Ciekawe tylko czy Faust przewidział takie obrót spraw i to, ze jego pieszczota sprawi, ze to właśnie on będzie musiał wykazać się uległością.
Nie odrywając się od jego ust przysunął główkę członka do jego wejścia i naparł na niego wchodząc ze stłumionym przez pocałunek jęknięciem. Każdy ruch był mocny i silny, pchnięcia głęboki, niemal rozdzierające a doznania niesamowite i porywające… bynajmniej Nathaniela. Kto by sobie zawracał głowę delikatnością na wstępnie, przygotowywaniem partnera na wejście, rozszerzaniem go czy tez wszystkimi innymi nieistotnymi pierdołami? Tak było o wiele lepiej, ciekawiej i przede wszystkim boleśniej.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.



Ostatnio zmieniony przez Nate dnia Wto Gru 09, 2014 4:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Faust
Demon/Człowiek
avatar

Fabularnie : Szuka sposobów na splugawienie duszy Gregorego.
Liczba postów : 16
Join date : 11/06/2013

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Czw Cze 20, 2013 7:38 pm

Heh, spytałby teraz "po co mu to było", skoro dopiero w tym momencie, teraz mógł odczuć to, czego nigdy by nie poczuł jako zwykły człowiek, czy nawet wampir... Czego by nie poczuł w ramionach śmiertelnej lub nieśmiertelnej kobiety, tudzież mężczyzny. Czego może poczuć tylko i wyłącznie w ramionach swojego pana, jednego z najpotężniejszych i najstarszych demonów tego świata... A zarazem takiego... Ludzkiego, w pewnym dziwnie pokręconym tego słowa znaczeniu? Dobra, ludzkiego to może jednak zbyt nieodpowiednie słowo, acz na pewno Faustowi nie można odmówić pewnej specyfiki, pewnego... Uroku, zarezerwowanego tylko dla wybranych. Wybranych takich jak Nathaniel. Brutalność, sadyzm, masochizm? Szarpanie ciała kochanka, niszczenie go i sprawianie bólu tylko po to, by dotrzeć aż do szczytów rozkoszy i ekstazy? Ależ oczywiście! Tylko dla wybranych osób przez Fausta, tylko dla tych, którzy wpasowali się w jego, pokręcone poczucie smaku. Tak, i teraz zamierza dokładnie pokazać swojemu uczniowi, co to oznacza gdy ktoś mu się spodoba. A tak jest zdecydowanie w wypadku jego szkarłatno okiego kochanka.
Tylko oni dwaj, nikt więcej. To tango rozkoszy i bólu jest tylko dla nich dwóch, i biada każdej osobie, która by im teraz przerwała, gdyż gdyby takowa się zjawiła, oba, napalone demony by ją z pewnością rozszarpały na strzępy, krwi używając w ramach lubrykantu by łatwiej zerżnąć siebie wzajemnie, zaś ze skóry, kości i ciała nieszczęśnika robiąc dywan na którym oddali by się swoim cielesnym uciechom, rozrzynając własne ciała ku większej i większej rozkoszy, w krzykach rozkoszy i bólu, dwóch, tak odmiennych, a zarazem tak bliskich sobie odczuć, które dzieli jedynie malutka, czerwona nitka... Która gdy zostanie przerwana, powoduje że zatraca się odczucie różnicy. Oni dwaj dawno je stracili, dla nich ból i rozkosz to jedno, rozkosz nie istnieje bez bólu, ból zaś sam w sobie dostarcza przyjemności. A teraz, gdy ich rozgrzane ciała, lepiące się od ich własnego potu i krwi stykają się ze sobą w płomienistym tańcu namiętności, teraz... Teraz ta chwila jest tylko ich. Są szaleni? Może, a może i nie. Dla nich szaleństwo i normalność to pojęcie względne. Widzieli piekło, żyli w nim... Nic więcej nie będzie dla nich gorsze, teraz będzie tylko lepiej.
A teraz jest tak rozkosznie... Mrah, chwilo trwaj, jak to miał zawołać Faust z dramatu Goethego do Mefistofelesa by oddać swoją duszę. Tylko w tym wypadku Faust i Mefisto to jedna osoba, jedna, rozkoszna osoba, której tak pragnie Nathaniel i która tak pragnie jego. Uczeń i mistrz, jeden z najstarszych związków, w którym często objawia się seks i dewiacja. W końcu, mistrz ma swoje potrzeby, a niedoświadczony uczeń... Uczy się, khe. W tym wypadku jednak obaj sporo umieli i sporo wymagali... I sporo sobie nawzajem dawali. Bez mruknięcia czy zająknięcia znosili ból, by w każdym jego impulsie znaleźć rozkosz, niesamowite pokłady rozkoszy, świata w którym tylko demony mogą się odnaleźć. Świata bólu, zboczeń i rozkoszy, jaki dla zwykłych ludzi jest daleko poza zasięgiem wzroku.
Na głęboką wodę? Hah, Nathaniel jeszcze nie poznał "głębokiej wody" u Fausta, stary demon daje młodzikowi naprawdę dużo fory, chcąc go irytować, nakręcać mocniej i mocniej, do czerwoności i wybuchu, w którym to demonisza nie będzie mógł myśleć, czuć ani skupić się na niczym innym, poza jego Panem. Tak... Tylko nie przewiduje faktu, że jego sługa może nie chcieć się podporządkować, uznaje że nie zrobi tego, że nie postawi się... A jeśli się postawi, spotka go za to kara. Bolesna i rozkoszna zarazem. Więc niech się stawia, niech się stawia... Faust chętnie pobawi się w kata, a na końcu rozsądzi się, kto będzie rżnął, a kto będzie rżnięty. Wióry w każdym bądź razie polecą!
Och, Nate nie widział nigdy swego Pana w "stroju Adama"? Dziwne, nigdy się nie obnażał przed nim? Cóż... Teraz więc może sobie to odbić, wpatrując się w swojego mistrza jak w obraz. Nigdy nie musiał narzekać na fakt swojej męskości, i nie zamierzał, nie było potrzeby, ciało zaś cóż, jak ciało... Nie ono odzwierciedla prawdziwą duszę, ale w tym wypadku, ciało w zupełności wystarczy. To rozkosznie wyglądające ciało, do rżnięcia lub do bycia zerżniętym, co kto woli, a raczej, co woli Faust. Cierpienie, rozkosz, ból... To wszystko się tej nocy zmiesza w ich umysłach i ciałach, tak rozkosznie rozgrzanych do czerwieni pożądania. Pożądanie... Niech ono dyktuje każdym krokiem i czynem. Tak, dokładnie tak... Plany? Huh, nikt tu nie ma planów. Wszystko dzieje się w jednej chwili, dyktowane pożądaniem i pragnieniem ciała demona, nie ma tu miejsca na plan, a działanie. Raz za razem, raz za razem... Tak pragnął swojego ucznia, werżnąć się w niego swoją męskością, rżnąć jego rozkoszny tyłek raz za razem, wchodzić w niego tak głęboko, jak to tylko możliwe, mocniej i szybciej, by jego krzyki rozkoszy i bólu niosły się echem w ścianach tego pomieszczenia. Tak... Tak... Tak...
Ciało jego młodego sługi było tak rozkosznie smaczne... Był to ten odcień smaku, jaki Faust uwielbiał. Smak rozgrzanego do czerwoności, pragnącego ciała, spływającego potem, z napiętym każdym mięśniem, rytmem krwi tak szybkim, że nie można nadążyć za nim żadnym zmysłem. Ach, kocha to... Kocha ten smak, to uczucie, to, co się tu dzieje. Tak, kocha, wprost kocha seks. Dobry seks, dobry, brutalny i namiętny seks, taki jaki ich dwóch czeka w pełni, a teraz dopiero obaj się do tego gotują. Temperatura wzrasta, namiętność i pożądanie co raz wyżej i wyżej... Z pewnością gdyby ich teraz dotknąć, dałoby radę się poparzyć od ciepła ich ciał, ich pragnących ciał. I teraz... I teraz nikogo nie obchodzi, że ciało Mefistofelesa to jedynie wytwór jego potężnych mocy... Tak długo jak jest w nim jego umysł, wola i jego... Pożądanie...
Smak męskości kochanka był zdecydowanie na tyle dobry, że diabelstwo nie pozwoliło sobie zbyt szybko przerwać tych działań, ssąc, masując, liżąc i smakując w brutalnych pieszczotach tą, najwrażliwszą bodajby część ciała jego drogiego Nate'a. Tak... Zdecydowanie tak... Nie zamierzał się oderwać, przerwać tego, chciał go nawet zmusić do dojścia teraz, by potem był bez sił i spokojnie się poddał pragnącemu mistrzowi, by wypiął swój kuszący tyłek i pozwolił się weń ładować z taką brutalnością i namiętnością, jakiej nigdy w swoim życiu jeszcze nie doświadczył. Taki był zamysł, ciągle był.
Faust, początkowo deklarujący chęć bycia zerżniętym przez Nate'a, szybko zmienił swoją myśl w tej chwili. Pragnął władzy, pragnął zrównać swojego sługę z podłożem i przygnieść do podłogi stopą, by potem rżnąć jego ciało tak rozkosznie mocno i długo, jak tylko wytrzyma, dusząc go swoim ogonem by słyszeć jego duszący się, ciężki oddech i ochrypłe jęki oraz krzyki rozkoszy i cierpienia. Tak, tak, tak! Ten pomysł w jego głowie zdecydowanie wyrósł i nikt go stamtąd prędko nie wytnie! Może i ich pieszczoty są chore, może i są niewłaściwe, nieetyczne, są... Po prostu szalone, ale co z tego? Dla nich to jest przyjemność, rozkosz, jakiej nigdy nie pojmą ci szarzy ludzie i nieśmiertelni. Rozkosz przez ból i cierpienie, rozkosz iście... Demonicznie smakowita. Piekielnie wspaniała... Spotkali się więc dwaj mężczyźni typu dominującego, pragnąć się wzajemnie tak potwornie gorąco, że aż w całym pokoju zapewne duchota panowała... I te ich igraszki jeszcze będą się ciągnąć długo, bardzo długo w noc. Tą jedną, rozkoszną noc... Gdy Nathaniel ucieszył się z tego, że wrócił jego Pan. Jego władca... Jego stworzyciel... Nagradzający swojego sługę za tęsknotę...
Czuł jak demon zaopiekował się jego dłonią, liżąc ją z własnej krwi, by następnie wgryzać się w nią nader mocno, do krwi albo i głębiej, czuł jak jego kły i zęby przesuwają się po jego kościach, przebijają mięśnie i żyły, czuł jak z palców upływa mu krew, a ból promieniejący z tej dłoni był tylko przyjemnością... Tak niesamowitą przyjemnością w tej chwili, gdy jego ciało zatraciło poczucie zagrożenia, bólu i cierpienia na rzecz tylko i wyłącznie jednego odczucia. Rozkoszy... Prawdziwej, diabelskiej rozkoszy.
Czując jak w jego włosy wplatają się dłonie, początkowo nie zareagował, sądząc że to wyraz emocji jakie odczuwa jego kochanek... Gdy jednak poczuł silne szarpnięcie, z wrogim i niechętnym, przeciągłym warknięciem puścił męskość mężczyzny, na nowo łącząc swoje, lekko obolałe od silnych pieszczot wargi z ustami kochanka w ten rozkoszny pocałunek, od którego już po chwili zbrakło mu tchu, gdy obaj darowali się gorącem swoich oddechów, mieszając ich ślinę i wzajemnie pieszcząc swoje usta i języki. Czuł że jego ciało jest w ruchu, ale spod na wpół zamkniętych powiek nie widział nic, poza twarzą swojego kochanka, której wyraz teraz był tak samo pochłonięty pożądaniem i pragnieniem, co ukazywało się bez problemu na jego twarzy... Fausta również. Lądując na plecach jednak, przygnieciony przez ciężar ciała swojego sługi, pomimo nieznacznego wyrazu zaskoczenia na twarzy, jego usta wykrzywiły się w szeroki uśmiech, gdy po ułamku sekundy w jego mózgu zapaliła się lampka, czego chce Nate. Och, jego "synek" chce prześcignąć "starego"? Nie ucz ojca dzieci robić, chłopaczku. Próbował ścisnąć uda i nogi, nie dopuszczając do swojego tyłka męskości Nate'a, lecz było to na próżno... Chłopak był pewien swego, pragnął spenetrować ciało swojego Pana. Uśmiechnął się w pewnym momencie i odpuścił zaciskania, pozwalając pragnącemu chłopaczkowi dostać się do niego. Zacisnął powieki i zęby, usta układając w wariacji połączonego wyrazu uśmiechu zadowolenia i bólu, gdy poczuł jak brutalnie i mocno go Nathaniel bierze, na moment zrywając całus z zduszonym westchnieniem, tylko po to by po chwili znów go odwzajemnić, jęcząc wprost w usta kochanka z każdym pchnięciem, rozkosznie silnym i bolesnym. Czuł jego męskość głęboko w sobie, tak głęboko, jak dawno nikt go nie odważył się zerżnąć... Tak... To było uczucie za jakie mógł wybaczyć Nate'owi jego wybuch zuchwałości...
Ale będzie musiał na to zapracować.
Przez kilka chwil pozwolił się rżnąć, swoją napiętą męskość wciskając w brzuch nachylonego nad nim partnera, ale koniec końców, nie pozwoli się tak rżnąć! Jak chce zdobyć jego ciało i dojść w nim, niech zapracuje... Własnym tyłkiem.
Objął go nogami w pasie, jakoby pozwalając mu się rżnąć jeszcze głębiej i mocniej... Lecz prawdziwym zmysłem było skorzystanie z siły nóg do tego, by zepchnąć ich obu z łóżka. Pomagając sobie nieco dłońmi, zepchnął siebie i Nathaniela na podłoże, lądując na demonie, który rąbnął plecami o podłogę. Uśmiechnął się szeroko, zrywając pocałunek i wyprostowywując się do całkowitego pionu w siadzie, opadając na sterczącą męskość swojego kochanka i pozwalając jej się werżnąć mu głęboko w ciało z przeciągłym, gardłowym jękiem rozkoszy... Po czym szybko wstał z stęknięciem gdy poczuł jak męskość demona opuszcza jego ciało, a samego Nate'a przycisnął stopą do ziemi, kładąc ją na jego klatce piersiowej.
- Niegrzeczny... Zapracuj własnym tyłkiem... By móc mój zerżnąć...
Wymruczał rozpalonym, pożądliwym tonem, przesuwając stopą na jego męskość i naciskając na nią stopą, nie mal ją zgniatając... Po czym prędko ściągnął z niego nogę, nachylił się i złapał za jego ramiona po to, by dosłownie rzucić nim o ścianę, od razu gdy tylko do niej dotknął dobiegając do niego i przyciskając swoim ciałem jego do zimnego muru, wgryzając mu się głęboko zębami w kark, a napiętą męskością wciskając w jego pośladek, zaś swoimi pokrwawionymi palcami smarując krwią swojego penisa, a także i jego wejście, drugą dłonią trzymając metalową rękawicę demona przy ścianie. Niezbyt dokładnie smarował i szybko, ale cóż... Ostrzegał że zaboli.
- Moja kolej.
Szepnął przesyconym namiętnością tonem, obwiązując kark Nathaniela ogonem jak swego rodzaju obrożą, mocno zaciśniętą wokół szyi, nie mal uniemożliwiającą oddech... Po czym szarpnął swoimi dłońmi za jego uda, uwydatniając jego tyłek, w jaki bez komplikacji lub jakiegokolwiek oczekiwania głęboko i mocno wszedł w, jak poczuł... Dziewiczy tyłek jego sługi, penetrując go tak głęboko i brutalnie, jak chyba jeszcze żadnego innego człowieka czy demona. Powtarzał swój ruch z ogromną wprost siłą i szybkością wchodząc nie mal rozdzierająco w swego sługę, zaciskając pętlę z ogona wokół szyi Nathaniela i dłoń na jego udzie, zaś drugą dłonią łapiąc za naprężoną męskość Nate'a, szarpiąc nią i masując w nader namiętny i brutalny sposób, swoje usta blokując od jęków poprzez wgryzanie się w nagie plecy i barki chłopaka do krwi i mięsa, choć i tak nie mógł zwalczyć lub zaniechać stłumionych jęków rozkoszy... Piekielnej rozkoszy. Tak idealnej, niesamowitej i porywającej... Takiej jakiej pragnął od dawna i od przyjścia tutaj nie zaznał w ramionach nikogo... Pod czas gdy takowa była tuż tuż obok niego, w ramionach i ciele jego najmłodszego sługi. Rozkosznie ciasnego, spragnionego i młodziutkiego... Rżnął go tak mocno, jak tylko potrafił wpychając mu swoją naprężoną męskość bodajby do żołądka. W końcu... Jego własna męskość dopiero teraz doczekała się uwagi, i tak wymuszonej, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Wto Lip 02, 2013 3:07 pm

Pewne było, że żaden śmiertelnik nie dałby mu czegoś, chociaż odrobinę podobnego do tego, co dawał mu Faust. W tej chwili żałował jednak, że nie ma już swojej wampirze regeneracji a rany, jakie mogę pojawić się w ciągu tego dziwnego zbliżenia na jego ciele nie zniknął jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki razem ze zmęczeniem, którego zapewne także doświadczy. Prawdopodobnie padnie po tym wszystkim jak zabity i przez dobre kilka dni będzie kurował się zamknięty w mieszkaniu, odcięty od całego świata, tak by nikt nie mógł zobaczyć tych miłosnych symboli znaczących jego nieskazitelną skórę, jakiej można by mu pozazdrościć… Wampirze geny jednak zostawiły po sobie coś na prawdę dobrego.
Nie tylko Faust w tej sytuacji pokazywał oblicza i robił rzeczy zarezerwowane tylko dla tych jedynych i wybranych spośród wielu, odróżniających się od reszty i znaczących więcej przez swoja specyfikę, charakter, zdolności bądź zażyłości. Nate stronił raczej od pokazywania prawdziwego siebie przed innymi. Każdy widział tylko maski, pozornie niegroźnego demona, który ukorzy się przed każdym byle tylko nie narobić sobie kłopotów… ale ten brutalny… on zarezerwowany był tylko dla nielicznych. A kiedy ktoś spotykał się już z tym obliczem mógłby dostać szoku, gdyby tak jak Faust nie był do czegoś takiego przyzwyczajony, albo przynajmniej nie miałby podobnych upodobań. W końcu nie często spotyka się istotę, która nawet w czasie seksu nie odmówi sobie wszech obecnego sadomasochizmu i chęci krzywdzenia kochanki bądź kochanka tak jak w tym przypadku niezależnie od tego jak wielką krzywdę mu robi. Chodźmy nawet umarł w ciągu tej zabawy to, kogo to interesuje? Kruchość niektórych istot przeszkadza i to bardzo a jak ktoś nawet mimo swej nieśmiertelności jest zbyt kruchy to już jego problem.
Szczęście w nieszczęściu, że udało mu się trafić na równie silnego i wytrzymałego partnera z takimi samymi zapędami jak jego, pragnącego tego samego, co on, bólu, krwi i rozkoszy, jakiej nie zazna z nikim innym, a nawet, jeśli to na pewno nie będzie to takie samo jak w tym przypadku. W końcu każdy był inny a Nathaniel był naprawdę specyficzny i ukrywał przed światem wiele. W końcu nawet Faust nie spodziewał się, że sprawy posuną się akurat na TAKI tor. Z resztą sam Nate się tego nie spodziewał. To miała być zwykła rozmowa a wyszło cos zupełnie innego. Miał się mścić i gniewać a zamiast tego pozwala swemu stwórcy skosztować swego ciała, pieścić je, bawić się nim i męczyć aż do utraty tchu i wszelkich sił, które również nie były w pełni takie jak być powinny. W końcu ostatnie wydarzenia dostatecznie go osłabiły a stan ten nadal nieznacznie się utrzymywał.
Człowiek przeżywający coś takiego zapomina o bólu. Narastające pożądanie sprawia, że przestaje się go odczuwać tak silnie jak zazwyczaj. W tej chwili podniecenie było na tyle silne, że nawet ranienie siebie nawzajem stało się przyjemnością. Trzeba być naprawdę pierdolniętym by pragnąć ranić i być ranionym i to bardzo dotkliwie. Młody demon bardzo często ukazywał swoje sadystyczne zapędy. Samo wsłuchiwanie się w krzyk rozszarpywanej ofiary było dla niego muzyką tak nieziemską, że kompletnie zapominał o świecie realnym, o tym gdzie się znajduje i po co to wszystko robi. Znaczenie tracił również fakt, że ktoś mógłby go na tym przyłapać, on jedynie dodawał wszystkiemu więcej adrenaliny. Można by to przyrównać do pływania nago w basenie sąsiada. Wiesz, że to złe, że innym wyda się czymś niestosownym, ale fakt, że możesz zostać przyłapanym dodatkowo cię nakręca. Jednakże nie spodziewał się, że tą całą chęć mordu i głód krwi przeniesie również do łóżka. Do tego cała ta scena przepełniona jedną wielką seksualną dewiacją odegra się w budynku, gdzie za ściana może być dosłownie każdy, bo w końcu pod nimi jest ten przeklęty klub. Każdy zaniepokojony może tu wejść i zobaczyć ich razem splecionych brutalnie w uścisku, raniących siebie nawzajem bardzo dotkliwie, pokrwawionych, z licznymi śladami po zadrapaniach, w nieco zdemolowanym pomieszczeniu, któremu niewiele brakuje do tego by wyglądać jak po wybuchu granatu odłamkowego.  
Niegdyś to Faust przygwoździł jego do podłogi, aby następnie wykorzystać wedle swoich upodobań. Teraz, kiedy to role się, chociaż na chwilę odmieniły Nate odczuwał naprawdę wielką satysfakcję. Wielki demon, jedna z wysoko postawionych piekielnych osobistości jęczała teraz prosto w jego usta pieprzona mocno i brutalnie, niemalże rozrywana od środka. Zdominowany przez młodzieńca, co prawda za przyzwoleniem, ale i tak zdominowany. Zdegradowany do pozycji uległego, poddanego woli zdecydowanego i zaborczego seme, który ani myślał odpuścić. Przewalony na ziemię nawet tego nie zauważył. Ból przeszywający plecy zupełnie olał, w końcu to było nic w porównaniu do bólu, jaki może będzie musiał jeszcze wytrzymać tej nocy. Liczył się fakt, że to on nadal był w nim, że to on nadal był tym, który to bierze a nie jest brany. Nie pozwolił mu jednak tam szybko wstać. Chwycił swego Pana za biodra zatapiając w skórze swoje pazury i docisnął do siebie mocno, wchodząc jeszcze głębiej niż pozwalała mu poprzednia pozycja. Koniec końców jednak musiał go puścić niezależnie od tego, co by się z tym wiązało. Jego szpony ześliznęły się w dół po udach wstającego Fausta pozostawiając po sobie ślady głębokie, powoli pęczniejące szkarłatną posoką, która wybijając z pomiędzy pozostawionych ran zaczynała ściekać w dół pozwalając ich twórcy napawać się ich widokiem. Gdyby Faust nie przygwoździł go stopą do podłogi najprawdopodobniej podniósłby się do siadu i lubieżnie zlizałby to, co spłynęło z każdego rozcięcia. Sunąłby po każdej stróżce spijając łapczywie słodką krew by następnie przyssać się do rany, rozorać ją mocno zębami i chłeptać ściekającą płynną czerwień by nasycić ten rodzaj pożądania, jaki został mu po wampiryzmie.
Zapracować własnym tyłkiem? O nie nie nie nie… Ani myślał pozwolić komukolwiek dobrać się do siebie w taki sposób. Wielki demon okazał się jednak zbyt silny i szybki. Poderwany z podłogi i rzucony o ścianę warknął gardłowo chcąc się szybko odwrócić, jakoś wyratować z tej sytuacji, ale nie zdążył. Chłód ściany mocno kontrastował z żarem jego rozpalonego ciała. Zimny mór aż palił przez tą diametralną różnicę. Widać mózg przestał już odróżniać zimno od ciepła, ale jedno rozróżnił na pewno. Przeszywający cały kark ból po tym jak Faust wgryzł się w niego głęboko i mocno pomimo braku jakichkolwiek kłów czy też zębów przystosowanych do łatwego przecinania skóry. Krew ściekła w dół spływając wzdłuż kręgosłupa. Przyduszający go ucisk ogona sprawił, że zaczęła sączyć się mocniej. Blokował jej drogę w tętnicy, przez co ta zaczynała szukać innego ujścia. Dłonią chwycił prowizoryczna obrożę starając się wsunąć pod nią palce i odciągnąć ją od szyi, chociaż odrobinę by móc złapać oddech. Efekt jednak nie był taki jak zamierzał. Tylko niepotrzebnie sam podrapał sobie w ten sposób szyję. Ogon ani drgnął, trwał cały czas w tym samym miejscu zaciskając się mocniej, sprawiając, że powoli zaczynał się dusić. Świszczący oddech rwał się, był krótki i płytki, taki, na jakiego zaczerpnięcie pozwalała mu jeszcze wąska przestrzeń w krtani.
Podstępny Valentine skutecznie unieruchomił mu jedyną broń. Teraz było idealnie widać jego przewagę fizyczną, siłę i wytrzymałość, jaką nabył przez lata, która nie zniknęła nawet pomimo tego, że jego ciało było tylko czasowe i normalnie pasożytował na jakimś dzieciaku. Krew wykorzystana do poślizgu niewiele zmniejszyła ból, jaki wdarł się w ciało Nate’a wraz z chwilą, kiedy to Faust wbił się w niego głęboko, stanowczo za głęboko jak na pierwszy raz. Bo to był jego pierwszy raz. On zawsze był na górze. Nigdy nie trafił się nikt mający tak wielką siłę przebicia by być w stanie zrobić z Nathaniela uke. Na nieszczęście Faustowi udało się dobrać do jego ciasnego dziewiczego tyłka. Szpony metalowej łapy w momencie wejścia zatopiły się w ścianie jak w maśle. Z ust wyrwał mu się jęk, jakiego nigdy u siebie nie słyszał i nie spodziewał się usłyszeć nigdy w życiu. Połączenie oznaki narastającego bólu z rozkoszą, którą zaczął w tym wszystkim dostrzegać już po kilku silnych pchnięciach. Jego brutalność wywoływała cierpienie, cierpienie wywoływało rozkosz, którą dawał również sam seks. Wszystko mieszało się ze sobą tworząc doznania, jakich niejeden mógłby mu w tej chwili pozazdrościć.
Kto by pomyślał, że ten, który wcześniej walczył o dominacje zacznie czerpać przyjemność z bycia uległym. Już po kilku kolejnych pchnięciach przestał się opierać. Rozluźnił się na tyle na ile mógł pozwalając mu brać się raz za razem tak silnie i brutalnie. Czuł go naprawdę głęboko, miał wrażenie, że z każdą kolejną chwilą jest coraz głębiej, o ile to było w ogóle możliwe. Nie zdziwiłby się gdyby poślizgu nie dawała już tylko i wyłącznie krew Fausta, ale i jego własna cieknąca z ran, które zaczynały właśnie powstawać w jego wnętrzu. Wszystkie odczucia mieszały się, zlewały w jedno odbierane naprawdę silnie, ogarniające całe ciało, wywołujące dreszcze i gęsią skórkę. Czy to boli tyłek, rana na szyi, otwierające się stare rany, albo nowe, którymi Pan mógł znaczyć teraz jego ciało… nie wiedział. Jedyne, co jeszcze do niego docierało to to jak bardzo to wszystko było przyjemne nawet pomimo zaciskającej się coraz silniej na jego szyi pętli odbierającej oddech. Ciężko było mu wykrztusić z siebie normalnie brzmiący dźwięk przez miażdżone struny głosowe. Prawa dłoń nadal rozdrapywała szyję i skórę ogona starając się odciągnąć go. Pragnął swojego stwórcy, ale to nie znaczyło, że chciał zostać zerżniętym i uduszonym.

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Faust
Demon/Człowiek
avatar

Fabularnie : Szuka sposobów na splugawienie duszy Gregorego.
Liczba postów : 16
Join date : 11/06/2013

PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    Wto Lip 02, 2013 7:13 pm

Gregory w końcu otrzymał upragnione zamówienie. Zestaw jedzenia taki, że jego z pewnością napełni, a i dwóch czy trzech demonów jeszcze też. Zapłacił tyle ile trzeba gdy w końcu było widać że kończął jego zamówienie, po czym spakował je w torebkę foliową i powoli skierował się z powrotem do domku Nathaniela. Ciekawiło go jak sobie poczynają demony podczas jego nieobecności... Och, był pewien że są bardzo, bardzo, oj, bardzo zajęci. Aż się uśmiechnął do własnych myśli, wyobrażając sobie brutalną, sado-masochistyczną rozkosz jaką sobie zadają wzajemnie. Och, chciałby w tym uczestniczyć... Naprawdę, ale prędzej by zdechł między dwoma takimi, niż nacieszył się tą niesamowitą, bolesną rozkoszą. Czuł na sobie czyiś wzrok, wiedział że jest śledzony, ale mu to nie przeszkadzało. Całkiem żwawo wrócił na swoje miejsce, trochę się skradając pod drzwiami, ale te głosy które już słyszał przed drzwi, skutecznie utwierdziły go w świadomości, co demony poczynają. Och... To chyba trochę poczeka. Z uśmiechem usiadł obok drzwi, jedzenie stawiając obok siebie, po czym wyjął pistolet i zaczął się nim bawić, słuchając rozkosznych zawodzeń i jęków dwóch demonów za drzwiami. Hah...
- Rozkosznie brzmią... Aż szkoda że nie mogę i ja się dołączyć...

Faust jednak nie miał świadomości że jego "nosiciel" jest tak blisko, i zresztą, chwilowo nie miał ochoty się na tym skupiać. To wszystko co działo się tu i teraz, to było... Zbyt zajmujące. Obezwładniająca rozkosz, potężniejsza od czegokolwiek co dane mu było poczuć po swojej "śmierci" skutecznie zajmowała jego myśli i uczucia. Gdyby ktoś teraz ich nakrył... Byłby gotów go rozszarpać na strzępy, a jego krwi użyć jako chłodziwa na ich, rozgrzane do piekielnej temperatury ciała. Z pewnością gdyby ktoś dotknął teraz jednego lub drugiego, mógłby się nawet sparzyć, a pot jaki spływał po ich ciałach mieszał się z krwią z ran jakie sobie wzajemnie zadawali. Ból stawał się rozkoszą, rozkosz zaś się nie zmieniała, była cały czas tak samo obezwładniająca, jak tępe uderzenie w czaszkę. Teraz nie liczyło się nic więcej, tylko to, co się dzieje tutaj. A kiedy Faust zniknie by wrócić po jakimś czasie, nie pozostanie na nim żadnego śladu tej eskapady... Pod czas gdy ciało jego sługi będzie się kurować jeszcze baaardzo długo, ale cóż... Taka jest cena tej, właśnie tej, piekielnej rozkoszy. Tej rozkoszy, jakiej nie dostąpiło zbyt wielu. Rozkoszy tak potężnej, tak sado-masochistycznej, jak niewielu mogło tego odczuć. A Nate był tym szczęśliwcem, jakim też okazywał się i Faust, gdy jego demoniczny sługa ukazywał mu swoją prawdziwą twarz. Twarz drapieżnika, dla jakiego rozkosz i ból tworzą jeden, wspaniały, niesamowity taniec... Który mało kto by mógł przeżyć, ale taka jest tego cena. Cena tej rozkoszy, śmierć? Jeśli tak można umrzeć, to zdecydowanie jeden z najlepszych sposobów na śmierć, z pewnością lepszych niż zmarcie w łóżku, lub od jakiegoś nawiedzonego typa na środku ulicy, prawda? A demon... Demon... Prawdziwy demon nigdy nie umiera. On tylko odradza się w nowym ciele, by na nowo, znów raz po raz siać zło, zniszczenie i rozpustę. Tak... Właśnie tak.
To wszystko było ryzykowne, było rozkoszne, było niesamowite... Fakt tego że Faust może w każdej chwili zniknąć i wrócić do ciała swojego nosiciela sprawiał że nakręcał się jeszcze bardziej, adrenalina krążyła w jego żyłach z niesamowitą prędkością, nakręcając każdy jego mięsień do niemożliwych wartości, uwydatniając każdą żyłę i sprawiając, że był mokry od potu i krwi prawie jakby wyszedł spod prysznica. Faust nie jest tylko przyzwyczajony do takiego oblicza, jakie pokazuje mu Nate. On MA takie samo, a może nawet i dużo gorsze, więc dobrze zna tą stronę duszy i myśli. Tego potwora który mieszka w środku każdego, i gdy jedni się go boją i próbują go zamknąć w klatce, tylko nieliczni umiejął go wyzwolić... By dał z siebie wszystko i przysłużył się swemu Panu.
Po prawdzie... Faktycznie, stary demon nie spodziewał się, że w taki sposób to pociągnął, że do tego dojdzie i wylądują w łóżku, brutalnie wyładowywując na sobie nawzajem poszczenie seksualne, jakiego ich ciała powoli nie mogły znieść i musiały to w końcu zgnieść, pokonać... I pozwolić się ponieść sobie nawzajem w tej rozkosznej chwili, jaka nie ma granic i ścian dla tej przyjemności. Nic ich nie ogranicza... Nic ich nie powstrzyma... Są tylko oni dwaj, cały świat teraz nie jest ważny, bo ta rozkosz tworzy nad nimi klosz nieświadomości. W tej chwili... Nie liczy się nic, poza rozkoszą.
Ból? Och, gdzie tu jest ból? Ból stał się rozkoszą, a sama rozkosz jedynie wzrasta, co raz bardziej i bardziej, sięga niebios i gwiazd, wspina się na wierzchołki wszechświata i ciągnie ich obu razem z sobą... Nie, to oni ją ciągnął ku górze, nie mal odlatując w tym seksualnym, pełnym dewiacji, brutalności i zboczenia uniesieniu, w tej ekstazie bólu i rozkoszy... Tak... Zniszczą wokół siebie wszystko i wszystkich, bo tylko oni dwaj wytrzymają to tornado, które sami napędzają wzajemnie. Adrenalina, rozkosz, ból, przyjemność, ból, rozkosz, krew, pot, pożądanie, żądza... Wszystko to miesza się, wstrząsa i targa na boki, wprawiając ich w obu w niesamowity stan... Który długo nie zapomną. A zdecydowanie ciało nie pozwoli o tym zapomnieć później Nathanielowi.
Zamysł zrzucenia z siebie Nate'a się udał, chociaż jego "kontratak" mimo wszystko okazał się nieco zaskakujący. Z ust wydostał mu się niczym niezduszony, głośny, gardłowy jęk rozkoszy gdy poczuł jak wraz z pazurami zatapiającymi się w skórze i szarpiącym przez jego biodra męskość demona wsuwa się dalej niż dziś to w ogóle mógł poczuć... Och, to bolesne i rozkoszne uczucie drażnienia jego wnętrza przez twardą, pulsującą męskość jego sługi... Rozkoszne...
Wiedział doskonale że wampir miał dużą chęć na chłeptanie krwi z ran które sam utworzył, ale nie zamierzał mu dać tej przyjemności. Jeszcze nie... Jeszcze znajdzie na to czas.
Cały jego plan przebiegł dokładnie po myśli przewodniej. Nathaniel okazał się jednak nie tak sprytną istotą, by wyplątać się z tej sytuacji. Mógł spróbować podciąć, użyć swoich skrzydeł czy ogona do odepchnięcia, nie zrobił tego... Ale kto wie czy dzięki temu nie poznał nowego doznania, znacznie lepszego od tego, czego czuł gdy był tym, który włada? Huh, kto wie... Może go o to spyta po wszystkim, tak, z pewnością nie odmówi sobie przyjemności zapytania sługi, czy bycie biernym i przyjmującym jest dla niego tak samo zadowolające, jak bycie tym aktywnym i czy będzie chciał to jeszcze powtórzyć. Jęk jaki wydał jego demoniczny kochanek przy pierwszym, rozdziewiczającym i nie mal gwałcącym pchnięciu bym miodną muzyką dla uszu demona, idealnym repertuarem, koncertem tak niesamowitym... Że chętnie jeszcze kiedyś to usłyszy. Był prawdziwie pochłonięty swoim działaniem, ale nie oznacza to, że stracił pewną dozę jasności umysłu. To, co chciał zrobić, już zrobił. Nie chciał dojść w nim, nie musiał... Tylko jeśli Nathaniel o to poprosi i sam odda mu swój tyłek, by to skończyć. Wchodził w niego dziko, brutalnie i głęboko, wsuwając swoją męskość tak daleko, jak tylko pozwalała na to jej długość i ciało jego kochanka. Ta niesamowita rozkosz trwała kilka chwil, ale Faust nie chciał tego tak kończyć. Nie... Problemem okazało się jednak jego eteryczne ciało. Czuł że przez to, jak je eksploatował, powoli zanika, "odpływa"... Musiał więc niestety się zmusić. Nie przerywał pchnięć ani na sekundę, nie pozwalając swojemu członkowi na sekundę "oddechu", podobnie jak i swojemu kochankowi. Rozluźnił jednakowoż "obrożę" na szyi Nathaniela, by ten mu przypadkiem nie padł z uduszenia. Tego by nie chciał. Rżnął go, dosłownie jak opętany... Aż w końcu zwolnił swoich ruchów z donośnym jękiem ekstazy, wytryskując głęboko we wnętrzu swojego sługi. Powtórzył ruchy jeszcze raz, czy dwa, po czym wyszedł z niego, opierając głowę z dyszącym oddechem o jego plecy, a ogon zabierając od niego.
- Wybacz Nathanielu... Miało być dłużej i przyjemniej... Mam nadzieje że się nie zawiodłeś...
Wyszeptał cicho, delikatnie całując zmęczony od jego ogona kark kochanka, by nagle... Zniknąć. Dosłownie, wyparował, zostawiając Nate'a z poczuciem bycia zerżniętym. Cóż... Nie odszedł jednak daleko, choć chwilowo sił nie miał na kontrolę.

Gregory siedząc pod drzwiami dokładnie słyszał to wszystko, wiedział że jeśli Faust dojdzie, to będzie koniec tych zabaw. Gdy poczuł więc impuls w swojej głowie, uczucie że ktoś się zjawił, z nieznacznym uśmiechem podniósł się, razem z torbą z jedzeniem, po czym bez jakiegoś pukania czy coś, wszedł do środka. Przez moment przyjrzał się zdezelowanemu ciału demona i uśmiechnął wyraźnie.
- Szkoda że mnie nie było tutaj, ale byłoby zabawy... Kupiłem ci jedzenie, i lepiej przez najbliższy czas staraj się nie ruszać z domu, o ile w ogóle drgniesz z łóżka. Faust przeprasza za to, że tak szybko, ale czuł, iż zaraz zniknie, więc wolał szybko to skończyć. Przekazuje też, że wkrótce znów się spotkamy... By "coś" zrobić. Nie wiem o co chodzi, i jakoś nie jestem tym zainteresowany.
Torbę z jedzeniem z chińskiej budki odłożył na stół demona, zapas powinien mu starczyć na racjonalne żywienie się w ciągu kilku dni. Gdy już to zrobił, ruszył w kierunku drzwi, ale znów utknął wzrokiem w demonie, oblizując lubieżnie usta.
- Wierz lub nie, ale żałuje że nie byłem na twoim miejscu. A teraz lepiej do łóżka, ewentualnie też nieco prysznica i opatrzenia ran, bo widzę, że ostro było naprawdę. Wyglądaj jakoś normalnie gdy znowu się spotkamy.
Cmoknął ustami w stronę piekielnika, po czym wyszedł z jego mieszkania, zamykając drzwi za sobą. Szybko zszedł po schodach, a następnie dostał się do swojego motocykla, który na szczęście, był w idealnym, nienaruszonym stanie. Już po chwili go tam nie było, jedynie pozostały po nim uczucia, wspomnienia, i oddalający się odgłos motocyklu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a    

Powrót do góry Go down
 
Dość osobliwe mieszkanko Nathaniel'a
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Nathaniel Murphy
» Nathaniel 'Rory' Pressley
» Nathaniel Black

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Londyn :: East End :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: