IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pomost

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 12:14 pm

Tryton zastanawiał się praktycznie nad rzeczami, które go nie dotyczyły w żaden sposób. Czym zajmuje się ten dziwny stwór? Czy to jakaś nowa rasa z różowymi włosami, dziurawymi uszami, jaskrawymi oczyma i chuderlakowatym ciałem? Czy może chłopak jest jednym z tych tak zwanych mutantów, zaliczając się do nieśmiertelnych w ten oto sposób? Czego tak właściwie oczekuje i do czego dąży? Co robi na co dzień?
W dość nagły sposób tryton zdał sobie sprawę, że mimo wszystko zaczyna się zastanawiać nad tym co znajduje się poza jego granicami jeziora. Poza wodą, którą tak bardzo sobie upodobał.
Tryton skrzyżował ręce na swojej klatce piersiowej, czekając na jakąś badziej logiczną odpowiedź od chłopaka. Widząc mimikę twarzy można było ocenić, że Saba nie jest zadowolony z tego śmiecia – czyli był to bezwartościowy produkt wrzucony do jednego z licznych zbiorników wodnych. Ludzie naprawdę nie należeli do czyściochów, skoro zapominali zabrać jakiego śmiecia ze sobą jak ten zeszyt. Szczerze bowiem Tryton wątpił, aby ktoś zgubił ten przedmiot w ciemną noc taka jak ta. Przecież po to się bierze notes, aby szkicować czy pisać, co nie?
Kiedy odkładał przedmiot, Tryton uznał że przekazał mu coś jawnie nieodpowiedniego i przyprawiającego o obrzydzenie. Hym… ciekawe, należy zapamiętać.
Kiedy różowo włosy przykucnął i machnął ręką, tryton był przekonany już, że chodzi o jakąś inną rzecz. Małą raczej, skoro mieści się w dłoni. Ale pojęcie klucza? Nie, Chris nie znał tego cudactwa.
Ignorując przeczucie, że coś jest nie tak jak być powinno zanurzył się ponownie w wodnej toni dokładnie tak, jakby zapadał się w niej. Bez żadnych wyskoków, po prostu działanie – weź swoje śmiecie i idź stąd dziwny stworze.
Tym razem Saba musiał czekać trochę dłużej na trytona,ale kiedy ten się wynurzył mógł poczuć dość mocny odór zgnilizny. Wodnego człeka raczej to nie ruszało, bo wrzucił od niechcenia kilka przedmiotów zaplątanych w glony i siatkę na ryby: dwa zardzewiałe klucze, dziurawy but, złoty łańcuszek, siatka foliowa, a nawet szprychy od roweru. Zanim chłopak przejrzał wszystkie, Tryton znów zapadł się w jeziorze i wyciągnął tym razem jakieś koraliki, butelkę plastikową oraz dwie po piwie. I czekał, znów krzyżując ręce.
- *No? Któraś z tych rzeczy?* - spytał, stukając niecierpliwie palcami o swoje przedramię.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 12:48 pm

Z każdą rzeczą, którą Tryton mu przynosił, chłopakowi coraz mniej zależało na odnalezieniu kluczy. W końcu zawsze może dorobić... Pozostaje tylko kwestia pieniędzy. Całą gotówkę, jaką dysponował zamierzał przeznaczyć na wynajęcie mieszkania. To, co miało mu zostać potrzebne było do kupienia podstawowych produktów do jedzenia. Potem należało znaleźć robotę. I dopiero wtedy tak naprawdę Saba mógłby pokusić się o nowe klucze, a przy tym parę jaboli w nagrodę za pracę. Gdy ujrzał dwa metalowe kształty, niemal się ucieszył, jednak okazały się być zardzewiałymi, nic nie wartymi dla niego śmieciami. Odór zgnilizny straszliwie drażnił jego czuły węch. Powoli zdawał sobie sprawę, że powinien już opuścić to miejsce, nim stanie się coś jeszcze gorszego, niż zwykłe zgubienie kluczy. Wyciągnął telefon, chcąc sprawdzić godzinę, jednak i ten go zawiódł. Zmienny skrzywił się nieznacznie. Rozładowany... czy może zepsuty? Wyraźnie miał dziś pecha. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na plątaninie glonów. Szczerze wątpił, by mógł znaleźć tam swoją zgubę, ale lepiej spróbować. Niechętnie rozgrzebał śliskie rośliny, przeklinając swój nos. W końcu natrafił na coś twardego i zimnego. Wyciągnął to, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chociaż tyle dobrego go dzisiaj spotkało.
- Dzięki! - rzucił do Trytona i gdyby nie to, że nieśmiertelny siedział ciągle w wodzie, to najpewniej by go uściskał.
A właśnie. Nieśmiertelni. Był tu w końcu po to, by pójść do Kolebki, a zmarnował dzień na błądzeniu po Londynie. Zdecydował się nieco otworzyć przed mężczyzną, bo w końcu co mu szkodzi. Tamten hasał w swojej postaci, to Saba wyjaśni chociaż, kim dokładnie był.
- Jestem zmiennokształtnym - powiedział wolno. Długie wyrazy pewnie dla obcego były równie bezsensowne, co dla różowowłosego język syren. - Niedźwiedź - wskazał na siebie chłopak i wyszczerzył zęby, jakby ich widok miał rozwiać wszelkie wątpliwości co do jego rasy. - Może kiedyś ci pokażę.
W jego zachowaniu dało się wyczuć znaczną poprawę nastroju. Wciąż zachowywał się nieco nieśmiało, ale zdecydowanie weselej. Taka już jego natura, cieszyły go drobnostki.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 12:56 pm

Tryton był najczęściej obserwatorem i tylko kiedy trzeba było straszył dzieciaki, aby więcej już nie przychodziły na dany teren. Tym razem jednak było trochę inaczej, bo w końcu odnalazł kilka rzeczy – może niekoniecznie należących do nieznajomego, ale zawsze. Przynajmniej zabierze te śmiecie poza granice lasu albo coś takiego.
Słysząc dziwne słowa wyrzucane przez Naimi’ego pokręcił przecząco głową, rozkładając przy tym ręce. Podniósłw końcu dłoń i również otworzył usta, wskazując na swoje zęby.
- *No? Też mam i co z tego?* - powiedział, unosząc jedną brew w sceptycznym wyrazie twarzy. Kompletnie nie miał pomysłu o co mogło chodzić chłopakowi. Czyżby jakiś ten mały przedmiot używało się do dłubania w zębach? Bogowie, to aż pomstę się prosi!
Podpłynął do pomostu i wynurzył się aż do pasa, wskazując dłonią na wyłowione rzeczy. A później wycelował palcem w Sabina, marszcząc groźnie brwi.
- *Ty. Zabrać to* Naimi Saba *Zabrać* - Przekazywał mu przez jakiś czas, aż w końcu znów skrzyżował ręce na klatce piersiowej i czekał aż ten wstanie i sobie pójdzie.

A kiedy odszedł, Tryton też.

zt


Ostatnio zmieniony przez Tryton dnia Nie Maj 05, 2013 1:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 1:19 pm

Wyglądało na to, że kolejna próba nawiązania konwersacji z Trytonem poniosła klęskę. Chłopak jedynie westchnął. Nie miał raczej ochoty na jakieś wymagające prezentacje, więc postanowił sobie odpuścić. Co się będzie wysilał. Niechętnie patrzył na brudy leżące na pomoście i zastanawiał się, czy powinien je stąd zabrać. W sumie dobrze by było, jednak ten odór go przerastał. Gdy człowiek-ryba zaczął na nie wskazywać, robiąc przy tym nieprzyjemną minę, to niechętnie, acz posłusznie Saba spełnił jego prośbę.
- Po co się od razu denerwować? - mruczał pod nosem, ślamazarnie chwytając śmieci.
Wyprostował się w końcu, prawie upuszczając butelkę i westchnął. Zerknął przelotnie na Trytona.
- To idę.
Odwrócił się i człapiąc butami o deski oddalił się od obcego. Zastanawiał się jedynie, gdzie powinien się teraz udać, skoro do tej pory nie wynajął mieszkania, a zbyt wielu rzeczy przy sobie nie miał. Cóż, potem coś wymyśli.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Pon Lip 08, 2013 8:49 pm

Oj, jak dawno tu nie był. Zdążył zatęsknić za Anglią i jej chłodnym klimatem. Nawet latem było tu przyjemnie, nie dokuczały upały, tak jak we Włoszech. Można było odetchnąć od tamtejszego parnego powietrza. I nie tylko od niego. Miał powoli dość całej tej włoskiej atmosfery. Potrzebował chwili spokoju, samotności. Taką chwilę miał nadzieję znaleźć właśnie tu, w Wielkiej Brytanii.
Wybrał się na pobliskie jezioro by na moment odetchnąć od zgiełku miasta. Był w końcu zwierzęciem, potrzebował kontaktu z naturą. Trochę brakowało mu pewnej osoby, która podążała za nim jak cień, by chronić go przed niebezpieczeństwem. Teraz nie potrzebował ochrony, potrafił sam o siebie zadbać, ale Sakid był kimś więcej niż ochroniarzem. Jemu mógł się wyżalić, na nim mógł wyładować złość, a mimo to wciąż się lubili. No, ale dość tych niemiłych wspomnień!
Podczas swojej wędrówki dotarł na pomost nad jeziorem. Przez chwilę stał na nim, wpatrując się w linię horyzontu. Jezioro było spokojne, wyciszało go. Usiadł na skraju pomostu, zwieszając z niego nogi. Zamyślony wpatrywał się gdzieś w odległy punkt na niebie. Od czasu do czasu zastrzygł uchem, chcąc odpędzić natrętnego komara. Wstrętni krwiopijcy nie dawali za wygraną, swoją ofiarę potrafili dopaść nawet w środku nocy w szczelnie zamkniętym pomieszczeniu. Już zaczynał wątpić w działanie tych wszystkich środków mających je odganiać. Nawet moskitiery zawodziły w starciu z tymi małymi, krwiożerczymi bestyjkami.
Cisza i spokój sprawiły, że poczuł się senny. Odchylił się więc na pomoście, kładąc się na nim. Splecione dłonie podłożył pod głowę. Nogi wciąż zwisały z pomostu. Ziewnął szeroko, zamykając oczy. Nawet nie zauwazył, kiedy zupełnie odpłynął...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Lip 09, 2013 1:14 am

Było gorąco… Nareszcie zaczęło się upragnione przez większość osób lato. Upały, spiekota, brak wiatru. Nie, przy takiej pogodzie Londyn był przynajmniej obrzydliwy. Czy naprawdę nie wystarczyło to, że miasto naturalnie cuchnęło spalinami? Im wyższa była temperatura, tym cały ten swąd przybierał na sile i unosił się nad miastem niczym mucha nad jedzonym właśnie pączkiem. I był równie irytujący, jeśli nie bardziej. Właśnie dlatego postanowił wynieść się z miasta, nawet jeśli miało to trwać tylko jedno popołudnie. Nawet taki jednorazowy odpoczynek był lepszy niż kiszenie się w dusznym mieście. I fakt posiadania klimatyzacji w mieszkaniu nie robił większej różnicy.
Westchnął i zapatrzył się na chwilę na jezioro. Wyglądało tak… niesamowicie odświeżająco. Po prostu błagało o to, żeby do niego wskoczyć i chociaż na chwilę zapomnieć o temperaturze i prażącym słońcu.
Inkwizytor zmrużył oczy i spojrzał do góry, w niebo. Taka spiekota… Aż było mu niedobrze, gdy myślał o ludziach zamkniętych w mieście. I tych, którzy ten upał musieli spędzać w pełnym słońcu. Przecież to musiało być przynajmniej nie do zniesienia. Po raz kolejny powietrze uciekło z jego płuc w postaci miękkiego westchnięcia. Zatrzymał się nieopodal brzegu i bez pośpiechu rozwiązał sznurówki najpierw jednego buta, a chwilę później drugiego. Podwinął nogawki spodni do kolan i wziął zrzucone obuwie w lewą dłoń. Wszedł do wody i ruszył po brzegu, brodząc stopami w wodzie. Była bardzo przyjemnie chłodna. Na szczęście. Ten fakt wywołał nawet nikły cień uśmiechu na twarzy Irysa. Zabawne…
Doszedł do pomostu. Najpierw nie zauważył nawet, że ktokolwiek na nim leży. Ot, rzucił na niego trampki i usiadł, wciąż delikatnie moczył stopy w wodzie. Przymknął nieco oczy i przekrzywił głowę. przez cały czas nie mógł pozbyć się z głowy tego zdania. „Nieśmiertelni też mają uczucia”. Tak trudno było mu w to… uwierzyć. Nie wspominając o akceptacji, czy nawet zwykłej tolerancji. Przez całe życie był przekonany, że oni… no cóż, istnieją tylko po to, żeby zabijać ludzi. A teraz wszystko po prostu mu się mieszało. Absolutnie nic nie było logiczne i za nic nie zamierzało być tak, jak wcześniej. Co gorsza, to wszystko zaczęło się od spotkania tego piekielnego maga, który podawał się za Iskariotę.
Nieważne.
Rozejrzał się i zobaczył kilka metrów dalej leżącą postać.
- Gorąco jak diabli – powiedział głośno, czując dziwną potrzebę takiej zwykłej rozmowy z kimkolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lip 11, 2013 8:27 pm

Nie wiedział, jak długo spał, ale w tym czasie zdążyło się zrobić całkiem ciepło. Ubrany w bluzę zaczął się pocić i to właśnie to ciepło wyrwało go z ramion Orfeusza. Usiadł na pomoście, zastrzygł uchem i przeciągnął się. Do jego wrażliwego, kociego nosa dotarł nagle jakiś obcy zapach, nie komponujący się z otoczeniem. Rozejrzał się dyskretnie i wtedy zauważył człowieka.
Człowiek ten wyglądał całkiem niepozornie. Z początku myślał nawet, że to dziewczyna. Drobna figura i długie blond włosy były całkiem niezłą zmyłką. Dopóki się nie odezwał. Jego głos rozwiał wszelkie wątpliwości. I wszystko wskazywało na to, że zwracał się właśnie do Oliviera.
On sam przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Ściągnął bluzę, bo zaczynało się robić naprawdę gorąco. Nie skusił się jednak na moczenie nóg w wodzie. Obecność nieznajomego nieco go krępowała.
- Taa.... - mruknął w końcu wpatrzony w wodę. Coś mu się nie podobało w tym chłopaku. I nie myślał tu o kolorystyce jego ubrania w tak upalny dzień. Podświadomie czuł, że z tego spotkania mogą wyniknąć jakieś kłopoty. A jak na złość, włócznię zostawił w domu. No nic, miał do dyspozycji jeszcze swoje moce, a może akurat uda się uniknąć walki....
Kątem oka przyglądał się chłopakowi. Mimo całych tych wszystkich syren ostrzegawczych wyjących gdzieś głęboko w jego głowie, czuł także zainteresowanie jego osobą. W sumie dawno nie rozmawiał ot tak, dla samej przyjemności rozmawiania. Ostatni raz miał miejsce chyba jeszcze we Włoszech, kiedy to żegnał się z Francescą na lotnisku. A potem? Telefony służbowe, zdawkowe rozmowy w interesach.... Zresztą, do tej pory nie odczuwał takiej potrzeby. Ale ileż można siedzieć w samotności?
- Hm... Nie gorąco ci? - zagaił zdawkowym tonem w pewnym momencie. Czerń nie była chyba odpowiednim kolorem na słoneczne dni, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Lip 16, 2013 10:27 am

Odwrócił głowę w kierunku nowopoznanej osoby. Zimne, stalowe okowy zacisnęły się na jego żołądku, gdy zobaczył zwierzęca uszy wyrastające z głowy nieznajomego. Nie… dlaczego nawet tutaj?
: Irsvielu, oto jedna z tych istot, które zasługują na zbawienie. :
- Nie za bardzo –
odpowiedział prosto i sam do końca nie wiedział, czy te słowa zostały skierowane tylko do tego chłopaka, czy może jednocześnie do Niego. Nie chciał tego dnia walczyć, naprawdę. Upał działał wyniszczająco i był przez to zmęczony, chociaż tego dnia nie robił niczego wymagającego wysiłku. Już nawet nie wspominając, że ostatnio źle sypiał. Tak, to na pewno nie były wymówki. W końcu wtedy na cmentarzu nie próbował „zbawić” tej kobiety-maga z zupełnie innych powodów, prawda? Tak, na pewno.
Spojrzał w dół, na swój brzuch, czy może raczej czarny materiał pod którym zaznaczały się wypukłości – bicz owinięty ciasno wokół torsu. Im cieplej było, tym bardziej problematyczne było noszenie go w takim miejscu. Nie dość, że nieco krępował ruchy, to i na dodatek jeszcze sprawiał, że było mu gorąco. No cóż, zdecydowanie nie mógł go sobie ot tak wyjąć, bo to na pewno byłoby równoznaczne z wyzwaniem do walki. A tego jednak nie chciał i wciąż szukał dość dobrej wymówki, nie by nie musieć zbawiać nikogo tego dnia.
I dokładnie wtedy w głowie po raz kolejny zadudniło mu zdanie: „Nieśmiertelni też mają uczucia”. A może zamiast walczyć, mógłby przeprowadzić taki swoisty test? Drobny eksperyment, który mógłby potwierdzić lub obalić tę teorię – bo jednak dla Irysa to wciąż było po prostu jakąś niepotwierdzoną i w sumie całkiem idiotyczną hipotezą. Tak… to byłaby idealne wymówka do uniknięcia walki. Ach, chwila, żadna wymówka, to po prostu naprawdę świetny powód, tak.
- Współczuję ludziom w mieście, którzy muszą się tam kisić – stwierdził zdawkowo, naprawdę nie mając pomysłów, jak mógłby sensownie zacząć rozmowę.
Gdyby to był człowiek, to cała sprawa układałaby się inaczej. Ostatecznie nigdy nie miał problemów z kontaktami, ale tylko z innymi ludźmi, bo przy nieśmiertelnych zaraz stawał się bardziej nerwowy, jakby zaraz każdy z nich miał się na niego rzucić z kłami, pazurami i zetrzeć go z powierzchni ziemi.

//Przepraszam, że tak długo mi na tym zeszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Lip 16, 2013 6:21 pm

Nie miał pojęcia, że wywoływał takie emocje u nieznajomego. Podświadomie czuł jednak, że mogą z tego wyniknąć jakieś kłopoty. Musiał uważać. Odruchowo zastrzygł uchem po czym lekko położył je po sobie. Czuł, jak napinają mu się mięśnie, gotowy w każdej chwili do obrony. Oczywiście miał nadzieję, że do niczego nie dojdzie...
Spojrzenie chłopaka na swój brzuch wzmogło jeszcze uczucie niepokoju. Jego zwierzęcy wzrok od razu zauważył niewielkie wypukłości, które nie mogły jednak uchodzić za naturalne ułożenie ciała. Czerwona lampka w jego głowie zawyła ostrzegawczo. Znów pożałował, że nie wziął ze sobą broni. No ale miał jeszcze naturę, więc szanse zdecydowanie rosły. Mimo to wciąż się łudził, że do niczego nie dojdzie. Miał taką nadzieję.
A nadzieja umiera ostatnia, czyż nie?
Może mimo wszystko ten nie chciał go zabić? Jeszcze tylko tego brakowało. Teraz naprawdę nie chciał umierać. Miał, oczywiście, chwile słabości, ale zbyt wiele osób na niego liczyło. Musiał więc twardo stawić czoła przeciwnościom, nie mógł się poddawać.
Ale z drugiej strony... Przecież nie chciał nikogo zabijać. A obawiał się, że "obrona konieczna" będzie tego wymagała. Był teoretycznie silniejszy, to fakt. Ale chłopak był uzbrojony, a on nie. Mógł mieć przecież jakąś specjalną moc lub talizman niwelujący działanie magii, ludzka technika strasznie szybko się rozwija ostatnimi czasy.
Zdziwiła go odpowiedź chłopaka. Uniósł nieco sceptycznie brwi, w końcu sam z doświadczenia wiedział, że w czerni w słoneczne dni idzie się usmażyć. Dodatkowo jak się ma długie włosy... Wtedy to naprawdę koszmar. Olivier wiele razy zastanawiał się nad obcięciem swoich, jednakże zawsze coś go powstrzymywało. Teraz też tylko wyciągnął gumkę z kieszeni i związał włosy w luźny węzeł na karku.
- Oj tak, w mieście jest o wiele gorzej... Chociaż dzisiejsza pogoda wcale nie jest najgorsza. O wiele cieplej jest teraz na Południu.... - zamyślił się nieco nostalgicznie, na wspomnienie okolic, z których pochodzi. Nie powiedział nic konkretnego, a i tak ogarnęła go nagła tęsknota za słoneczną Italią. Tam wszystko było lepsze... Ale jednocześnie to w Anglii spędził najlepszy okres swojego życia. Czuł się nieco rozdarty między tymi dwoma państwami. Choć do tej pory jakoś udawało mu się to wszystko pogodzić. Był przecież młody, niedoświadczony... Uśmiechnął się nieco smutno do swoich myśli. Potrząsnął lekko głową, chcąc pozbyć się nękających go wspomnień. To nie był odpowiedni czas na tego typu rozkojarzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Lip 16, 2013 8:25 pm

Było gorąco, to jasne. Pewnie dla każdego innego normalnego człowieka byłoby to przynajmniej uciążliwe, ale Irys jako inkwizytor w pewnym sensie był znacznie… wytrzymalszy. I jednocześnie mniej wrażliwy na jakieś bodźce zewnętrzne, takie jak temperatura. Co ja co, ale kościół potrafił naprawdę dobrze przygotować swojego człowieka zarówno do walki jak i do pokonywania przeróżnych trudności. Ale teraz naprawdę nie zamierzał sięgać po broń. Cały czas wmawiał sobie, że to wszystko ma być testem, niczym więcej. Postara się w jakiś sposób dowiedzieć, czy to łupie zdanie, które cały czas kotłowało się w jego głowie i przekrzywiło, na zmianę z Nim.
Bo o ile Irys chciał uniknąć walki i wszystkiego, co było z nią związane, o tle On po prosu pragnął, żeby inkwizytor pozwolił siebie prowadzić i rzucił się do ataku. To była zadziwiająco podobna sytuacja do tych wcześniejszych. Z tą różnicą, że tym razem potrafił sprzeciwić się głosowi w swojej głowie, który po prostu przybierał na sile z każdą chwilę. Ignorowanie go było coraz trudniejsze, ale ta niechęć do walki i tej, według mniemania Irysa, wówczas niepotrzebnej przemocy również nie należała do słabych. Co za… okropne uczucie. Ciekawe, czy tak samo działały moce niektórych nieśmiertelnych, którzy przejmowali kontrolę nad umysłami innych.
W sumie… lepiej czegoś takiego nie doświadczać na własnej skórze. Zdecydowanie mniej problematyczne byłoby spytanie kogoś, kto przeżył coś takiego. Mniejsza.
Kiwnął lekko głową i machnął lewą nogą nieco mocniej, rozchlapując wodę. Przez sekundę, albo może i ze dwie, dopóki krople nie spadły z powrotem do jeziora, promienie słońca odbiły się od nich, tworząc miniaturowe tęcze.
- Dlatego niech Bóg błogosławi Londyn – powiedział spokojnie, jakimś cudem wracając myślami do Kiel.
No doprawdy, mowa jest o południu, a jemu przypomina się jakaś miejscowość położona w Niemczech? Tam nie było ciepło… zimno też nie. kochajmy pogodę umiarkowaną, ot co. Spokojne zimy, spokojne lata. Nic, czym człowiek mógłby czuć się zaskoczony czy zbity z pantałyku. Tam wszystko było proste. Zapewne było to spowodowane głównie faktem, że życie w zakonie ogólnie nie należało do trudnych? Tak… pewnie tak. W końcu każdy miał ustalone zadania, nie musiał martwić się, czy coś zostanie wykonane źle albo wcale. Bo ostatecznie niemal wszyscy cierpieli tam na dziwną obowiązkowość. Taak…
- Ale trochę deszczu nikogo jeszcze nie zabiło – stwierdził, naprawdę nie wiedząc, jak mógłby podtrzymać rozmowę. Jasne, już teraz wydawała mu się sztuczna i całkowicie wymuszona, ale chyba byłby w stanie sobie z tym poradzić…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lip 18, 2013 10:12 am

Bóg? Ciekawe. W oczach tego całego jego Boga, Olivier był przeklęty. Nie wróżyło to dobrze. Kto wie, czy nie trafił na jakiegoś fanatyka... Że tez on zawsze miał takie szczęście. Otaczali go sami dziwni ludzie dybiący na jego i tak wątłe życie.... No, ale może tym razem jednak się myli. Miał taką szczerą nadzieję.
- Może i by się przydał. Ale w sumie ostatnio padało, i to dość obficie. A co za dużo, to niezdrowo. - Spokój w jego głosie był zupełną odwrotnością tego, co tak naprawdę czuł. Nie był ani trochę spokojny. Mimo to nic po sobie nie pokazywał. Przez ostatnich parę lat wyćwiczył niemal do perfekcji maskę opanowania. Nie było więc dla niego żadnym problemem zachowanie spokoju, choćby był to właśnie taki pozorny spokój.
Zapatrzony gdzieś w dal nawet nie silił się na podtrzymywanie rozmowy. Szczerze, to ostatnimi czasy nawet nie bardzo lubił nawiązywanie nowych znajomości. A już szczególnie z potencjalnymi mordercami. Był o wiele bardziej nieufny niż kiedyś. Także ciężej też było do niego dotrzeć.
- Chociaż z drugiej strony masz trochę racji. Odrobina nikogo nie zabiła. Ale już taka ulewa trwająca kilka dni i idąca za nią powódź już tak - uśmiechnął się lekko, z nutą szyderstwa. Kątem oka spojrzał; na rozmówcę, chcąc sprawdzić jego reakcję.
Mimo niechęci mógł się przecież trochę zabawić, prawda? Od tego jeszcze jakoś nikt nie umarł.


//Marność, marność, wybacz, ale wen umarł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Lip 24, 2013 10:38 pm

Och, tak… W oczach Boga zmiennokształtni byli przeklęci. Tak jak każda inna nieśmiertelna istota. Ha, mało tego. Ten głos, który Irys słyszał w swojej głowie i który, przynajmniej według niego, był głosem samego Boga, domagał się, żeby właśnie dopełnił swoich inkwizytorskich obowiązków i „zbawił” tego nieśmiertelnego, na którego miał nieszczęście wpaść. Tak… powinien go zabić. Nie, wcale nie, powinien go zbawić. To była wielka różnica, bo zabija się z egoistycznych pobudek, a on, Irysviel, chciał tylko, żeby ta istota również mogła napawać się wspaniałością Boga…
Ale to później.
Najpierw z nim porozmawia i sprawdzi ten absurdalny pomysł, że jakoby nieśmiertelni tez mają uczucia. Nie potrafił w to za bardzo uwierzyć. Może to dlatego?
- Upał rozleniwia – odparł i westchnął cicho. Tak. To była kolejna wymówka, by nie musieć nikogo zabijać. Nawet jeśli to był nieśmiertelny i jeśli jego śmierć miałaby być dobra. To naprawdę… nie chciał tego robić. – W deszczowe dni łatwiej jest zebrać myśli. I zacząć działać.
Odwrócił głowę w kierunku nieznajomego. Przez chwilę, naprawdę krótką, przez głowę przebiegła mu myśl, że ciekawi go, jak się nazywa. Zaraz ją wyrzucił. Bo co za różnica? To tylko nieśmiertelny. Powinien zostać zbawiony w imię miłości Boga do ludzi. Nic więcej. Jego imię miało jak najmniejsze znaczenie w tym wszystkim.
Z kolei inkwizytor był cały czas spokojny. Nie tylko zewnętrznie, ale i w środku. Nie musiał kontrolować swojego zachowania, jak zazwyczaj podczas spotkań z nieśmiertelnymi. To pewnie przez to słońce… tak, z całą pewnością. W końcu nie miał prawa traktować nieludzkiej istoty, jak człowieka, ani tak na nią patrzeć. To przecież bez sensu.
- Pewnie nie bez powodu – odpowiedział spokojnie, wyłapując to szyderstwo w uśmiechu nieznajomego. Również się uśmiechnął. Ale całkowicie przyjaźnie. – Wszystko ma jakiś cel. Nawet śmierć czasami tak naprawdę jest poświęceniem dla wyższego dobra – odpowiedział, wciąż się uśmiechając.
Był człowiekiem. Człowiekiem ze spaczonym spojrzeniem na świat. Widział tylko to, co pokazał mu kościół. Przynajmniej do tej pory tak było. W normalnych okolicznościach, pewnie już podjąłby się walki. Ale teraz gościło w nim… takie ziarno niepewności. Wszystko pzez jedno, cholerne zdanie, którego nie mógł pozbyć się ze swojej głowy.
Nieśmiertelni też mają uczucia.
Ale… jak to sprawdzić?


//Przepraszam, nie udawało mi się zebrać do odpisu .___.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Lip 27, 2013 3:03 pm

Cóż, nie jego wina, że jego rodzice akurat mieli to nieszczęście być zmiennokształtnymi. Biedny Oli, od dnia swojego poczęcia został pozbawiony jakże wielkiej łaski zbawienia.... Choć, szczerze powiedziawszy, nie odczuwał jakoś za specjalnie tego braku. Jego rodzice również nie byli za bardzo religijni. On sam szanował jednak wierzenia innych. O ile nie byli to jacyś fanatycy, którzy chcieli go zabić "za żywota".
Krótko mówiąc, miał gdzieś, w co wierzył chłopak, póki nie doprowadzało to do uszczerbku na jego własnym, osobistym zdrowiu.
- Możliwe. Niższa temperatura faktycznie wpływa korzystniej na ogólne skupienie się, ale sam deszcz również może uniemożliwić pewne działania. Nie wiem, jak ty, ale ja nie za bardzo lubię moknąc. - Oj, zdecydowanie w takich momentach wychodziła z niego kocia natura. Nie lubił moczyć swojego futerka zarówno w kociej, jak i w ludzkiej postaci.
Chłopak zaczynał go intrygować. Wiele wskazywało na to, że był ślepo zapatrzony w tego swojego Boga, wierzył w każde słowo Jego nauk. Fascynowało go to, ale jednocześnie też niepokoiło. Bo co, jeśli nagle zacznie szaleć i zaatakuje go w imię tej swojej wiary? Nie bał się tego, że go zabije czy zrani. Po prostu za wszelką cenę chciał uniknąć niepotrzebnej walki.
Dla wyższego dobra?
Uniósł brwi, nieco zdziwiony tą wypowiedzią. No naprawdę brzmiał jak fanatyk. Czuł, jak drobne włoski na karku stanęły mu dęba. Położył lekko uszy po sobie, przyglądając się nieznajomemu. Coraz mniej mu się podobał. Nawet nie chciał wiedzieć, kim on jest. Miał ochotę stąd odejść, zostawić go samego, byle tylko wyjść z tego cało. Bo czuł, że pokojowo to się nie skończy.
Nie z takimi ideałami.
- Dla wyższego dobra? Niby dla jakiego wyższego dobra niewinne dzieci umierają z głodu lub są katowane przez własnych rodziców? Niby dla jakiego dobra co chwilę słyszy się o gwałtach, morderstwach, kradzieżach? Powiedz mi, gdzie ty widzisz jakiś cel w klęskach żywiołowych czy wojnach zabierających ze sobą tysiące niewinnych istot? - podniósł nieznacznie głos, sam nawet nie zauważając swojej złości.
- Jednak Twój Bóg nie jest odpowiedzią na wszystkie pytania... - powiedział cicho, wbijając wzrok w wodę. Złość w momencie go opuściła, pozostawiając po sobie jedynie pustkę. Wiedział, że nie może nic zrobić, że nie jest w stanie naprawić świata. Nieważne, co by zrobił, i tak zrobiłby za mało. I to chyba bolało go najbardziej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Lip 27, 2013 6:49 pm

To jasne. Nikt nie wybierał swoich korzeni, ale to nie miało znaczenia. Dla Irysa wszystkie istnienia na świecie dzieliły się tylko na dwie grupy. Na ludzi i tych, którzy nie powinni istnieć. Nic więcej, naprawdę. Jego i tak słabą psychikę zaatakowała nauka kościoła i zniszczyła pojęcie o tym, co jest dobre, a co złe. Zabijanie – o ile to byli nieśmiertelni – było dla niego dobre. Krzywdzenie ich i zadawanie im jak największych pokładów bólu również. A później, do tego całkowicie spaczonego podejścia do życia, doszedł głos. Głos, który Irys uznał za głos Boga i który kazał mu zabijać. I teraz też tego chciał, ale inkwizytor chciał się jeszcze czegoś dowiedzieć. Raz udało mu się nie posłuchać głosu i teraz zrobił to po raz kolejny.
Uśmiechnął się, patrząc na wodę i wciąż delikatnie brodząc stopami w wodzie.
- Osobiście wolę, kiedy pada deszcz – odpowiedział i wzruszył ramionami. – Ot, po prostu. W czasie upału odechciewa się żyć po prostu.
Westchnął. Tak, w czasie deszczu łatwiej się myślało. A taki upał… naprawdę rozleniwiał i sprawiał, że człowiekowi… lub nie-człowiekowi, nie chciało się niczego robić. A w czasie deszczu? No jasne, pole do popisu w robieniu czegokolwiek na zewnątrz malało, ale przynajmniej powietrze w mieście nie cuchnęło tak bardzo.
Wzruszył ramionami i przymknął oczy, patrząc na rudowłosego. Widział, jak położył po sobie uszy i Irys zaczął się zastanawiać, czy atakowanie go naprawdę ma sens. Czy atakowanie jakiekolwiek nieśmiertelnego miało sens. Tym razem uśmiechnął się naprawdę słabo. Dlaczego wszyscy właśnie tak na to patrzyli? Obwiniali Boga o coś, co sami sobie zgotowali, nie zwracając uwagę na nic. Ostatecznie… mieli wolną wolę. I to właśnie dzięki niej, czy może raczej przez nią to wszystko się działo.
Poczekał, aż złość chociaż trochę ulotni się z nieśmiertelnego. Złość nie sprzyjała rozmowie i to wcale. Bardziej sprawiała, że wszyscy wokół po prostu czuli podświadomą chęć do wbicia innym swoich racji na siłę.
- To wszystko jest skutkiem wolnej woli. Mój Bóg dał ją każdemu, żeby sam podejmował decyzję odnośnie tego, co jest dobre, a co złe – oznajmił, tak boleśnie nieświadom, że u niego to poczucie zostało już dawno spaczone. – To nie jest akurat wyższe dobro. To skutek tego, że ludzie nie decydują właściwie. Wolą wybrać coś, co jest dla nich wygodniejsze i skazują innych na cierpienie.
Kochał ludzi. Bardzo. Uważał, że broni ich przed nawałem nieśmiertelnych i ich wewnętrznym złem. Też chciał naprawić świat. W ten zupełnie porąbany i nielogiczny sposób. Walczył o pokój. To dopiero było absurdalne.
- Nie, oczywiście, że nie jest. On jest po prostu przewodnikiem. Sam decydujesz, jaka jest odpowiedź – powiedział, również cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Olivier
Oswojony
avatar

Liczba postów : 24
Join date : 28/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Lip 28, 2013 1:14 pm

No tak, w końcu najlepiej zwalić winę na słabego człowieka niż na wszechmogącą istotę, w której istnienie co poniektórzy mocno powątpiewają. Bo przecież człowiek ma wolną wolę, którą dostał od BOGA, i to przez tą właśnie wolną wolę wszystko niszczy, tak? Szkoda tylko, że nikogo nie obchodzi, co ten człowiek ze swoją wolą wyczynia. Bo gdyby ktokolwiek na to patrzył gdzieś tam z góry, to na świecie żyłoby się o wiele lepiej.
Chyba ze ktoś z góry jest skazany na męki piekielne. I gdzie tu tolerancja? Gdzie ta cała miłośc do bliźniego, o której tak nauczają? Czy to, że jego rodzice byli zmiennokształtnymi to grzech? Przecież, według Biblii, to właśnie Bóg stworzył wszelakie istoty żyjące na ziemi, a z tego wynika, że również istoty nieśmiertelne. Więc to jest kompletnie nielogiczne, że tylko nieśmiertelni są od razu przeklęci. Co taki zmiennokształtny czy elf komukolwiek zawinił?!
Miasto cuchnie zawsze, bez względu na pogodę. Podczas deszczu jest to jednak specyficzny smród rozjechanych żab i asfaltu nijak nie kojarzący się ze świeżym powietrzem. A w upalne dni? Cóż. Miasta śmierdzą zawsze. Prawdziwe świeże powietrze można znaleźć jedynie daleko od zurbanizowanych terenów. Dopiero w lasach lub na łąkach można docenić zapachy świeżo ściętych traw, czy zmłóconego zboża. Ktoś, kto całe życie spędził w mieście nie dostrzeże takich niuansów...
- Czyli co, twoim zdaniem jest tym wyższym dobrem? Za co ludzie giną, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy? I dlaczego często nie mają nawet zagwarantowanego tego wyboru, o którym mówisz? - Wiara chłopaka zdawała się być bardziej pokręcona niż mogło się z początku wydawać. Było w niej tyle pytań, tyle niejasności, że Olivier cieszył się, że jest ateistą. Te wszystkie niuanse, niuansiki, jakieś wyższe cele... Skoro ten cały Bóg był taki miłosierny, dlaczego dopuszczał do takiego zła?
Oczywiście, nie wolno było zapomnieć, że Irysviel najwyraźniej nie należał do typowych wyznawców swojej wiary. To także miało wpływ na przekazywane Olivierowi informacje. Nieznajomy mówił wszakże o tym, w co sam wierzył, co sam wiedział i co jemu zostało wpojone. Tylko dlaczego, w ciągu tylu lat, nikt nie zwrócił uwagi na jego wykolejony obraz rzeczywistości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Lip 28, 2013 4:04 pm

To jasne. Bo jak niby zwykły człowiek może się równać z taką istotą wszechmogącą? Oczywistym powinno być, że to niemożliwe, nierealne i całkowicie abstrakcyjne. Wolna wola to był dar i przekleństwo. A ludzie, jak to ludzie, częściej wybierali właśnie to, co było dla nich łatwiejsze. Czyli głównie to, co było dla nich dobre, ale dla innych… no cóż, bardzo często w skutkach nieciekawe. A gdyby ta moc – ten Bóg – zacząłby prowadzić ludzi, to czy nie byłoby to ślepe posłuszeństwo? Przecież kochał ich tak bardzo, że pozwolił im na działanie według własnego widzimisię. A to, że wybierali zło i oddalali się od niego… to był ich wolny wybór. Niezależny. Pokraczny i niewłaściwy, ale ich własny. Nikt nie narzucał im swoich decyzji i tak było dobrze, nawet najlepiej.
- Moim zdaniem wyższym dobrem jest zbawienie – powiedział głośno i powoli wstał. Pochylił się i wziął czarne trampki w lewą dłoń. – Zbawienie wszystkich istot przed złem. Wyciągnięcie do nich ręki, która przyniesie im zbawienie i końcowe ukojenie. A ci, którzy giną, niby bezpodstawnie i bez wyboru… to po prostu konsekwencje. Syn płaci za grzechy ojca – powiedział cicho, spokojnie, niemalże kojącym głosem i spojrzał na zmiennokształtnego z góry.
Chciał go zbawić. I nie chciał jednocześnie. Nie miał pojęcia, czego naprawdę chciał. Ani dlaczego. To było dla niego… sprzeczne, straszne. Nienawidził zmian i po prostu go przerażały. A teraz nadchodziła chyba jedna z tych największych, która pojawiała się w sposobie jego myślenia. I to było najgorsze i właśnie tego bał się najbardziej.
A teraz, właśnie teraz to sobie uświadomił. Przełknął głośno ślinę.
- Miłego… dnia – wydusił z siebie zdławionym tonem. Bo był przerażony. Odwrócił się bardzo szybko i odszedł. Kiedy tylko jego stopy dotknęły ziemi, po prostu puścił się biegiem przed siebie. Chciał zniknąć. I to już.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Sie 21, 2013 12:12 pm

- Pięknie tu. - powiedziała do siebie, gdy w polu widzenia zauważyła pomost. Okolica rzeczywiście była piękna, a pogoda bez skazy. Idealnie błękitne niebo, słońce... i piękna okolica.
Lisica (bo akurat tę postac niedawno przyjęła) wskoczyła na pomost i spojrzała na piękny krajobraz. Rude futerko nastroszyło się. Lekki wiaterek wiał ze strony południowej, niosąc ze sobą płatki kwiatów i trawę. Tarmosił okoliczne gałęzie drzew, wprawiając je w ruch. Cała ta harmonia, krąg życia, bardzo inspirował naszą bohaterkę. Wstała i powędrowała powoli przez pomost, a jej długi i puchaty ogon ciągnął się za nią i zamiatał podłożę. Wspięła się na wierzbę płaczącą, z odstającą, dużą gałęzią. Ułożyła się na niej wygodnie i pomyślała o dzisiejszym obiedzie. Brak posiłku dzisiejszego dnia dawał się we znaki.  
Jakoś sobie poradzi. Mało to pożywienia w okolicy? Spojrzała w niebo. Mimo opadających do wody liści wierzby, które osłaniały ją od promieni, musiała opuścic wzrok, bo nadzwyczaj w świecie raziły ją w szmaragdowe ślepia.
W wodzie dostrzegła pływające ryby. Piękne, duże i... tłuste. Na pewno dobrze smakują, ale co to, Mya nie będzie się przecież wysilac. A teraz rozciągnęła się leniwie i zaczęła lekko wymachiwac swoim ogonem. Opuściła też łapę i głęboko ziewnęła. Zastrzygła uchem, bo drażniło ją latająca mucha. Rozejrzała się po okolicy i stwierdziła, że to kolejny, samotnie spędzony dzień.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Sie 21, 2013 12:31 pm

Cudowna pogoda! Słońce, czyste niebo, lekki wietrzyk. Nie jest to pogoda, w czasie której siedzi się w biurze. Nie, zdecydowanie nie! Mają taką pogodę, wychodzi się na piknik! I taki właśnie jest plan.
Lawrence wziął ze sobą kosz piknikowy, naszykował stertę kanapek, trochę słodyczy, świeżo kupionego kurczaka z rożna, który został ładnie ofoliowany, aby zbyt szybko nie wystygł i - oczywiście - trzy termosy herbaty. Nie zapomniał też o sztućcach, talerzach i - a jakże! - filiżankach. I chociaż jedzenia starczyłoby na przynajmniej trzy osoby, szedł zupełnie sam.
To trochę przykre.
Nie, żeby jemu było smutno z tego powodu.
Postanowił wybrać się nad jezioro, to zdecydowanie było pięknym miejscem na piknik! Oczywiście nie mogło to być jezioro przy Instytucie, bo zaraz doczepiliby się, że się obija. Dlaczego w ogóle przyjął tę fuchę?
Ach, fakt. Nathaniel. Wypadałoby się nim w końcu zająć.
Trzymając kosz w lewej ręce, a laskę w prawej, dotarł do pomostu, który uznał za idealny na piknik. Dlaczego?
Jeszcze pytacie? To dlatego, że był tu LIS oczywiście. Lisy są znane z tego, że siadają w miejscach emanujących pozytywną aurą, gdyż wysysają ze złych źródeł całą negatywną energię.
Moment, a może to było o kotach?
Swoją drogą, czy ten lis nie wyglądał jakoś dziwnie? Może jest wściekły? Albo jest Mrocznym Zmiennokształtnym, chcącym go zamordować? A może ma coś nie tak z ogonem?
Rozłożywszy koc na pomoście i rozkładając naczynia dla - wbrew logice - trzech osób, Lawrence doszedł do wniosku, co było nie tak z leżącym na pomoście zwierzątkiem.
To była LISICA!
Ciekawe, czy jest agresywna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Sie 21, 2013 12:47 pm

Leniwa lisiczka z początku nie zwróciła uwagi na stopniowo przybliżające się kroki. No, ale w końcu usłyszała jak coś lub ktoś siada na trawie. I w tej chwili do jej nozdrzy doszedł słodki i mdlący zapach różnych pyszności. Mieszanka tych wszystkich zapachów przyprawiło ją o ból głowy i przenikliwe wołanie żołądka. Zeskoczyła więc miękko na ziemi i wyjrzała zza drzewa na tego człowieka. Coś jej mówiło, że to kolejny nieśmiertelny, ale wolała nie ryzykować konfliktu z radą dziesięciu i przesiedzeniu wielu lat w zamknięciu, czego Myasami by nie przeżyła.
Dziewięc ogonów przekształciła szybko w jeden wielki, tak, by nie wzbudzac podejrzeń, bo co, jeśli to człowiek, na dodatek niewtajemniczony?
Zrobiła jeden krok w przód, nie spuszczając go z oka. Próbowała nie patrzec na te wszystkie pyszności, mimo że była bardzo głodna. Usiadła tam, gdzie stała, i z postawionymi sztywno uszami parzyła na niego wielkimi, głęboko zielonymi oczami. Przez to wyglądała jak mały lisek, ciekawski świata. Owinęła ogonem łapki.
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Sie 21, 2013 1:44 pm

Nalał sobie herbaty do filiżanki i nałożył sobie kurczaka na talerz. Do tego dorzucił kanapkę. Zaczął żałować, że nie pomyślał o zabraniu ze sobą jakichś dodatków, ale ile można dźwigać?
Pogoda była naprawdę satysfakcjonująca, a widok wart dłuższego marszu. Nie przeszkadzała mu ta chwila samotności. Jedyne, co odrobinę przeszkadzało napawać się posiłkiem to te dziwne wrażenie, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się dookoła, ale wiedział, że jest tu zupełnie sam. Jeśli nie liczyć tej lisicy, siedzącej w bezpiecznej odległości od jego koca i wpatrującej się w niego swoimi zielonymi ślepkami. Rzucił jej badawcze spojrzenie swoich żółtych oczu. Wyszczerzył się w uśmiechu nr 76 (ten mówiący "Ja nie gryzę, nie jestem niebezpieczny, jestem za to bardzo miły.") i położył udko kurczaka na talerzu na przeciwko swojego.
- Hej, hej, lisiczko! Czuj się zaproszona na piknik! - pomachał do niej wolną ręką. To jest lewą, jako że w prawej trzymał nóżkę kurczaka. - Mam tylko nadzieję, że nie jesteś liskiem chytruskiem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Sie 22, 2013 1:16 pm

Uniosła się natychmiast, gdy ten zawołał w jej stronę. Dostrzegła żółty kolor jego oczu. "A wiec jednak nie człowiek." - jej głowę przeszyła myśl, że powinna jednak zachować ostrożność, bo pozory mylą. Żeby nie było, że jest jakimś wściekłym futrzakiem, niepewnie podeszła do niego. Zatrzymała się w odległości około trzech metrów od niego i opuściła uszy, potem ponownie je unosząc. Jak najwyżej i jak najsztywniej. Najchętniej by stąd odeszła, udając zwykłego lisa z lasu. Ale głód i te pyszności należące do niego zatrzymały ją. Gdy była już pewna, że ma do czynienia z nieśmiertelnym, ukłoniła się łbem.
-Jestem Myasami. - podeszła trochę bliżej i usiadła trochę bliżej, we wskazane miejsce. - Miło Cię poznać. Nie jestem liskiem chytruskiem. - uśmiechnęła się na swoj lisi sposób. A potem rozgladnęła się na lewo i na prawo. - Przyszedłeś na tak duży piknik sam? Bez towarzysza? - była zdziwiona, że jeden człowiek potrafi tyle zjeść. A może był dobryczyńcą i chciał podzielić się tym, co miał z innymi stworzeniami lasu. Na przykład taką Myasami?
Powrót do góry Go down
Noburo
Demon/Wampir/Czarownik
avatar

Fabularnie : Na pikniku z Myasami.
Liczba postów : 59
Join date : 06/04/2012
Age : 23

PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Sie 22, 2013 4:26 pm

Zastygł w bezruchu, wpatrując się w nią gdy przemówiła. Zamrugał parokrotnie. Upuścił trzymany kawałek kurczaka na talerz i zerwał się na równe nogi.
- Arh, gadający lis!- wyglądał przez chwilę na przerażonego. I był!
Momentalnie jednak strach na jego twarzy zamienił się w niewyobrażalny smutek. Padł na kolana i zasłonił rękawem twarz, dało się słyszeć lekkie pochlipywanie. Jednak to też nie trwało długo, gdyż szybko zerwał się z powrotem na równe nogi, podnosząc przy okazji swoją laskę. Przybrał bardzo poważny i oficjalny wyraz twarzy.
- Co więcej, gadająca lisica! Zgodnie z etykietą, zasługujesz na traktowanie takie same, jak każda dama! W związku z tym, że powstały znaczące naruszenia w etykiecie, proszę, przyjmij moje najszczersze przeprosiny. - Mówiąc to zdjął kapelusz z głowy i skłonił się tak nisko jak tylko potrafił. Ze spuszczonym wzrokiem czekał chwilkę, najwyraźniej czekając na jakiś znak od Myasami.
Po czym niezależnie od tego, czy doczekał się jakiejkolwiek reakcji, wyprostował się, zakładając kapelusz ponownie na głowę. Rozejrzał się, jakby upewniając się, że są tu sami, po czym przeniósł rozbawione spojrzenie z powrotem na lisicę.
- A teraz, gdy błędy przeszłości zostały naprawione, mogę się prawidłowo przedstawić! Nazywam się Lawrence Aleksander Noah Rosser, Prosty Antykwariusz, Skomplikowany Zegarmistrz i Przedstawiciel Hybryd w Radzie Dziesięciu.
Mówiąc to ponownie zdjął kapelusz z głowy i skłonił się, zamiatając nim ziemię, w teatralnym ukłonie. Po czym ponownie wrócił do pozycji wyjściowej i usiadł.
- Więc, wracając do właściwego toku konwersacji. Tak, - skinął głową - przyszedłem na tak duży piknik sam. Bez towarzysza. Jednakże mam nadzieję, że pomimo tego zechcesz się do mnie przyłączyć, w końcu sam wszystkiego nie zjem. Herbaty?
Zadając ostatnie pytanie sięgnął po termos. Po czym jakby sobie o czymś przypomniał i zaczął grzebać chwilę w kieszeni, by wydobyć z niej czarną wizytówkę, z wydrukowanymi na niej białymi napisami, po czym położył ją przed Myasami.
Lawrence Aleksander Noah Rosser
Zegarmistrz i antykwariusz  (*adres*)
(*numer telefonu Rosser'a*) Oferta najlepszej jakości!
Czytaj szybko, Myasami, zanim dotrze do ciebie, że to bez sensu![/color][/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://suzeren.forumpolish.com
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Wrz 27, 2013 5:01 pm

Życie jednak jest piękne - stwierdziła, drepcząc sobie grzecznie przed siebie z torbą ciastek, HURA, CIASTKA, pod pachą. Pieska ma, chociaż to akurat dostałaby tak czy siak, bo inaczej zrobiłaby burdel w domu i zamiast budynku na miejscu pozostałyby jedynie jakieś nędzne ruiny. Że co, że niby nie byłaby do czegoś takiego zdolna? Kto tak powiedział? Poza tym, było ciepło, co samo w sobie stanowiło plus dla zmarzlucha jej pokroju. Miała, uwaga, CIASTKA. Pełną torbę. Kolejna niewątpliwa zaleta dzisiejszego dnia, choć, nie ukrywajmy, zaczął się niezbyt obiecująco. Dajmy na to, takie głodowanie w cukierni było już strasznym złem. Takim... złym złem. Ale teraz? Teraz miała wszystko, co na chwilę obecną było jej potrzebne. Nie, póki co nie przyszły jej do głowy żadne zachcianki. Chwalcie pana i wszystko co żyje, miała obecnie nadzwyczaj ugodowy humor, potrzebowała jedynie jeszcze kogoś, komu mogłaby truć (Truć-Master, wiadomo, tytuł zobowiązuje), a byłaby w siódmym niebie...
Tyle, że jak już tak sobie przed siebie człapała, to doczłapała się do pomostu. I taki zonk. Wut, wut, kiedy ona się tu znalazła... Ale okej. Jezioro jest, ciepło jest, fajnie jest. To człapiemy dalej. Pomostem. No. A jak już się jej człapanie znudziło, to usiadła sobie na krawędzi i majtała tymi swoimi glanami tuż nad powierzchnią wody. Chętnie by ją zmąciła, tyle że zwyczajnie... nie sięgała. Była niska. Nie mała, a niska, to ważne. I nijak nie była w stanie tego zrobić, chyba, że by tam do niej wpadła, co było złym, bardzo złym pomysłem, bo pływać, niestety, nie potrafiła.
Niemniej zirytowało ją to - bo wzrost. Więc wyrzuciła z głowy te myśli i rozłożyła się na pomoście, jedynie gapiąc się na swoje odbicie. Dalej machała nogami, tylko, że w powietrzu. Z ciastkiem w zębach. I się wyłączyła. Bo mogła. Bo tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Pożeracz dusz
avatar

Fabularnie : Szlaja się razem ze swoim kochanym Cieniem ♥
Liczba postów : 136
Join date : 14/06/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Wrz 27, 2013 5:29 pm

Belzebub się nie cackał. Kiedy tak podstępnie zniknął Molochowi z oczu i przeskoczył zgrabnie do swojej wspaniałej rezydencji w Piekle, niemal od razu zabrał się za rzeczy najkonieczniejsze. To jest – otrzepał swój czarny garnitur, poprawił krawat i chusteczkę wsuniętą do kieszonki w klapie marynarki. Oraz, oczywiście, miękko odgarnął przydługie włosy z twarzy i misternie przejechał po nich palcami, nadając im wygląda eleganckiego nieładu. Westchnął ciężko, ubolewając nad tym, że nie może poświęcić więcej czasu na przyglądaniu się z zachwytem samemu sobie. No dobra, nie można tak w nie skoczność. Po prostu Belzebub tak potrafił, bo był niemal do szaleństw zakochany sam w sobie. Ale mniejsza z tym.
Oderwał się w końcu od kryształowego lustra i ruszył do miejsca, które było zdecydowanie najlepiej chronione w całym domu. Odporne na magię i takie tam duperele. Specjalnie ściągał do Piekła magów, byleby tylko zapewnili jego kolekcji nietykalność. Po drodze trzy ważki przyniosły mu pusty, czarny neseser. Załadował do niego kilka butelek z duszami i szczelnie zamknął. Zabezpieczył dodatkowo, by wilgoć się nie przedarła do środka i w ogóle. I dopiero wtedy, kiedy wszystkie te formalności uznał za skończone, wrzucił jeszcze do walizki paralizator. Tak na wszelki wypadek, w końcu nie zamierzał witać w Piekle przez pewien czas. Bo gdyby Moloch go gdzieś tutaj dopadł… tragedia. Armagedon na kółkach po prostu, nic więcej. Władca Much był niemalże pewien, że zostałaby z niego tylko mokra plama. Wprawdzie i tak kiedyś będzie musiał ponieść konsekwencje tej ucieczki przed swoim „strażnikiem”, ale przecież nie teraz. Później. Może jutro, albo i za tydzień. Nieważne.
W każdym razie, przejrzał się w lustrze po raz ostatni i otworzył wrota. Odchrząknął głośno i wszedł dostojnie do środka. I zaraz stracił grunt pod nogami. Udało mu się wymamrotać tylko ciche „no nie”, nim z głośnym pluskiem wpadł do wody. Chwila, co? WODY?! WODY?! Zamachał rozpaczliwie rękoma – bo to jasne, że nie potrafił za bardzo pływać no i ogólnie… nie przepadał za takimi dużymi zbiornikami wodnymi. A teraz? a teraz taplał się w jeziorze, robiąc przy tym tyle hałasu i zamieszania, co piętnaście topiących się histeryczek. NA SZCZĘŚCIE wylądował blisko pomostu, co zarejestrował dopiero kilka chwil później, kiedy to zdążył niemalże piszczeć z histerii (a trzeba dodać, że głos mu podskoczył podczas tej paniki). I wtedy zobaczył co? NOGI. Zwisające z pomostu nogi. Tak! Tak! Tak! Po tysiąckroć tak, mój ukochany. W całym zamieszaniu nie wypuścił z dłoni walizki, za to chwycił się rozpaczliwie jedną ręką tychże nóg okutych w ciężkie glaniska i spróbował podciągnąć się w ten sposób do góry.
O ironio. Nie miał pojęcia, że istota, której się tak rozpaczliwie uchwycił, jest od niego o wiele mniejsza i chudsza. I z pewną zgrozą zdołał zarejestrować tylko tyle, że biedna istotka została brutalnie z pomostu ściągnięta i oboje wpadli do wody. Belzebub, oczywiście, tym razem już z prawdziwą paniką, przybrał swoją demoniczną postać. Ogromne rogi wyrosły mu na głowie, zęby zmieniły się w śnieżnobiałe kły spiłowane w szpic, pazury się wydłużyły (a mimo to nie wypuścił walizki, na której rozpaczliwie zaciskał palce), no i skrzydła… wielkie, musze skrzydła, przypominające kształtem skrzydła motyla. Problem był taki, że się… zlepiły. Nie mógł lecieć, więc tylko miotał nimi raz w jedną, raz w drugą stronę bez większego sensu.
Po tej krótkiej szarpaninie z wodą udało mu się w kocu jednak złapać pomostu i podciągnął się do góry. Tak trochę zapomniał o istotce, którą wrzucił niechcący do wody. Nawet zupełnie. Puścił walizkę w końcu i stał na czworaka na pomoście, caluśki mokry. A skrzydła smętnie leżały mu na plecach, przyklejone do siebie. I padł na deski.
No tak. Bo nie ma to jak demon przeraźliwie bojący się dużych zbiorników wodnych, wyrzucony prze własną bramę prosto w objęcia jeziora. Hura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Szamanka
avatar

Fabularnie : elegancik-panikarz na pomoście.
Liczba postów : 35
Join date : 24/02/2013
Age : 19
Skąd : nojachybaniefiędzie.

PisanieTemat: Re: Pomost   Pon Paź 07, 2013 3:33 pm

Nie, żeby coś – ona sama do wszelkiej maści zbiorników wodnych w sumie nic nie miała. Nie przepadała za nimi, zgoda, ale też się nie bała i w sytuacji, kiedy ni-stąd, ni-zowąd, podczas, gdy ona grzecznie siedziała sobie na tym nieszczęsnym pomoście, majtała nogami w powietrzu i generalnie nikomu zbytnio swoim bytowaniem nie przeszkadzała, nagle z nieba spadłby jakiś elegancik-demon, by pośród krzyków, wrzasków, a momentami nawet pisków, którym nie było końca, taplać się w wodzie, by na końcu w jakiś cudowny sposób wleźć na pomost, przy okazji ją samą z niego perfidnie zrzucając – poradziłaby sobie. Brzmi ciut znajomo? Ups. To w końcu takie normalne. Chyba każdemu choć raz w życiu przydarzyła się podobna sytuacja, hm? Nic nie robisz, nikomu nie wadzisz,  a nagle znikąd pojawia się czarne coś i wywołuje takie zamieszanie, że głowa mała. Nie? Ojej. Ona niestety, jak dotąd nie spotkała się z czymś podobnym. W chwili obecnej to nadrabiała, choć fakt faktem – kiedy tu dreptała z cała pewnością nie spodziewała się czegoś takiego. Już sam fakt, że nad powierzchnią wody pojawił się elegancko ubrany ktoś, garnitur, te sprawy, na dodatek z walizkami w dłoniach i padł prosto w objęcia jeziora był czymś, w najlepszym wypadku, niecodziennym. Zauważyła to już nieco wcześniej, mimo że w żaden sposób na to nie zareagowała. Uśmiechała się tylko i z rozbawieniem przypatrywała się rozgrywającej się tuż przed nią scenie, w międzyczasie ciamkając ciastka. Ani na moment nie spuszczała z niego wzroku, jednakowoż palcem nie ruszyła, by mu pomóc. Po co? Oglądanie tego było takie zajmujące, sama sytuacja – komiczna, a poza tym: wiadomo, była tylko dzieckiem. Odrobinkę złośliwym dzieckiem, ale zawsze. Cóż dziecko mogłoby zdziałać? A widok, który miał miejsce przed jej oczyma całkiem ją pochłonął. Najbardziej śmieszyło ją to, że mimo całej afery, paniki, facet ani na moment nie wypuścił z dłoni walizki. Ani jednej, ani drugiej. Odrobinę ją to też zaciekawiło. Skoro nie chciał ich zostawić nawet teraz, to cokolwiek kryło się w środku musiało być cenne. Co takiego? Khm... No, raczej, jeśli go teraz zapyta to jej nie odpowie. Wątpiła w to, czy ją w ogóle usłyszy. Poza tym, po chwili stwierdziła nawet, że w zasadzie jej to nie obchodzi. O zawartość będzie się dopytywać, jeżeli będzie miała ku temu odpowiednią okazję. Przy sposobności, o. A teraz raczej nie był na to odpowiedni moment. Kto wie, może jednak zostawi te walizki w spokoju na rzecz wyratowania się, co? O, tak jak teraz. Tylko... Nie, nie, moment!
Nim zdążyła jakkolwiek zaprotestować (no, bo akurat by to coś dało), zaprzeć się jakoś, cokolwiek – w chwili, gdy demon wykorzystując ją wlazł na pomost, ona zleciała do wody. Przynajmniej w przeciwieństwie do niego nie zaczęła wrzeszczeć, ani nic z tych rzeczy, ale... Teraz całe to zajście zdecydowanie przestało ją bawić. W miarę szybko i sprawnie wdrapała się z powrotem , mokra od stóp do głów. Klęczała, łapiąc oddech, zaś spojrzeniem ciskała błyskawice w kierunku Belzebuba. Co z tego, że on tego nie widział? Ważne było to, że jej już wpadł do głowy wredny pomysł. Odgarnęła mokre włosy, uśmiechnęła się szeroko i... zepchnęła delikwenta z pomostu z powrotem do wody.
A niech cierpi.
Och, no i uprzednio przezornie sama nieco się odsunęła, tak na wszelki wypadek, w razie, gdyby znowu próbował bez pytania za jej pomocą dostać się na bezpieczne, suche deski. Tak dobrze to nie ma!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pomost   

Powrót do góry Go down
 
Pomost
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Pomost Bóstw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Jeziora-
Skocz do: