IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pomost

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 30, 2013 8:05 pm

- Umarł król, niech żyje król. - Mruknął tylko i popchnął palcem ten przewrócony pion, by stoczył się na koc, skoro umarł, jest już niepotrzebny, teraz trzeba mu wyprawić godny pogrzeb i niech opiszą jego gorsze, czy lepsze rządy wielcy bardowie, by nigdy o nim słuch nie zaginął. Wypadł ten, to będzie następny, Sahir nie widział żadnego powodu, żadnego argumentu tutaj, żeby zaraz wpadać w rozpacz. Władza jest nieosiągalna, nie interesowała go, nie w tym świecie, nie w tym ciele. Po co mu były kłopoty związane z władaniem? Z zasiadaniem na tronie? O wiele wygodniej było siedzieć za tym tronem, popalać fajki i pociągać za sznurki, mówiąc królowi, co ten ma dokładnie robić. Punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia, ot co, swoje w głowie trzeba mieć i jakąś wizję na życie. On jej nie miał do chwili spotkania Inu, który otworzył przed nim zupełnie nowe perspektywy i grzeszne obietnicy wielkiej zabawy. Możliwości zrobienia czegoś i ruszenia się z miejsca. Coś go wreszcie zaczęło interesować i słowa 'no future' straciły na swej mocy, w porównaniu do tego, jak ongiś mógł je wypowiadać. Wszystko się zmienia - taka prawda, a on nie ukrywał, że będzie wygodnie mu się zmienić wraz z tym, co się wokół niego działo. Ludzie jakoś mieli w sobie coś takiego, jak szczury, jeśli o zdolność przystosowania się chodzi, nawet do najcięższych warunków.
- Każdy dowódca w końcu ustępuje drugiemu, nie widzę problemu. - Odparł flegmatycznie, przyglądając się, co też się na planszy dzieje. Jego ruchów koniec, świetnie, przynajmniej będzie mógł poleżeć, niech ta plansza zostanie domeną kogo innego... A on jak zwykle usunie się w cień, niepostrzeżony i albo będzie gmatwał na tej samej szachownicy, albo pójdzie uboczem, zbyt leniwy, żeby walczyć o coś. Bo po co? Jego struktura pozostawała nienaruszona, więc nie istniał problem.
Dlatego też Irys mógłby wygrać tą grę.
- Sorry, ale na to też mam wyjebane. Ja nie wciskam się z butami innym i odwrotnie.... Inaczej kurewsko bym się nudził... - Spojrzał na swoje paznokcie, tak o sobie, bez większego, konkretnego powodu, tracąc chyba zainteresowanie grą, której udało się na kilka chwil go wciągnąć.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Kwi 03, 2013 1:04 am

Irys z rozczarowaniem zmarszczył brwi i przekrzywił głowę w lewo, uważnie przyglądając się Sahirowi. Miał nadzieję na dłuższą rozgrywkę – mimo śmierci króla – na walkę czy protest... A tutaj nic? Spokój, może nawet jakaś ulga. Zdecydowanie wolałby zobaczyć choćby namiastkę irytacji na tej twarzy, niż obojętność. To wcale nie było takie zabawne.
- A czy nie powinien zostać pomszczony, skoro zginął z ręki wroga? – zapytał flegmatycznie. Wciąż liczył na jakąś konkretniejszą reakcję, cokolwiek. Byleby nie tą obojętność, która zaczynała powoli inkwizytora przytłaczać. Nie należał do ludzi cierpliwych, nigdy. Raczej reprezentował tę część społeczeństwa, która rwie się do walki i należy jej wydawać rozkazy, by nie zgubiła się przypadkiem wśród własnych decyzji.
Uniżony sługa skryty w cieniu, ot co.
Istnieli tacy, którymi należało sterować. Tacy, którzy manipulowali innymi, ukrywając swoje twarze za kurtynami. I istnieli ci, którzy wypełniali rozkazy i usuwali się na bok, gdy polecenie tylko zostało spełnione, by móc poczekać w spokoju na kolejne. Trudno.
- Nie każdy dowódca ma swojego zastępcę – odparł, wzruszając ramionami. Przyglądał się królowi, których, już niepotrzebny i niemal zapomniany, dokonywał swojego życia poza szachownicą. To powinno być smutne. W chwili, w której przestał być kimś przydatnym, można było o nim zapomnieć, bo miał pojawić się ktoś inny. Huh, może gdyby jednak ów zastępca nie przybył, to czy pamięć o zmarłym królu nie żyłaby choć trochę dłużej? Hm, możliwe. Ale kogo to obchodzi?
- Nudziłbyś się, wiedząc, kim jesteś i co znaczysz dla innych? – zapytał i zaczął bawić się krzyżykiem na swojej piersi. – Odpychając tak innych, nie czujesz się czasami samotny? Taki brak zainteresowania w kooońcu do tego doprowadzi.
Irys też powoli zaczynał tracić zainteresowanie... lecz samym Sahirem. Nie umiał uzyskać od niego konkretniejszych odpowiedzi – może nie wiedział, jak do tego dotrzeć, w końcu uczono go innych metod przesłuchiwania i odnajdowania informacji. Nie potrafił też zachęcić swojego rozmówcy do prawdziwej rozmowy. Czy to miało w ogóle jakieś znaczenie, czy chociażby sens? W końcu zapewne gdy tylko się rozstaną, to obaj zapomną o tej rozgrywce, która niczego nie wniosła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Kwi 03, 2013 11:18 am

Pomsta - na co to komu? Po co przejmować się czyimś żywotem? No dalej, zastanów się - chciałbyś kogoś pomścić?
Tak, chciałbyś pomścić samego siebie.
Chciałbyś wypalić w sobie napędzającą byt nienawiść, wyrzucić gniew, przelać krew, nieważne, czyją - niech się leje, niech ziemia ją wypije, w końcu ona nigdy nie jest wystarczająco nasycona. Będzie korzyść i dla niej i dla Ciebie.
- A kto jest wrogiem? Ty? - Skrzywił się znacznie, mięśnie poruszyły, nie miał się czym popisywać, jeśli o jakieś bicepsy czy tricepsy chodzi, aczkolwiek nie o popisywanie przecież chodzi - lekko się poprawił, lekko przeciągnął, czując zupełnie swobodnie w towarzystwie Irysa. Jak w każdym innym. Bycie sobą to najlepsza recepta na nie pogubienie się przy innych, obojętnie, jacy by oni nie byli, nie ważne, czy cię akceptują, zabiją za twoje poglądy, czy zaakceptują i będą chcieli poznać. Potrafisz wszystkich zniechęcić, tak teraz zniechęcasz Irysa - wcale mnie to nie dziwi, kolego, wcale nie dziwi, takim postępowaniem naprawdę daleko zajść nie możesz. TEORETYCZNIE. Słowo to jest jak najbardziej wiecznie na czasie, bo potrafi położyć nacisk na to, że istnieje zawsze druga strona medalu, a i bok jeszcze mamy, czyż nie? Zawsze nastawiać się możemy tylko na to, by innych wykorzystywać, stawiając na czystą interesowność - zero emocji zero żalu, jedynie chłód i kalkulacja tego, co się bardziej, a co mnie opłaca. Jaką drogę wybrałeś, Irysie? Nie widzisz, że przeczysz samemu sobie, dla Ciebie wszystko jest w porządku, Twoje głosy, wmówione, są prawdą, bo takim chcesz świat widzieć - wiesz, Ja naprawdę nie widzę w tym niczego złego. Skoro mamy wolną wolę, to róbmy, co chcemy, żyjmy tak, byśmy byli zgodni z własnym Ja, byśmy nie czuli nieprzyjemnego ciężaru i nie wydawało nam się, że robimy coś zupełnie wbrew sobie, kiedy tego nie chcemy. Trudno jest ująć ludzką naturę w jednym zdaniu, nawet w kilku i tym, czego się pragnie i jakie mamy oczekiwania wobec innych, tak krótko i zwięźle. Chociaż Ty? Irysie, chyba chcesz po prostu zbawienia dla wszystkich, prawda? Sahir chce, żeby dano mu święty spokój, a gdy budzi się żar, nieprzyjemny, który trawi ciało, pragnienie wypala jak rozgrzane dłuto w mózgu słowo: "Zniszczyć".
- Skoro pionek zginął, znaczy, że był bezużyteczny. Mam płakać po śmieciach? - Te oczy, te tafle jezior - one biły chłodem i powód wcale nie był w całości zaklęty w samej barwie. One obserwowały, kiedy chciały, one widziały, kiedy coś wydało się godne zauważanie - sytuacje się odwróciły, teraz to On patrzył na Irysa, twardo, sprowadzony ze swego świata do obecnego, by widzieć. Właśnie dzięki tak banalnemu pytaniu, które wzbudziło frustracje. Po co pytać o coś oczywistego? Jasne, żeby poznać drugą stronę, by oczywistość przestała być zaklęta w domniemaniu i została wypowiedziana, gdyż dla każdego może być ona inna. I tak naprawdę Sahir należał do tych, co nie przekładali siebie na innych. Wręcz przeciwnie. Wszyscy, można powiedzieć, w jego domniemaniu jeśli nie poniżej, to byli zbyt daleko, żeby go sięgnąć. Wywyższanie się? Ach, już został nawet o to posądzony, ale on sam słownie by nie powiedział, że uważa się za lepszego od innych. On siebie uważał po prostu za INNEGO.
- Każdego, prędzej czy później, da się zastąpić. - Takie było Jego zdanie na ten temat, kolejna różnica poglądów. - Ta, taka wiedza jest mi zwyczajnie zbędna.
Stoisz sobie na uboczu, mając wyjebane, to po kiego grzyba wnikać ci, dla kogo co znaczysz? Rzecz miała się inaczej wobec takiego Inu, ale tylko minimalnie - on rozważał wszystko, co możliwe, żeby wyjść na swoim i wziąć jak najwięcej dla siebie - w tym, czego potrzebuje, rzecz jasna. Nie brał jednak pod uwagę nadal jakoś szczególnie, kim dla Inu może być na tej szachownicy.
- Pytasz, bo martwisz się o moją osobę? - Uniósł lekko brew, a jego mina wyrażała wręcz sarkazm, jaki przepłynął przez to pytanie, w modulacji głosu niewyczuwalny.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Kwi 05, 2013 9:31 pm

Wrogiem, co? To to w końcu takie puste słowo. Teraz ludzie zbyt łatwo nadawali innym ten tytuł. Wrogiem był każdy, kto miał inne zdanie, kto należał do innej rasy, kto miał inne zasady moralne, kto wyróżniał się nieco bardziej na tle innych. Miał tyle imion i twarzy, ilu jest ludzi. Był każdym i nikim. Żył, kochał i nienawidził – lecz był wrogiem, lecz jego uczucia powinny być żałosne. Zwykle były, czy też raczej zdawały się takimi być. Ale… wróg, czy nie - to ostatecznie nie miało żadnego znaczenia. W końcu Bóg nakazuje miłosierdzie do wszystkich swoich dzieci. Więc dalej, niech dalej ludzie przełamują swój wstręt przed bytem wroga i zaczną go kochać. To tak niesamowicie banalne.
Irys wzruszył ramionami w bezradnym geście i jednocześnie zwrócił spojrzenie na niebo, jakby oczekując stamtąd jakiejś odpowiedzi czy wskazówki.
- Huh, nie śmiałbym nazywać samego siebie twoim wrogiem – odpowiedział, wplatając w tonacje oskarżycielskie nuty. - Ale, jeśli tego właśnie chcesz, mogę się nim stać. Zmienisz pozycję na szachownicy i spróbujesz zamatować mojego kochanego króla, czy znowu zobojętniejesz? A może… – zawiesił na krótki moment głos – może wygrasz jeszcze tę partię.
Wybrać drogę… to brzmiało dziwnie zabawnie. Ścieżka, droga, trasa, kurs, szlak – co za różnica? Sam fakt podróży nie miał znaczenia, w końcu liczyło się jedynie to, co działo się na końcu. Czyny, które wykonujemy tuż przed samą metą zawsze miały największe znaczenie, cholernie zawsze przyćmiewały resztę życia. I nikt wtedy nie patrzył na to, kim byłeś. O nie. Spojrzenia były kierowane tylko i wyłącznie na twój koniec. Na twój prestiż. Huh, w końcu to były sztuczki. Każde życie było trzyetapową sztuczką.
Część pierwsza – obietnica.
Dostajesz w swoje słodkie łapki życie obierasz jakąś drogę. Słuszną tylko według twego widzimisię, zwyczajną, możliwie najprostszą i najmniej bolesną. Wtedy, na samym początku, niczego o niej nie wiesz. Widzisz z daleko ścieżki innych, lecz nikt ci tego nie tłumaczy. I wtedy zwykle kończy się faza „obietnic”.
Następuje druga część – zwrot.
Odkrywasz, że obietnice były nic niewarte. Że wszystko to, co było prezentowane jako podane na srebrnej tacy, tak naprawdę jest bardzo daleko i nie da się tego dosięgnąć zwykłymi metodami. I co teraz? Gdy tylko sobie to uświadamiasz, zwykle schodzisz ze swojej ścieżki, mimo że zbliżasz się już do końca.
I część ostatnia – prestiż.
Umierasz, a czyny przed twoją śmiercią są tymi, dzięki którym zostaniesz zapamiętany. Nieważne czego dokonasz w życiu i tak nikt nie będzie o tym pamiętał. Liczy się tylko prestiż.
- Nawet po śmieciach trzeba płakać – odparł, z fascynacją przyglądając się oczom Sahira. W jego oczach, do tej pory tak obojętnych, pojawił się drobny błysk, jakaś iskra. Frustracji…? – Oni są nami, a my jesteśmy nimi. Płacząc za nich, płaczemy za samych siebie. Trzeba ich żałować… nikt więcej tego nie zrobi.
Śmieci należało kochać i wywyższać je nade wszystkich. Śmieci miały najwspanialsze miejsca w domu kochanego Boga. Ponieważ nimi gardzono, zwracali swoje twarze do Boga, więc i oni byli potrzebni. Żeby być pożywką dla tych, którzy osiągnęli jakiś sukces.
Irys pokręcił głową, bardzo powoli. Tak bardzo się od siebie różnili. Ten, który kochał i ten, którego to nie obchodziło. W końcu przeciwieństwem miłości, wcale nie jest nienawiść, jak potocznie uważano, ale właśnie obojętność, huh. Zabawne, prawda?
- Na stanowisku, w hierarchii, w myślach… ale w sercu nigdy. Twój król powinien żyć w cudzych sercach. Tak wygląda prawdziwa – zachichotał – nieśmiertelność.
A powinieneś, Sahirze, zacząć myśleć o tym, kim jesteś dla innych i co znaczysz. Kto wie, może ktoś kiedyś wykorzysta przeciwko tobie tę niewiedzę i obojętność. Zgrabnie poruszy sznureczkami nad twoją głową a ty, nie zdając sobie z tego sprawy, oddasz mu jakąś niebagatelną przysługę. Nikt nie lubi być wykorzystywany… dlatego najłatwiej jest znać swoją pozycję na szachownicach.
Inkwizytor uśmiechnął się i pochylił nad Sahirem. Uśmiech nagle zniknął z jego twarzy, zastąpiony przez powagę.
- Tak – odpowiedział prosto. – Ale czy to zmienia cokolwiek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Kwi 06, 2013 3:49 pm

Może to bardziej, a może troszkę mniej skomplikowane, lecz słownik Sahira nie miał w sobie takiej opcji, gdzie pojawiłoby się 'wykorzystanie' jako możliwość broni wymierzonej przeciwko niemu samemu Rozumiesz? Skoro coś takiego nie istnieje, to to się nie może stać, nie może go dotknąć najmniejszym paluszkiem. Czy rozumiesz? Odrzuciwszy realność zajął się tym, co tak naprawdę wydaje się być istotnym dla niego samego kreuje wszechświat takim, jakim ma być - DLA NIEGO. Przeciętne jednostki nie mają w nim żadnego znaczenia. Są tym, co nazywa tłem, co nazywa sztucznym tłumem i co nic nie wnosi prócz konieczności uważania, byś pewnego dnia przypadkowo nie został stratowany. Dla siebie ma mównicę, podest zajmowany przez kogo innego z jednego, jedynego powodu - jemu się wcale nie chce i wcale mu nie zależy, żeby bawić się we władanie słabymi ludźmi. O nie. On ma o wiele, wiele większe ambicje, to co wokół wydawało się przy tym śmieszną gierką. Gierką nie tak poważną jak szachy, tylko jakimś śmiesznym chińczykiem, gdzie można liczyć niemal wyłącznie na łut szczęścia. Bo chyba minimum mózgu do tej gry to posiada każdy.
- Robić sobie wroga z kogoś, kto zbił najważniejszą postać na planszy? - Czarnowłosy skrzywił się, kilka włosów zsunęło się na jego oczy. Po co mu niby wrogowie? Żeby potem wpadał mu ktoś z pistoletem do domu? Żeby naruszano jego prywatność, albo obijano twarz? Troszkę logiki, no naprawdę - czy ludzie nie potrafią logicznie, czy może trafniej by było powiedzieć - SENSOWNIE - myśleć? Czasami Sahir w to wątpił, głównie przez to, że każde słowo, każde zdanie, przychodziło mu z trudem. Rozmowy go męczyły, mimo to rozmawiał - taka potrzeba, by zdobyć jakieś informacje, nie po to, żeby się wymieniać poglądami, bo tego nie potrzebował wcale. Na wzmiankę o kolejnej partii jedynie bardziej się skrzywił na kilka sekund i prychnął cicho pod nosem, odwracając spojrzenie na las, uznając to za odpowiedź wystarczającą co do tego, że nie ma ochoty grać i nie zamierza się do tego zabierać nawet najmniejszym paluszkiem.
- A co jestem, kurwa, Bogiem, żeby mieć siebie za tłum? - Spojrzał z pobłażliwym w negatywnym bardzo wydźwięku pobłażaniem na Irysa, z niedowierzaniem, o!, to idealny przymiotnik dla tego rodzaju wzroku! - Niech po zmarłych płaczą bliscy, albo psy cmentarne, mi się aż tak w życiu nie nudzi. - Nie nudzi ci się wcale, chociaż niektórzy czasem by powiedzieli, że z nudów to ty musisz umierać. Każdy ma inny sposób spędzania czasu, więc wara od mojego, ot co.
Powiedziałby, że nieśmiertelność nie jest mu do niczego potrzebna, ale nie otworzył ust, coraz bardziej poirytowany - w tym wypadku zgadzał się z Irysem w pełni, lecz ta myśl... Ta pojedyncza, o pamięci bliskich, sercu i cieple, szybko została zduszona w jego myślach jako totalnie przeszkadzająca w funkcjonowaniu irytująca, melodramatyczna bzdura. Co podejście, to podejście.
- Nie. - Irys wyraził się prosto to wyraził się wprost i wyraźnie on. Tamta pytanie było banalnym zagraniem odejścia od odpowiedzi, gdyż brak było chęci odpowiadania na nie.
A jeśli o wojnę chodzi, to Sahir ująłby to krótko: przynajmniej dzięki mordom wstając rano po przeczytaniu gazety nie możemy powiedzieć: "Raany, jak nudno na tym świecie, nic się nie dzieje..."
Tyle!
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Kwi 09, 2013 12:37 pm

Irys roześmiał się wesoło. Ot tak, jakby ktoś opowiedział mu najzabawniejszy żart na świecie. Najsilniejsza figura na szachownicy… zbita? Nigdy. Ta najważniejsza była niewidzialna, kierowała pionami przez dłonie graczy. Ta najsilniejsza figura na szachownicy była niematerialna. Była wszędzie i nigdzie. Dla niego, i tylko niego samego, tą figurą, która była tak ważna, że sterowała całym mechanizmem gry, był Bóg.
A narzędzie nie może samowolnie uszkodzić ręki swojego pana, prawda?
Inkwizytor swobodnym ruchem usiadł po turecku, splatając dłonie przy kostkach. Przez chwilę, wciąż się śmiejąc, majstrował jasnymi palcami, by w jego dłoń wsunął się sztylet, dotychczas ukryty w pokrowcu przywiązanym do nogi. Obrócił go parę razy w dłoni, przez cały czas szaleńczo chichocząc, aż w końcu uniósł go i trzymał w wyprostowanym ręku celując prosto w twarz Sahira.
- Nigdy nie zbiję najsilniejszej figury – oznajmił. – Za to lepiej nie robić sobie wroga z kogoś, kto ma nóż – dodał, wykonując końcem ostrza maleńkie okręgi w powietrzu.
Och, nie, Irys nigdy nie posunąłby się do tego, by kogoś skrzywdzić. To automatycznie kłóciłoby się z jego naturą – w końcu kochał absolutnie wszystkich. No cóż, chyba że uznałby, że taki ktoś, o, Sahir na przykład, zasługuje na oczyszczenie. Wtedy z najwspanialszą radością uwolniłby jego duszę i posłał… do Nieba. O ile istniało, rzecz jasna, bo ostatnio… Irys miewał wątpliwości co do tego, komu naprawdę służy. Bogu, czy Watykanowi? Zbawia dla wiecznej chwały i w imieniu miłosierdzia, czy bezlitośnie zabija tych, którzy przeciwstawiają się kościołowi? To było… problematyczne. Nawet kanonik nie był w stanie tego rozwiać. Ha, był nawet powodem, ale… ale wróćmy, co?
Inkwizytor wbił ostrze w pomost i oparł obok niego dłonie.
- Nie lepiej zrobić przyjaciela z kogoś, kto ten nóż porzuci? – zapytał, przekrzywiając głowę w lewo. Był ciekaw. Wprawdzie ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale… pokusa czasami były zbyt silna, żeby móc ją ot tak przezwyciężyć.
Między brwiami Irysviela pojawiła się drobna zmarszczka. Dlaczego jakikolwiek człowiek miałby porównywać się do Boga? Och, tak, wprawdzie ludzie zostali stworzeni na Jego podobieństwo, ale nie przesadzajmy. Bóg to Bóg – ktoś wyższy, u kogo należy szukać wsparcia, kto podpowiada nam, co mamy robić i jak.
- Życie może się skończyć równie szybko, jak się zaczęło – warknął Irys, a w jego oczach błysnęła wściekłość. – To życie i tak nie powinno mieć znaczenia. Ale wy przejmujecie się nim, jak kretyni. Po co żałować kogoś, kogo się nie znało? Dlaczego by nie zepchnąć kogoś jeszcze niżej? Po jaką, pieprzoną cholerę mamy sumienie? – nagle jego głos złagodniał. – Należy żałować wszystkiego i wszystkich, Sahirze. Współczuć i żałować, ciesząc się jednocześnie z tego, co mamy. Bo życie się kończy, to, materialne.
Westchnął głośno i jedną dłonią przejechał po głowie, zanurzając palce w jasnych włosach. Irytacja, wyzbyć się złości, Bóg jej nie lubił. Nie był dumny, gdy pojawiała się w myślach Irysa, nigdy. Ale zaraz przechodziła… zazwyczaj.
Irys schylił się jeszcze niżej i uśmiechnął.
- Więc po co zapytałeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Kwi 10, 2013 11:18 am

Och, drodzy Bogowie, to naprawdę było ciężkie, bardzo, bardzo ciężkie - teraz tylko pytanie, kto do czego chce kogo przekonać... Troszeczkę namieszane, jednakże sens pozostaje jeden, niezmienny - byli dwoma skrajnościami, chyba zgodności między nimi wyliczyć można było na palcach jednej ręki - stąd między wymianami zdań łatwo zrodzić się mogła irytacja, czy nawet złość i gniew, prowadząca do nagłych zrywów serc, nie koniecznie widzianych w pozytywnym świetle.
Bo ten gracz wcale nie jest figurą. On jest tym, co nazywamy Bogiem. On Nami kieruje. On przesuwa zgrabnymi palcami, szarpie za głowy tych, co poruszyć się muszą i poprowadzić do zwycięstwa, ginąc - giną, ich rola się kończy, czasem to mięso armatnie, czasem ktoś, po kim rzeczywiście zostanie cień żalu, a Ci Najdoskonalsi zawsze będą mogli powiedzieć "szkoda. Trzeba szukać innego pionka." Przez uczucia zatracamy obiektywizm. Przez brak obiektywizmu nie możemy dojść do doskonałości i kroków bezwzględnych. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy maszynami i prawdopodobnie całkowicie tej ludzkiej niedoskonałości wyzbyć się nie możemy, bo w głębi coś zawsze się zaszyje, zamknie, by nie pozwolić się zranić i by nie okazywać słabości. Przeważnie jest to zamknięcie gry w grze. Jak w pokerze. Nasza osobista walka w walce świata, jaką podejmujemy dobrowolnie, lub jesteśmy w nią wciągnięci. Albo trwamy na uboczu, jak jeszcze stoi Sahir, powolutku, maleńkimi kroczkami przygotowując swoją turę. Czy mu zależy? Dobre pytanie, na które bardzo trudno znaleźć odpowiedź, bo i tak, i nie wydają się być fałszywe. Pewnie przez to, że sam czarnowłosy zdawać by się mógł nierealnym.
Mimika mężczyzny nie zmieniła się ani o jotę, kiedy nóż wkroczył na pole - tak wiele razy już mu nim grożono i jakoś dalej żył - odbierzcie to, jak chcecie, pewnie najszybciej jako głupotę i ignorancję, nadmierną pewność siebie... A pewnie i tak, czemu nie?! W końcu to tylko życie i ucieknie ono bardzo prędko, skoro i tak umrzemy, to nie ma różnicy, czy będzie to dzisiaj, czy jutro, czy pod kołami auta, czy od poderżnięcia gardła przez jasnowłosego, szalonego Irysa. Dumne i piękne imię Ci dano.
- Raczej na odwrót. - Znowu coś dla niego oczywistego, jeno toki myślenia się różnią, oj różnią, tylko świadomość tego nie chciała iść w parze z chęcią konwersacji. Wyciągnięcie noża to już dla Ciebie niczym akt desperacji w próbie obrony swych przekonań, gdy słowa zawodzą, a nie na darmo się mówi, że gdy coś mówisz, lepiej, abyś potrafił poprzeć te słowa pięścią, wtedy mniejsza szansa, że zginiesz. Lepiej mieć przyjaciela w kimś, kto ma nóż, a wroga w kimś, kto noża się wyzbywa. Ten pierwszy wtedy będzie cię bronić, a ten drugi się poddaje. Każdy ma swoje jakieś bardziej, czy mniej logiczne logiki.
- Tyle wygrać... - Skomentował ten zryw Irysa, uśmiechnął się nawet ironicznie, jeszcze tylko brakowało, żeby w oczach zaświeciło rozbawienie, ale w nim pojawiła się jedynie pobłażliwość - obie emocje zaraz wygasły, równie szybko, jak się pojawiły. - Cieszenie się i żałowanie jakoś uparcie nie chce mi iść ze sobą w parze.
On i przywiązanie do życia? Teraz powinieneś wybuchnąć śmiechem, pewnie chichrałbyś się przez następne pół godziny, no ale nie bardzo by to podchodziło pod twój charakter, taka reakcja byłaby objawem jakiegoś zupełnego załamania nerwowego w Twoim wypadku. Takim wydawał się też śmiech Irysa przed sięgnięciem po sztylet.
- Ciekawe, że stawiasz siebie ponad nami, maluczkimi. - Czemu tak? Irys wyraźnie tutaj dał do zrozumienia, że ma się za kogoś ważnego, bardzo ważnego. Popełnił zresztą kilka błędów, jak to wyciągnięcie noża, które mówiły "nie jestem normalnym obywatelem". Może nawet nie człowiekiem.
- Tak sobie.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Kwi 12, 2013 8:36 pm

Irys westchnął i teatralnym gestem przejechał dłonią po włosach. Powoli wstał ze swojego miejsca, po drodze zabierając swój sztylet. Schował go w wewnętrzne kieszeni bluzy, specjalnie do tego przeznaczonej i przeciągnął się leniwie. Zastałe stały trzasnęły, a mięśnie zaczęły domagać się powrotu do odpoczynku. O nie, nic z tego. Trzeba się trochę rozruszać, Irysku, bo jeszcze zapomnisz, kim jesteś i do czego zostałeś stworzony.
Uśmiechnął się. Dla niego ktoś, kto porzucił broń mógł być przyjacielem. Wtedy nie mógł zaatakować od tyłu żadnym narzędziem, a gołymi rękoma zdecydowanie bolało mniej. I łatwiej było się przed tym obronić, prawda? Tak to przynajmniej on sam widział. Wrogowie to ci z bronią i przed tobą, przyjaciele to ci bezbronni, którzy chowają się za twoimi plecami, nie wiedząc, co mogą ze sobą zrobić. Ani jak. Istnieli po to, żeby móc ich prowadzić za ręce.
- Przyjaciół się broni, jednie wrogowie mają prawo posiadania narzędzi – odpowiedział, zauważając kolejną sprzeczność poglądów. Było zabawnie. Ale Irys nie miał całego dnia na pogawędki o niczym. W końcu właśnie polował i jeden, kochany Bóg wiedział, jak długo jeszcze miał tropić swoją ofiarę. To znaczy… jak długo jeszcze miał szukać tego nieszczęśnika i poprowadzić go ścieżką ku drodze zbawienia. O tak, nie powinien długo na to czekać, prawda?
- Przeciwieństwa się przyciągają, czysta fizyka – skomentował to Irys, już całkowicie spokojnie.
Złość wyparowała równie szybko, jak się pojawiła. To nie było coś nowego. Ha, w tym wypadku zdarzało się to notorycznie zbyt często. Szalona huśtawka nastrojów, kołysząca się na porywistym wietrze, ot co. I to na bardzo słabych sznurkach, które mogą puścić w każdej chwili. Jedynie konstrukcja zdawała się być jakotaka stabilna.
- Nie jestem człowiekiem – odparł z najwspanialszym uśmiechem. – Jestem tylko narzędziem.
Wyłamał kostki i odwrócił się na pięcie, by zejść z pomostu i ponowić polowanie. Dużo czasu tu spędził, należało nadrobić stracony czas. No może nie tak do końca stracony. Jednak zatrzymał się kilka metrów dalej i przystanął. Wyjął z kieszeni jedną z białych, inkwizytorskich rękawiczek i rzucił nią w Sahira.
- Mam nadzieję, że jeszcze pogadamy, Sahirku – rzucił, chichocząc cicho. – Gdybyś kiedyś uznał, że jednak masz ochotę zagrać kolejną partię, zjaw się w klasztorze Verbum Novum i zapytaj o Irysviela Teertowna.
Uniósł jedną rękę do góry, jakby w geście pożegnania.
- Tym czasem bywaj. Następnym razem postaram się cię przekonać, jak łatwo można żałować i się cieszyć jednocześnie.
Odszedł.

nm
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Kwi 19, 2013 6:30 pm

Z jego strony nie nadeszło żadne "do widzenia", które chyba winno paść, tak dla reguł dobrego wychowania, tak dla czystych zasad, tak, by Irys nie odszedł w ciszy... Jednak dane mu było odejść właśnie w ten sposób. Być może, mimo tego, że nie wymienili się numerami telefonów, spotkają się nie raz - może tam, gdzie Irys Sahira zaprosił - pójdzie tam, bo dlaczego nie? - zawsze przyjemnie zebrać nowe informacje, jednakże... Czym Irys grał? Ta istota, raczej nie ludzka (och, w tej ocenie mocno się przejedzie, jeśli kiedykolwiek się dowie prawdy) - może być to pułapka (tylko po co? Coś was łączy?), może być zaproszenie do jakiejś współpracy... Jeszcze nie zdecydował, jeszcze jest człowiekiem, jeszcze ma wolne pole i zamierza to wszystko rozegrać tak, by dla siebie samego jak najwięcej uczknąć. Egoista? Oj tak, wielki egoista - nic dziwnego, skoro żyje od tylu lat sam... A nawet gdy byli wokół niego to jakieś marne namiastki... Miłość, przyjaźń, to wszystko... przeminęło i nie powróci już nigdy... Były pięknymi i bolesnymi wspomnieniami, których próbował się pozbyć...
Zobaczymy, Sahirze, co z tego wyjdzie...
Mężczyzna jeszcze długo tutaj siedział, niby to śniąc na jawie, zebrał się dopiero, gdy zaczęło zmierzchać, pozbierał szachy, złożył koc i wrócił do domu.
W końcu po coś ten dom istnieje.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Maj 03, 2013 8:19 pm

Można byłoby powiedzieć, że to przepiękny poranek jeśli weźmie się pod uwagę późną drzemkę Trytona. Właściwie to całkiem konkretny sen, przez co zdołał zregenerować nie tylko siły, ale przeczekać najgorszy okres związany z częstymi wizytami ludzi w okolice jezior. Szczególnie zważywszy na wiosenną porę wychodzą oni ze swoich legowisk zwanych mieszkaniami czy domami przypominającymi kartonowe, kwadratowe pudełka i tchną z tymi wszystkimi śmieciami w stronę niczemu niewinnych jezior.
Tryton był zadowolony z nadejścia wieczornej pory, ponieważ w powietrzu niosła się przyjemna chłodna mgiełka. Połączona z promieniami zachodzącego słońca to całkiem konkretna rozkosz nie tylko dla oczu, ale również i ciała. Nic więc dziwnego, że rozejrzał się dookoła zanim postanowił wesprzeć się na rękach i położyć się na deskach. Końcówka pomostu zatopiona była w gęstej mgle, dzięki czemu nie można było dojrzeć dokładnej sylwetki mężczyzny z brzegu. Właściwie to utrudniało mu nieco całą sprawę, bo nie widział czy ktoś się zbliża, ale liczył na starą zasadę dźwięku niesionego przez wodę. Kroki chyba usłyszy, prawda?
Polubił to miejsce, ponieważ stanowiło całkiem stosowną samotnię. No... może trochę mroczną, przyprawiajacą o gęsią skórkę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Maj 03, 2013 8:34 pm

Po całym dniu spędzonym na mozolnym zwiedzaniu Londynu, Sabin nie mógł dłużej znieść jazgotu miasta. Potrzebował trochę ciszy i spokoju, a to zapewnić mu mogła jedynie natura. Trochę czasu minęło, nim w końcu znalazł odpowiednie miejsce. Świeże, wieczorne powietrze nad wodą zdawało się być jeszcze przyjemniejsze dla nozdrzy chłopaka. Szedł powoli, coraz bardziej zbliżając się do pomostu. Chyba pomostu, bo nie mógł dokładnie dostrzec we wszechobecnej ciemności, co się przed nim znajdowało. Miał cichą nadzieję, że nie zastanie tam nikogo. Wkroczył bez pośpiechu na deski, zastanawiając się, czy to aby na pewno dobry pomysł. Nie wyglądały jakoś szczególnie solidnie, a wizja kąpieli w lodowatej wodzie nie bardzo uśmiechała się zmiennokształtnemu. Skrzypiące kroki odbijały się głucho w ciszy, mgła stawała się coraz gęstsza, co Saba skwitował niechętnym westchnieniem.
Jak długie to to było? Chciałby wreszcie usiąść na końcu tego cholernego pomostu i dać odpocząć nogom. Wtem do nozdrzy chłopaka dotarł zupełnie nowy, silny zapach. A jeśli ktoś tam był?
Głupku, to pewne, że jest, skoro to czujesz. Problem tylko, co?
Lęk przed ciemnością i ograniczona widoczność stanowiły doprawdy nieprzyjemne połączenie. Może lepiej stąd iść. Chociaż? Co się niby mogło stać wielkiemu niedźwiedziowi? Młodzieniec prychnął i przyśpieszył. Nie będzie uciekał. Nie i już! W końcu przed jego oczami zamajaczyła sylwetka. Stanął jak wryty. A może jednak ucieknie. Jednak nic nie zrobił. Mimo mocno bijącego serca, zachował kamienną twarz. Poczeka. Poczeka i zobaczy, co się stanie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Maj 03, 2013 8:46 pm

Tryton odchylił się, mącąc wodę końcówką ogona dość mozolnie i przymknął powieki, chłonąć całą swoją postacią ten chłodek charakterystyczny dla wieczornej pory dnia. Właściwie nie myślał nad czymś konkretnym, po prostu pozwolił myślom błąkać się bez większego ładu i składu. Aż do momentu, kiedy usłyszał kroki dobiegające wcale nie tak daleko. Obejrzał się przez ramię, spinając mięśnie grzbietu i kładąc na plecach płetwę, po czym zamarł.
Gdzieś szóstym zmysłem wyczuwał, że ma do czynienia z jakimś nieśmiertelnym, ale dlaczego miałby dawać mu jakiś powód do zaczepki? Był aspołeczną istotą, a jego doświadczenie rozmowy z innymi rasami opierała się przede wszystkim na przesłankach ustnych od innych syren czy trytonów. Nie powinno więc dziwić, że mężczyzna po ujrzeniu kępy różowych włosów poczuł niepokój oraz jakąś przyjemną falę ciepła po stwierdzeniu, że ma do czynienia z dziewczyną. Z wcale nie tak cichym chlupem wsunął się z powrotem do jeziora, niknąc nieproszonemu gościowi pod ciemną taflą. W wodzie zaś ukrył się pod pomostem, aby zminimalizować możliwość wykrycia i czekał.
Może ta osoba odejdzie?
W sumie dawno nie rozmawiał z nikim… Może weźmie podpłynie do brzegu? W umyśle zaczęły krążyć mu różne pomysły, ale wszystkie wydawały się po prostu głupie. Przecież nie stanie przed nieznajomą kobietą nago i będzie próbował dogadywać się z nią na migi…

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Maj 03, 2013 9:06 pm

Stał, wpatrując się ze zmarszczonymi brwiami w niewyraźny zarys jakiejś istoty i już prawie przemógł niepokój, kiedy stwór poruszył się gwałtownie, prostując coś, co wyglądało na przytwierdzony do pleców wachlarz. Saba cofnął się o dwa kroki, a jego twarz niemal zmarszczył grymas zdziwienia przemieszanego z paniką. Zaatakuje? Jezu, co jeśli ten... zaraz, do jakiej rasy właściwie należał ten osobnik? A może osobniczka? Jakoś nie miał ochoty wnikać w szczegóły. Zajęty był baniem się i na razie mu to wystarczało. Już sądził, że tajemnicza postać chce do niego wstać, lecz, ku zdumieniu Sabina, zniknęła momentalnie, czemu towarzyszył głośny chlupot. Jak to? Nic z tego nie rozumiał. Stał sparaliżowany, wysilając bezowocnie swój mózg. To wszystko przez te ciemności! Przez to zachowywał się jak tchórzliwy zając! Skierował powoli spojrzenie w dół, mając cichą nadzieję, że dostrzeże coś spomiędzy przerw między deskami. Jednak jego oczy okazały się być niezbyt pomocne w tej sytuacji. Gdyby chociaż księżyc wyszedł... I ta mgła zniknęła. Trwał tak, przyglądając się falującej, czarnej wodzie i podjął decyzję szaloną: odezwie się.
- Halo? - zapytał, a jego dość niski głos (a przy tym groteskowy, zważywszy na fakt, że należał do różowowłosego kurdupla) zabrzmiał nienaturalnie głośno.
Poczuł się wyjątkowo głupio. Jakby gadał do samego siebie. Ale wolał mieć to za sobą. Jeśli istota postanowi mu odpowiedzieć, to może jednak trochę się opanuje. Gdyby tylko miał przy sobie wino! Albo chociaż piwo, no cokolwiek, byle z procentami. Alkohol pomagał mu nabrać nieco większej... odwagi w takich sytuacjach. Niestety teraz nie miał przy sobie nic takiego, a przecież nie wyczaruje sobie flaszki znikąd. To by było zbyt proste i przyjemne.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 7:36 am

Tryton znajdował się dokładnie dwa kroki za tym dziwnym osobnikiem, dokładnie pod pomostem w ciemnej toni jeziora. Nie zagłębiał się, ponieważ ciekawość była zbyt wysoka, aby mógł teraz odpłynąć. W końcu kiedy ostatni raz próbował porozumieć się z jakąkolwiek istotą prócz wodnym stworzeniem?
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że brakuje mu jednak towarzystwa i z chęcią wymieniłby z kimś kilka słów. Cały problem polegał nie w chęciach mężczyzny, ale w jego umiejętnościach krasomówczych, które właściwie były równe zeru.
Usłyszał jakiś dźwięk, było to chyba pożegnanie i Tryton niechętnie westchnął ze zniesmaczeniem. Kilka słów rozpoznawał, ale woda zniekształcała głosy i tylko już wyczekiwał jak nieznajomy zacznie odchodzić. Ale nie, jak na złość stał w jednym i tym samym miejscu na pomoście, ani myśląc się ruszyć.
Z bijącym sercem Tryton podpłynął więc w to samo miejsce, w które się zanurzył i gdzie najprawdopodobniej znajdował się pochylony nieznajomy osobnik. Machnął więc ogonem, mając pewność że ma do czynienia z nieśmiertelnym i gwałtownie wynurzył się, odsłaniając swoją nieco zniekształconą głowę oraz ramiona. Jego skrzela były aż nadto widoczne, a skóra zdawała się mieć niebieski odblask – zupełnie tak, jakby to jezioro nadawało mu mroczniejszych odcieni. Reszty ciała nie było widać w wodzie, skryte tonią i mgłą.
Milczał, przyglądając się z kamienną twarzą różowłosej istocie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 9:38 am

Czuł, jak jego serce się męczyło, lecz wciąż stał nieruchomo. Miał szczerą ochotę dać sobie spokój. Nic nie wskazywało na to, że jednak tamten nieśmiertelny (hej, czy to nie była syrena?) postanowi odpowiedzieć na jego marne zawołanie. Już by się pewnie pokazał, zrobił cokolwiek, by dać znać, że jednak jest skory do rozmowy i nie planuje w najbliższej przyszłości walczyć. Sabin miał o tyle przewagę, że mógł w każdej chwili stąd pójść (a raczej uciec, to nieco bardziej adekwatne sformułowanie wobec tego, jak się czuł). Westchnął głęboko. Gdyby tylko coś widział w tych dziurach! Wtem przypomniał sobie, że zabrał ze sobą telefon. A w końcu komórka to bardzo dobry substytut latarki. Wyjął ją, podświetlił ekran i skierował nikły promień światła w dół. Nie dosięgało, więc ukucnął powoli z twarzą niezdradzającą żadnych emocji i w tym samym momencie z głębi wychynęła dziwaczna głowa, a za nią szyja postrzępiona skrzelami i mocne ramiona. Stało się to tak niespodziewanie, że chłopak upuścił telefon, z jego ust wydobył się cichy, urywany krzyk zaskoczenia, na dodatek potknął się, wpadając prawie do wody. Zdziwienie szybko ustąpiło złości. Saba zaczął pod nosem bluźnić, trochę do siebie, trochę na to wodne stworzenie, dźwignął się z powrotem na nogi, otrzepał i podniósł komórkę, wtykając ją zamaszyście do tylnej kieszeni, podciągnął spodnie i wlepił niebieskie ślepia w stwora. Tamten koleś jawnie sobie z nim pogrywał. Teraz miał niemal pewność, że to zwykły tryton. A póki nie przybierze ludzkiej postaci, póty powinno być dobrze.
- Gościu, nudzi ci się? - naskoczył na niego zmienny, pochylając się nad nim z opartymi o biodra rękami. - Po co odstawiasz to przedstawienie? Nie łatwiej było się odezwać, a nie bawić się w upiora z mokradeł? - Zmarszczył nieco brwi, prychając, jednak mimo wszystko postronnym osobom mogło sprawić problem odgadnięcie, czy te gesty były przyjazne, wrogie lub lekceważące.
Powinien był się od razu domyślić. A tak to dał się wodzić za nos i robić z siebie pośmiewisko. Cały strach przed mrokiem gdzieś się ulotnił, bo wiedział już, czego mniej więcej mógł spodziewać się ze strony nieśmiertelnego. Będzie rozpamiętywał to z rok, zanim pogodzi się z tym, że tak łatwo się nabrał.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 2:57 pm

Tryton wiedział słaby promień światła skierowany w jego stronę, a raczej w bliżej nieokreślonym kierunku gdzie wcześniej się ześlizgnął do jeziora. Nie przepadał za żadnymi nowinkami technicznymi cywilizowanego świata i gdyby miał wybierać, z pewnością wolałby pozostać w swoim zamkniętym domostwie, nie wpuszczając do niego zbyt wielu istot. Z pewnością gdyby nieznajomy upuścił telefon komórkowy, tryton odszukałby go w dość krótkim czasie. Ale nie po to, aby przysłużyć się różowowłosemu. Przecież gówniarz nie będzie mu zaśmiecał zbiornika wodnego! Tóż to niemalże jego mieszkanie no, ludzie! Czy Tryton wchodzi ludziom do mieszkań i zostawia na nich glony czy odchody meduz albo ośmiornic? No właśnie nie!
Właściwie to oboje mieli miny całkiem zaskoczone, kiedy Tryton w końcu ujawnił się na powierzchni wody. Otworzył usta ze zdziwienia, a skrzela rozchyliły się dość mocno, podczas gdy on cofnął się nieznacznie. Coś mu nie odpowiadało w tym nieznajomym, ale nie spodziewał się jakiegoś ataku z jego strony. Kto wie, różni to bywają nieśmiertelni, a doświadczenie Trytona było naprawdę niewielkie w tej kwestii.
Jego twarz przez moment przypominała wyjętą rodem z jakiegoś horroru, ponieważ burza różowych niczym przesłodzona wata cukrowa włosów wcale nie była widokiem, za którym tęsknił. Nieznajomy wyglądał co najmniej dziwnie, mając na uwadze te przeraźliwie niebieskie oczy. Tryton machnął zniecierpliwiony ogonem, wzbudzając kilka mniejszych fal, ale nie spuszczał z nieznajomego spojrzenia ani na moment.
W pewnej chwili wyciągnął dłoń, aby odgarnąć palcami przylepione do twarzy włosy. Nie myślcie sobie, że błony między palcami w czymkolwiek przeszkadzają, o nie, są bardzo pomocne w takiego typu zabiegach!
Wracając jednak do sedna sprawy, nieznajomy (nieznajoma?) zaczął się wydzierać, a po tonie jego głosu można było wyczuć więcej niż dwie emocje kumulujące się w tym dziwnym osobniku. Tryton miał to szczęście, że nie rozumiał niczego co się do niego mówi. I marszczył te swoje nędzne brwi, patrząc na niego uważnie – aż w końcu skończył gadać.
- *Nie mam pojęcia co do mnie mówisz, ale mam nadzieję że mnie nie obrażasz.* - Powiedział po swojemu, co bardziej mogło przypominać poruszanie ustami i wydawanie niesprecyzowanych dźwięków, które przypominać mogły przede wszystkim plusk wody. Jakoś nie widział zagrożenia ze strony tego dziwacznego stwora, bardziej interesował się dlaczego ten jest taki chuderlakowaty i … dziwny. Przesunął wzrokiem od stóp do głów nieznajomego, aż w końcu pokręcił przecząco głową rozkładając płetwę grzbietową – dobrze widoczną nawet z pomostu.
- *No, tośmy se pogadali. Tylko nie myśl, że możesz tu sobie śmiecić.* - Pogroził mu po swojemu, marszcząc znów kolejny raz brwi. Po chwili jednak jego twarz przybrała neutralny, nieco obojętny wyraz.
Dziwna sytuacja.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 4:21 pm

W rzeczy samej dziwna sytuacja.
Sabin obserwował podejrzliwie obcego, nie mając do końca pewności, czy to rozchylanie skrzeli miało na celu okazanie wrogości, czy może zaciekawienia lub czegoś jeszcze innego. Odnosił wrażenie, że to będzie dosyć ciężka rozmowa. Do tej pory ten tutaj był jedynym trytonem, jakiego młodzieniec miał okazję poznać, więc kompletnie się na nich nie znał.
Może by się to zmieniło po paru kielichach? - przeszło mu przez myśl. Szkoda tylko, że bardzo często, jak na złość, ludzie brali go za niepełnoletniego. Ale to temat na inny wywód.
Skupiony obserwował każdy, najmniejszy nawet ruch człowieka-ryby, który i tak jakoś specjalnie żwawy się nie wydawał. Ot, rozkołysał trochę wodę i poodgarniał dziwnymi gestami mokre kosmyki ciemnej czupryny. Chłopak przez moment zastanawiał się, jaka musiała być jego skóra w dotyku. Śliska, a może chropowata niczym łuski? Eh, nieważne, w każdym razie nie teraz.
Co do śmiecenia - na całe szczęście Saba nie był typem człowieka, który wywalał wszystko gdzie popadnie. Znaczy był... ale w innym sensie. Bo bałagan w domu to jedno, a syfienie lasów i jezior to drugie.
Gdy nieśmiertelny się odezwał, złe obawy Sabina potwierdziły się: nic nie rozumiał. Kompletnie nic. Może gdzieś tam były jakieś słowniki między rybim a ludzkim, ale młody Nepomucena poległby przy pierwszym słówku, znając życie. Te odgłosy, które składały się na zupełnie mu obcy, mlaszczący język niemal go rozbawiły, ale i tak pozostawał zawiedziony. Mimo wszystko na moment uśmiechnął się głupawo, ukazując zaostrzone, przypominające niedźwiedzie zęby. Chciał zyskać w ten sposób na czasie. Cóż, pozostanie mówić baaaaardzo powoli, bardzo wyraźnie i w asyście pokracznych, a przy tym całkowicie nieudolnych gestów. Chłopak bezsilnie przyglądał się, jak tryton bezowocnie się produkował, celując w niego błoniastym palcem i marszcząc rzadkie brwi.
- Grozisz mi? - zapytał go bez wyrazu, kombinując, jak się przedstawi, by został dobrze zrozumiany.
Westchnął już któryś raz z rzędu i podrapał się po różowej czuprynie. Miał głupie przeczucie, że kolor jego włosów tylko przyciągał nachalne spojrzenie nieśmiertelnego. Może się przefarbuje, ale to potem. Dużo potem. Prawdę mówiąc, lubił tę zniewieściałą barwę, co czasem sprowadzało kłopoty ze strony dresów. Nic to. Zaczął bawić się niechętnie swoim smiley'em, co wyglądało dosyć śmiesznie i w końcu stwierdził, że już wystarczająco długo zbierał się do przemówienia. Odchrząknął.
- Ja. - Wskazał na siebie palcem. - Mam na imię - kontynuował powoli, zastanawiając się, czy powinien to przeliterować czy przesylabizować - Saba. - Ostatecznie powiedział normalnie, lecz i tak czuł się, jakby właśnie musiał wydurniać się po przegranym zakładzie. - Ty. - Palec powędrował w stronę nieznajomego. - Jak masz na imię? - bardziej miało to ton polecenia, niż pytania, ale grunt, że wyraźnie powiedział. Przynajmniej on tak uważał. Po krótkim namyśle dodał, niezgrabnie wspomagając się ruchami dłoni: - Wyjdź... z wody.
Uważał, że to będzie zdecydowanie wygodniejsze, niż pochylanie się nad lustrem jeziora i wypatrywanie mętnego kształtu trytona.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 4:49 pm

Właściwie niewiele można było dostrzec w tej mgle i chociaż księżyc pojawił się na niebie, dając trochę poświaty to i tak Tryton musiał mrużyć oczy, aby cokolwiek dostrzec. Nie trudno było dostrzec zaostrzone zębiska nieznajomego, przyprawiające mężczyznę o całkiem nieprzyjemne myśli we łbie. Próbował w jakiś sposób przypomnieć znane sobie rasy przynależące do Kolebki, ale nic poza krwiożerczym wampirem nie zamierzało przyjść. Tym bardziej pozostanie w wodzie stanowiło całkiem przyjemną perspektywę, w ramach której mógł zapaść się w głęboką toń i po prostu zniknąć. Uśmiech wydawał mu się po prostu groteskowy, a być może ze względu na zacienioną częśc twarzy chłopaka.
Schował rękę w końcu pod wodę, rytmicznie poruszając ogonem na krawędzi tafli w milczeniu czekając na jakiś ruch nieznajomego. Cisza dłużyła się niezmiernie, Przynajmniej wystarczająco, aby Tryton stracił zainteresowanie niecodziennym kolorem włosów chłopaka. Wyglądał na nastolatka, więc nie trudno było się domyślić o jego buntowniczym nastawieniu do świata. A wodny człowiek nie zamierzał burzyć swojego światopoglądu i łamać zasad tylko po to, aby dowiedzieć się przeciwko czemu staje ten młody człowiek. W sensie nieśmiertelny.
Christopher po prostu patrzył na nieznajomego, co jakiś czas zanurzając się po linię nosa chyba bardziej z nudów niż potrzeby serca czy rozumu. Uprzyjemniał sobie czas, nie wiedząc co może zaoferować mu ten dziwny osobnik, który najprawdopodobniej nie posiadł umiejętności rozmowy w rybim dialekcie. I tak nie miał nic ciekawszego do roboty, więc dlaczego nie miałby poświęcić kilku minut na zamyślonego osobnika wytężającego swoje szare komórki do działania.
O, coś nowego!
Tryton wynurzył się aż do linii łokci i pozostał w tej pozycji, kołysząc się miarowo to w przód to w tył. Jego ciało w niektórych miejscach pokryte było widocznymi łuskami w odcieniach granatu, w świetle księżyca przypominających czerń. Zrozumiał przekazywaną wiadomość tylko i wyłącznie dlatego, że jakieś pół wieku wcześniej miał jakieś doświadczenia z dwunożną rasą i rozmawiał z nimi. Sęk w tym, że źle zrozumiał zwierzołaka.
- Na imi. – Powtórzył za nim, wskazując na niego. A potem przyłożył dłoniastą dłoń na swój mostek i powiedział wyraźnie: - Tryton. – Wyrzucił z siebie wyraźnie, ani myśląc podać swoje prawdziwe imię. Cóż, to słówko było bardzo uniwersalne i pożyteczne. Tylko trudne do wymówienia, jeśli ktoś miał pierwszy raz do czynienia z wodna rasą.
A potem opuścił dłoń wzdłuż swojego ciała, w oczekiwaniu na jakąś reakcję nieznajomego. Co tym razem? Z tej podwyższonej pozycji lepiej było rozmawiać, ale i tak musiał niemalże przez cały czas podrywać głowę w górę.
Oho, coś nowego!!
Z wyraźnym zainteresowaniem przyglądał się ruchom różowowłosemu, ale już po chwili jego spojrzenie zmieniło się na bardziej podejrzliwe. „Po co on chce, abym wyszedł na ląd? Chce dowiedzieć się czy umiem chodzić na dwóch nogach? Obejrzeć mnie?” Prychnął cicho pod nosem, zanurzając się aż do brody w wodzie. Zmierzył go srogim spojrzeniem, a po chwili zniknął w głębinach, pozostawiając po sobie jedynie wodne okręgi.
Minęła chwila, może dwie.
Tryton krążył jakieś dwa metry nad taflą w oczekiwaniu na reakcję chłopaka i jeśli ten pochylił się na deskach pomostu, aby go wypatrywać… Podpłynąłby do tafli i wyrzucił za pomocą ogona wodę – tak, tę samą, która miała ochlapać nieznajomego i przyprawić Trytona o salwę całkiem wesołego i konkretnego śmiechu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 6:06 pm

No proszę, a jednak w końcu się ożywił. Oczy różowowłosego z trudem podążały wzdłuż wijącego się ciała człowieka-ryby. Księżyc, który wreszcie nieśmiało wychylił się zza smolistej warstwy chmur nieco polepszył Sabinowi humor. Jednak chłopak, zamiast oglądać dziwaczny taniec nieśmiertelnego, wolał, by tamten w końcu się odezwał jak należy i przedstawił. Długo nie musiał czekać, jednak jego odpowiedź była co najmniej dołująca. 'Na imi'? Że niby on się nazywał 'Na imi'? Prychnął w duchu, mając nadzieję, że stworzenie chociaż swoje imię poda poprawnie.
- No widzę, że tryton! - fuknął zniecierpliwiony, gdy po raz kolejny się zawiódł. Skrzyżował ręce na piersi i odetchnął powoli. - Spróbujmy jeszcze raz - wymamrotał do siebie. - Jaaaa - rzekł przeciągle, jakby był nie do końca zdrów na umyśle i znów wskazał na siebie - Saba. Sa-ba. Rozumiesz? A ty kto? - Jego blada dłoń znów wycelowała w jego stronę. Tracił cierpliwość. Jak tak dalej pójdzie, to po prostu zamknie się, usiądzie na skraju tego zafajdanego pomostu i zacznie ciskać kaczki.
Jestem takim niewydarzonym idiotą - pomyślał z żałością. - Co ja w ogóle tu jeszcze robię? Powinienem był stąd pójść, gdy tylko usłyszałem ten jego język.
Miarowe zanurzanie i wynurzanie się wodnej istoty powoli przestawało robić na nim wrażenie. Boże, przecież nie będzie się wiecznie nad nim schylał jak nad niemowlakiem! Oderwał wzrok od trytona, wciągnął nosem powietrze, różne wonie przemieszały się ze sobą. Tak pachniała natura, bez tych paskudnych spalin. Nieznajomy zaczął coś rozgniewany bulgotać, ale Sabin stwierdził, że nie ma się co wysilać, by go zrozumieć, więc jawnie go zignorował.
Dopiero po chwili, kiedy zaciekawienie wzięło górę, oczy zmiennokształtnego wróciły spojrzeniem na obcego, podczas gdy ten właśnie znikał pod wodą w akompaniamencie chlupotów i plusków.
- Nie no, czekaj! - zawołał za nim, wyciągając rękę. - Ohhh, no świetnie, po prostu świetnie! - warknął, po czym pacnął się otwartą dłonią w czoło.
Co go ugryzło? Powiedział coś nie tak?
Nie ma co, dogadywanie się z osobami mówiącymi odmiennymi językami szło mu nad wyraz idealnie. Tak idealnie, że ci uciekali. Ładny początek. Lepszego chyba się wymarzyć nie dało. Saba przeczesywał spojrzeniem lśniącą, delikatnie falującą taflę jeziora, jednak nic nie dostrzegał. Wsadził ostentacyjnie dłonie do kieszeni i zgarbił się, podchodząc do skraju pomostu. Coś mu nie pasowało... jakoś tak pusto miał w tych kieszeniach.
O nie... nie... własne klucze mnie zdradzają! - przemknęło mu przez myśl z żalem.
Klucze od motocykla... Musiały mu wypaść, gdy się przewrócił. Tego za wiele. Pochylił się nad wodą najdalej, jak się dało i zastanawiał się, czy powinien tam wskoczyć. Perspektywa lodowatej kąpieli nie napawała optymizmem, jednak co innego miał w takiej sytuacji zrobić? Zawołać rybiego kolegę i na kolanach błagać o pomoc, nie wiedząc nawet, czy go zrozumie? Mowy nie ma.
- Za co jaaa... - jęczał, zdejmując kamizelkę, potem rozpinając koszulę.
Ściągnął jeszcze buty, skarpety i spodnie i stał jak sierota w samych bokserkach w dziwaczne, dziecinne wzorki. Ci, co mieli tendencję do mylenia jemu podobnych osobników z płcią piękną, najpewniej srogo by się zawiedli. I wkurzyli może też.
Zimno... może futro niedźwiedzia poprawi sytuację? Tak, a potem weźmie klucze w pysk i je przez przypadek połknie, dławiąc się jak ostatni debil, brawo, Saba, jesteś geniuszem. To by była śmierć roku. A niech się okaże, że tamten tryton, co na imię ma Tryton tam jest i pomyśli, że to atak. Nie. Wtedy już by było kompletnie do dupy. Przebierał przez moment nogami, przeklinając obrzydliwe w dotyku deski, po czym dał susa do wody, rozchlapując ją na wszystkie strony. Było tam zdecydowanie głębiej, niż się spodziewał. I zdecydowanie ciemniej. Cholera.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 7:59 pm

Nie trudno było wyczuć poirytowany ton nieznajomego, który powtórzył słowo „tryton” w znanym Chrisowi sposobie. Miał zamiar pokiwać głową i zaprzeczyć, ale obserwacja różowowłosego tak mocno go pochłonęła, że nie zdał sobie do końca sprawy iż wypada coś odpowiedzieć. Naimi (dość dziwne imię swoją drogą) miał żywą gestykulację, a upór chyba nie z tej ziemi. W każdym razie powtórzył ten sam dziwny ruch ręką, a dłoń wylądowała na klatce piersiowej zwierzołaka.
„Sa? Ba? Sab? Saba?” – powtarzał i łączył głoski w swoim umyśle, starając się nadążyć za rozumowaniem chłopaka. A więc to był Naimi Saba, teraz to już całkowicie pogmatwane jak dla Trytona. Śmiechu warte, prawda?
Zanim jednak odpowiedział po raz kolejny, zirytował się na chłopaka i zniknął w głębokiej toni, obserwując Naimi Saba z bezpiecznej odległości, gdzie pozostawał niewidoczny.
„Po coś wlazł do tej wody?” – rzucił w stronę zwierzołaka w mentalny sposób, który z całą pewnością nie dotarł do nieznajomego. Mężczyzna krążył dokładnie wokół chłoptasia przez krótką chwilę, aż w końcu postanowił sprawdzić jak daleko posunął się rozwój technologiczny w Kolebce. Z czystej ciekawości podpłynął do pomostu i wynurzył się, stając na dolnej części ogona, aż w końcu podskoczył i wślizgnął się na drewniane, szorstkie deski. Zostawiał za sobą całkiem konkretnie mokre ślady, ale nie były one warte zbytniej uwagi. Przesunął ręką po ubraniach nieznajomego, podnosząc koszulkę i mocząc ją, po czym odrzucił na swoje miejsce. Usiadł na krawędzi pomostu i zawołał do nieznajomego:
- Naimi Saba. – Wycelował w niego swój błoniasty palec, a po chwili położył ponownie dłoń na swojej klatce piersiowej. „Po kiego ten idiota właził do wody? Jeśli chce mnie zaatakować, lepiej zachować dystans. A nóż widelec zatruje wodę w zbiorniku, śmieciorób jeden?” – Triton. Tritun. Try.. Tryton. – Powtórzył kilka razy niezbyt cicho, aż w końcu znalazł odpowiednie dopasowanie literek. W jego brązowych oczach błyszczało rozdrażnienie, ale też ciekawość i rozbawienie związane z odwróceniem ról.
Gdyby tylko wiedział, że chłopak próbuje odszukać swoich kluczy po prostu zacząłby się śmiać w głos dopóki by mu brzuch nie pękł!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 8:40 pm

Sabin nurkował niewprawnie coraz głębiej, trzymał się jak najbliżej dna, jednak nie było mowy, by udało mu się w tej ciemnicy wypatrzeć coś tak małego, jak klucze. Korciło go, bo zmienić postać, bo w końcu niedźwiedziom z tymi ich wielkimi łapskami dużo łatwiej przychodziło pływanie, ale powstrzymał się ze względu na jedne z ulubionych gaci. Brakowałoby, by wyszedł z toni zupełnie goły. Przez chwilę miał wrażenie, że tryton, czy raczej Tryton, skoro tak się przedstawił, krążył wokół niego, naigrawając się z jego niezdarności, jednak ostatecznie stwierdził, że się przewidział.
Zrezygnowany poczuł, jak zaczyna brakować mu powietrza. Niechętnie wypłynął na powierzchnię, łapiąc rześkie powietrze. Zamrugał kilka razy, pozbywając się resztek wody z powiek. Różowe włosy, z racki tego, że były kompletnie przemoczone, przylegnęły płasko do głowy młodzieńca, a na czole poukładały się w nierówne, postrzępione kosmyki, z których kapało mu do oczu. Wtem usłyszał swoje imię. Ale zaraz... Znowu ten Naimi? Po tym jego uszu dobiegł mozolnie formułowany wyraz, klejony jak przez dziecko. Tryton. Tak, już to słyszał, nie trzeba mu było powtarzać, skoro nieśmiertelny nie miał prawdziwego imienia lub nie chciał go zdradzić.
- Po prostu Saba! Sabin Ursus Nepomucena, rybi mózgu! - Z racji tego, że Tryton i tak nie mógł go zrozumieć, pozwolił sobie go powyzywać, ot, dla poprawy i tak już mizernego humoru.
Przeszła mu ochota, by mówić cokolwiek. Złapał się ciężko przykrytych glonami desek pomostu i z siłą, jakiej nikt by się po nim nie spodziewał, wgramolił się na górę. Kiedy już wykręcił wodę z bielizny i wyprostował całe swoje sto sześćdziesiąt pięć centymetrów, ujrzał... człowieka-rybę.
- Jezu! - wyrwało mu się. Znów zdziwienie przemieszało się ze strachem.
Skąd on się tu wziął? Kiedy on... A. A! Teraz rozumiał. Może mu się nie przewidziało, że łuskowaty krążył wtedy wokół niego. Może sobie po prostu po chwili wyszedł z jeziora, korzystając z tego, że Saba się w nim znalazł. A teraz siedział tu, pokazując całą swoją olbrzymią posturę. Chłopak czuł się przy nim jeszcze mniejszy, niż zwykle. Z ociąganiem oderwał od niego jadowicie niebieskie oczy i zerknął na ubrania. Mokre. No ale jak...?
- Ej no, myślisz, że zdejmowałem ciuchy po to, żebyś ty sobie je mógł pomoczyć? - zapytał z wyrzutem, zupełnie nie przejmując się tym, że tylko on rozumiał tę wypowiedź.
Westchnął i zmierzwił włosy, starając się pozbyć w ten sposób choć odrobiny wody, która wielkimi, lodowatymi kroplami skapywała mu na plecy. Nagle zamarł. Znów wlepił spojrzenie w Trytona. Do tej pory tak tego nie postrzegał, ale nie dało się zaprzeczyć, że miał do czynienia z przedstawicielem płci męskiej.
Męskiej - powtórzył w myślach, a jego serce mimowolnie przyspieszyło.
Dlaczego on się tak musiał wstydzić mężczyzn? Uroda tamtego nieśmiertelnego z pewnością nie trafiała w gusta Saby, bo wolał jednak osoby nieco bardziej... ludzkiej postury, ale facet to facet.
Nie czerwień się! - rozkazał sobie, jednak czy skutecznie, tego stwierdzić nie mógł. Te godne pożałowania gacie... Już nie były jego ulubione.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 9:04 pm

Tryton miał całkiem konkretną zabawę, jeśli wyciąć niepokój związany z nieznajomością chłopaka oraz jego nieludzkich możliwości. Śmiertelnicy byli dość przewidywalnym gatunkiem, ale tu ten nurkujący w jeziorze był kolejnym orzechem do zgryzienia. A rybi człowiek nie miał ochoty łamać sobie na nim zębów, więc po prostu wstrzymywał się przed ocenianiem i starał się zachować jak największą ostrożność.
Kilkakrotne powtarzanie imienia Trytona wyraźnie musiało zirytować nieznajomego, ponieważ zaczął rzucać jakimiś niezrozumiałymi słowami w niego. Tym razem mężczyzna mógł odwdzięczyć się ignorancją, zajmując się dokładnie telefonem chłopaka i próbując odgadnąć do czego służy… całkiem prawdopodobne, że mógł go po prostu przemoczyć. Wyślizgiwał mu się z dłoni i raz upadł na łuski na wysokości ud co wprawiło go w nagły wzrost frustracji, ale już po chwili mógł dalej spokojnie przyglądać się małemu przedmiotowi.
Przynajmniej do czasu, aż na pomost wtargnął różowo włosy o iście niedźwiedziej sile, bez najmniejszego zająknięcia podciągając się na rękach. Trytonowi zajęło latami opanowanie tej sztuki, a i często nadwyrężał albo ramię albo ścięgno w ogonie. A ten tutaj hop siup i już jest na powierzchni!
Chłopak był dość niski i chuderlakowaty, Chris nie mógł nic więcej powiedzieć ponad to, że ten kolor włosów był iście… niepasujący. Odłożył niezgrabnie telefon komórkowy na deski, wyrażając swoją dezaprobatę mimiką twarzy i rozsiadł się wygodniej. Woda ściekała z niego stopniowo, ale nie zamierzał doprowadzić do tego, że wyschnie całkowicie i ujawni się jako imitacja człowieka przed tym chłystkiem.
Tryton obserwował go właściwie bez mrugnięcia oka, starając się nie sięgać zbyt gwałtownie w stronę przypasanego rzemienia z nożem. Bronić się umiał i w razie czego mógł rzucić w chłopaka kilkoma ostrzami, ale po co od razu gwałtownie okazywać wrogość? W końcu ten chłopak niczego mu złego nie zrobił. Przynajmniej jak na razie.
Tylko patrzył się jak ciele w malowane wrota, a Tryton odwzajemniał to spojrzenie z wyraźnym rozbawieniem w oczach. „Doprawdy, byłbyś całkiem niezłym Figlarzem w tym momencie, staruchu.” Parsknął śmiechem widząc minę Saby, ale nie domyślał się nawet skąd taka nagła zmiana nastroju. Tryton zgarbił się nieznacznie, aby podeprzeć łokciem o łuski, a ogon zgiął umiejętnie pod siebie wślizgując jego końcówkę do wody.
- *No i co się tak gapisz? Ciekawe co tam gadają w Kolebce o moich, czy w ogóle wiesz cokolwiek na ten temat. I po cos tu przylazł, co? Po coś wskakiwał do wody?* - rzucił obojętnie w stronę Naimi, aż w końcu zaśmiał się krótko i wskazał na toń, z której przed chwilą wyszedł chłopak. Później wycelował palcem na niego, a następnie wzruszył ramionami, rozkładając ręce.
- *Zgubiłeś coś, pewnie, hę?* - zagadnął, celując błoniastym paluchem w jego przemoczone trochę bardziej niż trochę ubrania.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Maj 04, 2013 9:31 pm

Jego oczy otwierały się szerzej i szerzej. Sam na sam. Z innym mężczyzną. Tylko to zajmowało mu od jakiegoś czasu myśli. Do ilu rzeczy mogło dojść w takiej sytuacji? Lekki, tak niechciany przez Sabina rumieniec wkradł się na jego twarz, gdy poczuł na sobie wzrok obcego. Niedobrze. Chłopak tak był teraz pogrążony w myślach, że nawet nie zauważył, jak Tryton powoli sięga po broń. Dostrzegł natomiast swój telefon, który wyślizgiwał się raz po raz z błoniastych palców nieśmiertelnego niczym mokra kostka mydła.
Te-telefon... Żadnej rysy jeszcze na nim nie zrobiłem... - pomyślał, a żałość wyjrzała z jego oczu, jednak nic nie powiedział. Po tym, jak się w końcu zorientował? A w życiu. W życiu nie zwróci uwagi innemu facetowi. I pomyśleć, że koleś, który zwykle potrafił znaleźć byle pretekst, by pozrzędzić, teraz siedział cicho i potulnie.
Frustracja, jaką odczuwał zniknęła momentalnie, nawet przestał się przejmować, że dla tamtego jest Naimim, a nie Sabinem. Poczuł się jednak zdezorientowany, gdy Tryton zaśmiał się. Najpewniej z jego bokserek. Wyrzuci je i kupi sobie gładkie, takie czarne, bo się w głowie nie mieściło, żeby tak paradować przed obcym. Z przyjemnością by się teraz ubrał, jednak z racji tego, że wciąż był zmokły niczym kura, powstrzymał się. Ale jak tak popatrzeć na zamoczoną koszulę... Co za różnica? I tak źle, i tak niedobrze, a przynajmniej ciuchy zakryją to jego wymoczkowate ciało. Szybko dopadł spodnie i zaczął się mozolnie i bez wątpliwości niezdarnie ubierać. To wszystko przez presję. Później dwa razy musiał zapinać koszulę, ponieważ wychodził mu krzywy Jaś. Tryton w tym czasie coś do niego mówił, potem jeszcze pokazał palcem, on jednak nie miał bladego pojęcia, o co mogło mu chodzić. Wywinął przy tym giętkim ogonem, rozchlapując nieco wody.
Pewnie mnie wyzywa, tak jak ja wcześniej jego - stwierdził gorzko.
- Co tak patrzysz? - spytał, jednak w jego głosie zamiast marudnego, burkliwego tonu dało się wyczuć nieśmiałość. - Zgubiłem klucze - dodał niepewnie.
Podszedł powoli do nieśmiertelnego i wziął telefon, wycierając go o spodnie. Później szybko oddalił się o kilka kroków i przysiadł po turecku. Nie takiego wieczoru się dziś spodziewał. Kątem oka zerkał na Trytona, cały zażenowany. Poprawił włosy, spomiędzy których wystawały teraz obkolczykowane uszy z pustymi, silikonowymi tunelami. Owe tunele wyglądały prawie jak kobiece kolczyki w kształcie koła, jeśli nie przyglądało się zbyt uważnie. W rzeczywistości były to najzwyczajniej rozepchnięte uszy ze specjalnymi wypełniaczami nadającymi im okrągły kształt. To wszystko razem sprawiało, że Sabin wyglądał dość osobliwie, zwłaszcza według ludzi (bądź innych stworzeń), którzy nie przyzwyczaili się do takich widoków. Chłopak czuł się teraz trochę głupio, bo wolałby w obecności tej istoty wyglądać jak szara mysz, może wtedy nie byłby takim podejrzanym typem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 10:04 am

Różowowłosy nie wydawał się należeć do osobników agresywnych, ponieważ wpatrywał się w trytona z całkiem głupim i żałosnym (jak dla niego) wyrazem twarzy. W końcu mężczyzna odłożył na bok ten nieszczęsny, przemoczony i zapewne zepsuty już telefon, dostrzegając kolejną zmianę w zachowaniu nieznajomego.
Nawet pomimo śmiechu, jaki zadrżał w trzewiach Trytona, tamten Naimi pozostawał niewzruszony, niczym kamienny posąg. Po prostu stał i wpatrywał się w niego, a z jego oczu można było wyczytać kilka sprzecznych informacji. Księżyc z jednej strony dawał możliwość dobrej obserwacji, ale z drugiej po dłuższym przyglądaniu się dochodziłeś do wniosku, że i tak niewiele ci się to zda. W końcu wyobraźnia zaczyna płatać figle i do końca nie wiesz czy rozmówca kpi z ciebie, śmieje się z sytuacji czy jest przerażony.
Dłoń wylądowała na rękojeści noża, ale Tryton wstrzymywał się z sięgnięciem po niego. Po prostu jakoś nie specjalnie czuł, aby Saba postanowił go zaatakować nagle.
Przyglądał się w milczeniu jak ten zakłada spodnie i resztę ubrania, dopiero teraz zwracając uwagę na dziwne gacie. Owszem, były zabawne i nawet Tryton parsknął śmiechem jak w końcu je dojrzał. Czy jednak by je założył? To by już chyba zależało od sytuacji, w jakiej się znalazł. Ten dziwny osobnik wydawał się być złożony z różnych dziwacznych elementów, przez co miało się wrażenie wyrwania z codziennego świata na rzecz nieracjonalnych fantazji.
Usłyszał jakąś niemrawą odpowiedź ze strony nieznajomego, a potem ten zbliżył się w jego stronę… Tryton napiął mięśnie w oczekiwaniu na jakąś formę ataku i przypatrywał mu się nieufanie, ale już po chwili pojął groteskowość swojego zachowania. Chłopak podszedł do niego tylko i wyłącznie po telefon, a z bliska wydawał się całkiem zażenowany tą dziwną sytuacją. Nie trudno było się domyślić, że tamten zgubił coś na dnie jeziora i to właśnie przyprawiało go o poczucie wstydu. Oh, gdyby tylko Tryton wiedział, że to on jest głównym powodem zażenowania chłopaka! Z pewnością nie siedziałby tak spokojnie na jednym pomoście z Sabą, a już na pewno nie próbowałby mu pomóc.
Teraz ześlizgnął się z pomostu po raz kolejny i kiedy tylko zanurzył się w tafli, przeskanował okolicę pomostu w poszukiwaniu jakichś nienaturalnych rzeczy. Krążył przy tafli, dzięki czemu Saba mógł co jakiś czas dostrzec kontury płetwy grzbietowej lub ogona. Po kilku sekundach Tryton wynurzył się niczym Posejdon z jeziora i położył obok chłopaka zniszczony zeszyt, który praktycznie do niczego się już nie nadawał. Wycelował dłonią w przedmiot, a później spojrzał wyczekująco na Naimi.
- *Tego szukasz?* - Spytał po swojemu, co było zupełnie bezcelowe, skoro dziwny chłopak go nie rozumiał.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Maj 05, 2013 11:24 am

Cisza, jaka przez moment zapanowała na pomoście, była dość niezręczna. Sabin siedział sztywno, nie do końca wiedząc, na czym utkwić wzrok, więc statecznie postanowił skupić się na swoich dłoniach opartych o nogi. Nagle chłopak usłyszał plusk. Podniósł szybko oczy. No pięknie. Czyli Tryton znudził się tą nic nie wnoszącą znajomością i pewnie popłynął znaleźć coś ciekawszego do roboty. Na przykład obserwowanie kamieni spoczywających na dnie, bo zmienny miał wrażenie, że dla obcego mogły się wydać zdecydowanie godniejsze poświęcenia uwagi i bardziej nieprzewidywalne, niż rozmowa z kimś, kogo nawet nie można zrozumieć. Nie mógł mieć mu tego za złe, sam się w końcu przekonał o tym, jak łatwo było przewidzieć jego postępowanie. Westchnął ciężko, ubolewając ciągle nad zgubą.
Coś tu jednak nie pasowało. Co ta woda tak głośno... Zdziwienie odmalowało się na twarzy młodzieńca, gdy ten ujrzał Trytona zahaczającego co jakiś czas płetwą o powierzchnię jeziora. Co on, szykował mu pokaz? Czy planował go zmoczyć go jeszcze bardziej? Zwierzołak podniósł się i stanął na skraju pomostu, przyglądając się wijącym ruchom człowieka-ryby. Gdy tamten się wreszcie wynurzył, w ręce trzymał jakiś przedmiot. Bardzo zamokły, obślizgły i zniszczony. Ble, śmierdział na dodatek obrzydliwie. Saba wrócił spojrzeniem na nieśmiertelnego, który najpierw wskazał to coś, a potem Nepomucenę.
Co on, prezent mi daje? - pomyślał przerażony, co odmalowało się na jego twarzy w towarzystwie kolejnego rumieńca. Powinien zacząć ćwiczyć zachowanie pasujące mężczyznom, bezpretensjonalnie. Chwycił to coś w palec wskazujący i kciuk. Nawet dla takiego flei jak on to było za wiele.
- Eee... - odezwał się, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Choć z drugiej strony mogłoby to być cokolwiek, bo ta wodna istota i tak go nie zrozumie. - Dziękuję? - rzekł niepewnie, zmuszając się do uśmiechu i rzucając krótkie, niezbyt szczęśliwe spojrzenie czemuś, co kiedyś było notesem i odłożył to najdalej, jak pozwalała mu na to odwaga. W końcu jak odrzuci prezent, to może rozgniewać nieznajomego, a walczyć nie chciał, tym bardziej, że wiązałoby się to z utratą ubrań podczas przemiany, bo przecież Tryton w razie potyczki nie poczeka uprzejmie, aż Saba się rozbierze. - Wiesz, szkoda, że się nie dogadamy i znając życie nie pałamy do siebie miłością, a nawet sympatią, ale fajnie by było, jakbyś pomógł mi znaleźć klucze - dodał, kucając.
Może jakby to jakoś prościej ujął? I ładnie poprosił.
- Klucze - zaczął i wspomógł się gestem pokazującym, jakby przekręcał właśnie jakiegoś w zamku. - Mógłbyś sprawdzić? - Źle się z tym czuł, prosząc go o to. A bystre spojrzenie Trytona śledzące każdy jego ruch tylko pogarszało jego samopoczucie.
Gdyby to była kobieta, to chociaż ten jeden problem by się nie pojawił.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pomost   

Powrót do góry Go down
 
Pomost
Powrót do góry 
Strona 8 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomost
» Pomost Bóstw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Jeziora-
Skocz do: