IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pomost

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sro Paź 24, 2012 3:29 pm

Wzruszyla barkami. Do prawy, zwierzęta wcale nie są bez rozumne, o czym Ayvana, postrzegana jako miłośniczka przyrody, wiedziała z własnych obserwacji.
-Do prawdy, stworzenia tłumaczące swoje zachowania zdaniem "bo była pełnia" to chyba tylko wilkołaki. Nie spotkałam żadnego przedstawiciela mojego gatunku albo chociaż podgatunku - który wyprawiał by istną rzeź w okolicy mowiąc, że była pełnia. To doprawdy głupie, że wrzucach mnie do jednego worka z tymi bestiami. - tak tak, nie chciała gadać z demonem NAWET o głupich, błachych sprawach. Ale musiała wytłumaczyć tą kwestię. Kto zna się lepiej na zmiennokształtnych niż sam zmiennokształtny albo chociażby jego hybryda?
Odrzuciła ogon do tyłu tak, by demon nie mógł go dotknąć nawet koniuszkiem palca.
-Z resztą, co ty, demonie, wiesz o nas, zmiennokształtnych? Nie licząc oczywiście wkradania się do cudzych umysłów i odczytywanie naszych i innych myśli.. - rzuciła, udając obojętną. W rzeczywistości jednak była bardzo ciekawa odpowiedzi tego osobnika. No, bynajmniej mogła troche poznać życie tych istot. Może - prócz chęci mordu i cierpienia innych, zwykle niczemu nie winnych osób - czai się coś lepszego? Mało prawdopodobne, ale może jednak..
Może i koty nie lubią zimnej, wstrętnej wody przez którą futerko jest mokre.. ale ona była wyjątkiem i wielbiła każdy żywioł, nawet taką wodę. Rozsunęła swoje łapy do przodu tak, że dotykały opuszkami taflę tej błękitnej cieczy. Łeb położtła na swoich łokciach, wpatrując się w nie tylko swoje odbicie, ale też ruchy zwiastujące życie ryb, które przecieżkoty uwielbiają. No tak, ryby..
Zaczynała być powoli głodna. Nie czuła jednak niemiłosiernego kłucia i ssania w żołądku, ale jeszcze troche i do tego dojdzie.
Czekała więc cierpliwie na odpowiedź demona - co jak co, ale drugą osobę z którą zaczeło się dialog, nawet jeżeli jest ona najgorszym wrogiem życia - trzeba szanować bo może okazać się śmiertelnym wrogiem..
Powrót do góry Go down
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Pomost   Pon Lis 05, 2012 6:43 pm

Przebiegła iskierka zajarzyła się w jego oczach jak zawsze, kiedy podłapał temat na tyle ciekawy, by rozpocząć nieco irytującą, ale za to wyciągającą wiele prawd o towarzyszu rozmowę.
- Tak pięknie mówisz o tym, że nie należy rzucać wszystkich zmiennokształtnych do jednego worka a sama nieustannie to robisz. – Z nieskrywanym żalem spuścił wzrok ciężko wzdychając jak gdyby swymi słowami uraziła go na tyle bardzo by mógł poczuć się dźgnięty w to swoje kamienne demoniczne serce. – Oceniasz mnie jedynie na podstawie rasy od razu twierdząc, że jako demon jestem istotą złą i niosącą mrok i spustoszenie. A może ja pragnę uczuć jak każda inna istota krocząc ścieżką dobra?
Na pewno gdyby chciał, mógłby w tej chwili się rozpłakać, ale może pozostawmy ten mały spektakl na nieco późniejszą porę zadowalając się wyrazem bólu wymalowanym na idealnej buźce jakże przybitego i smutnego demona, jakim teraz był Nathaniel.
Kolejne słowa zdawały się ugodzić go jeszcze bardziej, kiedy to mówiła o nim majach do niego tak negatywny stosunek. I w ogóle skąd ona mogła wiedzieć o jego zdolnościach i tym całym „wkradaniu się do umysłu i odczytywaniu myśli” skoro wcześniej jej o niczym takim nie wspomniał ani nawet tego na niej nie próbował? (no właśnie… skąd -.-) Może potrafiła odkrywać cudze zdolności? Ostrzegawcza lampka zajarzyła się w jego głowie światłem tak jaskrawym, że gdyby ja wyciągnąć prawdopodobnie wszystkich by oślepiła. Nikt, ale to nikt z wyjątkiem jego i jego Pana nie miał prawa wiedzieć nic na temat tego, co Nate potrafił. To było niczym tajemnica. Ale kto by mu się dziwił skoro takie umiejętności były bardzo często pożądane przez innych. Co by było gdyby przeklęta Rada położyła na nim swoje łapska i zmusiła go do pracy dla nich swoimi wstrętnymi sztuczkami, przekrętami i szantażem? A może ona była z Rady? To sprawiało, ze stawała się jeszcze ciekawszą rozmówczynią a zarazem rozmowa z nią stawała się większym zagrożeniem. Nie dość ze to wielki kotowaty anioł to jeszcze mogłaby należeć do najwyższego organu władzy świata nieśmiertelnych.
- Wiesz… nie żeby coś, ale stanowczo lepiej rozmawiałoby mi się z tobą gdybyś była w postaci ludzkiej. Czuje się dziwnie gadając do… kota.
Skrzywił się na sam dźwięk słowa „kot” nawet wypowiadanego przez samego siebie. Nie ważne było czy był wielki, dziki czy też może mały, oswojony czy znowu domowy. Kot to kot a na liście milutkich zwierzątek ta akurat grupa czworonożnych ssaków u Nathaniel’a zajmowała ostatnią pozycję, no nawet pozycję jeszcze dalszą niż ostatnia o ile było to w ogóle możliwe. Parszywe futrzane stworzonka…
Jednak jego sugestia nie wzięła się jedyne z faktu, że nie lubił kotów. Po prostu interesowało go jak to stworzenie może wyglądać w swojej ludzkiej powłoce. Na ile byłaby w swym „normalnym” wyglądzie podobna do kota, którego postać zapewne często przyjmuje.
Jednakże nie dane mu było odkryć tajemnicę jej ludzkiego wyglądu. Zaczynało się powoli ściemniać. Nie chodziło tu o to, że chłopak w jakimkolwiek stopniu bał się mroku, ba... czół się w nim nawet lepiej niż za dnia, po prostu miał coś ważnego do załatwienia. Były sprawy, których nie można bagatelizować nawet przez własną ciekawość czy też chęć poznania sekretów owej niewiasty z którą miał teraz okazję rozmawiać. Może i wydawała się być ciekawa, bo jako anioł-zmiennokształtny, czyli w połowie istota z demona zrodzona, żywiła dość sporą i bardzo afiszowaną przez nią niechęć do jemu podobnych, której przyczynę bardzo chciałby zgłębić. Ale cóż czas gonił...
- Niestety, muszę się teraz z tobą pożegnać. - Z ciężki westchnieniem podniósł się z pomostu i strzepał ze spodni resztki zeschniętych liści, po czym ruszył jakby z niechęcią w stronę miasta powoli oddalając się od tego miejsca, i prawdę powiedziawszy nieznajomej, bo nawet nie dane mu było poznać jej imienia.

[z.t]

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Lis 24, 2012 11:07 am

Przekręciła łeb wykonując ruch na "nie".
-Tak, ale... zmiennokształtni to istoty które mogą byc zarówno złymi bestiami łaknącymi krwi, potworami... mogą to byc zwykli ludzie posiadający formę zwierząt. Albo nawet nie wiedzący o tym, że ją posiadają. Inni wybrali życie ludzi i zapomnieli o drugim "ja". Inni... wybrali... wybrali życie dyktowane przez dzikie instynkty, potrzeby no i własne przyjemności, zachcianki. Robią co chcą, jeżeli będą mieli odpowiednią formę. No, na przykład taki kot. Lis. Niedźwiedź. Zaszyc się w gęstym lesie i unikac ludzi, żyjąc w harmonii. Dla niektórych... kuszące. A demony to przecież istoty złe, bardzo złe, cierpiące lata w męczarniach by stac się tym kim są, lub nawet samym zadając takie tortury... a wcześniej przecież prowadzic życie złego człowieka, prawda? - wzruszyła barkami - a anioły... to moja druga forma, co nie
Co nie? No właśnie. Anioły to zwykle ludzie czyniący dobro na ziemi, lub po prostu od urodzenia stali się aniołami. Są też anioły złe, upadłe anioły... ale takich stron jest wiele... a demon?
- gestykulowała łapą - Może lepiej ty coś dodaj, lepiej poznac rasę od kogoś, kto taką rasę zna najlepiej i jest przedstawicielem takiej rasy. - wzruszyła barkami. W końcu trzeba wysłuchac drugiej strony, może ma coś ciekawego do powiedzenia?
No cóż, ta druga prośba wytrąciła ją z tropu.
-A pomyslałeś, co się stanie PO dokonaniu przemiany? - zapytała, podnosząc lewą brew. No bo jak - chyba nie będzie nago paradowała przed demonem
Wzruszyła barkami słysząc słowa pożegnania. Wstała i otrzepała sięz niewidzialnego pyłu. Kiwnęła mu tylko głową.
-Jestem Ayvana. I żegnaj. - rzuciła w stronę odchodzącego demona. Odwróciła się i rozłożyła swoje wielkie skrzydła. Wpierw leciała nisko nad wodą, potem uniosła się nad drzewami niezauważona.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Gru 29, 2012 7:18 pm

Jezioro. Ot, standardowa panorama dla dowolnego filmu związanego z romansem, końmi czy innym przejawem sentymentalizmu. Okazjonalnie służące jako kryjówka dla Nessie czy innej Steinbach, będące świadkiem rozmówek, starć i wyznań sporej rzeszy mieszkańców Kolebki, z których niejeden bił na głowę standardową aurę tajemnicy, przypisaną dowolnemu jeziorku które ma rozmiary większe niż hollywoodzki basen. A tym razem? Na skrajnie niskie, jak warto zauważyć, możliwości pojmowania stanu rzeczy przez nieożywiony zbiornik wodny, można by rzec, że przyroda była zawiedziona. Tym razem niespodziewanym gościem, dla którego zabrakło jednak talerza i kubka kompotu z suszu, okazała się niezbyt rosła istotka, skupiona na, wbrew pozorom, obserwowaniu trzymanego kurczowo w łapkach kubka jogurtu, z natężeniem jakie już dawno powinno było wywiercić owym wzrokiem dwie lekko skośne dziury w plastiku. Elf miał sporo tematów do rozmyślań, więc, wzorem tych starożytnych i tych nieco nowszych filozofów, uznał, iż jezioro jest odpowiednim do tego miejscem. Sporo przestrzeni, potencjalny brak dużego zagęszczenia wędkarzy (bo jak tu, panocku, łowić w taką pogodę?) za wyłączeniem tych przystosowanych do ewentualnych odmrożeń. Dlatego też, najwidoczniej zadowolone z siebie, długouche stworzonko, rozsiadło się na krańcu pomostu, podciągając giczoły do tureckiego siadu i w końcu zabierając się za jogurt. Człowiek nie człowiek, istota rozumna priorytety mieć musi. Mieszkanie? Błahostka. Co z tego, że będzie musiał skądś wykombinować, jak w ogóle je opłaci, a później, jak opłaci czynsz. Praca? A bo to kiedykolwiek był brak zapotrzebowania na siłę roboczą, nawet jeśli oznaczałoby to stanie na ulicy? Problematyka sąsiedztwa? Nie taka straszna. Po tym, jak ktoś miał do czynienia z niemieckimi kurtyzanami, wizja posiadania po drugiej stronie ściany rogatego sąsiada, lubiącego pojawiać się znikąd przed nowymi znajomymi z od razu przygotowaną umową jest nawet przyjemna. Ostatecznie, diabeł nie anioł, wiarą bożą nie żyje, zarabiać też musi. Kryzys jest.
Pozostawało jedno. Żołądek.
A że akurat wystarczyło mu pieniędzy na spory kubek waniliowego szczęścia, to co uszatego winić? Nawet, tak między innymi, pomijając fakt, że pieniądze raczej nie były jego. Ale, jak to u niego w domu mówiono - kto połknął żerdź, będzie spał na stojąco. Moralność nie jest aż tak moralna, gdy trzeba wrzucić coś jadalnego na ząb.

Niewiele czasu zajęło mu poskromienie całego nakładu czystej radości, po czym, zgodnie z tradycją wsadziwszy sobie kubeczek po jogurcie, wraz z łyżką, do kieszeni ("Bóg jeden wie, może się przyda") pognał możliwie szybko w stronę ścieżki którą dotarł do jeziora. Ziąb zaczynał go otulać niczym srebrzysta pierzynka i raczej nie uśmiechało mu się, po tylu latach, zamarznięcie tu, w Brytanii, gdy było tyle okazji wiele lat temu, na Rusi. Nogi, a raczej, kółka deskorolki, powiodły długouche nieszczęście ku "małej ojczyźnie nieśmiertelnych". [zt]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lut 07, 2013 7:04 pm

Szlag by to, szlag, SZLAG! Czemu to musiało się przydarzyć akurat jej? Czemu to zawsze wpadało tak bez pukania, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, bez jakiejkolwiek, kurewskiej wzmianki?! Przecież ostatnimi czasy dbała o siebie, tak jak każdego dnia. Obfite śniadanko, lunch, obiadek z dwóch dań i kolacyjka na dobranoc. No, przyznać trzeba, trzy ostatnie dni przeżyła w stresie i jadła tyle, co mała myszka, ale to nie powód, żeby tak wyskakiwać nagle zza krzaków! Stosuje przecież bogatą we wszystkie składniki odżywcze dietę, nigdy sobie nie odmawia (cud, że jeszcze taką chudziną jest!), a tu wystarczą trzy dni, by zamienić się w potwora. Potwora pragnącego tylko jednego. Ludzkiego mięsa. Soczystego i surowego mięcha, najlepiej z żywej ofiary. I taka się trafiła, na nieszczęście.
Z przyspieszonym tętnem i łapczywie łapiąc każdy haust powietrza maszerowała tuż przed siebie. Nasyciła swój głód jakimś nieznajomym nieszczęśnikiem, który postanowił pobiegać sobie w lesie. Biedak... Może miał rodzinę? Psa? Karaluchy pod podłogą? Nieważne, ktoś na pewno będzie za nim tęsknił, będzie szukał i znajdzie - rozszarpane ciało, jak gdyby przez dzikie zwierzę. Tak pomyśli policjant, kiedy to zobaczy. Nigdy nie pozostawiała po sobie śladów, że to istota inteligentna mogła zrobić. Zresztą, nigdy po przemianie w potwora nie panowała nad sobą.
Jezioro. Zaraz potem kątem oka przyuważyła pomost. Już z dość dużej odległości mogła stwierdzić, że ten jest długi. Dotarłszy do jego początku, kucnęła na brzegu, by ocenić swój stan. Twarzyczka, dotychczas niemalże śnieżnobiała teraz pokryta była krwistą czerwienią - trzeba się tego pozbyć. Dopiero teraz spostrzegła, że w szale gdzieś porzuciła swoją kurtkę. No trudno, z zimna raczej nie umrze. Przynajmniej za dnia. Koszula też nie wyglądała na całą. Z lekka postrzępiona u kołnierzyka i poplamiona krwią, ale na jej czerni nie było tego aż tak bardzo widać. Cóż, musi jakoś wrócić do domu. Po drodze będą patrzeć. Na to Coś. Nawet już nie będąc potworem, nadal się za niego uważała. Ohydztwo, szkarada, zmora... Całe życie tak o sobie myślała i nie zanosiła się na to, by jej poglądy na temat swojego wyglądu miały się zmienić.
Zaczęła z lekka przemywać twarz, żeby chociaż oczyścić swoją skórę i nie wzbudzać podejrzeń wśród ludzi. Na szczęście spodnie były całe... To dobrze, lubiła je.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lut 07, 2013 7:43 pm

Raz na jakiś czas trzeba było się wyrwać z miasta, zaczerpnąć "świeżego powietrza". Już nawet nie z zasady, ale by trochę urozmaicić sobie własne życie. Które i tak było dostatecznie nudne. Szlajanie się po knajpach, byleby robić cokolwiek, stawało się rutyną. A jej chyba nikt nie lubił, łącznie z Sevi. Wyjątkami są może osoby, którym to wystarczało. Powtarzanie tych samych czynności, płynąc przez życie bez żadnych oporów. Niezbyt przepadała za takimi ludźmi. Byli nudni, a ponoć to właśnie ich przedstawiciele byli najbardziej... plastycznymi gatunkami, pod względem zróżnicowania charakterów.
Starając się więc przełamać zaczynający się powtarzać schemat jej dnia, zaczęła błądzić gdzieś poza miastem. To znaczy - niekoniecznie błądzić. Wiedziała, gdzie idzie. Nad jeziorko, o. Nie miała szczególnego powodu, by to właśnie tutaj skierować kroki. To po prostu pierwsze, to przyszło jej na myśl, jeśli chodzi o miejsca, gdzie mogła się udać. Dla przykładu, to jezioro lepsze niż jakiś las. Nie będzie się przecież tłukła gdzieś między drzewami, w zasadzie to niezbyt wiedząc, po co i gdzie idzie. Szczególnie, że już zbyt jasno nie było, a geniuszem nie trzeba być, żeby wiedzieć, że trudniej się poruszać wśród drzew o tej porze. I nawet można zaliczyć bliższe spotkanie z jakimś krzaczkiem, albo wcześniej spotkaną roślinką, jeśli nie będzie się uważać. A potem jeszcze wracać trzeba. Choć akurat Sevi nie miała problemu z wyczuciem kierunku, to nie będzie tłuc się w drogę powrotną, gdy już się znudzi. No i po prostu trudniej się tam... zrelaksować. Bo coś ci zaraz wyskoczy przed twarzą, zwierzaczek czy coś w stylu jakiegoś elfa. Z tego co Sevi wiedziała, to można je tam spotkać, czego osobiście nie potwierdziła. I za bardzo nie chciało się jej też tego robić.
Rozległ się charakterystyczny dźwięk, gdy białowłosa zrobiła kilka kroków na pomoście. Humpf, przynajmniej się trzyma, toteż można zaryzykować wycieczkę tam i z powrotem. Pogrzebała w kieszeni, wyjmując paczkę papierosów bliżej nieznanej marki. Raczej nie zwracała na nią uwagi. Ważne, ze było czym się zaciągnąć. Nie robiła tego często, od czasu do czasu ma prawo. Wetknęła filtr między wargi, drugą ręką szukając jeszcze zapalniczki. Cholera zawsze gdzieś utknie. W końcu jej dobywając, odpaliła papierosa. Rozejrzała się, zatrzymując się na czymś wzrokiem. Dopiero teraz zauważając jakąś istotkę przy brzegu wody. Przechyliła głowę w bok. Zwykle nie interesowała się innymi osobami, chyba że same wykazywały chęć rozmowy z białowłosą. Toteż nie zamierzała reagować, jeśli nie było potrzeby.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lut 07, 2013 8:02 pm

Zjawisko, które zauważyła po niedługim czasie białowłosa było w pewnym stopniu dziwaczne i z lekka straszne. Bo oto była tu Kuro, kucała, we krwi splamiona (choć już część udało jej się z siebie zmyć), na głowie ni to trawa, ni włosy, a jak spojrzała! O zgrozo, utopić się idzie samodzielnie w jeziorze! Jak spojrzała, to oczy można było wybałuszyć. Bowiem lewe ślepię dziewczątka było czarne, z ognistą tęczówką po środku tejże nieznanej otchłani. Często zdarzało się tak, że przechodzące obok dzieciaki zaczynały płakać na jej widok, a jeden nawet się zlał w gacie ze strachu. Budziła strach samą swoją osobą, zwłaszcza gdy przebywała poza Instytutem, w którym i tak rzadko bywała. Po tylu latach spędzonych w ciasnych pomieszczeniach człowiek się musi wolnością i niebem nacieszyć. Bez względu na to, czy może pod owym niebem kogoś z głodu pożreć, czy też nie.
Mimowolnie na blade lica zielonowłosej wypłynęły rumieńce. Ponieważ pierwsza myśl, jaka jej wpadła do tej niemądrej główki była: "jaka ona ładna...", a dopiero potem uświadomiła sobie, że sama wygląda jak jakaś nienormalna, tudzież psychopatyczna morderczyni z krwią na mordzie i ubraniach. Zdołała się wyprostować i zgrabnie wskoczyć na pomost. Co robić? Co robić...? Nic, cholera.
Dwa pierwsze guziki jej czarnej koszuli gdzieś zniknęły. Dzięki temu jej drobne dziewczęce piersi były delikatnie odsłonięte, ale nie na tyle, by jakiś zbok mógł cieszyć oczy. Nie, ale tyle wystarczyło, by z bliska zauważyć wręcz wypalone nad prawą piersią cyfry "96" wielkości nakrętki od butelki.
- Hej... - mruknęła lekko ochrypłym głosikiem, który bez tego ochrypnięcia brzmiał zazwyczaj łagodnie i ciepło. Odchrząknęła i drgnęła nerwowo, nie za bardzo wiedząc, jak się zachować. Bo oto stoi tutaj dziewczę, jak gdyby wskoczyło pod koła rozpędzonego samochodu, a po wypadku wstało i sobie poszło w las.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lut 07, 2013 8:33 pm

Cóż, ona na pewno płakać nie będzie, ani tym bardziej plamić sobie ze strachu spodni. Nie można było też powiedzieć, że "nie takie rzeczy się już widziało", bo w zasadzie, to nie faktycznie nie widziało. Nie miała w życiu zbytniego kontaktu z osobnikami różniącymi się od ludźmi. A jeśli nawet, to najwyraźniej tego nie zauważyła. Bystrzacha, nie ma co. Ale nie zawsze jest się w stanie odróżnić człowieka od jakiegoś osobnika, który na przykład umie zmieniać się w zwierzaczka, od tak. Maskują się dobrze, cholery jedne. Oczywiście, osobiście Sevi nic do nich nie miała.
Istotnie, wpatrywała się przez chwilę w lewe oko dziewczęcia, nie próbując jednak dociec w myślach przyczyn, które wpłynęły na to, że wygląda tak a nie inaczej. Nie analizowała wszystkiego tak dokładnie, gdy sytuacja tego nie wymagała. A teraz tak było, prawda? Jak zechce to powie - jak nie, trudno. No i oczywiście, pozostawała kwestia całego jej wyglądu. Mając na myśli oczywiście krew, którą zielona była wymazana. Mogła wyglądać na mordercę, ale widocznie Sevi nie była aż tak strachliwa, by obawiać się czegoś przed niższą ze dwadzieścia centymetrów i również najwyraźniej młodszą panienką. Prawdopodobnie zachowała by podobną postawę, gdyby istniało faktyczne zagrożenie. No chyba, że zachowanie tej tutaj ewidentnie wskazywałoby na jakieś zaburzenia, tudzież chęć mordu. Ale na takie rzeczy się nie zanosiło.
Uwadze Sevi nie umknęło chwilowe zaczerwienienie na buźce zielonowłosej. Nie skomentowała tego, ani nie zareagowała żadnym gestem mimicznym, nie widząc w tym sensu. Wyjęła papieros z ust, stukając w bibułkę, by pozbyć się wypalonej części tytoniu, a również by i odpowiedzieć na niemrawe przywitanie.
- Cześć - odparła tylko wpatrując się w twarz dziewczyny, niewątpliwie oczekując wyjaśnienia powodu, dla którego ją zaczepia. A nuż wymyśli jakąś ciekawą, porywającą opowieść o tym, jak to znalazła się w obecnej sytuacji? Nawet jeśli mijającą się z prawdą. Cóż, Sevi czas ma, posłucha. Zawsze jakieś urozmaicenie, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Czw Lut 07, 2013 9:34 pm

Szczerze powiedziawszy, to Kuro nie wiedziała, czy stoi przed nią człowiek, czy też może jakiś demon, czy wampir... Nie miała tej intuicji, która by jej podpowiadała takie rzeczy. Zresztą, po co ona takiemu Kurosiowi. Na cholerę.
Młoda, białowłosa kobieta zdawała się być niewzruszona. Więc albo jest jakąś inną istotką, albo równie dobrze jest świadomym zagrożenia, ba, istnienia nie-ludzi, człowiekiem. Zielonowłosa stawiała na to drugie. Inaczej, miała nadzieję, że taka ładna osóbka jest człowiekiem. Z drugiej strony, więcej do tłumaczenia... Chwila, jakiego tłumaczenia? Nie musi tego robić, jeśli nie chce. W końcu obcej osobie ma się spowiadać? Nie ma bata.
W końcu po tak długim czasie oraz po oblaniu się lodowatą wodą, zrobiło jej się zimno. Cienki materiał koszuli nie chronił jej tak, jak należy. Zadrżała raz, potem drugi i po chwili mogła uchodzić za żywy wibrator.
- Ta krew to... No, nieważne... - mruknęła, uśmiechając się licho. Objęła się mimowolnie, masując dłońmi ramiona. Cholernie lodowata ta zima! A Kuro chłód nie służy...
- Zabiłam go, ale tego nie chciałam. Zresztą, stało się i basta. - dodała, robiąc dwa kroki w stronę.
- Te-hee... Pewno nie masz nic ciepłego do picia przy sobie, prawda? - zapytała z nadzieją w lśniących ślepiach.
Po krótkim "zapoznaniu" można było śmiało stwierdzić, że taka groźna zielonowłosa nie jest. Gryzie tylko wtedy, gdy straci nad sobą panowanie. Nigdy celowo. No chyba, że w łóżku, jak komuś się to podoba...
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Lut 08, 2013 11:07 am

Hohoho, więc jednak mamy do czynienia z młodocianym przestępcą. Nawet jeśli na takiego nie wyglądała, to znaczy - za pewne tak nie wyglądała, jeśli by wyobrazić ją sobie w normalniejszej sytuacji, gdy nie była we krwi. Jeśli wyobraźnia Sevi dobrze działa, to można zaryzykować, że dziewczę przed nią mogło dostać przypinkę ze słowem "ładna", jeśli dłużej by się patrzeć. A przynajmniej według białowłosej, bo w jej gusta trafiała. Trafiała w nie każda osoba, która była widocznie młodsza i zachowująca dozę niewinności. Tyle, że jednak toto przed nią takie niewinne nie było. Samo się nawet przyznało, najwyraźniej nie mając również poczucia winy. Uah, a może już wcześniej miało tą "przyjemność" odebrać komuś życie? Ciekawe osoby można spotkać na byle pomoście, doprawdy.
Łuki Sevi wykrzywiły się nieco w górę, zdradzając zaskoczenie. Wyrzuciła niedopałek za siebie, możliwe że trafił do jeziora, ale to niewiele przejmowało kobietę, chowając ręce do kieszeni płaszcza. Chyba nie ma co liczyć na dłuższą historyjkę, o ile sama się nie spyta o powody i takie tam. Faktycznie, przez chwilę cisnęły jej się na usta pytania w stylu "po co, jak, gdzie, kogo", ale z jakiegoś zrezygnowała z zadania ich.
- Nie - odpowiedziała krótko. Czy wyglądała, która wszędzie nosi ze sobą jakąś ciepłą herbatkę? Raczej nie, wątpiła też, by ktokolwiek tak robił. Wplątała dłoń we włosy, bo podrapać się po głowie. I co ma teraz z tym fantem zrobić? No, mogła odejść. Zacisnąć usta i powiedzieć, że to nie jej sprawa. Albo i patrzeć się na dziewczątko trzęsące się jak osika, uśmiechając się jakby z satysfakcją, podświadomie licząc, że rozdrażni tym ją. Westchnęła cicho. To to są prawdziwe problemy!
Ostatecznie zaczęła zdejmować płaszczyk, wystawiając własne rączki na mróz. Zbliżyła się do zielonej. - Jak zacznie padać śnieg, to ja sama Cię zabiję - mruknęła, zarzucając jej ubranie na ramiona. Widocznie było ono za duże na nią, ale przynajmniej ciepłe, dodatkowo wygrzane przez białowłosą.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Lut 08, 2013 5:25 pm

Jak już o gustach mowa, Kuro zdecydowanie wolała starsze od siebie dziewczęta. Skąd takie upodobanie? A no, można by powiedzieć, że to jeszcze za czasów, gdy była w Morii... Ale to historia, która nie lubi wychodzić na wierzch sama z siebie.
Z jednej strony nie była już taka niewinna, jak się patrzy - nie, to nie była jej pierwsza ofiara. Było ich już kilka, ale zostały szybko zapomniane. Wróć, zostały one wepchnięte w sam kąt wszelakich niechcianych wspomnień zielonowłosego dziewczątka. Z drugiej zaś strony, dalej jest niewinna - no bo nadal jest dziewicą. Ha ha, uśmiać by się można było słysząc, że żyje już dwadzieścia lat, a jeszcze nigdy z nikim nie przeżyła swojego pierwszego razu. Jeszcze mając taką moc... Mogłaby "uwodzić" mężczyzn i kobiety każdego wieczoru. Ale to to uczciwe jest i szanuje uczucia innych, więc nie zapowiada się na żadne gwałty. Prawdopodobnie.
Z lekka zaczęły jej już drżeć nawet zęby, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Zapewne nie zrobiłoby jej teraz różnicy, gdyby od tak wskoczyła do wody, nieprawdaż? Aż chciała to zrobić. Jednak ubiegła ją białowłosa swoim czynem, zarzuciwszy młodej na ramiona swój płaszcz. Z lśniącymi ślepiami pełnymi wdzięczności spojrzała na jej twarzyczkę.
- D-dziękuję - zająknęła się odrobinę (albo i z zimna jej szczęka zadrżała) i zaraz posłała dziewczynie szczery uśmiech ukazując tym samym swoje białe ząbki.
- W ramach wdzięczności zapraszam do mnie na obiad. Kiedy tylko chcesz, jestem świetnym kucharzem i mogę przygotować Ci wszystko - dodała po krótkiej chwili, nie przestawiając patrzeć na turkusowe oczęta białowłosej. No, szczere to to było i bynajmniej niezbyt skromne, jeśli chodzi o jej umiejętności kucharzenia...
- Jestem Kuro, a Ty? - przedstawiła się zza płaszcza wyciągając w stronę kobiety dłoń. Miała nadzieję, że to spotkanie nie zakończy się zbyt szybko.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Lut 08, 2013 9:15 pm

Idąc tym tokiem myślenia, każdy był w jakimś stopniu niewinny. Zdecydowanie też większość w ten pierwszy opisany sposób - prędzej się wpełznie komuś do łóżka, niż poderżnie gardło. Ale patrzenie na wszystkich przez pryzmat szeroko pojętej 'niewinności' raczej nikomu by nie służyło. No bo, dla przykładu, trudno określić naszą białowłosą tym słowem, nawet jeśli komuś bardzo zależy. Nie da i już, raczej rozwodzić się nad tym dalej nie ma sensu.
Czy dziewczyna mogła liczyć na odwzajemnienie uśmiechu? Oczywiście że nie, a na pewno nie już w sposób taki bardziej podchodzący pod przyjazny. Wykluczyć też trzeba było to, że jakimś cudem mięśnie twarzy Sevi nie były zdolne do wykrzywienia kącików ust pod danym kątem. Po prostu tak jest, choć niektórzy sądzą, że gesty mimiczne takie jak uśmiech zachodzą na buźce bezwiednie, szczególnie gdy kogoś coś śmieszy. W takim razie albo brak jej poczucia humoru, albo jest baardzo opanowana. Stawiałabym na to drugie, bo stosunkowo łatwo ją rozbawić, tyle, że trudno to poznać.
- Sevi - uścisnęła krótko dłoń Kuro. Potarła się po brodzie, analizując słowa zielonej. Dawno nie jadła czegoś, co odchodziło od standardowego menu wszelkich barów szybkiej obsługi. Szczerze, to ona nie umiała nic gotować, także do tajemnego pomieszczenia, znajdującego się we wszystkich domach, zwanego również kuchnią, nie zbliżała się nawet z kijem. Nie przejawiała talentu do pichcenia, ażeby nie powiedzieć antytalent. Bo jak już się miało jakieś mieszkanko, to nie dążyło się do tego, by je od razu remontować.
- Możemy iść teraz - dodała zaraz. Mówiąc "możemy" nie przyjmowała oczywiście sprzeciwu. I najwyraźniej nie pożegnają się szybko. Nawet jeśli tak by było, nieuniknione byłoby drugie spotkanie. Zapewne zgotowane tylko przez los, choć Sevi mogła też łazić i pytać, czy ktoś nie widział niskiego dziewczątka z zielonymi włoskami i dziwnymi oczami. Kuro była raczej dosyć charakterystycznym osobnikiem. No i Sevi podarowała jej płaszczyk, który chciała kiedyś z powrotem. W końcu w jego kieszeniach walały się wszystkie jej rzeczy, które przy sobie nosiła. Teoretycznie, miała je też w spodniach, ale były dosyć ciasne, toteż lepiej wepchnąć wszystko do dużo obszerniejszych, płaszczykowatych kieszonek. Jeśli tu się miały rozstać, to najpewniej białowłosa chciałaby element garderoby z powrotem, ale kto daje i zabiera ten się w Piekle poniewiera, hueheh.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Lut 09, 2013 6:14 pm

Za to Kuro miała przeciwnie, lubiła rozdawać ludziom swoje straszne uśmiechy, co by na złość zrobić i przestraszyć biedaków. O, zła strona zielonowłosej? A no, jak się wkurzy to Potworna może być. Zwłaszcza, jak się zamieni w żądną ludzkiego mięsa bestyjkę ze ślicznymi odnóżkami na twarzy, albo równie dobrze jak się w wilczurka przemieni! Serio, jak to coś znajdzie sobie w życiu drugą połówkę? Za Chiny nikt jej nie będzie chciał...
Nie takie stwory po tej ziemi chodzą, przejdźmy do innego tematu. To było z lekka nietypowe dla Kuro, zapraszać obcą osobę do swoich włości. Przecież to to nieufne dziewczę jest... Ale widocznie w swoisty sposób polubiło białowłosą kobietę, najprawdopodobniej za to, że nie usłyszała jak na razie z jej strony żadnych docinków, ani złośliwych uwag na temat wyglądu zielonowłosej. A co do tego, to Kuro była bardzo wrażliwa na takie zaczepki, ba, spotyka się z nimi na co dzień, ale nadal potrafi ją to zranić. Wolałaby już urodzić się jako Demon, albo Zmiennokształtny, a nie jako obrzydliwa mieszanka obu tych ras.
- Dobrze... Możemy iść teraz - powiedziała powoli tuż po usłyszeniu słów Sevi. Nawet wyczuła tą stanowczość w głosie dziewczyny. Acz sprzeciwiać się nie zamierzała, w końcu sama ją zaprosiła.
- No to idziemy! - nie skończywszy jeszcze zdania wyciągnęła dłoń ponownie i złapawszy białowłosą za rękę, tuż poniżej łokcia, pociągnęła ją lekko i ruszyła dość szybkim tempem, schodzącym tym samym z pomostu. Skierowała się do miasta, niemalże przez całą drogę nie puszczając ręki Sevi, co by ta jej nie uciekła - przecież musiała się pochwalić swoimi umiejętnościami kucharskimi!
[zt x2]

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Mar 15, 2013 5:05 pm

Odgarnął włosy z czoła, te czarne, lśniące w łagodnym, już powoli zachodzącym na wiosenne, słońcu, próżno tutaj szukać odpowiedzi na pytanie, czy naturalnie dobranych w takim kolorze, czy farbowanych - w dzisiejszych czasach banalnie znaleźć dobrą, wcale nie tak drogą, farbę, która zmieni zupełnie naturalną barwę. Dlatego też pozostałoby czekać jakiś czas, by się przekonać, tylko że nikt na dobrą sprawę tyle przy jego boku nie stąpał, ani nie był na tyle blisko, żeby o takie banały pytać. Jakby to rzeczywiście było szczególnie istotne.
Wysoki, smukły, jego długim do kostek płaszczem targał wiatr, tylko od pasa w dół, był szczelnie zapięty, kołnierz postawiony, za nim zaś szalik, ciepły, czarny, wełniany - barwy tej była każda część jego ubioru, chronił gardziel przed średnio przyjemnym wiatrem, który wraz z sobą niósł wszystkie możliwe zarazki i pchał potem do nozdrzy i przez gardło do miejsc, do których światło słoneczne nie dociera, natomiast raczej niewielu lubi chorować, prawda? Sahir nie lubił, nawet bardzo nie lubił, dlatego wolał się ubierać stosownie do pogody, żeby potem nie leżeć w łóżku z wodą lecącą z nosa i przy niemożności mówienia, z gorączką, od której bolała głowa, ach, no tak, jeszcze jedno z istotniejszych - ból mięśni. Dreszcze. Wszyscy wiemy, jak to jest przy przeziębieniu. Na całe szczęście On mógł się poszczyć całkiem niezłym układem odpornościowym, który to albo odziedziczył, albo taki sobie wyrobił w ciągu nie takiego krótkiego znowu życia. Może krótkiego w porównaniu do tych, co żyją już z wiek, jednak w zależności od tego, jaki punkt odniesienia weźmiemy, opinia może być różna...
Ostatnio sporo się działo i nie działo zarazem, bo niby to sobie spokojnie przyszedł nad jezioro w celach wypoczynkowych, raczej nie spodziewał się nikogo napotkać (jednak los bywa złośliwy), niby ciężkie buty zadzwoniły o deski, kiedy szedł do miejsca docelowego, które to sobie obrał (a pamiętał je jeszcze z czasów dzieciństwa) i rozłożył koc, rozstawił szachownicę, które przyniósł ze sobą i rozglądnął się powoli, wodząc po każdej powierzchni zamarzniętymi taflami jezior swych oczu, rozpoznając co się zmieniło, a co niezmiennym pozostało. Parę drzew, ten sam odcień toni, ten sam niezawodny powiew minionych dni.
Sahir nie tęsknił.
Usiadł na twardym podłożu, na szczęście było sucho, od paru dni nawet ciepło, jeśli brać pod uwagę zwariowany poziom pogody ostatnimi czasy, dlatego też postanowił zrobić sobie taki wypad z domu, skoro cały dzień miał wolny i nie zawalony wyjątkowo nauką, czy koniecznością robienia czegoś wyjątkowo ważnego. Mógł przemyśleć jak to się ma ta jego plansza szachowa, jak figury, które sam wybrał, się na niej poruszają i na ilu planszach obcych pojawił się jego pionek. Każdy czyn miał swoje odbicie w tej śmiesznej grze, wymagającej myślenia, wyobraźni i zdolności przewidywania - czarnowłosy nie miał do niej cierpliwości na dłuższą metę, o ile bierzemy pod uwagę grę opartą na ogólno przyjętych ZASADACH. Kto to widział, żeby w życiu codziennym istniały jakieś zasady? Obłęd... Niee, nie można wierzyć w bajki, trzeba pojąć, że wszyscy gramy tak, jak chcemy, a jeśli już się pod coś podpasowujemy to dla własnej wygody. Kto by chciał na przykład siedzieć w więzieniu? Nikt, prawda? Dlatego czasem jakichś wzorców się trzymamy, narzuconych odgórnie, ale tak naprawdę będących z boku nas...
Jesteś tylko Ty i Twój wszechświat.
Wszystko co z niego nie pochodzi jest ułudą, tylko że namacalną.
Jak koszmar, z którego nie da się wyjść.
Czarnowłosy uniósł białą wierzę, oceniając jej walory, każdy z osobna - drewniana, wdzięczna, umalowana równo farbą. Ta, która ma pierwszeństwo ruchu i ta, której wolno wszystko.
Chyba tylko Bóg jest godny nadania tej roli.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 16, 2013 6:10 pm

Odrzucił długie włosy na plecy i spojrzał w niebo. To piękne, cudowne niebo było dla niego obietnicą. Najwspanialszą obietnicą, jaką ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Ilekroć Irys na nie patrzył, widział nadzieję i swoją przyszłość poniekąd. Był pewien, że gdzieś tam, wśród chmur czy może gdzieś między niebem a resztą wszechświata, żyje jego Bóg. O tak, tak było z całą pewnością.
On wiedział o tym. W końcu mógł dowolnie rozmawiać ze swoim Panem. To takie oczywiste… lecz nie wszyscy w to wierzyli, głupcy.
Irys sam do końca nie wiedział, co przywiało go nad jezioro. O tak, polował… ale wątpliwe było, by znalazł tutaj jedną ze swoich ofiar. Coś takiego graniczyło z cudem po prostu. W końcu ci, których tak bardzo kochał, woleli ukrywać się wśród ludzi i myśleli, że dzięki temu nikt ich nie znajdzie. To takie… głupie. W końcu jeśli ktoś kogoś kocha, to znajdzie go nawet na drugim końcu świata.
A Irys kochał nieśmiertelnych. Kochał ich tak bardzo, bardzo, bardzo mocno… I tak bardzo, bardzo chciał im pomóc w zbawieniu. Tylko że nikt nie doceniał jego wysiłków. Ha, niektórzy nawet zarzucali mu, że jest chory, że nie wypełnia woli Boga. Ale oni nic nie wiedzieli, nic i nic!
Przystanął i bez słowa zdjął z szyi szalik. Rzucił go na ziemię i powoli ruszył naprzód. Nie był ubrany stosowanie do pogody. Mimo że powoli zaczynało robić się ciepło, to i tak większość ludzi patrzyłaby na niego z grymaśnymi minami. Albo może ze zmartwieniem? W końcu mało kto przy takiej pogodzie nie zakłada płaszcza. A Irys miał na sobie jedynie najzwyklejszą czarną bluzę, a i tak do połowy rozpiętą. Ale on nie martwił się o takie drobnostki jak choroby. Nawet nie pamiętał, by kiedykolwiek chorował. W zakonie z niezwykłą uwagą szkolono inkwizytorów. By żaden przypadkiem nie stał się zbyt łatwym łupem.
Irys narzucił na głowę kaptur i odruchowo przejechał dłonią po metalowym krzyżu, który beztrosko dyndał na łańcuszku na jego szyi.
I wtedy zauważył jego.
Siedział na pomoście, najwyraźniej bez żadnego konkretnego celu. I był człowiekiem. Irys od razu to wiedział. Nie było wokół niego tej wspaniałej aury duszy, która woła o ratunek. Ani nigdzie nie mógł dostrzec rzeczy, które odbiegałyby od normalności w jego ciele.
Ale mógł się mylić.
Nieraz nieśmiertelni zaskakiwali go swoimi wymyślnymi pułapkami na takich jak on. Lecz Bóg zawsze nad nim czuwał i udawało mu się zbawiać ich biedne, ukochane dusze. Och, tak. Tym razem będzie tak samo. W końcu Bóg nie dopuści do tego, by jego najwspanialszy sługa tak po prostu… umarł. To przecież oczywiste. A nawet jeśli… czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
Podszedł do tego ubranego na czarno człowieka. Może być zabawnie. Irys lubił ludzi. Kochał ich wszystkich.
- Z kim graaaasz? – zapytał, gdy był już odpowiednio blisko. Zerknął na szachownicę.
Zatrzymał się jakieś cztery metry dalej – tak na wszelki wypadek. Zanim temu utaj udałoby się przebyć dystans, czy wyjąć broń, Irysowi udałoby się przygotować do zbawienia. Ach, Bóg musi być z niego taki dumny!
W końcu Irys z nim rozmawiał, o tak.
W końcu Irys wiedział, że to wszystko, co mówi mu Pan to prawda. Jedyna i najwspanialsza prawda na całym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 16, 2013 10:05 pm

Być może na krótką chwilę ich to połączyło, to unurzanie się w błękicie skąpanym w blasku ognistej kuli zawieszonej ponad linią pozbawionych liści drzew, i tych, które miały igły - gdzieś tam, na drugiej stronie jeziora, w miejscu teoretycznie osiągalnym, bo wystarczy wsiąść w łódkę i popłynąć lub w samochód i objechać ten nie taki znowu malutki zbiornik wodny. Zbiornik wodny, który nawet się doczekał budowy własnego pomostu, o proszę! Do którego podpięto kilka wodnych pojazdów, tych bardziej i mniej używanych, tych zapomnianych i świeżo konserwowanych. Miejsca takie jak te były zdecydowanie popularniejsze latem, niż jesienią, czy zimą, chociaż gdyby się przejść po bezdrożach na pewno napotkałoby się rybaków, którzy nie marnują dnia i godziny, by poświęcić się swemu hobby. Raczej żadna z tych ryb na patelnie nie trafiała, chociaż kto wie? Sahir się na tym nie znał, nie wiedział, czy woda tutaj jest czysta, chociaż kryształem to nie świeciła, nie pachniała też czystą świeżością... Samo to już mogło poddać w wątpliwość stan tegoż miejsca. Nie mniej jednak niebo... Miejsce, gdzie mieli spoczywać aniołowie, gdzie miał być obiecany raj, gdzie miał mieszkać Bezimienny... Chciałoby się powiedzieć, że pozostawało zawsze czyste na swój sposób, ale nie można, toż to byłoby wierutne kłamstwo przy zanieczyszczeniu przez ludzi środowiska... Dzisiaj, kiedy lód zderzył się z chłodnym błękitem, siedzący na deskach, konkretnie - na kocu, mężczyzna mógł z ręką na sercu powiedzieć o jego czystości, pięknie i nieskończonej myśli, która porywa od razu, jeśli tylko poddać się panującej wokół melancholii... Lecz w tym momencie? Kiedy we wnętrzu i na zewnątrz, jak zazwyczaj, panowała pustka, którą można nazwać od biedy spokojem? Nie była ona pustką tego rodzaju, która nas przygnębia, zdecydowanie przypisać ją można było do tego drugiego. Do tego, co od biedy spokojem nazwać możemy. I być może właśnie to spojrzenie na firmament ich połączyło, dwóch mężczyzn nie znających się wzajemnie, być może takich, co nigdy się nie poznają, jeśli los nie będzie kapryśny, lub narratorzy nie stwierdzą, że postaci wypada ze sobą spotkać, bo taki mają kaprys i sami się w Bogów zabawią w wykreowanym przez nich świecie... Potęga umysłu jest przecież nieskończona, sami ją ograniczamy. I z okazji tej reguły czarnowłosy oderwał wzrok od nieba i skierował je na rzeczy bardziej przyziemne, choć on sam lawirował między jednym i drugim, w swej własnej przestrzeni, trochę od tego i tego uzależniony, a nawet mocno od realiów, bo trudno latać, kiedy wyrwano nam skrzydła po długodystansowej, bolesnej operacji bez kurateli odpowiedzialnego lekarza. Bez znieczulenia. Tak na żywca, żeby mieć pewność, że nauczka będzie na tyle sroga, by już nigdy więcej nie próbować ich odzyskać. Szkoda tylko, że ta nauczka była zupełnie bezsensowną... Tak jak ta biała królowa, niby ktoś wszechpotężny i niepowstrzymany, lecz nawet królową można zabić, strącić i zapomnieć o niej, jak o każdym monarsze. Więc jaki to ma sens tak naprawdę? Mężczyzna rozchylił wargi i westchnął bezgłośnie, pozwalając swoim powiekom opaść do połowy, długie rzęsy były doskonałym okoleniem dla tych mroźnych wód niezgłębionych toni jego tęczówek z czarnymi wysepkami pośrodku, nań opadały kosmyki prostych, ułożonych w twórczym nieładzie na łbie włosów. Może teraz taka moda - nie wiem, sam Sahir nie wiedział również, to był kolejny temat, jak te ryby, czy zanieczyszczenie wód, na którym się nie znał. Obserwował i widział, lecz żeby od razu analizować tak banalne rzeczy, które nigdy do niczego mu się nie przydadzą? Nie byłoby to w jego stylu...
- Nie wiem. - Odpowiedział zupełnie zamyślony, zajęty tą królową. Śmieszne, ona jest najsilniejsza, a to król jest najważniejszy... Kto jest królem, Sahirze, kogo musisz zgładzić? Oj, ty wiesz, bardzo dobrze wiesz, tylko nigdy tego nie powiesz, chociaż, może jednak? Zawsze sam, no wiesz, to nie może być przyjemne, czy naprawdę nie ma w Tobie ni krztyny uczuć, jesteś obojętny na wszystko? Naprawdę? Wnętrze milczy i nie chce odpowiedzieć na te pytania.
Ignoruje je.
Minęły minuty, zanim w końcu podniósł wzrok na stojącego nieopodal przedstawiciela jego płci, który się jemu, a może jego planszy, przypatrywał - czy człowiek już nigdzie nie może zaznać spokoju, wszędzie się ktoś przypałęta?
- Czego? - Takie bardzo w jego stylu, krótkie i konkretne pytanie. Nie koniecznie miłe.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 16, 2013 10:30 pm

Będzie zabawnie.
Irys był teraz o tym święcie przekonany. Tak bardzo zabawnie, że poniekąd powinno to zostać zabronione. O tym też wiedział. Choć na początku wcale się tego nie spodziewał. Bo on naprawdę uwielbiał ludzi. Takich ludzi, którzy na czyjś widok reagują bezpodstawną agresją. Takich, którzy lubią bawić się z innymi w podchody. Czy chociażby grać w szachy.
Wtedy zabawa była najlepsza. Wspaniałe były rozmowy z takimi ludźmi – którzy zdawali się nie mieć pojęcia, że można zachowywać się jak człowiek. Jak człowiek – po ludzku. Czy to nie brzmiało dumnie? W końcu cały czas są używane takie wyrażenia jak „ludzkie odruchy”. Cudne samo w sobie. Dlatego Irys był dumny z bycia człowiekiem. To samo w sobie powinno czynić go dobrym, prawda? Nawet jeśli inni przedstawiciele jego rasy tacy nie byli. Ale… w końcu wszyscy wiedzą, że wyjątek tylko potwierdza regułę, czyż nie?
Irys nie zraził się tym wszystkim. Dlaczego miałby to zrobić? Kochał ludzi. Może nawet za bardzo. Nie rozumiał ich irytacji, czy niechęci do niego. To samo w sobie robiło z niego kogoś drażniącego. Ale on sam o tym nie wiedział, no bo i skąd?
Dlatego podszedł kilka kroków do przodu. Chociaż można by to nazwać raczej krótkimi skokami na jednej nodze. Uśmiechnął się i przekrzywił głowę w prawo.
- Niczegooo – odpowiedział z rozbawieniem. – Zastanawiam się, czy gra w szachy nie jest nudna, gdy znasz wszystkie ruchy swojego przeciwnika.
Grać sam ze sobą… Cóż za nuda. Chyba że ten tutaj cierpiał na rozdwojenie jaźni, wtedy to byłoby całkiem zrozumiałe. Mógł też na kogoś czekać, a Irys mógł mu w tym przeszkadzać. A tego nie chciał. Nie lubił się narzucać, lecz jednocześnie nie znosił porzucać nawet najbardziej opryskliwego rozmówcy. Czy kogoś, kto potrzebuje pomocy. Kto wie, może ten tutaj potrzebuje zbawienia? Kto wie, prawda, Boże?
Ciekawe, co przywiało go tutaj. O czym myślał, gdy kierował swoje kroki nad jezioro. Czy miało jakieś dla niego znaczenie sentymentalne, a może po prostu nie wiedział, gdzie mógłby pójść.
Irysviel uwielbiał tak myśleć o ludziach. Wyobrażać sobie ich historie i nadawać im cechy charakteru, nawet gdy ich nie znał. A jeśli udawało mu się do kogoś dotrzeć, to i tak zwykle nie przejmował się prawdziwym życiem takiej osoby. Dla niego była tym, kim sobie ją wyobraził. I już.
Dla niego też już szykował w głowie historie. To było zabawne.
- To zabawne, że siedzisz w takim miejscu sam – oznajmił i bezceremonialnie usiadł na pomoście całkiem niedaleko. Na tyle blisko, by móc uznać to za naruszenie przestrzeni prywatnej, lecz na tle daleko, by nie dosięgnęły go ręce. – Chyba że na kogoś czekasz. A nie czekasz, prawda?
Odwrócił głowę w jego stronę z tym samym leciutkim uśmieszkiem na ustach. To nie był złowrogi uśmiech. Przyjazny też nie. To był ten rozbawiony uśmieszek, który człowiek ma na ustach, gdy coś go bawi i śmieszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 16, 2013 11:29 pm

Miłość do ludzi była przereklamowana, ogólnie - miłość do drugiego człowieka. Kiedy kochamy stajemy się delikatnymi kwiatami w dłoniach tej osoby, mówimy rzecz jasna o psychicznej, silnej, czystej więzi, nie o zauroczeniu, czy pociągu fizycznym. Ten kwiat to cała nasza psychika, która może być bezwzględnie zgniatana, niszczona, aleee, w końcu każdy medal ma dwa strony, a nawet bok, może też rozkwitać. W zasadzie szanse 50 na 50, a nawet i jest to wyjście przejściowe, kiedy wszystko stoi stabilnie w miejscu i ani nie rozwija, ani nie niszczy - nie może on jednak trwać długo, bo uczucia muszą żyć, a kwiat musi mieć jakąś pożywkę... lub szarzeje, więdnie, gnije... Zatraca się w samym sobie, ha, jakże pięknie to brzmi..! Bo widzicie, w końcu większa część słodkiego sekretu naszych marnych egzystencji kryje się właśnie w tym, jak chętnie, wbrew naturalnym odruchom nam wpojonym przez Matkę Ziemię, ciągniemy w dół, z jaką chęcią pozwalamy sobie te skrzydełka pourywać i zamieniamy w bez lotne kurczęta, które wtapiając się w tłum udają, że żyją, jak bardzo nieświadomi możemy być... Wszystko to przenika się i przeplata ze sobą, rozumiecie, takie nicie, które trzyma prządka, ta odpowiadająca za los, nigdy byśmy się w tym nie odnaleźli, lecz ona, bezduszna i nie mająca żadnych skrupułów - po prostu się bawi! Dla jednego rzuci szczęściem, innemu odejmie gruntu pod nogami... A my nadal myślmy, że mamy jakąkolwiek kontrolę nad tym, co będzie. Myślmy tak, bo dlaczego by nie? W końcu wszyscy tak bardzo chcemy być wolni. Dumni i wyzwoleni - Ci ludzie, których tak pokochała ta jedna istotka, którą przywiodły tutaj nogi z powodu jakiego? O tym cała ta historia prawdopodobnie bardzo szybko zapomni i nie będzie to miało żadnego znaczenia... Chyba że ktoś tutaj dziś zginie, przyjadą policjanci i wtedy zadadzą to samo pytanie.
Po co tych dwóch gości tutaj przyszło?
Żeby pograć w szachy?
Stosunkowo wątpliwe.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Odetchnął ciężko, zirytowany, że znowu, po raz kolejny, ktoś się dopierdala, chociaż od dość dawna nie miał już podejrzanego spotkania, a ten facet na normalnego nie wyglądał, jak na jego zdolność oceny, może znowu jakiś półgłówek, jak biedny Eto, ale co poradzić, skoro tylko z takimi jako tako normalnie czarnowłosy się dogadywał? Świetnym przykładem braku porozumienia była konwersacja z demonem i syreną - co prawda nie wiedział, że są odmiennej rasy, niestety jego zdolność postrzegania istot magicznych wciąż była doskonalona na zasadzie nauki na błędach, bo nie miał go niestety kto tego nauczyć, nie mniej jednak były doskonałymi przykładami na to, jak zazwyczaj przebiegały (czyli właśnie ich nie było) konwersacje z tymi... normalniejszymi, tka ich nazwijmy. Rzecz jasna dumny inkwizytor samego siebie za natchnionego i pod kuratelą boską się uważał, jednak tutaj zważmy na fakt, iż każdy z nas będzie miał inny punkt odniesienia i inaczej na to spojrzy, dlatego temat raczej winien zostać pominięty. Chociaż Ja, o zgrozo, mniej lub bardziej wredny narrator, zacząłem temat. Och, jaka szkoda, tak jakoś wyszło...
- Jakbym znał, to bym nie grał. - Odparł z tą irytacją, którą w nim wzbudził nie sam Irys, a po prostu KTOŚ, kto PRZYBYŁ. Bo miał nie przybywać. Jego pierdolony świat, jego dywan, jego dom, nikt nie miał kurwa prawa włazić do niego z butami. I teraz odłożył pionka (to mało powiedziane) na plansze nerwowym ruchem, przewrócił go, nie celowo, ale też nie był przejęty tym, co się stało - figurka poturlała się po planszy i złośliwym zrządzeniem tego złośliwego zarządzanego losu poturlała w kierunku Irysa... Masz prezent, choć raczej prezentem to nie było, bo i czarnowłosy do obdarowywania chętnym się nie wydawał... To tylko przypadek, czysty przypadek...
- Nie czekam i nie widzę w tym nic zabawnego. - Mruknął, sięgając po bezczelnie po pionka, żeby go zabrać i odłożyć, po czym położył się na kocu plecami, by móc patrzeć w to coś pięknego, do czego nie miał raczej wiele szacunku. Niebo. Jakoś odechciało mu się patrzeć na planszę, kiedy zjawił się tutaj ten obcy, chociaż w ogóle go jeszcze nie znał. Mógł go nawet nie zauważać, ale aż takim ignorantem nie był, jeszcze to minimum kultury posiadał, żeby nie milczeć, kiedy jakieś słowa są do niego kierowane.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Mar 17, 2013 12:17 am

Porównywanie miłości, którą Irys żywił do ludzi, do kwiatu, było wielkim niedomówieniem. To uczucie było czymś innym. Czymś trwalszym. Ach, diamentem. Bo była czysta i twarda. Choć krucha… i stanowiła idealną pożywkę dla jego szaleństwa.
Tak, bo Irys był szalony. Sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał o tym pojęcia. Ha, zaprzeczał temu, udając, że nie zna prawdy. Chociaż można to było tak łatwo zauważyć. Ta chora miłość do ludzi i nieśmiertelnych. Fanatyczne oddanie Bogu. Zaburzone postrzeganie świata zewnętrznego. Wypaczone pojmowanie dobra i zła. Rozmowy z „Bogiem”. Wszystkie te czynniki wyrosły w podświadomości Irysa, jak kwiaty. Diamentowe kwiaty. Bo gdyby ktoś się postarał, to udałoby mu się zniszczyć to, w jaki sposób on odbiera świat. Zniszczyłby jego światopogląd i stałby się dla niego kimś, kto jest potężniejszy od Boga.
Ale porzućmy to. Nie ma sensu rozprawiać o czymś, co jest niepojęte i tak bardzo spaczone.
Irys zaśmiał się perliście. Było coraz zabawniej. Kto wie, jak dużo jeszcze zabawy przyniesie mu ten tutaj? W końcu to był dopiero początek, a Irysviel już na tym wstępie mógł powiedzieć, że pokochał tego człowieka. Bardziej niż resztę ludzi, których mijał po prostu na ulicach, nie zamieniając z nimi żadnego słowa. Dla niego poniekąd to słowo było puste.
Dlaczego?
Bo kochał wszystkich. Nigdy nie mógłby powiedzieć komuś „kocham cię” – bo byłoby to kłamstwo. I prawda w jednym. Kochał wszystkich, a to jednocześnie przekreślało jego szansę na kochanie jednostki. Przynajmniej w odmienny sposób.
- Więc z kim graaaasz? – zapytał z rozbawionym błyskiem w oczach.
Zrzucił z głowy kaptur i zaczął beztrosko machać nogami. Był zadowolony. Wprawdzie chciał wrócić do polowania, by móc zbawić kogoś kolejnego. Ale zostanie tutaj gwarantowało całkiem przednią porcję rozrywki. Poprawa humoru przed pracą dobrze mu zrobi, to oczywiste. Och, tak, zostanie tutaj. Chociaż chwilę, żeby pobawić się z tym nowopoznanym człowiekiem. Oby okazał się bardziej rozmowny. Mówienie do siebie nie ma sensu. Prawda, Boże?
Irys śledził wzrokiem wieżę toczącą się przez szachownicę. To chyba miało być zaproszeniem do gry, prawda? Tak przynajmniej postanowił to zinterpretować. No dobrze, niech będzie. Wprawdzie znał jedynie podstawowe zasady gry, lecz to nie miało znaczenia. Tym razem nie liczyło się to, kto wygra. Nie teraz. Może następnym razem, jeśli spotkają się po raz kolejny.
- A ja owszeeeem – tym razem w głosie rysa zabrzmiało jawne rozbawienie. Jakby chciał to pokazać, że bawi się dobrze.
A gdy wieża tylko znalazła się na swoim miejscu, Irys przestawił zwykłego piosnka i odwrócił się w stronę nowopoznanego. Zauważył, że ten tutaj jest do niego młodszy. Zabawne. Zdawał się być całkiem cyniczny. Będzie jeszcze zabawniej, huh.
- Twój ruch – oznajmił, opierając łokieć o lewe kolano. – Jestem Irysviel. Zagrasz ze mną?
To pytanie zdawało się mieć przynajmniej kilka podtekstów. Lecz w tej chwili Irysowi zależało na jednym. Może dwóch. Prawdziwej zabawie. Poczekajmy, może być jeszcze śmieszniej, jeśli dobrze pokieruje całą grą.
- Dlaczego tutaj jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Nie Mar 17, 2013 1:12 pm

Przynajmniej to szaleństwo sprawiało, że świat stawał się bardziej przyjazny, otwarty, pełen barw, których niektórzy po omacku szukają w otaczających ich ciemnościach. Możesz zerknąć, Sahirze, na tego mężczyznę o jasnych, jedwabnych włosach muskanych przez wiatr i sam ocenić, czy to jest ten, co błądzi, czy ten, co nawraca. A może ktoś, kto stoi w miejscu? Dla Ciebie On byłby łatwowiernym idiotą, ot co, jak zawsze powiedziałbyś uparcie, że podporządkowywanie schematom jest do dupy i o dziwo dla samego Irysa nie byłaby to z jego strony obelga. Nie ma osób, którym by powiedział 'lubię cię', co najwyżej te, którym powie w twarz: 'nie przeszkadzasz mi'. Iii, tutaj znowu można powiedzieć, że coś z nim nie halo, do takich jednostek zaliczali się właśnie ci, którzy z szaleństwem byli na 'ty'. Krąży taka plotka, że z jakim się zadajesz takim się stajesz, że nie potrafimy sobie poradzić z wpływem otoczenia na nas. A jeśli, tak czysto teoretycznie, nie ma żadnego otoczenia? Może się to wydawać niemożliwym, jednak nawet tutaj jest 'ale'. Nie ma rzeczy niemożliwych, co już wspomniane nie raz zostało i jeszcze nie raz zostanie. W końcu to klucz do wszechświata, który nas otaczał. Same kwiaty zaś były jednymi z niewielu rzeczy, które istnieją, do których czarnowłosy potrafił zejść z piedestałów własnego świata, niezdobytych przez nikogo jeszcze szczytów, ażeby zatrzymać się tu i teraz przy czymś żywym, czasem kruchym, czasem potężnym i budzącym respekt, jak te stare, piękne dęby, będące dowodem na to, jaka siła drzemać może w czymś, co niby nie myśli. Tak to zawsze istniał rów nie do przekroczenia, przeszkoda, której nie przeskoczysz, no wiesz - mur, tylko że ze szkła, przez który wszystko słychać. Stoicie po przeciwnych stronach i nigdy nie uda wam się do siebie dotrzeć, chyba że pęknie on za zgodą jednostki, która go postawiła. Nawet jeśli to do pokonania będzie jeszcze zamarznięte na lód serce, które nie daje żadnych praw i nadziei na czucie z tego rodzaju, jakiego oczekujemy zazwyczaj złaknieni miłości i ciepła. Nie ma tu ciepła, nie ma nawet iskierki we wnętrzu, żeby ją rozniecić, więc próżno czas marnować. By ratować kogoś, ten ktoś musi chcieć być ratowanym, a Sahir nie uważał, by jakikolwiek ratunek był mu potrzebny. Nie chciał go, nie życzył sobie. Dwie przeciwstawne wole - ten, który ma wszystko i wszystkich w poważaniu i ten, który chce nawracać, ten, który nienawidzi i ten, który kocha. Piękne połączenie, to tak, jakby nasłać na siebie anioła i demona, chociaż to raczej złe porównanie, oboje są ludźmi i brak tutaj nienawiści między rasowej i odwiecznej rywalizacji - lepiej podać na tacy coś bardziej oklepanego - lód i ogień.
- Nie Twój interes. - Odparł stosunkowo spokojnie, już leżąc, potylicę opierając na splecionych dłoniach, nabrał głęboko czystego powietrza, różnego zupełnie od tego w centrum. Taka podróż to mniej więcej godzina od jego klitki, w której mieszkał, ale miał sporo czasu, więc mógł sobie pozwalać na takie wycieczki, które większego sensu nie miały, a zazwyczaj były organizowane spontanicznie. Czyli nie były organizowane. Ot - wziął szachownicę, koc, pomyślał, że gdzieś pojedzie, poprzeglądał spis autobusów już na przystanku i wybrał ten prowadzący do TEGO miejsca. Znajomego z czasów dzieciństwa.
Czarnowłosy nie dbał o to, co o nim Irys pomyśli, on sam o tym towarzyszu... Nie myślał. Ignorant i dupek z niego? No tak, nie da się zaprzeczyć, że cholerny egoista i tak dalej i tak dalej... Każdy ma jakieś wady, więc nie ma nad czym dramatyzować.
Skierował spojrzenie z błękitu na towarzysza, kiedy ten się poruszył - dotarło do jego uszu skrzypienie desek, więc było to logicznym, że COŚ się dzieje, a co - za chwilkę się ustali. Nie zaprotestował, kiedy mężczyzna się dosiadł, kiedy przesunął pionka - ha, no cóż... Pytanie było na tyle pobudzające umysł chłopaka, że przekręcił się na bok, żeby leżeć przodem do tego nieznajomego-już-znajomego i sięgnąć palcami do piona, by go przesunąć.
- Sahir. - Odparł krótko, zastanawiając się, czy dobrze robi, ze z kolejną istotą zaczyna swoją gierkę, jednak przeważającym argumentem i niby bezsensownym było: "niby dlaczego nie?". Kiedy nie ma się nic do stracenia można zagrywać najcięższymi kartami. - Bo nie jestem gdzie indziej... - Odmruknął, odrywając spojrzenie od oczu Irysa i kierując je na szachownicę.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Wto Mar 19, 2013 7:57 pm

Oh, nie, nie. To szaleństwo wcale nie zmieniało świata na coś piękniejszego. Naprawdę, nie. Żadnych dodatkowych barw dzięki niemu też nie można było uzyskać. Tak, zmieniało rzeczywistość – ale nie pod względem gamy barw. Jedyną rzeczą, którą różniło się to wszystko od rzeczywistości, były istoty, które można było napotkać na swojej drodze. Uśmiechy na ich twarzach zdawały się być szersze i znacznie piękniejsze. A wściekłe grymasy zdawały się być straszniejsze o stokroć. Kolory nie miały nic do tego.
A świat również nie stawał się przez to piękniejszy.
A dzielenie osób na tych, których można było tolerować i resztę, było całkiem wygodne. Żadnych zobowiązań względem świata, niczego, co mogłoby powstrzymywać go od bezpośrednich działań. Jeśli z nikim nie czuje się żadnych więzi, to… brak jest tych wszystkich przyziemnych odruchów. Jak choćby chęć uratowania wszystkich przed piekłem i nicością. Tralalala… smutne to było nawet. Jaka szkoda, że jak najbardziej prawdziwe. W końcu jedynie więzi trzymały ludzi na ziemi. Lub przy życiu.
A połączenie… wszyscy w końcu wiedzą, że ogień i lód to niszczycielskie siły. Które, całkiem dodatkowo, redukują się wzajemnie do zera. Pozornie nie powinno to wywołać żadnej reakcji. A jednak mogło przebiegać ich tysiącami. Lecz równocześnie tę nienawiść i miłość do wszystkich, można było porównać do jasności i ciemności. Ale tak naprawdę nie wiadomo, kto reprezentowałby którą barwę. Jakby nie patrzeć – miłość Irysa wcale nie była czysta i jasna. Nigdy.
- Oczywiście, że nie mój – przytaknął Irys, kiwając miarowo głową, jakby za każde kiwnięcie mógł zbawić jedną duszę. – Ale byłoby całkiem śmiesznie się tego dowiedzieć.
Spojrzał w niebo. Gdzieś tam była jedyna osoba, która mogłaby go zrozumieć. Osoba? Nie, nie – prędzej istota. Albo siła. Zresztą, nieważne. W końcu on był całkowicie pewien, że tylko i wyłącznie Bóg go rozumiał i kochał za to, kim naprawdę był. Nikt więcej raczej nie był do tego zdolny. Ani nie byłby. Nigdy, nigdy, nigdy.
Irys przesunął na planszy skoczka i przekrzywił głowę w prawą stronę. On z kolei i tak nie przejąłby się tym, co Sahir mógłby o nim pomyśleć. Jaki to miało niby sens? W końcu najbardziej na świecie liczyła się tylko jego opinia o innych osobach. A to, co już inni myśleli o nim samym, czy tam o innych – to nie miało znaczenia. W żaden sposób nie wpływało na miłość Irysa do nich.
- Kto wie? Może tak naprawdę cię tu nie ma. Może jesteś zupełnie gdzieś indziej i teraz śnisz – odpowiedział Irys cicho, powoli, przymykając oczy i patrząca Sahira zza długich rzęs. Chciał z nim porozmawiać w sumie… o wszystkim. I niczym jednocześnie.
Chociaż nasuwało się tutaj pytanie - dlaczego ktokolwiek miałby śnić o Irysie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 23, 2013 4:07 pm

Barwy? Toż przecież czysta metafora. Może i byli tacy, co to widzieli to, czego nie ma, widzieli więcej kolorów, Sahirze - nic nie wiesz o tym, który właśnie się dosiadł i który grę zaproponował, wyręczając cię, chociaż ty wcale nie jesteś taki pewny tego, że chcesz w niej udział brać. Nic nie wie o tym jasnowłosym mężczyźnie z krzyżykiem uwieszonym na szyi, bardzo spopularyzowanym zresztą w tych czasach jako pusta zawieszka. A przecież symbolika jest bardzo ważna, nawet ten różaniec, co na twojej szyi został zawieszony, COŚ znaczy, a nawet więcej, niż coś, bo znaczy bardzo wiele. W jego mniemaniu powinno się zabronić pustej symboliki, bezsensownych napisów na koszulkach - skoro NIC to dla Ciebie nie oznacza, to po co w tym łazisz? Ubieraj się tak, żeby nie przyciągać zbytniej uwagi, proste.
- Co w tym niby takiego śmiesznego..? - Uniósł jedną brew, zaglądając w oczy siedzącemu naprzeciw niemu mężczyźnie. Ostatnio masz farta do spotykania dziwaków, to sprawia, że się nie nudzisz, przynajmniej nie tak bardzo, jakbyś się nudzić mógł, gdyby wokół byli tylko ci 'szarzy', ci 'nudni', którzy w teorii akceptacji wykluczali się na samym początku listy. Tak naprawdę to względnie obojętne mu było, jakiej rasy przedstawicielem dany osobnik jest, skoro najważniejszy jest 'charakter', jak to pięknie wszyscy wokół lubią mówić. Bo brzmi to pięknie i nie śmiałbym zaprzeczyć, jednak ile to się ma do prawdy..? Mamy te wszystkie swoje schematy, pod które lubimy podporządkowywać świat, które to sami sobie wyrobiliśmy poprzez obserwację i 'wnikliwą analizę'. Kto analizuje, ten analizuje, kto widzi, ten widzi - ale zdecydowanej większości tylko się wydaje, że cokolwiek potrafi dostrzec.
- Nawet jeśli to mam to w dupie, skoro akurat jestem tutaj. - Odpowiadał na kontakt wzrokowy.
Sahira nie interesowało to, dlaczego ktoś miałby o Irysie śnić, nie interesowało go, po co, tak samo jak nie obchodziło go to, dlaczego ktoś miałby mieć jego w głowie, ale w odpowiedzi na głos, gdyby ktoś go zapytał: "Dlaczego ktoś miałby o Tobie śnić?" odpowiedziałby: "Bo jestem zajebisty."
I tyle.
Wykonał swój ruch na planszy, aby przeciwnik mógł przejąć kolejkę. Przeciwnik - heh, to tak odważnie i dość nieprzyjaźnie brzmi. Nie lepiej powiedzieć: "partner do gry"? Wszyscy byli i mogli być względnymi wrogami, skoro nie przyjaciółmi, dlatego pośród takiego zróżnicowania na samym początku nie można powiedzieć, że ten i ten człowiek będzie na pewno tym odpowiednim do 'towarzyszenia', a nie bycia 'przeciwnym'. Czyli rywalem, krótko mówiąc, skoro na tym padole przetrwać mogą jedynie najsilniejsi.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Pon Mar 25, 2013 4:51 pm

Huh, widzieć coś czego nie ma? Ha, a może i tak... słyszeć? W końcu nie jest za dobrze, gdy w twojej własnej głowie, pośród twoich osobistych i całkowicie niewidocznych dla nikogo myśli pojawia się jakiś głos, który, o zgrozo, zaczyna kierować twoim życiem i mówić ci, co masz robić.
Oznak prawdziwego szaleństwa nie da się zliczyć, tak jak i szaleńców, bo większość z nich ujawniała się w drobnych gestach czy zachowaniu. Jeszcze inni dusili je w środku i nie pokazywali nikomu. W końcu prawdziwych zbrodni nie planuje się na głos, prawda? A jeszcze inni po prostu wybierali, komu chcą pokazać swoje prawdziwe oblicze, a komu wyćwiczoną maskę normalności. To było już naprawdę zabawne, gdy ktoś zmieniał się ze względu na rozmówcę. W końcu Irysa sam tak robił. Ludziom pokazywał jedną twarz – pozornie szczerą, pokorną i dobrą. A nie-ludziom drugą – tę, której lepiej jest nie oglądać ani za dnia, ani podczas nocy. Najlepiej nigdy.
- Hm... dla mnie zabawne jest wszystko, czego nie wiem – odpowiedział spokojnie Irys, przyglądając się figurom na planszy. – Zabawna jest gra z tobą, bo nie wiem, jaki ruch wykonasz. Zabawna jest pogoda. Bawi mnie również Bóg, albo inni ludzie – dodał po chwili, a w myślach wdzięcznie przeprosił Boga za to, iż powiedział na głos, że go bawi jego nieprzewidywalność.
W końcu dobry sługa powinien być pokorny i najlepiej ukryty w cieniu. Dlatego też Irys posługiwał się innym imieniem. Nie chciał ani sławy, ani pieniędzy. Sama służba była dla niego odpowiednią nagrodą za wszystko, czego „dokonał”. Chociaż wszystkie jego osiągnięcia zwykle zostawiały za sobą krwawą drogę. Mimo tego że szczerze nie znosił przemocy. Naprawdę, życie bardzo lubiło robić niespodzianki. I to również szalenie bawiło Irysa. Hm, łatwiej byłoby wyliczać rzeczy, które nie budziły w nim rozbawienia. Zdecydowanie.
Huh, faktycznie większość osób chwaliło, gdy ktoś inny kochał innych za „charaktery”. W końcu to było takie cudowne! Nie ma to jak kochać kogoś trędowatego, za jego wspaniały i niebanalny charakter. Ale zależało to od punktu widzenia. Dla Irysa osobiście nie miało znaczenia, jaki kto ma charakter. Po co to było komu? I tak kochał wszystkich, a im bardziej kogoś kochał, tym bardziej chciał mu pomóc i go zbawić. By w jego sercu zapłonął taki sam ogień, jak i w jego własnym sercu. Kochanie ludzi to było jedno – tak nakazywał mu Bóg i serce. Tego chciał. A kochać nieśmiertelnych nauczył się sam, gdy tylko zbawił pierwszego z nich. Wtedy zaczął ich tak bardzo kochać i dążyć do zbawienia ich wszystkich. Jak najłagodniej i szybko. W końcu nie znosił bezsensownej przemocy.
- Ty może i tak – zawiesił na chwilę głos – ale są pewnie i tacy, których to obchodzi. Wolałbym wiedzieć, co robię w cudzych snach i jaki jest tego powód. Poza tym, sny zwykle bywają żałosne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pomost   Pią Mar 29, 2013 2:58 pm

Niech kierują, niech mówią, niech pomagają się poruszać i ukazują gotową drogę, dzięki której nigdy nie będziemy musieli dokonywać wyborów.
Szaleństwo jest złe?
A niby dlaczego?
Każdy z nas może mieć w sobie coś, co zostanie uznane za odbiegające od norm, to też można nazwać szaleństwem, tylko teraz trzeba dobrać odpowiedni stopień. A widzisz, bo to tak naprawdę różnie bywa na tym świecie. Wiesz o tym, prawda, Sahirze? Najwyżej zamkną nas w pasy i nie wypuszczą nigdzie, najwyżej zostaniemy ofiarami samych siebie - to tylko głupie 'najwyżej', bo tu i teraz jesteśmy wolni, więc korzystajmy co prędzej. Róbmy wszystko, byle nie martwić się o to, co będzie. Ty się nie martwisz, jednak zacząłeś myśleć i nawet nie wiesz, czy jesteś z tego zadowolony. Planujesz pewne kroki, chociaż masz teoretycznie wyjebane, chociaż (właśnie, tak czysto-teoretycznie) nic cię to nie obchodzi. Ten demon, który dał ci taką, a nie inną propozycję, sprawił, że zacząłeś oddychać, byleś tylko się nie zakrztusił, bo nie będzie to miłe doświadczenie. Wiesz to i dlatego uważasz. Chodzi po bagnie, przyglądasz się podłożu, krew spływa po nadgarstku - trwasz obojętnym. Dlatego wiesz co? Możesz być graczem doskonałym. Nic ci nie przeszkadza w podniesieniu głowy, nic nie wadzi, byś spojrzał temu, kto przed tobą stanie, w oczy. Nie. Niech inni odwracają wzrok, a wiecie, dlaczego? Bo nawet wśród takich ludzi, takich nic nie wartych istnień, są ci, którzy są drapieżnikami, wilkami w stadzie owiec. I nawet jeśli inny wilk stanie na drodze, trzeba mu udowodnić, że jesteś od niego trwalszy. Silniejszy. Bo jesteś. I to widać.
Widać człowieka upadku, któremu nie może zależeć, skoro nie ma nic do stracenia, prócz własnego życia, a skoro tak - grajmy wszystkim, co mamy, wytoczmy najcięższe działa i spójrzmy, co inni na to. Można się ewentualnie uśmiechnąć - jak do tego dziwaka tutaj, takiej jednostki, która ubarwiała pewną rutynę doznań.
Nuda?
Nigdy w życiu.
- Dziwak. - Powiedział wprost, jakby z góry założył, że to nie urazi tego chłopaka, albo nawet się nad tym nie zastanowił, powiedział szczerze, wprost, co myślał - czy to źle? Niektórzy powiedzą, że to banalne i bezczelne, że takich powinno się zamknąć i odpowiednio wychować. No dobrze, jeśli jesteś taki mądry, to spróbuj. Poskromić uosobienie wolności? Wolności zniewolonej co prawda samym sobą, ale w końcu nigdy nie można tak naprawdę mówić o tym, że jesteśmy wolni, bo ta 'wolność' zawsze będzie osobistą oceną jednostki.
Nic jednak nie jest takie proste, na jakie wygląda, jeśli prostym się tego nie próbuje postrzegać.
W końcu bierzemy udział w pięknej grze.
- Nie obchodzą mnie inni. - Odparł spokojnie, bez skrępowania, nie patrząc już na jasnowłosego mężczyznę, a na planszę, bo też i do niej winien zamknąć się jego świat aktualnie zamknąć. Nie zamykał. To chyba przez to, że nie widział takiej konieczności. Można mieć baczenie na wszystko i sobie radzić - kwestia możliwości osobistych.
Powrót do góry Go down
Irys
Verbum Novum/Inkwizytor
avatar

Fabularnie : Sai
Liczba postów : 57
Join date : 11/03/2013

PisanieTemat: Re: Pomost   Sob Mar 30, 2013 5:08 pm

Huh, może i szaleństwo nie było takie złe... przynajmniej całkowicie. W końcu większość szaleńców bywa nieprzewidywalna i niebezpieczna. Lecz to tacy prawdziwi – osoby o umysłach w jakiś sposób uszkodzonych i o spaczonym poglądzie na świat. A takie rzeczy, które odbiegały od norm, huh, przecież każdy takie posiadał. Ile ludzi, tyle drobnych defektów psychicznych. A przy takich liczbach możemy już mówić niemal o rutynie, czymś całkowicie normalnym. Ludzie powinni przyzwyczajać się do myśli, że po części w każdym z nich jest coś dziwnego.
A takie prawdziwe szaleństwo?
Podobno większość osób naprawdę chorych nie zdaje sobie z tego sprawy. Uznają to za coś normalnego, że każdy postrzega świat tak, jak i oni. Albo po prostu udają, że nie mają o tym pojęcia. Wprowadzają się w pewien rodzaj hipnozy i wmawiają sobie, że tak naprawdę wszystko jest w porządku. Nie ma spaczeń, nie ma cichych szeptów w głowie, cieni za plecami... nic i nic. Wszystko w normie, panie doktorze.
A Irys... Irys prezentował sobą całkowite wariactwo na zupełnie innym poziomie. Poniekąd zdawał sobie sprawę ze swojej choroby, poniekąd ją sobie wmawiał i jednocześnie o niej nie wiedział. Już od samego początku – gdy tylko jego stopa po raz pierwszy dotknęła ziemi Zakonu – miał w sobie, wówczas nieoszlifowany, czysty diament dzikiej nienormalności. Całkiem możliwe, że gdyby został wychowany w innym środowisku, wszystko wyglądałoby inaczej. Podczas pierwszych tygodni w jego głowie zaczęły pojawiać się myśli – jego własne, wypowiadane innym głosem, przybierające postać jakiejś wyższej siły. Na jego twarzy pojawiał się uśmiech, gdy był pewien, że tym kimś, kto mówi do niego, jest Bóg. Najpierw w czasach modlitw – w końcu pozostali bracia mówili o niej jako „rozmowach z Bogiem” – a później i w czasie zwykłych, codziennych zdarzeń. Czuł się kimś więcej, kimś znacznie ważniejszym, czym przeczył pokorze, którą wpajano inkwizytorom. W końcu najlepszy sługa ukrywa się w cieniu, prawda? A Irys, mimo tego że chciał się stać taki jak oni, to miał w sobie nutę pychy, huh, i to jaką. Ale przecież Bóg mu wybaczał!
Gdyby Sahir i Irys spotkali się na drodze, na której jeden z nich musiałby ustąpić, to... sam nie wiem, jaki byłby tego koniec. Któryś by ustąpił i pokornie pochylił głowę, czy może obaj zostaliby w tej pozycji, póki nie padli by z wycieńczenia? Zmierzyliby się ze sobą, by sprawdzić, który jest silniejszy? Ale przecież bezsensowna przemoc sprowadza tylko głupie i nikomu nieprzydatne cierpienia. A Irysek pokochał już Sahira... chociaż nawet teraz traktował go jak dziecko i kogoś, kogo powinien prowadzić za rękę prosto na słodki stos wiary. Tak, tak, prowadzić niczym uniżony sługa, towarzysz w drodze do wieczności.
Inkwizytor uśmiechnął się. Przecież też był niebezpiecznym graczem.
Podniósł leniwie jedną dłoń, niby chcąc przestawić pionka, lecz zgrabnym ruchem serdecznego palca przewrócił króla Sahira, jednocześnie nawet na moment nie spuszczając spojrzenia lodowych oczu z twarzy przeciwnika.
- A twój król nie żyje – odpowiedział na wzmiankę o dziwaku. – Armia jest stracona bez króla. Braknie jej przewodnika, nawet jeśli on sam jest dziwaaaaaaaczny – dodał i roześmiał się, absolutnie nie dbając o to, na kogo może przy tym wyjść. Podniósł swoje króla na wysokość twarzy, trzymając go między palcem serdecznym a środkowym.
Miał ochotę strącić wszystkie pionki z pola i na samym środku postawić króla – niby na tronie, z którego można bardzo łatwo spaść.
- Sahirze... – zaczął, przymykając oczy, a na jego twarzy pojawił się jeden z szalonych, dzikich uśmiechów. – Nawet jeśli inni cię nie obchodzą, to ty obchodzisz ich. Nie wiesz, jaką figurą możesz się stać na cudzej szachownicy – jego oczy zaszkliły się na chwilę, jakby patrzył gdzieś zupełnie dalej. – Czasami warto się tym zainteresować. Bardziej dla własnej wygody, niż czegokolwiek innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pomost   

Powrót do góry Go down
 
Pomost
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Pomost Bóstw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Reszta Anglii i nie tylko :: Jeziora-
Skocz do: