IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Michael

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Michael
Archanioł
avatar

Fabularnie : Stróżuje - odnalazł swojego podopiecznego Eto.
Liczba postów : 17
Join date : 31/05/2014

PisanieTemat: Michael   Sro Cze 04, 2014 8:12 pm

Godność: Michael. Mniej oficjalnie nazywany Michałem, a przez przyjaciół Michasiem. Książę Zastępów, Archanioł Pański, Miecz Boga, „Któż Jak Bóg”… a w Piekle i tak będą pogardliwie nazywać go „Misiem”, co jakimś cudem się przyjęło. Niemniej nazywanie Michała tak prosto w twarz może skończyć się spopieleniem. I w dosłowny, i metaforyczny sposób.

Wiek: Wyszedł prosto z ręki Stwórcy długo przed stworzeniem Ziemi. Czyli całkiem sporo, nawet jeśli spojrzy się na skalę nieśmiertelnych w tej kwestii.

Orientacja: Michaś jest twardego zdania, że pożądanie to domena upadłych, demonów i innego nieczystego ścierwa, więc… więc prędzej pewnie zjadłby własnego kapcia, niż przyznał się do jakiejkolwiek orientacji. Chyba że takie całkowite oddanie Bogu można nazwać jakąś tam orientacją. Ale to i tak przecież nie miałoby żadnego seksualnego podtekstu, nigdy w życiu!

Pochodzenie: Paluszek i Wola Boża. Patrząc na Michała, to moc do stworzenia właśnie jego musiała skapnąć z tego środkowego palca. Na pewno.

Rasa: Anioł z krwi, kości i bożej miłości. I to zapewne nigdy się nie zmieni, bo zdeprawowanie takiego świętoszka byłoby cudem nie gorszym niż ten w Kanie Galilejskiej podczas wesela. O ile nie czymś jeszcze dziwniejszym i bardziej niespotykanym.

* Zwierzęca forma: Brak. Nie licząc tego, że ma skrzydełka. Czy to klasyfikuje go jako przepiórkę?

Ranga: Archanioł. Rzecz to jaśniejsza niż słoneczko.

Moc:

1) Miecz Ognia – niby artefakt, a jednak moc. Michaś otrzymał ten wspaniały dar od samego Boga, a przynajmniej tak uważają absolutnie wszyscy, na samym właścicielu zaczynając. Co i tak nie zmienia faktu, że to zwykły miecz, szara klinga – niemniej bardzo ostra – rękojeść prosta, bez żadnych ozdób. Już nawet szlachta za czasów średniowiecza posiadała broń, która wzbudzałaby o wiele większy zachwyt. Cóż, właściwie to ostrze nie różniłoby się niczym od zwykłego oręża, gdyby nie jeden drobny, acz znaczący szczególik, który z miejsca dodawał całej sprawie nutki grozy i jednocześnie dziką ekscytację. Kiedy Michael aktywuje tę broń, automatycznie wraz z nią zyskuje pewną kontrolę nad ogniem. Ot, brzeszczot majestatycznie staje w ogniu i nagle, jeśli anioł ma taki kaprys, zaczyna strzelać i trzaskać magicznym ogniem dookoła. Może wypalić sobie ścianę z ognia i robić inne, dziwaczne rzeczy. Jednak kiedy oręża nie ma w dłoni, może co najwyżej palcem odpalić papierosa albo świeczkę. Przy czym tej pierwszej zdolności nie uważa w żaden widoczny sposób. Niewidoczny też zresztą nie. Zresztą, niech Bóg ma w opiece wszystkie grzeszne wampiry czy inne demony, gdyby Michał w jednym ze swoich porywach… irytacji, postanowił nagle zacząć bawić się tą swoją zabawką.

2) Zmiana materialności swojego ciała – zmienić swoje ciało w coś o twardości diamentu? Jasne, kiedy ma to zrobić? A może przeciwnie – żeby można było przeciąć je ręką i nie napotkać na nawet najmniejszą przeszkodę? Żaden problem! Nie licząc tego, że to całkiem męcząca umiejętność, jak na taką niby błahostkę, która potrafi skórę ocalić w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Wprawdzie sam Michał uważa ją jawne za tchórzostwo, bo wydaje mu się, że unikanie ciosów w taki sposób lub ich blokowanie to nieczyste zagranie w czasie walki. I nie przeszkadza mu wygłaszanie takiej opinii na głos, nawet jeśli ta moc uratowała mu życie już wiele razy. To już hipokryzja, czy wciąż jeszcze nie? Czasami Michaś może również zmienić swoje ciało w taki bardziej gumowate, co skutkuje tym, że można mu wlepić pięść w brzuch i dotknąć żołądka. Różne takie, niekiedy bardzo nieprzydatne zresztą, rzeczy. Swoją drogą, uważa to poniekąd za moc zesłaną mu przez Boga, lecz i tak potrafi krzywić się ostentacyjnie i mamrotać, że to takie nieuczciwe i złe, więc nie będzie tego używał. Aniołowie… i weź to zrozum.

3) Czytanie aury – każdy nieśmiertelny potrafi zobaczyć aurę. Czy to ludzką, czy może takiego samego wynaturzenia jak on sam. Niemniej Michał podniósł tę sztukę po prostu do perfekcji. W jego umyśle istnieje taka mała szufladka, do której wrzucił wszystkie zapamiętane aury podpisane imieniem i nazwiskiem jej właściciela. Ale to przecież nic takiego. Jeśli skupi się na jakiejś konkretnej, od razu i z miejsca zdobędzie informacje o miejscu jej pobytu i nastroju. A żeby było jeszcze zabawniej, to po dokładniejszym analizowaniu aury, o ile archanioł chce tego kogoś znaleźć, to między nim a poszukiwanym pojawi się nić, która bez najmniejszego problemu może zaprowadzić anioła do nieszczęśnika. Czytanie aury ma również inne ciekawe zastosowania – po prostu patrząc na ludzi czy inne istoty i tę powłokę dookoła nich, jest w stanie bez najmniejszych problemów odgadnąć ich obecny nastrój.

Rasowe:
- latanie;
- uzdrawianie;
- szósty zmysł.

Umiejętności: Właściwie Michał większość swojego i tak bardzo długiego życia poświęcał na doskonalenie swoich umiejętności bojowych. I taktycznych, bo jako przywódca zastępów musiał wiedzieć, jak właściwie uformować szyki na wypadek jakiejkolwiek większej utarczki z demonami. A oprócz tego? Cóż, potrafi gotować, sprzątać lepiej niż perfekcyjna pani domu, jeździć na rowerze i, obowiązkowo, grać na harfie. Śpiewać też mógłby nieźle, gdyby nie bronił się przed tym rękoma i nogami ze wszystkich sił – a tych to ma zdecydowanie nie mało. Po prostu nie lubi śpiewać i robi to tylko i wyłącznie pod przymusem.
Co jeszcze? Och, potrafi rozpoznać, kiedy ktoś nie jest z nim szczery. Za to nie łapie ironii i rzeczą, której brakuje mu jak małpie ogona, to poczucie humoru. Jakiekolwiek, szczątkowe nawet. Dlatego Michael nauczył się całkiem sprawnie ignorować żarty i tylko czasami się wściekać. To byłoby dobre miejsce na takie krótkie napomnienie, że ów archanioł posiada bardzo dużą siłą fizyczną. Można mu wytknąć nieobeznanie w sztuce politologii czy filozofii, lecz jedno jest pewne – można po tym zbierać zębiska z podłogi i nastawiać szczękę. Wyrafinowana walka – czy to wręcz, czy innym orężem – nie jest mu obca. Ot, dlatego ma umysł dokładnie taki, jak jego miecz – twardy, zimny i bezlitośnie naostrzony z obu stron, lecz przy tym wszystkim nie da się odmówić mu prostoty myślenia i już. Nie dla niego wysublimowane gierki słowne czy wysokolotna literatura. Zdecydowanie. Nawet jeśli słowo potrafi ciąć – to na pewno nie rani i nie zabija tak wprawnie i szybko, jak naprawdę dobre ostrze miecza.

Broń: Cóż, niemalże każda, pomijając bazooki czy inne wynalazki wojskowe. Michał, kiedy zaczęły się pojawiać, nauczył się nawet strzelać z broni palnej, chociaż otwarcie uznaje to nieuczciwe zagranie, niegodne bożego bojownika. Ale czasy się zmieniają, to czemu anioł miałby nie potrafić posługiwać się AK-47?
Archanioł najchętniej i najsprawniej posługuje się jednak bronią białą. A jeszcze dokładniej – mieczem. Rapiery, sztylety, noże czy inne cuda nie stanowią dla niego większej przeszkody, lecz dalece tym umiejętnościom do tych, które udało mu się osiągnąć ciężkim treningiem przy walce mieczem. Najchętniej też używa swojego miecza – zwykłej klingi, nieco bardziej wytrzymałej po prostu od całkiem zwyczajnej.

Wygląd: Michael jest wysoki i bardzo postawny – nikt chyba nigdy nie widział, by archanioł siedział zgarbiony czy nie szedł pewnie wyprostowany, chociaż w jego wypadku wyglądało to całkowicie swobodnie. Mierzy sobie caluśkie 190 centymetrów wzrostu, lecz szerokie i umięśnione ramiona jakby dodają mu wzrostu. Na ciele anioła nie ma nawet najmniejszego kawałeczka zbędnego tłuszczu, jego organizm już dawno przerobił wszystko na stalowe mięśnie, godne atlety. Skórę ma złotawą, przez co doskonale współgra z ognistorudymi włosami, które swobodnie opadają poniżej karku do łopatek lekko falowanymi pasmami. Duże oczy - wykrojone w kształcie idealnych migdałów – są, jak to u aniołów zwykle bywa, niebieskie. Lecz nie w odcieniu bezchmurnego, letniego popołudnia. Tęczówki Michała mają ciemnoniebieski kolor, jak niebo przed burzą lub chwilę podczas zachodu słońca i bardzo często rozświetlane są przebłyskami złości. Cóż, tak to bywa, kiedy nie ma się stalowych nerwów i na dodatek nie trzyma się ich za wodzy.
Nos prosty, nieco spiczasty i ostro zakończony – mimo że wiele razy łamany, to i tak udawało mu się wskakiwać z powrotem na swoje miejsce i na nowo przecinać twarz o twardych rysach. Usta wąskie, często rozcinane wiatrem i równie często bezlitośnie zaciśnięte, przez co zasłaniają proste, białe zęby. Cóż, Michał jest aniołem. Właściwie całe jego ciało to skupisko idealnych proporcji i cech, nawet jeśli w jego wypadku są poorane licznymi bliznami na plecach, torsie, karku, nogach czy dłoniach. Właśnie – dłonie. Anioły znane są ze swojej eteryczności, natomiast patrząc chociażby na dłonie Michaela, można odnieść zupełnie inne wrażenie. Szorstkie, porozcinane i pełne odcisków. Czy tak powinny wyglądać śliczne rączki bożego sługi? Teoretycznie nie. Ale widać, jak to w praktyce wygląda.
No i, oczywiście, skrzydła. Z czego jak z czego, ale Michaś jest ze swoich skrzydeł naprawdę dumny. Może i na swój wygląd nie zwraca za bardzo uwagi, charakter przeszkadza mu tylko czasami, ale skrzydła… na Boga, mógłby powiedzieć, że tylko ta jedna rzecz w jego ciele nie wymaga najmniejszych choćby poprawek. Ogromne, potężne skrzydła, których czubki sięgają powyżej jego głowy, a końcówki zaczepnie ocierają się o kostki. Idealnie śnieżnobiałe, zupełnie jakby błyszczały i świeciły w ciemności, nawet kurz nie ma ochoty przyćmiewać ich wspaniałości i blasku. Szerokie, cudownie miękkie, niemalże aksamitne… zapewne gdyby zechciał, mógłby bez najmniejszych problemów stworzyć z nich kokon i samemu tam się ukryć.
Wbrew powszechnej opinii, że aniołowie ubierają się wyłącznie w jasne kolory – Michał zakłada na siebie tylko ciemne, a przynajmniej gdy jest na ziemi. Ot, po prostu nie lubi za bardzo rzucać się w oczy, a takie potwornie białe ubrania nie dość, że właśnie się rzucają, to na dodatek łatwo brudzą i ogólnie są niepraktyczne. W ciemnych rzeczach lepiej się ukryć, ciężej w kogoś tak ubranego trafić… wszystko z miejsca staje się łatwiejsze.

Charakter: Michael – jak na prawdziwego anioła pańskiego przystało – brzydzi się, oczywiście, grzechami wszelkiego rodzaju. Ot, dumny i wspaniały w swojej czystości archanioł, czym szczyci się we wszystkich zakamarkach świata. Bo czy istnieje ktoś, kto nie słyszał o takim aniele? O wodzu Anielskich Zastępów? Jeśli tak, to Michaś z wielką chęcią zapozna takiego delikwenta ze wszystkimi aspektami wiary po kolei, aniołami, Bogiem… wszystkim. Cóż, to już ten typ, który potrafi wbijać komuś innemu wiedzę do głowy młotkiem, jeśli nie jest w stanie przyjąć do świadomości jego racji. Hm. Nie dość, że jest uparty – i to nie tylko pod tym względem – to na dodatek nie za bardzo cierpliwy i naprawdę bardzo łatwo go rozzłościć. Ktoś mógłby pomyśleć, że po tak wielu przeżytych latach powinien nauczyć się panować nad swoim gniewem, lecz jeśli tylko zdobyłby się na powiedzenie tego Michałowi, najprawdopodobniej zbierałby swoje własne zęby z podłogi. Rzecz jasna, o ile nie byłby to ktoś, kto po tym uderzeniu mógłby wyciągnąć konsekwencje, jak na przykład taki o, Ariael albo Belzebub. To rodziłoby zapewne jakieś niechciane konsekwencje na tle politycznym, a akurat Michaś ma tyle wspólnego z polityką, co pięść z kolanem. Ot, jeden organizm, ale całkowicie inne kończyny. Nie interesuje go to, nie zna się na tym i stara się trzymać jak najdalej, prawdę mówiąc.
Jak zostało już wspomniane – tego anioła bardzo łatwo rozwścieczyć i równie łatwo jest postarać się o opuchliznę na twarzy, ogólnie jest zdecydowanie zbyt porywczy i jeśli komuś zależy właśnie na tym, by go rozzłościć, to nie jest ani trochę trudne. Ba, to jedna z najłatwiejszych rzeczy pod słońcem. Prawdę mówiąc, mimo swojego imienia – „Któż jak Bóg” w końcu – zdecydowanie nie widać po nim bożego miłosierdzia i cierpliwości. Wydaje się być po prostu personifikacją tej niszczycielskiej strony Boga, która nakazała zniszczyć Sodomę i Gomorę czy przynieść światu potop.
Rzecz jasna, mimo swojej zbyt dużej gwałtowności i czasami okrucieństwa, które przejawia się zanadto widocznie podczas konfrontacji z demonami czy grzesznikami, Michał potrafi zachowywać się nad wyraz beznamiętnie. Czasem. Jeśli akurat ma jeden z tych dni, kiedy nie ma ochoty się bezowocnie wściekać. W tym miejscu należałoby też zaznaczyć, że jak na anioła, to Michael nie jest jakiś przesadnie… miłosierny. Ot, prawdziwe uosobienie gniewu bożego we własnej osobie i Jego okrucieństwa.
No i, oczywiście, nie ma żadnego poczucia humoru. Zero, kompletne. Wszystko bierze zbyt dosłownie – skąd wziął się dawno już zapomniany konflikt z Belzebubem – i odpowiada z powagą, równie często absolutnie nie rozumie aluzji. Do niego trzeba mówić prosto, po żołniersku, niekiedy nawet jak chłop do krowy na miedzy i już. Nie jest głupi, po prostu uznaje, że argument pięści przeważa nad słowami. I lepiej nie mówić przy nim, że pióro jest mocniejsze od miecza, bo istnieje spora szansa, że wyzwie takiego biedaka do pojedynku, wciskając mu w dłoń wieczne pióro. Należałoby uściślić – archanioł Michał jest niezrównanym szermierzem. A przynajmniej jednym z najlepszych w Niebie. W czasie gdy inni aniołowie edukowali się w kwestiach politologii czy psychologii, Michael fanatycznie machał mieczykiem, by sięgnąć pod tym względem perfekcji. Cóż, na pewno idzie mu to o wiele lepiej, niż tak zwana Głowologia, która znaczy dla niego jedno, wielkie nic. I szczerze nie cierpi osób, które używają jej w jego kierunku. Nie lubi również przemocy – co jest w jego wypadku jawną hipokryzją – i, co ciekawsze, nie uznaje żadnych zbliżeń płciowych za właściwe, wyłączając z tego heteroseksualne małżeństwa. Ale żeby tak anioł uprawiał seks? Nigdy w życiu, nie ma mowy. Z tego właśnie powodu Michał nawet nie lubi za bardzo, gdy ktoś tak po prostu próbuje go dotknąć. Ogólnie. Ręka poda, jak najbardziej, bez żadnego grymasu niezadowolenia na twarzy, ale żeby cokolwiek innego? Nie, nie, nie ma mowy. Prawdę mówiąc, to nie bez przyczyn nabawił się opinii beznamiętnego sukinsyna. Ot, jakoś żadna pozytywna emocja nie potrafi pojawić się na jego twarzy, a gdyby mówić o tym jeszcze dokładniej, to tylko złość jakoś nie potrafi tego zrozumieć i zostaje na anielskiej buźce zbyt długo i gości na niej zbyt często.
Jakby tego było mało – to skończony pedant, perfekcjonista i ranny ptaszek. Czy istnieje jakieś gorsze połączenie?
Porywczy i gwałtowny aniołek, który nie posiada na dobrą sprawę zbyt wielu przyjaciół – za to całą paletę wrogów i istot mu przeciwnych – który nie ma za grosz cierpliwości, niekiedy zbyt okrutny dla „grzesznych istot”, chociaż kiedy trzeba, potrafi pokazać swoją i tę lepszą stronę (a przynajmniej teoretycznie, bo niewielu miało okazję przekonać się o jej faktycznym istnieniu), na dodatek bez poczucia humoru, przez co bierze większość rzeczy aż zbyt dosłownie. No cóż – powodzenia, Michasiu.

Historia:
„Któż jak Bóg” – i słowo ciałem się stało, lecz i tak nie do końca. Bo podczas aktu stworzenia musiało pójść coś chyba nie tak, skoro, niby takie uosobienie samego Boga, nie nabrało i tej jego miłosiernej strony, chociaż tego Michael bardzo długo nie był świadom.
Narodził się – czy raczej został stworzony – razem z innymi archaniołami, jako jeden z pierwszych. Czy to samo w sobie nie było wielkim zaszczytem? Zostać poczętym z samej cudownej mocy najdroższego Ojca? Gdyby Michał znał wówczas pojęcie dumy, mógłby bez większych problemów powiedzieć, jak wielki jest to dla niego zaszczyt i honor, lecz wtedy nie znał za dobrze tego określenia. Za to znał swoje imię, znał swoich braci, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet jeśli często się z nimi nie zgadzał i nie lubił, gdy rozmawiali ze sobą o rzeczach, które dalece wykraczały poza jego granice cierpliwości i tolerancji – polityce, przyszłości, alternatywach… nie. On nie był stworzony do takich rzeczy i zdawał sobie z tego sprawę od samego początku swojego istnienia. Ot, taka czcza gadania wydawała mu się pozbawiona jakiegokolwiek sensu, uważał już wtedy, że tylko działanie ma jakąkolwiek wartość i prawdziwe znaczenie.
Lecz zanim zdążył w ogóle o tym pomyśleć, dostał od Boga dar. Miecz. Michał był poruszony samym tym gestem, chociaż na początku nie zdawał sobie sprawy, co może zdziałać takie ostrze. Wtedy nikt nie myślał o zabijaniu czy walce, może z wyjątkiem Lucyfera, który – kto wie? – może już od samego początku, gdy tylko aniołowie dowiedzieli się o planach stworzenia Ziemi i ludzi, planował swój bunt i bojkot przeciwko własnemu Ojcu i Stworzycielem? Michael nie wiedział, nawet nie chciał, bo nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia. Ale o tym później. Ćwiczył. Już za pierwszym razem, gdy tylko palce zacisnęły się na rękojeści miecza, poczuł się w taki sposób, jakby to było po prostu przedłużenie jego ręki i nic więcej. Bez najmniejszych problemów potrafił wykonywać nawet najbardziej skomplikowane ruchy, lecz i tak uparcie je trenował, dążąc do jeszcze większej wprawy w tej dziedzinie. Otrzymał od Pana TALENT i był pewien, że powinien go wykorzystywać na każdym kroku, przez cały czas. I rozwijać, co było dla niego równie ważne.
Ogólnie przejawiał już po akcie Stworzenia nadzwyczajne predyspozycje do walki – pojęcia, które wówczas było im wszystkim tak obce. Nie potrafił zbyt długo skupiać myśli na słowach czy przemyśleniach, wzruszał bezradnie ramionami, gdy bracia pytali go o dziwaczne i niemające dla niego sensu teorie czy poglądy filozoficzne. Nie nadawał się do tego, nie posiadał naturalnych predyspozycji do tego. Nie i już. Pewnie właśnie z tego powodu, gdy zostały uformowane Zastępy, to właśnie on stanął na ich czele razem ze swoim mieczem i ostrym jak brzytwa, chociaż równie co ono prostym, umyśle z mieczem od Pana w dłoni. Nie przeszkadzało mu to, mimo że nadano mu o wiele więcej obowiązków niż do tej pory, bo uczył walki aniołów, którzy tego nie potrafili, a zostali powołani. Prawdę mówiąc, był wdzięczny. Wśród zwyczajnych aniołów, które nie truły się bzdurnymi teoriami na bezsensowne tematy, czuł się lepiej. Były mu bliższe niż te pierwsze anioły, które powstawały razem z nim, na samym początku. Wolał w pełni poświęcać się Bogu i temu, co dla niego przygotował. Był Mieczem Pańskim i tyle. Archaniołem, Przywódcą Zastępów i wojownikiem. Pewnie dlatego nie zauważył, że coś niedobrego dzieje się z jego braćmi. I tak nie spędzał z nimi zbyt wiele czasu, a po stworzeniu Ludzi i świata zaczynał nabierać do nich dziwnej niechęci. Której, oczywiście, starał się nie pokazywać po sobie zbyt ostentacyjnie, chociaż nie szło mu to zbyt dobrze.
Ha, udało mu się po pewnym czasie znaleźć nawet obiekt, na którym ulokował całą swoją złość. Czy może – na obiekty. Ot, była to pewna trójka. Właściwie czwórka aniołów, które, wydawać by się mogło, będą równie rozsądne co on, bo przecież wszyscy zostali stworzeniu mniej więcej w tym samym czasie. Ale archanioł za nic nie potrafił zrozumieć, jakim cudem dwóch aniołów – i to jeszcze obaj byli mężczyznami, na Boga! – mogłoby być razem, kochać się. A Pan nawet na to nie reagował! Zapewne, gdyby o tym wiedział, Michael odkryłby, że być może po części był iście piekielnie zazdrosny o to, że ta dwójka, mimo tych wszystkich obrzydliwych praktyk, nadal cieszy się i łaską Ojca, i poważaniem reszty aniołów. A wiedzieli o tym wszyscy! Dochodził do tego wszystkiego jeszcze Gabriel, którego i tak szanował, nawet jeśli miał czelność trzymać z tą dwójką. I Lucyfer, patrzący dookoła, przesadnie dumny i patrzący na wszystkich innych z góry, razem z tymi swoimi dziwacznymi przekonaniami... lecz zwłaszcza Belzebub działał mu na nerwy! Z tą swoja idiotyczną gadaniną, która tylko mieszała w głowie jeszcze bardziej, z tą swoją zjadliwą uprzejmością i bezczelnym unikaniem wysiłku. A Ariael? Był wprawdzie rozsądniejszy, ale, na Boga, jakim prawem cały czas wchodził Michałowi w drogę, gdy chciał przemówić temu skretyniałemu cherubinowi do rozsądku? Obaj byli siebie warci, tego jednego był pewien!
A później nastąpił Upadek.
Nie, żeby Michaelowi to przeszkadzało. Oczywiście, że ubolewał nad stratą, za przeklętym Lucyferem ruszyli nawet aniołowie z Zastępów, omotani przez jego głupie idee! Nie potrafił tego zrozumieć, ani wybaczyć. Zresztą, przecież on był tym, który w imieniu Boga strącił Lucyfera do Piekła. Za to wiedział już, co to znaczy kogoś… nienawidzić. I mimo że zdawał sobie sprawę, jak bardzo jest to haniebne, to nie potrafił w głębi ducha nie cieszyć się z upadku Lucyfera i Belzebuba. Cóż, mógł powiedzieć, że ich nienawidzi. Z czystym sercem, przecież stali się demonami. Za to z całą pewnością nie żałował ani ich, ani Ariela, który przecież został. Jak dla niego, obaj mogliby spaść albo zniknąć. Byli brudni i on sam dziwił się, że ich skrzydła wciąż są oślepiająco białe. Do czasu, oczywiście. Jedynie na myśl o reszcie aniołów, omotanych Lucyferem, czuł smutek i przytłaczającą nostalgię, która i tak nie trwała zbyt długo. Pogodził się z tym, skupił na ważniejszych rzeczach. Przecież nigdy nie był zbyt wrażliwy.
Michał – mimo upływu wielu lat – nie potrafił się zmienić. Wciąż, jakby był dopiero co opierzonym aniołem, nie panował nad swoimi emocjami, zwłaszcza nad wściekłością. Nikt by nie zliczył, ileż to razy dawał ponieść się tym niszczycielskim uczuciom i bezmyślnie rzucał się z pięściami na obiekt swojej złości. Po prostu nie umiał nad tym zapanować, gdy się wściekał, jakoś tak wszystko schodziło na dalszy plan. Nie rozumiał tego, ale skoro nie dało się tego zmienić, to cóż miał poradzić? Zwłaszcza że jego skrzydła wciąż raziły bielą, wciąż był blisko Boga. Po prostu powierzył mu swoją dusze, nawet jeśli nie do końca wiedział, czemu Pan nie zmieni jego temperamentu i pozwala na taki nagłe wybuchy. Inni byli cierpliwsi, spokojniejsi. Czemu właśnie on, Michael, Któż Jak Bóg, został pobłogosławiony i przeklęty właśnie tymi niszczycielskimi zapędami Ojca? Bywał okrutny, gdy chodziło o niesubordynację, potrafił zabijać bez mrugnięcia okiem i robić pożytek ze swojego ognistego oręża, które otrzymał tysiące lat wcześniej. Lecz pewnego dnia popełnił katastrofalny w skutkach błąd.
Po prostu przesadził, całkowicie zapominając o wszystkich konsekwencjach, które mogą wyniknąć z powodu jego działań. Zapomniał się. Właściwie to chyba jeszcze nigdy w życiu nikt nie rozwścieczył go tak bardzo, by później nawet nie potrafił powiedzieć, co doprowadziło go do takiej furii. Nie zważając na nic, po prostu rzucił się na demona. I to nie jakiegoś zwyczajnego czy podrzędnego demona, które zamieszkują Piekło całymi chordami. Michał w porywie tej złości po prostu zaatakował Asmodeusza. Nie miał później pojęcia, co takiego demon powiedział czy zrobił. Archanioł za to mógł zapewnić z całą stanowczością, że musiało to obrażać Boga i zapewne Niebo. Tylko że co to było? W końcu w kwestii wiary nie pozwalał nikomu na żarty w swojej obecności. Nienawidził ich całym sercem, prawie tak mocno jak kochał Pana.
Lecz wraz z tym atakiem Michael został tymczasowo odsunięty od swojej pełnionej wiekami funkcji. Nie, może nie tyle odsunięty, co zesłany na przymusowy urlop połączony z zadaniem, które miało nauczyć go większej pokory, utemperować ten gwałtowny temperament. Michał został tymczasowo zesłany na ziemię, by wypełnić pobożną misję anioła stróża.
Cóż, nie był tym zachwycony. Prawdę mówiąc, niemalże żałował, że pozwolił wściekłości nad sobą zapanować całkowicie, co przecież nie zdarzało się często. Prawdę mówiąc, to był pierwszy taki wypadek. Lecz i tak uważał, że temu wstrętnemu pyszałkowi się należało, nawet jeśli nie była to do końca honorowa i czysta walka. Wiedział tylko, że udało mu się dać nauczkę demonowi i już, chociaż nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak krótkotrwałą.
W każdym razie… po zesłaniu na Ziemię, otrzymał tymczasowe zawieszenie na Niebo. Ot, po prostu dostał zakaz pojawiania się w nim przez najbliższy czas. Mimo tego, jego skrzydła nie straciły na swoim olśniewającym blasku i bieli. Przecież wciąż pozostawał wierny Bogu i swoim przekonaniom, nawet jeśli te zaprowadziły go do takiej haniebnej kary. Miecz Pański tymczasowo zawieszony i przeniesiony do pełnienia funkcji zwyczajnego stróża… uważał, że to krzywdzące. Cóż, przynajmniej dopóki nie poznał istoty, nad którą sprawować miał piecze. Bo dopiero wtedy zrozumiał, dlaczego jest to właśnie kara, a nie zwyczajne zawieszenie w obowiązkach. Wtedy również Michał zaczął się modlić do swojego Ojca o zwiększone pokłady cierpliwości. Które, niestety i z wielkim ubolewaniem, nie przyszły.

Inne:
- lubi zwierzęta, koty zdecydowanie górują. On kocha je, one kochają jego, proste;
- nienawidzi słodyczy, no nienawidzi;
- zawsze wstaje o świcie;
- nie znosi kawy…
- za to herbatę pija po prostu litrami;
- dawno temu udało mu się wybić Razjelowi obie jedynki po jednym ciosie. Jakimś cudem odrosły;
- bardzo często pakuje się w bójki, zwykle nawet bez większego powodu. Po prostu nie znosi przemocy, więc rozwiązuje przemoc przemocą, to przecież takie oczywiste;
- na Ziemi sprawił sobie kota, to znaczy przygarnął. Taką zwyczajną, burą przybłędę z ulicy i nazwał ją Jewa.

Inne konta: Belzebub, Irysek, Sylvia.

nieposkromiony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Przeistoczony
avatar

Fabularnie : ... Zajęty... BARDZO zajęty xD
Liczba postów : 279
Join date : 26/05/2011
Age : 23

PisanieTemat: Re: Michael   Czw Cze 05, 2014 7:30 pm

Moc 1. Cztery posty użytkowania na pięć postów przerwy. Oczywiście te drobne sztuczki bez użycia miecza są poza ograniczeniami.
Moc 2. Używasz raz na dwa posty w dowolny sposób, czyli nie ważne czy się wzmocnisz, zrobisz gumowaty czy cokolwiek ty tam potrafisz.
Moc 3. Tu raczej nie mam co ograniczać.

Akcept! Raduj się!

_________________
Rain makes everything better

Ever since this began,
I was blessed with a curse.
And for better or for worse
I was born into a hearse.
I know I said my heart beats for you.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://kanranate.deviantart.com/
 
Michael
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Michael Grand

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: