IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nanana, give me cookies.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Nanana, give me cookies.   Pon Maj 19, 2014 9:27 pm

: G o d n o ś ć :
Dzień dobry, Marcelinko~

: P s e u d o n i m :
Marcela, Marcepani, Marcysia, Cyśka, Cysia, Kotowata...  

: W i e k :
Oh, to już sto druga wiosna za tobą? Dalibyśmy głowę, że wyglądasz na osiemnaście.

: O r i e n t a c j a :
Nie homoseksualna, ani biseksualna. Heteroseksualna? Może. As? Chyba tylko to Ci pozostało... ale natury nie oszukasz. Na widok seksownego blondyna z głębokimi, niebiańskimi oczami będziesz miała kisiel w majtkach. *chichra się*

: P o c h o d z e n i e:
Tam tam tam... Australia.

R a s a

Mutant?
Uciekinierka z Zoo?
Humanoidalny kot-mag, który ma na karku różowe dredy i obłąkanego koszmara o wielkich ambicjach...

: R a n g a :

Cheshire cat - jaka inna ranga pasuje do tak trudnego przypadku?
"Kot jako jedyna postać w całej powieści nigdy nie strofuje Alicji za jej nielogiczne wypowiedzi, nie karci jej, nie chwyta za słówka ani nie obraża. Zawsze rozmawia z nią grzecznie i kulturalnie. Kot jest postacią całkowicie niezależną od wszystkich innych istot. Ma zdolności magiczne. Jego cechą charakterystyczną jest to, iż ciągle się uśmiecha." ~ciocia Wikipedia

: B r o ń :
Mały, pozłacany sztylecik z amedystem.

: M o c :

• To jest iluzja, tego nie oszukasz! •
Myślicie, że Cyśka niczym ten półgłówek porusza się po świecie nietajemniczonych w swojej naturalnej postaci? Oczywiście, że nie. Nasza bohaterka potrafi przybrać postać człowieka, "zwykłej" dziewczyny, której znika sierść, cętki, ogon i uszy - wizualnie osiemnastoletniej. Jest to iluzja, której poddani są wyłącznie ludzie  - każda inna rasa widzi jej prawdziwe "Ja". Zaś anioły, wampiry, demony i inne mutanty dziwią się, dlaczego nikt nie reaguje na wejście kotowatej w świat niewtajemniczonych.
Podczas trwania iluzji Marcelina omija odbicia w wodzie, luster, kawałka szkła. Na nie iluzja nie działa.

• Wowow, telekineza~ •
O, latające długopisy! W każdej chwili mogą wbić się w twoją tęczówkę, przebić się na drugą stronę. Słodko, prawda? Ah, jakaś książka sama przewraca strony. Norma. Powiadasz, że widziałeś lewitujące talerze... no cóż, co Marcysia uniesie o własnych, fizycznych siłach, tak i jej umysł wprawi tą rzecz w ruch. Kamienie, książki, szklanki, małe przedmioty - na określoną odległość słuchają się wymordowanej, umiejętność ta daje możliwość uniknięcia śmierci lub ran z broni palnych - siła umysłu spokojnie zatrzyma kule. Podczas korzystania z mocy telekinezy, na plecach Marceliny pojawia się... coś na kształt aury. Przybierają one kształt anielskich skrzydeł (nawiązanie do tatuażu). Oczywiście nie wprawiają one Cyśki w lot. Taki... dodatek od natury, o.  

• Nie ma mnie. •
Jak na prawdziwego kota z krainy czarów przystało, Marcelina potrafi bez problemu... zniknąć. To nie jest żadna iluzja czy fikcja (i tak powiesz, że to photoshop). Po użyciu mocy pozostawia w miejscu jej użycia tęczowy dym. Poruszać się może do woli (a raczej do upływu limitu korzystania z tejże mocy) jako niewidzialna. Nadal jest w formie zmaterializowanej - moze wszystko dotknąć, może rzucić przedmiotem, może korzystać z mocy telekinezy. Bardzo przydatna umiejętność.

:U m i e j ę t n o ś ci:

•Alchemia•
  Potrzebujesz ziół leczniczych, grzybków halucynków, jakiegoś tranu przeciw hemoroidom? Oczywiście, Marcelina oferuje wiele dziwnych, kolorowych eliksirów o niebiańskim smaku zgniłego szczura. Szanse na przeżycie - fifty-fifty... no dobrze, trochę więcej.
No dobra, zaufajcie jej po prostu!~

• Picasso •
  Coś, co odstresuje Cyśkę w każdej chwili. Rysuje, co popadnie - kółeczka, trójkąciki, kwadraciki. Trzy razy machnie ołówkiem i wyjdzie cudo! Na murze, na kartce zeszytu, na płótnie - ołówkiem, długopisem lub patykiem, wszystko jest dla niej inspiracją.

• Nakurwiam węgorza, nananana! •
  Szpagat,mostek, salto w tył - dla chcącego nic trudnego! Ta kocia strona Cyśki pozwala jej na szeroki wachlarz ruchów. Uwielbia taniec, wolny, szybki (a szczególnie ten drugi). Dla utrzymania formy biega po dachach budynków, najczęściej motywując się faktem, że właśnie goni ją zgraja straży w mieście-3, lub jest ścigana przez sforę wilkopodobnych ośmiornic plujących kwasem na dwa metry.

: W y g l ą d :
Klik Klik 2 Klik 3

♣  I doszliśmy do bardzo zabawnego punktu.  ♣
Popatrzcie na nią. Wygląda jak przerośnięty, biały lampart śnieżny na dwóch łapach - ciało kobiece. Szczupła, wcięcie w talii, zgrabny tyłek, patyczakowate nogi, delikatne dłonie i zadbane pazury. Ile waży? To istota lekka jak piórko. No okej, "anorektyczka" bez wyboru - przy sto sześćdziesięciu ledwo dochodzi do czterdziestu dwóch kilogramów. Całość pokryta miękkim puszkiem. W oczy rzucają się wielkie uszy zakończone zwiniętymi pędzelkami - ozdobione kolczykami, sztangami, tunelami, w nosie septum, w wardze niebieski kolczyk, kolejne dwa na brodzie. Język długi, jaszczurowaty, kolorów tęczy od nasadę po koniec. Powinniście wiedzieć, że bez breloków, naszyjników, bransoletek, kolczyków i innych kolorowych dodatków Cyśka czuje się niemal naga.
Na głowie coś w rodzaju różowego spaghetti - dredy różnej grubości po zapięcie od stanika, ciemno różowe, z kilkoma fioletowymi sztukami, zapięte wysoko na głowie, prosta grzywka. Oczy duże, krągłe, ze zwężoną źrenicą (jak na kota przystało). Lewe niebieskie, zaś prawe - głęboko szafirowe. Ramiona, biodra, ogon, uszy i lewa łydka nakrapiane czarnymi cętkami różnej wielkości. Ogon - nienaturalnie długi, puchaty do tego, ze smugą barwy włosów. Zakrapianą dużymi małymi, okrągłymi lub półokrągłymi, zaokrąglonymi do połowy bądź nie cętkami. Czasem przeszkadza, ale idzie się przyzwyczaić~
Czemu tak często nosi dekolt na plecach? Żeby pochwalić się swoim tatuażem, rzecz jasna. Rozłożone , anielskie skrzydła, z łacińskim napisem "Bowiem w nadziei już jesteśmy zbawieni". Uroczy uśmiech pełen białych, ostrych szpikulców. Podobnie z pazurami, które - niczym u najszybszego kota świata, bliskiego kuzyna Marcysi - nigdy się nie chowają. Na szyi nosi swój długi, związany kilkakrotnie naszyjnik z kluczem i błękitnym naszyjnikiem. Ubrania? Ależ oczywiście - szereg luźnych sweterków, długich bluz, t-shirtów, bluzek z opadającymi ramionami, leginsy, podarte rurki, szorty... Ma się te wtyki, rzekła w praktyce bezdomna Marcelina.  

: C h a r a k t e r :

♣  Równie zabawny punkt!  ♣
Ile razy spotkaliście osoby mroczne, niemalże straszne, z aurą śmierci wyczuwalną na kilometr? Pewnie wiele! W końcu każdy z nas ma jakieś tajemnice, większość tutejszych historii to smutne dramaty, tak.
Marcelina należy do osób... pozytywnych. Ma zawsze dobry humor, zaraża nim często innych - wszędzie widzi plusy, zalety. To wieczna, wrażliwa i otwarta na świat optymistka. Ma duszę artysty, umiejętnie odczytuje emocje drugiej osoby dzięki mimice twarzy, gestykulacji czy tonie głosu. Roześmiana. Żyje we własnym świecie, gdzie pełno dobrych jednorożców. Ma bardzo dziwne 'rozkminy' - na temat Boga, życia, banalnych sfer życiowych. Bardzo towarzyska, mimo to potrzebuje od czasu do czasu chwili dla siebie - dla swoich pomysłów, dla poświęcenia czasu swojej osobie. Raczej mało osób rozumie jej potrzeby i sposób bycia. Nigdy nie ocenia drugiego człowieka po wyglądzie, a po duszy - pomocna dla każdego, trudno wyprowadzić ją z równowagi, praktycznie wszystko bierze za żart. Jest bardzo delikatna. I w dodatku niecierpliwa. Wszystko musi mieć zaraz, już. A jak nie dostanie tego, czego chce... obrazi się.
Tak, to księżniczka. Niedopieszczona królewna~
Łatwo ją urazic i wbic nóż w serce. Wizualnie nie da po sobie poznać, że właśnie ktoś skrzywdził jej duszyczkę. Mimo faktu, że należy do osób szczerych (aczkolwiek w delikatny sposób) będzie to tłamsić w sobie.
Każdy ma swoje granice cierpliwości. Gdy przekroczysz jej kruchą linię - potraktuje Cię jak wroga. Krzywd jej wyrządzonych często wybacza, lecz nie zapomina. Ah, hejtuj ją, wyśmiewaj, obrażaj jej styl - nie przejmie się tym, bo życie nauczyło ją, by w takich kwestiach mieć dystans do siebie. Przyjmie krytykę, co nie oznacza, że się zmieni. Bardzo nieufna w stosunku do nieznanych osób. Stworzenie to jest gadatliwe, z zapasem miliona słów. Wierna przyjaciołom. W sprawach miłosnych (hah, w jej przypadku nieodwzajemnione) bardzo wstydliwa. Cierpi na wieczny niedobór czułości i tulenia.~
Ogółem, można ją polubić, a nawet zaprosić do swojego serca. Odwdzięczy się tym samym. c:

:H i s t o r i a :

Ewa właśnie zajadała jabłko. Ryczący koło niej Adam stał i bezradnie patrzył na kobietę. Kilka sekund - i z jabłka nie został nawet ogryzek.
Wąż i Adam patrzyli bezradnie to na Ewe, to na siebie.
-I co teraz? - zapytał wąż.
-Nic - odpowiedział Adam. -Tylko całą biblię diabli wzieli...



Byliście kiedyś po drugiej stronie lustra?
Chudy, wysoki mężczyzna ubrany w czarny garnitur i z szerokim uśmiechem nalewał do eleganckiej, celtyckiej filiżanki zimną herbatę.
-Na takie upały taka jest najlepsza. Z cytrynką i trzema łyżeczkami różowego cukru. - powiedział głosem pełnym gracji i z nutką akcentu francuskiego. Siedząca na przeciwko dama cierpliwie czekała na napój.
-Wyśmienity poczęstunek. - rzekła w końcu, chcąc przerwac ciszę. Spojrzała w stronę magiczneg lasu. Ścieżką kicał Biały Królik, nerwowo rozglądając się na wszystkie strony.
-Kto nas przywitał tu! Witaj, Króliku! - zakrzyknął wystarczająco głośno Kapelusznik. Zaprosił zdenerwowanego gryzonia na wolne miejsce. Ku zdziwieniu wszystkich, zamiast swojego puszystego tyłka postawił na nim koszyk. Który zaczął się... ruszac.
-Co jest w tym koszyku?
Gośc bez słowa spojrzał na wszystkich, przy okazji rozglądając się na boki. Po chwili chwycił za miękki, biały materiał, ściągając go powoli.

Nie powinnam była tyle płakać (...). Spotyka mnie teraz za to taka kara, że mogę się utopić w swoich własnych łzach.


Cała trójka zgromadziła się przy koszyczku. Dopiero po chwili to coś, co w nim siedziało, rozprostowało wielkie uszy i rozdziawiło paszczę.
-Co to jest, Bialy Króliku? - spytał uprzejmie Kapelusznik. Dama zakryła z pogardą usta wachlarzem.
-Czuję nutkę strachu, Kapeluszniku. - odpowiedział szybko gryzoń, jak to w jego zwyczaju bywało. -To kot.
Cisza.
-Kot? - wyjąkał Kapelusznik. -Kot? Znam tylko jednego. Takiego z szerokim uśmiechem. Kota z Cheshire...
I w tym momencie stworzenie spojrzało na zgromadzonych. Dwukolorowe oczy, różowe włosy, wielkie uszy. Puchata sierśc, długi ogon. Wyszczerzyło się do nich. W szerokim uśmiechu.


Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie. Czy aby nocą nie zmieniono mnie w kogoś innego? Bo, prawdę mówiąc, czuję się jakoś inaczej. Ale jeśli nie jestem sobą, to w takim razie kim jestem?


Biały Królik odsunął koszyk.
-Drogi Kapeluszniku - zaczął. - Jako bliskiego przyjaciela proszę Cię, byś zaopiekował się tym stworzeniem.
Męzczyzna bez słowa chwycił ostrożnie koszyk. Puchata kulka nie sprawiała wrażenia niebezpiecznej. Chwycił więc ją w objęcia, trzymając w bezpiecznej odległości.
Już wieczorem owa kulka siedziała mu na kolanach.
-Nazwałeś ją jakoś? - spytał Królika, który wyglądał na gościa, który chce opuścic stół.
-Nie pomyślałem o tym.
-Niech będzie... - zrobił zamyśloną minę. -Marcelina.


W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała.


-Może chłodnej herbaty? Na tak upalny dzień będzie to idealny napój chłodzący. - ten sam garnitur, ten sam akcent, ten sam dobry Kapelusznik.
-Poproszę. - odpowiedziała cicho, plącząc niemal język. Z radosnym uśmiechem wzięła do łapek wielki, jak dla niej, kubek. Faktycznie, dzisiejszy dzień był bardzo upalny.
-Proszę. - położył na piknikowym kocyku amulet. -Unieś go siłą woli. Uda Ci się.
Spojrzała na szafirowy, głęboki kamień. Był piękny. Skupienie się na nim nie sprawiło Cyśce większego problemu... grając na umysłowym instrumencie powoli uniosła naszyjnik siłą woli. Unosił się nad ich głowami, wędrując coraz wyżej, wyżej... aż w końcu upadł, lądując bezpiecznie spowrotem na kocyku.


Ja... ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem, proszę pana. Mogłabym powiedzieć, kim byłam dziś rano, ale od tego czasu musiałam się już zmienić wiele razy.


Mijały lata. Marcelina - bo takim imieniem ohrzcił ją Kapelusznik, uczyła się patrzec na życie z perspektywy pozytywnego szaleńca. Dobro, miłośc, dystans do świata, szacunek - te najważniejsze wartości wyniosła z domu. DOM - tak, chatkę Kapelusznika nazywała swoim domem.
Pamiętam, był to szósty dzień szóstego miesiąca. Kilkunastoletnie wtedy Marcelina przechodziła akurat przez magiczny las. Radośnie podskakując, patrzyła na rosnące tu kwiatki. Minęła magiczne źródełko. Wielki staw. W końu stanęła przed ogromnym, starym dębem, z gałęziami pnącymi się ku górze. Poprawiła swój ręcznie szyty przez Starą damę zielony sweter i zaczęła przeskakiwac przez korzenie.
-Dokąd to się wybierasz, słodka? - prawie potknęła się o wystające korzenie. Odwróciła się. I nikogo nie zauważyła. Była pewna, że to jej wyobraźnia płata jej figle, więc nie zastanawiając się długo, ruszyła dalej.
-Witaj, Marcelino. - ten sam głos i... i szeroki uśmiech. Przed oczyma młodej potwory. Z impetem cofnęła się do tyłu, drapiąc energicznie drzewo, starając się utrzymac równowagę.
-Spokojnie, kotku... - przed bohaterką pojawiła się ciemna postac. Cień? Tylko tak można było to opisac. Szkarłatne oczy. Przenikliwy wzrok. Szeroki uśmiech. Tylko to zdążyła zarejestrowac.
-Kim jesteś?
-Bazyliszkiem. Twoim przeznaczeniem. - świat zawirował. Była tylko ona, mrok i... on. Słyszała szepty, śmiechy, urywki rozmów znajomych jej osób.


"Co to jest?" "To potwór, pozabija nas wszystkich." "Kapeluszniku, odejdź, lub porzuc ją!" "To potomek demona, szatana!" "to napewno wyrzutek. Pewnie to sprawka Damy Kier!" "To szpieg!"


Otworzyła oczy. Przerażona, chwyciła się mocno wystającego korzenia. Gdy spotkała tą dziwną postac, "Bazyliszka", był wczesny poranek. Otwierając oczy zastała mrok. Powoli stanęła na swoje własne nogi.
Odkryła też następny, zaskakujący fakt - znajdowała się w zupełnie innym miejscu! Pod innym drzewem. W innym lesie!
Jej zmysły wyostrzyły się. Wokół panowała idealna cisza. Dopiero po wgłębieniu się w tajemniczą puszczę usłyszała wycie wilków. Dochodziły z zachodu. Ciarki przeszły ją po plecach. Zaczęła szukac kryjówki - nie zamierzała stac się obiadem wygłodniałych wilczków. Za chronienie wybrała grotę w wielkim dębie. Bez problemu przedostała się do środka.
Jaskinia ta nie była zwykłą grotą. Wewnątrz niej rosły drzewa o fioletowych i niebieskich owocach i różowych liściach. Tyle że ani liście, ani owoce nie były jadalne - twardych diamentów czy kamieni zjeśc się nie da. No chyba że jest się jakimś gatunkiem żywiącym się gruzem
Ciemny korytarz ciągnął się w nieskończonośc. Cyśka straciła poczucie czasu. Ile wtedy minęło? Minuty, godziny?
Jej stopy przyzwyczaiły się do ciągłego kontaktu z podłożem. Jakie było jej zaskoczenie, gdy trafiła na... pustkę.
Spadała. Spadała długo. Widziała przed sobą cienie, słyszała głosy, jakby wszyscy jej "przyjaciele" rozmawiali jednocześnie. Wpadła w ramiona Cienia. Jego długie, sponiaste pazury zamknęły się, ściskając biedną Marcelinę. Złapała za kciuk, który przywarł do jej obojczyka. Szamotała się, próbowała wyrwac, jednak każda próba kończyła się fiaskiem.
Spojrzała przed siebie. Przenikliwe, wielkie oczy patrzyły wprost na nią. Jej serce zabiło mocniej.
-Czego ode mnie chcesz?! - wykrzyczała.
-Nie bój się, krucha istoto - jego głos był... był... dziwny. Przerażający. Odbijało się echem o pustkę.
-Puszczaj mnie... wredny poworze...
-Nie za mocne słowa, jak na taką damę?
-Czego chcesz? - Zero odpowiedzi. W mgnieniu oka Bazyliszek otworzył paszczę i... po prostu połknął kotowatą.


Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku,
Więc przyszedł pan doktor:
- Jak się masz, koteczku?
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora - Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora.



Poranek. Promyki wstającego słońca nieśmiało muskały policzki Marceliny. Otworzyła oczy, przyzwyczajając je powoli do kolorów dnia. Podniosła głowę - czuła się wypoczęta i o pełnych siłach.
Rozglądnęła się. Siedziała pod wielkim, starym drzewem i już po chwili doszła do wniosku, że znajduje się w jeszcze innym miejscu... sucho, gorąco, kilka krzewów w zasięgu wzroku i po horyzont ciągnąca się pustka. Gdzie ona była? Gdzie Kraina Czarów?


- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.


: S ł a b o ś c i :

♦ Psychiczna alergia na psy, a tfuuu~ ♦
♦ Przez przypadek nadepnąłeś na jej ogon? Słuchaj dwie godziny lamentu, że umiera. ♦
♦ Zabije dla ciebie prezydenta za tego batona czekoladowego.♦
♦ Miękka, czyściutka pościel. Nie łudź się, że obudzi się o trzynastej. ♦
♦ Anarchofobia. Oh god. ♦
♦ Krew. Słodka krew. Straszna. ♦

: D o d a t k i :
Kolorowe bryloczki, naszyjniczki, kolczyki~

♦ Ma straszne łaskotki... ♦
♦ Często leci jej krew z nosa, więc chusteczki są niemal obowiązkową częścią ekwipunku kieszonkowego. ♦
♦ Słucha rocka/bluesa i typowych piosenek z lat 90-tych. ♦
♦ Ma magiczną fajkę, dzięki której tworzy z gęstego dymu o wiśniowym posmaku kółeczka, serduszka albo kwadraciki nawet. x3 ♦
♦ Jej ulubionym kolorem jest niebieski, szafirowy i szmaragdowy. ♦
♦ Tolerancyjna wobec wyznań, orientacji, gustów muzycznych, jedzonych ciastek... ♦

_______________________________

I have no heart.
It's my own fault
It's not my fault. I'm not human at all...
At all....
We have no men at all, we have no heart.


Ostatnio zmieniony przez Marcelina dnia Sob Maj 24, 2014 5:50 pm, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty


Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Nanana, give me cookies.   Wto Maj 20, 2014 6:46 pm

Zły Taro nie będzie miły.

Za krótka historia i to stanowczo za krótka.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Nanana, give me cookies.   Pią Maj 23, 2014 12:09 am

Zrobione. c:
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty


Liczba postów : 93
Join date : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Nanana, give me cookies.   Nie Cze 01, 2014 4:42 pm

Jakoś nie widzę tu wydłużenia historii tylko nasranie dialogami ugh jak ja nie znoszę historii zapchanej dialogami tylko po to by wyglądała na dłuższą niż jest. Opisu więcej OPISU.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nanana, give me cookies.   Today at 4:24 pm

Powrót do góry Go down
 
Nanana, give me cookies.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Poziom a nie ranga i GHHOP (Give Him His Own Playground)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci-
Skocz do: