IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Heinrich Göring

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Heinrich
Nadczłowiek


Liczba postów : 5
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Heinrich Göring   Wto Kwi 15, 2014 7:31 pm

Godność:
W jego czasach, w mniemaniu jego rodziny, opłacało się nosić nazwisko Göring. Ba… nawet bardzo opłacało. W końcu czy było coś lepszego, niż urodzić się w rodzinie jednego z wyżej postawionych niemieckich oficerów? Nie… no chyba, że bycie dzieckiem samego Führera. Mnogość przywilejów, jakie uzyskujesz już przy samych narodzinach… Szacunek, jakim darzą cię ludzie od momentu pierwszego uściśnięcia sobie dłoni przy zapoznaniu… Dla osób wyznających od małego zasadę dzielenia społeczności na nadludzi i podludzi było to czymś wspaniałym.
Natomiast jego imię, Heinrich, jego ojciec dał mu, by podkreślić jego wysoki status społeczny, emanującą od niego siłę i władczość. Wierzył, że imię, jakie nada swojemu pierworodnemu będzie miało duży wpływ na to, jakim człowiekiem będzie w przyszłości. Chciał, aby jego syn osiągnął to samo, co on sam, wybił się na wyżyny i u boku Hitlera trzymał w garści cały naród niemiecki i podbite państwa. Dalekosiężne plany, czyż nie?

Wiek:
Urodził się 15 marca 1929. Kiedy rozpoczęła się 2 wojna światowa miał zaledwie 10 lat. Od najmłodszych lat wpajano mu spaczone wizje, którymi kierował się Hitler, aby stworzyć świat takim, jakim chciał go widzieć. Sam Heinrich, jako datę swoich narodzin przyjmuje listopad 1942. Dlaczego? Bo wtedy wszystko się zmieniło. Na chwilę obecną liczy sobie już 85 lat, ale jego wygląd ani trochę na to nie wskazuje.

Orientacja:
Można śmiało rzec, że sprawy orientacji i seksualności wcale go nie dotyczą. W każdym razie JESZCZE nie dotyczą. Przez większość swojego życia trzymany był w zamknięciu, pod kloszem, w swoim prywatnym więzieniu, z którego nie miał możliwości ucieczki. Odcięty od reszty świata, normalnego życia, na które według niektórych nie zasługuje. W końcu nie jest już człowiekiem, więc dlaczego ma żyć jak człowiek? Dlaczego ktoś ma mu pozwolić na odczuwanie tego, co mogą odczuwać inni ludzie? Miłość… Przywiązanie… Ciepło bijące od drugiej osoby… to stanowczo nie dla niego, mimo że dopiero teraz ma możliwość poznania pewnych aspektów życia, od których wcześniej był całkowicie odcięty. Przecież nie jest tego wart.

Pochodzenie:
Jak samo nazwisko wskazuje chłopak jest stuprocentowym Niemcem. Żeby było jeszcze ciekawiej wywodzi się z Niemiec Hitlerowskich z czasu II Wojny Światowej. Przez całe życie przebywał tylko na terenie swojego państwa, niekoniecznie z własnej woli. Nie bardzo miał możliwość wyjścia gdzieś dalej, pomimo włączenia do armii III Rzeszy. Trzymany był pod ścisłym nadzorem w jednym z niemieckich bunkrów, do którego jedynie nieliczni, wykwalifikowani żołnierze mieli wstęp. Nikt niepowołany nie mógł tam wejść a tym bardziej stamtąd wyjść. Źle by się to skończyło nie tyle dla samej armii niemieckiej, co reszty społeczności.

Rasa:
Każdy na pewno słyszał o wyidealizowanych wizjach Adolfa Hitlera odnośnie świata i zamieszkującej go ludności. Pragnął on społeczeństwa stworzonego jedynie z ludzi pięknych, idealnych pod każdym względem, wykazujących się niemałą sprawnością i inteligencją. Jako swój wzór ogólnego piękna obrał rasę aryjską tak często w Niemczech spotykaną, a całą resztę nie wpisującą się w jego schematy eksterminował by oczyścić świat ze społecznego brudu. Ale dlaczego miałby nie sięgać dalej? Jednak taka eksterminacja zajmowała dużo czasu, pochłaniała wielu żołnierzy, a ludzie, jak wiadomo, nie są materiałem nieskończonym. Co prawda rodzą się kolejni, ale czy trzynastoletni dzieciak nadawałby się do zostania bronią w rękach armii? A dlaczego by nie? Dlaczego by nie stworzyć modelu żołnierza idealnego, skoro pod ręką jest tylu młodych, których nieprzystosowane jeszcze plastyczne ciała można modyfikować wedle uznania? Dlaczego by nie stworzyć upragnionego nadczłowieka, który zdolny będzie przeżyć niejedno pokolenie i ani trochę się nie zestarzeje? Tak… to była wspaniała wizja, a możliwość jej realizacji była naprawdę kusząca.

Ranga:
Ersten, 01, I… bo był jednym z pierwszych, a raczej pierwszym, na którym dokonano zmian. Pierwszym, który został poddany tak radykalnym przemianom i testom. Pierwszym i o dziwo najlepszym, najlepiej przystosowanym zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nikt nie wiedział, z czego to wynikało, ale kolejne numery były słabsze, gorsze, a czasami odpadały już w przedbiegach zniszczone przez lepsze jednostki. Ersten w przypadku Heinricha stało się nie tyle rangą, co imieniem, które słyszał częściej niż swoje własne, które widniało wypalone na jego ciele, w jego umyśle i po części też w rozdartej na pół duszy.

Moce uzyskane:

* Nadnaturalna siła – Jego siła jest znacznie większa niż u przeciętnego człowieka, nie oznacza to jednak, że potrafi udźwignąć na jednym palcu masywny kontener przemysłowy. Jego siła daje mu znaczną przewagę w czasie walki ze śmiertelnym bądź nieśmiertelnym przeciwnikiem i porównywalna jest do siły wampirów i zmiennokształtnych. Wiąże się to również ze wzmocnieniem struktury szkieletu jak i mięśni. Jego kości są mniej podatne na złamania i stłuczenia a mięśnie na zerwanie.  

* Szybka regeneracja – Tak samo jak u wampirów i zmiennokształtnych jego ciało regeneruje się o wiele szybciej niż u przeciętnego człowieka, z tą różnicą, że każda zadana rana pozostawia na jego ciele swoje piętno w postaci blizny. Dzieje się tak, ponieważ jego tkanki nie odbudowują się tak jak u wampirów pozostawiając ciało bez najdrobniejszego śladu dawnych ran, ale regeneruje się tak jak ludzkie, z tym, że o wiele szybciej i skuteczniej.

* Zwierzęce instynkty – Tak samo jak zwierzęta jest w stanie przewidzieć zbliżające się zagrożenia. Ma swoje przeczucia, które pomagają mu w unikaniu wielu kłopotów. Oprócz tego ma też wyostrzone zmysły, co jeszcze bardziej upodabnia go do zwierzęcia aniżeli normalnego człowieka.

[Moce pozostawiam bez jakichkolwiek ograniczeń, ponieważ figurują tu jako zdolności rasowe. Mocy dodatkowych – brak.]

Umiejętności:
Heinrich nie może szczycić się umiejętnościami, którymi zazwyczaj chwalą się normalni ludzie bądź nieludzie. Język angielski opanował tylko dlatego, że w pewnym momencie jego zwierzchnicy zaczęli kłaść nacisk na naukę tego języka nawet w jego specyficznej jednostce. Nie potrafi gotować, malować, wyrażać się kreatywnie, nie potrafi rozmawiać z ludźmi ani obsługiwać większości przedmiotów codziennego użytku, ale jeśli dasz mu w dłoń dowolnej marki karabin, czy też zwykły mały pistolecik bez problemu opanuje go już po pierwszym strzale testowym. Zna się na walce wręcz, broni palnej, pociskach wszelkiej maści, typowym wojskowym sprzęcie. Kiedy zmuszają go do tego okoliczności i walka nożem czy też Bronia białą jest mu niestraszna… ale gdyby tak dać mu do ręki mikser, czy tez kazać zrobić prawie…

Broń:
Göring ma sentyment do dwóch niemieckich zabaweczek, które trafiły do jego bestialskiego serduszka już dawno i są z nim do dziś. Jego dwie kochanki: Mauser C96 kaliber 7,63 mm i Luger P08 Parabellum kaliber 9 mm. Praktycznie wcale się z nimi nie rozstaje i stara się zawsze mieć przy sobie zapasowe magazynki do obu tych broni. Nosi je w kaburach dopiętych do paska spodni z doczepionym do nich łańcuchem, żeby nikt przypadkiem mu którejś nie podprowadził.

Wygląd:
Heinrich jest osobą dosyć wysoką. Ma około 182 cm wzrostu, przy wadze około 85 kg.
Na skutek przeprowadzonych eksperymentów jego wygląd uległ bardzo radykalnym zmianom. Teraz bardziej niż do aryjskiego ślicznego chłopca, którym niegdyś był, bliżej mu do osłabionego przez geny, podatnego na choroby i urazy albinosa, z którym prócz wyglądu ma niewiele wspólnego. Jego niegdyś rumiana cera stała się niezwykle blada, momentami wydając się niemal przeźroczysta. Niebieskie oczy nabrały krwistego odcieniu, drapieżnego wyrazu i zwierzęcej dzikości. Natomiast włosy w odcieniu anielskiego blondu rozjaśniły się do bieli i w żaden sposób nie pozwalają się zafarbować, zmienić ich właścicielowi koloru na bardziej naturalny.
To, w jakim stanie jest jego ciało, wie jedyne on sam. Unika odkrywania go przed kimkolwiek przez wzgląd na szpecące je ślady przeszłości. Ślady po cięciach i rozrywających ciało pociskach, złamaniach otwartych, blizny pooperacyjne, które pojawiały się za każdym razem, gdy ktoś chciał dokonać w jego ciele kolejnej modyfikacji, sprawdzić na jak silne działania można je poddać, ile jest w stanie wytrzymać.
Poznaczony bliznami kark „zdobi” zewnętrzna część rdzenia w postaci metalowej płytki przytwierdzonej do kręgosłupa, całkowicie wystającej ponad okalającą ją skórę. Całe jego ciało znaczę liczne blizny zarówno z czasów testów jak i z lat późniejszych. Twarz ma dość pociągłą, o ładnie rysującej się linii szczęki, co nadaje mu dość męskiego i władczego wyglądu, dopełnionego spojrzeniem w stylu „uciekaj, byle jak najdalej”. Dłonie ma szorstkie, o stwardniałem skórze na palcach, poznaczone licznymi bliznami od cięć, zadrapań i otarć.
Jeżeli chodzi o ubiór, to niezależnie od tego, co zakłada stara się robić wszystko, byle tylko zakryć widniejący na jego szyi symbol, spoczywającego na nim piętna. Golfy, koszule z wysokim kołnierzykiem, szalik… cokolwiek, byle tylko zasłonić płytkę. Na to zarzuca najczęściej skórzaną kurtkę z przysłaniającym cały kark kołnierzem. Spodnie zawsze długie, by zakryć jak największą powierzchnię ciała, nie pokazywać poznaczonych bliznami po metalowych więzach kostek, wciśnięte dodatkowo w wojskowe, skórzane buty do połowy łydki. Dłonie ukrywa w czarnych rękawiczkach z cienkiej skóry.

Charakter:
Prawdopodobnie gdyby sprawy potoczyły się inaczej Heinrich wyrósłby na dobrze wychowanego młodzieńca wierzącego we wspaniałe niemieckie ideologie, mającego wspaniałą żonę i dzieci, ewentualnie uzdolnionego żołnierza gotowego poświęcić swoje życie dla dobra ukochanej ojczyzny. Jednakże tak to w życiu bywa, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, w tym wypadku planem matki chłopaka, bo z planem ojca zgrało się idealnie.
Na pierwszy rzut oka cichy i opanowany. Całkowicie zamknięty w sobie, odcięty od zewnętrznego świata. Dryfujący gdzieś pomiędzy własnym wyimaginowanym światem a rzeczywistością, mimo że twardo stąpał po ziemi… dopóki przez pewien impuls nie wyjdzie z niego wszystko to, co stara się w sobie od jakiegoś czasu stłamsić i ukrywać.
W obecnym społeczeństwie niezbyt dobrze patrzono by na osobę wyznającą typowo nazistowskie poglądy, patrzącą na otaczający go świat z pogardą marząc o tym by wyczyścić go z całego brudu do cna.
Ersten z pewnością nie należy do osób, z którymi ktokolwiek chciałby zadzierać. Kiedy jego opanowanie zmienia się w agresję i wyłączają się wszystkie pokłady zdrowego rozsądku zmienia się o 180 stopni stając idealną maszynką do zabijania. Bez sumienia, bez skruchy, bez litości. Gotowy jest wyprzeć się swoich wszystkich uczuć byle tylko wypełnić przekazane mu rozkazy. Może i po powrocie do normalności będzie czuć się z tym wszystkim źle, ale dzięki wychowaniu jego ojca i wpajaniu mu idei na temat decydowania o cudzym życiu i śmierci od najmłodszych lat, całe poczucie winy mija tak samo szybko jak się pojawia.
W obyciu z ludźmi wydaje się być bardzo nieśmiały… O ile można to nazwać nieśmiałością. Po prosu się odcina, woli unikać kontaktu, bo nie potrafi prowadzić rozmów, nawiązywać znajomości, obcować z drugim człowiekiem. Przez ponad 70 lat życia w zamknięciu zapomniał już jak to było utrzymywać normalne kontakty z ludźmi, którzy nie są tym samym, czym on się stał, którzy nie stają na prawie tym samym poziomie w hierarchii świata co on, którzy są o wiele niżej, są słabi, mają emocje, odczuwają strach, smutek, radość… znają to, czego jemu nie dane jest poznać, bo odebrały mu to lata szkoleń.
Tak to jest, kiedy tworzy się swój ideał dążąc do osiągnięcia czegoś sprzecznego z ludzką naturą, czegoś wybijającego się ponad całą resztę, przystosowanego jedynie do walki o przetrwanie.

Historia:
Każde dziecko pragnie przypodobać się jak najbardziej swoim rodzicom, kroczyć ścieżką, którą oni dla niego przygotowali, aby wpisać się w ich łaski, stać oczkiem w głowie, być ich ulubieńcem, sprawić, by byli z ciebie dumni. Każde dziecko gotowe jest zrobić wszystko, byle tylko zyskać w cudzych oczach, pokazać się z jak najlepszej strony, nawet, jeżeli miałoby się to wiązać z przebyciem naprawdę trudnej drogi.

- Panie Göring, mam nadzieję, że rozumie Pan jak wielką prośbę składamy Pańskiej rodzinie, i jak dzięki jej wypełnieniu zyska Pan w oczach reszty oficerów i wyżej postawionych niemieckich urzędników…  - perorował jeden z członków wojskowego oddziału badawczego przechadzając się po sterylnym gabinecie jedynie od czasu do czasu z niesamowitym przejęciem i niepokojącym błyskiem w oku spoglądając na siedzącego naprzeciwko Hermana Göringa. – Rozumie pan, że wybieramy jedynie ludzi nam zaufanych, tych, którzy już przysłużyli się do sukcesu Trzeciej Rzeszy, ale nadal mogą przysłużyć się bardziej. Rozmawialiśmy już z wieloma zaufanymi osobami, jednakże – przybrał zatroskany ton głosu, jak gdyby przemawiał do przejmującego się czymś dziecka – nie wszyscy zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji i ku naszemu nie pocieszeniu odrzucali propozycję tym samym pokazując, że stawiają dobro własne ponad dobro całego państwa Niemieckiego i idei Führera.
Göring jedynie skinął głową pozwalając swojemu rozmówcy kontynuować.
- Pański syn, Heinrich, jest dla nas idealnym elementem. Jest młody, utalentowany i na tyle sprawny i odporny, że bez problemu przejdzie przez fazę testów i sam zabieg. Wyprzedzając Pańskie pytania zabieg nie jest niczym szczególnym. Jest całkowicie bezpieczny, nie wywołuje skutków ubocznych. Przeprowadzimy go w pełnej narkozie pod okiem najlepszych chirurgów i neurochirurgów.
- Na czym ów zabieg ma właściwie polegać? – zapytał z końcu oficer przerywając wywód naukowca, by dobrnął w końcu do tych najbardziej istotnych informacji.
- Jak już wspominałem zabieg nie jest niczym szczególnym. Polega na wszczepieniu w rdzeń kręgowy Pańskiego syna niewielkiej płytki, która wprowadzi pewne zmiany z układzie nerwowym. To nic wielkiego, ale da zarówno nam jak i Pańskiemu dziecku wielkie możliwości. Do tego nasza wdzięczność będzie nieopisana, a przywileje, jakie otrzyma Pańska wręcz niewyobrażalne. Tak więc, czy godzi się Pan przekazać swoją pociechę w nasze ręce, by Pański syn tak samo jak i Pan miał okazję uczynić coś dla dobra naszego wspaniałego narodu?
- … Tak.


Wraz z zakończeniem Drugiej Wojny Światowej projekt porzucono i zaszufladkowano, tak samo jak większość projektów z tamtego okresu. Według akt trzynastka poddanych eksperymentom dzieci zmarła w wyniku błędu lekarzy bądź przez zbyt słabe przystosowanie się do nowych warunków. Obiekty, które przetrwały zostały w niewiedzy ich rodzin zamknięte na terenie Niemieckiej bazy wojskowej poddane ścisłej obserwacji tamtejszego personelu i służby medycznej. Zawieszony projekt został oddany do stanu „hibernacji” w oczekiwaniu na czas, kiedy znów mógłby wydać się użyteczny. Informacje o jego istnieniu nie wyciekły do wiadomości publicznej, zostały utajone.

Przez długi czas było tak, że w jednostce tylko dwie, zawsze te same osoby zajmowały się doglądaniem Heinricha, zamianą kroplówek, dostarczaniem posiłków i sprawdzaniem więzów, czy aby na pewno któryś się nie obluzował. Zawsze te same przeszkolone osoby, które dokładnie wiedziały jak należy obchodzić się z obiektem No. Ersten. Nigdy nie widział, kto wchodzi do pomieszczenia, ale mimo to wiedział, kiedy nagle pojawiał się ktoś inny w zastępstwie. Słyszał to… w sposobie chodzenia, głośności stawianych kroków, rozpoznawał po zapachu, po charakterystycznych reakcjach, przyśpieszonym biciu serca, lekkim stukocie, kiedy ktoś trzęsącą się ręką w obawie, że obiekt może nagle się poruszyć, zrobić coś niepożądanego wymieniał igły i woreczki z dostarczanymi mu suplementami. Co prawda mógłby coś zrobić… warknąć… poruszyć się by nastraszyć laików w zastępstwie, ale oni mieli nad nim tę przewagę, że mieli broń i wolne kończyny.
Tym razem przysłali kogoś, a raczej dwójkę osób, której jeszcze nigdy u niego nie było. Słychać było ich beztroski śmiech odbijający się echem od ścian pustego pomieszczenia i drażniący przyzwyczajone do ciszy uszy Heinricha. Zbyt beztroski. Pierwsze drzwi zostały otwarte. Weszli do środka. Słychać było brzęk przewracanych kluczy, przerzucanych w dłoni w poszukiwaniu tego jedynego, który otwiera zamek krat, jego klatki, w której uwięziony był pomimo pętających go skórzanych pasów.
- Więc mamy tylko wymienić te kroplówki i możemy stąd iść, tak? – powiedział jeden z nich ciężko przełykając ślinę. Czuł na sobie ich wzrok, jak mierzą nim jego ciało, przebiegają od stóp po sam czubek głowy szczerząc się kretyńsko jakby zobaczyli cyrkową zabaweczkę. Miał ochotę warknąć, ale wtedy najprawdopodobniej jeszcze głębiej wcisnęliby knebel znajdujący się w jego ustach tym samym przyduszając go, a tego nienawidził.
- Tylko mi nie mów, że po robocie chcesz się od razu stąd zwijać – powiedział drugi z wyraźnym rozbawieniem w głowie. – Prawdę mówiąc bardzo ciekawi mnie, co jest w nim takiego strasznego. No zobacz…
Poczuł jak puszczają zapięcia pasków z tyłu jego głowy, jak uścisk knebla zwalnia a narzędzie zostaje wyciągnięte z jego ust. Złapał spory haust powietrza i omal się nim nie zakrztusił. Nie pamiętał, kiedy ostatnio mógł oddychać swobodnie przez usta i nie czół w nich tego przeklętego smaku metalu blokującego jego zęby by przypadkiem nie rozszarpał nimi konstrukcji „maski”. Potem zwolniły pasy za plecami… Rozluźniły się na ramionach, klatce piersiowej, aż w końcu całkiem puściły pozwalając mu na pierwszy od dawna ruch…
- Co ty robisz do cholery?! – wrzasnął ten pierwszy robiąc krok w przód, ale zatrzymał się i cofnął, obawiając się konsekwencji czynów towarzysza.
- Pamiętaj, że zwierzęta czują strach – skwitował rozpinając pasy na rękach i nogach tym samym całkiem uwalniając „więźnia”, dając mu pełną swobodę ruchów.
Wraz z puszczeniem pasów podtrzymujących jego sylwetkę padł na ziemię podpierając się trzęsącymi ramionami. Mięśnie kompletnie odzwyczaiły się od ruchu. Musiała minąć chwila zanim wstanie, złapie równowagę i znów będzie mógł funkcjonować normalnie. Utrudnieniem dla niego było to, że opaska przysłaniająca mu oczy cały czas była na miejscu. Nie przepuszczała nawet najdrobniejszego promyczka światła. Spróbował wstać, ale zaraz znowu osunął się na ziemię nie mogąc złapać równowagi. Ten odważniejszy zaśmiał się głośno i z pogardą, za co otrzymał w odpowiedzi gardłowe warknięcie… zachrypnięte i nieludzkie…
- Bierz kliker – polecił towarzyszowi cofając się szybko, zanim Heinrich zdążył się całkiem podnieść – Bierz i wydaj komendę.
Młody żołnierz szybko chwycił zawieszony przy pęku kluczy przyrząd. W pomieszczeniu rozległo się głośne kliknięcie.
Raz… Obiekt wstał, wyprostował się stając luźno, spokojnie, gotowy by wypełnić każde polecenie, każdy rozkaz, jaki zostanie mu wydany.
- Pod ścianę! – nakazał chłopak potwierdzając swój rozkaz kliknięciem.
Raz… Podszedł bez słowa do ściany, wypełnił posłusznie polecenie i wyczekiwał kolejnego.
- Hahaha to jest zajebiste – rzucił ten drugi i zaraz podszedł do kumpla wyrywając mu z rąk przyrząd i tym samym przejmując władzę. – Obróć się! – Kolejne kliknięcie.
Raz… wykonał polecenie a młodzieniec zaśmiał się głośniej. Widać wielką frajdę sprawiała mu zabawa jednym z tajnych projektów III Rzeszy, do tego tych zaliczonych do najniebezpieczniejszych, objętych największą tajemnicą państwową, na których stworzenie wydano krocie.
- Podskocz!
Raz… wykonał polecenie.
- Nie powinniśmy tego robić, oddaj to, każ mu wracać na miejsce i idziemy stąd – rzucił ten pierwszy bardziej wystraszony, próbując zabrać koledze „zabawkę”. Na nic zdały się jego prośby, bo z kumplem było gorzej jak z dzieckiem. Chciał chwycić go za rękę, ścisnął kliker dociskając przypadkiem palec kumpla do guzika, rozległy się kolejne kliknięcia.
Raz… Dwa… Atakuj! I wtedy Ersten ruszył. Poderwał się z miejsca i w mgnieniu oka znalazł się przy tym jakże pewnym siebie młodziku, który tak bardzo go irytował. Nie miał określonego Pana, więc i obiekt eksterminacji nie był określony. Pęk kluczy z brzdękiem uderzył o podłogę. Żołnierzyk ruszył pędem za kraty, a bestia za nim jakby przewidywał każdy jego ruch. Zamknął kraty, ale na niewiele się to zdało. Pręty były silne, ale zawiasy nie wytrzymały szarpnięcia i pękły pod wpływem nałożonej na nie siły. Obiekt ruszył za ofiarą, przywarł ją do muru, sprowadził do parteru. Chłopak próbował się bronić, ale nie na wiele się to zdało. Bestia wgryzła się silnie w wyciągnięte w obronnym geście ramie. Rozległ się krzyk, a za nim przekleństwa.
- Zrób coś do cholery! Zatrzymaj… - Nie zdążył dokończyć, kiedy to dłonie obiektu zacisnęły się na jego szyi, długie, nieprzycinane od dawna paznokcie wbiły się w skórę rozcinając ją do mięsa.
Ten drugi niewiele myśląc chwycił za pistolet i strzelił kilkukrotnie w plecy oprawcy, który zaskamlał jak kopnięty pies i zatoczył się lekko puszczając swoja ofiarę. Poraniony chłopak szybko poderwał się z miejsca, dopadł upuszczone klucze i zawieszony przy nich kliker, którego natychmiast użył.
Raz… Dwa… Trzy… I dopiero po tym Heinrich się uspokoił. Próbował wstać, wrócić do pozycji wejściowej, ale przez kule, które przeszły przez płuca nie był w stanie. Dławił się własna krwią, którą wypluwał w dużych ilościach na podłogę przy każdym kaszlnięciu. Ledwo chwilę temu odzyskał możliwość normalnego oddychania, by teraz znów nie móc złapać powietrza.
Obaj mundurowi ruszyli do drzwi by jak najszybciej opuścić piwnice bunkra. Zatrzasnęli za sobą stalowe drzwi pozostawiając obiekt w kałuży krwi na podłodze, niezabezpieczony, przy zniszczonych kratach, zupełnie nieodpowiedzialnie. Po tym incydencie już nigdy nie dostali tu dyżuru…


Po kilkudziesięciu latach projekt okazał się możliwością zarobku. Niemieckie wojska sprzedały pozostałe przy życiu obiekty. Informacje o danych personalnych kupców zostały utajone. Projekt ”Übermensch” popadł w zapomnienie.

Inne:
* Osoba, która wykupiła Heinricha zmarła. Wraz z jego śmiercią Obiekt Ersten zyskał wolność.
* Jest nieprzystosowany do życia w społeczeństwie.
* Ma tendencję do częstego pakowania się w kłopoty, przez brak samokontroli.
* Kliker, symbol swojego przekleństwa i ubezwłasnowolnienia, nosi zawsze przy sobie dopięty do paska spodni.
* Stara się unikać zatłoczonych miejsc.
* Jest małomówny.
* Nienawidzi rozmawiać na temat swojej przeszłości.
* Nie pamięta większości wydarzeń z czasów badań i swojej ludzkiej przeszłości.

Inne konta: Nate, Francis, Ginger

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Heinrich Göring
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów :: Informacje :: Karty postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: